Dziś jest:
Niedziela, 16 lutego 2020

Ten obiekt podleciał do mojego samolotu, obserwował mnie... Czy wierzę, że był pod inteligentną kontrolą? Absolutnie tak.
/fragment relacji pilota z archiwum płk Ryszarda Grundamana/


#3 września 2010

Baza FN przeżyła coś, co nazwałbym generalnym porządkiem i co - prawdę powiedziawszy - należało się jej od dawna. Razem z grupą przyjaciół kilka dni od rana do nocy spędziliśmy na skrupulatnym spisywaniu sprzętów i urządzeń, materiałów, a nawet kaset audio i wideo. Trzeba było utworzyć specjalną bazę danych w komputerze, aby tam dokładnie skatalogować, gdzie jest dana kamera, kabel czy przejściówka. Przekroczyliśmy bowiem pewien punkt graniczny w ilości, który wymagał znalezienia metody i wprowadzenia jakiegoś klucza.

 

Baza FN mieści się w dużym wolnostojącym domu przeznaczonym wyłącznie na badania zjawisk niewyjaśnionych i z czasem mieliśmy kłopoty ze znalezieniem tego czy tamtego. „Gdzie jest zasilacz do tej nowej kamery zakupionej w czerwcu?!” – to pytanie było niczym tekst z najstraszniejszego horroru, a padało coraz częściej. Aby znaleźć „ów mały zasilacz”, trzeba było przewertować kilkadziesiąt potencjalnych miejsc, otworzyć dziesiątki pojemników i „przebić się” przez wszystkie pomieszczenia Bazy (!), aby nagle ktoś przez przypadek zauważył, że zasilacz leży spokojnie w „dwójce” (tak nazywane jest przez nas drugie pomieszczenie na końcu NAUT-Mobile) w naszym aucie. Bo ktoś go tam położył podczas ostatniego eksperymentu i zapomniał zanieść do regału z kamerami do Bazy. To powtarzało się tak często, że życie zmusiło nas do stworzenia bazy komputerowej. Teraz, aby znaleźć jakąś rzecz, materiał, film czy opracowanie, wystarczy otworzyć plik i zrobić polecenie „szukaj”. Ile to nas pracy kosztowało? Lepiej nawet nie pytajcie...

 

Robiąc porządki w Bazie FN musiałem przejrzeć moje dawne archiwa z czasów Nautilusa Radia Zet. Zobaczyłem zdjęcia, ludzi, których często już nie ma, jakieś miejsca, które uleciały z mojej pamięci i na nowo zaiskrzyły wspomnieniami. Przykładem mogą być notatki, które zrobiłem po pobycie w Mąchocicach pod Kielcami, gdzie doszło do samospalenia 1.5 rocznego dziecka. Spotkałem się wtedy z rodziną tego dziecka, byłem w pokoju, gdzie doszło do tragedii. Czytając moje notatki sprzed prawie 15 lat na nowo odżyły emocje, które wtedy wzbudził we mnie tamten wyjazd. Już sama historia „ścinała z nóg”.

 

Dom jednorodzinny, jakich wiele na polskich wsiach. Na dole matka robiła pranie w kuchni (nie w pralce, ale w balii), a na pierwszym piętrze w dziecinnym pokoju spał jej 1.5 roczny syn. Zaniepokoił ją dziwny zapach dymu. Przerażona spostrzegła, że spod drzwi do pokoju dziecka wydobywa się dym. Szarpie za klamkę pokoju i krzyczy z bólu, bo klamka jest tak gorąca. Wreszcie otwiera drzwi i jej oczom ukazuje się widok nie tylko straszny, ale wręcz upiorny. Cały pokój jest w gęstym, czarnym dymie. Początkowo nie może przez dym dostrzec, co się pali. Nienaruszone są meble, podłoga, ściany... wtedy dostrzega, że źródłem ciepła są jasne, niebieskie płomienie, które wydobywają się z klatki piersiowej jej syna. Płomienie przypominają te, które widzimy na kuchence gazowej, choć – jak sama potem opowiadała w prokuraturze – miały zdecydowanie jaśniejszą barwę i były wyższe. Nie była w stanie ugasić tych dziwnych płomieni. Wylanie na dziecko balii z wodą z mydlinami na niewiele się zdało. Dziecko spłonęło na skutek jednego z najbardziej tajemniczych zjawisk znanych rodzajowi ludzkiemu, czyli samozapłonu. Ten przypadek był wręcz modelowy, książkowy. Od tajemniczego ognia prawie do czerwoności rozgrzał się cały pokój, ale nie zapaliły się żadne sprzęty. Nie naruszona „dziwnym ogniem” była nawet pościel, na której leżał ten nieszczęsny dzieciak... Moje notatki zawierały wiele obserwacji, które wtedy poczyniłem i które uznałem za ważne z jakiegoś tam powodu. Na przykład wtedy podczas oglądania miejsca tragedii poruszyło mnie to, że cały pokój... był pokryty jakimś tłustym śluzem. Był on na ścianach, na krześle, na podłodze – wszędzie. Wiele lat później z amerykańskiego opracowania dotyczącego samospaleń dowiedziałem się, że jest to typowe właśnie typowa cecha tego tajemniczego zjawiska...

 

W moim pokoju leży książka „Stalin, Młode lata” Simone Sebag Montefiore. Patrzę na nią i jest ona moim wyrzutem sumienia. Pożyczyła mi ją moja koleżanka z pracy wiedząc, że interesuję się historią Rosji Sowieckiej. Książka jest wspaniała, dla mnie niebywale ciekawa, ale... zwyczajnie, po ludzku nie mam czasu jej przeczytać. Jest tyle niezwykle ciekawych spraw, super pilnych książek, materiałów wideo, jakiś plików czy raportów. Wszystko to wokół mnie tworzy istne tornado, z którym walczę i czasami niestety przegrywam. Zauważyłem, że chorobą świata jest ilość informacji, która nas wręcz zalewa. Nikt nie jest w stanie przeczytać tych wszystkich książek, obejrzeć wszystkie filmy dokumentalne, które przysyłają do FN ludzie z całej Polski czy świata. Robimy w ten sposób wielu osobom przykrość, ale nie ma innego wyjścia. Każdego dnia podejmuję setki decyzji, które są kompromisem pomiędzy rzeczami mniej ważnymi czy bardziej ważnymi. Czasami wybieram dobrze, czasami niestety źle. Ostatnio w Bazie FN mieliśmy ciekawą dyskusję o tym, że doszliśmy do tak zwanej „ściany”, jeśli chodzi o ilość materiałów przysyłanych e-mailem. Jeśli – co nie daj Boże – zwiększyła by się popularność naszych stron i ludzie przysyłali by nam jeszcze więcej relacji, filmów czy zdjęć, to wtedy już nikt nie będzie w stanie nie tylko katalogować te materiały (o publikacji na stronach już w ogóle nie ma nawet co mówić), ale nawet odpowiadać na e-maile. Staramy się, aby każdy e-mail miał odpowiedź, choćby najkrótszą, ale jednak. Skoro ktoś poświęcił tych kilka chwil na napisanie e-maila, to wypada mu odpowiedzieć.

 

Wyobraźcie sobie, że codziennie przychodzi około 50-ciu e-maili, choć przeważnie jest ich więcej, ale przyjmijmy liczbę 50. Na odpowiedź dla każdego przeznaczacie 3 minuty. Policzmy – 50 razy 3 daje 150, czyli... dwie i pół godziny. Każdego dnia! No tak, ale przecież są jeszcze projekty wymagające wielu telefonów i żmudnej pracy, a niektóre nawet spotkania ze świadkami choćby w Stanach Zjednoczonych. Jest jeszcze zwykła korespondencja pocztowa, którą także dostajemy. Listy, paczki, książki – to wszystko dociera na pokład Nautilusa w znaczących ilościach. A przecież jeszcze trzeba znaleźć czas na życie prywatne, na pracę, na wizytę u dentysty... Nikt z nas nie wyobrażał sobie, co oznaczać będzie 9 lat temu założenie Fundacji Nautilus. Nikt nie wiedział, jak bardzo ta decyzja zmieni nam życie, a poniekąd także nas. Czy było warto? Absolutnie, bezdyskusyjnie i bezwarunkowo tak! Fundacja to bowiem genialne narzędzie do poznawania prawdy o świecie. A świat warto poznać. Internet jako „źródło informacji o świecie” jest tylko jego namiastką, zwodniczą i wtórną, jedynie jego koślawym odbiciem. Świat aby poznać trzeba bowiem dotknąć, spojrzeć mu w twarz. Wtedy dopiero można próbować go zrozumieć.

 

Wystarczy tych poważnych przemyśleń. Na koniec coś lżejszego, czyli niekończąca się seria „nasi czytelnicy na wakacjach przysyłają nam ciekawe zdjęcia”.

 

 

 
szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Z POCZTY DO FN [...] Witam serdecznie! Wczoraj wieczorem tj. 13.02.2020 r. o godz. 23.45 na TV Fokus mogliśmy obejrzeć ,,Tajne akta UFO' odcinek 9. Autorzy przedstawili postać sierż. Cliforda Stone żołnierza armii USA który miał wielokrotnie kontakty z przedstawicielami obcej cywilizacji tymi którzy rozbili się swoimi obiektami na terenie m. innymi USA. Żołnierz ten był tzw. interfejserem czyli osobą która kontaktowała się z obcymi telepatycznie. Bardzo ciekawa była sama wypowiedź sierżanta który...

UFO24

więcej na: emilcin.com

Pon, 10 luty 2020 08:59 | Dzień dobry,  Bardzo świeża obserwacja. Dzisiaj tj. 9 luty 2020 o godz. 18:20 w miejscowości Inwałd wracałem do domu ze spaceru. Szedłem poboczem koło drogi i w pewnym momencie dostrzegłem przemieszczający się obiekt. W pierwszej chwili pomyślałem że to jest zapewne samolot, ale szybko doszedłem do wniosku że to nie jest samolot. Obiekt nie migał światłami tak jak robią to samoloty lecz świecił jednolitym światłem koloru pomarańczowego. Przemieszczał się trochę wolniej niż latają samoloty...

Dziennik Pokładowy

Czwartek, 26 grudnia 2019 | Tragedią naszej planety są religie, gdyż religia opiera się na wierze, a sprawy związane z duchowością są wiedzą. Ale i tak jest gorzej, gdyż dogmaty głównych religii są całkowicie fałszywe i przekonują ludzi, że Ziemia jest tylko przystankiem w drodze do raju.

czytaj dalej

FILM FN

KRZYSZTOF JACKOWSKI RZUCIŁ PALENIE!

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.