Dziś jest:
Czwartek, 18 października 2018

'Podążaj za tym, który wie'
Wergiliusz

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Kontakt z duchem zmarłej ciotki
Śr, 31 maj 2017 08:01 komentarze: 3 czytany: 2254x

Cześć załogo! Wiecie już, że jestem medium, więc może Wam się przyda mój wpis z mojej strony (nie chodzi o reklamowanie mojej strony więc jej adresu nie podaję, ale mam nadzieję, poruszy to kogoś. Pozdrawiam. Opiszę tutaj mój kontakt ze zmarłą ciotką "Dzidką" - tak na prawdę Józefą z Jastrzębia Zdroju. Dlatego, że jest to jeden z najłatwiejszych dla mnie (i może dla Ciebie) kontakt z duchami, a sprawił.......

czytaj dalej

Cześć załogo! Wiecie już, że jestem medium, więc może Wam się przyda mój wpis z mojej strony (nie chodzi o reklamowanie mojej strony więc jej adresu nie podaję, ale mam nadzieję, poruszy to kogoś. Pozdrawiam.

Opiszę tutaj mój kontakt ze zmarłą ciotką "Dzidką" - tak na prawdę Józefą z Jastrzębia Zdroju. Dlatego, że jest to jeden z najłatwiejszych dla mnie (i może dla Ciebie) kontakt z duchami, a sprawił on, że w końcu moja (już nieżyjąca) matka miała okazję się przekonać, że widzę duchy. Tak moja mama była moim największym sceptykiem, jakiego poznałem. Ale po tym spotkaniu z duchem ciotki Dzidki już nie miała argumentów, by mi nie wierzyć. Przed swoją śmiercią stała się anty-sceptykiem :-)

Kim była Ciotka Dzidka? To Józefa Kloss z Jastrzębia-Zdroju. Przyjaciółka moich rodziców. Rok przed moimi urodzinami urodziła swoje drugie dziecko Damiana, a potem złapała wirusa/bakterię które zainfekowały jej kręgosłup i od tamtej pory Dzidka była inwalidką. Odkąd ją pamiętam była piękną kobietą, pełną wigoru, humoru i życia, choć wiele jej radości i czasu z życia zabrała choroba: na operacje kręgosłupa i poruszanie się tylko na wózku inwalidzkim. Przed tym, jak umarła nie widziałem się z nią około pięciu lat. Moja mama wówczas bardzo chorowała i spędzała czas pomiędzy operacjami w szpitalu, a rekonwalescencją w domu, w Żorach. Tęskniłem za spotkaniem z ciotką Dzidką, ale czas tak leci.... Umarła.

Tę noc kiedy umarła spędziłem w Boguchwałowicach w domku letniskowym znajomych. Nazajutrz miałem wyjechać do Raciborza z przyjacielem Mirkiem, który mnie gościł w Boguchwałowicach, w odwiedziny do przyjaciółki Bożeny, do Raciborza. Kiedy się budziłem, poczułem obecność ducha, dlatego postanowiłem utrzymać fazę przebudzania się, by utrzymać kontakt z duchem [w tej fazie: snu, półsnu, świadomego snu najlepiej mi jest połączyć się z duchem - omówię metodę dla chętnych spróbowania bycia medium w innym dziale].

Dostrzegam Ciotkę Dzidkę na tle nieba, która biegnie do mnie i uśmiecha się (to wszystko toczy się tak bardzo szybko, że nie nadążam - jak zawsze - rozumieć wszystkiego na raz) i krzyczy radośnie: "Marcinku ja już biegam i tańczę!!!! [dopiero teraz dociera do mnie, że przecież nigdy nie chodziła i musiała umrzeć, skoro ją tak widzę. Prosi mnie bym podziękował jej mężowi, że większość życia nosił ją na rękach, jak również jej syn. Potem powiadomiła mnie, że moja mama przeżyje jeszcze półtora roku i że ona ją przywita po Tamtej Stronie, abym się nie martwił. "Chwilę pogadaliśmy"[ta chwila to ułamki sekund, które ja rozumiem później] o jej przejściu na tamten świat i kilka jej rad dla mnie - bardzo osobistych, które wkrótce potem się ziściły. Kończąc kontakt ze mną powiedziała: Jedź do Bożeny, my się już pożegnaliśmy, zapomnij o moim pogrzebie, przecież biegam i frunę...

Wstałem zapłakany. Nie widziałem jej pięć lat, a teraz ona nie żyje. Tzn. żyje, właśnie ją widziałem, ale po drugiej stronie. Mirek - z którym miałem zaraz wsiąść do samochodu i udać się do Raciborza, usłyszawszy moją opowieść o kontakcie nocnym ze zmarłą właśnie ciotką Dzidką zapytał, czy nie chcę zrezygnować z wyjazdu i powiadomić rodzinę o tragedii. Odpowiedziałem: "nie, ciotka żyje już w DOMU, a moja sceptyczna do mnie rodzina i tak nie uwierzy, a jeszcze dziś dostanie telegram".

W drodze do Raciborza opowiedziałem o mojej ciotce Mirkowi i o tym wspaniałym kontakcie. Wkrótce zapomniałem o całym zdarzeniu. Medium tak mają, że widząc "zmarłych nadal żywymi" przechodzą nad tym do porządku dziennego, co nie znaczy, że nie tęsknią, albo że mają całodobowy dostęp do nich. Tak nie jest. W takcie wizyty u Bożeny w Raciborzu zadzwoniła moja komórka, to moja siostra Żaneta chciała mnie poinformować, że mamy pogrzeb w rodzinie. Zaskoczony spytałem: kto umarł? Odpowiedziała , ciotka Dzidka.

- Wiem!!! Była u mnie rano - odpowiedziałem - w tym momencie musiałem poprosić mojego przyjaciela, by opowiedział moją poranną relację> I to są te chwile w życiu medium, które nie tylko dodają radości z kontaktem ze zmarłymi, które dowodzą ich życia nadal, obok nas, w lepszym miejscu, ale także zmieniają życie sceptyków. Moja mama i siostra nie były już sceptyczne, a mama zmarała - jak powiedziała mi Ciotka Dzidka, półtora roku później. L. O. V. E. Marcin Kapral.
Mam nadzieję, że tak historia dała Wam odrobinę nowego, odrobinę nadziei. Ta historia jest jedną z setek podobnych, które zdarzyły się w moim życiu i z którymi chcę się z Wami podzielić.




zwiń tekst



Obserwacja UFO sprzed wielu lat
Pt, 26 maj 2017 12:01 komentarze: 1 czytany: 1900x

Witam serdecznie. Chcę się podzielić z kimś kompetentnym o tym co mnie spotkało latem 85-87 . Obserwowałam dwa obiekty UFO nad Gdynią , w pobliżu Marynarki Wojennej podczas opalania się na pobliskiej działce. Proszę, chcę pozostać anonimowa. Obecnie mam 45 lat, wtedy byłam nastolatką i byłam zszokowana tym co widziałam. O tym zdarzeniu powiedziałam tylko siostrze, rodzicom, i jednej przyjaciółce. .......

czytaj dalej

Witam serdecznie. Chcę się podzielić z kimś kompetentnym o tym co mnie spotkało latem 85-87 . Obserwowałam dwa obiekty UFO nad Gdynią , w pobliżu Marynarki Wojennej podczas opalania się na pobliskiej działce. Proszę, chcę pozostać anonimowa. Obecnie mam 45 lat, wtedy byłam nastolatką i byłam zszokowana tym co widziałam. O tym zdarzeniu powiedziałam tylko siostrze, rodzicom, i jednej przyjaciółce. Przez tyle lat nosiłam to w sobie. Teraz kiedy tu trafiłam chcę o tym napisać tylko.

Pierwszy obiekt który zauważyłam nad sobą centralnie prawie , nad chmurami lekko, był koloru kremowego. To nie było UFO w kształcie talerza . Był zawieszony w powietrzu, nie wydawał dźwięku, ani żadnych świateł nie widziałam od niego. Od momentu kiedy go zobaczyłam wisiał tak 20min. około.

Kilka razy spuszczałam głowę na dół, i po którymś razie kiedy ponownie spojrzałam w stronę obiektu jego nie było, znikł bezgłośnie. Szukałam w powietrzu gdzie odleciał, nie było. Wtedy po prawej stronie ode mnie pod chmurami zobaczyłam drugi obiekt mniejszy który miał coś z tyłu i się obracał raz po raz w jedną stronę. Wisiał tak w powietrzu krócej niż pierwszy obiekt, po czym w jednej chwili z bardzo szybką prędkością na moich oczach odleciał jednym skokiem w chmury nie do góry tylko poziomo. Już go nie widziałam.

Podczas tej obserwacji była totalna cisza, co mnie zaintrygowało. Dopiero jak odleciał drugi obiekt po dwóch, trzech minutach usłyszałam helikopter który leciał w tym samym kierunku co ten drugi obiekt UFO. Helikopter leciał od strony lotniska na Babie Dołach w Gdyni, lub z pobliskiej Jednostki Wojskowej. To nie było mi coś znanego, to nie był żaden ziemski samolot, ani balony, ani drony. Wiem co widziałam. Niestety nie miałam wtedy aparatu fotograficznego aby uwiecznić to co widziałam. Nad czym ubolewam. Chcę pozostać anonimowa. Pozdrawiam serdecznie.




zwiń tekst



Klątwa
Pt, 26 maj 2017 11:22 komentarze: 1 czytany: 1691x

[...] w moim życiu pojawia się sporo rzeczy "niewyjaśnionych". Na niektóre tylko ja zwracam uwagę, inni jakby tego nie zauważali. Dziś chciałbym się z Wami podzielić jedną z takich sytuacji, która na przestrzeni 45 lat zdaje się ujawniać jakąś klątwę bądź miejsce posiadające bardzo specyficzną energetykę.Siostra mojego dziadka wraz ze swoim mężem w latach 60-tych własnoręcznie wybudowali dom jednorodzinny.......

czytaj dalej

[...] w moim życiu pojawia się sporo rzeczy "niewyjaśnionych". Na niektóre tylko ja zwracam uwagę, inni jakby tego nie zauważali. Dziś chciałbym się z Wami podzielić jedną z takich sytuacji, która na przestrzeni 45 lat zdaje się ujawniać jakąś klątwę bądź miejsce posiadające bardzo specyficzną energetykę.

Siostra mojego dziadka wraz ze swoim mężem w latach 60-tych własnoręcznie wybudowali dom jednorodzinny w Rydułtowach (woj. śląskie). Mieli jedynaka syna Eugeniusza, który był kuzynem mojej matki. Zmarł jako 29 letni chłopak chyba w 1973 roku na raka trzustki. Jego rodzice do śmierci mieszkali w tym domu zapisując go w spadku mojej cioci (siostrze mamy).

Ciocia mieszka obecnie w Niemczech ale zamierzała dom przygotować pod ewentualny powrót do kraju albo dla swego jedynaka syna Rafała. Niestety Rafał zmagał się z depresją i w 2010 roku popełnił samobójstwo w wieku 30 lat. Po jego śmierci ciocia wystawiła dom do sprzedaży. Dom został kupiony przez obcą rodzinę, następnie pięknie wyremontowany i zamieszkany.

Po dwóch latach dowiedziałem się, że 24 letni syn nowych właścicieli zginął w wypadku motocyklowym. Trzech właścicieli domu i każdemu z tych właścicieli umiera syn w trzeciej dekadzie swojego życia. Czy to tylko przypadek? Czy może istnieje jakieś parapsychiczne wyjaśnienie, które każdemu nowemu właścicielowi tego domu albo działki będzie zabierało pierworodnego po osiągnięciu dojrzałości? A może to klątwa rodziców, którzy pierwsi stracili syna w tym domu? Nawet jeżeli to tylko przypadek, ja na pewno nie kupiłbym tego domu znając jego historię. Drudzy i trzeci właściciele jeszcze żyją. Ci ostatni wciąż mieszkają w ty domu. Pozdrawiam, Jacek.



zwiń tekst



Nieżyjący od wielu lat aktor Adam Hanuszkiewicz przyznał się w jednym z wywiadów, że przeżył eksterioryzację, czyli fenomen przebywania poza ciałem.
Sob, 20 maj 2017 12:12 komentarze: 1 czytany: 2665x

W naszych poszukiwaniach dowodów istnienia zjawisk związanych z istnieniem duszy bardzo ważne są deklaracje znanych osób, które mówią o swoich doświadczeniach. Zdarza się to bardzo rzadko, ale każde takie wystąpienie jest na wagę złota. Przez wiele lata zebraliśmy już kilka takich relacji, ale autorem jednej z ciekawszych jest Adam Hanuszkiewicz. W wywiadzie dla Gazety Wyborczej aktor powiedział wiele.......

czytaj dalej

W naszych poszukiwaniach dowodów istnienia zjawisk związanych z istnieniem duszy bardzo ważne są deklaracje znanych osób, które mówią o swoich doświadczeniach. Zdarza się to bardzo rzadko, ale każde takie wystąpienie jest na wagę złota. Przez wiele lata zebraliśmy już kilka takich relacji, ale autorem jednej z ciekawszych jest Adam Hanuszkiewicz. W wywiadzie dla Gazety Wyborczej aktor powiedział wiele lat temu, że to fenomenalne zjawisko przeżył na próbie w Teatrze Małym. Oto fragment rozmowy „Teatr jest nudny beze mnie”, jaką z Adamem Hanuszkiewiczem przeprowadził Roman Pawłowski. Tekst się ukazał 28 sierpnia 2002 i pochodzi z Archiwum Fundacji Nautilus.

 .......

 

Wierzy Pan w takie przesądy?

Jeżeli ja sam przeczytałem w numerologii, że jestem siódmym i ostatnim wcieleniem?! I w czwartym małżeństwie odpokutuję za to, że w dwóch ostatnich wcieleniach zostawiłem żony i dzieci?!

Ostatnie wcielenie, a co potem?

Kosmos. Byłem tam.

Niech Pan nie żartuje.

To było na próbie generalnej "Kartoteki" z Siemionem w Teatrze Małym. Siedziałem w czwartym rzędzie, na pustej widowni. Słucham, podoba mi się coraz bardziej i nagle zamazały mi się kontury, pływać mi zaczął obraz. Nie wiedziałem, że to zjawisko jest powszechnie znane i nazywa się eksterioryzacją. A więc "wychyliłem się" fizycznie z siebie. Zawisłem pod sufitem.

Archiwum FN



zwiń tekst



Śmierć w twierdzy Srebrna Góra w... poprzednim wcieleniu!
Pt, 19 maj 2017 11:45 komentarze: 2 czytany: 2089x

[...] Co prawda dopiero co zarejestrowałam się na stronie Fundacji, ale zjawiskami paranormalnymi interesuję się od lat. Jedną z dziwnych historii, która mnie spotkała, chciałabym się z Państwem podzielić. Dotyczy ona reinkarnacji.Wyznaję rodzimowierstwo słowiańskie i w mojej wierze reinkarnacja jest uznawana, jednak jeszcze do niedawna sądziłam, że nie mam żadnych wspomnień z poprzednich żyć.Od dziecka.......

czytaj dalej

[...] Co prawda dopiero co zarejestrowałam się na stronie Fundacji, ale zjawiskami paranormalnymi interesuję się od lat. Jedną z dziwnych historii, która mnie spotkała, chciałabym się z Państwem podzielić. Dotyczy ona reinkarnacji.
Wyznaję rodzimowierstwo słowiańskie i w mojej wierze reinkarnacja jest uznawana, jednak jeszcze do niedawna sądziłam, że nie mam żadnych wspomnień z poprzednich żyć.

Od dziecka pasjonuję się historią, zwłaszcza XIX i XX wieku, zawsze czułam, że pasowałabym raczej do dawnych czasów. Zawsze też żałowałam, że nie jestem mężczyzną. A także, mimo zainteresowania militariami, boję się pirotechniki, petard, wybuchów - nawet wystrzeliwującego korka od szampana.

Jakiś czas temu miałam dziwny sen. Potrafiłam określić w nim precyzyjnie miejsce i czas. Była to Srebrna Góra w II połowie XIX lub na początku XX wieku.



We śnie byłam pruskim żołnierzem, który służył w tamtejszej twierdzy. Pewnego dnia mieliśmy za zadanie testować nowe, eksperymentalne moździerze. Jednak podczas przestrzeliwania ich coś poszło nie tak. Doszło do straszliwego wybuchu i zginęłam.

I pewnie do dziś myślałabym, że to najzwyklejszy, dość realistyczny sen, gdyby nie to, że jakiś czas później zobaczyłam w internecie zdjęcie żelaznego krzyża. Zaintrygowało mnie, zaczęłam drążyć i okazało się, że krzyż ten stoi przy twierdzy w Srebrnej Górze, na pamiątkę tragedii - wybuchu przy testowaniu moździerzy, w wyniku którego zginęło kilku żołnierzy. A stało się to właśnie w II połowie XIX wieku.


Jestem całkowicie przekonana, że nigdy wcześniej nie słyszałam o tym zdarzeniu. W ogóle w twierdzy srebrnogórskiej nigdy nie byłam i nie interesowałam się jej historią, do niedawna nie wiedziałam o niej nic, poza tym że jest stara i pruska. Myślę, że jeśli ten sen jest jedynie zbiegiem okoliczności, to dość niebywałym.

Być może zainteresuje Was ta historią, którą interpretuję jako wspomnienie z poprzedniego życia. W bliskiej przyszłości mam zamiar odwiedzić tę twierdzę, może jej widok przywróci mi więcej wspomnień.
Pozdrawiam!



zwiń tekst



Pies i kot - historia jednej przyjaźni
Śr, 17 maj 2017 09:08 komentarze: 2 czytany: 1834x

„Było to w latach 70-tych w małej miejscowości w zachodniej Polsce. W domu razem z rodziną mieszkały pies i kot, którzy byli ze sobą bardzo zaprzyjaźnieni. Oba zwierzaki spały razem obok siebie. Pies bardzo troszczył się o to, aby kot zawsze miał miejsce na posłaniu obok psa. Mieli także swoje ulubione zabawy i zwyczaje. Ich przyjaźń była tak słynna, że do tego domu przychodzili ludzie, aby zobaczyć.......

czytaj dalej

„Było to w latach 70-tych w małej miejscowości w zachodniej Polsce. W domu razem z rodziną mieszkały pies i kot, którzy byli ze sobą bardzo zaprzyjaźnieni. Oba zwierzaki spały razem obok siebie. Pies bardzo troszczył się o to, aby kot zawsze miał miejsce na posłaniu obok psa. Mieli także swoje ulubione zabawy i zwyczaje. Ich przyjaźń była tak słynna, że do tego domu przychodzili ludzie, aby zobaczyć niezwykły fenomen autentycznej przyjaźni dwóch tak bardzo różnych gatunków.

 Mijały lata i kot zachorował na niewydolność nerek. Wtedy nie było możliwości takich, jakie daje współczesna weterynaria. Pies skomlał i lizał kota, który bardzo cierpiał. Nic nie jadł i tylko nosem przysuwał do kota miskę z wodą do picia. Podobno była to tak rozdzierająca scena, że ludzie oglądający to bez wyjątku płakali. Wreszcie przyszedł moment, kiedy zwierzak zdechł. Pies zaczął zachowywać się dziwnie, gdyż najpierw bardzo wył, aż nagle zaczął merdać ogonem patrząc na pusty róg pokoju. Zaczął się bawić z czymś niewidzialnym, a robił to dokładnie tak, jak zawsze bawił się z kotem. Po kilku minutach przestał się tak zachowywać, a następnie podszedł do zawiniętego w koc kotka i zaczął wydawać dźwięki przypominające płacz. Przestał jeść i pić, po czym po kilku dniach zdechł. Został zakopany obok miejsca, gdzie był pochowany jego największy przyjaciel kot. Do dziś ludzie pamiętający tę niezwykłą historię nie potrafią wyjaśnić, jak to możliwe, że zwierzęta potrafią zachowywać się w tak ludzki sposób”.

/poniżej zdjęcia z Archiwum FN/





zwiń tekst



O dawnej obserwacji UFO nad Mielcem
Pon, 15 maj 2017 08:28 komentarze: brak czytany: 1595x

Sz. FN  Kilka lat temu pozwoliłem sobie przesłać do FN mail, w którym opisałem swoją obserwację niezidentyfikowanego obiektu nad Mielcem w latach 80-tych (byłem jednym z wielu obserwatorów - to była masowa obserwacja). Przesłałem przy tym w mailu kilka ściągniętych z internetu obrazków takiego obiektu chcąc w przybliżeniu zilustrować jak ten obiekt wyglądał. Dzisiaj przeglądając serwis natknąłem.......

czytaj dalej

Sz. FN  Kilka lat temu pozwoliłem sobie przesłać do FN mail, w którym opisałem swoją obserwację niezidentyfikowanego obiektu nad Mielcem w latach 80-tych (byłem jednym z wielu obserwatorów - to była masowa obserwacja). Przesłałem przy tym w mailu kilka ściągniętych z internetu obrazków takiego obiektu chcąc w przybliżeniu zilustrować jak ten obiekt wyglądał. Dzisiaj przeglądając serwis natknąłem się na publikację (link poniżej), w której zobaczyłem obiekt b. podobny do tego obiektu nad Mielcem. Wydaje mi się jedynie, że obiekt na Mielcem mógł być bardziej, ale niewiele, wydłużony wzdłuż osi pionowej a być może był dokładnie taki sam. Ta niepewność wynika stąd, że obiekt nad Mielcem, w przeciwieństwie do tego z w/w publikacji, był jasny bo odbijający promienie słoneczne, ponieważ popołudnie było słoneczne (wydaje mi się, że było wtedy lato).

Dzisiejszy feedback to naturalne uzupełnienie tego wcześniejszego maila.

Ten temat był już poruszony w serwisie FN ale jeszcze raz zwrócę uwagę FN na fakt, że był to przypadek masowej obserwacji - sądzę, że dość duża liczba mieszkańców Mielca (dzisiaj Mielec ma chyba ok. 60 tys. mieszkańców) widziała ten obiekt. Taka masowa obserwacja w Polsce to przypadek stosunkowo nieczęsty. Byłem wtedy w Mielcu jako nastolatek, stałem przed jednym z bloków i patrzyłem w górę na ten obiekt, każdy kto stał nieopodal patrzył w górę, być może wszyscy ludzie będący na tym osiedlu, i w innych miejscach w mieście, patrzyli wtedy w górę.

Ten mielecki przypadek być może pozostałby jedynie ciekawostką, gdyby nie fakt, że w przeciwieństwie do innych miast na prowincji, w Mielcu dysponowano pewnymi możliwościami technicznymi i z lotniska zakładów lotniczych PZL-Mielec został poderwany odrzutowiec Iskra i skierowany do tego obiektu i piloci potwierdzili obecność tego obiektu. Obiekt nad Mielcem utrzymywał się dłuższy czas (być może 1h, może dłużej). Był to więc przypadek dość wyjątkowy i wszystko to działo się w ciągu dnia.

 Z pozdrowieniami

(mail i nick do wiadomości redakcji)


https://www.nautilus.org.pl/zdjecie-dnia,759,dwa-zdjecia-samolotu---jedno-po-drugim-i-niespodzianka---na-.html




zwiń tekst



Sen o Matce Boskiej, która... wyszła z obrazu.
Nie, 14 maj 2017 06:32 komentarze: 1 czytany: 2022x

W dniu dzisiejszym chciałam z Wami podzielić się pewnym zdarzeniem z mojego życia, które miało miejsce gdy byłam małą dziewczynką , wówczas miałam 7 lat, może 8 lat. Lubiłam sama chodzić do naszego kościoła , i patrzeć na obraz Matki Boskiej Saletyńskiej przedstawiający scenę Pięknej kobiety na tle natury, siedzącej na kamieniu i zakrywającej dłońmi twarz, a przed nią dwoje dzieci. Była smutna i bardzo.......

czytaj dalej

W dniu dzisiejszym chciałam z Wami podzielić się pewnym zdarzeniem z mojego życia, które miało miejsce gdy byłam małą dziewczynką , wówczas miałam 7 lat, może 8 lat. Lubiłam sama chodzić do naszego kościoła , i patrzeć na obraz Matki Boskiej Saletyńskiej przedstawiający scenę Pięknej kobiety na tle natury, siedzącej na kamieniu i zakrywającej dłońmi twarz, a przed nią dwoje dzieci. Była smutna i bardzo zatroskana. Chciałam ją pocieszyć ale nie wiedziałam jak.

Pewnego razu , śni mi się ten obraz z piękną panią ale bez dzieci. Kobieta ożywa na obrazie , wstaje z kamienia i wychodzi z niego idąc w moim kierunku ...jej cudowne oczy są pełne blasku , a twarz choć smutna, rozświetlona tysiącem srebrnych iskier, delikatnie uśmiechnęła się i zakryła twarz dłońmi ,a spod nich popłynęła łza. Nic nie powiedziała i zniknęła, a Ja pogrążyłam się w smutku ponieważ pomyślałam sobie, że przeze mnie płacze, bo jestem niegrzeczna. O swoim przeżyciu nie powiedziałam nikomu , nawet rodzicom ponieważ obawiałam się ich reakcji i pytań typu: Jak to ożyła? Czy z tobą dziecko wszystko w porządku? itp.itp Na dodatek, MBS płakała przeze mnie ,co ich może zmartwić . To były całkiem inne czasy.




Dzisiaj takie widzenie świata nie byłoby napiętnowane, raczej byłoby obiektem zainteresowania i różnego rodzaju analiz ,które mogłyby potwierdzić bezmiar naszej ludzkiej inteligencji oraz nasze pochodzenie Przez długie lata milczałam , a nawet był moment że całkowicie zapomniałam o tym zdarzeniu. Jednak gdzieś w podświadomości został zapis tego zdarzenia, a raczej sam fakt interpretacji z kodem "jesteś niegrzeczna" "jesteś winna".....Upłynęło naprawdę sporo lat zanim ta sprawa wróciła, a Ja zaczęłam mówić na ten temat. To był czas gdy pracowałam nad sobą w zakresie wybaczania oraz wyczyszczenia i uzdrowienia wszystkich starych powiązań. Lawinowo , zwłaszcza poprzez sny zaczęły napływać obrazy zdarzeń do przepracowania. I tak pojawił się temat Pani Matki Boskiej Salentyńskiej , która wyszła z obrazu...Ktoś powie: Żyłaś tyle lat z poczuciem winy, tyle straciłaś!! Ja odpowiadam: Nic nie dzieje się bez przyczyny, to po pierwsze. Po drugie: Co by było gdybym odeszła z tego świata z poczuciem winy, nie uświadamiając sobie znaczenia tego zdarzenia? Co by było gdybym żyła dalej okryta woalem zapomnienia?

Dziś powiem tak: Wiele straciłam w moim zewnętrznym życiu po to aby zyskać o wiele więcej w tym i innym świecie nazywanym królestwem ducha . Nie ma nic piękniejszego jak znaleźć drogę do "raju" i móc w nim pobyć. Nie nic piękniejszego jak światło miłości.

Niech ta historia będzie dla Was drogowskazem na drodze życia, na której nie ma znaku z napisem "moja wina" ...., tego miało mnie nauczyć to zdarzenia i to chciała powiedzieć jasna Pani. Gdy przerobiłam tą lekcję dostałam ocenę w postaci cudownej nagrody , którą było mistyczne spotkanie z Wielkim Mistrzem którego zwą Jezus, poprzedzone wcześniejszą obserwacją Niezidentyfikowane obiektu latającego nad moim domem. Od tego czasu przerabiałam kolejną lekcję, ale to już inna historia równie pouczająca.
Pozdrawiam: Z poczuciem pokoju i harmonii splatających się w miłości Tu i Teraz
13.05.2017r



zwiń tekst



Wspomnienia z poprzednich wcieleń
Sob, 13 maj 2017 19:54 komentarze: 1 czytany: 1710x

[...] Czytam Wasz portal regularnie i można powiedzieć że nie wyobrażam już sobie porannej kawy bez tego:)Szczególnie interesują mnie historie reinkarnacji bo jest to tak szalenie oczywiste że złości mnie że w artykułach pojawiają się zwroty "kolejny dowód"-jak można mieć dowód na coś co jest tak oczywiste?! No ale to już zasługa pewnej instytucji która nam wkłada irracjonalne bajeczki już prawie .......

czytaj dalej

[...] Czytam Wasz portal regularnie i można powiedzieć że nie wyobrażam już sobie porannej kawy bez tego:)
Szczególnie interesują mnie historie reinkarnacji bo jest to tak szalenie oczywiste że złości mnie że w artykułach pojawiają się zwroty "kolejny dowód"-jak można mieć dowód na coś co jest tak oczywiste?! No ale to już zasługa pewnej instytucji która nam wkłada irracjonalne bajeczki już prawie 2012 lat.

Niemniej, często posługujecie się listami czytelników więc w końcu się zebrałam i piszę Wam o moich doświadczeniach.
Moim pierwszym wyraźnym wspomnieniem z dzieciństwa jest uczucie że zamiast rosnąć to maleje, że dosłownie tak to tłumaczyłam mamie:czasem mi się wydaję że zamiast jestem mała i będę duża to że byłam duża i jestem teraz mała.Brzmi dziwnie i pamiętam moją irytację kiedy opowiadając to rodzicom nie mogłam znaleźć odpowiednich słów. Byłam tak mała że ich jeszcze nie znałam dużo. Musiałam żyć niedawno ponieważ jako kilkuletnia dziewczynka zobaczyłam w telewizji krótki czarno-biały fragment gdzie pokazywali pierwsze maszyny do losowania lotto. Widziałam ją na pewno po raz pierwszy w tym życiu ale miałam tak silne uczucie że jest mi bardzo dobrze znana że zaniemówiłam.

Prawdziwym przełomem było spotkanie z pewną wróżką która wprowadziła mnie w regres. Byłam przekonana że jej się nie uda i pamiętam że obawiałam się że po prostu moja wyobraźnia podsunie mi jakieś fałszywe obrazy. Ale to co zobaczyłam i poczułam nie mogło w żaden sposób zrodzić się w mojej fantazji.

Poznałam moje trzy wcielenia które mają największy wpływ na moje teraźniejsze życie.

     W pierwszej wizji byłam młodą szlachcianką w czasach średniowiecza, pamiętam moje ubrania i zamek po którym biegłam. Byłam w nim zupełnie sama i się bardzo bałam, tak też skończyłam tamto życie. Tłumaczy to mój paniczny lęk przed samotnością. Po prostu nie potrafię być sama, bo wpadam w depresję i mam myśli samobójcze. Brzmi strasznie ale poznanie tego wcielenia pozwoliło mi poznać przyczynę moich zachowań i je złagodziło. Naprawdę mi ulżyło.

    W drugim wcieleni stanęłam przed starym domem z drewnianymi lichymi drzwiami. Stał w szczerym polu, obok tylko znajdowało się coś w rodzaju gnojownika. Kiedy weszłam do środka to długo nie mogłam nic z siebie wydusić. Wydarzył się tam jakiś koszmar i na podłodze była duża plama krwi. Za łóżkiem znalazłam dwójkę przerażonych dzieci.

    W trzeciej i najbardziej wyraźnej wizji byłam w lesie w czasach rodem z "Pana Tadeusza". Byłam świadkiem ludzi zbierających grzyby. Szłam za nimi. Widziałam każdy ich szczegół.Potem weszłam w głąb lasu tam natrafiłam na nagie zwłoki młodej dziewczyny. Została  zgwałcona i uduszona. Była ukryta bardzo głęboko w lesie i pamiętam że już jako duch bardzo chciała żeby ją ktoś znalazł i zabrał stamtąd. Zaznaczę że gwałt to też coś na punkcie czego miałam i dalej mam swego rodzaju fobię. Przeraża mnie sytuacja która by temu sprzyjała. To teoretycznie normalne u kobiet ale mnie to śmiertelnie przeraża i paraliżuje strach od dzieciństwa na tę myśl. Pamiętam jak opowiadałam mamie że się boję że ktoś mnie złapie, zgwałci i zabije. Nigdy nie wypuszczałam się nigdzie daleko sama. Zawsze brałam siostrę. O wyjściu samej po zmroku nie było mowy.
 
Jestem teraz mężatką a mój mąż jest najprawdopodobniej inkarnacją mojego dziecka lub młodszego rodzeństwa z poprzedniego życia. Często śni mi się że gubię gdzieś dziecko i znajduję je już jako mojego dorosłego męża. To sny bardzo realne i śniłam jej jeszcze przed naszym poznaniem. Zaznaczę że kiedy się poznaliśmy, ciężko to opisać, staliśmy się nierozłączni. Po trzech miesiącach postanowiliśmy zamieszkać razem a po pół roku od naszego poznania wzięliśmy ślub.Teraz jesteśmy małżeństwem już kilka lat i niewiele się zmieniło w naszej relacji.

Pozdrawiam
E. [dane do wiad. FN]
z Czechowic-Dziedzic
rocznik 1988



zwiń tekst



Tato, jak byłem duży, to też miałem samochód i żułem gumę jak teraz!
Pt, 12 maj 2017 11:10 komentarze: 3 czytany: 1988x

Droga Fundacjo Nautilus. Chciałbym opowiedzieć Wam dwie historie, które przydarzyły się ostatnio w mojej rodzinie. Dotyczą one mojego synka, który ma niespełna 5 lat. Otóż parę miesięcy temu byliśmy na spacerze, na którym kupiłem mu gumę do żucia. Jak tak szliśmy usłyszałem od niego, że kiedyś jak był w innym życiu to miał dużo pieniędzy i samochód, był wtedy duży i również bardzo lubił żuć gumę. .......

czytaj dalej

Droga Fundacjo Nautilus. Chciałbym opowiedzieć Wam dwie historie, które przydarzyły się ostatnio w mojej rodzinie. Dotyczą one mojego synka, który ma niespełna 5 lat. Otóż parę miesięcy temu byliśmy na spacerze, na którym kupiłem mu gumę do żucia. Jak tak szliśmy usłyszałem od niego, że kiedyś jak był w innym życiu to miał dużo pieniędzy i samochód, był wtedy duży i również bardzo lubił żuć gumę. Jednak nas (mnie i żony) w tym życiu nie było, ponieważ on żył wtedy z innymi ludźmi. Na pytanie kto to był, to oczywiście już mi odpowiedział, że nie pamięta.

Druga historyjka wydarzyła się kilka dni temu. Kiedy moja żona usypiała go wieczorem to zapytał ją, czy chciała kiedyś aby został on jej synkiem. Kiedy zapytała skąd takie pytanie, to odpowiedział, że dawno temu jak jeszcze nie było go na świecie to był na balu, na którym było dużo osób (dzieci) oraz był tort i dużo jedzenia. Wówczas moja żona miała podejść do niego i powiedziała mu, że chce aby został jej (naszym) synkiem.  Pewnie mają Państwo wiele podobnych historyjek, jednak mnie najbardziej zainteresowała ta druga. Pozdrawiam serdecznie całą załogę.
Sebastian



From: Grzegorz [dane do wiad. FN]
Sent: Monday, December 26, 2011 8:22 AM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: wspomnienia ?

Witam
Pozdrawiam i Zyczę Wszystkiego Najlepszego.
Chcę nawiązać do "Poczty FN"
Otórz mój 4,5 letni syn wielokrotnie zaskakuje mnie swoimi spostrzreżeniami, inteligencją i spostrzegawczością jak na swój wiek .Ale nie to jest najważniejsze.
Kilka razy wspominał jakby o swoim poprzednim życiu jakby było to zupełnie naturalne.Jednak raz kompletnie mnie "rozbroił' stwierdzając ,że mnie szukał. Cyt."właśnie ciebie szukałem , bo ty jesteś bardzo dobrym tatusiem i do siebie pasujemy". Nie są to jedyne jego stwierdzenia jednak na tą chwilę nie mogę sobie więcej przypomnieć.
 
Pozdrawiam G. [dane do wiad.FN]
 



zwiń tekst



Zjawa bez twarzy
Czw, 11 maj 2017 09:21 komentarze: 7 czytany: 2100x

Chciałem podzielić się moją historią, którą przeżyłem dość dawno temu, jakieś 7-9 lat temu, miałem wtedy chyba z 10-12 lat. Mieszkam na Śląsku, na obrzeżach miasta, i mam dość duży teren z sadem jakieś 200m na 50m, z czego większość jest porośnięta krzakami i drzewami wiśniowymi.Mieszkam na dość nierównym terenie, a całkiem na dole mojej posesji jest mała rzeczka, zza której widziałem pewną postać.......

czytaj dalej

Chciałem podzielić się moją historią, którą przeżyłem dość dawno temu, jakieś 7-9 lat temu, miałem wtedy chyba z 10-12 lat. Mieszkam na Śląsku, na obrzeżach miasta, i mam dość duży teren z sadem jakieś 200m na 50m, z czego większość jest porośnięta krzakami i drzewami wiśniowymi.

Mieszkam na dość nierównym terenie, a całkiem na dole mojej posesji jest mała rzeczka, zza której widziałem pewną postać w białym fartuchu i kapturze o wzroście nie przekraczającym 1,6m oraz o niewidocznej twarzy tak jakby była to kompletna pustka, więc nie wiadomo było czy się patrzyła na mnie czy nie.

Byłem od tej postaci jakieś 15-20m. Widziałem ją tak samo wyraźnie jak każdego innego człowieka, nawet przecierałem oczy bo nie wierzyłem własnym oczom, po jakimś czasie po prostu zacząłem uciekać do góry, i już nie chodziłem tam przez jakiś
miesiąc, potem w końcu przyszedłem tam sprawdzić może po drugiej stronie rzeczki jest jakaś szmata czy coś bo pamiętałem dokładnie w którym miejscu to było, oczywiście nic nie znalazłem. Widziałem tą postać gdzieś koło godziny 20:00 w czerwcu. Jak bym miał porównywać do kogo ta zjawa była podobna, to najbardziej by pasowało pospolite zdjęcie śmierci
z kosą.

Mogę wysłać ew. parę zdjęć mojej posesji i miejsca w którym to coś widziałem, oraz mogę spróbować to narysować.
Mam także 2 domy, który jeden jest chyba z 1864 roku, lecz jak na razie nic tam nie straszy. Pozdrawiam!

OD FN

Poniżej zdjęcie miejsca pojawienia się zjawy wraz z uproszczonym rysunkiem, jak zapamiętał ją świadek.




zwiń tekst



Już dobrze, już dobrze, już jest po wszystkim!
Śr, 10 maj 2017 04:47 komentarze: 10 czytany: 2089x

Dzień dobry. Jestem Waszym stałym czytelnikiem od wielu lat i nie ukrywam, że tematyka poruszana na łamach Nautilusa wywarła ogromny wpływ na moje spojrzenie na życie. Moja historia dotyczy znaków jakie poprzedzały śmierć mojego ojca. Od tego zdarzenia mijają właśnie dwa lata. Ojciec w wieku 60 + chorował troszkę na serce ale nie było to nic wzbudzającego nasz niepokój. Zmarł jednak na zawał serca.......

czytaj dalej

Dzień dobry. Jestem Waszym stałym czytelnikiem od wielu lat i nie ukrywam, że tematyka poruszana na łamach Nautilusa wywarła ogromny wpływ na moje spojrzenie na życie. Moja historia dotyczy znaków jakie poprzedzały śmierć mojego ojca. Od tego zdarzenia mijają właśnie dwa lata. Ojciec w wieku 60 + chorował troszkę na serce ale nie było to nic wzbudzającego nasz niepokój. Zmarł jednak na zawał serca dzień po wizycie u lekarza, podczas której wyniki były w normie. Dwa dni przed śmiercią podczas uroczystości komunijnej jego wnuczki a mojej bratanicy zadał mi dość osobliwe pytanie o to czy mam jakąś książkę o Titanicu.

Nadmienię, że interesuje mnie wszystko co związane z tym pechowym statkiem i mam mnóstwo publikacji na ten temat, o czym ojciec doskonale wiedział. Jego nigdy jednak ten temat nie interesował więc też nie przypominam sobie aby kiedykolwiek pytał mnie o Titanica. Z uśmiechem odpowiedziałem, że owszem mogę mu pożyczyć jakąś książkę ale śmiało może zadać mi pytanie i może będę potrafił na nie odpowiedzieć. Z lekkim uporem kilkukrotnie nalegał jednak na pożyczenie książki i nie chciał zdradzić tego pytania o statek, które go nurtowało. Argumentował, że sam musi coś sprawdzić. Było to dość nietypowe i dziwne zachowanie mojego ojca.

W tym samym dniu wracając autem z uroczystości komunijnej zadał mamie pytanie o komunię mojego syna, która miała odbyć się dopiero za rok. Pytanie dotyczyło stroju w jakim pójdzie jego wnuk. Z ust mamy padła odpowiedź, że w też albie. Był wtedy jakiś zamyślony i skomentował słowami: "a to mi opowiesz jak tam będzie u wnuka na komunii".

Mamę przeszył prąd. Co jej mąż wygaduje? Przecież razem za rok będą na tej komunii. Ojciec jakby nie pamiętał, że wypowiedział chwilkę wcześniej te słowa. Dwa dni później już nie żył. Umarł na działce w objęciach mamy wśród licznych krzewów i kwiatów, z którymi kwadrans wcześniej w dość osobliwy sposób się żegnał. Podchodził i je dotykał, oglądał i głośno podziwiał jak pięknie kwitną. Nigdy wcześniej tak się nie zachowywał. Godzinna reanimacja nie przyniosła żadnego skutku. W tym czasie ja, jadąc autem zdenerwowany na miejsce zdarzenia zauważyłem, że zapaliły mi się wszelkie możliwe kontrolki w zegarach. Auto mimo to pozostawało w sprawności. Jednocześnie poczułem przejście takiej ciepłej kojącej fali niosącej ze sobą słowa: "już dobrze, już dobrze, już jest po wszystkim".

Kontrolki zgasły, ja zwolniłem i nie pędziłem już jak oszalały na miejsce zdarzenia. Nie zdążyłem pożegnać się z ojcem, ale wierzę, że ta wariująca elektronika w moim aucie to była jakaś forma znaku od jego duszy. Przyśnił mi się po kilku dniach jak spaceruje ulicą ubrany jak zwykle ale na biało, cały radosny i przytulił mnie do siebie.
Pozdrawiam Redakcję Nautilusa.

9 maja 2017



zwiń tekst



Dziwny przesąd
Wt, 9 maj 2017 11:35 komentarze: 13 czytany: 2925x

Jestem stałym czytelnikiem waszych artykułów na stronie Nautilusa. Czytając w internecie ostatnio o przeróżnych przepowiedniach dotyczących końca świata przypomniała mi się jedna, o której dawno temu powiedziała mi mama. Wisi u nas w domu zdjęcie Matki Boskiej Częstochowskiej i jak miałem może 10 lat to pytałem czemu ona taka smutna i skupiona, no i skąd ta szrama na policzku.Nie będę się zagłębiał.......

czytaj dalej

Jestem stałym czytelnikiem waszych artykułów na stronie Nautilusa. Czytając w internecie ostatnio o przeróżnych przepowiedniach dotyczących końca świata przypomniała mi się jedna, o której dawno temu powiedziała mi mama.
Wisi u nas w domu zdjęcie Matki Boskiej Częstochowskiej i jak miałem może 10 lat to pytałem czemu ona taka smutna i skupiona, no i skąd ta szrama na policzku.



Nie będę się zagłębiał teraz w opowieść, o której można przeczytać choćby w wikipedi, ale w pamięci utknęło mi jedno.
Mama twierdziła że szrama na poliku się powiększa i kiedy dojdzie do serca nastąpi koniec świata.
Z biegiem lat muszę przyznać jedno, jeśli nie mam kłopotów z pamięcią i wzrokiem (o których nic nie wiem) szrama faktycznie "rośnie".

Nie wiem czy spotkaliście się kiedykolwiek z takim przesądem.
Ciekawi mnie wasza opinia na ten temat.

Pozdrawiam



OD FN

Nie jesteśmy w stanie nic powiedzieć na ten temat - także pierwszy raz słyszymy taką przepowiednię... ;) W tym jednym przypadku proszę nas zwolnić z odpowiedzi. Pozdrawiamy wszystkich czytających XXI PIĘTRO w serwisie FN.



zwiń tekst



Do pokoju, w którym spała zakonnica, wchodził... czarny kot, który znikał!
Wt, 9 maj 2017 11:30 komentarze: 1 czytany: 1234x

Otóż, mojego dziadka ciotka została zakonnicą i została przydzielona do klasztoru i tam w tym klasztorze znajdował się pokój w którym nikt nie chciał spać bowiem tam straszyło.. i ciotka dziadka jako nowa zakonnica została tam zakwaterowana, początkowo wątpiła w tą historię jednak już pierwszej nocy punktualnie o godzinie 0:00 drzwi same się otwierały a do pokoju wchodził czarny kot.. po czym kot .......

czytaj dalej

Otóż, mojego dziadka ciotka została zakonnicą i została przydzielona do klasztoru i tam w tym klasztorze znajdował się pokój w którym nikt nie chciał spać bowiem tam straszyło.. i ciotka dziadka jako nowa zakonnica została tam zakwaterowana, początkowo wątpiła w tą historię jednak już pierwszej nocy punktualnie o godzinie 0:00 drzwi same się otwierały a do pokoju wchodził czarny kot.. po czym kot znikał, pojawiał się silny podmuch wiatru a do pokoju wchodziła dusza, biała postać w habicie, która pragnęła modlitwy za siebie gdyż pokutuje za grzechy i pragnie dostać się do królestwa niebieskiego.

Po tym wydarzeniu, zakonnica opowiedziała wszystko przełożonej, i odprawiona została msza w najbliższej kaplicy za duszę tej osoby. Po kilku dniach ta postać przyszła podziękować za wstawiennictwo. A potem zniknęła na zawsze.



zwiń tekst



Niezwykłe zdarzenie na sali opatrunkowej
Pon, 8 maj 2017 12:27 komentarze: 3 czytany: 2025x

Zdecydowałem się napisać do Państwa nie z chęci przygody, ale raczej konieczności, z której co raz bardziej zaczynam zdawać sobie sprawę. Lubię opowieści o duchach, ufo, itp. choć raczej nie żyję nimi. Nie wykluczam i nie neguję niczego, czego nie mogę sprawdzić, ale jestem raczej pragmatykiem. Mam 32 l. wykształcenie administracyjne a zawodowo od kilku lat zajmuję się pozyskiwaniem środków z.......

czytaj dalej

Zdecydowałem się napisać do Państwa nie z chęci przygody, ale raczej konieczności, z której co raz bardziej zaczynam zdawać sobie sprawę. Lubię opowieści o duchach, ufo, itp. choć raczej nie żyję nimi. Nie wykluczam i nie neguję niczego, czego nie mogę sprawdzić, ale jestem raczej pragmatykiem. Mam 32 l. wykształcenie administracyjne a zawodowo od kilku lat zajmuję się pozyskiwaniem środków z funduszy UE i innych, a ostatnio ochroną (rozbieżne dziedziny ale takie życie) dużych obiektów handlowych. Moje życie więc fantazją nie jest.

 Ale do rzeczy. Jakiś miesiąc temu miałem nocny dyżur w mojej nowej pracy w ochronie. Moja żona też miała nockę w szpitalu na ortopedii. Spotkaliśmy się rano. Zanim dojechałem do domu ona zdążyła się położyć i zasnąć. Nie miałem klucza, więc obudziłem ją stukaniem do drzwi. Była zmęczona (wręcz "padnięta") i dziwnie roztrzęsiona. Spytałem: co sie stało? Odpowiedziała mi cyt.: - "Ja coś widziałam". – Co?-- spytałem, spodziewałem się, że znowu ktoś zmarł na jej oddziale - jest sanitariuszką więc dla niej to norma, a ostatnio szpital wyrabia kontrakt na siłę operując dziadków po 90 lat, którzy ledwie dyszą...

-"Nie wiem, co to było!" Odpowiedziała po dłuższej chwili. Była wyraźnie przerażona. Zaczęła w końcu opowiadać. Postaram się w miarę wyraźnie wszystko przytoczyć.

 ..."Ok. 1 w nocy wszyscy już spali, więc ja też poszłam się położyć na salkę opatrunkową. To mała salka ok 3,5 na 2,2 m. z dwiema leżankami przedzielona na pół przepierzeniem z zasłonką na stelażu metalowym. Prześcieradło, które leżało na leżance zdjęłam i położyłam własne, a tamto złożone w cztery byle jak, położyłam na drugą leżankę pod oknem za przepierzeniem. Na parapecie włączyłam małą lampkę nocną. Nie przeszkadzała mi bo była za przepierzeniem. Drzwi zostawiłam uchylone na 10-15 cm, aby słyszeć dzwonki pacjentów. Było jaśniej niż półmrok. Chwilę leżałam, gdy zaczynałam zasypiać, coś stuknęło, jak czasem kaloryfer, gdy się rozgrzewa. Otworzyłam oczy i podniosłam się na łokciach. Nagle coś zaczęło telepać, szamotać rozsuniętym na pół przepierzeniem. Jakby człowiek, ale nie było nikogo.

Poderwałam się i usiadłam. Myślałam, że śpię i nie wierzyłam własnym oczom i uszom, ale tuż przy moich nogach to się działo. Szybko wstałam i zajrzałam za przepierzenie, tam gdzie stała druga leżanka, ale nikogo nie było. To szamotanie zasłonką trwało dłuższą chwilę. Gdy ucichło prześcieradło, które przełożyłam na drugą leżankę złożone zaczęło się podnosić na jakieś 20 - 30 cm, jakby ktoś włożył pod nie rękę. Odruchowo "przyklapnęłam je ręką z góry z powrotem". Włosy stanęły mi na głowie i poczułam własne tętno w całym ciele. Po chwili usłyszałam głośno i wyraźnie jakby agonalne sapanie z pojękiwaniem. Tuż obok mnie. 

Dziwnie widziałam a właściwie czułam, jakby innym zmysłem niż oczy, obecność starego mężczyzny, niskiego (po dłuższym przypominaniu uznała że miał siwe włosy i szare ubranie). Wrzasnęłam wtedy głośno "Spie...laj ode mnie!" To był odruch, ale już nie zniosłabym więcej, bo czułam jak mi serce wali (pół roku wczesniej miała jakieś dziwne napady - tachykardie) wybiegłam do dyżurki, gdzie spały inne osoby. Opowiedziałam im o wszystkim.

Wróciłam tam na opatrunkową gdy się trochę uspokoiłam, bo wiedziałam, że muszę aby lęk nie pozostał, ale nic już się nie działo" ...Koniec cyt.

 Nie uwierzyłbym innej osobie, ale moją żonę znam i wiem, że nie zmyśla. Nie ma tego w zwyczaju. Nigdy nie miała skłonności do konfabulacji. Inne osoby też opowiadały, że na tej salce i jeszcze dwóch innych - obecnie połączonych w jedną dużą salę straszy. Nawet ksiądz kiedyś święcił, bo pacjenci nie mogli spać tak dawało. Na tej salce opatrunkowej zmarło wielu ludzi, gdyż wywożono tam pacjentów terminalnych, aby inni nie patrzyli na ich umieranie. I jest coś jeszcze. Przed tym dyżurem, moja żona była 3 dni na zwolnieniu lekarskim (grypa).  W tym czasie na oddziale zmarł starszy człowiek, który był połamany i podupadł trochę psychicznie. Ona jako jedna z nielicznych pocieszała go i starała się rozweselić (nawet z nią żartował). Ale wg niej nie wyglądał on tak, jak osoba, której obecność czuła. Są też wątpliwości; Ona nosi soczewki, które zdjęła przed drzemką a wadę wzroku ma znaczną, była też zmęczona... Ale słuch ma za to jak radar!

Trochę to wydarzenie nam utrudniło życie. Często jest tak, że gdy ja mam noc, ona jest w domu sama i boi się. Nie może zasnąć, śpi przy włączonym telewizorze. Zasypia o 1-2 w nocy nawet jak ma na 7 do pracy. To raczej nie mija - przeciwnie - narasta. Boję się, że wpadnie w nerwicę, albo jakąś psychozę. Stała się też bardziej nerwowa, choć to nie tak wyraźne.

Jeżeli Chcecie Państwo list możecie dowolnie wykorzystać, ale dane personalne i wiadomość proszę zachować tylko do Wiadomości FN

Piotr [dane do wiad. FN]

Pozdrawiam



zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 23
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 23

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

CZY TO BYŁO UFO NAD WARSZAWĄ? Dostajemy wiele e-maili w tej sprawie. Zapraszamy koniecznie do odwiedzenia naszej KAJUTY ZAŁOGI i działu NAUTILUS ON-LINE. Tam piszemy o tej sprawie. Wystarczy się zalogować do systemu i kliknąć napis KAJUTA ZAŁOGI ... do zobaczenia w tajnej części naszego okrętu z banderą N!

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wt, 16 paź 2018 14:31 | Witam serdecznie wszystkich. Ten wpis umieściłem dzisiaj (15 października 2018 - przyp. FN) około południa na czacie. Pracuję w Tarnowie, o godzinie 12,03 nad dzielnicą Zabłocie zauważyłem szybko poruszający się OBIEKT z południa na północ. OBIEKT silnie świecący prawdopodobnie w kształcie kuli . Mniej więcej nad moją pozycją wykonał kilka szybkich skrętów , następnie odleciał w kierunku północno-zachodnim. Mam 53 lata i w swoim życiu widziałem trzykrotnie niezidentyfikowane obikty latające. / ...

Dziennik Pokładowy

Niedziela, 23 września 2018 | Ta historia czasami jest przeze mnie opowiadana podczas spotkań z czytelnikami w różnych miejscach Polski. Ludzie mówią mi wtedy, że słuchając jej czują ciarki na plecach. I mają rację, choć nigdy słowa nie opiszą tego, jak ja się czułem, kiedy usłyszałem ją od jej uczestników.

czytaj dalej

FILM FN

Tajemnicza dziura k. Janówka (Lubelskie) - film pokazuje latarkę spuszczoną na dół otworu. Głębokość dziury to 18 m!

archiwum filmów

Informacje z Hydepark "N"



25 sierpnia :: Dowód na to, że żyjemy w hologramie? Nauka dochodzi do coraz bardziej zaskakujących wniosków na temat natury naszej rzeczywistości. Czy jest możliwe, że świat to hologram?: viewtopic.php?f=33&t=5532
25 sierpnia :: Paradoks bilardowy - podróże w czasie Dyskusja na temat hipotez dotyczących podróży w czasie od trochę innej strony. Możliwe, czy nie? Oto jest pytanie: viewtopic.php?f=53&t=5626
2 listopada :: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - do czego zaprowadzi nas przyszłość? Dyskusja o kierunku rozwoju świata i możliwych scenariuszach. Sztuczna inteligencja, technologie i wynalazki, które zaważą na naszym gatunku: viewtopic.php?f=28&t=4291

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.