Czwartek, 18 Grudnia 2014

Szukaj:

W Internecie          Na Stronie

Krzysztof Jackowski o sobie, najnowszych sprawach kryminalnych i testach ‘na jasnowidzenie’.

Autor: FN     Źródło: FN     Dodany: Friday, 19 November 2010 20:09

Oto kolejna, dość obszerna porcja informacji o najbardziej barwnej postaci, która pojawia się na okręcie Nautilus, czyli Krzysztofie Jackowskim. Najsłynniejszy polski jasnowidz jest „ciągle zajęty”, gdzieś się spieszy, nerwowo rozmawia przez telefon i zawsze sprawia wrażenie, że już „gdzieś musi być”, a jest spóźniony. Specyfika tego człowieka oznacza, że umówić się z nim w normalny, cywilizowany sposób graniczy z cudem. Na szczęście jest jeszcze tak wspaniały wynalazek, jak telefon.

Na początek dokument, który na pokład Nautilusa przesłał Krzysztof Jackowski. Jest to oficjalne pismo z Prokuratury Rejonowej w Słubicach do Prokuratury Rejonowej w Człuchowie.

Sprawa dotyczy prawidłowego wskazania miejsca położenia zwłok, co poniższy dokument niezbicie potwierdza.

 

O tej sprawie zresztą Jackowski wspomina w rozmowie telefonicznej, która została zarejestrowana 11 listopada. W jej trakcie poruszona została także inna, ciekawa sprawa. Chodzi o testy, którymi miałby się poddać Jackowski i które wykazałyby, czy „naprawdę jest jasnowidzem”. Zaproponowała to grupa studentów z Sopotu.

 

 

 

Sopot, 13 września 2010

LIST OTWARTY
Sopockiego Towarzystwa Naukowego dotyczący możliwości jasnowidzenia, zapraszający do zademonstrowania jej w prostym i obiektywnym teście

Szanowny Panie,

W związku z Pana licznymi wystąpieniami w mediach, w tym m.in. publicznie ogłoszonym zamiarem pozwania rzecznika Komendy Głównej Policji za uwagi podające w wątpliwość Pana ponadnaturalne zdolności, Sopockie Towarzystwo Naukowe zwraca się do Pana z propozycją obiektywnego testu weryfikującego Pana umiejętność jasnowidzenia. Stoimy na stanowisku, że dopóki możliwość jasnowidzenia nie zostanie potwierdzona obiektywnym testem, angażowanie zasobów w poszukiwania osób w oparciu o współpracę z jasnowidzami nie jest uzasadnione, szczególnie w dobie nowoczesnej medycyny sądowej opierającej się o najnowsze zdobycze nauki. Zastosowanie prostego eksperymentu opartego o rzetelne procedury badawcze będzie najlepszym argumentem za lub przeciw tezom, jakie Pan czy Pana adwersarze reprezentują.

Historia nauki nie zna ani jednego przypadku osoby o zdolności jasnowidzenia, której udałoby się jednoznacznie zademonstrować ją w teście spełniającym rygor metody naukowej. Nie wynika to wcale, jak się często sugeruje, z uprzedzeń i braku otwartości środowisk naukowych. Przeciwnie, obiektywne potwierdzenie istnienia takich umiejętności zrewolucjonizowałoby nasze rozumienie otaczającej nas rzeczywistości i zmusiło do przepisania podręczników fizyki i neurologii. Na przestrzeni minionych 150 lat takich prób przeprowadzono tysiące. Zamiast jednak potwierdzić paranormalną naturę badanych zjawisk, nauczyły nas one wiele o tym, jak łatwo błędy poznawcze, znane dziś w psychologii jako np. efekt potwierdzania czy efekt horoskopowy, sprawiają, że ulegamy złudzeniom. Barwna historia badań nad tym, jak łatwo ulegamy iluzji, jest dokładnie powodem, dla którego podziękowania za pomoc od osób trzecich nie mogą stanowić dowodów paranormalnej natury jasnowidzenia.

Istotą testów opartych o metodę naukową jest właśnie wyjście z założenia naszej omylności i subiektywizmu, i konstruowanie badania w sposób taki, by ani uprzedzenia badacza, ani chęć potwierdzenia czy obalenia badanej hipotezy nie mogły wpłynąć na wynik.

Jak można skonstruować takie badanie umiejętności lokalizacji zaginionych osób? Obiektywny test mógłby polegać na przypadkowym rozmieszczeniu w umówionych z Panem miejscach kilku osób, po czym Pan, w oparciu o potrzebne Panu osobiste przedmioty, powiązałby zdjęcia osób z ich miejscami pobytu. Gałąź nauki, jaką jest statystyka, przewiduje skuteczność odgadnięcia przez Pana ich lokalizacji, jeśli zgadywanie oparte będzie wyłącznie o przypadek. Rezultat istotnie lepszy niż wynikający z czystej szansy byłby argumentem za tym, że udało się Panu skutecznie pozyskać użyteczne informacje. Co ważne, skuteczność zgadywania wcale nie musi być równa 100% – jasnowidz będący w stanie przewidzieć wyniki kolejnych rzutów monetą ze średnią skutecznością 51% (gdzie z czystego przypadku wynikałoby 50%), pod warunkiem odpowiednio długiej serii i poprawnie kontrolowanych warunków eksperymentu, wywołałby natychmiastową naukową sensację.

Pragniemy również zwrócić Pana uwagę, że policyjni detektywi na co dzień posługują się wnioskowaniem i zdrowym rozsądkiem w celu wyznaczenia najbardziej prawdopodobnej lokalizacji ukrytego ciała, a ich skuteczność rośnie wraz z każdą rozwiązaną sprawą. Biorąc pod uwagę Pana zaangażowanie w setki z nich, należy się spodziewać, że pewien procent Pana wskazówek będzie trafiony. Jest to jednak w pierwszej kolejności dowodem rozsądku i doświadczenia, a nie jasnowidzenia.

Mamy nadzieję, że zechce Pan odpowiedzieć pozytywnie na nasze zaproszenie. Ze swojej strony Sopockie Towarzystwo Naukowe zaoferuje Panu ekspertyzę konieczną do przeprowadzenia próby zgodnie z zasadami metody naukowej, w życzliwej i dążącej do obiektywizmu atmosferze. Zwracamy też Pana uwagę na fakt, iż uzyskanie wyniku istotnie lepszego niż wynikałoby z szansy, otworzyłoby Panu drogę do sięgnięcia po ponad 20 nagród za zademonstrowanie zdolności paranormalnych – nagrody, z których część opiewa na kwoty rzędu miliona dolarów, zostały ustanowione przez towarzystwa naukowe na całym świecie. Pomimo tysięcy chętnych i nadzwyczaj prostej konstrukcji testów żaden z badanych nie okazał się jeszcze posiadać paranormalnej zdolności, o której był osobiście przekonany.

Z wyrazami szacunku,
Sopockie Towarzystwo Naukowe

 

 

Sprawa testów „na jasnowidzenie” interesuje wielu czytelników stron FN i na końcu będzie kilka słów w tej sprawie.

Najpierw jednak zapis rozmowy telefonicznej z Krzysztofem Jackowskim, która została zarejestrowana 11 listopada 2010 roku. Na początku jasnowidz mówi o piśmie Prokuratury Sopockiej.

 

 

 

 

„Nie ma sensu przekonywać ludzi”– wywiad z prezesem FN, Robertem Bernatowiczem.

Małgorzata Żółtowska FN: Co odpowiadasz ludziom, którzy wiedząc o twojej przyjaźni z Jackowskim pytają, czy z tym jasnowidzeniem to prawda?

Robert Bernatowicz FN: Co odpowiadam? Bardzo prosto. Aby nawet przez chwilę nie myśleli, że jest to oszustwo, bo jasnowidzenie jest faktem. Miałem okazję setki razy przekonać się o tym obserwując Jackowskiego. Nie interesuje mnie zdanie ludzi, którzy coś tam sobie wykombinowali, przemyśleli i im wyszło, że jasnowidzenia nie ma. Nawet z nimi nie podejmuję dyskusji.

MZ: A jak mówią, że oni w to nie wierzą?

RB: Prawdę mówiąc błyskawicznie ucinam rozmowę, bo ich zdanie w tej sprawie mało mnie interesuje. Przez dwadzieścia lat miałem okazję dosłownie setki razy przekonać się naocznie, że Krzysiek jest w stanie przekroczyć barierę czasu i przestrzeni. Jak on to robi? Bóg jeden raczy wiedzieć, ale to robi. Nie mam zamiaru tracić czasu na dyskusje, które z mojego punktu widzenia niczego do sprawy nie wniosą. Ten człowiek ma dar jasnowidzenia, a więc jest to dowód na to, że istota ludzka może przewidzieć trafnie coś, co się wydarzy, a także w sposób pozazmysłowy zobaczyć wydarzenia z przeszłości, o których w żaden sposób nie ma prawa mieć pojęcia. Robił to tyle razy, że żądanie od niego w nieskończoność jakiś "pokazów i testów" jest żenujące.

MZ: Czym jest jasnowidzenie?

RB: Nie mam pojęcia. Mam tylko kilka tez, które moim zdaniem udało mi się zweryfikować dzięki mojej wieloletniej, bardzo bliskiej relacji z Jackowskim. Po pierwsze wiem, że Krzysiek jest w stanie na podstawie rzeczy dowolnej osoby nawiązać z nią kontakt. Wącha taką rzecz, przykłada sobie do czoła. Jeśli taka osoba nie żyje, jest praktycznie bezbłędny. Wyczuwa to zresztą natychmiast, bo jak mówi, czuje od takiej osoby „spokój”. Zapytałem go kiedyś o to, skąd ten spokój…

MZ: I co powiedział?

RB: Chodzi o to, że tam, gdzie trafiamy po śmierci, jest cudownie i spokojnie. On odczytuje wibracje takiej osoby i stąd wie, czy żyje, czy nie żyje. Powtarzam jeszcze raz – w tej sprawie jest bezbłędny. Z żyjącymi jest gorzej, choć też radzi sobie nieźle.

MZ: Dlaczego z żyjącymi ma trudniej?

RB: Nie wiem. Pytałem go o to, ale on sam nie bardzo jest w stanie zrozumieć ten cały swój fenomen, sam ma kłopot, aby wskazać, dlaczego ciało topielca widzi natychmiast, a to, gdzie jest żyjący człowiek, już nie. Ale nie ma tutaj reguły. Sam byłem świadkiem, jak mówił o kimś żyjącym, którego nie widział nigdy na oczy i mówił tak trafne rzeczy, że nawet teraz czuję, jak mi się robi zimno na plecach. Nikt tego nie zrozumie, kto tego nie przeżył i nie widział na własne oczy. Budowanie sobie obrazu „jasnowidzenia” na podstawie Internetu czy nawet śledzenia naszego serwisu to nieporozumienie. Tylko ktoś, kto widział na własne oczy skowyt matki, która przyniosła rzecz zaginionego syna, a jasnowidz bezbłędnie zaczął opisywać jego pokój, jego ostatni dzień, jego znajomych i wreszcie jego ostatnie chwile, tylko taka osoba ma prawo w ogóle zabierać głos.

MZ: Ale przyznasz przecież, że czasami się myli. Prawda?

RB: O tak, jak najbardziej, Sam o tym zresztą mówi. Jego błędy są oczywiście o wiele bardziej atrakcyjne medialnie, niż kolejne znalezione zwłoki. Jest już człowiekiem znanym, popularnym, rozpoznawalnym. To ma także swoją cenę. W tej chwili stwierdzenie „taki niby wielki jasnowidz, a nie dał rady” jest bardzo nośne. To sprawia, że on czuje ogromny stres, boi się tych porażek. Jest świadomy ciężaru, który go przytłacza wraz z ogromną popularnością w Polsce.

MZ: Ale jeszcze o tych pomyłkach. Czy ty byłeś  świadkiem jego pomyłki?

RB: Zabrzmi to może zabawnie, ale… słyszałem o nich, ale jeszcze nigdy jego błędnej wizji nie widziałem. Rzeczy, które mówił o moim życiu, a te najłatwiej mi jest weryfikować, sprawdzały się w taki sposób, że po prostu nawet dziś trudno mi w to wszystko uwierzyć. Gdybym sam tego  nie słyszał i nie widział, to pewnie też miałbym z tym kłopot.

MZ: Ale dotyczyło to twojej sytuacji w tamtej chwili, czy przyszłych wydarzeń?

RB: Róźnie. Pamiętam, jak kiedyś przyjechał do mnie i niby to żartem zaczął opowiadać, że dostanę propozycję pracy z bardzo znanego miejsca. Tam pracuje moja znajoma, którą zaczął bardzo dokładnie opisywać. Pamiętam, że mówił, że ta propozycja dotyczyła nie najwyższego stanowiska, ale „tuż pod nim”. Jeszcze tego samego dnia dostałem propozycję zostania zastępcą naczelnego dość znanej redakcji. Jego słowa sprawdziły się co do joty, co do jednego szczegółu

MZ: Przyjąłeś tę propozycję?

RB: Nie, ale to nie ma znaczenia. On odebrał pewne obrazy, jakieś smugi z tego, co mnie dotyczyło. Nie wiedział, jaka jest nazwa redakcji. Nie znał nazwiska osoby, która złożyła mi tę propozycję. Ale bezbłędnie odczytał to, że tam mam być „drugim po najważniejszym”. Długo myślałem o tym, jak był w stanie to zrobić.

MZ: Jakie wydarzenia jest w stanie przewidzieć Jackowski?

RB: I tu też nie ma reguły. On sam nie do końca kontroluje ten swój talent. Nie jest na przykład powiedzieć, co zdarzy się tego a tego dnia i miesiąca przyszłego roku. Niepotrzebnie wdaje się w te upiorne prognozy, które potem sprawiają, że ludzie go zamęczają i rozliczają… Zawsze mu powtarzam: „po jakiego diabła dajesz się naciągać na te opowieści o powodziach czy roszadach w rządzie?” Zawsze z tego będziesz miał kłopoty.

MZ: No tak, ale ty często też go nagrywasz, a potem…

RB: Zgoda Gosiu, ale robię to wiedząc, że on w gazetach już zrobił „prognozę”. Wolę zamiast cytować gazetę po prostu go nagrać i tyle. Ale zawsze radzę mu, aby szerokim łukiem omijał wszelkie „prognozy przyszłych wydarzeń w Polsce i na świecie”.

MZ: Ale przecież kilka razy udało mu się trafnie przewidzieć takie wydarzenia!

RB: I co z tego? To nie ma znaczenia i wpływu na to, że jest to ogromny błąd.

MZ: Porozmawiajmy o tym, o czym tak naprawdę mieliśmy rozmawiać, czyli o testowaniu Jackowskiego. Wiesz dobrze, że ludzie chcą testu na jasnowidzenie. Podczas spotkań z tobą też pojawiają się takie pytania, a ty…

RB:… zawsze odpowiadam, że to nieporozumienie. I skończona głupota. Bo ludzie domagający się testu typu „zgaduj frajerze, orzeł będzie czy reszka!” mają zerowe pojęcie o tym zjawisku. To jest tak, jakby przy pomocy dźwigu budowlanego próbować grać w szachy na małej szachownicy ustawionej na krześle. To nieporozumienie i głupota.

MZ: Ale dla ludzi tylko taki test się liczy. Czy to znaczy, że Jackowski nie jest w stanie odczytać tego, czy będzie orzeł czy reszka?

RB: Oczywiście, że nie.

MZ: A numery Lotto?

RB: Także nie.

MZ: Wiesz, co w tej chwili powiedzą ludzie? O, i taki z niego jasnowidz…

RB: Pojęcia nie mają o tym zjawisku, powtarzam raz jeszcze. Jackowski nie potrafi z nimi rozmawiać, nie potrafi w sposób jasny mówić „nie, tego zrobić nie jestem w stanie”. Wydaje mu się, że w ten sposób jakoś narobi sobie kłopotów, wrogów. Niepotrzebnie. Kłopotów i tak ma co niemiara, a i wrogów też mu nie brakuje. W ogóle nie powinien podejmować takich prób, bo tych, co wierzą, nie musi przekonywać. Tych, co nie wierzą, i tak nie przekona.

MZ: Mówisz, że nie jest w stanie przewidzieć rzutu monetą, orzeł czy reszka. Dlaczego?

RB: Tego typu testy wydają mi się tym, jak „mały Jasio sobie wyobraża jasnowidzenie”. Jesteś jasnowidzem? A, no to proszę bardzo! Rzucam monetą. Gadaj, co będzie? Nie wiesz?! No to żaden z Ciebie jasnowidz, naukowo „Jasiu wykazał”, policzył statystykę i „mu wyszło”. Dziecinada…

MZ: Ale wiele osób uważa, że właśnie tak powinno wyglądać jasnowidzenie?

RB: No więc nie tak wygląda jasnowidzenie. To rzecz ulotna, zaskakująca, nieprzewidywalna, którą nie sposób wywołać na zawołanie. Jasnowidz to nie jest człowiek, który nie musi oglądać informacji telewizyjnych, bo „wszystko i tak wie”. Idzie ulicą i jest świadom, że za chwilę zza rogu wyjdzie kobieta w czerwonym kapeluszu… On tego nie wie, ale to wcale nie oznacza, że nie jest jasnowidzem. Jak wygląda taka klasyczna wizja, dzięki której Jackowski stał się sławny na całym świecie? To bardzo trudny proces, zaskakujący, zajmujący wiele godzin. Podam przykład, który widziałem na własne oczy. Przyjeźdża do niego kobieta, matka nastoletniej córki. Minęły dwa tygodnie, a córka nie wróciła z dyskoteki do domu. Nikt nie wie, co się z nią stało. Przywiozła jej szalik. Krzysiek bierze ten szalik, przykłada  sobie do czoła, wącha go. Nic nie widzi, dosłownie nic. Oczywiście głupio mu wobec tej kobiety, która do niego do Człuchowa przejechała pół Polski. Co jej powiedzieć? Że z tym jasnowidzeniem to lipa, bo on nie potrafi mieć wizji w sprawie jej córki? Kluczy, zwodzi, obiecuje, że zadzwoni, choć wie, że może zadzwoni, a może nie. Szalik zostaje u niego w domu. Kobieta na wszelki wypadek zostawia mu kartkę z telefonem, że jakby co, to niech zadzwoni… Oczywiście ma nadzieję, że córka żyje, tylko może z jakimś chłopakiem „ruszyła w podróż”. Krzysiek żegna się z nią, jest mu głupio. Bał się powiedzieć jej od razu, że nie żyje, choć powinien. Ale nie czuł tego, nic nie pojawiło się w jego głowie, nie zobaczył żadnego obrazu.

Odpala papierosa od papierosa, chodzi zły po pokoju, wszystko go drażni i denerwuje. Mija kilka godzin. Jest w kuchni, robi kanapki. Nagle przed jego oczami rozgrywa się film z jakimiś tragicznymi scenami. Piękna dziewczyna, jacyś pijani chłopcy, morderstwo. Widzi wszystko tak, jakby to się właśnie działo teraz. Rozgorączkowany rzuca się szukać tę kartkę z telefonem, wreszcie dzwoni z tragiczną informacją. Mówi o swojej wizji z całkowitą pewnością, choć co chwilę zastrzega, że może się mylić. Opisuje miejsce ukrycia zwłok, jakaś orientacyjna mapka, tu przystanek, tu Kościół, tu rzeka. Bez żadnych nazw, ale rodzina i policja bez problemu następnego dnia znajduje zwłoki. Wszystko co opisał było prawdą. I to, jak dziewczyna wyglądała, jak spędziła wieczór, wreszcie jakim sposobem była mordowana.

Wizja owszem, przyszła, ale kilka godzin po tym, jak dostał ten szalik! Tak wygląda ten niesłychany dar, tak wygląda ten fenomen, a nie jakieś gówniarskie „orzeł czy reszka”, a jak nie będzie ponad 50% właściwych trafień, to nie ma jasnowidzenia! W ten sposób bardzo łatwo wylać dziecko z kąpielą. Ten dar jest prawdą, jest faktem. Jeśli ktoś nie wierzy Jackowskiemu, to niech uwierzy moim słowom. Jeśli nie wierzy mnie, to niech nie wierzy – to nie ma naprawdę żadnego znaczenia. Ja wiele lat temu wyleczyłem się z chęci przekonywania ludzi do czegokolwiek. Jest mi z tym łatwiej, jestem człowiekiem szczęśliwym. To, co ludzie myślą na dany temat, jest mi zupełnie obojętne. Wiem bowiem, że ich wiedza na dany temat jest żadna. Sama wiesz, że często śmiejecie się ze mnie, że mam asertywność sto.

MZ: No tak, to prawda… /śmiech/

RB:  Jackowski jest bardzo czuły na krytykę, każde słowo złośliwych ludzi bardzo go boli. Tygodniami potrafi zadręczać się jakimś artykułem, drobną wzmianką na swój temat… niepotrzebnie.

MZ: Zgoda, ale od wielu lat sam powtarzasz, że to trudny człowiek. Czy nie jest tak?

RB: Oczywiście. Jego obietnice bez pokrycia, zwodzenie ludzi, nie odbieranie telefonów, kłamstwa w takich drobnych sprawach, które potem robią tyle zamieszania… to straszne rzeczy, nie mówmy o tym. Ale to nijak nie ma wpływu na to, że ten dar u niego jest. Po prostu jest. Wiesz, że ja z nim rozmawiam bardzo szczerze. Może nawet tak szczerze, jak nikt inny z nim nie rozmawia… Potrafię mówić bardzo przykre rzeczy patrząc mu w oczy. On bardzo często przyznaje mi rację, przeprasza, mówi, że jest mu głupio… ale tłumaczy to w taki sposób, że to jego życie, ten cały bałagan wokół jego osoby sprawiają, że on jest taki, jaki jest. Nie trafia do mnie to do końca, ale sam nie wiem, jak bym się zachowywał, gdyby co 5 minut dzwonił do mnie ojciec syna, który utopił się w rzece. Być może sam bym rozłączał telefon? Naprawdę nie wiem.

MZ: Kiedyś był ten pomysł z James Randim z USA, który szuka kogoś, kto będzie w stanie udowodnić mu, że ma zdolności pozazmysłowe. Twierdzi, że da takiej osobie milion dolarów. Kiedyś miałeś pomysł, żeby zawieść tam Jackowskiego…

RB: To był głupi pomysł, ale… nie tyko ja na niego wpadłem. Ostatnio o ile mi wiadomo Tygodnik „Nie” zaproponował Jackowskiemu opłacenie podróży do Randiego. Stanowczo mu to odradziłem. Po pierwsze nie wierzę, że kogokolwiek uda się przekonać do tego, że ten dar jest prawdą. Jak ktoś całe życie poświęcił na walkę z czymś, co okazałoby się prawdą, to niemożliwe jest, aby pod koniec życia zrobił z siebie głupka... Poza tym, co by spotkało Jackowskiego? Dostałby by jakieś testy z monetami i karteczkami… szkoda gadać. Krzysiek z tym wszystkim jest bezradny, nie potrafi się bronić. Wszystkich odsyła do swoich dokumentów, że niby to jest dowód na jasnowidzenie. Nie rozumie, że ludzi to nie interesuje, że ludzie „chcą show” z rzucaniem monet. A jak nie ma „show”, to do domu!

„Jasiowe wyobrażenie o jasnowidzeniu” niestety jest tak silnie zakorzenione w ludziach, że wszelkie próby tłumaczenia nic nie dają. Taki jeden z drugim specjalista od „demaskowania Jackowskiego” musiał by sam przeżyć jakąś życiową tragedię z bliską osobą, przyjechać do Krzyśka, wręczyć mu przedmiot tej osoby, a potem nagle wysłuchać słów, które będą dla niego niczym błysk eksplozji bomby atomowej… Po takim doświadczeniu wszelkie wątpliwości znikają skutecznie. Innego sposobu nie ma i prawdę mówiąc proponuję zamknąć ten temat. To zjawisko jest ulotne, niemierzalne i niewyobrażalne. Nie sposób jest jego zakwalifikować, wziąć pinezkę i niczym motyla przypiąć do gabloty. Nie mam zamiaru nikogo do jasnowidzenia przekonywać i radzę Krzyśkowi, aby też porzucił to ciągłe powoływanie się na te dokumenty z szafy… To nie ma sensu. Ja wiem jedno, że dzięki wyjątkowej i wieloletniej przyjaźni z tym mieszkańcem Człuchowa wiem, że istota ludzka kryje w sobie prawdziwy ocean tajemnicy. To całe jasnowidzenie jest jakąś małą skalną wysepką na tym oceanie, w sumie mało istotną. Potęga tajemnicy i ludzkiego umysłu czy też duszy – jak kto woli – dopiero zostanie kiedyś przed nami odsłonięta. Krzysztof Jackowski jest jednak taką latarnią morską na tym szlaku, która pokazuje kierunek. Nie ma wątpliwości, że dzięki jego przypadkowi dowiedziałem się bardzo dużo o tajemnicach człowieka i jego życia.

MZ: Czy dasz się jeszcze namówić na rozmowę o Jackowskim? Wiem, że potrafisz tak bardzo pasjonująco opowiadać godzinami historie z jego i swojego życia, które na pewno zainteresowałyby naszych czytelników. Jest wiele spraw, o których ludzie nie mają pojęcia i o których nigdy nawet nie wspominałeś, i dlatego pytam…

RB: Owszem, potrzebny jest tylko czas. Jego brakuje najbardziej. I Jackowskiemu, i mnie także.

Średnia Ocena:

Moja ocena:

Przeczytany 38611 razy    |    Wszystkich komentarzy: 55    |    Ilość ocen:7

Czekamy na Wasze historie, zdjęcia i inne relacje dotyczące tego artykułu - prosimy je wysłać na adres mailowy: nautilus@nautilus.org.pl

Dodaj to:
Google Wykop Gwar

Komentarze użytkownikow

Skomentuj Artykuł

Wejście na pokład

Przypomnij Hasło

Artykułem interesują się

Dziennik Pokladowy

Wszystkie wpisy

Wszystko zaczęło się od tego, że na terenie naszej Bazy FN zaczęliśmy znajdować bardzo dziwne wgłębienia w ziemi. Zwierzęta? Oczywiście, że tak, ale… mimo wszystko było kilka pytań. Sprawę miała rozstrzygnąć kamera z detektorem ruchu.

Czytaj dalej >

Polecam ten artykuł

Wpisz poniżej e-mail osoby, której chcesz polecić artykuł.