Dziś jest:
Sobota, 6 czerwca 2020

Nie wiem jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej, ale czwarta będzie na maczugi.
/Albert Einstein/

Komentarze: 19
Wyświetleń: 3493x | Ocen: 14

Oceń: 2/5
Średnia ocena: 5/5


Czw, 2 kwi 2020 10:00   
Autor: FN, źródło: FN   

WIRTUALNE SPOTKANIE ZESPOŁU PROJEKTU 'REGUŁY GRY' O HISTORIACH ZWIĄZANYCH Z REINKARNACJĄ

 Trzy historie dzieci pamiętających swoje poprzednie wcielenie pozwoliły precyzyjnie ustalić rodzinę z poprzedniego życia. Ze względu na obostrzenia wprowadzone na terenie Polski związane z koronawirusem spotkanie ludzi FN z projektu "REGUŁY GRY" miało miejsce tylko wirtualnie.




Mimo problemów przez atak koronawirusa na naszą planetę musimy dalej prowadzić nasze projekty, gdyż są zbyt ważne, aby je tak po prostu zawiesić. O dobrze znanym czytelnikom serwisu projekcie KONTAKT napiszemy w oddzielnej publikacji, ale teraz kilka słów o projekcie REGUŁY GRY.

Wśród różnych tematów tego projektu jest jeden absolutnie priorytetowy – dokumentowanie tak zwanych historii reinkarnacyjnych, dzięki którym udało się precyzyjnie ustalić poprzednie wcielenie dziecka, które zaczęło opowiadać o tym, kim było w poprzednim życiu. To są historie, z których każda zasługuje na to, aby nakręcić o niej dwugodzinny film fabularny. Najbardziej szokująca jest historia dziewczynki, która opowiedziała rodzicom o tym, że w poprzednim życiu zginęła na… w wypadku na przejeździe kolejowym. 4-latka pamiętała wszystko: swoje imię i nazwisko z poprzedniego życia, imię męża, który prowadził samochód tego feralnego dnia, ale także dziewczynka podawała ulicę i numer domu. Udało nam się wszystko potwierdzić. Niestety rodzina dziecka nie wyraziła zgody, aby nawet anonimowo przedstawić tę historię na łamach naszego serwisu. Argumenty, że dla wielu osób ta historia byłaby czymś bardzo ważnym w ich drodze do przekonania się do istnienia reinkarnacji, trafiały w próżnię. Szkoda, ale oczywiście w pełni to rozumiemy. Ile pracy kosztowała nas ta historia, ile czasu… nikt nawet nie uwierzy, że można tak bardzo prowadzić śledztwo w sprawie jednego dziecka. Ale takich dzieci jest więcej – mamy kilkanaście historii dzieci, które oprócz ogólnych stwierdzeń o tym, kim byli w przeszłości, podają albo imię, albo nazwisko, albo jednio i drugie.

Spotkanie projektu „REGUŁY GRY” było bardzo ciekawe, bo poszczególne osoby z projektu przedstawiały swoje ustalenia w sprawie śledztw o każdym z dzieci. Nie możemy podawać szczegółów, ale możecie zobaczyć skalę tego projektu tylko poprzez przeczytanie jednej, drobnej sprawy – rozmowy z matką dziecka. Usuwamy wszelkie dane, które pozwoliłyby zidentyfikować dziecko. W każdej z prowadzonych przez nasz projekt spraw takich rozmów trzeba przeprowadzić kilka,  a raczej kilkanaście. Potem zawsze słyszymy to samo – rodzina obawiając się reakcji bliskich nie wyraża zgody… Nie jest łatwo prowadzić Fundację Nautilus, ale i tak się nie poddamy. ;)

Poniżej przykład rozmowy z projektu „REGUŁY GRY”.

/prosimy wybaczyć, że musimy wykropkować najważniejsze informacje - czynimy tak na wyraźne żądanie rodziny dziecka/

Chłopiec urodził się w [...] roku. Od drugiego roku życia wspominał swoje poprzednie życie. Podawał wiele szczegółów swojego wcześniejszego życia. Poniżej podaje takie, które mogą pomóc w odnalezieniu jego wcześniejsze wcielenie. Chłopiec zdaję się pamiętać zarówno swoje życie w domu rodzinnym jak i swoje w pojedynkę-choć nie potrafi jednoznacznie ich rozdzielić. Kiedyś wspomniał też o hotelu pracowniczym , którym czasem mieszkał. Myślę, że dlatego podaję nazwy kilku różnych miejsc, choć istnieje możliwość, że one wszystkie się łączą.

    Nazywał się […]. Trzeba brać pod uwagę wiele różnych pisemnych wersji tego imienia (np. … …. ). Choć chłopiec mówi, że [….] to nie skrót od [….]- trzeba to brać jednak pod uwagę. Miał czarne , gęste, mieniące się , krótkie włosy. Jego matka miała na imię […] ojciec prawdopodobnie jakoś na „La”, a ich nazwisko to [….]. Mieszkał z rodzicami w kwadratowym, kolorowym, wolnostojącym bloku. Prawdopodobnie każde piętro bloku od zewnątrz było pomalowane na osobny kolor.
    Mówi, że zmarł w wieku 21 lat (ok. 20stu) . Trzeba pamiętać, że chłopiec, kiedy zaczął o tym mówić miał 2 lata. Dla niego, nawet 9letni chłopiec był już duży. Nie ulega jednak wątpliwości, że zmarł w młodym wieku.
    Pracował w biało-czerwonej budce sprzedając PIZZĘ i hamburgery (mógł np. pomagać ojcu- co by znaczyło, że mógł mieć mniej niż 20lat; pamięta, że ktoś z nim w budce pracował, nie pamięta jednak kto). Budka stała w pięknym parku, z przepięknymi kwiatami- chłopiec wspomina, że to nie był zwykły park- był wyjątkowo zadbany. Chłopiec kojarzy to miejsce pracy wyłącznie z piękną pogodą, nie pamięta deszczu, śniegu-niepogody (co naprowadza na cieplejsze rejony Ameryki). Przed śmiercią, wyszedł z budki, bo poczuł duży ból w klatce piersiowej, położył się na trawie i umarł. Zbiegło się wiele osób. Zmarł w miejscu publicznym, gdzie było wielu świadków tego zdarzenia.
    Mówił, że mieszkał w Afryce (Africa?) w Ameryce, Afryka w Nowym Jorku-mówił ,że tam mieszkał i był przekonany (jako malutki chłopiec, nie kojarząc jeszcze co to kontynenty), że jest takie miejsce, co zresztą ma potwierdzenie w rzeczywistości. W Ameryce jest kilka takich miejsc , również w Nowym Jorku jest część miasta o takiej nazwie.
    Podaje nry swojego domu […] i dodaje numer […]. Mówi, że to jego adres oraz, że mieszkał w (na) Worker town. Mówił, że prawdopodobnie jest to w Nowym Jorku. Mieszkał tam z psem.
    Wspomina też o Rockstoneroad.
    Mówił też o Dimentlee town – Dimentreetown – Gimentreetown – Gimentleetown ... Nagranie na którym o tym mówił jest sprzed kilku lat- był małym chłopcem- nie mówił jeszcze na tyle wyraźnie , żeby być pewnym nazwy. W Ontario, Kanada oraz w Virginii, USA jest miasto o nazwie Daventry town.


 

    Rozmowa z panią XX, matką[…]
    (nagrana ……...)
    
    FN Witam panią, dzwonię zgodnie z obietnicą. Dziękuję za maila. (…). To co, możemy chwilę porozmawiać?
    XX. Tak oczywiście, jestem do pana dyspozycji
    FN. Proszę pani, to jest fantastyczne i ciekawe, co pani tutaj nam opisała. Czy pani mogłaby własnymi słowami opisać, jak to się w ogóle zaczęło?  Ciekawy jest też ten początek, prawda? Kiedy pani po raz pierwszy zauważyła, że jest to coś ciekawego?
    XX. Ja mam dwójkę dorosłych dzieci. Jeden ma dwadzieścia lat, drugi ma dwadzieścia trzy lata. [...] jest dość trudnym dzieckiem. W zasadzie, jak miał dwa latka skończone, on bardzo szybko zaczął mówić. Tak, że jak miał dwa lata to już mówił dobrze po polsku. Niania się nim opiekowała przez osiem godzin dziennie, potem ja go zabierałam gdzieś na plac  zabaw no i pewnego razu poszliśmy sobie na plac zabaw koło domu, tam jest taka wielka, wielka polana. Ma  może 2 kilometry kwadratowe. Byłam dość zmęczona i położyłam się na tej łące i patrzyłam się w niebo, a on bardzo często mnie naśladował, co ja robiłam to on po prostu robił to samo. Położył się koło mnie i mówi: ostatni raz tak leżałem jak byłem duży. Ja mówię tak:  […], ty jesteś jeszcze malutki. Nie byłeś jeszcze duży, duży jest tatuś, ale będziesz duży jak urośniesz… Nie, bo ja już byłem duży – mówi. Ja mówię – ale gdzie byłeś duży? A on mówi tak: zanim tu byłem, zanim się urodziłem byłem już wcześniej duży. Zanim się urodziłem u ciebie to byłem duży.  Chciałam pociągnąć ten temat , skojarzył mi się po prostu, pomyślałam sobie, że może zapamiętał coś, co było kiedyś. I mówi mi tak: jak ostatni raz tak leżałem, to umarłem i zabolało mnie coś tutaj (pokazał ręką na serce) i potem już nie żyłem.
    FN.  Ile on miał wtedy lat?
    XX. Dwa i pół może. Nie miał trzech lat na pewno bo to była końcówka lata, a on się urodził w lipcu, 19 [….]. I mógł mieć dwa lata i maksymalnie trzy miesiące, bo tutaj w zasadzie do końca października, do połowy października w Anglii tym rejonie jest dość ciepło.
    FN.  To bardzo osobliwe rzeczy, jak na takie dziecko małe..
    XX. Dokładnie, tym bardziej, że w domu nie było sytuacji, żeby ktoś nam umarł z rodziny, czy też był taki temat podjęty. Ani tym bardziej nie był podjęty żaden temat reinkarnacji. Ja panu powiem szczerze, że później […], bo zainteresowaliśmy się tym, ściągnął pana wszystkie audycje z Nautilusa i potem zaczęliśmy tego wszystkiego słuchać.
    FN.  A ja mam takie pytanie, czy państwo wcześniej w ogóle zakładaliście, że jest wędrówka dusz? Czy to był pierwszy moment, gdy wam się zapaliło światło, że to może być prawda?
    XX.  To znaczy nie. Nie, ja jestem bardzo otwartą osobą. Studiowałam psychologię i zawsze interesowałam się też parapsychologią, czytałam profesora  Stevensona, który zajmował się reinkarnacją, ale w życiu nie pomyślałam, że może mnie to spotkać. Czytałam różne rzeczy na ten temat i byłam otwarta na to i tym bardziej, że miałam świadomość taką, że tak naprawdę katolików na świecie jest niewiele i katolicy nie wierzą w reinkarnację. To znaczy, nie uważam, żeby w Piśmie Świętym było coś, co wzbrania wierzyć, ale Kościół obstaje przy tym, że jest to niemożliwe,  natomiast większość religii na świecie uważa reinkarnację jako coś zupełnie naturalnego.  Dla mnie nie był to taki szok, typu ach co on plecie za bzdury, tylko generalnie byłam otwarta na to, że coś takiego może być.
    FN.  Tak, ale nie była pani z żadnego Hare Krisna, czy też z jakiegoś ruchu..
    XX. Nie..
    FN.  To jest ważne, bo pokazuje też kontekst tego przypadku.  Dziecko zaczyna mówić. Wy się, jak rozumiem, przysłuchujecie z zadziwieniem, ale ten dzieciak mówi coraz ciekawsze rzeczy, prawda? Bo to o swojej śmierci to była pierwsza rzecz…
    XX.  Tak, to była pierwsza rzecz. I wtedy jak jeszcze na tej trawie leżał, powiedział mi tak, że … ja się pytam: co robiłeś jak byłeś duży? A on mówi: pizzę ludziom robiłem i hamburgery.  Ale ja mówię: jak robiłeś? Sprzedawałeś w sklepie, czy gdzie tą pizzę sprzedawałeś? A on mówi – nie, ja to miałem budkę w takim pięknym miejscu, na łące zielonej miałem budkę. I tam sprzedawałem ludziom hamburgery. Źle się poczułem. Wyszedłem z tej budki, położyłem się n a trawie bo bardzo zabolał mnie (tu pokazał na klatkę piersiową). W zasadzie za pierwszym razem to mi tyle powiedział.  I potem ja znowu, ale za jakiś czas, nie od razu, ale za jakieś trzy, cztery miesiące wróciłam do tego tematu. Bo pomyślałam sobie, że takie małe dziecko w zasadzie codzienne przeżywa różne rzeczy. Coś nowego dzieje się koło niego. W zasadzie świat codziennie coś innego dla niego odkrywa. I chciałam wiedzieć, czy on mi powie to samo. I tak zaczęłam się go podpytywać: […], a czy ty wiesz, kto to jest Bóg na przykład? Czy wiesz, co to są duchy?  Chciałam po prostu zejść na ten temat w taki neutralny sposób i on wtedy powiedział mi już dużo więcej rzeczy. Pamiętał dokładnie jak stał się tym duchem, jak uniósł się do góry, jak zrobiło się zbiegowicho ludzi i patrzyli na jego ciało koło tej budki.
    FN.  Czyli on widział siebie leżącego, tak?
    XX.  Tak…
    FN.  Jak on leży, a ludzie wokół niego patrzą na jego ciało martwe … a on patrzył na to z góry
    XX.  Tak. Nawet w tym nagraniu, bo to nagranie, które posłałam pani […]. Ona panu wysłała te nagrania prawda?
    FN.  Tak. Ja je mam.
    XX. No to super. Bo tam w tym jednym nagraniu to on to opisuje. Ale już nie opisuje pierwszy raz, tylko opisuje to jak miał około czterech lat. Ale nie jest to jego pierwsza wypowiedź na ten temat tylko któraś z kolei. Bo ja zawsze jak chciałam co parę miesięcy wskrzesić ten temat, bo chciałam zobaczyć czy on jeszcze pamięta i czy po prostu nagle nie będzie [...] tylko na przykład kimś innym, ze nagle będzie mówił zupełnie coś innego, ale on cały czas obstawał przy tej samej wersji. Był pizzamanem. A my w domu wcale pizzy nie jedliśmy. To dziecko praktycznie nie jadło nigdy pizzy. On wiedział, że coś takiego jak pizza jest i tak dalej, ale on tego nie lubił nawet.
    FN.  On mówił o sobie: pizzaman, tak?
    XX.  To znaczy tak, pizzaman. Tak.  Że był po prostu pizzamanem.  Że to robił. Tylko, że ważne były później kwestie, jeśli chodzi o miejsca. Cały też czas twierdził, że miał dwadzieścia parę lat jak zmarł, że był bardzo młody.  Tylko, że ja się też nad tym tak zastanawiałam czy jest możliwe, żeby on pamiętał tak naprawdę swój wiek. Jeżeli on w wieku ponad dwóch lat mówił, że miał dwadzieścia parę lat i był bardzo młody i nie chciał iść. Nie chciał odejść z tego ciała, ale że musiał iść. Wiec ja się zastanawiałam nad tym, bo on też mówił zawsze, że w tej budce był ktoś, on nie wie kto, ale ktoś tam z nim pracował. Czy on nie był na przykład chłopcem, który pomagał ojcu w robieniu pizzy.
    FN.  Tak, a czy powiedział, bo on nie chciał odchodzić, rozumiem, tak? Chciał nadal żyć..
    XX. Nie chciał odchodzić. On mówił, że jak poszedł, (tych nagrań nie mam, bo mi twardy dysk poszedł, ja miałam mnóstwo tych nagrań i nie da się tych nagrań odtworzyć). Natomiast tam też opowiadał, że poszedł i było bardzo, bardzo jasno.   I opowiadał mi, że tam są zupełnie inne barwy i że było tak jasno i tak pięknie wszędzie i zajmował się nimi jakiś starszy człowiek, który miał długie szaty. On mi zawsze podkreślał jak był mały – ty nie jesteś moją mamą, to nie ty mnie wybrałaś na dziecko, tylko ja cię wybrałem na mamę.  I mi to zawsze mówił.  I podkreślał, że on z góry już widział, już wiedział jak będzie miał na imię, że […] to najpiękniejsze imię świata i on chciał się urodzić jako moje dziecko.
    FN.  Wszystko się zgadza proszę pani, bo to dzieci wybierają rodziców, co więcej, z mojej praktyki wynika, że mają czasami możliwość wyboru kilku różnych zejść , do różnych rodzin. Wybierają tę, która im najbardziej odpowiada.  Niesłychanie ciekawe rzeczy pani mówi. Wiarygodne. Dzieciak to opowiadał.. jak tam jeszcze mówił, jak tam było w tej krainie gdzie on poszedł..
    XX. Niewiele pamiętał. Tylko ja mam jeszcze nagrany taki film, gdzie go pytam, kto to jest Bóg. I on mi powiedział: wiem, kto to jest Bóg, bo Bóg to jest ten, kto kieruje wszystkimi duchami.  Ale my jesteśmy katolikami. On jest ochrzczony i w zasadzie na dniu chrztu skończył się jego pierwszy i ostatni pobyt w kościele.  Nie praktykujemy w ogóle, tylko ochrzciliśmy go po prostu, no, dlatego że skoro my jesteśmy z tej religii, to on też może być. On się nie modli. On nie wie, co to jest tak naprawdę Bóg.  Kiedyś ja się go pytam, jak jechał ze szkoły, bo oni tam mają religię, ale na zasadzie religioznawstwa, czyli religie różnych plemion.  I pytam się go kiedyś tak –[…], czy ty wierzysz w Boga? A on mówi tak – w niektórych bogów to wierzę, ale w tego Boga Wiatru to nie za bardzo.  To znaczy, że on nie ma pojęcia. On nie wie, kto to jest Jezus, kto to jest Maryja i on wszystko to, co mówił, to on miał gdzieś to po prostu wkodowane w swojej głowie. Nie było to oparte na tym, co usłyszał w domu.
    FN. Czyli nie mógł zasłyszeć w domu, ani w szkole…?
    XX. Nie
    FN.  Po prostu tak z siebie mówił naturalnie, tak? Czyli Bóg to jest ten, który zawiaduje wszystkimi duchami w tamtym świecie, tak?
    XX. To znaczy on tak powiedział, że Bóg to jest … ja to panu prześlę, mam to nagrane, poszukam.  Bóg to jest ten, co rządzi wszystkimi duchami. Ale mówi, duchy to są różne. Bo są dobre duchy i złe duchy. Ale on mówi – ja wiem jak to działa – zły duch zawsze wygra. Chyba , że… on opisuje to tak filozoficznie jak na swój wiek to wszystko. Opowiada…
    FN. Pani ma te nagrania, tak?
    XX. To akurat mam.
    FN. To bardzo cenne nagrania.  Bardzo bym prosił o te nagrania… Teraz tak, dzieciak mówił dlaczego tutaj zszedł? Dlaczego wrócił?
    XX. Nie mówił dlaczego wrócił.  Powiedział mi tylko kiedyś, dał mi do zrozumienia, jak się go pytałam - dlaczego mnie wybrałeś? A on mówi tak – a, bo wiedziałem, że dobrze wam się żyje i że też chciałem dobrze żyć.  Tak stricte powiedział finansowo, że chciał dobrze żyć.  Tam po prostu nie miał tak dobrze.  Tak mi się wydaje…
    FN. Tam, czyli gdzie? Pani ustaliła, że to są Stany Zjednoczone. ..
    XX. Tam, w poprzednim życiu. To znaczy ja nie ustaliłam. On sam tak mówił – Nowy Jork, Stany, Nowy Jork, Ameryka. Kiedyś […] pyta tak – no to gdzie mieszkałeś w tej Ameryce? A on mówi - w Afryce – Ameryce.  […] mówi – […],  Afryka i Ameryka to są różne miejsca na świecie, chodź, pokażę ci na mapie. A on mówi – nie, tato. W Ameryce też jest Afryka. On mówi – ja mieszkałem w Nowym Jorku w Ameryce – Afryce.  Rzeczywiście, jest dzielnica, która… my nie znamy Stanów. Ja usiadłam na Google maps i patrzę – no rzeczywiście jest dzielnica Afryka w Nowym Jorku. To dziwne jest, bardzo dziwne.
    FN. Co wiemy jeszcze o jego inkarnacji? Oprócz tego, że był pizzamanem i  że pracował, mieszkał w Afryce, czyli dzielnicy Nowego Jorku, że zginął młodo, tak? Miał coś z sercem, że pracował z kimś w tej pizzerii, co jeszcze wiemy?
    XX. To nie była pizzeria, to była taka budka biało-czerwona, metalowa budka postawiona gdzieś po prostu w parku.  To było coś bardzo skromnego, to nie była żadna, że można tam było wejść, tylko to było na zasadzie, że ktoś podchodzi, kupuje kawałek pizzy  przez okienko. Tak mi się wydaje.
    FN. Czyli bardzo prosta sprzedaż żywności. Wszystko jasne. Czy podawał swoje miejsce zamieszkania? Nazwisko, czy takie rzeczy podawał?
    XX. Tak , podawał od początku. Ja zapytałam go, to jeszcze na trawie tam było, czy pamięta jak się nazywa. No pewnie że pamiętam – […].  Dziwne było, że podał imię i nazwisko, bo do czterech lat nie operował nawet swoim nazwiskiem. Nigdy nie mógł zapamiętać, że nazywa się […]




To tylko krótki fragment tylko jednej, bardzo długiej rozmowy. Ta historia pozwoliła nam doprowadzić śledztwo w Nowym Jorku do punktu, kiedy stało się oczywiste, kim był wcześniej ten mały chłopiec - z nazwiska i imienia, bez cienia wątpliwości. Mieliśmy w wakacje lecieć do USA, aby po uczestniczeniu w kongresie MUFON udać się do Nowego Jorku, aby postawić kropkę nad „i” w tej sprawie, bo już wiemy wszystko i ta sprawa miała być uznana za zakończoną i udowodnioną.

No ale niestety pandemia koronawirusa pokrzyżowała nam plany. I o tej sytuacji także rozmawialiśmy w czasie narady projektu „REGUŁY GRY”.

Poniżej jeszcze jedna sprawa, która powinna zainteresować naszych czytelników. Mamy jedną radę dla wszystkich, którym zdarzy się prowadzić spory o reinkarnację. Mamy w tym względzie 30-letnie doświadczenie i radzimy, aby przeciwników prawdy o reinkarnacji delikatnie zapytać o „tajemnicę śmierci małych dzieci”, a nie wchodzić w żadne boksowania się na cytaty z Pisma Świętego itp. O co chodzi z tą „tajemnicą śmierci dziecka”? Dobrze to wyjaśnia list naszego kolegi z projektu, który napisał do jednego z – powiedzmy – zwolenników poglądu, który jest dominujący w naszym społeczeństwie. List poniżej.

 

Baza FN, 16 marca 2020

Na początku pięknie Panu dziękuję za [...]  do Fundacji Nautilus. Koledzy poprosili mnie jednak o napisanie kilku słów komentarza w imieniu projektu REGUŁY GRY.

Po dwukrotnym przeczytaniu listu mam wrażenie, że jest Pan osobą po prostu racjonalną w rozumieniu powszechnie przyjętym w Polsce, czyli z marszu odrzucającym wszelkie bajdurzenia panie dzieju o "reinkarnacjach, karmach i takich tam jakiś rzeczach, które ani nie dotkniesz, ani nie zmierzysz, ani na półkę nie postawisz". A skoro tego nie można zrobić, to znaczy, że tego nie ma. Bo jak jest stół, to stoi, a jak się go porządnie z łopaty przyłoży, to się nawet przewróci. Czyli jest - stół dla takich ludzi jest czymś, co oni znają, co wiedzą, że jest i tego się będą trzymać, a nie jakiś "wędrówek dusz". W Polsce tego typu postawa wykształciła jeszcze jedną, niezwykle egzotyczną grupę, którą my w Fundacji Nautilus nazywamy "nie wierzącymi - do kościała chodzącymi". Tacy ludzie za grosz nie wierzą nie tylko w reinkarnacje, ale także w to, że jest Bóg czy człowiek ma duszę. Dlaczego zakładają garnitury i krawaty i w niedzielę dostojnie chodzą w takim razie do kościoła? - ktoś zapyta. Odpowiedź na to pytanie znam, ale szanując autora listu zachowam ją dla siebie.


Autor listu próbuje zmagać się z problemem cierpienia trochę na zasadzie toto-lotka. Raz się wygrywa, raz się przegrywa. Jeden ma farta - i życie mu idzie bez cierpienia, jak z płatka. Owszem - na starość dopada go ze sto ciężkich schorzeń jak to na starość, ale wcześniejsze kilkadziesiąt lat życia jest niczym piątka w dużym lotku. Może nie szóstka, milionerem się nie zostało, ale... ujdzie - było miło i bez szczególnego cierpienia się obyło.

A drugi, co mu zamiast piąteczki w Dużym Lotku tak się trafiło, że nawet jednego numeru dobrze nie skreślił? W wieku dwóch lat dostał raka kości, w wieku czterech lat trafił do dziecięcego hospicjum, a w wieku pięciu lat zmarł w ogromnych cierpieniach otaczający rozpaczającą rodziną. Dlaczego ten pierwszy przeszedł przez życie bez cierpienia, a ten drugi miał całe krótkie życie nim wypełnione? Nie mam szans zapytać o to autora receznji, ale w ciemno zakładam, że uśmiechnie się i pokaże kupon lotka - po prostu jeden ma fart, a drugi nie. Wielkie mi mecyje... nad czym tu się zastanawiać? Trudno. Oczywiście ludzie wierzący (a taką osobą - jak podejrzewam - nie jest autor recenzji, gdyż na kilometr czuć mocnym ateistą) i kwestionujący reinkarnację mają duży z tym problem. Jak bowiem wytłumaczyć to, że Bóg jednym daje na to jedno życie "piąteczkę/szósteczkę", a innych posyła na Golgotę cierpienia, łez i wycia z bólu na koniec swojego krótkiego życia?

Napisałem problem, choć tacy ludzie nie mają z tym najmniejszego problemu... Dlaczego? Bo w ogóle się nad tym nie zastanawiają. Jest im to obojętne. Oni trafili tą piątunię w Lotto, trochę szkoda, że nie szóstkę, ale... dobra i piątka! A że innym się nie poszczęściło i jako 3-letnie dziecko dostali w pakiecie od litościwego i miłościwego Boga raka kości z przerzutami? No cóż... nie wszyscy w Lotto wygrywają. Muszą być także przegrani i nie ma sensu się nad tym zastanawiać.

Tymczasem my w projekcie REGUŁY GRY już 30 lat temi zadaliśmy sobie to proste pytanie: dlaczego jeden we względnym zdrowiu dożywa starosci, a drugi jako kilkulatek kona na raka? O co tu chodzi? Skąd ten "prezent od Boga" w postaci nowotworu? Czy aby na pewno jest to tak, jak tłumaczą niektórzy księża, że jest cierpienie jest "prezentem od Boga", bo dzięki temu takie dziecko coś tam dostanie, na przykład będzie wyżej stało w chórach anielskich. Ale w takim razie można powiedzieć w tej sytuacji do Boga:

- Panie, ja dziękuje za takie prezenty... daj mi zwykłe życie i nie obdarowuj mnie nowotworem z przerzutami, bo za takie "tajemnice cierpienia" to ja dziękuję


Oczywiście tego typu myślenie pokazuje całkowity absurd filozofii "człowiek ma tylko jedno życie, potem idzie albo do nieba (jak nie grzeszył), albo do piekła (jak grzeszył), albo do czyścca (jak bywało różnie). Bóg w tej sytuacji jest niczym najbardziej okrutny sędzia w biegu na sto metrów, który jednym pozwala biec w stroju sportowym, a innym "jako prezent" daje ołowiane buty i mówi, że każdy ma szansę dobiec do mety... w czym problem?
Mówiąc krótko okładanie idei reinkarnacji i karmy "cepem racjonalnego myślenia" ma sens tylko wtedy, kiedy autor takiego jest całkowiecie niewierzacy. Wtedy faktycznie rzeczywistość otaczająca go wokół jawi mu się jako nieustanne losowania multilotka - o wszystkim decyduje fart i przypadek, my się bawimy, oczywiście gramy i korzystamy z życia tyle, ile się da. Potem śmierć i skok w nicość. Ot, może nagrobek na cmentarzu i więcej nic.

Tymczasem my od 30 lat powtarzamy: nie ma wiary w duszę i reinkarnację, a jest jedynie wiedza. Taka sama jak fizyka czy matematyka - oparta na faktach i mierzalnych rzeczach. Owszem, duszy nie widać, karmy i wędrówki dusz też, zupy się na tym nie nagotuje, w starej komodzie się tego nie schowa, ale to jest. Jest tak samo jak prawo ciążenia - dotyczy wszystkich i nie sposób od niego uciec. Nie wierzysz bracie w prawo ciążenia i mówisz, że to są "majaki jakiś wschodnich sekt"? A to stań na krześle wzbij się w górę i spróbuj zrobić skok w tył udowadniając, że ciebie prawo ciążenia nie tylko nie dotyczy, ale nawet nie interesuje... Głuchy odgłos przydzwonienia o podłogę będzie najlepszym dowodem na to, że niestety prawo powszechnego ciążenia dotyczy także ciebie. ;)

Pytanie 'dlaczego jedno dziecko jest zdrowe, a drugie śmiertelnie chore na potworną i pełną cierpienia, nieuleczalną chorobę' jest podstawowe do tego, aby wyruszyć w długą drogę poszukiwania odpowiedzi. I wreszcie - wcześniej czy później - każdy musi trafić na reinkarnację. O tym, że jest to nieuchronne, przekonał się także piszący te słowa ponad 30 lat temu. Niech zdjęcie małej Jessici umierającej na raka (poniżej) zrobione przez płaczącego z rozpaczy ojca i to drugie zdjęcie uśmiechniętej i beztroskiej dziewczynki będzie dla wszystkich pierwszym punktem, z którego wyruszą na długą drogę poszukiwania odpowiedzi na proste pytanie jaki losowania multilotka. Brzmi ono: "dlaczego?"



Na koniec powiem autorowi listu że aby zrozumieć prawa boskie dotyczące duszy czy stwórcy wszechświata nie można czytać nawet najmądrzejszych książek, ale trzeba dotknąć, zbadać, przeżyć na własnej skórze spotkanie z czymś, co my w Fundacji Nautilus nazywamy przypadkami pamięci o poprzednim wcieleniu.
Tego się nie da opisać słowami ani nawet namalować - to trzeba przeżyć, zobaczyć, dotknąć jak ten stół. I wtedy nagle człowiek ma taki moment, kiedy w głowie jest coś przypominające błysk zapakonej magnezji - nagle istnienie reinkarnacji, karmy przeznaczenia i sensu ludzkiego życia jako ciągłego doskonalenia staje się oczywiste. I nagle człowiek zaczyna rozglądać się wokół i już nie wygraża pięścią na pozbawionego współczucia i miłości Boga, który tyle dzieci obdarza "darem cierpienia", lecz nagle wszystko staje się logiczne i zrozumiałe. Każdy czyn powoduje reakcję, każda rzecz ma swój powód i przyczynę. Wiem coś o tym, bo dzięki zajmowaniu się w Fundacji Nautilus tematem reinkarnacji sam przeżyłem taki moment.

Wiem, że autor [...] raczej nie zmieni swojego stanowiska, ale... nic nie szkodzi. Bycie ateistą to też jest jakaś ścieżka dojścia do wiedzy. Życie ludzkie bowiem nie jest jedynie jednym zagraniem w Dużego Lotka. Wszechświat jest tak pomyślany, że - na szczęście - mamy szansę skreślać te kupony o wiele częściej i naprawiać popełnione błędy.

Na koniec historia z naszego Archiwum FN dotycząca historii dziewczynki, która pamietała swoje poprzednie wcielenie. Ona co prawda mieszkała w Indiach, ale - proszę mi wierzyć - w Polsce mamy jeszcze mocniejsze historie. Dlaczego nie możemy ich upubliczniać? Gdyż rodziny boją się panicznie, że ktoś z sąsiadów czy rodziny pomyśli, że zamiast po bożemu jako nie wierzący ateisci chodzić do kościoła, to oni panie dzieju do jakiś sekt ciągną...

Zdrowia życzę w tych trudnych czasach i pozdrawiam, a historia Santi Dewi poniżej.

[...] projekt "REGUŁY GRY"

 

Reinkarnacja – przypadek dziewczynki Santi Dewi

Ta historia jest uważana za jeden  z najbardziej udowodnionych przypadków reinkarnacji w dziejach ziemi. Sprawą interesował się Mahatma Gandi. Jego zdaniem był to jeden z wielu, za to stuprocentowo dowiedziony i nie pozostawiający cienia wątpliwości fakt powtórnych narodzin. Poznajmy go.
Tę niezwykłą historię poznaliśmy dzięki Szwedowi, Stur Linnerstrandowi, który zainteresował się przypadkiem Santi Dewi, kiedy przebywał w Indiach. Była to historia z początku naszego wieku, dlatego trudno było dotrzeć do dokumentów i świadków. Linestrand przez kilkadziesiąt lat przyjeżdżał do Indii i dzięki temu udało mu się zgromadził materiał świadczący o prawdziwości niesłychanie rzadkiego zjawiska: pamięci o wcześniejszym wcieleniu. Warto dodać, że w latach trzydziestych naszego wieku historia Santi Dewi była znana w Europie Zachodniej, nie mówiąc o Indiach.

Zacznijmy od początku. Jest 11-sty grudnia 1926 roku, kolonialne Indie. W małym szpitalu w  Delhi młoda kobieta, Prem Pjari, rodzi dziewczynkę. Już wcześniej razem ze swoim mężem ustalili, że nadadzą dziecku imię Santi Dewi. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że jej dziecko będzie wyjątkowe....




Lekarze zapamiętali, że tuż po urodzeniu dziewczynka nie płakała jak inne dzieci, ale uważnie rozglądała się wokół. Nikt jednak nie zwrócił na to uwagi. Kiedy Santi Dewi miała dwa lata, zaczęła wypowiadać słowa w dziwnym dialekcie. Jej akcent był podobny do tego, w jakim mówią ludzie w mieście Mahura. Rodzice byli tym zaskoczeni, ale uznali, że jest to jeszcze jedno dziecięce dziwactwo. Dziewczynka była małomówna, wręcz nieufna. Przełom nastąpił wtedy, kiedy ukończyła cztery lata. Wtedy ku przerażeniu rodziców powiedziała, że jest żoną bramina z miejscowości Mutra, która zmarła i teraz, jako Santi Dewi ponownie przyszła na świat.  Dziewczynka opisywała dokładnie dom, w którym mieszkała, swojego męża i rodzinę. Pamiętała nawet, jaki był jej adres w Mutrze. Prosiła, że chce jechać do swojego prawdziwego domu i zobaczyć syna. Według jej słów zmarła przy jego narodzeniu.

Rodzice byli wstrząśnięci tym, co mówi ich córka. Santi Dewi wyrażała się w sposób, w jaki mówią dorosłe kobiety. Mówiła wyraźnie: to nie jest mój prawdziwy dom. Jestem mężatką, a mój mąż mieszka w Mutrze. Pamiętała wszystko, numer ulicy i domu, nawet imię męża. Czteroletnia dziewczynka powtarzała zapłakanym rodzicom, że tak naprawdę nazywa się Ludżi Dewi, i mieszkała ze swoim mężem w żółtym domu przy ulicy Chaubych w Mutrze. Podawała przy okazji setki, jeśli nie tysiące szczegółów: jak wygląda pobliska świątynia, jaki jest rozkład pokoi w jej prawdziwym mieszkaniu. Santi Dewi wiedziała o wiele za dużo, jak na czteroletnie dziecko. Rodzice myśleli, że jej to przejdzie, dziecko jednak uparcie opowiadało, że jest jedynie wcieleniem innej osoby. Przełom nastąpił wtedy, kiedy Santi Dewi skończyła 9 lat.

Jej ojciec nagle zrozumiał, że miasto, o którym mówi jego córka, to Mahura. Mieszkańcy Mahury nazywali swoje miasto Mutrą. Wraz z dyrektorem szkoły, do której chodziła jego córka, postanowił szukać mężczyznę z opowieści córki. W  książce adresowej był człowiek, który nazywał się dokładnie tak, mówiła Santi Dewi. Napisali do niego list

Wielce Szanowny Panie! W dzielnicy Delhi jest dziewczynka, Santi Dewi, córka kupca Ranga Bahadura . Jest ona niespełna 9-letnim dzieckiem, i podaje niezwykłe informacje dotyczące Pana osoby. Twierdzi, co następuje: „w moim poprzednim wcieleniu przynależałam do kasty Chaubych, żyłam w Mutrze i miałam męża, Kedara Nata. Posiadał on sklep w pobliżu świątyni Władcy Dwaraki. Miałam na imię Ludżi Dewi, a dom, w którym mieszkałam był żółty”.
Szanowny Panie, chcemy sprawdzić, czy w jej opowieści kryje się prawda. Jeżeli list Pana zainteresował, prosimy o odpowiedź

Odpowiedź przyszła już po trzech tygodniach. List był następującej treści.

Szanowni Panowie! Jestem wstrząśnięty treścią listu, który od Panów otrzymałem. Wszystko się zgadza, co do joty. Moja zmarła żona miała naprawdę na imię Ludżi Dewi. Posiadam także sklep niedaleko świątyni Władcy Dwaraki. Kim jest dziewczynka posiadająca te dane? W Delhi mam kuzyna, któremu zleciłem natychmiastowe skontaktowanie się z Panem. Będę wdzięczny, jeśli będę miał możliwość spotkania się z tym dzieckiem. Niech Kryszna ma nas w swojej opiece.

Kuzyn, o którym wspomniał w liście Kedar Nat, natychmiast przyjechał do domu Santi Dewi. Kiedy dziewczynka spojrzała na niego, od razu rozpoznała kuzyna swojego męża.
Nie tylko, że rozpoznała, ale powiedziała dokładnie, jak się nazywa, i gdzie mieszka. Pamiętała także, że kuzyn odrzucił propozycję pracy w sklepie jej męża. Można przytoczyć tylko jeden krótki fragment rozmowy. Na pytanie, ilu braci miał jej mąż, Santi Dewi odpowiedziała, że tylko jednego, który nazywał się Jet, był słaby i chorowity, skarżył się na bóle pleców. I znów informacje podawane przez dziecko zgadzały się w stu procentach.
I wtedy rodzina Santi Dewi podjęła dramatyczną decyzję: postanowili doprowadzić do spotkania ich 9-letniej córki  z jej byłym mężem.





Dziecko opisywało szczegółowo okoliczności swojej śmierci. Umarła w szpitalu podczas porodu. Ale w jej historii było jeszcze coś więcej: pamiętała także, co się z nią działo w przerwie między wcieleniami.

Chodzi w sumie o ponad rok. Ludżi Dewi zmarła podczas porodu 4 października 1925 roku, a na ziemię, już jako Santi Dewi, powróciła po roku, dwóch miesiącach i siedmiu dniach, 11 grudnia  1926 roku.

Opis jej pobytu w zaświatach jest tak fascynujący, że poświęcimy mu dzisiaj więcej czasu. Ale wróćmy do 34 roku, kiedy to do rodziny dziewczynki przybywa mężczyzna, którego ona uważa za swojego męża z poprzedniego wcielenia. Kedar Nat otrzymał list od swojego kuzyna. W liście kuzyn pisze: ta dziewczynka wie o tobie wszystko, a także wie wszystko o sprawach, które wydarzyły się w Mutrze. Przyjedź sam i przekonaj się na własne oczy.

Do Delhi Kedar Nat wybiera się razem ze swoją obecną żoną oraz synem z poprzedniego małżeństwa. Jeżeli informacje o ponownym wcieleniu jego nieżyjącej małżonki są prawdziwe, to właśnie ten chłopiec będzie jej synem.
Do Delhi przybył późnym wieczorem. Oto zapis wydarzeń, który znajduje się w raporcie specjalnej rządowej komisji badającej ten przypadek.




Kedar Nat był czterdziestoletnim mężczyzną. Na spotkanie z Santi Dewi postanowił przyjść w przebraniu. Postanowił przedstawić się jako własny kuzyn. Kiedy jednak wszedł do pokoju, dziewczynka natychmiast rozpoznała w nim swojego męża. Dokładnie pokazała, w którym miejscu ma bliznę po dawnym wypadku. Najbardziej wstrząsające było jej spotkanie z jej własnym synem. Tak długo na Ciebie czekałam – mówi szlochając – wreszcie przyszedłeś...
Kedar Nat jest w szoku. Siedząca naprzeciwko niego 9-letnia dziewczynka wie o nim wszystko, zna nawet najbardziej intymne szczegóły ich wspólnego życia. W pewnym momencie pyta, czy dotrzymał obietnicy danej jej na łożu śmierci. Kedar obiecał, że już się więcej nie ożeni. Mężczyzna zaczyna płakać, prosi o wybaczenie.
„Wybaczam Ci, bo Cię kocham” – odpowiada dziewczynka.

Jest jeszcze sprawa pieniędzy, która jest niezwykle przekonująca.

 Tak, chodzi o to, że umierając Santi Dewi prosiła swojego męża, aby 150 rupii ofiarował na rzecz ich nowo narodzonego syna. Jednak Kedar Nat nie dotrzymał tej obietnicy. Santi Dewi dokładnie opisała skrytkę, gdzie jej rodzina trzymała pieniądze. O przypadku nie mogło być mowy.

Sprawą zainteresował się sam Mahatma Gandi. To na jego polecenie zostaje powołana specjalna rządowa komisja, która bada ten ewidentny dowód na istnienie reinkarnacji. Oto fragment wypowiedzi Santi Dewi, który został zaprotokołowany do sprawy.

W czasie porodu czułam się bardzo źle. Wszystko przez odłamek kości, który wbił mi się w stopę wiele lat wcześniej podczas pielgrzymki do Hadvardu i zaczął przemieszczać się w górę nogi. Lekarze tego nie rozpoznali, ale i ja nie byłam u żadnego specjalisty. Sprawa wyszła dopiero wtedy, kiedy operowano mnie przed porodem w szpitalu w Agrze. Wtedy powiedziano mi, że nie mam szans na urodzenie dziecka, jeżeli nie będę miała wcześniej operacji.

 Warto powiedzieć, że wszystkie szczegóły zgadzały się, a mówiła to przecież 9-letnia dziewczynka.
Ojciec Santi Dewi jest niechętny wyjazdowi jego córki do domu jej byłego męża. Zgadza się dopiero na skutek osobistej prośby Mahatmy Gandiego. 24 listopada 1935 roku z Delhi wyrusza grupa piętnastu szanowanych w mieście osobistości wraz Santi Dewi. Do Mutri udaje im się dotrzeć w okolicach południa. Oto zapis wydarzeń

Tuż po wyjściu z wagonu dziewczynka podbiega do starszego mężczyzny, w którym rozpoznaje starszego brata swojego męża. Ten łapie się za głowę i mówi: mój Boże, a więc to jest prawda!
W trakcie drogi do domu Santi Dewi ze szczegółami opisuje każdą ulicę i sklep. Wreszcie grupa dociera do domu. Dziewczynka opisywała budynek jako żółty, tymczasem jest on biały. Po chwili konsternacji ktoś mówi, że budynek zawsze był żółty, ale ostatnio został przemalowany. Tego Santi Dewi nie mogła wiedzieć... W domu w Mutri Santi Dewi rozpoznaje przedmioty i domowników. Zna wszystkie zakamarki, wszystkie skrytki. W pewnym momencie pokazuje miejsce, gdzie była studnia. Po studni nie ma jednak ani śladu. Ktoś odsłania jednak kamień i pokazuje się wlot studni, o której zapomnieli wszyscy domownicy. Członkowie rządowej komisji wiedzą, że oto na ich oczach rozgrywa się coś wyjątkowego. Oto dowód na reinkarnację, wędrówkę dusz, o której od tysięcy lat opowiadają mędrcy i starożytne ludy. W swoim raporcie komisja określa przypadek Santi Dewi jako „ w pełni dowiedziony przypadek reinkarnacji”. O Santi Dewi zaczynają pisać europejskie gazety. Traktują ją jednak jako „indyjską ciekawostkę”.




Ta historia zawiera tysiące elementów, które mogą być traktowane jako dowody na prawdziwość przeżycia Santi Dewi Podczas zwiedzania domu w Mutri, lokator domu nagle zapytał Santi Dewi o to, gdzie znajduje się jai-zarur. W ten sposób w miejscowym żargonie nazywano łazienkę. Nikt, poza mieszkańcami miasta, nie zorientował się, o co chodzi. Miał to być rodzaj testu. Dziewczynka prawie natychmiast uśmiechnęła się i pobiegła do małych drzwi w korytarzu, gdzie była łazienka. Jeszcze przed otworzeniem tych drzwi szczegółowo opisała, co znajduje się w środku.
Kolejna sprawa to rozpoznawanie osób i pamiętanie przez dziewczynkę  ich imion. Oto jedna ze scen, które znalazły się w rządowym raporcie.

Na ulicy Chaubych w Mahurze szedł 30-letni mężczyzna. Na jego widok Santi Dewi zaczęła radośnie podskakiwać, po czym rzuciła się mu na szyję. Zdumionym członkom komisji oświadczyła, że jest to jej brat, Nutura Nat.
Ładnie wyglądasz – powiedziała do niego Santi Dewi – czy pamiętasz, jak bardzo byliśmy do siebie podobni? I jak często śmialiśmy się z tego?
Mężczyzna nie mógł ukryć wzruszenia. Głośno dziękował Bogu za możliwość spotkania swojej siostry po tylu latach. Zadał dziewczynce kilka pytań dotyczących ich rodziny, ale odpowiadała na nie szybko i pewnie, wymieniała nazwiska, ulice i imiona. Kiedy 9-letnia dziewczynka udzielała odpowiedzi, zmieniała się jej twarz. Wyglądała wtedy niczym dorosła, doświadczona kobieta.

Ani jedna z udzielonych przez Santi Dewi informacji dotyczących okoliczności jej poprzedniego życia nie okazała się nieścisła. Dziewczynka zachowywała się jak dorosła kobieta. Wobec męża, Kedara Nata, Santi Dewi była powściągliwa, jak przystało na strzegącą obyczajów hinduską żonę. Natomiast w stosunku do syna to niespełna dziewięcioletnie dziecko okazywało uczucia macierzyńskie. Tuliła syna do piersi i płakała, mimo, że był on prawie jej rówieśnikiem.
Hinduska komisja wykluczyła, aby na dziecko ktoś wywierał presję na opowiadanie historii o poprzednim życiu, co więcej, rodzice stanowczo nakłaniali ją do wyrzucenia z pamięci wspomnień z poprzedniego życia, gdyż obawiali się o jej zdrowie. Odrzucono także możliwość zahipnotyzowania dziewczynki, gdyż i taki wariant brano pod uwagę. Znała ona tak intymne szczegóły życia swojego męża, że ten bardzo często prosił ją, aby przestała mówić, gdyż czuje się skrępowany.
Sięgnijmy jeszcze raz do raportu opisującego pobyt Santi Dewi w domu swojego męża z poprzedniego wcielenia. W pewnym momencie dziewczynka sama zaczęła oprowadzać po domu komisję i rodzinę.

Proszę bardzo, wchodźcie państwo. Jako mężatka tutaj spędzałam najwięcej czasu. Tutaj trzymałam moje tulsi, ozdoby, ubrania, no wszystko. A tutaj jest kuchnia... pokój sypialny. Tutaj stało moje łóźko, a teraz został po nim tylko ślad. A tu był mój ołtarzyk Kriszny, ale teraz ktoś go zabrał. Na tej ścianie wieszałam ubrania, a tutaj stały te skrzynie, które teraz są w przedpokoju. W tej szafie trzymałam moją biżuterię. O... jest tu nadal! A ten sznur pereł dostałam od Ciebie Kedar. Czyż nie jest piękny?

Warto powiedzieć, że w pewnym momencie Santi Dewi podniosła jedną z desek w podłodze, pod którą był tajemny schowek na pieniądze. Zapytała, gdzie znajduje się 150 rupii, które schowała dla syna. Zawstydzony mąż odpowiedział, że musiał je wydać na inny cel, i że bardzo ją za to przeprasza.
Wszystkie szczegóły zgadzały się co do joty. Santi Dewi odpowiadała tak precyzyjnie na pytania związane ze swoim życiem w domu, że uznano za bezcelowe dalsze sprawdzanie jej prawdomówności. Droga załogo nautilusa, najciekawsze dopiero przed wami. Przypadek reinkarnacji Santi Dewi jest o tyle ciekawy, że dokładnie pamięta ona okres pomiędzy wcieleniami. Dzięki jej opisowi możemy się dowiedzieć, co się z nami dzieje po śmierci.







Kiedy komisja rządowa wróciła do Delhi, na prośbę Mahatmy Gandiego powstał raport. Ustalono w nim, że reakcje Santi Dewi były autentyczne, zaś jej historia jest niezaprzeczalnym dowodem na istnienie reinkarnacji.
Raport ten opublikowano, ale także przekazano do analizy wielu znanym naukowcom. Żaden z nich jednak nie zdołał podważyć przedstawionych w nim dowodów.
I jeszcze jeden fragment tego raportu. Mówi Rang Bahadur, ojciec Santi Dewi z obecnego wcielenia:

Do czwartego roku życia Santi Dewi nie mówiła praktycznie nic, jakby wstydziła się swojej wiedzy. I nagle zaczęła opowiadać, że tak naprawdę jest mężatkom, ma syna i rodzinę w Mutri. Czteroletnie dziecko nagle oświadczyło, że jej rodzice nie są jej prawdziwymi rodzicami, jej dom nie jest jej prawdziwym domem i że tak naprawdę mieszka w mieście, o istnieniu którego nikt z nas wcześniej nie słyszał. W jaki sposób można nakłonić małą dziewczynkę do mówienia obcym dialektem i przekonywanie, że jest mężatką i ma syna? Kto mógłby dokonać takiego oszustwa, i po co?

O historii Santi Dewi było przez chwilę głośno nawet w chrześcijańskim, zachodnim świecie, ale przyszła druga wojna światowa i natychmiast o sprawie zapomniano. My jednak ustaliliśmy, co się z nią działo później.
Santi Dewi wróciła do szkoły, i wyrosła na spokojną, opanowaną kobietę. Z Kedarem Natem, swoim mężem z poprzedniego wcielenia, utrzymywała kontakt listowny, ale ich korespondencja ograniczała się do serdecznych pozdrowień. Traktowała go jak kogoś w rodzaju osobliwego krewnego. Po ukończeniu studiów powróciła do Delhi. Wtedy zresztą ku wielkiemu niezadowoleniu rodziców zdecydowała, że nigdy już nie wyjdzie za mąż.

Czuję się, jak wdowa. A według niepisanego prawa wdowa nie może powtórnie wychodzić za mąż. Zresztą nadal kocham swego męża, pamięć o nim jest dla mnie święta i nikt nie potrafiłby go zastąpić. Moja decyzja jest ostateczna.
Najbardziej ciekawy wydaje się jednak czas, który spędziła Santi Dewi w zaświatach. Mówiła o nim niechętnie, gdyż obawiała się, że ta wiedza nie jest dla zwykłych śmiertelników. Przełom nastąpił dopiero wtedy, kiedy szwedzki badacz Stur Lonerstrand spotkał się z Santi Dewi. Wtedy była ona już dojrzałą kobietą, i zgodziła opowiedzieć mu o świecie po śmierci fizycznego ciała.
Santi Dewi uważała, że poprzez swoje doświadczenie otrzymała klucz do poznania jednej z największych tajemnic świata. Dokładnie i szczegółowo zaczęła opisywać, co działo się z nią, gdy jako Ludżi Dewi zaczęła umierać podczas porodu.

Śmierć nie następuje tak szybko, jak to się ludziom wydaje. Najdłużej pozostaje zmysł powonienia. Nie chciałam umierać. Bez przerwy modliłam się do Kriszny i powtarzałam mantrę, aby pozostać na Ziemi. I był to mój wielki błąd, bo gdyby nie moje prośby, z pewnością podczas następnych narodzin nie pamiętałabym swojego wcześniejszego wcielenia. Leżałam w szpitalu i wiedziałam, że muszę umrzeć, ale wciąż kurczowo trzymałam się życia. Byłam cały czas świadoma tego, że przestaje bić moje serce. I nagle poczułam się wolna i nieskończenie pomniejszona. Czułam się, niczym punkt w przestrzeni. A jednocześnie był we mnie cały wszechświat. Otoczyły mnie istoty, które znałam i kochałam. Wszystko było jednością. Myślę, że gdyby tu, na ziemi, ludzie zrozumieli, jak bardzo jesteśmy ze sobą połączeni, to nie robiliby sobie nawzajem krzywdy. Po śmierci bowiem uświadamiamy sobie związki, których nie dostrzegaliśmy podczas życia.
Wiedziałam, że jest tam źródło nieskończonego dobra, niczym centralne słońce, którego nie widziałam, ale czułam, że istnieje. Nie byłam gotowa na połączenie z tym światłem, musiałam wracać na ziemię, aby dalej się uczyć. Mój rozwój nie był dokończony, taki bowiem jest sens wędrówki dusz, taki jest sens istnienia świata. Pamiętam wstąpienie w łono mojej matki, i potworny ból narodzin. Wiem, że kiedy znowu umrę, wrócę do tego cudownego światła. Nie boję się śmierci, bo ona nie istnieje...




Wielokrotnie zadawano Santi Dewi pytanie, dlaczego akurat ona pamiętała swoje wcześniejsze wcielenie.
Santi Dewi zawsze odpowiadała, że podczas śmierci prosiła Boga o to, aby pozwolił jej spotkać się z mężem w tym ziemskim świecie. Prośby jej zostały wysłuchane. „popełniłam błąd, za bardzo chciałam powrotu na ziemię” – mówiła.  Ale Santi Dewi powiedziała także, że w życiu nie ma przypadku. Widocznie przez jej historię istota boska chciała dać ludziom informację o prawdzie o reinkarnacji, aby obudzić ludzi ze snu i trwania w niewiedzy.
Czytając relację z rozmów z Santi Dewi możemy dowiedzieć się wielu szczegółów dotyczących prawa cyklu narodzin i śmierci. Jeżeli jest tak naprawdę, to świat wygląda zupełnie inaczej, niż myślimy. A oto fragment jej wizji świata, wizji kobiety, która pamięta swój pobyt w zaświatach.

Na Ziemię powraca się do tego, kogo się kocha. Ludzie jednak bardzo często nienawidzą, a jest to wielki błąd. Od nienawiści się nie ucieknie, nie można uniknąć problemu, który mamy przed sobą. Zarówno szczęście jak i nieszczęście spotykają się ponownie. Nienawiść w zasadzie nie istnieje. Jest to raczej brak miłości, pustka oczekująca wypełnienia. Najlepszym sposobem niesienia pomocy innym miłość.

Człowiek powinien zrozumieć, że otaczają go miliardy istot. Życie jest w kamieniu, w ziemi, w roślinie. Jest to pewien rodzaj drzemki, półsnu. Nieświadome życie, związana energia. Kamień nie wie, co robi – może jedynie ulegać pewnym przeobrażeniom. Roślina zaczyna bardzo, bardzo mgliście pojmować. Zwierzę pojmuje bez możliwości zrozumienia związków. Człowiek rozumie, zdaje sobie sprawę ze związków i może na nie wpływać. Potrafi myśleć, zadawać pytania i udzielać na nie odpowiedzi. Wciąż jednak nie rozumie własnej jaźni, istoty swojego istnienia. Ludzie zachodu zagubili się w pogoni za pieniędzmi, za które chcą kupić szczęście i miłość. Chcą za wszystko płacić nie wiedząc, że raj noszą w sobie. Odrzucają duchowość z pogardą i obojętnością. Jest to bardzo smutne i godne ubolewania.

Komentarze: 19
Wyświetleń: 3493x | Ocen: 14

Oceń: 2/5
Średnia ocena: 5/5


Czw, 2 kwi 2020 10:00   
Autor: FN, źródło: FN   


Komentarze (19)
Poniżej znajduje się lista komentarzy.

Nie, 19 kwi 2020 11:07 | brak oceny

kptNemo | Załogant

Kamień filozoficzny czyli substancja poszukiwana przez alchemików, zamieniająca metale nieszlachetne w szlachetne często jest rozumiany również jako metoda przemiany ludzkiego wnętrza. Wiedza o tym jak to robić byłaby o wiele
cenniejsza od wiedzy o reinkarnacji lub jakiekolwiek innej wiedzy.

Nie, 19 kwi 2020 10:47 | brak oceny

kptNemo | Załogant

Mnie interesuje np. "kto" lub "co" re inkarnuje. Dopiero jak poznam/poznamy odpowiedź na pytanie "Kim jestem?" jest sens mówić o reinkarnacji... Kim jest ten kto patrzy, słucha itp... Myślę, że istnieje jakiś stały faktor "pierwotna świadomość", która jest zawsze obecna. Podoba mi się idea postrzegania siebie jako niczym nieograniczonej Świadomości, w której polu wszystko się wydarza (łącznie z naszym ciałem, osobowością itp.). To niestety tylko pewna idea, wyobrażenie. Myślę, że co innego doświadczyć tego a co innego tylko wyobrażać sobie. Szri Ramana Mahariszi nauczał: "Czym jest medytacja? Sprowadza się ona do wypędzenia myśli. Wszystkie aktualne problemy stworzone są przez myśli i są wewnętrznie myślami. Porzuć myślenie. To jest szczęście i medytacja. Myśli są dla myśliciela. Pozostań JAŹNIĄ myśliciela. Tak nastaje koniec myślenia."

Pt, 10 kwi 2020 15:23 | brak oceny

Baraka7 | Załogant

Zawsze podczas Wielkiego Tygodnia Fundacja Nautilus publikuje materiały o reinkarnacji. Czy to przypadek?
Proszę o pochylenie się na tematyką całunu, chusty z Oviedo oraz z Manopello.

Czw, 9 kwi 2020 22:06 | ocena: + 1

magdakowalska48 | Załogant

" zły duch zawsze wygra." no to dupa

Czw, 9 kwi 2020 21:50 | brak oceny

magdakowalska48 | Załogant

a jakbyscie ja przedstawili to o co was oskarza? powiedza sedziemu o reinkarnacji?

Śr, 8 kwi 2020 09:45 | brak oceny

Mario2571 | Załogant

Akurat ja mimo iż zaglądam na strony Nautilusa od co najmniej parunastu lat , pozostaje w dużym stopniu sceptyczny co do wiary ( czy też jak chce Nautilus ) wiedzy , w zakresie reinkarnacji , - w wydaniu prezentowanym przez Nautilusa. Niemniej takie projekty jak ten w powyższym artykule sprawiają , że w pewnym zakresie ( w procentach trudno określić w jakim ) dopuszczam ,, wiedzę ,, Nautilusa co do reinkarnacji jako prawdziwą. Osobiście uważam że aby stwierdzić fakt prawdziwości reinkarnacji , należy zdobyć tzw . dowody krzyżowe . A więc sama pamięć osoby która pamięta poprzednie wcielenie to za mało. Potrzebne jest potwierdzenie tego że ta pamięć jest prawdziwa. Najlepszy jest tu właśnie przypadek Santi Dewi . W przypadku dziecka , które pamięta że było pizzmenem w Nowym Jorku również potrzebna jest porządna weryfikacja i to potwierdzona najlepiej przez podmiot ( osobę ) całkowicie sceptyczną co do koncepcji reinkarnacji. Pamiętam że parę lat temu oglądałem w TV film o dziecku które pamiętało swoje wcześniejsze wcielenie na jakiejś z wysp Szkockich.Problem w tym, że gdy ekipa filmowców udała się na miejsce , nie udało się potwierdzić słów chłopca. W przypadku dziecka z powyższego artykułu , w związku z tym, że poprzednie wcielenie było raczej niedawno , - istnieje duża możliwość ustalenia faktów. Łatwiej potwierdzić fakty z przed paru , parunastu lat jak fakty z przed paruset lat. Warto by ustalić ( nagrać , zaprotokołować ) jak najwięcej szczegółów co do życia chłopca w Nowym Jorku , tzn Imię , nazwisko , adresy , miejsca zamieszkania , rodzinę , znajomych z poprzedniego wcielenia . A następnie na miejscu w Nowym Jorku ustalić czy dane przedstawione przez chłopca odpowiadają rzeczywistości. Tylko potwierdzenie słów chłopca ustaleniami dochodzenia w Nowym Jorku stanowiłoby mocny dowód na prawdziwość powtórnych narodzin. Osobiście jedynie dochodzenie podjęte w przypadku Santi Devi wygląda dla mnie wiarygodnie . Tam rzeczywiście potwierdzano pamięć dziewczynki i konfrontowano tą pamięć z faktami i osobami . Przy czym należy wziąć pod uwagę, że jest to chyba jedyny przypadek tak skrupulatnego dochodzenia co do pamięci z poprzedniego wcielenia. A jeden ( znany mi ) przypadek to za mało , tym bardziej ,że miał miejsce w Indiach a więc państwie gdzie wiara w reinkarnację jest powszechna i gdzie ludzie mogli chcieć ,, udowodnić swoje wierzenia ,, Niemniej więcej takich przypadków jak Santi Devi stanowiłoby istotny argument zwiększający prawdopodobieństwo prawdziwości zjawiska reinkarnacji. Reasumując , tylko szczegółowe potwierdzenie pamiętanych faktów z poprzedniego życia i to potwierdzenie przez podmioty sceptyczne co do idei reinkarnacji ( advocatus diaboli ) , - stanowiłoby podstawę uznania reinkarnacji za fakt. Przypadek chłopca z powyższego artykułu świetnie się nadaje do przeprowadzenia takiego dochodzenia , tym bardziej że poza Santi Devi nie znam innych tego typu dochodzeń.

Rozwiń odpowiedzi (1)

Czw, 9 kwi 2020 04:09 | ocena: + 1

Caoii | Załogant

@Mario2571,


Skoro piszesz, że jeden potwierdzony przypadek to dla Ciebie za mało, jeden dowód to za mało to nie wiem czy takiego sceptyka da się przekonać. Jakbyś dostał powiedzmy 5 takich potwierdzonych przypadków to pewnie byś napisał, że nadal za mało i chciał co najmniej 10 bo skoro reinkarnacja jest tak powszechna to tych potwierdzonych przypadków musi być z pewnością więcej. I tak dalej, każdy dowód to może być dla Ciebie za mało.

A co do potwierdzonych przypadków tego typu to oprócz Santi Dewi czytałem albo oglądałem kiedyś jeszcze materiał o kobiecie która twierdziła, że była Egipską kapłanką w jednym z poprzednich żyć i naukowcy wpuścili ją do jakiegoś pomieszczenia w świątyni którego wnętrze nigdy nigdzie nie było publikowane i w ciemnościach wskazała idealnie położenie malowideł w tym pomieszczeniu, czy coś takiego (nie pamiętam szczegółów).

Rozwiń odpowiedzi (1)

Czw, 9 kwi 2020 08:54 | brak oceny

Mario2571 | Załogant

@Caoii, No cóż , dla udowodnienia czegoś lepiej mieć 5 dowodów , jak jeden dowód . A dziesięć dowodów jest jeszcze bardziej wiarygodne od pięciu dowodów. Tak jest np. w sądach , - gdy argumentacja opiera się o jeden dowód można domniemywać że np . dowód może być sfałszowany , świadek może kłamać , albo może mieć interes w przedstawianiu nieprawdziwego dowodu. Ale jeżeli jest pięć dowodów , - które niezależnie od siebie potwierdzają jakąś tezę , to niewątpliwie prawdopodobieństwo że strona przedstawiająca te pięć dowodów przekona sąd , jest znacznie wyższe , aniżeli w przypadku gdyby przedstawiła jeden dowód. Albo inny przykład , - Nautilus często nawiązuje do prawa ciążenia. Prawo to może potwierdzić każdy w każdej chwili . Wystarczy coś upuścić i już jest dowód na prawo ciążenia. Dlatego nikt nie kwestionuje prawa ciążenia , - bo uzyskanie dowodu potwierdzającego to prawo jest bardzo proste i dostępne dla każdego. Ale już np. wielu ludzi na Ziemi kwestionuje w 21 wieku zdawałoby się oczywisty fakt że Ziemia jest kulą. Z czego to wynika. A wynika to z tego że uzyskanie dowodu że Ziemia jest okrągła jest znacznie trudniejsze od uzyskania dowodu na prawo ciążenia. Generalnie widzimy że Ziemia jest płaska , podobno należałoby się unieść około 20 km nad powierzchnię Ziemi żeby zauważyć krzywiznę Ziemi , a najlepiej byłoby polecieć w kosmos . Tyle że mało ludzi lata w kosmos albo miało okazję lecieć Concordem I w związku z tym wielu ludzi na Ziemi ( miliony ludzi ) nie wierzy w kulistość Ziemi. Podobnie z reinkarnacją jeden dowód to zdecydowania za mało aby coś udowodnić, chociażby w takim stopniu jak udowodniono kulistość Ziemi , o dowodach na prawo ciążenia nie wspominając.

Rozwiń odpowiedzi (1)

Sob, 11 kwi 2020 04:57 | brak oceny

Caoii | Załogant

@Mario2571,


No tak, ale nawiązując do Twojego przykładu to problem jest kiedy sąd dostaje 5 dowodów i nadal nie jest przekonany i chce 10 dowodów. A jak dostanie 10 to stwierdzi, że to nadal mało i przydałoby się 20 dowodów. Tak właśnie jest z Tobą ;)

A co do teorii płaskiej Ziemi to masz rację, że wynika ona z tego, że zwykli ludzie nie mają jak sprawdzić czy jest kulą czy płaska i wiedza na ten temat opiera się na zaufaniu i wierze w to co mówią i pokazują rządowe agencje (NASA) i naukowcy, więc nie trudno się dziwić, że niektórzy nie wierzą w kulistość Ziemi mimo iż logicznie myśląc jest ona bardziej prawdopodobna niż teoria o płaskiej. Z drugiej jednak strony jedyny polak który był w kosmosie (Mirosław Hermaszewski) twierdzi, że Ziemia jest płaska...

Ja osobiście sądzę, że Ziemia jest kulą, ale rozumiem płaskoziemców. Wiele ich argumentów ma sens i fajnie, że myślą samodzielnie (nawet jeśli się mylą) zamiast ślepo wierzyć w to co mówią rządy i oficjalni naukowcy tak jak to robi większość ludzi.

Rozwiń odpowiedzi (2)

Sob, 11 kwi 2020 08:00 | ocena: + 1

Gorki73 | Załogant

@Caoii, Witaj, czy mógłbyś przytoczyć cytat Pana Mirosława Hermaszewskiego który rzekomo twierdzi, że Ziemia jest płaska !?

Sob, 11 kwi 2020 11:35 | ocena: + 1

Mario2571 | Załogant

@Caoii, Dla udowodnienia jakiejś tezy ważna jest też jakość ( wiarygodność ) dowodów. Aby np. udowodnić prawo ciążenia wystarczy jeden dowód , który zresztą każdy może wykonać w każdym momencie . Wystarczy coś podrzucić i po chwili mamy dowód na prawo ciążenia. Dlatego nikt nie podważa tego prawa , gdyż nie trzeba wiele aby to prawo udowodnić. Kulistość Ziemi wymaga już nieco bardziej skomplikowanych dowodów , których przeprowadzenie nie jest już takie proste , - najlepiej unieść się na tyle wysoko nad Ziemią aby dostrzec zaokrąglenie powierzchni Ziemi. A skoro zdobycie dowodów nie jest już takie proste , to i tych co nie wierzą w kulistość Ziemi jest nieco więcej. Do udowodnienia niektórych tez , potrzeba o wiele więcej , o wiele bardziej skomplikowanych dowodów. Dlatego powstają potężne laboratoria , - np . CERN pod Genewą , aby np . udowodnić istnienie bozonu Higsa . Eksperymenty mające opisać wykrycie tego bozonu , zostały szczegółowo opisane , zostały opisane warunki jakich spełnienie jest potrzebne aby wykryć bozon Higsa . Następnie eksperyment z zachowaniem tych warunków został wielokrotnie powtórzony przez inne zespoły i inne laboratoria. I gdy za każdym razem wyniki eksperymentów były takie same , - ogłoszono istnienie bozonu Higsa. Podobnie sprawa ma się z reinkarnacją i metodologią udowodnienia że reinkarnacja istnieje. Mamy jeden w miarę przekonujący , opisany dowód w sprawie Santi Devi Gdy inne grupy badaczy zajmujących się reinkarnacją zaczną dostarczać kolejne dowody potwierdzające ustalenia z Indii , będzie można uznać że reinkarnacja istnieje. Oczywiście ważna jest też jakość dowodu. Czym innym jest sytuacja gdy np. pięcioletnie dziecko twierdzi że było rycerzem paręset lat temu a czym innym byłby dowód gdyby dziecko podało np. takie fakty jak nazwiska , adresy , numery rejestracyjne ,czy szczegółowe elementy techniczne swojej pracy z poprzedniego wcielenia . Gdyby np. dwulatek który twierdzi że był pizzmenem w poprzednim wcieleniu , potrafił przyrządzić pizzę , znał składniki i proporcję składników pizzy , wiedział za ile sprzedawał tą pizzę w swojej Nowo Jorskiej budce ,na jakich zasadach prowadził tą budkę ( czy ją dzierżawił , czy była jego własnością , jakie podatki płacił ) - byłby to jeden dowód o tysiąc albo i milion razy bardziej znaczący od tysiąca opowieści o poprzednich wcieleniach w stylu , - byłem rycerzem , byłem pilotem czy byłem w niebie i spotkałem tam aniołki ze skrzydłami. Jak by wtedy taka sprawa tego chłopca , który był pizzmenem , ( zweryfikowana przez sceptyczne podmioty ), została dodana do sprawy Santi Devi , plus może jeszcze ze dwa podobnie udowodnione przypadki , to niewątpliwie i prawdopodobieństwo reinkarnacji byłoby wtedy o wiele bardziej oczywiste dla milionów czy nawet miliardów ludzi. No a gdyby takich zweryfikowanych przypadków były tysiące czy miliony to i sprawa prawdziwości reinkarnacji byłaby tak oczywista dla wszystkich , jak oczywiste jest prawo ciążenia.

Rozwiń odpowiedzi (1)

Sob, 11 kwi 2020 12:28 | brak oceny

Gorki73 | Załogant

@Mario2571, Bardzo ładnie to zobrazowałeś....CERN to chyba najbardziej skomplikowana "maszyna" doświadczalna na Świecie...dodam jeszcze żeby zapisać wszystkie wyniki zderzenia cząstek elementarnych w danej chwili (w jednej próbie) to w kilka sekund zabrakłoby wszystkich twardych dysków na Świecie !! dlatego stosuję się bardzo wyrafinowany system selekcji otrzymanych wyników - bo kto by to zapisał i potem analizował...to naprawdę jest niesamowite urządzenie i pod względem wielkości, i technologii. Pozdrawiam

Śr, 8 kwi 2020 06:20 | ocena: + 5

Barcol84 | Załogant

Witam. Bardzo ciekawy tekst....
Taki fragment :
"Widocznie przez jej historię istota boska chciała dać ludziom informację o prawdzie o reinkarnacji, aby obudzić ludzi ze snu i trwania w niewiedzy."
- podobne odczucie towazyszy mi w związku z naszą przygodą....
Inny ciekawy gragment:
"Mamy jedną radę dla wszystkich, którym zdarzy się prowadzić spory o reinkarnację. Mamy w tym względzie 30-letnie doświadczenie i radzimy, aby przeciwników prawdy o reinkarnacji delikatnie zapytać o „tajemnicę śmierci małych dzieci”, a nie wchodzić w żadne boksowania się na cytaty z Pisma Świętego itp."
- tutaj uśmiechlem się sam do siebie (w pozytywnym tego slowa znaczeniu). Rada jest bardzo dobra. Ale na prawdziwych ignorantów chyba nie ma metody...
Kiedyś uslyszalem od oponenta reinkarnacji, że pamiec dzieci o poprzednim życiu jest wynikiem pamięci genetycznej komórkowej przekazywanej z pokolenia na pokolenie....
- ciekawa aczkolwiek pokrętna koncepcja....
Pozdrawiam...

Rozwiń odpowiedzi (1)

Czw, 9 kwi 2020 04:16 | ocena: + 3

Caoii | Załogant

@Barcol84,


Ta rada aby wypytać o kwestię zgonów małych dzieci nie jest wcale taka dobra bo działa tylko na katolików, a tych i tak coraz mniej. Za kilkadziesiąt lat katolików może już być garstka bo już teraz większość to ludzie co najmniej w średnim wieku, a najwięcej to emeryci.

Natomiast wśród młodszych osób jest cała masa ateistów i to na ich przekonanie by się przydały jakieś argumenty. Emeryta katolika który całe życie spędził w wierze i tak się nie przekona więc zamiast szukać argumentów na przekonanie katolików trzeba szukać na ateistów.

Rozwiń odpowiedzi (1)

Czw, 9 kwi 2020 06:24 | ocena: + 2

Barcol84 | Załogant

@Caoii
Zgodze się z Tobą.
Jednak na ateistów moze nie być sposobów. Bo wiara w reinkarnacje jest jednoczesnym potwierdzeniem istnienia Boga.
Potrzeba bedzie jakiegos wstrząsu, cos co by zblizylo ludzi do siebie- tak by jeden czlowiek zaufał drugiemu, bez podejrzeń o jakies szukanie sensacji czy ewentualny prestiż lub powiekszanie majątku....
Zyjemy w czasach wybitnie materialistycznych. To wlasnie dlatego przybywa ateistów...Co prawda są tez tacy co zawiedli się na Religi ale to nie zawsze ateisci.
Byc moze obecny wirus pokaze ludziom, ze majatki nie są tak istone jak życie i drugi czlowiek.....
Pozdrawiam.....

Wt, 7 kwi 2020 19:55 | ocena: + 5

maxxx | Załogant

Masz rację. Przyswojenie i zrozumienie tej wiedzy jest po prostu zbawienne... Niesamowicie uspokaja. Człowiek wtedy czuje w sobie większą wolność i radość pomimo cierpienia. To nie znaczy, że nie odczuwa już cierpienia.
Przeżyłem i ciągle przeżywam wiele krzywd w tym życiu, ale rozumiem że jest to niezbędne by właściwie odczuć miłość i światło...
By zbliżyć się w tym do wiedzy Boga. Bogów...

Jednak komuś bardzo zależy by ludzie nie mieli lekko tutaj, a może.... tak ma tutaj być... i już.
To że wirus się pojawił to na pewno nie przypadek.

Ludzie swoją próżnością i ignorancją, chciwością i egocentryzmem zasłużyli na mocne pogrożenie palcem.
Tylko czy nauka dotrze do wszystkich, bo ci którzy najbardziej na nią zasłużyli mają prawdopodobnie własne respiratory.
W każdym bądź razie wirus ma tęczowe kolory, ale dla mnie ujemne. I podobno ta energia pochodzi z innego wszechświata i jest wpuszczona za pozwoleniem duchowej Rady Ziemi.
Dlatego taki trudny w ujarzmieniu, pomimo niesamowitych wynalazków technicznych naszych naukowców.
Tak to wygląda... Pozdrawiam

Pon, 6 kwi 2020 22:44 | ocena: + 8

Gorki73 | Załogant

Witam Załogantów, myślę sobie po przeczytaniu tego inspirującego tekstu, że gdyby sprawy z reinkarnacją, były powszechnie znane i mówiło się o nich na religii, w szkole lub w domach to ludzie byliby inni wobec Świata i wszystkich otaczających ich istot żywych. Każdy myślący, zdając sobie sprawę z reinkarnacji człowiek powinien wtedy sobie zdawać sprawę, że wróci tu na Ziemię i nie ma co być wrogiem dla drugiego człowieka lub zwierzęcia, bo to po prostu na "dłuższą metę" nie ma większego sensu i nie prowadzi do niczego dobrego, ale są to tylko moje pobożne lub mniej pobożne życzenia. Muszę stwierdzić, że ja sam dzięki Fundacji Nautilus zmieniłem swój stosunek do życia i otaczającego mnie Świata, za co serdecznie dziękuje Im i wszystkim Załogantom oraz Ludziom zaangażowanym w jej tworzenie i rozpowszechnianie wiedzy o zjawiskach "niewyjaśnionych". Pozdrawiam serdecznie.

Rozwiń odpowiedzi (1)

Nie, 19 kwi 2020 11:00 | ocena: + 2

kptNemo | Załogant

@Gorki73, Sama wiedza to trochę za mało żeby się cokolwiek zmieniło. Ludzie wiedzą, że papierosy powodują raka a mimo to nadal palą. Myślę, że podobnie byłoby z wiedzą o reinkarnacji. Człowiek posiada głęboko zakorzenione przekonanie, że w całości jest tylko i wyłącznie swoim ciałem i umysłem, albo nawet tylko swoim ciałem i na co dzień mniej lub bardziej świadomie działa zgodnie z tym przekonaniem. Nie wystarczy wiedzieć czysto intelektualnie, że jest się czymś więcej niż tylko materialne ciało, trzeba tego jeszcze w jakiś sposób doświadczyć. Dopiero wtedy jest możliwa głębsza przemiana. Inaczej to będzie tylko próba stania się kimś innym oparta na silnej woli. Chodzi o to, żeby chęć czynienia dobra wynikała z autentycznej wewnętrznej potrzeby, wewnętrznego przekonania a nie tylko ze strachu lub jakichś innych pobudek. Ludzie często zmieniają swoje opinie, ale rzadko kiedy sami się zmieniają.

Rozwiń odpowiedzi (1)

Nie, 19 kwi 2020 11:12 | brak oceny

Gorki73 | Załogant

@kptNemo, Dokładnie jak piszesz, dużo racji w tym jest, szczególnie podoba mi się to co napisałeś, cytuje: "Chodzi o to, żeby chęć czynienia dobra wynikała z autentycznej wewnętrznej potrzeby, wewnętrznego przekonania..." Podpisuje się pod tym w 100% Pozdrawiam

Wyświetl według: Chronologicznie Ocena
w kolejności: rosnąco malejąco

* Informujemy, iż treści zamieszczane w komentarzach, lub innych rubrykach, w których internauta może dodać swój wpis nie są stanowiskiem Fundacji Nautilus i nie stanowią one odzwierciedlenia naszych poglądów, upodobań bądź sympatii. Fundacja Nautilus nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez Użytkowników.

Aby dodać komentarz, zaloguj się.
szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Uwaga czytelnicy! Ulepszany jest skrypt naszych serwisów - w ciągu najbliższych 48 godzin mogą wystąpić małe kłopoty z działaniem naszej machiny w sieci www, ale prosimy o cierpliwość. Pozdrawiamy wszystkich z pokładu okrętu Nautilus - 'niech żywi nie tracą nadziei!' jak napisał mistrz Juliusz Słowacki... ;-)

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wt, 2 cze 2020 05:42 | [...] obiekt był pomiędzy drzewami, pierwszymi z prawej, oczywiście w dalszej odległości). Był widoczny nad polami w okolicy drogi nr 7. Czas trwania ok. 15 min. była niska podstawa chmur, gwaizdy widoczne słabo, ale na swoim miejscu ( obiekt był znacznie niżej) wykluczam samolot, śmigłowiec, drona. [...]

Artykułem interesują się

Poniżej lista Załogantów, których zainteresował ten artykuł. Możesz kliknąć na nazwę Załoganta, aby się z nim skontaktować.

Brak zainteresowanych Załogantów.

Dziennik Pokładowy

Niedziela, 3 maja 2020 | Miałem zabawne spotkanie z moim wiernym słuchaczem sprzed lat. Wtedy młodym chłopakiem, a dziś poważnym panem z rodziną, dziećmi i siwiejącymi skroniami. Dopiero patrząc na niego zobaczyłem dyskretny urok upływu czasu, który dotyczy przecież każdego z nas. Zadał mi ciekawe pytanie... Panie Robercie, jak można utrzymać pasję przez tyle lat? Przecież reszta pasjonatów panu podobnych dawno odpadła od...

czytaj dalej

FILM FN

NASA Live: Official Stream of NASA TV

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.