Dziś jest:
Sobota, 26 września 2020

Ziemska technologia zdobywania kosmosu to ponury żart. Promy kosmiczne misję zaczęły w 1981 roku i było ich sześć, a dwa uległy katastrofom, w których zginęła cała załoga. Rachunek jest prosty: były wysyłane w kosmos 133 razy, czyli średnio co sześćdziesiąty piąty lot tym cudem techniki oznaczał praktycznie pewną śmierć. Gdyby taki współczynnik dotyczył na przykład samochodów, to ludzka populacja w ciągu 10 lat prawie przestałaby istnieć.
George RR Martin, autor "Gry o Tron"

Komentarze: 20
Wyświetleń: 30778x | Ocen: 22

Oceń: 2/5
Średnia ocena: 5/5


Pon, 24 maj 2010 13:11   
Autor: FN, źródło: FN   

„Całe życie w jednej chwili przed oczami!” – oto kolejne historie.

Nasza ostatnia publikacja dotycząca filmu z różnymi scenami z naszego życia, który miały okazje zobaczyć osoby przeżywające chwile „na granicy życia i śmierci” wzbudziła odzew u naszych czytelników.

 

Dostaliśmy kilka e-maili z opisami własnych przeżyć, spośród których wybraliśmy trzy. Pokazują one bowiem bardzo poruszające doświadczenia stanu, w którym nagle przed oczami człowieka wyświetla się „film zawierający różne sceny z naszego życia”.

 

 

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Film z życia

 Drogi Nautilusie :)

 

Chcę Wam opowiedzieć swoją historię dotyczącą "wyświetlenia filmu" z mojego życia.  

Zdarzyło się to latem 1990 roku w Gdańsku. Lekkim popołudniem wracałem wtedy swoją Hondą (motorem) samemu od mojego kolegi. Nastrój miałem wtedy bardzo słaby, gdyż rozstałem się parę dni wcześniej ze swoją dziewczyną. Jechałem ulicą Pomorską dość wolno jak na japoński motor, bo około 50-70km/h. W drodze rozmyślałem sobie, byłem bardzo smutny i generalnie w ogóle odechciało mi się żyć, bo wydawało mi się już wtedy, że nic gorszego mnie akurat już nie może spotkać, dodatkowo jeszcze miałem poważne kłopoty rodzinne...Wymyśliłem wtedy nawet takie powiedzonko: 

"NIESZCZĘŚCIA CHODZĄ... PARAMI? NIE!!! - TYRALIERĄ :))))  

Pomyliłem się i to bardzo, bo już za kilkadziesiąt sekund wydarzyło się coś, co będę pamiętać do końca życia. Otóż jadąc na jednokierunkowej jezdni prawym pasem i przejeżdżając obok starego Forda, który poruszał się w tym samym kierunku co ja, dokładnie w chwili kiedy byłem na wysokości jego środkowego słupka, Ford zrobił nagle niespodziewany manewr omijania (wjazdu na mój pas) z powodu obawy, że samochód jadący jezdnią dla przeciwnego kierunku zaczął gwałtownie manewr skrętu w swoją lewą, co wiązałoby się z wymuszeniem pierwszeństwa na owym Fordzie. Tyle tylko, że w ostatniej chwili tamten samochód zatrzymał się, ale kierowca Forda przestraszył się i wjechał na mój pas i we mnie!!! na motorze.

 Wszystko dokładnie w chwili, jak byłem obok, i go z niewielką różnicą prędkości wyprzedzałem z prawej. Uderzenie było dość mocne - potem okazało się, że to swoim ciałem wgniotłem drzwi i staranowałem słupek w Fordzie. Ja zostałem katapultowany do przodu a motor jak piłeczka odbił się w bok pod ukosem i sam (już beze mnie) pojechał na torowisko tramwajowe, idące wzdłuż drogi i tam w pobliżu przystanku na szynach się wywrócił. Ja w tym czasie wykonałem parę salt w powietrzu i uderzyłem ciałem i głową (na szczęście w dobrym kasku) o asfalt paręnaście metrów dalej.

Jak twierdzi ojciec mojego innego kolegi, który akurat czekał na tramwaj i widział całe zdarzenie, przeleciałem w powietrzu dosłownie o centymetry od betonowego słupa trakcji tramwajowej.  

Wszystko to trwało oczywiście jakieś ułamki sekund i to chyba w tym czasie jeszcze przed ocknięciem się wyświetlił mi się film ze wszystkimi scenkami z mojego życia. Co prawda nie było żadnego narratora/istoty ani komentarza kogokolwiek, ale całe moje życie w tej jednej chwili przewinęło mi się przed oczami, a właściwie w moim umyśle!

Miałem prawie pewność, że już nie żyję... a całe te życie było takie króciuśkie i na dodatek bez jakichś dokonań i głębszego sensu. W czasie tego "pokazu filmowego" chyba nie byłem świadomy tzn. nie rejestrowałem, co się ze mną dzieje w realu w danej chwili. Za moment (musiało to trwać maksymalnie parę sekund) ocknąłem się leżąc płasko na asfalcie i jeszcze nie wiedziałem, że żyję i to bez większych urazów, nie licząc stłuczeń, otarć skóry, zniszczonej odzieży, kasku i oczywiście totalnie rozgraconej mojej ukochanej Hondy.

Najpierw zacząłem poruszać wszystkimi członkami, jeszcze leżąc, by sprawdzić "czy wszystko działa". Po chwili zacząłem się podnosić powoli i podbiegli do mnie ludzie pytając czy wszystko ze mną ok. Natomiast najgorsze dopiero teraz miało nastąpić...

Otóż po paru/parunastu sekundach od wstania i ściągnięcia kasku zaczęło mi się robić biało (jak rozlane mleko) przed oczami - pomimo ich otwarcia!!!

Zacząłem sobie tłumaczyć, że widocznie jakaś błyskawiczna mgła zaczęła zachodzić stąd z każdą sekundą mam coraz bardziej biało przed oczami. Spytałem tego ojca kolegi, który do mnie podszedł z przystanku, czy rzeczywiście jest w tym momencie mgła na dworzu, bo już nic nie widzę, tylko "mleko", pomimo otwartych oczu.

Zaprzeczył oczywiście, że widoczność jest doskonała. Pomysłałem - no to ładnie: żyję ale wyniku wypadku straciłem wzrok :(((( Uwierzcie mi jakie to straszne uczucie... Ogarnęła mnie panika, a sprawca wypadku zapakował mnie do swego Forda, by zawieźć mnie do szpitala. No i... słuchajcie, jadąc już w samochodzie z otwartymi oczami i widząc nadal tylko biel, w ciągu paru minut, w odwrotnej kolejności, wzrok zaczął powoli wracać :)))

Nawet nie wiecie jak się cieszyłem, dziękowałem Bogu za życie i zdrowie, pomimo tego wypadku i całej tej historii :)

Widocznie wtedy jeszcze nie był mój czas...

 

Reasumując:

Wydaje mi się, że "wyświetlenie filmu" niekoniecznie musi się wiązać tylko z sytuacją śmierci fizycznej/ klinicznej, czego mój przypadek może być dowodem, bo pomimo chwilowej utraty świadomości i śmiertelnego zagrożenia (słup trakcyjny), ani przez chwilę jednak nie umarłem. Taka sytuacja może zaistnieć w chwili bezpośredniego zagrożenia życia, kiedy to być może dusza "jest w blokach startowych i jest gotowa do ewakuacji z ciała fizycznego do wyższych światów"...

 

Pozdrawiam Was serdecznie, kapitana, oficerów i całą załogę Nautilusa :))

Tomek

(Nazwisko do wiadomości redakcji).

 

 

 

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject:

 

Witam 

Odnosząc się do artykułu:  „Gdy nadchodzi śmierć, ludzie widzą przed oczami niezwykły „film z życia”.

 Ja miałem podobną sytuację bardzo dawno temu. Byłem akurat kierowcą, stałem w korku.  Zostałem storpedowany przez Autosan. Uderzenie było tak potężne, że wyrwało mi fotel z podłogi samochodu. W momencie wypadku poczułem na całym ciele, że samochód się kurczy i ja zaraz zginę. Po chwili się wszystko uspokoiło i pierwsze myśli, jakie mnie naszły to radość z tego, że przeżyłem. Jednak po tym jak podniosłem się z trudem z fotela (gdyż leżał on tak jakbyście krzesło przewrócili) spojrzałem przez szybę przednią i zauważyłem odłamki szkła z samochodu, który był przede mną. Te odłamki wisiały w powietrzu. Zerknąłem przez boczną szybę i zauważyłem, że nic się nie rusza. Tak jakby ktoś włączył pauzę w DVD. I wtedy zrozumiałem, że nie żyję! Tak mocno się zdenerwowałem, że poczułem jak fala ciepła sunie mi prosto ze stóp w stronę głowy, pomyślałem, że zaraz dostanę wylewu do mózgu (choć to głupie bo niby podejrzewałem, wręcz byłem tego świadomy, że umarłem).

 Znikąd usłyszałem ogarniający mnie głos (męski, stary, ciepły, spokojny), który powiedział do mnie "....spokojnie" i wtedy zobaczyłem tak jakby z zaciemnionego pokoju patrzeć do pokoju, w którym jest jasno siebie w różnych sytuacjach.

 Sytuacje te były powyrywane z kontekstu, nie były to pełne zdarzenia z mojego życia. Przelatywały bardzo szybko, pamiętam że odczuwałem i rozumiałem je zarazem. Po chwili znowu spostrzegłem, że siedzę w samochodzie, nadal nic się nie ruszało poza samochodem. Znowu usłyszałem głos, który zapytał wprost "....i co ty o tym sądzisz? " odpowiedziałem: "....nijakie to moje życie, nie zrobiłem nic złego ale nic cudownego też nie."

usłyszałem ponownie męski głos  "....no to jak zostajesz czy wracasz? " ja na to ...wracam!,

 głos znowu zapytał  "...Dlaczego?"

Odpowiedziałem "...bo tam są moi rodzice i nie mogę sobie wyobrazić jak zareagują na wieść o mojej śmierci. Muszę im jeszcze pomóc nie chce ich zostawić, nie poradzą sobie. No i jeszcze nikogo tak naprawdę nie kochałem a chciałbym to poczuć"

usłyszałem tylko "...dobrze"

i auto ruszyło, wszystko dalej zaczęło się ruszać i uderzyłem w lampę. Mój  kolega, który leżał jako pasażer zaczął kopać w drzwi, więc ze stoickim spokojem powiedziałem mu żeby po prostu złapał za klamkę i je wypchnął. Zrobił to, po czym uciekł przez pole w kierunku domu. (Wypadek miał miejsce tuż za granicą miasta). Ja również otworzyłem siłą drzwi od samochodu i wyszedłem. Byłem tak nafaszerowany miłością, że uwierzcie mi - zakochałbym się w pierwszej napotkanej kobiecie. Po moim wyjściu z auta okazało się że to właśnie Autosan we mnie uderzył, a ja z siły jego uderzenia rozbiłem 5 samochodów które stały przede mną  (wybiło mnie z szeregu, wyprzedziłem je) i uderzyłem lekko w lampę.

                Przed samym tym zajściem doszło do jeszcze jednego ciekawego zjawiska. Samochód ten remontowałem cały miesiąc, był to Wartburg z silnikiem dwusuwowym, który ojciec mi kupił, bym na studia mógł dojeżdżać. Pomalowałem go całego, pochromowałem felgi itp....to był pierwszy dzień po remoncie w którym jeździłem tym samochodem więc nie omieszkałem zabrać ze sobą jednego, a potem drugiego kolegę na wspólną przejażdżkę.  Powiem szczerze jechaliśmy do kolejnego naszego kolegi, by się tym cudeńkiem pochwalić. I nagle jeden z moich pasażerów kazał się wysadzić mówiąc "....ja idę do domu". Byłem zdumiony jego decyzją gdyż mieliśmy chyba 2 godziny do wykładów, a miejsce, do którego podążaliśmy było wręcz uwielbiane przez moich znajomych. Po długich negocjacjach wypuściłem kolegę, który siedział z przodu a pasażer z tyłu przesiadł się na jego miejsce, czyli na przedni fotel. Po 10 min od chwili wysadzenia mojego znajomego mieliśmy ten ciężki wypadek. Jeżeli ktoś siedziałby z tyłu to na pewno nie przeżyłby tego zdarzenia.

                Z miejsca wypadku na siłę zabrano mnie karetką do szpitala na badania, nie wierzył nikt, że nic mi nie jest. Byłem zdrów jak ryba, miałem tylko zadrapanie na prawej dłoni.

  

Pozdrawiam

 Z poważaniem

Michał

/nazwisko do wiad. Redakcji/

 

 

 

To: nautilus@nautilus.org.pl.

Subject: FILM ŻYCIA

 

Miałem dziesięć może jedenaście lat, gdy oddaliłem się samowolnie od  domu na zbiornik wody przemysłowej aby się pokąpać z kolegami - nie umiałem jeszcze pływać. Towarzystwo zmarzło w wodzie i wyszło na brzeg wygrzać się w słońcu, ja natomiast chciałem zobaczyć jak daleko zajdę w głąb basenu. W pewnym momencie straciłem grunt pod nogami i zaczęło się, odruch płuc na powietrze a tu woda, raz, drugi, trzeci i kolejny, w uszach potworny szum, jestem sam, nie ma mamy, księdza, nikogo, nie ma też dla mnie miejsca w ciele, coś mnie wypycha, jestem przerażony, cała wiedza religijna w tym momencie nie istniała. Nagle widzę swoje ciało z góry, czubek włosów tylko nad wodą, krzyczę do kolegów, aby mnie ratowali, nie reagują.

  Z boku moja siostra z koleżankami bawiła się w sklep, a nieco dalej na kocu opalał się starszy pan - też nie reagują. Jest też tunel i światło pełne ciepła i miłości. Ach to Bóg, gdy ochłonąłem pełen pretensji rzuciłem "gdzie jest ksiądz, przecież papież jest pierwszy po Bogu, potem biskup, a najbliżej człowieka ksiądz, a ja w tym tragicznym momencie byłem sam".

 Wówczas światłość pełna miłości i dobroci z rozbrajającym spokojem przekazała "tam na ziemi ........"- tego nie mogę powiedzieć. Był też film - nie jestem pewien czy dokładnie w tym momencie, bo minęło pięćdziesiąt lat, ale kadry filmu były robione z góry, a nie moimi oczami gdyż zobaczyłem moment jak zgubiłem klucze przez dziurawą kieszeń w spodniach, były tam uczynki dobre i niedobre. Po filmie ujrzałem moje dobre uczynki po mojej prawej stronie, złe po lewej i mocno pamiętam towarzyszące mi wówczas uczucie, te prawe otwierały mi nieba, nobilitowały mnie wręcz, natomiast nieprawe były dla mnie tak żenujące, bolesne i tak bardzo było mi przykro przez nie, ale zarazem uzyskałem świadomość że wszystkie te złe uczynki można wymazać rozpuścić tylko na ziemi, tam nie mają one wstępu, nawet najokrutniejszy może być odpuszczony tylko na ziemi.

Nie znałem wówczas pojęcia reinkarnacji i karmy ale tak to odebrałem. Ponieważ byłem już uspokojony zapragnąłem zobaczyć miejsca o których wiedziałem że są poza życiem, zostało mi wszystko pokazane i wytłumaczone, nawet to którym najbardziej szafują kaznodzieje podporządkując sobie wiernych - byłem nim mocno zaskoczony - to nie to (Bóg jest wszechogarniającą i wszechobejmującą miłością). Na koniec zadano mi pytanie czy zostaję, w tym momencie zrozumiałem jaką przykrość wyrządziłem moim rodzicom i ... obudziłem się w ciele. W międzyczasie ktoś zauważył że mnie nie ma, zauważono też moje ciało w wodzie. Starszy pan gałęzią przyholował moje ciało do brzegu, wyciągnął za włosy, fachowo wypompował wodę, sztuczne oddychanie, masaż serca, odzyskuję świadomość, wstaję pełen pretensji mówię do kolegów "przecież ja was wołałem żebyście mnie ratowali" - cisza, nagle jeden z kolegów Czesiu B krzyczy "pier.... on był w wodzie co nam tutaj gada". Oniemiałem, zatkał mi usta na dwadzieścia parę lat. Próbowałem jeszcze uzyskać potwierdzenie moich doznań u paru księży w konfesjonale i  niektórych nauczycieli do których miałem zaufanie ale wszyscy traktowali mnie jako dziecko które ma halucynacje po niedotlenieniu mózgu. Zrozumiałem, że muszę o tym mocnym przeżyciu zapomnieć i nie wolno o nim wspominać bo się ośmieszam.

   Pod koniec lat siedemdziesiątych wpadła w moje ręce książka Moddiego "Życie po życiu" - ach więc to prawda, ja nawet miałem więcej doznań jak tam opisane, ach... .  Z nową werwą zacząłem drążyć temat odmiennych stanów świadomości, zrozumiałem, że to doznanie nie było przypadkowe, a ponieważ w księgarniach powstały nowe półki z tematem parapsychologii, materiału było coraz więcej, przyjąłem plan po pół roku na temat: ziołolecznictwo, radiestezja, teleradiestezja, magia, religia - ale tu abym się nie zagubił i nie zechciał zmienić wiary( wówczas nagminne) postanowiłem trzy razy przeczytać biblię celem uniknięcia fascynacji inną religią - i tak po koleibuddyzm, hinduizm i islam. Nauczyłem się też medytacji, stanowią one treść mojego wewnętrznego życia. Mam teraz sześćdziesiąt jeden lat i jak na razie umiem zapanować nad stresem i nad ciałem, moja pani doktor jest fascynowana moimi wynikami i moją postawą, nie dotykają mnie wszelkie traumy życiowe. Tak sobie czasami mówię że życia nie zmarnowałem tylko na przerabianie pokarmu w g... .

 

 

Fundacja Nautilus właśnie po to kiedyś powstała, aby ludzie mogli opowiedzieć takie historie. Wszystkie trzy historie są piękne i nie mamy cienia wątpliwości, że są prawdziwe. Nasza organizacja od wielu lat konsekwentnie stara się przekazać wszystkim ludziom wokół najważniejszą ze wszystkich informację, że jesteśmy istotami nieśmiertelnymi! Takie historię są jednym z wielu dowodów, które to wykazują. „Pamiętaj, że jesteś duszą! Bądź duszą poruszając się w świecie materii, a wszystko będzie dobrze! To jest bowiem tylko rozpadająca się materia, a Twoja dusza jest nieśmiertelnym światłem.” – to jedno z naszych ulubionych zdań, które jest gdzieś zapisane w Bazie Nautilusa.  I bardzo często je sobie przypominamy pracując w Bazie nad nowymi dowodami na "życie po śmierci".

Jeszcze raz pięknie dziękujemy wszystkim, którzy opisali nam swoje doświadczenie śmierci klinicznej. Na koniec przypominamy jeden z naszych materiałów zamieszczonych na www.youtube/FundacjaNautilus

Przy okazji informujemy, że właśnie minęliśmy granicę 250 filmów zamieszczonych na naszej witrynie. Jest ona w pierwsze setce najbardziej oglądanych witryn w tej sieci. A oto ten materiał, który choć już nieraz przez nas przypominany, to zawsze mamy poczucie, że... nigdy dosyć!

 

 

Na koniec na chwilę zmieniamy temat. Nasza Fundacja miała spotkanie w Zabrzu w Młodzieżowym Domu Kultury. Spotkanie odbyło się pod hasłem „Spojrzeć w oczy tajemnicy”, a jego uczestnicy mieli okazję zapoznać się z kilkoma „elementami” z naszego archiwum. Wszystkim bardzo dziękujemy za spotkanie!

Naprawdę to niezwykle budujące, że są ludzie – podobnie jak my – szukający odpowiedzi na proste, ale bardzo ważne pytania. Po takich spotkaniu zawsze podchodzą osoby, które same także przeżyły „historię z pogranicza” i zawsze takie rozmowy są niezwykle cenne. Bez osobistych spotkań z ludźmi nasza działalność nie miałaby sensu, a sama Fundacja nie byłaby tym, czy jest obecnie.

 Nasz grafik Piotr przysłał na pokład ciekawostkę „z sieci”. Oto bowiem jest adres, pod którym można zobaczyć salę do projekcji filmów zrobioną tak, jakby była „na pokładzie Nautilusa”. Ten pomysł obiecujemy wziąć pod uwagę przy okazji tworzenia „projektu nowej BAZY FN”. :)

 

http://www.hemagazine.com/node/Inside_the_Nautilus

 

 

Komentarze: 20
Wyświetleń: 30778x | Ocen: 22

Oceń: 2/5
Średnia ocena: 5/5


Pon, 24 maj 2010 13:11   
Autor: FN, źródło: FN   


Komentarze (20)
Poniżej znajduje się lista komentarzy.
1 2

Sob, 5 cze 2010 15:52 | brak oceny

p | Gość

Pilot twierdzi, ze czas dla katapultujacego sie pilota biegnie inaczej niz dla obserwatorow:
http://www.youtube.com/watch?v=YL1FblthxQ0

Czw, 3 cze 2010 16:01 | brak oceny

Lester Burnham | Gość

Zawsze słyszałem, że w chwili śmierci całe twoje życie przebiega ci przed oczami. Po pierwsze: ta jedna sekunda to nie jest jedna sekunda, ona rozciąga się na całą wieczność jak ocean czasu. Dla mnie to było leżenie na plecach na obozie harcerskim, gdy obserwowałem spadające gwiazdy. I żółte liście klonów, rosnących przy naszej ulicy. I dłonie mojej babci, skóra wyglądająca jak pergamin. I kiedy pierwszy raz zobaczyłem u mojego kuzyna Tony'ego
nowiutkiego, Firebirda. I Jane. I Jane. I Carolyn. Sadzę, że mógłbym być mocno wkurzony na to, co mi się przytrafiło ale trudno się wściekać, kiedy jest tyle piękna na świecie. Czasem czuję się jakbym widział je całe na raz, a tego jest za wiele. Moje serce rośnie niczym balon, który ma za chwilę pęknąć. A później przypominam sobie, żeby się odprężyć i przestać trzymać się tego kurczowo. A wtedy przebiega przeze mnie jakby deszcz i nie jestem w stanie czuć nic innego poza wdzięcznością za każdą chwilę mojego małego, głupiego życia. Nie macie pojęcia, o czym mówię, jestem tego pewien. Ale nie martwcie się. Pewnego dnia zrozumiecie.

Śr, 2 cze 2010 21:56 | brak oceny

pirateman22 | Załogant

Życie nie kończy się na śmierci ;) i w śmierć innej osoby nie należy się smucić ponieważ nie będzie mieć już kłopotów ani bólu. Przy odpowiednim doświadczeniu można się z nimi kontaktować ale to inna historia pozdrawiam Pirateman22

Wt, 1 cze 2010 21:56 | brak oceny

głos | Gość

Bardzo ciekawe doswiadczenia tych którzy wrócili stamtad m.in. jakieś szychy z rosyjskiego wywiadu .Polecam , warto
you tube; do piekła i z powrotem

Sporo tych ''''cieniowych'' postaci juz łązi ,niedawno widziano u nas takiego skaczacego z 4-tego piętra z balkonu -najwidoczniej kogoś podgladał ,albo był w tym mieszkaniu ,człowiek pobiegł przerazony bo myślał że ktoś wyskoczył i myślał ze pod oknem zobaczy trupa ,na dole nikogo nie było -facet jest powazny i był trzeżwy , postać miała podobną posturę jak ten z tego z tego filmu;
you tube ;chupacabra slow motion 2

P.S. Apokalipsa Św. Jana wypełnia się co do joty , tam jest napisane co jeszcze będzie

Pozdrawiam załogę i wszystkich czytających ,fajnie było was poczytać

Pt, 28 maj 2010 17:52 | brak oceny

sputnik262 | Gość

Witam drogi nautilusie droga załogo FN piszę taki krótki artykuł co z mieniło moje życie duchowe to było jak miałem 9lat ja mój tato czyli ja już wiedziałem że już umarł to było ta ja się kładę do spania i w pewnej minucie zobaczyłem mojego tatę przed sobą a w tedy byłem chory już na drgawki silne a najpierw ja go zobaczyłem to za pytałem tatę czy to ty bo ty taki dziwny jesteś taki niebieski ja fosfor a tata mi powiedział że idę do takiego miejsca że ja tam dołączę i wszyscy tam dołączą że tam jest pięknie i tyle mi powiedział i jak się przebudziłem to w tedy mi mama powiedziała że tata u marł a ja do domowników mówię tak że ja już wiem że tata u marł 24 przed śmiercią ja już wiedziałem 9letni chłopaczek i w tedy ustąpiły mi drgawki na 15lat miałem spokój sorry za błędy proszę mi wybaczyć pozdrawiam Piotrek z Krakowa pozdrawiam całą załogę FN

Pt, 28 maj 2010 15:44 | brak oceny

Mariusz | Gość

Nie wiedzial bym o co chodzi w tym artykule gdyby nie fakt ze przezylem dokladnie to.

Pracujac z komputerami nie jednokrotnie podlaczalem maszyny w wielu miejscach.
Jedno z takich miejsc bylo dla mnie bardzo bolesne...

Nachylilem sie nad komputerem zeby podlaczyc monitora kabel sygnalowy, SYGNALOWY, wtedy myslalem ze tam wogole nie ma pradu jakiegos znaczacego, i oparlem sie kciukiem o kaloryfer.
w Tym momencie, chwycil mnie prad, ale doslownie chwycil, sila tego pradu byla tak silna ze nie bylem wstanie zrobic nic, poprostu zaczelo mnie razic i trzymac moj kciuk przy kaloryferze jak jak i palec przy kablu. Bylem zgiety w pasie w dol, prad zaczal mnie prostowac do pozycji pionowej calym mna trzesac.

Trwalo to moze 2-3 sekundy, w ciagu 2-3 sekund razenia stalego pradem prostujac moje cialo z pozycji na naxa pochylonej do troche ponad wyprostowanej w mojej swiadomosci padlo jedno zdanie "JA UMIERAM" i w ciagu tych 3 sekund, od momentu gdy stalem sie swiadomy do momentu w ktorym jestem teraz klatka po klatce na bardzo bardzo bardzo szybkim podgladzie zobaczylem swoje zycie. Od pierwszego obrazu ktory pamietam do dnia w ktorym mnie razilo ale poprostu WSZYSTKO, klatka po klatce i to uczucie "JA UMIERAM" w ciagu tych 3 sekund bylem zdzwiony, nie balem sie, ale bylem zdziwiony ze JUZ umieram?

Ostatecznie po tych 2-3 sekundach oderwalem sie od tego kaloryfera krzyczac skaczac, trzesac sie caly walac po piersi z popalona skora na kciuku..


Ciekawe doswiadczenie musze powiedziec, poczulem jak moje zycie jest malo istotne, nabralem strasznego dystansu do siebie, naprawde wszystko jedno mi czy umre teraz czy jutro od tamtego wydarzenia... moglo sie to stac wtedy, moze stac sie jutro. You never know...

Pt, 28 maj 2010 08:33 | brak oceny

Ezoteryk | Gość

alone. Nigdy nie wiadomo na ile ktoś zachowuje spokój ducha...
Aczkolwiek człowiek z w miarę zintegrowaną osobowością może ją zachować pomimo
czerpania z różnych, nawet skrajnie się wykluczających religii...Każda religia to magia,
swoiste czczenie Stwórcy, jakkolwiek pojmowanego...Tworzenie obrządków różnorakich bardzo leży w naturze człowieka i zapewne wszystkie religijne obrzędy mają swoją moc...
Najważniejsze w tym wszystkim, jak sądzę to zachować zdrowy rozsądek
i umieć wybrać dla siebie to co naprawdę gdzieś tam w duszy głoboko czujemy...
Można być zatem katolikiem i jednocześnie medytować na przykład....
Z resztą w tej wierze medytacja również jest obecna, aczkolwiek tak się jej nie nazywa.
A czymże jest głobokie zatopienie w modlitwie, jeśli nie medytacją...
A czymże są Litanie, jeśli nie mantrami...itd.
Zapewne Bogu miłe są wszelkie praktyki, które nas do Niego zbliżają
i czynią nas ludźmi po prostu lepszymi i bardziej świadomymi...

Wt, 25 maj 2010 22:12 | brak oceny

czlowiekwodka | Gość

to jest qrwa matrix i tyle obudzcie sie, jestescie tutaj by zasilac obcych uczuciami milosci badz tych ktorzy zywia sie strachem, cala filozofia.. a pozniej umierasz i rodzisz sie na nowo jako kolejne warzywko

ahahhaha

Wt, 25 maj 2010 13:59 | brak oceny

pseudonimAnonim | Gość

jednym slowem nie masz najmniejszego pojecia czym to wszystko jest pani "M" jesli uwazasz ze to straszne jaczasami zastanawiam siepoasiadac tak daleko idacą wiedze o tym wszystkim (teoretyczną) jestem az zdumiony ze to jest aztak piekna bajka zyjemy sobie w niebie i co jest najwspanialsze predzej czy puzniej staniemy sie wszystkowiedzacymi swiadomymisamych siebie nicosciami gdzie wszystko zachodzi spontanicznie dostosowane do tego jaka mysl wyrazasz ciekawe jest nawet to ze sobie siedziesz i pieszesz cos na klawiaturze w jakies rozwidlonej nieprawdziwej strukturze internetu tak samo nieprawqdziwej jak wszystko co nas otacza. przychodzimy tutaj w jednym celu zeby kochac bo milosc jest poproastu piekna wiec i umysl ktory to stwarza i nigdy ale to nigdy nie przestanie tez jest piekny i nieskonczony:) mysle ze kazdy kto jeszcze jeszcze katolikiem czy muzymanem jest bardzo daleko w rozmyslaniu o swiecie wszystko ma raczej konstrukcje snu odbiciaw jakims zweirciadle wyzszej rzeczywistosci buddysci są przed tymi religiami lata swietlne do przodu i jeszcze nigdy nie slyszalem z ich ust zeby w ostatecznym rozrachunku rzeczywsosci bylo strasznie raczej spokojnie wszechogarniająco wiedząoco wszystkąco haha i kochająco

Pon, 24 maj 2010 23:02 | brak oceny

grot | Gość

W przeżyciach na pograniczu życia i śmierci jest jeszcze jeden ciekawy aspekt. Otóż przez chwilę człowiek znajduje się w osobie, której wyrządził krzywdę. Kierowca, który kiedyś uderzył kilka razy w złości przechodnia, który wtargnął na jezdnię znalazł się w chwili swojej śmierci przez chwilę w jego ciele i poczuł uderzenia i ich skutki - spowodowane przez niego samego. A więc znalazł się w ciele swojej ofiary. Prawdopodobnie ścinający n.p. głowę zakładnikowi terrorysta w chwili swojej śmierci przeżywa to co czuła ofiara jego czynu. Byłaby to zaskakująca i niesamowita ponadczasowa sprawiedliwość losu.
Osoby powracające z pogranicza życia i śmierci wspominają też o zjawisku możliwości przebywania w dwóch lub więcej miejscach jednocześnie. Być może istnieje związek z tym, że można się znaleźć w ciele ofiary, którą się skrzywdziło. W tym kontekście nasuwa się jednak bardzo ważne pytanie. W ilu miejscach ( a może osobach) można znaleźć się jednocześnie w tym dziwnym stanie ? W dwóch, trzech, a może stu ? A jeśli nie ma w tym stanie żadnych ograniczeń to może na przykład w ok. 6 miliardach z ogonem - jednocześnie ?

Wyświetl według: Chronologicznie Ocena
w kolejności: rosnąco malejąco

STRONA
1 2
* Informujemy, iż treści zamieszczane w komentarzach, lub innych rubrykach, w których internauta może dodać swój wpis nie są stanowiskiem Fundacji Nautilus i nie stanowią one odzwierciedlenia naszych poglądów, upodobań bądź sympatii. Fundacja Nautilus nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez Użytkowników.

Aby dodać komentarz, zaloguj się.
szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Uwaga czytelnicy serwisu - ważna aktualizacja tekstu! Na końcu artykułu  KOŃCÓWKA 2020 ROKU I KORONAWIRUS – SCENARIUSZE WYDARZEŃ Z PROJEKTU MESSING FN pojawił się komentarz Igora Witkowskiego, który przysłał na pokład okrętu Nautilus po jego lekturze. Polecamy! [...]

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wczoraj, 06:42 | W dniu dzisiejszym tj. 24.09.2020 r. o godz. 20.14 w Warszawie - teren Śródmieścia podczas spaceru ze swoim psiakiem zauważyłem na niebie jasne białe światło większe od gwiazdy które wolno przesuwało się z zachodu jakby od strony Pałacu Kultury i Nauki w kierunku wschodnim tj. kierunek Wisły ( na Pragę Południe ). To jednostajne światło sunęło w przestrzeni bezszelestnie i dość nisko. Widziałem je przez ok 1.5 minuty po czym zniknęło za budynkami mieszkalnymi.Pozdrawiam ( Orion_1957)

Artykułem interesują się

Poniżej lista Załogantów, których zainteresował ten artykuł. Możesz kliknąć na nazwę Załoganta, aby się z nim skontaktować.

Dziennik Pokładowy

Sobota, 26 września 2020 | Moje przypadkowe spotkanie przed wieżowcem firmy (w której pracuję) z Krzysztofem Jackowskim było tak zdumiewające, że można je śmiało uznać za potwierdzenie tezy, którą od kilku lat jasnowidz głosi publicznie. Zgodnie z nią świat jest rodzajem gry komputerowej, którą ktoś stworzył i czasami delikatnie potrafi przestawiać figury na szachownicy tworząc coś, co ludzie uznają za nieprawdopodobny zbieg...

czytaj dalej

FILM FN

OBECNOŚĆ - dokument z Archiwum FN

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.