Dziś jest:
Czwartek, 28 października 2021

Nie szczyt - urwisko jest straszne.
/Fryderyk Nietzsche/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




NIEZWYKŁE WYDARZENIA ZWIĄZANE ZE ŚMIERCIĄ MAMY
Wt, 29 cze 2021 10:36 komentarze: 1 czytany: 2258x

To co napiszę, jest relacja ze śmierci mojej matki. w dniu 27.07.2019 odeszła z tego świata moja mama. Ostatni tydzień swojego życia spędziła w szpitalu, i liczyliśmy się że każdego dnia otrzymamy tą przykrą informację. Był to tydzień walki w sumie, gdyż szpital w którym dokonała żywota chciał koniecznie w poniedziałek (czyli po jej śmierci) - zawieźć ją do domu. (w Niemczech to było). No więc - w.......

czytaj dalej

To co napiszę, jest relacja ze śmierci mojej matki. w dniu 27.07.2019 odeszła z tego świata moja mama. Ostatni tydzień swojego życia spędziła w szpitalu, i liczyliśmy się że każdego dnia otrzymamy tą przykrą informację.

Był to tydzień walki w sumie, gdyż szpital w którym dokonała żywota chciał koniecznie w poniedziałek (czyli po jej śmierci) - zawieźć ją do domu. (w Niemczech to było).

No więc - w dzień jej śmierci byliśmy rano w szpitalu. Leżała spokojnie - w końcu postanowiliśmy pojechać załamani do domu, aby przygotować jej pokój.

O 13:45 (wiem to dokładnie) jej kotek zaczął strasznie po kociemu "płakać". Chować się. Kocica patrzyła na mnie -
a raczej przeze mnie, tak jakby za mną ktoś był.

O 13:50 poprosiłem moją żonę (która pracuje w tym szpitalu na innym oddziale aby zobaczyła, czy moja mama żyje. Moja żona kończyła zmianę o 14:00 i zaraz udała się do jej pokoju. Okazało się że moja mama już odeszła. Ale jeszcze nikt o tym nie wiedział. Lekarz który stwierdził zgon, przybył dopiero o 14:30.

Nie chcę tu powiedzieć że ja osobiście widziałem ducha, ale jestem pewien że widziała go kotka mojej mamy. Gdyż ta nigdy dotąd się tak nie zachowywała.

-------------------------------------------
Moja mama objawiła mi się w snach 2-3 dni po śmierci. Powiedziała mi radośnie, że nie mam się o nic martwić - że czuje się bardzo dobrze, i że żyje! W śnie pytałem, mamo? ale Ty wiesz że umarłaś? (pokazując akt zgonu). Moja mama uśmiechnęła się tylko i powiedziała, nie synu! Ja żyję! A na to nie patrz!

Zaznaczam, w naszej rodzinie i krótko przed śmiercią były najwidoczniej zajścia paranormalne. Jestem pewien, że przed pójściem do szpitala, prawdopodobnie w śnie była moja babcia, po moją mamę. Ustawiliśmy babyfon, na noc, także dokładnie słyszałem słowa mojej mamy: "Nie mamo ja jeszcze nie chcę odchodzić.

Kilka dni później, moja żona powiedziała mi, że moja mama powiedziała jej, że raz w jej pokoju był nasz dziadek z mężczyzną - (którego nie znała). Na to jest wytłumaczenie. Zanim poczęła się moja mama, moi dziadkowie mieli syna który zmarł krótko po urodzeniu.

Zaznaczam, o d dziadka wiedziałem, że gdy zmarł jego ojciec, mój dziadek siedział w pociągu. Pociąg w minutę śmierci wykonał hamowanie bez powodów, stanął dziadka zegarek. I również stanął zegar stojący w pokoju. Ja osobiście nigdy wcześniej nie miałem takowych objawień a chciałem. Chciałem tego doznać, gdyż o takich zdarzeniach często się słyszy.

Co jeszcze? Ludzie czują swoją nadchodzącą śmierć. Czego nie potrafię sobie wytłumaczyć: po śmierci znalazłem w torbie mojej mamy książkę pani Kuebler-Ross "O śmierci i życiu po śmierci". Nie udało się ustalić skąd moja mama miała tą książkę. To jest tak. Moja mama czytała chętnie, ale nie książki na te tematy. Jej wszystkie książki były jeszcze spakowane, w kartonach. A te które miała zamówiłem jej jako nowe. O tą książkę nie prosiła, jest nie możliwością, aby sobie ją sama kupiła - jedynie mogła ją otrzymać z wcześniejszego pobytu w szpitalu.

Co jest dla mnie de facto nie wytłumaczalne - bardzo dziwny zbieg okoliczności.

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



KILKA HISTORII O SPOTKANIACH Z DUCHAMI
Pt, 25 cze 2021 13:06 komentarze: brak czytany: 2644x

Znaki po śmierci i zwiastujące śmierć, niezwykłe wydarzenia związane z osobami zmarłymi – oto kilka historii z tych „nadesłanych do FN” idealnych do XXI PIĘTRA. [...]Droga Redakcjo!!Chciałam Wam opowiedzieć o pewnym dniu... Opowiadała mi go moja babcia, ale wiarygodonie i nie sądze żeby zmyślała. A więc przechodzę do rzeczy : Mojej babci tato był baaardzo bogaty. Pewnego dnia postanowił kupić.......

czytaj dalej

Znaki po śmierci i zwiastujące śmierć, niezwykłe wydarzenia związane z osobami zmarłymi – oto kilka historii z tych „nadesłanych do FN” idealnych do XXI PIĘTRA.

 [...]
Droga Redakcjo!!
Chciałam Wam opowiedzieć o pewnym dniu... Opowiadała mi go moja babcia, ale wiarygodonie i nie sądze żeby zmyślała. A więc przechodzę do rzeczy : Mojej babci tato był baaardzo bogaty. Pewnego dnia postanowił kupić ogromną willę z dużym sadem, ogrodem i stajnią (bo mieli konie). Było to gdy moja babcia była już starszą dziewczynką (około 12 lat). Gdy już zamieszkali (moja babcia, jej tato, jej mama i jej babcia) musieli coś tam zrobić w piwnicy ( nie pamiętam dokładnie co ), więc ścieli jedno drzewo z sadu i je tam umieścili. W piwnicy trzymali ziemniaki.

Co noc wszyscy mieszkańcy słyszeli tak jakby tupot koni z oddali. Więc myśleli że to konie wariują. Mojej babci babcia chciała iść uciszyć te konie i zobaczyło lekko uchylone drzwi od piwnicy i dochodzący z niej ,,tupot koni,,. Więc bez namysłu weszła tam żeby zobaczyć co się dzieje. Zobaczyła jak ziemniaki się rzucają o ściane wtedy wszystkich zawołała do piwnicy i mieszkańców po prostu wryło ich na ten widok. Następnego dnia mojej babci tato dowiedział się, że poprzedni mieszkaniec tego domu powiesił się właśnie na tym drzewie które ścieli i dali do piwnicy. Zaraz po tym wyprowadzili się.
Serdecznie Pozdrawiam
Pozostaje w Szacunku
[...]


Subject: Wizja

Witam serdecznie załogę FN. Nazywam się Wojciech xxxxxxxx (proszę o zachowanie anonimowości) i piszę do was ponieważ właśnie dowiedziałem się o dość niezwykłym "zbiegu okoliczności".
Moja babcia trafiła do szpitala ponad miesiąc temu z powodu udaru mózgu. Spowodował on niedowład lewej części ciała (noga i ręka). W trakcie pobytu pojawiło się również ostre zapalenie nerek (z nerkami miała już poważny problem jakiś rok temu). Jej stan zdrowia jest niestabilny - raz jest lepiej a raz jest gorzej. Generalnie wydawało by się, że jednak sytuacja się poprawia, szczególnie ostatnio miał miejsce skok w pozytywnym kierunku. Dodam jeszcze, że jej stan na prawdę potrafi się wahać od nieprzytomności do normalnie rozmawiającego i (w miarę) świadomego człowieka. Mój dziadek, a jej mąż odwiedza ją każdego dnia. W trakcie swej choroby mówiła wiele różnych dziwnych rzeczy, na które się nie zwracało uwagi. Jednak wczoraj powiedziała do dziadka, że kolega jej wnuka (oczywiście mówiła o konkretnym wnuku, i nie chodziło o mnie) "jest zabity".
Oczywiście mój dziadek potraktował to jako kolejną wymyśloną rzecz, jednak zmartwiło go to ponieważ jej zdrowie i świadomość były całkiem dobre. Zapytał jej się czy jej się to śniło, ale ona odpowiedziała, że nie. Dziadek o nic więcej nie pytał. Dzisiaj rano wnuk, o którym to mówiła dostał telefon, że jego kolega się utopił. Dostał się na zawodowego żołnierza i otrzymał stopień podpułkownika. Z tej okazji wybrał się z przyjaciółmi nad wodę aby to uczcić. Niestety kariera tego młodego człowieka zakończyła się zanim się zaczęła...
Myślę, że jest to zaiste ciekawy "zbieg okoliczności". Dziadek mi również dzisiaj powiedział, że babcia 3 dni temu powiedziała do jednej z sióstr, że "przyszła do niej mama" (oczywiście jej matka już zmarła). Tego dnia babcia czuła się bardzo, bardzo źle. Domyślam się co to może oznaczać, ale na razie jest jeszcze wśród nas.

Pozdrawiam.


Subject: Kilka opowieści...


Witam,
Zjawiskami paranormalnymi interesuję się od 9 lat. Kilka lat temu trafiłem
na Waszą stronę internetową. Od tej pory odwiedzam ją regularnie (kilka razy
dziennie). (...)

W 2002 roku zmarła moja babcia (od strony mamy). Była osobą starszą.
Stopniowo opadała z sił. Na kilka tygodni przed śmiercią miała dziwne sny
itp. Pewnej nocy (jednej z ostatnich) krzyczała: "Tato nie zabieraj mnie!
Tato nie ciągnij mnie!" (była wychowywana przez ojca, ponieważ matka zmarła
kiedy babcia miała 2 lata). Potem mówiła, że śnił się jej ojciec ciągnący ją
za rękę, do jakiegoś tunelu.
Innego dnia (bodajże na tydzień przed śmiercią) miały miejsce bardzo dziwne
sytuacje...

Zmarł mój dziadek (od strony taty), który mieszkał wraz z babcią i stryjem
80 km od nas. O 20:30 mojego tatę coś tchnęło i powiedział, że jego ojciec
zmarł. Mama zaczęła się dopytywać skąd o tym wie, ale on mówił tylko, że
jest tego pewien. Zadzwoniliśmy więc i okazało się, że faktycznie... dziadek
zmarł kilka minut temu. Nie chcieliśmy babci o tym na razie mówić.
Następnego dnia, kiedy mama poszła do babcia ta od razu zadała jej pytanie:
Co stało się z Lucjanem? (tak miał na imię mój dziadek) Mama normalnym tonem
zapytała "A co miało się stać?". Babcia natomiast powiedziała, że coś przed
nią ukrywamy. Potem w końcu mama przyznała się, że mój dziadek zmarł
wcześniejszego dnia...

Kiedy indziej mama pojechała do kuzynki. Rozmawiała z nią i kuzynem o jakimś
zdarzeniu (nie pamiętam aktualnie jakim). Potem troszkę się posprzeczała,
ale kuzyn załagodził sprawę. Po powrocie do domu moja babcia powiedziała
mojej mamie, że nie przypuszczała, że [i tutaj opowiedziała kilka faktów z
tego zdarzenia]. Mama była w szoku! Pytała się babci skąd ona o tym wie,
skoro od kilku tygodni nie wychodzi z domu, a ona sama dowiedziała się o tym
kilkanaście minut temu. Babcie nic nie odpowiedziała natomiast zapytała się
dlaczego mama tak krzyczała na tą kuzynkę i że cieszy się, że kuzyn ją
uspokoił...

Kolejna sytuacja miała miejsce następnego dni. Babcia musiała iść do
szpitala, więc mama kupiła jej nową różową pidżamę. Jak się jednak okazało
była to wersja z dość krótkim rękawkiem. Mama włożyła ją do szafki i
postanowiła, że jeszcze poszuka w sklepach a jeśli nie znajdzie to da babci
tą. Poszła na piętro (gdzie był pokój babci) i podawała jej leki itp. Wtedy
babcia powiedziała, że nie podoba się jej ta pidżama bo ma dziwną falbankę,
wzory i krótki rękaw. Nie wiadomo skąd babci o tym wszystkim wiedziała!!
Około 5-6 dni później zmarła...

Ponieważ był to okres wakacyjny (ja wraz z bratem byłem na kolonii) dużo
osób z naszej rodziny nie mogło przyjechać na pogrzeb, więc mama postanowiła
wynając fotografa. Jak się po pogrzebie okazało, ANI JEDNO ZDJĘCIE NIE
WYSZŁO I WSZYSTKIE BYŁY PRZEŚWIETLONE! Wynajęty fotograf był w szoku,
ponieważ pierwszy raz zdarzyła się mu taka sytuacja...

Około pół roku póżniej podczas jedzenia obiadu w salonie nagle otworzyły się
drzwi. Nie mógł być to przeciąg, ponieważ okna były pozamykane. Kanarek
zaczął latać po klatce tak, jak zachowywał się zwykle, kiedy widział kogoś
nieznajomego. Wtedy mój tata powiedział, że babcia nas odwiedziła. Mama z
pełną powagą powiedziała "Chodź mamo" i poszła do byłego pokoju babci.
Automatycznie kanarek uspokoił się...

2) Kiedy miałem około 2-4 lata często przebywałem w szpitalu ze względu na
różnego rodzaju problemy zdrowotne (zazwyczaj związane z żołądkiem).
Według opowieści mojego ojca (który nie ma skłonności do przesadzania)
pewnego dni miałem jakieś badania na innym oddziale. Poszedł więc tam ze
mną. Kiedy wróciliśmy do mojej sali ja zmęczony natychmiast zasnąłem,
natomiast w drzwiach pojawiła się młoda pielęgniarka i powiedziała, że musi
mnie wziąć na te badania z których przed chwilą wróciłem. Mój ojciec
powiedział, że właśnie przed chwilą tam byliśmy. Wtedy do sali weszły dwie
małe zakapturzone postacie i usiadły na łóżku, gdzie wypoczywał mój tata (w
salach gdzie leżą małe dzieci są miejsca dla rodziców). Pomimo że były one
nie pozorne (około 110cm wzrostu) to usiadły na jego nogach tak, że nie mógł
się ruszać i mówić. - doznał jakby dziwnego paraliżu. Wtedy tajemnicza
pielęgniarka powiedziała(właściwie przekazała w myślach), że po prostu musi
mnie zabrać i aby o mnie zapomniano. Wzięła mnie na ręce. Mój ojciec
oczywiście nie zgodził się, próbował wstać i wezwać kogoś ale po prostu nie
mógł! Bo dłuższej "wymianie myśli" mojemu tacie udało się zawrzeć układ.
Tajemnicza kobieta powiedziała, że tym razem nic nie zrobi, ale będzie
robiła jeszcze trzy podejścia aby mnie zabrać. Jeżeli nie uda jej się to do
momentu kiedy skończę 10 lat to pozostawi nas w spokoju.
 
Od tego czasu do momentu kiedy skończyłem 10 lat faktycznie miały miejsce
TRZY sytuacje kiedy omal nie odszedłem z tego świata. Nie mam tu na myśli
żadnego rodzaju wypadków. Jedna z tych sytuacji wyglądała tak, że dostałem
ogromnej gorączki podczas pobytu w sanatorium. Wówczas zachorowaliśmy tam
tylko ja i mój ojciec pomimo że byliśmy tam całą rodziną (rodzice i mój
brat). Mieliśmy ponad 41 stopni. Ja dostałem drgawek, zemdlałem i osunąłem
się z mojemu tacie na ręce. Ponoć traciłem oddech. Zaniósł mnie do lekarza
ale oni nic nie stwierdził. Po ciężkiej nocy nad ranem szybko spakowaliśmy
się i jak najszybciej całą rodziną opuściliśmy ośrodek...

Pierwszy raz historię tą usłyszałem dopiero kiedy skończyłem 10 lat, bo od
wtedy "jestem już bezpieczny".

Pozdrawiam
[...]



Subject: zaginiona babcia.

Witam ponownie.
Czytając ostatni artykuł o nawiedzonych miejscach przypomniała mi się historia babci mojego dobrego przyjaciela.
Rzecz miała miejsce w Słupsku, jakoś na przełomie zima-wiosna bodajże 2005, w sprawie tej uczestniczyło wiele osób, w tym policja oraz Wasz dobry znajomy Pan Jackowski. W skrócie przytoczę tę historię.
Otóż, babcia mojego przyjaciela ( xxxxxx) była chora na cukrzycę i miała Alzheimera. Któregoś dnia wyszła z domu i po prostu już nie wróciła. Razem z całą rodziną mieszkała obok lasu, więc tam rozpoczęto poszukiwania. Zaingerowano w to wszystkich znajomych, rodzinę no i policję. Jednak bezskutecznie, aż postanowiono zwrócić się o pomoc do Pana Jackowskiego. Niestety i on nie zdołał odnaleźć babci, podobno widział ją w swoich wizjach gdzieś leżącą w rowie przy drodze, ale i tak nie udało się odszukać jej ciała.

Jakiś czas później, kiedy sprawa "ucichła" (w telewizji, oraz przestano wierzyć w to, że babcia może jeszcze żyć), mój przyjaciel zaczął miewać dziwne wizje.
Opowiadał mi, że któregoś wieczoru, kiedy leżał w łóżku miał wrażenie, że ktoś stoi na balkonie..odwrócił głowę i zobaczył swoją babcię martwo patrzącą się w jego stronę. Ten, oniemiały z wrażenia, sparaliżowany ze strachu, odwrócił się twarzą do ściany i próbował zasnąć, jednak myśl, że tym razem ktoś stoi mu za plecami uniemożliwiała mu to. Pamiętam, kiedy mi to opowiadał...był w takim szoku, praktycznie cały się trząsł..nigdy nie widziałam go w takim stanie, tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, że Krzysiek jest raczej opanowanym człowiekiem i niełatwo mu okazywać uczucia !

Kolejna sytuacja przytrafiła się, krótki czas po ostatnim zdarzeniu. Za dnia przyjaciel rozpalał ogień w sąsiednim budynku (takim świeżo postawionym, kiedy odwrócił głowę i spostrzegł w oknie babcię, która znów wpatrywała się w niego takim martwymi oczami...

Ostatni motyw pojawił się, kiedy przyjaciel wyjechał na coś w rodzaju seminarium kościelnego, wtedy również widział babcię ( w biały dzień) ale już z daleka i nie tak wyraźnie jak poprzedniego razu.

Pamiętam jak opowiadał również, że jego dziadek (mąż zaginionej) często widuje babcię przechadzającą się po ich podwórku...
Nie wiem, może przez to, że babcia się Krzyśkowi ukazywała (w dość krótkich odstępach czasu) chciała coś mu przekazać, albo naprowadzić na jakiś trop czy coś. Ciężko mi cokolwiek powiedzieć, ciała do tej pory nie odnaleziono.

Być może Pan Jackowski coś jeszcze pamięta z tej sprawy, ja opowiadam, tak jak słyszałam od przyjaciela. Chciałabym tylko prosić, że w razie gdybyście mieli opublikować ten materiał, nie podawali miejscowości oraz imion i nazwisk podanych osób.

Dziękuje i pozdrawiam :)
do usłyszenia.




Od zawsze interesowały mnie sprawy nadprzyrodzone.Chciałbym Wam opowiedzieć
o historii,jakich pewnie mnóstwo otrzymujecie w mailach,a która wydarzyła
się w mojej rodzinie,ale nie dotknęła mnie bezpośrednio.Zacznę może od
początku.Miałem dziadka,który urodził się w niewielkiej
miejscowości,powiedzmy że niedaleko Limanowej,w dawnym województwie
nowosądeckim.Szybko jednak stamtąd "wyemigrował",najpierw do Krakowa,gdzie
ukończył studia,a potem do trójmiasta,gdzie kontynuował naukę,poznał moją
babcię i tak już został na drugim końcu Polski.Jako,że w trakcie nauki
pracował,zarabiając całkiem niezłe pieniądze,pomagał finansowo swojemu
bratu,który został na miejscu.Podczas którychś z kolei wakacji,gdzieś w
latach 80 tych,dziadka brat,zwierzył się Jemu,że brakuje mu pieniędzy na
założenie kanalizacji,w domu,którego budowę rozpoczął jakiś czas
wcześniej.Dziadek po powrocie z wakacji,wysłał swojemu bratu pieniądze,które
na owe czasy były dość dużą kwotą,dość powiedzieć,że starczyło na położenie
kanalizacji w całym domu i wykończenie dolnych pomieszczeń.Ale do
rzeczy.Dokładnie 11 czerwca 2002 roku,wujek zadzwonił do mojej babci,i
opowiedział,że w nocy z 10 na 11 czerwca,około godziny 23,przez jakiś czas
było słychać stukanie w rury kanalizacji,jakby ktoś uderzał metalowym
prętem,w domu nikt obcy nie mógł być,cała rodzina to słyszała i zastanawiali
się co się dzieje.Nie muszę chyba pisać,jakie było zaskoczenie wujka,kiedy
usłyszał,że dziadek zmarł dokładnie między 23 a 24 właśnie w tę noc.Dawał
widocznie znać,że odchodzi.Druga historia dotyczy również mojego
dziadka,otóż jakiś tydzień po dziadka śmierci,mieliśmy problemy ze
znalezieniem  testamentu,który wiedzieliśmy że napisał,ale nikt nie mógł go
znaleźć w mieszkaniu.Moja babcia,wyszła po zakupy i po powrocie zobaczyła,że
jest uchylony barek,który wcześniej był zamknięty na klucz.Zadzwoniła od
razu do mojego brata,i zapytał go,dlaczego nie zaczekał na nią jak był w
mieszkaniu.Brat odpowiedział zdziwiony,że nie mógł być bo akurat w tym
czasie był w pracy,ja w tym czasie byłem na kontrakcie za granicą,a jesteśmy
jedynymi osobami,które mają klucze do mieszkania babci.Babcia otworzyła
barek,któy wcześniej parę razy sprawdzała w czasie szukaniu
testamentu,zobaczyła jakby odsunięte papiery,a pod nimi leżał napisany przez
dziadka testament.Na koniec dodam jeszcze,że często babcia mi opowiada,że w
nocy "był" u niej dziadek i się z nią przekomarzał,ściągając kołdrę.Do tego
dodam jeszcze,że jakieś dwa lub trzy dni przed dziadka śmiercią,oboje mieli
w tę samą noc,ten sam sen,że odsuwają płytę od grobowca.Przesyłam
pozdrowienia,z poważaniem    [...] . Gdynia





Witaj Załogo Nautilusa!
Od pewnego czasu zaglądam na Waszą stronę. Głównie ciekawią mnie opowieści o duchach itp.Interesuję się tym tematem mniej więcej od śmierci mego dziadka(10lat temu), z którym byłam bardzo zżyta. Jak już wspominałam temat duchów pasjonuje mnie od śmierci dziadka i  to o jego wizytach w moim domu chciałabym napisać. Pierwszy raz dziadziuś odwiedził nas parę dni po swoim pogrzebie. wszyscy w domu już spali(ja niestety tez choć bardzo chciałam znów być przy dziadku), tylko moja mama coś robiła koło 23:00 zdrzemnęła się na chwilkę, bo miała jeszcze iść na strych po coś. Gdy spała poczuła czyjąś zimną dłoń na ramieniu tak jakby ktoś ją budził. Trochę się wystraszyła, ale od raz
wiedziała,że to dziadek.
W ciagu najbliższych tygodni mój starszy brat kilka razy widział dziadka choć to mogło być tylko przewidzenie. Zmęczony dziewięciolatek, teskniący za dziadkiem może sobie wiele wyobrazić.
Przez rok od śmierci dziadek noc w noc śnił się babci. W końcu babcia na grobie dziadka poprosiła go by przestał ją odwiedzać w snach i tak tez się stało.
    Potem przez długi czas nic się nie działo choć ja bardzo chciałam zobaczyć dziadka. Jakieś dwa miesiące temu dziadek dał mi znak. Wieczorem leżałam z moim chłopakiem w małym pokoiku. Byliśmy sami a drzwi były zamknięte. Chwile wcześniej był  z nami mój młodszy brat lecz wyszedł. Pare minut potem wrócił, chwile rozmawialiśmy po czym wychodząc zamykał drzwi, w tej samej chwili spojrzałam na dzwoneczki z gór wiszące przy żyrandolu. Zaczęły dzwonić, a ja zobaczyłam jakby ktoś pchnął jeden z
nich. Dodam, że trzeda w nie dosyć mocno uderzyć, by zadzwoniły. Mój chłopak powiedział,że to napewno nasz dziadek. Powiedział to, aby mój młodszy brat się nie bał. Ja miałam pewnośc, że to dziadziuś. Rano dowiedziałam się, że dziadek śnił sie mamie,a od tygodnia co noc śni się babci. Parę dni potem odwiedziłam Waszą stronę, oczywiście wybrałam link życie po śmierci: znaki od zmarłych. Zaintrygował mnie nagłówek jednej opowieści o zmarłym dziadku, który skontaktował się z wnuczką. Odczytałam
ją. W pierwszych linijkach okazało się,że ta wnuczka ma takie imię jak ja i też bardzo przeżywała śmierć dziadka. Zaczęłam się zastanawiać, czy to tylko zbieg okoliczności, czy może coś więcej... Dziadek tamtej dziewczynki powiadomił ją, że wkrótce ma wrócić na nasz świat w malutkim dziecku, lecz nie chciał tego. Dlatego poprosił o modlitwę. Po wizycie mojego dziadka miałam wiele stresów i trudnych sytuacji. Najważniejsze jest jednak, że okazało się, że jestem w ciąży.





Opowiem wam pewną historię a raczej zdarzenie którego świadkiem był mój ojciec.Było to niecały rok temu.Mojemu sąsiadowi zmarła matka, był dzień pogrzebu a konkretnie późny wieczór.Mój ojciec wyszedł jak zwykle o tej porze sprawdzić co sie dzieje, wyszedł dzwiami od garażu. (opisuje te wyjście od strony garażu ponieważ jest ono jakby w takim ukryciu)Ojciec postał chwilę na dworzu, rozejrzał się po okolicy i gdy już miał iść z powrotem spojrzał w stronę domu sąsiada i zauważył stojącą młodą kobietę. Pomyślał sobie że to Karolina, córka sąsiada. Ale gdy miał już wracać ruszył nogą i zrobił szelest. Nagle owa postac stojąca u sąsiada na posesji zauważyła ojca. Spojrzała sie w jego stronę i jak to powiedział mój ojciec momentalnie uciekła zostawiając za sobą smugę!! Tylko to było z taką predkościa że żaden człowiek nie byłby w stanie tak szybko biec!! Co najdziwniejsze ojciec mówił, że nie było przy tym żadnego hałasu!  


Tata zdziwiony całą sytuacją pobiegł sprawdzic czy to przypadkiem nie jakiś złodziej ale okazało sie że tam nikogo nie było!!Tylko pies jakoś dziwnie szczekał!!Po tym zdarzenu ojciec przybiegł do domu i zaczął mnie wołać żebym poszedł na dwór bo mi chce coś powiedzieć!!!Po jego minie zauważyłem ze jest to coś poważnego!!Po wysłuchaniu ojca sam obszedłem teren i stwierdziłem że nie było zadnych śladów!! Ojciec mówił, że ta postać przez pare minut zaglądała w okno sąsiadów. A co najdziwniejsze cała akcja wydarzyła się równo o północy!!! Po chwilowym zastanowieniu z ojcem stwierdziliśmy, że mógł to być duch zmarłej matki sąsiada!! Opowiedziałem tą historię kilku kolegom ale spotkałem się ze śmiechem i niedowierzaniem.Więc postanowiłem przekazać to waszej redakcji.
 (dane tylko do dyspozycji redakcji)


Subject: Duchy

Moja historyjka wydarzyła się jak miałem 14 lat w 1995 roku jak spałem
na wsi w Wielkopolsce. W nocy godziny nie pamiętam ale było to w
sierpniu usłyszałem kroki {taki odgłos chodzenia po starej drewnianej
podłodze}... uznałem to wtedy jako korniki,choć chodzenie nie
ustępowało.W pokoju byłem sam ale obok spał mój wujek,była pełnia
księżyca,która wchodziła mi do okna więc widziałem co jest do o koła
ale nikogo nie widziałem...dopiero po paru minutach kroki ustały a na
dworze za oknem usłyszałem rytm mieszanego łyżeczką garnuszka.To mi
już nie dawało spokoju więc obudziłem wujka,który spał obok w
pokoju,by zobaczył co się dzieje za oknem.Otwarł je a za oknem pustka
i cisza,znowu jak poszedł spać garnuszek się odzywał. Jakoś wytrzymałem
to do rana,ale kolejną noc działo się to samo...więc z ciekawości za
czołem  przyglądać się rano garnuszkowi, który był na płocie i okazało
się że był to garnuszek mojej zmarłej prababci,w którym ona za życia
mieszała sobie zioła a zmarła 5 lat wcześniej przed tym
zdarzeniem. Kolejną noc spędziłem u innych krewnych bo to zdarzenie
mnie wtedy bardzo wystraszyło. Dziś mam 26 lat i na to zdarzenie patrze
z przymrużeniem oka,ale w 2006 roku z tego samego domu przyszedł po
śmierci do mnie dziadek. Mieszkam na śląsku do wielkopolski wpadam na
wakacje i na śląsku w piwiarni kiedy poszedłem do ubikacji ,ktoś
delikatne pukał do drzwi  i w końcu zgasił mi światło. Ludzi było mało
w piwiarni a kolega, który ze mną był mówił mi że nikogo tam nie było
pod drzwiami .Moi rodzice prawie wtedy jechali na pogrzeb dziadka do
wielkopolski,a dziadek piwko bardzo lubił wypić. Dziś myśle że
przyszedł się pożegnać, bo jestem znowu Wielkopolsce i rodzina mi
mówi, że dziadek tu po śmierci też gasił im światło a za życia tak
delikatnie pukał. Z dziadkiem lubiliśmy się,zawsze razem piwko
wypiliśmy. Czytając wasze stronki przekonałem się,że na pewno omamów
nie mam...Dzięki za waszą działalność i pozdrawiam!.

Przeczucie
 W momencie gdy umierała moja siostra, jej wnuczka, którą wychowywała, obudziła się z krzykiem "Mój domek się spalił". Dom się oczywiście nie spalił, ale ten rodzinny, w którym się wychowywała przestał istnieć.
Moja ciocia popełniła samobójstwo. Potem nie tylko śniła się wielu osobom z rodziny (mnie też) przekonując wszystkich "Przecież ja żyję!" ale także przychodziła zabawiać swoje wnuczęta. Widać było, jak niemowlaki śmieją się i wyraźnie gaworzą do kogoś, kto się nad nimi pochyla. Raz nawet ciocia śpiewała dziecku piosenkę - słyszała ją na jawie jej córka. Chcąc jeszcze raz mamę zobaczyć odwróciła się w kierunku głosu, ale ten umilkł i nikogo nie zobaczyła. Kiedyś przyszła do mojej siostry (tej o której pisałam na początku) i rozmawiały ze sobą ok 2 godz. W międzyczasie siostra wychodziła z pokoju, a po powrocie znowu zastawała tam ciocię. Ciocia była widoczna "jak żywa". Jednak nie pozwoliła się dotknąć, gdy moja siostra chciała się z nią przywitać.
I jeszcze jedno. Na początku grudnia ub. r. pochowałam brata. Gdy żyjąca rodzina żegnała go nad grobem ta z drugiej strony przyszła go przywitać. Wyraźnie widziałam tylko rodziców i siostrę. Inni - ok 30 osób - byli widoczni jako niewyraźne zarysy. Natomiast ich radość z powitania mojego brata była wielka. Moi rodzice podeszli do mnie, aby mi podziękować za zorganizowanie pogrzebu. Byli roześmiani, piękni i odmłodzeni. Tata pogłaskał mnie po twarzy. Odczułam to na skórze jako delikatne mrowienie.
Dla mnie łączność ze zmarłymi jest rzeczą oczywistą. Wiem jak to się dzieje, ale to byłby cały wykład. Pozdrawiam wszystkich a zwłaszcza sceptyków. :-)




Subject: duchowa interwencja?

Szanowna Fundacjo,

Jako byly mieszkaniec Szczecina (wyemigrowalem do Walii) do ukonczenia liceum, nieraz bywalem na roznych koncertach i juwenaliach (jako fan rocka, reggae itd.). W 2006 roku na juwenaliach Szczecinskich mial zagrac Kult - jeden z zespolow, na ktorych koncertech pojawialem sie systematycznie przez szereg lat. Gdy ubieralem sie na koncert i juz podspiewywalem sobie "pewniaki" koncertowe, moja mama zatrzymala mnie. Okazalo sie, ze moja jedyna jeszcze zyjaca babcia znalazla sie z rozleglym zawalem serca na tzw. "eRce" - o czym czesc rodziny, ktora dzieki omotaniu staruszki miala w testamencie zapewnione odziedziczenie calego spadku, raczyla nas powiadomic kilkanascie godzin po fakcie. Jako ze rodzina jest rodzina,przebralem sie i razem z rodzicami pojechalem do szpitala. Po wstepnej rozmowie z lekarzem prowadzacym okazalo sie, ze babcia ma miec nastepnego dnia ok. 11 wszczepione bypassy - czyli w czasach obecnych rzecz prawie tak normalna jak operacje plastyczne czy liposukcja. Pozniej spedzilismy z babcia mniej wiecej godzine (zakaz odwiedzin po 22), przy czym ona pozegnala nas mniej wiecej takimi slowami: "idzcie juz, zyjcie swoim zyciem... Ja jestem juz zmeczona i chce zasnac.."

Nastepnego dnia, w okolicach 11 mialem sprawdzian z niemieckiego (krytycznie wazny dla oceny koncowej). O 4.50 ocknalem sie (nie obudzilem sie!) i nie moglem juz zasnac, wiec jeszcze na wszelki wypadek wertowalem notatki do sprawdzianu. Zaraz po wyjsciu z niego zatelefonowalem do mamy z pytaniem: jak u babci? Mama odpowiedziala, ze babcia zmarla nad ranem. Spytalem sie tylko, czy to byly okolice 4.50 i czy mama obudzila/ocknela sie o tej porze. Odpowiedziala tylko: "skad wiesz?"

Przeszlo rok po jej smierci, bedac juz w Walii, babcia przysnila mi sie po raz pierwszy dotaD. Bilo od niej cieplo i spokoj. Mimo ze snilem, wiedzialem, ze babcia jest juz po drugiej stronie - zapytalem, czy w zwiazku z tym nie moglaby sie mna zaopiekowac. Rzeczywiscie, w kilka dni pozniej omal nie zginalem, mimo licznych szans na utrate zycia: za kazdym razem, kiedy przechodzilem na druga strone ulicy, zza rogu wyjezdzal samochod jadacy o wiele szybciej, niz pozwalaly na to przepisy. Ja zas za kazdym razem robilem cos, czego nigdy na pasach nie robilem: rozgladalem sie uwaznie i zwalnialem przechodzac przez nie, dzieki czemu kilkukrotnie lusterka samochodow "przejezdzaly" po mojej kurtce. Oczywiscie zaden z kierowcow nie zauwazyl w zaden sposob mojej obecnosci...

Pozdrawiam serdecznie redakcje oraz Nautilian


[....]



 
Witam!
21 sierpnia tego roku zmarł nagle mój Tato w domu. Kilka dni wcześniej troszkę się pokłóciliśmy. W chwili Jego śmierci nie powiedziałam mu nic co powinnam ale nie sądziłam, że to Jego ostatnie minuty ze mną tutaj. W niedziele tj. 23 sierpnia jak wróciliśmy do domu około 19.30 to nasz pies dziwnie się zachowywał – trudno to opisać, łaził za mną, ciągnął mnie do pokoju Taty i chciał aby go głaskać, przyłaził do naszego pokoju i „gapił się na mnie” – po prostu dziwny był. Przyznaję, ze zaczęłam się denerwować jego zachowaniem i nakrzyczałam na niego. Po 22.00 modliłam się na różańcu w pokoju, mąż był w kuchni, nagle poczułam lodowate zimno, którego nawet nie wiem jak opisać aby oddać to wrażenie, odwróciłam się pies siedział obok. Skończyłam modlitwę i zaczęłam rozmowę z Tatą – to był monolog, ale starałam się powiedzieć wszystko co według mnie było dla niego istotne. Po tym pies chciał na dwór ja go wypuściłam, jak wrócił do domu to był już „normalny”. Ja wierzę w duchy i wiem, że to co mi się przytrafiło to nie był wymysł, szok który towarzyszył temu wydarzeniu tj. śmierci Taty nie spowodował tego co poczułam, wiem, ze Tato przyszedł aby usłyszeć to co zbyt rzadko mu mówiłam.



Subject: Smierc i zjawiska towarzyszace

    Witam! Dlugo zwlekalem z napisaniem tego maila, ale to dlatego, ze-  
jesli chodzi o pierwsza historie, jaka przedstawie- nie wiedzialem  
czy ma to sens. Natomiast o drugiej sprawie dowiedzialem sie niedawno  
i to ona zmotywowala mnie do naskrobania tych paru slow. Otoz, tak  
jak napisalem w temacie, chodzi o smierc dwoch osob w mojej rodzinie,  
a konkretnie o dwie prababcie. A oto pierwsza historia:
      Rzecz dziala sie niedawno, bo w 2004r. Babcia byla juz bardzo  
wiekowa kobieta- 93 lata- i przydarzyl Jej sie maly wypadek, po  
ktorym zalegla w lozku na ok. 2 miesiace. O tyle, o ile wczesniej  
odwiedzalem Ja bardzo rzadko, o tyle wtedy chodzilem tam praktycznie  
codziennie. Ostatnim dniem, w jakim Ja widzialem, byl piatek wieczor.  
Posiedzialem u Niej do godz. 19-20 (nie pamietam dokladnie, ale bylo  
jeszcze calkiem jasno, bo wydarzenia te mialy miejsce w Lipcu).  
Pozniej wrocilem do domu, zrobilem, co mialem zrobic i poszedlem  
spac. Nagle, w nocy, przebudzilem sie bez wyraznego powodu i- jak  
gdyby nigdy nic, spojrzalem na zegarek, ktory stal naprzeciw lozka.  
Byla godzina 23:50-57 (nie pamietam dokladnie minut, ale wiem, ze  
bylo to tuz przed polnoca). Po odnotowaniu godziny zasnalem ponownie  
zupelnie nie zwracajac uwagi na palace sie swiatlo z gory, ktore  
rozblyslo w momencie mojego przebudzenia... Na drugi dzien  
dowiedzialem sie, ze w nocy, ok. polnocy, zmarla moja babcia. Nie  
wiem czy moje przebudzenie i swiatlo w pokoju mialy jakis zwiazek z  
Jej smiercia, ale nigdy wczesniej ani pozniej cos podobnego mi sie  
nie przydarzylo.
    Teraz czas na druga opowiesc, ktora jednak nie dotyczy juz  
bezposrednio mnie, a zostala mi przekazana przez moja matke. Otoz  
ponownie chodzi o prababcie, tyle ze zmarla ona kilka lat przed moim  
narodzeniem. Z tego, co wiem, wynika, ze byla bardzo schorowana  
osoba. Moi dziadkowie (Jej syn z zona), oddali ja pod opieke siostrom  
zakonnym (w moim miescie jest zakon, ktory zajmuje sie takze opieka  
na starszymi ludzmi- prowadza te dzialalnosc po dzis dzien). Kiedy  
babcia zaczela konac byl przy Niej ow syn z zona, a moja matka- Jej  
wnuczka- byla w domu z moim ojcem. I teraz dwie, najciekawsze sprawy,  
ktore sie wiaza z ta smiercia. Po pierwsze, babcia miala jeszcze  
drugiego syna, ktorego wrecz ubostwiala, a ktory cale zycie spedzil w  
USA (do Polski przyjezdzal tylko od czasu do czasu).  Kiedy konala,  
bardzo sie meczyla i nie pomagaly zadne modlitwy o lekka smierc,  
zapalone gromnice- nic. Dopiero w momencie, gdy siostry wygrzebaly  
jakas modlitwe, polegajaca na tym, ze odmawialy ja w intencji latwej  
smierci dla babci ale w imieniu owego syna w Stanach, Jej oddech stal  
sie spokojny, przestala sie meczyc i po chwili zmarla. I najlepsze.  
Wspomnialem, ze w owym czasie moja matka byla w domu. Siedziala z  
moim ojcem w pokoju, gdy nagle w drugim uslyszeli glosny huk  
tlukacego sie szkla. Okazalo sie, ze kieliszek, stojacy za szyba w  
kredensie, roztrzaskal sie w drobny mak, w momencie smierci babci, o  
ktorym to fakcie poinformowal moja matke Jej ojciec, gdy po chwili  
wrocil do domu.
    Czytalem kiedys u Was artykuly o tym, ze bliskie nam osoby, ktore  
odchodza z tego swiata, daja nam o tym znac i uznalem, ze te sytuacje  
moga miec wlasnie taki charakter. O ile bowiem moje przebudzenie i  
swiatlo w pokoju moze i daloby sie racjonalnie wyjasnic, o tyle  
samozniszczenie kieliszka tak nagle i akurat w takim momencie, jest  
dla mnie niepojete...         Pozdrawiam serdecznie i przepraszam, ze  
zajalem tyle czasu, ale staralem sie wiernie i zrozumiale opisac  
wydarzenia, ktore mialy miejsce.







zwiń tekst



MÓJ SEN O NAPISIE ‘PREMA SAI’ I DZIWNEJ SCENIE NA PLAŻY - 15 czerwca 2021
Wt, 22 cze 2021 05:40 komentarze: 5 czytany: 2668x

[…] Witam załogę okrętu! Jestem Waszym czytelnikiem od 8 lat i nie pomyślałem, że kiedyś sam napiszę moją historię. Nie jest ona może czymś bardzo nadzwyczajnym, bo dotyczy snu, który miałem 15 czerwca 2021. Tu może wyjaśnię, że nie mam ani snów proroczych czy z osobami zmarłymi, a raczej takie banalne jak wszyscy. Ale ten sen był wyjątkowy, bardzo wyraźny i od razu po przebudzeniu opowiedziałem o.......

czytaj dalej

[…] Witam załogę okrętu! Jestem Waszym czytelnikiem od 8 lat i nie pomyślałem, że kiedyś sam napiszę moją historię. Nie jest ona może czymś bardzo nadzwyczajnym, bo dotyczy snu, który miałem 15 czerwca 2021. Tu może wyjaśnię, że nie mam ani snów proroczych czy z osobami zmarłymi, a raczej takie banalne jak wszyscy. Ale ten sen był wyjątkowy, bardzo wyraźny i od razu po przebudzeniu opowiedziałem o tym bliskiej mi osobie, aby go nie zapomnieć. W waszym serwisie czytałem kiedyś tekst o Prema Sai Babie. Nawet znalazłem link do tej publikacji:

https://www.nautilus.org.pl/artykuly,3860,nadchodzi-prema-sai.html?cat_id=58

 

W moim śnie, który był bardzo wyraźny to jeszcze raz powtórzę, śniło mi się, że jestem nad morzem na plaży, a może nawet nad oceanem. Wiedziałem, że nie jest to Polska, ale gdzieś daleko w ciepłym miejscu. Zachodziło słońce nad wodą, miało intensywnie czerwony kolor, było bardzo ciepło, cicho, spokojnie, bez wiatru. Mimo, że był to sen, to pamiętam ten obraz bardzo wyraźnie. I nagle dostrzegłem, że nie jestem na tej plaży sam. Zauważyłem, że kilkanaście metrów ode mnie tuż nad wodą jakiś człowiek był na kolanach i coś rysował palcem na piasku. Podszedłem do niego i nachyliłem się nad nim, a wtedy zobaczyłem, że tym czymś narysowanym na piasku są dwa słowa „Prema Sai”. Ten człowiek to był młody mężczyzna o długich sięgających do ramion włosach, cały czas w moim śnie był pochylony, więc nie zobaczyłem jego twarzy, ale zapamiętałem te dwa słowa i jak tylko je zobaczyłem, to się od razu obudziłem. Wiedziałem, że ten sen był bardzo ważny dla mnie, ale nie wiedziałem, dlaczego.

Na wszelki wypadek prawie natychmiast po przebudzeniu zapisałem sobie te dwa słowa w notesie i dopiero kilka godzin później skojarzyłem, że przecież ja o tym dawno temu czytałem w serwisie FN. W sumie nic takiego, bo zawsze ktoś może powiedzieć, że się zasugerowałem i dlatego to pojawiło się w moim śnie, ale ja wierzę, że to nie był przypadek. W końcu to są bardzo rzadko spotykane słowa no i ta scena na plaży.

Pomyślałem, że może zainteresuje kogoś ta historia, bo przecież różne takie opowieści publikujecie w xxi piętrze, więc ja także zezwalam na taką publikację, choć proszę usuńcie moje dane osobowe jak email czy telefon.

Najlepsze życzenia dla załogi nautilusa

[dane do wiad. FN]



[...] Dzień dobry
Nie mogłam się powstrzymać żeby do Was nie napisać, bo od przedwczoraj nie daje mi spokoju sprawa Prema Sai Baby.
Siedzę sobie w górach i wypoczywam, mam też dużo czasu na różne pierdoły i tak wczoraj wieczorem z nudów zaczęłam przeglądać YouTube.
Natrafiłam na rzekomego Premia Sai. W myślach go obśmiałam bo tłuściutki, wiek też się nie zgadza ,bo ma obecnie ok.16 (?) lat i wyglądałoby na to, że przyszedł na świat jeszcze za życia Sathya Sai Baby i tak jakoś mi nie pasował, ale film obejrzałam i ....zbaraniałam. Chodzi o to, że chłopiec w tak młodym wieku materializuje vibuti i naszyjniki dla swoich wyznawców.
I tu nie wiem co o tym myśleć, bo wiem z różnych źródeł, że takie umiejętności może posiąść(wyćwiczyć) jogin, tylko że według słów Sathya Sai, jeżeli takie umiejętności posiada zwykły człowiek, czyli taki, który posiada EGO, to tego rodzaju moce wykorzystywane w celach innych niż dla dobra drugiego człowieka, po prostu zanikają. Chłopak powiedział otwarcie, że jest kolejnym awatarem Prema Sai. Gdyby to było kłamstwem (czyli chłopak miał ukryte nieszczere zamiary np zdobycie popularności itp) to nie powinny manifestować się jego moce. Innymi słowy, tego typu moce może trwale posiadać osoba pozbawiona EGO(Bóg).
Pytania pojawiają się w związku z jego datą i miejscem narodzin, bo nie pokrywają się z tym co Sathya mówił o kolejnym swoim wcieleniu. Jednak jak pamiętamy to data śmierci Sathya Sai również nie pokrywała się z tą, o której Baba wspominał (przecież miał umrzeć w wieku 96 lat (jakoś tak)).
I teraz tak, ja niedawno czytałam biografie Szirdi Sai Baby i charakterystyczny był fakt, że bardzo dbał o to, by nie każdy miał wiedzę o jego boskości. O tym wiedzieli tylko jego wyznawcy.Czytając książkę odniosłam wrażenie, że z jakichś powodów nie życzył sobie, by osoby nie powołane(może niezbyt rozwinięte duchowo) zbliżały się do niego.
U Sathya Sai odniosłam wrażenie ,że ta ściema z datą śmierci to po to, by ludzie nie "odwalali szopki" w roku w którym miałby umrzeć (albo może po to, by zasiać wątpliwości wśród intruzów?).
Natomiast jeśli chodzi o chłopca (You Tube: PREMA SAI web cast), to być może data i miejsce urodzin są dlatego inne,by też wprowadzić w błąd osoby nie powołane. Jego prawdziwi wyznawcy Go rozpoznają na bank. Natomiast dla intruza będzie On zwykłym oszustem i tym samym taka persona będzie się trzymać z daleka. Chodzi być może o kwestie bezpieczeństwa?
Zagadkową sprawą jest też fakt, że miałby się narodzić jeszcze za życia Sathya Sai, z drugiej strony czy można to wykluczyć? Przecież wszyscy wiemy że Baba mógł być w kilku miejscach naraz. Bilokacje były u Niego na porządku dziennym, to czy nie jest możliwe żeby w pewnym krótkim okresie żył w 2-ch ciałach naraz (sorry sama nie wierze że to napisałam)???
Chyba p. Renata Engel wspominała że istnieje taka możliwość, że dana dusza może żyć równolegle (przynajmniej? ) w dwóch ciałach.
Drogi Nautilusie być może to co napisałam to wierutne bzdury i niezły odlot, ale te manifestujące się moce u tak młodego chłopca(nie wierzę że w tak młodziutkim wieku byłby zainteresowany robieniem takiego szwindla(podszywanie się pod Prema Sai)) wywróciły moje poglądy całkowicie do góry nogami.
Gdyby ktoś mógł przyjrzeć się aurze tego chłopca to myślę, że wszystko by się szybciutko wyjaśniło. Mam cichą nadzieję że może zainteresuje Was ten temat i coś się wyjaśni.

[dane do wiad. FN]

Przesyłam linki odnośnie Prema Sai Baby

https://m.youtube.com/channel/UC8hWO5PQ6T4egXhMpY9NSqw

https://www.premasaiashram.org/




From: [...]
Sent: Monday, May 18, 2020 5:18 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Pet Goat II i domniemany Prema Sai - dziwne skojarzenie

Dzień dobry,

Dziękuję serdecznie, że Państwo poświęcają swój wolny czas na tworzenie strony Nautilusa (stronę odkryłam 13 lat temu)!
Dawno temu oglądałam filmik Pet Goat II i jestem do niego bardzo sceptycznie nastawiona tzn. nie wierzę, że powstał w dobrej intencji, a raczej po to żeby nam jeszcze bardziej namieszać w głowie (a dokładniej żebyśmy uwierzyli, że to co złe jest dobre i na odwrót). Dlatego też długo zastanawiałam się czy napisać w sprawie takich głupot;)  i mam nadzieję, że nie marnuje Państwa cennego czasu :).
W załączeniu przesyłam 2 kadry z animacji, przedstawiające "zbawiciela" i zdjęcie chłopca opublikowane kiedyś na stronie Nautilus. Dla mnie to dziwne skojarzenie nic nie znaczy oczywiście, mam duży dystans do tego co serwuje nam internet. Państwu przesyłam to w formie ciekawostki, może kogoś zainspiruje do innych przemyśleń ;).  

Link do filmiku: https://www.youtube.com/watch?v=-cWRy0QJsRY
kadry z filmu: 3:36 i 5:36

Pozdrawiam serdecznie,
 (dane do wiadomości redakcji)

/poniżej grafika dołączona do wiadomości przez czytelniczkę serwisu FN/




zwiń tekst



Historia Jana [...] pojechał do Częstochowy, przed ołtarz szedł na kolanach, pod ołtarzem leżał krzyżem aż go wyrzucili.
Czw, 17 cze 2021 08:27 komentarze: 17 czytany: 3358x

[...] Duża część mojej rodziny mieszka w małych przygranicznych miejscowościach na wschodzie Polski. W latach 90tych przyglądałam się jak w tej społeczności część ludzi, mając ograniczone możliwości znalezienia innej ciekawej pracy, zatrudniała się w służbach celnych, granicznych. Druga część zajmowała się swoimi gospodarstwami rolnymi i z uwagi na walory natury i atrakcyjność rejonu przystosowała.......

czytaj dalej

[...] Duża część mojej rodziny mieszka w małych przygranicznych miejscowościach na wschodzie Polski. W latach 90tych przyglądałam się jak w tej społeczności część ludzi, mając ograniczone możliwości znalezienia innej ciekawej pracy, zatrudniała się w służbach celnych, granicznych. Druga część zajmowała się swoimi gospodarstwami rolnymi i z uwagi na walory natury i atrakcyjność rejonu przystosowała je do prowadzenia w późniejszym czasie agroturystyki. Niektórzy pracowali jako przysłowiowe „mrówki” na granicy – przewożąc kilka razy na dobę detaliczne, dopuszczalne ilości dóbr, żeby podbudować swój niedopinający się budżet. Byli i tacy, którzy dzięki znajomości terenu po tej stronie granicy, i mając większe ambicje na duży i szybki zarobek, nie bali się wchodzić w układy z przestępcami i pomagali szmuglować duże transporty towarów, sprzedawanych potem na rynku krajowym i zagranicznym. Właściwie w okolicy to była tajemnica poliszynela. Pogranicznicy i szmuglujący często byli sąsiadami. W takiej społeczności gdzie każdy o każdym wszystko wie, nie dało się ukryć dodatkowych źródeł dochodu. Taka sytuacja mogła trwać latami i nigdy nie wychodziła poza obręb zainteresowanych, bo każdy czuł się lojalny wobec „swoich” i nie wtrącał się w życie sąsiada, a przynajmniej niedopuszczalne było mieszanie w to zewnętrznych organów.

W tym rejonie panuje dosyć specyficzny klimat kulturowy, religijny – ludzie są wbrew pozorom tolerancyjni i dosyć przyjaźnie nastawieni, pomimo, a może właśnie dlatego, że sami stanowią swoistą dosyć przypadkową mieszaninę, bo nawet jeśli często sami o tym nie wiedzą, wywodzą się z różnych narodowości. Tylko w mojej rodzinie byli – oprócz Polaków – Litwini, Białorusini i Niemcy. Do rodziny przez małżeństwa wchodzili też Żydzi i Tatarzy. Ta cała zbieranina żyła tutaj zgodnie, powoli asymilując się. Każdy wnosił coś od siebie. I powstało coś specyficznego.

Ten kulturowy tygiel sprawił, że wszystko miało prawo koegzystować ze sobą i dało się pomieścić w świadomości jako przystające do tego świata i prawdopodobne w zaświatach. Nikt nie wnikał w żadne dogmaty i nie zaprzątał sobie głowy jakimiś ograniczeniami. Zasada była taka, że dla pana Boga świeczka i dla Diabła ogarek musiał być i basta. Wychowywałam się w świecie gdzie żywi i duchy zmarłych istniały obok siebie. Nikt nie wstydził się donieść, że dostał informacje od tego czy tamtego, jeśli zdarzył mu się jakiś sen czy spotkanie na jawie. Nigdy nie zetknęłam się z opinią, że to jakieś podstępne demony. Demony też istniały swoją drogą, ale nie musiały się pod nikogo podszywać. Świat poza tym był pełen aniołów, dobrych i złych duchów, a było też miejsce dla topielców i pospolitych diabłów, które nie były bardzo inteligentne i łatwej było je spotkać.

Cudowne obrazki, święcone różańce, specjalne modlitwy klepane z pasją o wyproszenie łask wszelakich, pielgrzymki do świętych sanktuariów, obrazy krążące i z wielką czcią przyjmowane dom po domu w każdej wiosce – to wszystko może być dla niektórych zgoła groteskowe i jarmarczne, ale pod tą powierzchowną fasadą kryła się jednak jakaś głębsza wartość: wiara.
W czasach transformacji gospodarczej, dalszy członek mojej rodziny, Jan – człowiek z tych „bardziej obrotnych”, którym poprzez nielegalne praktyki udało się zdobyć niemały majątek – wyszedłszy z aresztu wskutek braku dowodów obciążających, a nie winy – udał się do lekarza na badania, bo w wyniku przesłuchań i niemałego stresu podupadł na zdrowiu. Był wówczas jeszcze młodym człowiekiem, z małymi dziećmi, które bezgranicznie kochał. Kaszlał, schudł, wysłano go na prześwietlenie płuc. W pierwszym badaniu – guz płuca. Zdjęcie powtórzono – wynik taki sam, podejrzenie raka. Były lata 90te, a w tamtym okresie rak w świadomości ludzkiej to był właściwie wyrok śmierci. Pamiętam jak babcia się żegnała znakiem krzyża na wieść o tym, że jakiegoś znajomego przewożą na leczenie ze szpitala powiatowego do ośrodka wojewódzkiego – to był jej zdaniem bilet w jedną stronę, stamtąd nigdy nikt nie wracał. I przeważnie miała rację, może też dlatego, że przez takie myślenie nikt nie zgłaszał się do lekarza w początkowej fazie choroby, tylko jak już nie był w stanie utrzymać się na nogach.

Jan był człowiekiem bardzo pragmatycznym i zdawał sobie sprawę z sytuacji. Poinformował rodzinę o swojej chorobie, poinstruował żonę jak ma rozporządzać majątkiem po jego śmierci, zależało mu głównie na zabezpieczeniu przyszłości dzieci. I pierwsze co zaplanował to wcale nie leczenie, a jak najszybsze udanie się na Jasną Górę do obrazu Matki Boskiej.
Nigdy nie przepuścił żadnej mszy w niedzielę i miał swoje magiczne rytuały podczas niej. Przyznał się kiedyś, że w odpowiednich momentach nabożeństwa trzeba wypowiedzieć określoną ilość „zdrowasiek”, uderzyć się w piersi i błagać Boga o każdą łaskę, a prośba zostanie wysłuchana. Już jako dziecku wydawało mi się to wprost niedorzeczne, żeby tak instrumentalnie traktować Boga, ale on nie widział w tym nic złego i w to wierzył. Nie kłóciła mu się w głowie też ta jego pobożność z tym że kradł i to na większą skalę. Nie przeszkadzało mu to również w tym, żeby jeździć po okolicy i wyławiać bezdomne psy, kiedy od szeptunki dostał recepturę na cudowną maść mającą pomóc jego żonie na niegojące się zmiany skórne, a w składzie której był psi tłuszcz. Więc skórkowali te zwierzęta i wytapiali z nich tłuszcz, wychwalając, że nie ma lepszego lekarstwa. Na oburzenie, że przecież to pies – kurczę, w naszej kulturze pies to jednak wyjątkowe stworzenie – w oczach widać było tylko zdziwienie, a potem konkluzja: „A czym różni się pies od świni?”

Tak można pójść dalej, bo gdzie jest, i czy w ogóle jest, jakaś granica? Czym różni się pies od człowieka, zwłaszcza małego. Przecież każdy z nas słyszał nie raz, że „dzieci i ryby głosu nie mają”... zagalopowałam się.

Wracając do Jana – pojechał do Częstochowy, przed ołtarz szedł na kolanach, pod ołtarzem leżał krzyżem aż go wyrzucili. I co? Wrócił do domu, teraz już gotowy i pogodzony z tym co ma być. A co było? Otóż cudowne ozdrowienie! Tak, w kolejnych badaniach żadnego guza nie było. Czy to był artefakt wcześniej na tych dwóch zdjęciach, czy zmiana innego typu? Teraz nikt tego nie rozstrzygnie. Duży guz znikł. Jan konsekwentnie objeździł wszystkie europejskie sanktuaria, żyje do tej pory, siedzi zawsze w pierwszej ławce w kościele, nosi sztandar na wszystkich uroczystościach i śpiewa najgłośniej na chwałę Panu. Swojego postępowania w innych sferach życia nie zmienił ani na jotę.

Co go uleczyło? Czy miała na to wpływ ingerencja Istoty Wyższej? Dlaczego właśnie jego, a nie tylu innych, którzy być może obiektywnie bardziej na to zasługiwali? Katolicy wierzą, że wiara jest łaską i że tylko Bóg może nią człowieka obdarzyć. Wygląda na to, że sama wiara uzdrawia, nawet jak nie idą za nią jakieś specjalne przymioty moralne czy etyczne.

[historia trafiła na pokład okrętu Nautilus 15 czerwca 2021]

/poniżej zdjęcia z naszego archiwum z katalogu "Polska i Religia"/




/poniżej tzw. Szturm Modlitewny - archiwum FN/




zwiń tekst



MOJE DWIE HISTORIE O 'ŻYCIU PO ŻYCIU'
Nie, 13 cze 2021 06:57 komentarze: brak czytany: 3284x

Witam serdecznie Nautilusa. Moją przystań : ) Chciałbym przedstawić Wam moje historie, związane z życiem po życiu. Na wstępie przestrzegam, że mimo iż podam pewne przykłady dowodów, takowych niestety nie posiadam. Ale historie te w moim mniemaniu nie brzmią jakoś nadzwyczaj SF, żeby potrzebowały namacalnych dowodów.No i może parę słów o mnie. Mam na imię [...], mam w tej chwili 30 lat, cudownego syna.......

czytaj dalej

Witam serdecznie Nautilusa. Moją przystań : ) Chciałbym przedstawić Wam moje historie, związane z życiem po życiu. Na wstępie przestrzegam, że mimo iż podam pewne przykłady dowodów, takowych niestety nie posiadam. Ale historie te w moim mniemaniu nie brzmią jakoś nadzwyczaj SF, żeby potrzebowały namacalnych dowodów.

No i może parę słów o mnie. Mam na imię [...], mam w tej chwili 30 lat, cudownego syna, który mi się przyśnił (wygląda dokładnie jak we śnie) i świetną żonę. : ) Na Nautilusa trafiłem przypadkiem, odsłuchując w pracy audycje z archiwum nautilusa na YT i już zostałem : )

Ale do rzeczy...

 

O duchu starszej Pani

Wszystko zaczęło się w okolicach roku 2005, latem. Wróciłem z ojcem z wakacji w Górach Sowich, z miejscowości Rzeczka. Ojciec na co dzień pracował w Warszawie i przyjeżdżał do nas tylko w weekendy. Gdy zostaliśmy z mamą sam na sam stwierdziła, że w domu dzieje się coś dziwnego. Stukają w kuchni szklanki, raz się zdarzyło, że w nocy otworzyły się same drzwi do drugiego przedpokoju. Pamiętam, że nieźle mnie wtedy nastraszyła i chyba szybko się zorientowała, bo za chwile uspokoiła mnie, że te stuki, to zapewne od remontu bloku naprzeciwko, a drzwi po prostu nie domknęła ot co. Dla mnie było to wystarczające wytłumaczenie. Do momentu, kiedy to podczas oglądania z mamą telewizji w jej pokoju, usłyszeliśmy brzdęki szklanek z kuchni. Nie pamiętam dokładnie szczegółów, ale poszliśmy sprawdzić co się dzieje i oczywiście nic nie było widać. Stuki powtarzały się co jakiś czas, a ja byłem coraz bardziej zaniepokojony. Drzwi od drugiego przedpokoju otworzyły się mamie jeszcze kilka razy. Opowiadała też o bardzo realnym śnie, w którym leżała w łóżku, a nad nią stała postać mężczyzny (chyba). Krzyczała do niego czego od niej chce, ale nie odpowiadał i się przebudziła, wtedy też kontem oka zobaczyła poruszający się cień po firankach. Ale najlepsze, dopiero przed nami. W końcu i mnie bezpośrednio dotknęła pewna sytuacja (a raczej dwie). Otóż po zrobieniu sobie herbaty, poszedłem do pokoju. Kubek pełen herbaty, a w nim łyżka. Odstawiłem kubek na biurko i w tym samym momencie coś jakby pyknęło w kontakcie nad moim łóżkiem.

Jako, nadgorliwy szczeniak, odszczeknąłem się pod nosem „a spie...” po czym odwróciłem się w stronę biurka. W tym momencie, łyżka w kubku po prostu zatańczyła. Odbiła się od jednego rogu do drugiego i z powrotem. Od razu wykazałem skruchę i przeprosiłem. A jako, że pochodzę z katolickiej rodziny, pomodliłem się za tą duszę.

Minął jakiś czas, ojciec był wtedy na weekend w domu. Mieliśmy jechać w trójkę na zakupy do marketu. Naszykowaliśmy się, a ojciec wrócił się tylko by zostawić telefon do ładowania. Na zakupach oczywiście nic specjalnego się nie wydarzyło. Wróciliśmy do domu. Ojciec poprosił mnie, bym sprawdził czy może telefon już się naładował. Wziąłem telefon do ręki i zrobiłem coś, czego nie jestem w stanie wyjaśnić, bo nigdy nie miałem w zwyczaju by grzebać komuś w telefonie. Tym razem było inaczej. Wszedłem w galerie zdjęć, a tam dwie fotografie z tamtego dnia,

starszej kobiety w niebieskim fartuchu kuchennym (takim w kwiatki), jedno zrobione w kuchni, drugie natomiast w przedpokoju jak siedzi na taborecie, którego tam nie było! Na fotografiach nie było widać głowy, jakby po trosze znikała od szyi w górę. Pokazałem te zdjęcia mamie i ojcu. Jak się później okazało ojciec zdjęcia usunął z telefonu. A ja wraz z mamą od tamtego momentu, co dziennie modliliśmy się za tą kobietę. Widocznie tego potrzebowała, bo wszystkie rzeczy, które się u nas działy, ustały.

 

Dusza mojej mamy

W 2015 roku po ciężkiej chorobie zmarła moja mama. Mieszkaliśmy już wtedy w innym miejscu, ale również w Łodzi. Traf chciał, że tego samego dnia byłem u mamy w szpitalu przed pracą. Wróciłem jeszcze na chwilkę do domu po coś do jedzenia i pojechałem do pracy.

Jak się okazało telefon zostawiłem w domu. Po powrocie, zaskoczyło mnie, że mały, szklany żyrandol w przedpokoju pękł na pół, jedna części wisiała, druga leżała na podłodze, wtedy jakoś w ogóle o tym nie myślałem, co i dlaczego... Następnie w telefonie zobaczyłem całą masę nieodebranych połączeń od siostry i jakiś obcych numerów. Oddzwoniłem do siostry i okazało się, że mama zmarła. Tamtej nocy i w kilka kolejnych spałem u siostry. Musiałem w międzyczasie zorganizować sobie przeprowadzkę do innego mieszkania do wynajęcia, gdyż to było zbyt kosztowne na mnie samego. Mój ówczesny dobry przyjaciel, miał do wynajęcia kawalerkę za dogodną cenę. To też tam się przeprowadziłem. Większość rzeczy przenieśliśmy pierwszego dnia, wtedy też mogłem już spać w nowej lokalizacji. Nic nie zapowiadało, że wydarzy się coś bardzo dziwnego. Nad ranem chwile przed przebudzeniem, jakbym znalazł się w nowym mieszkaniu, w którym nie było absolutnie nic, prócz mnie i ścian. Po chwili jakby obraz zbliżył się do jednej ze ścian i w głowie usłyszałem „Konradku, uważaj na zawory” po czym się obudziłem, a raczej zerwałem ze snu. Po przebudzeniu, od razu zaskoczyło mnie, że drzwi od szafy, są otwarte na oścież. Pamiętałem, że była zamknięta. Zerknąłem na telefon, by zobaczyć która jest godzina.

Miałem nieodebrany telefon od właścicielki poprzedniego mieszkania. Po oddzwonieniu, usłyszałem, że muszę jak najszybciej jechać pod poprzedni adres zamieszkania, bo „prawdopodobnie pękł jakiś zawór”. Aż zaniemówiłem jak to usłyszałem, jeszcze użyła konkretnie słowa ZAWÓR. Na miejscu okazało się, że faktycznie zalewam sąsiadów, gdyż zawór od węża dochodzącego do spłuczki toaletowej się rozszczelnił (chyba to była wina uszczelki).

Na nowym miejscu zamieszkania z początku często miałem wrażenie, że czuje obecność mamy.

Jakbym nie był tam sam. Aż do momentu, w którym miesiąc później odbyła się druga msza, za moją mamę. Pamiętam, że po powrocie do domu poczułem pustkę i pomyślałem, że odeszła.

Kilka miesięcy później śniła mi się moja mama, jak siedziała ze mną w kuchni i jakbym był u niej w odwiedziny. Na koniec dodam jeszcze, że około 2-3 tygodnie przed śmiercią mamy, śniło mi się bardzo wyraźnie jak wypada mi ząb. Niby przesąd, ale się sprawdziło...

 W moim życiu co jakiś czas pojawiają się niezwykłe epizody. Od deja vu, przez prorocze sny, aż po telepatię, czy przypadkowe zdjęcie zrobione UFO, które pojawiło się na łamach serwisu Nautilus (zdjęcie ptaków na gałęziach, a w tle obiekt : ) ).

Jeżeli będą Państwo zainteresowani, bardzo chętnie opiszę jeszcze swoje historie z innych „dziedzin” życia. Szczególnie ciekawa jest ta związana z medytacja i telepatycznymi możliwościami jakie otwiera.

 Dziękuje, że jesteście i robicie kawał, konkretnej, rzetelnej roboty.

 

 

From:  [...]
Sent: Monday, August 31, 2020 11:34 PM
To: Fundacja NAUTILUS
Subject: Kolejny "mocny sen"

Dobry Wieczór.
w nocy z soboty na niedzielę 29/30 sierpnia miałem kolejny "mocny sen".
Był krótki ale bardzo intensywny, gdy przebudziłam się w nocy już wiedziałem co robić"
1. Zanotuj go inaczej będziesz długo o nim myślał i nie będziesz mógł zasnąć.
2. Jak go nie zanotujesz - rano nie będziesz pamiętał szczegółów.
Sen jak zwykle był dziwny, do dziś nie miałem odwagi go napisać ale przeczytałem o panu z Bydgoszczy i może się gdzieś coś ocierać z treścią tam zawartą.
Do rzeczy:
- W tym śnie moja mama mówiła o cudownej potrawie, która uzdrawia. Tą potrawą był Rosół!
W śnie pamiętam jak pytałem mamy, co rosół, a co w nim takiego cudownego?
- Bo to musi być specjalnie przygotowany rosół. Jego nazwa to bulion Teresy Oktarowińskiej, rosół z baraniny.
W tym śnie byłem zdziwiony bo pierwszy raz coś takiego o tym słyszałem. A moja mama w śnie mówi:
- O popatrz, nawet w telewizji mówią o jego właściwościach leczniczych.
Gdy spojrzałem w TV to tam jakiś mężczyzna mówił o tym bulionie i nagle jakby "zobaczył mnie, w sensie, że ja oglądam TV i powiedział do mnie, że
tu nie chodzi o sam rosół, tylko o potrawę, że ona wpływa pozytywnie na krew [i tutaj padło najmocniejsze zdanie]
"To krew każe nam tyle żreć"
Pamiętam, że z tymi słowami wiąże się niewerbalny sens tego, że jedząc określone potrawy zmienia nam się skład krwi i to co mamy we krwi potem wpływa bezpośrednio na nasze zdrowie i choroby.
Piszę tego maila, bo dziwnym zbiegiem okoliczności akurat dziś ukazał się artykuł o Panu z Bydgoszczy i jego zaleceniach aby nie jeść mięsa
(nie wymienił baraniny - może to przypadek)
a zaraz na drugim miejscu jest zakaz przyjmowania leków krwiotwórczych.. znów przypadek i związek z krwią...
PS. W załączniku zdjęcie ekranu telefonu - mojego drugiego, gdzie zanotowałem sen w SMSie, który miał przyjść jak już się wyśpię :) w niedzielę o godz. 12:00
------------------------------
pozdrawiam
[...]





From: [...]
Sent: Saturday, June 12, 2021 4:59 PM
To: nautilus
Subject: Dziwny sen...

Witam,
Ostatnio przez 2 miesiące bardzo intensywnie pracuje na "uruchomieniem" zdolności jasnowidzenia itp. pracuje już kilka lat z energiami ale teraz studiuje Pana Jackowskiego i próbuję uruchomić to o czym on mówi.
Wczoraj miałem dziwna sytuację. Podczas przerwy w pracy, gdy byłem skupiony na jedzeniu, pojawila się w mojej głowie dziwna myśl. Obraz, przez dosłownie sekundę. Nie będę tego dokładnie opisywał ale nie ma to dla mnie sensu.
Chciałem skupić na tym co się działo wczoraj ale w nocy gdy już smacznie spałem.
Obserwowałem kilka scen. Strasznych jak z horroru. Jakąś masakrę. Nie bałem się, nic nie czułem po prostu obserwowałem tak jak by nad tym wszystkim.Nie było to w Polsce, jakiś inny kraj.
Widziałem jakieś ważne wydarzenie, może jakiś mecz ale jak by na hali sportowej, może koszykówka? Bardzo dużo ludzi dorosłych jak i dzieci. Coś ważnego się tam odbywało. Nagle zobaczyłem że wszyscy są pokrwawieni. Ktoś zaatakował. Nie wiem kto i co. Widziałem tak jak by ludzi z dziurami po kulach. Dziecko z wbitym nożem. Jakąś tragedia. Ciężko mi było na to patrzeć, nic nie mogłem zrobić. Duże zamieszanie. Widziałem jeszcze jakiegoś policjanta albo osobę ochraniającą, mężczyzna, który kogoś przygniatała ciałem i ostatkiem sił bronił. Dostawał ciągle dużo ciosów, strzałów, nie wiem. Ciągle był atakowany i kogoś bronił. Zastanowiło mnie to że powinno być tam taaak głośno a ja nic a nic nie słyszałem. Niemy film.
Obudziłem się bez żadnych emocji. Jak by nigdy nic. Zazwyczaj jak mam koszmarny sen to pobudka wygląda inaczej a tu zupełnie coś innego. Uważam że może coś w tym być. Pisze ponieważ poczułem taka potrzebę żeby się tym z kimś podzielić.
Mam nadzieję że to zostanie to tylko strasznym snem...
Pozdrawiam
[...]


Szanowna Redakcjo,

Opublikowaliście już kilka moich historii, za co jestem Wam bardzo wdzięczna. Jestem medium i czasami przydarza mi się coś niezwykłego. Jak to zwykle bywa, takie rzeczy dzieją się zupełnie niespodziewanie i w momentach, które nawet na to nie wskazują. Mieszkam w jednym ze śląskich miast, w dzielnicy zabytkowej. Niedaleko mojego domu jest naturalny skwerek. Rośnie na nim trawa, drzewa, jest kilka alejek. Z lewej strony skweru, dokładnie kanałem - pod skwerek wpływa rzeczka.

Wypływa z drugiej strony ulicy i dalej płynie już naturalnym nurtem. Jakiś czas temu, trochę z powodu straty kilku członków rodziny (towarzyszył mojej rodzinie okropny smutek i tęsknota) kupiliśmy szczeniaka. Piesek ma już teraz prawie rok i oczywiście codziennie wieczorem (zwykle między 22, a 23 wieczorem) chodzi ze mną na spacery, a bardzo często na rzeczony skwerek. Muszę dodać, że z jednej strony skwerku biegnie boczna ulica, która jest dobrze oświetlona latarniami, natomiast z drugiej strony biegnie ulica główna, na której latarni prawie nie ma. Do tego wszystkiego z tej drugiej strony (gdzie wypływa rzeczka) jest też wiadukt kolejowy, szeroka połać trawy (od chodnika do wiaduktu) i mnóstwo drzew.

Często widuje się tutaj lisy, a nawet czasami dziki, choć nie jest to środek lasu. Pierwsza "część" mojej przygody miała miejsce w listopadzie. Było około 22.30. Idąc z psem po chodniku, po stronie gdzie wypływa rzeczka miałam okazję zobaczyć, jak nagle gasną wszystkie latarnie. I dokładnie, zgasły z obydwu stron skweru. Oczywiście, nie ma w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że zrobiło się całkowicie cicho. Nie jechało ani jedno auto, nie jechał pociąg, nie szedł nikt, poza mną i psem. Będąc z psem, mniej więcej w połowie długości skweru, zobaczyłam bardzo jasne światło.

Miało formę kuli i unosiło się nad rzeczką. Odbicie tej kuli było widać w wodzie. Nauczona życiem oraz pełna sceptycyzmu stwierdziłam, że zgasły latarnie, to ktoś się posiłkuje latarką halogenową. Jednak, jakie było moje zdziwienie, gdy kula się zanurzyła w wodzie, jednocześnie gasnąc, a dosłownie sekundę później wróciły "normalne dźwięki" na zewnątrz i zapaliły się wszystkie latarnie.

Mój pies był całkowicie cicho i stał nastroszony, jakby na coś się czaił. Można powiedzieć, że uciekałam w podskokach z tego miejsca. Nie chodziłam na skwerek przez około tydzień, udając się z moich czworonożnym przyjacielem na spacer w przeciwnym kierunku. Po tygodniu poszłam i wszystko było tak, jak zawsze, aż do ostatniej niedzieli.... I tutaj zaczyna się druga "część" tej dziwnej historii. O tej samej godzinie, co w listopadzie znalazłam się na skwerku. Tym razem było podobnie, jak ostatnio, tyle że lampy paliły się z jednej strony skweru, a po tej, co wpływa rzeczka były zgaszone. Kompletna ciemność, więc nawet nie przechodziłam na drugą stronę.

Podobnie jak ostatnio lampy zgasły też po mojej stronie i zrobiło się cicho. Dosłownie mój pies tak się zaparł na łapach, że nie chciał iść, cały się trząsł, a dodam że wyrósł z niego już ok. 30-kilogramowy, odważny doberman, z którym nie strach chodzić samemu. Po chwili zaczął wiać wiatr, a od strony ciemnego skweru zaczął dobywać się głos kobiety. Najbardziej dziwne jest to, że to był głos tej samej kobiety, tylko podwojony. Tak jakby ktoś postawił dwie te same osoby obok siebie. Słychać było jakieś niezrozumiałe słowa i jakby łkanie, lub płacz. Podkreślam, że absolutnie nie były to odgłosy żadnej imprezy, ani młodych ludzi. Głos dochodził mniej więcej od strony wpływającej rzeczki. I teraz najdziwniejsze- po kilku sekundach powtórzyło się to samo. Bardzo podobna sekwencja łkania, płakania i wypowiadania niezrozumiałych słów.

Dodatkowo, gdy ciągnęłam psa (inaczej się nie dało, a trochę się nasiłowałam z nim) w stronę domu, to głos nie zanikał, a był słyszalny tak samo dobrze i niósł się z wiatrem. Przyznam szczerze, że mąż prawie wziął mnie za wariatkę, gdy wystraszona weszłam do domu. Uwierzyła tylko córka i mam nadzieję, że uwierzą mi również Państwo. Szukałam w internecie, czy w tym miejscu ktoś nie zaginął, lub nie został zabity, jednak nic nie znalazłam. Czy mają Państwo pomysł, co to może być? Wymyka się to nawet mojej miedialnej naturze i naprawdę tego typu historie przydarzają mi się rzadko. Również bardzo się cieszę, że można tutaj pozostać anonimowym i może choć część osób nie bierze, takich jak ja za wariatów. Pozdrawiam redakcję i czytających, moje dane proszę zanonimizować.

[...]



zwiń tekst



NIEZWYKŁE WYDARZENIA Z UFO NAD WARSZAWSKIM JEZIORKIEM CZERNIAKOWSKIM
Pt, 11 cze 2021 21:10 komentarze: brak czytany: 1715x

[...] Dzień dobry Państwu, Od dłuższego czasu przeglądam informacje o wydarzeniach jakie miały miejsce począwszy od lat 70-tych  do dnia dzisiejszego w okolicach Jeziorka Czerniakowskiego na warszawskiej Sadybie. Szczęście w nieszczęściu, mam pewną historię, z którą chciałbym się podzielić z Państwem. Wszystko co przedstawię.jest oparte na relacjach mojej Babci, która była świadkiem tego zdarzenia.......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry Państwu, Od dłuższego czasu przeglądam informacje o wydarzeniach jakie miały miejsce począwszy od lat 70-tych  do dnia dzisiejszego w okolicach Jeziorka Czerniakowskiego na warszawskiej Sadybie. Szczęście w nieszczęściu, mam pewną historię, z którą chciałbym się podzielić z Państwem. Wszystko co przedstawię.jest oparte na relacjach mojej Babci, która była świadkiem tego zdarzenia. Miało to wszystko miejsce w okolicach przełomu wiosny i lata 1982 roku. Był to wieczór, tuż po godzinie 19, więc moja Babcia postanowiła położyć już w łóżeczku moją malutką Mamę. Dziadek również był zmęczony, więc postanowił się zdrzemnąć na kanapie w dużym pokoju.

Po pewnej chwili w mieszkaniu zaczęło migać światło. Nie trwało to długo, ponieważ migania ustały po ok. 20 sekundach. W przeciągu kilkudziesięciu sekund, Babcia dostrzegła (mieli widok na Wisłę oraz Jeziorko Czerniakowskie) za Kościołem pw św. Antoniego z Padwy (czyli na polach między budynkiem a bezpośrednio Jeziorkiem) całkiem okazałych rozmiarów świetlistą kulę. Jej charakterystyczną cechą było to, że pulsowała światłami, tzn. barwy przemieniały się od biało-żółtego do jasnej czerwieni oraz to, że nie przemieszczała się tylko wisiała nad jednym miejscem. Wystraszyła się, postanowiła obudzić Dziadka, aby też to ujrzał. Po około dwuch lub trzech minutach światło powoli słabło aż w ostateczności zniknęło. Następnego ranka, Babcia z małym wózeczkiem udała się na spacer w to miejsce lecz nic nie wskazywało na obecność sprzed kilkunastu godzin świetlistego obiektu. Żadnych śladów, zapachów... kompletnie nic.

To tyle jeżeli chodzi o tą historię. Postanowiłem się nią podzielić, ponieważ jak na początku napisałem zacząłem się tymi tematami interesować a po drugie widzę, że jest spore zaciekawienie co do zjawisk z tego miejsca w Warszawie. Serdecznie pozdrawiam,
 
[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



TEN CZŁOWIEK CIEBIE OKRADNIE...
Czw, 10 cze 2021 19:46 komentarze: 5 czytany: 2196x

[...] Witam, Chciałabym podzielić się z Państwem moim doświadczeniem, które upewnia mnie,że tzw. zjawiska paranormalne są obiektywnie istniejącą rzeczywistością.Muszę jednocześnie dodać, że ilekroć powracam myślą do tego zdarzenia, jestem zdumiona ,a jednocześnie w pełni świadoma, że przekazanie , "opisanie" przebiegu tego zdarzenia jest tylko relacją, w którą można wierzyć lub nie.Nie mniej, od tamtej.......

czytaj dalej

[...] Witam, Chciałabym podzielić się z Państwem moim doświadczeniem, które upewnia mnie,że tzw. zjawiska paranormalne są obiektywnie istniejącą rzeczywistością.Muszę jednocześnie dodać, że ilekroć powracam myślą do tego zdarzenia, jestem zdumiona ,a jednocześnie w pełni świadoma, że przekazanie , "opisanie" przebiegu tego zdarzenia jest tylko relacją, w którą można wierzyć lub nie.Nie mniej, od tamtej pory , ja wiem,że takie zjawiska istnieją.
Otóż jestem racjonalistką.Z zawodu , od 20 -tu lat, jestem adwokatem.Każde zdarzenie, teza, musi być udowodnione zgodnie z regułami logicznego rozumowania, a jednak.... .

Było to ok. 10 lat temu.Wynajmuję pokój na kancelarię w budynku biurowym.Nie miałam zwyczaju ,wychodząc na chwilę do kuchni lub wc, zamykać pokoju na klucz.Pewnego, zwykłego dnia, wychodziłam do toalety.Przechodząc korytarzykiem przez hol, "owionęłam" wzrokiem kilka osób siedzacych  w tym holu na fotelach wokół stolika, czekających prawdopodobnie w innych sprawach do biura spółdzielni, które się na tym piętrze mieściło.Szłam szybko, obróciłam tylko głowę w kierunku siedzących.Minąwszy te osoby ( nie zarejestrowałam żadnych szczegółów), doznałam,pamiętam to jak dzisiaj, takiej myśli - wiedzy : " ten człowiek cię okradnie". Szłam dalej i po dwóch krokach pomyślałam, co za bzdura.Kiedy wychodziłam z toalety bałam się jednak, że to może być prawdą , więc zaczęłam biec do pokoju,i gdy zauważyłam, że mężczyzny nie ma już w holu, byłam już pewna, że to nie było złudzenie. Dopadłam pokoju i z ulgą stwierdziłam, że moja torebka stoi na parapecie okna, tak, jak ją pozostawiłam.Pomyślałam, co za idiotyczne zdarzenie. Zajęłam się pracą.Ok. godz. 16 -tej, kiedy wychodziłam, wzięłam torebkę, zeszłam do samochodu i , o zgrozo, stwierdziłam, że nie ma w niej kosmetyczki, w której trzymałam kluczyki do samochodu i klucze do mieszkania! Byłam przerażona! Dopiero wówczas uprzytomniłam sobie, że "przeczucie"(?) z godzin rannych wypełniło się, że rzeczywiście  ten człowiek z holu wszedł do mojego pokoju, gdy byłam w toalecie i w pośpiechu wyjął z torby ,leżącą  na jej  wierzchu ,kosmetyczkę.Prawdopodobnie nie mógł wziąć całej torby, gdyż była duża i pozostali siedzący w holu widzieliby, że ją wynosi.Kosmetyczkę z legitymacją adwokacką znaleziono kilka miesiecy później , wetkniętą do rynny  budynku w mięście i zaniesiono ją do Rady Adwokackiej, skąd otrzymałam wiadomość o jej odnalezieniu.Problemy z wymianą kluczy to już inna sprawa.

Tak więc, ja już po prostu wiem,że umysł ludzki jest w stanie odbierać energię innych osób i to w niewytłumaczalny sposób. To się dzieje w ułamku sekundy, p oprostu absolutnie nagle, bez żadnego racjonalnego powodu, absolutnie bez udziału własnej myśli lub intelektu, pojawia się " w głowie" ta wiedza, czy jak to nazwać,że zdarzenie się wydarzy.Potem, jak włączony zostaje rozum, czyli myślenie, skąd mi to przyszło do głowy, to niemożliwe etc., następuje rozumowe wyparcie tego zjawiska.Dla mnie samej, to było racjonalnie niedorzeczne, więc zdaję sobie sprawę, że tym bardziej ,innym osobom, trudno w to uwierzyć. Co ciekawe, przed tym zdarzeniem nie było żadnego bodźca, który by tę myśl, iż siedzący człowiek mnie okradnie, wywołał.Poprostu przeleciałam wzrokiem siedzących, przechodząc obok nich , pamiętam jednak, że moje i tego człowieka( mężczyzny- złodzieja) oczy wówczas spotkały się,i w ułamek  chwili po tym , pojawiła się ta myśl w mojej głowie.Słowo myśl jest nieadekwatnym określeniem.Tu chodziło o wiedzę, pewność, informację- tego typu odczucie.
Gdyby ktoś chciał zanegować moją historię i powiedzieć, że może w drodze do pracy, ktoś po drodze mnie okradł, to powiem , że nie było to możliwe, bowiem przyjechałam do pracy swoim samochodem,zamknęłam go,a nastepnie cały czas, za wyjątkiem krótkiej chwili, byłam w pokoju.
 
Od tamtej pory, tak spektakularnych zdarzeń nie miałam, choć, jak to często bywa, gdy myślę o ludziach, oni akurat odzywają się , dzwonią,  etc.,do mnie.
 
Co Państwo o tym sądzicie? Do napisania tego listu skłoniła mnie lektura strony Nautilusa.
z poważaniem [...]  z Wrocławia


-----Original Message-----
From: [...]
Sent: [...]
To: FN
Subject:

Droga FN

czytając artykuł na waszej stronie przypomniała mi się pewna historia...to znaczy nei przypomniała ponieważ cały czas siedzi w mojej głowie..ale mneijsza o to

gdy byłem jeszcze mały, miałem w tedy może 7-8 lat, jeździłem sobie koło mojego domu na rowerze. blisko mnie była górka a za nią ostry zakręt. wyjechałem na szczyt tej górki i zaczołem zjeżdrzać jak najszybciej potrafiłem. nagle usłyszałem głos kobiety ,,uważaj, auto". Głos był spokojny, a zarazem głośny. szybko zjechałem na bok a zaraz potem czarny opel sąsiada wyjechał zza tego zakrętu. Ździwiłem się i zaczołem się rozglądać kto mnie oszczegł ale nikogo nei dostrzegłem. w tedy ni zdawałem sobie sprawy z tego że to byc może Anioł Stróz do mnie przmówił lecz z upływem czasu zrozumiałem to musiała być wyższa siła. teraz gdy mineło gdy mineło 7 lat od zdarzenia dalej mam w głowie ten głos

Pozdrawiam
[...]

Szanowna FN,

Jestem fanem Waszego serwisu. Przesyłam ciekawostkę - tekst sprzed stu lat z polskiej prasy, jak sobie wyobrażano nasze czasy.

pzdr.




zwiń tekst



RÓŻANIEC I SIDDHARTHA
Wt, 8 cze 2021 08:28 komentarze: 2 czytany: 2457x

[...] Pozdrawiam serdecznie Fundacje Nautilus. Dziekuje Wam bardzo ze jestescie a takze aby pomoc mi zrozumiec moje doswiadczeniana ktore obecna –“materialna wiedza” nie ma wytlumaczenia. Kilka tygodni temu Ktos z tamtego wymiaru mocnym glosem powiedzial do mnie slowo SIDDHARTHA. Nigdy wczesniej nie slyszalem takiego slowa. Spojrzalem do Wilkipidia. Slowo SIDDHARTHAjest utworzone z dwoch slow.......

czytaj dalej

[...] Pozdrawiam serdecznie Fundacje Nautilus. Dziekuje Wam bardzo ze jestescie a takze aby pomoc mi zrozumiec moje doswiadczeniana ktore obecna –“materialna wiedza” nie ma wytlumaczenia.

 Kilka tygodni temu Ktos z tamtego wymiaru mocnym glosem powiedzial do mnie slowo SIDDHARTHA. Nigdy wczesniej nie slyszalem takiego slowa. Spojrzalem do Wilkipidia. Slowo SIDDHARTHAjest utworzone z dwoch slow w jezyku Sanskirt-w jednym z najwczesniejszych jezykow w Indiach. Ono oznacza.Ten ktory odnalazl sens istnienia lub ten ktory osiagnal wszystkie cele.

W rzeczywistosci imie BUDDY,zanim osiagnal swoje cele  bylo SIDDARTHA Gautama Ksiaze Kapilavastu. Powstala takze nowela w 1922 roku o tym tytule w ktorej opisana jest duchowa podroz do odkrycia siebie. Swiat duchowy pokazuje nam wlasciwa drogei kieruje nas w kierunku szacunku do Wszystkiego I Wszystkich. Kilka dni pozniej doswiadczylem czegos  fascynujacego.

Piec lat temu bylismy z zona na wakacjach w Meksyku. Po opuszczeniu hotelu I bedac juz w samolocie zorientowalem sie ze zapomnialem zabrac z pokoju hotelowego swoja kurtke. W jednej z jej kieszen zawsze nosilem Rozaniec.

Mial on dla mnie szczegolne znaczenie bo podarowal mi go kolega w Polsce. Przez dlugi czas modlil sie on majac go w swoich rekach. To wyzwolilo go z “ciezkiej choroby psychicznej”.

Pomyslalem sobie wtedy ze tak wlasnie mialo byc I byc moze  ten Rozaniec pomoze komus w potrzebie. On ma w sobie bardzo duzo Pozytywnej Energii.

Kilka dni temu wlozylem reke do nowej kurtki I byl w niej TEN Rozaniec. Po powrocie z Meksyku przeszukalem wszystkie rzeczy dziesiatki razy I nic nie znalazlem. Slyszalem o tego rodzaju rzeczach ale dla mnie bylo to pierwszy raz.

 Caly czas szukam Prawdy odnosnie sensu istnienia  pomimo tego ze chyba wiem o co chodzi. To jest jak glod ktorego nie mozna zaspokoic. Dwa zdarzenia z dwoch roznych religii a jednak maja ze soba cos wspolnego.

Mysle ze wiekszosc religii ma wspolny przekaz tj. Milosc bez Granic.

Pozdrawiam Was I Wszystkich Czytelnikow bardzo serdecznie.

Rysiek

[dane do wiad. FN]

/poniżej zdjęcie załączone  do korespondencji, którą dostaliśmy 3 czerwca 2021/

 

I jeszcze jedna historia z różańcem - rozmawiał nasz współpracownik z pokładu okrętu Nautilus - "Gryzonek".



zwiń tekst



WIERZĘ, ŻE DZIADEK ODWIEDZIŁ MNIE WE ŚNIE
Nie, 6 cze 2021 10:13 komentarze: brak czytany: 1847x

Witam Szanowną Redakcję.Parę lat temu Waszą stronkę polecił mi  znajomy i od tamtej pory jestem Waszą wierną fanką.Wasze artykuły otworzyły mi oczy na wiele aspektów życia i nie tylko :)Długo zbierałam się, żeby podzielić się z Wami moją historią na temat snów z osobami zmarłymi.Otóż przyszedł do mnie we śnie mój nieżyjący dziadek.Ale od początku.  W 2008 roku pracowałam w jednej firmie .......

czytaj dalej

Witam Szanowną Redakcję.
Parę lat temu Waszą stronkę polecił mi  znajomy i od tamtej pory jestem Waszą wierną fanką.
Wasze artykuły otworzyły mi oczy na wiele aspektów życia i nie tylko :)
Długo zbierałam się, żeby podzielić się z Wami moją historią na temat snów z osobami zmarłymi.
Otóż przyszedł do mnie we śnie mój nieżyjący dziadek.
Ale od początku.  W 2008 roku pracowałam w jednej firmie i z moim tatą i chłopakiem (obecnie mąż). Firma ogłosiła upadłość i wszyscy straciliśmy pracę.

Sytuacja na ryku pracy była na tyle nieciekawa, że nie mogliśmy znaleźć pracy przez parę miesięcy.
Pamiętam jak dzisiaj jak płakałam do mojej  mamy zastanawiając się co jest ze mną nie tak, że nie mogę znaleźć pracy.
Wieczorem położyłam się spać i miałam dziwny sen - tak realistyczny jakbym dosłownie śniła na jawie.
Przyszedł do mnie mój nie żyjący od 3 lat dziadek, z którym byłam bardzo zżyta.
Pamiętam, że byłam w pokoju bez żadnych mebli, okien, świateł a było bardzo jasno.
Nagle podszedł do mnie mój dziadek tylko taki młodszy - zmarł mając 82 lata a we śnie miał najwyżej 60 lat.
Dokładnie widziałam jego twarz, ubrany był w koszulę w kratę. Zaczął do mnie mówić ale nie poruszał ustami tylko się uśmiechał.
Biło od niego takie ciepło i wielka miłość. Powiedział mi żebym się nie martwiła bo niedługo wszystko się ułoży i będzie wszystko dobrze.

Jak się obudziłam nie bałam się. Czułam takie mega ciepło na sercu, jakby motyle w brzuchu - ciężko mi opisać to uczucie - nigdy czegoś takiego nie czułam no i niesamowity spokój wewnętrzny.
Rzeczywiście po niecałym miesiącu wszystko się ułożyło. W jednym dniu pracę dostaliśmy ja z moim chłopakiem a tato tydzień wcześniej.
Dodam, że bardzo mocno wierzę w reinkarnację i wędrówkę dusz.
Mojego tatę z dziadkiem łączyła niezwykła więź - czegoś takiego nie widzi się na co dzień. 7 lat temu czyli 9 lat po śmierci dziadka urodził się mój syn. Ponownie zobaczyłam tą niezwykła niesamowitą więź. Syn jest w ogóle bardzo podobny do mojego dziadka.
Uwielbia wędkarstwo, prace w ogrodzie - dzieci w jego wieku raczej wolą komputer- jest małą złotą rączką :) wierzę i mam nadzieję, że mój syn jest kolejnym wcieleniem moje dziadka.
Pozdrawiam Was serdecznie życząc dużo zdrowia w tych dziwnych czasach.
Proszę o zachowanie moich danych do Waszej wiadomości.
Pozdrawiam,
[dane do wiad. FN] /e-mail i opis snu dostaliśmy 13 maja 2021/



Witam,

Do napisania tego e-maila skłonił mnie opis snu jednego z Waszych czytelników, z 14 maja 2021 roku. Właśnie tej samej nocy 1415 maja mój znajomy miał podobny sen. śniło mu się, że 17 maja 2023 roku (ta data cały czas powtarza mu się w snach od ponad 10 lat - kiedyś pisałam do Was o tych dziwnych snach) przechadzał się ulicami wielkiej europejskiej metropolii (jednak w śnie nie wiedział o jaką chodzi). Nagle na niebie coś rozbłysło, usłyszał wielki huk, przeraźliwy krzyk ludzi i ujrzał wielki łuk ognia. Sen wywarł na nim wielkie wrażenie, bo był bardzo realistyczny i spowodował w nim wielki niepokój. Mam nadzieję, że do tych wydarzeń nigdy nie dojdzie i sen okaże się jedynie majakiem sennym.

[...]



zwiń tekst



Dziś miałem sen...
Pt, 4 cze 2021 16:39 komentarze: 1 czytany: 2056x

[...] Czesc,witam zaloge i wszystkich,ktorzy sledza poklad statku Nautilus.Dzis mialem sen (w sumie nie pierwszy taki) o soczewkowatych obiektach nad moim miastem.Byl jakis festyn i jeden z tych statkow unosil sie niedaleko festynu,bylo pelno ludzi ale go nie widziali tylko ja.Podszedlem do niego i we snie poczulem elektryczne powietrze.Nagle znalazlem sie w srodku,byli tam ludzie tylko w dziwnych.......

czytaj dalej

[...] Czesc,witam zaloge i wszystkich,ktorzy sledza poklad statku Nautilus.Dzis mialem sen (w sumie nie pierwszy taki) o soczewkowatych obiektach nad moim miastem.Byl jakis festyn i jeden z tych statkow unosil sie niedaleko festynu,bylo pelno ludzi ale go nie widziali tylko ja.Podszedlem do niego i we snie poczulem elektryczne powietrze.Nagle znalazlem sie w srodku,byli tam ludzie tylko w dziwnych strojach,wygladali jak my i slyszalem ich mysli a oni moje.Zadawalem im mnostwo pytan na temat zycia,wszechswiata,Kreacji itd.Wiedzialem ze jak sie obudze bede pamietal co mowili i bylem tak skupiony na ich slowach,zeby je zapamietac ze zatracilem czas.Czulem od nich niesamowita aure i dobro.Ja rozmawialem z kobieta,przez chwile bylismy poza statkiem ale nikt nas nie widzial.Obudzilem sie i staralem sie przypomniec co mowili.Nie pamietam nic.Pozdrawiam

[...]

Tybetańska koncepcja śmierci
Jeśli będziesz rozmyślać nad kwestią śmierci i nietrwałości, zaczniesz nadawać sens swemu życiu.
XIV Dalajlama Tybetu

 
We wszystkich kulturach i systemach myślowych dają się zauważyć liczne podobieństwa w podejściu do problemu śmierci. Chyba najwyraźniejszym jest założenie, że nie ma absolutnej nicości. Zawsze po śmierci następuje jakiś rodzaj dalszej egzystencji. Jednak, tak naprawdę, nikt na świecie nie jest specjalistą w tej dziedzinie. Dla każdego człowieka ten temat stanowi zagadkę. Stosunek do śmierci większości ludzi charakteryzuje niepokój, strach, a w skrajnych przypadkach przerażenie. Choć przecież tak naprawdę dla nas żywych śmierć - jak powiedział Epikur - nie istnieje, bo kiedy my jesteśmy, nie ma śmierci, a kiedy jest śmierć, nie ma nas. Dlatego można powiedzieć, że każdy z nas jest kompetentny, aby przedstawić swoją wizję śmierci.

Każda kultura, jaką zrodziła nasza planeta zetknęła się z tym problemem. Od najdawniejszych czasów ludzie interesowali się faktem odejścia ich bliskich i próbowali konstruować takie wizje życia po śmierci, aby żyło im się łatwiej i spokojniej. Podstawowym elementem propagandowym wielu religii świata była zaś koncepcja zaświatów i samego momentu śmierci. Współczesna cywilizacja końca XX wieku nadbudowana została na poglądach, które swymi korzeniami sięgają starożytnych wierzeń z regionu Morza Śródziemnego oraz dorzecza Tygrysu i Eufratu. Już w tych najstarszych wierzeniach i mitach, które spisano około 4 tysiące lat temu przez Sumerów, śmierć przerażała ludzi. Strach przed nią towarzyszył także innym wierzeniom, które rozwinęły się tu przed powstaniem chrześcijaństwa.

Po okresie starobabilońskim na Bliskim Wschodzie pojawił się prorok Zoroaster, będący założycielem religii, która wywarła niesłychany wpływ nie tylko na rozwój chrześcijaństwa, ale również na rozwój wielu innych religii Wschodu, a przede wszystkim hinduizmu, islamu i buddyzmu. Opierał się na starych wierzeniach wedyjskich i nauczał, że podstawą tej religii jest wiara w istnienie dwóch sił rządzących światem - sił dobra i zła[1]. Eschatologiczne koncepcje wielkich religii Europy i Azji są powiązane ze sobą znacznie silniej, niż nam się to obecnie wydaje. Jednakże powód tego jest bardzo prozaiczny. Efektem rozpowszechnienia eschatologicznych stereotypów była sieć tysiąca szlaków handlowych przecinających te dwa kontynenty. Również hordy "dzikich" wojowników i żołnierzy wielkich armii przemierzający drogi i ścieżki starożytnych miast i miasteczek, były swoistym transportem dla mitów, legend, wierzeń a także religii.

I może właśnie dlatego, z dala od wielkich religii Europy, z dala od wielkich wojen, wysoko za murem Himalajów, w tybetańskich klasztorach, przyklejonych do stromych i ośnieżonych zboczy gór, wyrosła zupełnie inna kultura wraz ze swoją odrębną religią. Nauczanie kolejnych etapów ścieżki ku oświeceniu przyszło do Tybetu z Indii. Buddyzm nie był bowiem znany w Tybecie przed VIII wiekiem. Jednakże już w IX wieku na tyle się rozpowszechnił, że król Lang-dar-ma zakazał jego praktykowania i zamknął klasztory będące głównymi ośrodkami nauczania. W XI wieku do Tybetu przywędrowały dwie szkoły praktykowania buddyzmu: sutra, czyli ścieżka oddania się studiom i praktyce prowadzącym do oświecenia poprzez wiele wcieleń oraz tantra - praktyki, dzięki którym osiągnięcie oświecenia jest możliwe w jednym wcieleniu. Przez wiele lat Tybetańczycy sprzeczali się między sobą nie mogąc znaleźć wspólnej drogi. W celu pojednania sprowadzono do Tybetu nauczyciela z Indii, gdzie obie szkoły współistniały bezkonfliktowo. Efektem jego pobytu w tybetańskich klasztorach była napisana tam Latarnia na ścieżce ku oświeceniu, która miała streszczać w sobie ogrom nauk buddyjskich przystosowany dla ludu tybetańskiego. W XV wieku inny już nauczyciel Tsong-kha-pa zebrał wiedzę ludu tybetańskiego w księdze zatytułowanej Lam Rim (czyli Etapy ścieżki ku oświeceniu). Jego praca zaś stała się podstawą współczesnego buddyzmu tybetańskiego i łączy w sobie obie szkoły. Stanowi również rdzeń nauk obecnego XIV Dalajlamy.

Jak w wielu innych religiach, również w buddyzmie tybetańskim wiele miejsca poświęca się problemowi śmierci. Śmierć i umieranie wyznaczają płaszczyznę, na której spotykają się tradycja i osiągnięcia nauki. Jednakże jedną z najważniejszych nauk Buddy jest kontemplacja śmierci. W oczach Tybetańczyków cywilizacja Zachodu nie rozumie śmierci i nie wie, co dzieje się podczas procesu umierania. Wielu ludzi żyje nie myśląc o niej lub wręcz przeciwnie wpada w obsesyjne przerażenie. Nawet mówienie o śmierci nie jest w "dobrym guście". A przecież wielkie duchowe tradycje świata, w tym i chrześcijańska, mówią nam, że śmierć nie jest końcem. Współczesna cywilizacja jest, dla wyznawców tybetańskiego odłamu buddyzmu, duchową pustynią, gdyż ludzie nie posiadają prawdziwej wiary w życie po śmierci i wiodą egzystencję najeżoną egoistycznymi celami. Radą na taki stan rzeczy ma być zasadnicza zmiana w naszym nastawieniu wobec śmierci i umierania.

Budda nauczał, że nie musimy czekać na bolesną śmierć i nie jesteśmy skazani na wędrówkę ku nieznanemu. Możemy szukać sensu swego życia każdego dnia. Każda chwila może być szansą na zmianę i przygotowaniem do spotkania ze śmiercią i wiecznością. W buddyzmie bowiem życie i śmierć postrzega się jako jedność, w której koniec jednego z etapów jest tylko początkiem drugiego. Zaś śmierć jest zwierciadłem, w którym odbija się sens naszej egzystencji. Te poglądy stanowią rdzeń nauk najstarszej szkoły buddyzmu tybetańskiego, a przedstawione są w Tybetańskiej księdze umarłych.

Budda powiedział, że spośród wszystkich pór roku na orkę najlepsza jest jesień, spośród wszystkich rodzajów opału najlepszy jest krowi nawóz, a spośród wszystkich rodzajów świadomości najlepsza jest świadomość nietrwałości i śmierci. Śmierć jest pewna, choć nie ma pewności, kiedy nastąpi, nie jesteśmy nawet pewni tego, czy obudzimy się następnego dnia. Zatem najlepszym, co możemy uczynić, według Tybetańczyków, to przygotować się na najgorsze. Ziemskie sprawy nie mają większego znaczenia i poświęcanie im całej naszej uwagi to marnotrawienie czasu i sił. Przyszłość jest w naszych rękach. Zatem możemy doświadczać cierpień, odradzając się pod inną niż ludzka postacią, możemy osiągnąć wyższą formę odrodzenia i wreszcie możemy osiągnąć stan oświecenia. Mamy odpowiedzialność i mamy możliwość zadecydowania i określenia, jakie będzie nasze przyszłe życie. Zatem powinniśmy ćwiczyć umysł, by nie zmarnować swego życia - nawet przez jeden miesiąc czy dzień - i przygotowywać się do nadejścia śmierci.

Według nauk buddyzmu tybetańskiego rozmyślanie nad kwestią śmierci i nietrwałości nadaje sens życiu. Świadomość tego nieuchronnego faktu, a także jego kontemplacja przynoszą wielkie korzyści. Oddalanie od siebie zaś tych myśli stanowi poważną przeszkodę w samodoskonaleniu się i prowadzi do przywiązania do sławy, zamożności i dobrobytu. Powoduje także, że człowiek umiera dławiony strachem i żalem. Takie odczucia zaś mogą zepchnąć go na niższe poziomy egzystencji. Ucieczka od kontemplacji śmierci sprawia też, że gdy ona w końcu nadchodzi, ludzie są zaskoczeni i całkowicie nieprzygotowani. Praktyka buddyjska zaleca, aby nie ignorować nieszczęść, lecz akceptować je i stawiać im czoło, przygotowując się na nie już od samego początku; kiedy więc faktycznie doświadcza się jakiegoś cierpienia, nie wydaje się ono tak zupełnie nie do zniesienia. Prozaiczne unikanie problemu nie pomoże w jego rozwiązaniu, a może go nawet powiększyć. Tybetańczycy mówią, że jeśli ktoś ma się udać w podróż po bardzo niebezpiecznym i groźnym obszarze, powinien się przedtem zorientować, jakie niebezpieczeństwa mogą tam na niego czyhać i w jaki sposób sobie z nimi poradzić. Bardzo nierozsądnym zaś jest nie myśleć o nich wcześniej. Taką podróżą jest w ich oczach również przejście przez wrota śmierci.

Kiedy przychodzi śmierć, pomóc człowiekowi może jedynie współczucie i zrozumienie natury rzeczywistości. Z tego też powodu jest bardzo ważne, aby ustalić, czy istnieje życie po śmierci. Według nauk buddyzmu tybetańskiego dowodem istnienia przeszłych i przyszłych wcieleń jest istnienie obecnej świadomości człowieka. Uważa się, że przed obecną świadomością, istniała również jakaś świadomość, gdyż pierwszy przebłysk świadomości w naszym obecnym życiu nie pojawia się bez przyczyny. Podobnie nie rodzi się on z czegoś stałego bądź nieożywionego. Obecną chwilę świadomości poprzedza coś wyraźnego i obdarzonego mocą poznania - poprzednia chwila świadomości. Najstarsze księgi buddyjskie utrzymują, że nie jest możliwe, aby owa pierwsza chwila świadomości w naszym obecnym życiu mogła pochodzić z innego, niż poprzednie wcielenie, źródła. A umysł naszego obecnego wcielenia pochodzi z umysłu poprzedniego wcielenia i stanowi przyczynę sprawczą dla umysłu kolejnego wcielenia.

W Tybecie mówi się, że śmierć to chwila prawdy lub że umierając stajemy wreszcie twarzą w twarz z samym sobą. Dlatego jednym z podstawowych aspektów śmierci, akcentowanych przez nauczycieli tybetańskich jest stan, w jakim znajduje się umysł umierającego człowieka. Ważne bowiem jest, aby cechowała go szlachetność i przepełniały pozytywne myśli, gdyż każda chwila jest ważna i nawet ostatnie myśli mogą mieć wpływ na otrzymanie następnego wcielenia. Osoby dobrze przygotowane do śmierci, o pozytywnym nastawieniu do świata w momencie śmierci mogą mieć wrażenie, że wychodzą z ciemności w kierunku światła i widzieć piękne obrazy, uspakajające ich, co w rezultacie spowoduje, że nie będą odczuwały cierpienia. Osoby przepełnione goryczą, żalem i nienawiścią mogą odczuwać natomiast trawiące ich gorąco i mieć wrażenie, że zapadają się w ciemność. Moment śmierci będzie zatem dla nich bolesny.

Tybetańczycy wierzą, że po śmierci człowiek przechodzi w stan pośredni, zwany bardo. Ciało w tym stanie ma wiele niezwykłych właściwości. Obdarzone jest na przykład wszystkimi zmysłami fizycznymi, co powoduje, że wygląda identycznie jak istota, w którą wcieli się w następnym wcieleniu. Okres trwania w tym stanie wynosi siedem dni. Jeżeli po tygodniu istota w stanie pośrednim znajdzie się w odpowiednich okolicznościach, narodzi się ponownie na odpowiednim poziomie egzystencji. Jeśli to nie nastąpi, wówczas będzie musiała umrzeć powtórnie "małą" śmiercią i znów przejść w stan pośredni. Może się to powtarzać siedem razy, lecz po czterdziestu dziewięciu dniach istota pośrednia nie może już dłużej pozostawać w tym stanie i musi się narodzić bez względu na to, czy jej się to podoba, czy nie. Sogjal Rinpocze - twórca Tybetańskiej księgi życia i umierania - zauważa, że większość ludzi wierzy w reinkarnację jako odradzanie się "czegoś", co wędruje z życia na życie. Buddyzm nie wierzy jednak w niezależny i niezmienny byt, taki jak dusza czy ego, który przeżywa śmierć ciała. Zdaniem Tybetańczyków ciągłość między żywotami zapewnia nie jakiś byt, lecz najsubtelniejszy poziom świadomości.

Śmierć jest niewątpliwie formą cierpienia. Jednak celem ludzkiej egzystencji nie jest pomnażanie cierpień własnych i innych istot. Człowiek nie umie i nie powinien żyć w samotności, gdyż nikt z nas nie jest samotną wyspą na oceanie. Dlatego gdy ktoś umiera w Tybecie, natychmiast zbierają się krewni i przyjaciele, spontanicznie wyciągając do siebie pomocne dłonie. Z miłością i niezwykłą szczerością udzielają duchowego wsparcia rodzinie zmarłego. W rok po śmierci odprawiają ceremonie ofiarne, by uczcić jego odrodzenie. Tybetańczycy nigdy nie zapominają o umarłych. W ich imieniu składają ofiary na ołtarzach, podczas szczególnych uroczystości proszą o modlitwy w ich intencji oraz odbywają pielgrzymki do kosmologicznego centrum wszechświata znajdującego się w górach Tybetu, gdzie wspólnie kontemplują śmierć.

Jak bardzo odmienna jest zatem koncepcja śmierci społeczeństwa zachodniego i koncepcja mieszkańców tego dalekiego kraju. Opętani fałszywymi nadziejami, marzeniami i ambicjami zachowujemy się według Tybetańczyków, jak ludzie poszukujący wody na pustyni. Współczesna cywilizacja, która wyrosła przecież na urodzajnym gruncie, teraz wydaje się zapędzona w ślepy zaułek. Pogoń za pieniędzmi i dobrobytem zepchnęła na dalszy plan coś tak nierealnego jak śmierć. Tybetańczycy apelują jednak, aby traktować życie poważnie. Nie oznacza to jednak konieczności życia w himalajskim klasztorze. Celem człowieka jest znalezienie równowagi, harmonii. Jednakże tylko akceptacja i kontemplacja śmierci może przynieść spokój umysłu i radość życia. Dlatego może charakterystyczną cechą Tybetańczyków jest rozświetlający twarze uśmiech i promieniujący od nich spokój.

 http://www.anthropos.us.edu.pl/anthropos1/teksty/tybeta.htm

[...]


From[...]
Sent: Sunday, August 2, 2020 5:02 PM
To: Fundacja NAUTILUS
Subject: 2 sierpnia po godzinie 2 w nocy nad polem - gmina Brenna

Witam,

Ok. 1:30 w nocy wyszedłem na spacer.

Niebo było bezchmurne - bardzo jasny księżyc. Pełno gwiazd. Każdy kto mieszka poza miastem to zna tą różnicę między niebem a niebem pełnym gwiazd.

Udałem się na polanę - parędziesiąt kroków od domu. Postałem tutaj jakąś dłuższą chwilkę.

Pomyślałem, że przejdę się dalej. 3 minuty później byłem już na drodze koło pola z widokiem na miejscowość z góry. Ja to już nazywam punktem widokowym. Ale prawdę mówiąc taki punkt widokowy z "nazwy" jest jeszcze kawałek wyżej.

Zawahałem się chwilkę czy iść dalej (w sumie po raz pierwszy) na ten już "właściwy" punkt widokowy.

No i kolejne 3 minuty później byłem już na położonej wyżej drodze gruntowej oraz też położonej koło pola. Dotarłem do tego "punktu widokowego z tablicą".

Nie wiem ile tam stałem. Wracając zatrzymałem się na chwilkę. Dalej byłem na drodze gruntowej obok pola i niedaleko punktu widokowego.

Patrzę na gwiazdę zaraz nad górami. Wtem błysnęło mi światło w plecy. Jakby zapaliło się jakieś światło albo ktoś błysnął mi fleszem z aparatu w plecy - bo to było dość mocne światło.

Ale tutaj nie było żadnego światła przy drodze z np. czujnikiem ruchu czy cokolwiek podobnego. A kto by mi cykał zdjęcia o tej porze i skąd?

Spojrzałem więc za siebie i na niebo w górę. Zobaczyłem "obłok" który zanikał i zniknął. Taka podłużna bańka. Jakby niewyraźna pozostałość po ogonie komety.

Może meteor/kometa przeleciała albo meteor wszedł do atmosfery w tym miejscu. Ale nie oświetliło to pola przede mną - ja tylko poczułem jasne światło za plecami.

Pomyślałem sobie, że ludzie zawsze patrzą nie w tą stronę w którą powinni.  Żartobliwe pomyślałem jeszcze - że tutaj by brakowało, by mi teraz "zgubił się czas". Ale nic takie nie odnotowałem.

Ogólnie doświadczyłem czegoś takiego po raz pierwszy.

Zrobiło się zimno a byłem w samej koszulce. Wsadziłem ręce pod koszulkę i do domu.

Już będąc w domu (o 2:45), po tym jak podzieliłem się z żona moją obserwacją, to coś mi przyszło do głowy.

Ja nie wiem czemu mi to od razu do głowy nie przyszło. Czemu o tym nie pomyślałem w tamtej chwili.


Bo jak byłem na tej polanie, zanim w ogóle udałem się na jakiekolwiek punkty widokowe, to ... zadałem w myślach pewne pytanie. Konkretne. Mam pewien dylemat etyczno-moralny w życiu osobistym.

A najbardziej odpowiednie osoby do udzielania odpowiedzi na taki dylemat to....

Poprosiłem o odpowiedź "Tak" lub "Nie".

Że może na niebie mógłbym uzyskać odpowiedź - ale by wykluczyć przypadek, to zacząłem się zastanawiać w jaki sposób. Ostatecznie pomyślałem, że... Oni powinni wiedzieć najlepiej w jaki sposób to zrobić.

Czy nad tym punktem widokowym to była "ta odpowiedź".....

Dla większości populacji to byłby jedynie przypadek - ale.... ale od kiedy to niby "większość populacji" ma w czymkolwiek rację...


Pzdr,
[...]

,W MOICH SNACH SIĘ DZIAŁO OSTATNIO...''

Wielu z Was dzieli się swoimi snami o osobach zmarłych. Myślę, że to daje ogrom otuchy tym, którzy szukają potwierdzenia, że śmierć to nie koniec. Też mi się ostatnio takie sny zdarzają, bo śmierć pojawiła się w mojej rodzinie ostatnio dwukrotnie w ciągu 4 miesięcy.
Najpierw zmarł mój Brat, który w moim śnie spacerkiem szedł w kierunku domu naszych Rodziców. Mijając go, wiedziałam, że to On i wiedziałam dokąd idzie. Wiedziałam też, że już nie żyje - byłam zdziwiona, że Go widzę. Chciałam się zatrzymać, porozmawiać z nim, ale nogi same mnie niosły szybko do domu Rodziców. Wyciągnęłam rękę, by chwycić Brata, ale on tylko uśmiechnął się, pomachał mi i wciąż szedł spacerkiem w tę samą stronę co ja, tylko wolniej.
Kiedy się obudziłam, ucieszyłam się, że mi się przyśnił, bo zmarł kilkanaście dni wcześniej i było mi ciężko... Opowiedziałam sen moim Rodzicom, którzy bardzo przeżywali Jego śmierć. Płakaliśmy razem. Zastanawiałam się, co może znaczyć ten sen? Czy Brat przyszedł się ze mną pożegnać? Zadawałam sobie pytanie, czy Brat dał mi do zrozumienia, że on już nigdzie nie musi się spieszyć tak jak ja, jak my wszyscy, którzy wciąż żyjemy...?
Zastanawialiśmy się z Rodzicami, czy jest coś po drugiej stronie, czy istnieje życie po śmierci? Rodzice żałowali, że ich zmarły Syn nie chce się przyśnić właśnie im. To chyba naturalne, że zwyczajnie chcemy wierzyć w senne spotkania ze zmarłymi, bo jest nam łatwiej znosić rozstanie, ich śmierć.
Kilka tygodni później dowiedzieliśmy się, że Tata ma raka. Stracił głos tydzień po pogrzebie swojego Syna, mógł mówić jedynie szeptem. Chemia tylko pogorszyła Jego stan. /W pewnym wieku chyba nie powinno się w ogóle jej podawać choremu..../ Zamieszkałam u Rodziców, bo potrzebowali oboje pomocy. Było ciężko... / Nadal jest... /.
Któregoś dnia Tata wyszeptał, że we śnie odwiedził go zmarły Syn (a mój Brat) i z uśmiechem na twarzy powiedział mu: ,,Tato, jak ja się cieszę, że już niedługo będziemy razem...''. Płakałam, bałam się, nie chciałam tego snu traktować jak ,,snu proroczego''. Odpędzałam myśli, że Tata mógłby nas zostawić, mógłby umrzeć...
Odszedł 4 miesiące po swoim Synu. Odeszli w ten sam sposób; cichutko, w samotności, w szpitalu, bez słów pożegnania, odizolowani od bliskich / bo obostrzenia covidowe wyrządziły wiele rodzinnych tragedii, po których z traumy długo nie uda się wyjść ludziom./
I przypomniałam sobie sen, w którym mój zmarły 4 miesiące wcześniej Brat szedł pomalutku, spacerkiem do domu naszych Rodziców....Puścił mnie przodem.... Dziś wydaje mi się, że szedł po Ojca. Puścił mnie przodem, bym jeszcze spędziła czas z Tatą, zaopiekowała się nim, pomieszkała z nim, zanim po niego przyjdzie.
Po śmierci Taty zostałam u Mamy, by nie była sama. Spałam w łóżku Taty. Dwa dni po Jego śmierci przyśnił mi się. Był w tym moim śnie wciąż zmęczony chorobą, ale nieco młodszy. Zdziwiłam się, że widzę Tatę żywego. Poczułam radość, że jednak w szpitalu się pomylili, że jednak nie umarł (!).
Zapytałam: ,,Tato, to Ty żyjesz?". Skinął głową i szepnął: ,,Tak''... Ten szept był tak głośny w mojej głowie, że zerwało mnie ze snu. W powietrzu pokoju poczułam obecność Taty, Jego zapach. Spojrzałam na zegar, który wskazywał godzinę śmierci Taty.
Od śmierci Ojca minęło 43 dni. Przyśnił mi się jeszcze 4 razy. Wygląda jakby coraz lepiej... Chciałabym, by przyśnili mi się chociaż raz razem: Tata i Brat. Mam nadzieję, że gdzieś TAM są razem, że Tata nie zmarł nadaremnie, a po to, by Jego Syn nie był TAM sam...

[...]


Czesc,witam zaloge i wszystkich,ktorzy sledza poklad statku Nautilus.Dzis mialem sen (w sumie nie pierwszy taki) o soczewkowatych obiektach nad moim miastem.Byl jakis festyn i jeden z tych statkow unosil sie niedaleko festynu,bylo pelno ludzi ale go nie widziali tylko ja.Podszedlem do niego i we snie poczulem elektryczne powietrze.Nagle znalazlem sie w srodku,byli tam ludzie tylko w dziwnych strojach,wygladali jak my i slyszalem ich mysli a oni moje.Zadawalem im mnostwo pytan na temat zycia,wszechswiata,Kreacji itd.Wiedzialem ze jak sie obudze bede pamietal co mowili i bylem tak skupiony na ich slowach,zeby je zapamietac ze zatracilem czas.Czulem od nich niesamowita aure i dobro.Ja rozmawialem z kobieta,przez chwile bylismy poza statkiem ale nikt nas nie widzial.Obudzilem sie i staralem sie przypomniec co mowili.Nie pamietam nic.Pozdrawiam

[...]


Temat: Sen o bogu w tajemniczym pięknym ogrodzie


Witam,


Przeglądając moje zapiski dotyczące ciekawych snów, natknęłam się na jeden z tych, które "są tak pełne mądrości" i jednocześnie dużo znaczą dla mnie.

Poniższy sen przyśnił mi się w 2011 roku. Po latach odkryłam jego znaczenie, jak również odkryłam tajemnicę pewnego pięknego ogrodu pod Hanowerem.

Teraz wiem, że nasza podświadomość odbiera pewne emanacje miejsc, ich symbolikę, jeszcze zanim my świadomie dowiemy się czym naprawdę są te miejsca.

Przyznam się, że u siebie na Facebooku trzymam do tej pory piękny album ze zdjęciami tego miejsca i stopniowe odkrywanie z moimi czytelnikami tajemnicę tego miejsca.

Pamiętam, jak niezwykłe było odkrycie symboliki pięknego stawu z nenufarami, które to miejsce było siedzibą dzikich kaczek i innych zwierząt. Ja tam uczyłam się tajników fotografii i filmowania, co teraz jest moją wielką pasją. Nigdy nie zapomnę też jak kaczki przyprowadzały swoje młode do mnie, by się nimi pochwalić :-) Jak się cieszę, że uszanowałam to miejsce i ich mieszkańców, bo ono symbolizuje...No właśnie - co? Zaraz się o tym dowiemy :-)


Zanim przejdę do mojego snu, muszę coś nieco opowiedzieć o tym niezwykłym miejscu.

Parę dobrych lat temu przechodziłam liczne zawirowania w życiu zawodowym i prywatnym. W końcu trafiłam na emigrację do Niemiec. Był to niezwykle skomplikowany czas w moim życiu. Skrótowo mogę powiedzieć, że "Karty Tarota, odwróciły się z Karty Świat, na Kartę Głupiec". Stanęłam na rozdrożu, niczym ten Głupiec, chociaż wcześniej robiłam "wielkie rzeczy" w moim zawodowym życiu. Teraz mogłam tylko ...sprzątać. Nie było po mnie tego widać, ale byłam przerażona, zwłaszcza przed podjęciem pierwszego zlecenia.

Pamiętam, że przed pójściem do sprzątania pierwszego domu, wałęsałam się po okolicy domków mieszkalnych. Tam znalazłam tajemniczą dróżkę prowadzącą do owego tajemniczego parku. Było tam przepięknie. Tam po raz pierwszy od lat mogłam się wypłakać i pożalić się nad własnym losem.

Nie wiedziałam, że ten park skrywa jakąś tajemnicę - nie było tam wówczas żadnych symboli czy informacji.

Z internetu dowiedziałam się, że to miejsce to Ogród Hinübersch w Marienwerder, który zostal utworzony przez pana Jobsa Hinübera, urzednika klasztornego, ktory sprawowal swoja funkcje w latach 1767 - 1774. Ogrod zostal zaprojektowany jako ogrod angielski, w ktorym oprocz zieleni, stawu z wyspa, sa jeszcze ruiny zamku (tzw. Hexenturmes - wieza wiedzm). Taka forma parku odpowiada tematyce romantycznej popularnej w tamtym czasie - malownicze drzewa, przepiekne widoki, romantyczne krajobrazy. Tego rodzaju ogrod, jakim jest der Hinüberche Garten, jest jednym z pierwszych w Niemczech. Od 1927 r. powyzszy ogrod znajduje sie we wladaniu wladz Hannoveru i jest objety ochrona, jako historyczny obiekt krajobrazowy, ktory otoczony jest dodatkowymi "zielonymi kregami" (Grünen Rings). W ramach projektu EXPO "Miasto jako Ogrod" "der Hinübersche Garten" nalezy do czesci parkowej o wadze historycznej.

Przychodziłam do tego parku raz w tygodniu, przez wiele lat aż do mojej przeprowadzki do innej miejscowości (nomen omen - też skrywającej pewną symbolikę :-) )


Ale przejdźmy już do mojego snu:


Snilo mi się ze jestem tuz przed egzaminem dojrzalosci –
chodzilam do szkoly na lekcje, pisalam notatki, powtarzalam material itp.

Pewnego dnia, z cala klasa przyszlam na lekcje religii -
przedmiot który mial pojawic sie na egzaminie maturalnym.
Weszlismy do niewielkiej ponurej salki, ktora byla umieszczona w piwnicy.

Gdy wszyscy juz usadowilismy sie na swoich miejscach, otworzyly sie drzwi i do srodka wkroczyla mało sympatyczna
zakonnica, która miala prowadzic z nami lekcje.
Na samym poczatku wykladu zakonnica zapytala się, kto z nas
nie odmawia codziennie modlitwy i nie chodzi regularnie do
kosciola.

Bylam niezmiernie zdziwiona, ze tak malo osob podnioslo się
z lawki - przeciez wiadomo, jak naprawde jest z tym odmawianiem modlitw wsrod mlodziezy.

Zakonnica spojrzala z wyrzutem na grupe osob nie odmawiajacych
modlitw i chcac nas ukarac zagonila "niewiernych" do wneki w
klasie, która znajdowala się za jej biurkiem.

Cala klasa spogladala na nas, a nasza grupa – na nich.
Zdziwilam się, ze wsrod „prawowitych wiernych” są nie tylko
osoby praktykujace i religijne, ale również nielubiane przeze
mnie kolezanki – aferzyski i manipulantki. Wyczulam tez, ze
sporo osob zostalo po prawowitej stronie z samego strachu
przed zakonnica. Zalezy im na dobrych ocenach z egzaminu i nie
chca „postawic sie” kosciolowi.

Stojac w tej wnece za nauczycielskim biurkiem wyczulam, ze ta
wneka ma okna wychodzace na przepiekny znamy mi ogrod i jest sloneczna piekna pogoda. Letnie promienie slonca zaczely
padac na moja blada zmęczoną twarz.

Zakonnica spojrzala na mnie i powiedziala, ze jest niezmiernie
zaskoczona, w szczegolnosci, moja obecnoscia w tej niewielkiej grupce, bo przeciez ja zawsze uchodzilam za uduchowioną osobe i po krotkim milczeniu zadala mi pytanie:
- Giova, dlaczego codziennie nie odmawiasz rozanca do swojego
stworzyciela, Boga Jedynego?
- Prosze zakonnicy, samo „klepanie wyuczonych formulek” jest
bez sensu i osobiscie wole w modlitwie do niego uzyc wlasnych slow plynacych z glebi serca – odpowiedzialam ku jej zaskoczeniu.
- Dlaczego nie chodzisz regularnie do kosciola?
- Bo wole wysluchac slow czlowieka watpiacego albo kogos
poszukujacego, np. filozofa, z ktorym moge podyskutowac na
tematy religijne w poszukiwaniu prawdy anizeli stac w
kosciele, niczym kloda drewna, i bez slowa przyjmowac nauki
ksiedza, który uwaza się za jedynego „glosiciela Prawdy”.
Przyznam się tez, prosze zakonnicy , ze bardzo brakuje mi w dzisiejszym swiecie obecnosci prawdziwych mistrzow duchowych, którzy razem z uczniami mogą wspolpracowac nad praktykami duchowymi.
Zakonnica szeroko otworzyla oczy na moje odpowiedzi i dalej drazyla temat:
- Giova, w jakiego Boga ty wierzysz?
Z pewnym skupieniem, patrzac zakonnicy w oczy odpowiedzialam:
- Problem w tym, ze nie wierze w tzw. boga
judeochrzescijanskiego, blizsze są mi wschodnie pojecia boga,
jako sily zyjacej w przyrodzie i wciąż stwarzajacej swiat.

Tego bylo juz za duzo, zakonnica strasznie sie zezloscila:
- Nie wierzysz w boga judeochrescijanskiego?! - wykrzyczala z ze zloscia przedstawicielka Jedynego Slusznego Boga.
Była wyraznie wciekla na mnie i kazala mi się czym predzej wyniesc po takich bluznierstwach z tej ciemnej i zatechlej salki.

Wyszlam z sali i zaczelam mowic do siebie:
- Wierze w boga, ale nie w tego judeochrzescijanskiego –
powiedzialam glosniej, majac przeczucie, ze cos się
stanie po wymowieniu tych slow.

Nagle za moimi plecami otworzyly się drzwi do pieknego
ogrodu, ktory znalam w rzeczywistosci (der Hinüberschen
Garten).
Salka gdzies zniklela, ludzie tez, a ja zostalam sama.


Był przepiekny letni dzien, promienie swiatla przenikaly przez
liscie i mialam wrazenie wszechogarniajacego spokoju
otaczajacego mnie dookola.

To co było dla mnie najdziwniejsze, to czyjas duchowa
obecnosc - patrzylam w niebo i czulam, ze to cos Wielkiego.

Tak jakby czas się zatrzymal specjalnie dla mnie. W ogrodzie
widzialam tez fragmenty zdjec, które ostatnio robilam
aparatem, na jawie w swiecie rzerzywistym – w kazdym zakatku
tego przecudnego ogrodu czuc bylo obecnosc Wielkiego Ducha.
Czulam się tak, jakbym medytowla i doswiadczala obecnosci
czegoś Wielkiego i Wiekuistego. Czas się zatrzymal abym mogla
zakosztowac jego Obecnosci. Nie było zadnych slow między nami, tylko to wszechogarniajace uczucie „Jestem z Toba”.



Po kilku latach odkryłam tajemnicę tego pięknego ogrodu wraz z pojawieniem się pewnych symboli.
NIe będę omawiać tu każdego z tych intrygujących symboli - to zabrałoby dużo czasu. Przedstawię tutaj tylko jeden -ten pierwszy. Przy samym wejściu do tego ogrodu pojawił się duży kamień z napisem; " Drogi Czlowieku, Twoje zycie to podroz, ktora uwodzi swoja droga, idz, wierz, badz madrym (czlowiekiem)"
Obok po lewej stronie "Loza wolnomularska Frederich zum weisse Pferde", Hannover, utworzona w 1746 r. Stolica Landu Hannover, dzial srodowiska i zieleni miejskiej.

Proszę wyobrazić sobie moje zdziwienie, przerażenie i szok. "Mój" park okazał się...ogrodem masońskim! Potem krok po kroku odkrywałam symbolikę każdego elementu tam umieszczonego. "Mój" ukochany staw mieścił się w miejscu, gdzie w symbolice masońskiej mieści się litera "G" Wielkiego Architekta. Byłam w szoku, że przez cały czas wpatrywałam się w Wielkie Oko przy okazji zaprzyjaźniając się z żyjącymi tam stworzeniami. Mój Boże - przecież to otaczająca nas Natura jest owym Stworzycielem! To Duch tego Miejsca przemówił do mnie w moim śnie! Owo Wielkie Oko!!!!

Oczywiście nie byłabym sobą, abym tego wszystkiego nie sfotografowała i nie opisała. Byłam nawet w "jamie Lwa" :-), aby stworzyć ciekawy reportaż na moim profilu Fb. Ale to już inna historia i nie będą nią już Was zanudzać. W razie czego dodam jeszcze, że nie jestem żadnym masonem :-) Lubię neutralność :-)
Na koniec dodam - po latach przeprowadziłam się do innej miejscowości. A tam kolejne...masońskie symbole ;-) Na razie nic ciekawego nie przyśniło mi się związanego z tą miejscowością. Jak mi się przyśni - to na pewno do Was napiszę.


Serdecznie pozdrawiam,


Giovanna


From: [...]
Sent: Monday, May 10, 2021 11:53 PM
To: FN
Subject: Niewyjaśnione zjawiska brak logicznego wytłumaczenia tego co się wydarzyło i dalej trwa

Witam Nazywam się Jacek obecnie mieszkam Białymstoku ale pochodzę z miejscowości Kodeń nad Bugiem i to tam obecnie dzieją się rzeczy których przynajmniej ja nie mogę logicznie wytłumaczyć dlatego też piszę do was bo pewnie macie większą wiedzę a także jakby ktokolwiek chciał pogłębić ten temat a nawet być w tym miejscu to służę pomocą Zacznę od początku około dwóch miesięcy temu siostra poinformowała mnie że kilkukrotnie widziała człowieka kręcącego się koło byłego gospodarstwa rolnego tam gdzie wychowaliśmy się a obecnie mieszka nasza mama.Któregoś dnia to jest około miesiąc temu osobiście widziałem z odległości około 50 metrów postać człowieka w godzinach wieczornych kiedy zaświeciłem latarką postać zniknęła pozostawiając po sobie ślady narosie natomiast to co się wydarzyło później w nocy to już nie mogę tego logicznie wytłumaczyć a mianowicie tym w dniu wraz z żoną i dzieckiem nocowałem w przyczepie kempingowej oddalony około 50 m od zabudowań nad stawem w nocy około godziny 1:00 usłyszałem dźwięki
, a także takilkukrotnie uruchomiło się światło lampy solarnej.Wtedy pomyślałem że wiatr zawiał i gałąź  zaczepia o przyczepe kempingowa ale o dziwo kiedy rano wstałem i wyszedłem do namiotu które bezpośrednio przylega stwierdziłem brak talerza z golonką i galarety w miseczce ktore wieczorem zostawiłem . Namiot oczywiście zamknięty na suwak wtedy też pomyślałem że pewnie pies się czołgał pod plandeką ale pomyślałem to dlaczego zabrał miseczkę i porcelanowy talerz poszedłem rozejrzeć się i ze zdziwieniem zobaczyłem że około 8 m od przyczepy leży miseczka w której była galareta jest pusta czysta jakby umyta lub wylizana jedynie na samym środku miseczki czarny błotnisty ślad natomiast idąc dalej już na łące około 30-40 metrów od przyczepy pusty talerz. Miseczka i talerz nie nosiły jakichkolwiek uszkodzeń śladów zadrapań.Następnego dnia wyjechaliśmy do domu wiec poprosiłem mamę aby otworzyła namiot i zobaczyła czy pozostawione rzeczy są na miejscu oczywiście wymieniłem przedmioty która zostawiłem wtedy dowiedziałem się że buciki mojego dziecka trzyletniego zostały wyniesione pod pobliskie drzewa 1 znajdował się około 8 metrów  drugi około 15 metrów od przyczepy Po tym zdarzeniu zostały założone lampy solarne z czujkami a także dwie leśne kamery wysokiej jakości które w nocy uruchamiają się bez powodu natomiast kamery przesyłają zdjęcia na których widać jasną poświatę któregoś dnia kamera przesłała zdjęcie nóg i kawałka tułowia bez głowy Natomiast w kilka dni później znowu się uruchomiła i wtedy siostra w nocy wyszła na zewnątrz z paintball_em cichutko podeszła w rejon kamery i zobaczyła postać człowieka z tego co mi mówiła to ubrany był tak jakby piankowy kombinezon a na twarzy miał jakby silikonową maskę z odległości nie większej niż 10 m oddała kilka strzałów w kierunku twarzy trafiając co najmniej 3 razy usłyszała sapniecie i bardzo szybko przez pola postać uciekła z tego co mi jeszcze powiedziała postać tą widziała już wcześniej osobiście lecz kamery nie rejestrują jej tak jakby nie widziały ale uruchamiają się rejestrując jasne poświaty takie jakby ktoś świecił latarką w górę. Siostra nie należy do osób bojacych się Ale obecnie jak z nią rozmawiam to się przestraszyła chociaż ona to tłumaczy że to człowiek w przebraniu i nie chce zbytnio nawet ze mną rozmawiać o tym co widziała. Dodam że bardzo podobne sytuacje miały miejsce już w 2010 r ale w tedy jeszcze żył ojciec i tłumaczył to tym ze to klusownicy lub Straż Graniczna.Stwierdzam również fakt że to miejsce jest w zainteresowaniu służb, ale to tylko moje zdanie, lecz uważam że nie wiedzą do końca  z czym mają do czynienia. Za dużo  by opisywać moich spostrzeżeń  jeżeli ktoś  z was jest zainteresowany to zapraszam do kontaktu mój nr tel [...]
Ps. Jestem osobą "twardo stopajaca po ziemi" ale to co zabserwowalem to wzbudziło ciekawość i brak logi

 




zwiń tekst



ROZKAZ: ZESTRZELIĆ UFO!
Czw, 3 cze 2021 10:01 komentarze: brak czytany: 2042x

[...]  Witam serdecznie, Pisze do was w dosc nietypowej sprawie. W dniu 28 lipca 2006 piatek, moi rodzice-naprawde powazni ludzie, którzy nie zmyslaja, wracali pozno ok godz 23 rowerami przez na obrzezach Leszna (Wielkopolska) i zaobserwowali bardzo dziwne zjawisko, do dzis nie wiedza co to bylo, ani kto to mogl byc.Na tle nocy zaobserwowali na polu w odleglosci ok 30 metrow od siebie 4 postacie.......

czytaj dalej

[...]  Witam serdecznie, Pisze do was w dosc nietypowej sprawie. W dniu 28 lipca 2006 piatek, moi rodzice-naprawde powazni ludzie, którzy nie zmyslaja, wracali pozno ok godz 23 rowerami przez na obrzezach Leszna (Wielkopolska) i zaobserwowali bardzo dziwne zjawisko, do dzis nie wiedza co to bylo, ani kto to mogl byc.
Na tle nocy zaobserwowali na polu w odleglosci ok 30 metrow od siebie 4 postacie-poniewaz bylo bardzo ciemno, a oswietlenie miejskie na tym terenie nie istnieje-jest to obecnie sciernisko, nie potrafia wiele powiedziec o wygladzie tych osob, poza tym ze byli rownego wzrostu i ubrani na ciemno. Niedaleko stal zaparkowany pojazd, te osoby trzymaly w reku switalo i staly w taki sposob ze formowaly kwadrat, swiatlo osob po przekatnej bylo takie samo-dwoch mialo niebeskie, dwoch
zolto-pomaranczowe. 

kierowali to swiatlo rytmicznie raz w strone nieba w potem do ziemi, wydajac przy tym dziwne dzwieki-pipipipi i na przemian powiekszajac i zmniejszajac formowany przez siebie kwadrat. moim rodzice obserwowoali to cale zajscie kilka minut, a jedna z postaci gdy zauwazyla moich rodzicow zaswiecila swiatem w ziemie i ulozyla sie dookola swiatla na ziemi.  istoty te rownie sie miedzy soba porozumiewaly wydajac dziwne dzwieki niezrozumiale dla moich rodziców.

po kilku minutach rodzice odjechali. przyznam szczerze ze cale zajscie jest dla rodziców i mnie bardzo intrygujace, po przeczytaniu na waszej stronie informacji o tym iz tego samego dnia w okolicach leszna-Boszkowo, ktos zaobserwowol kule switale postanowilam cale zajscie opisac, byc moze oba te zdarzenia moja jakis zwiazek, sami nie wiemy co to bylo, moze jakas sekta, albo badania, ale zastanowiajce jest miejsce tego zdarzenie-sciernisko, godznia 23 i ta dziwna formacja tworzona przez te
 osoby.

Mam prosbe czy pomozecie nam rozwiazac ta zagadke;)))

Prosze napiszcie co to moglo byc? moze jakas sekta?
Prosze o zachowanie moich danych tylko dla redakcji.
Pozdrawiam
[dane do wiad. FN, wiadomość z 2006 roku]




----Original Message-----
From: [...]
Sent: Sunday, July 19, 2009 8:57 PM
To: FN
Subject:

                       Witam całą fundacje Nautilus
Postanowiłem do was napisac bo ostatnio przydarzyło mi się cos bardzo
dziwnego, spróbuje to w skrócie opisać.
Była godzina  ok. pierwszej w nocy śliśmy z kolegą do cpn bo zabrakło
nam paliwa i pomyslelismy że pójdziemy na skróty przez teren należący do
cukrowni bo będzie szybciej. Idąc poczuliśmy bardzo specyficzny zapach i
intensywny nie moge go porównac do niczego. Nie wiem czemu ale nas to
zainteresowało i postanowilismy wejśc na to pole skąd dochodził zapach.
Nie wiem jakim cudem ale zapomnielismy wogle ze mamy isc po jakie
kolwiek paliwo i buszowalismy po tamtym terenie. W pewnej Chwili Kolega
krzykną że ktos biegnie ja w tym czasie przykucnołem i swieciłem latarką
na ziemie i coś tam szukałem.Lecz nie wiem co i dlaczego.Gdy Kolega
zaczą krzyczec ze cos biegnie chciałem wstac lecz nie zdąrzyłem bo jakas
siła powaliła nas na ziemie. W jednej chwili poczulismy to cos. Trudno
mi opisac co to było i jak się wtedy czułem wiem tylko ze cos nas
wypchneło z tego miejsca co bylismy i napewno działo się to
naprawde.Bardzo się wystraszylismy ze to jakis diebeł lub zła siła
Ucieklismy bardzo szybko z tam tąd.Rano wstalismy i pomyslelismy ze
musimy to wyjasnic
bo to wszystko było związane z tym zapachem który tam poczulismy. I
nawet sobie tłumaczyłem ze może jakies zioło kwitło które podziałało na
nas halucynogennie, więc musielismy to sprawdziic. Gdy dotarlismy na
miejsce następnego dnia to bardzo się zdziwilismy bo rosliny w tym
miejscu były częsciowo wyschnięte i i  przylegały do ziemi tak jak by od
góry osiadł tam jakis pojazd W podobny sposób jak wygniecione jest zboże
w piktogramach to własnie tam wszystkie rosliny były powiginane do
ziemi.( oczywiscie nie tak precyzyjnie) Ten teren jest bardzo zarosnięty
są tam same chwasty (krzaki) I wszędzie na około jest piękna zielen
prócz tego miejsca. Od tamtej pory nie daje mi to spokoju bo wiem co się
wydarzyło tamtej nocy i te slady tak jak by cos tam wtedy wylądowało
lecz było nie widoczne a my weslismy w sam środek tego i nagle to cos  
przyleciało i tak jak by nas z tamtąd wypchneło i ten zapach na następny
dzien nic nie poczułem nawet bylismy tam w nocy by zobaczyc i nic.
Rosliny w tym miejscu są bardzo dziwnie wygniecone wyraznie widac ze cos
z góry tam osiadło.Na łodygach są czarne plamy widac na zdjęciu. Po 3
dniach całkowicie wszystko wyschło lecz tylko w tym miejscu Zabrałem
troszke ziemi do domu z tego miejsca i jest w niej pełno jakichs larw
nie żywych to tez mnie zadziwiło. I Chcę tą sprawe wyjasnic do konca
lecz prawie nikomu o tym nie mówimy bo wiadomo jak ludzie odbierają
takie sprawy. Ja wiem co się wydarzyło tamtej nocy i dlatego musze to
wyjasnic dla samego siebie. Czy jest możliwosc np. wysłania  gdzies
ziemi z tego miejsca i sprawdzenia przebadania, Lub jak moge sam tą
zagadke rozwiązac. dołączam zdjęcia z tego miejsca. Z pierwszej wizyty
po całym zajsciu oraz 2 i 3 dni pózniej Czytałem ze powinna padac
bateria np. w aparacie lecz u mnie nic się złego nie działo. Jesli
chodzi o ten zapach to ja sobie tłumacze ze to może był zapach  paliwa
którym był napędzany pojazd lub wytwarzał jakies pole i był dzięki temu
niewidoczny naszym okiem. Lub wisiał nad nami lecz nie zwrócilismy na to
uwagi. Prosze o pomoc w rozwiązaniu tego co się wydarzyło. Pozdrawiam i
jesli to możliwe to czekam na odpowiedz.





 

Szanowna FN,

Ciekawy artykuł ukazał się w koszalińskim  wydaniu GW o UFO. Warto myślę zawiadomić czytelników.

https://koszalin.wyborcza.pl/koszalin/7,179397,27159355,zestrzelic-ufo-taki-rozkaz-uslyszal-pilot-wojskowej-iskry-z.html?disableRedirects=true#s=BoxOpImg6

pzdr

[...]

 











źródło: https://koszalin.wyborcza.pl/koszalin/7,179397,27159355,zestrzelic-ufo-taki-rozkaz-uslyszal-pilot-wojskowej-iskry-z.html?disableRedirects=true#s=BoxOpImg6



zwiń tekst



MOJA HISTORIA Z TZW. PIERŚCIENIEM ATLANTÓW
Wt, 1 cze 2021 08:45 komentarze: brak czytany: 2446x

[...] Witam Serdecznie Załogę Nautilusa oraz Jego Wiernych Czytelników, Chciałbym podzielić się z Wami niezwykłą historią związaną ze srebrnym pierścieniem Atlantów, który posiadam od 7 lat. Już kilka razy go gubiłem i odnajdywałem w dość niezwykłych okolicznościach.Dziś prawie ścięło mnie z nóg, bo zostawiłem go w spodniach roboczych, które w pracy oddałem do prania. Pogodziłem się z tym, że już .......

czytaj dalej

[...] Witam Serdecznie Załogę Nautilusa oraz Jego Wiernych Czytelników, Chciałbym podzielić się z Wami niezwykłą historią związaną ze srebrnym pierścieniem Atlantów, który posiadam od 7 lat. Już kilka razy go gubiłem i odnajdywałem w dość niezwykłych okolicznościach.

Dziś prawie ścięło mnie z nóg, bo zostawiłem go w spodniach roboczych, które w pracy oddałem do prania. Pogodziłem się z tym, że już go nie odzyskam, ponieważ praniem zajmuje się zewnętrzna firma, jak również spodnie nie posiadają imiennych naszywek.

Sporo myślałem o nim, żałowałem że go straciłem, nawet chciałem zamówić nowy. A on po prostu pojawił na parapecie i spadł z niego... Czyżby doszło do spontanicznej teleportacji lub materializacji? Nie mam pojęcia jak to wyjaśnić. W każdym bądź razie jest to niesamowite.

Przy okazji chciałbym poruszyć inny ciekawy wątek, z którym mam dość często do czynienia. Otóż powtarzające się ciągi cyfr w numerach telefonów, kontach bankowych, kartach identyfikacyjnych. Czy spotkali się Państwo z czymś takim.

Serdecznie Wszystkich Pozdrawiam

[…]




Dziękujemy za wszystkie historie, które trafiają na pokład okrętu Nautilus w ramach funkcjonowania naszego działu XXI PIĘTRO – TWOJA HISTORIA. Wszystkie czytamy, klasyfikujemy i umieszczamy w Archiwum  FN. Mamy trochę za dużo zgłoszeń, więc będziemy się starali prezentować kilka opowieści czytelników w jednej publikacji (tak jak tym razem). Odpowiadając na pytanie czytelnika – oczywiście, tak zwane „znaki numerologiczne” (na przykład ciągi liczb, które ktoś ciągle dostrzega tu i tam) były przedmiotem wielu publikacji. Choćby tutaj:

https://nautilus.org.pl/artykuly,935,wciaz-powtarzajaca-sie-godzina-na-zegarze-pani-psycholog-podaje.html



Poniżej jeszcze kilka historii z naszego katalogu „XXI PIĘTRO – DO PUBLIKACJI”.




From: […]
Sent: Sunday, November 8, 2020 8:09 PM
To: FN
Subject: Dziwna sprawa

Witam serdecznie.
Chciałem Państwu opisać co mnie spotkało dzisiejszej nocy, była to sytuacja, której do tej pory nie mogę zrozumieć. Zacznę może od tego że przez cały tydzień pracowałem na nocki, potem w dzień spałem. Tak samo było z piątku na sobotę. Wróciłem do domu poszedłem spać i obudziłem się o 16 tej.
Potem pojechałem jeszcze do kolegi i wróciłem przed 21 do domu.
Z racji tego, że ostatnio zakupiłem mały komputer postanowiłem zainstalować na nim system.
Instalacja i konfiguracja zajęły ok 2 godziny. Wziąłem prysznic i po 23 położyłem się spać.
Miałem bardzo dziwne sny, wręcz bez sensu i wtedy jakoś miałem przeczucie że coś jest nie tak, wtedy się obudziłem.
Nie mogłem się ruszyć. Ale wiedziałem że muszę się przebudzić bo poczułem że znowu zapadam się w sen. Okropne uczucie. Postanowilem poruszyć palcami, otwarlem oczy i ujrzałem pod moim sufitem mały czarny pojazd lub coś co go przypominało. Było to półokrągłe i podzielone na 3 części tak jakby piętrowe. Wtedy ostatkiem sił postanowiłem zaświecić światło, przełącznik znajduje się za łóżkiem.
Udało mi się to ale w pokoju już nic nie było.
I teraz zaczyna się najlepsze.
Postanowiłem sprawdzić która jest godzina.
Patrzę a na ręce nie mam zegarka.
To już wzbudziło mój niepokoj.
Wiedziałem że stało się coś złego.
Z góry w pokoju brata dobiegały dziwne hałasy.
Mój pokój znajduje się pod nim, na górze znajduje się także sypialnia rodziców.
Poszedłem na górę bo nie wiem dla czego ale czułem że coś tam się dzieje.
Zastałem tatę śpiącego, który się obudził i pytał co się stało. spytałem go czy nie słyszał jakiś odgłosów powiedział że nie.
Do pokoju brata nie wszedłem ale słyszałem tam jakby kroki. Zszedłem na dół pozaswiecalem światła i poszedłem do łazienki.
Jakie było moje zdziwienie gdy w łazience na parapecie znalazłem swój zegarek. Oczywiście mogłem go tam zostawić jak brałem.prysznic, ale że nie jest to zwykły zegarek tylko opaska mierząca tętno i sen. Postanowiłem na telefonie w aplikacji sprawdzic mój sen.
Jakie zdziwienie gdy zobaczyłem że opaska zarejestrowała godzinę zasniecia i obudzenia 23.41 i 2:20.
Wtedy ciarki przeszły mi po całym ciele, bo podczas snu musiałem mieć opaskę na ręce.
Wiedziałem już że musiałem być odwiedzony przez coś. Poza tym wcześniej miałem podobne sytuacje, raz obudziłem się sparaliżowany i na suficie widziałem jakby.mieniacy się na czerwono hologram.
Podejrzewam że jestem regularnie odwiedzany. Bo zawsze po takim czymś jest motyw przewodni.
Po pierwsze bardzo dziwne absurdalne sny.
Sny w których bohaterami są moi domownicy.
We śnie jest coś co ostatnio robiłem lub oglądałem.
Wczoraj przed zaśnięciem oglądałem służby ratownicze i tam reanimowali jednego pana.
W.moim.snie to ja reanimowalem swojego ojca razem z bratem.
W tej chwili mieszkam właśnie z nimi.
Podejrzewam że oni indukują sen na podstawie ostatnio przebytych doświadczeń i zawsze w takim śnie są moi domownicy.
Dodam jeszcze że zaraz po obudzeniu i sprawdzeniu na telefonie danych z opaski zrobiłem screenshota i wysłałem na swojego maila, aby rano sprawdzić czy mi to się nie.przysnilo i mieć jakiś dowód.
Dzisiaj rano opowiedziałem tą sytuację domownikom ale oni mi nie wierzą i się śmieją.
A ja nie potrafię wytłumaczyć jak opaska znalazła się w łazience skoro gdyby tam była nie było by danych snu zapisanych w telefonie.
Pisząc to jest godz. 20 a ja już myślę co będzie w nocy.
Dodam tylko że prawdopodobnie obudziłem się tylko dlatego, że byłem wyspany bo spałem w dzień dość długo po nocy w pracy.
To coś co do mnie przyszło pewnie o tym nie wiedziało.
Raz też się kiedyś w nocy.przebudzilem i nie miałem na ręce opaski ale leżała na łóżku.
Czyżby oni ściągali mi ją aby nie było jakiś dowodów? Nie wiem.
Jeżeli jeszcze podobna sytuacja się powtórzy odezwę się ponownie.
Pozdrawiam
[dane do wiad. FN], Malopolska




Dzien dobry …..

ostatnio, czyli 29.05.2020 mialam znow jeden z tych moich snow, tym razem
jednak o znaczeniu symbolicznym. Dotyczyl on tego co jeszcze jest przed
nami i w pewien sposob co sie wydarzy, co nas czeka…
Przed snem zaczelam sie zastanawiac nad tym wszystkim. No I dostalam na te
pytania pewien rodzaj odpowiedzi. Co widzialam we snie:

Znajdowalam sie w jakiejs starej, opuszczonej,  parterowej fabryce -  w jej
biurze,  ktore znajdowalo sie na koncu tej budowli. Sciany byly szare,
pokryte tynkiem. Jedynie gdzie niegdzie widac bylo jeszcze resztki starej
farby koloru zielono-niebieskiego (morskiej wody). Przez glowe przeleciala
mi mysl, ze kiedys, za swoich swietlnych czasow, musialo to biuro naprawde
piekne wygladac – przypominalo jakby salon gentelmenski.
Stalam po srodku, pod sciana tego biura, gdzie moglam wszystko dobrze
widziec I obserwowac… Po lewej I prawej stronie znajdowaly sie bardzo
duze drzwi wejsciowe zrobione z drewna- jak na jakims zamku.  Lewe drzwi
byly otwarte a prawe zamkniete. Pomiedzy drzwiami wisialo na scianie,
stare, z odpryskami srebrnej farby -lustro. Ponizej stal zniszczony
kominek. Posadzka byla betonowa i pokryta gruba warstwa kurzu. Po srodku
tego pomieszczenia stalo stare, metalowe krzeslo, a przed nim jedna na
drugiej poukladane na sobie stare ksiazki.
Chcialam sprawdzic jeszcze, co znajduje sie za tymi otwartymi drzwiami.
Podeszlam do nich. Prowadzily one do ogromnej hali produkcyjnej, ktora byla
pusta. Sciany tam pomalowane byly na bialo I jedynie widac bylo powyrywane,
stare kable zwisajace luzno ze sciany. Po powrocie do biura zdziwilam sie
bo zobaczylam , ze wszystkie ksiazki leza porozrzucane po calej podlodze,
jakby kompletnie byly bez rzadnej wartosci. Jakby nikomu nie byly one
potrzebne…

Tlumaczenie, jakie dostalam do tego snu…
-    Cale to biuro oznaczalo nasza ziemie, ktora jest strasznie zaniedbana I w
oplakanym stanie, ale mimo to mozna ja jeszcze odratowac -
„odremontowac“.
-    Te szare sciany, z resztka tej zielono-niebieskiej farby  oznaczaja
otaczajaca nas dzika nature, ktorej jedynie resztki gdzie niegdzi
pozostaly przy zyciu – rowniez i tu, mozna ja jeszcze uratowac
“odmalowac“.
-    Ta betonowa posadzka, pokryta kurzem oddaje nasza jalowa ziemie- ktora
pomalu przestaje rodzic- mozna rowniez I ja jako nowa piekna drewniana
posadzke “polozyc”…
-    Ta wielka, pusta hala, oznacza nasza gospodarke, ktora tak jakby
przestala istniec. (???)
-    Ksiazki, ktore rozsypaly sie po podlodze, oznaczaja wszelkiego rodzaju
dziedziny naszego zycia i zwiazane z nimi  przepisy prawne. Chodzi tu o
medycyne, szkolnictwo, prawo, finanse, bezpieczenstwo itd… To wszystko
sie rozsypie. Nikt tego nie bedzie chcial juz „zbierac“…
-    Nie wiem natomiast co krylo sie za prawymi, zamknietymi drzwiami.
-    Nie wiem rowniez, co mogloby oznaczac to stare lustro oraz kominek.

Pozdrawiam serdecznie,
[…]

 




From: […]
Sent: Tuesday, August 25, 2020 11:14 AM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Blizna na głowie

Dzień Dobry. Lata temu został wyemitowany program tel o nazwie NA KAŻDY TEMAT. Była tam kobieta, która opowiadała o swoich spotkaniach z UFO. Miała ona ich trzy. Pewnego razu wstając rano mąż zwrócił jej uwagę, że ma dziwnie wygolony fragment włosów na głowie, czego wcześniej nigdy nie miała. Po wizytach u lekarzy zrobiła tomografię głowy. W wyniku tego okazało się, że ma mały kawałek czegoś dziwnego w głowie. Jakas blaszka 2x2cm. Nikt nie chciał się podjąć wyciągnięcia, czy nawet sprawdzenia. Naście lat temu zauważyłem u siebie bliznę z tyłu głowy. Blizna o wielkości po ok 2x3 cm. Nie wiem od czego ja mam. Nic nie pamiętam. Rodzice moi również nie są w stanie przypomnieć sobie czy coś sobie zrobiłem w głowę. Na dniach będę robił tomografię głowy. Jeśli będę coś tam miał na pewno się odezwę. Nie wiem co mógłbym z tym dalej zrobić. Dodam tu jeszcze, że mialem kilka bardzo dziwnych sytuacji w swoim życiu. Po prorocze sny. Znamię na Ciele, ktore również wam wysłałem i opisałem. Po spotkanie z jakąś dziwna postacią w nocy.
Pozdrawiam
[…]




Witam.
Od wielu lat interesuję się okultyzmem. Wróżę z run, wahadełek, moja intuicja prawie nigdy mnie nie zawodzi.
Kilka lat temu podpisałam pakt/cyrograf. Jak kto woli. Bardzo lubiłam grać w Lucyferka, gra polega na rozmowie z duchami. Coś jak ouija tylko przy pomocy igły i nitki. Od tamtej pory spotykają mnie dziwne rzeczy. Często odczuwam niepokój, czyjąś obecność. Również mój pies dziwnie się zachowuje. Z natury jest spokojnym zwierzęciem. Jednakże ostatnio gdy siedziałam z bratem w salonie pies nie chciał zejść z moich nóg, warczał w stronę balkonu. Gdy szłam do kuchni się napić, on wybiegł przede mnie i schował się pod stołem. Warto dodać, że my nic nie słyszeliśmy. Ale wiadomo, że zwierzęta są czułe na niską częstotliwość dźwięku. Jednakże on rzadko kiedy zwraca na nie uwagę.


[…]

 



I jeszcze informacja od naszych kolegów z Czech (przetłumaczona przez google translator)

Ciekawa historia z Włoch. Pewien mężczyzna przeszukiwał ziemię wykrywaczem metalu w Alpach i znalazł podobno taką dziwną postać. Miał te dziwną figurkę w domu przez wiele lat, ale w czasie kryzysu musiał ją sprzedać i nikt jej późniejk nie widział. Udało mu się to kilka lat temu pokazać, a także osobiście pokazał przyjacielowi przyjaciela, a nawet zrobił mu zdjęcie, jak ją trzyma. przesłał mi to moderator naszej grupy na FB. Pytamy FN, czy kiedykolwiek o tym słyszeliście To trochę jak postać, którą znalazł Steven Greer.




zwiń tekst



NIE WIEM, CZY TO BYŁ BÓG CZY CO INNEGO, ALE…
Czw, 27 maj 2021 04:55 komentarze: 1 czytany: 3269x

[…] Witam FN. Chciałem opowiedzieć dla was taką dziwną historię, którą przeżyłem w 1993 roku. Miałem wtedy dziewczynę we Francji, która mieszkała w Nicei. Jako 26-latek pojechałem do niej na tydzień, a o ona zorganizowała nam spływ kajakowy po bardzo atrakcyjnym wizualnie terenie, wokół góry – po prostu przepięknie. Był tam jeden moment, kiedy trzeba było ominąć taki kamień cały czas mocno wiosłując.......

czytaj dalej

[…] Witam FN. Chciałem opowiedzieć dla was taką dziwną historię, którą przeżyłem w 1993 roku. Miałem wtedy dziewczynę we Francji, która mieszkała w Nicei. Jako 26-latek pojechałem do niej na tydzień, a o ona zorganizowała nam spływ kajakowy po bardzo atrakcyjnym wizualnie terenie, wokół góry – po prostu przepięknie. Był tam jeden moment, kiedy trzeba było ominąć taki kamień cały czas mocno wiosłując, bo inaczej woda wciągała, bo był bardzo silny nurt. Ja nie znam francuskiego, więc tylko pamiętam, że podpłynąłem do tego kamienia, a potem usłyszałem krzyki Francuzów. Oni krzyczeli, abym  wiosłował, ale ja ich nie rozumiałem i byłem ciekaw, jak mnie poniesie nurt. W pewnym momencie oczywiście siła wciągnęła mnie pod wodę i na głębokości około 2 metrów zaklinował mi się kajak. Wpadłem w panikę, bo jednocześnie siła wody tego strumienia omijającego kamień uniemożliwiała mi wyjście z kajaka i wypłynięcie na powierzchnię. Zacząłem tonąć i przez głowę przeszła mi taka myśl, że zakończę życie w taki głupi sposób. Wiedziałem, że nikt mi nie pomoże, bo nurt przy tym kamieniu był zbyt silny. Już prawie pogodziłem się z myślą o śmierci, kiedy nagle gdzieś w głowie usłyszałem wyraźny głos:

- To nie jest twój czas, nie bój się… będziesz żył!

Głos był ciepły, bardzo wyraźny. Poczułem spokój i nagle jakaś siła wyrwała mój kajak z potrzasku między głazami i wypłynąłem na powierzchnię. Moja dziewczyna w panice już chciała biec po pomoc. Twierdziła, że pod wodą byłem ponad 2 minuty i już myślała, że nie wypłynę. Do dziś zastanawiam się, co to za głos. Nie wiem, czy to był Bóg czy co innego, ale nie mam wątpliwości, że był to głos jakieś potężnej istoty, która tamtego dnia zdecydowała, że moja przygoda będzie trwała nadal. Pomyślałem, że zainteresuje Was moja historia.

Proszę, aby moje nazwisko (imię może być) pozostało dla waszej wiadomości

Piotr [dane do wiad. FN]

 



[...] Bóg istnieje i mi pomaga.

Chciałabym poświadczyć Wam o działaniu Boga w moim życiu. Nie jest to post o nawiedzeniu, ani o głoszeniu idei, ale o Jego realnej pomocy w moim życiu. Mam syna z zaburzeniami AS w kierunku autyzmu. Syn funkcjonuje bardzo dobrze, jest ponadprzeciętnie inteligentny, rozmowny, kontaktowy, ale w większej grupie dzieci czuje się nieswojo. Były problemy już od przedszkola. W moim życiu zwątpiłam w Boga przez księży i historie o nich, które wyszły na jaw. Lecz będąc w ciemnym dole, że tak to ujmę, poczułam, że tylko Bóg może nam pomóc. Wszystkie nieudane wizyty u lekarzy (bo syn jest za mały, żeby coś zdiagnozowac) wpędzały mnie prawie w rozpacz, że nie potrafię pomóc dziecku. Zaczęłam w myślach się modlić po swojemu, dodając formułkę "Ojcze nasz" i "Chwała Ojcu i Synowi". I wiecie co? Poskutkowało.

Bóg postawił na naszej drodze wspaniałych pedagogów, dyrektorów szkół, terapeutów. Tak się szczęśliwie zlożyło, że moja koleżanka prowadziła terapię SI, której syn potrzebował. Pani dyrektor w poprzedniej szkole wysłuchała nas z mężem i podpowiedziała, ze we Wrocławiu mogą zdiagnozować nam syna. Pojechaliśmy, koszt wizyty był pokryty w części przez MGOPS - też nam załatwiła pani dyrektor. Syn dostał diagnozę autyzm dziecięcy wysokofunkcjonalny.

Wszystko co przecyztałam na ten temat pokrywa się z zachowaniem syna. Syn dostał w szkole nauczyciela wspomagającego, ale po ukończeniu klasy trzeciej potrzebna była zmiana szkoły, bo nauczyciel wspomagający przyznany był tylko w nauczaniu początkowym. Cóż, powiedziałam, działaj Boże, pomóż nam. No i kolejny dyrektor i kolejny cud. Wspaniała szkoła, wspaniali nauczyciele, terapeuci i pan dyrektor przewspaniały. Co jakis czas sie modlę, boże prowadź mojego syna itp. I co jakiś czas syn nas zaskakuje swoim zachowaniem. Rozumiem, że te wszystkie zajęcia i terapie dają efekt, ale to Bóg podsyła nam myśli, pomysły i ludzi. Mąż sceptycznie do tego podchodzi, ale ja wierzę widząc to wszystko. Co jeszcze? Teraz jest trudny okres pandemii. dwa razy byłam chora na grypę - raz rok temu w lutym i potem w listopadzie.

Nie mam powikłań, więc to była zwykła grypa. Ani syn, ani mąż nie byli chorzy, nie zarazili się ode mnie. I tylko z tyłu głowy kołaczy sie cichy dzięcięcy głos pieśni, którą uwielbiałam jako dziecko: "Kto się w opiekę odda Panu semu". Myślcie co chcecie. Żyjemy zgodnie z przykazaniami Bożymi, dbamy o wnętrze i wspólne relacje i szczęściem od Boga omija nas zaraza. Nie namawiam nikogo do wiary, ale to jest moje świadectwo. Gdy miewam chwile zwątpienia odpowiedzią jest wręcz głód czytania Biblii, którą mam na telefonie. Niech moje świadectwo da Wam nadzieję.

Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]


From: [...]
Sent: Wednesday, March 24, 2021 5:35 PM
To: FUNDACJA NAUTILUS
Subject: UFO CZ

Dobry dzień,
Pozdrowienia dla Fundacji NAUTILUS.
Niedawno obejrzałam na YouTube ciekawy wywiad z Robertem Bernatowiczem . Znam waszą fundację od lat, ale jeszcze tego nie widziałem. Widać, że bardzo interesujecie się tym tematem i podoba mi się Wasza działalność . Piszę o "podróżowaniu po światach za granicą" w UFO. Znam mężczyznę, który przeżył w zasadzie to samo co dziecko. Nazywa się Josef Květoň i mieszka we wsi Kváskovice nr 18. Po przewrocie politycznym, którego również dokonał, wykłady i byłem na jednym Muszę powiedzieć, że wtedy byłem z jego historii w szoku i nie wiedziałem, co o tym myśleć. Minęło dużo czasu, ale trochę pamiętam.
Kiedy był chłopcem, pewnego dnia pasł krowy na łące. Nagle przyleciał dysk i wyszła postać. Przyszedł do Josefa i powiedział mu, że jest obcym, Franta, i gdyby chciał z nimi polecieć inna planeta. Ale Franta zapewnił go, że to nie potrwa długo, więc Josef zgodził się. Podczas lotu był nawet pilotowany, wciąż pamięta wszystkie kody i jest w stanie kontrolować UFO. Po przybyciu na planetę znalazł że wszędzie i przed nimi były skały. Weszli do środka i znaleźli się w dużej sali, w której znajdowało się 7 dużych ekranów z panelami kontrolnymi wzdłuż ścian. Przy każdym z nich siedziała postać. Otrzymał informację, że 7
„Komputery” kontrolują 7 galaktyk, z których każda kontroluje jedną. Nagle ktoś przyszedł i Joseph wiedział, że to Bóg. Wyższy mężczyzna, z długimi białymi włosami i brodą, miał na sobie kamizelkę z jagnięciny uszytą z kawałków gałązek z krzaka lub drzewa.
Wyglądał, jakby był przedstawiony na wielu ilustracjach, z których Józef wywnioskował, że ktoś musiał go wcześniej widzieć. Bóg podzielił niektóre zadania, a kiedy zobaczył Józefa, zapytał: „Co on tutaj robi? nie musi widzieć wszystkiego. "Josefa zabrano do bocznej jaskini i Bóg powiedział mu, że będzie spał tutaj na wielkim kamieniu. Joseph sprzeciwił się, że będzie mu zimno, ale zapewnił go, że na pewno nie będzie. I naprawdę powiedział, że jest mu ciepło przez cały czas.
Potem pamiętam, jak po kilku dniach polecieli do domu, a Josef z wysokości zobaczył swojego ojca pasącego krowy i zaczął się bać kary. Bał się, że zostanie pobity. Ale po wylądowaniu Franta wszystko wyjaśnił ojcu i było to w porządku.
Od tego czasu Josef miał uzdrawiające zdolności, widział aurę, spawane kości itp. Przyszły do niego tłumy ludzi, którym pomagał. Pamiętam też, że kilkakrotnie spotykał objawienie Najświętszej Marii Panny, zapomniałem o szczegółach…
Nie wiem nawet, czy nadal goi się w ciągu dnia, ale chyba tak. Jeśli chcesz się z nim skontaktować, przesyłam zdjęcie telefonu i jego miejsce w załączniku. Myślę, że jego historia jest tego warta Niestety nie pamiętam szczegółów z wykładu iz pewnością nie powiedziałem wtedy wszystkiego.
Życzę wszystkim powodzenia i ciekawych przeżyć.
Pozdrawiam [...] , CZ

Dobrý den,
Zdravím nadaci NAUTILUS.
Nedávno jsem shlédl na YouTube – „Sueneé universe“ zajímavé rozhovory s Robertem Bernatowiczem.Vaši nadaci znám už roky,tohle jsem ale ještě neviděl.Je vidět že Vás tato problematika velmi zajímá a líbí se mi Vaše aktivita.Píši ohledně tématu „Cestování na cizí světy“ v UFO.Znám člověka který v dětství prožil v podstatě to samé.Jmenuje se Josef Květoň a žije v obci Kváskovice č.18.Po politickém převratu pořádal i přednášky a na jedné jsem byl.Musím říci že tehdy jsem byl z jeho vyprávění šokován a nevěděl jsem co si o tom mám myslet.Už je to hodně dlouho,ale něco si z toho pamatuji.
Když byl chlapec,pásl jednoho dne krávy na louce.Najednou přiletěl disk a z něj vystoupila nějaká postava.Přišel k Josefovi a řekl mu že je mimozemšťan Franta a jestli chce letět s nimi na jinou planetu.Josef namítl že nemůže,protože musí hlídat krávy.Franta ho ale ujistil že to nebude na dlouho a tak Josef souhlasil.Při letu ho dokonce nechali pilotovat,prý si dodnes pamatuje všechny kódy a je schopen řídit UFO.Po příletu na planetu zjistil že všude jsou skály a před nimi byl vchod do nějaké jeskyně.Vešli dovnitř a ocitli se v rozlehlém sále,kde bylo podél stěn 7 velkých obrazovek s řídícími pulty.U každého seděla nějaká postava.Dostalo se mu informace že těch 7
„počítačů“ řídí 7 galaxií,každý řídí jednu.Najednou kdosi přišel a Josef zcela jasně věděl že je to Bůh.Vyšší chlap,dlouhé bílé vlasy a vousy,na sobě měl vestu z beránka sepjatou kousky větviček z nějakjého keře nebo stromu.
Vypadal prý stejně jako je vyobrazen na spoustě ilustrací,z čehož Josef usuzoval že ho už někdy někdo musel spatřit.Bůh rozdělil nějaké úkoly a když viděl Josefa,zeptal se: „Co ten tady dělá?Odveďte ho vedle,nemusí všechno vidět.“Potom Josefa odvedli do vedlejší jeskyně a Bůh mu řekl že tady na tom velkém kameni přespí.Josef namítl že mu bude zima,ale dostalo se mu ujištění že určitě nebude.A skutečně mu prý bylo celou dobu teplo.
Potom si vzpomínám jak letěli po několika dnech domů a už z výšky Josef viděl otce jak pase krávy a začal se obávat trestu.Bál se že dostane výprask.Ale po přistání Franta otci všechno vysvětlil a bylo to v pořádku.
Od té doby měl Josef léčitelské schopnosti,viděl auru,svařoval kosti atd. Jezdili k němu davy lidí,kterým pomáhal.Také si vzpomínám že se několikrát setkal se zjevením Panny Marie,Podrobnosti už jsem zapomněl…
Ani nevím zda ještě dne léčí,ale asi ano.Kdyby jste ho chtěli kontaktovat,posílám v příloze obrázek na kterém je telefon a místo pobytu.Myslím že jeho příběh stojí za to.Bohužel už si z přednášky nepamatuji podrobnosti a určitě neřekl tenkrát všechno.
Přeji Vám všem mnoho štěstí a zajímavých zážitků.
S pozdravem [...],CZ




zwiń tekst



WIDZIAŁEM TRÓJKĄTNY OBIEKT UFO
Wt, 25 maj 2021 04:31 komentarze: 1 czytany: 1614x

[…] Witam. Postanowiłem do serwisu fn napisać, bo wiele lat temu widziałem UFO . Było to w 1972 roku, kiedy jeszcze nikt nie słyszał o samolotach w takim kształcie. Mieszkam w Zabrzu i tego dnia szedłem rano do pracy. Był to maj, ale dziś już nie pamiętam, jaki dzień. Razem ze mną szedł kolega z pracy i to on zauważył, że po niebie bardzo szybko leci coś w kształcie trójkąta. Miało na końcach jasne.......

czytaj dalej

[…] Witam. Postanowiłem do serwisu fn napisać, bo wiele lat temu widziałem UFO . Było to w 1972 roku, kiedy jeszcze nikt nie słyszał o samolotach w takim kształcie. Mieszkam w Zabrzu i tego dnia szedłem rano do pracy. Był to maj, ale dziś już nie pamiętam, jaki dzień. Razem ze mną szedł kolega z pracy i to on zauważył, że po niebie bardzo szybko leci coś w kształcie trójkąta. Miało na końcach jasne, białe światła, które świeciły tak jasno, jak nawet trudno napisać. Trochę tak, jak wygląda paląca się magnezja lub łuk elektryczny, bardzo bardzo jasno. Obiekt leciał bezszelestnie i bardzo szybko, widzieliśmy go może z dziesięć sekund góra. Na jakiej wysokości to trudno mi powiedzieć, ale myślę, że było to z trzysta metrów. Jego prędkość była nieporównywalna z prędkością samolotu czy nawet rakiety. Leciał znacznie szybciej. Pomyślałem, że przyda się ta relacja w archiwum fn, że takie UFO w takim kształcie też się pojawia. Ciekaw jestem, czy mieliście już do czynienia z relacjami o pojawianiu się takich obiektów w kształcie trójkąta. I jeszcze jedno, czyli jego wielkość. Potem rozmawiałem z kolegą o tym, co widzieliśmy i wspólnie zgodziliśmy się, że UFO musiało być ogromne, co najmniej ten trójkąt miał 100-150 metrów długości. Był to trójkąt równoramienny, w czasie lotu obiekt był nieco pochylony.

Pozdrawiam ekipę, podziwiam za to, co robicie

[dane do wiad. FN]

 


 

From: […]

Sent: Monday, March 22, 2021 10:24 AM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Ufo V

 

Dzień Dobry .

Pisze do Państwa z pytaniem, czy posiadacie jakaś wiedzę na temat obiektów ufo w kształcie litery V?

Lubię patrzeć w niebo, potrafię odróżnić podstawowe konstelacje, wiem kiedy patrzę na spadający bolid a kiedy na flare iridium, gapię się w nocne niebo przy każdej możliwej sytuacji od kilkunastu lat ,nigdy nie widziałem obiektu lub zdarzenia którego nie można było logicznie wytłumaczyć , aż do wczorajszego dnia

21.03.2021  godzina 22.30 Wschodnia część Łodzi obiekt w kształcie litery V , nie oświetlony, delikatnie odznaczający się na nocnym niebie, bez wydawania dźwięku poruszał się z zachodu na wschód

Obserwacja trwała kilka sekund ale jestem pewien że widziałem coś dziwnego, do tej pory jestem w szoku.

 

Proszę o odpowiedź

Pozdrawiam

[…]

 

 

From: […]
Sent: Thursday, February 25, 2021 6:48 PM
To: Fundacja NAUTILUS
Subject: UFO

 

Witam. Z tej strony [dane do wiad. FN]

Napisałem kiedyś do was około mniej więcej 3 lata temu w wiadomości prywatnej na facebooku, że widziałem ufo to było we wakacje w lipcu bądz w sierpniu

że bardzo się aż wystraszyłem, oraz podesłałem wam też wiadomości które pisałem w tym czasie z moim znajomych.. Ufo które widziałem miał kształt takiego trójkąta i bardzo nisko i wolno leciał, przed dosłowną chwilą znalazłem artykuł o podobnej obserwacji, przesyłam wam artykuł w którym ktoś zagranicą TAKIE SAME UFO WIDZIAŁ!!!

przesyłam link do tego artykułu: https://www.mufon.com/ufo-news?fbclid=IwAR3UKsZodhLb4Z7jXaEAQ5xvbkMsqic0z33MKIQ_pEXEeSjfE13iJbkn8fs

na dodatek nie psiałem wam o tym bo zablokowaliście możliwość pisania do was na facebooku ale w tamtym roku we wakacje chyba nawet to był wrzesień, to samo doświadczyłem tylko że ich chyba było trzy, słyszeliśmy w domu szum jakby odkurzacz i wiedziałem że to jest to co dwa lata wcześniej widziałem od razu zawołałem swoją rodzinę na dwór i widzieli to samo co ja dwa lata temu! tylko że ten incydent był mniej więcej 18:00/19:00 a dwa lata temu to samo ufo widziałem około 23:00! 

nie wiem czy mam racje ale jakby czegoś oni szukali na ziemi, skoro widziałem w 2018 i w 2020roku, teraz ten artykuł że ktoś podobne ufo widział...

Co o tym myślicie? może w końcu zrobicie o tym artykuł?

o tym ufo które widziałem w 2018 i wtedy podesłałem wam na facebooku dosyć długą wiadomość, bo to jest naprawdę ciekawa sprawa

/poniżej pliki przesłane przez czytelnika/

 


From: […]

Sent: Sunday, May 23, 2021 12:49 AM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Trójkątne ufo.

 

Witam. Tak trochę zastanawiam się czy warto o tym pisać ale z drugiej strony czuję nieco taki niedosyt lub coś podobnego gdybym tego nie zrobił tym bardziej że mnie samego również takie rzeczy bardzo interesują. Ogólnie to historia dotyczy nie mnie a mojej siostry ale ona raczej nie zdecydowała by się aby kiedykolwiek o tym napisać. A tak do rzeczy to sprawa miała miejsce kilka lat temu ok roku 2000-2003 a ja dowiedziałem się  o tym podczas przypadkowo rozmowy z siostrą dłuższy czas temu. Sprawa dotyczy obserwacji przez nią trójkątnego obiektu- ufo podczas nocnego powrotu rowerem z pracy przez wiejskie mało uczęszczane dróżki (skróty)  w bliskich okolicach Torunia. Historia o której zacząłem pisać jest prawdziwa w stu procentach i nie mam najmniejszych wątpliwości w wiarygodność siostry która mi ją kilkukrotnie odpowiedziała. Jest jeszcze dużo szczegółów o których nie napisałem ale nie wiem na ile sprawa będzie interesującą więc na ten moment nie będę dalej się rozpisywał. W razie zainteresowania pozostawiam kontakt do siebie oczywiście proszę o anonimowość. Pozdrawiam Serdecznie [dane do wiad. FN]

 



zwiń tekst



STRACH NA WRÓBLE
Nie, 23 maj 2021 14:17 komentarze: 2 czytany: 2238x

[...] Witam, Chciałam się podzielić dziwnym zdarzeniem które mnie spotkało jakiś czas temu. Ma ono swój początek ponad 20 lat temu, ale o tym zdałam sobie sprawę dopiero niedawno. Może zacznę od właściwego wydarzenia. Jakiś rok temu w pewien bardzo zwyczajny poranek ok 5 rano spałam już dość płytko. Pamiętam, że się przebudziłam i sprawdziłam godzinę. Leżałam jakąś chwilę z zamkniętymi oczami, gdy.......

czytaj dalej

[...] Witam, Chciałam się podzielić dziwnym zdarzeniem które mnie spotkało jakiś czas temu. Ma ono swój początek ponad 20 lat temu, ale o tym zdałam sobie sprawę dopiero niedawno. Może zacznę od właściwego wydarzenia. Jakiś rok temu w pewien bardzo zwyczajny poranek ok 5 rano spałam już dość płytko. Pamiętam, że się przebudziłam i sprawdziłam godzinę. Leżałam jakąś chwilę z zamkniętymi oczami, gdy poczułam że coś delikatnie ale bardzo wyraźnie dotyka mojego policzka tak jakby od  ucha w stronę nosa ktoś powoli przesuwał palcem. Odruchowo podniosłam lewą ręke żeby się podrapać i ju mojemu zdziwieniu jakieś kilka centymetrów od mojej twarzy natrafiłam na to coś. Jakbym dotknęła bardzo gęstej, wibrującej, intensywnej i bardzo zimnej mgły.

Nie umiem tego lepiej nazwać, ponieważ nigdy w życiu nie doświadczyłam niczego do czego mogłabym to porównać. W momencie kiedy moje palce zatopiły się w tej dziwnej energii cały ten chłód powędrował przez ręke do całego ciała wywołując paraliż jaki znam tylko ze snów, kiedy człowiek jest świadomy ale nie może się poruszyć . Rozpaczliwie próbowałam zebrać się i zwrócić uwagę męża który spał obok, ale mogłam tylko leżeć bezwładna i przerażona. Po chwili, może minucie, zaczęłam odzyskiwać władzę nad ciałem. Kiedy otwarłam oczy bardzo wyraźnie widzialm wysuwający się z pokoju czarny cień. Pora roku była taka, że było już całkiem jasno o tej godzinie.

Dopiero po chwili kiedy mogłam już usiąść obudziłam męża i opowiedzialam mu co się stało. Jestem pewna, że nie był to sen ponieważ chwilę wcześniej już nie spałam. Najdziwniejsze jest to że przez cały dzień towarzyszyl mi chłód i odrętwienie w lewej dłoni promieniujące aż do łokcia tak jakbym ją przemroziła do szpiku kości i nie mogła jej ogrzać .

Byłam tym mocno wystraszona, ponieważ w domu były moje małe dzieci, które spaly w swoim pokoju a jeżeli to mogło dotknąć mnie to mogło też dotknąć ich. Zaczęłam szukać informacji o tym co mogło mnie spotkać . Opowiedziałam mamie, która w takie rzeczy wierzy.

Dała mi numer telefonu do jej znajomej, która jest wróżką i całe życie   zajmowała się podobnymi rzeczami.
To w trakcie rozmowy z nią zdałam sobie sprawę z tego co i dlaczego się wtedy stało.

Jakieś 2 tygodnie przed zdarzeniem spotkałam u mojej mamy jej przyjaciółkę , która od kilku lat mieszka za granicą. Kiedyś jednak, za czasów mojego dzieciństwa mieszkałyśmy klatka w klatkę a ja nazywałam ją ciocią. Pamiętam pewną historię która rozegrała się kiedy miałam jakieś 10-12 lat mniej więcej. Historię tę właściwie podsłyszałam w ich rozmowach i krótkich zdawkowych odpowiedziach na moje pytania. Teraz rozumiem że nie chciały mnie straszyć jako dziecka. Ja i tak zapamiętałam ją jako historię o pajacyku.

Dopiero wtedy kiedy się spotkałyśmy usłyszałam ją w całości.

Były lata 90 a mąż cioci od lat pracował za zachodnią granicą i wracał do domu na weekendy. Zawsze jednak przywoził sporo skarbów z tak zwanych wystawek. Ciocia była wielka fanką staroci więc w jej domu można było znaleźć wiele unikatowych przedmiotów. Kiedyś przywiózł jej lalkę - pajacyka. Niewielką, drewnianą malowaną ręcznie figurkę wielkości dłoni. Po kilku dniach cioci przyśnił się sen. Tak straszny, że pamiętam kiedy go opowiadała mamie to płakała.

Śniło jej się że w jej domu jest cień, który krążył po pokojach. Bardzo bała się o dzieci więc go złapała i zaczęła dusić ca potem wyrzuciła za drzwi. Kiedy w końcu go wypchnęła zdała sobie sprawę że to nie cień leży na klatce schodowej a pobite przez nią małe dziecko. Była tym bardzo przerażona.

Od tego czasu w domu zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Jej pies warczał i był niespokojny jakby widział coś czego nikt inny nie dostrzega. Kiedy pewnego dnia siedziały z moją mamą w kuchni cioci i zastanawiały się skąd mogło to się wziąść moja mama zapytała, czy ostatnio mąż nie przywiózł jej czegoś nowego,bo czasem się zdarza że przedmioty mają złą energię. Wtedy ciocia popatrzyła na lalkę, która siedziała na jednej z półek i zamarła. Zdała sobie sprawę że pajacyk ma taką samą buzię jak to dziecko ze snu. Niewiele myśląc zabrały lalkę i zapakowały w foliowe worki i okleiły szczelnie taśmą klejącą. Worek zaniosły do kontenera i wrzuciły w odległy kąt.

Chwilę później przyszła ogromną nawałnica i lało aż do wieczora. Ciocia dzwoniła do mamy przerażona prosząc żeby do niej przyszła bo zaklinała się że słyszy jakby pod jej oknem w strugach płakało dziecko i coś drapało w parapet. Mimo że zabawka zniknęła to energia została w domu i dopiero oczyszczanie przez znajomą wróżkę pomogło.

A teraz wróćmy jeszcze do momentu kiedy poprosiłam ciocię , żeby mi opowiedziala historie o pajacyku. Ona pyta wtedy ''- o jakim pajacyku? " więc mówię, że o tym nawiedzonym. A ona na to : " Ale to nie był pajac tylko mały strach na wróble... "

Kiedy potem o tym myślałam przypomniał mi się sen który miałam będąc mniej więcej w czasie kiedy te zdarzenia się rozgrywały. Śniło mi się że w przedpokoju przy drzwiach stał  wielki i przerażający strach na wróble. Kiedy uciekłam przed nim do pokoju wszedł za mną i zaczął mnie dusić. Pamiętam jego szorstkie szpony na gardle i jak realistyczny był to sen. Mimo upływu lat sen ten wciąż wywoływał u mnie dreszcze i niepokój. Nagle zdałam sobie sprawę że może była to ta energia która krążyła wtedy w okolicy i szukała miajsca. Fakt że mogłam miec z tym styczność napawił mnie przerażeniem i zadzwoniłam do mamy żeby się z nią podzielić tym spostrzeżeniem. Cała ta sytuacja z poznaniem tej historii i moim odkryciem zdarzyła się na kilka dni przed doświadczeniem z dotykiem.

Kiedy mi się to przypomniało w trakcie rozmowy z wróżka stanowczo zgodziła się z tym, że przez moje intensywne myślenie o tej istocie sama ja do siebie ściągnęłam, tworząc jej portal. Od tego czasu przestałam myśleć o tej sytuacji, choć długo czułam strach przed zaśnięciem. Porzuciłam wszystkie filmy, seriale czy artykuły na temat duchów itp mimo że do tamtej pory bardzo je lubiłam.
Moja historia jest chaotyczna, ale chciałam pokazać jak rzeczy które sobie uzmysłowiłam i myśli które Ukierunkowałam ściągnęły do mnie coś z czym mam nadzieję nigdy już się nie zetknąć.

PS. Pamiętam jeszcze jak oglądałam kiedyś program na faktach w którym przedstawiona była historia pani psychiatry która leczyła pewnego młodego mężczyznę. Słyszał on głosy i opowiadał różne dziwne rzeczy. Po jakimś czasie rzeczy które jej opowiadał zaczęły dziać się w jej domu. Była tym coraz bardziej przerażona i pojechała do jego domu. Początkowo nie chciał z nią rozmawiać, ale wtedy mu opowiedziała czego doświadcza i zapytała dlaczego to przyszlo od niego do niej. Wtedy ten mężczyzna powiedział jej coś w tym stylu : to od zawsze chciało się dostać do ciebie. Od zawsze chodziło mu właśnie o ciebie tylko nie miało wcześniej dostępu.
Nie wiem czy mój tok rozumowania jest dobry a łączenie faktów sensowne. Wiem że brzmi to jak nonsens ale czuję, że właśnie to było powodem mojego doświadczenia.
Pozdrawiam serdecznie
[dane do wiad. FN] /opis historii na pokład okrętu Nautilus trafił 27 kwietnia 2021/




zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 48
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 48

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

28 października: uwaga czytelnicy! Wprowadzamy małe zmiany w oskryptowaniu, stąd chwilowa przerwa w naszej aktywności. Wieczorem powinno wszystko już być OK. [...]

UFO24

więcej na: emilcin.com

Pon, 18 paź 2021 03:53 | Witam, Coś dzisiaj 13.10.21 godz ok 17:20 latało w Warszawie nad rondem Radosława. Możliwe że dron ale nie widziałem świateł ani śmigieł, coś w kształcie dysku. Przyjechał tramwaj i musiałem pojechać, nie widziałem co było dalej. Pozdrawiam

Dziennik Pokładowy

Wtorek, 10 sierpnia 2021 | Historia występu tzw. „badaczy UFO” w nieistniejącym od wielu lat programie „Rozmowy w Toku” pokazuje wiele aspektów czegoś, z czym spotykam się od wielu lat, co mnie zaskoczyło i wprawiło w bezgraniczne zdumienie. Z upływem lat przekonuję się, że jest to niestety typowo rodzima przypadłość oparta na wszystkich ciemnych demonach polskiej duszy: zawiści, zazdrości, kompleksach...

czytaj dalej

FILM FN

TAJEMNICZE 'COŚ' NAD EDMONTON (KANADA)

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.