Poniedziałek, 22 Grudnia 2014

Szukaj:

W Internecie          Na Stronie

Steven Frayne czyli słynny Dynamo był w Warszawie!

Autor: FN     Źródło: FN     Dodany: Monday, 04 March 2013 16:43

Jest bez dwóch zdań gwiazdą formatu światowego. Od dłuższego czasu nie jest w stanie pojawić się na ulicy, aby nie wzbudzić sensacji, a nawet na chwilę zablokować ruch. Natychmiast setki ludzi chcą sobie robić z nim zdjęcia, proszą o autograf, chcą, aby zrobił „jedną z tych sztuczek znanych z telewizji”.

Steven Freyne (ur. 17 grudnia 1982 w Bradford)  czyli Dynamo (taki przybrał sobie pseudonim) to przykład jednej z najbardziej spektakularnych karier w świecie kultury popularnej w wymiarze globalnym. Jego programy emitowane w telewizji Discovery Channel pod polskim tytułem „Więcej niż magia” po prostu wbiły ludzi w ziemię. A przecież wszyscy widzieliśmy lewitującego David`a Copperfielda czy przeróżne sztuczki magików, co to „wsadzali do kapelusza królika”, a

 za chwilę kapelusz był pusty.

Różnica między tym wszystkim a Stevenem Freynem jest jednak istotna. Przeróżnej maści iluzjoniści posługujący się zręcznością swoich rąk, przeróżnymi zapadniami, lewymi kieszeniami i pomagierami potrzebują do tego sceny, przyciemnionego światła itp. Dynamo jednak postanowił to robić inaczej. Na ulicy, z przypadkowymi ludźmi, których zdziwienie a raczej nawet szok są „nie do zagrania”, porażają autentyzmem, obezwładniają prawdziwością.

W dobie mediów elektronicznych każdy przeciętny człowiek widział setki filmów fabularnych, widział teatr telewizji i przeróżne inne formy telewizyjne. Mniej więcej wiadomo, jak wygląda „gra aktora lub podstawionego statysty”, a jak naturalna, prawdziwa emocjonalna reakcja człowieka. I tu Dynamo wręcz znokautował wszystkich. Ludzie, którzy byli świadkami lub uczestnikami jego pokazów, reagowali w taki sposób, że stało się jasne, że mamy tu do czynienia z czymś prawdziwym. Ta prawda „przebijała się przez ekran” i wyraźnie poruszyła miliony ludzi na całym świecie.

Ale w przypadku Dynamo jest jeszcze coś więcej. On swoje pokazy robi w koszulkach typu T-Shirt. Widać jego rachityczne, bardzo chude i drobne ręce (jego drobna postura to efekt choroby Leśniowskiego-Crohna, którą przeszedł w dzieciństwie), nie ma żadnych ukrytych kieszeni, nie ma żadnych przepastnych podwójnych lub poczwórnych koszul. I to także sprawiło, że świat zaniemówił z wrażenia.

Nie ma sensu opisywać tego, co robi Dynami w swoich programach. Większość z naszych czytelników na pewno widziała przynajmniej jeden z odcinków jego serii „Więcej niż magia”. Mówiąc w największym skrócie – robi rzeczy, które sprawiają, że wiele osób zaczęło sobie zadawać poważnie pytanie: czy w tym nie ma czegoś więcej niż tylko zwykła iluzja?

Czy aby na pewno „zwinne ręce” są w stanie wytłumaczyć to, że Dynamo wypełnia kupon piłkarski za jednego funta obstawiając wyniki meczów Euro 2012, po czym wygrywa 10 tysięcy funtów, gdyż perfekcyjnie przewidział wszystko? Jaka jest granica „ustawki”? Jaka jest granica „teatru”? Czy to możliwe, aby tego chudego, drobnego człowieka z Bradford stać było na setki, jeśli nie tysiące „opłaconych i ustawionych statystów”, którzy w dniu jego występów wypełniają ulice miast na całym świecie?

Na adres e-mailowy Fundacji Nautilus wraz z emisją serii „Więcej niż magia” zaczęły napływać sugestie, aby wreszcie się tematem zainteresować.  Oto przykład takiej korespondencji:

 

[…] Droga FN,

Co sądzicie o Dynamo? Ja wiem, że on jest przedstawiany jako iluzjonista, ale naprawdę rzeczy które robi nie jestem w stanie wyjaśnić w żaden sposób. W jaki sposób trafnie przewidział wynik półfinałów Euro 2012?!!!!!!!!!!!!  Rozumiem, że całą resztę da się na siłę wyśmiać nitkami, pomocnikami i tak dalej, ale to? Jestem także pod wrażeniem tego, że chodził po wodzie w 2011 roku po Tamizie w Londynie. Wiem, że jako Fundacja macie dużo ważnych spraw, ale proszę potraktujcie serio moją prośbę, gdyż wielu z Waszych czytelników zadaje sobie pytanie: czy w tym człowieku nie ma czegoś więcej niż sprytnego iluzjonisty?

Będę wdzięczny za odpowiedź

K. [Warszawia]

 

 

Do tematu Euro 2012 jeszcze powrócimy. Najpierw jednak sprawa owego chodzenia po wodzie. Do wydarzenia tego doszło 25 lipca 2011, kiedy to setki osób widziało, jak Dynamo chodził po Tamizie w pobliżu Pałacu Westminsterskiego. Nagranie z tego wydarzenia trafiło zresztą do pierwszej serii „Więcej niż Magia” i sprawiło, że nagle o Dynamo zrobiło się głośno na całym świecie. Jeden z naszych kolegów z Fundacji Nautilus dostała zadanie, aby ustalić wyjaśnienie tego, jak on to zrobił. Oto, co napisał w tej sprawie:

[…] Na początku muszę napisać, że sam numer był po prostu perfekcyjny nawet przy założeniu, że był to fałsz. Nikt wcześniej czegoś takiego nie robił, a jakieś chodzenie po tafli basenu przez Chrisa Angela (iluzjonista z USA) jest po prostu żałosnym żartem. Basen koło hotelu w Las Vegas daje możliwość pełnej kontroli, można sobie instalować na wodzie jakieś przezroczyste plastykowe płyty, ale nie na wartkiej rzece, jaką jest Tamiza. Tu doszedł jeszcze jeden element. Dynamo postawił wszystko „na jedną kartę”. Już tłumaczę, dlaczego.

Otóż na moście i na nabrzeżach było ok. tysiąca osób, większość z telefonami komórkowymi i kamerami. Kiedy Dynamo wszedł na wodę i zaczął poruszać się w kierunku środka rzeki (oddalił się od brzegu na odległość ok. 30 metrów), praktycznie natychmiast wszyscy zaczęli to filmować. Każdy, kto choć raz próbował iść po czymś unoszącym się na powierzchni wody wie dobrze, że w zasadzie wywinięcie efektownego orła w wodę jest praktycznie pewne już po dwóch, trzech krokach. Jak on przeszedł ok. 50 metrów? Nie potrafię tego wyjaśnić.

Nawet, jeśli szedł po super-ukrytej tafli szklanej zamieszczonej na powierzchni wody i tak ten wyczyn trzeba uznać za mistrzostwo świata. Warto pamiętać, że wystarczyło, aby się zachwiał i runął w wodę, aby trafił na wszystkie czołówki światowych mediów jako „żenujący oszust”, a cały pomysł na „Dynamo” wziąłby w łeb. Ale on to zrobił.  Warto podkreślić, że Tamiza to nie jest stabilne i nieruchome bajoro na wsi. Tam jest silny nurt, co widział każdy, który choć raz był w Londynie i spojrzał w dół z mostu. Jeśli pod wodą była zamieszczona „spec-konstrukcja”, po której spacerował Dynamo, musiałby mieć kilku nurków pomagierów, którzy w trakcie jego występu musieliby znajdować się pod wodą i jakoś kontrolować jego spacer. Czy można to sobie wyobrazić? Oczywiście, że tak, ale pamiętajmy, że nikt z owych nurków się nie zgłosił do mediów. Nie zgłosił się także nikt z tych, którzy budowali „podwodne rusztowanie do spacerów po wodzie Dynamo”.  Niby drobiazg, ale dość istotny.

Oczywiście można powiedzieć o zastraszaniu, podpisywaniu jakiś umów i tak dalej, ale to był jeszcze moment, kiedy Dynamo był na początku swojej sławy. Cała zabawa musiała kosztować co najmniej kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Czy stać było na to producentów serii „Dynamo: Magician Impossible”? To tylko jedno z wielu pytań. W każdym razie jeszcze raz napiszę: to było dosłownie perfekcyjnie zorganizowane przedsięwzięcie, nieporównywalne z żadnymi żałosnym „chodzeniem po tafli wody w basenie”. Rzeka ma prąd, jest nieprzewidywalna, woda jest brudna, widoczność w niej dla nurków jest zerowa i tak dalej – z tym wszystkim sobie Dynamo poradził.

Jeśli założymy, że wszystko jest wielkim przedsięwzięciem za dziesiątki tysięcy dolarów, z nurkami, z przezroczystym podwodnym stelażem, z przekupionymi ludźmi i tak dalej – to i tak należy się temu człowiekowi i jego całej ekipy najwyższy szacunek. Kiedy dostałem zadanie ustalenia jak największej ilości szczegółów tej sprawy, od razu trafiłem na film, który miał rzekomo zdemaskować oszustwo.  Został on nakręcony przez jednego z turystów, który akurat stał na brzegu Tamizy, kiedy Dynamo rozpoczął pokaz.

Zarejestrował dość ciekawy moment. Otóż kiedy Dynamo wsiada do policyjnej motorówki, ta robi mały łuk i dopływa do brzegu. Kiedy jednak przecina szlak, po którym poruszał się Dynamo, nagle gaśnie jej silnik.

Łódź miała w tym samym momencie uderzyć w coś, co było pod wodą, a co tak naprawdę było „super-stelażem, przezroczystym i podwodnym podtrzymywanym przez nurków”, który potem jeszcze luźno pływał pod wodą. Udało mi się ściągnąć oryginał tego nagrania, a następnie dokładnie obejrzeć ten moment, kiedy motorówka nagle ma rzekomo uderzyć w podwodną konstrukcję. Każdy może sobie sam ocenić, na ile ten film zdemaskował Dynamo. Ale powtarzam raz jeszcze – nawet opcja „podwodny stelaż i nurkowie” w tak wartkiej i niebezpiecznej do pływania rzece jak Tamiza rzece to mistrzostwo świata.

Dodam jeszcze, że do nurkowania w Tamizie trzeba mieć specjalną zgodę policji i straży nabrzeża. Nie może tego sobie ponurkować w rzece jakiś byle pajac, co zakupił skafander i butlę w sklepie, bo porwie go nurt rzeki i cała zabawa zakończy się na cmentarzu. Dowiedziałem się, że nurkowanie owszem – jest możliwe – ale tylko z zabezpieczeniem i oczywiście liną awaryjną, do której nurek musi być podczepiony, gdyż nurt Tamizy natychmiast go porwie. „ […]

 

Zobaczmy film zmontowany przez naszego kolegę z Fundacji Nautilus.

 

 

 

 

W lutym w miesięczniku „Nieznany Świat” ukazał się tekst p. Małgorzaty Stępień pod tytułem „Niezwykłe moce siddhi: fenomen fakirów, joginów, Gustava Rola i Dynamo”. Pani Małgorzata od dawna współpracuje z naszym serwisem, więc z tym większym zainteresowaniem  przeczytaliśmy jej artykuł w zaprzyjaźnionym z FN miesięczniku. W tekście autorka postawiła tezę, o której my także mówimy od dawna: większość „numerów” pokazywanych przez Dynamo od dawna wykonuję różni ludzie na świecie, obdarzeni mocą pozazmysłową. Czytanie w myślach? Bez najmniejszego problemu robi to Krzysztof Jackowski. Przesuwanie przedmiotów i ich samolewitacja? Robił tow obecności setek świadków przedwojenny jasnowidz Stefan Ossowiecki. Pani Małgorzata Stępień napisała tekst nie tyle o Dynamo, co znanych przypadkach ludzi, którzy z powodzeniem posługiwali się tzw. siddhi. Tam hindusi nazywają coś, co nabywa człowiek wraz z długą drogą medytacji, a co pozwala mu dowolnie przełamywać barierę czasu, przestrzeni i materii. Postać Dynamo sprawiła jednak, że powróciło pytanie:

Nie ważne, czy za fenomenem Dynamo stoi siła siddhi czy sztab setek specjalistów od efektów specjalnych. Postawmy inaczej pytanie: czy rzeczy, które robi Dynamo, mogą robić ludzie mający moc pozazmysłową?

W dniach 26.01.2013-2.02.2013 w Warszawie przebywał Dynamo na zaproszenie telewizji Discovery. Oprócz tego, że na ulicach Warszawy nakręcono kilka epizodów do jego najnowszej, trzeciej już serii programu„Więcej niż magia” (jej premiera ma być na jesieni tego roku), to także spotkał się z polskimi widzami Discovery. Odbyło się to w Sali Ratuszowej warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki. Od razu było widać gigantyczną siłę Dynamo, bo mimo praktycznie zerowej promocji na spotkanie przyszły nieprzebrane tłumy. Była tam także nasza skromna ekipa. Był absolutny zakaz filmowania pokazu, choć mogliśmy z bardzo bliska obserwować to, co robił Steven Freyne.

 

 

 

 

 

Jeden z naszych kolegów z pokładu Nautilusa zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących Dynamo.

 

 

Miałeś okazję rozmawiać z Dynamo. Jakie wrażenie na tobie zrobił?

Od razu mówię, że stał się moim bohaterem. Nigdy czegoś takiego nie widziałem i wątpię, czy jeszcze zobaczę.

Masz na myśli jego sztuczki karciane i inne, które pokazywał na scenie?

Nie, absolutnie nie… chodzi mi o rzecz zupełnie inną. Sztuczki wykonywane przez niego na scenie to może być teatr, ja zaś byłem pod wrażeniem zupełnie innej rzeczy. Jestem dziennikarzem tyle lat, dzięki temu zawodowi miałem okazję z bliska przyjrzeć się pracy największych gwiazd jak chociażby Michael Jackson czy Elton John, o krajowym podwórku nawet nie wspominając, ale czegoś takiego - jak żyję - nie widziałem.

Czyli?

Dynamo to chyba najbardziej łagodny człowiek na świecie, o jakieś niepojętym wręcz poczuciu szacunku dla swoich fanów. W pewnym momencie ku zdziwieniu organizatorów, a nawet ich lekkiemu przerażeniu, Dynamo zdecydował wykonać z każdym z obecnych zdjęcie i podpisać pamiątkową plakietkę. Aby była jasność – mówimy tutaj o prawie 600 osobach! Robił to ponad dwie godziny, z cierpliwością godną najwyższego podziwu. Nigdy czegoś takiego nie widziałem i moja opinia o tym człowieku już na zawsze będzie pozytywna, bo nigdy nie zapomnę tej sceny, kiedy potężnie zmęczony witał każdego uśmiechem, następnie obejmował, razem robili sobie zdjęcie i wreszcie podpisywał dedykację. Zrozumiałem, że on tego nie robi dla pieniędzy. Tak nie zachowuje się człowiek, który coś robi dla pieniędzy! On jest w tej chwili gwiazdą formatu światowego, o który mogą się ocierać jedynie najbardziej rozpoznawani aktorzy z Holywood czy gwiazdy Rocka albo sportu, ale różnica między nim a tamtą zmanierowaną resztą to lata świetlne. To naprawdę dwa różne światy.

Pierwsze wrażenie?

Drobne ręce, bardzo kruche takie, małe dłonie. To pierwsze, co rzuciło mi się w oczy. W ogóle jest dość drobnym człowiekiem, waży niecałe 50 kilogramów. Patrząc na jego cienkie nadgarstki pomyślałem, że jeśli on w tych małych dłoniach ukrywa te monety i talie kart, to robi to tak, że w zasadzie zasługuje na medal olimpijski po każdym ze swoim pokazów.

Obserwowałeś jego pokaz z bliska, prawda?

Tak, z bardzo bliska.

Który moment ciebie najbardziej zaszokował?

Takich momentów było kilka, ale najbardziej… tak, chyba to, kiedy położył talię na podłodze. To była naprawdę mocna rzecz. Nie do ogarnięcia rozumem.

Możesz opisać, co się wtedy stało?

Oczywiście. Dynamo wykonał jeden ze swoich najbardziej znanych numerów. Najpierw została wybrana przypadkowa osoba z Sali. I od razu podkreślam, że była to osoba przypadkowa, a nie podstawiona, co ktoś mógłby podejrzewać. Widziałem bardzo wyraźnie, jak rzucona w publiczność talia kart po wykonaniu długiego lotu trafiła w ręce przypadkowej i uradowanej pod niebiosa osoby… ale wracając – Dynamo prosił wcześniej, aby każdy z obecnych w myślach wybrał sobie jakąś kartę. Jedną z 52 kart talii. Kiedy już ta osoba dotarła na scenę, Dynamo zapytał, jaką kartę ta osoba wybrała. Kiedy usłyszał „czwórkę karo” powiedział tylko „watch!” (tłum. Patrz) i położył talię kart na podłodze. Następnie stała się rzecz niepojęta. Talia nagle ożyła, podzieliła się na dwie części, które się delikatnie rozsunęły, a następnie jedna z kart opuściła talię i niczym motyl zaczęła frunąć do góry. Oczywiście po chwili została pochwycona przez Dynamo i pokazana wszystkim.

I była to czwórka karo?

Owszem.

Jak to zrobił?

Nie wiem. Byłem tam blisko, na tyle blisko, że dostrzegłbym jakiś układ z przezroczystych nitek, który musiałby łączyć talię kart z rękami Dynamo. Moim zdaniem nic takiego tam nie było. On to wszystko robił tak trochę od niechcenia, bez żadnego napięcia. Tak, jakby wiedział, że za chwilę talia kart poruszy się, podzieli, a następnie jedna z kart zamieni się w mały powietrzny szybowiec i poleci do góry. Oczywiście myślałem o takiej konstrukcji, że do tej karty przylepiona jest mała żyłka o dużej wytrzymałości i małej średnicy, ją trzyma Dynamo. W odpowiednim momencie porusza ręką, żyłka pociąga kartę, ta opuszcza talię i zaczyna lecieć… Ten numer nawet w warunkach idealnych, kiedy na stole leżałaby pojedyńcza karta, byłby bardzo trudny.  I te ruchy ręką… Dynamo był nieruchomy. Skoncentrowany, ale nieruchomy. To samo robił wielokrotnie w programie „Więcej niż magia”. I to samo prawie od niechcenia zrobił w Warszawie. Nie potrafię tego wyjaśnić w żaden sposób.

Co jeszcze ciebie zaskoczyło?

Na pewno to, jak powyginał sobie palce u rąk. Tu jedna uwaga – wiem, że są ludzie o dużej wytrzymałości na ból i ogromnej giętkości ciała, ale on sobie te palce nagle powyginał tak, że… nie da się tego opisać. Nie było słychać żadnego trzasku stawów, żadnego odgłosu naginanych kości. Nagle po prostu jego palce były niczym z plasteliny i powyginał je tak, że nawet teraz na samą myśl robi mi się prawdą mówiąc trochę słabo. Przez salę przeszedł jęk zdziwienia, a on z powrotem poustawiał sobie te palce na miejsce. Ktoś powie: banał! Tak? No to pokażcie mi jeszcze jednego zawodnika na świecie, który sobie powyginał palce na sposób Dynamo. W internecie jest jak powszechnie wiadomo wszystko. Ale takiej rzeczy nie ma. Zresztą – tu także Dynamo dokonał pewnego wyłomu.

Co masz na myśli?

Na świecie jest kilka programów demaskujących. Grupa ludzi twardo stąpająca po ziemi, dysponująca przyzwoitym budżetem na każdy program, prezentuje przeróżne sztuczki i chwyty, którymi posługują się hochsztaplerzy nazywający się „iluzjonistami”. W Polsce też na jednym z kanałów widziałem talki program. Jak iluzjonista wyciąga królika z kapelusza? A tak i tak – całe oszustwo widać jak na dłoni. Jak inny cwaniak „chodził po wodzie w basenie”? A tak i tak – był podwodny stelaż, z przezroczystego plastiku, a on sobie po nim spacerował. Wszystko oparte o iluzję, wszystko jest „jednym, wielkim i dętym numerem”. Czytałem na jednym z brytyjskich portali, że dziwnym trafem te programy jakoś omijają rzeczy, które zaprezentował Steven Freyne w  programie  „Dynamo: Magician Impossible”. Mówiąc krótko: widać wyraźnie, że oni także mają z tym kłopot.

Jak to? Przecież udowodnione zostało, że słynne chodzenie po Tamizie było oszustwem.

Czyżby? Jest film, którym zresztą się nasz kolega o ile wiem zajął i będzie pokazany w serwisie. Tam jest ów numer z motorówką, ale mi chodzi o coś innego: żaden cwaniak kuty na cztery nogi z tego programu demaskującego Dynamo nie zdecydował się na przejście po wartko płynącej Tamizie. Owszem, przez cały dzień budowali zanurzony w basenie przezroczysty stelaż, ale basenik a rzeka to dwie różne sprawy. To także pokazuje mistrzostwo Dynamo. I to bez najmniejszego znaczenia, jak to zrobił.

Czas jednak na najważniejsze pytanie. Czy twoim zdaniem Dynamo ma jakieś moce ponadnaturalne?

Podczas spotkania z Dynamo w Warszawie doszło do bardzo ciekawego wydarzenia. Oto w pewnym momencie Dynamo poprosił o wejście na scenę jednego z ochroniarzy, który pilnował, aby nikt nie wszedł na scenę w czasie pokazu.

To był Polak?

Tak. Zresztą dość solidnie zbudowany chłopak, o głowę wyższy od Dynamo i pewnie o 50 kilogramów cięższy. Obserwowałem to z bliska i wykluczam tak zwaną „ustawkę”. Ten chłopak był naprawdę zaskoczony tym, że dostał się na scenę. To nie była żadna gra aktorska.

I co dalej?

Dynamo poprosił go, aby spróbował go podnieść do góry. Prośba Dynamo została przetłumaczona na polski i ten chłopak chwycił za ramiona Dynamo i podniósł go do góry jak piórko.

Bez problemu?

Bez problemu. Sam zresztą też dałbyś go radę podnieść, bo to naprawdę drobny człowiek. Jednak po chwili Dynamo zrobił coś nieoczekiwanego. Spojrzał w oczy temu chłopakowi i dość długo nieruchomo  patrzył się w jego oczy, a następnie poprosił, żeby spróbował go podnieść raz jeszcze. Tym razem mimo wyraźnego wysiłku nie udało mu się temu człowiekowi podnieść Dynamo nawet o milimetr. Stał się wyraźnie dla niego ciężki, jakby nagle zamienił się w ołów. Widać było, że chciał go podnieść, ale to było ponad jego siły.

Czego twoim zdaniem to dowodzi?

Czego dowodzi? No cóż, Dynamo wyraźnie jest w stanie zahipnotyzować dowolną osobę. A tu już nie ma co mówić o „zwinnych, wyćwiczonych paluszkach”, pomagierach czy lewych kieszeniach. Taką moc albo się ma, albo się jej nie ma. On ją ma. Bez dwóch zdań. Jest jednak inna sprawa, która jest po stokroć ważniejsza i która wyraźnie pokazuje, że ten człowiek może być znacznie wyżej, niż wielu podejrzewa.

Jaka to rzecz?

Tu może wyjaśnię: nie interesuje mnie jego chodzenie po wodzie, nie interesuje mnie, jak w butelkę wsadza działający telefon komórkowy, ani jak sprawia, że dwie monety na oczach zdumionych widzów stapiają się ze sobą, nie interesuje mnie, jak udaje mu się sprawić, że karta z talii ożywa i nagle niczym motyl przemierza pokój. Ani nie interesuje mnie, jak jest w stanie kłaść monetę na blacie stołu, a następnie kładąc na niej dłoń sprawiać, że moneta „przelatuje przez ten blat”. W ogóle mnie te rzeczy nie interesują. Wiem bowiem dobrze, że taki reżyser Awatara czy Terminatora, James Cameroon, przy odpowiednio wysokim budżecie będzie w stanie każdy z takich numerów zrobić bez najmniejszych problemów. Oczywiście w sprawę zaangażuje armię speców od efektów specjalnych, ale wszystko to jest w zasięgu ręki. Jest jednak jedna rzecz, która sprawia, że fenomen Dynamo wymyka się z prostego zaszeregowania go jako „prostego oszusta-iluzjonistę”.

Masz na myśli sprawę Euro 2012?

Absolutnie tak. Tu nie ma co mówić o żadnych „ukrytych nitkach”, tu nie ma co ględzić o „stadach przekupionych pomagierów” i lewych kieszeniach. Tu jest po prostu krępująca cisza.

Możesz przypomnieć, o co chodzi?

Tak. Na kilka dni przed półfinałem ostatniego Euro 2012 Dynamo odwiedził redakcję popularnego programu telewizyjnego „This Morning”.

Tam w kopercie zostawił kupon zakładów piłkarskich, który został następnie schowany w redakcyjnym sejfie. Dokonał zakładu za jednego funta i obstawił wszystkie wyniki półfinałów Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie. W poniedziałek po półfinałach był gościem programu „This Morning”. Okazało się, że wszystkie zakłady obstawił prawidłowo.

Wygrał 10 tysięcy funtów, które następnie odebrał z punktu zakładów piłkarskich. Całą sumę przekazał na chore dzieci. Ta historia ma kilka fascynujących wątków.

Na przykład?

A chociażby to, że brytyjscy gracze po obejrzeniu programu „This Morning” poprosili operatora zakładów piłkarskich o złożenie oficjalnych wyjaśnień. Tamtejszy „Totalizator Sportowy” przesłał im pismo w którym zapewnił, że rzeczywiście obywatel Steven Freyne kilka dni przed półfinałami mistrzostw Europy wypełnił jeden kupon zakładów za jednego funta i trafnie przewidział wszystkie wyniki półfinałów włącznie z tym, że drużyna angielska przegra po dogrywce i rzutach karnych. Tu nie ma się co śmiać, gdyż chodzi o prawo i zaufanie do instytucji zakładów piłkarskich, zresztą najstarszych na świecie. Ci goście nie mogą sobie pozwolić na żadne „ustawianki dla telewizyjnego showmena”. Odpowiedzieli zgodnie z prawdą – wszystko było czyste. Dynamo przewidział wyniki spotkań. Za jednego funta uzyskał dziesięć tysięcy. Koniec. Kropka.

Co to oznacza?

Że tu nie było „ukrytych nitek”, nie było „podstawionych i solidnie opłaconych fagasów, którzy odgrywali potem teatralne zachwyty”. Ta sytuacja z poprawnym obstawieniem zakładów Euro 2012 jest miliard razy ciekawsza niż wszystkie numery z telefonami, butelkami czy kartami razem wzięte. Jeśli coś świadczy o tym, że ten sympatyczny gość ma jakiś pozazmysłową moc, to właśnie to. W Wielkiej Brytanii w prasie specjalistycznej zajmującej się zakładami piłkarskimi przetoczyła się prawdziwa burza po tym programie „This Britain” z udziałem Dynamo. Głos zabrał nawet prezes zarządu spółki, była wypowiedź prawników i właścicieli sieci zakładów piłkarskich, na żądanie graczy musiano odtworzyć zapis z monitoringu. Gracze mieli w nosie jakiegoś magika, ale chodziło im o to, czy ktoś nie robi ich w konia i przy okazji nie robi „ustawionych zakładów”. Wszystko bez cienia uśmiechu, bo chodziło o prestiż instytucji obracającej w końcu ogromnymi pieniędzmi milionów ludzi. Ale wszystko było jasne – nie było tam nawet cienia kantu. Pan Steven Frayne wszedł do punktu, co zarejestrowały kamery monitoringu, wypełnił jeden kupon, zapłacił za niego jednego funta i wyszedł. Potem ten jeden kupon okazał się zwycięski. Banał, prawda?

Tak, to jest chyba nie do podważenia…

Oczywiście, że tak. Tu nie ma co mówić o żadnych „ustawkach oszustów z Discovery”, bo ta sprawa toczyła się zupełnie innym torem, poza medialnym. Kończąc sprawę Dynamo muszę wspomnieć o jeszcze jednej, bardzo szczególnej rzeczy, która jest bagatelizowana, a wręcz pomijana.

Jaka to rzecz?

Chodzi o sposób, w jaki on tasuje karty. Niby nic, ale ludzie zajmujący się kartami zawodowo nie mogą wyjść z podziwu, że jemu żadna z tych kart nie upadnie na ziemię. Wiem, że to może brzmi banalnie, ale przy takich sztuczkach upadki kart na ziemię to norma. Tymczasem on coś robi, że te karty są niczym zlepione. W Warszawie pokazał oczywiście ten swój sposób tasowania, ale jego następne sztuczki sprawiły, że to trochę zbladło i zostało szybko zapomniane. Swoją drogą tylko raz – a śledzę jego karierę dość uważnie – upadła mu na ziemię karta. Stało się to w programie 28 lipca 2011 roku w programie BBC „Breakfast's Louise Minchin”. Dlaczego o tym mówię? Gdyż tam po tym upadku karty prowadząca program zaproponowała powtórzenie doświadczenia, które zresztą się udało, bo Dynamo prawidłowo wskazał kartę, którą wcześniej pomyślała dziennikarka. Ale ta sytuacja nie była zaplanowana. Była jakby „naruszeniem scenariusza”. I Dynamo powtórzył ten sam numer, tym razem już z dziennikarzem. A więc poprosił go, aby wybrał sobie w myślach jakąś kartę z talii kart, następnie położył talię na stole. Za chwilę było to samo, co widzieliśmy w Warszawie, a więc talia „ożyła”, karty się rozsunęły, a ta właściwa niczym motyl poleciała do góry i została schwytana przez Dynamo.  W sumie mała rzecz, mały incydent, ale naprawdę daje on bardzo dużo do myślenia dla wszystkich, którzy śledzą tę niezwykłą postać. I zadają sobie pytanie: czy jest w tym coś więcej?

A twoim zdaniem jest?

Proponuję w ogóle nie zajmować się jego sztuczkami z kartami czy monetami, a skoncentrować się tylko i wyłącznie na owym incydencie z Euro 2012. Dlaczego? Gdyż to zostało zweryfikowane na wszelkie możliwe sposoby, z sądem włącznie. To jest konkret, tu nie ma żadnej ściemy. A wracając do twojego pytania - po tym numerze z wygraną w zakładach na Euro 2012… po tym numerze odpowiadam bez cienia wątpliwości: jeśli rzeczywiście wygrał w zakładach piłkarskich, to odpowiedź musi brzmieć: tak. Jeśli trafnie przewidział półfinały piłkarskie, to musi być w tym coś więcej niż sprytne paluszki, pomagierzy i ukryte nitki. W naszych rozważaniach o oszustwie Dynamo analizując tę historię z Euro 2012 dochodzi się do ściany. Cała reszta przy tej jednej rzeczy jest zupełnie nieistotna.

Dziękuję za rozmowę.

 

 

Sytuacja opisana przez naszego kolegę w programie BBC Breakfast's Louise Minchin jest do obejrzenia po kliknięciu na link:

http://www.bbc.co.uk/news/entertainment-arts-14326236

 

 

Oto słynna scena lewitacji Dynamo, która miała miejsce podczas kręcenia jednego z odcinków „Więcej niż magia” w Brazylii zamieszczona na jednym z brazylijskich stron na youtube.

 

 

 

 

Przy okazji spotkania z Dynamo w Warszawie poprosiliśmy go o podpisanie książki z naszej biblioteki „Dynamo – nothing is impossible”.  Wiele osób pyta o "doświadczenie z Dynamo". Dostał on od nas prezent... Poświecimy temu oddzielny tekst.

 

 

 

 

 

 

 

O nowy tekst o Dynamo prosiło nas dosłownie dziesiątki osób. Ze wszystkich rzeczy, które dotycząc Dynamo, naprawdę interesujący jest ów incydent z Euro 2012 i tylko ten aspekt jego działaności nas interesuje. Wszelkie triki z monetami czy kartami "można zrobić". Natomiast ten numer... po prostu jest nie do zrobienia bez pozazmysłowych umiejętności. Nikt nie jest w stanie tego wyjaśnić w inny sposób, niż w totalny spisek, w którym  biorą udział:

- producenci programu

- wymiar sądowniczy (sprawa trafiła do sądu)

- oficjalne zakłady buchmacherskie

- pracownicy telewizji

Już nawet pobieżne liczenie wykazuje, że w spisku musiałoby brać tyle osób, że praktycznie każdy mieszkający na Wyspach Brytyjskich powinien znać przynajmniej kogoś, kto "byłby umoczony w spisek z kuponem wypełnionym przez Dynamo".

Przy okazji jeszcze jedna sprawa. Na prośbę czytelników zamieściliśmy materiał na naszym XXI PIETRZE:

NIEZWYKŁE MOCE SIDDHI I FENOMEN DYNAMO

 

 

I jeszcze link do naszej ECHO-Sondy wśród czytelników serwisu FN. 

CZY STEVEN FREYNE (ZNANY JAKO DYNAMO) WYKORZYSTUJE W SWOICH POKAZACH SIŁĘ POZAZMYSŁOWĄ?

 

KLIKNIJ NA LINK, ABY ZOBACZYĆ WYNIKI!

 

 

=============

Dostaliśmy e-mail od czytelnika. Oto fragment:

Hej FN,

Czy wiecie o tym, że dziennikarz TVN-u zdemaskował oszusta??????

Podsyłam link

J. ;)

 

http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/dynamo-zdemaskowany,78398.html

Średnia Ocena:

Moja ocena:

Przeczytany 45615 razy    |    Wszystkich komentarzy: 74    |    Ilość ocen:3

Czekamy na Wasze historie, zdjęcia i inne relacje dotyczące tego artykułu - prosimy je wysłać na adres mailowy: nautilus@nautilus.org.pl

Dodaj to:
Google Wykop Gwar

Komentarze użytkownikow

Skomentuj Artykuł

Wejście na pokład

Przypomnij Hasło

Artykułem interesują się

Dziennik Pokladowy

Wszystkie wpisy

Wszystko zaczęło się od tego, że na terenie naszej Bazy FN zaczęliśmy znajdować bardzo dziwne wgłębienia w ziemi. Zwierzęta? Oczywiście, że tak, ale… mimo wszystko było kilka pytań. Sprawę miała rozstrzygnąć kamera z detektorem ruchu.

Czytaj dalej >

Polecam ten artykuł

Wpisz poniżej e-mail osoby, której chcesz polecić artykuł.