Dziś jest:
Czwartek, 29 października 2020

Listopad... boję się tego listopada. Wydarzą się na jesieni bardzo złe rzeczy, to będzie koniec tego świata, jaki znamy i lubimy, tej rzeczywistości spokoju i bezpieczeństwa. Widzę też wojsko na ulicach, dużo wojska. Wojsko... pojawi się wojsko.
Jasnowidz Krzysztof Jackowski, lipiec 2020

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




O WYKORZYSTANIU ENERGII, MISJI PO ŚMIERCI, PIERWSZYM OBE I SPOTKANIACH Z OBCYMI CYWILIZACJAMI
Czw, 17 wrz 2020 07:45 komentarze: 31 czytany: 3137x

Na wstępie mojego e-maila chciałabym bardzo podziękować za mnóstwo pozytywnych komentarzy i masę prywatnych wiadomości, które otrzymałam od załogantów Nautilusa w związku z opublikowanym ostatnio artykułem: ,, Ćma z zaświatów - o sprawach paranormalnych i jasnowidzeniu”. W związku z Waszymi wieloma prośbami oraz powtarzającymi się pytaniami postaram się w skrócie wyjaśnić jeszcze kilka wątków odnoszących.......

czytaj dalej

Na wstępie mojego e-maila chciałabym bardzo podziękować za mnóstwo pozytywnych komentarzy i masę prywatnych wiadomości, które otrzymałam od załogantów Nautilusa w związku z opublikowanym ostatnio artykułem: ,, Ćma z zaświatów - o sprawach paranormalnych i jasnowidzeniu”. W związku z Waszymi wieloma prośbami oraz powtarzającymi się pytaniami postaram się w skrócie wyjaśnić jeszcze kilka wątków odnoszących się do poprzedniego artykułu. Wspomnę również o OBE, moich obserwacjach  i spotkaniach z UFO, a także ujawnię wizję dotyczącą tego, co być MOŻE czeka nas wczesną jesienią bieżącego roku. 

 

Ciekawostka na temat rodzajów energii, krążących w ludziach, spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem czytelników Nautilusa. W ciągu ostatnich 5 lat widziałam jedynie 6 osób wyróżniających się złotą lub niebieską energią emanującą w okolicy serca. Przechodząc się ulicami mojego miasta, niestety, dostrzegam głównie osoby puste w środku. Osoby, w których już emanuje złota albo niebieska energia, wyróżniają się tym, że bije z ich oczu wyjątkowa dobroć, ciepło i mądrość. Zawsze odnoszę wrażenie, że dane osoby już skądś znam. Wyczuwam od nich swego rodzaju więź jakbyśmy się znali od dawna. O dziwo, zdarzenia losowe tak się ze sobą ostatecznie poprzeplatały, że miałam okazję osobiście poznać połowę z nich.

Zdarzało się, że podając takiej osobie dłoń na przywitanie, miałam od razu przed oczami oślepiający rozbłysk jej energii trwający do 2 sekund. Takie osoby, mimo że często są nieświadome swojej energii (ale jak się potem okazywało bardzo interesowały się sprawami paranormalnymi i były w szoku, że to w nich wyczytałam) , twierdzą, że dobrze czują się w moim towarzystwie. Sądzę, że osoby te nie pojawiły się w moim życiu przez przypadek m.in. w taki sposób poznałam mojego narzeczonego (na ok. pół roku przed naszym spotkaniem miałam wizję, że się pewnego dnia zapoznamy w rzeczywistości) z tą różnicą, że w jego przypadku były to wręcz fajerwerki energii.

Czasami na ulicy spotykam zagorzałych wyznawców różnych religii (wg nich jedynych słusznych i prawdziwych), których umysły są zupełnie przez nie omotane. Osoby te bardzo często mnie zaczepiają chcąc, abym przeszła na ich stronę. Gdy taka fanatyczna osoba spojrzy prosto w moje oczy, to jej twarz potrafi się zmienić na ułamki sekund: białka oczu robią się czarne albo czerwone, cera niezdrowo blada lub czarna jak węgiel, a uśmiech przemienia się w ostro zakończone zęby. Całość wygląda dość upiornie.

 

Złotą lub niebieską energię można wykorzystywać na wiele sposobów. Ze złotej energii tworzy się tarcze ochronne, z niebieskiej podobnie, z tą różnicą, że ta druga służy głównie do uzdrawiania (zniwelowanie bólu i wyleczenie konkretnego, chorego miejsca w ciele człowieka oczywiście przebiega wieloetapowo oraz wymaga czasu, siły i niemałej cierpliwości ze strony osoby podejmującej się tego zadania).

Ponad rok temu, gdy mocno dręczyły mnie choroby uznawane przez lekarzy za nieuleczalne, w chwilach skrajnego bólu (nie pomagały żadne środki przeciwbólowe) czasem już totalnie przybita leżąc w łóżku wysyłałam telepatycznie myśl (w postaci jakby iskrzącej się bańki mydlanej) w stronę zaświatów prosząc o jakąkolwiek pomoc w tym marnym stanie. Moje prośby kilka razy zostały wysłuchane. Mijała chwila, a nad sobą zaraz odczuwałam obecność nie ducha, a jakiejś potężnej istoty, która swoją mocą zmniejszała mój ból w chorym miejscu. Odczuwałam przy tym delikatny chłód i matczyną troskę, a moje ciało otulone było chwilowo niebieską energią.

 Złote i niebieskie energie są też niezwykle przydatne np. do tzw. ,,pieczętowania” pomieszczeń.

Daną umiejętność posiada również mój narzeczony. Polega ona na tym, że np. kładąc się do snu w zamkniętej sypialni nakreślam ze złotej energii kontury okien, drzwi oraz ścian. Powstają przy tym obwody zamknięte nieprzepuszczające żadnych nieprzychylnych duchów, dzięki czemu czuję się w pełni bezpiecznie, nic nie może się przedrzeć do mojego umysłu podczas snu (nie śnią się koszmary), ani w nocy nic mnie nie niepokoi chodząc lub stojąc obok mojego łóżka. Czasami podczas rytuału pieczętowania pomieszczenia pojawiają mi się przed oczami ,,migawki” ukazujące wykrzywione we wściekłych grymasach twarze duchów albo innych, dziwnych istot.  

Ze swojego doświadczenia wiem, że można pieczętować nie tylko pomieszczenia, ale i stare lustra, które nierzadko zamieszkują zbłąkane dusze lubiące nas szczególnie po zmroku niepokoić. Pamiętam sytuację, gdy w nocy w wynajmowanym przeze mnie mieszkaniu zaczęły rozbrzmiewać przeraźliwe jęki, niezrozumiałe szepty i stukania jakiegoś ducha. Mój narzeczony z racji późnej pory zapieczętował więc sypialnię i lustro znajdujące się w przedpokoju. Niemałe było moje zdziwienie następnego dnia, gdy spojrzałam w owe lustro (czując od niego mrowienie, ciężar oraz niepokój) i dostrzegłam, że siedzi w nim (niczym zamknięty w pułapce) zszokowany duch dziewczyny o żydowskiej urodzie. Oczywiście wypuściliśmy ją usuwając energetyczną pieczęć i już więcej się u nas nie pojawiła.

Napomknę tylko, że czasami lubię się delikatnie podroczyć ze znajomymi mi kotami i gestem palców posypuję je złotą energią - koty to doskonale widzą oraz czują turlając się radośnie z boku na bok.

 

Kilka razy miałam wizję przedstawiającą moment mojej śmierci i co mnie po niej spotka. Dodam, że nigdy nie obawiałam się śmierci i uznaję ją za przejście ze stanu materialnego w niematerialny. Wizja mojej śmierci za każdym razem wygląda tak samo: będąc już staruszką (wyczuwam wiek 80-81 lat) leżę w łóżku w białym, czystym i pachnącym kwiatami pomieszczeniu z dużym oknem (nie przypomina to typowego, polskiego szpitala, być może jest to jakiś prywatny ośrodek), a przy mnie siedzi mój mąż trzymając mnie za rękę i uśmiechając się do mnie. Nagle odnoszę wrażenie, że nadszedł właśnie ten moment, następuje krótki rozbłysk złotej energii i stopniowo zaczynam coraz bardziej pokonywać barierę ciała fizycznego. Nie odczuwam jakiegokolwiek bólu. Lekka jak piórko zamieniam się w świetlistego, złotego orba i wtedy powala mnie na raz ogrom uczuć w najwyżej skali: miłości, radości i dobroci. Dociera do mnie myśl, że po co przejmowałam się tyloma błahymi sprawami na Ziemi. To dziwne, ale dalej czuję, że posiadam ręce i nogi, lecz te nie są dla mnie już widoczne.

Mój wzrok za to osiąga poziom perfekcji – widzę wszystko idealnie w kącie 360 stopni. W stanie tym wyczuwam doskonale wszystkie zapachy oraz idealnie odczytuję emocje oraz myśli ludzi. Nie skupiam się na swoim materialnym ciele leżącym w dole. Od razu jakaś potężna siła zaczyna mnie stąd wysysać, a wsysa - jak to w wielu opowieściach już się czytało – do tunelu. W mojej wizji ściany wspomnianego tunelu przypominają strukturę bańki mydlanej, zaś jego wnętrze jest nieco ciemne, granatowe. Co chwilę pojawiają się w nim jakieś różnobarwne rozbłyski i latające orby. Lecąc przez tunel nie odczuwam samotności, wręcz przeciwnie – jestem otoczona przez tłum obecności. Następuje kolejny złoty rozbłysk i zjawiam się w szarej przestrzeni, gdzie widzę emanujące białym światłem 3 postacie. Ich kontury nie przypominają ludzkiego ciała – prędzej stożkowate pionki do gry Chińczyk. Wyczuwam od nich niesamowity spokój i boską mądrość. Nie obawiam się ich odnosząc wrażenie, że od dawna wiążą mnie z nimi przyjazne relacje. Przez chwilę jestem przez nie wnikliwie analizowana i nagle jedna z nich zadaje mi za sprawą telepatii pytanie: ,,To kim chciałabyś teraz zostać?”. Bez chwili namysłu stwierdzam telepatycznie: ,,Przewodnikiem duchowym”. I w tym momencie wizja zawsze się urywa.

 Raz miałam ciekawy sen, w którym jako dusza wyleciałam poza granice naszej planety i dostrzegłam, że wokół Ziemi, sąsiadujących planet oraz gdzieś tam w kosmicznej głębi widać całą siatkę wspomnianych wcześniej, przeplatających się ze sobą tuneli. Jedno miejsce w przestrzeni mnie mocno zaintrygowało, gdyż przedstawiało wir (podobny do symbolu kołowrotu), w którym krążyła masa tęczowych energii. Postanowiłam się do niego przybliżyć, ale ten niespodziewanie wciągnął mnie do swojej otchłani i w ułamku sekundy wyrzucił do dziwnego pomieszczenia, którego ściany i podłogi były stworzone z miliardów maleńkich, kolorowych witraży. Każdy z witraży ukazywał inną planetę oraz żyjące na nich obce cywilizacje – mniej lub o wiele bardziej zaawansowane od naszej.

 Stan OBE osiągnęłam kiedyś pierwszy raz zupełnie przez przypadek. Była to dla mnie wyjątkowo męcząca noc w okresie jesiennym. Długo nie mogłam zasnąć, a gdy w końcu mi się udało, to spałam ok. 4 h. Następnie wybudziłam się z jakiegoś koszmaru i tak wierciłam się w łóżku koło godziny, po czym znów zasnęłam, czyli technika OBE: 4+1 została spełniona, jednak nigdy wcześniej o niej nie czytałam (dopiero rok później dowiedziałam się, iż dokładnie taka metoda istnieje). Kiedy powiedzmy ,,zasnęłam”, to momentalnie zobaczyłam, że znajduję się w sypialni i wiszę nad swoim ciałem fizycznym. Nagle jakaś siła pociągnęła mnie w miejscu niewidzialnego pępka i wzleciałam nad dach domu, a później z zawrotną prędkością zaczęłam przelatywać przez lasy, góry i morza. Towarzyszyła temu niesamowita muzyka, jakiej na Ziemi dotąd jeszcze nie słyszałam. Rozbrzmiewały niemal elfickie śpiewy w niezrozumiałych mi językach i dźwięki nieznanych instrumentów. Była to najpiękniejsza muzyka jaką słyszałam, przy czym czułam się szczęśliwa i wolna jak nigdy dotąd. W pewnym momencie nastąpił nieoczekiwany zryw ku górze oraz rozbłysk jasnego światła – jakby przejście przez portal. Znalazłam się w jasnoniebieskiej przestrzeni spowitej mgłą i nagle przede mną pojawiła się wysoka postać bardzo podobna do mężczyzny. Cały błyszczał, iskrzył się jakby wyładowaniami elektrycznymi. Byłam w stanie zobaczyć tylko jego błyszczące, kryształowo-niebieskie oczy i falujące włosy po kolana jakby utkane ze srebra. Telepatycznie przemówił do mnie z dość karcącą nutą: ,,Co Ty tutaj robisz?”. Nie zdążyłam nic powiedzieć, gdyż w tym momencie znów jakaś siła pociągnęła mnie, ale tym razem z powrotem do ciała fizycznego. Tak obudziłam się cała zlana potem i rozemocjonowana wewnątrz jak po przejażdżce na rollercoasterze.

 Jako dziecko miałam dwa lęki: strach przed ciemnością (bo czułam, że duchy mnie obserwują i stale chcą nawiązać ze mną kontakt) i przed UFO. Nie wiem, dlaczego wtedy były dla mnie aż tak przerażające filmy i opowieści związane z przybyszami z kosmosu. Te zawsze wywoływały u mnie ciarki na plecach, a w nocy bałam się spoglądać w niebo. Długo nie mogłam zasnąć w nocy, jeśli wcześniej z rodzicami oglądałam na Discovery dokumenty o obcych cywilizacjach.

 Od najmłodszych lat aż do teraz odczuwam coś bardzo dziwnego, czego nie jestem w stanie racjonalnie wytłumaczyć. Za dnia czy w nocy przebywając na dworze czuję się czasem wnikliwie obserwowana ze strony nieba – to obserwowanie jest punktowe i stanowi je księżyc lub poszczególne gwiazdy, w tym zwłaszcza Pas Oriona. To takie wrażenie jakby przez lornetkę sąsiad z pobliskiego bloku uporczywie się w Was wpatrywał i nic sobie z tego nie robił, że go na tym jakimś cudem przyłapaliście. Kiedy czuję się tak obserwowana i popatrzę w stronę księżyca, to wtedy obserwowanie się jeszcze bardziej nasila. Odczuwam też doskonale bez patrzenia w niebo wszelkie ruchy przebiegające w tej przestrzeni: samoloty, satelity, meteoryty i… statki kosmiczne – to odczucie jest identyczne do poczucia obecności orba przemieszczającego się po pomieszczeniu. Na widok UFO zawsze odczuwam mocne mrowienie trzeciego oka i na tej podstawie potrafię rozróżnić na zdjęciach ukazywanych w Internecie, który obiekt kosmiczny jest prawdziwy, a który jest wytworem grafiki komputerowej.

 Moja pierwsza przygoda z UFO była skrajnie szokującym przeżyciem, które idealnie pamiętam do dziś. Było lato, blisko godz. 19, czyli jeszcze bardzo jasno o tej porze. Mając ok. 12 lat rozmawiałam z przyjaciółką przy stoliku w ogrodzie. Przyjaciółka siedziała naprzeciwko mnie, zaś ja widziałam za jej plecami jeszcze kawałek mojego podwórka, za płotem działkę sąsiada oraz w oddali budynek wysokiej szkoły podstawowej. W pewnej chwili kilka kilometrów nad moją szkołą pojawił się swego rodzaju ognisty obłok, jakby żarzący się portal i wyłonił się z niego ogromny, rozbudowany statek kosmiczny konstrukcyjnie bardzo przypominający ten, który ukazuje ilustracja z uniwersum Warhammera 40k z poniższego linka:

https://wh40k.lexicanum.com/mediawiki/images/d/d1/EmperorBattleshipIllustration.jpg


Był on cały czarny z gdzieniegdzie wyróżniającymi się elementami stalowymi. Posiadał wiele wieżyczek i obracających się elementów, które nawet teraz trudno opisać słowami. Całe zdarzenie trwało może kilka sekund, po czym nastąpił pomarańczowy rozbłysk i statek zniknął w płomieniach. Mimo tak spektakularnych widoków nic nie było słychać. Przeraziłam się nie na żarty i żałowałam, że moja przyjaciółka siedziała wtedy akurat odwrócona plecami do tego wydarzenia. Niby minęło kilka sekund, a spostrzegłam, że na dworze zrobiło się całkiem ciemno, zegarek pokazywał godz. przed 21:00, a przyjaciółka jak gdyby nigdy nic siedziała dalej przede mną i nie wiedziała, dlaczego mam nagle taką przerażoną minę. W mojej głowie się wtedy kotłowało: ,,Jakim cudem z godz. 19 zrobiła się nagle prawie 21?” Miałam poczucie swego rodzaju wyrwy czasowej. Zaraz wszystko opowiedziałam przyjaciółce, ale ta nic nie słyszała ani nie widziała. Moja opowieść ją na tyle zszokowała, że szybko uciekłyśmy do domu. Byłam tym zajściem wstrząśnięta przez dobry miesiąc. Miałam nadzieję, że po takim zdarzeniu w przyszłości już nic więcej podobnego mnie nie spotka, lecz przynajmniej co do tych spraw wiodłam spokojne życie, aż do zeszłego lata...

 

Mieszkałam jeszcze wtedy  w moim rodzinnym miasteczku w poniemieckim domu (o którym szczegółowo napomknęłam w poprzednim artykule). Za 3 tygodnie mieliśmy się wyprowadzić. Z racji bycia nocnym markiem położyłam się do łóżka o godz. 1:00 w nocy, ale zaraz poczułam mocny niepokój. Moi rodzice jeszcze też nie spali. W pewnym momencie usłyszeliśmy bardzo głośny dźwięk przypominający turbiny i na dworze dziwnie pojaśniało w kolorze jasnej zieleni. Wszystko działo się przez kilka minut, psy sąsiadów zaczęły szczekać i wyć. Pomyślałam, że chyba powinnam wstać z łóżka i zobaczyć przez okno, co się dzieje, bo nawet trzecie oko zaczęło mi dziwnie mrowić. Zanim jednak to uczyniłam, to przed moimi oczami ukazała się wizja, co konkretnie wywołało taki zamęt na dworze: nad całym moim miasteczkiem unosił się potężny statek kształtem trochę przypominający Millenium Falcona, ale technologicznie zaawansowany był raczej o tysiące lat do przodu. Tak jak wizja zaraz zniknęła, tak i na dworze znów zrobiło się cicho, ciemno i psy się uspokoiły. Jednak czy to był koniec dziwnych zdarzeń? Ależ nie...

 Kilka dni później sytuacja również się powtórzyła, lecz doszły do tego nowe ,,efekty specjalne”. Ponownie na zegarku wybiła godz. 1 w nocy, pojawił się odgłos turbin (jedynie na moment), ale leżąc w łóżku zaczęłam odczuwać przemieszczanie się jakiś bytów na moim podwórku (i nie były to duchy). Pies sąsiadów zaczął przeraźliwie szczekać, jakby coś go niesamowicie drażniło, i biegał wzdłuż płotu tam i z powrotem. Doszedł do tego nowy dźwięk krążący po całym podwórku: dźwięk sondowania terenu. Nawet moja mama (niewierząca w coś paranormalnego, póki tego nie zobaczy) z drugiego pokoju ze strachem w głosie zapytała mnie, co to za dziwne dźwięki słychać na zewnątrz. Z racji tego, że jakoś wolałam się nie ruszać z łóżka i wychodzenie z ciała aktualnie bardzo dobrze mi wychodziło, postanowiłam się rozejrzeć co dzieje się na dworze. Teleportowałam się na dach mojego domu i zobaczyłam, że po całym podwórku przemieszczają się małe i duże bordowe, czerwone oraz niebieskie okręgi zgodne z dźwiękami sondy. Zaraz swoją uwagę zwróciłam na wściekłego psa sąsiada, który nie szczekał na ludzi, a na mierzące góra 160 cm trzy postacie o wielkich, szarych głowach. Były ubrane w srebrne kombinezony. Widziałam jedynie tyły tych istot, ale gdy je namierzyłam, to momentalnie poczułam jakby mnie coś wbrew mojej woli wrzuciło z powrotem do ciała fizycznego. Następnie wydarzyło się coś, czego w ogóle się nie spodziewałam. Odgłosy sondowania pojawiły się wraz z bordowymi okręgami w moim pokoju. Ja zaś leżałam zwinięta w pozycji embrionalnej i jakaś siła nie pozwalała mi się ani ruszyć, ani nic powiedzieć. Czułam się w dodatku ciężka jak głaz. Trochę wewnętrznie spanikowałam, bo nie wiedziałam czego się spodziewać, ale nagle zasnęłam… W swoim śnie zaś widziałam, że leżę na łóżku w bardzo jasnym pomieszczeniu, są wokół mnie dziwne przyrządy i wyczuwam przy sobie obecność 3 postaci, których jednak normalnie nie widzę. Tej nocy nic mi się więcej nie śniło. Obudziłam się na pozbawiona jakichkolwiek znaków na ciele.

 Sytuacja sondowania mojego miasteczka zdarzyła się później jeszcze 2 razy również po godz. 1 w nocy. Za każdym razem nie mogłam się ruszyć z łóżka i czułam ograniczenie moich ruchów do minimum. Tyle dobrego, że wspomniane sondowanie nie pojawiło się już wewnątrz mojego domu.

 Kilka miesięcy temu po mojej wyprowadzce z tejże miejscowości dowiedziałam się od osoby zamieszkującej moje rodzinne miasteczko, że coś dziwnego się tam wydarzyło. Osoba ta zawsze twardo stąpa po ziemi i nie chciała zostać uznana za obłąkaną, ale opowiedziała mi, że w środku nocy jej domownicy długo nie mogli zasnąć, dzieci były wyjątkowo niespokojne, psy szczekały. Z racji tego, że mieszkają na wzgórzu i mają widok na całą panoramę miasteczka ujrzeli przez okno 3 wielkie, białe kule, które latały nad budynkami i jakby coś badały. Jeden z domowników nagrał całe zdarzenie, co spotkało się z moją wielką radością, bo chciałam osobiście zobaczyć to nagranie i mieć dowód, że coś podejrzanego dzieje się w tej okolicy. Niestety, gdy miałam przerzucić wspomniane nagranie na swój telefon, to pewnego dnia osoba, która sfilmowała całe zajście, po rozmowie z sąsiadką uznała, że są to jedynie świecące, latające drony i usunęła dane nagranie.

 2 lata temu miałam wizję jak będzie wyglądało pierwsze oficjalne spotkanie naszej cywilizacji z przybyszami z kosmosu. Zobaczyłam wówczas wielkie lotnisko, na którym stał już okrągły, otwarty statek kosmiczny (również nieco przypominający Millenium Falcona z Gwiezdnych Wojen). Przed statkiem czekała dwumetrowa postać z wydłużoną głową, o dużych, czarnych oczach, długich, chudych palcach i w lśniącym kombinezonie. Emanowała od niej niesamowita mądrość i spokój. Za nią znajdowało się kilku osobników podobnych do niej z wyglądu, ale o połowę niższych.

Naprzeciwko wysokiej postaci stał przedstawiciel naszej cywilizacji: 40-kilkuletni mężczyzna, lekko siwiejący, w okularach, białej koszuli i granatowym garniturze. Wydawał się maksymalnie skupiony, ale dało się mimo to wyczuć w nim odrobinę niepokoju. Towarzyszyła mu bardzo liczna delegacja również odświętnie ubrana. Całe zdarzenie pojawiało się na wszystkich kanałach telewizyjnych i w internecie. Zakończenie wizji stanowi symbol: nasz reprezentant wyciągnął rękę w geście przywitania w stronę wysokiej postaci, a ta odwzajemniła ten czyn. Nie zakładam, że wizja ta spełni się jeszcze za naszego życia. Zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że wydarzy się to dopiero za kilkaset lat, gdy ludzkość będzie gotowa, diametralnie zmieni swoje podejście do życia oraz zacznie właściwie traktować naszą planetę.

 Od maja tego roku odczuwam, że coś niedobrego wydarzy się na jesień. Poczucie to staje się coraz bardziej intensywne i zaczyna mi o sobie coraz częściej przypominać. Dwa dni temu okazało się na tyle mocne, że męczyło mnie przez dobre 2 h. Moja wizja na październik tego roku nie jest zbyt optymistyczna: najpierw ujrzałam w unoszącym się pyle gąsienice jakiegoś czołgu, a potem jego wieżyczkę z lufą. Z racji tego, że mój narzeczony zna się na militariach, to po mojej opowieści napomknął, że jest to dokładnie czołg M1A1 Abrams w malowaniu zielono-czarno-brązowym. Kolejny wizjowy obraz przedstawiał wiadukty kolejowe i przejeżdżające w intensywnym deszczu oraz szarej mgle pociągi towarowe, które wiozły militarny sprzęt. Następnie moim oczom ukazała się mapa świata, gdzie przez granicę ukraińsko-rosyjską, dalej na południe obejmując po drodze państwa sąsiadujące z Morzem Czerwonym i aż po Turcję oraz część Chin rozlewał się czarny obłok.

Od niedawna ciągle chodziła mi po głowie myśl, że powinnam zrobić na przynajmniej pół roku zapasy leków, kosmetyków, domowej chemii oraz suchej żywności – gdy to uczyniłam, to odczułam swego rodzaju małą ulgę. Uważam, że nasz kraj nie byłby w tej sytuacji zagrożony, jednak konfliktowa sytuacja poza granicami Polski mogłaby się przyczynić do poważnych problemów logistycznych między różnymi państwami. Może nie chodzi tu dosłownie o działania wojenne, a po prostu nastąpi wzmożona koncentracja wojsk na wymienionych obszarach.

Czas pokaże, czy symbole, które ujrzałam w ujawnionych wizjach ostatecznie okażą się trafne. Ludzkość jednak powinna poświęcać swoją uwagę zupełnie innym sprawom, niż niepotrzebne wojny.

 Z serdecznymi pozdrowieniami,

[dane do wiad. FN]


 From: [...]
Sent: Friday, September 4, 2020 11:26 AM
To: Fundacja NAUTILUS <nautilus@nautilus.org.pl>
Subject: Re: Kolejny artykuł od autorki ,,Ćmy z zaświatów"

Dzień dobry,

bardzo dziękuję za informacje. Z mojej strony tylko mała prośba: jeśli dany artykuł zostałby opublikowany, to wówczas bardzo proszę o zamieszczenie nad artykułem dnia i godziny wysłania do Państwa mojego e-maila,
ponieważ wczoraj wieczorem pan Krzysztof Jackowski kreował na youtubie swoją wizję przyszłościową na najbliższe miesiące i kilka jego poczuć pokrywa się z moimi wizjami, które zamieściłam na końcu artykułu.
Nie chciałabym zostać posądzona przez czytelników Nautilusa o kopiowanie wizji pana Jackowskiego.

Serdecznie pozdrawiam,
[...]



zwiń tekst



TE DZIWNE LATAJĄCE KULE WIDZIAŁO 25-30 OSÓB
Sob, 12 wrz 2020 22:33 komentarze: 2 czytany: 1717x

[…] Piszę tego e-maila do Państwa, aby opowiedzieć o bardzo dziwnym fenomenie, który był widziany we wsi […], gdzie mieszkali moi dziadkowie ze strony ojca w województwie suwalskim. Było to na początku lat 60-tych, a stałymi świadkami tego dziwnego zjawiska były trzy rodziny mieszkające w gospodarstwach położonych w pobliżu siebie. W sumie te dziwne kule widziało przynajmniej 25-30 osób, bo trzeba.......

czytaj dalej

[…] Piszę tego e-maila do Państwa, aby opowiedzieć o bardzo dziwnym fenomenie, który był widziany we wsi […], gdzie mieszkali moi dziadkowie ze strony ojca w województwie suwalskim. Było to na początku lat 60-tych, a stałymi świadkami tego dziwnego zjawiska były trzy rodziny mieszkające w gospodarstwach położonych w pobliżu siebie. W sumie te dziwne kule widziało przynajmniej 25-30 osób, bo trzeba liczyć nie tylko te rodziny, ale także milicjantów z miejscowego komisariatu, przypadkowych ludzi, którzy akurat przechodzili obok tego lasu w czasie, kiedy te kule były widoczne.
Według opowieści mojego taty zjawisko zaczęło się w 1961 lub 1962 (ojciec nie jest pewien) pewnego jesiennego dnia po północy. Dom dziadków stał niedaleko lasu (oceniam, że mogło to być 100-150 metrów). Mój nieżyjący już dziś niestety dziadek zauważył dwa jasne punkty, biały i czerwony, które krążyły nad lasem. Zaciekawiło go to i poszedł do swojego przyjaciela sąsiada, który mieszkał kilkadziesiąt metrów dalej i paliło się w jego kuchni światło, więc dziadek wiedział, że nie śpi i zastukał w okno. Razem postanowili sprawdzić, czym są te światła. Kiedy weszli do lasu nad nimi pojawiły się trzy jasne kule przypominające wielkością kule do gry w kręgle, które zawisły nad ich głowami na wysokości kilku metrów. Potem te kule połączyły się w jedną, która zaczęła zmieniać kolory. Wszystko odbywało się w idealnej ciszy, a obaj panowie dosłownie skamieniali z przerażenia. Kula nagle zaczęła się przemieszczać i na ich oczach przelatywała przez drzewa. Jak opowiadał dziadek widać było, jak to dziwactwo swobodnie zanurza się w drzewo częściowo lub całkowicie i po prostu przez nie przelatuje.
Kiedy minął im początkowy paraliż spowodowanym szokiem, że te kule tak się do nich zbliżyły, zaczęli uciekać i dobiegli do domu sąsiada, skąd wyszła jego żona i syn. Wszyscy widzieli dziwne loty tych trzech kul nad lasem, bo to znowu były trzy kule, które tym razem były bardzo jasne i wszystkie białe. W pewnym momencie kule utworzyły szyk i jedna lecąc jedna za drugą znikły za krawędzią lasu.
Ten dziwny spektakl z kulami trwał kilkanaście minut. Kule powracały i wykonywały ten tajemniczy pokaz lotów przez trzy lata zawsze po północy. Nie wiem, czym było to zjawisko. Czy miało związek z fenomenem UFO czy może raczej były to jakieś duchy. Zaręczam jednak, że miało to miejsce, gdyż wierzę ludziom, którzy mi to opowiadali.
Pozdrawiam i proszę o zachowanie moich danych, jak i miejscowości do Waszej wiedzy
[….]



Witam
Chcialem opowiedziec pewna moja historie :-)
Mianowicie jak bylem w wieku szkolnym spedzalem wakacje z moja rodzina u babci na wschodzie Polski. Zawsze z bratem chodzilem na pastwisko po krowy po kolacji jak juz zaczelo sie sciemniac.
Krowy byly oddalone od domu ok 1 km.... Tego wieczoru kiedy dochodzilismy do nich zobaczylismy wielki kulisty obiekt bardzo jasny ktory lecial rownolegle do nas w odleglosci ok 1 km ok 30 m nad ziemia cicho bezgosnie mieniac sie srebrno-biaym swiatem.
Obserwowalismy go moze z 30 sekund i obiekt zniknal za duzym pogorkiem i z drugiej strony juz nie wylecial.....Przestraszeni jak nie wiem zabralismy krowy i pobiegismy do domu opowiadajac zdazenie rodzinie slyszac ze zmyslelismy historie..... Minelo 35 lat okolo od zdarzenia i akurat mialem okazje pracowac teraz z kronikami akaszy z Pania Agnieszka Kozlowska mozna znaezc na youtube.
Na ostatniej sesji sprawdzilismy wlasnie to zdarzenie i to co widzielismy :-)
Mam to nagrane i mysle ze mozna by bylo to tez udostepnic :-)
Tak to co widzieismy to byl statek zwiadowczy obcych ktory przylecial tu na ziemie w okreslonym celu .....zeskanowania danego obszaru i pobrania z ziemi potrzebnych im probek.
A do czego to tez dowiedzieismy sie z kronik.
Jezeli interesująca jest ta historia to prosze o kontakt.
Pozdrawiam
[…]


Poniżej jeszcze materiał z naszego Archiwum Wideo FN, na którym do podobnej manifestacji jasnych kul doszło w Niemczech.




Poniżej zdjęcia z naszego Archiwum Foto wybrane metodą "na chybił trafił" z katalogu "JASNE I NIEPRZEZROCZYSTE BIAŁE KULE" – podczas wykonywania zdjęcia nie było widać żadnego dziwnego dziwnego obiektu.







zwiń tekst



OBSERWACJA UFO SPRZED LAT - OBIEKT WYGLĄDAŁ JAK 'LATAJĄCY KUBEK'
Czw, 10 wrz 2020 04:50 komentarze: brak czytany: 909x

Dzień dobry . Ostatnio kolega opisal mi swoja obserwaccje NOL sprzed lat. To jego slowa:"Przelatywał nade mną obiekt w kształcie jak graniastosłup prosty o podstawie ośmiokąta. Wyglądał jak ośmiokątny kubek na herbatę, miał na jednej ścianie wypustkę jak ucho kubka ale bez dziury na palce (wypełniona). Na spodzie była okrągła wypustka? Klapa? o średnicy niewiele mniejszej niż "kubek". Obracał się .......

czytaj dalej

Dzień dobry . Ostatnio kolega opisal mi swoja obserwaccje NOL sprzed lat. To jego slowa:

"Przelatywał nade mną obiekt w kształcie jak graniastosłup prosty o podstawie ośmiokąta. Wyglądał jak ośmiokątny kubek na herbatę, miał na jednej ścianie wypustkę jak ucho kubka ale bez dziury na palce (wypełniona). Na spodzie była okrągła wypustka? Klapa? o średnicy niewiele mniejszej niż "kubek". Obracał się wokół osi i leciał niezbyt szybko w kierunku zachodnim. Wysokość ciężko było określić o nie wiedziałem jak był duży. Po minucie znikł w oddali. Leciał bez dźwięku. Pogoda była idealna bez chmurek i wiatru. Lato ok. godz. 17-18. ok. roku 1990-1992. Nawet pomyślałem, ze to wojska radzieckie coś wycofują. Ale do dzisiaj nie widziałem u nich takiego pojazdu. Żeby łatwiej było sobie wyobrazić to daję zdjęcie kubka o takim kształcie. Innych obserwacji i spotkań nie będę tu wspominał. Co ciekawe część z nich miała miejsce w tych latach.

Ja znajdowałem się na ogródkach działkowych (w środku mapy - miasto Głogów) a obiekt przemieszczał się nad moja głową w linii wschód - zachód. Był ze mną jeszcze jeden świadek z rodziny (niestety już ten człowiek nie żyje)."

Poproszę tego kolege o opis innych obserwacji dziwnych objektow. Dolaczam zdjęcie kubka podobnego do obiektu oraz sporzadzona przez niego mape.

Ten kolega nie jest laikiem. Ma m.in. duza wiedze o lotnictwie i wojskowości.

Pozdrawiam
Jakub

Relacja trafiła do FN 9 września 2020. Oprócz tego, że znalazła się w archiwum UFO FN, to także pojawiła się w naszym serwisie www.emilcin.com

Poniżej fotografie przesłane przez autora e-maila.





zwiń tekst



SEN O MOBILIZACJI WOJSKA
Wt, 8 wrz 2020 06:27 komentarze: 3 czytany: 2006x

[opis dostaliśmy 7 września 2020] Ahoj Załogo Postanowilem napisać do was bo to mi nie daje spokoju. Mialem sobie odpuścić żeby oszczędzić wam czasu ale jednak musze to napisać. Otóż z czwartku 03.09.2020 na piatek 04.09.2020 mialem sen związany z mobilizacja wojska w Polsce. To troche dziwnie wygladalo bo mialem odczucie że ta mobilizacja służy jakby pokazaniu albo nauczaniu jak wogóle funkcjonuje.......

czytaj dalej

[opis dostaliśmy 7 września 2020] Ahoj Załogo Postanowilem napisać do was bo to mi nie daje spokoju. Mialem sobie odpuścić żeby oszczędzić wam czasu ale jednak musze to napisać. Otóż z czwartku 03.09.2020 na piatek 04.09.2020 mialem sen związany z mobilizacja wojska w Polsce. To troche dziwnie wygladalo bo mialem odczucie że ta mobilizacja służy jakby pokazaniu albo nauczaniu jak wogóle funkcjonuje wojsko. Obraz jaki widziałem w tym śnie był taki że patrzyłem z perspektywy kamery która jest na wysokości pasa i jest skierowana pod kątem około 45 stopni na lewą strone twarzy jednego z żołnierzy stojacego z innymi żołnierzami w szeregu. Najdziwniejsze jest dla mnie to że ten żołnierz na którego był skierowany obraz pełnil taką funkcje jak ,p
,,prezenter telewizyjny,, albo ,,instruktor-komentator,,
W moim odczuciu jego rolą bylo medialne uczenie zasad w wojsku.  I jeszcze jedno w tym śnie było, czy też dało sie odczuć slowo ,,MOBILIZACJA,, ale na pewno nie słowo wojna.  Dziękuję wam za poświęcenie czasu na przeczytanie tego maila.
Bardzo możliwe że tu już mózg nabiera sobie za dużo informacji do głowy i myśle że to własnie stąd takie sny. Ale nie pisał bym tego gdyby to za mna nie chodzilo.
Pozdrawiam całą Załoge i Kapitana w tych cìężkich lecz ciekawych czasach.
Cała Naprzód




Z POCZTY DO FN: [...] Sen o pandemii  z dzis  Bylam w wysokim budynku, na wyzszym pietrze. Okna panoramiczne. Spojrzalam na prawo i zobaczylam rozciagniety na calym widocznym niebie stwor, przypominajacy  komorke raka , ciemno-brunatnoczerwony z czarnymi plamami - otworami, ktory z wielka predkoscia zblizal sie w strone bloku. Zastyglam w bezruchu, pomyslalam tylko Om Sai Ram i poddalam sie temu , co sie dzialo. Ta wielka , groznie wygladajaca plazmatyczna istnosc nasunela sie, przeniknela przez wszystko i .... powrocilam do stanu z przed zdarzenia. Nie wydarzylo sie nic. Kiedys w snach widywalam roznorodne maszyny,poruszajace sie pojazdy ( czarne na tle nieba ) tym razem to cos bylo "zywe". Tak sobie mysle, ze zaczynamy widziec to , co istnieje niezaleznie od nas i przenika do naszej "rzeczywistosci ". A moze to akurat metafora naszych ludzkich strachow, ktore szkodza , jesli sie w nie uwierzy. Pozdrawiam plywajacych w rzece zycia. [...]


Witam
To jeszcze raz moja skromna osoba.
Po przeczytaniu najnowszego Dziennika Pokładowego muszę przyznać, że miałam podobny sen do Pana Jackowskiego. W moim śnie znajdowałam się sama pod ziemią (tego jestem pewna), było to miejsce które mogę określić jako również jaskinia bardzo ciemna. Nagle dostrzegłam chyba trzy czy cztery młode osoby ubrane całe na biało. Były one młode i piękne, kobiety i mężczyźni.
Byli smutni i wyglądali tak jakby na kogoś czekali. Ja byłam bardzo zmieszana, ponieważ czułam, że tam nie pasuję i mogę im przeszkadzać. Sen się skończył a parę dni później był wypadek w kopalni w Polkowicach.
Co dotyczy wydarzeń związanych z Rzymem to bardzo podobnego uczucia doznałam jadąc autokarem do Jerozolimy. Był wczesny poranek i wszyscy jeszcze w nim spali.
Ja się nagle przebudziłam i pomimo skalno-górzystego krajobrazu rozpościerającego się za oknem wiedziałam, że zaraz za wzgórzem zobaczę Jerozolimę. To było uczucie jakbym wracała do domu. Po prostu to był taki pewniak, i nie myliłam się. Za chwilę już Ją zobaczyłam.
A co do mojej wcześniejszej wiadomości o Vajrze to na jej ślad natrafiłam po Waszej pierwszej publikacji filmu o Sardinia. Wiedziałam, że już gdzieś te kształty widziałam i nie umiem wytłumaczyć ale zajeło mi to chwilę aby je znaleźć i powiązać z projektem Kontakt.
Pozdrawiam serdecznie całą załogę FN.
Czuję się u Was jak w domu


Temat: sen z udziałem kosmitów


Długo zastanawiałam się, czy napisać do Was w sprawie mego snu z udziałem kosmitów - przecież brzmi to strasznie śmiesznie, aczkolwiek gdzieś w poście na Fb zamieściłam fragmenty mojego snu. Ale to tylko fragmenty.

Nie pisałabym do Was, gdyby mój sen był banalny i głupi. Jednak on zawiera w sobie duże pokłady mądrości i często wracam do niego w myślach. I do końca życia będę go pamiętać.

Pewnej nocy przyśniła mi się nasza planeta Ziemia. Była ona starsznie zniszczona przez jakiś kataklizm. Wszystko spalone i zniszczone. Bardzo mnie to przeraziło. Upadając na ziemię i wyjąc z rozpaczy poprosiłam o kontakt z Kosmitami. Niech doradzą nam, Ziemianom, co mamy zrobić, by tego uniknąć. Jak mamy ratować naszą planetę. Trochę czasu upłynęło, gdy na czerwonym od katastrofy niebie pokazał się spodek. Kosmici przemówili do mnie, ale używając telepatii - po prostu pojawił się głos w mojej głowie. Był on bardzo wyraźny i pełen zrozumienia. To nie byli szaracy.

Głos kosmity spowodował, że zmienił mi się obraz w głowie. W jednej chwili ujrzałam swoje dawne okolice, jakie były znane mi w dzieciństwie. Jakby cofnięcie w czasie. Spotkałam tam moich towarszyszy dziecięcych zabaw. Głos powiedział, abyśmy wyruszyli "na łąki". Musieliśmy pokonać labirynt uliczek osiedla mieszkaniowego . Po drodze spotkaliśmy bezdomnego psa. Postanowiliśmy zadbać o niego. Nakarmiliśmy go, napoiliśmy go i zabrali ze sobą. Cieszę, że dobrałam odpowiednich ludzi do swojej paczki - tak trzeba :-) Ludzie muszą dbać o zwierzęta, braci młodszych. Kosmicie to się spodobało - to była pierwsza próba. Potem doszliśmy do działek - ludzie uprawiali tam swoje ogródki działkowe. Postanowiliśmy im pomóc. Chodzi o to, że dbając o rośliny, rozumiejąc ich potrzeby i wegetację, dbamy również o siebie i naszą przyszłość. Kosmicie również to się spodobało - to była druga próba. Po ciężkiej pracy mogliśmy się zrelaksować "na łąkach". W pobliżu przepływała rzeczka. Skakaliśmy z radości ciesząc się fauną i florą. Piesek biegał z nami i wesoło szczekał. Łąka była taka zielona i świeża...Woda taka czysta i chłodna. Nagle rzeka przeobraziła się w wielką bezkresną wodę i zaczęło się z niej coś wynurzać. Jakiś potwór...Wszyscy z krzykiem pouciekali, tylko ja skryłam się za jakiś krzaczkiem. Byłam sparaliżowana ze strachu. A głos w głowie mówił mi, że mam zbliżyć się do potwora. To ostatnia próba. Nie wiem jak to się stało, ale za namową kosmity podeszłam do tego wielkiego potwora, wyglądającego na jakiegoś wodnego dinozaura. Byłam pewna, że mnie zje. Jednak wziął mnie on do siebie, niczym wąż boa. Ujrzłam jego wielkie oczy - on przecież też miał swoje jakieś tam uczucia, życie emocjonalne itp. Ujrzałam jego "ludzkość" w tym wielkim cielsku. On też był Nami. Spoglądając w jego oczy i przechodząc przez moje własne Zrozumienie znalazłam się w jakieś wielkiej sali konferncyjnej. Jakieś międzygalaktyczne spotaknie kosmitów wszelkiej maści. Szłam przez rzędy i nie moglam się nadziwić tym różnym formom życia. To przekraczało moje ludzkie pojęcie. Kosmita w głowie powiedział mi że "z każdej formy życia może rozwinąć się inteligentna forma". Jedni byli tak delikatni jak rośliny - przecież my ludzie, zaraz byśmy ich zniszczyli. Widziałam ich spojrzenia....W końcu wybłagałam kosmitę w mojej głowie, aby mi się pokazał na oczy. Była, zdaje się, jakaś ważna postać...Zobaczyłam jakąś humonaidalną postać w kostiumie jakby astronauty, w wielkim hełmie na głowie. Nagle zdjął on ten hełm - moim oczom ukazała się wielka głowa ośmiornicy. W jego oczach była...cała fauna i flora kosmosu. Jakby chciał mi powiedzieć - my jesteśmy roślinami i zwierzętami. Również tej Ziemi. My jesteśmy ich nierozerwalą częścią. Dbajcie o nas - to my - Wasi Kosmici.

[dane do wiad. FN]



zwiń tekst



[...] rano moja dziewczyna zauważyła na moim ciele znak przypominający wypalony celownik.
Śr, 2 wrz 2020 09:03 komentarze: brak czytany: 1706x

2 września 2020 w naszej poczcie znaleźliśmy kolejny e-mail z relacją osoby, która zauważyła u siebie na ciele  znak "koła sterowego". Piszemy o tym fenomenie od wielu lat jako o czołówce zjawisk niewyjaśnionych, które ma potwierdzenie w relacjach bardzo wielu wiarygodnych ludzi. Oprócz tego, że prezentujemy tę historię w naszym dziale XXI PIĘTRO, to oczywiście dołączamy ją do ostatniej publikacji.......

czytaj dalej

2 września 2020 w naszej poczcie znaleźliśmy kolejny e-mail z relacją osoby, która zauważyła u siebie na ciele  znak "koła sterowego". Piszemy o tym fenomenie od wielu lat jako o czołówce zjawisk niewyjaśnionych, które ma potwierdzenie w relacjach bardzo wielu wiarygodnych ludzi. Oprócz tego, że prezentujemy tę historię w naszym dziale XXI PIĘTRO, to oczywiście dołączamy ją do ostatniej publikacji o dziwnych znakach.

https://www.nautilus.org.pl/artykuly,3977,kolejna-osoba-zglosila-pojawienie-sie-na-jej-ciele-tajemniczego.html

/e-mail dostaliśmy 2 września 2020/

[...] Witam,
Piszę w związku z opublikowanym  przez Was niedawno artykułem dotyczącym znaków na ciele. Chciałbym podzielić się z Wami moją historią, która miała miejsce 3 lata temu, wiosną 2017 roku. Wraz z rodziną przebywałem na wsi pod Łodzią. Jednego dnia budząc się rano moja dziewczyna zauważyła na moim ciele znak przypominający wypalony celownik. Znajdował się on z przodu, po lewej stronie, na wysokości ostatnich, dolnych żeber. Popatrzyłem na to znamię i dotknąłem sprawdzając czy jest to być może jakieś poparzenie lub świeży odcisk, którego nabawiłem się podczas snu. Ku mojemu zdziwieniu ten wypalony znak wcale mnie nie bolał. Dziewczyna zażartowała ze mnie, że być może mnie porwali kosmici, ale puściłem ten komentarz wolno.
Muszę podkreślić, że to co jest najbardziej istotne w mojej historii to sposób w jaki moja podświadomość radziła sobie z tym wydarzeniem. Ignorowała je. Niestety nie posiadam zdjęcia tego znaku i jest to bardzo dziwne ponieważ od dziecka interesuję się zjawiskami paranormalnymi, medytacją i różnymi wierzeniami. Mam wrażenie jakby mój mózg chciał siłowo wyprzeć te wspomnienia z głowy. Pamiętam, że tamtego ranka usilnie próbując sobie przypomnieć skąd się wziął ten symbol, pojawiała mi się mglista,senna wizja lub wrażenie. Bardzo jasne pomieszczenie przypominające łazienkę i kontury postaci. Mój syk z bólu na myśl o znaku na ciele. To wszystko co pamiętałem. Nie mam pojęcia na ile był to twór mojej wyobraźni jednak szybko o tym zapomniałem.

Oprócz mojej dziewczyny znamię widzieli jeszcze moi rodzice. Zasugerowali, że być może poparzyłem się suszarką. Sprawdziłem wszystkie suszarki, które znajdowały się w domu i żadna z nich nie miała takiego samego wzoru 'celownika'.
Jakiś czas później natrafiłem przypadkiem na wywiad z ś.p. Stanisławem Barskim, polskim ufologiem. Wypowiadał się na YouTubie o podobnych przypadkach ludzi z takimi symbolami na ciele. Znów uderzyła mnie ta sama myśl: "jak to jest, że będąc wręcz fanem zjawisk paranormalnych nie szukałem w internecie wcześniej podobnych znaków". Napisałem czym prędzej do pana Stanisława i podzieliłem się wtedy z nim moją historią. Dostałem też wtedy od niego informację, że jestem pierwszym męskim przypadkiem jaki zna. Podobno moje znamie występuje głównie u kobiet, a u mężczyzn ten znak wygląda inaczej.
Podsumowując moją historię, to co uważam za bardzo dziwne, że moja świadomość próbuje niepamiętać o tym co się stało. Podobnie, gdy opowiadam o tym zdarzeniu znajomym, nikt nigdy nie pamięta, że już o tym wspominałem. Miałem nawet przypadek, w którym autentycznie rozmawiając z przyjacielem przez telefon połączenie zaczynało się przerywać gdy podejmowałem ten temat. Nie wiem na ile są to moje urojenia lub efekt placebo, ale pewne jest, że znak na moim ciele istniał i wciąż są w stanie to potwierdzić 3 osoby poza mną.
Pozdrawiam,
[...]

P.S. Zapomniałem wspomnieć o moim jednym przemyśleniu. Trzy lata temu kiedy miało miejsce to zdarzenie byłem bardzo zafascynowany medytacją, czakrami i szamanizmem. Przez jakiś czas miałem przeczucie, że to mogło być jakoś ze sobą powiązane.

/poniżej zdjęcie z naszego archiwum/




Poniżej jeszcze ciekawostka z innej półki zjawisk niewyjaśnionych - dziwny dźwięk zarejestrowany w 2018 roku.



zwiń tekst



Pogoń wygrała 1-0 po golu z główki.
Nie, 30 sie 2020 20:33 komentarze: 2 czytany: 1626x

Witam. W dniu dzisiejszym zawoziłem z żoną syna na zabieg do Grodziska mazowieckiego. Wiadomo co się obecnie dzieje z tym koronawirusem. Tylko żona mogła wejść. Ja musiałem pozostać na zewnątrz. Co ciekawe blisko jest stadion i akurat zaczął się mecz rezerw Legii. Poszedłem sobie i tak w trakcie zgadałem się z dwoma kibicami. Jeden wspomniał, że obstawił mecz Piast- Pogoń. Ja do nich, a akurat wczoraj.......

czytaj dalej

Witam.
W dniu dzisiejszym zawoziłem z żoną syna na zabieg do Grodziska mazowieckiego. Wiadomo co się obecnie dzieje z tym koronawirusem. Tylko żona mogła wejść. Ja musiałem pozostać na zewnątrz. Co ciekawe blisko jest stadion i akurat zaczął się mecz rezerw Legii.

Poszedłem sobie i tak w trakcie zgadałem się z dwoma kibicami. Jeden wspomniał, że obstawił mecz Piast- Pogoń. Ja do nich, a akurat wczoraj oglądałem go i Pogoń wygrała 1-0 Po golu z główki. Widzę, że patrzą się dziwnie i zaczynają do mnie, że coś mi się pomyliło. Ja do nich, że na 100% i opisałem, jak padł gol. Oni, że niemożliwe.

Pokazuje mi kupon i tak, jak wół, że dzisiaj o 12.30. Wchodzę w Internet, sprawdzam, jak nic, że właśnie w tym momencie się zaczyna. Nie mogę uwierzyć. Sprawdzam jakie inne mecze , podobny wynik i nic. Goście twierdzą, że coś mi się pomyliło. Futbol to moja pasja, wiem wszystko o piłce. Jestem w lekkim szoku. Jeden sobie żartuję, że mecz ustawiony i wynik wczoraj ustawiony. Po pierwszej połowie opuszczam mecz, żona wyszła już ze szpitala. Wracamy do domu. Włączyłem tv i w tym momencie wpada gol dla Pogoni, tak jak to widziałem wczoraj !!! Jestem w szoku.

Pogoń wygrała 1-0 Z Piastem, tak jak to widziałem. Pewno Ci kibice, jak sprawdzili wynik, to będą również w szoku. Przyszedł sobie na jedną połowę jakiś obcy gość i twierdził, że oglądał mecz, który się jeszcze nie odbył i podał dobry wynik.

Pozdrawiam.

[dane do wiad. FN]

/email dostaliśmy 30 sierpnia 2020/




zwiń tekst



Ćma z zaświatów - o sprawach paranormalnych i jasnowidzeniu
Pt, 28 sie 2020 05:41 komentarze: 20 czytany: 3160x

W dziale XXI PIĘTRO prezentujemy bardzo długi opis od naszej czytelniczki. W tytule e-maila był tekst "Wzmianka o sprawach paranormalnych i jasnowidzeniu". Na pokładzie okrętu Nautilus od wielu lat nie używamy sformułowania "paranormalne", gdyż zawiera w sobie ono fałsz. Nie ma bowiem zjawisk "paranormalnych", a są jedynie normalne, tyle że nie wyjaśnione. Z szacunku za ogrom pracy przy pisaniu tak.......

czytaj dalej

W dziale XXI PIĘTRO prezentujemy bardzo długi opis od naszej czytelniczki. W tytule e-maila był tekst "Wzmianka o sprawach paranormalnych i jasnowidzeniu". Na pokładzie okrętu Nautilus od wielu lat nie używamy sformułowania "paranormalne", gdyż zawiera w sobie ono fałsz. Nie ma bowiem zjawisk "paranormalnych", a są jedynie normalne, tyle że nie wyjaśnione. Z szacunku za ogrom pracy przy pisaniu tak długiego tekstu zachowujemy oryginalny tytuł.  Natomiast "ćma z zaświatów" to nazwa grafiki, którą prezentujemy na końcu.

Wszystkim czytelnikom przysyłającym nam opisy swoich spotkań z nieznanym, które prezentujemy w dziale XXI PIĘTRO pięknie dziękujemy.

 

 

Witam serdecznie,

na wstępie chciałabym nadmienić, że duża część treści poniższego e-maila została także wysłana do pana Krzysztofa Jackowskiego pod koniec maja i czerwca bieżącego roku  ze względu na chęć nawiązania kontaktu z nim w sprawach paranormalnych i podzielenia się swoimi doświadczeniami oraz wskazówkami dotyczącymi dalszego rozwoju zdolności jasnowidzenia. Ze strony pana Jackowskiego jednak nie otrzymałam kontaktu, co podejrzewam jest przyczyną jego braku wolnego czasu spowodowanego pracą zawodową w kwestii ciągłych poszukiwań osób zaginionych. Dodatkowo, pan Jackowski z pewnością otrzymuje ogrom wiadomości od innych swoich słuchaczy na youtubie czy facebooku, a mój e-mail jest dość długi do przeczytania.

Piszę do Państwa, ponieważ doszłam do wniosku, że może w przyszłości chcieliby Państwo wykorzystać jakieś dodatkowe materiały do tworzenia poszczególnych artykułów na stronie Fundacji Nautilus, której także jestem stałą czytelniczką.

Z góry chciałabym napomknąć, że to, co opiszę w kolejnych zdaniach nie jest wymyśloną przeze mnie opowieścią science-fiction, przy czym nie chcę się kreować na jakąś superbohaterkę z komiksów, ani nie cierpię na jakąkolwiek chorobę psychiczną, co być może mogłyby wywnioskować osoby, które nie mają pojęcia o sprawach paranormalnych czy też się nimi w ogóle nie interesują lub je ignorują.                                            

Od najmłodszych lat byłam osobą wrażliwą i dostrzegającą to, czego inni nie widzieli i nie słyszeli. Pamiętam moje pierwsze wspomnienie w obecnym fizycznym ciele, gdy otworzyłam oczy i jako niemowlak leżałam w drewnianym łóżeczku. Byłam dość mocno zdziwiona, że jedyne co potrafiłam, to niezdarne machanie rękami oraz nogami. Jeszcze większy szok przeżyłam, gdy widząc nad sobą pochyloną mamę nie byłam w stanie powiedzieć w jej kierunku żadnego konkretnego słowa czy zdania, a z moich ust wydobywał się jedynie bełkot i mlaskanie. Co dziwne, idealnie rozumiałam co mówiła do mnie,  ale czułam się wtedy, jakby coś wyraźnie blokowało moją mowę, mimo że moje myśli były rozwinięte jak u dorosłej osoby. Czułam się jak zamknięta w klatce w postaci ciała.                                      

Najgorsza w niemowlęcym stanie była dla mnie nuda, a wielogodzinne oglądanie sufitu  lub maskotek nie było interesującym zajęciem. Czas wlókł się niemiłosiernie.  Specjalnie rozkopywałam więc swoje niebieskie kocyki lub krzyczałam (co brzmiało oczywiście jak normalny płacz niemowlaka), by tylko ktoś z rodziców co chwilę do mnie podchodził i towarzyszył w tej niedoli. Z  tego okresu pozostało mi jedno: nienawidzę się nudzić, dlatego ciągle muszę mieć jakieś zajęcie, inaczej moje samopoczucie się pogarsza  i  natychmiast tracę dobry humor.                                                                                                       

 Kiedyś przeczytałam ciekawostkę, że większość dzieci traci całą swoją dotychczasową pamięć po przekroczeniu wieku 5-6 lat, ale u mnie te wspomnienia nie zostały w ogóle wymazane. Pamiętam swoje pierwsze zabawki (ich kształt, zapach i dotyk), jazdę w tzw. głębokim wózku (co śmieszne, mdliły mnie spacery i kręciło mi się w głowie, skoro wciąż widziałam tylko szybko przesuwające się niebo i gałęzie drzew), potem jazdę w typowej spacerówce, jak również pierwsze kroki w chodziku, co było dla mnie męczące i irytujące, skoro moje nogi były niczym z waty i nie potrafiły się zgrabnie poruszać. Kilka lat później będąc już w przedszkolu szokowałam się, że nie potrafię płynnie czytać i pisać.   Denerwowało mnie uczenie się tego wszystkiego od nowa.

Od urodzenia mieszkałam w małym miasteczku w starym domu, który został zbudowany na początku XIX w.

W wieku ok. 7-8 lat za każdym razem leżąc w nocy w łóżku w swoim pokoju czułam  ze strony przedpokoju (mimo zamkniętych drzwi do mojego pokoju, które niestety były  przeszklone, więc mogłam widzieć wszystko co się dzieje po drugiej stronie), że coś mnie obserwowało, jak gdyby czarny słup poruszał się w tych ciemnościach i pojawiało się odczucie swego rodzaju napierania na moją osobę, co było na tyle silne, że miałam problemy z zasypianiem oraz pociłam się ze strachu. Wtedy też zaczęłam słyszeć niezrozumiałe szepty, rozmowy wielu głosów i bolesne jęki dobiegające z różnych kątów sufitu (dodam, że nie mieliśmy nigdy sąsiadów, a w nocy telewizor był zawsze wyłączony, więc dźwięki nie mogły dochodzić  z salonu).

Przełom ujawnienia się u mnie zdolności jasnowidzenia nastąpił w wieku 19 lat, choć i we wcześniejszych latach zdarzało się, że moje mocne przeczucia i wizje się sprawdzały, np. wiedziałam w jakim konkursie plastycznym lub pisarskim powinnam wziąć udział, by zająć pierwsze miejsce, a gdy tego nie widziałam poprzez wizje lub po prostu nie czułam, to moje konkursowe wysiłki się nie opłacały. W kolejnych latach była to dla mnie przydatna umiejętność, ponieważ z góry widziałam przynajmniej 2-3 zadania, jakie miały się pojawić podczas sprawdzianów w liceum  czy podczas sesji na studiach. Wiedziałam także jakie pytania padną podczas obrony mojej pracy licencjackiej. Potrafiłam przewidzieć, że następnego dnia nie będzie wody w kranie lub mój autobus nie przyjedzie. Mój narzeczony czasem się nieco irytuje, bo wiem, gdzie ukrywa przede mną prezenty. Twierdzi, że nie można mi zrobić niespodzianki. Raz powiedziałam mu nawet kiedy i w jakim miejscu mi się oświadczy (na ok. dwa tygodnie przed planowanym przez niego wydarzeniem), co też spotkało się z jego zaskoczeniem i ciężkim westchnieniem. Wielokrotnie miałam wizje jak będą wyglądały moje dzieci w przyszłości, jak sama będę wyglądała na starość (w tym i moi bliscy)  i w jaki sposób umrę oraz co mnie czeka po śmierci.

Każdą wizję odczuwam za każdym razem tak samo - pojawia się jakby lekki, ciepły ucisk  na gałki oczne i tuż przed swoimi oczami widzę nałożony, wyraźny obraz - ewentualnie sylwetki ludzi lub budynki, za którymi widać jedynie białe tło. Wizja zazwyczaj trwa kilka sekund.

Jako początek najdziwniejszych wg mojej opinii przygód uznaję wydarzenie,  gdy wybrałam się ze znajomymi na ognisko w lesie. Ci obchodzili wówczas słowiańskie święto (osobiście nie należę do grona rodzimowierstwa, ani jakiejkolwiek innej religii,    lecz nie jestem ateistką), a byłam jedynie zaciekawionym obserwatorem siedzącym na skale poza ich kręgiem. W pewnym momencie wszyscy musieli się odwrócić plecami do ogniska, by nie patrzeć w stronę tzw. przez nich ,,złego spojrzenia” –  nie wierzyłam wtedy w takie gusła, więc specjalnie patrzyłam w stronę ogniska i ku mojemu skrajnemu zdziwieniu moim oczom ukazała się na moment twarz długowłosego mężczyzny z wąsami i brodą (wyglądała identycznie niczym pogański bóg podziemi i magii zwany Welesem). Ten spojrzał w moją stronę. Sprawa nieprawdopodobna, bo później przez cały tydzień często słyszałam w głowie dźwięki słowiańskich fletów, dzwonków i harf.

Mając 20 lat zaczęłam odczuwać silne mrowienie na czole, które pojawiało się dokładnie  w miejscu tzw. trzeciego oka. Z początku sądziłam, że może to jakieś łaskotanie spowodowane moim uczuleniem na kurz, ale wspomniane mrowienie pojawiało się  za każdym razem, gdy w moim domu zjawiały się nieznośne duchy.

Często siedząc przed komputerem czułam, że coś wysokiego stoi za moimi plecami.  Zdarzało się, że coś chuchało mi zimnem w ucho lub szyję (wszystkie okna w domu były zamknięte, więc nie było możliwości przeciągu). Czasem łapało mnie mocno za łydki niczym lodowata ręka, łaskotało po stopach lub ciągnęło za włosy.

Lubię kolekcjonować wszelkiego rodzaju modele, a w tym okresie posiadałam na regale sporą kolekcję figurek. Często zauważałam, że są one poprzesuwane w lewo lub prawo, a figurki tylko złych bohaterów zawsze były odwrócone idealnie o kąt 90 stopni.

Coraz częściej widziałam jakby półprzezroczyste, latające przez ściany postacie ludzkie  i przebiegające po ścianach cienie. Cienie były zarówno wysokości kilkuletniego dziecka,  jak i dorosłych osób. Niektóre cienie wyglądały jak zwykły cień rzucany przez człowieka,  a inne przypominały jakby czarną wyrwę w przestrzeni mającą postrzępiony kontur.                                   

Raz idąc przez pomieszczenia strychowe zobaczyłam szybko przesuwający się po podłodze okrągły cień. Kilka razy  zlękłam się widząc cień mocno zgarbionego człowieka.  Gdy przygotowywałam się do spania i gasiłam światło w pokoju, to nie mogłam się zrelaksować ani zasnąć, ponieważ czułam, że coś wciąż mi się przygląda i stoi tuż przed moim łóżkiem. Pewnego razu przeraziłam się nie na żarty, gdy w nocy leżąc przy zapalonej lampce i patrząc przed siebie ukazała się przed moimi oczami czarna, kobieca dłoń, która energicznie pomachała do mnie i zniknęła.

Jednak z czasem widzenie cieni i mglistych, duchowych postaci nie było dla mnie aż tak uciążliwe jak słyszenie ich zawodzenia, jęków czy niezrozumiałych bełkotów za dnia  i w nocy. Rzecz działa się jedynie w moim domu i na ogół w moim pokoju.                         Najczęściej pojawiał się kobiecy lament w jednym rogu pomieszczenia, a w drugim rogu raz na jakiś czas zjawiał się męski, niski głos jakby psychicznie znęcał się nad tą kobietą.  

Duch kobiety dziwnie reagował, gdy włączałam w internecie nagrania ludzi ukazujące duchy zjawiające się w ich domach, magazynach, nieczynnych fabrykach, zamkach czy kopalniach. Wtedy wspomniany duch kobiety szybko coś niewyraźnie mówił i wzdychał ze zdziwieniem lub złością. Gdy coś jej się podobało, to stwierdzała charakterystycznie i głośno: ,,Łuuuuuu!”.

Oprócz widzenia cieni, w moim domu dostrzegałam także świetliste orby (dowody na ich pojawianie się mam na niektórych zdjęciach). Orb, którego zobaczyłam pierwszy raz w życiu, miał średnicę ok. 20 cm i lśnił w kolorze złota. Czułam się przez niego obserwowana  i wydawało mi się, że w pewnym sensie łączy się z moim czołem chcąc mi coś przekazać, lecz po chwili zniknął. Od tamtej pory stale widzę orby nie tylko w domach, ale i w ruinach zamków, pałacach, hotelach, na cmentarzach. Są małe lub duże i przybierają różne kolory   w zależności od atmosfery panującej w danym miejscu. Widzę również u ludzi różnobarwne aury otaczające ich ciała.

Kolejne dziwy, jakie mnie spotkały na terenie mojego domu, to kilkukrotne dostrzeżenie  za oknem poszarpanego, kulistego cienia o średnicy 10 cm, który z niesamowitą szybkością gonił różne ptaki. Te zazwyczaj uciekały poza nasze podwórko, a czasem rozbijały się  z nadmierną prędkością o okno mojego pokoju i padały nieprzytomne lub martwe – tak jakby to coś specjalnie chciało im zrobić krzywdę, a przy okazji zakłócić mój spokój. Stworzyłam kilka szybkich szkiców ukazujących dokładnie to, czego byłam świadkiem.

W sypialni rodziców pewnego popołudnia przeleciała obok mnie czarna ćma wielkości dłoni, której głowa była zakończona szpicem, a jej odwłok ciągnął się przypominając szary dym, po czym zniknęła. Coś podobnego widziała moja mama w trakcie remontu łazienki (okna  w pomieszczeniu były zamknięte), gdy opisywana ćma pojawiła się nie wiadomo skąd, wleciała prosto do wymontowanego syfonu prysznica, zaś mama sądząc, że to jakiś zmutowany owad, chciała go wyciągnąć ze starej rury i ku jej zaskoczeniu nic się w niej  nie znajdowało.

Życie z domowymi duchami stało się nie do zniesienia czasie, gdy moi rodzice sprzedawali nasz dom i postanowili przeprowadzić się do innego miasta. Zawodzenie duchów mocno się nasiliło, jakby nie chciały, żebym się stąd wyprowadziła.

Gdy przebywałam w domu sama, to coś wbiegało na górę po schodach, a potem się z nich turlało z ogromnym hukiem. Stukania, drwiące chichoty i kroki po innych pomieszczeniach były na porządku dziennym. Nie miałam w domu żadnego zwierzęcia, a zdarzało się nawet, że słyszałam odgłosy psa przechodzącego wzdłuż  jednego z pomieszczeń. W ciemnym korytarzu w kącie pojawiały się błyszczące, żółte ślepia, które zaraz szybko znikały.

Miałam wizje bytów mieszkających w moim domu. Te śniły mi się również w identycznej postaci. Jeden duch wyglądał jak wysoki mężczyzna chudy niczym kościotrup.   Jego oczy były niemalże blade z ledwo widocznymi źrenicami, minę miał przeważnie wściekłą lub drwiącą, jego skóra przybierała kolory rozkładającej się szarości, żółci i zieleni. Ubrany był w czarny płaszcz (przypominający materiał z lateksu) z głęboko nasuniętym na głowę kapturem, a za każdym razem, gdy się pojawiał, to odczuwałam wokół siebie smród zgnilizny i chorób. Drugą postacią była otyła, blada jak papier kobieta w siwym koku, czarnej sukni w wiktoriańskim stylu i równie pustych oczach jak postać wspomnianego wcześniej mężczyzny – zazwyczaj też miała złowrogą minę. W moich snach czasem przemieniała się  w ciągnący się, czarny obłok, który mnie dusił. Taki sam obłok, wijący się niczym wąż, widziałam w moim domu już po przebudzeniu się. W owym czasie koszmary śniły mi się już codziennie. Za każdym razem te duchy chciały mnie zabić za pomocą sztyletów i zniewolić moją duszę.

Z dnia na dzień stawałam się coraz słabsza i myślałam, że w końcu umrę z braku energii. Czułam jak duchy mnie ze wszystkiego wysysają. Pewnego dnia zaczęłam wyraźnie słyszeć ich słowa w stylu: ,,Zostaniesz tutaj”, ,,Umrzesz tutaj” , ,,Zabij się” lub ,,Kocham cię”. Naciski ze strony duchów były na tyle silne, że serce mi biło jak po maratonie i miałam dreszcze całego ciała.

Raz ukazała mi się wizja przedstawiająca wygięte ostrze arabskiego noża, a po chwili poczułam, że coś mi się wbiło w plecy pod łopatkami i był to przeszywający ból nie do opisania.

Po jakimś czasie postanowiłam zrobić eksperyment. Przed spaniem skupiłam się kreując myśl: ,,Niech ukażą mi się w śnie duchy, które nawiedzają mój dom i nie pozwalają mi żyć  w spokoju”. Tej nocy jak na żądanie przyśniła mi się młoda para biorąca ślub kościelny.  Był to chudy, wysoki mężczyzna o ciemnych, rzadkich włosach, bladej cerze, ubrany  w czarny garnitur i sprawiający wrażenie chorego. Obok niego stała nachmurzona, szczupła blondynka, której kręcone włosy były upięte w niezdarny kok. Sądząc po urodzie, wydawało się, że są pochodzenia niemieckiego. Oboje byli wyjątkowo niezadowoleni z faktu, że się pobierają. Zaraz po nich ukazał mi się obraz przedstawiający mój pokój, ale wyglądający na co najmniej 100 lat wstecz. Dostrzegłam w nim przygarbionego, łysiejącego staruszka  w okularach, białej koszuli i szarych spodniach na szelkach. W kącie pokoju stało brązowe pianino, a obok skrzypce i gitara (nadmienię, że w moim pokoju w innym rogu pokoju też stała gitara akustyczna i zdarzało się, że w nocy jakiś duch pociągał za jedną ze strun).                  

Widać było, że muzyka jest jego największą pasją. Staruszek ten dał mi we śnie  do zrozumienia, że jest tutaj zniewolony przez dwa duchy i nie może przez nie opuścić tego świata. Następnie znalazłam się w małej sali kinowej i owy mężczyzna pokazał mi krótki film ze swojej młodości, który przedstawiał jak był prześladowany i bity przez Hitlerowców do nieprzytomności za to, że jest Żydem. Dodał, że aktualnie także Niemcy nie chcą go stąd wypuścić.

Gdy w końcu się wyprowadziłam z mojej rodzinnej miejscowości, to kilka dni po przeprowadzce znów przyśnił mi się duch owego Żyda-muzyka, który tym razem był jeszcze starszy (wydawało się, że ma ponad 100 lat). Ubrany był w ciemnoszary garnitur, a w ręce trzymał brązową walizkę podróżną. Stwierdził z uśmiechem, że wybiera się w daleką podróż. Ukłonił się i podziękował mi, że za moją sprawą na zawsze jest uwolniony.

Kilka miesięcy temu miałam wizję, że w moim dawnym domu pojawi się kiedyś wielki, czarno-szary wir iskrzących się, przeplatających duchowych postaci i będzie mu przy tym towarzyszyć atmosfera wyjątkowego zła.

Ponad 2 lata temu odkryłam w sobie nową umiejętność. Przykładając ręce do czoła danej osoby lub jedynie swoje czoło do czoła rozmówcy i zamykając oczy potrafię odczytywać różne obrazy z umysłu badanego człowieka. Mogą być to jego tajemnice, ukryte marzenia, wyobrażenia.  Czasem obrazy te są zaskakujące i wydaje mi się, że mogą przedstawiać miejsca, w których było się w poprzednich wcieleniach, np. starożytne świątynie.                   

 Skutkiem ubocznym tego sposobu jest pojawiający się ból głowy u badanej przeze mnie osoby. Przykładając dłoń do drugiego człowieka (albo trzymając dłoń na odległość ok. 2 cm  od jego ciała) potrafię z niego pobierać energię, w wyniku ten czuje się śpiący, a ja zaś odczuwam, jakbym się co najmniej napiła napoju energetycznego. Podobnie czyniłam  na kotach mojego narzeczonego, ale podczas pobierania z nich energii czułam w sobie jakąś dziką siłę (tak, że chciałabym niczym kot wyskoczyć przez okno lub balkon i pobiec do lasu). Niestety, ale ta metoda również wywoływała ból u kotów bez względu na to, w którą część ciała zwierzęcia przyłożyłam rękę. Koty podczas badania o tyle dziwnie się zachowywały, że stawały się nieruchome niczym posągi i dopiero po jakimś czasie ich futerko robiło się najeżone. Niezadowolone głośno dawały do zrozumienia, że mają już dość testów.

Zdarza się, że podczas rozmowy z nieznajomą osobą jestem w stanie uchwycić to, co ta  w danym momencie o mnie myśli. Czasami jestem w stanie odczytać myśli osoby przechodzącej obok mnie na ulicy. Zwłaszcza teraz podczas epidemii koronawirusa czuję       w obcych ludziach jakby chaotyczne drgania - przerażenie, problemy finansowe, kłopoty  z pracą, strapienia rodzinne. Pod koniec marca na początku rozwijającej się epidemii koronawirusa w Polsce wchodząc do marketów czułam się, jakbym była nagle chora i ktoś mnie całą (zwłaszcza na klatce piersiowej) obłożył ciężkimi głazami – na tyle przytłaczający był ogrom ludzkiej paniki, strachu i pesymistycznych myśli.

Wyczuwam u ludzi rodzaje posiadanej energii. Wyróżniam złotą energię (w przypadku ludzi inteligentnych, bardzo rozwiniętych duchowo, opanowanych, jakby mających wiele wcieleń za sobą, być może są to stare dusze) i niebieską energię (wydaje mi się, że są to młodsze dusze, ale na coraz wyższym poziomie rozwoju i wyróżniające się niespotykanymi dotąd umiejętnościami). Złotą energię widzę bezpośrednio we wnętrzu danej osoby w okolicach serca lub tuż nad jej skórą jako falujące, lśniące, złote drobinki przypominające rozsypany brokat na wietrze. Podobnie jest z niebieską energią.

Osobiście widzę u siebie złotą energię. Mój narzeczony zaś posiada niebieską energię (co ciekawe, od zawsze bardzo mu się podobał niebieski kolor), w związku z czym też coraz częściej odkrywa w sobie pewne paranormalne zdolności. Przykładowo jest w stanie na tyle się skupić, że za pomocą dłoni przyłożonej do jakiegoś bolącego mnie miejsca na ciele potrafi ten ból zmniejszyć lub całkowicie usunąć, w wyniku czego ból przechodzi na chwilę na jego rękę, ale radzi sobie z tym energicznie go strzepując. W przypadku mojego narzeczonego zauważyłam, że gdziekolwiek się pojawi, to zawsze uciekają przed nim wszystkie duchy. Może dzieje się tak, ponieważ ten całkowicie się ich nie boi i wytwarza w sobie jakby tarczę przeciwko nim. Kiedyś cieszyłam się na jego wizyty w moim poniemieckim domu, bowiem wtedy złośliwe duchy gdzieś nagle wywiewało, zgniłe powietrze robiło się raptem całkiem świeże, a sama czułam się fizycznie o wiele zdrowsza. Co więcej, narzeczony skupiając się i mając wtedy zamknięte oczy potrafi za pomocą trzeciego oka wyłapywać duchy znajdujące się nawet w dalekiej odległości od nas (to tak jakby w totalnych ciemnościach świecił latarką czołową i szukał za jej sprawą poszczególnych bytów). Widzi je wówczas jako rozmazane kształty. Gdy je namierzy, to potrafi je w pewnym sensie złapać trzecim okiem, a te zaraz się wyrywają jakby je to parzyło i szybko lecą gdzieś do góry. Od czasu do czasu narzeczony przykłada rękę lub głowę do mojego czoła, wymyśla jakiś obraz (oczywiście nie mówi mi, co ten ukazuje), przesyła mi go, a ja potrafię go trafnie odczytać ze szczegółami.

U części ludzi  w ich wnętrzach widzę całkowitą pustkę jakby byli dopiero na początku duchowej drogi i musieli się jeszcze wiele nauczyć. Są jak niezapisane strony księgi.                        

Jestem w stanie także rozróżnić osobę chorą psychicznie. Ta posiada w sobie wielki, szary słup ciężki i mocny niczym odlany z betonu. Z kolei, u złych osób czuję wyłącznie sam ciężar przypominający okrągły, czarny obłok. Zauważyłam też, że u dzieci chorych na Downa energia wygląda niczym krążące srebrno-niebieskie drobinki formujące się w rozgałęzione drzewo, którego energia uchodzi ze szczytu korony.

Nauczyłam się również wychodzić ze swojego ciała - czynię to aktualnie bez większego skupiania się. Oczywiście nie jestem w stanie wyjść z ciała za każdym razem na życzenie,  ponieważ wymaga to dużych pokładów energii i bycia w pełni wypoczętą. Podróżując jakby myślą mogę się znaleźć na wierzchołku wieży kościelnej, w domu mojego narzeczonego lub nawet poza Ziemią na odległych planetach. Kiedy teleportuję się myślą do mojego narzeczonego, ten nagle czuje mój zapach wokół siebie. Przebywanie poza ciałem nie trwa jednak długo – do 10 sekund. Potrafię nie tylko wychodzić z ciała, ale wnikać w nie, szukając w swoich organach miejsc chorobowych. Długo chorowałam na przewlekłe zapalenie zatok,  a wnikając w nie widziałam czarną energię otaczającą ich tkanki. Ponadto, zauważyłam coś ostro zakończonego i wbitego w nie (jak się później okazało, podczas leczenia kanałowego stomatolog przebił się materiałem wypełniającym kanał zęba aż do zatok, stąd rozwinęło się poważne zakażenie).

Od dziecka posiadam bardzo dobrze rozwinięty węch. Za pomocą węchu potrafię przywołać jakby do swojego nosa zapachy potraw, zmarłych osób z mojej rodziny, rzeczy i miejsc, które zwiedzałam. Wyczuwam u ludzi zapachy zwykłych przeziębień, a także tych bardziej poważnych, np. raka (wówczas czuję od osoby słodki zapach, ale z ciężką nutą rozkładającego się ciała). Czasami mogę rozpoznać u danej osoby raka mimo, że ta jeszcze nic nie wie o swojej rozwijającej się chorobie. Dodam, że od osób chorych na schizofrenię wyczuwam odór amoniaku. Za każdym razem, gdy pojawia się obok mnie jakiś duch, to także czuję jego zapach. Mogą być to babcine, różane perfumy, które utrzymują się chwilę  w danym miejscu niczym słup. Czasem są to też niestety odory wódki, piwa i spoconego mężczyzny.

Wyczuwam podobnie zapachy zmarłych zwierząt, np. kotów czy psów.    Nie tylko czuję te zwierzęta, ale i je widzę jako półprzezroczyste postacie przebiegające wzdłuż pokoju. Pamiętam jak kiedyś co noc w sypialni narzeczonego nękał mnie duch kota, który kiedyś gdzieś zaginął i nigdy nie wrócił. Nie wiadomo dokładnie, co się z nim stało.  Był to przesympatyczny kot, który za życia uwielbiał wspinać się na dach domu i tam przesiadywać w kominie. Leżąc w nocy w łóżku nie mogłam zasnąć, bo czułam, że coś małego siedzi w kącie pokoju i chce się przedrzeć do mojej głowy, ale nie może pokonać mojej bariery, którą stworzyłam. I tak na umysły mogliśmy się siłować aż do świtu, w wyniku czego noc miałam za każdym razem nieprzespaną. Zdarzało się, że owy duch kichał identycznie jak kot, słychać było, że liże futerko, chodzi po panelach. Widziałam jak szarpie się z foliowymi woreczkami leżącymi na podłodze – zachowywał się jak normalny kot z tą różnicą, że już nie żył i chyba nie zdawał sobie z tego sprawy. Raz wyczułam jak przeleciał nad naszym łóżkiem, przeniknął poprzez ścianę i wskoczył na dach, gdzie słychać było jego chodzenie po dachówkach. Pewnej nocy jednak miarka się przebrała. Czułam jak znów myślami napiera na mój umysł ( tym razem domagając się mleka) i miałam tego już serdecznie dość. Poprosiłam narzeczonego, by nalał do pustej miseczki mleka                          i położył ją w kącie pokoju. Po chwili wszystko się uspokoiło, a duch kota więcej nie powrócił. 

Zdarza się, że gdy siedzę na kanapie, to czasem pojawi się duch psa (zawsze jest to labrador)   i ten trąca mnie nosem w nogę lub na moment kładzie na niej swój łeb. Czasami mam sny traktujące o tym, że w przyszłości będę posiadała identycznego labradora kochającego mnie całym sercem. Ostatnio nawet mam wizje ukazujące małego, czarno-białego kota, którym być może będę się opiekować w przyszłości.

Mój narzeczony miał kiedyś ukochaną sukę - labradora. Zdechła wiele lat temu i osobiście jej nie poznałam, lecz pewnego razu skupiłam się na jej zdjęciu i posłałam jej myśl, że jej dawny właściciel bardzo za nią tęskni i ucieszyłby się z jej odwiedzin. Minął zaledwie tydzień, a mój narzeczony wspomniał mi, że podczas pracy poczuł wokół siebie zapach sierści mokrego psa i od razu się rozweselił. Jak się okazało, jego dawny pies uwielbiał się kąpać w rzekach.

Moment śmierci u osób z mojej rodziny jest o tyle dziwny, że zawsze go wyczuwam, zanim zostanę o tym poinformowana telefonicznie. Gdy mój dziadek zmarł, to czułam w sobie wirującą, niebieską spiralę napędzaną energią. Coś identycznego odczuwałam w przypadku śmierci mojej babci. Mój dziadek przed śmiercią mówił, że da mi znak, gdy będzie po drugiej stronie. W dniu jego śmierci siedząc w fotelu u siebie w domu słyszałam, jak coś idzie w moją stronę szybkim krokiem (przypominało to odgłos ciężkich butów wojskowych). Kroki zatrzymały się tuż przede mną i czułam, że jestem obserwowana. Zaraz na parterze mojego domu usłyszałam trzask rozbitego szkła, ale po sprawdzeniu nic nie leżało na podłodze.            

Moja babcia pojawiła się kilka dni po śmierci w moim pokoju wypowiadając głośno moje imię. Mocno mnie wtedy przestraszyła, bo nikt z moich zmarłych bliskich jako duch do mnie dotąd jeszcze nie przemawiał. Dzień przed jej śmiercią poczułam jej zapach tuż obok mnie, mimo że stałam zupełnie sama na dworcu autobusowym. Swoich zmarłych dziadków widzę  w snach zawsze tak samo: wyglądają na ok. 30-40 lat, są elegancko ubrani, zdrowi, ich skóra lśni słonecznym blaskiem i są naprawdę szczęśliwi. Gdy w snach pytam ich, co nas czeka  po śmierci, to nagle nie chcą lub nie mogą mówić - jakby im coś na to nie pozwalało.  Mój dziadek tylko raz wspomniał, że jeszcze nie mogę się o tym wszystkim dowiedzieć,  bo zachwiałabym równowagę.

Duchy spotykam w różnych miejscach. Widzę je czasami podczas koncertów, gdzie stoją  za barierkami (ale i nawet tam mnie zaczepiają). Im większe skupiska ludzi, tym więcej przyziemnych duchów, które wysysają naszą energię, dzięki czemu mogą w pewien sposób dalej funkcjonować. A im prostszy do przedarcia umysł, np. osoby, która jest pijana, tym lepiej. Nieprzyjemne w odbiorze są dla mnie szubienice w lasach (np. duch czarownicy skazanej na powieszenie za czary i błagającej mnie, bym przy niej została, męczył mnie na tyle swoją obecnością, że aż mnie mdliło). W obozach koncentracyjnych duchy dotykają mnie po rękach i nogach jakby chciały siłą zatrzymać – wtedy ich dotyk nie jest lodowaty, a parzy niczym przypiekanie żelazem. Ciągle słyszę tam ich jęki i płacz. W jednym z obozów koncentracyjnych wchodząc do pomieszczenia, gdzie zabito wielu więźniów za sprawą gazu. W miejscu tym rzeczywiście miałam problemy z oddychaniem. Zewsząd słyszałam okrzyki bólu i strachu. Później na jednej z szubienic znajdującej się na terenie obozu przez ułamek sekundy widziałam powieszonego żołnierza w zniszczonym płaszczu poplamionym krwią, jakby ta historia nieustannie dalej się odgrywała. Czasami przejeżdżając w pobliżu pól bitewnych, gdzie toczyły się wojny śląskie (np. Lutynia pod Wrocławiem), widzę tam stacjonujące wojska duchów żołnierzy – są to szaro-niebieskie postacie w poszarpanych mundurach, zmęczone, ranne, niektóre bez oczu, rąk, nóg czy z otwartymi klatkami piersiowymi. Część z nich stoi zupełnie nieruchomo i upiornie się we mnie wpatruje.

Nie lubię również mostów samobójców. Przebywając na nich mam ochotę wymiotować  i prawie klęczę tak dobija mnie w tych miejscach ogrom ludzkiego nieszczęścia i negatywnej energii. Oczywiście duchy wisielców zmuszają mnie, bym do nich dołączyła,  ale dla własnego bezpieczeństwa nigdy w takich miejscach nie jestem sama i raczej jestem na tyle silna, że nie poddałabym się ich żądaniom. Na mostach samobójców widzę szare duchy osób, które się powiesiły lub skoczyły w przepaść i tak w powietrzu lewitują oddalone o metr od siebie ze spuszczonymi głowami. We wszystkich miejscach związanych z zabójstwami, samobójstwami i ogólnie  w nawiedzonych budynkach odczuwam mrowienie trzeciego oka i lewej dłoni. Czuję wtedy także męczący ciężar w klatce piersiowej. Przechodząc się po cmentarzach wiem, kto zginął tragicznie (wtedy pojawia się mocne mrowienie czoła, coś  w rodzaju psychicznego bólu ze strony zmarłej osoby, jej przekonanie o niedokończonych sprawach na Ziemi i żal, że w taki sposób umarła lub że stało się to za wcześnie), a kto śmiercią naturalną ze starości (wówczas jest wrażenie spokoju i spełnienia).  Od pewnych starych grobów bije nawet swego rodzaju wrażenie mądrości, pasji –  po sprawdzeniu okazuje się, że jest to grób człowieka, który za życia był np. adwokatem  lub muzykiem.

Od kilku lat odczuwam także coś, co prywatnie nazywam ,,preludium do śmierci”. Czasami, gdy patrzę na kogoś zdjęcie (lub tego widząc kogoś na ulicy), to na widok tej osoby czuję specyficzne, mocne mrowienie trzeciego oka (jakby rój mrówek znajdował się na moim czole). Mija kilka dni, tydzień, miesiąc, pół roku czy rok, a dana osoba umiera śmiercią naturalną lub tragiczną z powodu wypadku czy choroby. Identycznie wyczuwam to   w przypadku zwierząt. Mrowi mi czoło na widok kota, a ten pewnego dnia wychodzi z domu i już więcej nie wraca. Czasami przeglądając w internecie zdjęcia osób zaginionych czoło mrowi mi tak samo na ich widok i po jakimś czasie okazuje się, że nie żyją, gdyż ich ciała zostały znalezione przez policję lub z pomocą pana Jackowskiego. Parokrotnie byłam w stanie na odległość stwierdzić, dlaczego taka osoba zaginęła, w jaki sposób umarła i co przed tym czuła.

Niekiedy dotykając pewnych przedmiotów miewam różne wizje.

Mam dziwne odczucia, gdy do ręki biorę np. oryginalną, starą szablę poszczerbioną od walki. Wtedy przed oczami pojawia mi się wizja do kogo należała i gdzie dana osoba walczyła. Oglądając w muzeach broń z czasów II wojny światowej wyświetla mi się przed oczami kolor czerwony – może jest to związane z tym, że daną bronią wyrządzono innym ludziom wiele złego. Czasami, gdy się zastanawiam, kiedy ma nastąpić jakieś wydarzenie, to wyświetlają mi się przed oczami konkretne kolory, np. zieleń oznacza lipiec, pomarańcz – sierpień.

Napomknę jeszcze, że urządzenia elektroniczne potrafią momentalnie przestać działać lub się zawieszają, gdy jestem w ich pobliżu. Nie zliczę ile razy nagle nie działały komputery,  przy których byłam obsługiwana w różnych bankach. Robiąc w markecie zakupy czasem cały rządek kas samoobsługowych potrafi się zawiesić. Nie lubię płacić kartą płatniczą, ponieważ urządzenie do jej odczytu często wariuje. Czasami kiedy przez przypadek dotknę dłonią kasy w Rossmannie, to ta przestaje działać, a zaskoczone kasjerki muszą ręcznie wpisywać kody zakupionych przeze mnie produktów. Chyba nie mogłabym w przyszłości pracować jako kasjerka… Gdy jestem z jakiegoś powodu zestresowana lub zdenerwowana,  to mój telefon przestaje działać lub nagle pendrive nie odczytuje się po wpięciu do komputera. Nie wspomnę, ile nerwów mnie kosztowały sytuacje, gdy podczas studiów  w trakcie kolokwium tylko mój komputer nagle nie działał. Tomograf komputerowy jak najbardziej też potrafił się zaciąć, gdy mnie badał, a czasami na prześwietleniach RTG ukazywały się wokół mojej czaszki jasne obłoki, w wyniku czego musiałam powtarzać badanie. Ostatnio pracując w sklepie odzieżowym w chwilach mojego dużego stresu zauważam, że terminale płatnicze przestają działać, metkownice się całkowicie zawieszają,  a urządzenia do skanowania kodów poszczególnych ciuchów tracą łączność bluetooth. 

Od kilku lat zbieram minerały. Może to zabrzmi nieprawdopodobnie, ale zauważyłam, że niektóre z nich wydają z siebie delikatne, oryginalne dźwięki. Każdy minerał wyróżnia się innym dźwiękiem np. wszystkie ametysty nie brzęczą tak samo. Lubię odwiedzać giełdy minerałów, podczas których wsłuchuję się w nie jak w małe instrumenty dźwięczące subtelnie. Lubię leżeć wieczorem na łóżku w totalnych ciemnościach i wsłuchiwać się  w muzykę dedykowaną do oczyszczania czakr i medytacji (przy okazji polecam kanał na youtubie o nazwie: ,,Meditative Mind"). Wtedy zamykam oczy i na czole umieszczam np. bryłkę ametystu. Po chwili wpadam w jakby trans, ciało robi się lekkie jak piórko, a każdy inny kamień przykładany wówczas do mojego czoła ukazuje mi różne wizje / obrazy przedstawiające m.in. lewitujące piramidy, skomplikowane przyrządy astronomiczne  oraz starożytne budowle znajdujące się na innych planetach (może w odległych galaktykach). Chwilami widzę również świetliste postacie, pozaziemskie formy życia i symbole (np. w ten sposób odkryłam, że istnieje symbol ,,om", o którym wcześniej nie miałam pojęcia, ale po jego ujrzeniu przeszukiwałam wiele źródeł internetowych i w końcu dowiedziałam się co oznacza).  Dla eksperymentu raz powtórzyłam daną czynność już bez udziału minerałów,  lecz wtedy nie odbywałam tego typu ,,kosmicznych” podróży. Jednak nie wszystkie minerały dobrze mi służą. Istnieje jeden, który wpływa na mnie wyjątkowo niekorzystnie.                          

Mimo wielokrotnego oczyszczania na różne sposoby nie mogę przebywać w pobliżu kwarcu dymnego zwanego morionem, który za każdym wywołuje u mnie nadmierne podwyższenie ciśnienia, jakby ciężkość w klatce piersiowej i ból głowy. Miałam do czynienia z innymi kwarcami dymnymi z zupełnie różnych sklepów i w towarzystwie każdego z nich czułam się zawsze źle. W nocy nie mogłam zasnąć, gdy morion znajdował się na wierzchu nawet  w innym pomieszczeniu i musiałam go chować jak najgłębiej w szufladzie. Do dziś mnie  to zastanawia, dlaczego kwarc dymny wywołuje u mnie na tyle negatywne poczucia, które są niemalże identyczne do tych odczuwanych w miejscach takich jak nawiedzone domy.

Jakiś czas temu zupełnie przez przypadek natknęłam się na film na temat zdolności pana Krzysztofa Jackowskiego pt.: ,,Dokument – jasnowidz”. Szczególną uwagę zwróciłam na rozmowę pana Jackowskiego z  Andrzejem Lepperem. Zawsze patrząc na jego  osobę na zdjęciach mocno mrowi moje trzecie oko i w pewnym sensie czuję, że nie popełnił samobójstwa. Nagle moim oczom ukazała się wizja przedstawiająca, że osobiście znajduję się w gabinecie Andrzeja Leppera i jestem jakby w jego ciele, ale… wiszę już uduszona, a przede mną stoi dwóch mężczyzn o sylwetkach dość umięśnionych (niczym sportowcy), ubranych w czarne, obcisłe kombinezony i kominiarki. Na koniec wizji usłyszałam tylko słowo Andrzeja Leppera: ,,Oszukany”.

Zawsze, gdy podczas audycji na youtubie pan Krzysztof Jackowski tworzy jakąkolwiek wizję, to natychmiast zaczyna mi mrowić trzecie oko, jakby wyczuwało, że ten się skupia na przywoływaniu obrazów przyszłościowych. Czasami dla treningu i także z ciekawości równocześnie skupiam się wraz z nim, by skonfrontować na bieżąco moje odczucia.

Od lutego bieżącego roku mocno mi mrowi na widok Jarosława Kaczyńskiego.  Identycznie się dzieje, gdy tylko usłyszę jego głos w telewizji czy radiu. Rok temu wizjowo zobaczyłam dwa następujące po sobie obrazy. Pierwszy: na stronie Wirtualnej Polski widziałam nagłówek z czarno-białym zdjęciem Jarosława Kaczyńskiego i poniższych mnóstwo informacji na temat jego śmierci. Zaraz pojawił się drugi obraz: opadające kwiaty lipy. Może oznacza to, że umarłby w miesiącu, gdy lipy zaczną opadać?                                         

Kilka miesięcy po tym pojawiła się kolejna wizja ukazująca co być może działoby się po śmierci J. Kaczyńskiego – widziałam sejm i dziejący się w nim totalny chaos.   Politycy się wzajemnie przekrzykiwali, wymachiwali rękami, grozili pięściami, szarpali się  ze sobą. Pojawiła się tam okazjonalnie Krystyna Pawłowicz, która swoją rozwrzeszczaną osobą również tworzyła dodatkowy zamęt. Niedawno usłyszałam pewne stwierdzenie, że gdy odchodzi lider, to rozpada się partia. Może byłoby tak w tym przypadku?

Podczas wakacji zeszłego roku pojawiła się u mnie wizja przedstawiająca kulę ziemską,   a następnie zobaczyłam narysowaną ołówkiem mapę świata i czarny obłok rozlewający się        od Chin aż po całą Europę i Stany Zjednoczone. Podejrzewam, że mogło być to wstępne ostrzeżenie przed koronawirusem. Co do koronawirusa, to widziałam również grupę polityków lub biznesmenów stojących w kręgu. Ubrani byli w eleganckie, szare garnitury,  a wszyscy oprócz jednego (siwego, łysiejącego, w okularach i dość otyłego – wydawało się, że jest ich przywódcą) mieli zamglone twarze. Nie byłam w stanie stwierdzić w jakim języku rozmawiają, ponieważ ich głosy były wyciszone, ale po chwili w mojej głowie pojawiła się informacja, że koronawirus to z góry zaplanowana symulacja choroby mająca ocenić jak społeczeństwa będą się zachowywały w obliczu zagrożenia zdrowia, życia i utraty pracy.

W maju bieżącego roku miałam wizję ukazującą tłumy ludzi głównie w wieku 25-55 lat szarpiących się z powodu jakiegoś poważnego problemu z osobami w ciemnych mundurach. Jedna z osób walczących miała na sobie koszulę w kratę. Moja wizja się potwierdziła   na stronie Wirtualnej Polski: był to protest polskich przedsiębiorców (a wśród nich na zdjęciu zobaczyłam mężczyznę w kraciastej koszuli) zmagających się z policją.

Jedną z bardziej niepokojących wizji miałam w listopadzie zeszłego roku.   Widziałam zrzucane bomby (wydaje mi się, że atomowe) i piaskowe obłoki na mapie ukazującej tereny m.in. Iranu, Iraku i Syrii. Mignął mi również tytuł wiadomości, że USA zaatakowało Izrael. Nie wierzę do końca swoim wizjom, ponieważ wszystko ma wiele zmiennych i historia ostatecznie może się potoczyć zupełnie inaczej.

Jeśli dotrwali Państwo do końca mojego e-maila, to ogromnie się cieszę, że poświęcili Państwo dla mnie swój czas i mieli cierpliwość, by to wszystko przeczytać. Podsumowując już całość dodam, że oczywiście mogą Państwo stwierdzić, że moje opowieści są nieprawdopodobne i jestem szaloną osobą, ale opisałam wszystko zgodnie z prawdą i z tym co odczuwam na co dzień.

Rzecz jasna, w powyższym e-mailu nie opisałam wszystkich dziwnych wydarzeń, których byłam świadkiem. Jeśli byliby Państwo zainteresowani, to w przyszłości mogłabym jeszcze o czymś wspomnieć.

Z serdecznymi pozdrowieniami,

  1. (chciałabym pozostać, póki co, anonimowa)

 

/poniżej grafika dołączona przez autorkę historii do XXI PIĘTRA/


 

I jeszcze korespondencja w sprawie opublikowanej relacji, która przyszła na skrzynkę FN 27 sierpnia.

From: [...]
Sent: Thursday, August 27, 2020 5:04 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Ćma z zaświatów - o sprawach paranormalnych i jasnowidzeniu

 

Witajcie,

To, co powiem, jest tak niesamowite, że postanowiłam do Państwa napisać, nie ukrywam, że mimo tego, iź piszę szczerze, to wydaje mi się to tak głupie, że boję się, że narażę się na ośmieszenie. Proszę o przekazanie autorce artykułu tego, co właśnie wydarzyło się w moim sercu i głowie po przeczytaniu tego fragmentu, jednocześnie prosząc o zachowanie anonimowości.

 Wyczuwam u ludzi rodzaje posiadanej energii. Wyróżniam złotą energię (w przypadku ludzi inteligentnych, bardzo rozwiniętych duchowo, opanowanych, jakby mających wiele wcieleń za sobą, być może są to stare dusze) i niebieską energię (wydaje mi się, że są to młodsze dusze, ale na coraz wyższym poziomie rozwoju i wyróżniające się niespotykanymi dotąd umiejętnościami). Złotą energię widzę bezpośrednio we wnętrzu danej osoby w okolicach serca lub tuż nad jej skórą jako falujące, lśniące, złote drobinki przypominające rozsypany brokat na wietrze. Podobnie jest z niebieską energią. 

 Otóż od dłuższego czasu, aby uspokoić skołatane serce i myśli przed snem, wyobrażam sobie, że kumuluję w swoim sercu energię, którą wystrzeliwuję na zewnątrz mojego ciała.

Otacza mnie, całe moje ciało, falując wokół mnie jak wielka bańka mydlana, tuż przy ciele. Energię tą wizualizowałam sobie zawsze właśnie jako złotą energię, złote drobinki. Taka bańka, która ochroni przez całą noc.

Kilka dni przed snem pomyślałam sobie, że bardzo bym się ucieszyła mogąc przeczytać gdzieś o kimś, kto ma podobne doświadczenia i odczucia.

 A tu, proszę, pojawia się artykuł zawierający opis dokładnie takiego odczucia :)

 --

Pozdrawiam,
[...]



zwiń tekst



I WTEDY W MIESZKANIU POJAWIŁA SIĘ MGŁA
Pon, 24 sie 2020 08:02 komentarze: 4 czytany: 1871x

Z POCZTY DO FN: [...]  Krotko powiem. Nie wierze w boga, ale mialem nastepujace zdarzenie. Umarła moja babcia.Zadzwonila Ciocia zeby mi powiedziec. Gralem na komputerze. Przerwalem gre i zaczalem plakac. Bylem sam w domu.Wowczas w mieszkaniu rozpprzestrzenila sie mgła. Nie myslalem ze to mgla  aż nie weszla moja kobieta z pracy.Myslalem ze przez to ze placze tak widze. Ona wchodzi i do mnie.......

czytaj dalej

Z POCZTY DO FN: [...]  Krotko powiem. Nie wierze w boga, ale mialem nastepujace zdarzenie. Umarła moja babcia.
Zadzwonila Ciocia zeby mi powiedziec. Gralem na komputerze. Przerwalem gre i zaczalem plakac. Bylem sam w domu.
Wowczas w mieszkaniu rozpprzestrzenila sie mgła. Nie myslalem ze to mgla  aż nie weszla moja kobieta z pracy.
Myslalem ze przez to ze placze tak widze. Ona wchodzi i do mnie co tutaj jest tyle dymu???? Spaliles cos??? Wowczas oniemialem. Pytam jej czy tez to widzi. Potwierdzila. Babcia mnie bardzo kochala wiem o tym. O ile w boga nie wierze to w obcych i inne rzeczy tak. Podobnie w zycie po zyciu. A. [...]


From: [...]
Sent: Friday, August 7, 2020 12:25 AM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Jest taka wieś...

Witam,

Proszę wybaczyć formę tego maila ale decyzja o napisaniu zapadła spontanicznie.
 Od lat noszę się z zamiarem napisania w sprawie najstraszniejszej wsi w kraju :) Jest taka wieś, której się boją nawet osoby, które się w niej wychowały. Po zmroku nikt tam nie wychodzi z domu, gdy na zewnatrz jest ciemno praktycznie każdy w domu czuje się obserwowany, jak się patrzy w odsłoniete okno w nocy jest tak dziwne, demoniczne odczucie, że mnie osobiście zrywało na wymioty. Moja mama i jej siostry, ktore wychowały się w tym domu, nie chciałyby spędzić tam nocy, żadna nigdy nie zostałaby tam w nocy sama i nie chodzi tu o sam dom ale to co jest wokół niego. Ludzie w okolicznym lesie widują na własne oczy demona (nie ducha). Ja też go widziałam i był to najbardziej przerażający widok w moim życiu, było to totalne zło, które mnie wiele lat pózniej odwiedzało w snach. Miejscowi starszej daty opowiadali historie zwiazane z dziwnymi, niewytłumaczalnymi zjawiskami. Np kiedy moi dziadkowie byli jeszcze bardzo młodzi w żniwa, w biały dzień wielu ludzi pracujacych w polu widziało toczące się Wzdłuż granic działek (pól) ogniste koło, które niczego nie paliło. Trwało to długo. Ludzie tam mieli swoja teorie na ten temat. Takie historie opowiadali mi moi dziadkowie. Ja i moja rodzina byliśmy swiadkami jak nad lasem w ktorym widywany jest demon wisiało UFO, dokladnie takie samo jak to słynne zdaje sie z Meksyku, gdzie z jednego punktu zrobiło sie na niebie kilka w jednej linii. Mam też wspomnienie z wczesnego dzieciństwa, z tej właśnie wsi ktore by sugerowało, że w nocy cała rodzina została porwana przez UFO.
Jeśli jest to interesujace mogę opowiedzieć więcej. O tej wsi nigdy nikt się publicznie nie wypowiadał. Miejscowi, nigdy by się na to nie zdobyli.

Serdecznie pozdrawiam
[...]


 

Czyżby to przykład słynnego "The Mandella Effect"? ;)

From: [...]
Sent: Sunday, August 23, 2020 10:42 PM
To: nautilus <nautilus@nautilus.org.pl>
Subject: Inne wspomnienia świata z lat dzieciństwa.

Witam
chciał bym opowiedzieć krótką historię z lat dzieciństwa i dopytać czy jestem sam z takimi wspomnieniami czy może ktoś miał podobny obraz świata z lat dzieciństwa.
- Księżyc:
Pamiętam sytuacje, było to lato i mały dzieciak w krótkich spodenkach bawi się w piaskownicy i nagle ktoś powiedział "Jaki piękny księżyc" i nadal pamiętam to zdziwienie i zakłopotanie. Przecież do tej pory księżyc widoczny był tylko w nocy, po zachodzie słońca dopiero następował wschód księżyca z przeciwnej strony. A Tu nagle w środku dnia widzę księżyc... byłem bardzo zdziwiony. co się wydarzyło, że księżyc jest również widoczny w ciągu dnia. Skoro do tej pory widywałem wschód księżyca, który następował dopiero po zachodzie słońca. Księżyc nigdy nie był widoczny w ciągu dnia.

- Alfabet:
Pamiętam sytuację z szkoły, podczas lekcji nagle zostałem uświadomiony, że nie ma litery "m z kreską" Tak jak mamy "n -> ń" , o ->ó", "z ->ź" to również było "m z kreską". Wtedy również okazało się że słowa pisane przez "m z kreską" nie istnieją lub pisze się je jako dwie litery "mi" zamiast jednego "m z kreską" Pamiętam nawet plansze dla dzieci z alfabetem i była tam litera "m z kreską".

Jeśli macie Państwo informacje o podobnych zjawiskach to poproszę o odpowiedz. Na chwilę obecną tłumaczę to sobie jako dziecięcy brak zrozumienia świata.

Pozdrawiam [.]]]

P.s. (teraz mam 41, wiec mojej wspomnienia są z lat 80' tych)



zwiń tekst



PRZELOT CZEGOŚ, CZEGO... NIE BYŁO WIDAĆ, A JEDYNIE SŁYCHAĆ
Czw, 20 sie 2020 06:34 komentarze: 5 czytany: 1601x

Witajcie, Wczoraj, w niedzielę tj. 16.08.2020 byliśmy z żoną nausznymi świadkami czegoś ciekawego. Było to około godziny 12:15, w słoneczny i bezchmurny dzień, w miejscowości Baszkówka.Słyszeliśmy dźwięk, który przypominał przelot samolotu. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że dźwięk był niski (basowy) i bardzo głośny. Na tyle głośny, że zaskoczony wybiegłem przed dom, zobaczyć co tak.......

czytaj dalej

Witajcie, Wczoraj, w niedzielę tj. 16.08.2020 byliśmy z żoną nausznymi świadkami czegoś ciekawego. Było to około godziny 12:15, w słoneczny i bezchmurny dzień, w miejscowości Baszkówka.

Słyszeliśmy dźwięk, który przypominał przelot samolotu. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że dźwięk był niski (basowy) i bardzo głośny. Na tyle głośny, że zaskoczony wybiegłem przed dom, zobaczyć co tak nisko leci i robi tyle hałasu. Głośność porównałbym do tej kiedy samolot startuje i jest już na kilkudziesięciu metrach, lecz nie był to dźwięk tak „ostry” i drażniący uszy.

I tu zdziwiłem się jeszcze bardziej, bo według dźwięku samolot powinien być nade mną lub trochę mnie juz mijać, a jednak było pusto. Dźwięk wybrzmiewał cały czas tak jak przelot samolotu (tyle, że głośniej) i dosyć gwałtownie ucichł, a niebo było cały czas czyściutkie.

Wróciłem do domu i sprawdziłem Flight Radar - nie przelatywał tą trasą żaden samolot (dźwięk sugerował przelot ze wschodu na zachód).

Kilka minut później napisałem SMS do mojego Taty, który był kilka kilometrów dalej (na wschód) cały czas na zewnątrz, ale stwierdził, że nic nie leciało.

Wiem - nie mam nagrań, ani dowodów, ale może ktoś jeszcze zgłosił cos podobnego i głos w sprawie się przyda.

Ten dźwięk nie przypominał raczej tych, które ostatnio było słychać w Lublinie.

Moje dane do wiadomości redakcji.

Pozdrawiam serdecznie,
[dane do wiad. FN]

/poniżej screen z ekranu telefonu przysłany przez czytelnika serwisu/



 


 

Nadrabiamy zaległości z ostatnich trzech tygodni... sporo się tego nazbierało. Poniżej kolejne ciekawe informacje z naszej poczty. Tekst pochodzi z serwisu emilcin.com - czyli naszej witryny, która zajmuje się tematem UFO.


From: [...]
Sent: Thursday, August 13, 2020 10:41 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Czy to UFO

Dzień Dobry
Bardzo nurtują mnie sekundowe ujęcia w filmie udostępnionym na YouTube Andrzej Duda w Krakowie z 21 czerwca 2020.
Dotyczy to 33 minuty i 49 sekundy, gdzie przelatuje być może ptak, ale jak dla mnie wygląda to na UFO. Wielokrotnie to oglądałam, być może gdybym miała inne możliwości techniczne mogłabym bardziej być pewna tego co widziałam. Dodatkowo w 33 minucie i 33 sekundzie uchwycona zostaje postać przesuwającego się w kierunku prezydenta mężczyzny o bardzo dziwnych oczach. Należy bardzo skrupulatnie wyłapać ten ułamek sekundy. Być może w Waszej Bazie będzie możliwość ogarnięcia dziwnych szczegółów tego filmu. Przenikają mnie przeczucia, że nie są to działania tylko ziemskie.

Pozdrawiam całą załogę Fundacji Nautilus
Wasza czytelniczka
[...]
 

/film poniżej/

Witam. Z góry przepraszam za być może tendencyjne pytanie do was, ale nie potrafię zwrócić się do nikogo innego w tej tematyce. Mam na imię Paweł Jabłoński i mieszkam w Sosnowcu. dzisiaj wraz z moją 12 letnią córką robiliśmy grila i między czasie fotografowaliśmy przelatujące samoloty. Dzięki aplikacji flight radar ruch lotniczy można śledzić na żywo. Aparat to SONY DSC-HX350. W naszym polu widzenia pojawił się obiekt w kształcie kuli odbijający promienie słoneczne niczym lustro. Nie potafiłem go sfotografować gdyż na wyświetlaczu aparatu nie było go widać a gołym okiem tak. Moja córka też go widziała i nazwała go '' GWIAZDĄ'' było to dla mnie dość straszne przeżycie i nie potrafię tego wytłumaczyć logicznie. Moje pytanie brzmi tak...czy miieliscie podobne zgłoszenia? Jeśli tak to proszę o odpowiedż.
pozdrawiam.

 

-----Original Message-----
From: [...]
Sent: Friday, August 14, 2020 1:10 AM
To: Fundacja Nautilus <nautilus@nautilus.org.pl>
Subject: Obiekt na nagraniu z Krzysztofem Jackowskim


Wielu internautów zauważyło lecące "coś" podczas transmisji na żywo (https://youtu.be/glUyhTa4qpU), przeprowadzonej przez pana Jackowskiego w dniu 13.08.2020 r. Przesyłam fragment nagrania, na którym widać obiekt. Może w pobliżu były jakieś kamery monitoringu?
Pozdrawiam
[...], Starachowice

/film poniżej/

UFO 2020 - Szybkie - niezidentyfikowane obiekty nad jeziorem Ślesińskim.

From: [...]
Sent: Wednesday, August 12, 2020 6:01 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Najnowsza obserwacja UFO

Dzień dobry

W internecie został zamieszczony bardzo ciekawy film z niezidentyfikowanym obiektem.

Poniżej link do filmu

https://www.youtube.com/watch?v=RJdKZF8O67o

Pozdrawiam

 

From: [...]
Sent: Sunday, August 16, 2020 10:38 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Migający obiekt na niebie

Witam Załogę,
Chciałbym się podzielić obserwacją z ostatniej chwili. Dzisiaj tj 16.08.2020, godzina 18:04 leżąc na leżaku na swoim balkonie i kończąc słuchać lekcji medytacji z aplikacji Waking Up Sam'a Harris'a, spoglądałem na niebo na Wschód i nagle (dzisiaj nad Gdynią o tej godzinie niebo jest czyste, błękitne, totalnie bez chmur) zauważyłem migające światło. Pomyślałem, że samolot właśnie leci, ale co też było nienaturalne, bo nad naszym mieszkaniem samoloty lecą z Zachodu na Wschód w stronę Zatoki Gdańskiej. Ale - nie było dźwięku, obiekt stał w miejscu cały czas i co kilka sekund migał. Najpierw obiekt był widoczny na Wschód, następnie w ułamku sekundy widziałem go na Północny-Wschód. I tam już przez kilka minut błyskał, raz lekkim światłem, raz mocniejszym, co kilka sekund na zmianę. Kiedy jeszcze obiekt był na Wschodzie, zadzwoniłem do dziewczyny, by zeszła szybko na balkon. W trakcie jej drogi na dół obiekt zniknął, odnalazłem go po chwili na Północny-Wschód. Poratowaliśmy się nawet okularami przeciwsłonecznymi, było o wiele lepiej widać migania przez nie. Dziewczyna nie była pewna momentami czy dobrze widzi czy światło dnia już męczy jej wzrok. W tym momencie przypomniałem sobie dokument Dr. Steven'a Greer'a Close Encounters of the Fifth Kind: Contact Has Begun (bardzo polecam, niesamowite materiały są tam przedstawione nt. UFO, kontaktu z cywilizacjami pozaziemskimi itd.), gdzie Jim Martin opowiada o tym jak poprosił obiekt, by wrócił, bo chce dalej doświadczać tego niesamowitego widoku (opowiada tutaj https://www.youtube.com/watch?v=izmTLncwPt8 od 1:09), tak samo poprosiłem w myślach w kierunku do obiektu, 'zaświecił się dla nas jeszcze kilka razy', wtedy oboje przez okulary i bez nich było widać 'odzew' na moją prośbę. Coś pięknego.
Jaka jest szansa, że mogliśmy widzieć coś zupełnie innego? Coś ziemskiego? W biały dzień, bez chmur, zero dźwięków od obiektu i na dodatek miga, gdzie słońce jeszcze mocno oświetla tereny Trójmiasta.


Pozdrawiam

Blik, odbicie światła czy... UFO? Taki film został przysłany na pokład okrętu N.


From: [...]
Sent: Thursday, August 13, 2020 5:01 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Dziwny obiekt.

 

Witam serdecznie . 

Chciałabym zgłosić cikawy obiekt zaobserwowany na  Londyńskim niebie w kwietniu 2020 roku. (załącznik w linkach n/w ) Film nagrała sąsiadka w nocy i wrzuciła to na youtube z nadzieją ,że ktoś wyjaśni co to może być .  Obiekt bardzo dynamicznie przeskakiwał z miejsca na miejsce ,ale udało sie to nagrać ,a w powiększeniu jest jeszcze dziwniejszy . Mam nadzieję ,że Państwa zaiteresuje ten przypadek ,a jeżeli nie .... to bardzo przepraszam za zaśmiecanie skrzynki .

 ps.Postanowiłam wysłać to do Nautilusa ponieważ kiedyś słuchałam audycje Pana Roberta Bernatowicza i wiem ,że interesuje się taką tematyką ,a zjawisko wydaje mi sie bardzo intrygujące . Oczywiście Pani sąsiadka ,która wykonała nagranie ma wiecej zdięć i może więcej powiedzieć na temat. Ja jestem tu z wizytą i dopiero teraz to mi pokazała.

 Z poważaniem

 



zwiń tekst



Opuściłem ciało fizyczne w czasie snu
Śr, 19 sie 2020 05:59 komentarze: 4 czytany: 1661x

[...] Dobry wieczór, Chciałbym podzielić się z Państwem ciekawym przeżyciem związanym z opuszczeniem ciała w czasie snu. Zdarzenie miało miejsce pod koniec stycznia 2019 r. Jak co dzień położyłem się późnym wieczorem do łóżka i zasnąłem. Łóżko stało w rogu pomieszczenia, a śpiąc głowę miałem skierowaną w stronę narożnika pokoju. Spałem od strony ściany, a żona od strony środka pokoju. Zatem od strony.......

czytaj dalej

[...] Dobry wieczór, Chciałbym podzielić się z Państwem ciekawym przeżyciem związanym z opuszczeniem ciała w czasie snu. Zdarzenie miało miejsce pod koniec stycznia 2019 r.

Jak co dzień położyłem się późnym wieczorem do łóżka i zasnąłem. Łóżko stało w rogu pomieszczenia, a śpiąc głowę miałem skierowaną w stronę narożnika pokoju. Spałem od strony ściany, a żona od strony środka pokoju. Zatem od strony poduszek łóżko było otoczone dwoma ścianami tworzącymi narożnik. Natomiast od strony nóg wzdłuż boku łóżka stał stół, a za nim biurko z komputerem. Zatem abym mógł wyjść i wejść do łóżka to musiałbym przejść nad śpiącą żoną. Dla lepszego zobrazowania zdarzenia w załączeniu przesyłam mapkę sytuacyjną pokoju.

W pewnym momencie nagle "ocknąłem" się w środku nocy. W ułamku sekundy zorientowałem się, że stoję w pokoju przy biurku. W każdym bądź razie wzrok miałem na wysokości odpowiadającej postawie stojącej. Może się to wydać dziwne ale w tamtym momencie wcale się nie zastanawiałem skąd się nagle wziąłem przy biurku i dlaczego nie pamiętam abym wstawał z łóżka. Po prostu nagle pojawiła się świadomość, stałem i patrzyłem na przeciwległą ścianę do łóżka, przy której była komoda z telewizorem. Na mapce zaznaczyłem pole widzenia niebieskimi liniami. Było ciemno ale blask świateł spod bloku oświetlał pomieszczenie na tyle, że w miarę dobrze było widać wnętrze pokoju (nie mamy zasłon w oknach, a jedynie firanki).




Stan w którym byłem można opisać w ten sposób, że miałem świadomość i widziałem pokój. Wiedziałem gdzie jestem i widziałem rzeczywisty obraz pokoju (wszystko było zgodne z prawdziwym wyglądem pomieszczenia). Tkwiłem jednak w bezruchu i rejestrowałem to co widzę, ale bez jakiejś refleksji. Nie towarzyszył temu proces myślenia w tym kontekście, że w myślach się nad czymś zastanawiam, bądź coś rozważam lub analizuję.

Po prostu przyjmowałem do wiadomości to co widzę i to wszystko. Nie wiedziałem, że w tym momencie moje ciało leży na łóżku i śpi, a ja przebywam obok biurka tylko umysłem (duszą). Pamiętam, że w ogóle nie mrugałem oczami, ale nie wydawało mi się to wtedy dziwne. Tak się teraz zastanawiam, że być może osoby, które w niespodziewany lub nagły sposób stracą życie to po śmierci ich dusze mogą w podobny sposób odbierać otoczenie? W sumie to ciekawe czy taka dusza łatwo może się wyrwać z takiego stanu "zawieszenia", gdy nie ma ku temu żadnego bodźca.

Być może taki stan może trwać w nieskończoność co tłumaczyłoby tzw. błąkanie się dusz po Ziemi. Jest to trochę niepokojące zjawisko, gdy się choćby chwilowo doświadczyło takiego "zawieszenia". Natomiast mój stan trwał około 5-6 sekund i zakończył się wraz z moim fizycznym obudzeniem. I tu dochodzimy do najciekawszego momentu bo zachowałem pełną świadomość w momencie powrotu umysłu do ciała. Krótko mówiąc, widziałem to. Cały czas rejestrowałem obraz (miałem "otwarte" oczy). W pewnym momencie widząc obraz zaznaczony na mapce niebieskimi liniami nastąpił przeskok. Moment powrotu do ciała nastąpił w ułamku sekundy, można powiedzieć z prędkością myśli.

Po prostu nagle "w oczach" przeskoczył mi obraz i dotychczasowe pole widzenia zmieniło się w ten sposób, że poprzedni obraz został zastąpiony nowym obrazem pokoju, który obserwowałem już z narożnika pokoju z pozycji pół leżącej na łóżku. Nowe pole widzenia również obejmowało przeciwległą ścianę względem łóżka, przy której stała komoda z telewizorem. Nowe pole widzenia jest zaznaczone na mapce czerwonymi liniami. Dlatego piszę, że pozycja była pół leżąca, gdyż w momencie powrotu umysłu do ciała, moje ciało dźwigało się już na rękach do pozycji prawie siedzącej i miałem fizycznie otwarte oczy.

Dzięki temu, że nie było akurat w tym momencie żadnego mrugania oczami, płynnie zarejestrowałem przeskok umysłu do ciała. Można to porównać do sytuacji, gdy w pomieszczeniu na dwóch jego końcach są kamery, które przesyłają obraz na ekran monitora. Obserwator ekranu przełącza sobie obraz z poszczególnych kamer i widzi pomieszczenia z dwóch perspektyw. Tak właśnie ja widziałem obraz mojego pokoju w tracie powrotu do ciała. W moich oczach przełączyły się obrazy z dwóch różnych punktów obserwacyjnych. Moim zdaniem uzyskałem świadomość na chwilę przed obudzeniem się ciała, a sam powrót do niego nastąpił już po obudzeniu w trakcie podnoszenia się ciała do pozycji siedzącej. Wygląda to tak jakby powrót był w tym przypadku spóźniony i stąd anomalia z widzeniem przeskoku "na własne oczy". Zapewne umysł przebywał poza ciałem znacznie dłużej zanim uzyskałem świadomość. Być może tak się dzieje co noc u wszystkich lub większości ludzi, ale tego nie pamiętamy. Na marginesie zaznaczę, że nie pamiętam aby tamtej nocy coś mi się śniło.

W momencie powrotu do ciała wspierałem się już na rękach i byłem prawie w pozycji siedzącej na łóżku. Dopiero w tym momencie zdałem sobie sprawę, że coś jest nie tak i że nastąpiła "teleportacja". Od razu obudziłem żonę i powiedziałem jej o zajściu, ale co wcale nie dziwi powiedziała zaspana, żebym jej głowy nie zawracał bo chce spać. Na następny dzień rano pamiętała, że obudziłem ją w środku nocy i mówiłem o "teleportacji" umysłu. W zasadzie od razu po całym zajściu już wiedziałem, że wyszedłem z ciała i to co widziałem to był powrót. Dzięki temu, że umysł spóźnił się z powrotem do ciała, to było ono już wybudzone i miałem otwarte fizycznie oczy. Zatem w momencie powrotu nadal widziałem nieprzerwanie obraz co pozwoliło mi zarejestrować przeskok obrazu pokoju widzianego z dwóch perspektyw. Trwało to w ułamku sekundy. Niesamowite przeżycie, które stanowi dodatkowy dowód, że umysł (dusza) jest nieśmiertelny i może żyć poza ciałem.

Jedyne czego trochę żałuję, to że będąc poza ciałem nie spojrzałem w stronę łóżka. Ciekawie byłoby zobaczyć samego siebie śpiącego. Ale może wówczas bym się przeraził i nie byłoby możliwości "zobaczyć' powrotu do ciała. Zatem w sumie może dobrze się stało, że nie widziałem siebie śpiącego.

Z dodatkowych spostrzeżeń z całego zajścia mogę jednoznacznie stwierdzić, że będąc poza ciałem nie czułem abym miał ciało, ale i nie czułem abym go nie miał. Ta kwestia jakby w ogóle nie istniała w tamtym momencie. Po prostu patrzyłem na pokój i nic więcej nie odczuwałem do momentu powrotu do ciała. Nie zauważyłem również abym inaczej postrzegał otoczenie lub miał lepszy wzrok będąc poza ciałem niż będąc w ciele (może dlatego, że była noc). Jedyne co mnie trochę zaniepokoiło to bierna forma bytowania poza ciałem ograniczona do świadomości miejsca pobytu i rejestrowania obrazu otoczenia. Ciekaw jestem ile czasu by trwał ten stan, gdyby nie było bodźca w postaci przebudzenia ciała fizycznego. Być może zmarli w nagłych okolicznościach mogą bardzo długo trwać w takim zawieszeniu bo nie zdają sobie sprawy co się stało, a nie ma żadnego bodźca, który by to przerwał. Trochę to straszne.

Całe zdarzenie oceniam na wielki plus i zaznaczam, że nigdy nie doświadczyłem wyjścia z ciała (a przynajmniej nie pamiętam aby coś takiego miało miejsce), ani nic nie robiłem w tym kierunku.

Dane do wiadomości FN.

Pozdrawiam,
[...]

/opis dostaliśmy 19 sierpnia 2020/

Poniżej plan sytuacyjny pokoju, który został dołączony przez autora relacji.



I jeszcze grafika z naszego archiwum pokazująca opuszczanie ciała we śnie.




zwiń tekst



Motyl 'Paź Królowej' i start dziwnego trójkąta
Nie, 16 sie 2020 10:37 komentarze: brak czytany: 1658x

[...] Wydarzylo sie to ponad 20 lat temu, ale doskonale je pamietam. Byl styczen , poranek pelen slonecznego blasku i polyskujacego za oknami sniegu. Weszlam do kuchni i .... zobaczylam okazalego Pazia Krolowej. Latal swobodnie jakby byl na lace. W pewnym momencie, spiralnym lotem podazyl ku podlodze. I wtedy wydarzylo sie TO, czego nie potrafilam ja, ani inni mi wyjasnic. Z tego miejsca, gdzie motyl.......

czytaj dalej

[...] Wydarzylo sie to ponad 20 lat temu, ale doskonale je pamietam. Byl styczen , poranek pelen slonecznego blasku i polyskujacego za oknami sniegu. Weszlam do kuchni i .... zobaczylam okazalego Pazia Krolowej. Latal swobodnie jakby byl na lace. W pewnym momencie, spiralnym lotem podazyl ku podlodze. I wtedy wydarzylo sie TO, czego nie potrafilam ja, ani inni mi wyjasnic. Z tego miejsca, gdzie motyl wyladowal, wzlecial ku gorze "obiekt " o ksztalcie trojkata rownobocznego, wielkosci -ok. podstawa trojkata 30 cm, os centarlna 40cm, ktorego sylwetke wyznaczaly kolorowe, ulozone w pasma "koraliki - lampki".

Pojedyncze koraliki nie byly ze soba niczym widocznym zwiazane, a jednak stanowily calosc. Obiekt slizgal sie prawie pod sufitem kuchni, ja odczulam ogromny przyplyw czystej radosci, wdziecznosci, milosci. Na pewno nie byl to tzw. powidok, chociaz mialam wrazenie , ze obraz plynacego w powietrzu obiektu jest ze mna powiazany. Obiekt zniknal, a i motyla nie odnalazlam. Wrazenie niezwyklosci pozostalo do dzis. Dodam , ze byl ze mna moj obecny maz, ktory slyszal i widzial moja radosc, motyla widzial, ale trojkata nie. Byl i jest wyznawca Sri Satia Sai Baby. Ja czuje i mysle totalnie o Bogu, ze jest wszedzie i wszystkim. Pozdrawiam serdecznie wszystkich TU spotykajacych sie.

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Zdarzenie z dnia 21-12-1909 /powiat cieszyński/
Sob, 8 sie 2020 09:44 komentarze: brak czytany: 2831x

[...] Witam, Szukając "czegoś" trafiłem na relację a która została opisana w tygodniku "Gwiazdka Cieszyńska" - był to "tygodnik wydawany w Cieszynie w latach 1851‒1939". Niewykluczone, że już ją posiadacie w swoim archiwum. Ale jest o tyle ciekawa, że można ją przeczytać bezpośrednio z tego oryginalnego tygodnika z 1909 roku (konkretnie z cyfrowego skanu tamtego wydania).  -Z Wielkich Kończyc.......

czytaj dalej

[...] Witam, Szukając "czegoś" trafiłem na relację a która została opisana w tygodniku "Gwiazdka Cieszyńska" - był to "tygodnik wydawany w Cieszynie w latach 1851‒1939". Niewykluczone, że już ją posiadacie w swoim archiwum. Ale jest o tyle ciekawa, że można ją przeczytać bezpośrednio z tego oryginalnego tygodnika z 1909 roku (konkretnie z cyfrowego skanu tamtego wydania). 

-Z Wielkich Kończyc.   We wtorek, d. 21 b.m. rano, parę minut po 5. godz. widziało kilka ludzi naszej wsi na północnem niebie mniej więcej nad dworcem Prucheńskim dziwne zjawisko. Jakiś dziwnie rażące światło oświeciło całą okolicę. Pewnemu widzowi zdało się, jakby chata jego w ogniu stanęła, niektórzy, jak słychać, wypadli z izb na pole, by zobaczyć, skąd taka jasność, bo się rozwidniło jak w biały w dzień w południe. Kobieta, idąca właśnie w kierunku zjawiska, patrząca, więc na całe widowisko, oświadcza, iż zdrętwiała jak słup, nie mogąc się ruszyć z miejsca przez chwilę. Powiada, iż się niby niebo otworzyło a spora "kupa" światła po ognistym pasie spuściła się na dół ku ziemi. Trwoga ją wzięła, czy się coś na miejscu od tego ognia spadającego nie zapaliło. Światło to miało być dziwnej "śmiertelnej" bladości. Z początku niejedni, słysząc o tym wypadku, przypuszczali, czy może jakiś balon, lecący w powietrzu, się nie spalił. Wszelako wobec braku dalszych wieści o podobnym nieszczęściu w naszych stronach, trzeba przypuścić, iż jakiś meteor spadł lub może próżny tylko próbny balon uległ zniszczeniu.

 Wycinek z tego pisma wraz z ta historią:



Dzień dobry.
Podczas dzisiejszej prasówki rzucił mi się w oczy ten artykuł:

https://pomorska.pl/nawiedzony-dom-w-koczale-przerazeni-lokatorzy-uciekli-zaczelo-sie-od-przeniesienia-starej-szafy-nie-pomogl-nawet-ksiadz-tutaj/ar/c9-15100760?utm_campaign=przerazeni-lokatorzy-uciekli-z-domu-pod-koczala-nie-pomogl-nawet-ksiadz-tutaj-straszy&utm_medium=gazeta-pomorska&utm_source=facebook

Może to Państwa zainteresuje. Zdarzenia, które przydarzyły się tej rodzinie musiały być na tyle niecodzienne, że opisała je lokalna gazeta.

Życzę miłego dnia.

[...]



zwiń tekst



Sai Baba, motyl i dziwne zdarzenia
Pt, 7 sie 2020 07:54 komentarze: 1 czytany: 2037x

Witam serdecznie, Chciałabym opisać sytuację, która miała miejsce ok. rok temu i chyba ma związek z Panem […] oraz Sai Babą, lub była naprawdę ciekawym zbiegiem okoliczności. Pewnego sierpniowego wieczoru 2019 wleciał do mojej kuchni motyl. Nie był to jednak zwykły motyl, miał ok 10-11 cm szerokości, był brązowy i miał na dolnych skrzydełkach jaskrawo-pomarańczowe plamki, ponadto był dość mięsisty.......

czytaj dalej

Witam serdecznie, Chciałabym opisać sytuację, która miała miejsce ok. rok temu i chyba ma związek z Panem […] oraz Sai Babą, lub była naprawdę ciekawym zbiegiem okoliczności. Pewnego sierpniowego wieczoru 2019 wleciał do mojej kuchni motyl. Nie był to jednak zwykły motyl, miał ok 10-11 cm szerokości, był brązowy i miał na dolnych skrzydełkach jaskrawo-pomarańczowe plamki, ponadto był dość mięsisty i włochaty jak na motyla. Nigdy wcześniej takiego nie widziałam. Tak czy inaczej chciałam żeby wyleciał z powrotem przez okno ale zaczął we mnie wlatywać i w sumie się go na tyle przestraszyłam, że uciekłam do swojego pokoju. Że było już dość późno położyłam się spać.

Rano wstałam, otworzyłam drzwi a motyl już na mnie czekał – tuż przy moich drzwiach (i to jeszcze na wysokości moich oczu). Po ciężkich przejściach w końcu udało mi się go przekonać żeby jednak wyleciał przez to okno.

 

Co ciekawe tej nocy miałam sen z Panem[…] . Było nas w sumie kilka osób i graliśmy w koszykówkę na jakimś niedużym podwórkowym boisku. Pojawiła się tam również kobieta, miała jasną sukienkę i z tego co pamiętam długie włosy (jasny brąz/ciemny blond)...

Ogólnie bardzo lubię Pańswta stronę, a że akurat wtedy już dość długo na nią nie zaglądałam, to jak tylko wróciłam z pracy to ją sobie postanowiłam otworzyć. I tu odrazu ukazał mi się artykuł pana Kapitana związany ze ŚP. M. Rymuszko i 'tajemniczym listem dotyczącym Sai Baby'. Dosyć szybko powiązałam mojego nocnego motyla z postacią Sai Baby gdyż, moim zdaniem, podobieństwo było bezdyskusyjne.

 Opowiedziałam o tym zdarzeniu mojej współlokartorce, która, żeby było jeszcze więcej zbiegów okoliczności, była z Indii i nawet wyjaśniła mi co nieco w tematyce Sai Baby. Stwierdziała też że powinnam napisać o tym zdarzeniu do Nautilusa. Niestety jakoś nie było za bardzo czasu, a z drugiej strony ja też w sumie nie wiedziałam co powinnam napisać (tym bardziej że zdecydowanie nie mam lekkiego pióra i dlatego tez historia jest 'lekko' okrojona). Nie bardzo też rozumiałam czemu ja miałabym się nagle znaleźć pomiędzy Sai Babą i panem […] Myślałam jeszcze że może to mieć jakiś związek z tym co mi się śniło w związku z tą kobietą, ale biorąc pod uwagę, że kapitan okrętu Nautilus jest wręcz otoczony jasnowidzami o fenomenalnych zdolnościach, to czemu akurat ja (nie mająca umiejetności paranormalnych) miałabym mieć dla niego jakieś przesłanie (?).

Ostatecznie stwierdziałam że skoro też mieszkam na Woli to może motyl jedynie u mnie zbłądził w drodze do Pana […]  :) i tak odsunęłam pisanie listu na później... Niemniej jednak minął rok a ta historia nadal chodzi mi po głowie, więc usiadłam i napisałam ten list. Jeśli coś z tego miałoby mieć jakiś większy sens to myślę że tylko pan [….] może wiedzieć o co chodzi.

Serdecznie pozdarwiam

[…]

 

Pięknie dziękujemy za wiadomość i opis historii, która dołącza do naszego bogatego zbioru historii z motylami. Wspomniane przez Panią wydarzenie związane ze śmiercią Marka Rymuszko jest tutaj:

 NIEZWYKŁY ZNAK W DNIU ŚMIERCI MARKA RYMUSZKO

 https://www.nautilus.org.pl/artykuly,3784.html

Sai Baba kontaktuje się z ludźmi także poprzez motyle – to rzecz, o której także pisaliśmy w serwisie. Odkryli to uczniowie jego poprzedniego wcielenia, czyli Sai Baby ze Shirdi.


 Od czasu wielu różnych dziwnych zdarzeń z motylami pojawienie się tego niezwykłego stworzenia zawsze sprawia, że pojawia się myśl… czy to na pewno jest przypadek? ;) Pozdrawiamy z Bazy FN.

 




From: [...]
Sent: Thursday, August 6, 2020 10:36 PM
To: nautilus
Subject: Niezwykła zbieżność

Witam całą załogę :)
Tego maila kieruję bezpośrednio do Pana Roberta, bo tytułowa zbieżności dotyczy jego osoby.
Przed chwilą przeczytałam artykuł napisany przez Pana rok temu, na temat Ś.P. Pana Marka Rymuszko i listu ze zdjęciami, które Pan obejrzał 25.07.2019r. Zawsze po wizycie na Waszej stronie, wchodzę na stronę NŚ. Pierwszy artykuł z brzegu (o Majach) a tam co? Screeny w załączniku :) Fakt, że Pan Marek był sercem NŚ, zwielokrotnia niesamowitość tej zbieżności :) Czyżby jego śmierć była zaplanowana przez Wyższą Świadomość, aby mógł zapoczątkować ten okres? To, co nam wszystkim przekazał później przez pana Jackowskiego to chyba właśnie
początek "(...)proces wybudzania ludzkości z mentalnego uśpienia(...)".

Pozdrawiam serdecznie,
[dane do wiad. FN] :)
P.S. Po napisaniu maila weszłam w google i wpisałam "Marek Rymuszko", na początku jak zawsze wpis skrótowy z Wikipedii. Co się rzuca w oczy? Brak daty i miejsca śmierci, co zazwyczaj się pokazuje pod datą i miejscem urodzenia. Oczywiście po wejściu na Wiki ta data jest już podana. Zupełnie, jakby ciągle żył wśród nas... A może to już moja nadinterpretacja ;)

/poniżej screeny przysłane przez autorkę e-maila/






zwiń tekst



Zobaczyłem to co Wy nazywacie obiektem UFO [...]
Pon, 3 sie 2020 08:32 komentarze: brak czytany: 1758x

Szanowny Nautilusie,Chciałbym podzielić się swoją historią, która wydarzyła się ok. 10 lat temu podczas mojego wieloletniego pobytu w Irlandii. Historia ta ciągle nie daje mi spokoju. Nie pamiętam niestety dokładnej daty tego wydarzenia, ponieważ przez wiele lat wypierałem "to" ze swojej pamięci. Wręcz ignorowałem, bo mój życiowy racjonalizm nie pozwalał mi dopuszczać myśli o istnieniu "czegoś" pozaziemskiego.......

czytaj dalej

Szanowny Nautilusie,

Chciałbym podzielić się swoją historią, która wydarzyła się ok. 10 lat temu podczas mojego wieloletniego pobytu w Irlandii. Historia ta ciągle nie daje mi spokoju. Nie pamiętam niestety dokładnej daty tego wydarzenia, ponieważ przez wiele lat wypierałem "to" ze swojej pamięci. Wręcz ignorowałem, bo mój życiowy racjonalizm nie pozwalał mi dopuszczać myśli o istnieniu "czegoś" pozaziemskiego... Pracowałem dla największej korporacji taxi w Dublinie przez ponad 6 lat. Wybrałem pracę na nocnej zmianie. I właśnie podczas jednej z nocnych zmian w pracy, zobaczyłem to co Wy nazywacie obiektem UFO. Południowe dzielnice Dublina, okolice Sandyford.

Wracałem po skończonym kursie do miasta. Pamiętam, że stałem na skrzyżowaniu ze światłami. Nikogo na tym skrzyżowaniu nie było?! Wszystko trwało max 5 sekund. Było piękne bezchmurne niebo. Świetlisty bezszelestny obiekt nadleciał z mojej lewej strony, był dosyć nisko. Może 100 m. Tak to mniej więcej oceniam. Był na tyle nisko, że spokojnie można było określić jego kulisty/okrągły kształt. Najwięcej było koloru jaskrawo pomarańczowego. Kiedy sięgnąłem po telefon było już za późno. Obiekt zniknął.
Pozdrawiam Serdecznie

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Przelot UFO… wszystko trwało 4-5 sekund!
Śr, 29 lip 2020 14:10 komentarze: brak czytany: 1679x

Witam FN, Chciałam Wam opisać wydarzenie, które miało miejsce w 2018 roku, a jego uczestnikiem był mój Tato i od niego znam tę relację, a także od wujka czyli jego brata. Było to na początku maja 2018 roku, kiedy obaj panowie wybrali się na ryby. Mieszkamy w małej miejscowości pod Olsztynem […] tuż nad rzeką […], ale proszę to zachować do waszej wiadomości. Z opisu było to tak – była godzina 6.10, .......

czytaj dalej

Witam FN, Chciałam Wam opisać wydarzenie, które miało miejsce w 2018 roku, a jego uczestnikiem był mój Tato i od niego znam tę relację, a także od wujka czyli jego brata. Było to na początku maja 2018 roku, kiedy obaj panowie wybrali się na ryby. Mieszkamy w małej miejscowości pod Olsztynem […] tuż nad rzeką […], ale proszę to zachować do waszej wiadomości. Z opisu było to tak – była godzina 6.10, kiedy na łódce postanowili sobie zrobić śniadanie, bo taki mieli pomysł od samego początku. Wyjęli kanapki, odkręcili termos, a dwie wędki wystawały z łódki, jak to klasycznie na rybach. W pewnym momencie usłyszeli dźwięk przypominający bardzo niski elektroniczny świst czy coś w tym rodzaju. Przez sekundę myśleli, że może ktoś uruchomił generator z okolicznych mieszkańców, ale potem zobaczyli nisko lecący obiekt UFO jak opowiadali najwyżej 10-12 metrów na ziemią. Jego średnica wynosiła 5-6 metrów i przypominał skorupę żółwia. Przeleciał z prędkością taką jak samochód jadący autostradą, czyli ok. 90-100 km na godzinę. Wszystko trwało 4-5 sekund. Nie mieli szans chwycić aparaty telefoniczne, choć zaraz mój ojciec zadzwonił do mamy i jej wszystko opowiedział. Obiekt UFO miał metaliczny kolor i wydawało się, jakby był wypolerowany. Jak obiekt zniknął za horyzontem dźwięk także ustał. Namawiałam Tatę, żeby do Was zadzwonił, ale on powiedział, że nie chce rozgłosu, więc ja postanowiłam to opisać. UFO jest prawdą macie rację, mój ojciec ani jego brat nie opowiadali by zmyślonej historii.

Dziwny jest ten świat, że nikt o tych rzeczach nie mówi w mediach, ale naprawdę nie jesteśmy sami.

Dziękuję i pozdrawiam

[dane do wiad. FN]

 

27 lipca 2020, gmina Brenna Ok. godz. 10:10

 Moja żona zauważyła bardzo jasny obiekt na niebie - przez to samo okno co 23 lipca (a tą historię wysłałem wczoraj do Was). Ale to nie było to samo co widziała tego 23 lipca. Więc 27 lipca. po godzinie 10, moja żona spostrzegła jak coś się szybko (i wysoko) przemieszcza ponad drzewami. Trwało to gdzieś, jak sama powiedziała "6 sekund".

Wzrok skupiła na tym jasnym punkcie i sama ruszyła w kierunku okna - cały czas patrzyła jak się on przemieszcza ale kiedy była już przy oknie to obiekt znikł i straciła go z oczu. Nie było żadnych chmur. Powiedziała, że wydawało jej się, że obiekt "odbijał światło słoneczne". Pomyślała, że może to mogła być Międznarodowa Stacja Kosmiczna odbijająca światło słoneczne ale o tej godzinie nie było możliwości by tutaj przelatywała (wg. danych zaczerpniętych z heavens-above.com)

Spytałem ją o szacunkową wielkość tego obiektu - a jako, że nasze okna dachowe np. są ubrudzone od strony zewnętrznej to za punkt odniesienia odnieśliśmy się do kropki na szybie - ta kropka na szybie jest nieco większa od główki szpilki.  Moja żona powiedziała, że ten obiekt był 3 razy większy jak ta kropka. Mimo wszystko sprawdziłem jeszcze na n2yo.com trasy przelotów satelit (z 10 sztuk wybranych na chybił trafił) z systemu Iridium (są to satelity telekomunikacyjne) - żadna z nich nie leciała ponad naszymi głowami - no ale nie sprawdzałem wszystkich satelit. W każdym razie, ALBO to była satelita telekomunikacyjna odbijająca światło słoneczne, ALBO... niezidentyfikowany obiekt latający.

Moja żona powiedziała, że w tym samym czasie leciał jeszcze z innej strony jakiś samolot. Pzdr.

[dane do wiad. FN]



zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 5 50 75
Strona 2 / 75

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Przepowiednia jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego: Dojdzie do rękoczynów, do dotkliwego pobicia policjantów. To będzie prowokacja.- Pamiętajcie, że jeżeli w najbliższych godzinach, lub dniach rząd wprowadzi jakiś stan, oznacza to, że konsekwencje tego będą bardzo duże, daleko idące i od tego momentu zaczyna się coś bardzo poważnego nie tylko w Polsce, ale też na świecie. Coś, gdzie o czasie przed marcem, jaki przezywaliśmy, będzie tęsknić będziemy opowiadać sobie nawzajem, czym była wolność...

UFO24

więcej na: emilcin.com

Nie, 25 paź 2020 08:45 | [...] Dzisiaj nad Warszawską Wolą zauważyliśmy dziwne światło dość duże nieruchome i wyglądające  na zawieszone pod chmurami. Pojawiło się na południowym , poludniowo-wschodnim niebie. Chciałabym się dowiedzieć czy jest to zjawisko naturalne czy jakiś sztuczny obiekt. Wysyłam w załączniku zdjęcia. Pozdrawiam serdecznie.Z Poważaniem[dane do wiad. FN]

Dziennik Pokładowy

Czwartek, 15 października 2020 | Koronawirus kryje w sobie wiele tajemnic i ukrytych przed nawet najlepszymi laboratoriami na świecie niespodzianek, które właśnie wywracają znany nam świat do góry nogami. Proces wielkiej przemiany zaczął się śmiesznie, wręcz zabawnie – ot, jakiś śmieszny wirus z Chin, co to zabija tylko starców, a resztę traktuje „bezobjawowo”. Ale to nie jest takie proste.

czytaj dalej

FILM FN

FENOMEN LATAJĄCYCH KUL - film z archiwum wideo FN

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.