Dziś jest:
Środa, 22 listopada 2017

Nikt prawie nie wie, dokąd go zaprowadzi droga, póki nie stanie u celu.
John Ronald Reuel Tolkien

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




NOCNE ZMORY I ATAKI NA SPIĄCE OSOBY – kilka relacji
Wczoraj, 10:07 komentarze: brak czytany: 545x

NOCNE ZMORY I ATAKI NA SPIĄCE OSOBY – kilka relacjiW naszym okienku XXI PIĘTRO – TWOJA HISTORIA przeważnie zamieszczamy pojedyncze historie nadesłane przez ludzi. Niestety mamy w kolejce… ok. 5 tysięcy historii, więc być może pomysłem jest, aby w XXI PIĘTRZE publikować ich po kilka lub kilkanaście, aby trochę „zwolnić miejsce w katalogu”.Dziś kilka historii z serii ATAKI NOCNYCH ZMÓR. Zjawisko znane.......

czytaj dalej

NOCNE ZMORY I ATAKI NA SPIĄCE OSOBY – kilka relacji

W naszym okienku XXI PIĘTRO – TWOJA HISTORIA przeważnie zamieszczamy pojedyncze historie nadesłane przez ludzi. Niestety mamy w kolejce… ok. 5 tysięcy historii, więc być może pomysłem jest, aby w XXI PIĘTRZE publikować ich po kilka lub kilkanaście, aby trochę „zwolnić miejsce w katalogu”.

Dziś kilka historii z serii ATAKI NOCNYCH ZMÓR. Zjawisko znane od początku istnienia ludzkości, wykpiwane i ośmieszane jako „banalny bezdech senny”. Mamy setki relacji o „ataku nocnych zmór” i stawiamy na podstawie zebranego materiału śmiałą tezę: z „bezdechem sennym” to ma tyle wspólnego co „bąble gazu bagiennego i Wenus” z wyjaśnieniem całego zjawiska UFO, czego wiele osób by sobie życzyło… ;)

Relacje poniżej.


From: [dane do wiad. FN]

Sent: Sunday, July 06, 2014 12:23 PM

To: nautilus

Subject: Zmora

 

Witam Państwa

 

Dnia 05.07.2014 roku w godzinach wieczornych miał miejsce kolejny atak zmory na moją osobę. Ostatni raz doświadczyłam tego ponad rok temu. Od początku roku 2014 zbliżyłam się do Boga. Codzienną rutyna stał się dla mnie poranny i wieczorny pacierz. Dzięki modlitwie stałam się silniejsza i spokojniejsza. Od kilku dni przeżywam zły okres w życiu i z tego powodu zwątpiłam w Boską moc...Nadal w niego wierzę , lecz nie tak bardzo jak wcześniej. Z powodu złego samopoczucia położyłam się wczoraj wieczorem spać. Po jakimś czasie  poczułam na piersi straszny ciężar... wiedziałam co się święci... Zaczęłam walczyć ze zmorą ...rzucałam i wiłam się na łóżku. W pewnym momencie udało mi się na chwilę otworzyć oczy. Widziałam tylko światło i czerwone kreski. Nie wiem jak to określić... czułam również ucisk wokół mojej szyi...Po chwili zaczęłam w myślach odmawiać pacierz. Ta zła moc stawała się coraz słabsza... w chwili gdy mnie opuszczała słyszałam dziwny odgłos... tak jakby "to coś" się krztusiło topiło w wodzie... to był jakby bulgot. Po jakimś czasie wstałam i zauważyłam , że mam zerwany łańcuszek z medalikiem Matki Boskiej... 


 

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Sunday, August 23, 2015 4:36 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Re: nocna zmora

 

Witam,

na wstepie chcialem zaznaczyc, ze nie jestem swirem.

Od bardzo bardzo dawna pamietam, ze raz na jakis czas dopadala mnie tzw zmora.

Zawsze w ten sam sposob. W nocy podczas snu, Z tego co pamietam to zazwyczaj snilem jakis obyczajowy sen, nie zaden koszmar. Zwyczajny sen, gdzies sobie chodze, rozmawiam z ludzmi itp. I zawsze z zaskoczenia, to cos przerywa mi sen i zaczyna sie... to uczucie strachu, jak podczas koszmaru, tyle ze sto razy gorzej i... na jawie. Przewaznie patrze sie w strone uchylonych drzwi na przedpokoj, ale nigdy nic nie zobaczylem. Nigdy mnie tez nic nie dotknelo. Raz jedynie cos tak jakby chuchnelo mi do ucha wydajac przy tym bardzo ciche stekniecie, bylo to bardzo realne, poczulem dreszcze na uchu i sie obudzilem.

Z racji tego ze dosc czesto sie to zdarzalo jak na tak rzadkie zjawisko, po prostu przyzwyczailem sie. W momencie wizyty tego czegos wiedzialem ze zaraz pusci i bedzie po wszystkim. Jednak w tym tygodniu juz trzeci raz mi sie to zdarzylo.

Dzisiaj podczas przyduszenia patrzac sie na drzwi nawet niespecjalnie sie tego balem i niespecjalnie z tym walczylem, przez chwile nawet przeszla mi przez glowe mysl zeby sie temu poddac, z ciekawosci... Nie walczylem zbytnio, ale i tak puscilo... problem w tym panowie, ze juz sie tego nie boje, ale wiem ze to jakies skurwysynstwo. Nie jestem pewien, ale dzis w nocy powiedzialem albo pomyslalem w strone tego czegos "no to dawaj kurwo" czy cos w tym stylu...

Mozliwe ze podczas tych akcji towarzyszy mi uczucie spadania, nie jestem pewien bo pamietam wszystko jak przez mgle, ale realizm zawsze na 100 %.

Nie pisze z prosba jak sobie z tym radzic, tylko z pytaniem co to jest i czym to jest spowodowane, nie jestem zlym czlowiekiem ani slabym psychicznie, nie mam powaznych problemow i nie zmarl mi nikt bliski przez ostatnie kilka lat.

Jestesmy katolicka rodzina ale zbytnio nie praktykujaca. Szczerze wam powiem boje sie, ze sie nie boje.

 

From:  [dane do wiad. FN]

Sent: Thursday, February 13, 2014 4:17 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Zmora inaczej?

 

Witam Fundację,

czytałam ostatnio Wasz artykuł o zmorach i między mną a moim mężem wywiązała się ciekawa rozmowa (wielogodzinne rozmowy - dopisek męża) na ten temat. Mój mąż mówił, że wielokrotnie miewał paraliż senny w przeszłości. Teraz zdarza się to sporadycznie. W jego ocenie było to doświadczenie przerażające i bardzo nieprzyjemne. Nie był w stanie się poruszyć i czuł jakby "wykręcało" jego ciało. Po za tym miał uczucie, że ktoś mu się przygląda. Czasami słyszał kroki i widział błyskające światła. Pewnego razu podczas paraliżu zadał w myślach pytanie: "Kim jesteś?". POCZUŁ odpowiedź, którą ciężko było mu ubrać w słowa. Jakby to coś mówiło: "Jestem właśnie tym/nią/nim".

Raz byłam świadkiem jego paraliżu. Zbudziłam się w nocy i usłyszałam, że szybko i ciężko oddycha. Zaczęłam go budzić. Trwało to stosunkowo długo. Zapytałam czy śniło mu się coś złego. Odpowiedział, że miał zmorę, ale już jest dobrze. Ciekawiło mnie dlaczego tak dziwnie oddychał. Usłyszałam, że podczas paraliżu ma wpływ tylko na swój oddech i takie szybkie oddychanie pomaga mu się wybudzić.

Mój brat również miewał zmorę, paraliż senny. Moja mama, teściowa, babcia, kuzynka... a ja nie. Wszyscy jednogłośnie określali to doświadczenie jako przerażające. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego mnie to jeszcze nie spotkało. I czy istnieją jakieś powody, dla których jedni doświadczają zmory, a inni nie. I wtedy coś mi się przypomniało. Jako nastolatka bardzo żywo zajmowałam się tematami związanymi z odmiennymi stanami świadomości, OOBE, LD... Testowałam wszystko na sobie. Miałam ku temu ogromną motywację, dużo czasu i pasji. Początkowy strach przerodził się u mnie w ekscytację takimi zjawiskami. Znawcy tematów OOBE, LD wiedzą, że internet aż huczy od różnego rodzaju technik wchodzenia w te stany. I teraz do rzeczy.

 

Paraliż senny był dla mnie zawsze czymś naturalnym. Po prostu rozumiałam, że jest on medyczną konsekwencją zasypiania. Niczym niezwykłym. Rozluźniałam się i pozwalałam mu się przydarzyć. Czułam wykręcanie ciała, widziałam światełka... Ale moje nastawienie z racji wiedzy i chęci doświadczenia czegoś więcej było bardzo pozytywne. Ekscytacja wręcz mi przeszkadzała, bo mnie wybudzała.

Gdzieś przeczytałam, że łatwiej doświadczyć OOBE rano, kiedy ciało jest zrelaksowane po nocy, ale jeszcze nie wybudzone. Każdego ranka, kiedy tylko mój umysł się przebudził, zgodnie z instrukcjami, nie otwierałam oczu i nie poruszałam żadną kończyną, tylko trwałam w bezruchu. Nie wiem czy mogłam się poruszać czy nie, bo po prostu tego nie robiłam. Leżałam spokojnie. I co ciekawe miałam uczucie, że ktoś mnie obserwuje. Mało tego, miałam wrażenie, że ktoś otwiera drzwi do mojego pokoju, czułam jak się zbliża, a potem mi przygląda. Byłam spokojna, bo MYŚLAŁAM, że to moja mama, która czasem rzeczywiście wchodziła rano do mojego pokoju po kosmetyki. Jednak moja mama robiła przy tym mnóstwo hałasu, grzebiąc po szafkach i  starając się mnie oczywiście nie obudzić. Myśląc, ze to mama, zastanawiałam się dlaczego mi się tak wnikliwie przygląda, przecież "śpię". Czekałam aż wyjdzie, ale nie słyszałam drzwi, które przy ruszaniu skrzypiały. W końcu otworzyłam oczy. Nikogo nie było. Drzwi były przymknięte, tak jak zwykle. Potem zapytałam mamy czego znowu szukała w moim pokoju. Była bardzo zdziwiona i zarzekała się, że naprawdę nie było jej u mnie. Taka sytuacja przytrafiła mi się parę razy.

Nie czułam strachu i to "coś" po prostu odchodziło. Nic się nie działo. Może wibracja strachu jest tu kluczowa. A gdyby to "coś" żerowało właśnie na strachu?

 

Z moją mamą też było związanych kilka ciekawych historii. Kiedyś na przykład obudziła się rano i przybiegła do mojego pokoju, pytając (prawie krzyczała!) dlaczego stałam nad nią i się przyglądałam, że ona się tak wystraszyła. Ja zaspana nawet nie wiedziałam o co chodzi. I zaznaczam, że nie lunatykuję. Potem jak emocje trochę opadły, powiedziała mi, że leżała w łóżku, otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą "twarz" jakiejś postaci. Wstała przestraszona, a ta postać bardzo szybko zaczęła uciekać. Poszła za nią i widziała jak sunie przedpokojem (rodzice mają bardzo długi przedpokój) do mojego pokoju. Dlatego myślała, że to ja.

 

Jestem bardzo wyczulona na takie doświadczenia w mojej rodzinie i nie tylko z racji zainteresowań głęboko pojętą duchowością, więc skrzętnie je przechowuję w pamięci i chętnie analizuję. Cieszę się, że Fundacja zbiera takie relacje.

Pozdrawiam wraz z mężem

[dane do wiad. FN]

 

 

-----Original Message-----

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Sunday, September 19, 2010 7:21 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Nocne zmory

 

Witam,

chciałbym podzielić się z czytelnikami moim przypadkiem. Kilka lat temu nad ranem wybudziło mnie ze snu jakby pukanie do drzwi. Obudziłem się z lekkim lękiem i postanowiłem włączyć światło. Gdy chciałem się podnieść moje ciało zostało zupełnie sparaliżowane. Nie mogłem utrzymać otwartych oczu, powieki mi się zamykały. Leżałem głową od strony okna, w pewnym momencie poczułem, jakby moje ciało się obracało, ogromnym wysiłkiem udało mi się na moment otworzyć oczy i zauważyłem, że leżę odwrotnie jak kładłem się spać. W tym momencie oczy z powrotem mi się zamknęły i usłyszałem dwa wyraźne stuknięcią w drzwi. Zacząłem się modlić i po chwili, to coś odpuściło. Jakby to był sen czy bezdech nie zasypiałbym przez dwa następne tygodnie przy włączonym świetle i radio. Do dzisiaj wszelkie nocne stuki podnoszą mi poziom adrenaliny.

 

Pozdrawiam,

Dawid

 

 

 

 

 

-----Original Message-----

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Sunday, September 19, 2010 5:18 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Zmory nocne - przemyślenia, doświadczenia, relacja

 

Witam Was serdecznie.

 

Moje relacje dot. nocnych zmor (o których piszę po waszych dwóch ostatnich artykułach dot. tych spraw) nie są tak spektakularne i dokładne jak wiele bardzo ciekawych na waszej stronie, jednak muszę podzielić się z Wami przy okazji pewnymi swoimi przemyśleniami.

 

Pierwsze przedstawia doświadczenia kolegi. Miało to miejsce tylko dwa razy, ale co ciekawe, po informacji ode mnie o tym zjawisku (!) Kolega nigdy o tym nie słyszał i z ciekawości, kiedy mu o tym powiedziałem, przeczytał to i owo i zaintrygowało go to. Bodaj kilka dni po tym, doświadczył tego na własnej skórze! Przypadek czy świadome, a konkretniej podświadome "ściągnięcie" do siebie tajemniczej istoty poprzez umysł/wydzielenie strachu/energii, które może tą istotę przyciągać? (nie zdziwił bym się, gdyby po waszych artykułach przysyłane by były do Was najświeższe relacje osób). Ale do sedna. Niestety, nie pamiętam już dużo szczegółów z opisów kolegi, jego dokładnych odczuć podczas "ataków". Wiem tylko, że nie miało to aż takiego groźnego przebiegu. Pierwszy raz spotkało go to, kiedy po szkole położył się na krótką drzemkę (więc miało to miejsce po południu). "Atak" polegał na tym, że doznał paraliżu całego ciała i co ciekawe słyszał jakby szepty. Drugi raz miało to miejsce w nocy, i było o tyle ciekawe, że kolega nagle zaczął słyszeć jakiś głos, który mówił do niego po imieniu. Także nie mógł się ruszać, ale miał otwarte powieki. W pewnym momencie, w otwartych drzwiach zobaczył ciemną sylwetkę postaci. Co ciekawe zarówno głos jak i sylwetkę połączył ze swoim bratem, który miał koło niego pokój. Po pewnym czasie wszystko wróciło do normy. Okazało się, że brat spał, więc to nie mógł być on. Więc kto? Nie wiadomo.

Przykro mi, że nie znam wielu szczegółów, które mogły by się okazać pomocne. To są relacje sprzed kilku dobrych lat, co ciekawe, zaistniałe po tym, kiedy mu powiedziałem o tym zjawisku.

Druga sprawa tyczy się filmów i ma związek ze zmorami. Bardzo mnie to zaintrygowało, bo ma związek także z moim przeżyciem. Jednak w mojej relacji jest pewien duży argument poddający moją relację w wątpliwość. Dwie z przeczytanych relacji ma związek z filmami i tak było w moim przypadku. Jeden chłopak pisał Wam, że sprawy działy się po obejrzanym filmie "Egzorcyzmy Emily Rose", a w drugiej relacji kobieta opowiada o "Egzorcyście", który ją rozbawił, a potem zdała sobie sprawę, że mogło mieć to rozbawienie decydujące znaczenie w jej ataku. Moje przeczycie też wiąże się właśnie z rozbawieniem. Oglądałem "Egzorcyzmy Emily Rose" (jak ten chłopak!), ale muszę zaznaczyć, że bardzo rzadko oglądam horrory bo zwyczajnie ich się boję (mam słabą psychikę i potem trudno mi przestać o nich myśleć, nie mogę spać itp) i unikam ich jak ognia. Teraz sytuacja, które poddaje w ogromną wątpliwość moją relację, zdaje sobie z tego sprawę. Wtedy z moim bratem i kuzynem, głupio o tym mówić, ale paliliśmy marihuanę. Tak pewnie nie obejrzał bym tego filmu... Podeszliśmy do jego oglądania trochę bezczelnie. Obejrzeliśmy urywkami, straszniejsze momenty, trochę środka, początku i końca. Bawił nas ten film i żartowaliśmy sobie z niego. Słowa z początku "film oparty na faktach" wywołał u nas salwę śmiechu. W końcu powiedziałem żeby wyłączył ten film, bo nie wytrzymam ze śmiechu. Położyliśmy się spać. Oni zasnęli stosunkowo szybko, ja trochę się męczyłem. Po pewnym momencie, mimo tego, że w pokoju byli oni dwaj, poczułem się strasznie nieswojo, wyczułem czyjąś obecność. Nagle poczułem osobliwy dreszcz, inny niż wszystkie. Zaczął się on od stóp i szedł w górę, jednak nie pamiętam czy skończył się na czubku głowy. To był bardzo dziwny dreszcz, zupełnie tak jakby mnie ktoś skanował, bo chyba to określenie jest najtrafniejsze. Nie bałem się, czułem to i zaciekawiło mnie to ale się nie bałem. Byłem tak odważny, że gdyby bym wtedy zobaczył jakąś postać, to nie zrobiło by to na mnie wielkiego wrażenia. Lekko rozbawiony po pewnym czasie zasnąłem. Może ta wiara w siebie, odwaga wywołane narkotykiem (a może on sam) uratowały mnie przed decydującym atakiem? A może to wszystko to wina tzw. "wkręcenia" czegoś sobie (jak to określił na drugi dzień mój brat, kiedy mu o tym powiedziałem)?

Zdaje sobie sprawę, że zwłaszcza moja relacja stanie się dla Was niczym. W końcu byłem pod wpływem narkotyku i takie coś mogło być wywołane oczywiście przez niego. Ale zawsze pozostaje ten malutki marginesik niepewności. Ostrzeżenie, jak w przypadku tej pani, która z takim samym rozbawieniem oglądała "Egzorcyste"? Związek z filmami o tematyce egzorcystycznej i zachowaniem osób może mieć ciekawe powiązanie z nocnymi zmorami...

Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieje, że nie wskoczę na Waszą czarną listę.

 

Pozdrawiam bardzo ciepło.

Szymon.

 


 

-----Original Message-----

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Sunday, September 19, 2010 4:54 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Nocna zmora

 

Nie jestem przekonana co do prawdziwości owych "zjaw", bardziej

przemawia do mnie, że to zwykły bezdech, ale fakt faktem, że byłam

świadkiem takiego zdarzenia, które niekoniecznie do teorii braku

przepływu powietrza można zaliczyć.

Otóż pewnego razu, gdzieś w okolicach moich 10-12 lat, obudziłam się w

środku nocy, co było dośc dziwne jak na mnie, bo jak to moja mama mówi

"śpie jak suseł" i nawet silna burza mnie nie obudzi. Z początku nawet

nie wiedziałam czemu się obudziłam, ale po chwili usłyszałam cichy głos

mojej babci (spałyśmy wtedy w jednym pokoju), która ewidentnie próbowała

krzyczeć, ale przez sen były to jedynie ciche jęki. Mówiła "boże, pomóż

mi, Emilka, duszę się." Miała zamknięte oczy i młóciła przy tym rękoma

jakby coś odganiała od siebie. Wstałam z łóżka i próbowałam ją obudzić,

szarpałam jej ramiona, uszczypnęłam w rękę, mówiłam "obudź się!", ale to

nie działało. Nadal śniła o koszmarze, miała zamknięte oczy i ewidentnie

zaczynała się dusić. Ja z kolei zaczęłam płakać, bo nie wiedziałam co

robić, ale babcia zdołała jeszcze powiedzieć: "zapal światło, szybko!".

Zerwałam się więc z jej łóżka i podbieglam do włącznika. Z chwilą, gdy

światło sie zapaliło babcia się obudziła i usiadła na łóżku chwytając

się za gardło. Ja już taka na serio przerażona, bo z początku byłam

przekonana, że babci się po prostu coś śniło, ale popatrzyłam na jej

szyję, na której widniały czerwone pręgi, tak jakby ktoś z pazurami

chwycił ją za gardło i zaczęłam się dopytywać co się stało. Powiedziała

mi, że była tutaj pani G. (dawna lokatorka, zmarła kilka lat temu, o

dość "zszarganej" reputacji) i próbowała zabrać ją ze sobą. Najpierw

chwyciła ją za kostki u nóg a potem zaczęła "wspinać" się wyżej w końcu

chwytając ją za szyję. Mówiła przy tym, że nie pojdzie Tam sama, bo nie

chce i że w takim razie zabierze kogoś ze sobą. Spytałam się jak ona

wyglądała, usłyszałam, że okropnie, jak człowiek skrzyżowany z

ośmiornicą, miała rany na ciele podobne do wypustek ośmiornicy.

Niestety, babcia widząc moje duże oczy, nic więcej na ten temat nie

powiedziała, pewnie w obawie, że 10-12-letnie dziecko samo może mieć

potem koszmary. Nadmienie jeszcze, że do świtu spałyśmy przy zapalonym

świetle.

Babcia następnego dnia podziękowała mi za to, że, cytuję "uratowałaś mi

życie." Powaga w jej głosie znaczyła, że naprawdę wierzyła w to, że

gdybym nie zapaliła światła, to coś by ją udusiło.

Do dziś nie wiem do czego to zaliczyć: do zwykłego koszmaru sennego?

Jeśli tak to był po pierwsze cholernie realistyczny, po drugie wydaje

się, że jedynym sposobem na obudzenie się, było zapalenie światła, po

trzecie bezdechem tego się nie da nijak wyjaśnić.

 

Pozdrawiam, Em.

 

 

 

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Sunday, September 19, 2010 1:49 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: zmory nocne

 

Witam szanowną redakcję.

Chciałbym króciutko odnieść się do bardzo ciekawego tematu nocnych zmór zwracając uwagę na nieco inny wątek, którego nie zauważyłem w komentarzach i mailach czytelników, a który również uważam zasługuję na rozważenie.

Na początku chciałbym dodać że ja również doświadczyłem tego nieprzyjemnego zjawiska, ale nie chcę opisywać tego tak jak inni czytelnicy gdyż mój opis pokrywałby się z pozostałymi. Jedno mogę tylko dodać że miałem takie dwa ataki i to zawsze wtedy kiedy skręcałem jakby to określić „na złą drogę”. Po jednym obudziłem się stojąc na łóżku i machając pięściami na oślep, myślę że była to taka lekka walka?, ale wracam do meritum sprawy.

Chodzi mi mianowicie o temat reinkarnacji. Otóż znam jednego specjalistę od  spraw ezoteryki, magii rytualnej i reinkarnacji i zadając mu pytanie na temat wyjaśnienia mi  zjawiska, którego doświadczyłem(zmory nocnej), którego nie rozumiałem udzielił mi ciekawej odpowiedzi na ten temat. Otóż chodzi o tzw: „czarną mszę”, czyli rytuał, który był praktykowany przez wtajemniczonych w wiedzę „zakazaną”, szczególnie w średniowieczu, w kręgach nie tylko satanistycznych. Na pewno Państwo wiecie o jakich temat chodzi, często przez taki rytuał przechodziły kobiety które chciały posiąść ową wiedzę zakazaną lub wejść w te elitarne kręgi.

A teraz związek z reinkarnacją. Dusza ma pamięć poprzednich wcieleń, gdyż jest nieśmiertelna. Jeżeli osoba doświadczyła czegoś takiego, w którymś wcieleniu ( a jak wiadomo zdarza się że inkarnujemy się jako kobietą lub mężczyzna na zmianę), to wówczas te ataki są właśnie wspomnieniami owego rytuału. Tam osoba na której przeprowadzano rytuał, była odurzona narkotykami i poddawała się kontaktowi seksualnemu, co odbywało się wbrew jej woli, dlatego dusza się buntuję przeciwko temu wydarzeniu. Może się również zdarzyć, że ten byt który wówczas zawładnął tą podawaną rytuałowi duszą, odwiedza raz nas jakiś czas te osoby, które kiedyś w swoim poprzednim życiu przeszły na lewą stronę z jakiegoś powodu, aby np.: poznać zło, które odkupują w następnym wcieleniu, na zasadzie przypomnienia żeby nie robić takich rzeczy więcej. To wyjaśnienie dużo tłumaczy dlaczego jedni tego doświadczają, a inni nie. Nie wiem czy jest to dokładne wyjaśnienie i czy należy w to wytłumaczenie do końca wierzyć, ale temat jest ciekawy i warty zastanowienia. Jeżeli trzeba przekazać więcej informacji Państwu na ten temat mogę podesłać więcej informacji na temat literatury z tego zakresu.

Pozdrawiam serdecznie , ( adres e-mail i moje dane do wiadomości redakcji.)

[dane do wiad. FN]

 

 

-----Original Message-----

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Sunday, September 19, 2010 12:17 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Zmora

 

Witam szanowną Fundację Nautilusa i jego czytelników.

 

Zdarzenie to miało miejsce jeszcze zanim wiedziałam cokolwiek na temat nocnych zmór, było to jakieś ponad pół roku temu. Położyłam się jak co noc i śniło mi się, że w moim domu nie ma powietrza. Znalazłam się obok okna i chciałam je otworzyć, ale tak jakbym nie mogła się za żadne skarby do niego zbliżyć a coś niewidzialnego trzymało moje ciało i pchało w przeciwnym kierunku od okna. Moja ręka była dosłownie jakieś 5 cm od okna. Kiedy czułam, że w moich płucach nie ma ani odrobiny powietrza, obudziłam się. Serce biło mi tak szybko jakbym przebiegła maraton. Oprócz tego nie zauważyłam żadnych zmian na łóżku. Z początku myślałam, że niechcący podkopałam się pod poduszkę i dlatego odcięto mi dopływ tlenu, ale poduszka była na swoim miejscu a ja leżałam normalnie a ciało miałam lekko odrętwiałe jakbym przez jakiś czas leżała w tej samej pozycji. Do czasu kiedy nie poczytałam na temat zmór to myślałam, że może naprawdę jakimś cudem miałam głowę pod tą poduszką bo jak inaczej miałam to sobie wytłumaczyć? No ale jak posiadłam tą wiedzę na temat tej istoty, myślę, że najprawdopodobniej miałam z nią styczność, ale w śnie wcale się nawet nie budząc. Dwa miesiące później kolega z klasy opowiedział swoją historię kiedy tylko przyszedł do szkoły. Wtedy już byłam pewna, że takie coś naprawdę istnieje.

 

P.S. Proszę o nieujawnianie mojego adresu e-mailu.

 

Pozdrawiam

 

 

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Sunday, September 19, 2010 11:25 AM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Zmory

 

Witam serdecznie!

Ogromnie zainteresował mnie ten artykuł o zmorach, tym bardziej, że sama mam problem z tym "stworzeniem". Atak zmory przeżyłam już kilka razy. Podobnie jak moja siostra bliźniaczka. Zmora jest czymś co czasami nas prześladuje. Każdy atak jest trochę inny, od duszenia, siadania na ciele śpiącego, poprzez próbę uduszenia przez pocałunek. Co ciekawe zazwyczaj zmora (zarówno w moich przeżyciach, jak i siostry) wygląda dość podobnie. Nie zawsze jej twarz jest taka sama, ale zazwyczaj  ma ona długie włosy, najczęściej czarne. Czasem jej twarz przypomina męską, ale zdecydowanie częściej to kobieca twarz. Czasem to tylko zbitka, czegoś czarnego, jakiejś ciemnej masy. Chciałam przytoczyć jedno ze zdarzeń nocnych, ze względu na jego specyfikę. W tym zdarzeniu nie tylko moja siostra dostrzega zmorę, ale i ja. Jesteśmy siostrami bliźniaczkami, i doskonale się rozumiemy (być może to ma znaczenie).

 

Grudzień 2006 - moja relacja

Moja siostra miała sen. Była w nocy zaatakowana przez zmorę. Zdarzyło się to nie pierwszy raz. Ciemna kobieca postać chciała ja pocałować. Wskoczyła jej na plecy. Siostra nie mogła się ruszyć. Obudziła się.

Zaraz po obudzeniu opowiedziała mi o śnie i przyszła spać obok mnie. Jak siostra jest w domu to śpimy w jednym pokoju. Bała się, więc chwilkę świeciłyśmy światło, a potem zasnęłyśmy. Ona spała na brzuchu, ja na boku, tyłem do niej (pamiętam bo gdzieś przeczytałam, że zmorze trudniej zaatakować śpiącego w takiej pozycji, i dlatego tak się położyłam). Obudziłam się między snem a jawą, nadal leżałam na boku, ale nie mogłam się poruszyć. Wiedziałam, że siostra też jest w tym stanie półsnu. Wyczułam zmorę, była przyczepiona sufitu, nad nami. Czarna masa czegoś złego. Bardziej ją wyczułam, niż widziałam. Nagle z ogromną siłą (czułam tę szybkość i siłę) zmora wpadła pomiędzy nas. Siostra mnie wołała przez sen, słyszałam ją w głowie. Zaczęłam się śmiać (tak jakby we śnie, nie realnie), bo to wolne wołanie mnie rozśmieszyło, tak jakby ktoś przedłużał wymowę liter, to mnie rozluźniło. Wtedy siostra ruszyła szybko ręką i uderzyła nią w przestrzeń pomiędzy nami. To nas wyrwało z odrętwienia. Obie pamiętałyśmy doskonale to przeżycie po przebudzeniu.

Zmora jest czymś realnym, ale myślę, że trzeba się nauczyć świadomie z nią sobie radzić. Trzeba jej powiedzieć: NIE. A myślę, że można. Zauważyłam, że jeśli się rozluźnię, jeśli podczas ataku świadomie stanę do walki, przestanę się bać, to ona odchodzi, albo ja zbieram dość siły by się obudzić. Myślę, że kluczem jest strach.

Spisuję swoje najważniejsze sny, ten spisałam zaraz po obudzeniu, dlatego taki dokładny opis zdarzenia i data.

Grudzień 2006 - relacja siostry

W zasadzie to wydarzyło się kilkakrotnie. Zdarzenie, o które chodzi to noc u nas w pokoju. Najpierw - leżałam na brzuchu - jak zwykle, i wtedy zobaczyłam, jak bardzo ładna i młoda kobieta leży obok mnie zwrócona twarzą w moją stronę. Przysunęła się bliżej i chciała mnie pocałować. Gdy się odsunęłam i w panice poruszyłam, ona natychmiast zareagowała agresją i zaczęła z całych sił na mnie napierać. Usiadła mi na plecach, tak, że nie mogłam się poruszyć, ani obudzić. Zerwanie się z łóżka zajęło mi więcej trudności niż zwykle, w takiej sytuacji.

Pamiętam, że nie miało twarzy, ani postaci, ale "to coś" było całe ciemne, jakby zagęszczone i miało dużą energię, ale nie fizyczną. Dusiło tak jakby tą czarną gęstością. Byłam w półśnie i miałam świadomość tego, Nagle udało mi się poderwać i obudziłam się szybko wstając z łóżka. Natychmiast zapaliłam światło i obudziłam siostrę. Bałam się, więc dalej spałyśmy razem. Ja od ściany.

Gdy zasnęłam, to się znów powtórzyło - zmora usiadła na mnie jak zwykle na plecach, mocno mnie przygniatając. Nagle, chcąc się obudzić zaczęłam wołać siostrę przez sen, usiłując zapanować nad ciałem fizycznym. W rzeczywistości był to powolny dźwięk wydobywany przeze mnie - bardzo ospale wypowiadałam jej imię. Mnie, we śnie, wydawało się, że krzyczę. Kosztowało mnie to dużo energii. Nagle siostra zapytała o co chodzi. Zmora nagle zeskoczyła jakby z sufitu, a jednocześnie z moich pleców - tak jakby ta energia była na suficie, a jedynie tak mocno mnie przygniatała, że czułam ją na sobie. Gdy zeskoczyła pomiędzy nas dwie, ja natychmiast wszystkimi siłami uderzyłam w to miejsce pięścią. Wtedy się obudziłam, a tej czarnej energii już nie było.

Następnej nocy byłam przekonana, że to powróci, ale nic się nie wydarzyło.





 

 

-----Original Message-----

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Sunday, September 19, 2010 7:40 AM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Nocne zmory-UFO

 

Witam wszystkich drazacych tematy nieprzyziemne.

 

Moja historia jest bardzo podobna do tych z nocnymi zmorami w tle,lecz ciut sie rozni.

Ponad pol roku temu podczas normalnie zapowiadajacej sie nocy,przysnila Mi sie sytuacja, gdzie jakas dziewczyna pokazujac kartke papieru,lub rodzaj dokumentacji, mowi do Mnie "Oni tu przyleca",wtem Ja sie budze,szeroko otwartymi oczami spogladam w okno(akurat tak bylem ulozony na lozku,twarza do okna)i widze mocne swiatla ktorych zrodlo chowa sie za chmurami.Wygladalo to jak by cos z powietrza w srodku nocy szukalo czegos za pomoca bardzo silnych jupiterow na moim podworku.

Wpadlem w panike,zaczalem krzyczec,ale zupelnie bezdzwiecznie,bylem jakby sparalizowany.Gdy strach osiagnal punkt kulminacyjny ,swiatla nagle zgasly,wtedy juz moglem wstac i zapalic lampe.

 

W calym Moim zyciu,To byla jedena z kilku niewyjasnionych sytuacji.

[dane do wiad. FN]

 

 

-----Original Message-----

From: [dane do wiad. FN}

Sent: Saturday, September 18, 2010 11:15 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: zmora nocna

 

witam.

myślę, że historie, które tu opiszę okażą się warte przeczytania.

 

 mój mąż można by rzec wykazuje dziwne zdolności. tj. doświadcza dziwnych wizji, od czasu gdy korzysta z wahadełka, te wizje nasiliły się. czasami zdarza mu się "usłyszeć" moje myśli, w sensie że zanim coś powiem on to mówi i pyta się, czy to właśnie chciałam powiedzieć albo czy o tym myślałam.

 wracając do tych wizji, doznaje ich zawsze w nocy. widuje dziwne znaki, zdarza się, że w snach odwiedzają go zmarli i opisują jak wygląda druga strona. wiem, to wszystko brzmi jakbym była obłąkana ale tak właśnie jest. często ma bezdechy nocne, przeczucie, że zaraz umrze, mówi, że wtedy słyszy szum helikoptera w uszach. często pojawiają się drzwi, a wyczulony na nie, nie przechodzi przez nie. opowiadał mi, jak we śnie pojawiła mu się znajoma rodziny, która się powiesiła. opisała mu, jak w zaświatach płynie czas, wyglądała na kobietę młodszą o 20 lat niż była, ubrana była w zielone szaty i przeszła do niego przez drzwi.! na samą myśl o tych historiach, które mi opisuje mam gęsią skórę.

 na początku byłam sceptycznie nastawiona do tych nocnych bezdechów dopóki sama ich nie doświadczyłam. miałam taki w ciąży. w ciąży również przytrafiła mi się też inna "paranormalna" historia.

 widziałam (?) coś a raczej kogoś. kobietę, ubraną w czarne szaty, wyglądała jak topielec, miała długie, splątane włosy, puste , czarne, przerażające oczy. ta kobieta zawisła nade mną, miałam wrażenie, że chce mi odebrać dziecko, słyszałam dźwięk jakby wody wsysanej przez zlew, czułam jakby ulatywała ze mnie cała energia, całe powietrze, dosłownie wszystko...jakbym zapadła się w smołę. rano ( a raczej koło 14 dnia następnego) nie mogłam się podnieść z łóżka.

 a wracając do mojego męża, jak już wspomniałam, choruje na astmę. w wieku sześciu lat doświadczył czegoś naprawdę dziwnego. śniło mu się, że podchodzi do okna, odsłania zasłonę, a tam stoi dziwny stwór z głową zwierzęcia, który chwyta go jak chwyt zapaśniczy, podduszanie za żebra, nie wiem jak to dokładnie opisać, nie znam się na tym. mój mąż jako małe dziecko zaczyna się bronić tj, zaczyna podduszać owego stwora w ten sam sposób co on jego, po czym się budzi. a tydzień później trafił do szpitala z powodu duszności. od tamtej pory choruje na astmę.

 nigdy nie wierzyłam w takie rzeczy jak duchy, zjawy nocne itp. ale odkąd jestem z moim mężem doświadczam tego dość często. nie wiem czy on coś przyciąga czy co.

nie tylko ja jestem świadkiem tych dziwnych zjawisk. nawet moja babcia je potwierdza.

 

z pozdrowieniami, zuza

 



-----Original Message-----

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Saturday, September 18, 2010 10:26 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Nocne zmory...

 

Witam!

Zacznę od tego, że już od dłuższego czasu czytam stronę FN, ale jaszcze nigdy nie miałam okazji niczego napisać, dopiero artykuł o nocnych zmorach sprawił,że chcę opisać to co mi się przytrafiło...

Było to rok temu na początku września, noc jak noc, nie poprzedzały tego jakieś specjalne wydarzenia...

W pewnym momencie, zaczęłam wybudzać się ze snu ponieważ poczułam,że ktoś mocno trzyma mnie za rękę... pomyślałam,że może to już rano i ktoś z domowników próbuje mnie obudzić. Wtedy się zaczęło, chciałam otworzyć oczy ale nie mogłam, poczułam jak ktoś trzyma mnie za obie dłonie, nie mogłam się ruszać, próbowałam przekręcić głowę ale też nic, trwało to jakąś chwilę bo pomyślałam,że już nic mi nie pomoże nie mogłam złapać powietrza ale nic mnie nie dusiło poprostu nie mogłam oddychać, jakbym miała całkiem zatkany nos i usta.  Nagle wszystko ustało przekręciłam się na bok otworzyłam oczy i próbowałam złapać powietrze, po chwili udało się. Pamiętam jak trzęsły mi się ręce, nie zasnęłam dopóki nie zrobiło się jasno. Następnego dnia opowiedziałam to koleżankom z pracy. Od tamtej pory nigdy nie zamykam drzwi od pokoju na noc. Bałam się ,że przyciągnęłam do siebie tę sytuację tym, iż interesuję się okultyzmem i siłami nadprzyrodzonymi, chociaż przyznam ,że od tamtego czasu trochę mniej...

Pozdrawiam Beata.

 

 

-----Original Message-----

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Monday, September 20, 2010 5:43 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Paraliż senny

 

Witam

Piszę do was w nawiązaniu do artykułu o tzw Nocnych Zmorach.Zjawisko nazywane Paraliżem sennnym dotyczy bezposrednio również mnie.Od wielu lat cierpię na przypadłość która dotyka mnie zawsze pod koniec snu.Leżę w łóżku,widzę swój pokój oczami niemoge jednak się ruszyć ani wypowiedzieć słowa.Trudno tu mówić o zmorach ponieważ nie czuje niczyjej obecności ani duszności jak" ofiary" owych zmor.Jest to coś posredniego między snem a jawą.Tak jakbym już nie spał ale jeszcze się nie obudzil.Zawsze towarzyszy temu paniczny strach że nie obudze się.Moze któryś z czytelników potrafi wytłumaczyć to zjawisko?

Arek

 

 

 

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Tuesday, September 21, 2010 1:26 AM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: coś o snach

 

Witam

 

Do napisania zainspirował mnie artykuł o zmorach sennych.

Jak można wnioskować z reakcji czytelników zjawisko jest dość powszechne. Jako dziecko doświadczałem czego podobnego.

Moje doświadczenia są jednak nieco inne niż te dotyczące zmory sennej.

Nie mniej jednak sprawa o której piszę stanowi dla mnie coś w rodzaju zagadki do której nie przywiązuje zbyt wielkiej wagi,

jednak w pewnym stopniu mnie ona intryguje. Ciekaw jestem czy ktoś doświadczał czegoś podobnego.

                

Koszmar o którym chcę opowiedzieć, dotyczył mojego dzieciństwa, powtarzał się dwa, może trzy razy do roku i około

15 roku życia nagle przestał mi się śnić. Najczęściej śniło mi się to w okresie jesieni albo wiosny,

czasem towarzyszyła temu również gorączka, ale nie była to reguła. Wyglądało to tak:

 

Zasypiałem normalnie i miałem jakiś normalny sen, z jakąś fabułą, nic nadzwyczajnego,

nie było w tym śnie również nic strasznego czy niepokojącego. Treść snu mogła być dowolna.

Nagle jakiś element w tym śnie ulegał jakby uwypukleniu i coś się zmieniało. Przepraszam za mało precyzyjne określenie

jednak proszę pamiętać, że opisuję sny z przed około dwudziestu lat.

Normalny sen zaczynał się zmieniać, nie pamiętam szczegółów otoczenia, ale było to chyba jakieś złomowisko

czy ogólnie jakieś miejsce gdzie dominował chaos. Zaczynał mnie ogarniać niepokój, całkowicie bezkierunkowy niepokój,

nie potrafię wytłumaczyć czego on dotyczył, to było po prostu ogarniające mnie odczucie.

W pewnej chwili wszystko znikało, w głowie pojawiał mi się obraz czegoś bardzo drobnego,

nitki, jakiegoś źdźbła, stokrotki czy bukietu stokrotek oraz świadomość istnienia jakiegoś ogromnego ciężaru,

czegoś ogromnego, jakiejś gigantycznej bryły zrobionej chyba z ołowiu. Pojawiało się odczucie kontrastu między stokrotkami

i tym ciężarem czemu towarzyszył lęk. Jednak nie był to normalny strach, to było coś tak potwornego, przerażenie o takim nasileniu,

że nie potrafię tego opisać ani porównać z czymś co występuje w normalnym życiu.

Nie jestem sobie w stanie wyobrazić sytuacji w której można odczuwać tak potworne przerażenie.

Bardzo istotną kwestią w tym odczuciu była jego bezkierunkowość, albo nawet bezpodmiotowość.

Przerażenie mimo, że wywołane (chyba) przez kontrast między czymś delikatnym a czymś gigantycznym,

było samoistnym bytem czymś co samo się jakby napędzało. Dochodziło do czegoś jakby dodatniego sprzężenia zwrotnego.

Budziłem się, biegłem do pokoju rodziców, ale to dalej mi się śniło. Rodzice zapalali światło, ja miałem otwarte oczy, a sen nie ustępował.

Obraz pokoju, sprzętów, nakładał się na stokrotki. Rodzice starali się mnie budzić, uspokajać, ale to nie pomagało.

zwiń tekst




W mojej rodzinie wszyscy chłopcy 'ocierają się' o śmierc w wieku kilku lat
Nie, 19 lis 2017 11:21 komentarze: 6 czytany: 1084x

No cóż jestem zwykłym człowiekiem jak setki innych. Ale napisze Wam co się mi czasem przydarza. Na początek opowiem Wam co spotyka moją rodzinę w linii męskiej. Odkąd słucham rodzinnych opowieści to zawsze pojawia się w nich pewien wątek związany z potomkami w linii męskiej co też spotkało mnie i mojego syna a także syna mojej siostry nie mówiąc o naszych przodkach. Każdy chłopiec w wieku do pięciu.......

czytaj dalej

No cóż jestem zwykłym człowiekiem jak setki innych. Ale napisze Wam co się mi czasem przydarza. Na początek opowiem Wam co spotyka moją rodzinę w linii męskiej. Odkąd słucham rodzinnych opowieści to zawsze pojawia się w nich pewien wątek związany z potomkami w linii męskiej co też spotkało mnie i mojego syna a także syna mojej siostry nie mówiąc o naszych przodkach. Każdy chłopiec w wieku do pięciu lat ociera się o śmierć lecz nic mu się nie staje. Ja w wieku 3 lat zostałem przygnieciony przez drzewo. To samo przydarzyło się synowi siostry.
Natomiast mój syn został potrącony przez auto lecz wyszedł z tego praktycznie bez szwanku - nie licząc otarć. Mój ojciec i dziadek też spotkał się z czymś takim lecz również wyszli z tego bez uszczerbku na zdrowiu.
   Ale to nie wszystko.

   Mając kilka lat obudziłem się i zobaczyłem tajemniczą postać która stałą i patrzyła na mnie. Była to ciemna postać jak gdyby mnicha który stał i patrzył na mnie. Wtedy byłem tym strasznie przestraszony ale nikomu o tym nie mówiłem ale z perspektywy czasu wiem że nie był to ktoś zły. Przez kilkanaście następnych lat pamiętałem ten sen ale nigdy się już nie powtórzył. Następny o podobnym temacie powtórzył się przed około 15? lat temu kiedy już byłem żonaty i miałem własną rodzinę. Śniłem że znajduje się na jakimś odludnym pustkowiu o bardzo ponurej atmosferze, dominowała tam szarość i brak jakiejkolwiek roślinności. Ktoś lub coś chciało mnie schwytać - dziwne postacie o raczej złych intencjach w strojach mnicha których twarze zasłaniała siatka - lecz uciekałem przed tym (nimi?) do ogniska przy którym siedziało znowu trzy ciemne postaci.

Siedzieli posępnie przy nim i z zainteresowaniem? patrzyli na mnie. Ci też nie mieli za dobrych intencji ale byli obojętni. Niestety tu się sen urywa. Oo około 5 lat znowu pojawiła się postać mnicha która stoi w nocy i patrzy w moją stronę lecz nigdy nie widać jej twarzy. Pojawiał się około godziny 3:00 nad ranem. Nie byłem sparaliżowany bo mogłem się poruszać i wstać aby sprawdzić co się dzieje lecz nigdy to mi się nie udało. Jest jeszcze jeden sen bardzo niezwykły dla mnie. Otóż pewnej nocy śniłem, że przychodzi po mnie jakiś mężczyzna i zabiera mnie do można to nazwać pałacu, który na pewno nie znajduje się na ziemi ale i nie jest to żaden pojazd. Budynek jest bardzo wielki i wysoki. Ma śliczne marmurowe wysokie kolumny, które podpierają sklepienie. W oddali między kolumnami widać błękitne niebo i chmury. Mężczyzna (brodaty marynarz sądząc po ubiorze i czapce takiej jakie mają kapitanowie) prowadzi mnie wśród innych par znajdujących w tym budynku ku jakimś drzwiom za którymi ktoś na mnie ma czekać z jakąś sprawą. Wiem że to dotyczy mnie ale nie potrafię powiedzieć czego dotyczy. Od tego czasu w moim życiu zaczęło się zdarzać dziwne rzeczy. Zaczynałem widzieć i słyszeć coś czego inni nie mogą. Poważnie zastanawiałem się nad wizytą u psychiatry. Ale pewnego dnia spotkałem kogoś kto jest podobny pod tym względem do mnie.

    Wychowałem się bardzo blisko lasu i od najwcześniejszego dzieciństwa w nim przebywałem. Sam lub z kolegami. A teraz bardzo często spaceruje z psem po lesie lub jego obrzeżach. Spacerując po obszarach na których nie ma drzew lub wysokiej roślinności nic się nie dzieje lecz gdy wchodzę w las zaczynają się dziwne rzeczy. Mam uczucie, że ktoś na mnie patrzy lub kątem oka widzę coś(zielonego) lub kogoś jak chowa się za drzewem gdzieś nieopodal. Czasami z trzaskiem łamie się jakiś patyk leżący na ziemi lub coś spada z drzew. Niby nic wielkiego można powiedzieć lecz dzieje się to zawsze gdy jestem sam, tzn. pies odbiegnie trochę dalej (duży wilczur) i z przeciwnego do niego kierunku, nigdy gdy jest przy mnie.
Nic takiego się nie zdarza gdy jestem z kimś jeszcze na spacerze. Pies tylko czasami zatrzymuje się w pół kroku i z lekkim niepokojem spogląda w stronę gdzie się coś dzieje.

   Ale spacer w dzień jest niczym z tym co się dzieje po zmroku. Będąc z kimś w lesie spotkałem się z przedziwnym zjawiskiem. W jasną gwiaździstą noc stojąc na leśnej drodze i widząc jak świetliki kręcą się w ciemnościach poczułem coś co zaczyna otaczać nas. Lekko zaniepokojony zaproponowałem wejście do mojego auta. Może trudno w to uwierzyć komuś kto czegoś takiego nie doświadczył ale nagle mrok zgęstniał. Świetliki zgasły tak jak gwiazdy na niebie a mrok stał się dla mnie wprost namacalny. Wokoło zapanowała dosłownie grobowa cisza. I wtedy zobaczyłem w oddali jak leci ku mnie (nam) coś ognistego (napisze za moment).

Dziwna nieludzka twarz ciągnąca za sobą małe płomienie. Wtedy między mną osobą która ze mną pojawiła się dziwna postać (o niej zaraz napisze).  Trwało to jakąś minutę. Nie czułem strachu ale miałem na ciele dziwne mrowienie i dziwny niepokój. Osoba która ze mną była nie widziała nic takiego co ja ale wyczuła obecność czegoś lub kogoś. Bez zastanowienia każdy wsiadł do swojego auta i wyjechaliśmy z lasu gdzie wszystko wróciło do normy. A teraz o tym kimś-czymś szarym między nami. Osoba która ze mną była twierdzi, że jest to coś co jest z nią praktycznie na co dzień lecz nigdy nie widziała jej tak dokładnie jak ja. Widuje ją jako ciemny cień lub coś w temu podobne. Natomiast ja widziałem dokładnie jej szarą twarz? pokrytą miękkim meszkiem i wielkie czarne oczy. Twarz nie była straszna lecz nie należała do człowieka ale na pewno nie do szarego kosmity!! Inne podobne zdarzenie również wydarzyło się w lesie. Również mrok zgęstniał i nastała martwa cisza lecz tym razem ciemność zmaterializowała się do postaci człowieka, coś na podobieństwo potężnego mężczyzny w obszernym obraniu lecz nie jako mnicha lecz raczej faceta w zbyt dużym dresie.

Stałem blisko auta i zapytałem na głos kim jest. Zrobiłem kilka kroków w jego stronę lecz postać odwróciła się i wydawało się że zaczęła uciekać a raczej odpływać ale bezgłośnie i bezszelestnie pomimo gałęzi będących na wysokości ramion. Szybko zaświeciłem w aucie światła lecz nikogo nie było widać oprócz dziwnej ciemności. Co ciekawe z tyłu auta mimo mroku można było rozróżnić drzewa a z przodu nie. Osoba która ze mną była nie widziała nikogo lecz wyraźnie czułą czyjąś obecność. Lubię przebywać w różnych dziwnych więc pewnego razu moja znajoma zaproponowała mi, że zabierze mnie na jakieś stare cmentarzysko sprzed kilkuset lat. Zgodziłem się i pewnej letniej nocy urządziliśmy sobie małe ognisko. A że nic się nie działo i zrobiło się chłodno bo ognisko zgasło, poszliśmy zagrzać się do auta. Siedząc w środku i rozmawiając nagle wokół jej auta przeszła ciemna postać niby człowieka ale tylko z zarysu. Miała ponad 2 metry wzrostu i byłą lekko zgarbiona. Wydawało mi się że coś szuka a może coś węszy. Przyznam się że zrobiło mi się trochę nieswojo lecz to to nie był strach lecz jakieś inne uczucie. Koleżanka niczego nie widziała i zaczęła się ze mnie śmiać a ja obróciłem to w żart. Dla rozprostowania nóg wyszliśmy z auta. Po chwili w odległości około 30 metrów dało się zauważyć zarys postaci nieco jaśniejszej od otoczenia, która przechodziła między drzewami. Ja ją widziałem dość wyraźnie natomiast koleżanka tylko jako jasną "plamę" jak to później określiła. Po tym bardzo szybko pożegnaliśmy się i każdy pojechał do swojego domu. Od tego czasu raczej unikam przebywania po zmroku w lesie lub jego obrzeżach.

Przebywając natomiast na otwartej przestrzeni towarzyszy mi krąg, coś co rozjaśnia mrok. Jest to przestrzeń delikatnie jaśniejsza od ciemności w dalszej okolicy. Co ciekawe ja tego nie zauważyłem ale osoby, które ze mną są w tym czasie mi to uzmysłowiły.

   Co do dziwnej ognistej twarzy. Pierwsze z nią spotkanie miało oczywiście w nocy lecz miało dziwny przebieg. Najpierw obok mnie przeszły dwie ciemne postaci, bezszelestnie i cicho. Wyczułem, że to była kobieta i mężczyzna. A potem z oddali ku mnie "przypłynęła" kobieca twarz. Piękna a jednocześnie dziwnie straszna. Dotknęła policzkiem mojego policzka a następnie lubieżnie zaczęła lizać mnie po nim. Zamiast ludzkich zębów miała rząd kłów jak u dzikiego zwierza a zamiast ludzkiego języka coś jak język węża (takie mam skojarzenie) ociekający śliną . Następnie ze śmiechem oddaliła się ode mnie. Nie czułem strachu lecz coś innego trudnego do określenia.
   Może jest ktoś kto potrafi mi wyjaśnić co mnie spotyka i co widzę i dlaczego tak się dzieje?
   Przepraszam, że to trochę długie i nieskładnie napisane ale inaczej nie umiałem wyrazić co mnie spotyka.

   Do redakcji - Jeżeli przeczytacie i zdecydujecie się to opublikować bardzo proszę o niepublikowanie moich dany bo wiem że gdyby ktoś się o tym dowiedział z moich znajomych (no może z kilkoma wyjątkami) to uznano by mnie za delikatnie mówiąc wariata.

   P.S. Nigdy nie brałem żadnych środków jak narkotyki lub inne tego typu używki i unikam alkoholu. W życiu codziennym jestem zwykłym przeciętnym człowiekiem. Pozdrawiam :)



zwiń tekst



Nad moim łóżkiem stały trzy istoty
Sob, 18 lis 2017 08:17 komentarze: 2 czytany: 1091x

[...] Dzien dobry, chcialem sie podzielic pewnym wydarzeniem ktore mialo miejsce kilka lat temu. Pisze tak jak to przezylem, interpretacje moga byc rozne. Obudzilem sie w nocy a przed moim lozkiem staly trzy isoty wygladajace podobnie do takiej postaci "Pierro" blekitna skora,. Nagle zaczlem lewitowac na lozkiem i dostalem informacje ze od jutra bede mogl leczyc ludzi rekoma.Po czym obudzilem sie .......

czytaj dalej

[...] Dzien dobry, chcialem sie podzielic pewnym wydarzeniem ktore mialo miejsce kilka lat temu. Pisze tak jak to przezylem, interpretacje moga byc rozne. Obudzilem sie w nocy a przed moim lozkiem staly trzy isoty wygladajace podobnie do takiej postaci "Pierro" blekitna skora,. Nagle zaczlem lewitowac na lozkiem i dostalem informacje ze od jutra bede mogl leczyc ludzi rekoma.

Po czym obudzilem sie rano, i pmyslalem co za dziwny sen, lecz rece mnie piekly przez tygodnie a ja musiałem chłodzić je woda zimną.

2 dni po tym wydarzeniu, szedlem z moim pieskiem na spacer poznym wieczorem. Nagle dostalem impuls zeby spojrzec do gory byl zielony blysk, nie wiem czy planeta czy jakieś swiatlo, potem impuls zebym spojrzal do tylu. Tam z kolei blysk swiatla niebiekiego, i sekunde po tym z dach mojego szeregowca objekt prostoktny co ciekawe 2 wymiaowy ruszyl z dachu w kierunku lasu. Bieglem za tym objektem zeby zobaczyc co to jest, lez objekt jak tylko był nad drzewami nagle zniknał.

Pozdrawiam




zwiń tekst



Fundacjo, przyjeżdżajcie do nas ze swoim sprzętem i swoim pojazdem… u nas często pojawia się UFO!
Pt, 17 lis 2017 12:17 komentarze: 3 czytany: 792x

Mamy kilka miejsc w Polsce, które koniecznie chcemy odwiedzić w przyszłym roku. W tym celu doposażyliśmy nasz pojazd w sprzęt, który nie wymaga korzystania z 220V podczas ustawiania monitoringu na 24h. To dość kosztowne wyposażenie, ale pozwala ono rozstawić cztery niezależne kamery i nagrywać z nich obraz w oparciu tylko i wyłącznie o zasilanie z małego akumulatora. Na szczęście na świecie pojawiła.......

czytaj dalej

Mamy kilka miejsc w Polsce, które koniecznie chcemy odwiedzić w przyszłym roku. W tym celu doposażyliśmy nasz pojazd w sprzęt, który nie wymaga korzystania z 220V podczas ustawiania monitoringu na 24h. To dość kosztowne wyposażenie, ale pozwala ono rozstawić cztery niezależne kamery i nagrywać z nich obraz w oparciu tylko i wyłącznie o zasilanie z małego akumulatora. Na szczęście na świecie pojawiła się nowa generacja tego typu urządzeń i wreszcie nasz pojazd jest tak wyposażony, jak być powinien od początku.



Wracając do spraw zgłaszanych nam przez czytelników – kilka zgłoszeń zawiera informacje wymagające sprawdzenia, że obiekty UFO pojawiają się tam z dużą regularnością. Czy wierzymy w takie informacje? Jak najbardziej tak – nie ma wątpliwości, że są miejsca, gdzie UFO prowadzi coś w rodzaju eksperymentów czy badań i częstotliwość pojawiania się Niezidentyfikowanych Obiektów Latających jest większe niż gdzie indziej.

Na mapie Polski mamy w tej chwili 7 (!) takich miejsc, które wymagają naszego pojawienia się na miejscu ze sprzętem do monitoringu. W naszym dziale XXI PIĘTRO pokażemy zgłoszenie, które dostaliśmy w ostatnich godzinach (nazwę miejscowości zachowujemy do wiedzy FN).

 

Szanowni państwo! Piszemy do państwa z małej wsi [dane do wiad. FN] na dolnym Śląsku. Całość dziwnych zjawisk zaczęła się w roku 2014 kiedy to moja koleżanka idąc z przyjaciółką przez mały lasek, na polu (polanie) zobaczyła w oddali świecącą kule, migała różnymi kolorami. Była w odległości około 500m. Przybliżała się z prędkością około 20km/h. W ostateczności przybliżyła się do 45m, potem dziewczyny uciekły. Po jakimś czasie sprawa ucichła jednak następnego dnia zrobiłem zdjęcie dziwnej kuli na nocnym niebie- obok księżyca. Niestety nie mam już tego zdjęcia. Jakiś miesiąc temu, o godzinie 17/18, były widziane dwie/trzy kule, Unoszące się nad polami, obok pobliskiej wsi oddalonej o około 3km. Zjawisko trwało około 50min. Ostatnie zjawisko sugeruje jakieś powiązania. Prosze o kontakt i pozdrawiam!

 

I jeszcze jedno zgłoszenia z tej samej grupy.

 

Dzien dobry, Pisze do Panstwa poniewaz pewna sytuacja budzi moje watpliwosci.

Rodzice prowadza agroturystyke w rejonie Pojezierza Lubuskiego okolica [dane do wiad. FN] lasy, pola, jeziora. Od zawsze w tym miejscu gdy sięgam pamiecia budze sie w nocy zawsze o 2:58(59) okzalo sie ze o tej godz. codziennie budzi sie moj tata , oraz moja siostra gdy za kazdym razem tam jest a teraz rowniez jedni klienci ktorzy sie podzielili ta obserwacja. Oni obudzili sie raz jeden i uwazaja ze widzieli spodek, natomiast my z siostra widzialysmy swiatla w oddali na polanie za drzewami o tej 3 rano ,a podczas jednej nocy ostatnio mialam sen o kosmitach tylko ze nie moge odtworzyc fabuly. Nigdy nie skojrzylismy faktu ze kazdy budzi sie o tej samej godz po czym przez 2h zazwyczaj nie mozna zasnac wiec caly nast dzien jest sie niewypoczetym. Rodzice to osoby ktorym "nie przeszkadza" fakt ze ten teren jest odwiedzany przez ufo( kazdy z nas w to wierzy) to jednak nie sa zainteresowani zbadaniem tej sprawy. Zwracam sie do Panstwa o pomoc, sugestie co moge zrobic w takiej sytuacji. Osobiscie uwazam ze to miejsce od dawna jest odwiedzane przez obce lub nie cywilizacje. Dziekuje za pomoc

 




zwiń tekst



Sen o śmierci strącającej człowieka ze ścieżki życia
Czw, 16 lis 2017 09:06 komentarze: brak czytany: 956x

Dzień dobry [...] ! W ikonografii postać śmierci to jakiś kościotrup, a tymczasem ... Wiele lat temu pewnej nocy miałam senną wizję, oto fragment - zobaczyłam pana X jak ze spuszczoną głową idzie powoli wąską ścieżką. Ścieżka prowadzi w poprzek stoku, po prawej jest wzniesienie, po lewej w dole płynie niewielka rzeczka, wszystko spowija dziewiczy śnieg. Ścieżka jest widoczna, bo chwilę wcześniej ja.......

czytaj dalej

Dzień dobry [...] ! W ikonografii postać śmierci to jakiś kościotrup, a tymczasem ... Wiele lat temu pewnej nocy miałam senną wizję, oto fragment - zobaczyłam pana X jak ze spuszczoną głową idzie powoli wąską ścieżką. Ścieżka prowadzi w poprzek stoku, po prawej jest wzniesienie, po lewej w dole płynie niewielka rzeczka, wszystko spowija dziewiczy śnieg. Ścieżka jest widoczna, bo chwilę wcześniej ja tamtędy szłam. Patrzę na pana X ze zdziwieniem co on tutaj robi, dokąd idzie, dlaczego jest smutny, skupiony, zamknięty w sobie, nie widzi tej pięknej scenerii w jakiej się znajduje.

Kiedy się nad tym zastanawiam, widzę że nagle z białego śniegu wyłania się czarna postać i szybkim ruchem strąca pana X ze ścieżki do wody płynącej w dole. Patrzyłam oniemiała co się dzieje ?, kim jest ta postać?, dlaczego to zrobiła ? Wtedy ona powoli odwróciła się w moją stronę i spojrzałyśmy sobie w oczy. Była to piękna dostojna kobieta o szlachetnych rysach twarzy, z czarnymi długimi włosami nakrytymi koronkowym szalem, w czarnej koronkowej sukni, ubrana w stylu epoki jakby z portretu Francisca Goi.

Stałyśmy tak chwilę na przeciwko siebie, po czym postać ta odwróciła się i zniknęła w śniegu. Wtedy podeszłam do krawędzi stoku, spojrzałam w dół i zobaczyłam pana X stojącego nieruchomo po pas w wodzie. Dalszy ciąg snu o panu X nie jest istotny dla tego opowiadania chociaż bardzo ciekawy. Po obudzeniu zastanawiałam się kim była ta piękna postać i w ogóle co to za historia, dobra?, zła?, czy to akt agresji? I zdałam sobie sprawę, że w czasie spotkania z nią nie miałam żadnych emocji, nic, kompletna flauta, cisza w duszy i umyśle.

Minęło kilka lat kiedy spotkałam żonę pana X. Jechała do szpitala, jej mąż od tygodnia był nieprzytomny po wylewie krwi do mózgu. Kiedy mi o tym mówiła nagle w oka mgnieniu zobaczyłam i zrozumiałam kogo i co widziałam w swojej wizji. Była to Pani Śmierć strącająca człowieka z jego ścieżki życia.

Pozdrawiam Załogantów
Baśka




zwiń tekst



Prawdziwy horror podczas zabawy w 'wywoływanie duchów'
Śr, 15 lis 2017 02:46 komentarze: 4 czytany: 1352x

Często wchodzę na waszą stronę i bardzo mnie interesują takie zjawiska. Ostatnio po przeczytaniu jednego z tematów przypomniała mi się historia, którą sam przeżyłem. Miałem w tedy 8 lat. Z kolegami bawiliśmy się w wzywanie duchów. Usiedliśmy w kręgu wszyscy złapaliśmy się za ręce zamkneliśmy oczy i czekaliśmy. W pewnym momencie straciłem kontakt ze światem zacząłem śnić na jawie(jak potem się okazało.......

czytaj dalej

Często wchodzę na waszą stronę i bardzo mnie interesują takie zjawiska. Ostatnio po przeczytaniu jednego z tematów przypomniała mi się historia, którą sam przeżyłem. Miałem w tedy 8 lat. Z kolegami bawiliśmy się w wzywanie duchów. Usiedliśmy w kręgu wszyscy złapaliśmy się za ręce zamkneliśmy oczy i czekaliśmy.

W pewnym momencie straciłem kontakt ze światem zacząłem śnić na jawie(jak potem się okazało jak każdy w naszym kręgu). W tym nie było co o jakimś latającyn kluczu czy co takiego. Pod końcem tego "snu" zauważyłem szybko zbliżającą się postać. Gdy była już bardzo blisko mnie zauważyłem że nie ma połowy głowy. Ta postać nagle zniknęła. Gdy odzyskałem świadomość opowiedziałem tę historie reszcie osób i okazało się że każdy miał identyczny"sen". Nagle mój kolega zaczął krzyczeć. Okazało się że miałem wbite nożyczki w pietę. Prawie całe ostrze weszło. Wiem że ta historia jest mało wiarygodna lecz prawdziwa. Tę historie mogą potwierdzić wszyscy co wtedy tam byli (czyli 8 osób i moi rodzice).

Pozdr: [dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Intuicja
Wt, 14 lis 2017 10:00 komentarze: 1 czytany: 1128x

[...] Szanowna Fundacjo, pewnie dostajecie Państwo mnóstwo takich maili, ale pomyślałam, że może opowiem moją historyjkę... Ponieważ mam kilkoro świadków, którzy mogą potwierdzić moje słowa, czasami przytaczam ją przy okazji dyskusji nt. intuicji. Opis będzie dość długi, bo dowodów na działanie przeczucia było kilka...  W sierpniu 2009 r. razem ze swoim chłopakiem wybierałam się na wakacje pod.......

czytaj dalej

[...] Szanowna Fundacjo, pewnie dostajecie Państwo mnóstwo takich maili, ale pomyślałam, że może opowiem moją historyjkę... Ponieważ mam kilkoro świadków, którzy mogą potwierdzić moje słowa, czasami przytaczam ją przy okazji dyskusji nt. intuicji. Opis będzie dość długi, bo dowodów na działanie przeczucia było kilka... 

W sierpniu 2009 r. razem ze swoim chłopakiem wybierałam się na wakacje pod namiot. Marzyły mi się Góry Stołowe, które uwielbiam i było nam wszystko jedno, ile będzie trwała podróż, ale cały czas kołatało nam się obojgu "za daleko", więc w końcu uznaliśmy, że pojedziemy w Bieszczady (mieszkaliśmy wówczas na Lubelszczyźnie). Kupiliśmy więc bilety na nocny pociąg, zaplanowaliśmy mniej-więcej pobyt, spakowaliśmy się itd. Ostateczne plany zmieniliśmy w zasadzie w ostatniej chwili, bo stwierdziliśmy, że owszem, pojedziemy w te Bieszczady, ale do Soliny, gdzie jest mnóstwo ludzi (plan wcześniejszy zakładał, że będziemy łazić z plecakami gdzieś po szlakach, a nie po deptaku)...

 Nie wiem dlaczego, ale w dniu wyjazdu w ogóle się tym nie ekscytowałam - powinnam była się cieszyć, bo były to nasze pierwsze wakacje tylko we dwoje, ale coraz mniej podobała mi się cała idea... ale uznałam, że nie będę marudzić i podzieliłam się tym tylko z mamą. Jednak kiedy wieczorem przyszedł do mnie chłopak, już z plecakiem (na dworzec odwoziła nas moja mama), powiedział, że nie jest przekonany do tego wyjazdu!

Zastanawialiśmy się więc, czy na pewno pojechać - nie był to strach, nie wiem, co czuł mój chłopak, bo nie było mnie w jego skórze, ale ja czułam po prostu niewytłumaczalny dyskomfort. Chcę zaznaczyć, że rok wcześniej byliśmy na podobnej wyprawie w większej grupie i wówczas czuliśmy się świetnie, a wakacje były udane, więc nie jest tak, że panikowaliśmy przed nieznanym. Ociągaliśmy się z wyjściem z domu, do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy, czy nie zostać, ale w końcu stwierdziliśmy, że przecież "nie ma żadnego powodu, żeby nie jechać". Kiedy wsiedliśmy już do pociągu rozmawialiśmy jeszcze przez okno z moją mamą, która cały czas mówiła nam, że skoro czujemy że coś jest nie tak, to żebyśmy sobie dali spokój z całą wyprawą - w którymś momencie nawet ściągnęłam plecak z półki i uznałam, że wysiadam, ale zdrowy rozsądek mnie zatrzymał. Niewytłumaczalnie wybieraliśmy się na wakacje jak na kopanie rowów...

 W każdym razie przez pierwsze trzy czy cztery dni było świetnie i żartowaliśmy, że bez sensu braliśmy się za czarnowidztwo i dobrze, że przyjechaliśmy... Chyba czwartej nocy chłopak zaczął strasznie wymiotować i miał gorączkę. Uznaliśmy, że na pewno się czymś zatruł i dość szybko mu przejdzie, ale rano nie dawała mi spokoju myśl, że to na pewno nie jest zatrucie - NIE WIEM dlaczego, ale kazałam mu podnieść prawą nogę, a kiedy go zabolało - stwierdziłam, że to na pewno wyrostek. Zaprowadziłam go do WOPRowców, oni zadzwonili po karetkę, chłopaka zabrano do szpitala w Lesku, jakieś cztery godziny później miał operację - ostre zapalenie wyrostka robaczkowego...

 Koniec końców wszystko skończyło się dobrze, ale cała historia jest dla mnie dowodem na to, że intuicja naprawdę istnieje.

Chociaż zignorowaliśmy wszystkie złe przeczucia przed wyjazdem, to i tak:

1) Nie pojechaliśmy na drugi koniec Polski, tylko dość blisko domu, chociaż pierwotne plany były inne (powrót chłopaka ze szpitala był o wiele mniej męczący dla niego - podróż po naszych drogach ze świeżą raną pooperacyjną jest naprawdę okropna, a i tata mojego chłopaka mógł szybko przywieźć mu niezbędne rzeczy do szpitala).

2) Zamiast szlaków ostatecznie wybraliśmy typową miejscowość turystyczną, chociaż to w ogóle nie jest w naszym stylu i oboje najlepiej czujemy się z dala od tłumów. Dzięki temu pomoc była naprawdę szybko - nie wiem co by było, gdybyśmy np. nie mieli zasięgu gdzieś wysoko w górach...

3) Nigdy nie miałam nic wspólnego z zapaleniem wyrostka i nigdy mnie to nie interesowało, nie mam więc pojęcia, dlaczego przyszła mi do głowy akurat ta prawa noga, skoro wymioty i gorączka mogą oznaczać pewnie sto różnych chorób!

4) No i przede wszystkim - nie jest możliwe, że była to samospełniająca się przepowiednia - zapalenia wyrostka nie da się wywołać myślami...

 Gdybyśmy posłuchali przeczuć i zostali w domu na pewno również dostałby tego ataku, ale wylądowałby w szpitalu kilometr od domu, a nie prawie trzysta...

 Ot, taka historyjka, która dla wielu jest banalna, bo na pewno mnóstwo osób ma obawy przed jakimś wyjazdem, ale żadne z nas nigdy wcześniej i nigdy później nie miało takiego niewytłumaczalnego uczucia - nie był to zresztą strach, po prostu bez żadnego powodu nie chcieliśmy jechać! Na romantyczne, beztroskie wakacje we dwoje, w piękne polskie góry! Pojechaliśmy wbrew temu co czuliśmy. Teraz są to tylko wspominki i argument w rozmowach na temat szóstego zmysłu, ale jeśli kiedykolwiek będę miała podobne odczucia przed czymkolwiek - na pewno tego nie zignoruję.

 Pozdrawiam całą Fundację,

[dane do wiadomości FN]





zwiń tekst



Niezwykłe zwiastuny śmierci
Pon, 13 lis 2017 08:29 komentarze: 2 czytany: 1182x

Szanowna Fundacjo!Do napisania tego maila zabieram się od dłuższego czasu. Jestem Waszą stałą czytelniczką już od wielu lat. Sama jestem osobą wierzącą, a dzięki Waszej fundacji zrozumiałam, że reinkarnacja jest czymś tak oczywistym jak grawitacja i prawdopodobnie jest to część boskiego planu. Chciałabym opisać 3 historie, które wydarzyły się w mojej dalszej i bliższej rodzinie związane z kontaktem.......

czytaj dalej

Szanowna Fundacjo!

Do napisania tego maila zabieram się od dłuższego czasu. Jestem Waszą stałą czytelniczką już od wielu lat. Sama jestem osobą wierzącą, a dzięki Waszej fundacji zrozumiałam, że reinkarnacja jest czymś tak oczywistym jak grawitacja i prawdopodobnie jest to część boskiego planu.

Chciałabym opisać 3 historie, które wydarzyły się w mojej dalszej i bliższej rodzinie związane z kontaktem po śmierci. Sama byłam świadkiem jednej z nich i to ona upewniła mnie, że "coś musi być po tej drugiej stronie."

Pierwszą historię usłyszałam będąc jeszcze dzieckiem. Wydarzyła się ona w mojej dalszej rodzinie, a mianowicie przydarzyła się ona szwagrowi mojej babci. Dostał on w prezencie od swojego ojca zegarek, który służył mu przez wiele, wiele lat. W dzień, w którym umarł jego ojciec, zegarek po prostu stanął. Nie dało się go naprawić. Jako, że były to czasy, kiedy o powszechnych telefonach jeszcze można było pomarzyć, szwagier mojej babci wiedział, że czeka go niemiła informacja. I na następny dzień przyjechały do niego siostry z  informacją, że ich ojciec nie żyje.

Druga historia związana jest z rodziną chłopaka mojej kuzynki. Jego rodzice prowadzą malutki pensjonat w jednej z bardziej znanych wiosek narciarskich. Brat ojca przez długi czas chorował, wiadomo było, że nie będzie żadnego ratunku. Pewnej nocy, bez żadnego powodu, włączyła się i zaczęła drukować drukarka. Ojciec wstał żeby ją wyłączyć, ale nie spodziewał się telefonu, który nastąpił po tym,  a który informował o śmierci brata.

 Ostatnią historię przeżyłam na własnej skórze. Istotne jest, żebym wyjaśniła na samym początku, że dotyczy ona mojego dziadka i mojego brata. Wychowywaliśmy się z bratem bez ojca. Tego ojca przez 19 lat zastępował mojemu bratu nasz dziadek. Dziadek miał czworo wnucząt, jednak tylko z moim bratem łączyła ich specjalna ojcowska więź.
Historia ta zdarzyła się w sierpniu 2014 roku. Pojechaliśmy z mamą i bratem do domku w górach, razem z naszymi znajomymi. Tego dnia nic nie zapowiadało nadchodzących wydarzeń. Dzień wcześniej brat widział się jeszcze z dziadkiem i wszystko było dobrze.

Była to godzina przedpołudniowa. Siedzieliśmy z bratem i znajomym grając w karty, a mama ze znajomą siedziały na ganku i piły kawę. Telefon mojego brata znajdował się w tym samym pomieszczeniu w którym graliśmy w karty, a znajdował się na stole, dosłownie na wyciągnięcie mojej ręki. Ani ja, ani mój znajomy nie słyszeliśmy, żeby telefon dzwonił. Mój brat wrócił właśnie z łazienki i odruchowo sprawdził telefon. Konwersacje pamiętam do dziś:
Brat:  Dziadek dzwonił. Ciekawe co chciał.
Ja: No to oddzwoń do niego, ale nie słyszałam, żeby coś dzwoniło.
Brat: (po paru sygnałach) Nie odbiera, a jak się coś stało? ( Warto tutaj dodać, że był naprawdę przerażony, taki niespokojny, a nasz dziadek był zdrowy, nie czekaliśmy na żaden niepokojący telefon).
Ja: Przestań wymyślać, co się miało stać, pewnie już wyszedł z domu i zapomniał telefonu.

Jakieś pięć minut później moja mama otrzymała telefon od swojej siostry, że ich tata nie żyje. Do końca życia nie zapomnę twarzy mojego brata w momencie, gdy to usłyszał.

Okazało się, że dziadek wyszedł z domu po samochód do garażu, który miał kilometr od domu. Wziął ze sobą kijki do nordic walkingu (starał się być aktywny, zresztą całe życie uprawiał jakieś sporty), wcześniej pożegnał się ze swoją żoną (była to jego druga żona, moja babcia zmarła paręnaście lat wcześniej). Z relacji żony jak i raportu prokuratora, dziadek wyszedł z domu o godzinie 11.05, w każdym bądź razie niedługo po 11. Zasłabł 150 metrów od domu i zgon nastąpił na miejscu. Nie było by nic dziwnego w telefonie dziadka do mojego brata, oprócz tego, że wykonano go o 11.38, czyli prawie pół godziny po śmierci dziadka!

A w domu dziadka i jego żony, gdzie znajdował się telefon, nie było nikogo, żona dziadka była już na miejscu śmierci i rozmawiała z policją i prokuratorem ( jako, że musieli wykluczyć działanie osób trzecich). Jak wcześniej wspominałam mój dziadek i mój brat mieli wyjątkową więź. Mój brat przez godzinę od informacji o śmierci dziadka nie mógł się uspokoić. Wyrzucał sobie, że pewnie dziadek dzwonił, bo zaczął się źle czuć. Jakie wielkie było nasze zdziwienie, kiedy żona dziadka poinformowała nas, że to niemożliwe, że dziadek dzwonił do nas o 11.38, bo już nie żył, a telefon zostawił w domu. Sprawdziliśmy potem na telefonie dziadka połączenia wychodzące i faktycznie, o godzinie 11.38 na telefonie widniało połączenie do mojego brata.

Wszyscy uważamy, że chciał dać sygnał mojemu bratu, że już ma się dobrze i że czuwa nad nami. Mój brat był bardzo poruszony tym, że to jemu dziadek dał sygnał, że "wciąż gdzieś jest", a poza tym, pozwoliło mu się to uspokoić.   Opowiedzieliśmy tę historię najbliższym znajomym. Wszyscy uważają, że doświadczyliśmy naszego małego, prywatnego cudu. I ja również tak uważam. Od tamtej pory wszyscy jesteśmy o wiele spokojniejsi jeśli chodzi o to, co czeka nas po śmierci.
Opisałam te historie, bo uważam, że warto, żeby państwo się z nimi zapoznali. Adres e-mail oraz imię i nazwisko, chciałabym zachować do wiadomości Fundacji.
Z poważaniem,
[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Reagował strasznym krzykiem jak ktoś usiadł albo nadepnął na aniołka!
Sob, 11 lis 2017 21:46 komentarze: 1 czytany: 2415x

Witajcie, po przeczytaniu artykułu czy dzieci pamiętają poprzednie wcielenia, chciałem się podzielić z Wami przypadkami jakich dostarczył nam mój syn Mikołaj. Kiedy żona była w ciąży z Mikołajem poszliśmy na koncert bluesmana Jana Skrzeka. Po ok. 20 minutach żona powiedziała, że jest dla niej za głośno i się źle czuje, po czym opuściliśmy koncert. /poniżej - Jan Skrzek, Archiwum FN)Kiedy Mikołaj miał.......

czytaj dalej

Witajcie, po przeczytaniu artykułu czy dzieci pamiętają poprzednie wcielenia, chciałem się podzielić z Wami przypadkami jakich dostarczył nam mój syn Mikołaj. Kiedy żona była w ciąży z Mikołajem poszliśmy na koncert bluesmana Jana Skrzeka. Po ok. 20 minutach żona powiedziała, że jest dla niej za głośno i się źle czuje, po czym opuściliśmy koncert.

/poniżej - Jan Skrzek, Archiwum FN)

Kiedy Mikołaj miał dwa lub 3 lata stanął któregoś dnia przed telewizorem i powiedział z entuzjazmem „ooo ja tego pana znam”. W TV śpiewał Jan Skrzek. Zapytałem zdziwiony skąd go zna. Powiedział „ no kiedy ja byłem u mamusi w brzuszku to ten pan tak głośno śpiewał”.

Oboje z żoną przypomnieliśmy sobie ten moment i nie mogliśmy uwierzyć. Innym razem przejeżdżał obok nas samochód z uszkodzoną rurą wydechową i głośno warczał. Mikołaj powiedział, że ten samochód warczy jak nasz Peugeot. Wtedy nasz stary Peugeot już ponad rok stał zepsuty. Zapytałem Mikołaja, kiedy nasz Peugeot tak warczał. Odpowiedział, że kiedy był u mamusi w brzuszku to Peugeot tak samo głośno warczał.

Kiedy opowiedziałem to żonie, ona doskonale pamiętała jak przez kilka tygodni jeździliśmy z uszkodzoną rurą wydechową i kiedyś mi powiedziała, abym to wreszcie zrobił, bo jej dziecko straszę (była w ciąży). Nadmienię też, że Mikołaj przez ok. 2 lata bawił się i rozmawiał codziennie z aniołkiem, którego tylko on widział i dziwił się, że nikt inny go nie widzi. Reagował strasznym krzykiem jak ktoś usiadł albo nadepnął na aniołka. Potem aniołek nagle przestał już przychodzić. Teraz Mikołąj ma już 13 lat i nic z tego nie pamięta, ale my mamy ciągle w pamięci te dziwne sytuacje. Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Kobieta widmo na drodze i śmierć przyjaciela
Czw, 9 lis 2017 08:49 komentarze: 3 czytany: 1617x

Witam!!  Piszę do was, ponieważ <jako wielki miłośnik waszej fundacji  ;-] > całkiem nie dawno dowiedziałem się od taty o dziwnym zjawisku, a raczej wydarzeniu <jednym z wielu które towarzyszą naszej rodzinie> jakie miało miejsce ładnych parę lat temu... Nie będę was przekonywał i namawiał do tego byście w to uwierzyli, bo jest mi to naprawdę obojętne <wystarczy, że wierzę.......

czytaj dalej

Witam!!  Piszę do was, ponieważ <jako wielki miłośnik waszej fundacji  ;-] > całkiem nie dawno dowiedziałem się od taty o dziwnym zjawisku, a raczej wydarzeniu <jednym z wielu które towarzyszą naszej rodzinie> jakie miało miejsce ładnych parę lat temu... Nie będę was przekonywał i namawiał do tego byście w to uwierzyli, bo jest mi to naprawdę obojętne <wystarczy, że wierzę w to ja i świadkowie tego zdarzenia>...

Zafascynowany opowieściami mojego taty postaram się wam zobrazować zasłyszaną przeze mnie historię.
        Cofniemy się teraz wstecz, jest rok 1987. Mój tata wraz z moim dziadkiem i jego bratem <księdzem> wracali z Wrocławia dużym FIAT`em. Była noc, wszyscy pragnęli jak najszybciej znaleźć się w domu w ciepłych łóżkach <moja rodzina mieszkała i nadal mieszka na Mazurach>. Rozwijając jak na tamte czasy sporą prędkość 100km/h pędzili szosą, lecz nagle na drodze ujrzeli kobiecą sylwetkę, która pojawiła się nie wiadomo skąd niemalże przed samą maską samochodu. Wystraszony dziadek <on kierował pojazdem> natychmiast zaczął hamować.

Po zatrzymaniu auta wszyscy wyskoczyli na asfalt penetrując pobocze <bądź co bądź potrącili kobietę>... Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że kobieta ta odziana była w sułtannę. Jak zapewne się domyślacie żadnego poszkodowanego nie znaleziono. Kobieta równie szybko zniknęła jak się pojawiła. Po powrocie do domu brat mojego dziadka <mieszkał chyba w Mrągowie> postanowił odwiedzić swojego przyjaciela <również księdza>, jednak przywitała go brutalna prawda i puste mieszkanie.

Jak się później dowiedział jego kumpel poważnie ranny w wypadku samochodowym został przewieziony do szpitala gdzie tego samego dnia, A RACZEJ NOCY zmarł. Stało się to dokładnie o tej samej godzinie, w której mój dziadek podczas drogi powrotnej na Mazury z Wrocławia potrącił rzekomą kobietę. Leczy, czy aby na pewno była to kobieta? Wiążąc fakty łatwo spostrzec, że w polskim kościele kobiety nie noszą sułtan, NIE MOGĄ PRZECIEŻ SPRAWOWAĆ FUNKCJI KAPŁANA... W
każdym razie osobą, którą widzieli moja babcia, dziadek, tata i brat mojego dziadka nie była kobieta, lecz ksiądz, ten sam, który na skutek ciężkich obrażeń zmarł w szpitalu.
       Przedstawiona historia wydarzyła się naprawdę, a zalążek jej przedstawiłem wam w tym e-mail`u... Całą sytuację dokładnie badam, wszelkie nowe wątki w tej sprawie postaram się wkrótce przedstawić.


Pozdrowienia dla całej redakcji!!!




zwiń tekst



Śmierć nie boli! - zapiski człowieka, który przeżył śmierć kliniczną.
Śr, 8 lis 2017 10:51 komentarze: 5 czytany: 1823x

Witam,  Nie wiem jak zacząć, żeby opisać to co ostatnio czytałem. Hmmm. Może od samego początku: Siostra mojej dziewczyny. Kobieta po 30. poznała ostatnio człowieka około 25 lat, króry przeżył śmierć kliniczną, która była następstwem wypadku samochodowego. Człowiek ten na co dzień jeździł w rajdach samochodowych, a "zginął" w wypadku w czasie gdy samochód prowadził jego kolega. Pamięta.......

czytaj dalej

Witam,  Nie wiem jak zacząć, żeby opisać to co ostatnio czytałem. Hmmm. Może od samego początku:
 
Siostra mojej dziewczyny. Kobieta po 30. poznała ostatnio człowieka około 25 lat, króry przeżył śmierć kliniczną, która była następstwem wypadku samochodowego. Człowiek ten na co dzień jeździł w rajdach samochodowych, a "zginął" w wypadku w czasie gdy samochód prowadził jego kolega.
 
Pamięta dokładnie jak to było. Opisywał, że widział tylko jak wypadają z drogi, uderzeją w drzewo, a potem słyszał słowa "On nie żyje"...  Odratowano go, ale to co przeżł będąc w czasie śmierci klinicznej jest niczym w porównaniu z tym co się dzieje teraz.
 
Opisywał tunel ze światłem. Wyszedł po niego dziadek, który umarł gdy ów człowiek (dla ułatwienia będę go nazywał Markiem) był jeszcze mały i w ogóle go nie pamiętał. Dziadek powiedział mu, że to jeszcze nie jego pora. Gdy później Marek opisywał babci jak dziadek wyglądał w 100% pokrywało się z tym jak było na prawdę.
 
Po śmierci klinicznej Marek stał się zupełnie innym człowiekiem. Zaczął prowadzić zapiski ze swoich myśli. Wychodząc na miast czuł troski innych ludzi, czuł od ludzi kłamstwo lub miłość. Czasem z natłoku ludzkich problemów tracił siły, ponieważ czuł te wszystkie ludzkie bóle.
 
Jednak to nadal wszystko nic w porównaniu z tym co pisze w swoich zapiskach. Jak dotąd miałem okazję przeczytać około 40 stron A4 pisanych na oko czcionką 14 Times New Roman. Zapiski są pisane w formie książki, którą nazwał "Nowe Życie".
 
Podzielił na kilka rozdziałów: "O życiu", "I śmierci", "O dzieciach", "O aniołach", "O piekle", "O Bogu" itp...
 
Trudno będzie mi tu streścić te kilkadziesiąt stron jego myśli, ale postaram się opisać ich formę:
 
Czytając te zapiski czułem się jakbym czytał dokładnie jego myśli, często każde osobne zdanie to inna myśl na ten sam temat. Tak jak bym przelewał to co mam w głowie na kartkę nie patrząc na formę. Ważne jest tylko to co myślę w tej chwili. Zapomniałem chyba wyżej napisać, że to co Marek pisze w tej książce on po prostu wie. Nie wie skąd, ale po prostu wie...
 
Tłumaczy, że śmierć nie boli, że mogą boleć najwyżej zdarzenia, które śmierci towarzyszą. Pisze, że Bóg to energia, która wszystko otacza, nie jest srogi, nie karze, tak jak opisują go ludzie. Pisze, że wszystkie kościoły to wymysł ludzi, a każda religia mówi o tym samym Bogu jednak nazywa go innym imieniem. Dobrze zapadło mi w pamięć jedno zdanie:
 
"Ludzie dobrzy widzą podobieństwa we wszystkich religiach na świecie zaś tylko ludzie źli widzą same różnice".
 
Pisze, że niektóre czyny są źle przypisane Bogu. Nie napisał tego wprost, ale chyba chodzi o ukazanie Boga w starym testamencie.
 
Musiałbym poświęcić bardzo dużo czasu, żeby streścić tutaj wszystkie rozdziały, ale postaram się załatwić całą książkę w formie elektronicznej.  Nie wiem czy autor będzie chętny, bo zapiski zostały mi przekazane z zastrzeżeniem, żebym były raczej tylko dla moich oczu, dlatego bardzo proszę o dyskrecję, a w razie pytań postaram się napisać coś więcej.
 
 
 [dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Krótka wizja przyszłości - ostrzeżenie przed grożącym niebezpieczeństwem?
Wt, 7 lis 2017 11:36 komentarze: 1 czytany: 2087x

Witam! Śledzę państwa portal od około 6 lat, ale dopiero teraz zdecydowałem się do państwa napisać.  Na początku chciałbym zaznaczyć, że zawsze byłem osobą sceptycznie nastawioną do wszystkich tych zjawisk paranormalnych, a z ludzi, którzy mówili, że coś tam widzieli, czy przeżyli coś niezwykłego chciało mi się po prostu śmiać. Za chwilę napiszę, dlaczego interesuję się zjawiskami niewyjaśnionymi.......

czytaj dalej

Witam! Śledzę państwa portal od około 6 lat, ale dopiero teraz zdecydowałem się do państwa napisać.  Na początku chciałbym zaznaczyć, że zawsze byłem osobą sceptycznie nastawioną do wszystkich tych zjawisk paranormalnych, a z ludzi, którzy mówili, że coś tam widzieli, czy przeżyli coś niezwykłego chciało mi się po prostu śmiać. Za chwilę napiszę, dlaczego interesuję się zjawiskami niewyjaśnionymi.

Byłem jeszcze dzieckiem, miałem może ok. 10-12 lat. To zdarzyło się w lato, była pamiętam piękna pogoda, niedziela, wcześniej wróciłem z kościoła. Zjadłem obiad i wyszedłem z domu żeby spotkać się ze swoimi kolegami. Poszedłem jak zawsze po rower i zanim na niego wsiadłem, przez chwilę przestałem widzieć na oczy. Parę sekund później miałem wizję-mogę opisać to jak obraz puszczony we wnętrzu umysłu. Trwał on około 5 sekund, wszystko to było wyraźne, głosy, obraz.

W tym filmie zobaczyłem swoich kolegów, a jeden z nich zadał mi pytanie, ja na nie nie odpowiedziałem, bo mi było wstyd, a drugi z kolegów żeby mi pomóc zadał temu pierwszemu pytanie. I w tym momencie wizja się skończyła, a ja odzyskałem wzrok. Wsiadłem na rower i pojechałem do kolegów. Ok. 10 minut pozniej wizja się spełniła. Byłem zdziwiony, ale jako dziecko nie przejąłem się tym. Zdarzyło się to ok. 20 lat temu, a ja pamiętam jakby było to wczoraj...

Drugą wizję miałem ok 4 lat temu w Anglii. Pracowałem w kuchni. Po paru tygodniach pracy, leżałem sobie  na łóżku bo miałem parę godzin przerwy w pracy. Oczy miałem zamknięte, ale nie spałem. I znowu pojawił mi się film w umyśle, film ten składał się z trzech kilku sekundowych części- zobaczyłem w nim siebie w obcym pokoju, w obcym łóżku(widziałem w nim siebie tak jak każdy widzi siebie w lustrze, takie samo ubranie, ta sama fryzura, twarz), następnie zobaczyłem dwóch mężczyzn, jak mnie wykorzystują seksualnie, a w trzeciej części wizji zobaczyłem ich twarze- do dzisiaj je pamiętam. Tak bardzo się przestraszyłem, że zarezerwowałem sobie bilet na samolot i trzy noce spędziłem na lotnisku i nie zmrużyłem w ogóle oka.

Ja osobiście to tłumaczę to sobie tak, że pierwsza wizja, którą miałem jako dziecko była bardzo błaha, a miałem ją dlatego i ona się spełniła po to, ażebym w następną uwierzył. Myślę że to ktoś 'z góry" pokazał mi drugi raz moją przyszłość,  ażebym uniknął niebezpieczeństwa. Rozmawiałem na ten temat z psycholożką, ale ona coś tam zaczęła mi psychologicznie tłumaczyć-nie uwierzyła. Później miałem depresję, bo mój młodszy brat mi się utopił i rozmawiałem na ten temat z psychiatrą- to on mnie wyśmiał.

Pozdrawiam Serdecznie!
P.P 30l





zwiń tekst



Przerażający sen (?) ze zmarłym wujkiem
Nie, 5 lis 2017 13:04 komentarze: 1 czytany: 1522x

Witam,      Wydarzenie które chcę Wam przedstawić wydarzyło się ok. 2006-2007r.Przebywałem wtedy wraz z moją byłą narzeczoną u moich rodziców. W mieszkaniu w którym obecnie mieszkam. Pewnej nocy długo nie mogłem zasnąć a w końcu mi się to udało. Nagle otworzyłem oczy jednak nie jestem pewien czy to było we śnie czy nie. Zobaczyłem zmarłego wujka Grzegorza. Stał na środku pokoju.......

czytaj dalej

Witam,
      Wydarzenie które chcę Wam przedstawić wydarzyło się ok. 2006-2007r.Przebywałem wtedy wraz z moją byłą narzeczoną u moich rodziców. W mieszkaniu w którym obecnie mieszkam. Pewnej nocy długo nie mogłem zasnąć a w końcu mi się to udało. Nagle otworzyłem oczy jednak nie jestem pewien czy to było we śnie czy nie. Zobaczyłem zmarłego wujka Grzegorza. Stał na środku pokoju , w brzuchu albo za nim był jakby wielki wir który próbował mnie gdzieś wciągnąć. Czułem że za nim (za wujkiem) stoi jakaś zła siła, osoba która chce mi zrobić krzywdę jednak nie bałem się. Czułem jakbym miał dosyć sporą przewagę. I nagle wyrwałem się z łóżka.

W pokoju było normalnie, cisza i spokój. Udałem się do toalety i tam usłyszałem tonem moich myśli jednak na pewno nie przeze mnie stworzonych głoś „Wracaj do pokoju, Monice może coś zrobić krzywdę” .Zignorowałem to. Racjonalnie doszedłem do wniosku że w domu oprócz rodziców nie ma nikogo, zamknięte drzwi. Po ok. 1 min. Wróciłem do pokoju i poszedłem spać. Rano wraz z narzeczoną szliśmy do sklepu po zakupy. Była chyba sobota. Mówię do niej. Wiesz co mi się śniło ? Monika od razu mi przerwała .Powiedziała że w nocy pokój zrobił się nieludzko czarny i czuła jakieś zło. Wołała mnie jednak ja nie przyszedłem. Zapytała czy ja słyszałem jak mnie wołała ?

Opowiedziałem co mi się śniło. Normalnie był zapomniał o tym zdarzeniu jednak nie daje mi spokoju co wtedy w tym pokoju mogło się naprawdę wydarzyć. Dodam że wujek Grzegorz zginął śmiercią samobójczą a powody tego zdarzenia do dzisiaj nie zostały w pełni wyjaśnione. W tym samym pokoju kilka lat temu doświadczyłem opuszczenia ciała , wraz z podróżą za okno w stronę drzew. Trwało to ok. pół minuty. Po tym miałem paraliż całego ciała. Miałem otwarte oczy, czułem że żyję jednak nie mogłem się ruszać ok. 5-10min.Zaraz po tym całe ciało przeszły mi  t.z. mrówki. Jak wtedy gdy krew nie dochodzi do ręki i nagle zaczyna z tym że to obejmowało całe ciało.
 
Mój adres email proszę zachowac tylko dla Waszej wiadomości.
Pozdrawiam
Rafal





zwiń tekst



Sen z 'Radą Obcych'
Pt, 3 lis 2017 11:11 komentarze: 1 czytany: 2000x

[XXI PIĘTRO] Chciałabym się podzielić moim wspomnieniem z dzieciństwa. Nie do końca pamiętam czy był to sen... Raczej obraz na jawie. Miałam wtedy około 6 lat i niewiele potrafiłam z tego zrozumieć. Zamęczałam tylko dorosłych pytaniami. Trwało to przez krótką chwilę, bo szybko zorientowałam się, że nie potrafią mi na nie odpowiedzieć.Pamiętam obraz obszernej sali, w której obradowała grupa istot, .......

czytaj dalej

[XXI PIĘTRO] Chciałabym się podzielić moim wspomnieniem z dzieciństwa. Nie do końca pamiętam czy był to sen... Raczej obraz na jawie. Miałam wtedy około 6 lat i niewiele potrafiłam z tego zrozumieć. Zamęczałam tylko dorosłych pytaniami. Trwało to przez krótką chwilę, bo szybko zorientowałam się, że nie potrafią mi na nie odpowiedzieć.

Pamiętam obraz obszernej sali, w której obradowała grupa istot, byłam wśród nich. Byliśmy rośli, podobni do siebie, mieliśmy postać raczej męską. Mam wrażenie że patrzyliśmy na coś z dużej wysokości i obserwowaliśmy. Rozmawialiśmy o ludziach, o ich postawach. Ocenialiśmy ich. Inni mieli dużo wyrozumiałości, podziwiali przejawy heroizmu, poświęcenia. Dawali przykłady ludzi, którzy oddali życie w imię ratowania innych. Ja miałam zgoła inne spostrzeżenia. Patrzyłam na to z góry, ludzkie wybory wydawały mi się bardzo proste, życie nieskomplikowane.

Nie miałam wyobrażenia jak wygląda egzystencja na Ziemi, nie wiedziałam nic o skomplikowanych relacjach i uwarunkowaniach, ani o strachu. Gardziłam człowiekiem. Miałam w sobie dużo pychy i jeszcze więcej pewności siebie. Odpowiadałam innym, że to nic nie znaczy i o niczym nie świadczy, że my, że ja, bez trudu potrafiłabym lepiej, więcej, bardziej.

Siedzi to we mnie głęboko. Im jestem starsza tym odczuwam to silniej. Za każdym razem, kiedy przychodzi mi się zmierzyć z przytłaczającymi ludzkimi historiami, przyjrzeć się sieci emocji, powiązań i zrozumieć bezmiar ludzkiej bezradności, a w niej mimo to dostrzec przejawy heroizmu, za każdym razem wtedy przypominam sobie ten obraz z dzieciństwa. Przychodzi też refleksja, że zanim zacznie się kogoś oceniać, należy założyć jego buty i pójść jego drogą.

Któż może zatem nas sprawiedliwie poddać ocenie? Czy jest to w ogóle możliwe?

Członków „rady” widziałam jeszcze jeden raz. Nie wykazali zbytniego zadowolenia z tego co robię, z tego, że tutaj jestem. I zapowiedzieli mi, że nie będę miała już okazji kolejny raz przebywać na Ziemi.
Jako dziecko przeżywałam intensywnie te „odwiedziny”, a zapowiedzi „rady” wzbudzały we mnie obawy. Prosiłam więc dziadków i rodziców o jakieś wyjaśnienia. Oni przypisywali to wszystko dziecięcej wyobraźni i bagatelizowali. Może dobrze, gdyż wpływali w ten sposób na zmniejszenie mojego wewnętrznego napięcia wówczas.

Pozdrawiam




zwiń tekst



Zmarła mama dawała znaki we śnie, aby 'za nią nie iść'
Czw, 2 lis 2017 06:06 komentarze: 2 czytany: 1575x

Chciałabym opowiedzieć pewną historię, któta wydarzyła się w zeszłym roku. Ostatnie trzy lata to najgorszy i najtragiczniejszy czas w moim życiu, w którym musiałam zmierzyć się z nagłym odejściem najbliższych mi osób.Kiedy myślałam, że nadszedł czas wyciszenia i odstresowania, nagle i niespodziewanie zachorował mój brat. Jak się okazało na grypę.Niby nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że antybiotyki.......

czytaj dalej

Chciałabym opowiedzieć pewną historię, któta wydarzyła się w zeszłym roku. Ostatnie trzy lata to najgorszy i najtragiczniejszy czas w moim życiu, w którym musiałam zmierzyć się z nagłym odejściem najbliższych mi osób.
Kiedy myślałam, że nadszedł czas wyciszenia i odstresowania, nagle i niespodziewanie zachorował mój brat. Jak się okazało na grypę.

Niby nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że antybiotyki nie pomagały. Gorączka wzrosła do ponad 40 stopni i pojawiły się problemy z oddychaniem. Stan okazał się na tyle poważny,że zabrano go do szpitala. Tam w ciągu kilku godzin okazało się, że stan jest b. poważny ,problemy z samodzielnym oddychaniem,sercem itp. Z każdą chwilą stan się pogarszał. Ostatecznie lekarze postanowili wprowadzić brata w śpiączkę farmakologiczną.

Przez 2 tyg. jego stan był krytyczny i nie wiadomo było, czy z tego wyjdzie. Po tym czasie lekarze postanowili wybudzić go ze śpiączki. Jednak on wciąż, nie mógł samodzielnie oddychać. Kiedy jego stan zaczął się poprawiać i można było nawiązać z nim kontakt .Bardzo próbował przekazać nam jakąś informację na kartce, gdyż nie mógł jeszcze mówić z powodu intubacji. W końcu udało mu się napisać , że śniła mu się mama, która zmarła rok wcześniej. Pisał bardzo niewyraźnie i denerwował się, że nie możemy odczytać. Dopiero, kiedy mógł mówić, wyjaśnił co chciał nam przekazać. Otóż, śniła mu się (w czasie śpiączki) mama, on bardzo ucieszył się na jej widok i chciał z nią rozmawiać ale ona uciekała przed nim i dawała znaki, żeby za nią nie szedł.

On wtedy nie zdawał sobie sprawy z tego co oznaczał ten sen.

Mam nadzieję,że zainteresowała Was moja opowieść. Może słyszeliście podobne historie od osób, które były w śpiączce.
Jestem bardzo ciekawa. Przepraszam za długi tekst. .Pozdrawiam

Dziękujemy za bardzo ciekawy opis historii do naszego XXI PIĘTRA. Nie mamy żadnych podobnych opisów dotyczących śpiączki, ale nie ma dla nas wątpliwości - duch mamy nie chciał, aby brat 'już poszedł w kierunku światła', bo to najwyraźniej nie był jeszcze jego czas.



zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 40
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 40

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Z komentarzy pod testami FN ... Po słowach Stantona T. Friedmana które przeczytałem zmroziło mi krew....u mnie po tym jak ,, ich'' zobaczyłem w życiu wydarzyła się nieprawdopodobna historia decydująca o całym moim życiu. Historia która wywróciła moje życie do góry nogami ( szczęśliwie oczywiście) a to i tak delikatne określenie. Fakt, czasami rozważałem , że to co mi się przydarzyło w życiu miało związek z tym , że zobaczyłem UFO ale mówiłem sobie wtedy, że niby w jaki sposób oni mogliby wpłynąć...

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wczoraj, 07:38 | W pobliżu fińskiego jeziora Inuri naukowcy odnotowali przelot meteoroidu. Rozbłysk i wybuch został zarejestrowany zarówno przez badaczy, jak i okolicznych mieszkańców. Przelot meteoroidu nad północną Finlandią oraz wybuch, któremu towarzyszył silny rozbłysk, zarejestrowała fińska stacja sejsmograficzna oraz m.in. kamera do obserwacji zórz polarnych. Według ekspertów w okolicach jeziora Inari spadły meteoryty ważące kilkadziesiąt kilogramów.  Niecodzienne zjawisko jest jednym...

Dziennik Pokładowy

Poniedziałek, 13 listopada 2017 | Ludzie chyba nie dostrzegli mocy tekstu o zdjęciach w Emilcinie, które zostały wykonane 5 listopada 2017. Ot, kolejny tekst w serwisie FN… o czym tu mówić? Ale to błąd.

czytaj dalej

FILM FN

NIEZWYKŁY 'SZÓSTY ZMYSŁ' NASZYCH MNIEJSZYCH BRACI - FN 2017

archiwum filmów

Informacje z Hydepark "N"



25 sierpnia :: Dowód na to, że żyjemy w hologramie? Nauka dochodzi do coraz bardziej zaskakujących wniosków na temat natury naszej rzeczywistości. Czy jest możliwe, że świat to hologram?: viewtopic.php?f=33&t=5532
25 sierpnia :: Paradoks bilardowy - podróże w czasie Dyskusja na temat hipotez dotyczących podróży w czasie od trochę innej strony. Możliwe, czy nie? Oto jest pytanie: viewtopic.php?f=53&t=5626
2 listopada :: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - do czego zaprowadzi nas przyszłość? Dyskusja o kierunku rozwoju świata i możliwych scenariuszach. Sztuczna inteligencja, technologie i wynalazki, które zaważą na naszym gatunku: viewtopic.php?f=28&t=4291

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.