Niedziela, 23 Listopada 2014

Szukaj:

W Internecie          Na Stronie

Telekineza i potęga energii „Ki”

Autor: FN     Źródło: FN     Dodany: Wednesday, 20 January 2010 09:47

Czym jest ludzki umysł? Nikt tego nie wie. Wiadomo jednak, że zawiera on w sobie niepojętą współczesnej nauce potęgę, która pozwala opanować sztukę wpływania umysłem na przedmioty materialne. Umiejętności drzemiące w każdym z nas przypominają górę lodową. To, co wiemy i czego jesteśmy świadomi, przypomina wierzchołek góry lodowej. Cała reszta, o wiele potężniejsza i ważniejsza, jest ukryta przed naszymi oczami.

 

FN od prawie dziesięciu lat odsłania „tę najważniejszą część człowieka”, która dzisiaj jest wykpiwana przez ludzi traktujących kolejne wydania miesięcznika „Science” jako wyrocznię wiedzy o świecie. Warto jednak pamiętać o owej górze lodowej jako o prawdzie o ludzkiej istocie i jej możliwościach.

 

 Tym razem skoncentrujmy się na możliwościach pozazmysłowego wpływania na przedmioty materialne, czyli telekinezą. Aby opisać to niezwykłe zjawisko, musimy przywołać postać polskiego przedwojennego giganta, Stefana Ossowieckiego. Spójrzmy, jak wyglądał ten najsłynniejszy polski jasnowidz.

 

 

 

W kilku słowach warto przypomnieć tę postać, gdyż na portal FN wchodzi sporo osób, które nie czytały naszych wcześniejszych tekstów o tym niezwykłym człowieku, żywym dowodzie na to, że człowiek ma moc, która nie śni się nawet naszym współczesnym naukowcom.

Był inżynierem. Stefan Ossowiecki (1877-1945) urodził się w Moskwie 22 sierpnia 1877 roku. W wieku 17 lat rozpoczął studia w najlepszej szkole technicznej Rosji - Petersburskim Instytucie Technologicznym. Po ukończeniu studiów, jako świeżo upieczony inżynier-technolog wyjechał na praktykę w fabrykach Casella we Frankfurcie nad Menem. Po powrocie do Moskwy pracował w przemyśle chemicznym.

 

Jego niezwykłe zdolności paranormalne ujawniły się w wieku 14 lat, kiedy to zauważył u siebie odbiór informacji drogą telepatyczną. Podczas studiów u Ossowieckiego rozwinęły się zdolności jasnowidzenia, a także tego, o czym dzisiaj piszemy, czyli telekinezy (przenoszenia przedmiotów bez udziału rąk).

 

I tak na przykład podczas egzaminów Ossowiecki "odczytywał" drogą pozazmysłową pytania znajdujące się w zalakowanych kopertach, ku ogromnemu zdziwieniu nauczycieli. O swych manifestacjach telekinetycznych pisze następująco:

 

"Gdy byłem na ostatnim kursie Instytutu Technologicznego, zdolności te zaczęły się przejawiać w zupełnie innych formach - telekinetycznych (samym wysiłkiem woli mogłem przenosić odległe przedmioty). Okres ten w moim życiu był najciekawszy, zdolności tego rodzaju coraz mocniej się rozwijały. Związywano mnie sznurami, nakładano długą koszulę z długimi rękawami, które były związane z tyłu. Leżałem na ziemi, nie mogąc się ruszyć, gdyż nogi w kostkach były także związane mocno i w takim stanie, skrępowany, mogłem poruszać najcięższe przedmioty. Zrywałem ubrania, przesuwałem figury marmurowe lub inne ciężkie przedmioty, zdejmowałem obrazy ze ścian, wszystkie te przedmioty mogłem poruszać bardzo szybko, bo w pół lub jedną minutę od chwili natężenia woli już pociągałem je ku sobie. Ten okres trwał jeszcze w 1919 roku."

 

Warto dodać, że wyżej opisane manifestacje odbywały się w obecności wielu świadków (nauczycieli, uczniów itd.), którzy zaręczali o prawdziwości owych zjawisk. A oto jak sam je tłumaczy Ossowiecki:

 

 "postaram się wytłumaczyć technikę tych doświadczeń, o ile tylko możliwe. Siedząc lub stojąc, byłem bezsilny, musiałem do dokonania tych doświadczeń leżeć, mając oparcie całego ciała na podłodze, kanapie lub łóżku. Robiłem w tych chwilach olbrzymi wysiłek woli, nadzwyczajnego skupienia. Równoważnikiem energii, którą wkładałem, wprowadzając siebie w ten stan prawie kataleptyczny, była energia kosmiczna, która wypełniała mnie i przez nią właśnie przesuwałem lub podnosiłem przedmioty. Ten wysiłek mógł trwać tylko jedną chwilę, o ile zaś przeciągał się dłużej, traciłem siłe i przedmiot upadał. Warunkiem koniecznym, by doświadczenie mogło się udać, musiała być kompletna cisza: nikt w chwili eksperymentu nie powinien był się poruszać. Zadaniem moim wówczas było jednym potężnym wysiłkiem unieść lub przesunąć ku sobie dany przedmiot. Kosztowało to wiele wysiłku, byłem po nim tak wyczerpany, że kilka chwil leżałem prawie nieprzytomny. Dziś dla mnie zrozumiała jest potęga wiary i cuda, których można dokonać. Modlitwa i ekstatyczne zapatrzenie się w tajemnice wiary wyzwala z człowieka ogromną ilość energii, w zamian zaś jak równoważnik wypełnia istotę jego nieznana bliżej, ale potężna energia kosmiczna, której siła potrafi tworzyć cuda. Może ona uzdrawiać chore ciała i całkowicie przekształcić psychikę danego człowieka."

 

Co dziwne, zdolności kinetyczne zanikły u inżyniera po trzydziestym piątym roku życia, przekształcając się w jasnowidzenie. Innym zagadkowym fenomenem występującym u Ossowieckiego był jego dar widzenia aury u innych ludzi. Twierdził, że kiedy zobaczy wyłaniającą się u kogoś białą aurę, w niedługim czasie ów człowiek umrze.

 

 Osobą, która zauważyła uzdolnienia inżyniera, a następnie nauczyła technik pozwalających je rozwijać i potęgować, był tajemniczy żyd Worobiej. Na podstawie kabały hebrajskiej przepowiedział, że nazwisko Ossowieckiego będzie szeroko znane w Europie, dzięki jego jasnowidczym uzdolnieniom. Worobiej przewidział również wybuch wojny światowej, odzyskanie niepodległości przez Polskę, przyszłość Rosji. Stary żyd przepowiedział również trafnie uwięzienie jasnowidza przez Rosjan. Wszystko to okazało się prawdą. W 1917 roku bolszewicy wtrącili Ossowieckiego do więzienia, a następnie skazano go na śmierć. Gdy wydawało się, że nie ma już ratunku dla jasnowidza, w ostatniej chwili egzekucja została wstrzymana, dzięki wstawiennictwu wysokiego rangą urzędnika, który okazał się być kolegą inżyniera z lat młodości. Te sześć miesięcy strasznych cierpień fizycznych i psychicznych spowodowały, iż jasnowidz posiwiał.

 Co dziwne, podczas tego smutnego okresu Ossowiecki nie miał ani jednej wizji, dotyczącej jego przyszłych losów. Z powodu tych przeżyć był on już do końca życia bardzo negatywnie nastawiony do bolszewickiej Rosji. Pozbawiony przez komunistów majątku, zrujnowany jasnowidz osiadł ostatecznie w Warszawie. Dzięki swojemu wysokiemu wykształceniu technicznemu szybko uzyskał wysoką pozycję w świecie przemysłowym stolicy, dużo podróżował po Europie, poznawał wybitnych ludzi. Był to okres, w którym wystąpiło najwięcej paranormalnych manifestacji jasnowidza z udziałem znanych ludzi. Eksperymenty te liczono w setkach. J tak Ossowiecki w towarzystwie pianisty, kompozytora i polityka Jgnacego Paderewskiego przewidział rychłą śmierć świeżo mianowanego na placówkę dyplomatyczna kandydata.

Ten z pozoru tryskający zdrowiem człowiek , rzeczywiście niedługo potem zmarł. Do osób, z którymi Ossowiecki utrzymywał bliskie kontakty towarzyskie należał również Naczelnik Państwa Józef Piłsudski (interesujący się głęboko parapsychologią). Marszałek ofiarował jasnowidzowi swą fotografię z dedykacją: " Panu Stefanowi Ossowieckiemu na pamiątkę naszych rozmów, w zrozumieniu tego, czego nie ma, a co jest". Zabawny incydent wydarzył się w 1930 roku. Piłsudski wezwał jasnowidza do Belwederu, a następnie kazał mu czytać wiadomość umieszczoną w zalakowanej kopercie. Ossowiecki wziął kopertę, a następnie koncentrując się odczytał jej zawartość, zawierającą ulubiony zwrot Naczelnika: "Pocałuj mnie w d..." Piłsudski był tak zachwycony, że zaproponował inżynierowi intratną posadę w ambasadzie w Berlinie. Jnny ciekawy eksperyment został opisany w "Tygodniku Demokratycznym" w 1970 r przez Jerzego Jacynę.  Mianowicie kazano Ossowieckiemu odczytać zdanie umieszczone w dwóch zaklejonych kopertach. Brzmiały one: "Non omnis moriar" oraz wzór chemiczny wody: "H 2 O" Jasnowidz wywiązał się z zadania znakomicie. Tak to opisał: "widzę cyfrę 2 i znak O oraz literę H. Już mam - to jest woda, wzór wody! (chwila milczenia)... Jest również mowa o śmierci. Oby wyraz - na końcu litera "r" (znowu milczenie). Nie rozumiem dlaczego "r"? Pierwsze słowo zdania to francuskie słowo "non", a w środku jest wyraz złożony z pięciu liter ... tak, już wiem - to napisane po łacinie "non omnis moriar".

 

Jasnowidz pomógł również znanemu niemieckiemu przemysłowcowi w wyjaśnieniu losów jego zaginionej córeczki. Trzymając w dłoni rękawiczkę dziewczynki, Ossowiecki oświadczył, że dziewczynka została zgwałcona, a następnie zamordowana. Zwłoki są zakopane przy trasie Berlin - Monachium, na siódmym kilometrze, za rogatkami Berlina, po lewej stronie  szosy, pod dużym drzewem (grabem). Wszystkie te informacje okazały się prawdziwe. Mało tego, jasnowidz wskazał również zdjęcie mordercy dziecka w rejestrze przestępców policji niemieckiej! Gdy we wrześniu 1939 r przemysłowiec już jako pułkownik Wermachtu pojawił się w Warszawie, przywiózł ze sobą list od samego Hitlera zapewniający Ossowieckiemu nietykalność ze strony okupanta. Dzięki temu jasnowidz mógł wiele razy pomagać ludziom, bez obawy o własne życie.

 

Z postacią Ossowieckiego wiąże się jeszcze jeden fenomen występujący bardzo rzadko w literaturze światowej parapsychologii. Chodzi o bilokację, czyli ukazywanie się w dwóch różnych miejscach jednocześnie (nawet oddalonych od siebie o wiele kilometrów). Świadkiem takiego wydarzenia był Aleksander  Olszakowski. Jasnowidz ukazał się w mieszkaniu aktorki Sulimy na ulicy Chożej o godzinie pierwszej po północy. Równocześnie o tej samej porze, on sam przebywał w restauracji i hotelu "Brostol", na co było wielu świadków.  Innym znanym wydarzeniem było pojawienie się Ossowieckiego na międzynarodowym zjeździe odbywającym się w Wiedniu, podczas gdy on sam  przebywał w swoim warszawskim biurze technicznym. Tak to wydarzenie opisuje: "Architekci polscy, którzy również byli na owym zjeździe, wierzyć później nie chcieli, że tam nie byłem, skoro mnie tam widzieli, i że tego dnia ciało moje, pod nadzorem moich dwóch przyjaciół, całe to południe leżało na kanapie w moim mieszkaniu w Warszawie. Takie rozdwojenie przeprowadziłem potem jeszcze dwukrotnie. Za trzecim razem było ze mną źle: gdy chciałem powrócić, nagle odczułem jakieś silne przeszkody. Widziałem ciało moje leżące na kanapie w moim mieszkaniu w Warszawie, widziałem moich dwóch przyjaciół siedzących przy nim w fotelach i ... nie mogłem wrócić. Zaczął mnie opanowywać wielki niepokój, ale przemogłem tę wielką trwogę: natężyłem całą mą siłę ducha i wtedy ... zacząłem wracać do pełni życia. Powrócił mi normalny oddech i tętno, a potem ocknąłem się i otworzyłem oczy - byłem tylko skrajnie wyczerpany fizycznie, nerwowo i duchowo!".

 

Eksperymenty z Ossowieckim były szeroko znane w przedwojennej Europie. Pomagał bezinteresownie ludziom z całego świata. Odnajdywał zaginione przedmioty, rozwiązywał zagadki kryminalne, uczestniczył w eksperymentach nadzorowanych przez największe autorytety naukowe ówczesnego świata. Nigdy nie zarzucano mu oszustwa.

 

Ossowiecki przewidział nadchodzącą przyszłą wojnę, Powstanie Warszawskie, a także swoją śmierć. Powiedział: "Ja zginę tak, że nikt nie znajdzie mego trupa. Wkrótce to nastąpi". I rzeczywiście słynny jasnowidz został zamordowany przez gestapo podczas Powstania Warszawskiego w segmentach byłego gmachu Głównego Inspektoratu Sił Zbrojnych przy Alejach Ujazdowskich w Warszawie w dniu 5 sierpnia 1945. Jego symboliczny grób znajduje się na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

 

Bibliografia:

 

1. "Fenomeny Paranormalne" - R.Bugaj

 

2. "Świat mego ducha i wizja przyszłości" - S.Ossowiecki

 

 

Dwie sprawy. Po pierwsze umiejętności telekinezy przekształciły się u Ossowieckiego w zdolność do jasnowidzenia, co jest znamienne i warte zapamiętania. A więc jakaś „moc” zmieniła swoje działanie z jednej dziedziny na drugą.

Po drugie Ossowiecki wyraźnie opanował energię Ki, o której piszą wschodni mistrzowie. Na pokładzie Nautilusa mamy pokaźny zbiór książek dość dobrze opisujących metody, jakie pozwalają na opanowanie  w posługiwaniu się tą energią. Jakie są możliwości człowieka, który posiadł moc koncentrowania energii Ki? Warto przypomnieć film wielokrotnie pokazywany na naszych stronach (ale nigdy zbyt wiele o tym przypadku), na którym chiński mistrz mieszkający na Jawie John Chang zapala przy pomocy tej energii papier.

 

 

Naszym marzeniem jest zaproszenie Johna Changa do Polski. Jego umiejętności są oszałamiające. Bez najmniejszych problemów porusza przedmiotami położonymi na stole. Czyni to tylko i wyłącznie siłą własnego umysłu, którą kieruje wiązkę energii Ki. To ona jest kluczem do telekinezy.

 



Chińczycy określają „ki” jako źródło siły (energii) ludzkiego ciała. Wg. tradycji metafizycznej, jaka podaje literatura fachowa, energia Ki magazynuje się w człowieku  5cm od pępka w dół. Miejsce to nazywa się fachowo hypogastrium, czyli popularne podbrzusze (saiki tanden). Tam właśnie znajduje się ośrodek energii oraz środek ciężkości ludzkiego ciała. Na tym punkcie musimy skoncentrować się, jeśli chcemy doprowadzić do przesunięcia przedmiotu jedynie siłą umysłu.


Z wykorzystywania energii ki słyną przeróżne systemy walki, w tym Aikido. Techniki te z pozoru wykonuje się bez żadnego przyłożenia siłowego - wszystko bowiem, co potrzebne, robi za nas właśnie Ki. O ile potrafimy je wykorzystać i doprowadzić do jego uwolnienia.

Osoby na co dzień zajmujące się sztukami walki tłumaczą, że gdy prawidłowo wykonujemy technikę Jujitsu, energia Ki, którą przesyłamy, zostaje przesłana w miejsce, w które patrzymy, lub w które skierowane są nasze palce. To dlatego często zwraca się uwagę, iż nie wolno patrzeć na przeciwnika - tylko na "cel" danej techniki (np. miejsce, gdzie przeciwnik ma wylądować po rzucie). Pomaga to w zachowaniu równowagi względem podłoża oraz ... w kontrolowaniu własnego Ki.

Aby przesuwać przedmioty siłą umysłu, należy opanować umiejętność magazynowania i wysyłania energii Ki. Drogą prowadzącą do tego jest jedynie medytacja, a raczej bardzo skomplikowane techniki medytacyjne, którą są największą tajemnicą skrywaną przez przeróżne buddyjskie klasztory. Wiadomo bowiem, że jej użycie może być niebezpieczne.

 

Aby była jasność – o istnieniu energii Ki nie ma co mówić jako o „egzotycznej hipotezie”, ale o fakcie. Możliwości Johna Changa są jednym z wielu dowodów na istnienie owego fenomenu. Kiedyś dostaliśmy na pokład Nautilusa ciekawego e-maila, w którym autor zadał pytanie: czy przypadkiem osoby posiadające umiejętność posługiwania się tą energię i przesuwania przedmiotów na odległość nie są w stanie wpływać na losowania loterii typu Lotto? Pytanie wbrew pozorom ma w sobie kilka ciekawych elementów i warto na nie odpowiedzieć.

 

Po pierwsze z literatury poświęconej Ki, która jest w bibliotece na pokładzie Nautilusa wynika, że im bliżej człowieka znajduje się przedmiot, tym łatwiej jest nim poruszyć. Mistrzowie bez problemu poruszają dowolnymi sprzętami w pokoju (przypominamy przykład Ossowieckiego), ale już przesunięcie czegoś w mieszkaniu położonym kilka kilometrów dalej jest poza ich zasięgiem.

 

Po drugie jest jeszcze jedna ciekawa sprawa, która jest dość szczegółowo opisana w książce „Mag z Jawy” poświęconej fenomenowi Changa. Otóż używanie tej niezwykłej siły w celu zdobycia „sławy lub pieniędzy” powoduje, że owe niezwykłe umiejętności zanikają. Jest to tak, jakby był „Ktoś”, kto decyduje o tym, że owe boskie możliwości wpływania na „przedmioty i ludzi” nie mogą być używane do wzbogacenia się. Ot, taka ciekawostka, ale trzeba przyznać wielce intrygująca.

 

 

Średnia Ocena:

Moja ocena:

Przeczytany 34423 razy    |    Wszystkich komentarzy: 28    |    Ilość ocen:30

Czekamy na Wasze historie, zdjęcia i inne relacje dotyczące tego artykułu - prosimy je wysłać na adres mailowy: nautilus@nautilus.org.pl

Dodaj to:
Google Wykop Gwar

Komentarze użytkownikow

Skomentuj Artykuł

Wejście na pokład

Przypomnij Hasło

Artykułem interesują się

Dziennik Pokladowy

Wszystkie wpisy

Wszystko zaczęło się od tego, że na terenie naszej Bazy FN zaczęliśmy znajdować bardzo dziwne wgłębienia w ziemi. Zwierzęta? Oczywiście, że tak, ale… mimo wszystko było kilka pytań. Sprawę miała rozstrzygnąć kamera z detektorem ruchu.

Czytaj dalej >

Polecam ten artykuł

Wpisz poniżej e-mail osoby, której chcesz polecić artykuł.