Dziś jest:
Poniedziałek, 6 lipca 2020

Widziałem żołnierzy przeprawiających się przez morze na takich małych, okrągłych stateczkach, ale po twarzach widać było, że to nie Europejczycy. Widziałem domy walące się i dzieci włoskie, które płakały. To wyglądało jak atak niewiernych na Europę.
franciszkanin o. Klimuszko.

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




To nie było dziecko... to było coś czego nigdy w swoim życiu nie widział.
Pt, 31 sty 2020 04:57 komentarze: 3 czytany: 3467x

Witam serdecznie Fundację Nautilus !W załączeniu chciałbym przesłać Państwu opis zdarzenia jakie przytrafiło się mojemu ojcu w lesie w latach 90-tych podczas jednej z wypraw na grzyby. Ojciec mój zmarł w 1999 r i nie jestem już w stanie pogłębić informacji o tym tajemniczym spotkaniu.[...]Chciałym opowiedzieć załogantom pewne zdarzenie jakie przydarzyło się mojemu ojcu w lesie.Było to w latach 90-.......

czytaj dalej

Witam serdecznie Fundację Nautilus !
W załączeniu chciałbym przesłać Państwu opis zdarzenia jakie przytrafiło się mojemu ojcu w lesie w latach 90-tych podczas jednej z wypraw na grzyby. Ojciec mój zmarł w 1999 r i nie jestem już w stanie pogłębić informacji o tym tajemniczym spotkaniu.

[...]


Chciałym opowiedzieć załogantom pewne zdarzenie jakie przydarzyło się mojemu ojcu w lesie.
Było to w latach 90-tych, jesienią na terenie wschodniego Mazowsza. Kiedy przyszła pora na zbiór grzybów mój ojciec oczywiście zawsze musiał być pierwszy w lesie. Kiedy inni wybierali się na grzyby on już wracał z lasu. Wstawał tego dnia bardzo wcześnie tak naprawdę było jeszcze ciemno kiedy dotarł na skraj lasu. Do ukazania się pierwszym promieni słonecznych siedział  na brzegu lasu i czekał by z lekka się rozwidniło i wtedy ruszał w najbardziej oddalone fragmenty lasu i miejsca mało uczęstrzane przez ludzi. Wiedział że tam będą największe zbiory i tak też było. Ale to co się stało pewnego ranka zmieniło  już na zawsze tak wczesne terminy jego grzybobrania.

Kiedy przedzierał się przez leśną gęstwinę i wyszedł na małą leśną polanę zauważył przed sobą małą postać. Jak powiedział mi – z początku myślałem że to małe 4-5 letnie dziecko o wzroście ok 1 metra, które zgubiło się w lesie. Pomyślał, że to dziecko mogło należeć do rodziny która zamieszkuje na skraju lasu ale około 10 km od miejsca w którym się znaleźli. Zaskoczyło go to, że to niby dziecko jak powiedział  nie miało na sobie ubrania było szare od brudu. Dzieliło ich od siebie może ok 5-7 metrów. Jednakże kiedy stanęli przed sobą na tej polance a w zasadzie niewielkiej przecince leśnej ta mała postać odwróciła się w w jego stronę i wówczas ojciec stanął jak wryty, ugięły mu się nogi a pot i strach przeleciały po całym ciele. Powiedział mi że to nie było dziecko to było coś czego nigdy w swoim życiu nie widział. Na twarzy tej postaci były olbrzymie wyłupiaste, przekrwione  oczy – oczy w których można było dostrzec jedynie strach. Jak mogłem przestraszyć się tak małej postaci a jednak tak było. Wówczas kiedy ta postać spojrzała się w jego kierunku spostrzegł że  była chyba naga - to nie było dziecko.

Nie miało też na sobie odzieży( spodnie, koszula ) lecz jakby było jakimś  zwierzęciem odzianym w dziwną szarą powłokę. Skończyło się jedynie na spojrzeniach. Jak mi dalej opowiadał ojciec ta postać tak go sparaliżowała, że nie dał rady wydobyć z siebie żadnego słowa. Po chwili zniknęła w zaroślach ale to nie był zwykły chód tylko jakby ślizg połączony z delikatynym skokiem kangura. Od tamtego zdarzenia ojciec więcej nie zagłębiał się w leśne zakamarki gdzie trudno było spotkać innych grzybiarzy.

Po tym zdarzeniu znajomy ojca tj. ten który  który ze swoją rodziną mieszkali na skraju lasu zaprzeczył by kiedykolwiek  jedno z ich dzieci oddaliło się tak daleko od domu. Ojciec powiedział mi że musiał o to zapytać by całkowicie wykluczyć że to było dziecko bo przecież ale dziecko tak nie mogło wyglądać. Wielokrotnie o tym rozmawialiśmy ale nigdy nie dowiedziałem się co tak naprawdę ojciec zobaczył w lesie.
Dzisiaj mogę powiedzieć że mój ojciec w lesie mógł się prawdopodobnie natknąć na tzw. chupacabrę lub też przybysza innej cywilizacji.

Pozdrawiam [...]



zwiń tekst



Moja córka miała niezwykłe doświadczenie z UFO!
Śr, 29 sty 2020 10:05 komentarze: brak czytany: 2371x

[…] Dzień Dobry, Chciałbym opowiedzieć historię, której uczestnikiem była moja 23 l. córka w kwietniu ub. roku. Prosiłem ją, aby sama to opisała, ale tłumaczy, że boi się reakcji jej znajomych, więc opiszę to tak, jak ona to relacjonowała. Mieszkamy pod Szczecinem. Był 17-sty kwietnia 2019 ok. godziny 15.20. Moja córka tego dnia pojechała na zajęcia z aerobicu i wracając do swojego mieszkania postanowiła.......

czytaj dalej

[…] Dzień Dobry, Chciałbym opowiedzieć historię, której uczestnikiem była moja 23 l. córka w kwietniu ub. roku. Prosiłem ją, aby sama to opisała, ale tłumaczy, że boi się reakcji jej znajomych, więc opiszę to tak, jak ona to relacjonowała. Mieszkamy pod Szczecinem. Był 17-sty kwietnia 2019 ok. godziny 15.20. Moja córka tego dnia pojechała na zajęcia z aerobicu i wracając do swojego mieszkania postanowiła zajrzeć także do nas. Kiedy była tuż przy klatce kątem oka zauważyła, że niebo błyskawicznie przeciął lot obiektu w kształcie talerza. Jej opis był zdumiewający. Mówiła, że obiekt miał średnicę co najmniej 20 metrów i leciał na bardzo niskiej wysokości, czyli najwyżej 100-120 metrów. Był szary i wydawał się być z metalu w odcieniu takiego szarego śniegu. Lot był błyskawiczny, dosłownie ułamek sekundy. Prędkość tego obiektu musiała być jakaś absurdalna, pewnie z kilka tysięcy kilometrów na godzinę. Córka opisywała, że to był dosłownie moment. Wszystko odbyło się w idealnej ciszy. Nikt poza nią tego przelotu nie zauważył, gdyż pytałem o to sąsiadów. Mogę jedynie zapewnić, że córka na pewno nie kłamała, gdyż bardzo podekscytowana opisała nam wszystko od razu po wejściu do domu. Wykonała nawet rysunek, ale nie mogę go znaleźć. Wiem, że macie pewnie takich wiele relacji, ale tę także wam przesyłam. Nie ma dwóch zdań – UFO jest zjawiskiem w 100 procentach prawdziwym. Nie jesteśmy sami na tej Ziemi.

Z serdecznymi pozdrowieniami

[dane do wiad. FN]

 

From: […]

Sent: Tuesday, January 21, 2020 4:37 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Chm.

 

Dzień dobry ,

W załączeniu przesyłam opis moich przygód z nieznanym . Przekazuję to Państwu dla wszystkich zainteresowanych .

Proszę nie udostępniać moich danych.

Pozdrawiam serdecznie .

[…]










zwiń tekst



Zobaczyłem nad polem jak się coś unosi...
Wt, 28 sty 2020 07:43 komentarze: 1 czytany: 1525x

[...] Witam serdecznie chciałbym opisać moja przygodę która wydarzyła się kilka lat temu.. Miałem wtedy z.. 17 lat może 18 nie pamiętam dokładnie bylo wtedy ciepło czerwiec lipiec jak to w tym wieku lubialo wypic sobie piwko ze znajomym a że moja matka była cięta na alkohol trzeba było się ukrywać :) zaczęło się od wiadomości od kolegi czy wypijemy sobie po piwku i pogadamy no spoko tylko gdzie żeby.......

czytaj dalej

[...] Witam serdecznie chciałbym opisać moja przygodę która wydarzyła się kilka lat temu.. Miałem wtedy z.. 17 lat może 18 nie pamiętam dokładnie bylo wtedy ciepło czerwiec lipiec jak to w tym wieku lubialo wypic sobie piwko ze znajomym a że moja matka była cięta na alkohol trzeba było się ukrywać :) zaczęło się od wiadomości od kolegi czy wypijemy sobie po piwku i pogadamy no spoko tylko gdzie żeby nikt nas nie widział bo matka mnie udusi jak ktoś jej powie więc pomyśleliśmy że przejdziemy się w polna drogę która prowadzi na około wioski bokiem kilka kilometrów mówię ujdziemy z kilometr staniemy posiedzimy pogadamy i zwijamy..

Było jeszcze jasno szaro.. Dochodzimy w te miejsce i zauważyliśmy że latają bardzo nisko samoloty te duże z Powidza nie wiem jak one się nazywają ale sąsiad mówi że to herkulesy.. Stoimy gadamy samoloty dwa latają przelatują nam bardzo nisko nad głowami i zawracają znowu nisko nam nad głowani mówię do kumpla co oni robią widzą nas czy co postanowiliśmy iść z kilometr dalej i mówię zobaczymy co teraz zrobią no i samoloty nawracają i znowu nam nisko nad głowami zrobiło się ciemno przyznam że trochę spanikowaliśmy zaczęliśmy tak isc kilka kilometrów i patrzyliśmy jak nam latają nad głowami bardzo nisko pamiętam mocne światła tych samolotów i takie zielone swiecace linie na samolocie jakby paski stwierdziliśmy trzeba uciekać do domu wiec nawrotka i idziemy oni ciągle nad nami byliśmy przerażeni bo nie wiedzieliśmy dlaczego tak robią gdy stanęliśmy na chwilę na fajkę zobaczyłem nad polem jak się coś unosi wyglądało to jak trójkąt i czerwona jakby kropka na każdym narożniku

bez dźwięku po prostu wisiało to w powietrzu bardzo duże większe od tych samolotów byliśmy w szoku mówię do kumpla nagrywaj to wyciągaj telefon wyciągnął telefon nagrywał chwilę ale wtedy to była nokia e51 chyba taka metalowa co tylko było coś tam lekko widać jakby kropki no i się zaczęło od tego momentu... Od tego momentu już nie było żartów samoloty tak nisko nad nami latały że myśleliśmy że nas zahaczą

byliśmy przerażeni tak że schowaliśmy się w krzakach i nie wiedzieliśmy co robić w pewnym momencie kolega do mnie co masz na bluzie wielka czerwona kropka jakby świecili w nas jakimiś laserami odrazu wstaliśmy i uciekaliśmy ile sił po drodze był park uciekając przez ten park mój brat że swoją dziewczyną siedział na ławce szybko podbiegamy i opowiadamy co się dzieje nagle duże jasne światło oświetliło park a mój brat krzycząc co wy odje [...] pamiętam tylko te słowa jakąś lukę i jak nad ranem szarówka jak wchodzę z kolegą w stronę mojego domu a tam brat przerażony z dziewczyną patrzą na nas i nic nie mówią wycięło nam jak doszliśmy do domu i dlaczego oni byli prędzej niż my nie wiem.. Następnego dnia sąsiedzi kurde co tak nisko wczoraj te samoloty tak latały...

Nie mówiliśmy nic na ten temat tylko ja po tylu latach niedawno napisałem do kolegi ej pamiętasz ta nasza sytuację to było naprawdę??? A on odpisał tak mam gdzieś nawet to nagranie... Brat już nie żyje a jego byłej dziewczyny wstydzę się pytać o tej sytuacji.. Od tamtego czasu minęło kilka lat oby dwóch czujemy się źle zawroty głowy i inne objawy tak dzień w dzień szkoda że nie było takich telefonów jak teraz no i człowiek może aż tak by się nie bał tego mówiłem kiedyś o tym sąsiadowi jego mama mieszka blisko tego miejsca mówił że widział tam kule co robiła zygzaki i wystrzeliła szybko w powietrze i mi wierzy może wy wiecie co to miało być i dlaczego takie zachowanie pilotów pozdrawiam

[relacja trafiła na pokład okrętu Nautilus 27 stycznia 2020]




zwiń tekst



Dziwne zjawisko w moim domu
Nie, 26 sty 2020 10:24 komentarze: 4 czytany: 2272x

Dzień dobry,Chciałbym opowiedzieć historię, która wydarzyła się naprawdę. Mniej więcej od końca wakacji mamy w naszym domu pieska. Mieszkamy w bloku z połowy lat 50 XX wieku, w którym mieszkali kiedyś moi pra-dziadkowie. W czym problem ? Jakiś czas temu nasz piesek dziwnie się zachowywał. Było to w okolicach wieczornych kiedy to już szykowaliśmy się do snu. W pewnym momencie pies zaczął w moim pokoju.......

czytaj dalej

Dzień dobry,

Chciałbym opowiedzieć historię, która wydarzyła się naprawdę. Mniej więcej od końca wakacji mamy w naszym domu pieska. Mieszkamy w bloku z połowy lat 50 XX wieku, w którym mieszkali kiedyś moi pra-dziadkowie. W czym problem ? Jakiś czas temu nasz piesek dziwnie się zachowywał. Było to w okolicach wieczornych kiedy to już szykowaliśmy się do snu. W pewnym momencie pies zaczął w moim pokoju wpatrywać się w jedno miejsce, szczekał, skakał na źródło zainteresowania. Był to kiedyś pokój tego dziadka. Następnym miejscem podobnych zachowań jest nasz salon. Pies podobnie reaguje wpatrując się w miejsce gdzie kiedyś stało biurko dziadka gdzie często przy nim pracował. Oni też mieli psa. Po jego śmierci ich pies również się wpatrywał w te miejsca i podobnie reagował. Da się to jakoś wytłumaczyć ?

[...]





zwiń tekst



Wiedziałem że to jest dany mi znak.
Pt, 24 sty 2020 15:23 komentarze: 1 czytany: 1883x

Witam szanowną Fundację Nautilus. Od jakiegoś czasu zbieram się , aby opisać moją historię znaków danych mi przez osoby zmarłe, wkrótce po ich pogrzebach. Postaram się pisać , krótko i zwięźle. W połowie ubiegłego roku zmarł pewien mój sąsiad, starszy już poczciwy , bardzo spokojny człowiek, którego znałem od urodzenia.Msza pogrzebowa w kościele,siedzę w ławach kościelnych i wspominam sobie tego człowieka.......

czytaj dalej

Witam szanowną Fundację Nautilus. Od jakiegoś czasu zbieram się , aby opisać moją historię znaków danych mi przez osoby zmarłe, wkrótce po ich pogrzebach. Postaram się pisać , krótko i zwięźle. W połowie ubiegłego roku zmarł pewien mój sąsiad, starszy już poczciwy , bardzo spokojny człowiek, którego znałem od urodzenia.
Msza pogrzebowa w kościele,siedzę w ławach kościelnych i wspominam sobie tego człowieka, naszła mnie myśl, że dusza zmarłego może przechadza się tu po kościele między żałobnikami, i przygląda się uroczystościom pogrzebowym.
Wpadłem na pomysł ,żeby w myślach rozmawiać z duszą zmarłego, oczywiście bez odpowiedzi z jej strony, w pewnym momencie wpadłem na szalony pomysł, że jeżeli mnie słyszy, niech da jakiś znak , że istnieje i żyje w jakiejś formie-bez rezultatów.

Kilka dni później wieczorem leżę sobie no kanapie w domu, i ponawiam próbę , myślę: sąsiedzie jeśli możesz daj mi jakiś znak-no i nic. Po chwili wstałem i poszedłem do kuchni ,nalałem wody do czajnika elektrycznego i włączyłem go aby zaparzyć sobie herbatę. podszedłem do zlewu, żeby umyć w nim zalegające tam szklanki, i w tym momencie wieczko czajnika otworzyło się samoistnie.
Wiedziałem że to jest dany mi znak.

Sprawdzałem czajnik wiele razy czy możliwe jest zamknięcie wieczka czajnika w taki sposób aby było niedomknięte i mogło się otworzyć samo-okazało się to niemożliwe. Wieczko posiada silną sprężynę która podnosi wieczko do góry natychmiast jeśli zapadka w wieczku nie zarygluje wieczka do pozycji zamkniętej.

Nigdy przedtem , ani potem nie zdarzyło się żeby wieczko czajnika otworzyło się samo.
Kilka miesięcy później zmarł tragicznie mój znajomy z sąsiedniej wsi, to był młody chłopak -dobry człowiek. Podobnie jak wcześniej. leżę sobie na tej samej kanapie, i myślę: daj jakiś znak.
W tym momencie słyszę w kuchni głośny szelest woreczka foliowego, takiego po chlebie. Szelest głośny i tak intensywny jakby ktoś bawił się rozcierając taki właśnie worek dłońmi. Wstaję - szelest nie milknie idę sprawdzić co to hałasuje, wchodzę do ciemnej kuchni-szeleści dalej , wyciągam rękę do włącznika, żeby włączyć światło , nagle szelest cichnie. Włączam światło kuchnia pusta ; woreczek z do połowy wybranym chlebem leży na stole. Tą brakującą połowę chleba zjadłem prędzej w ciągu dnia.

Nie ukrywam byłem w lekkim szoku.
Może nie potrzebnie zawracam głowę duszom zmarłych , ale teraz wiem że jak ktoś bardzo chce znaku od zmarłych, to taki znak otrzyma.
Pozdrawiam.

[dane do wiad. FN]

/wiadomość dostaliśmy 24 stycznia 2020/




zwiń tekst



Obudził mnie sygnał w telefonie o 5:45
Śr, 22 sty 2020 14:35 komentarze: 2 czytany: 2403x

[...] Szanowni Państwo,Od wielu lat śledzę działalność Nautilusa, pana Roberta słuchałem jeszcze w czasach Radia ZET. Nieprzypuszczałem, że kiedykolwiek napiszę. Jeśli zdecydują się Państwo wykorzystać to, bardzo proszęo informację i o linka.W zeszłym tygodniu zmarł mój Tata. Chorował od kilku lat, ale ostatnio jego stan bardzo się pogorszyłi kilka dni przed śmiercią był świadomy, że odchodzi, powiedział.......

czytaj dalej

[...] Szanowni Państwo,
Od wielu lat śledzę działalność Nautilusa, pana Roberta słuchałem jeszcze w czasach Radia ZET. Nie
przypuszczałem, że kiedykolwiek napiszę. Jeśli zdecydują się Państwo wykorzystać to, bardzo proszę
o informację i o linka.
W zeszłym tygodniu zmarł mój Tata. Chorował od kilku lat, ale ostatnio jego stan bardzo się pogorszył
i kilka dni przed śmiercią był świadomy, że odchodzi, powiedział o tym Mamie. Nie chciał być zabrany
do szpitala. We wtorek w nocy Mama wezwała pogotowie, ponieważ Tata odczuwał ból w klatce
piersiowej. Lekarz nie był nawet w stanie zmierzyć ciśnienia krwi, tak było niskie. Dał mu kroplówkę i
leki przeciwbólowe.
Pojechałem do Rodziców. Tata spał, oddech miał regularny. Czuwałem do ok. 2:30 rano. Rano miałem
wstać o 6:00, żeby pojechać do pracy. Jeszcze przed pójściem spać przykryłem Tatę, a jego regularny i
spokojny oddech dał mi nadzieję, że jego czas jeszcze nie nadszedł. Ustawiłem budzik w telefonie na
6:00 i poszedłem spać.
Obudził mnie sygnał w telefonie o 5:45. To był sygnał budzika, którego nigdy wcześniej nie używałem.
Od razu poszedłem do pokoju Taty. Jego ciało było chłodne. Nie był przykryty kołdrą. Byłem w szoku,
ale moja reakcja była nadspodziewanie spokojna, pocałowałem go kilka razy i pogłaskałem. Nigdy
wcześniej nie miałem kontaktu z martwym człowiekiem, ale ciało Taty było mi bliskie, jakby nadal żył.
Niedługo później przyjechała moja żona. Jej zegarek (wskazówkowy, na baterie) zatrzymał się równo
na godzinie 6:00.
I tu moje pytanie do załogi Nautilusa: po jakim czasie następuje wychłodzenie ciała, które przebywało
w małym pokoju i przy włączonym centralnym ogrzewaniu? Gdyby Tata zmarł o 5:45, kiedy do niego
poszedłem, jego ciało byłoby nadal ciepłe. A może nie chciał nas wcześniej budzić i poczekał, zanim
dał nam sygnał? Zawsze bardzo troszczył się o mnie i Mamę, był wyjątkowo opiekuńczy.

Czy często się zdarza, że ludzie odchodząc dają sygnał bliskim? Czy robią to dokładnie w momencie
śmierci? Bardzo żałuję, że nie czuwałem przy Tacie przez całą noc. Nie powinienem był kłaść się spać,
tylko być z nim aż do końca. Nigdy sobie tego nie wybaczę.
Kilka dni po pogrzebie przygotowałem portret Taty i oprawiłem go w elegancką ramę. Zdjęcie
tymczasowo postawiłem obok telewizora. Ostatecznie planowałem postawić je na honorowym
miejscu na półce w salonie. W tym celu musiałem przestawić inne zdjęcia. Któregoś dnia po powrocie
z cmentarza zauważyliśmy, że inna ramka, która stała na tym upatrzonym miejscu leży. To musiał być
znak od Taty, że chce, abym wreszcie postawił jego zdjęcie właśnie na tym honorowym miejscu. Tak
też zrobiłem.
Cały czas mam nadzieję, że Tata da mi znak, że wszystko z nim w porządku. Nadal czekam, że
przyjdzie do mnie we śnie i porozmawiamy. Bardzo za nim tęsknię.
Będę bardzo wdzięczny za odpowiedź i wszelkie rady, czy i jak mógłbym skontaktować się z Tatą.
Pozdrawiam całą załogę.
… (imię do wiadomości redakcji).




To rzecz niepojęta ludzkim umysłem – mamy setki relacji ludzi, którzy zaobserwowali zatrzymanie się
zegara w momencie śmierci bliskiej osoby. Wiele osób błędnie interpretuje to w ten sposób, że to ów
umierający człowiek w momencie opuszczenia ciała fizycznego „daje znak”. Nic bardziej błędnego! W
momencie śmierci fizycznej ilość przeżyć i wrażeń związanych z przebywaniem w nowej
rzeczywistości jest tak potężna, że taki człowiek nie ma głowy do zatrzymywania zegarków czy
zrzucania obrazów czy rozbijania talerzy… Są dwie możliwości. Albo energia opuszczająca ciało
fizyczne daje ów „efekt uboczny”, ale o wiele bardziej prawdopodobne jest działania innej istoty,
którą możemy nazwać umownie „Aniołem Śmierci”. To on czasami daje znaki bliskiej rodzinie, że ktoś
właśnie teraz przechodzi na stronę światła. Ta hipoteza wydaje nam się najbardziej prawdopodobna.
Odpowiadając na pytanie czytelnika, który wyczekuje „znaku od osoby po drugiej stronie” trzeba
powiedzieć, że jak najbardziej odradzamy tego typu postępowanie. Wiemy bowiem, że osoby „po
tamtej stronie” mają naprawdę bardzo dużo zajęć (i choć brzmi to dziwnie – nie jest to żart) i ciągłe
utyskiwania bliskich, domaganie się „znaków i snów” i inne tego typu życzenia tylko stanowią
poważny balast dla duszy. Zamiast pomagać – bardzo przeszkadza. Stąd nawet radzimy opłakiwać
odejście bliskiej osoby w granicach rozsądku. Jest ciężko, jest trudno, ale wyposażeni w wiedzę z
pokładu Nautilusa każdy musi wiedzieć, że śmierć nie istnieje, zaś nasz bliski człowiek ma teraz
wspaniały czas, kiedy przeżywa prawdziwą euforię powrotu do światła. Dajmy mu szansę
zamanifestować to, że żyje nadal, ale nie domagajmy się tego i nie dręczmy ciągłymi prośbami i
żalami.
To nawet nie jest nasza wskazówka, ale ludzi, którzy mają stały kontakt z duchami i przekazali nam
swoją wiedzę. Nasze myśli są odbierane przez tych, którzy są po tamtej stronie – warto o tym
pamiętać.



zwiń tekst



Po śmierci mamy wiem, że była w domu.
Pon, 13 sty 2020 06:40 komentarze: 5 czytany: 3672x

[...] Piszę do Państwa, ponieważ chciałabym podzielić się moją historią i może ktoś pomoże zrozumieć i odpowiedzieć na kilka kwestii lub podzielić się swoimi przeżyciami, opinią itp. Nurtuje mnie pewna sprawa z lat mojej młodości. Obecnie jestem już 21 lat po tej tragedii, ale pytania ciągle wracają. Z racji wieku mam już trochę inne spojrzenie na to wszystko, ale do rzeczy...Moja mama popełniła samobójstwo.......

czytaj dalej

[...] Piszę do Państwa, ponieważ chciałabym podzielić się moją historią i może ktoś pomoże zrozumieć i odpowiedzieć na kilka kwestii lub podzielić się swoimi przeżyciami, opinią itp. Nurtuje mnie pewna sprawa z lat mojej młodości. Obecnie jestem już 21 lat po tej tragedii, ale pytania ciągle wracają.

Z racji wieku mam już trochę inne spojrzenie na to wszystko, ale do rzeczy...

Moja mama popełniła samobójstwo, bardzo to przeżyłam z moim bratem i tatą. Na dzień dzisiejszy wiem, że to była głęboka depresja. Na ok. dwa miesiące przed tym tragicznym wydarzeniem zostałam sama w domu i pamiętam, że był już późny wieczór i nagle poczułam jakiś niepokój, lęk, jakby wtargnął do domu. Leżałam w łóżku przed tv i nagle dziwny niepokój, strach mnie ogarnął i jakbym czuła to w pokoju, coś złego stało za mną.

Później miałam kilka przypadków, na zasadzie złego przeczucia, coś na zasadzie intuicji.Nie odczuwałam tego aż tak intensywnie, może dlatego,że bliscy byli gdzieś zawsze w pobliżu. Po śmierci mamy wiem, że była w domu. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale czasami wiedziałam z którego miejsca na mnie patrzyła, gdzie stała. Absolutnie nie budziło to we mnie lęku, wręcz odwrotnie radość, że jest z nami. Tak samo mój tato i brat też odczuwali jej obecność. Czasami drzwi się same otworzyły, ktoś zapukał do okna. Po ok. 3-4 latach coraz mniej było tych "sygnałów". Obecnie mieszkam już w mieście i jak odwiedzam mój rodzinny dom na wsi, to moja intuicja milczy, nie wyczuwam żeby mama była z nami. Wiadomo, że jak wspomniałam już minęło 21 lat, a też zauważyłam, że wraz z wiekiem i po tym jak wyjechałam, to wiele mniej dostrzegam i wyczuwam.

Mam pytanie odnośnie do tych moich przeczuć przed tym wydarzeniem, bo wydaje mi się, że nie była to tylko moja intuicja.
Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]

/wiadomość dostaliśmy 12 stycznia 2020/



Od FN

Osoby, które popełniły samobójstwo bardzo często decydują się pozostać na Ziemi. Są ciekawe, jak ich czyn został odebrany przez innych. Potem odchodzą w stronę światła - wcześniej czy później. I wtedy wszelka "aktywność" w domu zanika. I trzeba się tylko z tego cieszyć, gdyż to oznacza, że po burzy wszystko się uspokoiło. Nie zmienia to faktu, że ludziom trzeba 24 godziny na dobę powtarzać, że samobójstwo jest błędem. Niczego nie rozwiązuje, a jedynie komplikuje przyszłe życie takiej istoty, która i tak będzie musiała się w nowym życiu zmierzyć z tymi problemami i ponownie odrobić lekcję. O cierpieniu najbliższych nawet nie ma sensu pisać.



zwiń tekst



Stukania, pukania, czasami powiew chłodu... czujemy czyjąś obecność!
Czw, 9 sty 2020 21:21 komentarze: 1 czytany: 2737x

[...[ Różne rzeczy w życiu widziałem i słyszałem jeśli chodzi o rzeczy paranormalne. Długo by opowiadać... Najbliżsi mówią ,że jestem chyba podatny na widzenie i słyszenie...Może.Ale teraz od co najmniej dwóch lat sytuacja w mieszkaniu ma wpływ nie tylko na mnie, ale i moją żonę.     Odkąd tu mieszkamy pierwszą sprawą jaką nas wykańcza jest sen a raczej jego brak. Jest tak, iż z wielkim.......

czytaj dalej

[...[ Różne rzeczy w życiu widziałem i słyszałem jeśli chodzi o rzeczy paranormalne. Długo by opowiadać...
Najbliżsi mówią ,że jestem chyba podatny na widzenie i słyszenie...Może.

Ale teraz od co najmniej dwóch lat sytuacja w mieszkaniu ma wpływ nie tylko na mnie, ale i moją żonę.
    Odkąd tu mieszkamy pierwszą sprawą jaką nas wykańcza jest sen a raczej jego brak. Jest tak, iż z wielkim zmęczeniem kładziemy się do łóżka,zasypiamy i po niedługim czasie budzimy się nagle z oczami szeroko otwartymi. I tak jest całymi nocami,po kilka razy na noc , tygodniami,miesiącami. I pomimo poczucia totalnego wyczerpania fizycznego ( czasami tak się czujemy) spać dalej nie możemy.
   Przestawialiśmy łózko.Nie pomogło. Co pomaga na jakiś czas to poświecenie pomieszczeń. Ale sytuacja wraca.
    
   Generalnie nic nas nie straszy.Pojawiają się dziwne sytuacje. Np. w święta Bożego Narodzenia rok temu w dniach 24,25,26 dokładnie tuner telewizyjny. W nocy nie dochodził prąd do niego. Gdy jest włączony dioda jest mocno świecąca, w opcji standby- światło blade,ale widoczne. Ale w w/w dni nocą około północy gdy nie oglądaliśmy nic w tv dioda gasła. Nie świeciła się w ogóle. W tym roku powtórzyło się to w święta. Z tego powodu nagrywam filmy od świąt. Reszta roku jest wszystko OK.A najlepsze jest to ,że telewizor,wieża hi fi ,modem do internetu podłączone są pod te samo gniazdo i nic się z nimi nie dziej.
    Następną dziwna sprawa to gniazdo HDMI w jednym z laptopów. Przestało działać.Nie podawało ani wizji ani audio.Tak po prostu.Po prawie roku ponownie działa. Próbowałem przez ten czas trzy rożne kable HDMI i nic. Jak przestało działać tak samo ponownie zaczęło. I działa na wszystkich trzech kablach.
   Żarówka.Też przestała świecić.Na przedpokoju mamy dwie wiszące lampy pod jednym włącznikiem.Jedna z nich przestała działać. Wyciągnąłem żarówkę,sprawdziłem czy nie jest przepalona,sprawdziłem kabel,połączenia itd. Wydawało się wszystko ok.Moja żona stwierdziła ,że może lepiej iż nie świeci bo jest przyjemniej.Więc pozostawiliśmy to.Po roku żarówka w lampie zaświeciła. Nie mogliśmy uwierzyć.Po kilku tygodniach znów przestała.
   Odświeżacze powietrza na baterie. Potrafią pachnieć nie włączone wcześniej. Ale to bardzo rzadko.
   Stukania,pukania,czasami powiew chłodu,ale nie taki wszechobecny tylko np. w jednym miejscu na ciele. Ale co najczęściej czujemy to silną obecność kogoś lub czegoś. I nie jestem pewny, ale często mamy wrażenie,że ktoś po prostu jest w domu. Na początku wydawało mi się,że widzę cień,który przemyka po domu.Ale od dłuższego czasu i moja żona też ma takie złudzenie. Jest czasami tak,że cos oglądamy w tv i nagle obracamy się w tą sama stronę i ona i ja mamy wrażenie,ze ktoś przechodził.
   Najdziwniejsze jest to,że w jednym z pokoi pomimo tego iż kaloryfer jest gorący,w domu ciepło,drzwi otwarte w pomieszczeniach żeby temperatura była wszędzie jednakowa to w tym jednym pokoju zawsze jest chłód i to bardzo odczuwalny.Wydaje się iż jest kilka stopni różnicy pomimo tego iż tej różnicy nie ma. Dziwne uczucie.
   Jeszcze jedna kwestia był mój telefon. Około 6-7 tyg temu przez trzy może cztery dni rozładowywało w nim baterie. W tępię około 15-20 procent na godzinę. Dziwnym jest to,że gdziekolwiek byłem bateria była rozładowywana z tą samą prędkością. Sprawdziłem ponownie wszystkie ustawienia w telefonie. Wszystko co niepotrzebne miałem wyłączone. Aplikacje,internet-wszystko wyłączone.Po tych kilku dniach wróciło wszystko do normy.Wciąż używam ten telefon. Wartym nadmienienia jest to iż dzień lub dwa dni wcześniej u mnie w pracy zginął mężczyzna. Przygniotła go ciężarówka. Nie łączę tych dwóch faktów,ale kto wie...

Sam nie wiem co myśleć. Dzieckiem nie jestem , ale strach czasem ogarnia wielki...
Pozdrawiam serdecznie.
[...]






zwiń tekst



SKOCZYŁEM PŁONĄC I… UMARŁEM
Nie, 5 sty 2020 11:04 komentarze: 2 czytany: 4538x

[...] Droga FN! Chcę opisać coś, co może was zainteresować, ale po kolei. Mam firmę, która współpracuje z amerykańskim ośrodkiem naukowym, dzięki czemu często podróżuję do USA. Ostatnia moja wizyta miała miejsce na początku stycznia 2020 i właśnie wróciłem do Polski. Miałem tam okazję rozmawiać z moim znajomym, który jest racjonalnym naukowcem i pracuje nad nowymi materiałami używanymi w produkcji.......

czytaj dalej

[...] Droga FN! Chcę opisać coś, co może was zainteresować, ale po kolei. Mam firmę, która współpracuje z amerykańskim ośrodkiem naukowym, dzięki czemu często podróżuję do USA. Ostatnia moja wizyta miała miejsce na początku stycznia 2020 i właśnie wróciłem do Polski. Miałem tam okazję rozmawiać z moim znajomym, który jest racjonalnym naukowcem i pracuje nad nowymi materiałami używanymi w produkcji nowej generacji ogniw fotowoltaicznych. On ma 3 letniego syna i opowiedział mi ciekawą rzecz, która może zainteresować Fundację Nautilus.

Jakieś 1.5 roku temu syn zaczął wyraźniej mówić. I wtedy pierwszy raz powiedział, że on kiedyś był duży, ale umarł, bo pracował wysoko,  a tam był pożar, bo uderzył samolot. I skoczył z tego wysokiego domu, a potem trafił do nieba, gdzie spotkał „duszki”. Ten dzieciak według mojego znajomego dokładnie opisał śmierć jako słynny „jumper”, bo tak nazywano ludzi, którzy skakali z WTC i ginęli uderzając o Ziemię. Mówi, że skoczył i umarł, a wcześniej się palił i dlatego skoczył.

Chłopiec pamięta, że miał na imię John i był czarny, choć jest to rodzina biała. Dodam tylko, że mój znajomy jest mormonem i przed tą historią w ogóle nie interesował się reinkarnacją. Ale teraz się zainteresował bardzo. Czyli chyba ch[….] jasna macie rację z tym, że dusze się wcielają ponownie.
Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 2020
[…]

/email dostaliśmy 5 stycznia 2020/










zwiń tekst



Brat zaczął się unosić do tego światła!
Sob, 4 sty 2020 16:22 komentarze: 1 czytany: 3176x

[…] Witam, Chciałem opowiedzieć wam historię, która wydarzyła się wiele lat temu, bo w 1987 roku. Miałem wtedy 11 lat i razem z moim bratem (starszym ode mnie o rok) mieliśmy taki wakacyjny zwyczaj, że rozbijaliśmy sobie namiot niedaleko domu nad rzeką i tam spędzaliśmy noce. Rodzice zgadzali się na to bez problemów, gdyż to miejsce było dosłownie trzy minuty od naszego domu. Taka niegroźna zabawa.......

czytaj dalej

[…] Witam, Chciałem opowiedzieć wam historię, która wydarzyła się wiele lat temu, bo w 1987 roku. Miałem wtedy 11 lat i razem z moim bratem (starszym ode mnie o rok) mieliśmy taki wakacyjny zwyczaj, że rozbijaliśmy sobie namiot niedaleko domu nad rzeką i tam spędzaliśmy noce. Rodzice zgadzali się na to bez problemów, gdyż to miejsce było dosłownie trzy minuty od naszego domu. Taka niegroźna zabawa nastolatków w przygodę pod namiotem.

Był 21 lipca 1987 roku (zapisałem sobie tę datę), kiedy jak co dzień poszliśmy najpierw na kolację do domu, a potem do namiotu. Tego dnia mieliśmy zamiar jeszcze zaprosić do nas jeszcze jednego kolegę, ale on nie mógł. Więc poszliśmy we dwóch. Było ok. godziny 22.00, więc już było ciemno i drogę do namiotu oświetlaliśmy sobie latarkami. Było bardzo cicho, nie było słychać dosłownie nic, co mnie zdumiało i powiedziałem bratu, że tak cicho to jeszcze chyba nigdy nie było. Pamiętam, że nagle zgasły nam latarki, moja i brata jednocześnie. Próby włączenia tych latarek nic nie dawały, ale najciekawsze zdarzyło się chwilę potem. Nagle błysnęło światło i wokół nas zrobiło się o wiele bardziej jasno niż w dzień. Było tak jasno, że i ja i brat musieliśmy zakryć oczy. Zrobiło mi się od tego światła słabo i położyłem się na ziemi, a potem nic nie pamiętam. Obudziłem się rano ok. 6.00 leżąc w namiocie. Nic nie pamiętałem.

Wybiegłem z namiotu, a obok leżał mój brat i o dziwo spał zwinięty w taki kłębek jak pies. Obudziłem go i natychmiast uciekliśmy z tego miejsca. Rodzicom nic nie powiedzieliśmy. Dopiero wieczorem brat opowiedział mi to, co zapamiętał. Jemu też urwał się film, ale zanim to się stało zapamiętał, że coś zaczęło go unosić w górę do tego światła. I potem już nic – czarna dziura w pamięci.

Minęło tyle lat od tego wydarzenia, a ja cały czas o nim pamiętam. Z bratem często o tym rozmawiamy i to on powiedział, żebym opisał wam to, co się wtedy stało. Nie był to żaden efekt narkotyków czy alkoholu, bo byliśmy bardzo grzecznymi chłopcami, którzy nigdy nie sprawiali rodzicom kłopotów. Jestem gotowy się zgodzić z tym, że tego dnia przeżyliśmy coś, co wy nazywacie Bliskim Spotkaniem Trzeciego Stopnia z UFO.

Pozdrawiam was serdecznie i życzę FN Szczęśliwego Nowego Roku 2020!

[…]

 

 

 

 

From: […]                                                                            
Sent: Tuesday, December 31, 2019 6:45 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Re: Zdjęcia UFO ze Słowacji cz.3

 

Dzięki za życzenia! Ja Wam również życzę samych niezwykłych odkryć w nadchodzącym 2020 roku!

Ale to nie wszystko. Jest jeszcze jedna sytuacja o której muszę napisać.

Jestem członkiem Stowarzyszenia Orkiestra Dęta Gminy[…]. W dniach 25-27.10 mieliśmy wspólny wyjazd do [….] (gm. […]) w celu realizacji nagrań na płytę. Nagrania były dokonywane w sobotę 26.10. Pozostały czas to próby i relaks. W pewnym momencie nasz realizator zasygnalizował problem ze sprzętem. Po prostu komputer się zbuntował i przestał reagować na polecenia. Dzisiaj wszystko nagrywa się komputerowo, dawniej były magnetofony wielośladowe z taśmą 2". Została więc ogłoszona przerwa techniczna. Ja cały czas miałem "z tyłu głowy" sytuację kiedy próbowałem na swoim komputerze rozpracować sygnał z projektu "Kontakt" i też miałem problemy ze sprzętem wcześniej mi nie znane. No więc wychodzimy wszyscy na pole, ja biorę mój telefon i jak wariat pstrykam zdjęcia nieba mówiąc że tam pewnie jest ktoś, kto za tym stoi.

Realizator popatrzył na mnie ze zdziwieniem, ale nic nie powiedział. Po obiedzie wróciliśmy do nagrań i wszystko już działało normalnie. Po powrocie do domu przerzuciłem zdjęcia z trzech dni pobytu na komputer i niestety poza bardzo arcyciekawymi chmurkami, czy smugami nie widziałem nic. Tu chwila przerwy. Mamy 31.12. Pomyślałem, może złapię jeszcze jakieś UFO w tym roku i wsiadłem w samochód i pojechałem do miejscowości[…], gdzie lata temu mój znajomy absolutnie nie wierzący w UFO fotografował zachód słońca i przy okazji sfotografował start UFO na kilku zdjęciach. Zdjęcia macie zapewne w swoim archiwum. Zatem napstrykałem kilkanaście zdjęć i wróciłem do domu. Przeglądam na komputerze ale przez kabel z telefonu. Niestety, tym razem nic. No więc przeglądarka doszła do końca i zaczęła jechać od początku tego, co mam na karcie telefonu. No i doszło do zdjęć z […], gdzie mięliśmy nagrania.

Postanowiłem przetrzepać te zdjęcia tak jak te ze Słowacji. Powiększam, przesuwam w lewo prawo do góry i w dół każde z osobna. Na jeden moment przeglądarka zawisła na jednym ze zdjęć i nie dało rady pójść do przodu ani się cofnąć, a cały komputer się zamulił. Wyświetlił się nieznany błąd systemu. Okazało się, że to było jedno z tych zdjęć wykonanych po tym, jak nawalił komputer realizatora dźwięku. Żeby mieć pewność, zacząłem przeglądać od drugiej strony. To samo. Dochodzi do tego zdjęcia i się zawiesza. Na tym zdjęciu jest taka ciekawa formacja, którą na prędko nazwałem "nóż i widelec". Po prawej stronie świeci Słońce. Po powiększeniu zdjęcia zauważyłem mały czarny obiekt, którego nie ma na pozostałych zdjęciach. Co ciekawe. Kopia tego zdjęcia z twardego dysku nie powoduje zawieszania przeglądarki, jedynie oryginał z karty pamięci aparatu.

Na koniec muszę się przyznać, że sprawcą tego wszystkiego byłem ja sam, bo jadąc tam, chciałem koniecznie złapać jakieś UFO, bo to też teren górzysty. Możliwe że przyleciało, żeby się mi pokazać, a nawet zademonstrować swoje możliwości paraliżowania sprzętu komputerowego.

W załączniku "to" zdjęcie, oraz kilka screenów.

Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia w Nowym Roku!

[…]

 




zwiń tekst



Zobaczyliśmy jak tak powiedzmy ok. 600 nad rzeką unosi się taki pionowy metaliczny obiekt. [...]
Śr, 23 sty 2019 06:54 komentarze: brak czytany: 2767x

[...] Witam,  Pisałem do was kilka lat temu o świecących kołach które widziałem w 2015 roku. Od tamtej pory nic ciekawego nie zwróciło mojej uwagi lecz cały czas zastanawiam się co to mogło być... Pisze bo chciałem napisać w jeszcze jednej sprawie. Był to rok może 2014 może 2013 lub wcześniej, nie jestem w stanie dokładnie określić teraz. Siedziałem z tatą na rybach nad brzegiem Narwi w .......

czytaj dalej

[...] Witam,  Pisałem do was kilka lat temu o świecących kołach które widziałem w 2015 roku. Od tamtej pory nic ciekawego nie zwróciło mojej uwagi lecz cały czas zastanawiam się co to mogło być...

 Pisze bo chciałem napisać w jeszcze jednej sprawie. Był to rok może 2014 może 2013 lub wcześniej, nie jestem w stanie dokładnie określić teraz. Siedziałem z tatą na rybach nad brzegiem Narwi w pobliżu mostu obok Serocka. (Bodajże miejscowość Łacha). 

I jak tam byliśmy to w po jakimś czasie zobaczyliśmy jak tak powiedzmy ok. 600 nad rzeką unosi się taki pionowy metaliczny obiekt. Wyglądał tak jak obiekt na tym zdjęciu które znalazłem w internecie:

(Zamieszczam obraz)


Ktoś powiedział że to balon meterologiczny i nie przykładałem do tego wagi. Wisiał tak kilkanaście minut na pewno a potem go nie było. (Nie przyglądałem się mu cały czas)

Cały czas zapisałem w pamięci sobie że to był balon i tyle. Ale ostatnio doszedłem do wniosku że przecież tak nie wyglądają balony meterologiczne. 

Wydaje mi się że ten który widziałem mógł być lekko grubszy niż na zdjęciu i chyba nie miał gładkiej powierzchni tylko taki nierówności różne. Ale wisiał dokładnie pionowo.


 Z wyrazami szacunku,

[dane do wiad. FN]

 



zwiń tekst



Dziwne zdarzenie- niebieska łuna Pawłówek 22.1.2019
Wt, 22 sty 2019 09:54 komentarze: brak czytany: 2143x

Witam,Szanowna redakcji pisze do was w związku z tym co zobaczyłem niespełna 30 minut temu w drodze do pracy dla tego też pisze z maila służbowego więc proszę o nie podawanie moich danych ani danych firmy do ogólnej informacji. Wracając do tematu. Jak codziennie koło 6;40 wyjechałem z domu w kierunku pracy ( z Pawłówek gm. Sicienko woj. Kujawsko-Pomorskie w kierunku Lisi Ogon woj. Kujawsko-Pomorskie.......

czytaj dalej

Witam,
Szanowna redakcji pisze do was w związku z tym co zobaczyłem niespełna 30 minut temu w drodze do pracy dla tego też pisze z maila służbowego więc proszę o nie podawanie moich danych ani danych firmy do ogólnej informacji.
Wracając do tematu. Jak codziennie koło 6;40 wyjechałem z domu w kierunku pracy ( z Pawłówek gm. Sicienko woj. Kujawsko-Pomorskie w kierunku Lisi Ogon woj. Kujawsko-Pomorskie), dojeżdżając do drogi krajowej nr.10 zatrzymując się do lewoskrętu na niebie widziałem cos jakby łunę wyładowań elektrycznych – flash z aparatu trwające około 10-15 sekund - piorunów cos takiego.

Szybko wyłączyłem muzykę żeby usłyszeć dźwięk natomiast żaden się nie pojawił!! Co najciekawsze łuna miała ograniczony zasięg, co ciekawe wychodziła z za lini drzew w kierunku nieba i miała niebieskawy odcień taki bardzo delikatny aczkolwiek zauważalny, wiem że wyładowania elektryczne mogą iść w każdym kierunku ale za dziwnie to było aby na moje było to tylko wyładowanie elektryczne. 

W okolicy powstaje droga ekspresowa S5 myślałem, że to może jakaś z ich maszyn koparka etc. Daje taki kolor na niebie natomiast żadne urządzenie jeszcze nie pracowało a patrząc tak jak ja patrzyłem na wprost nie ma nic oprócz pól mi lasów. W załączniku mapki z Google maps do przeanalizowania.
Na zielono  - ściana lasu, na niebiesko budowa dogi S5 , na żółto teoretycznie kąt widzenia ( wyjeżdżam z ulicy leśnej w Pawłówku an drogę nr 10 w kierunku Bydgoszczy trasa Bydgoszcz- Nakło nad Notecią) na niebiesko budowa S5. Od kiedy widziałem te światło czuje dziwny niepokój ale to może tylko takie bezsensowne odczucie.

Dziękuje i pozdrawiam.

/poniżej zdjęcia dołączone do e-maila/

kąt widzenia zjawiska



widok



zwiń tekst



I nagle było słychać dziwne słowo wypowiedziane przez kobiecy głos... "niewiedzy"!
Pon, 21 sty 2019 09:52 komentarze: brak czytany: 2748x

[...] Dzień dobry. Chciałabym opowiedzieć o dwóch sprawach: śnie i dziwnym zdarzeniu. Sen przyśnił mi się dziś w nocy (tj. z 20 na 21.01.2019). Śniło mi się, że jestem z rodziną w Nowym Jorku - nie wiem skąd ta wiedza, że to akurat N.Y. ale tak w snach już jest, że coś po prostu się wie (w rzeczywistości nigdy tam nie byłam, ani się nie wybieram) i stoimy na takim jakby kilkupiętrowym/ kilkupoziomowym.......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry. Chciałabym opowiedzieć o dwóch sprawach: śnie i dziwnym zdarzeniu. Sen przyśnił mi się dziś w nocy (tj. z 20 na 21.01.2019). Śniło mi się, że jestem z rodziną w Nowym Jorku - nie wiem skąd ta wiedza, że to akurat N.Y. ale tak w snach już jest, że coś po prostu się wie (w rzeczywistości nigdy tam nie byłam, ani się nie wybieram) i stoimy na takim jakby kilkupiętrowym/ kilkupoziomowym molo.

Molo jest betonowe, jesteśmy na poziomie trochę wyżej niż woda. Nad nami jest dach (czyli podłoga poziomu wyższego). Nie wiem ile to molo ma poziomów, ale co najmniej dwa. Jest dzień, jasno. Na molo nie ma wielu ludzi, widzę betonowe słupy (podpory) i takie jakby przęsła- wygląd molo jest naprawdę solidny. Potem patrzymy wszyscy razem w stronę morza (na prawą stronę molo) a tam nadchodzi olbrzymia fala, długa jak horyzont i zdajemy sobie sprawę że to idzie ściana wody. Nadchodzi taka jakby pierwsza fala i ona przepływa nam pod stopami (podłoga molo jest ażurowa) i wypływa nam na nogi. Biorę dziecko na ręce i podnoszę je do góry, woda sięga mi powyżej kolan. Potem ta fala przechodzi i sen się kończy. Pamiętam uczucie ciekawości/rozbawienia w tym śnie, że takie ciekawe zjawisko możemy obserwować. Nie pamiętam uczucia strachu.

Dodam, że przed snem czytałam sny innych ludzi o wielkiej powodzi, ale tak prawdę mówiąc czytam o tym (i nie tylko) od bardzo dawna, ale pierwszy raz w życiu przyśniło mi się coś, czym teoretycznie mogłam się zasugerować przed spaniem.

Drugie zdarzenie miało miejsce 01.01.2019 i do teraz nie wiem, co o tym myśleć.

W Nowy Rok byliśmy w domu. Normalny dzień. Siedziałam w pokoju i - banał- malowałam paznokcie. Z drugiego pokoju wyszedł mój mąż i poszedł korytarzem do pokoju córki (co okazało się później, a ja o tym nie wiedziałam). Układ mieszkania wygląda jak literka T gdzie lewa strona daszka to pokój, gdzie ja byłam a prawa strona daszka to pokój, z którego mąż wyszedł, skręcając w korytarz -czyli pionowa kreska T. Pokój córki to jakby dorysować kreskę w lewo na dole T.

Ale do rzeczy - po chwili, kiedy mąż przeszedł korytarzem usłyszałam kobiecy głos, i byłam przekonana że mąż otworzył drzwi wejściowe (na dole T) i rozmawia ze Świadkami Jehowy, którzy czasem do nas pukają. Nawet przeszło mi przez myśl, że trochę nie bardzo jest ubrany (był w bokserkach) i nadstawiłam ucha, co im odpowie. Ale odpowiedzi nie było. Czekam i czekam i w końcu wyszłam z pokoju a tu drzwi wejściowe zamknięte a mąż rozmawia sobie z córką w jej pokoju. Pytam, czy to byli świadkowie a on, że jacy Swiadkowie?

Mówię, że otwierał drzwi (u nas jest tak, że czasem ktoś puka a nie dzwoni dzwonkiem i mogło się zdarzyć tak, że ja pukania nie usłyszałam ale mąż przechodząc korytarzem do pokoju córki już tak, i otworzył drzwi). No to mówię, że ktoś na korytarzu (i wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że głos dochodził z NASZEGO korytarza domowego a nie tego przed drzwiami wejściowymi) coś mówił.

Mąż, że nikomu nie otwierał drzwi i poszedł prosto do córki. A ja słyszałam głośno i wyraźnie taki spokojny, kobiecy głos! Głos powiedział jedno zdanie, z którego ja zapamiętałam jedno słowo: "niewiedzy". Byłam w takim szoku, że usiadłam i zaniemówiłam. Żałuję, że nie przysłuchałam się uważniej, ale czasem tak jest że jak się człowiek nie spodziewa, że ktoś coś za chwilę powie to nie rejestruje treści. Stąd pewnie to często "co?".

W każdym razie wiem, że to nie było przesłyszenie, ani włączony TV (całkiem inny dźwięk, zresztą słabszy) ani głos od sąsiadów z dołu (nigdy nic nie słychać, a jesli już to jakieś przytłumione głosy i to wtedy, gdy ktoś coś głośno powie). TEN głos był czysty, wyraźny i dźwięczny. Dochodził z korytarza domowego i ogromnie żałuję, ze nie wiem co powiedział. Tylko jedno ostatnie słowo w zdaniu to było własnie "niewiedzy". Nawet kombinowałam ile zdań uda się ułożyć z tym słowem, w tej dokładnie odmianie. Nie wyszło wiele. Słów mogło być około 10 maksymalnie. Powiem szczerze, że nawet później w duchu poprosiłam, że jeśli to miało być coś ważnego to proszę o powtórkę, bo nic nie zrozumiałam :) Więcej już się to nie powtórzyło. Tamten głos był spokojny, neutralny, to było zdanie oznajmiające (nie pytanie).
Do teraz nie wiem, co to było.
Pozdrawiam całą załogę!

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Czy w snach można dostać wiadomość?
Nie, 20 sty 2019 10:03 komentarze: 1 czytany: 2919x

[...] Witam                Od dłuższego czasu przeglądam waszą stronę nautilusa poszukując nowych tematów oraz historii ludzi . którzy opowiadają o swych niezwykłych przeżyciach.  Myślę  że w wielu przypadkach opowiadanie niezwykłej historii komukolwiek naraża na pośmiewisko oraz osoby te nie są traktowane poważnie.......

czytaj dalej

[...] Witam
                Od dłuższego czasu przeglądam waszą stronę nautilusa poszukując nowych tematów oraz historii ludzi . którzy opowiadają o swych niezwykłych przeżyciach.  Myślę  że w wielu przypadkach opowiadanie niezwykłej historii komukolwiek naraża na pośmiewisko oraz osoby te nie są traktowane poważnie. Piszę do was w celu podzielenia się z Wami czymś niezwykłym co przydarzyło się mi około 10 lat temu kiedy to  pracując za granicą byłam opiekunką starszej osoby.

Niestety była ona ciężko chora  a jej rodzina i lekarze przygotowywali mnie do faktu iż ona umiera. Bardzo się bałam i muszę przyznać , że nieraz modliłam się aby osoba ta umarła w niedzielę bo w ten dzień miałam wolne. Rzeczywiście stało się tak jak prosiłam Boga ale było  to o godzinie 4 nad ranem.   Przebudziłam się ze snu poczułam chłodny podmuch  i ujrzałam przed sobą twarz trudno określić płeć tej postaci miała ona drobne usta , mały zgrabny nos , oczy czarne ( tak jakby przesłoniły je całkowicie źrenice ) , miała bardzo niespotykanie jasne siwe włosy co mogło wskazywać na jej starszy wiek choć twarz była  młoda.

Postać ta zbliżyła się do mojej twarzy na odległość paru centymetrów, wpatrywała się bardzo głęboko w moje oczy a ja miałam wrażenie że nie mogę się ruszać ani krzyczeć w pewnym momencie w miejscu mniej więcej na środku czoła miałam uczucie jakby postać ta wkładała mi w głąb głowy lodowaty sopel lodu , trwało to przez jakąś chwilę. Bardzo bałam się tej postaci nie odczuwałam aby była to przyjazna bądź wrogo nastawiona postać, była totalnie neutralna.

Znikła tak szybko jak się pojawiła. Wtedy poczułam nieodpartą chęć podejścia do pokoju obok gdzie spała moja podopieczna, nie umiem wyrazić jak bardzo się bałam wejść do jej pokoju po tym co zobaczyłam wcześniej i wydarzyło się coś niesamowitego. W momencie przekroczenia progu pokoju poczułam jakby ktoś ucisną czubek  mojej głowy i rozeszło się po moim ciele poczucie ciepła i spokoju. Wszystkie czynności wykonywałam niezwykle spokojnie ( nigdy nie czułam takiego opanowania jak wtedy ). W momencie powiadomienia rodziny o stanie ich krewnej, po odłożeniu słuchawki  starsza pani zmarła.

Gdy przybyła rodzina ( około 15 minut po telefonie ) przekazując im informacje spokój nagle znikną a mnie z powrotem ogarnęło przerażenie.  Piszę do was bo może jest ktoś kto mógłby mi wyjaśnić co mi się przytrafiło ? Lub są osoby, które przeżyły coś podobnego. Po tym zdarzeniu wiele razy w trakcie snu zdarzały się sytuacje śnienia map Europy. Wszystko byłoby przeze mnie uznane za zwykły sen gdyby nie postać która zawsze stała za moimi plecami ( dokładniej nad lewym barkiem ) i mówiła do mojego ucha bardzo stonowanym i spokojnym głosem  , że tam gdzie jest zimno na mapie która widziałam jest bezpiecznie.

Niestety mapa Europy nie przypominała tej znanej obecnie lecz bardziej przypominała swym kształtem kontynent Afrykański,  ale o wiele mniejszy. Z obydwu stron Polski widziałam morze. Kilkakrotnie śniły mi się mapy  choć było to w pewnych odstępach czasu i za każdym razem wiedziałam  że miejsca pokryte śniegiem lub miejsca , które mogę określić  jako tereny z dużą ilością jezior bądź bagien są obszarem bezpiecznym i wiem że temperatura występująca nad tym terenem wahała się w granicach  od -30oC do -40oC. Być może istotne jest że tereny południowe były suche , wypalone. Wiele osób by mnie wyśmiało i uznało za osobę niespełna rozumu. Wiem że takie rzeczy spotykają wiele osób tylko nie chcą one o tym rozmawiać żeby nie wydać się na pośmiewisko.           

                                                                                                                                                             [dane do wiad. FN]


I jeszcze jeden sen z naszej ostatniej "poczty do FN".

[...] W połowie grudnia 2018 roku miałem sen. Stałem w jakiejś świątyni przodem do ołtarza. Po prawej stronie ołtarza leżał na ziemi papież. Nad nim stał tyłem do mnie, a przodem do papieża mężczyzna z nożem. Odniosłem wrażenie że papież albo nie żyje albo jest ciężko ranny.
Nigdy nie miałem proroczych snów ale ten był na tyle oryginalny iż pomyślałem, że w razie jak się ziści to opowiem komuś o tym jako dowód. Stąd mój email do Was. Pozdrawiam. [...]




zwiń tekst



Chłopiec, który pamięta, jak był żołnierzem... mamy rysunek dziecka!
Sob, 19 sty 2019 08:29 komentarze: 4 czytany: 2772x

O tej sprawie pisaliśmy w naszym dziale XXI PIĘTRO. Zamieściliśmy relację osoby, która miał okazję poznać dziecka z pamięcią o przednim wcieleniu, kiedy to był żołnierzem.[...] Dzień dobry. Jestem nauczycielem logopedą w małej miejscowości, mam na terapii 7 -letniego chłopca, który opowiada, że był kiedyś żołnierzem. Zaintrygowana tym co mówi, spytałam w jakim wojsku był, powiedział, że służył w armii.......

czytaj dalej

O tej sprawie pisaliśmy w naszym dziale XXI PIĘTRO. Zamieściliśmy relację osoby, która miał okazję poznać dziecka z pamięcią o przednim wcieleniu, kiedy to był żołnierzem.

[...] Dzień dobry. Jestem nauczycielem logopedą w małej miejscowości, mam na terapii 7 -letniego chłopca, który opowiada, że był kiedyś żołnierzem. Zaintrygowana tym co mówi, spytałam w jakim wojsku był, powiedział, że służył w armii amerykańskiej. Walczył z Kanadyjczykami i oni wygrali tę wojnę a on sam został ranny, ale to było bardzo dawno temu. Pytałam czy miał jakąś rodzinę powiedział, że nie. Wspomniał też, że jak był mniejszy to więcej pamiętał a teraz juz te wspomnienia się zacierają. Nie wiem czy to wyobraźnia? Nie znalazłam informacji na temat wojny Kanady ze Stanami którą by Kanadyjczycy wygrali. A może?
 Pozdrawiam Anna
Ps. Chłopiec sporo rysuje i opowiada ze szczegółami przebieg bitew w których uczestniczył, mówił o dwóch wojnach,  o okopach, broni itp. Ale jak juz wspomniałam zaciera się jego pamięć.

Wysłane z iPada [...]

Poprosiliśmy wtedy o przysłanie zeskanowanego rysunku dziecka. I właśnie dotarł na naszą pocztę.


 
Bardzo dziękujemy za wiadomość. Z dotychczasowych doświadczeń wynika, że tak właśnie objawia się pamięć po poprzednim wcieleniu i w większości przypadków zanika wraz z wiekiem dziecka.
Opis chłopca pasuje do kilku bitw pomiędzy wojskami południa i północy USA. Wtedy to były walki USA z Brytyjczykami zajmującymi Kanadę (np. 1812r.).
Przypadek, z którym się Pani zetknęła bardzo nas interesuje ale rozumiemy, że jest to temat delikatny. Czy dałaby Pani radę zeskanować i przesłać nam kilka rysunków, które wykonał chłopak ?
Proszę w miarę możliwości spisać wszystko co Pani pamięta z historii opowiadanych przez chłopca, szczególnie, że jego pamięć się zaciera. Będziemy wdzięczni za informację zwrotną.
 
Pozdrawiamy
Fundacja Nautilus
 
 

Dzień dobry                                                           

W poniedziałek miałam zajęcia z tym chłopcem ( Filipem) który już coraz mniej pamięta, mam wrażenie, że jego pamięć z poprzednich wcieleń już zanika. Opowiadał mi ostatnio o dwóch wojnach w których brał udział. Spytałam czy pamięta jak był ubrany mówi ze mieli  pomarańczowo- żółte mundury, stroje. Mówi ze walczył na pierwszej linii frontu i został zastrzelony. Wcześniej opowiadał, że walczył z Kanadyjczykami, teraz upiera się, że to była I i II wojna. Być może tak nazywa bitwy - wojnami. Pytałam czy pamięta gdzie po śmierci był. Mówił, że zginął a potem obudził się w szpitalu w Polsce wtedy się urodził. Nie wiem czy w tym co opowiada,  jest jakaś prawda historyczna. Mam tez wrażenie, że chłopiec gra w gry wojenne i może teraz miesza mu się poprzednie życie z grami. Poprosiłam też o rysunek który pokazuje raczej współczesne sprzęty, nie mniej jednak zawsze maluje w siebie kolorze pomarańczowo - żółtym.  (Poprzednie rysunki z wcześniejszych zajęć chłopiec zabierał do domu).  Nagrałam tez rozmowę  z chłopcem.                                       Pozdrawiam Anna
Wysłane z iPhone'a





zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 5 6 7
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 7

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Fundacja NAUTILUS - jedyna w Polsce oficjalnie działająca organizacja pozarządowa zajmująca się zjawiskami niewyjaśnionymi ******* www.nautilus.org.pl ******** Adres korespondencyjny: Fundacja NAUTILUS, skr. 221, 00-950 Warszawa 1.

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wt, 30 cze 2020 07:04 | Witam, Czy zgłosił się może do Was ktoś kto dokonał 'jakiejś' obserwacji z powiatu cieszyńskiego w nocy 27 na 28 czerwca (noc z soboty na niedziele)?Np. z gminy Brenna, bądź dalej Ustroń, Skoczów albo sam Cieszyn etc.? Albo i Bielsko-Biała? Jeśli można oczywiście prosić. Niekoniecznie spodziewam się twierdzącej odpowiedzi, ale... nie zaszkodzi zapytać, prawda? Takiej obserwacji mógł ktoś dokonać gdzieś w godzinach pomiędzy 22:50 a 00:20Nie miałem przy sobie zegarka, więc nie potrafię ...

Dziennik Pokładowy

Niedziela, 3 maja 2020 | Miałem zabawne spotkanie z moim wiernym słuchaczem sprzed lat. Wtedy młodym chłopakiem, a dziś poważnym panem z rodziną, dziećmi i siwiejącymi skroniami. Dopiero patrząc na niego zobaczyłem dyskretny urok upływu czasu, który dotyczy przecież każdego z nas. Zadał mi ciekawe pytanie... Panie Robercie, jak można utrzymać pasję przez tyle lat? Przecież reszta pasjonatów panu podobnych dawno odpadła od...

czytaj dalej

FILM FN

UFO - ten fenomen z roku na rok staje się coraz bardziej rzeczywisty

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.