Dziś jest:
Czwartek, 18 października 2018

'Podążaj za tym, który wie'
Wergiliusz

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Miałem wcześniej koszmary ale nie takie jak ten sprzed kilku dni.
Pt, 31 sie 2018 12:32 komentarze: 1 czytany: 1253x

[...] Witam serdecznie załogę Nautilusa. Czytam Wasze wszystkie teksty, interesuję się poruszaną tutaj tematyką. Piszę ponieważ ostatnio miałem ciekawy sen, którym chciałbym się podzielić. Mówi się, że sny są odzwierciedleniem duszy a mnie tematyka snów i ich interpretacji szalenie interesuje, szczególnie dlatego, że często śnią mi się osoby zmarłe i zwierzęta, których nie ma już wśród żywych a z .......

czytaj dalej

[...] Witam serdecznie załogę Nautilusa. Czytam Wasze wszystkie teksty, interesuję się poruszaną tutaj tematyką. Piszę ponieważ ostatnio miałem ciekawy sen, którym chciałbym się podzielić. Mówi się, że sny są odzwierciedleniem duszy a mnie tematyka snów i ich interpretacji szalenie interesuje, szczególnie dlatego, że często śnią mi się osoby zmarłe i zwierzęta, których nie ma już wśród żywych a z którymi miałem szczególny kontakt.

Ale do rzeczy. Pomijając tematykę snu, przeżyłem coś niewyjaśnionego, o czym mówię na samym końcu listu a co dla mnie świadczy o istnieniu świata duchów.

Śniło mi się, że szedłem z drugą osobą przez znane mi miejsce w moim mieście, był tam taki większy dom, o którym wiedziałem, że mieszka jakiś mężczyzna. Potem z drugą osobą się rozdzieliłem i sen stał się mało przyjemny. Odczułem wrażenie, że ten facet mną steruje, a ja pomimo wysiłku nie potrafię iść dalej, a co więcej nie mam pojęcia co stało się z osobą, z którą przebywałem, pomimo tego, że ją wołałem. W pewnym momencie zrobiło się niebezpiecznie, gdy ów mężczyzna zaczął zapraszać mnie do podziemi. Ja próbowałem uciec ale jakbym zastygł w miejscu, nie mogłem wykonać ruchu i wiedziałem, że to sprawka tego gościa. Potem usłyszałem tylko głos w tle, żebym przemyślał wszystko na spokojnie i się nie szamotał. Obudziłem się zlany potem ale co najciekawsze, kiedy się obudziłem, zobaczyłem, że przed moim łóżkiem stoi męska postać (twarzy nie rozpoznałem), która wpatruje się we mnie, potem ta postać rozpłynęła się w powietrzu. To był pierwszy tego typu sen. Miałem wcześniej koszmary ale nie takie jak ten sprzed kilku dni. Pomimo wszystko nie czułem strachu, byłem tylko nieco zdziwiony.

Mam nadzieję, że mój list wnosi coś do archiwum wiedzy, która przez szerokie gremium jest wyśmiewana. Proszę moje nazwisko i adres email zachować dla siebie.

Pozdrawiam,
stały czytelnik forum.

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Niezwykła nauczycielka
Czw, 30 sie 2018 08:52 komentarze: brak czytany: 1574x

[...] Dzień dobry Fundacjo:) Na wstępie jak zawsze wszystkiego dobrego. Dziś byłem u mojego dobrego kolegi porozmawiać ma on szerokie horyzonty na wszystko i konwersacja toczy sie nie tylko na temat "pieniedzy i co kto ma"Dzis rozmowa byla na temat zycia i reinkarnacji mamy takie samo zdanie ze ona jest istnieje i to nie wiara oraz na temat ludzi dlaczego jest tyle zła itp. Kolega ma na imię [tylko.......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry Fundacjo:) Na wstępie jak zawsze wszystkiego dobrego. Dziś byłem u mojego dobrego kolegi porozmawiać ma on szerokie horyzonty na wszystko i konwersacja toczy sie nie tylko na temat "pieniedzy i co kto ma"
Dzis rozmowa byla na temat zycia i reinkarnacji mamy takie samo zdanie ze ona jest istnieje i to nie wiara oraz na temat ludzi dlaczego jest tyle zła itp. Kolega ma na imię [tylko do wiad. FN]

Opowiedział mi dziś historie ze szkoly która dotyczyła Pani ktora uczyla matematyki , mowił że któregoś dnia "ześwirowała" i kazała dzieciom wziąć krzesła i iść zabić dyrektora ot tak w jedej sekundzie podczas lekcji. Nie wiem jak dalej sie skonczyło ale otrzymała ksywkę "czarodziejka" ponieważ poźniej w sali lekcyjnej hmm nie wiem jak to opisać ale robiła coś w rodzaju seansu? miała coś w rodzaju wahadełka na nitce czy jakims sznureczku i trzymając owe wahadełko potrafiła powiedziec kto kim byl w poprzednim wcieleniu ,mojemu koledze powiedziała że jest to obecnie jego 4 inkarnacja ze wczesniej zyl w XI wieku jako jakiś książe a ostanim jego wcieleniem był prostytutka francuska ktora zginela w XVIIw podczas jakiejs wojny nie wiem chyba z Hiszpania???

Ps podczas kiedy mowial to mojemu koledze strasznie jej sie zmieniał głos zgrubiał i dostawała innych oczu....dodam jeszcze że należał on do subkultury deathmetal chyba tak to sie pisze miał na sobie kszulke z jakimiś trupimi czaszkami pentagramami wtedy kazała mu to sciagnac bo przyciaga to zlo i demony. Wiem że innym uczniom z klasy tez takie seanse robiła. Osobiscie podchodzę do tego z dystansem można zrzucic na chorbę,ale może coś w tym jest?Mowie konkretnie o tym przypadku poniewaz wiem ze sa na swiecie ludzie ktorzy potrafia takie cos powiedziec.

[dane do wiad. FN]

 



zwiń tekst



Z białej mgły wyłoniła się postać
Śr, 29 sie 2018 08:46 komentarze: 2 czytany: 1198x

Witam.   Mam w chwili obecnej 28 lat. Jestem zdrowa psychicznie, i nic w życiu mi nie dolegało. Moja historia ma zaczątek od około 15 roku życia. Nie wiem, do dziś próbuje znaleźć jakieś wytłumaczenia co do tego, co chcę opisać.Początki  były „niewinne” potem zmieniło się to w horror dla mnie. Gdy kładłam się chcąc spać, zasypiałam. Budziło mnie dziwne uczucie, że coś się stanie. .......

czytaj dalej

Witam.   Mam w chwili obecnej 28 lat. Jestem zdrowa psychicznie, i nic w życiu mi nie dolegało. Moja historia ma zaczątek od około 15 roku życia. Nie wiem, do dziś próbuje znaleźć jakieś wytłumaczenia co do tego, co chcę opisać.

Początki  były „niewinne” potem zmieniło się to w horror dla mnie. Gdy kładłam się chcąc spać, zasypiałam. Budziło mnie dziwne uczucie, że coś się stanie.  Leząc, widziałam jak z moich nóg wypływa energia (biała mgła) z której materializuje się jakaś postać. tak jakby budowała się od nóg w górę, czyli pojawiały się po kolei: tułów, ręce, niestety nigdy nie widziałam głowy tej postaci. Pojawiało się to w moim życiu co jakiś czas. Przestawiłam łóżko w inne miejsce iii…. Nie wiem dlaczego, ale budziłam się z nogami podniesionymi w górę.

Później…

Podczas mojego snu, na początku czułam jak paraliż obezwładnia moje ciało, a potem  lekkie podduszenie, czułam , że coś trzyma mnie za szyje i dusi. Trwało to około 10 min, w których nie mogłam się ruszyć, ani bronić.  Kończyło to się w ten sposób, że byłam bardzo wyczerpana, nie miałam siły nawet wstać z łóżka.  Następnego dnia czułam się dziwnie z tego powodu. 

Trwało to co noc, aż po pewnym czasie ucichło.

Powróciło znów pewnego dnia, lecz o większej sile.  Znów drętwienie całego ciała, i duszenie, z tymże, duszeniu towarzyszyła siła, która ciągnęła mnie z łóżka na przedpokój. Były to straszne męki.  Znów potarzało się to co noc. Jakaś siła – nie wiem jak to ująć, trzymała mnie za szyję, paraliżowała moje ciało, i z całej siły ciągnęła mnie z łóżka na podłogę. Pamiętam nawet, że kurczowo trzymałam się dolnego fragmentu drzwi, by się bronić. Próbowałam krzyczeć, ale bez skutku. Budziłam się ze strachu, i znów mnie ogarniało uczucie senności i zabawa się powtarzała  w kółko. Chciałam nie spać, ale nie mogłam. Znów zasypiałam w ciągu paru sekund- gdzie to jest bardzo dziwne, gdyż normalnie zaśnięcie trwa u mnie około godziny, nawet gdy jestem bardzo zmęczona. W tych momentach wiedziałam co się dzieje, wiedziałam jaki będzie ciąg dalszy. Z całych sił próbowałam nie zasnąć, tylko jedną nogę, potem drugą nogę wystawić za łóżko , wstać i pójść spać do łóżka mojej Mamy. Czułam jakbym lunatykowała.

Później przybył nowy element tego całego zdarzenia: podczas mojego snu, znów drętwienie ciała, duszenie. Otwierałam oczy i widziałam nad moją głową czarną elektryzująca kulę, która „obserwowała mnie”. Nie wiem co to było.  Widziałam ją może tylko z 5 razy, potem jej już nie było.

 Następnym razem, gdy spałam obudziło mnie przedziwne uczucie, że ktoś mnie obserwuje. Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam białą postać, stojącą w moim pokoju, smutną, to była moja Mama, która spała w pokoju obok. To trwało tylko chwilę. Moment.  Pobiegłam przerażona do łóżka Mamy, myśląc, że coś się stało. Na szczęście Mama spała.

 To są przykłady tylko, które mnie spotkały, podejrzewałam jakieś otępienie, ale po rozmowie z zaufanym księdzem, zalecił mi modlić się za zmarłych z rodziny. Skorzystałam także z usług psychologa, który stwierdził, że nie mam żadnych odchyleń od normy.

 Myślę, że punktem kulminacyjnym był dzień, w którym, zmęczona po nocce wróciłam z pracy. Mieszkałam wtedy w akademiku. Położyłam się spać, byłam sama w pokoju, koleżanki wyjechały do domów.  Mój sen był przedziwny. Otóż śniła mi się cała Apokalipsa. Wers po wersie.

Była to wizji o 7 pieczęciach, która kończyła się zagładą ziemi i wszelkiego zła.  Widziałam także jeźdźców : Zwycięzca, wojna, głód, i śmierć. Na niebie dwie kule, czerwone, które płonęły, a miedzy nimi był trójkąt, w  którym była światłość. Ta światłość do mnie przemawiała ukazując mi kataklizm na świecie. Brat zabijał brata, ludzie byli otępieni, domy w gruzach, wojna, czołgi, żołnierze, To było dla mnie straszne, wszystko obserwowałam – znajdowałam się nie na ziemi, tylko obserwowałam wszystko z boku. Płakałam. Nie mogłam w to uwierzyć, chciałam już się obudzić.

Ale ta światłość nadal do mnie przemawiała. Ukazywała mi wszystkie kataklizmy. Kazała mi się modlić do Matki Boskiej, która może to wszystko ocalić.  Zaczęłam mówić „Zdrowaś Mario…” , obudziłam się z tymi słowami w ustach. Co najdziwniejsze, nie wiem  dlaczego, ale drzwi od mojego pokoju były otwarte. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Siedziałam na łóżku, wzięłam do reki biblię i przeczytałam ze łzami całą Apokalipsę. Wers po wersie mi się dokładnie to samo śniło.

Później przyszedł do mnie do pokoju mój obecny narzeczony mówiąc mi, że Papież zmarł.

Tym bardziej mój sen zdał mi się dziwny.

Jestem osobą wierzącą, ale nie chodzę w każdą niedzielę do kościoła. Nie mówiłam nigdy o nich głośno, jedynie mama wie, oraz narzeczony.

 [dane do wiad. FN]

/poniżej zdjęcie z Archiwum FN przysłane przez jednego z naszych czytelników/




zwiń tekst



Moje spotkanie z UFO - rok 1986
Wt, 28 sie 2018 08:26 komentarze: brak czytany: 1521x

[...] Witam serdecznie, juz od dluzszego czasu zastanawialam sie, czy powinnam napisac do was i podzielic sie tym, co spotkalo mnie w dziecinstwie. I dzisiaj przez to, ze przez upaly nie spac, pisze do was....Krotko o mnie: mam 39 lat, od wielu lat mieszkam w Niemczech, z zawodu jestem Informatykiem i pracuje dla Urzedu Panstwowego w Niemczech. *************A teraz opowiem po krotce moja historia:.......

czytaj dalej

[...] Witam serdecznie, juz od dluzszego czasu zastanawialam sie, czy powinnam napisac do was i podzielic sie tym, co spotkalo mnie w dziecinstwie. I dzisiaj przez to, ze przez upaly nie spac, pisze do was....

Krotko o mnie: mam 39 lat, od wielu lat mieszkam w Niemczech, z zawodu jestem Informatykiem i pracuje dla Urzedu Panstwowego w Niemczech.

*************
A teraz opowiem po krotce moja historia:

Zdarzenie to mialo miejsce w zimie ok 1986 roku. Z dwojka mojego mlodszego rodzenstwa i mama wracalismy wtedy wieczorem od babci do domu. Musialo byc ok godz. 20:00, bo wyszlismy zaraz po wiadomosciach wieczornych.
Moja babcia mieszkala na obrzezach naszego miasta - Zlotoryji na Dolnym Slasku. W kolo znajduja sie tam tylko pola, lasy I male jeziorko tzw. “Oczko”.

Idac do domu musielismy przejsc przez maly lasek, ktory nie byl wtedy jeszcze oswietlony. Po wyjsciu z niego jakos obrocilam sie za siebie I wtedy zobaczylam, ze po lewej stronie nad tym laskiem wisi jakas bardzo jaskrawa, biala kula. Co dziwne, kula ta mimo ze byla bardzo jasna, to nie razila w oczy. Z rozmiarow (z tamtego miejsca) przypominala  ksiezyc podczas pelni,ale byla od niego duzo jaskrawsza i wisiala maksymalnie jakies 3-4 metry nad drzewami. Chcialam to cos koniecznie z bliska zobaczyc I zaczelam prosic mame, zebysmy tam podeszli. Mama bardzo sie bala, I na poczatku nie chciala tam isc, ale tak ja mocno prosilismy, ze w koncu dala sie namowic I poszlismy tam.

Po dojsciu do tego miejsca, znajdowalismy sie moze w odleglosci ok 15-20 metrow od tej kuli. Dopiero z bliska widac bylo, ze wisiala ona nad polem z tylu tego lasku, I tym razem juz tylko jakies 5-7 metrow nad ziemia. Miala ona z tamtej odleglosci maksymalnie ok 0,5-1 metra srednicy I wisiala tam caly czas nieruchomo. Wpatrywalismy sie w nia gdzies ok 20 minut, az w koncu zaczelo nam byc zimno I nudno, bo nic sie nie dzialo. Chcielismy juz isc do domu, gdy nagle kula ta niesamowicie szybkim ruchem przemiescila sie pionowo w gore - na jakies 20 metrow, a nastepnie wolnym i plynnym ruchem zaczela sie od nas oddalac. Podczas tego zdarzenia, byla kompletna cisza. Nie bylo kompletnie nic slychac. Po jakims czasie kula ta zatrzymala sie I wyszedl z niej cienki, jakby laser - promien w strone ziemi. Wygladalo to tak, jakby ten promien czegos szukal, albo cos sprawdzal. Po chwili promien ten zniknal i kula ta znow bardzo wolnym i plynnym ruchem poleciala nad polami w strone innego lasku, ktory w linii prostej znajdowal sie ok 2 km od nas. Lasek ten jest dosc dobrze widoczny, bo w kolo niego sa same pola, i pozatym wtedy lezal tam snieg.

Kula ta wleciala za ten lasek, I po chwili wysunela sie przed niego w nasza strone, tylko ze tym razem nie byla to juz kula, tylko objekt latajacy - talerz, dookola ktorego swiecily kolorowe swiatelka. Nie wiem jak duzy mogl byc ten obiekt, ale moglismy z tamtej odleglosci (I przez to kolorowe oswietlenie) doskonale widziec jego ksztalt. Zaczelismy isc w jego strone. W pewnym momecie obiekt ten zaczal sie chowac za ten lasek. W momecie jak zaczynalismy sie wracac, wysuwal sie on spowrotem na przod. To bylo bardzo dziwne. W pewnym momecie moja mama nie miala juz cierpliwosci I chciala stamtad isc, ale ja nalegalam zebysmy do tego czegos podeszli. Mama byla troche zla na mnie I chyba tez sie bala, ale w koncu powiedziala, ze pojdziemy tam, ale najpierw musimy moja najmlodsza siostre (wtedy miala ona 3 albo 4 letka) do babci zaprowadzic.
Po powrocie,  nie bylo widac tam juz niczego.

Prawde mowiac czasami zastanawialam sie, czy moglo wtedy dojsc do czegos wiecej jak tylko obserwacji, ale jesli tak, to ani ja ani moje rodzenstwo i mama nic z tego nie pamietamy - chociaz czasami mialam przypuszczenia.
Bardzo chetnie porozmawialabym o tym z kims, kto sam mial podobne doswiadzenia.

Ps. Przepraszam za pismo, ale nie mialam mozliwosci pisania polskimi znakami na komputerze. Mam nadzieje, ze sie doczytacie. :) Prosilabym rowniez, gdybyscie Panstwo chcieli mojego E-Mail‘a gdzies pokazac, o zachowanie mojej anonimowosci.

Podrawiam goraco,
[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Atak demona po zażyciu narkotyków
Pon, 27 sie 2018 11:57 komentarze: 1 czytany: 2507x

[...] Szanowna Fundacjo! Chciałem wam opowiedzieć o dziwnym wydarzeniu, którego byłem świadkiem jeszcze w podstawówce. Było wtedy popularne tzw. wąchanie kleju, co doprowadzało mózg do takiego stanu, że można było zobaczyć dziwne rzeczy. Ja tego bałem się wąchać, ale mój najlepszy kolega spróbował. To było w 1987 na Śląsku, w 9dane do wiad. FN]. Obserwowałem go przez chwilę, a potem wydarzyło się .......

czytaj dalej

[...] Szanowna Fundacjo! Chciałem wam opowiedzieć o dziwnym wydarzeniu, którego byłem świadkiem jeszcze w podstawówce. Było wtedy popularne tzw. wąchanie kleju, co doprowadzało mózg do takiego stanu, że można było zobaczyć dziwne rzeczy. Ja tego bałem się wąchać, ale mój najlepszy kolega spróbował. To było w 1987 na Śląsku, w 9dane do wiad. FN]. Obserwowałem go przez chwilę, a potem wydarzyło się coś niesłychanego. Zaczął turlać się po ziemi i wydawało mi się, że coś niewidzialnego go kopie. Krzyczał, abym mu pomógł i odgonił cyt. "tego ducha, co go atakuje".

Dwie rzeczy są w tym wszystkim niezwykłe. Pierwsza - miał siniaki po kopnięciach na całym ciele. Dwa - opowiadał potem, że zaczął słyszeć chrapliwy głos szepczący mu coś do ucha, że go zabije i że teraz "będziesz mój". To było tak przerażające, że ja bałem się z nim potem spotykać przez pół roku. Potem dowiedziałem się, że u niego w domu jakaś niewidzialna siła tłukła naczynia, przesuwała meble, a na poddaszu było słychać kroki, choć nikt tam nie był.

Zapewniam, że historia jest prawdziwa.

[dane do wiad. FN]

Od dawna twierdzimy, że środki halucynogenne to nie "pobudzenie mózgu do majaków", tylko otwarcie na oścież drzwi dla wszelkich bytów czyhających na okazję, aby przejąć panowanie nad człowiekiem. Poprzez nasz kanał facebooka dostaliśmy film, który - kto wie - być może pokazuje bardzo podobną sytuację.

[...] Czy ten człowiek po zażyciu dopalaczy jest atakowany przez coś lub kogoś? Czytając wasze artykuły ostrzegaliście wiele razy, że może zostać usunięta ,,bariera ochronna'' człowieka.
Wyraźnie widać na filmie, że jest atakowany
9 lipca 16:20



zwiń tekst



Zobaczyłam tam coś... jakiś zarys człowieka!
Nie, 26 sie 2018 10:19 komentarze: 5 czytany: 1451x

[...] Dobry wieczór, długo zastanawiałam się czy do Państwa napisać aż do dnia dzisiejszego. Chciałam podzielić się moją historią a raczej historią, która dotyczy domu należącego do mojej rodziny. Zanim opisze historie, wiem od męża, że takich spraw macie tysiące i jeśli uznacie, że  nie  jest warta uwagi to z góry przepraszam ale chociaż jest  mi lżej, że w końcu zebrałam się na odwagę.......

czytaj dalej

[...] Dobry wieczór, długo zastanawiałam się czy do Państwa napisać aż do dnia dzisiejszego. Chciałam podzielić się moją historią a raczej historią, która dotyczy domu należącego do mojej rodziny. Zanim opisze historie, wiem od męża, że takich spraw macie tysiące i jeśli uznacie, że  nie  jest warta uwagi to z góry przepraszam ale chociaż jest  mi lżej, że w końcu zebrałam się na odwagę.

Zacznę od początku: Dom o którym mowa należy do mojej rodziny od 1935 roku, pobudował go mój pradziadek, który został spalony w 1945 jako żołnierz  AK w więźniu w Radogoszczu. Podczas  II wojny światowej w  tym domu znajdowała się siedziba  gestapo. Z opowieści babci wiem, że  katowali i zabijali tam ludzi Niemcy, oczywiście wyrzucili moja  prababcie oraz Jej syna ( mojego dziadka). Po wojnie wrócili  do swojego domu. 

Wszystko byłoby pięknie  i ta historia mogłaby się skończyć  ale nie w 1998 ( miałam wtedy 8 lat ) zobaczyłam tam coś a raczej nie  wiem co to było czy zarys  człowieka czy raczej chmura białego niczego, słyszałam jak ktoś chodzi  po schodach i czuć było obecność tylko nie wiem czego a  może kogo, od tamtego czasu nie chciałam spędzać wakacji w tym domu ( dom należał do moich dziadków, nocował tam tylko podczas wakacji) po kilku  latach znowu tam spałam i znowu to samo tylko tym razem  bez poświaty, powiedziałam o tym mojej mamie bo byłam już  większa więc uznałam, ze nie zrobi ze mnie wariatki.

Mama powiedziała, że ma podobne  odczucia. Podzieliłam się również tym z  moim bratem, który również przyznał, że  boi się  tam spać bo nie  czuje się  tam dobrze.Od  15 lat ta nie spałam, po śmierci dziadka i babci dom stoi pusty. Moja  mama  postanowiła sprzedać nieruchomość  ale  boi się ze to coś pójdzie  ale przejdzie do Nas ( mieszkamy w innym mieście ) przyszły właściciel chce zburzyć dom i postawić  jakieś magazyny. Dzisiaj mama poprosiła, żebym zrobiła zdjęcia domu na  pamiątkę i zobaczyłam to, zobaczyłam to dopiero po zrobieniu zdjęcia ( dlatego napisałam -mąż mnie  poprosił bo się przestraszył ) a  może to światło ? może zle zrobiłam zdjęcie? choć nie  robiłam pod słońce to jednak chciałabym żebyście powiedzieli mi że  to przypadek ze nie muszę się bać.

Ponadto dodam, że  w  tym domu zmarła moja  prabacia ( chciała już iśc  do swojego męża) i na działce dostał wylewu mój dziadek który potem zmarł a babcia z  samotności a  może  przez  to co tam chodziło zwariowała podobno miała Alzheimera. Proszę o anonimowość.   Przepraszam za brak spójności ale gdy i tym pisze  ręce mi się trzęsą

[dane do wiad. FN]

Do wiadomości było dołączone zdjęcie - publikujemy je poniżej





zwiń tekst



Zdążyłem tylko pomyśleć: Boże... to koniec! - cudowne ocalenie
Pt, 24 sie 2018 13:33 komentarze: brak czytany: 1672x

[...] Dzień dobry, Przed chwilą oglądałem rozmowy z Krzysztofem Jackowskim Czecś 37 (byłem na granicy życia i śmierci) i pragne podzielic sie z Państwem moją historią (może nawet dwie),Był rok chyba 2002. Jechałem samochodem od mojego kolegi około godz 12 do siebie do pracy (początek marca). Bardzo mi siei spieszyło. Jechałem około 80 km/h. Na łuku drogi wjechałem w zaciecione miejsce gdzie znajdowała.......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry, Przed chwilą oglądałem rozmowy z Krzysztofem Jackowskim Czecś 37 (byłem na granicy życia i śmierci) i pragne podzielic sie z Państwem moją historią (może nawet dwie),

Był rok chyba 2002. Jechałem samochodem od mojego kolegi około godz 12 do siebie do pracy (początek marca). Bardzo mi siei spieszyło. Jechałem około 80 km/h. Na łuku drogi wjechałem w zaciecione miejsce gdzie znajdowała Si duża tafla lodu. Wpadłem w poślizg i straciłem panowanie nad samochodem. Waliłem prosto na drzewo. Zdążyłem tylko pomyślec „Boże to koniec” i w tym momencie samochód stanął w miejscu ,tak jakby ktoś małą zabawke złapał z góry reką a przed oczyma zobaczyłem tylko gestą mgłe. Po chwili wysiadłem z samochodu i poszedłem do przodu zobaczyc co się stało. Ledwo stałem na nogach, miekko w kolanach i lód na ulicy. Samochód był około 30m cm od drzewa. Nic, kompletnie nic się nie wydarzyło. Ocalałem.

Pare dni później, dokładnie w Wielką Sobote około godz 13 pojechałem do pracy aby przywieźc sobie stosowne dokumenty. W pewnym momencie przede mną samochód skrecał w lewo. Zatrzymałem sie, odruchowo spojrzałem w lusterko wsteczne i widze jak wali na mnie biały Ford Escort. Myśle sobie no tak nie byłem jeszcze” bity” wic czas najwyższy (jechałem wtedy Daewoo Espero, bez haka holowniczego z tyłu). Zaparłem się o kierownice. Usłyszałem huk i nic wecej, żadnych wstrząsów . Wysiadłem z samochodu aby zobaczyc co si wydarzyło i zdebiałem. Ford maske miał w harmonijke, rozbite reflektory, złamany zderzak w pół leżący na jezdni, rozbitą chłodnice z której wyciekał płyn. Z mojego samochodu nawet nie spadł kurz. Żadnego śladu, nic, po prostu nówka zabrudzona zwykłą jazdą.
Pzdr
[dane do wiad. FN]
Ps
Mój edytor nie pisze wszystkich znaków :-(

[...] Droga FN,

Piszę do Was wstrząśnięty tą historią z dziewczyną która zdawała na prawo jazdy i samochód jej stanął na przejeździe kolejowym. Piszą o tym m.in. tutaj.

http://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,23820149,wypadek-w-szaflarach-nagranie-z-kamery-monitoringu.html?disableRedirects=true

 

 

Kiedyś miałem dziwne wydarzenie. Miałem już wjechać na niestrzeżony przejazd, kiedy nagle poczułem ogromny ból ramienia. Tak silny, że tuż przed przejazdem zatrzymałem samochód. I wtedy przede mną przemknął pociąg. Gdyby nie ten nagły i dziwny ból (potem zniknął i nigdy nie powrócił) pewnie nie pisałbym do was.

Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Babcia wróci. Zleci po drabince z chmurki i znów będzie dzidziusiem
Czw, 23 sie 2018 10:23 komentarze: 3 czytany: 1688x

[...] Dzień dobry, wczoraj rano zmarła moja babcia. Ostatnia żyjąca do tej pory babcia. Miała 90 lat. Prawdziwa, ciepła babcia. Przeżyła w czasie wojny obóz pracy w Niemczech i potworny głód. Stąd zawsze gdy się u niej zjawiałem zawsze pytała czy nie jestem głodny i czy czasem nie chciałbym coś zjeść. Będzie mi jej bardzo brakowało. W każdym bądź razie wczoraj po pracy gdy wróciliśmy z żoną i synem.......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry, wczoraj rano zmarła moja babcia. Ostatnia żyjąca do tej pory babcia. Miała 90 lat. Prawdziwa, ciepła babcia. Przeżyła w czasie wojny obóz pracy w Niemczech i potworny głód. Stąd zawsze gdy się u niej zjawiałem zawsze pytała czy nie jestem głodny i czy czasem nie chciałbym coś zjeść. Będzie mi jej bardzo brakowało.

W każdym bądź razie wczoraj po pracy gdy wróciliśmy z żoną i synem  do domu on jak zwykle bawił się głośno, dokazywał, itp. Wytłumaczyliśmy mu, że jego prababcia właśnie zmarła i jest nam smutno. Syn mając 4 lata wysłuchał tej wiadomości i znów zachowywał się tak jakby nic się nie stało. W pewnym momencie moja żona nie wytrzymała i mówi do synka: "Widzisz jaki tata jest smutny z powodu śmierci babci? Nie jest Ci przykro?". Syn na to "A dlaczego?". Moja żona: "Bo już nigdy babci nie zobaczy". Na to syn zupełnie naturalnie bez żadnego namysłu odpowiedział: "Babcia wróci. Zleci po drabince z chmurki i znów będzie dzidziusiem". I znów dalej zaczął się bawić jakby nigdy nic...
pozdrawiam
[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Potwór - moje spotkanie z dziwną istotą
Śr, 22 sie 2018 11:23 komentarze: 2 czytany: 1798x

[...] Cała historia zaczęła się w 2015 roku. Kupiłam w komisie starego poloneza. Samochód czekał na remont bo chciałam by to był taki polski samochód na dyskotekę i na ewentualny brak miejsca do spania.Po zakupie zostawiliśmy go na parkingu.To było ruchliwe miejsce, nie jakieś obrzeża miasta,obok był las w którym siedzieli bezdomni na piwie.Po kilku dniach okazało się, że samochodu nie można było .......

czytaj dalej

[...] Cała historia zaczęła się w 2015 roku. Kupiłam w komisie starego poloneza. Samochód czekał na remont bo chciałam by to był taki polski samochód na dyskotekę i na ewentualny brak miejsca do spania.Po zakupie zostawiliśmy go na parkingu.To było ruchliwe miejsce, nie jakieś obrzeża miasta,obok był las w którym siedzieli bezdomni na piwie.
Po kilku dniach okazało się, że samochodu nie można było przestawić bo akumulator padł a potem termin prawdopodobnie podrobionego ubezpieczenia OC minął.Z powodu różnych okoliczności, w tym dla odpoczynku i zabawy zaczęłam spać tam.
Pewnego dnia znalazłam dwie szklane butelki po piwie ustawione przed samochodem.Pomyślałam, że to świetnie i sprzedałam je w sklepie za kaucją bo uznałam, że to śmieci.Żaden z chodzących rano bezdomnych ich nie wziął więc wzięłam je ja.Pomyślałam, że w pobliskim lasku pozbieram butelki i że przynajmniej oczyszczę go ze śmieci.Spacer trwał kilka godzin i to było dziwne bo ja z reguły boję się trochę lasu a ten las wydawał mi się taki ciepły i przyjazny. Myślę, że to od tego spaceru się zaczęło dlatego to opisałam.

Gdy już prawie wychodziłam z lasu, 50 metrów ode mnie zobaczyłam mężczyznę w czerwonej kurtce który na mnie patrzył.Stał nieruchomo,ale wyglądał tak jakby miał zamiar za mną pobiec.Cofnęłam się i uciekłam stamtąd.

W niedługim czasie po tym coś zaczęło się dziać.Była 22:30 coś mniej więcej.Postanowiłam wybrać się przed snem do pobliskiej toalety.Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam, że po pasach przy lasku po których ja zwykle chodzę idzie dziewczyna,która jest bardzo podobna do Iwony Wieczorek.Dziewczyny która zaginęła wracając z dyskoteki w 2010 roku.Przejmowałam się tą sprawą, czytałam, że czyimś zdaniem ktoś ją napadł przy lasku który znajduje się niedaleko jej osiedla.To było dziwne bo dlaczego “ją” tam zobaczyłam i stwierdziłam, że może sprawa dotyczy tego lasku.

Kolejnego wieczora nie wiem czy następnego czy po kilku dniach zobaczyłam,że coś powoli do tego lasku wchodzi od strony wspomnianych pasów z jezdni.Najpierw pomyślałam, że to uosobienie moich lęków albo głodu bo tak to wyglądało.To coś było przede wszystkim półprzezroczyste i miało kolor ciemnego brązu prawie czarne.Postać była pochylona do przodu, wchodziło to bardzo powoli do lasku jakby było skupione na czymś co widzi przed sobą po czym zniknęło. Mogło mieć metr siedemdziesiąt wzrostu.

I teraz nie przypominam sobie dokładnie ale chcę być szczera. Zrobiłam rysunek tego czegoś bo wydaje mi się, że widziałam to potem jeszcze raz tylko że drugi raz w dzień. To co zobaczyłam finalnie, było bardzo chude jak sama skóra na kościach Przedramiona i może reszta ciała miały co dziwne włosy lub krótkie futro, koloru brązowego.

Stworzenie to miało coś co mnie przeraziło, albo długie pazury albo długie zęby. Przeraziło mnie to co tego stopnia, że nie jestem dziś sobie w stanie przypomnieć czy to były zęby i pazury czy same pazury lub kły (lub zęby). W każdym bądź razie to coś miało właśnie coś takiego strasznego. Wydaje mi się, że z przodu twarzy miało coś jak zęby wychodzące ze szczęki z dolnej i z górnej.Odniosłam wrażenie, że są nawet szablaste jak u prehistorycznych zwierząt.

To co zobaczyłam chyba drugi raz wyglądało mniej więcej tak:




W następne dni, znów wieczorem mając w pamięci, że coś tam weszło,spojrzałam za siebie w te krzaki.Mój wzrok napotkał natychmiast czyjś wzrok.Tak bym powiedziała “centralnie”.To było dziwne bo ja się odwróciłam i napotkałam te oczy od razu i odnoszę wrażenie jakby coś pokierowało mną abym tam spojrzała, prosto w te oczy.

Były tam tylko “oczy” lub coś prawie okrągłe co odbijało światło.Żadnej sylwetki,nóg pod spodem,ani cienia tylko te oczy lub dwa błyśnięcia.W tym miejscu rosną pokrzywy więc gdyby tam coś było to by było widać (moim zdaniem).Oczy znajdowały się jakiś metr nad ziemią.Nie pamiętam za bardzo co było dalej bo albo odruchowo odwróciłam wzrok albo pobiegłam do łazienki i nie przechodziłam tamtędy więcej.

Odnoszę z perspektywy czasu wrażenie, że ten wzrok był po to by nawiązać ze mną kontakt, bo bezpośrednio po tym siedząc za dnia w samochodzie poczułam nienaturalne zmęczenie. Nie mam większych zdolności jasnowidczych, ale wydawało mi się, że ktoś śpi zwinięty w kłębek pod moim samochodem, bezpośrednio pode mną i to on powoduje moje zmęczenie. Wydawało mi się też że czułam czyjąś obecność na plecach.Podobne to mogło być do np.10-letniego chłopca z łysą głową.

Pomyślałam, że to głupie i że mój umysł wynajduje jakieś wytłumaczenie zmęczenia. Przegoniłam to stworzenie w myślach i stwierdziłam, że może to przez ten spacer i butelki w lesie.

Przez kolejne miesiące bo świetnie mi się tam spało - miałam wrażenie, że gdy idę ze sklepu do samochodu to coś z tych krzaków mnie widzi i wie, że idę.To była bardziej aura lub chmura czegoś niż konkretny kształt.To było bardzo czarne i jakby te krzaki tego lasku aż były jałowe od tej czerni.W tej aurze były jakby okrągłe oczy jak okrągłe okulary, noszone w latach 20 tych (chyba to się nazywa monokle albo binokle).W każdym bądź razie to nie były typowe oczy tylko wyglądało jak kapsel od butelek albo nakrętka na którą patrzymy od środka. To było bardzo czarne ale wydaje mi się, że było tam i coś białego.

W październiku 2015 r. (była 23 cia) zaparkował samochód obok mnie, jakieś 5 metrów dalej bo to było popularne miejsce wysiadań i wsiadań.Usłyszałam rozmowy jakiejś pary.Dziewczyna wyszła z samochodu i krzyknęła jakby czegoś się przestraszyła.Wsiadła i samochód odjechał. Po chwili usłyszałam dźwięk kroków (zwykłych jak ludzkich) w kierunku mojego samochodu.Były to stanowcze kroki - kilka kroków, ludzkich butów.Tup, tup, tup, tup.Po czym w powietrzu powstał jakby nastrój napięcia, jakby ktoś się do czegoś szykował lub coś robił ale też i absolutna cisza.

Potem usłyszałam dziwny dźwięk, jakby pisk lub chrumkanie?, dochodził on mniej więcej pół metra nad ziemią to było jakby rozhisteryzowane,dźwięk był za drzwiami gdzie się zakończyły kroki i gdzie ja miałam głowę.Gdy zaczynałam skupiać się na tym dźwięku - ucichał.Gdy położyłam głowę na poduszkę by zasnąć,po sekundzie coś znów zaczęło piszczeć od strony bagażnika i pod samochodem.To brzmiało jak pisk dzika lub świnki potem stwierdziłam, że brzmiało też jak nietoperz.

Potem przeniosło się pod drugie drzwi od strony moich nóg,następnie przy świetle prawym samochodu,od strony kierowcy. Odniosłam wrażenie,że tego czegoś może być kilka sztuk.Oczywiście odmówiłam wtedy wszystkie modlitwy świata jakie wtedy znałam. Pisk był intensywny.

Niestety nie mogłam się wynieść bo akumulator całkiem się rozładował a mój chłopak z którym wtedy byłam odmówił mi pomocy w holowaniu.Powiedział, że to złe miejsce i on tam nie będzie przyjeżdżał (!). Straż Miejska też mi mówiła,że to złe miejsce ale ja tam nic nie czułam. Na dodatek nie chciało mi się stamtąd za wszelką cenę wyprowadzać bo w sumie
było jak na wakacjach a ja lubię spać pod gołym niebem.

Po 15 minutach pisk ustał ale ja już nie spałam.Stwierdziłam,że może z powodu zimna na dworze mam halucynacje i że mój mózg tak zareagował.Może to mechanizm obronny by nie zamarznąć i mój organizm się broni tworząc halucynacje? Tak sobie tłumaczyłam te piski.Bałam się,że jak przestanę nasłuchiwać i się rozluźnię to coś zacznie piszczeć więc spałam w absolutnym napięciu dzień w dzień.

Po jakimś miesiącu siedząc w samochodzie wieczorem zauważyłam, że w innym lasku który miałam przed samochodem coś “przechadza się” powoli z wyciągniętymi przed siebie rękoma między drzewami.Ręce miały z pewnością długie pazury.To wyglądało dokładnie tak jak potwory z bajek Disneya więc stwierdziłam,że to nie może być prawda. Kolor miało raczej ciemny i skojarzyło mi się z drapieżnikiem, który poluje.Na to coś padł snop światła reflektorów samochodu i to coś zniknęło.

Po jakimś czasie wieczorem a była 21 przyszła do mnie myśl,że coś siedzi na krzewie 5 metrów naprzeciw samochodu i czeka aż wyjdę by się na mnie rzucić.Pomyślałam że to już jest w ogóle absurdalne. Ale mimo to pomyślałam dalej - że to coś jest małe, czarne i jest bardzo szybkie.

Wyszłam z samochodu a gdy stanęłam obok drzwi coś małego skoczyło mi z ziemi do twarzy.Widziałam tylko przed twarzą ldwa rzędy zębów wydaje mi się że białych i cienkich, oraz jakby “gęstych”.To coś było jakby strasznie zdesperowane albo głodne i się aż trzęsło. Nie było dookoła wtedy żadnego dźwięku, tylko ten odgłos jakby desperacji.

Co dziwne w kolejnych dniach zaczęłam być nienaturalnie głodna i czułam dziwny ucisk w okolicach żołądka.Mimo,że zjadłam całą reklamówkę jedzenia - ciasta, wafle, mleka, muffinki itp. byłam nadal okropnie głodna. Chyba mi to przeszło z biegiem czasu.

Czasem obok siebie nocą zwykle pomiędzy 23-2 w nocy słyszałam coś co brzmiało jak piszczenie komara.Takie piiii…trochę smętne i to coś okrążało mnie półokręgiem.Czasem miałam wrażenie też, że coś małego (około metra) jest przy moim lewym boku.Niekiedy czułam jakby kłucie w tym boku jakby ktoś wbijał mi pazur w nerkę.

Było tam coś jeszcze.Jakiś facet około 22 giej wszedł do tego lasku i ja to akurat widziałam.Powiedziałam sobie w myślach: facet nie wchodź tam bo cię coś złapie.Minęło kilka minut i odniosłam wrażenie,że tam się naprawdę coś dzieje.Zażartowałam w myślach: “przemiana”.Wydaje mi się,że widziałam tam rozbłysk jasno zielonego światła w odcieniu takim jak w urządzeniach elektronicznych.Jarzyło się takimi jakby snopami światła które się przemieszczały promieniście.No ale mogła to być komórka lub jakiś wkręt mogło oczywiście mi się wydawać.Minęło 10 minut gdy usłyszałam zbliżający się dziwny dźwięk jakby charczenie lub wycie. Okazało się,że to ten mężczyzna z lasku.Bulgotał i charczał oraz wył jak zwierzę i szedł w stronę mojego samochodu.

Przeszedł obok,poszedł przed siebie i dalej wył.Ryczał tak głośno,że echo się odbijało po osiedlu i ten dźwięk nie był normalny.

Znalazłam sobie raz pracę (nadal tam spałam),która zaczynała się o 6 rano.Aby tam dojechać musiałam iść na autobus o 4:15.O 4 się obudziłam, ubrałam i właśnie wychodziłam z samochodu,gdy za drzwiami usłyszałam znów ten pisk.Stwierdziłam, że żadna siła nie zmusi mnie do wyjścia na zewnątrz i oczywiście nie poszłam do pracy.Jak się okazało finalnie,praca była wcześnie rano,daleko,była ciężka i przeznaczona dla mężczyzn. Piszę o tym bo zaczęłam myśleć o tym czymś jako o czymś nieszkodliwym a wręcz pożytecznym.Bo przecież dobrze się stało, że to mnie przestraszyło i że nie poszłam do kiepskiej pracy.Poza tym dobrze,że piszczało w mróz bo ja wtedy nie zasypiałam a kto wie -może mnie to ratowało przed zamarznięciem?

Czasem miałam wrażenie,że coś śpi pod moim samochodem albo obok mnie. Odnosiłam wrażenie, że to coś jest “w kłębek“ zwinięte. To coś piszczało także rano,nie tylko nocą np.o 6 rano.Dziwne było to,że znów usłyszałam przed tym ludzkie(?) kroki, potem cisza i ten pisk lub kwik.Żadnej osoby tam nie widziałam.Czasem też miałam wrażenie,że zza okna słyszę ryk jakiegoś drapieżnego kota ale nie lwa tylko np.pumy.Żartowałam sobie znów, że to tygrys szablozębny i może jakieś
stare artefakty widziałam w krzakach.Taki był mój odbiór tego. Napisałam do moich znajomych którzy zajmowali się medytacją i terapiami naturalnymibo byłam zmęczona tym ciągłym czuwaniem nocą.Odniosłam wrażenie,po ich interwencji,że coś niskiego i małego odkleiło się od mojego lewego boku i uciekło.

Wydaje mi się, że widziałam też coś dziwnego jak przebiega przez ulicę,gdy ktoś pewnego razu wiózł mnie samochodem.Pewna para zaczepiła mnie, czy mi nie pomóc bo śpię w samochodzie a oni to widzą.Zabrali mnie na miasto na kebab a gdy wracaliśmy, coś jakby uciekło z miejsca gdzie stał mój samochód. Przebiegło przez jezdnię i uciekło do tego
lasku.

We wrześniu,kilka miesięcy wcześniej ukułam teorię,że to mogą być dziki i może małe dziki tak piszczały pod moim samochodem.Nazwałam to więc “dzikiem”.Jednak dookoła mojego samochodu nie znalazłam żadnych śladów racic.

Zadawałam sobie pytanie czym jest to coś.Czy to duch czy jakaś fizyczna osoba, dlaczego słyszę kroki?No bo jeżeli to jakieś stworzenie to dlaczego kroki ludzkie?Czy to może jakiś bezdomny który jest nawiedzony przez jakąś istotę a może duch nawiedzony przez jakąś istotę?A może mróz wpływa na mój mózg ale aż tak?

Gdy nad tym raz tak myślałam,kątem oka zobaczyłam za oknem,na ulicy, jakąś postać.Ta postać była raczej szczupła (nie gruba) i wyglądała niewyraźnie.Szła twarzą w moim kierunku ale nie było widać twarzy bo światło świeciło od strony jej pleców.Ten ktoś miał kapelusz na głowie z dużym rondem,krój jak letni ale w ciemnym kolorze powiedziałabym że brąz,coś jak marynarkę albo krótki płaszcz w ciemnym kolorze.Całość wyglądała staroświecko.Postać miała jakby żółtą aurę.Ja nie jestem widzącą aury ale zapamiętałam, że to było coś intensywnie żółtego.Taka aura z reguły kojarzyła mi się z mężczyznami więc stwierdziłam że może bezdomni z lasku planują na mnie tu jakiś atak nawet jak nie fizyczni to może duchy.

Okrywałam się wtedy używanym naturalnym futrem.Gdy je kupowałam było całe i nie miało żadnych rozdarć.Zauważyłam,że przestrzeń pod kieszenią futra jest nienaturalnie rozdarta nie tylko samo futro ale i podszewka.Uważałam bardzo na to futro więc nie wiem skąd to się wzięło.Nie wkładałam rąk do kieszeni, nie nosiłam w nich żadnych przedmiotów. Kieszeń futra była dosłownie pocięta jakby ktoś je rozciął ostrymi nożyczkami,na nitce wisiał mały kawałek futra co sprawiało wrażenie, jakby ktoś się nad tym nieźle znęcał.

Zdjęcie jest poniżej


Jak widzicie to nawet nie jest rozdarcie tylko poszewki co miałoby by miejsce gdybym nosiła coś w kieszeni.
Miałam też legginsy które używałam do sprzątania bo żyłam z mycia okien i sprzątania.Gdy wyjęłam je raz z bagażnika,zauważyłam,że jest w nich dużo dziur.

Zdjęcie poniżej.


Dziury wydały mi się dziwne więc legginsy zachowałam na przyszłość.Wiem, że powiecie że to nożyczki i ja na 100% Wam nie powiem co to jest ale od razu mówię, że tego nie spreparowałam.

Latem bo było już ciepło przyniosłam ubrania z pralni.Zaniosłam je za pobliskie garaże wzięłam sznurek i rozwiesiłam między drzewami.Rząd garaży był umiejscowiony obok omawianego tutaj lasku.Pranie nie schło mimo dobrej pogody od kilku dni.Około południa przyszłam po ubrania.Zaczęłam je ściągać ze sznurka i zamarłam bo 30-40 metrów ode mnie coś się nienaturalnie poruszyło.

Tam, gdzie był skraj,ściana krzaków tego lasku.Obok dalej kilka metrów wolnej przestrzeni,następnie betonowy parkan.Ta przestrzeń była bez drzew,padało tam słońce i to słońce wydawało się być wtedy takie intensywne. Nie wiem, czy to było południe czy już po bo bpyło jakoś tak jasno i słonecznie tam.

Zobaczyłam ruch na ziemi.Wyglądało to tak jak osoba,która klęczy na czworakach a następnie robi ruch jakby kładła się na ziemi na brzuch.Nogi i tyłek były też jednocześnie jakby ciągnięte do przodu w ścianę krzaków.Głowy i rąk nie widziałam. Wyglądało to też tak,jakby ktoś dawał nura w ziemię bo te nogi zniknęły jakoś tak ukośnie. Oczywiście stwierdziłam,że to bezdomny ale te nogi i atmosfera tam były jakieś inne.Jestem absolutnie pewna, że nawet pijak w ostatnim stanie delirium nie jest w stanie wykonywać takich “wibracji” ciałem, a te nogi się jakby trzęsły.

Patrzyłam na to i mój umysł i wzrok nie mógł zinterpretować tego co widzi.Pomyślałam: co to jest? Skojarzyło mi się to z zaproszeniem w kontekście seksualnym.Przeraziłam się ale nie z powodu “zaproszenia”, tylko faktem,że to wie,że tam jestem jakby miało już ze mną jakiś kontakt.Rzadko to czuję,ale stwierdziłam,że zagrożenie jest realne.Nie potrafiłam określić co się stanie ale na pewno coś strasznego. By stamtąd uciec musiałam pójść wzdłuż ściany garaży i najpierw zbliżyć się do tego
miejsca.

Nie powiem wam jak stamtąd uciekłam bo tego nie pamiętam.Nie pamiętam czy to znikło a ja poczekałam i uciekłam a może od razu uciekłam?Nie pamiętam drogi przebycia stamtąd do samochodu a nawet co zrobiłam z praniem.Nawet nie pamiętam momentu kiedy odzyskałam pranie i jak.

Ostatni raz kiedy coś tam widziałam to była 9 rano.Obudziłam się bo miałam wrażenie, że ktoś się na mnie patrzy.To był jakby chłopak w bluzie z kapturem.Odszedł, ale widziałam, że ktoś schował się za samochodem terenowym który był zaparkowany obok.Widziałam jak ktoś wszedł do omawianego lasku,był nienaturalnie wysoki i miał szerokie barki
nieproporcjonalnie szerokie do talii. Ukułam więc kolejną historię - wilkołak. To był pierwszy moment gdy wybrałam się do pobliskiej biblioteki i zaczęłam sprawdzać jak wygląda wilkołak i czy coś straszy innych.

Epizod z wyjącym facetem się powtórzył.Wracałam do samochodu z przystanku więc nie zrobił tego specjalnie dla mnie bo mnie nie było w samochodzie.Była 23 cia.Z daleka zobaczyłam, a właściwie usłyszałam,że przed siebie idzie ten sam facet i wyje.Minął supermarket a za nim szedł pan koło 60 tki wyglądający jak miejscowy pijący.Patrzył na niego z jakby niepokojem co mnie utwierdziło w przekonaniu, że to nie “fake”.Minęli market i dalej szli obaj facet który wył i chyba jego znajomy za nim.Szli akurat w stronę mojej uliczki.
Nocą a był to już koniec prawie mojego pobytu tam,usłyszałam coś jeszcze i to było najgorsze dla mnie.Była około 2 nad ranem.Usłyszałam jakby krzyki dwóch osób. Takie jak mniej więcej wydają z siebie nastolatki gdy popychają się, śmieją i żartują.To były krzyki i kroki zupełnie normalne, dwóch osób.Po chwili krzyki ustały i nastała cisza, co mnie zdziwiło
gdzie się oni podziali przecież powinni iść dalej chodnikiem a nawet jeśli nie to powinni być jakoś słyszalni.Przecież nie rozpłynęli się w powietrzu.Zamiast tego nastała cisza a ja usłyszałam taki krzyk którego nie jestem w stanie nikomu opisać. Na pewno nie ludzki, na pewno nie zwierzęcy i był cienki,skrzekliwy.Gdyby zrobić film o strzygach to posłużyłby na
pewno jako podkład do “strzygi”.Potem dźwięk powtórzył się znacznie bliżej jakby to podeszło w kierunku mojego samochodu.

Ten ktoś musiał być wysoki,wyższy od przeciętnego człowieka bo krzyk się wydobywał z wysoka.To wyraźnie krzyczało w moją stronę.

W listopadzie 2016 roku wynajęłam pokój na drugim końcu miasta. Była tam kotka która ze mną spała.Spała ze mną codziennie i nie reagowała na żadne drapnięcia które pojawiały się czasem w środku nocy.Czasem bowiem coś jakby pazurem zaczepiało o poszycie krzesła. Wydaje mi się, że to miało biało-zielonkawy kolor.Kotka nie reagowała jakby niczego
nie widziała więc zaczęłam się wysypiać.

Rok temu,gdy siedziałam z nią na łóżku odniosłam wrażenie,że ktoś wysoki i chudy jest w pokoju.Jak zwykle stwierdziłam,że coś mi się w oczach odbija,przyszło mi na myśl: “ktoś bezdomny”.Stał przy oknie w moim pokoju czyli mógł przejść przez ścianę, więc może duch.Był wysoki sięgał prawie do futryny drzwi właściwie nawet wyżej.Kotka zerwała się i
patrzyła jakby w twarz tego kogoś.Odwróciła głowę i wcisnęła się we mnie całym ciałem,jakby zobaczyła coś koszmarnego.W końcu jakby powiedziała: ”nie wytrzymam tego widoku”,wyrwała mi się i uciekła natychmiast z pokoju.

Zdenerwowałam się wtedy.Usiadłam i kazałam temu czemuś biec przed siebie bez ustanku,aż okrąży całą kulę ziemską. Ten ktoś jakby na czworakach uciekł przez ścianę pod oknem.Gdy pewnego dnia szłam wieczorem ulicą,coś z prawej do lewej przegalopowało (tak to można określić - jako galop),przede mną.Potem za mną w przeciwnym kierunku jakieś 50
metrów ode mnie.To było jasnego koloru.

Pomyślałam,że to okrutne tak postąpić wobec jakiejś istoty a nie chciałam by się ktoś męczył.Co z nim teraz zrobić?Nawet jak to opiszę i mi ktoś uwierzy,to czy ktoś tam pójdzie zkarabinem i będzie na niego polował?

Teren okazał się być prywatny więc oficjalnie trudno by było tam wejść (powiedzmy za jakimś oficjalnym przyzwoleniem),jest to las prawie dwukilometrowy i półkilometrowy w szerokości.Z powodu braku ogrodzenia praktycznie każdy może tam jednak wejść i analogicznie, wszystko może stamtąd wyjść.

Prześladowania oficjalnie skończyły się powiedzmy jeśli chodzi o obecność czy drapanie krzesła więc nie czułam się jakoś specjalnie skrzywdzona.Pewnego dnia ktoś zadzwonił do mnie,że potrzebuje sprzątanie po imprezie.To było niedawno bo w listopadzie 2017 roku. W tym czasie prawie nic się przy mnie nie działo.Tylko współlokatorzy w wynajmowanym
miejscu mówili,że chyba ktoś chodzi po domu nocą. Okazało się,że mieszkanie które mam posprzątać znajduje się w bloku,którego okna wychodziły na omawiany lasek,w którym po raz pierwszy zobaczyłam to stworzenie i pod którym spędziłam tyle czasu.Bałam się po skończonym sprzątaniu wyjść z tego mieszkania, więc celowo poszłam do innej stacji metra
niż tej do której miałam najbliżej.Gdy szłam,odczułam niestety,że ktoś za mną idzie tuż przy moich plecach jak “dobry znajomy”.Następnie z naprzeciwka zobaczyłam mężczyznę w wieku nie jestem w stanie określić myślę około 50 tki-70 tki,ubranego w stare ubrania jakby z tego samego materiału, z kapeluszem w ciemnym kolorze.Zaniepokoił mnie fakt,że
cokolwiek to jest to mnie odprowadza chyba na przystanek i jeśli to ten dziwny człowiek to czy nie bał się wyjść z niewiadomo skąd właściwie?

Odtąd zaczęłam go nazywać Arnold a że przestało mnie straszyć,to nic w tym kierunku więcej nie robiłam.Odniosłam jednak wrażenie,że temat do mnie myślowo wraca. Coś kazało mi jednak szukać w internecie informacji o potworach. Natrafiłam na kilka filmów na temat podobnie piszczących i wyglądających istot.

Postanowiłam napisać w gruncie rzeczy z niewiadomego mi powodu.Znalazłam np. w sieci niepokojący film i nie wiem czy to jest bezpieczne by coś takiego finalnie chodziło sobie po ulicach,ale osobiście nie skrzywdziłbym tej istoty, ani nie chcę nikogo deprecjonawać. Znalazłam film dokumentalny o mordercy który mi osobiście kojarzy się z taką istotą a niektóre jego cechy lub coś w nim pasuje mi do tego co spotkałam.Na terenie Rosji mordował facet,który zabił ponad 50 osób. Potrafił wzbudzać zaufanie dzieci i dorosłych,wabił ich do lasu i tam w specyficzny sposób ich mordował.Nawet gdy zabijał a
pokazywał to na filmie, wykonywał ruch jakby to robił jakimś pazurem.

Temat myślowo do mnie wracał ostatnio bardzo intensywnie więc stwierdziłam,że napiszę do Fundacji.

Uważam - to akurat moje zdanie na koniec - że to nie jest demoniczna siła, lub “zło” ale stworzenie lub stworzenia które żerują na swój sposób (jak niedźwiedź czy lew) pytanie tylko co jedzą.

Gdy pisałam ten tekst do Fundacji przypomniała mi się jeszcze “ekipa” od piwa z tego lasku.Pomyślałam co oni tam tak naprawdę robią? “PILNUJEMY” taką usłyszałam odpowiedź.Gdy już pisałam do was,miałam wrażenie,że coś “siedziało” ewidentnie mi za skórą a ja tego długo nie czułam,co mnie zdecydowanie zaniepokoiło.

Tak czy inaczej pozdrawiam Fundację aczkolwiek mam “problem” co z tą wiedzą zrobić bo nie wiem czy to coś tam nadal jest.

[dane do wiad. FN]

Pięknie dziękujemy za opis tej historii - oczywiście poza XXI PIĘTREM także trafił do naszego Archiwum FN.



zwiń tekst



To coś nie było złe ale ja wpadłam trochę w panikę... - niezwykłe wydarzenie w pokoju w czasie nocy
Pon, 20 sie 2018 09:37 komentarze: 1 czytany: 1800x

[...] Witam Miałam w swoim życiu kilka dziwnych sytuacji, kilka razy widziałam UFO ale chciałam się podzielić jednym z wydarzeń, którego nie potrafię w żaden sposób wytłumaczyć. Obawiam się, że mi nikt w moją historię nie uwierzy ale chcę ją opisać bo może ktoś miał podobne przeżycie. Jeśli ktoś przeżył coś podobnego w swoim życiu, to chętnie bym tego posłuchała. Wydarzyło się to kilka lat temu. Miałam.......

czytaj dalej

[...] Witam Miałam w swoim życiu kilka dziwnych sytuacji, kilka razy widziałam UFO ale chciałam się podzielić jednym z wydarzeń, którego nie potrafię w żaden sposób wytłumaczyć. Obawiam się, że mi nikt w moją historię nie uwierzy ale chcę ją opisać bo może ktoś miał podobne przeżycie. Jeśli ktoś przeżył coś podobnego w swoim życiu, to chętnie bym tego posłuchała.

Wydarzyło się to kilka lat temu. Miałam jechać z moją ciocią i wujkiem do nich, do Francji. Ponieważ wujostwo stacjonowało w innej miejscowaći niż moje miejsce zamieszkania, to miałam do nich dojechać do miejscowości K w wojewodztwie opolskim, tam przenocować a rano podróż dalej. Nocowałam u koleżanki mojej cioci, nazwę ja A.

Panowała tam bardzo pozytywna energia. Przed spaniem otworzyłam okno. Z otwarciem miałam bardzo duży problem ponieważ otwierało się bardzo ciężko, otworzyłam i poszłam spać. W nocy obudziło mnie zimno, pomyślałam, że mogłam otworzyc to okno tylko na jednego palca ale odwróciłam się twarzą do ściany mimo wszystko znowu usnęłam. Kiedy obudziłam się ponownie w pokoju było jaśniej. Ta jasność była migocąca.

Odwróciłam się twarzą do pokoju i bardzo szybko zamknęłam oczy, ze strachu, z paniki. Zobaczyłam może metr od łużka jakaś dziwną postać, wisiała gdzieś w jednej trzeciej nad podłogą, była pomarańczowa ale jakby z weluru, przejrzysta, prostokątna. Wychodziły z niej konary a z konarów liście. Liście miały taki soczysty, zielony kolor i migały, drżały, migotały. Zajmowały sobą cały pokój i wychodziły na ściany i sufit.

Na ścianach i suficie to wyglądało trochę tak jakby ktoś wyświetlał np slajd nie na ekran ale właśnie na ścianę. Na tym pomarańczowym prostokącie siedziały ptaki ale nie wiem ile, zbyt szybko zamknęłam oczy. Podobne były do papóg i o ile dobrze pamietam, to były kolorowe ale nie pamiętam tego dokładnie. Pod prostąkątem był biały czy lekko szarawy poprzeczny pas również jak z weluru, mgiełki. Nie był jednolity ale jakby taki zrobiony z warstw. Nie pamiętam czy dotykał podłogi, chyba nawet tego nie zauważyłam. Co było w tym dziwne to to, że on się obracał w poziomie ale nie ciągle ale takimi skokami. Dwa skoki na jeden obrót.

Podczas obrotu było słychać coś takiego "szuuu..." cisza i znowu to "szuuu". To coś nie było złe ale ja wpadłam trochę w panikę. Położyłam się na plecach i zamknęłam mocno oczy. Liście z tej "istoty"( bo nie wiem jak to inacej nazwać), przenikały przez moje zamknięte oczy. Cały czas, wypowiadałam dwa na uwczesny czas ważne dla mnie słowa Bo miałam nadzieję, że one mi pomogą. Nie wiedziałam co się dzieje. W pewnym momencie poczułam, że chcę się obrócić twarzą do ściany, obróciłam się, jeszcze jakiś czas widziałam migające światło i liście aż zasnęłam. Obudziłam się ponownie jak już było widno i co mnie zaskoczyło to to, że okno było uchylone tylko na jednego palca. Ono tak bardzo ciężko chodziło, że nie wiem czy samo by się przymknęlo. Rano podpytałam mieszkającą tam rodzinę czy ktoś zamykał okno ale nikt w ogóle nie wchodził do pokoju. Nie wiem co to było. Czasami wracam pamięcią do tamtego wydarzenia, przychodzą mi do głowy różne pomysły ale tak naprawdę to nie wiem co to było...

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Patrząc na ten obiekt nie czułam absolutnie żadnego strachu.
Sob, 18 sie 2018 19:54 komentarze: brak czytany: 1414x

[...] Witam. Trafiłam na Waszą stronę dopiero teraz, ale filmy na youtube oglądam już jakiś czas,. Wierzę w ich autentyczność , bo sama widziałam niezidentyfikowany obiekt na niebie 2 razy. Raz to był obiekt podobny jak jeden z tych trójkątnych obiektów z relacji pani ze Świecia. Moja obserwacja miała miejsce 25 lat temu w Koninie- nocą. Nie byłam sama, byłam z kolegą i on widział to samo, niestety.......

czytaj dalej

[...] Witam. Trafiłam na Waszą stronę dopiero teraz, ale filmy na youtube oglądam już jakiś czas,. Wierzę w ich autentyczność , bo sama widziałam niezidentyfikowany obiekt na niebie 2 razy. Raz to był obiekt podobny jak jeden z tych trójkątnych obiektów z relacji pani ze Świecia. Moja obserwacja miała miejsce 25 lat temu w Koninie- nocą. Nie byłam sama, byłam z kolegą i on widział to samo, niestety bardzo niechętnie o tym później mówił.

To było w 1993 roku w marcu lub kwietniu, wracałam późno z pracy w kawiarni, było już ciemno, a odprowadzał mnie kolega, który w tej kawiarni często bywał, była godzina około 23.00. Niebo było bezchmurne, widać było gwiazdy, spojrzałam w górę i zobaczyłam jasny trójkąt ostrokątny, bardzo wyraźny, cały jasny jak żarówka, ale bez poświaty. Po prostu bardzo jasny trójkąt jakby cały świecił.

Ostry kąt to był dziób tego obiektu, a leciał na dość dużej wysokości, na takiej, na jakiej latają samoloty pasażerskie, a może ciut niżej. Mogło to być kilka tysięcy metrów może 9, nie wiem. Szybko to pokazałam koledze i dalej już obserwowaliśmy razem. Obiekt poruszał się dużo szybciej niż samolot, po prostu przemknął po całym niebie w kilka sekund i na końcu zrobił coś jakby pętlę po czym zniknął z widnokręgu nieba. Akurat byliśmy na pustym nieoświetlonym latarniami placu z dala od bloków i innych zabudowań. Teraz ten teren jest zabudowany, ale wtedy był to pusty wielki plac porośnięty trawą i niskimi krzakami. Obecnie w tym miejscu jest w Koninie kompleks sklepów i duży parking.

Tak więc wówczas widzieliśmy kawał nieba nad nami i mogliśmy obserwować cały tor lotu tego obiektu. Patrząc na ten obiekt nie czułam absolutnie żadnego strachu, nie miałam też absolutnie wątpliwości co to jest? Po prostu wiedziałam, że to jest jakiś obcy obiekt pozaziemski, nie samolot, nie jakiś sputnik, świetlik, latawiec, laser czy cokolwiek mi znanego, a co potem sugerowali mi znajomi, którym o tym mówiłam. Każdy traktował to jak wymyśloną historię, wyśmiewał itp. Następnego dnia w pracy, kiedy ten kolega- świadek zdarzenia przyszedł do kawiarni, opowiadaliśmy razem o tym mojemu szefowi- oczywiście nas wyśmiał, może dlatego ten kolega już później nie chciał o tym więcej mówić. To było 25 lat temu, ale pamiętam to jakby to było wczoraj. Całość obserwacji trwała dobrych kilka sekund, rozmawialiśmy w tym czasie z kolegą, mówiliśmy: ,, o! UFO, kurcze UFO....

Potem przez jaki czas upewnialiśmy się, że widzieliśmy to samo, porównywaliśmy do różnych znanych nam pojazdów, przedmiotów, oboje byliśmy pewni, że to było coś nieznanego, innego, nieziemskiego, nietworzonego przez człowieka. Z tym kolegą nie mam dziś już kontaktu, minęło tyle lat, miał na imię Tomek, ale nazwiska nie znam, znałam go tylko z tej kawiarni. Zawsze wierzyłam, że nie jesteśmy sami w kosmosie, od dziecka obserwowałam niebo i może dlatego też wtedy w niebo spojrzałam. Od tej pory wiem, że warto to robić i obserwuję niebo przy każdej okazji, czasami spędzam na tarasie po kilka godzin, ale nigdy już nic takiego nie zauważyłam.

Natomiast wcześniej w wieku 15 lat mieszkając na 4 pietrze w bloku i obserwowałam niebo czasami nawet do świtu. Raz widziałam coś jakby spód ogromnego statku przelatującego tuż nad dachem bloku, ale tak szybko, że ledwo mój wzrok zdołał zarejestrować obraz.

To był ułamek sekundy, coś ogromnego i jakby przezroczystego i czerwonego przeleciało nade mną. W oczach przez moment został mi tylko obraz jakichś części maszyny, ale to nie były światła, to były widoczne jakieś bardzo skomplikowane w budowie urządzenia, tak jak się w filmach widzi spód ogromnych statków komicznych- coś takiego. Jednak prędkość z jaką ten ogromny obiekt się poruszał nie pozwoliła mi zaobserwować nic więcej np kształtu.
Myślę, że mój wzrok zarejestrował coś, czego ludzki wzrok nie powinien zobaczyć, a być może widzą to inne organizmy żywe na ziemi? Zastanawia mnie dlaczego obiekt był przezroczysty i czerwony, czyżbym przez moment widziała w podczerwieni?
Z nikim nie podzieliłam się tą pierwszą obserwacją, nawet nie wiedziałam jak to opisać słowami, ale wiedziałam, że coś jest na rzeczy. Dziś mam 45 lat i niebo obserwuję przy każdej możliwej okazji.
Pozdrawiam serdecznie
[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Ten duch wyglądał jak zwykła kobieta - nikt by się nie zorientował, że to duch!
Pt, 17 sie 2018 07:07 komentarze: 1 czytany: 1640x

[...] We wczesnej młodości a raczej dzieciństwie przechodziłem przez obcowanie z duchem. To był pałac ,w piwnicy świetlica,zawsze wychodziłem ostatni a duch zawsze odprowadzał mnie do drzwi, intensywność jego obecności zawsze przypadała w czasie gdy wszyscy sobie poszli a ja musiałem pogasić światła i zakluczyć piwnicę.Często tak mi ręce drżały że trudno mi było trafić kluczem w zamek,milczałem lata.......

czytaj dalej

[...] We wczesnej młodości a raczej dzieciństwie przechodziłem przez obcowanie z duchem. To był pałac ,w piwnicy świetlica,zawsze wychodziłem ostatni a duch zawsze odprowadzał mnie do drzwi, intensywność jego obecności zawsze przypadała w czasie gdy wszyscy sobie poszli a ja musiałem pogasić światła i zakluczyć piwnicę.

Często tak mi ręce drżały że trudno mi było trafić kluczem w zamek,milczałem lata ,ale kiedyś powiedziałem rodzicom. Ojciec o tym duchu wiedział, jak się póżniej okazało wiedziało więcej osób, stróż widział. Jeden raz ja widziałem, ale widziałem w parku tego ducha-obok pałacu-to starsza kobieta. Po prostu kobieta chodząca ,najzwyczajniej po swoich włościach, widziana w nocy a w jednym wypadku była widziana w bardzo dobrze oświetlonym pomieszczeniu. Na 100% że nadal tam jest , tylko ja tam już nie mieszkam. Pamiętam że ojciec się zdziwił że tyle lat milczałem, że tyle lat żyłem jakby pod presią tej kobiety choć mi krzywdy żadnej nie zrobiła.

Ale to odprowadzanie mnie do drzwi było dla mnie niezwykle trudne.Dodam że w oświetlonym pomieszczeniu wyglądała jak zwykła kobieta ,,,nikt by nawet nie pomyślał że to duch!!!. Jest jakiś świat,którego nie ogarnia fizyka pola-świat jakby na innych częstotliwościach, który czasem uchyla na zasłonę,która nam nieznanych powodów zostaje uchylana
Pozdrowienia

[dane do wiad. FN]
 





zwiń tekst



NASZE DZIECI I ICH ‘NIEPRZYPADKOWE IMIONA’
Pon, 13 sie 2018 12:01 komentarze: 1 czytany: 3502x

Sprawa nigdy nie była poruszana w serwisie FN, a jest niezwykle ciekawa. Ma związek z tym, jak reinkarnacja wiąże się z imionami dzieci. Wiele osób myśli tak:- Co jest niezwykłego w tym, że rodzice wybierają imię dla swojego dziecka? Ot przypadek i tyle.Ale tak nie jest. Wielokrotnie mieliśmy okazję przekonać się, że dziwnym trafem dzieci będące ponownymi wcieleniami osób mają albo podobne (lub identyczne.......

czytaj dalej

Sprawa nigdy nie była poruszana w serwisie FN, a jest niezwykle ciekawa. Ma związek z tym, jak reinkarnacja wiąże się z imionami dzieci. Wiele osób myśli tak:

- Co jest niezwykłego w tym, że rodzice wybierają imię dla swojego dziecka? Ot przypadek i tyle.


Ale tak nie jest. Wielokrotnie mieliśmy okazję przekonać się, że dziwnym trafem dzieci będące ponownymi wcieleniami osób mają albo podobne (lub identyczne) imiona lub nazwiska jak w poprzednim wcieleniu. Prawdopodobnie potężna moc karmy (przeznaczenia) także pojawia się wtedy, kiedy rodzice wybierają imię dla swojego dziecka. Myślą „to po prostu ładne imię!”, a jest w tej decyzji coś znacznie więcej niż tylko „znalezienie ciekawego imienia dla dziecka” – to kolejny ślad wędrówki duszy. Oto historia, która trafiła do naszego Archiwum FN.

 


----Original Message-----

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Friday, August 10, 2018 10:06 PM

To: nautilus <nautilus@nautilus.org.pl>

Subject: Niezwykłe pytanie córki

 

Droga Redakcja Nautilusa.

Witam serdecznie.

Chciałbym opisać pewną sytuację, która miała miejsce w połowie lipca bieżącego roku. Moja starsza córka ma obecnie 4,5 roku i ma na imię Pola. Moja babcia, a jej prababcia miała na imię Apolonia, ale wszyscy mówili na nią zdrobniale Pola. Moja babcia Pola zmarła w 1988 roku. Moja córka zatem nigdy jej nie poznała, aczkolwiek kiedyś mówiłem jej, że miałem babcię o imieniu Pola.

Moja córka umie liczyć do 40-tu. Jeszcze nie wie ile to setki czy tysiące. Pewnego razu zaczęła się mnie pytać, kto był starszy Pan Jezus czy Lech, Czech i Rus itp. Nagle się mnie zapytała: "a kto urodził się w roku 1906" ?

Ja jej odpowiedziałem, że moja babcia, a jej prababcia o imieniu Pola... Powiem szczerze, że to pytanie zrobiło na mnie wrażenie. Skąd dziecku do głowy przyszła akurat taka data? Zapytałem się córki, czy jest moją babcią. Ona mi na to odpowiedziała, że jest moją córeczką.

Nie wiem co mam o tym sądzić. Historia naprawdę dziwna.

Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]

 

I jeszcze jedna historia z nadesłanych do FN.

 

Witam wszystkich. Podziele sie z Wami moim doswiadczeniem z dziecinstwa. Nie wiem ile mialem wtedy lat, ale z pewnoscia nie chodzilem jeszcze do szkoly. Moi rodzice pracowali wiec glowny ciezar mojego wychowania spadl na babcie. W moich dzieciecych latach to ona byla dla mnie najukochansza osoba. Ona nauczyla mnie czytac, z nia sie bawilem i to ona poswiecala mi najwiecej czasu. Bardzo czesto - mowie tu o moich latach przedszkolnych, uzywalem okreslenia : babcia, kiedys kiedy bylem duzy, robilem to a to, mowilem tak a tak, bylem tu i tu. Niestety nie pamietam co mowilem co robilem, co mowilem ze gdzie bylem, od tego czasu minelo mnostwo lat. Pamietam natomiast, ze swiecie wierzylem w to co mowie, a babcia nigdy nie dala mi odczuc tego ze bredze i klamie. Po przeczytaniu i po wysluchaniu materialow na lamach FN o reinkarnacji, zastanawiam sie czy ja mowilem babci prawde, czy po dziecinnemu po prostu opowiadalem bajki. Jak juz wspomnialem nie jestem w stanie przypomniec sobie coz ja takiego opowiadalem. .. Historia nastepna,zupelnie z innej beczki : Od czasu gdy urodzil sie moj mlodszy syn, a bylo to 22 lata temu czesciej lub rzadziej chodzi za mna mysl zeby chronic go od wody. Czesto mam mysli o tym ze on sie gdzies utopi. Znow na lamach FN czytałem […]  poswieconych przepowiedniom. Dowiedzialem sie o majacych nastapic zmianach w uksztaltowaniu terenu. O zatopieniu wybrzeza USA (chyba zachodniego), oraz o zmianach w wygladzie zachodniej Europy. W tym, o zniknieciu z map calej Wielkiej Brytanii. Los tak pokierowal moim zyciem, ze wlasnie w Wielkiej Brytanii mieszkam od kilkunastu lat. .. Co gorsze, od zeszlego roku z roznych przyczyn, glownie ekonomicznych mieszka tu rowniez moj wczesniej wspomniany syn. Ten, ktory juz w dniu jego narodzin poddal mi mysl, ze trzeba chronic go przed woda bo sie utopi. Oczywiscie nie wiem co o tym myslec ale obawy mam. Pozdrawiam wszystkich Zalogantow i przepraszam za brak polskich znakow.

[dane do wiad. FN]

Sprawa tzw. śladów po poprzednich wcieleniach jest fascynująca, a czasami wręcz obezwładnia swoją dziwnością. Oto przykład z naszego archiwum – mamy dobrze udokumentowaną historię kolejnego wcielenia jednego ze scenarzystów filmu „Przeminęło z Wiatrem”. W poprzednim wcieleniu nosił nazwisko Coe, a teraz bardzo podobne, ale z „l”, czyli Cole. To także dowód tego, że siła karmy jest potężna i potrafi nawet przekroczyć barierę wydawałoby się nieprzekraczalną, czyli „podobieństwo nazwisk”.

/sprawa jest poruszona w materiale ok. 30 minuty/

 



zwiń tekst



Mój tato opowiadał, że dusiła go nocna zmora
Sob, 11 sie 2018 14:33 komentarze: 9 czytany: 1433x

Witam zaloge Nautilusa :) Jestem nowy na waszym forum/stronce. Nazywam sie Marcin, na dzien dzisiejszy jestem zawodowym kierowca, spdobala mi sie wasza stronka ze wzgledu na rozmaitosc tematow, poczawszy od UFO, duchow itp :) Chcialbym opisac swoja historie. Imie moje juz znacie, jestem mlodym czlowiekiem mam 24 lata, zawsze interesowaly mnie tematy UFO, duchy, niewyjasnione anomalie (nie wiem jak.......

czytaj dalej

Witam zaloge Nautilusa :) Jestem nowy na waszym forum/stronce. Nazywam sie Marcin, na dzien dzisiejszy jestem zawodowym kierowca, spdobala mi sie wasza stronka ze wzgledu na rozmaitosc tematow, poczawszy od UFO, duchow itp :) Chcialbym opisac swoja historie. Imie moje juz znacie, jestem mlodym czlowiekiem mam 24 lata, zawsze interesowaly mnie tematy UFO, duchy, niewyjasnione anomalie (nie wiem jak to nazwac).

Pierwsza sytuacja, ktorej nie potrafie wylumaczyc zdarzyla mi  sie jak mialem 4 lub 5 lat. Lezalem bowiem w lozko zasypiajac, jak sie zamknie oczy czasem lataja tzw plami, mi natomiat z tych plamek ulozyly mi sierysy twarzy, ktore po chwili mnie przeszyly (dziwne uczucie strasznie, nie wiem jak to opisac, odrzucilo mi delikatnie twarz, moze ze strachu ? Nie pamietam dokladnie, maly bylem wtedy).

Dorastajac, slyszalem historie o zmorach, moj tata opowiadal, ze dusila go tzw. zmora, jak bylem maly nie wiedzialem jak to rozumiec, do czasu jak skonczylem 15lat. W wieku 15 lat pierwszy raz doswiadczylem dreczenia zmory, bylem mlody i, w tamtym okresie palilem wtedy trawke, praktycznie codziennie mnie dreczyla.

Czasem slyszalem, ze jak ma sie otwarty umysl to demony latwiej docieraja do czlowieka, mysle ze ma to cos z tym zwiazek, bo kiedy rzucilem palenie ziola, zmora znacznie rzadziej przychodzila. Podczas tzw, duszenia, slyszalem glosy, lub widzialem dziwne cienie, raz podczas takiego duszenia zmory widzialem swoja matke jak podchodzi i mnie lapie za reke, ale to byl tylko sen na tzw. jawie.

Chcialbym wyjasnic dlaczego napisalem do was, zmora to zaden powod, duzo jest tego na internecie, nie wiem jak to zaczac wiec zaczne prosto z mostu, opisujac troche swoja historie. Tak jak opisalem dreczyla mnie zmora, bywaly okrsy, ze codziennie. 21 lutego 2012 roku mialem powazny wypadek samochodowy, od tamtej pory rzucilem palenie trawki, zmora przychodzila bardzo rzadko, tak jakby moj umysl sie zamknal na jej wplyw, ale przychodzila czasem.

Jestem z dziewczyna, z ktora mam dziecko, moja dziewczyna miala kolezalne, ktora zginela w wypadku samochodowym ( byla swiadkiem jehowy) snila jej sie czasami, z jej opowiadan wynika ze bardzo specyficznie. Snila jej sie kila razy, czasami snila jej sie na jej (tej kolezanki, ktora nie zyje) wlasnym pogrzebie i ta kolezanka mowila mojej dziewczynie, ze niedlugo sie spotkaja.

Miala kila podobnych snow z nia zwizanych, byly szczegolnie dziwne, w dwoch takich snach mowia, do mojej dziewczyny, ze spotkaja sie niedlugo, w jednym ze snow, powiedziala, ze spotkaja sie w pazdzierniku, jeden pazierznik juz minaj teraz aktualnie mija kolejny.

[...] dwa razy przydusila mnie zmora (w mieszkaniu mojej dziewczyny), raz jak mnie dusila, sluszalem glos " zabiore, Ci Ole (moja dziewczyne), zabiore Cie Tymka (mojego syna), ten glos byl kobiecy. Kilka dni puzniej znowu lapala mnie zmora, co w snie wolala mnie kobiecym glosem wolajac moje imie.

Odbiegajac od historii zmory, mialem raz sen, tzw. proroczy, snilo mi sie, ze jechale ciezarowka to byla noc, zatrzymalem sie na przystanku autobusowym i wysiadlem zrobic siku, w snie nie zaciagnolem recznego i nagle uslyszlalem dzwiek blach, odwrocilem sie, a ciezarowka lezala w rowie. Po jakims miesiacu, w realu jade ciezarowka, i ten sam przystanek, noc, zatrzymuje sie zrobic siku, i podczas kiedy sie zalatwialem, mowilo mi cos, zebym sie odwrocil, gdy sie odwocilem zobaczylem, ze ciezarowka sie powoli toczy, idetycznie jak w snie, tylko, ze w snie ciezarowka wjechala do rowu.
Kolejny specyficzny sen mialem, gdy bylem w pracy, czyli ciezarowka, na magazynie w biedronce ma sie awizo i mozna byc najszybciej pol h przed lub po h po awizacji. Wtedy akurat bylem przed, zajechalem na parking i polozylem sie zdrzemnac, sen trwal z 20 albo 15 min. a wydawalo mi se jakby trwal z 4 godziny. Sen byl strasznie dziwny, szedlem sobie po swoim osiedlu i nagle z nieba jakies dziwne machiny w ksztalcie skorup jak maja slimaki, nadlecialy 1m. nad ziemia unaszac sie i wydaly dziwny dziwek, po ktorym ja i reszta ludzi zginela, ale gdy zginalem nie obudzile sie odrazu, przez kilka minut widzialem ciemnosc, tak jakby mnie nie bylo, pozatym podczas tego sny towazyszyly mi dziwne odczucia cos w stylu jakbym wyszedl z ciala. Moze to zwylky sen dla was, ale mi zapdal w pamiec, byl poprostu inny niz normalny, zwykly sen.

Tak apropo, wasza siedziba znajduje sie tylko w warszawie, czy w wylatowie tez ? Z gory dziekuje za odpowiedz.
Moj nick na waszej stronce to "novik"

Pozdrawiam cala ekipe Nautilusa :)




To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Zmory

Znalazłam ten adres to piszę, może ktoś to przeczyta i mi pomoże albo nie przeczyta a mi będzie lżej?- no właśnie widzę że nie jestem chora psychicznie bo jednak nie tylko mi się zdarzają wizyty nocne...- początki były  około 10 może 15 lat temu jestem osobą wierzącą jeśli chodzi o religię, nie opowiadam o tym wszystkim bo ludzie różnie na to patrzą ale mam problem ze zmorami ich częste wizyty doprowadzają mnie do depresji, dzisiaj też miałam problemy od końca września mieszkam z chłopakiem w jego mieszkaniu, od tak krótkiego czasu miałam dwie takie wizyty dzisiaj pod postacią starszej niskiej siwej pani budziła mnie zmora, jak w myślach pytałam jak jej pomóc zaczeła szyderczo śmiać się i straszyć mnie chłopak miał nockę ale wrócił wcześniej o 5.00 przytuliłam się do niego ale po chwili znów siedziała i mnie dusiła rano jak wychodziłam mówił że strasznie płakałam i kopałam przez sen, ja wszystko doskonale pamiętam ale nie mówię mu prawdy bo w pierwszej chwili jak mu powiedziałam śmiał się ze mnie, często przychodzi do mnie pod postacią bardzo chudej kobiety strasznie brzydkiej o sinej cerze wyłupiastych oczach i długich czarnych włosach ma bardzo długie nogi w średnim wieku- kiedyś mama ją wyzywała bo przychodziła co noc i budziłam sie odpuściła na dwa miesiące.

Koleżanki mąż miał to samo ale wyczytał w jakiś forach że jeśli jest taka sytuacja trzeba postawić miskę z wodą i jak zmora będzie szła do łóżka to się utopi faktycznie mama postawiła miskę z wodą w  trzecią noc i coś do niej wpadło bo miałam na nogach krople wody a mama wyraźnie słyszała plusknięcie wody, ponoć kapcie muszą stać równo przy łóżku to po nich nie wejdzie unikam kapci w sypialni ale dzisiaj to nie przyniosło rezultatów...- ludzie mówią że zmora to jest osoba żyjąca która nam źle życzy i może by sie zgadzało jeśli to prawda mój ex się mścił ale od dłuższego czasu w końcu mam z im spokój niestety zmora nie daje mi żyć, zawsze bałam się otworzyć oczy jak słyszałam że coś idzie ale w końcu doszłam do wniostku że jak się boje ona bardziej się śmieje i mnie dręczy, czasem przyjdzie i siedzi obok na łóżku czasem dusi i sapie do ucha a czasem unosi nad łóżkiem pod sam sufit, nie wiem co mam robić proszę o pomoc w pozbyciu się jej bo mnie wykończy. Pozdrawiam[...]






zwiń tekst



I wtedy 'Księżyc' zaczął się poruszać!
Czw, 9 sie 2018 10:50 komentarze: 3 czytany: 1723x

[...] Witam serdecznie. Chciałbym podzielić się z Wami historią, która spotkała mnie jakieś 12 lat temu. Zdarzenie to miało miejsce w Zbąszynku w województwie lubuskim. Gdy wracaliśmy do domu wieczorem, z wtedy jeszcze narzeczoną zobaczyliśmy nad blokiem piękny, duży księżyc.Tak nam się wtedy przez chwilę wydawało, że to był księżyc. Przystaneliśmy przed wejściem do bloku aby przez chwilę nacieszyć.......

czytaj dalej

[...] Witam serdecznie. Chciałbym podzielić się z Wami historią, która spotkała mnie jakieś 12 lat temu. Zdarzenie to miało miejsce w Zbąszynku w województwie lubuskim. Gdy wracaliśmy do domu wieczorem, z wtedy jeszcze narzeczoną zobaczyliśmy nad blokiem piękny, duży księżyc.

Tak nam się wtedy przez chwilę wydawało, że to był księżyc. Przystaneliśmy przed wejściem do bloku aby przez chwilę nacieszyć oczy. Jakież było nasze zdziwienie gdy po paru sekundach "księżyc" ruszył w poziomie po linii prostej i zniknął nam za drzewami. Temu ruchowi nie towarzyszył żaden dźwięk, a to wszystko trwało kilka sekund. Staliśmy wtedy jeszcze dłuższą chwilę i próbowaliśmy to sobie jakoś wytłumaczyć. Ciekawe w tym wszystkim było to, że w ręku trzymałem wtedy w futerale kamerę którą pożyczyłem tego dnia.


[...] Do dzisiaj nie mogę odżałować, że w tamtym momencie nawet nie przyszło mi do głowy aby uwiecznić ten moment, ale z drugiej strony to wszystko działo się tak szybko i nieoczekiwanie...

[...] Po tym wszystkim rozejrzałem się jeszcze po okolicy czy ktoś mógł to jeszcze widzieć, ale najpewniej pora była już zbyt późna bo pomiędzy blokami nie było żywej duszy. Do dzisiaj gdy w towarzystwie rozmowa schodzi na "te" tematy zawsze z żoną przypominamy naszą historię i za każdym razem na ciele pojawia się u mnie gęsia skórka.

Ostatnio gdy rozmawiałem ze swoją teściową opowiedziała mi, że miała podobną sytuację. Około 20 lat temu z tego samego bloku będąc na balkonie również widziała poruszający się "księżyc". Pomimo, że interesuje się zjawiskami niewyjaśnionymi zawsze staram się podchodzić do tego z dystansem i próbuję to wytłumaczyć w sposób racjonalny. Niestety tego zdarzenia nie jestem w stanie zrozumieć.
Jestem ciekawy czy ktoś miał podobne zdarzenia z obiektem przypominającym księżyc i będącym tak wyraźnym. Nie był to obiekt który trzeba wypatrzeć gdzieś na niebie, mieliśmy wrażenie, że to dzieje się tuż nad naszymi głowami.
Pozdrawiam całą redakcję i czytelników.

[...] (dane osobowe tylko do wiadomości redakcji).




zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 37
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 37

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Piotr, brat Joanny Kulig (36 l.), jest doświadczony przez życie. Ciężko zachorował i był o krok od odejścia z tego świata. Przeżył śmierć kliniczną i teraz jest pewien co do tego, czy istnieje życie po śmierci. Opowiedział o tym w rozmowie z 'Dobrym Tygodniem'.

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wt, 16 paź 2018 14:31 | Witam serdecznie wszystkich. Ten wpis umieściłem dzisiaj (15 października 2018 - przyp. FN) około południa na czacie. Pracuję w Tarnowie, o godzinie 12,03 nad dzielnicą Zabłocie zauważyłem szybko poruszający się OBIEKT z południa na północ. OBIEKT silnie świecący prawdopodobnie w kształcie kuli . Mniej więcej nad moją pozycją wykonał kilka szybkich skrętów , następnie odleciał w kierunku północno-zachodnim. Mam 53 lata i w swoim życiu widziałem trzykrotnie niezidentyfikowane obikty latające. / ...

Dziennik Pokładowy

Niedziela, 23 września 2018 | Ta historia czasami jest przeze mnie opowiadana podczas spotkań z czytelnikami w różnych miejscach Polski. Ludzie mówią mi wtedy, że słuchając jej czują ciarki na plecach. I mają rację, choć nigdy słowa nie opiszą tego, jak ja się czułem, kiedy usłyszałem ją od jej uczestników.

czytaj dalej

FILM FN

Tajemnicza dziura k. Janówka (Lubelskie) - film pokazuje latarkę spuszczoną na dół otworu. Głębokość dziury to 18 m!

archiwum filmów

Informacje z Hydepark "N"



25 sierpnia :: Dowód na to, że żyjemy w hologramie? Nauka dochodzi do coraz bardziej zaskakujących wniosków na temat natury naszej rzeczywistości. Czy jest możliwe, że świat to hologram?: viewtopic.php?f=33&t=5532
25 sierpnia :: Paradoks bilardowy - podróże w czasie Dyskusja na temat hipotez dotyczących podróży w czasie od trochę innej strony. Możliwe, czy nie? Oto jest pytanie: viewtopic.php?f=53&t=5626
2 listopada :: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - do czego zaprowadzi nas przyszłość? Dyskusja o kierunku rozwoju świata i możliwych scenariuszach. Sztuczna inteligencja, technologie i wynalazki, które zaważą na naszym gatunku: viewtopic.php?f=28&t=4291

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.