Sobota, 01 Listopada 2014

Szukaj:

W Internecie          Na Stronie

Jak donoszą amerykańscy naukowcy, antyczne zapiski to szczegółowe księgi rachunkowe biurokratycznego imperium

Autor:     Dodany: Thursday, 18 August 2005 00:00

Państwo Inków istniało niewiele ponad trzysta lat. W tym czasie mieszkańcom Andów udało się stworzyć wspaniałą cywilizację, która jednak, jak wiele innych, padła podbita przez hiszpańskich konkwistadorów. Obok zadziwiających budowli i pięknych naczyń Inkowie pozostawili po sobie zagadkowe kipu - przypominające mopy do mycia podłóg wiązki sznurków. Ponieważ nie natrafiono nigdy na inkaskie zapiski (była to najprawdopodobniej jedyna rozwinięta cywilizacja, która nie wykształciła pisma), sznurkowe znaleziska to jedyne dokumenty, jakie ostały się po tej cywilizacji. Na złamanie węzełkowego szyfru trzeba było czekać ponad wiek - wreszcie udało się to dwójce naukowców z Uniwersytetu Harvarda. - To precyzyjna dokumentacja podatkowa oraz instrukcje państwowych zarządców - tłumaczy prof. Gary Urton, współautor pracy opublikowanej w dzisiejszym "Science". Gryzipiórki z Andów Przypuszczenie, iż misterne sploty mają jakiś związek z gospodarką, nasunęło się naukowcom po analizie hiszpańskich kronik. Przybyli w XVI w. kolonizatorzy nie mogli się nadziwić organizacji inkaskiego państwa - choć jego terytorium rozciągało się na 5,5 tys. km, to cała administracja działała jak w szwajcarskim zegarku. - Mimo wielkiej niechęci Hiszpanie musieli pozwolić Indianom na używanie kipu, póki ci ostatni nie opanowali jakiegoś alfabetu zrozumiałego także dla najeźdźców - komentuje Galen Brokaw, specjalista w dziedzinie andyjskich tekstów ze Stanowego Uniwersytetu Nowego Jorku w Buffalo. Mimo dość oczywistych konotacji z gospodarką i handlem, nie było jednak wiadomo, jak właściwie owe supełki mają się do buchalteryjnych zapisków. Zamiast dalej bezowocnie łamać sobie głowę, prof. Urton postanowił zwrócić się do swojej koleżanki z uczelni Carrie J. Brezine, studentki matematyki i specjalistki od komputerów - skoro człowiek nie dał rady, czas powierzyć zadanie maszynie. Naukowcy postanowili dokładnie zbadać 21 kipu odnalezionych w Puruchuco - słynnym stanowisku archeologicznym oddalonym o 11 km od stolicy Peru Limy. Puruchuco było ważnym centrum administracyjnym. Znajdowały się tu liczne urzędy oraz centralne biura administratorów. W jednym z odkopanych budynków natrafiono na owalną urnę przykrytą wieczkiem z wydrążonej połówki tykwy. W jej wnętrzu przetrwały nie tylko sznurkowe dokumenty, ale także materiały konieczne do ich „pisania” - luźne nitki, patyczki i paciorki. - Dom należał najprawdopodobniej do khipukamayuq, czyli skryby - tłumaczy Urton. W świecie Inków był to bardzo elitarny zawód, a do szkolenia dopuszczano jedynie wybranych młodzieńców. W analizie odnalezionych zapisków pomogła wielka komputerowa baza danych, jaką kilka lat wcześniej utworzyła para badaczy. - W bazie znajdują się elektroniczne kopie ponad 300 kipu - wyjaśnia Brezine - dzięki temu specjalny program może wyszukiwać powtarzalne wzory, jakie tworzą węzełki - nawet gdy badany fragment zawiera ich 1500! Szczególnie interesujących okazało się siedem supełkowych dokumentów, które - jak uznali badacze - musiały być raportami podatkowymi wędrującymi po kolejnych poziomach inkaskiej biurokracji. Supełek do supełka - Na pozór to tylko supełki, ale w rzeczywistości każda taka linka zawierała uniwersalną informację zrozumiałą i użyteczną dla urzędników różnych szczebli - twierdzi Urton, nie kryjąc podziwu dla funkcjonalności inkaskiego systemu. Jak się okazuje, kipu występowało w trzech rodzajach - każdy z nich odpowiadał poszczególnemu poziomowi struktury gospodarki państwa. Jak wykazała analiza, dany rodzaj kipu był sporządzany według ściśle określonego wzoru. Zawierał od dwóch do sześciu rozdziałów, a czasem nawet wstęp z dodatkowymi informacjami. Badaczom udało się odnaleźć po kilka egzemplarzy każdej z odmian, ale dopiero ich sąsiedzkie ułożenie pozwoliło na złamanie inkaskiego kodu. - Na każdym kipu wyższego rzędu są zapisane sumy jednostkowych rachunków z kipu niższego rzędu i na odwrót - wyjaśniają naukowcy w swojej pracy. Dany rodzaj kipu był przypisany i używany przez urzędników tylko jednego ze szczebli administracji. Najbardziej szczegółowych używali lokalni zarządcy, a tych szczytowych - sekretarze gubernatora. Mimo mnogości urzędów cała administracja imperium była bardzo logicznie zorganizowana, a to warunkowało sprawność działania państwowej gospodarki. Każdy robotnik musiał przepracować określoną liczbę dni na państwowych polach oraz dodatkowo przeznaczyć część swojego urobku na daninę. Zobligowani do podatków rolnicy byli pogrupowani w dziesiątki, pięćdziesiątki, setki i tysiące, a na czele każdej takiej grupy stał urzędnik (każdy z nich miał określoną nazwę, np. Pachaka Kuraka - Pan Stu) pilnujący, by do skarbca wpłynęła odpowiednia ilość ziarna czy innych dóbr. Zadziwiająca jest dokładność inkaskich księgowych - według relacji harwardzkich archeologów, przechodząc na kolejny poziom rachunków, nie mylili się oni więcej niż o kilka jedności (np. 2904 zamiast 2908 lub 161 zamiast 162). - Aby rząd mógł się jakoś połapać w tym galimatiasie, trzeba było stworzyć jasny system informacyjny. Instrukcje mówiłyby, ile dany region ma wypracować, a raporty - ile zostało zebrane z danego terytorium. - Jak dowiedliśmy, kipu spełniało wszystkie te wymagania - zauważa Urton. Ponieważ każda wiązka miała swoisty identyfikator, można było łatwo zweryfikować, z jakiej prowincji pochodziła. I tak np. trzy węzełki w kształcie ósemek umieszczone we wstępie kipu oznaczały rejon Puruchuco. - Jak na biurokratów przystało, kipu były archiwizowane, ale urząd danego szczebla zachowywał jedynie swoje kipu - dodaje prof. Urton. Mimo to łatwo było wydedukować, z czego owe zapiski się brały i co wnosiły w informacje o globalnym budżecie państwa. Andyjski węzeł gordyjski Jednak to nie koniec tajemnic kipu. Badacze z Harvardu od razu przyznają się, iż dalej nie wiadomo, co dokładnie było przedmiotem tajemniczych rachunków. - Wiemy ile, od kogo i dla kogo, ale dalej nie wiemy czego - kwituje Brezine. Liczby, jakie zapisywano za pomocą węzełków, mogą bowiem równie dobrze odnosić się do kolb kukurydzy, zwerbowanych robotników czy dni, jakie pozostały do odrobienia na państwowych uprawach w danej prowincji. Jedyną szansą na rozwiązanie tej zagadki byłoby odnalezienie andyjskiego odpowiednika kamienia z Rosetty. - Podobnie było z hieroglifami - wspomina Urton - dokąd nie znaleziono obelisku, na którym wyryto ich greckie tłumaczenie, nikt nie miał pomysłu, co oznaczają egipskie inskrypcje. Jeśli chodzi o Inków, archeologom udało się jedynie odkryć kilka pisanych tekstów, w których zaznaczono, iż są przekładami z kipu. Problem w tym, że nie wiadomo, które kipu są owymi oryginałami. - Jesteśmy mimo wszystko dobrej myśli - zaznacza badacz. - Niedawno odnaleziono kilka kipu o niemal identycznym wzorze - a zatem i treści, ale powstałych w odległych krańcach państwa. Zarówno te, jak i każde kolejne znaleziska przybliżają nas do ostatecznego rozwiązania gordyjskiego węzła, jakim jest pismo Inków - w tym przypadku na nic zda się zdecydowane cięcie. Co to jest kipu? Kipu (quipu, khipu) to trójwymiarowe pismo węzełkowe, jakiego używali Indianie zamieszkujący południowoamerykańskie Andy. Tworzono je, wiążąc supełki na pionowych linkach przymocowanych do poprzecznego sznurka lub patyczka. W sumie jedno kipu składało się nawet ze stu nitek. Najstarsze kipu, którego autorami mieli być Inkowie, liczy sobie ok. 800 lat. Bardziej wiekowe węzełkowe dokumenty - protokipu - odnaleziono w tym roku w peruwiańskim Caral - mają ok. 4,5 tys. lat. Informacje zapisywano za pomocą siódemkowego kodu binarnego - podobnego, choć bardziej skomplikowanego od języka, w którym programuje się komputery. Znany nam system dwójkowy operuje tylko dwoma znakami (0,1); kipu wykorzystywało ich aż siedem, co stwarzało 1536 możliwości. Mnogość kombinacji zapewniały odległości rozdzielające poszczególne supełki, kolor użytego sznurka (m.in. czarny, dwa odcienie brązu, biały), kierunek splotu, dwa rodzaje nici (wełna, bawełna) oraz paciorki, jakie można było na nie nanizać.

Średnia Ocena:

Moja ocena:

Przeczytany 4116 razy    |    Wszystkich komentarzy: 0    |    Ilość ocen:0

Czekamy na Wasze historie, zdjęcia i inne relacje dotyczące tego artykułu - prosimy je wysłać na adres mailowy: nautilus@nautilus.org.pl

Dodaj to:
Google Wykop Gwar

Komentarze użytkownikow

Skomentuj Artykuł

Wejście na pokład

Przypomnij Hasło

Artykułem interesują się

Dziennik Pokladowy

Wszystkie wpisy

Śmierć Anny Przybylskiej po raz kolejny przypomniała ludziom tę pozornie dobrze znaną prawdę, że świat wokół nas jest tylko na chwilę. Oczywiście minie kilka dni i wszyscy z powrotem wrócą do codziennego biegu zapominając o tym, że rzeczy uznawane przez naszą cywilizację za ważne tak naprawdę nawet nie są trzeciorzędne... Czy coś zostanie? Tak. Mały niepokój związany z tym krótkim i niewinnie brzmiącym pytaniem: dlaczego?!

Czytaj dalej >

Polecam ten artykuł

Wpisz poniżej e-mail osoby, której chcesz polecić artykuł.