|
|
|
|
Juliusz Verne był człowiekiem, który wymyślił okręt NAUTILUS –
mityczny statek kapitana Nemo, którym podróżował przez oceany w
poszukiwaniu największych tajemnic ziemi. Książka profesora Jana
Tomkowskiego „Juliusz Verne – tajemnicza wyspa?” przyniosła nie lada
sensację – Kapitan Nemo był Polakiem! |
|
|
 |
|
Okładka książki prof.Jana Tomkowskiego |
Verne – postać
magiczna!
Powieści Juliusza
Verne`a działają od ponad 100 lat na wyobraźnię milionów ludzi.
Twórcy amerykańskiego programu kosmicznego przyznawali się do tego,
że ich zainteresowanie zdobywaniem przestrzeni kosmicznej zaczęło
się właśnie od czytania książek tego znakomitego pisarza. Także
nasza Fundacja NAUTILUS ma swój początek w książce „20 tysięcy mil
podmorskiej żeglugi”. Okręt Kapitana Nemo był dla nas inspiracją, a
nazwa NAUTILUS stała się znakiem rozpoznawczym w całej Polsce, a
powoli także i na świecie. Tym bardziej z ogromną radością
przyjęliśmy powstanie książki profesora Jana Tomkowskiego „Juliusz
Verne – tajemnicza wyspa?”. Autor ujawnił w niej wiele tajemnic
związanych z postacią Kapitana Nemo. Okazało się, że Verne od samego
początku twierdził, że NEMO jest Polakiem, żołnierzem Powstania
Styczniowego, który został zesłany na Sybir, ale powrócił, aby mścić
się na naszych zaborcach. Według pisarza okręty zatapiane przez NEMO
na morzach całego świata były pod banderą... rosyjską!
„Wszyscy jesteśmy
dziećmi Vernea`” – tak miał kiedyś powiedzieć Ray Bradbury, autor
słynnych „Kronik Marsjańskich”. Wydaje się, że to zdanie szczególnie
pasuje do miłośników Fundacji NAUTILUS. Czym jest nasz ukochany
okręt? Jak opisywał go twórca NAUTILUSA, Juliusz Verne?
Postanowiliśmy przedstawić Wam fragment tej niezwykłej książki:
|
|
|
 |
|
Juliusz Verne |
"Nautilus"
oglądany z pokładu amerykańskiej fregaty "Abraham Lincoln"
przypominał wieloryba, zgodnie z tradycją -zwierzę diabelskie, które
żeglarze często brali za wyspę. W rzeczywistości - wyposażony w
nieograniczone zasoby energii -rozwijał prędkość nieosiągalną dla
jakiegokolwiek żywego stworzenia. Pojazd-monstrum, podobny z
zewnątrz do morskiego potwora, skutecznie penetrował świat we
wszystkich kierunkach. Co prawda jedynie świat wodny, ale dla jego
dowódcy i mieszkańca była to jedyna przestrzeń godna uwagi.
Arka, której opis
znajdujemy w Księdze Rodzaju, liczyła trzysta stóp długości,
pięćdziesiąt szerokości i trzydzieści wysokości. "Nautilus" miał
siedemdziesiąt metrów długości i tylko osiem szerokości. Wymiary
okrętu są ważne -zwłaszcza wówczas, gdy trzeba w nim pomieścić nie
tylko załogę, ale cały świat. Arka kapitana Nemo rzuca wyzwanie
jednocześnie Bogu, ludzkości i naturze. Rozkaz budowy świętego
statku, tak odmiennego od wszystkich, jakie pojawiły się dotąd na
morzu, wydać może sam Bóg. Według biblijnej wersji Stwórca sam
wskazuje drzewo Gofer, które posłuży za budulec, a wreszcie
osobiście zamyka drzwi arki. Człowiek decyduje natomiast, kiedy ją
opuścić. Kapitan Nemo sam udziela sobie ryzykownego pozwolenia. Na
bezludnej wyspie konstruuje okręt podwodny, który jest nie tylko
cudownym instrumentem ocalenia, ale także doskonałą maszyną do
zabijania. Podczas gdy biblijna arka z trudem utrzymywała się na
powierzchni wody, pasażerowie "Nautilusa" podróżowali nie obawiając
się burz morskich, silnej fali, nieprzyjaznych prądów.
Obydwa statki wydają się
w równym stopniu odcięte od reszty świata. Arka Noego była
hermetyczna, chociaż posiadała pewien rodzaj okna. Tymczasem
"Nautilus" to prawdziwe obserwatorium naukowe, z jego pokładu można
podziwiać życie w głębinach mórz. "Nautilus" - podobnie jak biblijna
arka -okazuje się w zasadzie okrętem bez macierzystego portu. Jak
zapewnia Pismo Święte, to Bóg ocalił rękami człowieka dzieła
stworzenia: ptaki i zwierzęta wszystkich gatunków. Na pokładzie "Nautilusa"
znajdują się niemal wyłącznie twory wyobraźni człowieka: książki,
nuty, obrazy, rzeźby. Zdaniem kapitana Nemo świat sztuki zasługuje
na ocalenie. Pewne idee, układy dźwięków i barw powinny przetrwać.
Całą resztę dorobku ludzkości można bez wahania skazać na
unicestwienie.
Wydaje się, że
największe zuchwalstwo Nemo polega na zbudowaniu arki w sytuacji,
gdy nic nie zapowiada nadejścia kataklizmu.
Z punktu widzenia
kapitana wydarzenie to miało jednak miejsce - dokładnie w chwili
wodowania "Nautilusa". Od tej pory bohater powieści Juliusza Veme' a
przestał przyjmować do wiadomości istnienie ziemskiej cywilizacji.
Zapewne gdzieś daleko na kontynentach rodziły się nowe wynalazki,
pisano nowe książki, malowano obrazy zgodnie z nowymi trendami,
wybuchały rewolucje, zwyciężały dyktatury. Mieszkańcy "Nautilusa"
nie rozmawiali na ten temat, głębie oceanów dostarczały im
pożywienia i ubrania, biblioteka okazywała się dobrze zaopatrzona.
Osiągnęli stan doskonałej izolacji, o jakim nie mógł marzyć żaden
eremita podróżujący w kierunku Tebaidy.
|
 |
|
"
Z woli Boga biblijna arka stanowiła jedyne ogniwo łączące dwa
światy: stary, skazany na zagładę, i nowy, który miał się dopiero
narodzić. Nemo sądził, że potop powinien trwać wiecznie. Być może we
wnętrzach oceanu pojawi się kiedyś nowy człowiek, być może powstaną
tu podwodne miasta, gdzie założą swoje domy wygnańcy, dla których
świat stał się nie do zniesienia. Dla Nemo powrót był niemożliwy, z
jego okrętu nigdy nie wyleciał żaden ptak na poszukiwanie lądu.
Popełnia się chyba błąd, porównując okręt kapitana Nemo do
mieszczańskiego domu. Ten ostatni zwraca się bowiem ku przyszłości,
z pietyzmem przechowując liczne pamiątki przeszłości. Jego budowa ma
stanowić materialny dowód wykorzystanej szansy, realizację
sposobności stworzonej przez łaskawą opatrzność.” |
|
Kapitan Nemo |
|
"20 000 mil
podmorskiej żeglugi"
Przedziwne
i niewytłumaczalne zjawisko poruszyło w roku 1866 ludzi związanych z
morzem. Oto marynarze i kupcy wracający z dalekich rejsów zaczęli
opowiadać o dziwnym zwierzęciu, które atakuje statki i dziurawi je.
Naoczni świadkowie twierdzili, że może ono mieć ponad milę długości,
a w nocy świeci niby zatopiona latarnia morska.
Kiedy
zainteresowanie opinii publicznej świata tym dziwnym stworem
osiągnęło swój szczyt, z Nowego Jorku wyrusza wyprawa mająca na celu
całą tę sprawę wyjaśnić. Pośród załogi znajduje się m.in. trójka
głównych bohaterów książki: profesor Paryskiego Muzeum
Przyrodniczego Piotr Aronnax, jego służący Conseil
oraz słynny wielorybnik Ned Land.
Po
kilku tygodniach bezowocnych poszukiwań nasi dzielni podróżnicy
spotykają wreszcie potwora, który zirytowany pogonią za nim,
strzelaniem do niego z dział i rzucaniem harpuna - macha ogonem,
okręt ulega awarii i...
... i
od tego momentu Aronnax, Conseil i Land, którzy wpadają przy tej
okazji w morskie odmęty, rozpoczynają najcudowniejszą w swym życiu
przygodę. Okazuje się bowiem, że nie był to żaden potwór, lecz
wspaniały okręt podwodny "Nautilus" dowodzony przez
tajemniczego kapitana Nemo, który zabiera ich na pokład.
Trzej rozbitkowie biorą udział w podwodnej podróży dookoła świata,
przepływają podziemnym tunelem łączącym Morze Śródziemne z
Czerwonym, mało co nie giną w czasie rejsu pod lodami bieguna
południowego, oglądają zatopione przed wiekami statki za złotem...
Udaje
im się wreszcie odzyskać wolność - gdyż byli przez te 10
fantastycznych miesięcy więźniami kapitana Nemo. Ale jak to się
stało - dowie się tylko ten, kto sięgnie po książkę.
Salon był pogrążony w mroku; przez szyby połyskiwały fale.
Spojrzałem.
Wokół "Nautilusa", w promieniu ćwierć mili, woda zdawała się
przesycona blaskiem elektrycznym. Piaszczyste dno było jasne i
czyste. Ludzie z załogi w skafandrach uwijali się wśród sczerniałych
szczątków kadłubów, dobywając z rumowisk na pół przegniłe beczki i
podziurawione skrzynie. Z tych skrzyń i baryłek wysypywały się
sztaby złota i srebra, wielkie masy dukatów i klejnotów. Całe dno
morskie było nimi zasłane. Obładowani cennym łupem, powracali
marynarze do "Nautilusa", składali w nim swoje ciężary i znów
podejmowali pracę na miejscu, owego niewyczerpanego złoża srebra i
złota. Tu zatem było pole bitwy z 22 października 1702 roku! W tym
właśnie miejscu zatonęły galiony wiozące złoto dla rządu
hiszpańskiego. Tu przybywał kapitan Nemo, ilekroć miał ładować nowe
miliony na pokład "Nautilusa". Dla niego i tylko dla niego przysłała
Ameryka te bezcenne kruszce! On był bezpośrednim i jedynym
dziedzicem skarbów, które podbitym Inkom wydarł Ferdynand Cortez!
(J. Verne "20 000 mil
podmorskiej żeglugi", Fragment) |
Wywiad
z Robertem Bernatowiczem, prezesem Fundacji NAUTILUS
Jak
powstał NAUTILUS?
-
Przez przypadek. W 1995
roku dostałem propozycję od nieżyjącego szefa Radia Zet Andrzeja
Woyciechowskiego prowadzenia własnej audycji, w zasadzie na dowolny
temat... Uważał, że mam w głosie moc, która pobudzi wyobraźnię wielu
ludzi. Zaproponowałem stworzenie takiego radiowego „Archiwum X”. Z
kilku nazw zaproponowanych przeze mnie natychmiast w oczy rzucała
się jedna – „Nautilus”... Już samo wymawianie tego słowa budziło
respekt i zapowiadało coś wyjątkowego. I tak się zaczęło...
Wiedziałeś, że
powstaje legenda?
-
Nie od razu. Myślałem, że
to przygoda na chwilę, ale z czasem NAUTILUS stał się dla mnie
drugim domem, odkryłem dzięki niemu zupełnie dla mnie nieznany
świat. Oszołomił mnie, zachwycił. Wiedziałem, że coś jest
wyjątkowego z tą historią, bo nagle audycja spotkała się z
gigantycznym zainteresowaniem, audycji słuchały całe rodziny... Do
tej pory mam listy od ludzi, którzy przygaszali światło, siadali
wokół stołu i słuchali w skupieniu, jak w pionierskich czasach
radia. NAUTILUS pozwalał im się przenosić w inny świat. Zapominali o
troskach, o kłopotach. Ten świat był inny od tego znanego z
telewizji czy ulicy. Latającego spodki, wielkie przepowiednie,
tajemnicze zaginięcia. Z tygodnia na tydzień NAUTILUS stawał się
coraz bardziej popularny, rodziła się autentyczna legenda. Kiedy w
2001 roku przestałem pracować w Radiu ZET była potrzeba, aby coś
zrobić z potężnym archiwum. Pojawił się pomysł założenia Fundacji
NAUTILUS i to był strzał w dziesiątkę. Już wtedy hasło „NAUTILUS”
było znane w całej Polsce. Nawet w najbardziej odległych miejscach w
Polsce podchodzili do mnie ludzie i w pierwszym zdaniu padało to
magiczne słowo: NAUTILUS... To było wspaniałe!
Czym jest dla Ciebie
NAUTILUS?
-
Myślisz pewnie, że
organizacją skupiająca ludzi pasjonującymi się niezwykłymi
zjawiskami? Mylisz się. Tak myślą ludzie o silnych genach
kolektywistycznych, którzy uwielbiają wstępować lub występować,
muszą mieć struktury, statuty i tak dalej... Muszę mieć jakiś
„punkt” do którego należą lub nie, bo inaczej głupieją. Moim zdaniem
NAUTILUS to filozofia polegająca na szukaniu najważniejszej z
możliwych odpowiedzi na najważniejsze pytanie dotyczące sensu
ludzkiego istnienia. Luźna grupa przyjaciół połączonych jedną pasją,
unikalna sprawa w skali Polski, a – kto wie – może i nie tylko
Polski... Ma to jakiś związek z niewyjaśnionymi zjawiskami, ale w
sumie to raczej sposób widzenia naszego świata. NAUTILUS to także
jakaś organizacja zarejestrowana w KRS, ale akurat to jest sprawą
drugorzędną, albo i trzeciorzędną...
Ile osób jest
związanych z Wami?
-
Tak, to jest pewien
problem... Nie spodziewałem się, że nasza akcja tworzenia „Załóg
NAUTILUSA” spotka się z takim odzewem. To setki, setki osób w całej
Polsce... Jeżeli tylko wydarzy się coś na ich terenie, natychmiast
dają nam znać i jesteśmy wręcz zasypani informacjami z Polski i ze
świata o wydarzeniach typu X`Files. Szkoda, że na stronach ukazuje
się ledwie ułamek procenta tego, co dostajemy. Mamy grupę zaufanych
ludzi, którzy są z nami od lat, których nazywamy „Grupą Uderzeniową
NAUTILUS-a”. Ostatnio pojawił się pomysł, aby zrobić spotkanie tego
grona. Po podliczeniu tych „zaufanych” okazało się, że
najwłaściwszym miejscem spotkania byłaby sala kinowa! Myślę, że
przekroczyliśmy barierę organizacyjną, która wymaga od nas
wprowadzenia dużych zmian w naszym działaniu. Pracujemy nad tym, na
efekty nie trzeba będzie długo czekać...
Jak myślisz, dlaczego
Juliusz Verne wybrał na imię okrętu Kapitana Nemo właśnie słowo
NAUTILUS?
-
NAUTILUS to po łacinie
„żeglarz”. Nie wierzę w przypadki, z tym słowem jest związana
niezwykła energia, ukryta moc... I nawet nie chodzi o nasz sukces, o
to że w nawet najmniejszych mieścinach w Polsce spotykam fanów
NAUTILUSA i tak dalej, ale... chodzi raczej o tajemnicę, którą
niesie ze sobą NAUTILUS. W książkach Juliusza Verne`a Kapitan NEMO
ucieka na okręt NAUTILUS przed zakłamanym światem, opartym na
żądzach i fałszywych wyobrażeniach. To romantyczny bohater, który
nie boi się rzucić wyzwania całemu światu. Kapitan NEMO udowadnia,
że najważniejszy jest pojedyńczy człowiek, jego siła i wyobraźnia!
To nie żadne masy pchają świat do przodu, ale wybitne jednostki i tu
Verne miał absolutną rację. Kapitan Nemo potrzebował potężnego
narzędzia, aby poznać cały świat. Tak powstał NAUTILUS, schronienie
dla poszukujących prawdy, ucieczka przed zatraceniem w
doczesności... Kiedy dowiedziałem się, że obsesją Verne`a było to,
że Nemo pochodził z Polski zrozumiałem, że w naturalny sposób to
właśnie w Polsce... miał powstać okręt NAUTILUS! Taki był pomysł
twórcy „20 tysięcy mil podmorskiej żeglugi”, który pod presją
wydawcy uczynił Nemo hinduskim księciem. Spotkałem się z teorią, że
Verne miał talent do przewidywania przyszłości. Czy przewidział
powstanie NAUTILUS-a w Polsce? Ryzykowne, ale bardzo ciekawe
pytanie...
Co dalej z
NAUTILUS-em?
-
Użyję terminologii
morskiej: Po 10 latach okręt NAUTILUS jest już prawie wybudowany, a
my powoli szykujemy się do kolejnego etapu w naszym rozwoju:
wypłynięcia NAUTILUS-em z polskiego portu na cały świat!
NAUTILUS – plany okrętu
Tak oto przedstawia
się wnętrze "Naulilusa" wg opisu samego Verne'a. Opis ten posłużył
Waltowi Disneyowi do wiernego odtworzenia wszystkich detali i
wyposażenia "Nautilusa" dla potrzeb filmu noszącego taki sam tytuł
jak książka opisująca podmorskie podróże kapitana Nemo.
Od
lewej, u góry: ster poziomy, szalupa ratunkowa, jadalnia,
kuchnia, salon, kiosk, sterówka, reflektor, organy.
Od
lewej, u dołu: ster pionowy, silniki, zapasy tlenu, siłownia,
sterownia, magazyn skafandrów, koszyk na produkty wydobywane z
morza, wyjście dla nurków, skarbiec, giębokościomierz, zbiorniki
balastowe, apartamenty kapitana Nemo, amortyzator.
"Nautilus" miał 70m długości, 8 m szerokości i napędzany był
elektrycznie z baterii akumulatorów. |
|
 |
|
Budowa NAUTILUSA < kliknij na obrazek by powiększyć > |
|
|
|
Tekst: Fundacja NAUTILUS |
|
|