Dziś jest:
Sobota, 20 kwietnia 2024

Nasze położenie na tej Ziemi wygląda osobliwie, każdy z nas pojawia się mimowolnie i bez zaproszenia, na krótki pobyt bez uświadomionego celu. Nie mogę nadziwić się tej tajemnicy... 
/Albert Einstein/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




'Czarny królewicz', który przyjdzie, bo obiecał - tajemnica przeznaczenia
Pon, 27 luty 2017 07:24 komentarze: brak czytany: 2094x

Jako 3-letnia dziewczynka opowiadałam rodzicom o moim CZARNYM KRÓLEWICZU. O moim mężu, że on na mnie czeka i zawsze będzie mnie kochać, bo tak mi obiecał. Że jest wysokim brunetem o cudownym sercu. Że to mój Królewicz.Rodzice traktowali to jako dziecięce bajdurzenie. Śmiali się i w końcu mówili: „Już dobrze, dobrze przestań”. Przestałam opowiadać głupoty, ale na widok każdego ciemnowłosego chłopca.......

czytaj dalej

Jako 3-letnia dziewczynka opowiadałam rodzicom o moim CZARNYM KRÓLEWICZU. O moim mężu, że on na mnie czeka i zawsze będzie mnie kochać, bo tak mi obiecał. Że jest wysokim brunetem o cudownym sercu. Że to mój Królewicz.
Rodzice traktowali to jako dziecięce bajdurzenie. Śmiali się i w końcu mówili: „Już dobrze, dobrze przestań”. Przestałam opowiadać głupoty, ale na widok każdego ciemnowłosego chłopca, serce mocniej zaczynało mi bić.

W wieku 30 lat wyszłam za mąż za błękitnookiego i szarowłosego mężczyznę. Pamiętam jak moja mam mi powiedziała krótko przed ślubem: „Ale dziecko, to nie jest twój Czarny Królewicz, To nie jest mężczyzna twojego życia. Jesteś pewna, że tego chcesz?” On był dobry, troskliwy. W sumie myślałam, to jest miłość. Bo co to jest miłość?

Było dobrze do czasu. Po rozwodzie musiałam stanąć na nogi. Zadbać o dzieci, zapewnić im bezpieczeństwo. Pracowałam od rana do wieczora, ale było coraz lepiej. Pewnego razu zostałam wysłana na delegację biznesową do Niemiec. Dzieci zostały pod opieką moich rodziców. Miałam wynajęty hotel w małym niemieckim miasteczku, właściwie hotelik, bo był malutki, prowadzony przez rodzinę, ale niedaleko był urokliwy młyn i jakieś ruiny. Długo nie mogłam znaleźć tego hoteliku, bo GPS pokazywał miejsce docelowe osiągnięto, ale hoteliku tam nie było. W końcu jakoś po wskazówkach tubylców dojechałam tam. Byłam zmęczona, zła, bo nie lubię jeździć w kółko i szukać czegoś, co powinno być, ale nie ma. W drzwiach hoteliku wpadłam na mężczyznę, wpadliśmy na siebie, bo ja się zagapiłam i on też. Zderzenie mnie jeszcze bardziej wkurzyło. „Osioł” pomyślałam. „Sorry” mruknęłam. Spojrzałam na niego. I serce oszalało. Oblałam się potem, okulary mi zaparowały, czułam, że zemdleję. On zobaczył, że coś nie tak, wziął i zaniósł mój bagaż do recepcji. Tam zapomniałam jak się nazywam, co pogł ębiało komizm sytuacji. Mężczyzna wyszedł, a ja uspakajałam się powoli..

Poszłam do pokoju, wzięłam długi prysznic i zeszłam do restauracyjki, żeby coś zjeść. „Osioł” siedział sam przy stoliku i czytał coś. Jak mnie zobaczył uśmiechnął się i zaprosił do swojego stolika. W ramach przeprosin zaprosił mnie na kolację. Zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że pracujemy w tym samym przemyśle. Ba, że znamy te same osoby, i bywaliśmy w tych samych zakładach. Że mamy te same zainteresowania, hobby, lubimy te same rzeczy. Nasi rodzice urodzili się w tych samych latach. Rozmawialiśmy długo. Nie mogliśmy od siebie oderwać oczu. Był wysokim lekko siwiejącym już brunetem. Nie był Niemcem. A jego nazwisko tłumaczyło się na j.polski jako CZARNY (ewentualnie „brunet”). Był w trakcie rozwodu. Wiedziałam, że to znalazłam swojego Czarnego Królewicza. Nie mogliśmy bez siebie żyć. Po 2 latach od poznania zamieszkaliśmy ze sobą, po 4 wzię liśmy ślub. Mieszkamy w Niemczech. Bardzo się kochamy.

Ciekawych jest kilka faktów:
Data urodzenia mojego byłego męża: 17.01.XXXX. Nazwisko zaczynające się na „M”. Urodzony w miasteczku o nazwie drzewa.
Data urodzenia mojego obecnego męża: 17.10.XXXX. Nazwisko zaczynające się na „M”. Urodzony w miasteczku o nazwie drzewa (w tłumaczeniu na j.polski).

Moja data urodzenia: 8.03.XXXX. ? 1+7 = 8. Nazwisko zaczynające się na „M”. Urodzona w miasteczku o nazwie drzewa.
Ale jednak to mój obecny mąż jest moim Czarnym Królewiczem. I teraz wiem, co to jest prawdziwa miłość. Obiecaliśmy sobie, że w przyszłym życiu też chcemy być razem, mam nadzieję tylko, że spotkamy się dużo wcześniej ?.



zwiń tekst



Niezwykła historia z UFO zaczęła się od spotkania... dziwnej dziewczynki nad morzem
Sob, 25 luty 2017 06:38 komentarze: brak czytany: 2103x

Moja historia zaczęła się, jak później ustaliłam w lipcu lub sierpniu 1978 roku w miejscowości Dębki nad morzem, gdzie przebywałam z rodzicami i dziadkami na wakacjach i miałam niecałe 6 lat. Spotkałam tam dziewczynkę, która jak mi się wydawało była miejscowa, była trochę starsza ode mnie i ona gdy już się z nią oswoiłam - no i tutaj zaczynają się braki w pamięci - w każdym bądź razie zabrała mnie.......

czytaj dalej

Moja historia zaczęła się, jak później ustaliłam w lipcu lub sierpniu 1978 roku w miejscowości Dębki nad morzem, gdzie przebywałam z rodzicami i dziadkami na wakacjach i miałam niecałe 6 lat. Spotkałam tam dziewczynkę, która jak mi się wydawało była miejscowa, była trochę starsza ode mnie i ona gdy już się z nią oswoiłam - no i tutaj zaczynają się braki w pamięci - w każdym bądź razie zabrała mnie do istot, bardzo podobnych do ludzi wyglądali jak ludzie,ale instynktownie pamiętam, czułam, że nie są do końca ludźmi.

Te istoty czekały na nas nad morzem na plaży, pojawiło się mocne światło, znalazłam się razem z nimi w kręgu światła, potem nad plażą i morzem, a następnie pamiętam jak ojciec schodzi po mnie po skarpie, gdzie leżałam zawieszona w połowie na drzewie i byłam półprzytomna - pamiętam, że tata mnie jeszcze wyzwał, co ja tam robię,bo szukali mnie długo.

Od tego momentu UFO (tak to nazwijmy) towarzyszy mi co jakiś czas praktycznie do dzisiaj, co jakiś czas widuję ich pojazd lub pojazdy. Gdy byłam w pierwszych latach szkoły podstawowej kilka razy pojawili się u mnie w pokoju (zawsze dwie istoty podobne do ludzi mężczyzna i kobieta - uczyli mnie np.medytacji - wchodziliśmy w szary tunel), potem już się nie pojawili, aż do momentu 1992 roku gdy skończyłam 20 lat. O tym nie napiszę,bo to za intymne.

Dwukrotnie widziałam z moim dziadkiem ich pojazdy, dziadek traktował to naturalnie - raz widzieliśmy to oboje w latach osiemdziesiątych w Puszczy Nadnoteckiej - było to nad ranem nad jeziorem,dopiero świtało.Wtedy na niebie pojawiło się 7 takich kul żółto-pomarańczowych - dali wtedy taki mały spektakl, tzn.ułożyli się w trójkąt, potem zmieniali położenie - a w 1992 późnym wieczorem latem w centrum Poznania (pojawiła się wtedy jedna jasna kula) - byli też wtedy inni świadkowie, między innymi policja.

Wtedy jedyny raz się trochę bałam, odczuwałam lęk - może dlatego,że było to krótko przed wydarzeniem, o którym jak już wspomniałam, nie chcę pisać. Najczęściej jednak widywałam je sama, raz przypominam sobie z moją wtedy sympatią nad ranem w lesie. Nie wiem,czy to ma związek,ale pod koniec lat dziewięćdziesiątych wyciągnęłam sobie sama z dłoni malutki przeźroczysty kwadracik, który wyczułam pod skórą w palcu prawej dłoni - przeciełam skórę i wyciągnęłam go, po czym po pewnym czasie znikł.

Co jakiś czas widywałam głównie jasną kulę na niebie, co zawsze wprowadzało we mnie spokój, dwukrotnie pojazd był ciemny - raz w kształcie cygara, raz przypominał to, czym się gra w hokeju na lodzie-krążek, tylko był większy i to był jedyny raz, kiedy taki obiekt pojawił się na niebie w momencie,kiedy akurat o tym myślałam. W ciągu tych lat widywałam je, tak jak napisałam, od czasu do czasu.

Właśnie od końca 2015 roku zaczęli się pokazywać ponownie częściej jako jasna kula na niebie, która sobie jakiś czas nieruchomo wisi na niebie, bądź, teraz to zabrzmi zupełnie absurdalnie - trzykrotnie pojawili się u mnie w telewizorze - tzn.dźwięk był normalny, słyszałam głos danego programu,ale na ekranie wyświetlił się obraz pojazdów UFO, gwiazd, na tle czarnego nieba, jakieś inne obiekty,gdy przełączyłam na inny kanał to wszystko wracało do normy.

Za pierwszym razem zdenerwowałam się, że mi się telewizor zepsuł.Raz widziała to razem ze mną moja siostra - która zapisała tym razem daty,bo ona jest bardzo skrupulatna - 23.11.2015 rok około 15.00, 08.12.2015 również około 15.00, następnie 24.05.2016 po godz.17.00. Przypomniało mi się jeszcze, ale to chyba nie ma związku, że jak miałam około 2 lat to zgubiłam się rodzicom -tzn. ojciec wyszedł ze mną w wózku na spacer i mnie zgubił (zaznaczę,że mój ojciec jest bardzo poważną osobą, nie pijącą alkoholu) znaleziono mnie po jakimś czasie kilka kilometrów od miejsca gdzie ojciec był ze mną na spacerze, tzn. znaleźli mnie jacyś harcerze zapłakaną,bez wózka.Ja nie pamiętam tego wydarzenia, a w rodzinie niechętnie się na ten temat rozmawiało - odczułam, że się wstydzą, że coś takiego się wydarzyło, jak zagubienie się małego dziecka. Myślę jednak, że w tym przypadku,ktoś wózek ukradł, a mnie porzucił, bo miałam bardzo ładny, przywieziony przez dziadków z NRD).
 
 Chciałam podkreślić, że ja nie otrzymuję żadnych przekazów, nic z tych rzeczy, nie mam również poczucia misji, po prostu co jakiś czas te zjawiska pojawiają się w moim życiu i są dla mnie jak najbardziej naturalne, traktuję je ze spokojem, tylko jak się to opisuje - to widzę- jak to przeczytałam, że czyta się to jak wyznanie wariata, tym bardziej, że właśnie dzisiaj przeczytałam w Newsweeku, że są jakieś tabletki, które lekarze przepisują nagminnie ludziom, a po których można zasnąć na minutę, a potem np.rozmawiać z kosmitą. Nie można się zatem dziwić,że ludzie nie chcą dzielić się takimi przeżyciami. Dodam, że ja nigdy takich tabletek nie zażywałam, w ogóle nigdy nie brałam żadnych używek.




zwiń tekst



Dźwięk pobrzękujących medali - znak o śmierci męża
Sob, 25 luty 2017 02:45 komentarze: brak czytany: 1156x

Mój mąż był wysportowanym , muskularnym mężczyzną , w swej młodości uprawiał kulturystykę , która mi nigdy się nie podobała . Po latach zaprzestał i pracował jako ochroniarz i bramkarz w nocnym klubie . Oczywiście miał zawsze nocne zmiany i gdy wracał nad ranem do domu to i tak nie miałam z nim wiele kontaktu bo zwykle w swym pokoju odsypiał nocki aż do popołudnia . Często robiłam mu małe awanturki.......

czytaj dalej

Mój mąż był wysportowanym , muskularnym mężczyzną , w swej młodości uprawiał kulturystykę , która mi nigdy się nie podobała . Po latach zaprzestał i pracował jako ochroniarz i bramkarz w nocnym klubie . Oczywiście miał zawsze nocne zmiany i gdy wracał nad ranem do domu to i tak nie miałam z nim wiele kontaktu bo zwykle w swym pokoju odsypiał nocki aż do popołudnia . Często robiłam mu małe awanturki o to że niewielki z niego mam w domu pożytek . Stale trułam mu też głowę aby uprzątnął swe śmieszne medale wiszące na ścianie nad jego łóżkiem , miał ich 11 i taka dekoracja w ogóle nie pasowała do wnętrza . Zawsze z żartem odmawiał , że medale znikną dopiero po jego trupie . Były one jego dumą i pamiątką po czasach gdy odnosił sukcesy.

Pewnego listopadowego poranka , coś około piątej , obudził mnie dzwięk tychże medali . Domyśliłam się że mąż już wrócił i kładzie się spać w pokoju za ścianą i pewnie kładąc się strącił swe krążki zwisające nad łóżkiem, odwróciłam się więc na drugi bok i próbowałam spać dalej. Jednak dzwięk kolejnego spadającego medalu nie ułatwiał mi zasypiania . Krzyknęłam coś w stronę ściany aby nie hałasował o tej porze . Nie odezwał się więc wreszcie zasnęłam. To była niedziela więc mogłam poleniuchować dłużej ale około 9-tej rano ktoś dzwonił do mych drzwi . Wstałam więc bo dzwonek nie milkł a nie chciałam aby obudził męża . To jednak byłi Policjanci . Przyszli przekazać mi wiadomość że mąż zginął podczas bójki z jakimś naćpanym wandalem w klubie . W pierwszej chwili nie uwierzyłam im i pobiegłam od razu do pokoju męża . Nie było go w łóżku , tak jak nie było jego medali na ścianie . Jedne leżały na łóżku , inne na podłodze Zrozumiałam wtedy że mąż dał mi wyrażny znak ...

Ta ciekawa historia była komentarzem do artykułu [ART] Znaki od osób zmarłych? To nie jest sprawa fantazji… to fakty!



zwiń tekst



Moja opowieść - podobna do przeczytanej dziś - o śmierci, o motylu i o zwierzętach
Pt, 24 luty 2017 09:51 komentarze: brak czytany: 1153x

Miałam kotkę, było to zwierzę adoptowane, półdzikie. Po jakimś czasie kotka pokochała nas bezgranicznie, my ją zresztą też. Była bardzo kontaktowa. Po kilku latach zachorowała, okazało się, że to rak. Kiedy była już w bardzo ciężkim stanie zdecydowaliśmy się na eutanazję. Nie byłam w stanie pojechać do weterynarza aby tego dokonać, byłam zbyt emocjonalnie związana, więc poprosiłam o to innych członków.......

czytaj dalej

Miałam kotkę, było to zwierzę adoptowane, półdzikie. Po jakimś czasie kotka pokochała nas bezgranicznie, my ją zresztą też. Była bardzo kontaktowa. Po kilku latach zachorowała, okazało się, że to rak. Kiedy była już w bardzo ciężkim stanie zdecydowaliśmy się na eutanazję. Nie byłam w stanie pojechać do weterynarza aby tego dokonać, byłam zbyt emocjonalnie związana, więc poprosiłam o to innych członków rodziny.

W tym dniu wychodząc do pracy pożegnałam się z kotką. Kiedy została już uśpiona (wiedziałam dokładnie kiedy, ponieważ zadzwonił do mnie weterynarz) zalałam się łzami z rozpaczy, żalu i tęsknoty. Wracałam wówczas samochodem z pracy i całą drogę płakałam. Kiedy wróciłam do domu (nie pamiętam już czy to był ten sam dzień czy kolejny) stanęłam na ganku domu. Obok rósł krzew róży. W pewnej chwili przyleciał duży, bordowy motyl (było to wprawdzie lato), usiadł na róży obok mnie, na wprost mojej twarzy i machał skrzydłami. Byłam wówczas na tysiąc procent pewna, że to moja ukochana kotka daje mi znak, że żegna się ze mną. Uczucie tej pewności było niezwykle silne. Nadal wierzę, że to była ona.

Druga historia dotyczy psa, i też niestety śmieci.
Po ciężkich przeżyciach związanych z odejściem kota, zdecydowaliśmy się na psa. Oczywiście chcieliśmy poprawić los jakiemuś biedakowi, więc zdecydowaliśmy się na adopcję młodego psa po ciężkich przejściach. Był to pies bity, zamykany sam w ciemnym pomieszczeniu, widać że sporo wycierpiał. Wymagał dużo serca, pracy i wytrwałości. Po kilku tygodniach pobytu u nas, kiedy już zaczął się oswajać stało się nieszczęście. Kiedy wyjeżdżałam z garażu pies wbiegł pod samochód i niestety, w wyniku wewnętrznych obrażeń, mimo natychmiastowej pomocy weterynarza, zmarł.

Płakałam, wręcz rozpaczałam po tym wypadku przez długi czas. W zasadzie to zalewałam się łzami.  I wówczas, pewno wieczoru, kiedy już zasypiałam usłyszałam, że pies, ten właśnie pies, zaszczekał koło mojego łóżka (na pewno nie był to dźwięk z zewnątrz, tv, ani innego zwierzęcia). To był jego głos, i był jakby zły.
Zerwałam się, ale oczywiście nikogo nie było w pokoju. Podświadomie odebrałam przekaz, że to co się stało, to tak właśnie miało być, że mam już skończyć z tą rozpaczą, przestać płakać i wziąć innego psa. Co też zrobiłam. Teraz już wiem bo czytałam u was, że za zmarłymi nie wolno wylewać łez, bo ciężko im przejść na drugą stronę.

Jako podsumowanie dodam, że często mam uczucie, kiedy np. leżę w łóżku i czytam książkę, że moi nie żyjący już przyjaciele przychodzą do mnie, że mimo że ich nie widzę to oni ze mną leżą tak jak dawnej, zwinięci w kłębek.


Piękne historie - idealnie pasujące do naszego XXI PIĘTRA. Natychmiast oczywiście trafiają do naszego ARCHIWUM FN. Absolutnie ma Pani rację prawie we wszystkim - nasi "bracia mniejsi" mają dusze jak my, cierpią jak my, kochają jak my, tylko to ostatnie... trochę bardziej.

I absolutnie ma Pani rację w tym, że nie należy "zbytnio płakać" po odejściu ukochanych istot, o czym także pisaliśmy sporo i pisać będziemy. W jednym punkcie wydaje nam się, że prawda może być "lekko inna". Mamy bardzo osobiste doświadczenia z pojawianiem się motyla - historia kiedyś może zostanie opisana na łamach FN, ale... wiele wskazuje na to, że motyl w tej historii dokładnie to znaczył co Pani podejrzewa, ale był to znak nie tyle od tego stworzonka które przeszło do krainy światła, ale... potężnej istoty, która chciała w ten sposób Pani przekazać znak w sprawie tego kotka. Niby prawie to samo, ale jednak jest mała różnica.

I oczywiście pięknie dziękujemy za wszystkie przesłane nam historie.



zwiń tekst



Motyl, śmierć dziecka i zegar, który zatrzymał się w momencie śmierci
Czw, 23 luty 2017 09:30 komentarze: brak czytany: 1055x

Witam, kilka lat temu wyjechałam jako au pair do Irlandii, trafiłam do wspaniałej rodziny, która po kilku poronieniach (i jednym dzieciątku, które zmarło kilka miesięcy po urodzeniu) dochowała się dwójki dzieciaków.Mama dzieciaków opowiedziała mi historię swojego dziecka, które zmarło po kilku tygodniach po urodzeniu, ze względu na chorobę serca (to była pierwsza donoszona przez nią ciąża). Chłopczyk.......

czytaj dalej

Witam, kilka lat temu wyjechałam jako au pair do Irlandii, trafiłam do wspaniałej rodziny, która po kilku poronieniach (i jednym dzieciątku, które zmarło kilka miesięcy po urodzeniu) dochowała się dwójki dzieciaków.
Mama dzieciaków opowiedziała mi historię swojego dziecka, które zmarło po kilku tygodniach po urodzeniu, ze względu na chorobę serca (to była pierwsza donoszona przez nią ciąża).

Chłopczyk zmarł o godzinie bodajże 14:00, rodzice po powrocie do domu odkryli że wszystkie zegary stanęły o tej porze (jeden nawet zachowali i nie nastawiali go ponownie), ale najfajniejszy element tej historii: przez 7 lat (po takim czasie ja przyjechałam) od śmierci chłopczyka (niezależnie od pory roku, nawet w zimie) latają motyle - pazie królewskie (nigdy inne :)). Sama byłam świadkiem, jak w środku zimy kilka razy w tygodniu po domu latały motyle, a dzieciaki biegały za nim i witały się z nim jak z bratem :) Nie było tygodnia podczas mojego półrocznego pobytu, żeby nie spotkać w różne dni motylka siedzącego na oknie (zazwyczaj w salonie).
Mama dzieciaków wyraźnie zaznaczyła, że nie działo się to wcześniej, a od momentu śmierci synka. Dzięki motylkom ona nadal czuje jego obecność.
Ciekawa historia, dlatego chciałam się nią podzielić z czytelnikami.



zwiń tekst



Zwierzęta pożegnały leśniczego - niezwykła historia z Opalenicy z 1953 roku
Czw, 23 luty 2017 09:20 komentarze: brak czytany: 1124x

Ta niezwykłą historia nadal tkwi w pamięci najstarszych mieszkańców Opalenicy. Wydarzenie miało miejsce w Opalenicy w sobotę 10 października 1953 roku, a dotyczyło tragicznej śmierci leśniczego Antoniego Pawłowskiego z Jastrzębnik. Na polowaniu, w lesie, w odległości prawie 200 metrów od drogi z Sielinka do Kopanek, kula z broni myśliwskiej rykoszetem odbiła się od pnia drzewa i śmiertelnie trafiła.......

czytaj dalej

Ta niezwykłą historia nadal tkwi w pamięci najstarszych mieszkańców Opalenicy. Wydarzenie miało miejsce w Opalenicy w sobotę 10 października 1953 roku, a dotyczyło tragicznej śmierci leśniczego Antoniego Pawłowskiego z Jastrzębnik. Na polowaniu, w lesie, w odległości prawie 200 metrów od drogi z Sielinka do Kopanek, kula z broni myśliwskiej rykoszetem odbiła się od pnia drzewa i śmiertelnie trafiła myśliwego.

Na miejsce zdarzenia przybył wikariusz ks. Andrzej Echaust udzielając namaszczenia olejami. Zmarłego ze względu na konieczność przeprowadzenia sekcji zwłok, przewieziono do kostnicy szpitalnej w Opalenicy, przy ul. 27 Grudnia. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że następnego dnia, w niedzielę, po godzinie 14:00, niespodziewanie przed bramą szpitalną pojawiły się dwa jelenie i trzy dorodne łanie. Jeleń porożem staranował bramę i zwierzęta stanęły tuż przy drzwiach, za którym znajdowały się zwłoki leśniczego.

Trafiły do swego pana, bo łączyła ich silna więź. Dla mieszkańców Opalenicy było to niesamowite przeżycie. O całym tym zdarzeniu długo się dyskutowało w okolicy – nikt nie mógł zrozumieć fenomenu, jakim jest instynkt zwierzęcy oraz przywiązanie zwierząt do człowieka. Wybiegły z lasu i przemierzyły niemal całe miasto, docierając do ul. 27 Grudnia, po czym zawróciły i zniknęły w wojnowickim lesie. Antoni Pawłowski został pochowany na opalenickim cmentarzu.

Historia ta do dziś jest pielęgnowana przez mieszkańców. W miejscu śmierci, w 1991 r. odsłonięto kamień z pamiątkową tablicą. Napis głosi:  „W tym miejscu dnia 10.X,1953 r. zginął tragicznie śp. Antoni Pawłowski. Knieja go zawsze będzie pamiętać..” Tablicę odsłonili nieżyjący już Marian Kurpisz i Franciszek Przybylski. Obok ustawiono dużych rozmiarów paśnik z młodych drzew brzozy. Hubertowską mszę św. Przy ołtarzu w paśniku odprawili wtedy trzej kapłani. Nowy proboszcz parafii św. Józefa, ks. Bernard Cegła, w kazaniu nawiązał do świętego Franciszka, przyjaciela zwierząt. W tej pięknej scenerii trzykrotnie odprawiano Eucharystię, na których gromadzili się licznie leśnicy. W miejscu tragedii przez dziesiątki już lat nie wyrosło żadne drzewo, żaden krzew. Obok zaś rosną dorodne okazy.  Antoni Pawłowski, podobnie jak św. Franciszek szedł przez życie czyniąc dobro zwierzynie, radośnie obcując z przyrodą.”

 
Fotografia zamieszczona w gazecie przedstawiająca miejsce tragedii.




        



zwiń tekst



Mamo, ja już byłem duży... ale zabił mnie samochód!
Czw, 23 luty 2017 06:41 komentarze: brak czytany: 1184x

Wysłuchałam opowiadania o reinkarnacji na stronach Nautilusa i chciałabym wam opisać podobne zdarzenie dotyczące mojego syna. Mój syn urodził się w 1978 roku i w wieku pomiędzy drugim a trzecim rokiem życia, kiedy to już zaczął dobrze mówić opowiadał nam, że on już był duży.  Przez okres kilku miesięcy tłumaczył nam cierpliwie i z wielkim przekonaniem, że on już był duży, ale zrobił się malutki.......

czytaj dalej

Wysłuchałam opowiadania o reinkarnacji na stronach Nautilusa i chciałabym wam opisać podobne zdarzenie dotyczące mojego syna. Mój syn urodził się w 1978 roku i w wieku pomiędzy drugim a trzecim rokiem życia, kiedy to już zaczął dobrze mówić opowiadał nam, że on już był duży.  Przez okres kilku miesięcy tłumaczył nam cierpliwie i z wielkim przekonaniem, że on już był duży, ale zrobił się malutki.

Wymyślił nawet specjalne słowo, przeciwne do słowa urosłem i mówił “ja już byłem duży ale teraz jestem malutki bo zrosłem”. Nie mógł się pogodzić z faktem, że jest mały i jakby był tym zdziwiony.  Chodził po domu w dużych butach męża, domagał się jedzenia w dużym talerzu i taka porcje jak dla dorosłego. Kiedy mu tłumaczyłam, że każdy najpierw jest mały, a później rośnie, to on powtarzał swoje, że on już był duży.
Pewnego wieczoru, podczas kąpieli  nieoczekiwanie powiedział mi, że miał żonę, dwoje dzieci i że został zabity przez samochód.
Od tamtego czasu nigdy już do tego tematu nie wracał. Chciałabym zaznaczyć, że w tym czasie jeszcze nie słyszałam o reinkarnacji, a także nikt nie miał wpływu na to co mówił. Nigdy nie zadawałam mu dodatkowych pytań; to co mówił pochodziło wyłącznie od niego. [...]


Wspaniała historia, która jest kolejnym (nie ma sensu tego liczyć) pośrednim dowodem na istnienie reinkarnacji. Czasami pojawiają się komentarze pod tekstami w serwisie FN, które z tych czy innych powodów są przez nas spisywane i trafiają do Archiwum FN. Przykład takiego komentarza poniżej.

PANEL / KOMENTARZE] maciek | Gość

[...] Ten materiał przypomniał mi, że gdy byłem mały to zawsze ciągnęło mnie w stronę...niemieckiego faszyzmu (sic!). W zeszycie rysowałem bitwy powietrzne, z jednej strony samoloty z czarnymi krzyżami a po drugiej stronie z alianckimi "kołami" na burtach. Wtedy nie było internetu i dostępu do zdjęć, książek czy informacji na wyciągnięcie ręki. Pamiętam, że gdy pierwszy raz dorwałem książkę z lepszymi zdjęciami Messerschmittów Bf-109 to prawie zemdlałem - zawsze uważałem, że to po prostu najładniejszy samolot na świecie, że to jest 'moja maszyna'. Od kiedy pamiętam miałem wrażenie, że już żyłem na świecie i w tym konkretnym okresie historii jak II wojna światowa także. Pozdrawiam




zwiń tekst



Motyl na grobie córki
Wt, 21 luty 2017 10:51 komentarze: brak czytany: 1003x

Witam. Na wstępie chciałabym powiedzieć, że na FN zaglądam codziennie, a nawet parę razy dziennie, po prostu uwielbiam Was. W związku z tym chciałabym podzielić się moimi przeżyciami, które miały niedawno miejsce. Otóż moja 95 letnia babcia, która cierpi na demencję starczą przebywa obecnie w domu opieki, a z racji wykonywanego przeze mnie zawodu nie mam okazji zbyt często ją odwiedzać.Moja babcia.......

czytaj dalej

Witam. Na wstępie chciałabym powiedzieć, że na FN zaglądam codziennie, a nawet parę razy dziennie, po prostu uwielbiam Was. W związku z tym chciałabym podzielić się moimi przeżyciami, które miały niedawno miejsce. Otóż moja 95 letnia babcia, która cierpi na demencję starczą przebywa obecnie w domu opieki, a z racji wykonywanego przeze mnie zawodu nie mam okazji zbyt często ją odwiedzać.

Moja babcia żyje w swoim świecie, nie poznaje nas twierdzi, że widuje zmarłych min. swojego męża. Pewnego dnia była u niej moja mama, ja wtedy byłam w ciąży zagrożonej i bardzo długo wyczekiwanej. Kiedy moja mama odwiedziła babcię ta po chwili wypaliła z tekstem " J. (imię do wiadomości FN) teraz do mnie nie przyjeżdża, bo ma dziecko" Moja mama była w szoku, ponieważ babcia nic nie wiedziała o mojej ciąży. Niestety moja córka odeszła parę miesięcy przed narodzinami, nie będę pisać jak bardzo to przeżyliśmy i nadal przeżywamy tą stratę. Zastanawiam się czy możliwe jest, aby mój dziadek odwiedził babcię z moją córką? Czy możliwe jest, aby moja babcia miała kontakt z jej duszą?

Drugie przeżycie dotyczy również mojego aniołka. Otóż gdy byliśmy na grobie córki, a był to już listopad nagle znikąd pojawił się brązowy motyl, który przeleciał obok nas, a po pewnym czasie zniknął. Cały czas go obserwowaliśmy i byliśmy zaskoczeni takim widokiem w listopadzie, powoli oddalał się od nas i zniknął. Czy to możliwe, aby nasz aniołek dał nam znak? W związku z powyższym chcę jeszcze opisać jeden z moich snów już po stracie dziecka. Otóż mój  św. pamięci teść przyśnił mi się, a ja w tym śnie zapytałam go "wiesz, że byłam w ciąży"? teść odpowiedział uprzedzając moje kolejne pytanie " wiem, ONA jest teraz z nami" Zaraz po tej odpowiedzi obudziłam się i zalałam łzami ale wiem, że mojemu aniołkowi nic nie grozi, że jest bezpieczna z Bogiem i rodziną. Mam jeszcze parę ciekawych historii ale to już innym razem. Pozdrawiam serdecznie



zwiń tekst



Czy to były... istoty demoniczne, które przyszły po duszę zmarłego człowieka?
Pon, 20 luty 2017 04:59 komentarze: brak czytany: 1063x

[...] historia, której jeszcze nigdy wam nie wspominałam a którą przeżyłam będąc 10 letnim dzieckiem.  Będąc "na wsi" na polach, tuż za prywatnymi posesjami zauważyłam dwóch mężczyzn idących polną drogą. Co mnie zdziwiło to ich wygląd: czarne spodnie od garnituru, białe koszule, czarne krawaty; i miejsce- na polnej drodze? Tak jak szybko się pojawili, tak szybko zniknęli. Poruszali się dość nienaturalnie.......

czytaj dalej

[...] historia, której jeszcze nigdy wam nie wspominałam a którą przeżyłam będąc 10 letnim dzieckiem.  Będąc "na wsi" na polach, tuż za prywatnymi posesjami zauważyłam dwóch mężczyzn idących polną drogą. Co mnie zdziwiło to ich wygląd: czarne spodnie od garnituru, białe koszule, czarne krawaty; i miejsce- na polnej drodze? Tak jak szybko się pojawili, tak szybko zniknęli. Poruszali się dość nienaturalnie, bo niczym by płynęli tuż nad ziemią. I te postacie były jakby świetliste.

Mimo, że miałam wtedy 10 lat i nie miałam praktycznie żadnej wiedzy nt nazwijmy to świata duchowego, to od razu skumałam, że coś jest nie tak. Nogi zrobiły mi się z waty i czym prędzej pobiegłam do domu, krzycząc wszystkim, że widziałam duchy (oczywiście nie miałam 100 proc pewności ale takie odniosłam wrażenie).
To się działo o 12 godzinie w południe w sobotę, był lipiec 2000 roku. Co się okazuje, że w nocy tego dnia o 23 zginął w wypadku samochodowym mężczyzna, który mieszkał w domu, przy którym podwórku widziałam te demony.
Istnieje tylko pytanie po co te niewidzialne gołym okiem byty (zazwyczaj, choć zdarzają się wyjątki:) po co one przychodzą, gdy umiera człowiek?
Kto mi odpowie na to pytanie?
Ja sądzę że na pewno nie przychodzą po ciało... więc po co?
 Pozdrawiam, Monika




zwiń tekst



Tajemniczy głos w głowie o tym, kiedy dusza wchodzi w ciało człowieka.
Pt, 17 luty 2017 07:13 komentarze: brak czytany: 934x

Mam koleżanką która jest w ciąży, ale mówiąc szczerze to nie wiem w którym miesiącu.  Wykonuje ona zawód higienistki dentystycznej, a jej siostra jest dentystką. Obie mają ten dar bycia Medium. Miałem w ubiegłym tygodniu zamówioną wizytę w gabinecie dentystycznym, w którym obie siostry pracowały tego dnia. Jedna była przy mnie przygotowując zastrzyk znieczulający, a jej ciężarna siostra była .......

czytaj dalej

Mam koleżanką która jest w ciąży, ale mówiąc szczerze to nie wiem w którym miesiącu.  Wykonuje ona zawód higienistki dentystycznej, a jej siostra jest dentystką. Obie mają ten dar bycia Medium. Miałem w ubiegłym tygodniu zamówioną wizytę w gabinecie dentystycznym, w którym obie siostry pracowały tego dnia. Jedna była przy mnie przygotowując zastrzyk znieczulający, a jej ciężarna siostra była za ścianą.
Zacząłem się zastanawiać, w jakim momencie dusza ludzka wstępuje w ciało dziecka. Moje myślenie przerwał bardzo spokojny głos i powiedział coś w tym sensie:

- Dusza ludzka  zwykle przychodzi w 49tym dniu, ale w jej przypadku to jest dzień 54ty.

Byłem tym trochę zaszokowany, bo w myślach tylko zastanawiałem się nad tą sprawą. Czy jest możliwe że z powodu spotkania trzech osób o podobnych możliwościach przyszła ta odpowiedź? Myślałem o tym na podstawie swoich przeżyć.
W chwili swoich narodzin gdy byłem już poza ciałem mojej Mamy trzymałem w rękach pępowinę nas łączącą i z pełną świadomością zastanawiałem się, co się dzieje. Potem o wszystkim zapomniałem do chwili, gdy jako kilkuletnie dziecko zobaczyłem w starej niemieckiej książce medycznej obrazek z momentu porodu i w tym momencie natychmiast wróciła mi do świadomości moja pamięć o chwili porodu.
To wskazuje na fakt ze istnieje reinkarnacja .
Z drugiej strony wydawać by się mogło, że to moment wejścia duszy w ludzkie ciało. Jednak ten spokojny głos przekazał mi całkowicie inna odpowiedz.

Nasza Modlitwa za zmarłych brzmi - Wieczny odpoczynek racz jej (jemy) nasz Panie a Światłość wiekuista niechaj mu świeci na wieki wieków amen.
Przecież my nigdy nie umieramy i idziemy na wieczny spoczynek. To byłoby dla dusz nie do zniesienia bo jesteśmy stworzeni aby się ciągle rozwijać. Moim zdaniem Kościół powinien zastąpić słowa -WIECZNY ODPOCZYNEK- słowami - WIECZNE SZCZĘŚCIE.

Pozdrawiam serdecznie
[dane do wiad. FN]
Toronto,Kanada
____________________



zwiń tekst



Atak zmory nocnej, a nawet... coś gorszego!
Wt, 14 luty 2017 04:08 komentarze: brak czytany: 1033x

To działo się dzisiejszej nocy 13 luty 2017 o godzinie 4 więc sprawa świeża. Przyznam się że jestem trochę w kłopocie, bo trudno znaleźć odpowiednie słowa aby opisać to co mi się przydarzyło. To było coś na wzór ataku nocnej zmory tylko trochę inaczej. Moja świadomość budzi się. Czuję że to rzeczywistość ale nagle zaczyna się dziać coś "niezwykłego". Dostaje paraliżu, bardzo silnego i bolesnego.......

czytaj dalej

To działo się dzisiejszej nocy 13 luty 2017 o godzinie 4 więc sprawa świeża. Przyznam się że jestem trochę w kłopocie, bo trudno znaleźć odpowiednie słowa aby opisać to co mi się przydarzyło. To było coś na wzór ataku nocnej zmory tylko trochę inaczej.
 
Moja świadomość budzi się. Czuję że to rzeczywistość ale nagle zaczyna się dziać coś "niezwykłego". Dostaje paraliżu, bardzo silnego i bolesnego. Zostaję tak jakby "wgniecona w łóżko" nie swoimi siłami, tylko coś (na razie niewidzialna dla mnie siła) unosi moją klatkę piersiową do góry jakby chciało mi ją  wyrwać, podczas  gdy reszta ciała pozostaje nieruchoma i sparaliżowana a nawet zdaje być się odciągana (w dół).
 
To silne uczucie skurczu i jeszcze z tą siła jakby wyciągającą coś z mojej klatki piersiowej było nie dozniesienia. Bardzo mnie to bolało a przy tym byłam zaskoczona co się takiego ze mną dzieje i oczywiście przerażona. Starałam ze wszelkimi siłami się z tego uwolnić. Udaje mi się podnieść z łóżka. Mimo nieporadnych ruchów "ciała" moja świadomość jest zupełnie trzeźwa razem z myślami i pamięcią.

Za chwile to co mi się dzieje skojarzyło mi się z filmem o opętaniu, jak demon wstępował w główną bohaterkę i ją w ten sam sposób "wykręcało". Strasznie się tego przestraszyłam, że coś do mnie przyszło więc chciałam się z tego uwolnić.
A więc udaje mi się wstać z łóżka (zdawało mi się że ciałem bo cały czas miałam wrażenie rzeczywistości) i chcę zapalić światło w pokoju. Dotykam  włącznika a tu nic! Nie mogę zapalić światła!

Nagle ktoś wchodzi do pokoju i staje obok mnie. Było ciemno więc myślałam, że to mąż. Mówie: "Marcin, weź zapal światło", a ta postać milczy. Ja staram się zapalić światło drugi raz. Dotykam włącznika a tu nic, tak jakbym to nie ciałem go naciskała tylko... mgłą.

Kiedy uniosłam ręke ten mężczyzna który stał obok mnie złapał mnie za żebra i zaczął mnie łaskotać. Myślałam jeszcze, że to mąż mówie Marcin no co ty wyprawiasz, weź przestań mnie łaskotać, ale ta postać nie chciała mnie słuchać tylko jeszcze bardziej mnie łaskotała. To było tak bolesne, nie do wytrzymania łaskotki, których nie znoszę. Powiedział mi telepatycznie że już zawsze mi to będzie robić i już nigdy się nie uwolnię Wtedy zobaczyłam na sobie jego ręce tak jakby w czarnych rękawicach. Będąc nieugiętym na moje prośby spostrzegłam, że to nie jest człowiek tylko jakiś byt, który do mnie przyszedł aby zaprezentować mi swoją "torturę" i swoje możliwości i to że istnieje naprawdę.
 
Nie wiem co sprawiło że moja dusza uwolniła się z rąk tego demona i za chwile "wstąpiła" w ciało. Obudziłam się na łóżku cała i zdrowa, ale zostaje niepokój że istnieje coś co może wyrządzić dużo zła niewinnym istotom.
Teraz jak o tym myślę to uważam że ten byt z klatki piersiowej wyciągał moją dusze i chciał mi się pokazać i zaprezentować "co potrafi". Myślę że dostałam od nich kare za ostatni list do was o demonie z 24 stycznia 2016r
Chcę dodać że atak zmory oprócz dzisiejszego dnia (oczywiście dziś to było trochę co innego) miałam trzy razy w życiu.
Oprócz dzisiejszego, to miałam dwa standardowe paraliże senne. Każdy w innym miejscu. Pierwszy jak miałam 17 lat, drugi zdarzył się dwa lata temu, czyli jak miałam 24 lata. Wtedy myślałam, że to przypadek i złe ułożenie ciała podczas snu, ale teraz wiem, że jednak coś do mnie i wtedy przychodziło.
 
Pisze o tym aby uświadomić tych którzy to czytają, że prawdziwe zło istnieje, obserwują nas a przede wszystkim istnieje dusza to nasza  świadomość, która możliwe że jest nieśmiertelna.
 
Pozdrawiam, Monika.
 
 



zwiń tekst



Coś "wessało mnie pod sufit" - spontaniczne doświadczenie OOBE
Wt, 14 luty 2017 03:49 komentarze: brak czytany: 687x

Szanowni Państwo, Wiem, że z Wami mogę podzielić się dziwnym przeżyciem i może mnie nie wyśmiejecie. Jakiś czas temu przydarzyło mi się coś zaskakującego.  Położyłam się spać i wydawało mi się, że jestem w półśnie, czuwaniu, nagle poczułam jakby ktoś leżał za mną, a wiedziałam, że jestem sama w domu, wystraszyłam się i coś wessało mnie pod sufit, nie umiem inaczej opisać tego uczucia. Spojrzałam.......

czytaj dalej

Szanowni Państwo, Wiem, że z Wami mogę podzielić się dziwnym przeżyciem i może mnie nie wyśmiejecie.
Jakiś czas temu przydarzyło mi się coś zaskakującego.  Położyłam się spać i wydawało mi się, że jestem w półśnie, czuwaniu, nagle poczułam jakby ktoś leżał za mną, a wiedziałam, że jestem sama w domu, wystraszyłam się i coś wessało mnie pod sufit, nie umiem inaczej opisać tego uczucia.

Spojrzałam na siebie leżącą w łóżku, o dziwo moja reakcja momentalnie zmieniła się i zamiast przerażenia, wisząc pod sufitem "krzyknęłam " (jakby telepatycznie- też nie umiem tego wyjaśnić), na postać która niby znajdowała się koło mnie, że ma być cicho ba ja chcę spać    Zaraz po tym obudziłam się. Wszystko było strasznie realne, zupełnie jak nie sen. Nie wiem czy wyszłam poza ciało czy to tylko moja projekcja ale super uczucie. Sama byłam zaskoczona tym wszystkim i rozbawiona swoim zachowaniem.  

Osoby z grupy do której należę mówią, iż to było spontaniczne wyjście z ciała. Najgorsze, że nie umiem tego przywołać czy kontrolować, a bardzo tęskni mi się za tym. Dziwne ale tak mam.
Pozdrawiam całą redakcję.

Iza.




zwiń tekst



"HALO" w "Czacie FN"? To mógł być mój pacjent.
Wt, 14 luty 2017 02:57 komentarze: brak czytany: 704x

Szanowni Państwo, Dlaczego uważam, że coś z mojego otoczenia ma jakiś związek z "halo" zarejestrowanym podczas czata FN o reinkarnacji? Otóż - nie uważam, przestałam oceniać. Na pewno w tym czasie, w ktorym padają te słowa, kiedy rejestruje się ten sygnał, wraca z pracy mój przyjaciel  i wchodząc po schodach (mam piętrowe mieszkanie), mówi "hallo". Odkąd mieszkamy w Niemczech, on tego słowa po.......

czytaj dalej

Szanowni Państwo, Dlaczego uważam, że coś z mojego otoczenia ma jakiś związek z "halo" zarejestrowanym podczas czata FN o reinkarnacji? Otóż - nie uważam, przestałam oceniać. Na pewno w tym czasie, w ktorym padają te słowa, kiedy rejestruje się ten sygnał, wraca z pracy mój przyjaciel  i wchodząc po schodach (mam piętrowe mieszkanie), mówi "hallo". Odkąd mieszkamy w Niemczech, on tego słowa po prostu używa. Ja w tym czasie słuchałam na słuchawkach audycji (czat FN o reinkarnacji) i również odpowiadam "hallo".

W napisanym przez Państwa artykule pada przypuszczenie, że być może to duch bliskiej osoby któregoś ze słuchaczy. Czy miałam takie osoby, które po śmierci dawały mi o sobie znać? Powiedzmy, że nie pozwalały o sobie zapomnieć. I wielu z nich miałoby ochotę krzyknąć coś do mikrofonu Pana Kapitana, choć nie mam pojęcia jak to możliwe.

Pracuje w szpitalu (jako sprzątaczka), na oddziale paliatywnym. W ciągu niespełna 2 lat pracy, doświadczyłam tam wiecej spotkań z nieznanym niż przez całe moje życie. Chyba nie potrafię szczegółowo opisać przykładów. Zaczęło się od pacjentki, która była Polką. Nie mówiła po niemiecku. Przychodziłam ją odwiedzać na jej prośbę i na prośbę jej rodziny. Po krótkim pobycie w szpitalu zmarła. Po czym przyszła do mnie się pożegnać, być może dlatego, że nie mogłam iść na jej pogrzeb. Jeśli komuś trudno to pojąć, może sobie pomyśleć że we śnie, ale to nie był sen. Powiedziała do mnie wtedy coś dziwnego - że zawsze mnie kochała. To 'zawsze' trwało 2 tygodnie. Tyle trwała nasza znajomość. Nie znałam jej wcześniej i pochodziła zupełnie z innego regionu Polski niż ja.

W ogóle osoby tuż przed śmiercią wypowiadają 'niecodzienne' zdania. Często zdaża się również mi być ostatnią lub wśród ostatnich osób, które pacjenci widzą przed śmiercią. Jedna osoba powiedziała coś takiego: "Danke,... dauert nicht mehr" (podziękowała ze nie będzie dłużej trwać). Przy tym cały czas się uśmiechała.

Była również inna pacjentka, która obawiała się o czystość w swoim otoczeniu,. Właściwie nic nie pozwalała w swoim najbliższym otoczeniu robić. Wykonywaliśmy swoje obowiązki z dużą ostrożnością.  Miałam jeden dzień wolny i informacje, że pacjentka ma zostać wypisana do domu. Gdy wróciłam, zastałam rano pusty pokój, w którym leżała. Zaczęłam od razu go sprzątać, ale nadal czułam jej obecność i wielki smutek i wielki żal. I myślę sobie: 'Co ja ci teraz poradzę? Trzeba było być dla mnie trochę milszym.'

Tak sobie właśnie pomyślałam. Na co dostałam dwa razy po głowie, później jeszcze poza pokojem trzeci raz (żebym czasem nie miała wątpliwości). I znów pojawiła mi się myśl, że może mi się należało. Tak, należało mi się. I proszę sobie wyobrazić, że to od razu stawia do pionu. Następnie zaczęłam pytać koleżanki co z tą panią się stało. Ona też nie wiedziała, ale szybko ustaliłyśmy że ona faktycznie, w czasie mojej nieobecności, zmarła.

A w ostatnim czasie w styczniu, miało miejsce następujące zdarzenie: Pacjentka poczuła się gorzej i została pozostawiona sama w pokoju a drugą osobę, która z nią leżała w pokoju, przetransportowano do innego pokoju. Gdy weszłam tam pierwszy raz, przycisk, który służy do wołania pielęgniarki w razie potrzeby, a który został zawieszony nad łóżkiem pacjentki, kołysał się nad łóżkiem - sam. Ona po prostu leżała w bezruchu, nie miała siły się poruszać, czy wyciągnąć ręki. Nawet samodzielnie nie jadła, zawsze ktoś z personelu ją karmił. Potem byłam tam jeszcze raz, ponieważ pani, która z nią wcześniej leżała, zapomniała coś z pokoju i prosiła mnie, by jej to przynieść. I po południu pacjentka, która została uznana za osobę umierającą, znalazła się w pokoju z drugą osobą. Jej stan się poprawił. I do 22 stycznia, dokąd byłam na oddziale, pozostawała w tym pokoju. Gdy tam przychodziłam, wodziła tylko za mną oczami. Patrzyła na to co robiłam. Potem nie byłam w pracy a gdy wróciłam 1 lutego na oddział, jej nie było jako pacjentki. Nie wiem co się z nią w tym czasie stało. Próbuję to ustalię.

Pozdrawiam
[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Tajemnicza pani siedząca na krześle w kuchni, która się uśmiechała i której... nie było!
Nie, 12 luty 2017 21:47 komentarze: brak czytany: 740x

Od dluzszego czasu zbieram sie do napisania tego listu. Fundacja Nautilus wydaje mi sie w koncu odpowiednim adresatem moich slow. Chcialabym podzielic sie z Wami moimi przezyciami z zakresu zjawisk paranormalnych.Oczywiscie postaram sie oddzielic ziarna od plew, czyli zdarzenia, co do ktorych nie mam cienia watpliwosci, ze wydarzyly sie naprawde, a ktore sa dla mojego umyslu trudne do ogarniecia, .......

czytaj dalej

Od dluzszego czasu zbieram sie do napisania tego listu. Fundacja Nautilus wydaje mi sie w koncu odpowiednim adresatem moich slow. Chcialabym podzielic sie z Wami moimi przezyciami z zakresu zjawisk paranormalnych.
Oczywiscie postaram sie oddzielic ziarna od plew, czyli zdarzenia, co do ktorych nie mam cienia watpliwosci, ze wydarzyly sie naprawde, a ktore sa dla mojego umyslu trudne do ogarniecia, od historii zaslyszanych od znajomych, przyjaciol, dalszej rodziny, ktorych prawdziwosc trudno mi zweryfikowac, chociaz znam tych ludzi na tyle dobrze, ze nie posadzam ich o fantazjowanie, a juz napewno nie klamstwo.

Otoz kiedy bylam malym dzieckiem (mialam moze 4-5 lat) wydarzyla sie pewna rzecz, ktora pamietam tak dobrze jakby to bylo wczoraj. Rodzice zawsze uczulali mnie na kontakty z obcymi mi ludzmi, wiec zawsze mialam do obcych dystans. Zanim poszlam do przedszkola (a chodzilam tylko do "starszakow") zostawalam w domu z babcia podczas kiedy rodzice byli w pracy, a rodzenstwo starsze w szkole. Tak bylo i tego ranka.

Obudzilam sie rano i uslyszam jak w kuchni krzatajaca sie babcie. W pokoju panowala zupelna cisza. Wstalam wiec z lozka i wyszlam zza mebloscianki, ktora byl przedzielony dosc duzy pokoj. Z drugiej strony mebloscianki stal m.in. stol i cztery krzesla. I wlasnie na jednym z tych krzesel siedziala pewna otyla pani, ktora usmiechala sie do mnie serdecznie, przygladala mi sie z zainteresowaniem i na pierwszy rzut oka podobna byla do mojej drugiej babci, ze strony taty.

Ta druga babcia mieszkala kilka kilometrow od naszej miejscowosci wiec pomyslalam, ze przyjechala nas odwiedzic (co raczej rzadko sie zdarzalo). Wydalo mi sie tylko dziwne, ze siedzi tutaj tak sama, ze moja pierwsza babcia robi cos w kuchni i zostawila goscia samego, a poza tym od przebudzenia sie nie slyszalam zadnej rozmowy, tylko dzwieki naczyn z kuchni.

Poczulam, ze ta sytuacja jest troche dziwna tym bardziej, ze ta pani nic nie mowila, tylko patrzyla na mnie i sie usmiechala. Pisze "pani" bo po chwili okazalo sie, ze to nie jest moja babcia. Chcac udac sie do drzwi na korytarz (a chcialam sie tam udac czym predzej) musialam przejsc obok stolu, przy ktorym siedziala i wlasnie kiedy sie do niego zblizylam jej twarz wydala mi sie zupelnie obca i wtedy juz wystraszylam sie nie na zarty i do kuchi popedzilam biegiem. Poczulam sie juz bezpiecznie, ale nurtowala mnie ta "pani" co siedzi sama w duzym pokoju, wiec spytalam babcie kim ona jest.

Babcia ze zdziwieniem na mnie spojrzala i powiedziala, ze nie ma w domu zadnej pani. Ja jednak bylam tak pewna swego, ze babcia sama juz zglupiala i bez slowa poszla do duzego pokoju, po czym wrocila wyraznie uspokojona i powiedziala cos w stylu "dziecko co ty opowiadasz"-jakos tak. Nikt mi nie uwierzyl. Wzieli to za dziecinny wymysl, fantazje. Ja jednak wiem co widzialam i pamietam to po dzis dzien. Nie wiem tyko kim byla ta kobieta bo obie babcie wtedy zyly, a mieszkalismy w kamiennicy na wysokim pietrze i przez okno raczej wejsc sie nie da, a juz na pewno nie w celu posiedzenia chwile na krzesle. Drzwi wejsciowe tez byly zamkniete.

To byl moj pierwszy w zyciu kontakt z czyms czego moj umysl nie ogarnia. Zaczelam od tej niby-nic historii w sume nie bez powodu, bo jestem swiezo po lekturze artykulu o zmarlych przychodzacych do nas w snach. Ja mam takie doswiadczenia z babcia Nr 2, ta ktora mieszkala kilka kilometrow od nas i rzadko ja widywalam. Jest to tym bardziej dla mnie dziwne, bo babcia z ktora mieszkalam i ktora sie opiekowala codziennie wogole mi sie nie sni. Natomiast tamta babcia, z ktora mialam gorszy kontakt juz kilka razy mnie przed czyms przestrzegla. Moze dlatego, ze jestem do niej fizycznie bardzo, ale to bardzo podobna???

Raz snilo mi sie, ze spieszylam sie do pociagu, ktory stal na peronie. Mialam na sobie dluga, biala suknie slubna. Pamietam, ze byl to pociag osobowy i stojac na peronie wszystkie drzwi mial rozsuniete. Kiedy juz mialam do niego wejsc nagle wyrosla przede mna babcia i doslownie zagrodzila mi wejscie, tak jakby nie chciala mnie tam za nic wpuscic. Kilka dni pozniej jadac okazja z pewnym starszym malzenstwem wpadlismy w poslizg i po zrobieniu kilku karuzel wyladowalismy na przeciwleglym pasie, a z przeciwnej strony pedzila w nasza strone z gorki ciezarowka. To, ze przezylismy bylo kwestia sekund i tego, ze byla sobota rano, a wiec ruch na drodze miedzymiastowej minimalny. Innym razem przed tym jak zostalam okradziona tez przysnila mi sie babcia, tez nic nie mowila tylko wygrazala mi palcem prawie przed moim nosem. Po kradziezy zrozumialam to tak, ze ona chciala mnie ostrzedz przed moja lekkomyslnoscia, bo mozna powiedziec, ze okradziono mnie przez moja glupote.

Inna zupelnie sprawa jest nagla i niespodziewana smierc mojego brata, z ktora wiaze sie caly szereg dziwnych zdarzen, snow, a takze telefonow, rowniez z naszego do innego miatsa, a takze z zagranicy, ale o tym postaram sie opowiedziec nastepnym razem. Przepraszam za brak polskich znakow, ale przebywam za granica i nie posiadam polskiej klawiatury.
Pozdrawiam
Ewa  




zwiń tekst



Człowiek-cień schodzący z nieba na Ziemię
Nie, 12 luty 2017 21:29 komentarze: brak czytany: 849x

Pewnego letniego wieczoru,kiedy to nocowałam u mojej przyjaciółki siedziałyśmy na dworze, gadając dosyć długo. W pewnym momencie pojawił się na kilka sekund dziwny cień na niebie. Był czarny i miał postać człowieka, a wyglądał jakby zbiegał z niewidzialnych schodów po niebie. Widziałam to nie tylko ja, ale także moja przyjaciółka. (Byłyśmy tylko we trzy i jakoś trudno mi uwierzyć, że obie naraz miałyśmy.......

czytaj dalej

Pewnego letniego wieczoru,kiedy to nocowałam u mojej przyjaciółki siedziałyśmy na dworze, gadając dosyć długo. W pewnym momencie pojawił się na kilka sekund dziwny cień na niebie. Był czarny i miał postać człowieka, a wyglądał jakby zbiegał z niewidzialnych schodów po niebie. Widziałam to nie tylko ja, ale także moja przyjaciółka. (Byłyśmy tylko we trzy i jakoś trudno mi uwierzyć, że obie naraz miałyśmy zwidy) To takie trudne i naprawdę nie wiem co, o tym myśleć. Pomóżcie!

Od razu chciałam powiedzieć, że nie zmyślam, bo nie o to mi chodzi (od jakiegoś czasu intrygują mnie takie sprawy i po prostu nie wiem co o tym myśleć, to dla mnie takie dziwne...), chcę po prostu wiedzieć...nie wiem też po co miałabym zmyślać.

Pozdrawiam Redakcję FN i popieram Waszą działalność!

                                                                                                                  Gosia K. ;)




Na naszą prośbę autorka relacji zrobiła rysunek. Oto, co na jego temat napisała:



Ten cień nie jest na budynku, po prostu chciałam narysować wszystkie szczegóły i tak jakoś wyszło, ale ten cień nie był na budynku. ;) A jeśli chodzi o ten obiekt to może było to jakiś rok temu, ale jak mówię przysłałabym pewnie od razu, ale nie wiedziałam o Waszej Fundacji.

Pozdrawiam.  
Gosia

Poniżej rysunek autorki relacji.




zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 5 6 7 8
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 8

Wejście na pokład

Wiadomość z okrętu Nautilus

ONI WRACAJĄ W SNACH I DAJĄ ZNAKI... polecamy przeczytanie tekstu w dziale XXI PIĘTRO w serwisie FN .... ....

UFO24

więcej na: emilcin.com

Sob, 3 luty 2024 14:19 | Z POCZTY DO FN: [...] Mam obecnie 50 lat wiec juz długo nie bedzie mnie na tym świecie albo bede mial skleroze. 44 lata temu mieszkałam w Bytomiujednyna rozrywka wieczorem dla nas był wtedy jedno okno na ostatnim pietrze i akwarium nie umiałem jeszcze czytać ,zreszta ksiażki wtedy były nie dostepne.byliśmy tak biedni ze nie mieliśmy ani radia ani telewizora matka miała wykształcenie podstawowe ojczym tez pewnego dnia jesienią ojczym zobaczył swiatlo za oknem dysk poruszający sie powoli...

Dziennik Pokładowy

Sobota, 27 stycznia 2024 | Piszę datę w tytule tego wpisu w Dzienniku Pokładowym i zamiast rok 2024 napisałem 2023. Oczywiście po chwili się poprawiłem, ale ta moja pomyłka pokazała, że czas biegnie błyskawicznie. Ostatnie 4 miesiące od mojego odejścia z pracy minęły jak dosłownie 4 dni. Nie mogę w to uwierzyć, że ostatnią audycję miałem dwa miesiące temu, a ostatni wpis w Dzienniku Pokładowym zrobiłem… rok temu...

czytaj dalej

FILM FN

WYWIAD Z IGOREM WITKOWSKIM

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.