Dziś jest:
Niedziela, 26 września 2021

Ludzie są brani przez załogi UFO na pokłady ich pojazdów. Od kiedy? Prawdopodobnie od początku pobytu człowieka na Ziemi.
/Budd Hopkins, zajmuje się przypadkami CEIII i CEIV/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




NIEZWYKŁA HISTORIA PO ŚMIERCI KAMILI SKOLIMOWSKIEJ: PODAŁA WE ŚNIE TRZY NAZWISKA
Pt, 30 lip 2021 17:49 komentarze: 1 czytany: 2099x

[..] Dzień dobry, Dzisiaj na portalu WP trafiłem na artykuł o zmarłej Kamilli Skolimowskiej. Niezwykle ciekawa jest relacje jej mamy, po śmierci córki. Podaję wycinek z artykułu jak i sam artykuł.  Teresa Skolimowska nie ma siły wejść do mieszkania córki. Wie, że nie zniesie widoku jej ulubionego kubka, płaszcza wiszącego na wieszaku, kwiatów, o które dbała. - Aż którejś nocy przyśniła mi się.......

czytaj dalej

[..] Dzień dobry, Dzisiaj na portalu WP trafiłem na artykuł o zmarłej Kamilli Skolimowskiej. Niezwykle ciekawa jest relacje jej mamy, po śmierci córki. Podaję wycinek z artykułu jak i sam artykuł. 

Teresa Skolimowska nie ma siły wejść do mieszkania córki. Wie, że nie zniesie widoku jej ulubionego kubka, płaszcza wiszącego na wieszaku, kwiatów, o które dbała. - Aż którejś nocy przyśniła mi się Kamila. Ucieszyła się na mój widok i powiedziała: "Mamuś, jak dobrze, że przyszłaś, tak długo na ciebie czekałam". Rano powiedziałam mężowi, że już czas, żebym tam pojechała - opowiada Teresa.

 

Musi jeszcze rozpakować walizkę Kamili, którą Marcin przywiózł z Portugalii. – Kiedy otworzyłam ją w lutym po raz pierwszy, nic nie poczułam - mówi matka. - W ogóle nie było czuć zapachu Kamili. Gdy otworzyłam ją ponownie po tym śnie, zapach córki wrócił.

 Wiola Potępa też ma sen. Stoi na ulicy pod AWF-em, nagle zatrzymuje się samochód, z którego macha do niej Kamila.

 - Co ty tu robisz? - pytam.

 Kama: - No, przyjechałam do ciebie.

 - Jak ci tam jest?

 - Fajnie i przestańcie się wreszcie o mnie martwić.

 - A co tam robisz?

 - Jak to co? Ćwiczę, trenuję. Mam z kim, dużo tu kolegów po fachu (wymienia trzy nazwiska: zapaśnika, ciężarowca, pływaka).

 Potępa: - Po latach już nie pamiętam tych nazwisk, ale wtedy, jak się obudziłam, od razu je zapisałam. Sprawdziłam w internecie, to nie były fikcyjne osoby. Wszyscy zmarli. Od tego czasu nie mam już snów z Kamą.

 Cały artykuł:

https://sportowefakty.wp.pl/tokio-2020-2021/951978/w-niebie-tez-maja-igrzyska

Pozdrawiam serdecznie

[dane do wiiad. FN]



zwiń tekst



SYN ZAPALA LAMPKĘ, BO SIĘ BOI POSTACI ZA OKNEM, KTÓRA... MU SIĘ PRZYGLĄDA
Śr, 28 lip 2021 06:55 komentarze: brak czytany: 1876x

Witam FN,  Od dłuższego czasu drę koty z moim synem(już nastolatkiem) z powodu lampki nocnej w Jego pokoju, która pozostaje zaświecona do rana. Niejednokrotnie prosiłam aby ją wyłączył, zrobił to po czym zapalał ponownie. Tak było i tej nocy. Rano pytam syna o powód ponownego zapalania lampki w nocy, a syn odpowiada, że co noc za szklanymi drzwiami w jego pokoju widzi twarz, postać która mu się.......

czytaj dalej

Witam FN, 
Od dłuższego czasu drę koty z moim synem(już nastolatkiem) z powodu lampki nocnej w Jego pokoju, która pozostaje zaświecona do rana. Niejednokrotnie prosiłam aby ją wyłączył, zrobił to po czym zapalał ponownie. Tak było i tej nocy.
Rano pytam syna o powód ponownego zapalania lampki w nocy, a syn odpowiada, że co noc za szklanymi drzwiami w jego pokoju widzi twarz, postać która mu się przygląda.
Gdy to powiedział w kuchni usłyszałam, że coś spadło. Po chwili gdy do niej weszłam zobaczyłam, że taka mała figurka czarownicy przywieziona z miejscowości Rupit (Hiszpania)leży na podłodze.
Ale najdziwniejsze jest to, że spadła z niemałej wysokości I nie uszkodziła się w najmniejszym stopniu, choć jej wykonanie powinno po tym upadku spowodować spore jej zniszczenia.
 
Pozdrawiam
[...]




From: [..]
Sent: Monday, July 26, 2021 10:22 AM
To: FN
Subject: Doświadczenie z lat młodości

 
Wydarzenia, których doświadczyłam jak się okazało wspólnie z moim znajomym miały miejsce po koniec lat osiemdziesiątych minionego wieku.
Od najmłodszych lat wyjeżdżałam na wieś do mojej babci, która mieszkała na lubelszczyźnie.
Mimo iż byłam dziewczynką to bardzo dobrze dogadywałam sięi przyjaźniłam z dwoma chłopcami, którzy byli braćmi.
Pewnego roku obiecaliśmy sobie, że będziemy pisać do siebie listy aby być na bierząco, byliśmy bardzo zżyci, dobrzy przyjaciele.
Kiedy spotkaliśmy się ponownie w wakacje to w czasie rozmowy okazało się, że zarówno mój przyjaciel jak I ja  w czasie naszej "rozłąki"doświadczyliśmy w czasie snu wyjścia z ciała.Ja w moim ciele astralnym widziałam przyjaciela z góry w czasie snu.
On mnie w swoim ciele astralnym widział również mnie tak samo śpiącą.
 
Dwadzieścia lat później doświadczyłam również wyjścia z ciała, ale to inna historia I inne doświadczenie.
 
Pozdrawiam
[...]





 

From: [...]
Sent: Monday, July 19, 2021 10:25 AM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Regularny okrąg na radarze burzowym w okolicach Warszawy

 

Dzień dobry,

wczoraj około godziny 22 sprawdzałam ostrzeżenia meteorologiczne. Weszłam na radar burzowy i od razu rzucił mi się w oczy okrąg w okolicach Warszawy. Obserwowałam ten kształt bez większych zmian do godziny 23:30. Potem już niestety musiałam iść spać ;) Jestem ciekawa czy to naturalne zjawisko czy jakaś anomalia? Dodam, że na animacji było widać jak tworzył się ten okrąg. Powstał bardzo szybko praktycznie znikąd. Wcześniej były widoczne pojedyncze niebieskie punkty, które zmieniały swoje położenie. I nagle wyłonił się z nich okrąg.

 

Pozdrawiam Fundację

[...]



 




zwiń tekst



I WTEDY ZOBACZYŁAM CZARNY TRÓJKĄT SUNĄCY BEZGŁOŚNIE PO NIEBIE - relacja z nocy 18/19 lipca 2021
Wt, 27 lip 2021 05:17 komentarze: brak czytany: 1420x

[...] Witam, chciałam opisać pewną sytuację, która miała miejsce w nocy z 18 na 19 lipca tego roku [2021 - przyp. FN] . Spędzałam noc na działce, byłam sama z psem, mąż został tego dnia w domu. Około godziny 1 wyszłam z domku do małej szopy zaraz za nim, tam mam prowizoryczną toaletę. Gdy wyszłam spojrzałam w niebo było gwieździste i bezchmurne. I wtedy zobaczyłam czarny trójkąt sunący bezgłośnie .......

czytaj dalej

[...] Witam, chciałam opisać pewną sytuację, która miała miejsce w nocy z 18 na 19 lipca tego roku [2021 - przyp. FN] . Spędzałam noc na działce, byłam sama z psem, mąż został tego dnia w domu. Około godziny 1 wyszłam z domku do małej szopy zaraz za nim, tam mam prowizoryczną toaletę. Gdy wyszłam spojrzałam w niebo było gwieździste i bezchmurne. I wtedy zobaczyłam czarny trójkąt sunący bezgłośnie po niebie.

Nie umiem opisać czy był mały czy duży, na środku miał jaśniejszy spory punkt, ale to nie było światło. Tak jakby światła miasta go oświetlały, ciężko mi to opisać. Nie wiem też czy leciał wysoko czy nisko ale leciał idealnie po prostej z południa na północ dokładnie nade mną. Zawsze chodzę się załatwić w nocy z latarką. Zdążyłam "strzelić" w niego światłem ale nic nie oświetliłam.

Znalazłam pewną grupe na FB i napisałam tam post. Skontaktował się ze mną założyciel tej strony i namówił na kontakt z Wami. Kilka dni po tym incydencie miała miejsce kolejna dziwna sytuacja też w nocy. Dwa świecące punktu bawiły się ze sobą na niebie. Latały u w chmurach goniły siebie nawzajem po czym wystrzeliły jakby i zniknęły. Tym razem miałam telefon i zrobiłam zdjęcie ale widać tylko 2 małe punkty na chmurach... Wszystko to sprawiło że postanowiłam o tym powiedzieć komuś, kto nie weźmie mnie za wariata. Obie sytuację miały miejsce w Koninie na ogródkach działkowych. Pozdrawiam,  [dane do wiad. FN].

/opis obserwacji dostaliśmy na pocztę 26 lipca 2021, grafiki z UFO w kształcie trójkątów pochodzą z naszego Archiwum FN/




 

 

I jeszcze jedna wiadomość z ostatnich godzin, która nawiązuje do naszej publikacji w XXI PIĘTRZE.

From:  [...]
Sent: Saturday, July 24, 2021 11:26 AM
To: XXI PIĘTRO FN
Subject: Odp: RE: Dot. artykułu- Straciliśmy 1-2 godziny


FUNDACJA NAUTILUS  
Zgodnie z obietnicą przesyłam dalsze szczegóły obserwacji UFO. Ale już jest hejt, jakiejś nierozgarniętej osoby, że to fotomontaż. No tak, jest to fotomontaż, przecież napisałem, że to wizualizacja komputerowa spektakularnego przelotu armady UFO nad Wrocławiem w 2005 roku. Jeden świadek, to żaden świadek, ale może ktoś się kiedyś zgłosi, to będziecie mieli punkt zaczepienia. Z bloków przy ul Legnickiej musiał ktoś to widzieć. Leciały nisko, może 100 metrów nad ziemią, i bardzo wolno. Pisałem o tym kiedyś w komentarzach na Waszej stronie, chyba zaraz po obserwacji.
Było to w sierpniu lub wrześniu, ok. godz. 18.30, dzień był pochmurny i wietrzny. Jadąc tramwajem w stronę Leśnicy zauważyłem je na wysokości ulicy Sokolniczej, zaraz za pl. JP II. Pierwsze wrażenie- ot, lecą sobie samoloty. Ale dlaczego one stoją w miejscu? dlaczego są takie czarne?-  samoloty są przecież białe i lecą szybko-  dlaczego nie mają ogonów? Będąc zainteresowany problematyką UFO, zdałem sobie sprawę co widzę. Zgnuśniali pasażerowie tramwaju w tym sennym dniu, nawet się na to nie patrzyli. Patrzył się jedynie jakiś, może 14 letni chłopak. Obiektów było 6 albo 7. Po minięciu kładki nad ul. Legnicką i zasłonięciu obiektów przez blok, i ponownym odsłonięciu, obiektów zrobiło się już 14. Już się oddaliły nieco z pod Dworca Świebodzkiego i kierowały na teren gdzie stoi dziś drapacz chmur Sky Tower. Zdjęcie z wizualizacją pokazuje jak to mogło wyglądać w jego okolicy (wtedy w tym miejscu stał inny, niższy wieżowiec- Poltegor). Wysiadłem na  przystanku przy restauracji Hanoi (dziś Hong-Ha)  i obserwowałem to przez ok. 5 mimut. Był rok 2005, a więc aparatu w telefonie nie miałem, a byłoby piękne zdjęcie. Być może ktoś z bloków obok zrobił zdjęcia- zachęcam do anonimowego przesłania ich, lub chociażby potwierdzenia obserwacji. Poleciały w kierunku Krzyków i góry Ślęży. Tak spektakularny, liczny i niski przelot musiało obserwować wielu ludzi. Może ktoś kiedyś się zgłosi.
[dane do wiad. FN]

Dnia 22 lipca 2021 09:04 XXI PIĘTRO FN <> napisał(a):
Dziękujemy za ciekawą relację i grafiki. Napisaliśmy o tym tutaj:
 
https://www.nautilus.org.pl/artykuly,4159,widzialem-nie-jeden-obiekt-ufo-a-kilkanascie-to-byly-latajace.html
 
Pzdr
FN

From: [...]
Sent: Monday, July 26, 2021 9:57 AM
To: FN
Subject: Dot. artykułu

 

Witam serdecznie FN, 

 Po przeczytaniu artykułu nt. obserwacji szpalerów UFO przypomniała mi się moja własna obserwacja. 

Miała ona miejsce w sylwestrowy wieczór jeszcze roku 2019.Była godzina ok. 20:00 kiedy wyszłam z domu aby piesek jeszcze zdążył w mniejszym stresie załatwić swoje potrzeby. Było ciemno, grudniowe niebo było pokryte gęstymi chmurami ale kiedy  znalazłam się przy głównej uliczce osiedla spojrzałam w górę. Mimo wspomnianego sporego zachmurzenia zobaczyłam szpaler jasnych punktów, nieruchomych. Było ich sporo, były dość sporych rozmiarów. Stałam tak wpatrzona, ludzie którzy mnie mijali lub znajowali w tej uliczce nie byli świadomi całej sytuacji, tylko ja byłam świadkiem. 

Niestety nie miałam telefonu aby zrobić zdjęcie. 

Po chwili musiałam już odejść że względu na potrzeby pieska. 

Było to niesamowite doświadczenie, dodam, że cała obserwacja była odczuwana jako pełna harmonii I akceptacji. 

Czy tylko ja to widziałam lub miałam zobaczyć tego nie wiem, ale wiem, że to wydarzenie zbiegło się z początkiem pojawienia się pandemii. 

 Pozdrawiam

[...]

From: [...]
Sent: Sunday, July 25, 2021 8:46 PM
To: Fundacja Nautilus
Subject: UFO

 

Witam wysyłam link do filmu, na początku tego filmu widać ufo a potem meteoryt, ale o ufo nikt nie wspomina. Przypadkiem zauważyłem oglądając, a to drugi taki film, kiedys podobny znalazłem, ale nie zapisałem jego, jak znajdę to prześlę . Pozdrawiam Krzych .




zwiń tekst



STRACILIŚMY 1-2 GODZINY... PO PROSTU ZAĆMIENIE!
Czw, 22 lip 2021 06:56 komentarze: 1 czytany: 2914x

Mam potwierdzenie historii Jana Wolskiego z 1978 roku, koniecznie ze mną porozmawiajcie! – taką wiadomość otrzymaliśmy od mieszkańca z zachodniej Polski. Jego opowieść wprawia w zdumienie i nie można tego wykluczyć, że faktycznie ma związek z Bliskim Spotkaniem Trzeciego Stopnia w Emilcinie. Już kiedyś prezentowaliśmy tę historię w serwisie FN, ale po kolejnej rozmowie z autorem (19 lipca 2021) prezentujemy.......

czytaj dalej

Mam potwierdzenie historii Jana Wolskiego z 1978 roku, koniecznie ze mną porozmawiajcie! – taką wiadomość otrzymaliśmy od mieszkańca z zachodniej Polski. Jego opowieść wprawia w zdumienie i nie można tego wykluczyć, że faktycznie ma związek z Bliskim Spotkaniem Trzeciego Stopnia w Emilcinie. Już kiedyś prezentowaliśmy tę historię w serwisie FN, ale po kolejnej rozmowie z autorem (19 lipca 2021) prezentujemy ją w dziale XXI PIĘTRO - TWOJA HISTORIA, co obiecaliśmy autorowi relacji. Warto bowiem, aby tak szczególne relacje były przypominane, gdyż... szkoda, aby przepadły w gigantycznej liczbie kolejnych wiadomości publikowanych w serwisach FN.

 

Z punktu widzenia materiału zgromadzonego przez FN historia Bliskiego Spotkania III Stopnia z UFO w Emilcinie jest prawdziwa w stopniu absolutnym. Co to oznacza? Mamy taki własny test, który wielokrotnie został zweryfikowany przez życie. Pozornie jest on bardzo bolesny dla sprawy, ale na koniec prawda lśni wielokrotnie bardziej efektownie. Na czym ten „test” polega?

Otóż jeśli coś jest prawdziwe, to można to opluć, oblać szambem kłamstwa na sto tysięcy sposobów, a to i tak nic nie da. Jeśli bowiem dane wydarzenie naprawdę się zdarzyło, to obroni się bez najmniejszego problemu i wyjdzie z tego zwycięsko. Przykład? Pojawia się mega-idiotyzm o tym, że Emilcin jest „efektem hipnozy - święć Panie nad jego duszą – domorosłego naprawiacza telewizorów z Lublina Witolda Wawrzonka”? A to nagle pojawiają się rozmowy z jego żoną i synem, którzy opowiadają o tym, jak to było naprawdę i całe ordynarne kłamstwo i bezczelną manipulację związaną z p. Witoldem Wawrzonkiem „rozbijają w pył” .

I jeszcze przykład z ostatnich miesięcy związany z Emilcinem – oto dotarła do nas „teoria demaskująca Emilcin” o tym, jak to Rosjanie testowali bio-roboty na polance w Emilcinie, a „naiwniaczki” kupiły opowieści Jana Wolskiego i innych świadków przelotu UFO z Emilcina (rodzina Popiołków, choć nie tylko) za UFO, a to był zwykły, banalny rosyjski dron… I znowu zasada „prawda się musi obronić” działa bezbłędnie.

 Wtedy oficjalnie zwracamy się do naszych rosyjskich kolegów z prośbą odpowiedzi, czy w 1978 roku rosyjska armia dysponowała armią „małych biorobotów poruszających pojazdami latającymi w kształcie prostopadłościanów bez śmigieł i silników odrzutowych”. I tak dalej i tak dalej – każdy idiotyzm zbudowany na kłamstwie i manipulacji można bez trudu wyśmiać i wykazać, że są to wierutne brednie. Prawda danego wydarzenia bowiem - jak w tym pięknym powiedzeniu poniżej – bez trudu się obroni sama, nawet nie wystarczy jej specjalnie pomagać, choć akurat to nie zaszkodzi.. ;)


Ale czasami pojawiają się takie rzeczy i relacje o wydarzeniach, które weryfikować jest bardzo trudno ze względu na postawę świadka. Oczywiście nie zgadza się on na publikację imienia, nazwiska, nazwy miejscowości i w ogóle niczego. Co chwilę powtarza, że „on nie poszukuje rozgłosu” i że nie chce, aby pokazywali go sąsiedzi palcami, że „zwariował i gada o UFO”. Tego typu stawianie sprawy oczywiście jest dowodem na to, że na pewno nie robi tego dla „sławy i rozgłosu”, ale nas stawia w trudnej sytuacji, gdyż w zasadzie nie możemy w żaden sposób zaprezentować danej historii w sposób wiarygodny. Cóż to za relacja bez imienia i nazwiska, a nawet miejscowości, w której mieszka świadek? Jaka jest wartość takiego świadectwa?!

Jednak to jest Polska i z podobnymi problemami stykami się dosłownie codziennie. Paniczny lęk przed stygmatyzacją „tego wariata od UFO” jest tak silny, że najciekawsze wątki i historie po prostu do nas nie docierają, gdyż ludzi paraliżuje zwierzęcy strach przed opinią środowiska, rodziny, sąsiadów czy znajomych. I tak w 100 procentach prawdziwe zjawisko jakim jest UFO jest spychane do getta „zabawnych ciekawostek z ostatnich stron tabloidów”. I tego niestety nie zmienimy.

Ten wstęp był konieczny, aby zaprezentować szerszy kontekst historii, która jest związana z panem – nazwijmy go – L.

Mimo jego oporu przed jakimkolwiek ujawnieniem udało nam się go namówić, aby nagrać z nim relację i bez pokazywania twarzy (zmieniając głos) przedstawić jego relację. W wakacje planujemy wyjazd do miejscowości gdzie mieszka i wspólnie z L. udać się na miejsce całego wydarzenia, które miało miejsce 40 lat temu na kilka tygodni przed tym, co przeżył Jan Wolski.

Ale zacznijmy od początku.

Na pokład okrętu Nautilus dostaliśmy ciekawą i dość intrygującą wiadomość, którą cytujemy poniżej.

 

[…] Potwierdzam wszystko, co powiedział p. Jan, znam jeszcze kilka innych szczegółów. Jest to prawda, Zapraszam kogoś kompetentnego do korespondencji. […]mam konkretne i namacalne , może nie dowody ale informacje. Nawiąże kontakt z osobami, które są zainteresowane, ciekawe tematu, oraz mają wyobrażenie inne niż twardogłowi maluczcy i ciaśniej myślący ludzie […]

Przez brak czasu odpowiedź z naszej strony nie była natychmiastowa, więc dostaliśmy kolejną „ponaglającą” wiadomość.

[…] Dlaczego nie odpowiadacie? Mam konkretne fakty o p. Janie z Emilcina, to nie kłamstwa, chcę potwierdzić jego wypowiedzi, znam też więcej informacji. Czy ktoś się odezwie, to co widział p. Jan , było potwierdzeniem tego, co ja zaobserwowałem 40 lat temu. Jeżeli nikt nie podejmie dyskusji, to wszystko pójdzie w zapomnienie, nie szukam poklasku […] Proszę o poważne podejście do tematu. Pozdrawiam. […]

Wreszcie odezwaliśmy się, nawiązaliśmy kontakt, a wreszcie udało nam się porozmawiać w sieci przez komunikator społecznościowy z możliwością transmisji wideo.

Pan L. okazał się dobiegającym 60-tki mieszkańcem małego miasta w zachodniej Polsce, które znajduje się w województwie lubuskim. Już pierwsze dwie minuty rozmowy za pomocą komunikatora internetowego (z transmisją wideo) pokazały, że nie mamy do czynienia z żadnym oszustem, ale człowiekiem, który naprawdę coś przeżył i chce o tym opowiedzieć. Jego relacja jest zdumiewająca z jednego powodu, o którym powiemy na końcu.

Historia Bliskiego Spotkania z UFO pana L.

W tym roku świadek i jego kolega mieli po 19 lat. Był 1978 rok, mała miejscowość w pobliżu Gorzowa Wielkopolskiego. Jak opowiada świadek było to „na kilkanaście tygodni przed spotkaniem Jana Wolskiego z UFO”, czyli można podejrzewać, że wszystko wydarzyło się w lutym albo marcu 1978 roku. Data tego wydarzenia jest bardzo ważna, gdyż to jest jeden z tych elementów, które pan L. uważa za jednoznacznie łączący go z historią z Emilcina. Drugim jest kształt pojazdu, a trzecim wygląd istot.

Straciliśmy 1-2 godziny… po prostu zaćmienie!

Było ok. 12.00-15.00 (świadek nie był w stanie podać precyzyjnej godziny), kiedy razem z kolegą szli drogą w pobliżu pola. Jego kolega wszystko dokładnie pamięta, ale jest obecnie – jak powiedział L. – bardzo szanowanym biznesmenem, zatrudnia 50 osób i najchętniej by o tym wszystkim zapomniał z obawy przed ośmieszeniem w środowisku, gdyż ludzie „śmieją się z tych, co mówią o UFO”. Razem zobaczyli lecący nad ziemią pojazd o zdumiewającym kształcie. Jak daleko był od nich? Ok. 50 metrów, czyli bardzo blisko. Miał on kształt prostopadłościanu (przypominał autobus – to także kolejny element nawiązujący do opowieści Jana Wolskiego), ale był minimalnie większy od tego, który opisywał Jan Wolski.

Jego wymiary świadek podał orientacyjne, ale wysokość określił jako 6 metrów, długość ok. 10 metrów, szerokość 4-5 metrów. Z przodu pojazdu było małe światło w kolorze zielonym, które błyskało co 5 sekund. Nie było jakichkolwiek drzwi czy okien – jedynie jednolita powierzchnia. Pan L. poproszony o wykonanie rysunku pojazdu zrobił go, a następnie pokazał do kamery swojego komputera. W miejscach małych poprzecznych kresek znajdowało się coś, co określił jako „sprężynki”, lecz tego czym były nie sprecyzował. UFO wydawało z siebie delikatny dźwięk przypominający elektryczne buczenie.

Poproszony o opis pojazdu L. napisał tak:

[…] Jeżeli chodzi o kolor: tak jak szron w zimie, jasny lód pokryty szronem, poruszał się bardzo  wolno, prawie zatrzymał się w miejscu, sądząc po szumie jaki wydawał z ogromną  prędkością podleciał do nas (wysoki dźwięk, do niskiego , przy małej prędkości).  Jak wspomniałem co kilka sekund z przodu jasnozielone światło, znajdował się tuż nad przydrożnymi drzewami, a my na szosie w odległości ok. 15-25 metrów. Dźwięk, najszybciej przypominął odkurzacz tylko o różnej tonacji , w zależności od szybkości poruszania. Pojazd prawie stał w miejscu pobiegliśmy do niego , wtenczas jak mówiłem panu urywa się film, wreszcie film wraca ale my z trwoga biegniemy w odwrotnym ..kierunku..


I teraz najciekawsze: obaj pamiętają, że podjęli decyzję, aby jak najszybciej uciec od tego pojazdu. I zaczynają biec, ale nagle powstaje – jak to się wyraził świadek „zaćmienie, jakieś zatrzymanie w czasie” – po czym obaj biegną, ale… znajdują się w zupełnie innym punkcie przestrzeni i biegną w zupełnie innym kierunku niż pierwotnie!

Ani słowa rodzinie czy znajomym!

Wrócili przerażeni do domów. Postanowili, że nie będą o tym wydarzeniu mówić ani rodzinie ani znajomym. I słowa dotrzymali do dzisiaj, czyli do maja 2018! Zapytany, dlaczego w takim razie skontaktował się z Fundacją Nautilus świadek odpowiedział, że chce potwierdzić to, co mówił Jan Wolski, bo jak tego nie zrobi, to wszystko „pójdzie w zapomnienie”. Co chwila powtarzał kilka zdań. A to, że „nie chce rozgłosu” albo że „pojazd wyglądał trochę inaczej niż na rysunkach, które są w sprawie Jana Wolskiego”.

/tak opisywał pojazd Jan Wolski – grafika z dokumentacji FN/


Od momentu spotkania z UFO stała się jednak rzecz zadziwiająca, a w zasadzie dwie. Po pierwsze jak mówi świadek – coś wtedy się z nim zmieniło i zaczął świat widzieć cyt. „z zupełnie innego wymiaru”. Zaczął mieć wizje jasnowidcze dotyczące przeszłości albo przyszłości, ale – jak wyjaśnił – „on tego nie używa, bo jest to dla niego zakazane. Ma różne wizje, ale nie chce tego używać i od razu wrzuca to do kosza”. Jednak tego dnia podczas spotkania z UFO jego zmiana była na tyle duża, że zauważył u siebie jeszcze jeden, zdumiewający dar. W czasie połączenia wideo pokazał nam próbkę swoich możliwości i musimy przyznać, że dosłownie „wbił nas w ziemię”. Musimy jeszcze zadać świadkowi pytanie, czy możemy ujawnić, na czym ten dar (umiejętność) polega, gdyż ujawniając go może on być błyskawicznie rozpoznany w swoim środowisku, a jak wiemy bardzo chciał uniknąć rozpoznania go przez rodzinę lub znajomych. Możemy tylko powiedzieć jedno: jego umiejętność naprawdę zapiera dech w piersiach i nigdy wcześniej nie widzieliśmy człowieka, który jest w stanie to robić… To jest ta sprawa, która może być dowodem na to, że L. mówi prawdę.

Mgliste wspomnienia spotkania z jakimiś dziwnymi istotami

Ale od spotkania z UFO zaczęło się coś jeszcze. Świadek opowiada, że zaczął mieć „przebłyski” w swojej pamięci spotkania z istotami, które nie były ludźmi. Ich opis jest zbliżony do tego, co mówił Jan Wolski.

I jeszcze jedna ciekawostka. 15 lat później (czyli w 1993 – przyp. FN)  w tym samym miejscu wiele osób widziało unoszący się jasny obiekt. Było to w nocy i ktoś wezwał nawet straż pożarną. Miejscowa ludność zinterpretowała to wydarzenie jako manifestację religijną. Ludzie mówili, że „pojawiła się Matka Boska”. W lokalnej prasie pojawiły się artykuły, że nad tą miejscowością było widziane UFO (chcemy dotrzeć do tych artykułów, kiedy przybędziemy na miejsce, a planujemy to w te wakacje). Pan L. ofiarował swoją pomoc w pokazaniu nam dokładnie tego miejsca, gdzie doszło do wydarzenia, a także w dotarciu do świadków manifestacji UFO w 1993 roku.

 

Relacja jest na tyle intrygująca, że zamierzamy pojechać do świadka i zrobić bardziej szczegółową dokumentację tego zdarzenia. Będziemy go namawiać do tego, aby zgodził się zaprezentować czytelnikom serwisu FN swoją zdumiewającą umiejętność… nie sposób tego w żaden racjonalny sposób wyjaśnić, ale – gwarantujemy – dosłownie wbija w ziemię.

Dlaczego to potwierdza opowieść pana L.?

Bardzo często osoby uczestniczące w Bliskim Spotkaniach III Stopnia zmieniają się i po takich spotkaniach zauważają u siebie pozazmysłowe zdolności. Maja wizje jasnowidcze, zdolności do telekinezy lub telepatii. Powodem tego jest albo specjalna ingerencja obcych istot, albo – co bardziej prawdopodobne – samo przebywanie w pobliżu takich istot, które mają o wiele większą wibrację związaną z poziomem duchowym, doprowadza do samoczynnego podniesienia się ich poziomu, czego efektem jest „dodatkowy pakiet umiejętności”.

Czy ta historia jest potwierdzenie Emilcina?

Emilcin jest dostatecznie udowodniony i praktycznie nie potrzebuje żadnych nowych dowodów, ale faktycznie zbieżność w czasie obu zdarzeń, wyglądu pojazdu i samych istot może wskazywać na to, że Jan Wolski i świadek L. mieli okazję spotkać się z tą samą załogą pojazdu. Jan Wolski jednak pamiętał wszystko – każdą minutę spędzoną na pokładzie statku, co od dawna jest uważane za dowód na to, że obcy tak dokładnie chcieli. On miał to pamiętać z jakiegoś powodu! Podobnie zachowanie się pojazdu tuż po spotkaniu z Janem Wolskim było zdumiewające. UFO przeleciało nad centrum Emilcina, przez chwilę zawisło nad gospodarstwem państwa Popiołków, po czym z ogromnym hukiem wystrzeliło w górę. Wszystko to działo się na oczach świadków, w tym dwójki dzieci państwa Popiołków (Zbigniew Blania-Bolnar mówił wielokrotnie, że świadków tego startu obiektu z centrum Emilcina było więcej, ale ludzie bali się do tego przyznać). Adaś Popiołek i jego siostra bardzo precyzyjnie opisywali obiekt, który widzieli tuż po tym, jak zakończyło się Bliskie Spotkanie Trzeciego Stopnia Jana Wolskiego.

Relację Adama Popiołka już jako dorosłego człowieka można obejrzeć w programie „Na każdy Temat”, który znajduje się w naszym Archiwum Wideo FN.

 


From: [...]
Sent: Wednesday, July 21, 2021 2:15 AM
To: xxi@nautilus.org.pl
Subject: Dot. artykułu- Straciliśmy 1-2 godziny

 

FN, XXI PIĘTRO

W artykule - Straciliśmy 1-2 godziny- piszecie że chcecie dotrzeć do artykułów na temat obserwacji UFO w Lubuskiem. Wpisałem: Gazeta Lubuska widziano UFO- i wyskoczyły te artykuły: https://gazetalubuska.pl/ufo-nad-lubuskiem-co-widzial-nasz-czytelnik-czy-to-kolejny-fotomontaz-postanowilismy-zbadac-sprawe/ar/13964956

https://gazetalubuska.pl/swiatowy-dzien-ufo-2021-gdzie-bylo-widziane-w-lubuskiem-oni-naprawde-cos-widzieli-relacje-swiadkow/ga/c1-13258131/zd/29605045

Sam przed laty pisałem w komentarzach, na Waszej FN, o obserwacji armady UFO nad Wrocławiem- ale nie było zainteresowania. Leciały bardzo nisko, z początku było ich 7, potem zrobiło się 14. W miejscu dzisiejszego wieżowca Sky Tower stał inny- o połowę niższy Poltegor. Zrobiłem wizualizacje komputerowe, miałem już dawno je wysłać. Z tej okazji wysyłam je teraz. Za parę dni wyślę opis zdarzenia. Też nie szukam rozgłosu.

[...]







zwiń tekst



JASNOWIDZ I HISTORIA Z ROWEREM
Sob, 17 lip 2021 09:22 komentarze: 1 czytany: 2421x

[…] Szanowna FN,Czytam codziennie Wasz portal, choć mam już 71 lat. Ale od otworzenia strony FN zaczynam dzień. Już dawno chciałem opisać niezwykłe wydarzenie, którego byłem świadkiem w latach mojej młodości, bo miałem wtedy 14 lat. W mojej rodzinie był wujek Marek, o którym się mówiło, że jest osobą potrafiącą przepowiadać przyszłość i mówić także o każdej rzeczy, która się zdarzyła. Wtedy on był.......

czytaj dalej

[…] Szanowna FN,

Czytam codziennie Wasz portal, choć mam już 71 lat. Ale od otworzenia strony FN zaczynam dzień. Już dawno chciałem opisać niezwykłe wydarzenie, którego byłem świadkiem w latach mojej młodości, bo miałem wtedy 14 lat. W mojej rodzinie był wujek Marek, o którym się mówiło, że jest osobą potrafiącą przepowiadać przyszłość i mówić także o każdej rzeczy, która się zdarzyła. Wtedy on był dla mnie bardzo stary, bo był mniej więcej w moim wieku i zmarł kilka lat później. W każdym razie moja rodzina wiedziała o jego niezwykłych możliwościach i czasami z tego korzystaliśmy. W tamtym czasie mieliśmy rower, na którym jeździł mój ojciec, a ja także od czasu do czasu. I ten rower został nam skradziony. To była wielka strata, bolesna, bo rower to była wtedy bardzo cenna rzecz. Mój ojciec zdecydował, że pójdziemy się zapytać wujka Marka.


Pamiętam, że jak tylko weszliśmy do jego domu wujek powiedział coś takiego – nie możecie przeboleć tego roweru, co? I bardzo się śmiał z tego, że wiedział, po co do niego przyszliśmy. Ojciec potwierdził, że chodzi o rower i że chcemy wiedzieć, kto go skradł. Wujek Marek na te słowa wyjął kartkę papieru, na którym była mapa okolicy naszego domu i zaznaczone miejsce we wsi obok naszej, gdzie złodziei ten rower ukrył. Wujek wyjaśnił, że zrobił tę mapkę wiedząc, że go o to poprosimy. Powiedział tak:

- Pójdźcie jutro wieczorem, a ten rower tam będzie stał niepilnowany, więc go weźmiecie.

I tak się stało. Od razu po wizycie u wujka poszliśmy do tego gospodarstwa, gdzie mieszkał z rodzicami taki 16-letni nygus, który skradł ten rower mówiąc rodzicom, że leżał porzucony, co się potem okazało. Wtedy tego roweru nie było, bo go schował. Ale kiedy zjawiliśmy się następnego dnia o godzinie, którą sugerował nasz wujek, to rower był oparty o drzewo na podwórku. Ojciec poszedł i porozmawiał z właścicielem domu i powiedział, że rower został skradziony. Wtedy wszystko się wyjaśniło. Do dziś ta historia nie daje mi spokoju i absolutnie wiem, że jasnowidzenie jest faktem.

Dziękuję załodze za prowadzenie tej niezwykłej strony i pozdrawiam

[dane do wiad. FN]

 

Od naszego koordynatora Projektu Messing otrzymaliśmy następującą wiadomość o jednej z osób jasnowidzących, którą monitoruje nasz projekt:

[…] W poniedziałek rozmawiałam że znajomą Panią o otrzymanych alertach sms-owych w związku z poszukiwanym o potrójne zabójstwo Pana z okolic Częstochowy.

Ja o Nim nic więcej nie wiedziałam jedynie tyle, że zastrzelił swojego brata z żoną oraz ich synem.

Znajoma nic nie wiedziała o całej sprawie.

Gdy jej nakreśliłam do czego doszło i kogo szukają powiedziałam jej wówczas, że może nie mogli się porozumieć z bratem co do ojcowizny i to był jeden z powodów całego dramatu.

Drugą rzeczą którą powiedziałam to to, że prawdopodobnie popełnił samobójstwo.

Miałam od samego początku wizję opuszczonego budynku otoczonego gęstwiną.

A wczoraj czytam w artykule, że częste spory pomiędzy braćmi wynikały o ojcowiznę.

W następnym artykule czytam wypowiedź Pana Jackowskiego iż ma wizję, że poszukiwany popełnił samobójstwo i jest gdzieś w opuszczonym budynku.

Pozdrawiam

[…]

 

Wczoraj, czyli 14 lipca 2021 na pokład okrętu Nautilus zadzwonił jasnowidz Krzysztof Jackowski i opowiedział o niezwykłej wizji, którą miał w sprawie innego poszukiwanego człowieka. Zobaczył on stóg siana i że… ten człowiek się powiesił. Ale jak? Na stogu siana tego zrobić nie sposób. Powiedział o swojej dziwnej wizji najbliższej rodzinie. I kilka dni później okazało się, że miał rację! Ten człowiek został znaleziony dokładnie w miejscu, które wskazał, gdzie były dwa duże stogi siana. Policja ustaliła, że popełnił samobójstwo wieszając się w bardzo unikalny sposób – na szczycie stogu siana umocował specjalną belkę, do której podczepił linę. Wieszając się na niej pozbawił się życia.

Wizja jasnowidza była precyzyjna. I w 100 procentach trafna!

/poniżej ostatni odcinek wideo-bloga Krzysztofa Jackowskiego, w którym opisał tę sytuację/



zwiń tekst



BOSKA ISKRA W KAŻDEJ ŻYWEJ ISTOCIE
Sob, 17 lip 2021 09:24 komentarze: 8 czytany: 2260x

[...] Pozdrawiam serdecznie Fundacje Nautilus oraz wszystkich Czytelnikow. Przeczytalem wlasnie artykul na waszej stronie KIEDY DO KRAINY SWIATLA ODCHODZA NASI MLODSI BRACIA I chcialbym podzielic sie z Wami moim doswiadczeniem.Wiele lat temu doswiadczylem tzw. Smierci klinicznej.Gdy bylem juz po drugiej stronie to zobaczylem tzw. Film ze swojego zycia w ktorym pozytywne I negatywne doswiadczenia byly.......

czytaj dalej

[...] Pozdrawiam serdecznie Fundacje Nautilus oraz wszystkich Czytelnikow. Przeczytalem wlasnie artykul na waszej stronie KIEDY DO KRAINY SWIATLA ODCHODZA NASI MLODSI BRACIA I chcialbym podzielic sie z Wami moim doswiadczeniem.
Wiele lat temu doswiadczylem tzw. Smierci klinicznej.
Gdy bylem juz po drugiej stronie to zobaczylem tzw. Film ze swojego zycia w ktorym pozytywne I negatywne doswiadczenia byly szczegolnie zauwazalne.
Na koncu zostalo mi zadane pytanie.
Po ktorej stronie jestes?
Odpowiedzialem bez zastanowienia ze kocham bardzo naszego Stworzyciela.
Nie bylo zadnej mozliwosci manipulacji odpowiedzi.
To wygladalo tak jakbym sam siebie ocenial I sam podja decyzje co do mojej odpowiedzi.
Po chwili poczulem ze jestem mala promieniujaca iskierka majaca swiadomosc.
Przede mna ukazalo sie cos przypominajace slonce I emitujace ogromna energie dobroci I milosci.

Wygladalem przy Tym jak kropelka wody w oceanach ziemi.

To uczucie milosci bylo nie do opisania.
Od tamtego czasu zaczalem miec wiecej doswiadczen powiazanych ze Swiatem duchowym.
Codziennie staram sie poswiecac troche czasu aby mentalnie przesylac energie milosci istotom w potrzebie .
Czasami to pomaga a czasami nie . W jakis sposob czuje potrzebe kontynuacji tego co robie.
Kilka dni temu zauwazylem cos czego nie widzialem wczesniej.
W pewnym momencie ujrzalem cialo duchowe mojego kolegi ktory odszedl z tego wymiaru w zeszlym roku.
W centrum ciala duchowego na wysokosci serca byla mala promieniujaca iskierka.
Gdy skoncentrowalem sie nad chora osoba to zauwazylem taka sama iskierke u osoby zyjacej.
Po pewnym czasie skupilem sie nad chorym pieskiem I w nim rowniez byla ta promieniujaca iskierka.
Gdy siedzial bokiem do mnie to ta iskierka byla prawie na wysokosci przednich lapek.
Moje doswiadczenia potwierdzaja moje przypuszczenia ze Wszystkie Istoty maja w sobie BOSKA ISKIERKE I ze wszyscy jestesmy czastka STWORCY.

Pozdrawiam Was serdecznie I dziekuje ze jestescie .

[...]






zwiń tekst



DZIWNE WYDARZENIE W DNIU, KIEDY ZGINĄŁ MÓJ NAJLEPSZY PRZYJACIEL
Nie, 4 lip 2021 22:42 komentarze: 1 czytany: 2369x

[XXI PIĘTRO] Witam. Chciałbym przedstawić swoją historię. Otóż 12 marca 2019 roku zginął mój najlepszy przyjaciel. Był to wtorek w godzinach między 10, a 11 rano. W tym samym czasie pracując jako kucharz-żołnierz na stołówce poligonowej poczułem jakby coś z ogromną siłą wpadło na mnie. Kilka godzin później dowiedziałem się o tej tragedii. Co jest najdziwniejsze w tej historii? Otóż najdziwniejsze .......

czytaj dalej

[XXI PIĘTRO] Witam. Chciałbym przedstawić swoją historię. Otóż 12 marca 2019 roku zginął mój najlepszy przyjaciel. Był to wtorek w godzinach między 10, a 11 rano. W tym samym czasie pracując jako kucharz-żołnierz na stołówce poligonowej poczułem jakby coś z ogromną siłą wpadło na mnie. Kilka godzin później dowiedziałem się o tej tragedii. Co jest najdziwniejsze w tej historii? Otóż najdziwniejsze jest to, że, był to wtorek, a ja w weekend 2-3 marca (dokładnie nie pamiętam daty), wyszedłem na balkon by zapalić papierosa. Pamiętam, że była pełnia.

Księżyc świecił bardzo jasno (odbijał światło słoneczne). Na balkon dołączyła do mnie moja kobieta. Razem paliliśmy papierosa, po czym nagle ogarnął mnie ogromny wewnętrzny smutek i czułem się, jakbym zaraz miał się popłakać. Czułem ogromny ból, smutek i żal. Czułem się tak, jakbym kogoś bardzo bliskiego stracił w danym momencie. Moja kobieta zapytała mnie, dlaczego posmutniałem. Odpowiedziałem, iż mam wrażenie, że komuś bardzo mi bliskiemu coś może się stać i czuję, jakby to właśnie się miało się stać w niedalekiej przyszłości. Zacząłem myśleć, skąd to uczucie i jeśli coś miałoby się komuś mi bliskiemu stać, to kiedy, dlaczego i komu. W zasadzie zacząłem sam nad tym rozważać. Nie wiem dlaczego, ale wytypowałem 3 bliskie mi osoby (intuicyjnie), na co moja kobieta odrzekła, że coś sobie wkręcam. Praktycznie kilka dni później dowiedziałem się, że mój najlepszy przyjaciel zginął w wypadku drogowym z udziałem cysterny. Najdziwniejsze jest to, że była to osoba z tej trójki, którą podpowiadała mi intuicja. Mam wrażenie, jakbym przewidział tą śmierć. Jest to dla mnie do dnia dzisiejszego zagadką i nie jestem w stanie pojąć, jak to jest możliwe i czy tylko ja miałem w swoim życiu taki przypadek. Da się to logicznie wytłumaczyć?
[dane do wiad. FN]

/opis trafił do FN 4 lipca 2021/




zwiń tekst



TAJEMNICZY GŁOS
Czw, 1 lip 2021 19:43 komentarze: 5 czytany: 2703x

[...] Dzień dobry, Na wstępie pragnę zaznaczyć, że niby taka niepozorna rzecz jaka miała miejsce, sprawiła, że przez kilka dni po tym co się wydarzyło nie miałem odwagi nawet odwrócić głowy we własnym mieszkaniu ze strachu i przerażenia. Miało to miejsce jakieś 4 lata temu, była 21 lub tuż przed 22. Godzinę dobrze pamiętam, bo wtedy leciał w TV mój ulubiony serial. W pewnym momencie, (gdy mój telewizor.......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry, Na wstępie pragnę zaznaczyć, że niby taka niepozorna rzecz jaka miała miejsce, sprawiła, że przez kilka dni po tym co się wydarzyło nie miałem odwagi nawet odwrócić głowy we własnym mieszkaniu ze strachu i przerażenia. Miało to miejsce jakieś 4 lata temu, była 21 lub tuż przed 22. Godzinę dobrze pamiętam, bo wtedy leciał w TV mój ulubiony serial. W pewnym momencie, (gdy mój telewizor bardzo był cicho nastawiony) w swojej głowie usłyszałem przeraźliwie głośny i zarazem niesamowicie paniczny męski głos, który krzyknął z całych sił "NIEEEEE !!!". Nie wiem jakie uczucia i spostrzeżenia budzą się w isobie czytającą to, jednak proszę mi uwierzyć, że w tym momencie kiedy usłyszałem ów głos, po prostu zamarłem, dostałem takiego paraliżu wywołanego przez strach, że mogłem przez kilka sekund ruszać jedynie oczami, bo ciało jakby zastygło. Jednocześnie poczułem nieprzyjemny przeszywający mnie gorąc połączony z olbrzymim chłodem. Do dziś ten głos mam w swojej głowie, takich rzeczy się nie zapomina. Nie wiem co o tym sądzić, może Państwo macie jakąś odpowiedź na to. Pozdrawiam.

[...]

/opis trafił na pokład okrętu Nautilus 30 czerwca 2021/




zwiń tekst



NIEZWYKŁE WYDARZENIA ZWIĄZANE ZE ŚMIERCIĄ MAMY
Wt, 29 cze 2021 10:36 komentarze: 1 czytany: 2107x

To co napiszę, jest relacja ze śmierci mojej matki. w dniu 27.07.2019 odeszła z tego świata moja mama. Ostatni tydzień swojego życia spędziła w szpitalu, i liczyliśmy się że każdego dnia otrzymamy tą przykrą informację. Był to tydzień walki w sumie, gdyż szpital w którym dokonała żywota chciał koniecznie w poniedziałek (czyli po jej śmierci) - zawieźć ją do domu. (w Niemczech to było). No więc - w.......

czytaj dalej

To co napiszę, jest relacja ze śmierci mojej matki. w dniu 27.07.2019 odeszła z tego świata moja mama. Ostatni tydzień swojego życia spędziła w szpitalu, i liczyliśmy się że każdego dnia otrzymamy tą przykrą informację.

Był to tydzień walki w sumie, gdyż szpital w którym dokonała żywota chciał koniecznie w poniedziałek (czyli po jej śmierci) - zawieźć ją do domu. (w Niemczech to było).

No więc - w dzień jej śmierci byliśmy rano w szpitalu. Leżała spokojnie - w końcu postanowiliśmy pojechać załamani do domu, aby przygotować jej pokój.

O 13:45 (wiem to dokładnie) jej kotek zaczął strasznie po kociemu "płakać". Chować się. Kocica patrzyła na mnie -
a raczej przeze mnie, tak jakby za mną ktoś był.

O 13:50 poprosiłem moją żonę (która pracuje w tym szpitalu na innym oddziale aby zobaczyła, czy moja mama żyje. Moja żona kończyła zmianę o 14:00 i zaraz udała się do jej pokoju. Okazało się że moja mama już odeszła. Ale jeszcze nikt o tym nie wiedział. Lekarz który stwierdził zgon, przybył dopiero o 14:30.

Nie chcę tu powiedzieć że ja osobiście widziałem ducha, ale jestem pewien że widziała go kotka mojej mamy. Gdyż ta nigdy dotąd się tak nie zachowywała.

-------------------------------------------
Moja mama objawiła mi się w snach 2-3 dni po śmierci. Powiedziała mi radośnie, że nie mam się o nic martwić - że czuje się bardzo dobrze, i że żyje! W śnie pytałem, mamo? ale Ty wiesz że umarłaś? (pokazując akt zgonu). Moja mama uśmiechnęła się tylko i powiedziała, nie synu! Ja żyję! A na to nie patrz!

Zaznaczam, w naszej rodzinie i krótko przed śmiercią były najwidoczniej zajścia paranormalne. Jestem pewien, że przed pójściem do szpitala, prawdopodobnie w śnie była moja babcia, po moją mamę. Ustawiliśmy babyfon, na noc, także dokładnie słyszałem słowa mojej mamy: "Nie mamo ja jeszcze nie chcę odchodzić.

Kilka dni później, moja żona powiedziała mi, że moja mama powiedziała jej, że raz w jej pokoju był nasz dziadek z mężczyzną - (którego nie znała). Na to jest wytłumaczenie. Zanim poczęła się moja mama, moi dziadkowie mieli syna który zmarł krótko po urodzeniu.

Zaznaczam, o d dziadka wiedziałem, że gdy zmarł jego ojciec, mój dziadek siedział w pociągu. Pociąg w minutę śmierci wykonał hamowanie bez powodów, stanął dziadka zegarek. I również stanął zegar stojący w pokoju. Ja osobiście nigdy wcześniej nie miałem takowych objawień a chciałem. Chciałem tego doznać, gdyż o takich zdarzeniach często się słyszy.

Co jeszcze? Ludzie czują swoją nadchodzącą śmierć. Czego nie potrafię sobie wytłumaczyć: po śmierci znalazłem w torbie mojej mamy książkę pani Kuebler-Ross "O śmierci i życiu po śmierci". Nie udało się ustalić skąd moja mama miała tą książkę. To jest tak. Moja mama czytała chętnie, ale nie książki na te tematy. Jej wszystkie książki były jeszcze spakowane, w kartonach. A te które miała zamówiłem jej jako nowe. O tą książkę nie prosiła, jest nie możliwością, aby sobie ją sama kupiła - jedynie mogła ją otrzymać z wcześniejszego pobytu w szpitalu.

Co jest dla mnie de facto nie wytłumaczalne - bardzo dziwny zbieg okoliczności.

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



KILKA HISTORII O SPOTKANIACH Z DUCHAMI
Pt, 25 cze 2021 13:06 komentarze: brak czytany: 2503x

Znaki po śmierci i zwiastujące śmierć, niezwykłe wydarzenia związane z osobami zmarłymi – oto kilka historii z tych „nadesłanych do FN” idealnych do XXI PIĘTRA. [...]Droga Redakcjo!!Chciałam Wam opowiedzieć o pewnym dniu... Opowiadała mi go moja babcia, ale wiarygodonie i nie sądze żeby zmyślała. A więc przechodzę do rzeczy : Mojej babci tato był baaardzo bogaty. Pewnego dnia postanowił kupić.......

czytaj dalej

Znaki po śmierci i zwiastujące śmierć, niezwykłe wydarzenia związane z osobami zmarłymi – oto kilka historii z tych „nadesłanych do FN” idealnych do XXI PIĘTRA.

 [...]
Droga Redakcjo!!
Chciałam Wam opowiedzieć o pewnym dniu... Opowiadała mi go moja babcia, ale wiarygodonie i nie sądze żeby zmyślała. A więc przechodzę do rzeczy : Mojej babci tato był baaardzo bogaty. Pewnego dnia postanowił kupić ogromną willę z dużym sadem, ogrodem i stajnią (bo mieli konie). Było to gdy moja babcia była już starszą dziewczynką (około 12 lat). Gdy już zamieszkali (moja babcia, jej tato, jej mama i jej babcia) musieli coś tam zrobić w piwnicy ( nie pamiętam dokładnie co ), więc ścieli jedno drzewo z sadu i je tam umieścili. W piwnicy trzymali ziemniaki.

Co noc wszyscy mieszkańcy słyszeli tak jakby tupot koni z oddali. Więc myśleli że to konie wariują. Mojej babci babcia chciała iść uciszyć te konie i zobaczyło lekko uchylone drzwi od piwnicy i dochodzący z niej ,,tupot koni,,. Więc bez namysłu weszła tam żeby zobaczyć co się dzieje. Zobaczyła jak ziemniaki się rzucają o ściane wtedy wszystkich zawołała do piwnicy i mieszkańców po prostu wryło ich na ten widok. Następnego dnia mojej babci tato dowiedział się, że poprzedni mieszkaniec tego domu powiesił się właśnie na tym drzewie które ścieli i dali do piwnicy. Zaraz po tym wyprowadzili się.
Serdecznie Pozdrawiam
Pozostaje w Szacunku
[...]


Subject: Wizja

Witam serdecznie załogę FN. Nazywam się Wojciech xxxxxxxx (proszę o zachowanie anonimowości) i piszę do was ponieważ właśnie dowiedziałem się o dość niezwykłym "zbiegu okoliczności".
Moja babcia trafiła do szpitala ponad miesiąc temu z powodu udaru mózgu. Spowodował on niedowład lewej części ciała (noga i ręka). W trakcie pobytu pojawiło się również ostre zapalenie nerek (z nerkami miała już poważny problem jakiś rok temu). Jej stan zdrowia jest niestabilny - raz jest lepiej a raz jest gorzej. Generalnie wydawało by się, że jednak sytuacja się poprawia, szczególnie ostatnio miał miejsce skok w pozytywnym kierunku. Dodam jeszcze, że jej stan na prawdę potrafi się wahać od nieprzytomności do normalnie rozmawiającego i (w miarę) świadomego człowieka. Mój dziadek, a jej mąż odwiedza ją każdego dnia. W trakcie swej choroby mówiła wiele różnych dziwnych rzeczy, na które się nie zwracało uwagi. Jednak wczoraj powiedziała do dziadka, że kolega jej wnuka (oczywiście mówiła o konkretnym wnuku, i nie chodziło o mnie) "jest zabity".
Oczywiście mój dziadek potraktował to jako kolejną wymyśloną rzecz, jednak zmartwiło go to ponieważ jej zdrowie i świadomość były całkiem dobre. Zapytał jej się czy jej się to śniło, ale ona odpowiedziała, że nie. Dziadek o nic więcej nie pytał. Dzisiaj rano wnuk, o którym to mówiła dostał telefon, że jego kolega się utopił. Dostał się na zawodowego żołnierza i otrzymał stopień podpułkownika. Z tej okazji wybrał się z przyjaciółmi nad wodę aby to uczcić. Niestety kariera tego młodego człowieka zakończyła się zanim się zaczęła...
Myślę, że jest to zaiste ciekawy "zbieg okoliczności". Dziadek mi również dzisiaj powiedział, że babcia 3 dni temu powiedziała do jednej z sióstr, że "przyszła do niej mama" (oczywiście jej matka już zmarła). Tego dnia babcia czuła się bardzo, bardzo źle. Domyślam się co to może oznaczać, ale na razie jest jeszcze wśród nas.

Pozdrawiam.


Subject: Kilka opowieści...


Witam,
Zjawiskami paranormalnymi interesuję się od 9 lat. Kilka lat temu trafiłem
na Waszą stronę internetową. Od tej pory odwiedzam ją regularnie (kilka razy
dziennie). (...)

W 2002 roku zmarła moja babcia (od strony mamy). Była osobą starszą.
Stopniowo opadała z sił. Na kilka tygodni przed śmiercią miała dziwne sny
itp. Pewnej nocy (jednej z ostatnich) krzyczała: "Tato nie zabieraj mnie!
Tato nie ciągnij mnie!" (była wychowywana przez ojca, ponieważ matka zmarła
kiedy babcia miała 2 lata). Potem mówiła, że śnił się jej ojciec ciągnący ją
za rękę, do jakiegoś tunelu.
Innego dnia (bodajże na tydzień przed śmiercią) miały miejsce bardzo dziwne
sytuacje...

Zmarł mój dziadek (od strony taty), który mieszkał wraz z babcią i stryjem
80 km od nas. O 20:30 mojego tatę coś tchnęło i powiedział, że jego ojciec
zmarł. Mama zaczęła się dopytywać skąd o tym wie, ale on mówił tylko, że
jest tego pewien. Zadzwoniliśmy więc i okazało się, że faktycznie... dziadek
zmarł kilka minut temu. Nie chcieliśmy babci o tym na razie mówić.
Następnego dnia, kiedy mama poszła do babcia ta od razu zadała jej pytanie:
Co stało się z Lucjanem? (tak miał na imię mój dziadek) Mama normalnym tonem
zapytała "A co miało się stać?". Babcia natomiast powiedziała, że coś przed
nią ukrywamy. Potem w końcu mama przyznała się, że mój dziadek zmarł
wcześniejszego dnia...

Kiedy indziej mama pojechała do kuzynki. Rozmawiała z nią i kuzynem o jakimś
zdarzeniu (nie pamiętam aktualnie jakim). Potem troszkę się posprzeczała,
ale kuzyn załagodził sprawę. Po powrocie do domu moja babcia powiedziała
mojej mamie, że nie przypuszczała, że [i tutaj opowiedziała kilka faktów z
tego zdarzenia]. Mama była w szoku! Pytała się babci skąd ona o tym wie,
skoro od kilku tygodni nie wychodzi z domu, a ona sama dowiedziała się o tym
kilkanaście minut temu. Babcie nic nie odpowiedziała natomiast zapytała się
dlaczego mama tak krzyczała na tą kuzynkę i że cieszy się, że kuzyn ją
uspokoił...

Kolejna sytuacja miała miejsce następnego dni. Babcia musiała iść do
szpitala, więc mama kupiła jej nową różową pidżamę. Jak się jednak okazało
była to wersja z dość krótkim rękawkiem. Mama włożyła ją do szafki i
postanowiła, że jeszcze poszuka w sklepach a jeśli nie znajdzie to da babci
tą. Poszła na piętro (gdzie był pokój babci) i podawała jej leki itp. Wtedy
babcia powiedziała, że nie podoba się jej ta pidżama bo ma dziwną falbankę,
wzory i krótki rękaw. Nie wiadomo skąd babci o tym wszystkim wiedziała!!
Około 5-6 dni później zmarła...

Ponieważ był to okres wakacyjny (ja wraz z bratem byłem na kolonii) dużo
osób z naszej rodziny nie mogło przyjechać na pogrzeb, więc mama postanowiła
wynając fotografa. Jak się po pogrzebie okazało, ANI JEDNO ZDJĘCIE NIE
WYSZŁO I WSZYSTKIE BYŁY PRZEŚWIETLONE! Wynajęty fotograf był w szoku,
ponieważ pierwszy raz zdarzyła się mu taka sytuacja...

Około pół roku póżniej podczas jedzenia obiadu w salonie nagle otworzyły się
drzwi. Nie mógł być to przeciąg, ponieważ okna były pozamykane. Kanarek
zaczął latać po klatce tak, jak zachowywał się zwykle, kiedy widział kogoś
nieznajomego. Wtedy mój tata powiedział, że babcia nas odwiedziła. Mama z
pełną powagą powiedziała "Chodź mamo" i poszła do byłego pokoju babci.
Automatycznie kanarek uspokoił się...

2) Kiedy miałem około 2-4 lata często przebywałem w szpitalu ze względu na
różnego rodzaju problemy zdrowotne (zazwyczaj związane z żołądkiem).
Według opowieści mojego ojca (który nie ma skłonności do przesadzania)
pewnego dni miałem jakieś badania na innym oddziale. Poszedł więc tam ze
mną. Kiedy wróciliśmy do mojej sali ja zmęczony natychmiast zasnąłem,
natomiast w drzwiach pojawiła się młoda pielęgniarka i powiedziała, że musi
mnie wziąć na te badania z których przed chwilą wróciłem. Mój ojciec
powiedział, że właśnie przed chwilą tam byliśmy. Wtedy do sali weszły dwie
małe zakapturzone postacie i usiadły na łóżku, gdzie wypoczywał mój tata (w
salach gdzie leżą małe dzieci są miejsca dla rodziców). Pomimo że były one
nie pozorne (około 110cm wzrostu) to usiadły na jego nogach tak, że nie mógł
się ruszać i mówić. - doznał jakby dziwnego paraliżu. Wtedy tajemnicza
pielęgniarka powiedziała(właściwie przekazała w myślach), że po prostu musi
mnie zabrać i aby o mnie zapomniano. Wzięła mnie na ręce. Mój ojciec
oczywiście nie zgodził się, próbował wstać i wezwać kogoś ale po prostu nie
mógł! Bo dłuższej "wymianie myśli" mojemu tacie udało się zawrzeć układ.
Tajemnicza kobieta powiedziała, że tym razem nic nie zrobi, ale będzie
robiła jeszcze trzy podejścia aby mnie zabrać. Jeżeli nie uda jej się to do
momentu kiedy skończę 10 lat to pozostawi nas w spokoju.
 
Od tego czasu do momentu kiedy skończyłem 10 lat faktycznie miały miejsce
TRZY sytuacje kiedy omal nie odszedłem z tego świata. Nie mam tu na myśli
żadnego rodzaju wypadków. Jedna z tych sytuacji wyglądała tak, że dostałem
ogromnej gorączki podczas pobytu w sanatorium. Wówczas zachorowaliśmy tam
tylko ja i mój ojciec pomimo że byliśmy tam całą rodziną (rodzice i mój
brat). Mieliśmy ponad 41 stopni. Ja dostałem drgawek, zemdlałem i osunąłem
się z mojemu tacie na ręce. Ponoć traciłem oddech. Zaniósł mnie do lekarza
ale oni nic nie stwierdził. Po ciężkiej nocy nad ranem szybko spakowaliśmy
się i jak najszybciej całą rodziną opuściliśmy ośrodek...

Pierwszy raz historię tą usłyszałem dopiero kiedy skończyłem 10 lat, bo od
wtedy "jestem już bezpieczny".

Pozdrawiam
[...]



Subject: zaginiona babcia.

Witam ponownie.
Czytając ostatni artykuł o nawiedzonych miejscach przypomniała mi się historia babci mojego dobrego przyjaciela.
Rzecz miała miejsce w Słupsku, jakoś na przełomie zima-wiosna bodajże 2005, w sprawie tej uczestniczyło wiele osób, w tym policja oraz Wasz dobry znajomy Pan Jackowski. W skrócie przytoczę tę historię.
Otóż, babcia mojego przyjaciela ( xxxxxx) była chora na cukrzycę i miała Alzheimera. Któregoś dnia wyszła z domu i po prostu już nie wróciła. Razem z całą rodziną mieszkała obok lasu, więc tam rozpoczęto poszukiwania. Zaingerowano w to wszystkich znajomych, rodzinę no i policję. Jednak bezskutecznie, aż postanowiono zwrócić się o pomoc do Pana Jackowskiego. Niestety i on nie zdołał odnaleźć babci, podobno widział ją w swoich wizjach gdzieś leżącą w rowie przy drodze, ale i tak nie udało się odszukać jej ciała.

Jakiś czas później, kiedy sprawa "ucichła" (w telewizji, oraz przestano wierzyć w to, że babcia może jeszcze żyć), mój przyjaciel zaczął miewać dziwne wizje.
Opowiadał mi, że któregoś wieczoru, kiedy leżał w łóżku miał wrażenie, że ktoś stoi na balkonie..odwrócił głowę i zobaczył swoją babcię martwo patrzącą się w jego stronę. Ten, oniemiały z wrażenia, sparaliżowany ze strachu, odwrócił się twarzą do ściany i próbował zasnąć, jednak myśl, że tym razem ktoś stoi mu za plecami uniemożliwiała mu to. Pamiętam, kiedy mi to opowiadał...był w takim szoku, praktycznie cały się trząsł..nigdy nie widziałam go w takim stanie, tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, że Krzysiek jest raczej opanowanym człowiekiem i niełatwo mu okazywać uczucia !

Kolejna sytuacja przytrafiła się, krótki czas po ostatnim zdarzeniu. Za dnia przyjaciel rozpalał ogień w sąsiednim budynku (takim świeżo postawionym, kiedy odwrócił głowę i spostrzegł w oknie babcię, która znów wpatrywała się w niego takim martwymi oczami...

Ostatni motyw pojawił się, kiedy przyjaciel wyjechał na coś w rodzaju seminarium kościelnego, wtedy również widział babcię ( w biały dzień) ale już z daleka i nie tak wyraźnie jak poprzedniego razu.

Pamiętam jak opowiadał również, że jego dziadek (mąż zaginionej) często widuje babcię przechadzającą się po ich podwórku...
Nie wiem, może przez to, że babcia się Krzyśkowi ukazywała (w dość krótkich odstępach czasu) chciała coś mu przekazać, albo naprowadzić na jakiś trop czy coś. Ciężko mi cokolwiek powiedzieć, ciała do tej pory nie odnaleziono.

Być może Pan Jackowski coś jeszcze pamięta z tej sprawy, ja opowiadam, tak jak słyszałam od przyjaciela. Chciałabym tylko prosić, że w razie gdybyście mieli opublikować ten materiał, nie podawali miejscowości oraz imion i nazwisk podanych osób.

Dziękuje i pozdrawiam :)
do usłyszenia.




Od zawsze interesowały mnie sprawy nadprzyrodzone.Chciałbym Wam opowiedzieć
o historii,jakich pewnie mnóstwo otrzymujecie w mailach,a która wydarzyła
się w mojej rodzinie,ale nie dotknęła mnie bezpośrednio.Zacznę może od
początku.Miałem dziadka,który urodził się w niewielkiej
miejscowości,powiedzmy że niedaleko Limanowej,w dawnym województwie
nowosądeckim.Szybko jednak stamtąd "wyemigrował",najpierw do Krakowa,gdzie
ukończył studia,a potem do trójmiasta,gdzie kontynuował naukę,poznał moją
babcię i tak już został na drugim końcu Polski.Jako,że w trakcie nauki
pracował,zarabiając całkiem niezłe pieniądze,pomagał finansowo swojemu
bratu,który został na miejscu.Podczas którychś z kolei wakacji,gdzieś w
latach 80 tych,dziadka brat,zwierzył się Jemu,że brakuje mu pieniędzy na
założenie kanalizacji,w domu,którego budowę rozpoczął jakiś czas
wcześniej.Dziadek po powrocie z wakacji,wysłał swojemu bratu pieniądze,które
na owe czasy były dość dużą kwotą,dość powiedzieć,że starczyło na położenie
kanalizacji w całym domu i wykończenie dolnych pomieszczeń.Ale do
rzeczy.Dokładnie 11 czerwca 2002 roku,wujek zadzwonił do mojej babci,i
opowiedział,że w nocy z 10 na 11 czerwca,około godziny 23,przez jakiś czas
było słychać stukanie w rury kanalizacji,jakby ktoś uderzał metalowym
prętem,w domu nikt obcy nie mógł być,cała rodzina to słyszała i zastanawiali
się co się dzieje.Nie muszę chyba pisać,jakie było zaskoczenie wujka,kiedy
usłyszał,że dziadek zmarł dokładnie między 23 a 24 właśnie w tę noc.Dawał
widocznie znać,że odchodzi.Druga historia dotyczy również mojego
dziadka,otóż jakiś tydzień po dziadka śmierci,mieliśmy problemy ze
znalezieniem  testamentu,który wiedzieliśmy że napisał,ale nikt nie mógł go
znaleźć w mieszkaniu.Moja babcia,wyszła po zakupy i po powrocie zobaczyła,że
jest uchylony barek,który wcześniej był zamknięty na klucz.Zadzwoniła od
razu do mojego brata,i zapytał go,dlaczego nie zaczekał na nią jak był w
mieszkaniu.Brat odpowiedział zdziwiony,że nie mógł być bo akurat w tym
czasie był w pracy,ja w tym czasie byłem na kontrakcie za granicą,a jesteśmy
jedynymi osobami,które mają klucze do mieszkania babci.Babcia otworzyła
barek,któy wcześniej parę razy sprawdzała w czasie szukaniu
testamentu,zobaczyła jakby odsunięte papiery,a pod nimi leżał napisany przez
dziadka testament.Na koniec dodam jeszcze,że często babcia mi opowiada,że w
nocy "był" u niej dziadek i się z nią przekomarzał,ściągając kołdrę.Do tego
dodam jeszcze,że jakieś dwa lub trzy dni przed dziadka śmiercią,oboje mieli
w tę samą noc,ten sam sen,że odsuwają płytę od grobowca.Przesyłam
pozdrowienia,z poważaniem    [...] . Gdynia





Witaj Załogo Nautilusa!
Od pewnego czasu zaglądam na Waszą stronę. Głównie ciekawią mnie opowieści o duchach itp.Interesuję się tym tematem mniej więcej od śmierci mego dziadka(10lat temu), z którym byłam bardzo zżyta. Jak już wspominałam temat duchów pasjonuje mnie od śmierci dziadka i  to o jego wizytach w moim domu chciałabym napisać. Pierwszy raz dziadziuś odwiedził nas parę dni po swoim pogrzebie. wszyscy w domu już spali(ja niestety tez choć bardzo chciałam znów być przy dziadku), tylko moja mama coś robiła koło 23:00 zdrzemnęła się na chwilkę, bo miała jeszcze iść na strych po coś. Gdy spała poczuła czyjąś zimną dłoń na ramieniu tak jakby ktoś ją budził. Trochę się wystraszyła, ale od raz
wiedziała,że to dziadek.
W ciagu najbliższych tygodni mój starszy brat kilka razy widział dziadka choć to mogło być tylko przewidzenie. Zmęczony dziewięciolatek, teskniący za dziadkiem może sobie wiele wyobrazić.
Przez rok od śmierci dziadek noc w noc śnił się babci. W końcu babcia na grobie dziadka poprosiła go by przestał ją odwiedzać w snach i tak tez się stało.
    Potem przez długi czas nic się nie działo choć ja bardzo chciałam zobaczyć dziadka. Jakieś dwa miesiące temu dziadek dał mi znak. Wieczorem leżałam z moim chłopakiem w małym pokoiku. Byliśmy sami a drzwi były zamknięte. Chwile wcześniej był  z nami mój młodszy brat lecz wyszedł. Pare minut potem wrócił, chwile rozmawialiśmy po czym wychodząc zamykał drzwi, w tej samej chwili spojrzałam na dzwoneczki z gór wiszące przy żyrandolu. Zaczęły dzwonić, a ja zobaczyłam jakby ktoś pchnął jeden z
nich. Dodam, że trzeda w nie dosyć mocno uderzyć, by zadzwoniły. Mój chłopak powiedział,że to napewno nasz dziadek. Powiedział to, aby mój młodszy brat się nie bał. Ja miałam pewnośc, że to dziadziuś. Rano dowiedziałam się, że dziadek śnił sie mamie,a od tygodnia co noc śni się babci. Parę dni potem odwiedziłam Waszą stronę, oczywiście wybrałam link życie po śmierci: znaki od zmarłych. Zaintrygował mnie nagłówek jednej opowieści o zmarłym dziadku, który skontaktował się z wnuczką. Odczytałam
ją. W pierwszych linijkach okazało się,że ta wnuczka ma takie imię jak ja i też bardzo przeżywała śmierć dziadka. Zaczęłam się zastanawiać, czy to tylko zbieg okoliczności, czy może coś więcej... Dziadek tamtej dziewczynki powiadomił ją, że wkrótce ma wrócić na nasz świat w malutkim dziecku, lecz nie chciał tego. Dlatego poprosił o modlitwę. Po wizycie mojego dziadka miałam wiele stresów i trudnych sytuacji. Najważniejsze jest jednak, że okazało się, że jestem w ciąży.





Opowiem wam pewną historię a raczej zdarzenie którego świadkiem był mój ojciec.Było to niecały rok temu.Mojemu sąsiadowi zmarła matka, był dzień pogrzebu a konkretnie późny wieczór.Mój ojciec wyszedł jak zwykle o tej porze sprawdzić co sie dzieje, wyszedł dzwiami od garażu. (opisuje te wyjście od strony garażu ponieważ jest ono jakby w takim ukryciu)Ojciec postał chwilę na dworzu, rozejrzał się po okolicy i gdy już miał iść z powrotem spojrzał w stronę domu sąsiada i zauważył stojącą młodą kobietę. Pomyślał sobie że to Karolina, córka sąsiada. Ale gdy miał już wracać ruszył nogą i zrobił szelest. Nagle owa postac stojąca u sąsiada na posesji zauważyła ojca. Spojrzała sie w jego stronę i jak to powiedział mój ojciec momentalnie uciekła zostawiając za sobą smugę!! Tylko to było z taką predkościa że żaden człowiek nie byłby w stanie tak szybko biec!! Co najdziwniejsze ojciec mówił, że nie było przy tym żadnego hałasu!  


Tata zdziwiony całą sytuacją pobiegł sprawdzic czy to przypadkiem nie jakiś złodziej ale okazało sie że tam nikogo nie było!!Tylko pies jakoś dziwnie szczekał!!Po tym zdarzenu ojciec przybiegł do domu i zaczął mnie wołać żebym poszedł na dwór bo mi chce coś powiedzieć!!!Po jego minie zauważyłem ze jest to coś poważnego!!Po wysłuchaniu ojca sam obszedłem teren i stwierdziłem że nie było zadnych śladów!! Ojciec mówił, że ta postać przez pare minut zaglądała w okno sąsiadów. A co najdziwniejsze cała akcja wydarzyła się równo o północy!!! Po chwilowym zastanowieniu z ojcem stwierdziliśmy, że mógł to być duch zmarłej matki sąsiada!! Opowiedziałem tą historię kilku kolegom ale spotkałem się ze śmiechem i niedowierzaniem.Więc postanowiłem przekazać to waszej redakcji.
 (dane tylko do dyspozycji redakcji)


Subject: Duchy

Moja historyjka wydarzyła się jak miałem 14 lat w 1995 roku jak spałem
na wsi w Wielkopolsce. W nocy godziny nie pamiętam ale było to w
sierpniu usłyszałem kroki {taki odgłos chodzenia po starej drewnianej
podłodze}... uznałem to wtedy jako korniki,choć chodzenie nie
ustępowało.W pokoju byłem sam ale obok spał mój wujek,była pełnia
księżyca,która wchodziła mi do okna więc widziałem co jest do o koła
ale nikogo nie widziałem...dopiero po paru minutach kroki ustały a na
dworze za oknem usłyszałem rytm mieszanego łyżeczką garnuszka.To mi
już nie dawało spokoju więc obudziłem wujka,który spał obok w
pokoju,by zobaczył co się dzieje za oknem.Otwarł je a za oknem pustka
i cisza,znowu jak poszedł spać garnuszek się odzywał. Jakoś wytrzymałem
to do rana,ale kolejną noc działo się to samo...więc z ciekawości za
czołem  przyglądać się rano garnuszkowi, który był na płocie i okazało
się że był to garnuszek mojej zmarłej prababci,w którym ona za życia
mieszała sobie zioła a zmarła 5 lat wcześniej przed tym
zdarzeniem. Kolejną noc spędziłem u innych krewnych bo to zdarzenie
mnie wtedy bardzo wystraszyło. Dziś mam 26 lat i na to zdarzenie patrze
z przymrużeniem oka,ale w 2006 roku z tego samego domu przyszedł po
śmierci do mnie dziadek. Mieszkam na śląsku do wielkopolski wpadam na
wakacje i na śląsku w piwiarni kiedy poszedłem do ubikacji ,ktoś
delikatne pukał do drzwi  i w końcu zgasił mi światło. Ludzi było mało
w piwiarni a kolega, który ze mną był mówił mi że nikogo tam nie było
pod drzwiami .Moi rodzice prawie wtedy jechali na pogrzeb dziadka do
wielkopolski,a dziadek piwko bardzo lubił wypić. Dziś myśle że
przyszedł się pożegnać, bo jestem znowu Wielkopolsce i rodzina mi
mówi, że dziadek tu po śmierci też gasił im światło a za życia tak
delikatnie pukał. Z dziadkiem lubiliśmy się,zawsze razem piwko
wypiliśmy. Czytając wasze stronki przekonałem się,że na pewno omamów
nie mam...Dzięki za waszą działalność i pozdrawiam!.

Przeczucie
 W momencie gdy umierała moja siostra, jej wnuczka, którą wychowywała, obudziła się z krzykiem "Mój domek się spalił". Dom się oczywiście nie spalił, ale ten rodzinny, w którym się wychowywała przestał istnieć.
Moja ciocia popełniła samobójstwo. Potem nie tylko śniła się wielu osobom z rodziny (mnie też) przekonując wszystkich "Przecież ja żyję!" ale także przychodziła zabawiać swoje wnuczęta. Widać było, jak niemowlaki śmieją się i wyraźnie gaworzą do kogoś, kto się nad nimi pochyla. Raz nawet ciocia śpiewała dziecku piosenkę - słyszała ją na jawie jej córka. Chcąc jeszcze raz mamę zobaczyć odwróciła się w kierunku głosu, ale ten umilkł i nikogo nie zobaczyła. Kiedyś przyszła do mojej siostry (tej o której pisałam na początku) i rozmawiały ze sobą ok 2 godz. W międzyczasie siostra wychodziła z pokoju, a po powrocie znowu zastawała tam ciocię. Ciocia była widoczna "jak żywa". Jednak nie pozwoliła się dotknąć, gdy moja siostra chciała się z nią przywitać.
I jeszcze jedno. Na początku grudnia ub. r. pochowałam brata. Gdy żyjąca rodzina żegnała go nad grobem ta z drugiej strony przyszła go przywitać. Wyraźnie widziałam tylko rodziców i siostrę. Inni - ok 30 osób - byli widoczni jako niewyraźne zarysy. Natomiast ich radość z powitania mojego brata była wielka. Moi rodzice podeszli do mnie, aby mi podziękować za zorganizowanie pogrzebu. Byli roześmiani, piękni i odmłodzeni. Tata pogłaskał mnie po twarzy. Odczułam to na skórze jako delikatne mrowienie.
Dla mnie łączność ze zmarłymi jest rzeczą oczywistą. Wiem jak to się dzieje, ale to byłby cały wykład. Pozdrawiam wszystkich a zwłaszcza sceptyków. :-)




Subject: duchowa interwencja?

Szanowna Fundacjo,

Jako byly mieszkaniec Szczecina (wyemigrowalem do Walii) do ukonczenia liceum, nieraz bywalem na roznych koncertach i juwenaliach (jako fan rocka, reggae itd.). W 2006 roku na juwenaliach Szczecinskich mial zagrac Kult - jeden z zespolow, na ktorych koncertech pojawialem sie systematycznie przez szereg lat. Gdy ubieralem sie na koncert i juz podspiewywalem sobie "pewniaki" koncertowe, moja mama zatrzymala mnie. Okazalo sie, ze moja jedyna jeszcze zyjaca babcia znalazla sie z rozleglym zawalem serca na tzw. "eRce" - o czym czesc rodziny, ktora dzieki omotaniu staruszki miala w testamencie zapewnione odziedziczenie calego spadku, raczyla nas powiadomic kilkanascie godzin po fakcie. Jako ze rodzina jest rodzina,przebralem sie i razem z rodzicami pojechalem do szpitala. Po wstepnej rozmowie z lekarzem prowadzacym okazalo sie, ze babcia ma miec nastepnego dnia ok. 11 wszczepione bypassy - czyli w czasach obecnych rzecz prawie tak normalna jak operacje plastyczne czy liposukcja. Pozniej spedzilismy z babcia mniej wiecej godzine (zakaz odwiedzin po 22), przy czym ona pozegnala nas mniej wiecej takimi slowami: "idzcie juz, zyjcie swoim zyciem... Ja jestem juz zmeczona i chce zasnac.."

Nastepnego dnia, w okolicach 11 mialem sprawdzian z niemieckiego (krytycznie wazny dla oceny koncowej). O 4.50 ocknalem sie (nie obudzilem sie!) i nie moglem juz zasnac, wiec jeszcze na wszelki wypadek wertowalem notatki do sprawdzianu. Zaraz po wyjsciu z niego zatelefonowalem do mamy z pytaniem: jak u babci? Mama odpowiedziala, ze babcia zmarla nad ranem. Spytalem sie tylko, czy to byly okolice 4.50 i czy mama obudzila/ocknela sie o tej porze. Odpowiedziala tylko: "skad wiesz?"

Przeszlo rok po jej smierci, bedac juz w Walii, babcia przysnila mi sie po raz pierwszy dotaD. Bilo od niej cieplo i spokoj. Mimo ze snilem, wiedzialem, ze babcia jest juz po drugiej stronie - zapytalem, czy w zwiazku z tym nie moglaby sie mna zaopiekowac. Rzeczywiscie, w kilka dni pozniej omal nie zginalem, mimo licznych szans na utrate zycia: za kazdym razem, kiedy przechodzilem na druga strone ulicy, zza rogu wyjezdzal samochod jadacy o wiele szybciej, niz pozwalaly na to przepisy. Ja zas za kazdym razem robilem cos, czego nigdy na pasach nie robilem: rozgladalem sie uwaznie i zwalnialem przechodzac przez nie, dzieki czemu kilkukrotnie lusterka samochodow "przejezdzaly" po mojej kurtce. Oczywiscie zaden z kierowcow nie zauwazyl w zaden sposob mojej obecnosci...

Pozdrawiam serdecznie redakcje oraz Nautilian


[....]



 
Witam!
21 sierpnia tego roku zmarł nagle mój Tato w domu. Kilka dni wcześniej troszkę się pokłóciliśmy. W chwili Jego śmierci nie powiedziałam mu nic co powinnam ale nie sądziłam, że to Jego ostatnie minuty ze mną tutaj. W niedziele tj. 23 sierpnia jak wróciliśmy do domu około 19.30 to nasz pies dziwnie się zachowywał – trudno to opisać, łaził za mną, ciągnął mnie do pokoju Taty i chciał aby go głaskać, przyłaził do naszego pokoju i „gapił się na mnie” – po prostu dziwny był. Przyznaję, ze zaczęłam się denerwować jego zachowaniem i nakrzyczałam na niego. Po 22.00 modliłam się na różańcu w pokoju, mąż był w kuchni, nagle poczułam lodowate zimno, którego nawet nie wiem jak opisać aby oddać to wrażenie, odwróciłam się pies siedział obok. Skończyłam modlitwę i zaczęłam rozmowę z Tatą – to był monolog, ale starałam się powiedzieć wszystko co według mnie było dla niego istotne. Po tym pies chciał na dwór ja go wypuściłam, jak wrócił do domu to był już „normalny”. Ja wierzę w duchy i wiem, że to co mi się przytrafiło to nie był wymysł, szok który towarzyszył temu wydarzeniu tj. śmierci Taty nie spowodował tego co poczułam, wiem, ze Tato przyszedł aby usłyszeć to co zbyt rzadko mu mówiłam.



Subject: Smierc i zjawiska towarzyszace

    Witam! Dlugo zwlekalem z napisaniem tego maila, ale to dlatego, ze-  
jesli chodzi o pierwsza historie, jaka przedstawie- nie wiedzialem  
czy ma to sens. Natomiast o drugiej sprawie dowiedzialem sie niedawno  
i to ona zmotywowala mnie do naskrobania tych paru slow. Otoz, tak  
jak napisalem w temacie, chodzi o smierc dwoch osob w mojej rodzinie,  
a konkretnie o dwie prababcie. A oto pierwsza historia:
      Rzecz dziala sie niedawno, bo w 2004r. Babcia byla juz bardzo  
wiekowa kobieta- 93 lata- i przydarzyl Jej sie maly wypadek, po  
ktorym zalegla w lozku na ok. 2 miesiace. O tyle, o ile wczesniej  
odwiedzalem Ja bardzo rzadko, o tyle wtedy chodzilem tam praktycznie  
codziennie. Ostatnim dniem, w jakim Ja widzialem, byl piatek wieczor.  
Posiedzialem u Niej do godz. 19-20 (nie pamietam dokladnie, ale bylo  
jeszcze calkiem jasno, bo wydarzenia te mialy miejsce w Lipcu).  
Pozniej wrocilem do domu, zrobilem, co mialem zrobic i poszedlem  
spac. Nagle, w nocy, przebudzilem sie bez wyraznego powodu i- jak  
gdyby nigdy nic, spojrzalem na zegarek, ktory stal naprzeciw lozka.  
Byla godzina 23:50-57 (nie pamietam dokladnie minut, ale wiem, ze  
bylo to tuz przed polnoca). Po odnotowaniu godziny zasnalem ponownie  
zupelnie nie zwracajac uwagi na palace sie swiatlo z gory, ktore  
rozblyslo w momencie mojego przebudzenia... Na drugi dzien  
dowiedzialem sie, ze w nocy, ok. polnocy, zmarla moja babcia. Nie  
wiem czy moje przebudzenie i swiatlo w pokoju mialy jakis zwiazek z  
Jej smiercia, ale nigdy wczesniej ani pozniej cos podobnego mi sie  
nie przydarzylo.
    Teraz czas na druga opowiesc, ktora jednak nie dotyczy juz  
bezposrednio mnie, a zostala mi przekazana przez moja matke. Otoz  
ponownie chodzi o prababcie, tyle ze zmarla ona kilka lat przed moim  
narodzeniem. Z tego, co wiem, wynika, ze byla bardzo schorowana  
osoba. Moi dziadkowie (Jej syn z zona), oddali ja pod opieke siostrom  
zakonnym (w moim miescie jest zakon, ktory zajmuje sie takze opieka  
na starszymi ludzmi- prowadza te dzialalnosc po dzis dzien). Kiedy  
babcia zaczela konac byl przy Niej ow syn z zona, a moja matka- Jej  
wnuczka- byla w domu z moim ojcem. I teraz dwie, najciekawsze sprawy,  
ktore sie wiaza z ta smiercia. Po pierwsze, babcia miala jeszcze  
drugiego syna, ktorego wrecz ubostwiala, a ktory cale zycie spedzil w  
USA (do Polski przyjezdzal tylko od czasu do czasu).  Kiedy konala,  
bardzo sie meczyla i nie pomagaly zadne modlitwy o lekka smierc,  
zapalone gromnice- nic. Dopiero w momencie, gdy siostry wygrzebaly  
jakas modlitwe, polegajaca na tym, ze odmawialy ja w intencji latwej  
smierci dla babci ale w imieniu owego syna w Stanach, Jej oddech stal  
sie spokojny, przestala sie meczyc i po chwili zmarla. I najlepsze.  
Wspomnialem, ze w owym czasie moja matka byla w domu. Siedziala z  
moim ojcem w pokoju, gdy nagle w drugim uslyszeli glosny huk  
tlukacego sie szkla. Okazalo sie, ze kieliszek, stojacy za szyba w  
kredensie, roztrzaskal sie w drobny mak, w momencie smierci babci, o  
ktorym to fakcie poinformowal moja matke Jej ojciec, gdy po chwili  
wrocil do domu.
    Czytalem kiedys u Was artykuly o tym, ze bliskie nam osoby, ktore  
odchodza z tego swiata, daja nam o tym znac i uznalem, ze te sytuacje  
moga miec wlasnie taki charakter. O ile bowiem moje przebudzenie i  
swiatlo w pokoju moze i daloby sie racjonalnie wyjasnic, o tyle  
samozniszczenie kieliszka tak nagle i akurat w takim momencie, jest  
dla mnie niepojete...         Pozdrawiam serdecznie i przepraszam, ze  
zajalem tyle czasu, ale staralem sie wiernie i zrozumiale opisac  
wydarzenia, ktore mialy miejsce.







zwiń tekst



MÓJ SEN O NAPISIE ‘PREMA SAI’ I DZIWNEJ SCENIE NA PLAŻY - 15 czerwca 2021
Wt, 22 cze 2021 05:40 komentarze: 5 czytany: 2538x

[…] Witam załogę okrętu! Jestem Waszym czytelnikiem od 8 lat i nie pomyślałem, że kiedyś sam napiszę moją historię. Nie jest ona może czymś bardzo nadzwyczajnym, bo dotyczy snu, który miałem 15 czerwca 2021. Tu może wyjaśnię, że nie mam ani snów proroczych czy z osobami zmarłymi, a raczej takie banalne jak wszyscy. Ale ten sen był wyjątkowy, bardzo wyraźny i od razu po przebudzeniu opowiedziałem o.......

czytaj dalej

[…] Witam załogę okrętu! Jestem Waszym czytelnikiem od 8 lat i nie pomyślałem, że kiedyś sam napiszę moją historię. Nie jest ona może czymś bardzo nadzwyczajnym, bo dotyczy snu, który miałem 15 czerwca 2021. Tu może wyjaśnię, że nie mam ani snów proroczych czy z osobami zmarłymi, a raczej takie banalne jak wszyscy. Ale ten sen był wyjątkowy, bardzo wyraźny i od razu po przebudzeniu opowiedziałem o tym bliskiej mi osobie, aby go nie zapomnieć. W waszym serwisie czytałem kiedyś tekst o Prema Sai Babie. Nawet znalazłem link do tej publikacji:

https://www.nautilus.org.pl/artykuly,3860,nadchodzi-prema-sai.html?cat_id=58

 

W moim śnie, który był bardzo wyraźny to jeszcze raz powtórzę, śniło mi się, że jestem nad morzem na plaży, a może nawet nad oceanem. Wiedziałem, że nie jest to Polska, ale gdzieś daleko w ciepłym miejscu. Zachodziło słońce nad wodą, miało intensywnie czerwony kolor, było bardzo ciepło, cicho, spokojnie, bez wiatru. Mimo, że był to sen, to pamiętam ten obraz bardzo wyraźnie. I nagle dostrzegłem, że nie jestem na tej plaży sam. Zauważyłem, że kilkanaście metrów ode mnie tuż nad wodą jakiś człowiek był na kolanach i coś rysował palcem na piasku. Podszedłem do niego i nachyliłem się nad nim, a wtedy zobaczyłem, że tym czymś narysowanym na piasku są dwa słowa „Prema Sai”. Ten człowiek to był młody mężczyzna o długich sięgających do ramion włosach, cały czas w moim śnie był pochylony, więc nie zobaczyłem jego twarzy, ale zapamiętałem te dwa słowa i jak tylko je zobaczyłem, to się od razu obudziłem. Wiedziałem, że ten sen był bardzo ważny dla mnie, ale nie wiedziałem, dlaczego.

Na wszelki wypadek prawie natychmiast po przebudzeniu zapisałem sobie te dwa słowa w notesie i dopiero kilka godzin później skojarzyłem, że przecież ja o tym dawno temu czytałem w serwisie FN. W sumie nic takiego, bo zawsze ktoś może powiedzieć, że się zasugerowałem i dlatego to pojawiło się w moim śnie, ale ja wierzę, że to nie był przypadek. W końcu to są bardzo rzadko spotykane słowa no i ta scena na plaży.

Pomyślałem, że może zainteresuje kogoś ta historia, bo przecież różne takie opowieści publikujecie w xxi piętrze, więc ja także zezwalam na taką publikację, choć proszę usuńcie moje dane osobowe jak email czy telefon.

Najlepsze życzenia dla załogi nautilusa

[dane do wiad. FN]



[...] Dzień dobry
Nie mogłam się powstrzymać żeby do Was nie napisać, bo od przedwczoraj nie daje mi spokoju sprawa Prema Sai Baby.
Siedzę sobie w górach i wypoczywam, mam też dużo czasu na różne pierdoły i tak wczoraj wieczorem z nudów zaczęłam przeglądać YouTube.
Natrafiłam na rzekomego Premia Sai. W myślach go obśmiałam bo tłuściutki, wiek też się nie zgadza ,bo ma obecnie ok.16 (?) lat i wyglądałoby na to, że przyszedł na świat jeszcze za życia Sathya Sai Baby i tak jakoś mi nie pasował, ale film obejrzałam i ....zbaraniałam. Chodzi o to, że chłopiec w tak młodym wieku materializuje vibuti i naszyjniki dla swoich wyznawców.
I tu nie wiem co o tym myśleć, bo wiem z różnych źródeł, że takie umiejętności może posiąść(wyćwiczyć) jogin, tylko że według słów Sathya Sai, jeżeli takie umiejętności posiada zwykły człowiek, czyli taki, który posiada EGO, to tego rodzaju moce wykorzystywane w celach innych niż dla dobra drugiego człowieka, po prostu zanikają. Chłopak powiedział otwarcie, że jest kolejnym awatarem Prema Sai. Gdyby to było kłamstwem (czyli chłopak miał ukryte nieszczere zamiary np zdobycie popularności itp) to nie powinny manifestować się jego moce. Innymi słowy, tego typu moce może trwale posiadać osoba pozbawiona EGO(Bóg).
Pytania pojawiają się w związku z jego datą i miejscem narodzin, bo nie pokrywają się z tym co Sathya mówił o kolejnym swoim wcieleniu. Jednak jak pamiętamy to data śmierci Sathya Sai również nie pokrywała się z tą, o której Baba wspominał (przecież miał umrzeć w wieku 96 lat (jakoś tak)).
I teraz tak, ja niedawno czytałam biografie Szirdi Sai Baby i charakterystyczny był fakt, że bardzo dbał o to, by nie każdy miał wiedzę o jego boskości. O tym wiedzieli tylko jego wyznawcy.Czytając książkę odniosłam wrażenie, że z jakichś powodów nie życzył sobie, by osoby nie powołane(może niezbyt rozwinięte duchowo) zbliżały się do niego.
U Sathya Sai odniosłam wrażenie ,że ta ściema z datą śmierci to po to, by ludzie nie "odwalali szopki" w roku w którym miałby umrzeć (albo może po to, by zasiać wątpliwości wśród intruzów?).
Natomiast jeśli chodzi o chłopca (You Tube: PREMA SAI web cast), to być może data i miejsce urodzin są dlatego inne,by też wprowadzić w błąd osoby nie powołane. Jego prawdziwi wyznawcy Go rozpoznają na bank. Natomiast dla intruza będzie On zwykłym oszustem i tym samym taka persona będzie się trzymać z daleka. Chodzi być może o kwestie bezpieczeństwa?
Zagadkową sprawą jest też fakt, że miałby się narodzić jeszcze za życia Sathya Sai, z drugiej strony czy można to wykluczyć? Przecież wszyscy wiemy że Baba mógł być w kilku miejscach naraz. Bilokacje były u Niego na porządku dziennym, to czy nie jest możliwe żeby w pewnym krótkim okresie żył w 2-ch ciałach naraz (sorry sama nie wierze że to napisałam)???
Chyba p. Renata Engel wspominała że istnieje taka możliwość, że dana dusza może żyć równolegle (przynajmniej? ) w dwóch ciałach.
Drogi Nautilusie być może to co napisałam to wierutne bzdury i niezły odlot, ale te manifestujące się moce u tak młodego chłopca(nie wierzę że w tak młodziutkim wieku byłby zainteresowany robieniem takiego szwindla(podszywanie się pod Prema Sai)) wywróciły moje poglądy całkowicie do góry nogami.
Gdyby ktoś mógł przyjrzeć się aurze tego chłopca to myślę, że wszystko by się szybciutko wyjaśniło. Mam cichą nadzieję że może zainteresuje Was ten temat i coś się wyjaśni.

[dane do wiad. FN]

Przesyłam linki odnośnie Prema Sai Baby

https://m.youtube.com/channel/UC8hWO5PQ6T4egXhMpY9NSqw

https://www.premasaiashram.org/




From: [...]
Sent: Monday, May 18, 2020 5:18 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Pet Goat II i domniemany Prema Sai - dziwne skojarzenie

Dzień dobry,

Dziękuję serdecznie, że Państwo poświęcają swój wolny czas na tworzenie strony Nautilusa (stronę odkryłam 13 lat temu)!
Dawno temu oglądałam filmik Pet Goat II i jestem do niego bardzo sceptycznie nastawiona tzn. nie wierzę, że powstał w dobrej intencji, a raczej po to żeby nam jeszcze bardziej namieszać w głowie (a dokładniej żebyśmy uwierzyli, że to co złe jest dobre i na odwrót). Dlatego też długo zastanawiałam się czy napisać w sprawie takich głupot;)  i mam nadzieję, że nie marnuje Państwa cennego czasu :).
W załączeniu przesyłam 2 kadry z animacji, przedstawiające "zbawiciela" i zdjęcie chłopca opublikowane kiedyś na stronie Nautilus. Dla mnie to dziwne skojarzenie nic nie znaczy oczywiście, mam duży dystans do tego co serwuje nam internet. Państwu przesyłam to w formie ciekawostki, może kogoś zainspiruje do innych przemyśleń ;).  

Link do filmiku: https://www.youtube.com/watch?v=-cWRy0QJsRY
kadry z filmu: 3:36 i 5:36

Pozdrawiam serdecznie,
 (dane do wiadomości redakcji)

/poniżej grafika dołączona do wiadomości przez czytelniczkę serwisu FN/




zwiń tekst



Historia Jana [...] pojechał do Częstochowy, przed ołtarz szedł na kolanach, pod ołtarzem leżał krzyżem aż go wyrzucili.
Czw, 17 cze 2021 08:27 komentarze: 17 czytany: 3235x

[...] Duża część mojej rodziny mieszka w małych przygranicznych miejscowościach na wschodzie Polski. W latach 90tych przyglądałam się jak w tej społeczności część ludzi, mając ograniczone możliwości znalezienia innej ciekawej pracy, zatrudniała się w służbach celnych, granicznych. Druga część zajmowała się swoimi gospodarstwami rolnymi i z uwagi na walory natury i atrakcyjność rejonu przystosowała.......

czytaj dalej

[...] Duża część mojej rodziny mieszka w małych przygranicznych miejscowościach na wschodzie Polski. W latach 90tych przyglądałam się jak w tej społeczności część ludzi, mając ograniczone możliwości znalezienia innej ciekawej pracy, zatrudniała się w służbach celnych, granicznych. Druga część zajmowała się swoimi gospodarstwami rolnymi i z uwagi na walory natury i atrakcyjność rejonu przystosowała je do prowadzenia w późniejszym czasie agroturystyki. Niektórzy pracowali jako przysłowiowe „mrówki” na granicy – przewożąc kilka razy na dobę detaliczne, dopuszczalne ilości dóbr, żeby podbudować swój niedopinający się budżet. Byli i tacy, którzy dzięki znajomości terenu po tej stronie granicy, i mając większe ambicje na duży i szybki zarobek, nie bali się wchodzić w układy z przestępcami i pomagali szmuglować duże transporty towarów, sprzedawanych potem na rynku krajowym i zagranicznym. Właściwie w okolicy to była tajemnica poliszynela. Pogranicznicy i szmuglujący często byli sąsiadami. W takiej społeczności gdzie każdy o każdym wszystko wie, nie dało się ukryć dodatkowych źródeł dochodu. Taka sytuacja mogła trwać latami i nigdy nie wychodziła poza obręb zainteresowanych, bo każdy czuł się lojalny wobec „swoich” i nie wtrącał się w życie sąsiada, a przynajmniej niedopuszczalne było mieszanie w to zewnętrznych organów.

W tym rejonie panuje dosyć specyficzny klimat kulturowy, religijny – ludzie są wbrew pozorom tolerancyjni i dosyć przyjaźnie nastawieni, pomimo, a może właśnie dlatego, że sami stanowią swoistą dosyć przypadkową mieszaninę, bo nawet jeśli często sami o tym nie wiedzą, wywodzą się z różnych narodowości. Tylko w mojej rodzinie byli – oprócz Polaków – Litwini, Białorusini i Niemcy. Do rodziny przez małżeństwa wchodzili też Żydzi i Tatarzy. Ta cała zbieranina żyła tutaj zgodnie, powoli asymilując się. Każdy wnosił coś od siebie. I powstało coś specyficznego.

Ten kulturowy tygiel sprawił, że wszystko miało prawo koegzystować ze sobą i dało się pomieścić w świadomości jako przystające do tego świata i prawdopodobne w zaświatach. Nikt nie wnikał w żadne dogmaty i nie zaprzątał sobie głowy jakimiś ograniczeniami. Zasada była taka, że dla pana Boga świeczka i dla Diabła ogarek musiał być i basta. Wychowywałam się w świecie gdzie żywi i duchy zmarłych istniały obok siebie. Nikt nie wstydził się donieść, że dostał informacje od tego czy tamtego, jeśli zdarzył mu się jakiś sen czy spotkanie na jawie. Nigdy nie zetknęłam się z opinią, że to jakieś podstępne demony. Demony też istniały swoją drogą, ale nie musiały się pod nikogo podszywać. Świat poza tym był pełen aniołów, dobrych i złych duchów, a było też miejsce dla topielców i pospolitych diabłów, które nie były bardzo inteligentne i łatwej było je spotkać.

Cudowne obrazki, święcone różańce, specjalne modlitwy klepane z pasją o wyproszenie łask wszelakich, pielgrzymki do świętych sanktuariów, obrazy krążące i z wielką czcią przyjmowane dom po domu w każdej wiosce – to wszystko może być dla niektórych zgoła groteskowe i jarmarczne, ale pod tą powierzchowną fasadą kryła się jednak jakaś głębsza wartość: wiara.
W czasach transformacji gospodarczej, dalszy członek mojej rodziny, Jan – człowiek z tych „bardziej obrotnych”, którym poprzez nielegalne praktyki udało się zdobyć niemały majątek – wyszedłszy z aresztu wskutek braku dowodów obciążających, a nie winy – udał się do lekarza na badania, bo w wyniku przesłuchań i niemałego stresu podupadł na zdrowiu. Był wówczas jeszcze młodym człowiekiem, z małymi dziećmi, które bezgranicznie kochał. Kaszlał, schudł, wysłano go na prześwietlenie płuc. W pierwszym badaniu – guz płuca. Zdjęcie powtórzono – wynik taki sam, podejrzenie raka. Były lata 90te, a w tamtym okresie rak w świadomości ludzkiej to był właściwie wyrok śmierci. Pamiętam jak babcia się żegnała znakiem krzyża na wieść o tym, że jakiegoś znajomego przewożą na leczenie ze szpitala powiatowego do ośrodka wojewódzkiego – to był jej zdaniem bilet w jedną stronę, stamtąd nigdy nikt nie wracał. I przeważnie miała rację, może też dlatego, że przez takie myślenie nikt nie zgłaszał się do lekarza w początkowej fazie choroby, tylko jak już nie był w stanie utrzymać się na nogach.

Jan był człowiekiem bardzo pragmatycznym i zdawał sobie sprawę z sytuacji. Poinformował rodzinę o swojej chorobie, poinstruował żonę jak ma rozporządzać majątkiem po jego śmierci, zależało mu głównie na zabezpieczeniu przyszłości dzieci. I pierwsze co zaplanował to wcale nie leczenie, a jak najszybsze udanie się na Jasną Górę do obrazu Matki Boskiej.
Nigdy nie przepuścił żadnej mszy w niedzielę i miał swoje magiczne rytuały podczas niej. Przyznał się kiedyś, że w odpowiednich momentach nabożeństwa trzeba wypowiedzieć określoną ilość „zdrowasiek”, uderzyć się w piersi i błagać Boga o każdą łaskę, a prośba zostanie wysłuchana. Już jako dziecku wydawało mi się to wprost niedorzeczne, żeby tak instrumentalnie traktować Boga, ale on nie widział w tym nic złego i w to wierzył. Nie kłóciła mu się w głowie też ta jego pobożność z tym że kradł i to na większą skalę. Nie przeszkadzało mu to również w tym, żeby jeździć po okolicy i wyławiać bezdomne psy, kiedy od szeptunki dostał recepturę na cudowną maść mającą pomóc jego żonie na niegojące się zmiany skórne, a w składzie której był psi tłuszcz. Więc skórkowali te zwierzęta i wytapiali z nich tłuszcz, wychwalając, że nie ma lepszego lekarstwa. Na oburzenie, że przecież to pies – kurczę, w naszej kulturze pies to jednak wyjątkowe stworzenie – w oczach widać było tylko zdziwienie, a potem konkluzja: „A czym różni się pies od świni?”

Tak można pójść dalej, bo gdzie jest, i czy w ogóle jest, jakaś granica? Czym różni się pies od człowieka, zwłaszcza małego. Przecież każdy z nas słyszał nie raz, że „dzieci i ryby głosu nie mają”... zagalopowałam się.

Wracając do Jana – pojechał do Częstochowy, przed ołtarz szedł na kolanach, pod ołtarzem leżał krzyżem aż go wyrzucili. I co? Wrócił do domu, teraz już gotowy i pogodzony z tym co ma być. A co było? Otóż cudowne ozdrowienie! Tak, w kolejnych badaniach żadnego guza nie było. Czy to był artefakt wcześniej na tych dwóch zdjęciach, czy zmiana innego typu? Teraz nikt tego nie rozstrzygnie. Duży guz znikł. Jan konsekwentnie objeździł wszystkie europejskie sanktuaria, żyje do tej pory, siedzi zawsze w pierwszej ławce w kościele, nosi sztandar na wszystkich uroczystościach i śpiewa najgłośniej na chwałę Panu. Swojego postępowania w innych sferach życia nie zmienił ani na jotę.

Co go uleczyło? Czy miała na to wpływ ingerencja Istoty Wyższej? Dlaczego właśnie jego, a nie tylu innych, którzy być może obiektywnie bardziej na to zasługiwali? Katolicy wierzą, że wiara jest łaską i że tylko Bóg może nią człowieka obdarzyć. Wygląda na to, że sama wiara uzdrawia, nawet jak nie idą za nią jakieś specjalne przymioty moralne czy etyczne.

[historia trafiła na pokład okrętu Nautilus 15 czerwca 2021]

/poniżej zdjęcia z naszego archiwum z katalogu "Polska i Religia"/




/poniżej tzw. Szturm Modlitewny - archiwum FN/




zwiń tekst



MOJE DWIE HISTORIE O 'ŻYCIU PO ŻYCIU'
Nie, 13 cze 2021 06:57 komentarze: brak czytany: 3164x

Witam serdecznie Nautilusa. Moją przystań : ) Chciałbym przedstawić Wam moje historie, związane z życiem po życiu. Na wstępie przestrzegam, że mimo iż podam pewne przykłady dowodów, takowych niestety nie posiadam. Ale historie te w moim mniemaniu nie brzmią jakoś nadzwyczaj SF, żeby potrzebowały namacalnych dowodów.No i może parę słów o mnie. Mam na imię [...], mam w tej chwili 30 lat, cudownego syna.......

czytaj dalej

Witam serdecznie Nautilusa. Moją przystań : ) Chciałbym przedstawić Wam moje historie, związane z życiem po życiu. Na wstępie przestrzegam, że mimo iż podam pewne przykłady dowodów, takowych niestety nie posiadam. Ale historie te w moim mniemaniu nie brzmią jakoś nadzwyczaj SF, żeby potrzebowały namacalnych dowodów.

No i może parę słów o mnie. Mam na imię [...], mam w tej chwili 30 lat, cudownego syna, który mi się przyśnił (wygląda dokładnie jak we śnie) i świetną żonę. : ) Na Nautilusa trafiłem przypadkiem, odsłuchując w pracy audycje z archiwum nautilusa na YT i już zostałem : )

Ale do rzeczy...

 

O duchu starszej Pani

Wszystko zaczęło się w okolicach roku 2005, latem. Wróciłem z ojcem z wakacji w Górach Sowich, z miejscowości Rzeczka. Ojciec na co dzień pracował w Warszawie i przyjeżdżał do nas tylko w weekendy. Gdy zostaliśmy z mamą sam na sam stwierdziła, że w domu dzieje się coś dziwnego. Stukają w kuchni szklanki, raz się zdarzyło, że w nocy otworzyły się same drzwi do drugiego przedpokoju. Pamiętam, że nieźle mnie wtedy nastraszyła i chyba szybko się zorientowała, bo za chwile uspokoiła mnie, że te stuki, to zapewne od remontu bloku naprzeciwko, a drzwi po prostu nie domknęła ot co. Dla mnie było to wystarczające wytłumaczenie. Do momentu, kiedy to podczas oglądania z mamą telewizji w jej pokoju, usłyszeliśmy brzdęki szklanek z kuchni. Nie pamiętam dokładnie szczegółów, ale poszliśmy sprawdzić co się dzieje i oczywiście nic nie było widać. Stuki powtarzały się co jakiś czas, a ja byłem coraz bardziej zaniepokojony. Drzwi od drugiego przedpokoju otworzyły się mamie jeszcze kilka razy. Opowiadała też o bardzo realnym śnie, w którym leżała w łóżku, a nad nią stała postać mężczyzny (chyba). Krzyczała do niego czego od niej chce, ale nie odpowiadał i się przebudziła, wtedy też kontem oka zobaczyła poruszający się cień po firankach. Ale najlepsze, dopiero przed nami. W końcu i mnie bezpośrednio dotknęła pewna sytuacja (a raczej dwie). Otóż po zrobieniu sobie herbaty, poszedłem do pokoju. Kubek pełen herbaty, a w nim łyżka. Odstawiłem kubek na biurko i w tym samym momencie coś jakby pyknęło w kontakcie nad moim łóżkiem.

Jako, nadgorliwy szczeniak, odszczeknąłem się pod nosem „a spie...” po czym odwróciłem się w stronę biurka. W tym momencie, łyżka w kubku po prostu zatańczyła. Odbiła się od jednego rogu do drugiego i z powrotem. Od razu wykazałem skruchę i przeprosiłem. A jako, że pochodzę z katolickiej rodziny, pomodliłem się za tą duszę.

Minął jakiś czas, ojciec był wtedy na weekend w domu. Mieliśmy jechać w trójkę na zakupy do marketu. Naszykowaliśmy się, a ojciec wrócił się tylko by zostawić telefon do ładowania. Na zakupach oczywiście nic specjalnego się nie wydarzyło. Wróciliśmy do domu. Ojciec poprosił mnie, bym sprawdził czy może telefon już się naładował. Wziąłem telefon do ręki i zrobiłem coś, czego nie jestem w stanie wyjaśnić, bo nigdy nie miałem w zwyczaju by grzebać komuś w telefonie. Tym razem było inaczej. Wszedłem w galerie zdjęć, a tam dwie fotografie z tamtego dnia,

starszej kobiety w niebieskim fartuchu kuchennym (takim w kwiatki), jedno zrobione w kuchni, drugie natomiast w przedpokoju jak siedzi na taborecie, którego tam nie było! Na fotografiach nie było widać głowy, jakby po trosze znikała od szyi w górę. Pokazałem te zdjęcia mamie i ojcu. Jak się później okazało ojciec zdjęcia usunął z telefonu. A ja wraz z mamą od tamtego momentu, co dziennie modliliśmy się za tą kobietę. Widocznie tego potrzebowała, bo wszystkie rzeczy, które się u nas działy, ustały.

 

Dusza mojej mamy

W 2015 roku po ciężkiej chorobie zmarła moja mama. Mieszkaliśmy już wtedy w innym miejscu, ale również w Łodzi. Traf chciał, że tego samego dnia byłem u mamy w szpitalu przed pracą. Wróciłem jeszcze na chwilkę do domu po coś do jedzenia i pojechałem do pracy.

Jak się okazało telefon zostawiłem w domu. Po powrocie, zaskoczyło mnie, że mały, szklany żyrandol w przedpokoju pękł na pół, jedna części wisiała, druga leżała na podłodze, wtedy jakoś w ogóle o tym nie myślałem, co i dlaczego... Następnie w telefonie zobaczyłem całą masę nieodebranych połączeń od siostry i jakiś obcych numerów. Oddzwoniłem do siostry i okazało się, że mama zmarła. Tamtej nocy i w kilka kolejnych spałem u siostry. Musiałem w międzyczasie zorganizować sobie przeprowadzkę do innego mieszkania do wynajęcia, gdyż to było zbyt kosztowne na mnie samego. Mój ówczesny dobry przyjaciel, miał do wynajęcia kawalerkę za dogodną cenę. To też tam się przeprowadziłem. Większość rzeczy przenieśliśmy pierwszego dnia, wtedy też mogłem już spać w nowej lokalizacji. Nic nie zapowiadało, że wydarzy się coś bardzo dziwnego. Nad ranem chwile przed przebudzeniem, jakbym znalazł się w nowym mieszkaniu, w którym nie było absolutnie nic, prócz mnie i ścian. Po chwili jakby obraz zbliżył się do jednej ze ścian i w głowie usłyszałem „Konradku, uważaj na zawory” po czym się obudziłem, a raczej zerwałem ze snu. Po przebudzeniu, od razu zaskoczyło mnie, że drzwi od szafy, są otwarte na oścież. Pamiętałem, że była zamknięta. Zerknąłem na telefon, by zobaczyć która jest godzina.

Miałem nieodebrany telefon od właścicielki poprzedniego mieszkania. Po oddzwonieniu, usłyszałem, że muszę jak najszybciej jechać pod poprzedni adres zamieszkania, bo „prawdopodobnie pękł jakiś zawór”. Aż zaniemówiłem jak to usłyszałem, jeszcze użyła konkretnie słowa ZAWÓR. Na miejscu okazało się, że faktycznie zalewam sąsiadów, gdyż zawór od węża dochodzącego do spłuczki toaletowej się rozszczelnił (chyba to była wina uszczelki).

Na nowym miejscu zamieszkania z początku często miałem wrażenie, że czuje obecność mamy.

Jakbym nie był tam sam. Aż do momentu, w którym miesiąc później odbyła się druga msza, za moją mamę. Pamiętam, że po powrocie do domu poczułem pustkę i pomyślałem, że odeszła.

Kilka miesięcy później śniła mi się moja mama, jak siedziała ze mną w kuchni i jakbym był u niej w odwiedziny. Na koniec dodam jeszcze, że około 2-3 tygodnie przed śmiercią mamy, śniło mi się bardzo wyraźnie jak wypada mi ząb. Niby przesąd, ale się sprawdziło...

 W moim życiu co jakiś czas pojawiają się niezwykłe epizody. Od deja vu, przez prorocze sny, aż po telepatię, czy przypadkowe zdjęcie zrobione UFO, które pojawiło się na łamach serwisu Nautilus (zdjęcie ptaków na gałęziach, a w tle obiekt : ) ).

Jeżeli będą Państwo zainteresowani, bardzo chętnie opiszę jeszcze swoje historie z innych „dziedzin” życia. Szczególnie ciekawa jest ta związana z medytacja i telepatycznymi możliwościami jakie otwiera.

 Dziękuje, że jesteście i robicie kawał, konkretnej, rzetelnej roboty.

 

 

From:  [...]
Sent: Monday, August 31, 2020 11:34 PM
To: Fundacja NAUTILUS
Subject: Kolejny "mocny sen"

Dobry Wieczór.
w nocy z soboty na niedzielę 29/30 sierpnia miałem kolejny "mocny sen".
Był krótki ale bardzo intensywny, gdy przebudziłam się w nocy już wiedziałem co robić"
1. Zanotuj go inaczej będziesz długo o nim myślał i nie będziesz mógł zasnąć.
2. Jak go nie zanotujesz - rano nie będziesz pamiętał szczegółów.
Sen jak zwykle był dziwny, do dziś nie miałem odwagi go napisać ale przeczytałem o panu z Bydgoszczy i może się gdzieś coś ocierać z treścią tam zawartą.
Do rzeczy:
- W tym śnie moja mama mówiła o cudownej potrawie, która uzdrawia. Tą potrawą był Rosół!
W śnie pamiętam jak pytałem mamy, co rosół, a co w nim takiego cudownego?
- Bo to musi być specjalnie przygotowany rosół. Jego nazwa to bulion Teresy Oktarowińskiej, rosół z baraniny.
W tym śnie byłem zdziwiony bo pierwszy raz coś takiego o tym słyszałem. A moja mama w śnie mówi:
- O popatrz, nawet w telewizji mówią o jego właściwościach leczniczych.
Gdy spojrzałem w TV to tam jakiś mężczyzna mówił o tym bulionie i nagle jakby "zobaczył mnie, w sensie, że ja oglądam TV i powiedział do mnie, że
tu nie chodzi o sam rosół, tylko o potrawę, że ona wpływa pozytywnie na krew [i tutaj padło najmocniejsze zdanie]
"To krew każe nam tyle żreć"
Pamiętam, że z tymi słowami wiąże się niewerbalny sens tego, że jedząc określone potrawy zmienia nam się skład krwi i to co mamy we krwi potem wpływa bezpośrednio na nasze zdrowie i choroby.
Piszę tego maila, bo dziwnym zbiegiem okoliczności akurat dziś ukazał się artykuł o Panu z Bydgoszczy i jego zaleceniach aby nie jeść mięsa
(nie wymienił baraniny - może to przypadek)
a zaraz na drugim miejscu jest zakaz przyjmowania leków krwiotwórczych.. znów przypadek i związek z krwią...
PS. W załączniku zdjęcie ekranu telefonu - mojego drugiego, gdzie zanotowałem sen w SMSie, który miał przyjść jak już się wyśpię :) w niedzielę o godz. 12:00
------------------------------
pozdrawiam
[...]





From: [...]
Sent: Saturday, June 12, 2021 4:59 PM
To: nautilus
Subject: Dziwny sen...

Witam,
Ostatnio przez 2 miesiące bardzo intensywnie pracuje na "uruchomieniem" zdolności jasnowidzenia itp. pracuje już kilka lat z energiami ale teraz studiuje Pana Jackowskiego i próbuję uruchomić to o czym on mówi.
Wczoraj miałem dziwna sytuację. Podczas przerwy w pracy, gdy byłem skupiony na jedzeniu, pojawila się w mojej głowie dziwna myśl. Obraz, przez dosłownie sekundę. Nie będę tego dokładnie opisywał ale nie ma to dla mnie sensu.
Chciałem skupić na tym co się działo wczoraj ale w nocy gdy już smacznie spałem.
Obserwowałem kilka scen. Strasznych jak z horroru. Jakąś masakrę. Nie bałem się, nic nie czułem po prostu obserwowałem tak jak by nad tym wszystkim.Nie było to w Polsce, jakiś inny kraj.
Widziałem jakieś ważne wydarzenie, może jakiś mecz ale jak by na hali sportowej, może koszykówka? Bardzo dużo ludzi dorosłych jak i dzieci. Coś ważnego się tam odbywało. Nagle zobaczyłem że wszyscy są pokrwawieni. Ktoś zaatakował. Nie wiem kto i co. Widziałem tak jak by ludzi z dziurami po kulach. Dziecko z wbitym nożem. Jakąś tragedia. Ciężko mi było na to patrzeć, nic nie mogłem zrobić. Duże zamieszanie. Widziałem jeszcze jakiegoś policjanta albo osobę ochraniającą, mężczyzna, który kogoś przygniatała ciałem i ostatkiem sił bronił. Dostawał ciągle dużo ciosów, strzałów, nie wiem. Ciągle był atakowany i kogoś bronił. Zastanowiło mnie to że powinno być tam taaak głośno a ja nic a nic nie słyszałem. Niemy film.
Obudziłem się bez żadnych emocji. Jak by nigdy nic. Zazwyczaj jak mam koszmarny sen to pobudka wygląda inaczej a tu zupełnie coś innego. Uważam że może coś w tym być. Pisze ponieważ poczułem taka potrzebę żeby się tym z kimś podzielić.
Mam nadzieję że to zostanie to tylko strasznym snem...
Pozdrawiam
[...]


Szanowna Redakcjo,

Opublikowaliście już kilka moich historii, za co jestem Wam bardzo wdzięczna. Jestem medium i czasami przydarza mi się coś niezwykłego. Jak to zwykle bywa, takie rzeczy dzieją się zupełnie niespodziewanie i w momentach, które nawet na to nie wskazują. Mieszkam w jednym ze śląskich miast, w dzielnicy zabytkowej. Niedaleko mojego domu jest naturalny skwerek. Rośnie na nim trawa, drzewa, jest kilka alejek. Z lewej strony skweru, dokładnie kanałem - pod skwerek wpływa rzeczka.

Wypływa z drugiej strony ulicy i dalej płynie już naturalnym nurtem. Jakiś czas temu, trochę z powodu straty kilku członków rodziny (towarzyszył mojej rodzinie okropny smutek i tęsknota) kupiliśmy szczeniaka. Piesek ma już teraz prawie rok i oczywiście codziennie wieczorem (zwykle między 22, a 23 wieczorem) chodzi ze mną na spacery, a bardzo często na rzeczony skwerek. Muszę dodać, że z jednej strony skwerku biegnie boczna ulica, która jest dobrze oświetlona latarniami, natomiast z drugiej strony biegnie ulica główna, na której latarni prawie nie ma. Do tego wszystkiego z tej drugiej strony (gdzie wypływa rzeczka) jest też wiadukt kolejowy, szeroka połać trawy (od chodnika do wiaduktu) i mnóstwo drzew.

Często widuje się tutaj lisy, a nawet czasami dziki, choć nie jest to środek lasu. Pierwsza "część" mojej przygody miała miejsce w listopadzie. Było około 22.30. Idąc z psem po chodniku, po stronie gdzie wypływa rzeczka miałam okazję zobaczyć, jak nagle gasną wszystkie latarnie. I dokładnie, zgasły z obydwu stron skweru. Oczywiście, nie ma w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że zrobiło się całkowicie cicho. Nie jechało ani jedno auto, nie jechał pociąg, nie szedł nikt, poza mną i psem. Będąc z psem, mniej więcej w połowie długości skweru, zobaczyłam bardzo jasne światło.

Miało formę kuli i unosiło się nad rzeczką. Odbicie tej kuli było widać w wodzie. Nauczona życiem oraz pełna sceptycyzmu stwierdziłam, że zgasły latarnie, to ktoś się posiłkuje latarką halogenową. Jednak, jakie było moje zdziwienie, gdy kula się zanurzyła w wodzie, jednocześnie gasnąc, a dosłownie sekundę później wróciły "normalne dźwięki" na zewnątrz i zapaliły się wszystkie latarnie.

Mój pies był całkowicie cicho i stał nastroszony, jakby na coś się czaił. Można powiedzieć, że uciekałam w podskokach z tego miejsca. Nie chodziłam na skwerek przez około tydzień, udając się z moich czworonożnym przyjacielem na spacer w przeciwnym kierunku. Po tygodniu poszłam i wszystko było tak, jak zawsze, aż do ostatniej niedzieli.... I tutaj zaczyna się druga "część" tej dziwnej historii. O tej samej godzinie, co w listopadzie znalazłam się na skwerku. Tym razem było podobnie, jak ostatnio, tyle że lampy paliły się z jednej strony skweru, a po tej, co wpływa rzeczka były zgaszone. Kompletna ciemność, więc nawet nie przechodziłam na drugą stronę.

Podobnie jak ostatnio lampy zgasły też po mojej stronie i zrobiło się cicho. Dosłownie mój pies tak się zaparł na łapach, że nie chciał iść, cały się trząsł, a dodam że wyrósł z niego już ok. 30-kilogramowy, odważny doberman, z którym nie strach chodzić samemu. Po chwili zaczął wiać wiatr, a od strony ciemnego skweru zaczął dobywać się głos kobiety. Najbardziej dziwne jest to, że to był głos tej samej kobiety, tylko podwojony. Tak jakby ktoś postawił dwie te same osoby obok siebie. Słychać było jakieś niezrozumiałe słowa i jakby łkanie, lub płacz. Podkreślam, że absolutnie nie były to odgłosy żadnej imprezy, ani młodych ludzi. Głos dochodził mniej więcej od strony wpływającej rzeczki. I teraz najdziwniejsze- po kilku sekundach powtórzyło się to samo. Bardzo podobna sekwencja łkania, płakania i wypowiadania niezrozumiałych słów.

Dodatkowo, gdy ciągnęłam psa (inaczej się nie dało, a trochę się nasiłowałam z nim) w stronę domu, to głos nie zanikał, a był słyszalny tak samo dobrze i niósł się z wiatrem. Przyznam szczerze, że mąż prawie wziął mnie za wariatkę, gdy wystraszona weszłam do domu. Uwierzyła tylko córka i mam nadzieję, że uwierzą mi również Państwo. Szukałam w internecie, czy w tym miejscu ktoś nie zaginął, lub nie został zabity, jednak nic nie znalazłam. Czy mają Państwo pomysł, co to może być? Wymyka się to nawet mojej miedialnej naturze i naprawdę tego typu historie przydarzają mi się rzadko. Również bardzo się cieszę, że można tutaj pozostać anonimowym i może choć część osób nie bierze, takich jak ja za wariatów. Pozdrawiam redakcję i czytających, moje dane proszę zanonimizować.

[...]



zwiń tekst



NIEZWYKŁE WYDARZENIA Z UFO NAD WARSZAWSKIM JEZIORKIEM CZERNIAKOWSKIM
Pt, 11 cze 2021 21:10 komentarze: brak czytany: 1600x

[...] Dzień dobry Państwu, Od dłuższego czasu przeglądam informacje o wydarzeniach jakie miały miejsce począwszy od lat 70-tych  do dnia dzisiejszego w okolicach Jeziorka Czerniakowskiego na warszawskiej Sadybie. Szczęście w nieszczęściu, mam pewną historię, z którą chciałbym się podzielić z Państwem. Wszystko co przedstawię.jest oparte na relacjach mojej Babci, która była świadkiem tego zdarzenia.......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry Państwu, Od dłuższego czasu przeglądam informacje o wydarzeniach jakie miały miejsce począwszy od lat 70-tych  do dnia dzisiejszego w okolicach Jeziorka Czerniakowskiego na warszawskiej Sadybie. Szczęście w nieszczęściu, mam pewną historię, z którą chciałbym się podzielić z Państwem. Wszystko co przedstawię.jest oparte na relacjach mojej Babci, która była świadkiem tego zdarzenia. Miało to wszystko miejsce w okolicach przełomu wiosny i lata 1982 roku. Był to wieczór, tuż po godzinie 19, więc moja Babcia postanowiła położyć już w łóżeczku moją malutką Mamę. Dziadek również był zmęczony, więc postanowił się zdrzemnąć na kanapie w dużym pokoju.

Po pewnej chwili w mieszkaniu zaczęło migać światło. Nie trwało to długo, ponieważ migania ustały po ok. 20 sekundach. W przeciągu kilkudziesięciu sekund, Babcia dostrzegła (mieli widok na Wisłę oraz Jeziorko Czerniakowskie) za Kościołem pw św. Antoniego z Padwy (czyli na polach między budynkiem a bezpośrednio Jeziorkiem) całkiem okazałych rozmiarów świetlistą kulę. Jej charakterystyczną cechą było to, że pulsowała światłami, tzn. barwy przemieniały się od biało-żółtego do jasnej czerwieni oraz to, że nie przemieszczała się tylko wisiała nad jednym miejscem. Wystraszyła się, postanowiła obudzić Dziadka, aby też to ujrzał. Po około dwuch lub trzech minutach światło powoli słabło aż w ostateczności zniknęło. Następnego ranka, Babcia z małym wózeczkiem udała się na spacer w to miejsce lecz nic nie wskazywało na obecność sprzed kilkunastu godzin świetlistego obiektu. Żadnych śladów, zapachów... kompletnie nic.

To tyle jeżeli chodzi o tą historię. Postanowiłem się nią podzielić, ponieważ jak na początku napisałem zacząłem się tymi tematami interesować a po drugie widzę, że jest spore zaciekawienie co do zjawisk z tego miejsca w Warszawie. Serdecznie pozdrawiam,
 
[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



TEN CZŁOWIEK CIEBIE OKRADNIE...
Czw, 10 cze 2021 19:46 komentarze: 5 czytany: 2051x

[...] Witam, Chciałabym podzielić się z Państwem moim doświadczeniem, które upewnia mnie,że tzw. zjawiska paranormalne są obiektywnie istniejącą rzeczywistością.Muszę jednocześnie dodać, że ilekroć powracam myślą do tego zdarzenia, jestem zdumiona ,a jednocześnie w pełni świadoma, że przekazanie , "opisanie" przebiegu tego zdarzenia jest tylko relacją, w którą można wierzyć lub nie.Nie mniej, od tamtej.......

czytaj dalej

[...] Witam, Chciałabym podzielić się z Państwem moim doświadczeniem, które upewnia mnie,że tzw. zjawiska paranormalne są obiektywnie istniejącą rzeczywistością.Muszę jednocześnie dodać, że ilekroć powracam myślą do tego zdarzenia, jestem zdumiona ,a jednocześnie w pełni świadoma, że przekazanie , "opisanie" przebiegu tego zdarzenia jest tylko relacją, w którą można wierzyć lub nie.Nie mniej, od tamtej pory , ja wiem,że takie zjawiska istnieją.
Otóż jestem racjonalistką.Z zawodu , od 20 -tu lat, jestem adwokatem.Każde zdarzenie, teza, musi być udowodnione zgodnie z regułami logicznego rozumowania, a jednak.... .

Było to ok. 10 lat temu.Wynajmuję pokój na kancelarię w budynku biurowym.Nie miałam zwyczaju ,wychodząc na chwilę do kuchni lub wc, zamykać pokoju na klucz.Pewnego, zwykłego dnia, wychodziłam do toalety.Przechodząc korytarzykiem przez hol, "owionęłam" wzrokiem kilka osób siedzacych  w tym holu na fotelach wokół stolika, czekających prawdopodobnie w innych sprawach do biura spółdzielni, które się na tym piętrze mieściło.Szłam szybko, obróciłam tylko głowę w kierunku siedzących.Minąwszy te osoby ( nie zarejestrowałam żadnych szczegółów), doznałam,pamiętam to jak dzisiaj, takiej myśli - wiedzy : " ten człowiek cię okradnie". Szłam dalej i po dwóch krokach pomyślałam, co za bzdura.Kiedy wychodziłam z toalety bałam się jednak, że to może być prawdą , więc zaczęłam biec do pokoju,i gdy zauważyłam, że mężczyzny nie ma już w holu, byłam już pewna, że to nie było złudzenie. Dopadłam pokoju i z ulgą stwierdziłam, że moja torebka stoi na parapecie okna, tak, jak ją pozostawiłam.Pomyślałam, co za idiotyczne zdarzenie. Zajęłam się pracą.Ok. godz. 16 -tej, kiedy wychodziłam, wzięłam torebkę, zeszłam do samochodu i , o zgrozo, stwierdziłam, że nie ma w niej kosmetyczki, w której trzymałam kluczyki do samochodu i klucze do mieszkania! Byłam przerażona! Dopiero wówczas uprzytomniłam sobie, że "przeczucie"(?) z godzin rannych wypełniło się, że rzeczywiście  ten człowiek z holu wszedł do mojego pokoju, gdy byłam w toalecie i w pośpiechu wyjął z torby ,leżącą  na jej  wierzchu ,kosmetyczkę.Prawdopodobnie nie mógł wziąć całej torby, gdyż była duża i pozostali siedzący w holu widzieliby, że ją wynosi.Kosmetyczkę z legitymacją adwokacką znaleziono kilka miesiecy później , wetkniętą do rynny  budynku w mięście i zaniesiono ją do Rady Adwokackiej, skąd otrzymałam wiadomość o jej odnalezieniu.Problemy z wymianą kluczy to już inna sprawa.

Tak więc, ja już po prostu wiem,że umysł ludzki jest w stanie odbierać energię innych osób i to w niewytłumaczalny sposób. To się dzieje w ułamku sekundy, p oprostu absolutnie nagle, bez żadnego racjonalnego powodu, absolutnie bez udziału własnej myśli lub intelektu, pojawia się " w głowie" ta wiedza, czy jak to nazwać,że zdarzenie się wydarzy.Potem, jak włączony zostaje rozum, czyli myślenie, skąd mi to przyszło do głowy, to niemożliwe etc., następuje rozumowe wyparcie tego zjawiska.Dla mnie samej, to było racjonalnie niedorzeczne, więc zdaję sobie sprawę, że tym bardziej ,innym osobom, trudno w to uwierzyć. Co ciekawe, przed tym zdarzeniem nie było żadnego bodźca, który by tę myśl, iż siedzący człowiek mnie okradnie, wywołał.Poprostu przeleciałam wzrokiem siedzących, przechodząc obok nich , pamiętam jednak, że moje i tego człowieka( mężczyzny- złodzieja) oczy wówczas spotkały się,i w ułamek  chwili po tym , pojawiła się ta myśl w mojej głowie.Słowo myśl jest nieadekwatnym określeniem.Tu chodziło o wiedzę, pewność, informację- tego typu odczucie.
Gdyby ktoś chciał zanegować moją historię i powiedzieć, że może w drodze do pracy, ktoś po drodze mnie okradł, to powiem , że nie było to możliwe, bowiem przyjechałam do pracy swoim samochodem,zamknęłam go,a nastepnie cały czas, za wyjątkiem krótkiej chwili, byłam w pokoju.
 
Od tamtej pory, tak spektakularnych zdarzeń nie miałam, choć, jak to często bywa, gdy myślę o ludziach, oni akurat odzywają się , dzwonią,  etc.,do mnie.
 
Co Państwo o tym sądzicie? Do napisania tego listu skłoniła mnie lektura strony Nautilusa.
z poważaniem [...]  z Wrocławia


-----Original Message-----
From: [...]
Sent: [...]
To: FN
Subject:

Droga FN

czytając artykuł na waszej stronie przypomniała mi się pewna historia...to znaczy nei przypomniała ponieważ cały czas siedzi w mojej głowie..ale mneijsza o to

gdy byłem jeszcze mały, miałem w tedy może 7-8 lat, jeździłem sobie koło mojego domu na rowerze. blisko mnie była górka a za nią ostry zakręt. wyjechałem na szczyt tej górki i zaczołem zjeżdrzać jak najszybciej potrafiłem. nagle usłyszałem głos kobiety ,,uważaj, auto". Głos był spokojny, a zarazem głośny. szybko zjechałem na bok a zaraz potem czarny opel sąsiada wyjechał zza tego zakrętu. Ździwiłem się i zaczołem się rozglądać kto mnie oszczegł ale nikogo nei dostrzegłem. w tedy ni zdawałem sobie sprawy z tego że to byc może Anioł Stróz do mnie przmówił lecz z upływem czasu zrozumiałem to musiała być wyższa siła. teraz gdy mineło gdy mineło 7 lat od zdarzenia dalej mam w głowie ten głos

Pozdrawiam
[...]

Szanowna FN,

Jestem fanem Waszego serwisu. Przesyłam ciekawostkę - tekst sprzed stu lat z polskiej prasy, jak sobie wyobrażano nasze czasy.

pzdr.




zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 50 53
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 53

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

26 września: [...]  Wieczorem łączymy się z naszymi kolegami z Las Vegas - temat to scenariusze przyszłości ludzkiej cywilizacji przedstawiane przez obce istoty podczas Bliskich Spotkań Trzeciego Stopnia .[...]

UFO24

więcej na: emilcin.com

Dziś, 08:32 | Witam FN, Wiem, że macie takich obserwacji dużo, ale sam chyba widziałem UFO. Było to 24 września 2021 w Katowicach, godzina 23.16. Wracałem od mojej dziewczyny, kiedy nagle na niebie zauważyłem jasny punkt. Pomyślałem, że to gwiazda, gdyż punkt stał nieruchomo. Nawet nie wyciągnąłem aparatu, bo wiadomo gwiazda. Ale dosłownie po chwili ten punkt ruszył w kierunku północnym i dosłownie z prędkością niewyobrażalną dla mnie odleciał. Zatkało mnie wtedy. Próbowałem szybko wyjąć z plecaka komórkę ...

Dziennik Pokładowy

Wtorek, 10 sierpnia 2021 | Historia występu tzw. „badaczy UFO” w nieistniejącym od wielu lat programie „Rozmowy w Toku” pokazuje wiele aspektów czegoś, z czym spotykam się od wielu lat, co mnie zaskoczyło i wprawiło w bezgraniczne zdumienie. Z upływem lat przekonuję się, że jest to niestety typowo rodzima przypadłość oparta na wszystkich ciemnych demonach polskiej duszy: zawiści, zazdrości, kompleksach...

czytaj dalej

FILM FN

POWRÓT DO EMILCINA - FN 2021

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.