Dziś jest:
Sobota, 17 sierpnia 2019

Ten, kto chce pozostać w dobrym zdrowiu, powinien unikać smutnych nastrojów i zachowywać radosny umysł.
/Leonardo da Vinci/


#13 stycznia 2011 Felieton 11 stycznia 2011 - Kolberger i Zdany

Śmierć znanego aktora zawsze porusza ludzi, gdyż ludzie „znani z ekranu” wydają się nam równie bliscy, jak najbliższa rodzina. Śmierć Krzysztofa Kolbergera była tym bardziej wyjątkowa, gdyż wszyscy wiedzieli o tym, że od kilkunastu lat zmaga się z chorobą nowotworową, tym współczesnym największym „killerem ludzkości”.

 

Przy okazji tego smutnego wydarzenia można było dowiedzieć się o niezwykłym incydencie, który miał miejsce w życiu aktora tuż przed tym, jak dowiedział się, że jest śmiertelnie chory. Opowiadał o tym jego wieloletni przyjaciel ze sceny, Jan Englert. W czasie jednej z rozmów z kolegami z teatru Krzysztof Kolberger mówił żartobliwie, że jest spokojny o przebieg choroby, bo „ktoś mu przepowiedział”, że będzie żył 61 lat. Nie wiemy, kim była ta osoba, ale można podejrzewać, że chodzi albo o astrologa, albo o jasnowidza.

 

Wizja okazała się przejmująco trafna, gdyż aktor zmarł mając dokładnie… 61 lat. Oczywiście można to wytłumaczyć przypadkiem lub silną sugestią, której uległ i w pewien sposób podświadomie tak się zaprogramował, że śmierć przyszła wtedy, kiedy jej oczekiwał. Ja jednak wielokrotnie miałem okazję przekonywać się, że horoskop astrologiczny potrafi niezwykle precyzyjnie wykazać trudne momenty w życiu człowieka, w tym jego śmierć.

 

 Znam historię mieszkańca Warszawy, który był u naprawdę znakomitego stołecznego astrologa (znam tego człowieka)  i z uporem maniaka domagał się poznania daty swojej śmierci. Astrolog odmawiał, tłumaczył, że „on takich rzeczy nie robi”, ale wreszcie aby uwolnić się od natrętnego klienta, podał mu datę jego śmierci wynikającą z horoskopu. I tu była niespodzianka, gdyż śmierć miała przyjść za trzy lata. Słowa astrologa sprawiły, że ten mężczyzna tylko pogardliwie się uśmiechnął. Śmierć? On?! Jest młody, zdrowy, dba o siebie, jeździ bardzo ostrożnie, nie ma żadnych wypadków. I ma umrzeć za trzy lata? Przecież to żart! Astrolog opowiadał mi, że człowiek ten wyszedł z jego gabinetu wręcz oburzony. Życie jednak pokazało, że moc horoskopu potrafi przełamać ludzką „intuicję i kierowanie się logiką”. Dwa lata później okazało się, że ów mężczyzna ma bardzo ostrą białaczkę szpikową. Mimo usilnego szukania dawcy szpiku nie udało się go znaleźć. Prawie dokładnie trzy lata po tym, jak „wymusił” podanie swojej daty śmierci, zmarł w wieku 32 lat.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kolejna rocznica wykonania zdjęć w Zdanach stała się okazją do spędzenia kilku dni w hotelu blisko miejsca, gdzie na przełomie 2005/2006 działy się naprawdę zdumiewające rzeczy. Mało osób pamięta, że ów 8 stycznia 2006 roku był to kolejny dzień, kiedy w okolicy było widziane UFO. Najciekawszy incydent miał miejsce w połowie grudnia 2005 roku, kiedy w tym samym miejscu (co do metra!) potężny obiekt unieruchomił samochód osobowy. Ten incydent uważam nawet za ważniejszy od tego, który nastąpił niespełna miesiąc później. Co jest najciekawsze w incydencie ze Zdanów? Moim zdaniem wcale nie zdjęcia, ale... tak zwane „tło obyczajowe”.

 

Ta historia bardzo dużo mnie nauczyła, gdyż po raz pierwszy w życiu miałem okazję rozmawiać z grupą świadków tyle razy przez pięć lat. Ileż to było rozmów… w samochodzie i w domu świadka, na miejscu zdarzenia, przez telefon i przed kamerą, albo tylko "do dyktafonu".

 

 Ostatnio próbowałem policzyć, ile razy przez ostatnie pięć lat rozmawiałem z jednym z głównych świadków, Maciejem Talachą. Byłym policjantem (znamy nawet wszystkie etapy jego kariery w służbach), potem mechanikiem samochodowym, zmagającym się z ludzkimi słabościami i mieszkającym na ostatnim piętrze małej i bardzo zaniedbanej kamienicy na obrzeżach Siedlec. Oto jego zdjęcie z 2006 roku na miejscu zdarzenia w Zdanach:

 

 

 

Rozmowy z Maciejem Talachą to kilkanaście godzin zapisu wideo i audio, materiał dający nieprawdopodobną możliwość porównywania tego, co mówił rok, dwa, trzy lata wcześniej. Akurat analiza zachowania świadków jest dla mnie o wiele bardziej miażdżącym dowodem prawdziwości zdarzenia niż jakieś zdjęcia. Dlaczego? Hmmm.... Już wyjaśniam.

 

Od 15 lat zajmuję się tak zwanymi szkoleniami dla najwyższej kadry menadżerskiej. To takie moje hobby, obok zawodu dziennikarza. Znam się na technikach kierowania grupą, kreowania struktury w firmie, a także technik niewerbalnych. Od wielu lat uczę ludzi, jak rozpoznać, czy osoba z którą rozmawiamy kłamie, czy mówi prawdę. Na świecie już dawno opracowano odpowiednie techniki, które pozwalają zweryfikować taką tezę bezbłędnie i trafnie. Nie będę się rozpisywał na ten temat (sam mój wykład o technikach „manipulacji” trwa trzy godziny), ale zwrócę Państwu uwagę na dwie rzeczy. Człowiek, który zdecyduje się na kłamstwo, musi mieć znakomitą pamięć! Ową wersję „wymyśloną” musi obkuć na blachę, gdyż pamięć ludzka jest zawodna. Jeśli ktoś coś przeżył, nawet 5 lat później jego wersja wydarzeń będzie taka sama jak pierwsza (poza drobiazgami, które zawsze się trochę zacierają i jest to normalne). Jeśli ktoś coś „sobie wymyślił”, już rok później swoją wymyśloną „historyjkę” nie będzie pamiętał za Chiny Ludowe! Ta metoda sprawdza się zawsze i sam proponuję Państwu stosować ten prosty „weryfikator prawdy” w życiu codziennym. Działa zawsze. Perfekcyjnie.

 

Druga prosta metoda jest związana z tak zwanym „początkiem zmyślonej historii”. Osoba, która „coś tam sobie wymyśliła”, zawsze zapytana o jakiś szczegół będzie zaczynała „od początku”, aż dojdzie do „interesującego nas punktu”. Dlaczego tak się dzieje? To jest jakaś zagadka. Być może jest to związane z tym, że człowiek boi się „popełnienia błędu i ośmieszenia się kłamstwem” i dlatego na wszelki wypadek powtarza „kolejne etapy zmyślonej historii”. Z tych technik oceny zeznań od dziesiątek lat korzystają policjanci i nie ukrywam, że także mój wykład w dużej mierze opiera się o materiały szkoleniowe amerykańskiej policji. Piszę o tym dlatego, że świadkowie incydentu ze Zdanów w ciągu pięciu lat przeszli wszelkie możliwe testy prawdomówności.

 

Na samym początku próbowali wstydliwie ukrywać przed nami prawdziwy „cel wyprawy Polonezem”, który faktycznie był dla wszystkich panów kompromitacją… Ich kłamstwa szybko jednak wyszły na jaw i wreszcie przyznali się, po co i gdzie jechali, choć jednocześnie błagali, aby ta informacja nigdy nie trafiła do mediów, a tym bardziej do ich rodzin. Wiedząc teraz, na co mieli ochotę tego „niedzielnego poranka” wcale się im nie dziwię i zawsze przypominając sobie tę historię natychmiast trudno powstrzymać uśmiech na twarzy… Tło obyczajowe tego wydarzenia naprawdę jest równie ciekawe, jak samo wydarzenia. Przez pięć lat dowiedzieliśmy się tyle informacji o tych ludziach, że już samo to wystarczy na „ciekawą książkę o polskiej prowincji”. Ale to przy okazji.

  

Spotkanie 8 stycznia 2011 poświęcone incydentowi sprzed 5 lat przyniosło wiele wspomnieć i zapomnianych „aspektów tej sprawy”. Przykład? Proszę bardzo! Mało osób pamięta, jak do FN trafiła historia ze Zdanów. Jest to o tyle ważne, że nawet ta, mała i drobna rzecz z marszu w diabła posyła wszelkie brednie o „celowym oszustwie, aby kogoś tam nabrać”. Dlaczego? Bo musiałem przejść prawdziwą „drogę krzyżową”, aby te zdjęcia… zdobyć! Nikt nam tych zdjęć „nie wciskał”, nikt nam „nie przysyłał”, nikt nam „podstępnie nie podtykał”, aby nas nabrać i okpić. Zdjęcia te musiałem zdobyć siłą, podstępem, używając prywatnych znajomości i dziennikarskiego doświadczenia w dużych polskich redakcjach prasowych. Człowiek, który wykonał te zdjęcia, podchodził do nich obojętnie i lekceważąco. Nie interesowało go nawet o jotę, co się z nimi dzieje, kto je publikuje, gdzie, w jakim celu itp. Jego zainteresowaniem dalszym losem tych zdjęć nawet nie było zerowe, bo to nie jest właściwe słowo.

 

Wszystkie osoby zamieszane w sprawę zdjęć ze Zdanów robiły wszystko, aby świat jak najszybciej o nich zapomniał. Wydawało by się, że skoro zdjęcia trafiły na cały świat, to osoby „uczestniczące w ich wykonaniu” będą się nimi minimalnie interesować, choć trochę odczuwając satysfakcję, że ktoś przez nie „tak bardzo się nabrał”. A tu im głębiej wchodziliśmy w tę historię, im bardziej poznawaliśmy uczestników, tym bardziej było jasne, że to bardzo prości ludzie, dla których „UFO” jest równie obojętne, jak zeszłoroczny śnieg. Liczą się inne rzeczy, bardziej przyziemne i „rozrywkowe”. Jakie? Pozwólcie Państwo, że akurat tę wiedzę „dotyczącą incydentu ze Zdanów koło Siedlec” zachowam dla siebie. I zapewniam wszystkich, że pisząc te słowa cały czas się uśmiecham…

 

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maas odwiedził w czwartek 15 sierpnia najbardziej wysunięte na północ terytorium Kanady, Nunavut, by zobaczyć efekty globalnego ocieplenia w rejonie Arktyki i spotkać się z pracującymi tam niemieckimi naukowcami. Według kwietniowego raportu ministerstwa środowiska Kanady, ocieplenie klimatu w tym kraju postępuje dwa razy szybciej niż na świecie. Z kolei sama Arktyka według różnych badań ociepla się od dwóch do trzech razy szybciej.

UFO24

więcej na: emilcin.com

Pon, 12 sie 2019 07:57 | Drogi Nautilusie. W piątek (9 sierpnia 2019 - przyp. FN) przed godziną 7-mą rano szedłem z kolegą do pracy.Gdy już zbliżaliśmy się do miejsca pracy,oczom naszym ukazał się widok metalicznego obiektu,który leciał sobie powoli na niebie.Nie było by to nic dziwnego,gdyby nie to,ze ten obiekt nagle zniknął.po prostu rozpłynął się.Czy możecie mi wyjaśnić co to mogło być? Stały Wasz czytelnik Marek

Dziennik Pokładowy

Czwartek, 25 lipca 2019 | 22 lipca 2019 roku odszedł w stronę światła Marek Rymuszko. Twórca i pomysłodawca miesięcznika ‘Nieznany Świat’, który przebudził miliony ludzi ze snu i sprawił, że dostrzegli inny, nieznany świat. Ale odszedł przede wszystkim bliski mi człowiek, którego brak odczuwać będę do końca mojej ziemskiej wędrówki.

czytaj dalej

FILM FN

JASNOWIDZ KRZYSZTOF JACKOWSKI - ostrzeżenie przed oszustami sprzedającymi 'Amulety Jackowskiego'

archiwum filmów

Informacje z Hydepark "N"



25 sierpnia :: Dowód na to, że żyjemy w hologramie? Nauka dochodzi do coraz bardziej zaskakujących wniosków na temat natury naszej rzeczywistości. Czy jest możliwe, że świat to hologram?: viewtopic.php?f=33&t=5532
25 sierpnia :: Paradoks bilardowy - podróże w czasie Dyskusja na temat hipotez dotyczących podróży w czasie od trochę innej strony. Możliwe, czy nie? Oto jest pytanie: viewtopic.php?f=53&t=5626
2 listopada :: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - do czego zaprowadzi nas przyszłość? Dyskusja o kierunku rozwoju świata i możliwych scenariuszach. Sztuczna inteligencja, technologie i wynalazki, które zaważą na naszym gatunku: viewtopic.php?f=28&t=4291

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.