Dziś jest:
Środa, 21 października 2020

Samochód stanął w miejscu, wyraźnie zadziałała na niego potężna siła. Wysiadłem i od razu zobaczyłem ten obiekt.
/Steven Greer, świadek obserwacji UFO - Nevada 2013/


#27 marca 2010 26 marca 2010

Dlaczego było dwóch kierowców? Aby mogli się zmieniać i dzięki temu samochód mógł praktycznie bez postoju przejechać całą Polskę. Tak się umówili, że będą się zmieniać co trzy godziny. Panowie Krzysztof i Marek nie tylko byli zawodowymi kierowcami w tej samej firmie, ale także mieszkali obok siebie w "X".

Czasami, jak trzeba było zrobić jakiś szybki kurs, to jeden prosił drugiego o pomoc w "zmianie za kółkiem". Ciężarowy Star został szybko rozładowany przy polsko-rosyjskiej granicy, a oni wreszcie ruszyli w stronę domu. Znali tę trasę bardzo dobrze, robili takie kursy także w pojedynkę, ale wiadomo, że lepiej jest jechać we dwójkę. Raźniej, bezpieczniej, można pogadać, nawet przespać się na miejscu pasażera. Ciężarowy Star nie ma specjalnej kabiny do spania, ale... komu to przeszkadza? Grunt, aby zrobić kurs i bezpiecznie dojechać do domu. Wszystko szło jak z płatka. Star bez ładunku jest całkiem żwawy, więc kilka razy musieli hamować przed miejscami, gdzie przeważnie policjanci z drogówki ustawiają radary. W okolicach siódmej zaczęło się ściemniać "na burzę", a oni zrobili się nieco głodni, więc zjechali z drogi na pierwszy lepszy parking z jakimś podlym barem. Niespodzianek nie było - żurek i kiełbasa popijana przesłodzoną, mocną kawą. Standartowe danie zawodowych kierowców, może mało wyszukane, ale... skutecznie zwalcza głód i rozbudza. No i najważniejsze - to była ich ostatnia zmiana przed dojechaniem do domu. Kierował Krzysztof, a jako pasażer jechal Marek.

Przez pierwszą godzinę nawet o czymś tam rozmawiali, ale potem Marek wtulił się w fotel i zapadł w słodką drzemkę. Krzysztof był ostro po czterdziestce, prawie o dziesięć lat starszy od Marka. Cieszył się, bo żona wysłała mu SMS z obietnicą, że jeszcze czeka go kolacja z jego ukochanymi racuchami. 200 kilometrów, 100, mniej niż 50 kilometrów do celu... to już prawie jak w domu. Jeszcze jeden telefon do żony i prawie "ostatnia prosta" do domu. Kiedy to się zaczęło? Obaj zgodnie twierdzą, że pierwsze oznaki burzy zaczęły się około 30 kilometrów przed "X". "Burza" to chyba nie jest nawet najlepsze słowo, bo to była istna nawałnica. W czerwcu zdarzają się nagłe ulewy, nawet z ostrym wiatrem, ale to było jednak coś innego. Chmury przecinały błyskawice, a wiatr wiał tak silnie, że prawie spychał pięciotonowego Stara na pobocze.

Później panowie porównają tę sytuacją do dnia sądu ostatecznego, bo wiatr porywał tumany kurzu i drobne przedmioty, którymi ciskał z szaleńczą siłą o przednią szybę samochodu. Było jasne, że za chwilę lunie deszcz, jakiego jeszcze świat nie widział. Marek zaproponował, aby przeczekali tę ulewę na pobliskim parkingu. Pół godziny poczekają, najgorsza część burzy szybko minie, a oni spokojnie dojadą do domu. Krzysztof był już trochę zmęczony tym całym dniem, więc z chęcią zgodził się na tę propozycję. Kierunkowskaz, skręt w prawo i ustawienie samochodu na pustym parkingu. Przylegał on wprost do ściany lasu z jednej strony i do dzikiej łąki z drugiej. Krzysztof przekręcił kluczyk w stacyjce i silnik zamilkł. Samochód był ustawiony tylną klapą do lasu, a oni mogli się do woli napawać widokiem pola rozświetlanego błyskawicami. Kiedy to się stało? Trudno dokładnie ustalić, bo obaj panowie pamiętają to jak przez mgłę. Jakoś tak od razu, jak stanęli, ale to pamięta tylko jeden z nich, Krzysztof. Zresztą umówmy się, pamięta niewiele. Po pierwsze pamięta jakieś światło, które przypominało "Księżyc w pełni".

Nawet się zdziwił trochę, że ten Księżyc się porusza i tak dziwnie opada. I to w zasadzie jest ostatnia rzecz, którą pamięta. Ten opadający dziwny Księżyc. Po drugie jeszcze jedną rzecz pamięta, choć już gorzej niż ten Księżyc. O co chodzi? Głupia sprawa, bo pamięta takie dziwne uczucie, że oprócz siedzącego obok na siedzeniu pasażera Marka był jeszcze ktoś trzeci. Dziwne, prawda? Ale on właśnie coś takiego pamięta, że jeszcze ktoś, jeszcze ktoś... Kiedy potem opowiadał o tym swoim dziwnym uczuciu, to wyraźnie czuł się tym skrępowany, bo przecież w kabinie było tylko ich dwóch, ale to uczucie jeszcze czyjeś obecności było bardzo silne. Pan Krzysztof pamięta i tak więcej niż pan Marek, bo ten tylko z trudem przypomina sobie, że skręcili w prawo na parking, aby przeczekać tę upiorną burzę. A potem nic, jak "czarna dziura" w pamięci! A przecież zdarzyło mu się nieraz zasnąć, ale żeby nic nie pamiętać? Nigdy! Tylko ten wieczór był trochę inny, jak ten Księżyc też był inny niż zawsze. Ale Księżyc pamięta tylko Krzysztof, a potem to już nic. Jak Marek. Zero.

Który pierwszy się obudził? Marek rzecz jasna, bo to on zatrzymał samochód. Bo samochód jechał na pierwszym biegu, powoli i dostojnie jechał jakąś polną drogą. Kiedy Marek odzyskał przytomność zorientował się, że siedzi na miejscu kierowcy, trzyma ręce na kierownicy, a samochód powoli jedzie. Jeden rzut oka w prawo i wtedy wystraszył się nie na żarty. Na miejscu pasażera siedział ten, który powinien siedzieć za kierownicą, czyli Krzysztof, ale... nie to było najgorsze. Krzysztof bowiem był nieprzytomny.

Ręce bezwładnie zwisały mu do ziemi, był lekko pochylony do przodu, a głowa bezwiednie opadala mu na pierś. Gdyby nie to, że był przypięty pasami, to pewnie zsunął by się z fotela. Ten widok przeraził Marka tak bardzo, że w pierwszej chwili pomyślał, że Krzysiek po prostu nie żyje. Przez głowę przebiegła mu myśl, że będzie musiał odbyć trudną rozmowę z jego żoną. Tak, pamięta, jak o tym pomyślał, ale tylko wtedy, jak na niego spojrzał ten pierwszy raz, tuż po przebudzeniu. Co było dalej? No cóż, to już pamięta bardzo dokładnie. Wcisnął z całej siły pedał hamulca, zaciągnął ręczny (nawyk każdego kierowcy ciężarówek), wyciągnął kluczyk ze stacyjki i prawie wyskoczył z kabiny zostawiając otwarte drzwi. Była piękna pogoda, świeciło słońce, a oni jechali na jedynce jakąś polną drogą... istny sen wariata!Natychmiast dopadł do drzwi od strony pasażera i jednym szarpnięciem je otworzył. Nie, nie były zamknięte od środka, choć... jedna rzecz go zdumiała, ale o tym za chwilę. No więc otworzył te drzwi i coś krzyknął w stronę Krzyśka jednocześnie szarpiąc go za rękę. Co krzyknął? Nie pamięta, coś banalnego... "Krzysiek... Jezus Maria... żyjesz?!" albo coś w tym stylu.

Drugi kierowca obudził się praktycznie natychmiast i w panice opuścił samochód. Przez chwilę obaj mężczyźni z niedowierzaniem patrzyli to na siebie nawzajem, to na stojący pośrodku polnej drogi samochód. Krzysztof powoli dotykał własnej twarzy jakby nie dowierzając, że to wszystko zdarzyło się naprawdę. Pora wyjaśnić jeszcze jedną rzecz, która tak bardzo zdumiała pana Marka, kiedy chwycił za klamkę, aby otworzyć drzwi od strony pasażera. Co go zdumiało?! A, niewinny drobiazg. Klamka była gorąca! Co tam klamka, cały samochód był gorący, cała blacha, wszystkie metalowe części, a nawet kierownica. Obaj kierowcy byli zgodni, że na pewno była to sytuacja mająca jakiś związek z tym wszystkim, co ich spotkało. I tu warto ustalić kilka ważnych rzeczy. Po pierwsze ich zegarki - oba zatrzymały się o tej samej godzinie, czyli 21.16 O tej godzinie musiało wydarzyć się coś, co wpłynęło na dwa ręczne zegarki, jakaś siła niezwykła, która je zatrzymała w tej samej chwili. Samochód nie dał się uruchomić, bo miał całkowicie rozładowany akumulator. Musieli wołać po traktor, który pomógł uruchomić Stara, a ten odpalił "na dwójce". Potem już problemów z rozruchem nie było, bo jak akumulator się podładował, to już silnik "kręcił" bez problemów. No i jeszcze jedna sprawa, o której zapomnieć nie powinniśmy. A nawet nie jedna, a aż trzy! Po pierwsze od momentu "zatrzymania się zegarków i lądowania dziwnego Księżyca" a "obudzeniem się obu kierowców w jadącym na jedynce Starze" minęło 9 godzin! Co się działo przez te 9 godzin?! Bóg jeden raczy wiedzieć. Ale to jeszcze nic, bo po drugie samochód znajdowal się 50 kilometrów od miejsca, gdzie obaj kierowcy zatrzymali się na parkingu, aby przeczekać burzę. 50 kilometrów! Ktoś powie "mało", ale w tych okolicznościach trzeba to uznać za wynik imponujący. Jak ten samochód zdołal pokonać taki dystans? Z dwoma nieprzytomnymi kierowcami?! Trudne, a raczej niemożliwe. A ta trzecia sprawa jest najzabawaniejsza, bo zorientowali się dopiero w swoich domach, że... mają zamienione koszule. To znaczy pan Krzysztof miał na sobie koszulę pana Marka, a pan Marek pana Krzysztofa. Czyli że podczas tych najbardziej zagadkowych "9 godzin ich życia" zamienili się koszulami!

Po krótkiej rozmowie między sobą uznali, że nie ma sensu zawiadamiać policji, bo okoliczności tego wydarzenia były tak dziwne, że nikt im i tak nie uwierzy. Ktoś panu Krzysztofowi powiedział, że to "się nadaje do Nautilusa", bo oni się takimi sprawami zajmują. Może nie wyjaśnią, co się stało, ale przynajmniej powiedzą, czy słyszeli o podobnych historiach z terenu Polski. Bo oni gdyby sami tego nie przeżyli, to by nigdy w coś takiego nie uwierzyli.Kiedy po raz pierwszy wysłuchałem tej historii najbardziej rozbawiła mnie żona pana Krzysztofa, która co chwila ukrywała twarz w dłoniach i mówiła, że ona jest gotowa przysiąc na wszystkie świętości, że ta historia naprawdę przydarzyła się jej mężowi i Markowi, który zresztą często bywa w ich domu i nigdy nie pozwolił by sobie na robienie żartów. Obie rodziny błagały mnie także, abym nie ujawniał prawdziwych nazwisk obu mężczyzn, gdyż mogłoby to ich narazić na drwiny ze strony sąsiadów i kolegów z pracy. "Wie pan, jacy są ludzie..." - mówiła żona pana Krzysztofa patrząc mi w oczy. Oczywiście wiedziałem.

Obiecałem solennie, że nie ujawnię niczego, co mogłoby ich zdemaskować. W pokoju, gdzie rozmawiałem ze świadkami, zaległa długa, krępująca cisza. Czy mogę o coś zapytać? Oczywiście! No dobrze, to może pytanie pierwsze... co wiedzą o UFO? Mężczyźni popatrzyli na siebie rozbawieni.

UFO?! A co ma jakieś UFO do tego, co im się przydarzyło?! Owszem, słyszeli co nieco o tym zjawisku, ale raczej niewiele. A dlaczego pan pyta o UFO? Czy to ma jakiś związek? Udzielam wymijającej odpowiedzi i zadaję pytanie, które wprawia dwóch mężczyzn w kompletne osłupienie. Ciekawiło mnie, czy po tym incydencie nie mieli na ciele jakiś śladów. Ich osłupienie było całkowite. Skąd pan wie?! Czy żona Krzysztofa coś powiedziała?! Nie? To dziwne, bo oni... faktycznie... mieli dziwne ślady na ciele. I to nawet żartowali z tego, bo obaj mieli w tym samym miejscu i takie same ślady. Takie czerwone kropki, które tworzyły idealny trójkąt. I pan Krzysztof, i pan Marek mieli te trójkąty na szyi tuż nad linią pleców. Ciekawe, prawda? I to, że trójkąt, i to, że na szyi. A przecież nie było szans, aby się skaleczyć w taki sposób, aby powstały takie kropki na szyi. Oni potem próbowali, ale nie byli w stanie nawet zrobić jednej takiej kropki, a tych kropek składających się na ten trójkątny znak było dwadzieścia. Co się stało z tymi znakami? A tak po prostu znikły po tygodniu. Jak starte gumką, ani śladu!

Czy ta historia jest jakoś wyjątkowa? I tak, i nie. Tego typu historie zdarzają się na całym świecie, ale z mojego punktu widzenia jest pewna istotna różnica. Zupełnie inaczej jest bowiem wtedy, kiedy czyta się ją w periodyku "Flying Sources Review", a co innego słuchać jej na żywo od dwóch świadków, którzy mimo upływu kilku miesięcy od tego wydarzenia nie potrafią ukryć autentycznych emocji. Byli gotowi przysięgać na swoje dzieci, na krzyż, na obraz Matki Boskiej, a są wierzący, że to naprawdę przeżyli. Nie kłamią, zresztą... po co? Przecież i tak mówią to anonimowo. Potwierdzą to także ich rodziny, a nawet rolnik, który przyjechał wtedy traktorem, aby pociągnąć ich Stara. Czy pan... czy pan nam wierzy?! Bo nawet nie mamy tego komu opowiedzieć, bo ludzie będą się śmieli...

Po powrocie do domu jeszcze długo zastanawiałem się nad tym, jak bardzo zabawne jest to, że przytłaczająca większość moich rodaków uważa zjawisko UFO za bzdurę. No bo przecież "nie ma żadnych dowodów!" Żadnych!!! Oni to prawie krzyczą, aby przypadkiem nie przeoczyć owej "oczywistej oczywistości". A w ogóle to ludzie opowiadają o tym dla "pieniędzy i sławy". Niby że tacy ludzie jak ja "płacą im za opowiadanie o UFO", a ich - przeważnie anonimowa do bólu opowieść - przysparza im "sławy". To zawsze bawiło mnie setnie...

Ile razy w moim życiu widzialem dramat ludzi, którzy zdecydowali się mówić o swoim przeżyciu z UFO i tym samym skazali swoje rodziny na złośliwe komentarze ze strony rodziny i znajomych! Czy taką "sławę" mają na myśli? Zresztą, nie ma to znaczenia. Kiedyś myślałem, że chodzi w tym wszystkim o to, aby przekonać do prawdziwości tego zjawiska możliwe najwięcej osób. Dzisiaj jest mi to obojętne, a kiedy ktoś mówi, że zjawisko UFO "jest wymysłem spragnionych sensacji ludzi", zdarza mi uśmiechnąć i nawet jednym słowem nie zaprzeczam, ale udając znudzenie odchodzę. Moi rozmówcy pewnie myślą, że w ten sposób przyznaję im rację... Nie mam nic przeciwko temu. 

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Z POCZTY DO FN: [...] Dzień dobry jestem wiernym fanem waszej fundacji oraz Krzysztofa Jackowskiego. Oglądam każdy 'wykład' Pana Krzysztofa na You Tube i przyszła mi pewna myśl aby z Państwa pomocą ją zrealizować. Jestem ciekaw czy pomogliby Państwo w udostępnieniu jakiegoś rekwizytu muzealnego Panu Jackowskiemu w celu opowiedzeniu czegoś o jego właścicielu . Chodzi mi o rzeczy znanych i kontrowersyjnych postaci. Jestem ciekaw czego nowego dowiedzielibyśmy się o tych ludziach. Może udałoby się...

UFO24

więcej na: emilcin.com

Nie, 18 paź 2020 09:32 | Mieszkaniec miejscowości Świebodzin (województwo lubuskie) przysłał informację, że 17 października 2020 roku ok. godz. 23.15 wyszedł na papierosa przed swój dom (mieszka w domu jednorodzinnym). Ok. godz. 23.00 jego uwagę zwrócił dziwny, ciemny kształt, który przemieszczał się nad polem na wysokości ok. 10-12 metrów. Była całkowita cisza, obiekt nie był ani helikopterem, ani dronem. Jego wielkość świadek ocenia na 'rozmiary małego samochodu ciężarowego', czyli długość obiektu wynosiła ok. 8 metrów...

Dziennik Pokładowy

Czwartek, 15 października 2020 | Koronawirus kryje w sobie wiele tajemnic i ukrytych przed nawet najlepszymi laboratoriami na świecie niespodzianek, które właśnie wywracają znany nam świat do góry nogami. Proces wielkiej przemiany zaczął się śmiesznie, wręcz zabawnie – ot, jakiś śmieszny wirus z Chin, co to zabija tylko starców, a resztę traktuje „bezobjawowo”. Ale to nie jest takie proste.

czytaj dalej

FILM FN

UFO NAD ŁODZIĄ - dwie relacje świadków, którzy obserwowali UFO w kształcie dysków w latach 70-tych

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.