|
Z
wykształcenia jestem art. plastykiem i pojechałem tam razem z
Grzegorzem Rosińskim, który rysował podczas kilkudniowego tam
pobytu, portrety pamięciowe sprawców porwania p. Wolskiego.
Ja pracowałem jako grafik w gazetce Świat Młodych i miałem
przygotowany (po tej podróży do Emilcina - jak na tamte czasy)
świetny materiał do tej gazetki. Niestety nie puściła mi go do
druku cenzura, bo tak się złożyło, ze w tym samym czasie poleciał na
orbitę Pan Hermaszewski.
Byli tam również
naukowcy z Łodzi (jak oczywiście Państwo wiecie), którzy mieli
uwiarygodnić to zdarzenie. Nie było co uwiarygodniać - nikt nie miał
wątpliwości!
Miałem wtedy
rzeczywiście świetne materiały. Naiwne rysunki dzieci, które
widziały obiekt przelatujący nad ich domostwem i które zrobiły dla
mnie te rysunki, nagrania na kasetach rozmów z p. Wolskim.
Rysunki zrobione
przez kolegę. Ale nie wiadomo, gdzie mógłbym ich teraz, po tylu
latach szukać. /wielka szkoda... przyp. Red./
(jak to człowiek po
pewnym czasie nie przywiązuje wagi i traci poczucie wartości pewnych
rzeczy). Miałem także pióra tych sławetnych ptaków (co to leżały
pod ławeczkami, ... żyły ale były niewładne...jak mówił Wolski).
Piór tych po wysłuchaniu opowieści specjalnie szukałem wtedy po
krzakach i rzeczywiście takie znalazłem. Były ucięte do
najdrobniejszych pióreczek jak brzytwa - (dlatego też ptaki były
nielotne). Wysłałem je niestety przed śmiercią p. Blani do niego do
domu i słuch po nich zaginął. Żałuję, bo przeleżały u mnie
kilkanaście lat. Widziałem także wydrukowane tu i ówdzie, UPIĘKSZONE
już przez innych rysowników wersje pojazdu, który widział p. Wolski.
Pisze „upiększone”, bo to co wyszło z pod ręki Rosińskiego podczas
rysowania w trakcie opowieści Wolskiego jednak trochę się różniło.
No, to na tyle sobie mogę pozwolić zobaczywszy się na tej u Was
fotografii.
Pozdrawiam życzę samych
sukcesów ludziom, których nie ograniczają żadne dogmaty!
Tadeusz Baranowski "
Wtedy jeszcze nie
wiedzieliśmy, że Tadeusz Baranowski ma dla nas prawdziwą rewelację.
Tę przyniósł kolejny mail i – trzeba przyznać – pod kilkoma osobami
na pokładzie NAUTILUS-a ugięły się nogi...
"(...)
bardzo mi milo, ze znaleźliście Państwo czas na odpisanie na mój
list... Aby sprawdzić czy gdzieś znajduje się jakiś ślad tego
rysunku, muszę przerzucić kilkadziesiąt teczek z różnego rodzaju
rysunkami - swoimi i cudzymi. Obiecuje, ze poszukam i jak znajdę –
prześlę go Państwu.
Grzegorz Rosiński, który
na stałe osiadł w krajach Beneluksu i rysuje tam dla różnych
wydawnictw, pod koniec lat siedemdziesiątych narysował, krótki kilku
stronicowy epizod komiksowy wiernie oddający tamte wydarzenia.
(Nawet z oszukańczą plama na kombinezonach ufonautów, o którą prosił
dla zmylenia ew. oszustów p. Blania).
Epizod ten jeśli się nie
mylę narysowany był do tygodnika SPIROU. Także gdzieś go miałem w
domu, ale teraz muszę z kolei przejrzeć kilka roczników tego
tygodnika, aby zobaczyć czy to się jeszcze zachowało.
Myślę, że to będzie
bardzo interesujące dla Państwa i jeśli nie znajdę u siebie, to
zdobędę tą rysowaną historyjkę przez swoich tzw. fanów, którzy mają
wszystko.
Pozdrowienia. T.B.
PS. w tych wszystkich
rysunkach pojazdu najbardziej dla mnie problematyczna jest sprawa
poprawianych przez kolejnych rysowników tzw. (jak to określał p.
Wolski) - WIRÓW. Zmieniają się one z rysunku na rysunek.
 |
|
|
Błędny rysunek pojazdu |
P.
Wolski mówił, ze najbardziej przypominają mu wałek w starej (taka,
jaką ja pamiętam) maszynce do kręcenia mięsa i takie były narysowane
przez Rosińskiego (i takie zaakceptowane przez Wolskiego). Mogę
taki wałek sfotografować! Potem na skutek kolejnych opowieści
przybierały coraz to nowe oblicze. Przesyłam taki przykład (jpg).
NOL rysowany na podstawie kolejnej opowieści, ale już z kolejnymi
przekłamaniami - chociaż rysownik bardzo się starał te WIRY
narysować. Nie jest to rys. Rosińskiego./tb/"
I jeszcze jeden mail, w
którym w załącznikach znaleźliśmy prawdziwy skarb!
"Witam
Szanownych Panow.
Przepraszam, ze to tak
długo trwało. Mój wyjazd z W-wy nieco sie przedłużył, a ponad to
musiałem ten archiwalny egz. pisma RELAX z roku 1980 wygrzebać z
czeluści czasu przy pomocy moich przyjaciół. Kartki są już mocno
zażółcone. Musiałem je wyskanować i trochę oczyścić w komputerze.
Daje głowę, ze ich Państwo nie widzieliście! Są one ze względów
dokumentalnych o tyle wartościowe i ciekawe (pomijając kwestie
zawartości dymków, które musiały być do celów komiksu poddane
skrótom i przeróbkom), ze tę historyjkę w postaci komiksu narysował
G. Rosiński - czyli ten sam, który rysował portrety pamięciowe
podczas rozmowy z p. Wolskim w Emilcinie. Rosiński jest wybitnym
rysownikiem realistycznym i to co Wam przesyłam jest zgodne
(rysunkowo) z tym, o czym opowiadał rolnik. Miłej lektury. Cieszę
się, ze Was poznałem elektronicznie - ponieważ moje zainteresowania
są od młodości zbieżne z Waszymi.
PS. Ostatni rysunek -
można powiedzieć spełnia rolę puenty i miał dopełnić czytelnikowi
dramaturgi (z lekkim przymrużeniem oka).
Ale też nie do końca tak
jest! Ten narysowany w nim, biegnący w kierunku lasu facet to
jestem ja. Coś tam zobaczyliśmy, ale być może poniosła nas
wyobraźnia po tych kilku dniach pobytu w Emilcinie. Ten facet obok
p. Blani z mikrofonem w ręku też ja - jeszcze młody i piękny (ale
wciąż nie bogaty).
Pozdrawiam Tadeusz
Baranowski"
I tak w nasze ręce
trafił po prostu diament – narysowany ręką samego mistrza Grzegorza
Rosińskiego komiks o Emilcinie. Postanowiliśmy go zaprezentować
rosnącej rzeszy fanów UFO w Polsce (oceniamy, że ta grupa liczy już
kilkaset tysięcy osób i stale rośnie). Tym razem ta sprawa jest dla
nas bardzo osobista. Sprawa Emilcina, pomnika postawionego w tej
miejscowości i wszystkich trudnych przeżyć, które mieliśmy w związku
z nią – to wszystko miało uratować pamięć o tym przypadku. Nigdy
jednak nie przypuszczaliśmy, że w ten sposób rozpocznie się jedna z
najbardziej zadziwiających historii, które trafiły się w Fundacji
NAUTILUS. Korespondencja od pana Tadeusza Baranowskiego była dla nas
najlepszym prezentem i dlatego mówimy pięknie „dziękujemy!”.
No cóż... nie pozostaje
nam nic innego, jak zaprosić kilkadziesiąt tysięcy osób (fanów stron
NAUTILUSA) na prawdziwą ucztę. Uzyskaliśmy zgodę i oto – Panie,
Panowie – możecie obejrzeć chyba najbardziej unikalny dokument w
historii badania przypadku Emilcina – komiks „PRZYBYSZE” narysowany
przez legendarnego twórcę komiksów o kapitanie Żbiku, czyli
Grzegorza Rosińskiego.
/to nie koniec sprawy
Emilcina – wkrótce kolejne, mało znane materiały w sprawie tego
przypadku!/
Poniżej spakowany plik :
Przybysze.zip ( kliknij na obrazek ) [ 2,5 MB ]
Jeżeli wolisz komiks w
formie PDFa,
kliknij
TUTAJ.
[ 2,5 MB ]
O autorze komiksu:
Grzegorz Rosiński
(ur. 3 sierpnia 1941 w Stalowej Woli) - polski rysownik i autor
komiksów.
W 1967 roku ukończył
Liceum Sztuk Plastycznych i Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie i
przez następne 10 lat tworzył ilustracje książkowe (np. seria
młodzieżowych książek wojennych Uwaga, Piegowaty! Kazimierza
Dębickiego) i kolejne części komiksowych serii Legendarna historia
Polski, Kapitan Żbik i Pilot śmigłowca. Był także dyrektorem
artystycznym komiksowego magazynu "Relax". Obecnie mieszka na stałe
w Belgii.
I na koniec najważniejsze: zadaliśmy Tadeuszowi Baranowskiemu
pytanie: czy wierzył Wolskiemu? To, co odpowiedział, postanowiliśmy
potraktować jak puentę do całej historii związanej z wydarzeniami
w Emilcinie:
"Nie
miałem żadnych wątpliwości. Ani ja, ani przybyli tam z różnymi
urządzeniami naukowcy.
W tamtych czasach w ogóle trafić coś na
ten temat to nawet mnie było trudno. Wręcz niemożliwe. I jak
Grzegorz Rosiński rysował portrety pamięciowe, a p. Wolski na
bieżąco go poprawiał to rzeczywiście zatykało wszystkich na widok
tego, co powstawało na rysunku. Ten prosty człowiek opowiedział
prawdę.
Żałuję, ze nie mogę odnaleźć taśm z
nagranymi rozmowami z p.Wolskim, ale myślę, że takie z pewnością
gdzieś istnieją, bo nie ja jeden je nagrywałem.
Ale można powiedzieć, ze jego opowieść
z charakterystycznymi wyrażeniami - znam prawie na pamięć. Pomimo
głębokiej wiary w fakt istnienie fenomenu nie jestem człowiekiem
naiwnym.
Nie zdarza mi się oglądać NOLe -
chociaż bardzo bym chciał. Tylko jeden raz widziałem w biały
dzień, lecący taki obiekt nad W-wa. .
Stałem w oknie na 8- mym piętrze na ul.
Międzynarodowej (Pr. Południe) rozmawiając przez telefon. Patrzyłem
w kierunku PKiN. i wtedy zobaczyłem nadlatujący z ogromną szybkością z tamtej strony szary obiekt
za którym (zawijał się - można by to tak nazwać) - brudnawy dymek. Ponieważ w mgnieniu oka obiekt znalazł
się po mojej stronie Wisły, przerwałem rozmowę, by przebiec na drugą stronę budynku i
zobaczyć, co to może być. Wybiegłem z mieszkania - korytarzyk 5
metrów, (kilka sekund) dobiegłem do drugiego okna, ale obiekt ten
już znikął na horyzoncie. Co za szybkość!
I co można w takim wypadku powiedzieć?
Może kiedyś będę miał więcej szczęścia.
Pozdrawiam serdecznie cały zespół."
Zobacz także:
List i film o Emilcinie.
Emilcin ma już swój pomnik! - artykuł
Autor: Fundacja NAUTILUS
|