Dziś jest:
Sobota, 16 października 2021

"Nasze życie jest tym, czym czynią je nasze myśli" Marek Aureliusz

FN 24
WIADOMOŚCI OD NASZYCH CZYTELNIKÓW
Wyślij do nas wiadomość - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania newsa do działu "FN 24": nautilus@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




WYGLĄD JEZUSA I... TAJEMNICA JEGO GROBU W JAPONII
Nie, 28 luty 2021 19:42 | komentarze: 3 czytany: 3001x

Wiemy, że nosił brodę – o tym mówiły wspomnienia tych, którzy go znali. Jak jednak wyglądał naprawdę?  Naukowcy oparli się na wizerunkach ludzi, którzy zamieszkiwali tereny tzw. Ziemi Świętej i stworzyli prawdopodobny widok twarzy twórcy Chrześcijaństwa.W zachodniej tradycji przyjęło się, że Jezus to wysoki, szczupły mężczyzna, noszący długie blond włosy, brodę i charakteryzujący się niebieskimi.......

czytaj dalej

Wiemy, że nosił brodę – o tym mówiły wspomnienia tych, którzy go znali. Jak jednak wyglądał naprawdę?  Naukowcy oparli się na wizerunkach ludzi, którzy zamieszkiwali tereny tzw. Ziemi Świętej i stworzyli prawdopodobny widok twarzy twórcy Chrześcijaństwa.

W zachodniej tradycji przyjęło się, że Jezus to wysoki, szczupły mężczyzna, noszący długie blond włosy, brodę i charakteryzujący się niebieskimi oczami.



Przywykliśmy nawet do jego charakterystycznej mimiki, wyrażającej zazwyczaj cierpienie. Takie było wyobrażenie artystów. Jednak patrząc na czas i miejsce w jakim przyszło mu żyć, można wyciągnąć całkiem inne wnioski. Jezus był Żydem urodzonym na Środkowym Wschodzie w Galilei, która w czasach współczesnych graniczy z Libanem i Syrią. Wskazówki na temat wyglądu Jezusa, jakie można odnaleźć w Biblii są dość skromne, ale z drugiej na tyle precyzyjne, aby pokusić się na odtworzenie jego portretu. Według niektórych badaczy był on typowym galilejskim Semitą.



Richard Neave, emerytowany artysta medyczny postanowił najdokładniej jak to możliwe, odtworzyć wizerunek założyciela Chrześcijaństwa. Jak widać poniżej, mężczyzna z portretu charakteryzuje się czarnymi, kręconymi włosami i obfitym zarostem tego samego koloru.




Największą kopalnią wskazówek na temat wyglądu Jezusa, jest Ewangelia św. Mateusza. Jeszcze przed ukrzyżowaniem, Jezus znajdował się w ogrodzie oliwnym, gdzie nauczał swoich uczniów. Był on tak podobny do swoich ziomków, że Judasz musiał go dokładnie wskazać Rzymianom, którzy nie potrafili odróżnić go od pozostałych.

Używając technik z antropologii kryminalnej, stosowanych normalnie do rozwiązywania przestępstw, Neave używał dowodów w postaci czaszek z czasów współczesnych Jezusowi. Następnie obraz był przenoszony do komputera, gdzie specjalne oprogramowanie pomogło stworzyć muskulaturę oraz zarysy twarzy. Oczywiście z danych zebranych ze szkieletów nie da się jednoznacznie odtworzyć koloru włosów i oczu, ale do tego posłużyły historyczne opisy ludzi zamieszkujących rodzinne strony Jezusa. Z kolei z przesłanek kulturowych wynika posiadanie brody.

Kolejna subtelna wskazówka zawarta w Listach do Koryntian, pisanych przez apostoła Pawła. Wskazuje on w nich, że długie włosy są dla mężczyzn nie wskazane, a więc należy sądzić, że także Jezus stosował się do owych wskazówek.
Na podstawie danych historycznych wyliczono, że mógł mierzyć niecałe 155 cm i ważył jakieś 50 kilogramów. Ponieważ do 30 roku życia, Jezus pracował na zewnątrz, jako cieśla, można wnioskować, że był bardziej muskularny niż typowy mężczyzna w swoim wieku. Z pewnością miał też bardziej ogorzałą twarz, a więc mógł nawet wyglądać na więcej lat, niż miał.

Źródło: PopularMechanics.com


CZY W JAPONII JEST GRÓB JEZUSA?

Dla wszystkich chrześcijan jasne jest jedno - Jezus Chrystus został ukrzyżowany, pochowano go i zmartwychwstał. Są jednak tacy, dla których nie jest to wcale takie oczywiste. Koran na przykład jednoznacznie stwierdza, że Jezus wcale nie umarł na krzyżu. Przeróżne gnostyckie sekty mają swoją wersję żywota Mesjasza, łącznie z historią jego ślubu z Marią Magdaleną, losami jego potomstwa itd. Właśnie na tym opiera się cała legenda linii krwi Graala, być może właśnie to wiedzieli templariusze. Mało osób wie, że w Japonii są ludzie przekonani, że tam znajduje się grób Jezusa.

Małą wioska o nazwie Shingo (dawniej znana jako Herai), dumnie nazywa się Miastem Chrystusa. To leżące 500 kilometrów od Tokio miejsce jest wielką atrakcją turystyczną. Całą okolica roi się od krzyży: są na przystankach, na rogach ulic, na wizytówkach lokalnych przedsiębiorców. Krzyżowm najczęściej towarzyszy japoński zwrot Kirusato no sato, co w wolnym tłumaczeniu oznacza właśnie Rodzinne miasto Chrystusa. Tysiące wiernych, naukowców, badaczy tajemnic i sceptyków ściąga do tego niezwykłego miejsca i udają się na kopiec, który wg miejscowych legend jest grobem Zbawiciela.




Przed drugą wojną światową, do urzędu prefektury Ibaraki (na północ od Tokio) trafiły dokumenty na temat dwóch zapomnianych grobów leżących na ziemi rodu Sawaguchi w Shingo. I chociaż nikt nie wiedział, kto w nich spoczywa, tradycja rodziny Sawaguchi nakazywała nie zakłocać spokoju grobów. Koma Takeuchi, kapłan shinto z rodziny o długiej tradycji kapłańskiej wszedł w posiadanie tych dwóch starożytnych zwojów. Kiedy zdał sobie sprawę, jakiego sekretu strzegła jego rodzina od wieków, udał się do Shingo wraz z Banzanem Toya, artystą i badaczem starożytnej japońskiej historii. 26 maja 1935 roku odnaleźli dwa groby, w bambusowym gaju na szczycie małego wzgórza.




Ludność Shingo nazywa te zwoje testamentem i ostatnią wolą Jezusa Chrystusa. Zostały zapisane tak starym japońskim, że większość ludzi nie potrafi ich odczytać. Uczeni jednak odcyfrowali te dokumenty i przetłumaczyli je na współczesny japoński. Zapisano w nich, że w grobie po prawej spoczywa sam Jezus, a w drugim złożono uszy jego brata i pukiel włosów jego matki Maryji. Oryginalne dokumenty zostały przewiezione do Tokio, gdzie zaginęły podczas wojennej zawieruchy. Na szczęście kopie ocalały.

Według zwojów Jezus przybył dwa razy do Japonii aby odbyć duchowy trening w okresie swoich zgubionych lat" (czyli okresie od dzieciństwa do 30 roku życia, o którym Biblia milczy), na dwanaście lat przed rozpoczęciem swojej misji. Jego testament opisuje jego podróż przez Azję, Syberię i Alaskę i tereny obecnego Władywostoku, zanim w końcu dotarł do północnej Japonii w swoich poszukiwaniach oświecenia. Te przekazy nie są niczym nowym, pokrywają się z relacjami przeróżnych grup religijnych i okultystycznych, według których Jezus odbył podróż do Indii. Podobno w tybetańskich dokumentach jest zapisana relacja z pobytu Chrystusa w Himalajach. Jeszcze inni utrzymują, że odwiedził on obie Ameryki.

Zgodnie z lokalnymi podaniami, Jezus zmarł w spokoju w wieku 106 lat, przedtem płodząc trzy córki, które miał z Japonką o imieniu Yumiko.

Ludność Shingo praktykuje zwyczaje nieznane reszcie Japonii. Ubranka małych dzieci ozdabiane były Gwiazdami Dawida, a jeszcze dziesięc lat temu każdemu noworodkowi malowano na czole czarnym atramentem znak krzyża. Nawet słownictwo, którego używali wieśniacy, rózni się od innych. Na przykład słowa ojciec - APA i matka - AYA, jak sami twierdzą pochodzą z języka, którym mówił Jezus. Mimo że nikt z nich nie jest chrześcijaninem, ponad połowa mieszkańców z naczelnikiem wioski, Tomekichi Shimotochidana, święcie wierzy w to, że Jezus żył i umarł w Shingo. To właśnie Shimotochidana jest ostatnią żyjącą osobą, która widziała oryginalne zwoje.




Zwoje opisują dwie wyprawy Jezusa do Japonii. Za pierwszym razem przybył tu w wieku 21 lat aby studiować teologię i wieść ascetyczne życie u podnóża góry Fuji w centralnej Japonii. 10 lat później powrócił do Palsetyny, aby nauczać. Zagrożony ukrzyżowaniem uciekł, zamiast niego na krzyżu zginął jego brat, Iskiri. To właśnie jego uszy spoczywają w drugim grobie wraz z włosami ich matki (według innej wersji włosy także należą do Iskiriego).

Toyoji Sawaguchi, 67-letni farmer, na którego ziemi znajdują się obydwa groby, wg przybyłych tu w 1935 roku badaczy jest potomkiem Jezusa. Staruszek jest jednak nastawiony do tego pomysłu bardzo sceptycznie: Nie jestem chrześcijaninem i wątpię, żebym był potomkiem Jezusa. Jakoś nie potrafię wyobrazić sobie Jezusa, wielkiego człowieka, jako mojego przodka.



zwiń tekst

GITARZYSTA BLACK SABBATH: WIDZIAŁEM DUCHA
Czw, 25 luty 2021 06:55 | komentarze: 6 czytany: 2253x

Gitarzysta Black Sabbath, Tony Iommi opowiedział w jednym z wywiadów o tym, że widział ducha i absolutnie wierzy, że duchy istnieją. Ujawnił także, że po tragicznym wypadku samochodowym uwierzył w Boga.Grupę Black Sababth uważa się za pierwszy zespół heavymetalowy na świecie. Istnieją też opinię, że wszystkie riffy zostały już stworzone przez Tony'ego Iommiego, a muzyka, która pojawia się w późniejszych.......

czytaj dalej

Gitarzysta Black Sabbath, Tony Iommi opowiedział w jednym z wywiadów o tym, że widział ducha i absolutnie wierzy, że duchy istnieją. Ujawnił także, że po tragicznym wypadku samochodowym uwierzył w Boga.



Grupę Black Sababth uważa się za pierwszy zespół heavymetalowy na świecie. Istnieją też opinię, że wszystkie riffy zostały już stworzone przez Tony'ego Iommiego, a muzyka, która pojawia się w późniejszych latach to tylko kombinacje tego, co wymyślił gitarzysta.

W jednym z wywiadów dla magazynu Classic Rock, Tony Iommi został zapytany o swoje życie duchowe. Zamiast wywodów o gitarowych riffach, muzyk opowiedział, dlaczego wierzy w duchy.

-   Duchy istnieją. Wiem, bo widziałem kilka. Zresztą nie tylko ja, wszyscy widzieliśmy. Wynajęliśmy Zamek Clearwell i ćwiczyliśmy w lochach, nikogo poza nami tam nie było. Jednak wchodząc po schodach, zobaczyliśmy postać, która weszła do zbrojowni. Razem z Ozzym spytaliśmy, kto tam jest. Weszliśmy do środka i nikogo nie było w pomieszczeniu. Pokój miał tylko jedne drzwi, żadnych okien. Szukaliśmy wszędzie, sprawdziliśmy też, czy nie było tam ukrytych kamer i ktoś nas nie nabiera. To wszystko było bardzo dziwne.

Wielu fanów Black Sabbath, którzy łączą działalność zespołu z okultyzmem czy satanizmem, będzie zaskoczonych faktem, że Tony Iommi wierzy w Boga. Muzyk twierdzi również, że anioły uratowały mu życie.

- To stwierdzenie może być szokujące, biorąc pod uwagę tematykę tak wielu utworów Black Sabbath, ale wierzę w Boga - czymkolwiek jest. Zdecydowanie wierzę też w anioły, ponieważ uratowały mi życie, gdy byłem nastolatkiem.

Okazuje się, że Iommi miał za młodu poważny wypadek samochodowy.

- Właśnie zdałem egzamin na prawo jazdy i jechałem swoim sportowym autem. Wyprzedziłem inny samochód i odpadły mi dwie opony, moje auto się przewróciło, uderzyłem w drzewo. Zemdlałem, ale kiedy się obudziłem, poczułem zapach benzyny. Udało mi się wyjść z auta, a kiedy to zrobiłem, zobaczyłem te anioły. Do dziś wierzę, że tam były.

Iommi stwierdził przekornie, że mówi się, iż anioły uratowały go, bo wiedziały, że stworzy heavy metal. Muzyk przyznał, że taka argumentacja bardzo mu się podoba.

źródło: https://www.antyradio.pl/Muzyka/Rock-News/Tony-Iommi-z-Black-Sabbath-o-wierze-w-Boga-i-duchy-Wierze-bo-widzialem-kilka-46458



zwiń tekst

NAUKOWCY Z BIAŁEGOSTOKU ZIDENTYFIKOWALI 12 NOWYCH ODMIAN KORONAWIRUSA
Pon, 22 luty 2021 19:48 | komentarze: 5 czytany: 1814x

Naukowcy z Białegostoku zidentyfikowali 12 wariantów koronawirusa. Wśród nich nowe "warianty podlaskie"W 69 przebadanych próbkach naukowcy z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku zidentyfikowali łącznie 12 odmian koronawirusa. Cytowany przez PAP rzecznik uczelni podał, że poza wariantem brytyjskim i południowoafrykańskim, są wśród nich te określane jako: irlandzki, belgijski i rosyjski, ale również.......

czytaj dalej

Naukowcy z Białegostoku zidentyfikowali 12 wariantów koronawirusa. Wśród nich nowe "warianty podlaskie"




W 69 przebadanych próbkach naukowcy z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku zidentyfikowali łącznie 12 odmian koronawirusa. Cytowany przez PAP rzecznik uczelni podał, że poza wariantem brytyjskim i południowoafrykańskim, są wśród nich te określane jako: irlandzki, belgijski i rosyjski, ale również zupełnie nowe, nazwane roboczo "wariantami podlaskimi".

Warianty wirusa wykryto przy okazji analiz sekwencjonowania wirusa SARS-CoV-2, które prowadzą naukowcy z  Akademickiego Ośrodka Diagnostyki Patomorfologicznej i Genetyczno-Molekularnej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku (UMB). U 69 pacjentów, pochodzących z różnych części województwa podlaskiego, zidentyfikowano 12 odmian wirusa SARS-CoV-2.

Koronawirus. Naukowcy z Białegostoku zidentyfikowali 12 wariantów koronawirusa

Największą liczbę przypadków - 18 - stanowił wariant brytyjski (B.1.1.7). Jak podał rzecznik UMB Marcin Tomkiel, cytowany przez PAP, w przebadanych próbkach wykryto też warianty: południowoafrykański (B.1.351), irlandzki (B.1.1.74, B.1.1.160), belgijski (B.1.1.221) i rosyjski (B.1.1.141) oraz "nowe, dotychczas nieopisywane warianty".

W rozmowie z Radiem Białystok Tomkiel poinformował, że nowe odmiany wstępnie opisano jako "warianty podlaskie".

- Spodziewaliśmy się, że te mutacje będą, bo wirus się zmienia. Potwierdziły się jednak obawy, że mamy zarówno wariant brytyjski, który już jest stwierdzony w naszym kraju, jak i wariant południowoafrykański, który do tej pory nie był tu opisywany - powiedziała w rozmowie z PAP dr hab. Joanna Reszeć, kierownik Akademickiego Ośrodka Diagnostyki Patomorfologicznej i Genetyczno-Molekularnej.

Nowe warianty wirusa SARS-CoV-2 badaczka określiła jako "alertowe". - To takie warianty, które wnoszą wyższe ryzyko zakaźności - tego, że mogą się szybciej rozprzestrzeniać, co potwierdzają dane opisywane w literaturze medycznej. W przypadku wariantu z Afryki Południowej spekuluje się również, że może on wpływać na bardziej burzliwy przebieg choroby, szczególnie u osób starszych, osób z chorobami współistniejącymi - powiedziała Reszeć.

Zdaniem Reszeć wykrycie nowych wariantów koronawirusa musi być sygnałem do tego, by wciąż przestrzegać zasad reżimu sanitarnego. - Inne nowe warianty też mogą nas zaskakiwać.

- Nie wiemy, jak się będą zachowywały - podkreśliła.



zwiń tekst

DZIWNY OBIEKT NA NIEBIE - 13.02.2021 roku około godziny 18.00 w miejscowości Okonek
Czw, 18 luty 2021 04:23 | komentarze: 3 czytany: 2093x

[...]Witam serdecznie. Nazywam się [...] i jestem ratownikiem medycznym od ponad 20 lat. Moją pasją jest astronomia , technologie kosmiczne i elektronika. Dużo wiem na temat wszechświata i należę do ludzi o otwartym umyśle. Kieruje się przede wszystkim logiką, prawami fizyki i tym co widziałem na własne oczy. Mam 43 lata i wiem co można zobaczyć na niebie. Racjonalnie podchodzę do wielu spraw z tym.......

czytaj dalej

[...]Witam serdecznie. Nazywam się [...] i jestem ratownikiem medycznym od ponad 20 lat. Moją pasją jest astronomia , technologie kosmiczne i elektronika. Dużo wiem na temat wszechświata i należę do ludzi o otwartym umyśle. Kieruje się przede wszystkim logiką, prawami fizyki i tym co widziałem na własne oczy. Mam 43 lata i wiem co można zobaczyć na niebie. Racjonalnie podchodzę do wielu spraw z tym związanych. Wierzę też że nie jesteśmy sami we wszechświecie. Dwa razy w swoim życiu widziałem dziwne obiekty na niebie i zawsze miałem na to świadków. Machnąłem wtedy na to ręka bo co tu dociekać. I tak każdy zrobi Z Ciebie przysłowiowego wariata. Ale do rzeczy.

13.02.2021 roku około godziny 18 w miejscowości Okonek spędziłem czas z rodziną przy ognisku. Niebo było czyste gwiaździste. W pewnym momencie na niebie pokazała się jasnozielona długa łuna światła i zamierzała w stronę ziemi. Nie był to meteoryt czy bolid. Znam te zjawiska . To coś weszło w atmosferę zbyt wolno i w pewnym momencie wygasło bez płomieni i dymu. W ostatnim momencie udało mi się zobaczyć czarny obiekt który leciał dalej. Przez ułamek sekundy i zniknął . Widzieliśmy to wszyscy. Każdy pomyślał przysłowiowe życzenie. Jednak to wyglądało bardziej jak flara bez ogona i dymu. Zaniepokoiło mnie to bardzo. Dzisiaj dowiaduję się od żony i syna że dnia następnego 25 km dalej w miejscowości Złotów w której mieszkam ludzie mówią że jakiś tajemniczy obiekt zawisl nad Złotowem i zaraz zniknął . Zamarłem. Według mnie ewidentnie coś weszło w atmosferę. Podobno ta informacja widnieje gdzieś na FB lecz nie mogę jej znaleźć. Syn nie pamięta gdzie te info przeczytał. Cała klasa o tym mówi. 

[...]

O pojawieniu się jasnego bolidu na polskim niebie informowaliśmy w serwisie FN. Niezwykły, jasny obiekt pojawił się w piątek 29 stycznia 2021 nad zachodnią Polską.

Jak poinformował popularyzator astronomii Karol Wójcicki na facebookowej stronie "Z głową w gwiazdach", w piątek nad ranem (o godz. 7:07) nad Polską przeleciał bardzo jasny bolid. Zjawisko mogło mieć porównywalną jasność do słynnego bolidu z października 2015 roku.

Wpadający w atmosferę meteoroid na chwilę rozświetlił niebo, choć o tej porze było już dość jasno. Nie wiadomo, jaką jasność osiągnął. Co więcej, nie mamy zbyt dobrych nagrań zjawiska, bo - jak tłumaczy Wójcicki - kamery Polskiej Sieci Bolidowej już nie pracowały.

W sieci pojawiają się jednak filmiki, na których zarejestrowano obiekt. Tradycyjnie w takich przypadkach, zarejestrowały go kamerki osób jadących akurat autem. Wiadomo, że bolid widoczny był w zachodniej Polsce. Na pewno w województwach lubuskim i zachodniopomorskim.




zwiń tekst

WHO: JUŻ W GRUDNIU 2019 W CHIŃSKIM WUHAN BYŁO KILKANAŚCIE MUTACJI SARS-COV-2
Wt, 16 luty 2021 08:58 | komentarze: brak czytany: 1591x

Szef misji WHO o "nowym odkryciu" w mieście Wuhan. Już w grudniu 2019 mutacji SARS-CoV-2 było kilkanaścieZe śledztwa Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że w grudniu 2019 roku koronawirus był znacznie szerzej rozpowszechniony w Wuhan, niż dotychczas uważano. Według ekspertów już wtedy w mieście istniało nawet kilkanaście wariantów patogenu.- W grudniu wirus w znacznej mierze krążył już po Wuhan. .......

czytaj dalej

Szef misji WHO o "nowym odkryciu" w mieście Wuhan. Już w grudniu 2019 mutacji SARS-CoV-2 było kilkanaście

Ze śledztwa Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że w grudniu 2019 roku koronawirus był znacznie szerzej rozpowszechniony w Wuhan, niż dotychczas uważano. Według ekspertów już wtedy w mieście istniało nawet kilkanaście wariantów patogenu.

- W grudniu wirus w znacznej mierze krążył już po Wuhan. To jest nasze nowe odkrycie - powiedział w CNN Peter Ben Embarek, szef misji Światowej Organizacji Zdrowia w Chinach. Jak tłumaczył, naukowcy WHO zaznajomili się ze 174 przypadkami zakażenia koronawirusem, do których doszło w okolicach grudnia 2019 roku. Z tej liczby 100 przypadków zostało wykrytych przy pomocy testu, a 74 poprzez kliniczną diagnozę pacjenta.




Nowe badania WHO z Wuhan. Wirus mógł być tam wcześniej niż uważano

Według eksperta z WHO, te liczby mogą wskazywać, że w grudniu liczba zakażonych mieszkańców Wuhan w grudniu mogła wynosić 1000 lub więcej. Jak tłumaczył Embarek, pacjenci, u których zdiagnozowano COVID-19, prawdopodobnie mieli silne objawy.

Z dochodzenia naukowców WHO, które zakończyło się w lutym, wynika też, że w grudniu 2019 roku w Wuhan mogło być już nawet kilkanaście odmian koronawirusa. To z kolei sugeruje - jak czytamy w CNN - że prawdopodobnie wirus krążył w Wuhan już wcześniej, niż dotychczas myślano, i pojawił się w chińskim mieście przed grudniem 2019 roku.

- Skoro istniała różnorodność genetyczna w sekwencjach SARS-CoV-2 pobranych w Wuhan w grudniu 2019 r., jest prawdopodobne, że wirus był tam wcześniej - potwierdził w rozmowie z amerykańską stacją prof. Edward Holmes, wirusolog. Według niego, koronawirus mógł niepostrzeżenie się rozwijać nim doszło do wybuchu epidemii w ostatnim miesiącu 2019 roku.




zwiń tekst

TRZĘSIENIE ZIEMI W JAPONII W PREFEKTURZE FUKUSHIMA. RZĄD OSTRZEGA PRZED WTÓRNYMI WSTRZĄSAMI.
Nie, 14 luty 2021 04:44 | komentarze: brak czytany: 1644x

Trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,3 w sobotę uderzyło w Japonię. Co najmniej 50 osób zostało rannych. Trzęsienie uszkodziło kilka budynków, a także linie energetyczne. Rząd ostrzega, że w najbliższych godzinach może dojść do powtórnych, równie silnych wstrząsów.Wcześniej japońskie służby informowały o magnitudzie 7,1. 950 tysięcy gospodarstw domowych nie ma prądu, odnotowano też zakłócenia w ruchu .......

czytaj dalej

Trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,3 w sobotę uderzyło w Japonię. Co najmniej 50 osób zostało rannych. Trzęsienie uszkodziło kilka budynków, a także linie energetyczne. Rząd ostrzega, że w najbliższych godzinach może dojść do powtórnych, równie silnych wstrząsów.




Wcześniej japońskie służby informowały o magnitudzie 7,1. 950 tysięcy gospodarstw domowych nie ma prądu, odnotowano też zakłócenia w ruchu pociągów. Wstrząsy były odczuwalne w 10 prefekturach.

Epicentrum trzęsienia znajdowało się na północny-wschód od Tokio, około 90 kilometrów od miejscowości Namie w prefekturze Fukushima. Do wstrząsu doszło pod dnem oceanu, na głębokości 54 kilometrów.




Świadkowie, z którymi rozmawiała Informacyjna Agencja Radiowa, mówili, że wstrząs był odczuwalny w Tokio. W stolicy Japonii zadrżały budynki. W mieszkaniach trzęsły się i spadały przedmioty. Po pierwszym wstrząsie, do którego doszło o 23:08 czasu lokalnego, czyli o 15:08 czasu obowiązującego w Polsce, nastąpiły kolejne, o magnitudzie 4,7 i 5,1.

Nie stwierdzono uszkodzeń w elektrowni atomowej Fukushima, która została zniszczona przez trzęsienie ziemi i tsunami w 2011 roku, ani w innych pobliskich siłowniach. Sobotnie trzęsienie było najsilniejszym od tamtego czasu.

Rząd premiera Yoshihide Sugi ostrzega, że w najbliższych godzinach może dojść do powtórnych, równie silnych wstrząsów. Początkowo po trzęsieniu wydano również ostrzeżenie przed możliwą falą tsunami, które szybko jednak odwołano.





zwiń tekst

EKSPERCI WHO PO POWROCIE Z WUHAN: MOŻLIWE CZTERY SCENARIUSZE POCZĄTKÓW PANEMII KORONAWIRUSA
Pt, 12 luty 2021 01:40 | komentarze: 4 czytany: 1762x

Zespół ekspertów Światowej Organizacji Zdrowia zakończył 28-dniową misję w Wuhanie. Naukowcy szukali wskazówek na temat pochodzenia koronawirusa SARS-CoV-2. Na konferencji prasowej przedstawili cztery scenariusze dotyczące pojawienia się koronawirusa w chińskim Wuhan, które zostały poddane badaniom.Misja ekspertów Światowej Organizacji Zdrowia w chińskim mieście Wuhan trwała 28 dni i zakończyła się.......

czytaj dalej

Zespół ekspertów Światowej Organizacji Zdrowia zakończył 28-dniową misję w Wuhanie. Naukowcy szukali wskazówek na temat pochodzenia koronawirusa SARS-CoV-2. Na konferencji prasowej przedstawili cztery scenariusze dotyczące pojawienia się koronawirusa w chińskim Wuhan, które zostały poddane badaniom.




Misja ekspertów Światowej Organizacji Zdrowia w chińskim mieście Wuhan trwała 28 dni i zakończyła się w tym tygodniu. Przewodniczący tej grupy, ekspert WHO w dziedzinie chorób zwierząt Peter Ben Embarek powiedział, że zespół prowadził badania w oparciu o cztery możliwe scenariusze dotyczące rozprzestrzeniania się wirusa SARS-CoV-2, który u ludzi wywołuje chorobę COVID-19.

Epidemia koronawirusa. Eksperci WHO w Wuhan - cztery scenariusze badań

1. Pierwszy scenariusz zakładał, że pojedyncza osoba zakaziła się wirusem SARS-CoV-2 mając bezpośredni kontakt z zainfekowanym zwierzęciem - nietoperzem (podkowcem). Wirus mógł krążyć wśród ludzi przez jakiś czas, zanim trafił do gęsto zaludnionego Wuhan, gdzie nastąpił przełom infekcji.

2. Drugi scenariusz, postrzegany jako najbardziej prawdopodobny, mówi o tym, że ludzie zarazili się wirusem przez kontakt z "gatunkiem pośrednim", który miał styczność z zakażonym nietoperzem. Potencjalnymi kandydatami do tej roli są łuskowce, ale też inne zwierzęta - norki czy dzikie koty.

3. Trzecią możliwością jest to, że COVID-19 powstał w ramach pierwszego lub drugiego scenariusza, a następnie został przeniesiony na ludzi przez kontakt z wirusem, znajdującym się na powierzchni opakowań produktów spożywczych. Hipoteza ta wynika stąd, że wirus SARS-CoV-2 znalazł się na opakowaniach importowanej mrożonej żywności.

4. Ostatni scenariusz zakładał, że wirus SARS-CoV-2 wyciekł z Wuhan Institute of Virology, o którym wiadomo, że badał koronawirusy. Ben Embarek dodał jednak, że dotychczasowe dane nie potwierdzają tej wersji i nie będzie ona dalej sprawdzana.




Z Chin, Laosu czy Wietnamu?

Eksperci dodają, że niewykluczone jest to, że wirus krążył w innych regionach przed wybuchem epidemii w Chinach w grudniu 2019 roku, chociaż jest to mało prawdopodobne. Na pewno jednak rozwój infekcji został ułatwiony przez handel dzikimi zwierzętami, który miał miejsce na targu w Wuhan. Większość zwierząt pochodziła z regionów, w których występują siedliska nietoperzy, a więc mogły być zainfekowane koronawirusem. Same zwierzęta przeznaczone na handel mogły pochodzić na przykład z chińskiej prowincji Yunnan, ale też z Laosu czy Wietnamu.

Nietoperze z Wuhan niewinne. "Szukajcie dalej"

Jak podaje Reuters, Ben Embarek zapowiedział, że teraz to władze Chin muszą znaleźć dowody na to, że koronawirus mógł krążyć wcześniej, niż przed wybuchem epidemii w Wuhan. Można to ustalić na podstawie badań próbek z banków krwi. Zbadane jaskinie nietoperzy w okolicy Wuhan zostały wykluczone jako źródło wirusa SARS-CoV-2, dlatego naukowcy zalecają, by szukać innych siedlisk nietoperzy w regionie. Dodatkowo wskazują na konieczność dalszej analizy targów oraz firm zajmujących się produkcją czy transportem mrożonek.

Źródło: gazeta.pl, CNN




zwiń tekst

PORTUGALIA - PARALIŻ ZAKŁADÓW POGRZEBOWYCH Z POWODU COVID-19. SZPITALE PROSZĄ O DODATKOWE CHŁODNIE.
Nie, 7 luty 2021 08:38 | komentarze: brak czytany: 2030x

Wysoka śmiertelność wywołana pandemią COVID-19 doprowadziła w Portugalii do paraliżu zakładów pogrzebowych, a także do opóźnień w przekazywaniu ciał zmarłych rodzinom. Zaistnienie takiej sytuacji potwierdzają dyrekcje szpitali w całym kraju.Portugalia. Paraliż zakładów pogrzebowych z powodu COVID-19. Szpitale proszą o dodatkowe chłodnieWysoka śmiertelność wywołana pandemią COVID-19 doprowadziła w .......

czytaj dalej

Wysoka śmiertelność wywołana pandemią COVID-19 doprowadziła w Portugalii do paraliżu zakładów pogrzebowych, a także do opóźnień w przekazywaniu ciał zmarłych rodzinom. Zaistnienie takiej sytuacji potwierdzają dyrekcje szpitali w całym kraju.Portugalia. Paraliż zakładów pogrzebowych z powodu COVID-19. Szpitale proszą o dodatkowe chłodnie

Wysoka śmiertelność wywołana pandemią COVID-19 doprowadziła w Portugalii do paraliżu zakładów pogrzebowych, a także do opóźnień w przekazywaniu ciał zmarłych rodzinom. Zaistnienie takiej sytuacji potwierdzają dyrekcje szpitali w całym kraju.

- To jest chaos, jest tak wielu zmarłych, że nie mamy jak ich u siebie pomieścić. Zbliżamy się do granic naszych możliwości i do punktu krytycznego - mówi cytowany przez agencję AFP pracownik domu pogrzebowego pod Lizboną. Zgodnie z informacjami potwierdzonymi w sobotę w resorcie zdrowia Portugalii przez radio Observador, we wszystkich regionach kraju placówki medyczne "domagają się dodatkowych chłodni na ciała osób zmarłych na COVID-19".




Lizbońska rozgłośnia wskazała też na trwający w całej Portugalii paraliż zakładów pogrzebowych. Do zablokowania ich pracy przyczyniła się nie tylko duża liczba ofiar śmiertelnych koronawirusa, ale też opóźnienia w pracy krematoriów.

Tymczasem z szacunków ministerstwa zdrowia Portugalii wynika, że podczas ostatniej doby wyraźnie wyhamowała liczba osób hospitalizowanych z koronawirusem, a także pacjentów leczonych z tej infekcji na OIOM-ach. Od początku lutego niemal codziennie notowano ich rekordowe liczby. W sobotę w portugalskich szpitalach przebywało ponad 6,1 tys. osób zakażonych koronawirusem, z których 891 na oddziałach intensywnej terapii.

W ciągu ostatnich 24 godzin liczba zmarłych na COVID-19 zwiększyła się o 214 do 13,9 tys. W tym samym czasie potwierdzono 6,1 tys. nowych infekcji. W sumie odnotowano w Portugalii prawie 762 tys. zakażeń SARS-CoV-2.

Z Lizbony Marcin Zatyka (PAP)



zwiń tekst

MFW CHCE WPROWADZIĆ ZAKAZU POLOWAŃ NA WIELORYBY
Sob, 6 luty 2021 05:39 | komentarze: brak czytany: 1321x

iędzynarodowy Fundusz Walutowy proponuje zwiększenie populacji wielorybów, co ma pomóc ograniczyć zawartość w atmosferze szkodliwego dla klimatu dwutlenku węgla – informuje "Rzeczpospolita".Eksperci tej instytucji argumentują, że w przeciwieństwie do drzew, które są w stanie absorbować rocznie maksymalnie 20 kg CO2, pojedynczy wieloryb przerabia w trakcie swojego życia 33 ton tego gazu. Jeśli więc.......

czytaj dalej

iędzynarodowy Fundusz Walutowy proponuje zwiększenie populacji wielorybów, co ma pomóc ograniczyć zawartość w atmosferze szkodliwego dla klimatu dwutlenku węgla – informuje "Rzeczpospolita".

Eksperci tej instytucji argumentują, że w przeciwieństwie do drzew, które są w stanie absorbować rocznie maksymalnie 20 kg CO2, pojedynczy wieloryb przerabia w trakcie swojego życia 33 ton tego gazu. Jeśli więc chodzi o absorpcję dwutlenku węgla, takie zwierze odpowiada – według wyliczeń MFW – 1000 drzewom.

MFW chce zakazu polowań na wieloryby

Jak czytamy w "Rzeczpospolitej", wieloryby – wydalając żelazo i azot – pobudzają też rozwój fitoplanktonu, czyli mikroskopijnych organizmów, który ratuje naszą planetę, gdyż jest odpowiedzialny za wytwarzanie prawie 50 proc. tlenu. Plankton przerabia również 40 proc. światowej emisji dwutlenku węgla, co odpowiada pracy 1,7 bilionów drzew – wskazuje dziennik.

Niegdyś wielorybów było w oceanach 4 miliony. Obecnie szacuje się ich liczbę na 1,3 miliony. MFW proponuje zawieszenie polowań na wieloryby, a zwłaszcza na te duże, jak płetwale błękitne, które w swoich 150-tonowych organizmach absorbują najwięcej CO2 – czytamy w gazecie.




zwiń tekst

ODCISK DINOZAURA SPRZED 220 MILIONÓW LAT
Czw, 4 luty 2021 20:39 | komentarze: brak czytany: 1610x

Czteroletnia dziewczynka znalazła ślad dinozaura, który pochodzi sprzed 220 mln lat. Lily Wilder dokonała odkrycia 23 stycznia podczas spaceru po plaży w Południowej Walii wraz z ojcem i psem. Rodzina była w drodze do supermarketu, kiedy Wilder zobaczyła odciśnięte stopy na skale.„Leżał nisko, na wysokości ramion Lily, ona właśnie go zauważyła i powiedziała: +Patrz, tato+” – powiedziała NBC News jej.......

czytaj dalej

Czteroletnia dziewczynka znalazła ślad dinozaura, który pochodzi sprzed 220 mln lat. Lily Wilder dokonała odkrycia 23 stycznia podczas spaceru po plaży w Południowej Walii wraz z ojcem i psem. Rodzina była w drodze do supermarketu, kiedy Wilder zobaczyła odciśnięte stopy na skale.




„Leżał nisko, na wysokości ramion Lily, ona właśnie go zauważyła i powiedziała: +Patrz, tato+” – powiedziała NBC News jej matka, Sally Wilder. „Jest naprawdę podekscytowana, ale nie do końca rozumie, jakie to niesamowite” – dodała.

Początkowo rodzina myślała, że odcisk, który ma nieco ponad 10 cm, został wydrapany na skale przez artystę. Jednak matka dziewczynki wiedziała, że podobne odcinki palców znajdywano na wybrzeżu już wcześniej, więc opublikowała zdjęcie kamienia na portalach społecznościowych.

„Umieściłam zdjęcie skamieniałości na Facebooku i ludzie absolutnie oszaleli” – informuje Wales Online.

Wkrótce potem Narodowe Muzeum Walii skontaktowało się z rodziną Wilderów, uzyskali wydruk i umieścili go w muzeum.

Eksperci twierdzą, że ślad został najprawdopodobniej pozostawiony przez dinozaura, który miał około 75 centymetrów wysokości i 2,5 metra długości oraz chodził na dwóch tylnych łapach. Niemożliwe jest okresie, jaki rodzaj dinozaura go pozostawił, chociaż eksperci twierdzą, że odcisk należy do Grallatora.

Jak informuje Wales Online, walijscy naukowcy nazywają odkrycie dziewczynki najlepiej zachowanym odciskiem dinozaura sprzed 215 milionów lat znalezionym w Wielkiej Brytanii w ciągu ostatniej dekady.

Rodzina twierdzi, że zainteresowanie ich córki dinozaurami rozpaliło się od czasu jej odkrycia – bawi się kolekcją modeli dinozaurów. Muzeum Narodowe w Cardiff, które jest obecnie zamknięte z powodu pandemii COVID-19, poinformowało, że Lily i jej koledzy z klasy zostaną wkrótce zaproszeni na wystawę po ustabilizowaniu sytuacji epidemiologicznej.

„Niesamowite jest to, że jeśli jej nazwisko pojawi się jako znalazczyni w muzeum, może to być wizyta jej wnuków pewnego dnia w muzeum przez lata, lata i pokolenia, co jest niesamowite” – powiedziała matka Sally.

Źródło: Business Insider



zwiń tekst

WUHAN: NA TARGOWISKU NADAL SPRZEDAWANE SĄ DZIKIE ZWIERZĘTA
Śr, 3 luty 2021 03:53 | komentarze: 4 czytany: 1425x

Naukowcy z międzynarodowego zespołu Światowej Organizacji Zdrowia, którego zadaniem jest zbadanie genezy pandemii koronawirusa, w niedzielę 31 stycznia 2021 w eskorcie policji odwiedzili targ żywności w chińskim mieście Wuhan, gdzie w grudniu 2019 roku pojawiły się pierwsze przypadki zakażenia.Targ żywności, na którym sprzedawano również żywe dzikie zwierzęta, jest zamknięty od stycznia 2020 roku. .......

czytaj dalej

Naukowcy z międzynarodowego zespołu Światowej Organizacji Zdrowia, którego zadaniem jest zbadanie genezy pandemii koronawirusa, w niedzielę 31 stycznia 2021 w eskorcie policji odwiedzili targ żywności w chińskim mieście Wuhan, gdzie w grudniu 2019 roku pojawiły się pierwsze przypadki zakażenia.




Targ żywności, na którym sprzedawano również żywe dzikie zwierzęta, jest zamknięty od stycznia 2020 roku. Eksperci nie odpowiadali na pytania dziennikarzy, których policja starała się trzymać na odległość.





Jedyne informacje, jakimi podzielili się członkowie misji WHO, to ich ogólnikowe wpisy na Twitterze. Peter Daszak, jeden z ekspertów, napisał, że zespół "spotkał się z kluczowymi osobami na obydwu targach i zadał pytania, aby móc lepiej zrozumieć czynniki, które pozwoliły na pojawienie się Covid-19". Daszak odniósł się do dwóch części targu, z których jedna prowadziła wyłącznie sprzedaż hurtową. Niestety na targowisku wrócił handel egzotycznymi zwierzętami, w tym nietoperzami czy łuskowcami.

AFP przypomina, że zadanie misji ekspertów jest dla Pekinu kwestią bardzo wrażliwą politycznie, bowiem rząd i państwowe media starają się propagować tezę, iż targ w Wuhanie nie był epicentrum epidemii, a oficjalna narracja kwestionuje w ogóle fakt, że do jej wybuchu doszło w Chinach.

Coraz częściej państwowe media powtarzają, że do Wuhan wirus mógł zostać importowany, a źródłem zakażenia były na przykład mrożonki.

Tezę taką powtarza dziennik "Global Times", który w niedzielę napisał: "możliwość, że koronawirus pojawił się w produktach sieci (sprzedającej) mrożonki w Wuhan (...) nie może być wykluczona".




Pekin, któremu społeczność międzynarodowa zarzuca, że zwlekał z poinformowaniem WHO o wybuchu epidemii, a także ukrywał ją w początkowej fazie, kładzie nacisk w oficjalnych komunikatach na to, że władze zdołały opanować w kraju rozprzestrzenianie się wirusa, podczas gdy za granicą czyni on spustoszenie.

WHO w Chinach. Eksperci odwiedzili również szpital Jinyintan

Nie wiadomo, w jakim stopniu chińskie władze będą utrudniać misji WHO jej zadanie, do tej pory nie wiadomo też, jaki jest harmonogram jej prac, a zagraniczne media trzymane są na odległość - pisze AFP.

W sobotę, pod solidną eskortą policji i z dala od dziennikarzy, eksperci udali się do szpitala Jinyintan, gdzie trafili pierwsi pacjenci z objawami nieznanego jeszcze wówczas wirusa. Eksperci przybyli do Chin 14 stycznia, ale musieli najpierw przejść obowiązkową dwutygodniową kwarantannę, którą zakończyli w czwartek.

Misja w Chinach od początku borykała się z problemami natury politycznej i została opóźniona w związku z początkowym brakiem zgody na wjazd do ChRL. Również w niedzielę chińska Krajowa Komisja Zdrowia poinformowała, że od 1 do 30 stycznia w kraju wykryto 2016 nowych zakażeń koronawirusem; do bilansu tego nie wliczono 435 infekcji stwierdzonych u osób przyjeżdżających z zagranicy.

Jak wskazuje Associated Press, jest to najwyższy w Chinach przyrost zakażeń w takim okresie od pierwszej fali koronawirusa.
W styczniu zmarły też na Covid-19 dwie osoby. Większość nowych zakażeń wykryto w północnej prowincji Hebei (900 przypadków). W Pekinie, położonym w Hebei mieście wydzielonym, zdiagnozowano w styczniu 45 infekcji.



zwiń tekst

B.1.1.7 - BRYTYJSKA MUTACJA KORONAWIRUSA CORAZ BARDZIEJ NIEPOKOI NAUKOWCÓW
Sob, 30 sty 2021 05:57 | komentarze: brak czytany: 2422x

- Jeśli nie uda nam się powstrzymać tego teraz, w marcu będzie katastrofa - piszą o brytyjskiej mutacji koronawirusa naukowcy z publicznego Uniwersytetu Simona Frasera w Kanadzie. Pokazują prognozę tego, co może się stać, jeśli pozwoliłoby się rozpowszechnić wariantowi B.1.1.7.Tzw. brytyjska mutacja koronawirusa (wariant B.1.1.7) jest jedną z głównych "winnych" złej w ostatnich tygodniach sytuacji.......

czytaj dalej

- Jeśli nie uda nam się powstrzymać tego teraz, w marcu będzie katastrofa - piszą o brytyjskiej mutacji koronawirusa naukowcy z publicznego Uniwersytetu Simona Frasera w Kanadzie. Pokazują prognozę tego, co może się stać, jeśli pozwoliłoby się rozpowszechnić wariantowi B.1.1.7.




Tzw. brytyjska mutacja koronawirusa (wariant B.1.1.7) jest jedną z głównych "winnych" złej w ostatnich tygodniach sytuacji epidemicznej nie tylko w Wielkiej Brytanii (choć tam przede wszystkim), ale także m.in. Izraelu czy na Półwyspie Iberyjskim. Według najnowszych danych Światowej Organizacji Zdrowia brytyjski wariant jest już obecny w 70 krajach świata. Pierwsze przypadki zanotowano w ostatnich dniach także w Polsce.

Kanadyjski model pokazuje wystrzał w zakażeniach mimo ograniczeń

Według szacunków różnych grup naukowców, brytyjska mutacja koronawirusa charakteryzuje się zakaźnością wyższą o ok. 40-80 proc. Bardzo sugestywnie w tym kontekście wygląda model przygotowany przez naukowców z Simon Fraser University w Kanadzie. I choć oczywiście ich prognoza i związane z nią rady są adresowane do włodarzy Kanady i poszczególnych jej prowincji, to z pewnością mogą trafić na biurka liderów także innych państw.

Naukowcy z SFU dodali do swojego modelu nowy wariant, charakteryzujący się zakaźnością wyższą o 40 proc. Prognozowane wówczas statystyki zakażeń (pomarańczowa linia) dosłownie strzelają w górę, od lutego do połowy marca dochodząc od zera do 20 tys. na dzień (i dalej drastycznie rosną). To - jak na kanadyjskie warunki - bardzo duże odczyty, bo dopiero ostatnio zdarzały się tam dni z ponad 10 tys. wykrytymi zakażeniami. Na niebiesko na wykresie zaznaczono aktualne i prognozowane statystyki dla dotychczasowych wariantów.





Dlaczego nowe warianty koronawirusa rozprzestrzeniają się tak szybko?

Analiza SFU została przygotowana przy założeniu aktualnych obostrzeń. "Nie jest to realistyczne, ale służy pokazaniu siły uderzenia mutacji z wyższą zakaźnością" - komentują naukowcy.

Co należy jednak podkreślić, każda z prowincji ma nieco inne ograniczenia i w części z nich są one dosyć "delikatne". Dobry przykład to Saskatchewan (SK na poniższej grafice), gdzie otwarte mogą być m.in. restauracje i bary. Mogą odbywać się także m.in. wesela, seanse kinowe, spektakle teatralne czy konferencje, choć we wszystkich przypadkach obowiązuje limit 30 osób. Tam, co nie dziwi, według modelu SFU wystrzał zakażeń byłby spektakularny. Z kolei np. w Albercie (AB) czy Quebecu (QC), gdzie panują poważniejsze obostrzenia, model pokazuje mniejszy - ale jednak - skok zachorowań.

Na większości obszaru Kanady jesteśmy w stanie kontrolować koronawirusa w obecnych wariantach (choć z poważnymi ograniczeniami). Jednak wariantu z zakaźnością wyższą o 40 proc. te obostrzenia nie zahamują. Jeśli nie uda nam się powstrzymać tej mutacji teraz, w marcu będzie katastrofa - ostrzegają naukowcy.

Wskazują, że choć przez około sześć tygodni efekty "działania" znacznie bardziej zakaźnej mutacji nie byłyby wyraźnie widoczne w danych, to gdy już zakażenia wystrzelą, ich liczba może się podwajać w ciągu jednego-dwóch tygodni, a nie 30-40 dni jak obecnie (dane na podstawie obserwacji z prowincji Ontario). Naukowcy ostrzegają przed wykładniczym przyrostem zakażeń.




Dojście do połowy maksymalnego, zakładanego obciążenia szpitali, OIOM-ów czy systemów śledzenia kontaktów (czy innych miejsc, gdzie są wąskie gardła) może potrwać osiem takich "okresów podwojenia". Ale gdy jesteś w połowie, pozostaje już tylko jeden taki okres - czytamy w analizie.

Wśród sugerowanych działań, naukowcy z SFU wskazują m.in. zaostrzenie zasad podróżowania, w tym kwarantanny i izolacji. W grę mogłoby wchodzić także ograniczenia w podróżach, nie tylko w zakresie wjazdów/przylotów do Kanady, ale także podróżach pomiędzy prowincjami. Naukowcy sugerują także zintensyfikowanie testowania w kierunku wariantu B.1.1.7 czy szczepienie kierowców ciężarówek na granicy kanadyjsko-amerykańskiej.

Europa też boi się nowych mutacji

Nowe mutacje koronawirusa - z brytyjską na czele - są jednymi z argumentów, dla których także w Europie obostrzenia nie tylko są przedłużane, ale wręcz zaostrzane, m.in. w zakresie podróży. I nie chodzi wyłącznie o zakazy lotów czy obowiązkowe kwarantanny, ale także - jak w Niemczech od 1 lutego - wymagane na lotniskach i w samolotach maseczki o standardzie FFP2.

Także w Polsce minister zdrowia Adam Niedzielski informując w czwartek o przedłużeniu niemal wszystkich ograniczeń argumentował tę decyzję właśnie m.in. obawami przed nowymi wariantami koronawirusa. Kolejne kraje wprowadzają w związku z brytyjskim wirusem ograniczenia na granicach. Od piątku 29 stycznia "zamknęły" z tego powodu się Portugalia i Norwegia.

Belgia czy Dania przewidują, że w lutym nowe warianty koronawirusa będą u nich dominujące. W czwartek Mette Frederiksen, premierka Danii, ostrzegała, że nowy wariant koronawirusa rozprzestrzenia się nawet przy obecnych restrykcjach.

W podobnym tonie wypowiadał się francuski minister zdrowia Olivier Véran. Mówił, że choć sytuacja epidemiczna we Francji jest obecnie lepsza niż w wielu innych państwach Europy, to jednak liczba zakażeń rośnie. Wyraził obawy, że obecne przepisy mogą nie zatrzymać trzeciej fali spowodowanej mutacjami koronawirusa.

Mimo naszych wysiłków, odmiany wirusa aktywnie rozprzestrzeniają się we Francji. Szacujemy, że przeszliśmy z pięciuset zakażeń dziennie mutacjami wirusa na początku stycznia do dwóch tysięcy zakażeń obecnie - mówił szef resortu zdrowia Francji cytowany przez Informacyjną Agencję Radiową. Nowa odmiana koronawirusa odpowiada nad Loarą już za ok. 10 proc. nowych zakażeń.

Zapnijcie pasy, ponieważ - patrząc na zachowania wielu obywateli Polski - czeka nas ostra jazda bez trzymanki. I to już naprawdę niedługo - komentuje prognozy naukowców z Simon Fraser University lekarz Bartosz Fiałek. Oby był w wielkim błędzie.





Szczepionki skuteczne na brytyjską mutację

Dobrą wiadomością jest natomiast to, że według szefowej Europejskiej Agencji Leków Emer Cooke wstępne analizy wykazały, iż szczepionki przeciw koronawirusowi są skuteczne na brytyjską mutację patogenu. Jeśli chodzi o wariant południowoafrykański, to "sprawa jest bardziej złożona i cały czas trwają badania".

Z drugiej strony, dość powolne tempo szczepień sprawia, że wyszczepienie choćby sporej części seniorów zajmie przynajmniej dwa-trzy miesiące. W UE zaszczepiono dotychczas przeciwko koronawirusowi ok. 11 mln osób. Szczepionki podano ok. 2,5 proc. populacji krajów unijnych.

O tym, że szczepienia przeciw COVID-19 nie przynoszą natychmiastowego spadku liczby zakażeń doskonale wie choćby Izrael, który z jednej strony jest światowym "prymusem" w szczepieniach, a z drugiej - jest obecnie na drugim miejsce na świecie (za Portugalią) pod względem liczby nowych zakażeń w przeliczeniu na milion mieszkańców.

"Financial Times": Nowy wariant koronawirusa jednak bardziej śmiertelny

Według nowych badań odsetek zgonów jest wyższy przy zakażeniu nowym wariantem. Naukowcy szacują, że osoba zakażona B.1.1.7 umrze z o 30-40 proc. większym prawdopodobieństwem, niż zakażona inną odmianą.

Zaczęło się w ostatni piątek. Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson ogłosił na spotkaniu z dziennikarzami, że nowy wariant koronawirusa, który szerzy się dziś na Wyspach, jest nie tylko bardziej zakaźny, ale też bardziej śmiertelny.

Eksperci: To niepokojące

Wcześniej eksperci oceniali, że – choć faktycznie wariant wirusa o nazwie B.1.1.7 nawet o połowę łatwiej złapać niż „pierwotną” odmianę SARS-CoV-2 – to jednak nowa odmiana nie wywołuje poważniejszych objawów i nie skutkuje większą liczbą zgonów.

Teraz jednak naukowcy z rządowej grupy doradczej, która bada wirusy atakujące układ oddechowy (Nervtag) uznali, że nowy wariant jest wyraźnie bardziej śmiertelny. Powołują się na analizy trzech różnych zespołów uniwersyteckich i publicznej służby zdrowia, które porównały odsetek zgonów wśród pacjentów zakażonych B.1.1.7 i „pierwotną” wersją koronawirusa.

Wszystkie grupy stwierdziły, że odsetek zgonów jest wyższy przy zakażeniu nowym wariantem. Na podstawie ich danych Nervtag szacuje, że osoba zakażona B.1.1.7 umrze z o 30-40 proc. większym prawdopodobieństwem, niż zakażona inną odmianą. Przy czym w badaniach pojawia się wiele rozbieżności – jak podaje „Financial Times”.

Chcę podkreślić, że nadal pozostaje wiele niejasności – uspokajał dziennikarzy Patrick Vallance, główny doradca naukowy brytyjskiego rządu. – Jest jeszcze wiele do zrobienia, żeby precyzyjnie rozumieć te dane, ale fakt, że obserwujemy większą śmiertelność na pewno jest niepokojący – przyznał.




Z analizowanych danych wynika jednak, że śmiertelność wśród osób zakażonych nowym wariantem rośnie we wszystkich grupach wiekowych. Jako przykład Vallance podaje mężczyzn w wieku 60 plus. W tej grupie, w przypadku „standardowego” koronawirusa, umrze ok. dziesięciu na tysiąc zakażonych. Przy nowym wariancie ryzyko zgonu rośnie do 13-14 osób na tysiąc.

Na Wyspach nie rośnie też odsetek zgonów wśród osób hospitalizowanych. – Wzrost liczby zgonów wynika z tego, że więcej ludzi ciężko choruje i trafia do szpitala, a nie z faktu, że umiera większy odsetek osób hospitalizowanych – podkreśla cytowany przez „Financial Times” Rowland Kao, profesor epidemiologii na University of Edinburgh.

Jednocześnie, jak podkreśla dziennik, informacja, że nowy wariant jest bardziej śmiertelny nie wpłynie na program szczepień w Wielkiej Brytanii, w tym – na decyzję, by zaszczepić pierwszą dawką jak najwięcej osób, nawet jeśli oznacza to znaczne opóźnienie podania drugiej dawki – nawet do 12 tygodni zamiast trzech.

Obrońcy obecnej polityki przekonują, że bardziej zakaźny i śmiertelny wariant wirusa to kolejny argument za szybkim zaszczepieniem jak największej liczby osób. – Pozwoli nam to ograniczyć liczbę zgonów i zmniejszy prawdopodobieństwo pojawienia się nowych, bardziej niebezpiecznych wariantów wirusa – przekonuje w rozmowie z BBC Yvonne Doyle, dyrektorka ds. medycznych w angielskiej publicznej służbie zdrowia.



zwiń tekst

NAUKOWCY O SŁYNNYM KOSMICZNYM PODRÓŻNIKU OUMUAMUA - TO BYŁA PRAWDOPODOBNIE OGROMNA BRYŁA LODU
Czw, 28 sty 2021 21:01 | komentarze: 1 czytany: 1945x

Oumuamua to obiekt, który przybył do Układu Słoneczne w 2017 roku i wywołał wielkie emocje wśród astronomów ze względu na dziwny, wrzecionowaty kształt. Nowe badania sugerują, że mógł mieć sporo wspólnego z górami lodowymi, które mamy na Ziemi. Naukowcy sądzą, że jest to kosmiczny lodowiec składający się z zamrożonego wodoru, a podobnych obiektów w galaktyce jest więcej. Jeszcze jakiś czas temu uczeni.......

czytaj dalej

Oumuamua to obiekt, który przybył do Układu Słoneczne w 2017 roku i wywołał wielkie emocje wśród astronomów ze względu na dziwny, wrzecionowaty kształt. Nowe badania sugerują, że mógł mieć sporo wspólnego z górami lodowymi, które mamy na Ziemi. Naukowcy sądzą, że jest to kosmiczny lodowiec składający się z zamrożonego wodoru, a podobnych obiektów w galaktyce jest więcej.

Jeszcze jakiś czas temu uczeni sądzili, że w rzeczywistości jest to fragment większego obiektu, na przykład asteroidy, który uległ oderwaniu. Nowe badania sugerują jednak, że mamy tutaj do czynienia z czymś podobnym do góry lodowej. Jest to po prostu zamarznięty wodór przemierzający kosmos.




Trajektoria Oumuamua w Układzie Słonecznym Foto: Tomruen/JPL Horizons/nagualdesign/CC

Autorami badania są Darryl Seligman z Uniwersytetu w Chicago i Gregory Laughton z Uniwersytetu w Yale. Jeszcze jakiś czas temu uczeni sądzili, że w rzeczywistości jest to fragment większego obiektu, na przykład asteroidy, który uległ oderwaniu. Nowe badania sugerują jednak, że mamy tutaj do czynienia z czymś podobnym do góry lodowej. Jest to po prostu zamarznięty wodór przemierzający kosmos.


19 października 2017 roku astronomowie odkryli pierwszy znany obiekt międzygwiezdny, który odwiedził nasz Układ Słoneczny. Po raz pierwszy zauważony został on przez teleskop panoramiczny i Rapid Response System 1 (PanSTARRS1) znajdujący się w obserwatorium na szczycie Haleakala na Hawajach. Przybywający do nas z daleka obiekt cechował się czymś jeszcze - miał  cechy zarówno komety, jak i planetoidy.

Naukowcy oficjalnie nazwali go 1I/2017 U1, dodając nazwę zwyczajową `Oumuamua, która pochodzi z języka hawajskiego. Obserwatorzy z całego świata prześcigali się, by zebrać jak najwięcej danych, zanim `Oumuamua oddali się od nas poza zasięg wszystkich ziemskich teleskopów.  Musieli się naprawdę pośpieszyć - łącznie mieli tylko kilka tygodni na obserwację nietypowego ciała. Spory udział w tych obserwacjach mieli Polacy.

Wczesne doniesienia o nietypowych cechach planetoidy doprowadziły do spekulacji, że obiekt ten może być kosmicznym statkiem obcych, wysłanym do nas przez jakąś odległą cywilizację, być może nawet w celu zbadania naszego systemu gwiazdowego. Badania wykonane pod kierownictwem Matthew Knighta z Uniwersytetu Maryland, zdecydowanie potwierdzają teraz, że `Oumuamua ma naturalne pochodzenie. Zespół badawczy poinformował o swoich wnioskach na łamach czasopisma Nature Astronomy z 1 lipca 2019 roku.

Zdaniem autorów pracy nietypowa planetoida jest wciąż zagadką, ale posiada ona również cechy porównywalne z cechami wielu znanych nam, małych ciał kosmicznych. `Oumuamua ma więc na przykład kolor czerwony, podobny do barw wielu małych obiektów obserwowanych w Układzie Słonecznym. Ale pod wieloma względami różni się też od “klasycznych” asteroid. Ma na przykład silnie wydłużony kształt cygara i wiruje w przestrzeni kosmicznej w nieco nietypowy sposób. Według Knighta również jej ruch w obrębie naszego układu jest zagadkowy. Choć, jak się wydaje, blisko Słońca rych ten przyspieszał wzdłuż trajektorii ciała - co jest typową cechą komet - astronomowie nie mogli znaleźć żadnych dowodów emisji gazów z ogrzewanego wówczas jądra komety, jakie zazwyczaj powoduje takie przyspieszenie.

- Ruch `Oumuamua po prostu nie wyglądał tak jak typowy ruch w polu grawitacyjnym wzdłuż orbity parabolicznej, czego można by oczekiwać po asteroidzie - mówi Knight. - Ale obiekt ten, obser

wowany optycznie, nigdy nie wykazywał żadnych cech komety, jakich [wobec tego] moglibyśmy się spodziewać. Nie miał dostrzegalnej komy, jaka otacza aktywne komety, ani też gazowych dżetów czy warkocza.




Knight i jego współpracownicy rozważali w ramach swej nowej pracy szereg mechanizmów, dzięki którym `Oumuamua mogła uciec ze swojego układu macierzystego. Przykładowo, obiekt mógł zostać wyrzucony przez grawitację dużej, masywnej planety krążącej wokół innej gwiazdy. Zgodnie ze znaną już teorią także nasz Jowisz mógł w podobny sposób doprowadzić do pojawienia się Obłoku Oorta obecnego na rubieżach Układu Słonecznego - rozległego i masywnego pasa małych obiektów krążących za orbitami planet zewnętrznych. Niektóre z tych obiektów mogły wówczas “wyślizgnąć się” poza wpływ grawitacji Słońca i ostatecznie także stać się podróżnikami międzygwiezdnymi.

Zespół uważa przy okazji, że `Oumuamua może być zaledwie pierwszym z wielu takich gości międzygwiezdnych, które przybywają do naszego układu. Knight oczekuje na nowe dane z teleskopu LSST, który ma zacząć działać w 2022 roku. Być może dzięki nim naukowcy znajdą więcej podobnych planetoid, co potwierdzi lub obali obecne ustalenia.


Oumuamua to pozostałość obcej technologii - tak z kolei twierdzi Avi Loeb, astrofizyk i profesor z Harvardu . O tym, że Oumuamua jest pozostałością cywilizacji kosmitów, mówiło już kilku badaczy, ale Avi Loeb poświecił tematowi całą książkę. Praca zatytułowana Extraterrestrial: The First Sign of Intelligent Life" ukazała się 26 stycznia 2021, ale redaktorzy Interesting Engeneering podzielili się już jej fragmentami.

W swojej książce profesor Loeb przedstawia argumenty, które mają dowodzić, że wydłużony, podobny do wału obiekt, który przeleciał przez nasz Układ Słoneczny w 2017 roku, był czymś więcej niż kolejną kosmiczną skałą. Twierdzi, że Oumuamua była prawdopodobnie częścią nieistniejącej już obcej technologii.

Jako główny argument naukowiec przedstawia sposób poruszania się obiektu w Układzie Słonecznym. "Ekstremalna hiperboliczna trajektoria obiektu gwarantowała, że nie pozostanie on w Układzie Słonecznym", pisze autor i dodaje, że "Oumuamua wykazała niewielkie, ale stałe przyspieszenie. (...) poruszała się na tyle szybko, by uciec przez grawitację Słońca".

Przyspieszenie dziwnego obiektu to jeden z głównych przedmiotów badań naukowców, ponieważ nie są oni w stanie jednoznacznie potwierdzić, skąd się wzięło. Chociaż podobne przyspieszenie osiągają też komety, to w tym przypadku naukowcy nie znaleźli żadnych śladów "produktów ubocznych zwykle związanych z odgazowaniem, takich jak kurz lub para wodna".

Astronomowie starali się wykluczyć jedną teorię po drugiej, szukając sposobów na zrozumienie dziwacznego ruchu obiektu, jednak zdaniem profesora Loeba, żadna z nich nie dawała pełnego obrazu. Jego zdaniem, kluczem do zrozumienia jest jasność obiektu.

- Oumuamua nie był rodzajem obiektu międzygwiazdowego, jakiego się spodziewaliśmy - wyjaśnia prof. Loeb. - Na długo przed tym, zanim dowiedzieliśmy się o jego istnieniu, obiekt podróżował w naszym kierunku od strony Vegi, gwiazdy oddalonej zaledwie o 25 lat świetlnych.

W dalszym cytowanym fragmencie czytamy, że astrofizycy dostrzegli, że jakość obiektu w ciągu tej podróży gwałtownie się zmieniała - nawet dziesięciokrotnie w ciągu zaledwie 8 godzin. To z kolei pozwoliło oszacować badaczom kształt obiektu i zdaniem naukowca, wykluczyć możliwość, że jest to asteroida lub kometa.

Według Loeba jedyne rozwiązanie, jakie pozostało, to uznać, że Oumuamua jest "artefaktem zaawansowanej technologii pochodzącej z obcej cywilizacji". I chociaż naukowiec sam przyznaje, że nie ma na to twardych dowodów, to jednocześnie podkreśla, że tej teorii nie da się wykluczyć.



zwiń tekst

ANOMALIA TERMICZNA W WIELKIEJ PIRAMIDZIE (GIZA, EGIPT)
Pon, 25 sty 2021 15:39 | komentarze: brak czytany: 2341x

W cegłach Wielkiej Piramidy Cheopsa naukowcy natrafili na "anomalię termiczną".  Okazuje się, że niektóre  bloki mają wyższą temperaturę.Wielka Piramida w Gizie, inaczej znana jako Piramida Cheopsa według oficjalnej nauki akademickiej  została wybudowana w okresie Starego Państwa ok. 2560 lat p.n.e. Budowla miała posłużyć, jako grobowiec faraona Cheopsa, choć nie znaleziono mumii faraona.......

czytaj dalej

W cegłach Wielkiej Piramidy Cheopsa naukowcy natrafili na "anomalię termiczną".  Okazuje się, że niektóre  bloki mają wyższą temperaturę.




Wielka Piramida w Gizie, inaczej znana jako Piramida Cheopsa według oficjalnej nauki akademickiej  została wybudowana w okresie Starego Państwa ok. 2560 lat p.n.e. Budowla miała posłużyć, jako grobowiec faraona Cheopsa, choć nie znaleziono mumii faraona. Jej całkowita wysokość przekraczała 146 m, a obecnie sięga prawie 139 m. Budowa trwała 20 lat, a na piramidę składa się ok. 2,3 mln bloków wapienia i granitu.

Ostatnie badania archeologiczne przeprowadzane z pomocą kamer termowizyjnych wywołały spore poruszenie wśród naukowców. Okazało się, że instrumenty zarejestrowały "anomalię termiczną" w kilku kamieniach na dnie Piramidy Cheopsa.

Zespół składający się z naukowców z Egiptu, Francji, Kanady i Japonii zbadał Piramidę w czasie wschodu Słońca. Obserwacje potwierdziły "istnienie kilku anomalii termicznych, które zaobserwowano podczas faz nagrzewania lub schładzania wapieni" w wyniku kontaktu ze Słońcem.




Jednak to anomalia na poziomie gruntu od wschodu wywołała największe poruszenie. Ciężko jest również badaczom jednoznacznie odpowiedzieć, co może być jej przyczyną. Możliwymi wyjaśnieniami są: zastosowanie specjalnych materiałów w czasie budowy, wewnętrzne prądy powietrza, czy istnienie ukrytych komnat. Tych ostatnich będą poszukiwać eksperci, którzy przyjechali kontynuować badania wokół Wielkiej Piramidy.
Anomalia termiczna wykryta na spodzie Wielkiej Piramidy

Naukowcy mają ogromną nadzieję, że anomalia pomoże im odnaleźć tajemną komnatę, w której znajduje się ciało Cheopsa. Wiadomo, że w Wielkiej Piramidzie znajduje się wiele sekretnych pomieszczeń, jednak do tej pory nie udało się większości z nich odnaleźć, a ich przeznaczenie również pozostaje tajemnicą.




Polecamy obejrzeć znakomity film o tajemnicy piramid w Gizie - zamieszczamy go poniżej.



zwiń tekst

MUTACJA KORONAWIRUSA Z RPA - ŚWIAT DOPIERO TERAZ MOŻE MIEĆ PROBLEM Z GLOBALNĄ PANDEMIĄ
Sob, 23 sty 2021 03:12 | komentarze: 2 czytany: 3182x

Nowe mutacje koronawirusa są bardziej zaraźliwe niż "stare" szczepy, a ponadto zmutowały w kluczowym miejscu, w białku kolca. Czy szczepionki zadziałają? Wydaje się, że najbardziej martwić nas powinien wariant południowoafrykański.Wariant południowoafrykański koronawirusa stwarza realne niebezpieczeństwo, że skuteczność szczepionki zostanie obniżona. Tak sugerują kolejne badania nad najnowszymi mutacjami.......

czytaj dalej

Nowe mutacje koronawirusa są bardziej zaraźliwe niż "stare" szczepy, a ponadto zmutowały w kluczowym miejscu, w białku kolca. Czy szczepionki zadziałają? Wydaje się, że najbardziej martwić nas powinien wariant południowoafrykański.




Wariant południowoafrykański koronawirusa stwarza realne niebezpieczeństwo, że skuteczność szczepionki zostanie obniżona. Tak sugerują kolejne badania nad najnowszymi mutacjami. Wariant brytyjski nie wydaje się być aż tak niebezpieczny, ale południowoafrykański zyskał nowe właściwości dzięki specyficznemu przebudowaniu kolejności aminokwasów w białku kolca. Dzięki temu udaje mu się unikać przeciwciał neutralizujących oraz trzech klas innych ciał monoklonalnych.

Nowa linia koronawirusa, nazwana 501Y.V2 zawiera wiele mutacji w obrębie dwóch domen białka wirusa, w tym mutację E484K. Podobnie zmutował zresztą także wirus brazylijski. Naukowcy ze Szkoły Zdrowia Publicznego w Johannesburgu (RPA) zbadali zmutowanego wirusa poddając go działaniu osocza, pozyskanego od osób, które przechorowały COVID-19. W czasie choroby, w wyniku aktywności układu immunologicznego, nasze organizmy wytwarzają bowiem pewną ilość przeciwciał neutralizujących oraz różnego typu ciałek odpornościowych, które są w stanie zablokować białko kolca wirusa, zanim ten doczepi się do komórki lub go zniszczyć.

Niestety, sprawdziły się, póki co, obawy badaczy. Wariant południowoafrykański potrafi skutecznie oprzeć się przeciwciałom neutralizującym skierowanym przeciwko SARS-CoV-2. Te obserwacje wymagają jeszcze potwierdzenia. Należy sprawdzić, jak skuteczne są pozostałe mechanizmy odpowiedzi immunologicznej w przypadku tej mutacji. Wyniki prac naukowców z RPA opublikowano na serwerze bioRxiv.org, zatem jest to dopiero wstępna wersja publikacji naukowej, która nie została jeszcze oceniona i opublikowana w czasopiśmie naukowym.

- Linia 501Y.V2, która zawiera dziewięć mutacji w obrębie kolca, jest w dużej mierze odporna na przeciwciała neutralizujące powstające w wyniku zakażenia się wcześniej krążącymi liniami wirusa. To stwarza znaczne ryzyko ponownej infekcji, nawet przez osoby, które już nabyły pewną odporność - napisali autorzy.

Wariant południowoafrykański a szczepionka

Eksperci podejrzewają, że wariant południowoafrykański może zagrozić skuteczności tych szczepionek, które nastawione są na białko kolca. W dodatku są obawy, że ta linia może rozsiać się szerzej, nie tylko na południu Afryki.

Tak uważa Trevor Bedford z Fred Hutchinson Research Center w Seattle, który obawia się, że gdyby ten wariant zaczął dominować, potrzebne byłoby przeprojektowanie szczepionek i skierowanie ich na inny cel. Wielu ekspertów spodziewało się, że w końcu pojawi się mutacja, która będzie w stanie "uniknąć" szczepionki. - Ale z drugiej strony - mówi James Naismith, dyrektor brytyjskiego Rosalind Franklin Institute - szczepionki wzbudzają znacznie bardziej złożoną odpowiedź immunologiczną, niż tylko produkcja przeciwciał neutralizujących.

Źródła: MedicalXPress.com, medRxiv.org, bioRxiv.org




zwiń tekst

STRONA
1 2 3 4 12
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 12

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

16 października: // 20 listopada w czeskiej Pradze prezentacja FN 'UFO - nowe spojrzenie' [...]

UFO24

więcej na: emilcin.com

Śr, 6 paź 2021 03:44 | Droga Fundacjo, chciałbym tylko zameldowac ze od jakiegos czasu widuje nocą UFO na niebie... mój chłopak również widzial.. mówiąc dokładnie widzialam  świetlisty obiekt który przemieszczał się nienaturalnie, po czym stał w miejscu i zmienial nienaturalnie położenie, dosłownie momentami skakał po niebie aż zniknął w Chmurach.  Piszę do was dlatego, że być może macie więcej meldunków. Miejscowośc Mannheim Baden Württemberg. Pozdrawiam

Dziennik Pokładowy

Wtorek, 10 sierpnia 2021 | Historia występu tzw. „badaczy UFO” w nieistniejącym od wielu lat programie „Rozmowy w Toku” pokazuje wiele aspektów czegoś, z czym spotykam się od wielu lat, co mnie zaskoczyło i wprawiło w bezgraniczne zdumienie. Z upływem lat przekonuję się, że jest to niestety typowo rodzima przypadłość oparta na wszystkich ciemnych demonach polskiej duszy: zawiści, zazdrości, kompleksach...

czytaj dalej

FILM FN

TAJEMNICA UFO Z ARCHIWUM FN - dla naszych czeskich kolegów, 2021

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.