Dziś jest:
Wtorek, 30 sierpień 2016

Wszystko powinno być tak proste, jak to tylko możliwe, ale nie prostsze.
/Albert Einstein/

Komentarze: 36
Wyświetleń: 26433x | Ocen: 2

Oceń: 2/5
Średnia ocena: 5/5




Czw, 29 kwi 2010 08:38   
Autor: FN, źródło: www.echodnia.eu   

Czy są przedmioty, które przynoszą „pecha”?

Czy przedmioty mogą przynosić pecha? W naszej kulturze takie stwierdzenie może się spotkać jedynie z radosnym śmiechem. Toż to zabobon, ciemnogród i zacofanie! Przedmiot przynosi pecha? Z przedmiotem jest związane jakieś fatum? Bez żartów!

Ale już w takiej Afryce czy Ameryce Południowej takie pytanie nie wzbudzi żadnego zdziwienia. Tam bowiem w kulturach plemiennych Indian czy plemion afrykańskich od wieków wszyscy wiedzą, że w przedmiocie można zatrzymać energię, która będzie wpływała na otoczenie. Czy przedmiot może doprowadzić do śmierci jego właściciela? Oczywiście, to jest możliwe. W Kolumbii kartele narkotykowe prowadziły ze sobą wojny także za pomocą czarów. Znane są przypadki, kiedy boss kartelu zatrzymywał samochód na światłach, a nagle cały stawał w płomieniach. Było wtedy jasne, że oto konkurencja użyła mocy i umiejętności jednego z szamanów.

Pierwszy raz poruszamy ten temat na naszych łamach, bo jest ku temu okazja. Ukazał się bowiem bardzo ciekawy tekst na stronach echodnia.eu

Dotyczy on niezwykłego samochodu, z którym wiązało się przerażające fatum. Oto przedruk tego tekstu:

 

 

 

 

Ciężarowy liaz, który zabija? To historia z dreszczykiem...

Kupili go w Słomczynie koło Grójca, jeździli po całej Polsce. W końcu sprzedali komuś pod Kozienicami...

Nie wierzymy w tę historię, ale może ona mieć cechy prawdopodobieństwa, a po drugie - według autorów, losy tego auta są związane z naszym regioniem.

Wszak słynna jest opowieść o czerwonym aucie, w którym w Sarajewie zastrzelono arcyksięcia Ferdynanda, co stało się potem powodem wybuchu I wojny światowej. Jego poprzedni właściciele ginęli w sposób tragiczny, a pod kołami automobilu znalazło się kilka osób. Równie znana jest legenda o sportowym wozie Jamesa Deana, który ponoć przynosił pecha kolejnym nabywcom. Czy teraz do tego grona dołączyła czeska ciężarówka liaz? Przeczytajcie ten reportaż.

Potrzebna była ciężarówka. Niekoniecznie nowa, niekoniecznie markowa, byle mocna i godna zaufania. Pani Krzysztofa spod Sandomierza wraz z mężem pojechała do Słomczyna pod Warszawą na giełdę.

Przed laty była to największa w kraju i najbardziej znana giełda. Tu najłatwiej było dostać to, czego się chciało. W oko wpadł im liaz - wóz w sam raz dla ich potrzeb, bo sandomierska huta szkła potrzebowała transportu i najchętniej prywatnego.

Biało-niebieska maska pojazdu budziła zaufanie, pod maską silnik zupełnie sprawny, rocznik dawał nadzieję, że auto pojeździ jeszcze dobrych parę lat, cena rozsądna. To i kupili. A potem zaczęło się pasmo wypadków, karamboli, stłuczek i dramatów.

Test na rynku

- Pierwszą rzeczą, jaką zrobił mój mąż, to test na małym rynku w Klimontowie - wspomina Krzysztofa. - Jechał powoli, wóz musiał być po remoncie, bo niemożliwe, żeby sprzedawali zupełnie niesprawne auto.

Nikt nie wie, co się wtedy stało. Liaz nie chciał się zatrzymać. Po prostu nie chciał! Szczęściem, ulicą przechodził znajomy męża. Zorientował się, co się dzieje, albo też mąż krzyknął do niego.

Ten wskoczył za kabinę pojazdu i podniósł ją. Bo liaz ma podnoszoną kabinę. Coś tam zaczął z tyłu grzebać i udało u się zatrzymać tę piekielną machinę. Ale zanim liaz się zatrzymał, zdążył przełamać płot i wjechał w przydrożne podwórko. Niewiele brakowało, żeby wjechał w budynek piekarni.

Diabła trzeba poświęcić

Zdaniem Krzysztofy, był to pierwszy, niewinny jeszcze sygnał, że ich liaz nie jest tylko martwą maszyną. Na dobre zaczęło się, gdy wozili szkło z sandomierskiej huty.

Wtedy najczęściej za kierownicą siadał pan Bronek. Może i czuł, że z wozem nie wszystko jest w porządku. Za to jego teściowa była pewna, że nie jest. Przyszła do firmy i powiedziała, że jeśli Bronek ma "tym” jeździć, to trzeba "to” poświęcić.

Po tygodniu od pokropku za kierownicę siadł Waldek. Miał do zrobienia kawał drogi, bo z Sandomierza na Dolny Śląsk. I mnóstwo towaru na pace, bo cały wóz i jeszcze pełną przyczepę szkła.

- Na trasie wprost pod koła wyskoczył mu rowerzysta - wspomina pani Krzysztofa. - Niby przypadek...

Waldek jechał główną drogą, zgodnie z przepisami. Tamten mężczyzna wyjechał z drogi podporządkowanej. Wpadł między wóz a przyczepę. Zginął tak szybko, że pewnie nawet nie wiedział, że zginął.

Dopiero później okazało się, że był pijany.

To nie koniec śmierci.

Po kilku tygodniach liaz zabił znowu. Tym razem Waldek jechał niezbyt daleko, bo tylko za Kielce. Tu również wszystko stało się niby przez przypadek. W Skorzeszycach. Mężczyzna jechał busem wraz z córką. Wieźli dywany. Na zupełnie prościutkiej drodze bus nagle skręcił i pędził wprost na liaza. Waldek zdążył szarpnąć kierownicą i w ostatniej chwili uniknął czołowego zderzenia. Ale po drodze złamał ogrodzenie i wjechał na podwórko przydrożnego gospodarstwa. Na szczęście nie było tam nikogo. Kierowca i pasażerka busa mieli mniej szczęścia. Ich wóz uderzył w tył przyczepy uciekającego liaza. O życie dziewczyny lekarze walczyli przez całe tygodnie. Cudem uniknęła śmierci.

Jej ojciec nie przeżył. Zmarł na kilka sekund przed zderzeniem. Dostał zawału. Już martwy pędził wprost na liaza. Przypadek? Jeszcze jeden?

W kilka tygodni później w Nowej Dębie liaz potrącił dziecko na przejściu dla pieszych. Wprawdzie nic się nikomu nie stało, ale...

Do góry kołami nad przepaścią

- Minęło niewiele czasu, a doszło do kolejnej kraksy - opowiada pani Krzysztofa. - O pierwszej w nocy zadzwonił telefon. Dzwonił Waldek i zanim podniosłam słuchawkę, już wiedziałam, że stało się coś złego.

"Miałem wypadek, ale nic mi nie jest” - powiedział. Okazało się, że omal nie zwalił się w przepaść.

Jechał ze szkłem na Dolny Śląsk. W okolicach Myszkowa w mroku nocy pomylił trasę, wjechał w drogę prowadzącą stromo pod górę. To była mroźna marcowa noc. Po deszczu nawierzchnia szosy była jak tafla lodowiska. Krzysztofa wsiadła w samochód i pojechała pod Myszków.

To, co zobaczyła na miejscu, przyprawiało o dreszcze. Liaz wisiał nad przepaścią do góry kołami, wsparty na drzewach. Przyczepa zwaliła się z kilkumetrowej skarpy. Wszędzie pełno drogiego, przyciemnianego szkła z sandomierskiej huty.

Trzeba pozbyć się zła

O innych "drobiazgach”, które wydarzyły się za przyczyną liaza, nie warto wspominać. O odpadających bez powodu kołach, gdy samochód był w pędzie, o tym, że w hucie akurat przy ładowaniu liaza pękła taśma opasująca partie szkła i towar rozsypał się w drobiazgi.

Takich "przypadków” było dużo, ale pamięta się tylko wydarzenia najbardziej dramatyczne.

Wspólnie z mężem doszli do wniosku, że trzeba pozbyć się wozu, nad którym ciąży jakieś fatum. Pozbyć się, zanim stanie się prawdziwe nieszczęście. Zanim zabije któregoś z nich. Dali ogłoszenie do prasy.

Liaz "zauroczył” kolejnego klienta

I to była chyba pierwsza radosna niespodzianka ze strony pechowego wozu - na ogłoszenie niemal natychmiast odpowiedział klient z Kozienic.

Liaz "ściągnął” dobrego klienta, bo ten nie targował się, nie oglądał specjalnie pojazdu, zapłacił proponowaną cenę i zabrał wóz. Tak jakby ten go zauroczył. Pani Krzysia i jej mąż odetchnęli z ulgą, bo ze strony liaza nic złego ich już nie czeka i pewnie nigdy o nim nie usłyszą. Mylili się.

- Po kilku tygodniach zadzwonił do mnie policjant z Klimontowa - wspomina pani Krzysztofa. - Chodziło o liaza. Podobno był jakiś wypadek, wóz nie przerejestrowany, więc pytali mnie, czy wciąż należy do nas. Na szczęście już nie należał.Z trójki pasażerów malucha nie przeżył nikt. Liaz wyszedł bez szwanku. Być może wciąż jeździ po drogach kraju i sieje śmierć. Jakby za kierownicą siedział diabeł.

To był potworny wypadek. W Kolonii Kębłów w okolicach Świdnika Lubelskiego liaz zabił trzy osoby. Na prostej drodze maluch uderzył w tył przyczepy ciężarówki, zjechał na przeciwległy pas wprost pod nadjeżdżające Iveco.

 

Tyle ten tekst. Czekamy na opinię internautów, czy wierzą, że są przedmioty przynoszące „pecha”. Ostatnio ten wątek pojawił się przy okazji analizy katastrofy pod Katyniem. Wiele osób zaczęło zastanawiać się, czy przypadkiem wraz z tym miejscem nie jest połączone jakieś fatum dla Polski.

Na chwilę jeszcze wracamy do sprawy niezwykłej dziury w Niedźwiedziej Górze, o której pisaliśmy na naszych stronach. Dotarła do nas informacja, że jeden z naszych czytelników obserwował przelot obiektu, który jego zdaniem miał coś wspólnego z owym niezwykłym otworem w ziemi. Zaintrygowała go zbieżność dat. Przelot obiektu obserwował bowiem w nocy z 21 na 22 kwietnia. Jego wymiary też były podobne do tych, które musiał mieć obiekt, który być może stworzył tę dziurę.

Nagraliśmy z nim krótką rozmowę.

 

 

Komentarze: 36
Wyświetleń: 26433x | Ocen: 2

Oceń: 2/5
Średnia ocena: 5/5




Czw, 29 kwi 2010 08:38   
Autor: FN, źródło: www.echodnia.eu   

Komentarze (36)
1 2 3 4

Wyświetl według: Chronologicznie Ocena
w kolejności: rosnąco malejąco


Pon, 18 lip 2011 22:24 | brak oceny

Gaga | Gość

Sama śmieję się z tego, że w XXI wieku w to wierzę, ale asekuracyjnie wierzę. Moja córka dostała od swojej przyjaciółki maskotkę-czarnego kota. Od pierwszej chwili poczułam do tego prezentu bardzo złe przeczucia, ale nie lubiłam tej dziewczyny, więc myślałam, że to tylko z tego powodu. Córka zaś była oburzona moim złym nastawieniem. I od razu zaczęły się dziać w domu same złe rzeczy, jedna po drugiej. Nie było to nic tragicznego, ale jednak: nagłe choroby, wypadki, niespodziewane problemy, zaginięcia, złe wiadomości. Nie pamiętam już szczegółów, ale po dwóch dniach byliśmy wykończeni nerwowo ich nawałem, a córka sama nagle stwierdziła,że zaczęło się to od przyniesienia maskotki i natychmiast trzeba się jej pozbyć. Była już noc, ale jak w starodawnych gusłach wyszłyśmy szukać odludnego miejsca, by nikt jej nie znalazł. I jej po wyrzuceniu złe wydarzenia ustały.

Dziękujemy za ocenę.

Nie, 9 maj 2010 04:50 | brak oceny

Nieistotne | Gość

Kiedys dawno temu, w czasach popularnego kręcenia filmów o diabłach (np dziecko rosemary - polańskiego) nakrecono tez film o czerwonym ferrari żywiącym się krwią swoich właścicieli (tytułu niestety już nie pamiętam). Czy jest możliwe by przedmioty miały swoją odobowość. Zapewne tak. Zapewne też po części przejmują osobowość swojego stwórcy (na przykład w japoni miecze samurajskie tworzone oprzez jednego ze znamienitych płatnerzy uważano za przeklęte i żadne krwii z racji jego usposobienia). Czy przedmiot dla nas martwy może posiadać własną czy cudzą osobowość. Książki Mastertona a właściwie horrory Mastertona mówią że tak. W różnych kulturach na świecie funkcjonuje zwyczaj wypędzania złego w przedmioty czy w zwierzęta. Za dawnych słowiańskich czasów otoczaki na rozstajach dróg zawierały takie wypędzane dusze (ciekawe jak się żyje z nimi tym którzy je do budowy domów poużywali). Czy samolot smoleński był przeklęty? Wątpie. Prędzej sabotaż związany ze złożami polskiego gazu i amerykańsko-rosyjskimi wojnami o rynek paliw w Europie. Kaczyński jak wiadomo był przeciwny przekazaniu tych złóż za bezcen amerykanom.

Z opisanej historii ważne jest jeszcze jedno spostrzeżenie " Wtedy najczęściej za kierownicą siadał pan Bronek. Może i czuł, że z wozem nie wszystko jest w porządku. Za to jego teściowa była pewna, że nie jest. Przyszła do firmy i powiedziała, że jeśli Bronek ma "tym

Dziękujemy za ocenę.

Pt, 7 maj 2010 23:19 | brak oceny

an57 | Załogant

An57 Czytajac ten artykul,wlos mi sie jezy na glowie.I to nie z powodu " Liaza mordercy "-lecz wiary ludzi w podobne sytuacje.Nie dajmy sie zwariowac,popasc w skrajna psychoze.Czesto sami jestesmy naladowani tak negatywnymi emocjami,ze sciagamy na siebie wszystkie plagi egipskie.Jednym slowem : glowa do gory - a Liaz ? w rzeczy samej na zlom.Pozdrowienia dla zalogantow.

Dziękujemy za ocenę.

Czw, 6 maj 2010 19:07 | brak oceny

MEMO 1402 | Gość

Ja też miałem pechowe auto. Kupiłem roczne auto po stłuczce. Udało mi się zbić cenę mimo, że i tak już była dosyć niska. Cieszyłem się bo kupiłem praktycznie nowe auto za niską cenę. Gdy spojrzałem w kartę pojazdu okazało się, że auto miało juz dwóch właścicieli, a ja już byłem trzecim właścicielem rocznego auta. Około dwa tygodnie od zakupu podjechałem pod hipermarket. Gdy wyszedłem ze sklepu okazało się, że na drzwiach od strony kierowcy ktoś mi zrobił rysę. Dałem auto do lakiernika, drzwi zostały pomalowane i jeździłem dalej. Przez pół roku nic się nie działo aż przyszła zima. Wpadłem w poślizg, nie wyhamowałem przed autem które sie zatrzymało na skrzyżowaniu, uderzyłem w nie. Przód był do naprawy. Na wiosnę następnego roku ktoś mi radio ukradł. Następnego roku latem jechałem trasą - dwupasmówką. Lewym pasem jechał tir. Trzy auta go wyprzedziły prawym pasem. Ja jechałem jako czwarty. Gdy byłem mniej więcej w połowie tira, kierowca włączył prawy kierunkowskaz i zaczął zjeżdżać na prawy pas. Postanowiłem jak najszybciej go wyprzedzić. Nie zdążyłem jednak umknąć. Swoim zderzakiem tir rozdarł lewą stronę auta, zaraz za tylnymi drzwiami. Kierowca tłumaczył się, że mnie nie widział. Auto jednak było uszkodzone i znowu musiało iść do naprawy. Kolejną zimę przejeździłem szczęśliwie. Na wiosnę jednak prawdopodobnie była próba kradzieży auta. Ktoś breszką wyrwał zamek od strony kierowcy tak, że została tylko dziura w drzwiach. W nastepnym roku znowu miałem stłuczkę. Tym razem ktoś kto jechał za mną nie wyhamował i uderzył w tył mojego auta i kolejny raz była naprawa. Następnym razem podjeżdżałem pod stację benzynową. Pomyślałem sobie, że to auto, to jeszcze tylko z prawej strony nie było puknięte. Zajechałem na stację benzynową, zacząłem tankować paliwo. Z prawej strony podjechała jakaś dziewczyna aby także zatankować paliwo.. Podjechała jednak bardzo blisko mojego auta. Od tyłu wiał silny wiatr, od czasu do czasu z mocniejszymi porywami. Prawie gdy ta dziewczyna otwierała drzwi taki mocniejszy powiew wiatru nastąpił. Dziewczyna puściła drzwi, które z całej siły uderzyły w prawą stronę mojego auta powodująć wgniecenie i zdarcie lakieru. Teraz wszystkie cztery strony auta były już poobijane. Później poświęciłem auto, a jesienią sprzedałem. Mam nadzieję, że dla kolejnego właściciela nie było już takie pechowe.

Dziękujemy za ocenę.

Śr, 5 maj 2010 21:23 | brak oceny

konrad | Gość

jeśli ma ktoś rzecz która przynosi mu pecha albo uważa że mogłaby zaszkodzić innym a ma jakąś wartość materialną proponuje mu przekazać ją mi (oczywiście bezpłatnie)...ja niewierze w pecha ja wierze w szczęście....proponuje że utworze bank rzeczy pechowych...nawiasem mówiąc człowiek uwierzy we wszystko tylko nie we własną głupotę .............konrad..................................

Rozwiń odpowiedzi (1) Dziękujemy za ocenę.

Nie, 9 maj 2010 10:01 | brak oceny

an57 | Załogant

Zgadzam sie w 500 %,moge zostac akcjonariuszem tego nowego banku.Super przemyslenie.

Dziękujemy za ocenę.

Śr, 5 maj 2010 18:48 | brak oceny

lola | Gość

I w moim domu byly upate i zlosliwe sprzety ,samochod ktory jak do niego slodko mowic nie sprawial klopotow ale w nerwach nawet nie zapalil choc wszystko bylo nowe, noi ja tylko sie zdenerwuje a tu komputer wysiada ,telewizor ,radia niezliczona ilosc zarowek i takie tam elektryczne i mechaniczne zeczy usmiercam :) naprawde boje sie wsiadac do samolotow i samochodow zeby ich nie popsuc - to dowod ze czlowiek ma w sobie jakas moc , napewno jest takich osob wiecej i po nich napewno zostaje slad np w samochodach - ciesze sie ze jestem tego swiadoma i moge czasem sie zdystansowac pozdro

Rozwiń odpowiedzi (1) Dziękujemy za ocenę.

Śr, 5 maj 2010 22:16 | brak oceny

conrad | Załogant

dlaczego się tak denerwujesz .........ja też jak nie jezdziłem autem przez cały rok to ani razu się nie popsuł .jak tylko raz do niego wsiadłem to nawalił.czy to nie pech.dla mnie masz wielki dar pielęgnuj go ..spróbuj wytrenować go tak żeby skupiając się np..na żarówce.cy na czymś prostszym spowodować jego awarię .opisz swoje doświadczenia na forum...czekam ..................................wiary w siebie ...........................konrad.....................................

Dziękujemy za ocenę.

Wt, 4 maj 2010 20:26 | brak oceny

Labiel | Gość

Mówi się że przedmioty też mają duszę. I coś w tym musi być. Kiedyś bardzo dużo jeździłem rowerem. Robiłem na przykład wycieczki po 50-60km. Czułem jakąś dziwną więź z tym rowerem i mimo podeszłego wieku tego roweru bo miałem go coś koło 10 lat nie zawiódł mnie w trasie nigdy. Kumple mieli nowsze, lepsze rowery ale mój nie miał sobie równych. Traktowałem ten rower jak swojego znajomego i on mi się odwdzięczał.

Później miałem Audi. Starałem się traktować je podobnie - czyli dbanie o stan techniczny - generalnie piszczenie. Ale ten samochód miał kaprysy, miał chyba jakiś wredny charakter. Bo im więcej przy nim robiłem tym więcej sprawiał mi kłopotów - tak jak by na złość. To są generalnie moje osobiste odczucia. Czułem że ten samochód robi mi na złość.

Dziękujemy za ocenę.

Pon, 3 maj 2010 23:45 | brak oceny

kjm | Gość

Mieliśmy kilka samochodów i nigdy nie było problemów, do czasu, aż rodzice kupili czerwonego mercedesa beczkę. To był parszywy, złośliwy samochód!!!. Nie tolerował za kierownicą kobiety.
Ojciec nim jeździł i nie było problemów, ale kiedy zasiadała za kierownicą siostra działy się cuda: stłuczki ( powodowane przez innych kierowców), dwa razy - tak samo!- wypadła z drogi, samochód wrył się bokiem w ziemię, ciągle jakieś usterki... Muszę tu nadmienić, że z wcześniejszymi samochodami siostra nie miała żadnych problemów. Ja sama osobiście przekonałam się na własnej skórze - dwa razy go pożyczyłam i dwa razy się zepsuł!!!, a przecież jeżdżę różnymi samochodami, w tym służbowymi i nigdy mi się nic nie przytrafiło.
Możecie nie wierzyć, ale kiedy siostra drugi raz wypadła z drogi moja mama się bardzo zdenerwowała, podeszła do samochodu i z furią obiecała mu, że jak jeszcze raz przytrafi się coś złego siostrze z jego strony, to bez wahania odda go na szrut. Wiecie, że się skończyły problemy...
Ostatecznie i tak oddaliśmy go na złom, rodzice stwierdzili, że to zły samochód i strach go komuś odsprzedać, bo sytuacja może się powtórzyć i ktoś mógłby zginąć.

Dziękujemy za ocenę.

Sob, 1 maj 2010 14:52 | brak oceny

mjr.Kupric | Gość

Cóż ! Ja niestety również jestem przeswiadczony o takim fatum . Miałem kiedyś przy kluczach taki brelok . Podobał mi się , ale odkąd go przytroczyłem do tych kluczy to zaczęło się ciągnąc za mną pasmo nieszczęśc. Ja te nieszczęścia kojarzę tylko z tym brelokiem. Ponadto znałem kobietę , przy ktorej nie mozna było niczego dobrego sie spodziewac. Nie chodzilem do niej nawet słuzbowo i zawsze prosiłem by mnie ktos wyręczył.

Dziękujemy za ocenę.

Sob, 1 maj 2010 11:10 | brak oceny

werka | Gość

bylam w podobnej sytuacji, mialam przedmiot- zloty pierscionek z koralem,przynosil mi same nieszczescia do domu,potem po pewnym czasie chcialam sie pozbyc pierscionka, podarowalam go meza siostrzenice, nyslalam ze moze jej bendzie sluzyl lepiej, ale nie, nagle zaczelo sie, jej brat - wypadek samochodowy , ale jako tako dobrze sie zkonczylo, Poprpsilam meza siostrzenice o zwrot pierscionka, bo czulam sie winna tego wypadku, pierscionek wyzucilam do morza aby juz nieprzynosil mieszczesc nikomu. pozdrawiam

Rozwiń odpowiedzi (1) Dziękujemy za ocenę.

Sob, 1 maj 2010 15:38 | brak oceny

ona | Gość

skad byl ten pierscionek? podarowany czy kupiony?

Dziękujemy za ocenę.

1 2 3 4

* Informujemy, iż treści zamieszczane w komentarzach, lub innych rubrykach, w których internauta może dodać swój wpis nie są stanowiskiem Fundacji Nautilus i nie stanowią one odzwierciedlenia naszych poglądów, upodobań bądź sympatii. Fundacja Nautilus nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez Użytkowników.


* Dodawanie nowych komentarzy jest chwilowo niedostępne.

Brak jeszcze postów w tym temacie.


wejdź na forum, aby dołączyć do dyskusji...
szukaj:  

Najbliższy czat z FN

Zapis kolejnego czata z tematem 'Bóg według wiedzy FN' jest już dostępny! Zapraszamy do lektury. Znajdziecie go po kliknięciu w ikonkę ARCHIWUM ROZMÓW po wejściu w panel CZAT FN. Miłej lektury!

Wejście na pokład

Wiadomość z okrętu Nautilus

ISIS grozi wysadzeniem piramid w kompleksie w Gizie (Egipt) ...

UFO24

więcej na: emilcin.com

Artykułem interesują się

Poniżej lista Załogantów, których zainteresował ten artykuł. Możesz kliknąć na nazwę Załoganta, aby się z nim skontaktować.

Dziennik Pokładowy

Czwartek, 12 maj 2016 | O tym, że jest jakaś książka „demaskująca Emilcin” dowiedziałem się od mojego kolegi pilota z Łodzi. Zaintrygowany ogłoszeniem poszedł na spotkanie z autorem, który ku jego bezgranicznemu zdumieniu przez pierwszą godzinę najpierw opluwał ile mógł „Fundację Nautilus  (!?) i moją skromną osobę”, a potem coś mętnie mówił, że w Emilcinie „nic mu się nie zgadza, a w ogóle, to był tam jakiś hipnotyzer...

czytaj dalej

Informacje z Hydepark "N"



31 maj :: Samobójstwo. Dlaczego nie warto i dlaczego NIGDY nie wolno podejmować takich kroków!!! Dyskusja na ten kontrowersyjny i tragiczny temat od dawna trwa w Hydeparku FN. Trochę filozofii, trochę realnych doświadczeń, trochę przemyśleń i dużo życiowych mądrości uzasadniających, dlaczego zawsze jest to najgorszy z możliwych wyborów: viewtopic.php?f=24&t=310
25 maj :: Jak walczyć ze złem i z demonami? Kontrowersyjny i mocny temat w Hydeparku FN. Trochę osobistych doświadczeń, trochę pomysłów i trochę prób wytłumaczenia sobie istoty sprawy. Sprawy, która dotyczy nas wszystkich, a z której istnienia być może nie zdajemy sobie sprawy. Albo nie chcemy zdawać. Całość dyskusji dostępna pod linkiem: viewtopic.php?p=50067#p50067
9 maj :: Czy liczby to "boski" kod Wszechświata? Czy matematyka to coś więcej, niż może się nam wydawać? Dyskutujemy o tajemnicach liczb, zagadkach, paradoksach, tajemnicach matematyki oraz o...informatyce. Zapraszamy: viewtopic.php?p=62550#p62550

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę


Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.