Dziś jest:
Sobota, 29 stycznia 2022

"Jeśli nie wierzymy w nic, jeśli nie uznajemy żadnych wartości, wtedy wszystko jest możliwe i nic nie jest istotne. Wszystko może być dobre a zarazem złe." A. Camus

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie





MOJA PIERWSZA PODRÓŻ W CZASIE
Pon, 6 gru 2021 13:40 | komentarze: 4 czytany: 3692x

Droga Redakcjo,
Od wielu lat jestem czytelniczką i załogantką Nautilusa. Swoją przygodę z „nieznanym” rozpoczęłam w latach 70-tych XX wieku od książek m.in. Andrzeja Donimirskiego czy Ericha von Dänikena, którego w tym roku miałam okazję poznać osobiście podczas
jego pobytu we Wrocławiu. Dziś jednak skupię się na moich doświadczeniach związanych z hipnozą, regresingiem i moimi poprzednimi wcieleniami. Podczas wielu seansów hipnozy poznałam kilka z nich, lecz jak to zwykle bywa, to pierwsze spotkanie
z regresingiem jest chyba najsilniejsze.

MOJA PIERWSZA PODRÓŻ W CZASIE.

W 2005 roku po raz pierwszy trafiłam do dr. Andrzeja Kaczorowskiego hipnoterapeuty i psychologa z Wrocławia. Miałam wówczas wiele problemów natury  psychologicznej i fizycznej. Podczas wizyty terapeutycznej miała miejsce moja pierwsza w życiu sesja regresji hipnotycznej. Samo pojęcie hipnozy i regresingu wzbudzało wówczas moją dużą ciekawość. Cały czas byłam świadoma. Słuchałam  ciepłego i spokojnego głosu p. Andrzeja. Pomyślałam sobie, przecież ja wszystko słyszę, nawet to co dzieje się za drzwiami gabinetu. Mogę zrobić wszystko, wstać,  ruszać się, otworzyć oczy. Ta hipnoza chyba na mnie nie działa… Jakież było moje zdziwienie, gdy uświadomiłam sobie, że nie mogę ruszyć ręką, nie mogę otworzyć oczu, ale mogę, zgodnie z sugestią p. Andrzeja, przenieść się na cudowną plażę.

Poczułam morską bryzę, usłyszałam szum fal, krzyk mew. Wszystko to było takie realne i prawdziwe. Poczułam się bardzo zrelaksowana. W pewnym momencie pojawił się bardzo realistyczny film. Zobaczyłam scenkę rodzajową jakby namalowaną ręką
mistrza flamandzkiego przedstawiającą rodzinę kupiecką z XVI-XVII wieku. Na pierwszym planie stoi dom wybudowany z kamienia z dachem krytym łupkiem. W pobliżu zlokalizowane są stajnie i wozownia, przy których krzątają się jacyś ludzie.

Ktoś prowadzi karego konia, a inni przerzucają siano. Sielski obrazek. Przed domem widzę grupę ludzi – rodzinę, małżeństwo z trzema córkami. Wiem, że to jest moja ówczesna rodzina. Ojciec jest kupcem pochodzenia holenderskiego. Mieszkamy we
Francji. Jest ciepły słoneczny dzień. Ojciec ubrany jest na czarno. Nosi opięty kaftan z ozdobnymi guzikami. Spodnie, spod których wychodzą czarne pończochy sięgające za kolana. Buty na lekkim obcasie z kwadratowymi czubkami ozdobione są
prostokątnymi klamrami. Jedynym jasnym akcentem tego stroju jest biały kołnierz schodzący na ramiona i białe wywinięte mankiety od koszuli. Całości dopełnia czarny kapelusz z dużym rondem i cylindryczną, podniesioną główką wykończoną
prostokątną klamrą. Mężczyzna ten posturą i ubiorem do złudzenia przypominał Romualda Lipko z Budki Suflera w stroju jaki miał w teledysku do utworu „Bal wszystkich świętych”. Stojąca obok postawna, mocnej budowy ciała kobieta jest moją
ówczesną matką. Ubrana jest w czarną długą suknię ozdobioną dużym białym kołnierzem opadającym na ramiona. Na głowie nosi biały czepiec. Rękawy sukni ozdabiają białe wywinięte mankiety z koronki. Dwie dziewczynki w wieku 10 - 11 lat
radośnie biegające mają białe czepce. Najbliżej rodziców stoi młoda 18 - 19 letnia dziewczyna. Jest bardzo ładna. Ma długie jasne włosy upięte w kok, z którego długie loki opadają na ramiona. Jej strój składa się z długiej czarnej aksamitnej spódnicy,
białej koszuli z ozdobnymi mankietami i sztywnego czarnego gorsetu, jak w naszych strojach ludowych, o okrągłym wycięciu sznurowanym z przodu czarną wstążką. W przeciwieństwie do sióstr nosi mini czepiec zakrywający tylko tylną część głowy. W
pewnym momencie uświadamiam sobie, że to ja jestem tą młodą dziewczyną. Sądząc po strojach jest to chyba przełom XVI-XVII wieku. Sielską atmosferę zakłóca szybko podjeżdżający powóz. Zatrzymuje się w pobliżu stajni. Wysiada z niego młody
przystojny mężczyzna ubrany w mundur oficera muszkieterów i ozdobny czarny kapelusz z dużym rondem. Powoli zmierza w kierunku naszego domu. Wita się z moją rodziną. Kiedy spogląda na mnie swoimi błękitnymi oczami rozpoznaję w nim mojego
obecnego męża ! Obraz znika i po chwili pojawia się następna scena. Spacerujemy po zadbanym ogrodzie znajdującym się za domem. W oddali widać piękną ukwieconą łąkę. Słońce świeci, jest cudownie. Niespodziewanie dowiaduję się, że mój ukochany
musi gdzieś wyjechać, może na wojnę, może do innego kraju, nie wiem…, chyba gdzieś daleko i nie wiadomo kiedy wróci. Jest mi smutno, łzy płyną mi po policzkach.

Czuję niepokój i bardzo boję się o niego. Obraz się rozpływa i pojawia się następna odsłona. Leżę w łóżku, którego szczyty są bardzo wysokie. Mam na sobie białą płócienną koszulę, jestem blada, mam gorączkę, chyba umieram… W pewnym momencie widzę smugę opalizującego światła, która częściowo obejmuje moje łóżko. Odchodzę. Zostawiam swoje ciało. Jest mi dobrze. Czuję ciepło, szczęście, miłość. Po chwili obraz się zmienia. Drogą idzie kondukt żałobny. Chyba pada deszcz. Całość
obserwuję z góry. Nie widzę twarzy. Czterech mężczyzn w ciemnych pelerynach i wysokich kapeluszach z dużym rondem niesie wąską czarną trumnę na wieku której przymocowano bardzo długi krzyż. Mam wrażenie, że trumna się chybocze, jakby
osoby ją niosące szły po bardzo nierównym, śliskim, błotnistym terenie. Wiem, że jestto mój pogrzeb. Nie czuję nic, ani smutku, ani żalu. Na wszystko spoglądam z boku jakbym oglądała film. Słyszę głos pastora odmawiającego modlitwę….. Obraz się
rozpływa. Sama sobie się dziwię, że zapamiętałam tyle szczegółów.

Do wrocławskiego hipnoterapeuty a zarazem psychologa trafiłam aby „wyleczyć się” z niektórych moich uciążliwych „słabości”. Miałam niską samoocenę, początki depresji, brak akceptacji swojego wyglądu i wiele innych, z którymi ciężko mi było żyć.
Od ponad 30 lat żyję z autoimmunologiczną chorobą (RZS) popularnie zwaną reumatyzmem, a która zaważyła na większej części mojego życia. Zmieniła mój wygląd dodając prawie 20 kg w wyniku intensywnej kuracji sterydowej. Zniekształciła stawy doprowadzając do kilku ciężkich ortopedycznych operacji. Ograniczyła znacznie moją zdolność ruchową, czyli mówiąc krótko „uziemiła” mnie fizycznie na długie lata.

Od lat zadawałam sobie pytanie: dlaczego to ja musiałam tak ciężko zachorować? I nie było to pytanie z zakresu medycyny konwencjonalnej, bo odpowiedź można znaleźć choćby w internecie. Interesowało mnie to w sensie metafizycznym. Terapeuta
do którego trafiłam postanowił mi pomóc. W czasie mojej pierwszej sesji regresji hipnotycznej przeniosłam się w czasie do jednego z moich poprzednich wcieleń.
Ujrzałam opisaną tu scenkę rodzajową w kilku odsłonach z XVI- XVII wieku. To właśnie ten seans regresji hipnotycznej uświadomił mi jak wiele możemy przenieść z jednego do drugiego wcielenia.

Kiedy w 1986 roku spotkałam mojego męża na wczasach w jednym z kurortów nad Morzem Czarnym, oboje od początku mieliśmy wrażenie, że znamy się od dawna. Choć w Polsce mieszkaliśmy w miastach oddalonych od siebie o 200 km, tydzień pracy
trwał 6 dni (bo soboty były też pracujące), a rozmowy międzymiastowe były zamawiane, my cierpliwie pokonywaliśmy wszelkie trudności, które chciałyby nas rozdzielić. Kilka razy w tygodniu pisaliśmy do siebie listy. Potrafiliśmy parę godzin spędzić w pociągu by przez 3-4 godziny móc ze sobą się spotkać i porozmawiać. Po dwóch miesiącach byliśmy zaręczeni. Terapeuta powiedział, że widać podświadomie baliśmy się żeby nic, ani nikt nas znowu nie rozdzielił i dlatego jak najszybciej chcieliśmy być razem. Dwa lata po ślubie mój mąż został na pół roku oddelegowany do pracy w stolicy. Choć przyjeżdżał na każdą sobotę i niedzielę, mnie dopadła choroba. Byłam mocno osłabiona, przez ponad 2 miesiące trawiła mnie gorączka, którą zbijałam by rano pójść do pracy. Lekarze nie wiedzieli co mi jest. Dopiero potem okazało się, że mój organizm zaatakował sam siebie i wywołał RZS. Teraz już wiem, że nieświadomie zadziałał tu związek przyczynowo-skutkowy z poprzednich wcieleń.

Rozstanie (choćby pozorne) z bliską mi osobą równa się choroba lub śmierć. U mnie sytuacja ta miała miejsce dwukrotnie w poprzednich wcieleniach i teraz też się powtórzyła. Od początku naszej znajomości w przypadku jakiegokolwiek wyjazdu
mojego męża ogarniał mnie niczym nieuzasadniony strach. Nie było telefonów komórkowych, a oczekiwanie na rozmowę międzymiastową trwało niekiedy kilka godzin. Cały czas dręczyły mnie myśli, żeby nic złego się nie stało i żeby cały i zdrowy
wrócił do domu. Jak silne w poprzednich wcieleniach musiało być to przeżycie, że z taką siłą objawiło się obecnie. Jak już wcześniej opisywałam relację z sesji hipnotycznej: mój ukochany muszkieter wyjechał, nie wrócił, a ja zachorowałam i umarłam. W innym znanym mi wcieleniu był maharadżą w Indiach i kiedy umarł, ja razem z nim spłonęłam na stosie, zgodnie z ceremoniałem sati. To tylko dwa z wielu przypadków, które według mnie potwierdzają fakt, jak zdarzenia z poprzednich wcieleń mogą wpływać na nasze obecne życie. Jest wiele udowodnionych i opisanych przypadków, gdzie osoby panicznie bojące się wody, w jednym z poprzednich wcieleń utopiły się. To samo dotyczy tzw. fobii ognia, lęku wysokości, strachu przed lataniem czy pływaniem statkami. To są fakty potwierdzone i wyjaśnione w różnych częściach naszego globu. Napisano na ten temat wiele książek, a wiele ciekawych relacji
znajdziemy w archiwum Nautilusa. Już w czasie następnej wizyty terapeuta znając przyczynę moich niektórych problemów, w czasie kolejnego seansu hipnotycznego „wykasował” z mojej pamięci te i inne traumatyczne dla mnie przeżycia tak, aby  przerwać ten powtarzający się od setek lat i wielu wcieleń ciąg niekorzystnych zdarzeń. I … naraz okazało się, że paniczny strach minął i … wszystko wróciło do normy. Zaakceptowałam swój wygląd. Moja choroba weszła w stan remisji, minęła lekka
depresja, a ja zyskałam więcej pewności siebie. Muszę przyznać, że doskonale się z tym czuję !

Wracając do opisanego wcześniej mojego „francuskiego” wcielenia, uzyskałam  odpowiedź dlaczego podobają mi się te, a nie inne rzeczy. Dlatego pozwolę sobie obalić twierdzenie wielu osób jakoby w czasie seansu hipnozy ktoś miał wpływ na naszą pamięć poprzednich wcieleń. Obrazy są bardzo dynamiczne i pojawiają się niekiedy niespodziewanie. Czuje się strach, ból, chłód, gorąco, miłość, radość, nienawiść … czyli wszystkie doznania, które są częścią naszego życia. Tego stanu trzeba doświadczyć samemu, aby móc wypowiadać się na temat hipnozy i reinkarnacji, korzystając z własnych doświadczeń, a nie słuchać „opowieści zielonego lasu” samozwańczych autorytetów, którzy nigdy nie uczestniczyli w takich seansach, nawet jako obserwatorzy. Od wielu lat bardzo mi się podoba styl starofrancuskich domów, zwanych dziś prowansalskimi. Uwielbiam czarne stroje z elementami bieli. Jedyna w rodzinie od urodzenia mam jasne włosy, choć jestem podobna do ojca, który miał ciemne włosy. Mój mąż już w trzecim znanym mi dotychczas swoim wcieleniu, związanym z moją osobą był „mężczyzną w mundurze”. Czy to zbieg okoliczności?
Wielu odpowie, że tak! Być może mają całkowitą rację. Mnie się jednak wydaje, że to „spadek” po poprzednich wcieleniach. W moim przypadku poznanie kilku moich inkarnacji wyjaśnia moją tolerancję i szacunek do różnych religii, poglądów, czy narodowości. Fascynacja i miłość m.in. do Indii (choć w obecnym wcieleniu nigdy tam nie byłam), do kultury żydowskiej ... też ma swoje źródło w poprzednim życiu (byłam kiedyś żydowskim dzieckiem, które zginęło w obozie na Majdanku). Takich
„przypadków” jest dużo więcej. Rzutują one na moje postrzeganie świata, podejmowane decyzje i zainteresowania, ulubiony styl, kolory, czyli na całe obecne życie składające się właśnie z takich właśnie drobiazgów tworzących indywidualność każdego człowieka.
Pozdrawiam
[...] (imię i nazwisko do wiadomości Redakcji)
P.S. Swoją historię z jednego z poprzednich wcieleń, gdy byłam żydowskim dzieckiem,  które zginęło w obozie na Majdanku opisałam w 2013 roku i Nautilus opublikował ją 22 lutego 2013 r. rozpoczynającą się od słów „Wszystko wskazuje na to, że wcielając się w ciała materialne jesteśmy niczym aktorzy w teatrze odgrywający kolejne role”. W 2020 r. życie po raz kolejny dopisało ciąg dalszy. Będąc w Lublinie postanowiłam wraz z moim mężem udać się na Majdanek. Byliśmy m.in. w krematorium, a następnie wchodziliśmy do wielu baraków, gdzie umieszczono różne wystawy tematycznie związane z wojną, obozem i Lublinem w czasie wojny. Zbliżał się czas zamknięcia muzeum, gdy dotarliśmy do ostatniego otwartego baraku. Po wejściu do niego
stanęłam jak wryta. Moje ciało przeszedł dreszcz i oblał mnie zimny pot. Zobaczyłam barak wypełniony równo ustawionymi pryczami. Z góry dochodziło światło ze świetlików dachowych. Mój wzrok skupił się na jednej z nich w pobliżu ściany kominowej. To było to miejsce. Umarłam tu na dolnej pryczy. „Wspomnienia” wróciły. Stałam nieruchomo. W pewnym momencie podszedł do mnie mój mąż i powiedział, że przy wejściu wisi tablica napisana w kilku językach, informująca, że jest to barak dziecięcy…





Komentarze (4)
Poniżej znajduje się lista komentarzy.

Wt, 7 gru 2021 16:57 | ocena: + 4

spektrum | Załogant

@Maria_st, Bardzo ciekawe są Twoje sny. A może zaczniesz je zapisywać. Gdy byłam u hipnoterapeuty to pokazywał mi zeszyty, w których zapisuje wszystkie swoje sny od ponad 30 lat. Może ty też rozwiniesz ten temat... Bardzo ładnie piszesz a pamięć ludzka jest ulotna, więc może warto to utrwalić. Dziękuję za pozytywną opinię na temat mojej "opowieści".

Wt, 7 gru 2021 07:45 | ocena: + 1

Marea | Załogant

Zgadzam się z autorką, że dzięki hipnozie możemy wrócić do przeszłych wcieleń i wyeliminować różne lęki czy odczucia z obecnego życia. Nie jest jednak łatwo trafić na dobrego hipnoterapeutę a i samo wchodzenie w hipnozę jest kwestią indywidualną

Pon, 6 gru 2021 17:50 | ocena: + 2

Maria_st | Załogant

Witam
Bardzo interesująco opisałaś pamięć/informację o innym życiu.
U mnie pamięć manifestuje się poprzez sny, które dość długo brałam za przejaw wyobrażni. Dziś już wiele z nich po przez kolejne wspomnienia mają swoje zrozumienie .
Co do swoich snów to takim przebudzeniem/zrozumieniem czym są był mój wyjazd do Budapesztu . Co ciekawe gdy tylko znależliśmy sie na terenach Węgier czułam jakbym wróciła do domu, ale najciekawsze stało sie dopiero gdy przejeżdzaliśmy autokarem obok zamku Wyszehradzkiego, poczułam bliskość i znajomość terenu . I wtedy zrozumiałam sen ktory często mi sie powtarzał, mieszkałam w tym zamku/ jako mężczyzna/ i chodziliśmy tam wsród kwiatów drzew, było wtedy inaczej i zamek nie był zniszczony, ale poznałam go mimo iż zobaczyłam ruinę. Buda była mi bardzo bliska. po czasie Ojciec powiedział, że mój pradziad przywędrował tu z Węgier.
Mam dużo takich snów, jeden z nich dotyczy np tzw pałacu Bursztynowego w Strzekęcinie, doskonale pamiętam i widzialam we śnie
wygląd i umeblowanie w środku...niedawno znalazłam zdjęcia i zaskoczyło mnie jak bardzo podobne do tego ze snu.
Jednak najciekawsze jest coś co długo nie rozumiałam. W snie jestem pasem eterycznego swiatła/ ten pas to jak maznięcie pędzlemi dopiero kilkanascie lat temu ujrzałam czym jest to światło/ które w jakiś sposób sprawia ze powstaje coś co mi sie kojarzy z planetą. Potem mija długi czas i juz jestem istota materialną i wiem że przemieszczam sie ta planetą ale nie na zewnątrz ale w jej srodku.. Potem było dalej...
Ciekawe te nasz sny/informacje choć nie zawsze zrozumiałe .

Rozwiń odpowiedzi (1)

Wt, 7 gru 2021 16:54 | ocena: + 1

spektrum | Załogant

@Maria_st, Bardzo ciekawe są Twoje sny. A może zaczniesz je zapisywać. Gdy byłam u hipnoterapeuty to pokazywał mi zeszyty, w których zapisuje wszystkie swoje sny od ponad 30 lat. Może ty też rozwiniesz ten temat... Bardzo ładnie piszesz a pamięć ludzka jest ulotna, więc może warto to utrwalić. Dziękuję za pozytywną opinię na temat mojej "opowieści".

Wyświetl według: Chronologicznie Ocena
w kolejności: rosnąco malejąco

* Informujemy, iż treści zamieszczane w komentarzach, lub innych rubrykach, w których internauta może dodać swój wpis nie są stanowiskiem Fundacji Nautilus i nie stanowią one odzwierciedlenia naszych poglądów, upodobań bądź sympatii. Fundacja Nautilus nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez Użytkowników.

Aby dodać komentarz, zaloguj się.
szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Z POCZTY DO FN, 26 stycznia: [...] Od lipca 2020 roku rozpoczęła  się I część Apokalipsy. Kościół Katolicki na świecie będzie pomału wygasał. Duch Święty będzie działał na niektórych fałszywych kapłanów, żeby ich ośmieszyć. Przekonacie się o tym w najbliższym czasie. Jest to spowodowane złym postępowaniem duchownych. Za kilka lat duchowni będą mordowani na wielka skalę. Niezależnie czy są osobami prawymi czy fałszywymi. Często wychodzę z ciała i widzę wielki haos. Proszę przygotować...

UFO24

więcej na: emilcin.com

Pon, 10 sty 2022 04:17 | Witam 19:30 Szydłowiec koło Radomia zauważyłem koło 10 obiektow które skupiały sie koło księżyca poźniej 3 z nich poruszały sie w kwadratach tak jakby skanowały obszary podczas gdy inne obiekty zastygły w miejscu udajac gwiazdy,gdy te 3 obiekty skonczyły wszystkie na raz kierowały się razem na Radom,cała obserwacja trwała ponad 30 min

Dziennik Pokładowy

Niedziela, 23 stycznia 2022 | Śmierć Lecha Chacińskiego zamyka ważną epokę w dziejach badania UFO w Polsce, także Fundacji Nautilus. To był człowiek, na którym zawsze mogłem polegać. Nie bał się zabierać głosu w sprawie tego, co przeżył. Wiadomość o jego odejściu przyjąłem ze smutkiem. Zrozumiałem, że pustki powstałej po jego odejściu nie da się niczym wypełnić.

czytaj dalej

FILM FN

Piosenka ta nosi tytuł ナニヤドヤラ co wymawia się Na-Ni-Ja-Do-Ja-Ra. Sylaby odpowiadają japońskim znakom fonetycznego alfabetu zwanego “katakana”. Na-Ni-Ja znaczy “jestem synem TJehooby”

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.