
Dziś jest:
Poniedziałek, 7 września 2026
„Wszechświat jest nie tylko dziwniejszy, niż przypuszczamy, ale dziwniejszy, niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić”
J.B.S. Haldane
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz
Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie.
Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl
czytaj dalej 
Szanowny Panie Robercie,
Piszę do Pana, ponieważ od lat śledzę działania Fundacji Nautilus i chciałbym przekazać do Państwa archiwum swoją relację z dzieciństwa, która z perspektywy czasu wydaje mi się niezwykle silnym dowodem na realność zjawiska OOBE. Zdarzenie miało miejsce w Szpitalu Wojewódzkim w Białej Podlaskiej w 2014 lub 2015 roku. Miałem wtedy 8 lub 9 lat i przechodziłem zabieg wycięcia migdałków. To, czego doświadczyłem po operacji na sali wybudzeń, określam dziś jako „tryb widza”. Znalazłem się pod samym sufitem sali i obserwowałem całą scenę z góry.

Kluczowe szczegóły mojej relacji Perspektywa z góry i pozycja ciała: Zapamiętałem rzut pionowy sali. Widziałem siebie leżącego na łóżku w pozycji półsiedzącej. Dziś wiem, że jest to tzw. pozycja Fowlera, standardowo stosowana po operacji migdałków, aby zapobiec zachłyśnięciu. Jako 8-latek nie miałem o tym pojęcia i nie wiedziałem, że powinienem leżeć w taki sposób, a mimo to dokładnie taką pozycję zapamiętałem z perspektywy „widza”.
Moment wybudzenia: Co niezwykle istotne, fizyczną przytomność odzyskałem dopiero znacznie później, będąc już na zwykłej sali szpitalnej. Obraz spod sufitu na sali wybudzeń był więc całkowicie niezależny od momentu mojego rzeczywistego powrotu do ciała i zmysłów. Detale wyposażenia: Z dużej wysokości widziałem ciągi błękitno-białych blatów medycznych.
Zapamiętałem konkretny szczegół: zlew wpuszczony w blat oraz przedmioty leżące na jego górnej powierzchni. Z poziomu łóżka, przy wysokich szpitalnych sufitach, zobaczenie wnętrza zlewu i góry blatów było fizycznie niemożliwe. Personel: Widziałem trzy pielęgniarki pracujące w strefie między moim łóżkiem a szafkami. Najważniejszym dowodem jest dla mnie fakt, że gdybym po prostu na chwilę otworzył oczy podczas wybudzania, widziałbym tylko to, co bezpośrednio przede mną (nogi, pościel).
Moja świadomość zarejestrowała jednak pełny układ architektoniczny sali z punktu pod sufitem. Uważam, że moja świadomość działała wtedy jak niezależna kamera. Jeśli uznają Państwo tę relację za interesującą, wyrażam zgodę na jej anonimowe wykorzystanie.

czytaj dalej 
Z poczty FN:
Dzień dobry, panie Robercie właśnie przed chwilą podczas słuchania podcastu z Panem usłyszałem jak mówi Pan o tym "potknięciu się o kamyczek i zmianie tj. dalszego naszego życia" i przypomniałem sobie sytuacje z mojego życia sprzed ok 20 lat a mianowicie bo to wtedy okres w którym regularnie grałem w piłkę, chodziłem na treningi i ogólnie reprezentowałem klub w mojej miejscowości i pewnego dnia nie miałem strasznej ochoty iść na trening i mój tata (wtedy akurat jednocześnie nasz trener) powiedział, że skoro nie idę na trening to mógłbym skosić trawę przed domem. Ja po chwili zastanowienia się poczułem nagle, że nie jednak nie chce mi się kosić i wolę iść pobiegać za piłką. Wtedy wydawało mi się, że to przez moje lenistwo, ale teraz zaczynam się zastanawiać czy to przypadkiem nie "mój anioł stróż" wziął mnie za ramiona i zaprowadził na ten trening, bo ok godzinę od wyjścia z domu pijany strażak wracając z festynu wozem strażackim staranował ogrodzenie mojego domu zabijając przy tym kobietę która szła chodnikiem. Ten samochód przejechał dokładnie w tym miejscu gdzie ja bym kosił trawę dosłownie o ok metr mijając dom i nie uszkodził nic poza słupem wysokiego napięcia który był przy ulicy. I teraz chyba naprawdę uważam że nie ma przypadków tylko zawsze coś dzieje się z jakiejś przyczyny.

Komentarz FN:
Historia ta pokazuje, że czasem jedna drobna decyzja może zmienić bardzo wiele.
Buddyści mówią, że nawet potknięcie się o mały kamień może całkowicie odmienić dalszy bieg wydarzeń. Być może właśnie w takich chwilach ujawnia się pewien głębszy porządek. Czasami człowiek podejmuje decyzję bez wyraźnego powodu, a dopiero po czasie dostrzega, jak wielkie miała ona znaczenie. Bez wątpienia są takie wydarzenia, które pozostają dla nas nieodkrytą tajemnicą. Prawdopodobnie ma to związek z karmą i z tym, że każdy z nas podąża własną ścieżką, na której pewne zdarzenia mają szczególne znaczenie. Z naszej ludzkiej perspektywy widzimy jedynie niewielki fragment większej układanki, dlatego nie potrafimy do końca powiedzieć, dlaczego jedna osoba unika tragedii, a inna nie.
czytaj dalej 
Z poczty FN:
Dzień Dobry, witam serdecznie Pana Roberta i całą ekipę zespołu Nautilus.
To zaszczyt móc do Państwa napisać, nie spodziewałam się, że taka okazja mi się przytrafi aż do nocy 16 lipca.
Otóż kilka rzeczy zanim zacznę: mieszkam w obecnym miejscu około 4 miesięcy, nic dziwnego, nadzwyczajnego się tutaj nie działo, aura mieszkania jest bardzo pozytywna. W sypialni mam małe okno z zasłonami, w nocy zawsze zamykam wszystkie okna (ze względu na hałas) oraz zawsze są całkowicie zasłonięte, więc w nocy żadne światło zewnętrze nie dostaje się do środka. Z nocy 16 na 17 lipca pamiętam, że miałam problemy aby zasnąć. Ostatni raz sprawdzałam godzinę na telefonie - 1 w nocy, mogę obstawiać, że około 2 udało mi się w końcu zasnąć. No i przechodzimy do meritum ;) Obudziłam się nagle (jak się okazało, zaraz po całym doświadczeniu sprawdziłam godzinę -3.32) w moim pokoju panowała istna ciemność, było wręcz czarno, a przy moim łóżku (załączam zdjęcie podglądowe dla lepszej wizualizacji) poruszały się w powietrzu białe kule. Na pewno nie byłam we śnie, pamiętam bardzo dobrze, że przestraszyłam się, odsunęłam się do tyłu łóżka ze strachu, dodatkowo rozglądałam się po pokoju, więc nie ma żadnej możliwości, że był to paraliż senny. Kule były różnej wielkości nie tworzyły "zarysu sylwetki", w pierwszym momencie pomyślałam, że to może duch. Kule tworzyły jedność, ale nie miały danego zarysu, były różnej wielkości, ale nie były to małe kuleczki, bardziej jak wielkość piłki tenisowej. Ich kolor był powalający, naprawdę. Dalej jestem po wrażeniem tego doświadczenia, więc przepraszam z góry za rozgardiasz w zdaniach. Te kule były białe, ale nie był to taki "transparenty biały" kolor, ale taki biały gęsty, solidny? Cała sytuacja trwała, jak myślę około 5-6 sekund. Zaraz po wybudzeniu pamiętam, że wymamrotałam coś ze strachu pod nosem, następnie rozglądałam się po pokoju, widziałam zarysy szaf, cały czas próbując jakoś wyjaśnić to zjawisko, że to światło jest odbiciem czegoś. Nie ma takiej opcji, totalna ciemność i tylko latające kule między moim łóżkiem a ścianą. Powiem szczerze, boję się dosyć rzeczy niewyjaśnionych, więc od razu pomyślałam o tym, że muszę złapać telefon (jest na szafce obok łóżka) i zapalić szybko latarkę z niego. Ale jakaś cząstka mnie pomyślała, dosłownie cytat : "To jest jedyna taka okazja, kiedy przeżywasz coś takiego, widzisz własnymi oczami rzeczy, których nie powinno być, jak czegoś nie zrobisz będziesz żałować". No i byłam pewna, że w momencie zapalenia światła z telefonu te obiekty znikną i jedyne co mi przyszło do głowy, może trochę głupie haha to była myśl, aby jednocześnie prawą ręką chwycić po telefon a lewą rękę wsadzić w środek zbiorowiska tych obiektów. Tak też zrobiłam, adrenalina mi wybiła poza skalę haha Teraz trochę żałuję, że mogłam na spokojnie próbować zbliżać tą rękę do obiektów i obserwować reakcje, ale wtedy za bardzo się bałam, szybko machnęłam ręką w te obiekty i w tym samym momencie zapaliłam światło z latarki w telefonie. Nie poczułam nic dziwnego, tak naprawdę to nie poczułam zupełnie nic, ani zimna, ani ciepła, wydaję mi się, że szok i adrenalina zrobiły swoje. Z tego co mogę dodać, pamiętam, że będąc dzieckiem - byliśmy na wyjeździe z rodziną nad morze, pewnej nocy widziałam sylwetki duchów w pokoju. Więc, tej opisywanej nocy pomyślałam, że może widzę coś podobnego, jednak jest duża różnica między jednym a drugim zjawiskiem. Aby to jakoś zwizualizować przygotowałam zdjęcia, jak mniej więcej to wyglądało. Co jeszcze przychodzi mi do głowy, to mniej więcej ilość tych kul, wydaję mi się, że było ich razem około 12-13. Były one jednością, ale nie tworzyły zamkniętego obiektu. Niestety wszystko działo się tak szybko i nagle, że ciężko jest przypomnieć sobie więcej szczegółów.
Wizualizację przygotowałam z pomocą narzędzi AI, aby chociaż minimalnie pokazać jak te obiekty wyglądały.
Pamiętam, że ich wygląd skojarzył mi się trochę z takim gęstym dymem, bardzo mocno gęstym dymem.
Dziękuje za poświęcenie czasu.

czytaj dalej 
Z poczty FN:
Dzień dobry,
Panie Robercie, czytam Pana książkę. Dziś byłem na „Kule Orb i Przywołane w medytacji szczęście”. Pracuję na czterobrygadówce i szczerze nie cierpię rannych zmian. Dziś schodząc z porannej zmiany o godzinie 14 czytałem fragment o tym, jak medytował Pan o szczęściu i chwilę później dostał SMS-a, że wygrał Pan samochód. Postanowiłem więc przez dłuższą chwilę bardzo mocno skupić myśli na tym, żeby „przywołać” kierownika następnej zmiany, który zaproponuje mi, żebym jutro przyszedł nie na 6 rano, tylko na 14. Co ciekawe - takie sytuacje u nas zdarzają się naprawdę rzadko, może 1 raz na 10 przypadków, dlatego nawet nie brałem tego na serio.
Po około godzinie dzwoni do mnie kolega i mówi, że mistrz zmiany szuka kogoś na jutro na 14. Oddzwoniłem więc do mistrza, a on mówi do mnie: „Właśnie miałem do ciebie dzwonić z pytaniem, czy chcesz jutro przyjść na 14”. Przyznam szczerze, że aż mnie zmroziło, bo dokładnie tego potrzebowałem i dokładnie o tym intensywnie myślałem chwilę wcześniej. W przeszłości takie sytuacje się zdarzały ale nie łączyłem ich w pary, myślałem, że to po prostu szczęście. Dziś to się sprawdziło, moc medytacji a raczej wzywania potrzeby jest realna. Dziękuję za tę lekcję i mam nadzieję, że dałem świadectwo temu, że jest moc i światło mimo, że to taka błaha sprawa związana ze mną.

Komentarz FN:
Bardzo dziękujemy za podzielenie się tą historią. To niesamowite świadectwo tego, jak potężna jest siła naszej intencji i jak mocno jesteśmy połączeni z otaczającym nas światem. Takie sytuacje to nie przypadek. Są momenty, w których rzeczywistość odpowiada na nasze potrzeby. Życzymy wielu kolejnych, pozytywnych synchronizacji na Pana drodze.
czytaj dalej 
Z poczty FN:
Witam,
chciałam opowiedzieć o swoim przypadku reinkarnacji. Mój przypadek jest zaledwie wspomnieniem, odczuciem po mojej poprzedniczce. Niestety nie pamiętam nic co do rzeczy, imion i miejsca. Ale wyczułam, że była dobrą kobietą, już starszą, mądrą, jednak bardzo smutną.
Muszę nadmienić w pierwszej kolejności, że jestem wychowana w wierze katolickiej, która wyraźnie uznaje, że reinkarnacja nie istnieje. Wiara katolicka takiego przypadku nie umie wytłumaczyć, jest to uznawane z góry za coś niewytłumaczalnego. Przyjęte jest, że każdy człowiek rodzi się ze swoją duszą, także nie ma miejsca nawet na możliwość spokojnej rozmowy na ten temat, gdyż sprzeczne jest to z wiarą i uznane byłoby za przejaw obecności obcego bytu. Dlatego nigdy nie chciałam z nikim o tym rozmawiać z racji obawy, żebym została uznana za grzeszną, problematyczną, potrzebującą pomocy. Na szczęście urodziłam się w domu, gdzie moja rodzina jest dość wyrozumiała co do rozmów o możliwościach nadprzyrodzonych. W mojej rodzinie bywały przypadki przodków umiejących wyczuwać energię ludzi. Na przestrzeni lat, po przypadkowych artykułach i materiałach w internecie, w końcu natrafiłam na Pana kanał, gdzie rozmowy na ten temat są normą, nie jest to temat tabu, wręcz przeciwnie – można na ten temat rozmawiać.
Po swoim przypadku mam podobne wnioski jak Pan i inni słuchacze, ale mam kilka dodatkowych.
W pierwszej kolejności może zacznę od opisania sytuacji, kiedy i jak pojawiło się to u mnie.
Byłam małą dziewczynką, radosną, nie chodziłam jeszcze do zerówki, jednak umiałam już bawić się beztrosko z innymi dziećmi, sama, bez kontroli (mieszkałam na wsi), więc obstawiam, że miałam około 4–5 lat. Tego dnia byłam akurat z koleżanką w swoim ogrodzie. Pamiętam, że był piękny, słoneczny dzień. W pewnym momencie, gdy biegłam w euforii, to się stało. Do mojego małego ciała weszło wspomnienie dojrzałej, starszej kobiety, która ubolewała, szlochała nad swoim losem, a może nie tak swoim, ale nad losem innych, swoich bliskich. Odczułam jej ból, jej smutek, jej żal… jej długą rozpacz, w jakiej tkwiła. Była to żałoba, a jednocześnie bezradność i bezsilność. Czułam, że nie była zła – była dobrą kobietą, uczciwą. Nie czułam od niej nic podłego. To weszło do mojej jaźni tak mocno, do mojego małego ciałka, że stało się to wręcz jednością. Nie umiem tego opisać wyraźniej. Ona była w moim ciele i umyśle przez tę chwilę. Trwało to może około 5 minut. Niedługo… Ja wróciłam do siebie kilka metrów dalej. Koleżanka i mama odnalazły mnie po chwili, znalazły mnie po moim histerycznym płaczu. Nie umiałam tego nikomu wytłumaczyć, byłam w wielkim szoku. Płakałam niesamowicie. Mama uznała, że chyba czymś się wystraszyłam, skoro nie umiałam racjonalnie tego wytłumaczyć. Pożegnała moją koleżankę, a ja poszłam się wyciszyć do domu. To uczucie-wspomnienie nie było mi w tym wieku znane. Małemu dziecku – skąd miałam wiedzieć, czym jest tak silny ból, żałoba i żal w wieku około 5 lat? To był wstrząs, na który zareagowałam silnym płaczem. Z czasem, gdy rosłam i dojrzewałam, to uczucie umiałam już nazwać i określić. Teraz wiem, co to było i co ta kobieta odczuwała. To odbiło się na moim charakterze. Zawsze lubiłam osoby starsze. Jako dziecko lubiłam z nimi spędzać czas, doceniałam ich mądrość życiową i czułam się dobrze oraz bezpiecznie wśród nich (nie tylko wśród moich dziadków, ale też sąsiadów). Po tym doświadczeniu jeszcze bardziej się to pogłębiło. Zdarzało mi się coś powiedzieć bliskim, co zwracało ich uwagę, na przykład będąc malutką mówiłam: „Chwile są ulotne, doceniajmy każdą minutę, ona się już nie powtórzy”. W mojej rodzinie, tak jak mówiłam, już bywały osoby nadwrażliwe na energię i emocje innych ludzi, więc uznano, że też odziedziczyłam to po nich.
Cieszę się też, że to była dobra osoba, bo ciężko byłoby mi radzić sobie z jej negatywnym uosobieniem w moim życiu. Uważam, że to jest ważne.

Podsumowując moje doświadczenie, chciałam tylko powiedzieć, że reinkarnacja zdarza się często. Jestem jednak pewna, że doświadczenie reinkarnacji zależne jest od kresu życia. Najczęściej osoby kończące tu życie muszą chcieć na swój sposób tu zostać. Są osoby, które umierają nagle i które chciały jeszcze żyć, albo osoby, które - jak u mnie - nie pogodziły się ze swoim losem i dlatego ponownie się odradzają. Osoby pogodzone odchodzą gdzieś jeszcze wyżej.
czytaj dalej 
Z poczty FN:
Podzielę się swoją historią, której do tej pory nie rozumiem. W 2008 roku jak miałam 23 lata pracowałam w Niemczech przy pracach sezonowych. Mieszkałyśmy w tzw. Laubach. W czasie przerwy zostałam w Laubie i szykowałam sobie obiad. Rozdzielałam nożem zamrożone kotlety. Robiłam to bezmyślnie, chyba z przemęczenia w taki sposób że nóż wbił mi się w kciuk. Wyciągnęłam nóż i poczułam się słabo. Uklęknęłam, a następnie położyłam się na podłodze czując, że odpływam. I tu zaczyna się najlepsze, słyszałam melodię, widziałam zarysy kolorowych postaci, świeciły, otoczenie było pełne kolorów z dominacją różowego. Te postacie podchodziły do mnie i czułam, że są zdziwione, że mnie widzą. Nagle coś mnie wyrwało z tego "świata", ale ja nie chciałam wracać. Czułam, że tam jest moje miejsce. Poczułam przeszywający ból w klatce piersiowej. Otworzyłam oczy i zobaczyłam szare smutne otoczenie. A na podłodze kałużę krwi. Co mi się przytrafiło? Czy to było spowodowane utrata krwi? Czy byłam po drugiej stronie?

Komentarz FN:
Dziękujemy za tę historię. To, co Pani przeżyła, wygląda na klasyczne doświadczenie z pogranicza śmierci. Utrata krwi i silny wstrząs sprawiły, że na chwilę wyszła Pani poza ciało. Wiele osób w takich momentach widzi i czuje dokładnie to samo: piękne kolory, światło, postacie i głębokie poczucie, że trafiło się do swojego prawdziwego domu. Pani doświadczenie było realne. Z przesłanego opisu wnioskujemy, że nie było to zwykłe omdlenie. Na chwilę znalazła się Pani po drugiej stronie i wróciła. Takie rzeczy się zdarzają i nie są rzadkością. Pozdrawiamy.
czytaj dalej 
Dzień dobry
Opiszę państwu swoją historię, dokładniej 2 przeżycia, a miałem ich kilka na przestrzeni 30 lat. Moi bliscy o nich słyszeli jakoś nigdy nie miałem problemu z opowiadaniem swoich przeżyć. Było to w 2017 roku, Chodziłem do Brata korzystać z komputera i internetu po tym jak się wyprowadził od rodziców i poszedł na swoje. Pewnego razu oglądając u niego filmy, a byłem sam w mieszkaniu. Poczułem uczucie nie niepokój ani strach ale impuls. Odwróciłem się i jak by ktoś rzucił czarnym materiałem, po łuku od sufitu do podłogi. Było to przed 16, bo ani brata i jego ówczesnej narzeczonej a teraz żony nie było. Po zobaczeniu tego poczułem prawdziwy strach, dreszcz po karku. Wstałem od komputera i po minucie mnie już w tej kamienicy nie było. 2 lata później przez 2 miesiące mieszkałem w tym mieszkaniu i miałem nieraz jakieś odczucia ale w myślach weź się uspokój i było wszystko ok. W 2016-17 roku śpię u siebie w mieszkaniu po czym budzi mnie ucisk i paraliż na całą lewą stronę ciała jak by ktoś za mną mnie wgniótł w łóżko. Stereotypowa zmora senna. Dopiero krzyk zwanie i ,że ma odejść przyniosło skutek. Po czym usnąłem od razu bez nerwów. Piszę o tym ponieważ Pan Robert wspominał w niejednym wywiadzie o podobnym przeżyciu. I teraz smaczek moje mieszkanie przylegało do kuchni mieszkania w którym mieszkał mój brat do 2012 roku. Ta sama kamienica, te same piętra, inne klatki schodowe. Od tamtej pory nic. Lecz oglądanie się przez ramie pozostało.

czytaj dalej 
Dzień dobry
Właśnie jestem świeżo po przeczytaniu książki "Jestem z gwiazd", którą przeczytałam jednym tchem. Dziękuję, że Pan porusza i rozpowszechnia tematy UFO, reinkarnacji itp. Chciałam podzielić się swoim "małym" doświadczeniem po śmierci Mamy.
Mama zmarła w kwietniu 2020 roku.
Dwa dni przed śmiercią leżała już nieprzytomna w szpitalu. W tamtym czasie mieszkałam w bloku na 1 pietrze na dużym "betonowym" osiedlu. Była godzina ok 1-2 w nocy, siedziałam i rozmawiałam z 17 letnia córką w dużym pokoju. W którymś momencie 1 z nas mówi czy druga słyszy ptaki. Otóż obie z nas słyszałyśmy świergot stada jakiś małych ptaszków, który trwał dość długo około godziny . Nie wiem czemu ale bałam się wyjrzeć za okno. Dodam że za oknem był balkon i plac zabaw.
Dźwięk był bardzo wyraźny. Po jakimś czasie poszłam spać do innego pokoju , gdzie okno było na inną stronę i znów to ćwierkanie .Rano ok 7 odebrałam telefon ze szpitala że Mama o 1:17 zmarła....Mieszkałam na tym Osiedlu 20 lat i nigdy o 1-2 w nocy nie słyszałam ptaków a stado w ogóle mi się wydaje nie realne. W dzieciństwie mieszkałam przy lesie więc budziły mnie ptaszki ale najwcześniej 4-5. zatem w moim odczuciu to Dusza mojej Mamy przyszła się pożegnać, co wbrew pozorom dało mi spokój i pogodzenie się z Jej śmiercią tu na Ziemi.
Dodam, że nie jestem osobą, która lubi wymyślać jakieś historie, a kłamstwo mam wrażenie że zaraz po mnie widać.
Komentarz FN:
Dziękujemy za podzielenie się tym doświadczeniem. W naszych zbiorach relacji nie brakuje podobnych doniesień - wiele osób opisuje, że w chwili odejścia bliskiej osoby pojawiają się ptaki, słychać ich śpiew lub stukanie, nawet w miejscach i porach, w których normalnie ich nie ma. Takie sygnały często niosą bliskim poczucie spokoju i pożegnania. Jeszcze raz dziękujemy za zaufanie i przekazanie tej historii.
czytaj dalej 
Witam serdecznie, Panie Robercie
Chciałabym opisać Panu jeden z moich snów o ludziach nie z tej planety, gdyż miewam takie sny od 1996 roku, a ten miałam około 6 lat temu.
Jestem na statku pozaziemskim i widzę kilka kobiet w wieku około 40 lat i jednego młodego mężczyznę w wieku około 25 lat ubranych w białe połyskujące kombinezony z granatowymi pasami po bokach. Kobiety stoją i są czymś zajęte, a ten mężczyzna siedzi przy jakimś urządzeniu. Mężczyzna obrócił się w moim kierunku i spojrzał na mnie. Ja stałam tam i rozglądałam się dookoła, a kiedy mężczyzna spojrzał na mnie ja tym zachęcona zwróciłam się do niego i zapytałam: kiedy nam się w końcu pokażecie? Mężczyzna szybko odpalił: dopiero po 3 wojnie światowej. Ja zdębiałam i przestraszona zapytałam: To będzie 3 wojna światowa? Kobiety natychmiast obróciły się w kierunku tego mężczyzny i przeszyły go wzrokiem, a on zaniemówił i było widać, że pożałował tego co powiedział. Nastąpiła konsternacja i natychmiast się obudziłam.

To jest jeden ze snów, którego nie da się zapomnieć i nie opowiadałam go nikomu, ponieważ nie chciałam nikogo straszyć 3 wojną światową. Po wybuchu wojny między Rosją a Ukrainą ten sen zaczął nabierać dla mnie sensu, choć miałam nadzieję, że ta wojna szybko się skończy. Teraz zdaję sobie sprawę, że 3 wojna światowa tak naprawdę już trwa, a polem bitwy jest Ukraina. Pół roku przed wybuchem tej wojny, a dokładnie w nocy 8 sierpnia 2021 roku zobaczyłam we śnie potężną demoniczną istotę o niebotycznych rozmiarach, która przechodząc niszczyła wszystko dookoła, był to bardzo przerażający byt. Widziałam ludzi uciekających do nas, domy były przepełnione, ale my (Polska) byliśmy bezpieczni, w jakiś sposób byliśmy zabezpieczeni.
Dodam jeszcze jeden sen jaki miałam odnośnie przyszłego kontaktu. Ten sen miałam 19-06-2022 roku. Z pojazdu kosmicznego wyleciała platforma, na której znajdowali się ludzie i wylądowała z nimi na Ziemi. Z tej platformy wysiedli ludzie wyglądający dokładnie tak jak my. Rozmawiali z nami i dowiedziałam się że pochodzą z prawie identycznej planety i borykają się podobnymi problemami, jedynie co ich wyróżniało to to, że są trochę bardziej zaawansowani technologicznie od nas. To był nasz pierwszy kontakt z obcą cywilizacją.
Pozdrawiam serdecznie Pana i cały zespół Nautilus i dziękuję za audycje, które ogromnie mnie cieszą.
czytaj dalej 
Dzisiaj, oglądając jeden z wywiadów pana Bernatowicza na YouTube, przypomniała mi się historia, która wydarzyła się kilka lat temu. Rozmowa dotyczyła osób zmarłych, dusz oraz różnych niewyjaśnionych doświadczeń zgłaszanych przez ludzi. W pewnym momencie pomyślałem o zdarzeniu, którego sam byłem świadkiem i które do dziś pozostaje dla mnie zagadką. Nie kontaktuję się z Państwem po to, aby kogokolwiek przekonywać do konkretnej interpretacji tej historii.
Chciałbym po prostu podzielić się wydarzeniem, które rzeczywiście miało miejsce. Całkowicie zaręczam, że opisuję fakty tak, jak je zapamiętałem. Nie jest to wymyślona opowieść ani próba stworzenia sensacyjnej historii. Być może znajdą Państwo w niej coś interesującego lub wartościowego z punktu widzenia swoich badań. Historia dotyczy mojej partnerki, która przeżywała wówczas bardzo trudny okres. Rok przed śmiercią swojego taty straciła ukochanego psa, z którym była związana przez wiele lat. Był on dla niej kimś znacznie więcej niż zwierzęciem. Jego odejście było ogromnym ciosem. Niedługo później ciężko zachorował jej tata. Przez około rok trwała walka o jego życie, która niestety zakończyła się jego śmiercią. Był to dla niej niezwykle bolesny czas. Po odejściu taty bardzo cierpiała i, jak wiele osób po stracie najbliższych, pragnęła choćby najmniejszego znaku, że po drugiej stronie wszystko jest w porządku.
Kilka tygodni po jego śmierci wydarzyło się coś, czego do dziś nie potrafię racjonalnie wyjaśnić. Otrzymałem SMS z numeru telefonu mojej partnerki. Treść wiadomości była bardzo nietypowa. Składała się z kilku zdań, które sugerowały, że jej pies jest szczęśliwy, biega po łące, a wraz z jej tatą chodzą na spacery i wszystko jest dobrze. Pamiętam, że wiadomość wywołała u mnie ogromne zdziwienie. Napisałem do partnerki z pytaniem, dlaczego wysłała mi takiego SMS-a. Odpowiedziała, że niczego nie wysyłała. Sprawdziła telefon i rzeczywiście nie było śladu takiej wiadomości w historii wysłanych SMS-ów.
Najbardziej zastanawiające odkryliśmy jednak później. Analizując treść wiadomości, zauważyliśmy, że poszczególne zdania rzeczywiście pochodziły z dawnych SMS-ów, które moja partnerka wysyłała mi na przestrzeni miesięcy czy nawet lat. Były to fragmenty różnych rozmów, dotyczących zupełnie innych sytuacji. Jedno zdanie odnosiło się do spaceru z psem, inne do jego zachowania, jeszcze inne do codziennych spraw.
Wyglądało to tak, jakby ktoś zebrał pojedyncze fragmenty z wielu różnych wiadomości i połączył je w jeden spójny komunikat. Co niezwykłe, całość tworzyła bardzo konkretny przekaz. Przekaz, którego sens można było odczytać jako informację, że jej tata i ukochany pies są razem, są szczęśliwi i że wszystko jest w porządku.
Do dziś nie wiem, w jaki sposób taka wiadomość mogła zostać wygenerowana i wysłana. Nie znam żadnego technicznego wyjaśnienia tego zdarzenia. Być może takie istnieje. Jednocześnie trudno było nie zwrócić uwagi na symbolikę całej sytuacji oraz na moment, w którym się wydarzyła. Niezależnie od tego, jak interpretować ten przypadek, pamiętam, że dla mojej partnerki miał on ogromne znaczenie. Wiadomość przyniosła jej spokój, którego bardzo wtedy potrzebowała. Miała poczucie, że otrzymała odpowiedź na pytanie, które od tygodni nosiła w sobie.
Po latach nadal wracam myślami do tej historii i nadal nie potrafię jej wyjaśnić. Być może jest to jedynie niezwykły zbieg okoliczności. Być może kryje się za tym coś więcej.
Pozostawiam to ocenie Państwa i czytelników Fundacji Nautilus.

czytaj dalej 
Szanowny Panie Robercie,
od pewnego czasu z dużym zainteresowaniem oglądam Pana podcasty oraz przeczytałem Pana książkę. Szczególnie poruszyły mnie opowieści dotyczące Sai Baby i relacje ludzi, którzy opisywali niezwykłe zbiegi okoliczności po szczerej modlitwie lub prośbie skierowanej do Niego. Szczególnie zapadła mi w pamięć historia opowiedziana przez Pana w Radiu Z i pocztówce. Przyznam, że podchodziłem do takich historii z dużym dystansem. Nie uważałem się za osobę wierzącą w tego typu zjawiska, ale postanowiłem zrobić pewien eksperyment.
Od kilku miesięcy próbowałem sprzedać swoje mieszkanie. Mimo wielu wyświetleń ogłoszenia i kilku zapytań nie było osoby, która naprawdę chciałaby je kupić. Zaczynałem już tracić nadzieję, że uda się je sprzedać w rozsądnej cenie i w rozsądnym czasie.
Którejś nocy zwróciłem się do Sai Baby z prostą, szczerą prośbą płynącą z serca. Poprosiłem jedynie o pomoc w sprzedaży mieszkania, jeśli rzeczywiście może mi pomóc.
Następnego ranka wydarzyło się coś, co bardzo mnie zaskoczyło. Otrzymałem wiadomość SMS od kobiety zainteresowanej kupnem mojego mieszkania. Umówiliśmy się na spotkanie i od pierwszych minut bardzo dobrze nam się rozmawiało. Okazało się, że mieszkamy w tym samym bloku, mamy podobne pasje związane ze sportem i aktywnym stylem życia, a rozmowa przebiegała tak, jakbyśmy znali się od dawna.
Jeszcze bardziej zdziwiło mnie to, co powiedziała podczas spotkania. Przyznała, że od dłuższego czasu szukała mieszkania właśnie w naszym bloku. Regularnie przeglądała ogłoszenia, ale nic odpowiedniego się nie pojawiało. W końcu pogodziła się z myślą, że chyba nie uda jej się tutaj nic kupić i praktycznie zrezygnowała z dalszych poszukiwań. Kilka dni przed naszym kontaktem kolega powiedział jej, żeby jeszcze raz zajrzała do ogłoszeń, bo może pojawiło się coś nowego. Wtedy trafiła na moje mieszkanie i napisała do mnie wiadomość. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ktoś może powiedzieć, iż był to zwykły zbieg okoliczności. Być może właśnie tak było. Jednak zbieżność czasu, okoliczności i całej tej historii zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nie potrafię tego jednoznacznie wyjaśnić, ale sprawiło to, że zacząłem patrzeć na podobne relacje z dużo większą otwartością.
Nie piszę tego, aby kogokolwiek przekonywać. Chciałem jedynie podzielić się swoim doświadczeniem, ponieważ to właśnie Pana audycje i opowieści skłoniły mnie do wykonania tego prostego gestu - szczerej prośby płynącej z serca. Dziękuję za Pana pracę i za wszystkie historie, które skłaniają do refleksji. Niezależnie od tego, jak każdy z nas interpretuje takie wydarzenia, moje doświadczenie pozostanie czymś, czego długo nie zapomnę.

Komentarz FN:
Dziękujemy za podzielenie się tą niezwykłą historią. W Fundacji Nautilus od lat obserwujemy, jak pozornie przypadkowe zdarzenia potrafią układać się w zaskakująco precyzyjną całość. Trudno uwierzyć, że wszystko jest wyłącznie dziełem przypadku. Historia Sai Baby wielokrotnie pokazuje, że jego moc potrafi nas zaskoczyć właśnie wtedy, gdy najmniej się tego spodziewamy. Być może również w tym przypadku otrzymana odpowiedź przyszła dokładnie w momencie, w którym miała nadejść.
czytaj dalej 
Dzień dobry Panie Robercie,
chciałabym opowiedzieć Panu historię, która od wielu lat nie daje mi spokoju. Jest w niej tyle niezwykłych zbiegów okoliczności, że do dziś nie wiem, czy wszystko można wytłumaczyć przypadkiem.
Mój ojciec zginął tragicznie, mając zaledwie 24 lata. Został zabity nożem. Ja miałam wtedy zaledwie 11 miesięcy.
Ale historia mojego urodzenia zaczęła się dużo wcześniej i jest bardzo skomplikowana.
Mój ojciec ukrył przed moją mamą, że miał żonę. Co więcej, jego żona była wtedy w ciąży. Kiedy moja mama zaszła ze mną w ciążę, ojciec tak bardzo naciskał na nią, żeby usunęła ciążę, że moja mama naprawdę chciała poddać się aborcji. Była sama, przestraszona i nie widziała innego wyjścia. I wtedy wydarzyło się coś, co do dziś uważam za niezwykle ważne.
Moja mama całkiem przypadkiem poznała mężczyznę, który dowiedział się o jej sytuacji i nie pozwolił jej usunąć ciąży. To właśnie dzięki niemu mama zdecydowała się mnie urodzić.
Gdyby nie to przypadkowe spotkanie, prawdopodobnie nie byłoby mnie dzisiaj.
Później okazało się, że dziecko mojego ojca i jego żony zmarło po porodzie. Ojciec obawiał się, że jego żona dowie się o mojej mamie i o mnie, a wtedy go zostawi. Dlatego bardzo szybko z żoną mieli kolejne dziecko.
Urodziła się moja siostra. Jest ode mnie zaledwie 8 miesięcy młodsza.
I tutaj pojawia się kolejny niezwykły szczegół - moja siostra urodziła się dokładnie w dniu urodzin mojej mamy.
Ja natomiast całe życie miałam w sobie ogromną tęsknotę za ojcem. To jest coś, czego nigdy nie potrafiłam sobie wytłumaczyć. Miałam przecież tylko 11 miesięcy, kiedy zginął. Nie mogłam mieć wielu świadomych wspomnień. A mimo to przez całe życie bardzo za nim płakałam i tęskniłam.
Czasami sama zadawałam sobie pytanie:
„Jak można tak bardzo tęsknić za człowiekiem, którego się praktycznie nie znało?”
I było jeszcze coś.
Przez całe życie byłam przekonana, że znam datę jego śmierci.
Nie potrafię powiedzieć, skąd to wiedziałam. Nikt nigdy tej daty mi nie podał, bo moja mama sama nie wiedziała, kiedy zmarł. Ukrywała mnie przed tamtą rodziną. Po prostu miałam w sobie bardzo silne przekonanie, że ją znam.
Byłam tego pewna na 100 procent.
Jednocześnie nigdy wcześniej nie byłam na jego grobie. Nie czułam takiej potrzeby. W moim odczuciu był człowiekiem, którego nie znałam i którego nie pamiętałam.
Wszystko zaczęło się zmieniać, kiedy poznałam mojego przyszłego męża.
Pewnego dnia mój teść opowiedział mi bardzo dziwną historię. Był na cmentarzu przy grobie swojego kolegi. Kiedy już miał wracać, coś go nagle „ciągnęło” dalej, żeby jeszcze kawałek się przejść.
Poszedł więc dalej - właściwie bez żadnego konkretnego powodu - i całkiem przypadkiem trafił na grób mojego ojca.
Na grobie znajdowało się jego zdjęcie.
Kiedy mój teść wrócił, opowiedział mi o tym i powiedział, że od razu zwrócił uwagę na podobieństwo. Stwierdził, że jestem do mojego ojca tak podobna, że aż trudno w to uwierzyć.
Ta sytuacja sprawiła, że znowu zaczęłam intensywnie myśleć o dacie śmierci ojca. Moje dziwne przekonanie, że znam tę datę, stało się jeszcze silniejsze. Postanowiłam więc pojechać na cmentarz i sprawdzić, czy moja intuicja rzeczywiście coś mi podpowiadała.
Nawet mój mąż się ze mnie śmiał. Powiedział, że przecież nie ma możliwości, żebym znała datę śmierci człowieka, którego nie znam. Znałam tylko jego imię, nazwisko i wiedziałam, skąd pochodził.
Pojechałam więc na cmentarz.
Gdzie leżał w grobie, wiedziałam, ponieważ w wieku 18 lat ujawniłam się jego żonie. Chciałam wtedy poznać swoje rodzeństwo.
Kiedy wróciłam do domu, mój mąż zapytał mnie ze śmiechem:
„I co? Znasz tę datę śmierci?”
Odpowiedziałam:
„Tak.”
„To dzień Twoich urodzin…”
czytaj dalej 
Dzień dobry.
Miałam bardzo dobrego Przyjaciela Waldemara. Niestety odszedł na drugą stronę dwa i pół roku temu. Był zafascynowany Panem Bernatowiczem. Dzięki Niemu ja również zaczęłam oglądać programy Pana Roberta . Po "przejściu' Waldka wzięłam kartę telefoniczną Jego telefonu i schowałam ją do swojej torebki /wąskiej, podłużnej przegródki w torebce/. Któregoś dnia po ok.miesiącu od Jego zejścia bardzo chciałam pójść na Jego grób . Zaczęłam odgarniać zeschłe liście i na płycie grobu spostrzegłam małą kartę telefoniczną . Pomyślałam ,że ktoś ją zgubił ze znajomych podczas odwiedzin przy grobie . Schowałam ją do kieszeni i pomyślałam ,że teraz będę miała dwie karty. Po powrocie do domu wzięłam do ręki torebkę w której trzymałam tamtą kartę telefoniczną. Oniemiałam - w torebce nie było karty , nie było możliwości żeby wypadła lub żeby ktoś ją wyjął z tej wąziutkiej szczeliny torebki i tym bardziej , że z tą torebką nie chodziłam . Wiem ,że Waldek dał mi ZNAK z zaświatów - to była ta sama karta telefoniczna. Przeniósł ją na swój grób bym ją znalazła. Czasem czuję Jego obecność, pomoc, znaki, otulanie. Waldek również opowiadał mi, że mieszkając w Wygnanowicach w latach 70tych którejś gwiaździstej nocy na niebie widział ze swoją Basią trójkątny świetlisty obiekt , który nagle z olbrzymią prędkością przesuną się po firmamencie i zatrzymał się , po czym znikł. Panie Robercie dzielę się tymi wiadomościami , bo na pewno Waldemar chciałby bym to zrobiła i ja również czułam tą potrzebę. Są sprawy tajemnicze o których trzeba mówić, bo świat materialny przesłania ludziom wartosci duchowe, sens życia.
Pozdrawiam serdecznie. Ela
czytaj dalej 
Z poczty FN:
Dzień dobry Panie Robercie,
Po obejrzeniu podcastu gdzie był Pan gościem u Pani Katarzyny Nosowskiej i jej syna chciałam podzielić się z Panem swoim snem. Robię to dlatego, że wspomniał Pan że snów „o” lub „z” Sai Babą się nie ignoruje. Liczę również na to że może skomentuje Pan jakoś to co mi się przyśniło… Mój tata przez ostatni czas przechodził trudny czas z chorobą nowotworową. Działo się to około 1,5 miesiąca temu, tata był już w domu po przeszczepie i izolacji z tym związanej.
Mialam sen.
Śniło mi się że byłam u fryzjera. Gdy do niego szłam coś mi kazało iść drogą naokoło i słyszałam płacz kobiety - że coś się dzieje z jej mężem że jest nawiedziony przez duchy.
Gdy wracałam od tego fryzjera, zaczęłam czuć sie dziwnie i nieswojo, czułam jakby ktoś za mną szedł. Odwróciłam się i jakiś dziwny typ w szarym stroju z kapturem mowi do mnie a w zasadzie krzyczy - ale siwo !!! Tak jakby za mną, gdy szłam, było siwo. Ta postać została po drugiej stronie ulicy a ja szłam do domu. Wyszedł po mnie mąż a ja zaczęłam płakać że nie wiem co się ze mną dzieje, że dziwnie się czuję. W mijanej szybie/witrynie zobaczyłam że mam dziwne czarne obrysowane jakby kredką oczy.
Potem w domu ciągle płakałam że dziwnie się czuję i nie wiem co się ze mną dzieje. Ten dom nie wyglądał jak mój dom. Przychodzili tam różni ludzie żeby mnie zobaczyć, bo byłam jakby opętana.
Nagle zaczął dzwonić telefon, taki stary plastikowy, otwierany, który wyglądał trochę jak gwizdek/kalkulator. Otwieram go - patrzę a na wyświetlaczu wyświetla się ze dzwoni Sai Baba. Nie mogłam uwierzyć oczom gdy to zobaczyłam.
Odebrałam to połączenie i usłyszałam coś w stylu: Natalka niczym się nie martw, wszystko będzie dobrze. Twoj tata wyzdrowieje. Nawet jak jest w szpitalu sam to ja tam z nim jestem. On długo będzie żył jeszcze, ponad 10 lat. Jeszcze jedno zdanie jakieś powiedział ale ja tego nie zrozumiałam. Byłam przeszczęśliwa gdy się rozłączyłam i zaczęło mi się poprawiać moje samopoczucie, jakby to opętanie zaczęło ze mnie schodzić.
Pozdrawiam serdecznie
Natalia
Komentarz FN:
Pani Natalio,
bardzo dziękujemy za przesłanie tej niezwykłej relacji. Sen pojawił się w czasie ogromnego stresu i troski o zdrowie taty, dlatego jego przesłanie wydaje się szczególnie ważne.
Od lat otrzymujemy opowieści od osób, którym śnił się Sai Baba. Bardzo często pojawia się w nich ten sam motyw – uspokojenie, poczucie opieki i przekaz, że człowiek nie jest sam ze swoimi problemami. W Pani śnie Sai Baba nie tylko przyniósł otuchę, ale także zapewnił, że czuwa przy Pani tacie, nawet gdy ten przebywał w szpitalu.
Najbardziej poruszające jest to, że po rozmowie zniknął lęk i poczucie zagrożenia, które dominowały wcześniej. Niezależnie od interpretacji takiego doświadczenia, trudno nie zauważyć, że przyniosło ono spokój i nadzieję w bardzo trudnym momencie życia.
Dziękujemy za zaufanie
Pozdrawiamy serdecznie
czytaj dalej 
Z poczty FN:
Nawiązując do materiałów jakie ostatnio oglądam z udziałem Pana Roberta, chciałem podzielić się pewną historią. Kilka lat temu w przeciągu 3 lat pochowaliśmy wszystkich naszych rodziców. Minął jakiś czas i starałem się pamięcią do nich nie wracać z powodu tęsknoty i żalu za rodzicami (osobami które mnie wychowywały) oraz rodzicami żony. Wyjechałem samochodem z domu. Bez powodu w głowie czułem moja matkę. Jak głos, nie jedz, zawróć, stań. Zatrzymałem się i sam z siebie się śmiałem. Trwało to chwilkę po czym ruszyłem. Wyjechałem na drogę i kontynuowałem jazdę. Po przejechaniu może 100 m, zauważyłem kontem oka, jak to się mówi, w cieniu słupka A, zwalające się drzewo. Wielka brzoza o pniu może z 40 cm, wysokie z lewej leciało prosto na drogę. Zacząłem hamować i jedynie siłą rozpędu uderzyłem w jego gałęzie. Poleciało sporo. Dziś sądzę, że gdybym nie stanął, nie miał bym szans tego uniknąć a drzewo miałbym bezpośrednio na dachu samochodu. Jechałem suwem na ramie, więc sama karoseria nie jest zbyt mocna. Sądzę, że mógłbym zginąć. Jestem wdzięczny mojej mamie za jej czujność. I czułem, że muszę się z Wami nią podzielić. Mam zdjęcia, są świadkowie.
Z wyrazami szacunku.
PS. Bardzo serdecznie proszę pozdrowić Pana Roberta. Wyjaśnia, stara się wyjaśniać sprawy i tematy, które gdzieś nas nurtują.
Wejście na pokład
Wiadomość z okrętu Nautilus
UFO24
więcej na: emilcin.com
Dziennik Pokładowy
FILM FN
Te obrazy zostają w pamięci na długo
Archiwalne audycje FN
rozwiń playlistę
zwiń playlistę
Poleć znajomemu
Najnowsze w serwisie
Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.


Rejestracja