Dziś jest:
Czwartek, 18 sierpnia 2022

Niech żywi nie tracą nadziei.
Juliusz Słowacki

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




LŚNIĄCA NITKA
Nie, 16 sty 2022 09:12 komentarze: 8 czytany: 2559x

Dobry wieczór,  Piszę do Was ponownie, opisując tym razem nie sen, a (czego jestem pewny) prawdziwe zdarzenie, które mimo iż wszystkim może nie wydawać się niczym wielkim, na mnie odcisnęło takie piętno, że dopiero teraz zdecydowałem się Wam je opisać, choć miało on miejsce już ponad 2 lata temu. Dlaczego? Dlatego, że wiem na 100%, że to co widziałem po przebudzeniu, nie było snem i właśnie z.......

czytaj dalej

Dobry wieczór,  Piszę do Was ponownie, opisując tym razem nie sen, a (czego jestem pewny) prawdziwe zdarzenie, które mimo iż wszystkim może nie wydawać się niczym wielkim, na mnie odcisnęło takie piętno, że dopiero teraz zdecydowałem się Wam je opisać, choć miało on miejsce już ponad 2 lata temu.

Dlaczego? Dlatego, że wiem na 100%, że to co widziałem po przebudzeniu, nie było snem i właśnie z tym nie mogę sobie poradzić.

Była to zwykła noc, nie pamiętam dokładnie dnia tygodnia, ale było to w jego środku mniej więcej. Wieczorem, zanim położyłem się do łóżka nie działo się nic niezwykłego. Przed snem czytałem książkę, nie pamiętam jaką, ale wiem, że nie było to nic związanego ze zjawiskami niewyjaśnionymi, gdyż analizowałem wielokrotnie, w najbliższych dniach po zdarzeniu, co mogło je wywołać i czy mogłem pobudzić swoją wyobraznię/podświadomość do tego stopnia żeby wytworzyła to co przeżyłem, ale nic takiego nie znalazłem. Wspomnę też, że nie piłem tego dnia alkoholu, ani tym bardziej nie zażywałem żadnym narkotyków, bo tego po prostu nie robię.

Więc jak już wspomniałem, położyłem się zwyczajnie do łóżka ok północy, po odłożeniu książki na stolik nocny. Zaśnięcie nie zajęło mi długo, bo z tym też na ogół nie mam problemów, więc jeżeli już takie coś się zdarza, zostaje mi w pamięci na jakiś czas.
W pewnym momencie, we śnie, poczułem potworny niepokój i mocny ból/ucisk w klatce piersiowej. W zasadzie było to uczucie jakby ciśnienie wypełniało płuca i miało mi tę klatkę rozsadzić. W tym samym czasie, w głowie pojawił mi się głos mówiący: 'Musisz się podnieść'.

Z racji tego, że jak wspomniałem, czułem potworny niepokój, zawahałem się przez ok sekundę lub dwie (tak mi się wydawało w tym pół śnie), po czym jak wystrzelony z procy, wyprostowałem cały tułów pod kątem 90 stopni w stosunku do nóg, które spoczywały na łóżku, wziąłem głęboki i głośny wdech i zamarłem.

Z końca karnisza do narożnika łóżka (po prawej stronie łóżka), schodziła lśniąca 'nitka', mieniąca się jak bańka mydlana, a na jej szczycie, czyli tuż przy karniszu, znajdowało się coś na kształt szyszki chmielu, ale nie miało to płatków jak chmiel, a raczej 'bąble' niczym owoc jeżyny lecz dużo od jeżyny większe i mieniło się niesamowicie, znów, podobnie do bańki mydlanej, jednak dużo wyrazniej. Kolory były niesamowite! Gapiłem się na to przez ok 3 sekundy, po czym zorientowałem się, co się dzieje i postanowiłem zakmknąć oczy, bo byłem przekonany, że nadal śnię. Kiedy je po chwili otworzyłem, to zjawisko nadal tam było, dokładnie w takiej samej pozycji jak przed zamknięciem oczu.

Znów wpatrywałem się w to kilka sekund, aż do momentu kiedy poczułem gęsią skórkę i strach w sobie.
Zdałem sobie wtedy sprawę, że wcale nie śpię i to właśnie ten fakt wywołał we mnie ów strach. W ułamku sekundy, nadal wpatrując się w to coś, pomyślałem, że odwrócę głowę w lewo, w stronę otwartych drzwi do korytarza żeby zobaczyć czy nie jest to odbicie od czegoś dochodzącego stamtąd, ale jedyne co zobaczyłem to ciemność korytarza (nie mam tam okien).
Kiedy ponownie, bardzo przestraszony, zwróciłem się znów ku oknu, zjawiska już nie było.
Puszczał mnie też ucisk w klatce piersiowej i powoli zanikał ten irracjonalny lęk, który czułem od momentu tuż przed wybudzeniem.

Dochodzenie do siebie, nadal w pozycji siedzącej pod kątem 90 stopni, trwało może z 30 sekund, po czym się położyłem. W głowie miałem duży mętlik, nie wiedziałem co mam zrobić, co myśleć, co to było? Spojrzałem na żonę, która spała obok jak gdyby nigdy nic i poczułem w sobie irracjonalną złość na nią, że ja jestem w takim stanie jakim jestem, a ona sobie smacznie śpi obok! Wiem, że to śmieszne, ale tak właśnie poczułem.
Leżałem tak jeszcze przez ok 10-15 minut i zasnąłem.

Rano, tuż po przebudzeniu, pamiętałem to zdarzenie doskonale, więc pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było spisanie każdego szczegółu.

W ciągu dnia nie potrafiłem się w ogóle skupić, cały czas myślałem tylko o tym. Zacząłem rozważać każdą możliwość. Przypominałem sobie co robiłem dzień wcześniej, co oglądałem, co czytałem, o czym rozmawiałem z ludzmi w ciągu dnia. Nie przypomniałem sobie niczego co mogłoby mieć związek, odbić się w mojej podświadomości w taki sposób, aby w nocy 'wyświetlić' mi to co widziałem.
Przypominając sobie w kółko nocne zdarzenie, znalazłem jeden element, który był naprawdę dziwny. Jak już wspomniałem, obok mnie spała moja żona, która w czasie trwania tego zdarzenia, nie poruszyła się ani nie wydała z siebie żadnego dzwięku.
Dlaczego zwróciłem na to uwagę i uznałem za dziwne? Otóż ma ona niesamowicie płytki sen i potrafi budzić się kiedy zmieniam pozycję podczas snu, odchrząknę  cicho, nie mówiąc już o wyjściu do toalety, a tutaj nawet nie drgnęła.
Zapytałem ją więc czy nie przebudziła się w nocy przypadkiem, na co odpowiedziała, że nie, a co ciekawe, wyjątkowo dobrze jej się tej nocy spało.

Cała ta sytuacja mocno siedzi we mnie do dzisiaj, bo jestem przekonany, że to co widziałem było realne. Jestem pewny, że ból w klatce i irracjonalny strach mnie wybudziły i pamiętam niemal 'fizycznie', to dynamiczne podniesienie się do pozycji siedzącej. Pamiętam dokładnie jak zamknąłem oczy, bo myślałem, że to przywidzenie i pamiętam tę myśl aby spojrzeć w stronę korytarza, po którym wszystko zniknęło, w końcu, pamiętam tę 'szyszko-jeżynę' i 'nitkę', mieniące się niesamowitymi kolorami!

Śledząc przez wiele lat zarówno Wasz, jak i inne serwisy o tej tematyce, nigdy nie natknąłem się na podobną relację, pomimo sporego wysiłku włożonego w poszukiwania… Bardzo chciałbym się dowiedzieć co to było i czy ktoś jeszcze przeżył coś podobnego. Świadomość tego, że ktoś przeżył coś podobnego, zdjęłaby mi trochę ciężaru z głowy i serca.

P.S Załączam zdjęcie miejsca zdarzenia wraz z opisem.

Dziękuję i pozdrawiam.
(dane do wiadomości redakcji).


I jeszcze coś z najnowszych produkcji Gryzonka - naszego załoganta.

Steve Jobs - niezwykła wizja tuż przed śmiercią



zwiń tekst



Moje 'odkrycie' w sprawie reinkarnacji
Śr, 12 sty 2022 21:43 komentarze: 7 czytany: 3308x

Witajcie , Chętnie podzielę się z wami moim ,,odkryciem" ;) które według mnie ciekawie wpisuje się w temat reinkarnacji.Otóż swego czasu śledziłam doniesienia w sprawie Harveya Weinsteina oskarżonego, jak powszechnie wiadomo, w procesie o molestowanie i napaści seksualne na kobiety. Jedną z głównych oskarżających aktorek, której zeznania doprowadziły zresztą do wydania wyroku na Weinsteina była aktorka.......

czytaj dalej

Witajcie , Chętnie podzielę się z wami moim ,,odkryciem" ;) które według mnie ciekawie wpisuje się w temat reinkarnacji.

Otóż swego czasu śledziłam doniesienia w sprawie Harveya Weinsteina oskarżonego, jak powszechnie wiadomo, w procesie o molestowanie i napaści seksualne na kobiety. Jedną z głównych oskarżających aktorek, której zeznania doprowadziły zresztą do wydania wyroku na Weinsteina była aktorka Jessica Mann. Skojarzyłam sobie wtedy, że słyszałam już to nazwisko w kontekście molestowania kobiety i odwetu jaki wzięła na oprawcy. Chodzi o Franceskę Mann, tancerkę baletową żydowskiego pochodzenia, która trafiła do obozu koncentracyjnego w Oświęcimu w 1943 roku, przytoczę tu fragment cytując za Wikipedią : ,,Stała tam pewna kobieta, bardzo elegancko ubrana, razem z córką. W tym czasie w rozbieralni był esesman Schillinger...Kobieta nie chciała się rozebrać do naga i stała w biustonoszu i bieliźnie. Schillinger odwrócił się i wrzasnął ... Nie, rozebrać się do naga i wycelował pistoletem w biustonosz. Kobieta zdjęła biustonosz, rzuciła nim Schillingerowi w twarz, ale trafiła go w ramię. Pistolet wypadł mu z ręki na ziemię. Kobieta prędko go podniosła, wycelowała w Schillingera i zastrzeliła go na miejscu.” Dodam, że jest to jeden z nielicznych przytaczanych przypadków stawienia czynnego oporu przez więźnia w warunkach obozu koncentracyjnego.

To nie koniec podobieństw. Popatrzcie na zdjęcia tych dwóch kobiet, które załączam (zdjęcie Franceski Mann pobrałam ze strony Fb Jewish Holocaust Centre).

Pozdrawiam,

[...]





I jeszcze materiał opracowany przez naszego załoganta Gryzonka.



zwiń tekst



Mój sen: wojska są już blisko...
Nie, 9 sty 2022 11:44 komentarze: brak czytany: 3427x

[...] Witam Szanowną Fundację, Chciałem krótko opisać sen który miałem tej nocy, dokładnie z 7 na 8 stycznia 2022r. Śniło mi się że mieliśmy iść do kina z klasa a ja w tym czasie szukałem butów w piwnicy i widziałem że klasa jest już pod szopą a to właśnie szopa na drewno robiła za kino. W pewnym momencie do klasy wyszła grupka naszych żołnierzy i spokojnym tonem przekazali im że do kina mogą iść .......

czytaj dalej

[...] Witam Szanowną Fundację, Chciałem krótko opisać sen który miałem tej nocy, dokładnie z 7 na 8 stycznia 2022r. Śniło mi się że mieliśmy iść do kina z klasa a ja w tym czasie szukałem butów w piwnicy i widziałem że klasa jest już pod szopą a to właśnie szopa na drewno robiła za kino. W pewnym momencie do klasy wyszła grupka naszych żołnierzy i spokojnym tonem przekazali im że do kina mogą iść jak najbardziej ale jak padnie sygnał to mają szybko wychodzić i się ewakuować bo wojska są już blisko i spodziewają się ich lada chwila.

Wojska miały nadejść od południowej strony.  A co jeszcze mogę dodać to że mam 29 lat i do fizycznej szkoły nie chodzę a miejsce ze snu to mój rodzinny dom. Główne odczucia jakie skojarzyły mi się z tego snu to: wojska są już blisko i spodziewają się ich lada chwila, słoneczny dzień oraz południowa strona. Dodam tylko że pisze do was z południowego Mazowsza jakby to miało kiedyś znaczyć.

 Trzymam kciuki żeby w tym roku projekty które sobie założyliście zostały z Boża pomocą zrealizowane.

Pozdrawiam Serdecznie Załogę 

Załogant [dane do wiad. FN]




zwiń tekst



ZNAK NA CZOLE JAK... Z KONSTELACJI ORIONA
Pt, 7 sty 2022 08:29 komentarze: 3 czytany: 2735x

Witam,  Po ostatnim filmiku na Państwa Youtubie przypomniała mi sie historia mojej znajomej.  Parę miesięcy temu nad prawym okiem,   ale bardziej z boku na dole czoła pojawiły się jej trzy kropki, były różowo czerwonawe jak blizny tylko bez wypukłości na skórze. Znajoma myślała, że to chrostki, próbowała różnych kremów i nic nie pomagało w krótkim czasie. Te kropki utrzymywały się prawie.......

czytaj dalej

Witam,  Po ostatnim filmiku na Państwa Youtubie przypomniała mi sie historia mojej znajomej.  Parę miesięcy temu nad prawym okiem,   ale bardziej z boku na dole czoła pojawiły się jej trzy kropki, były różowo czerwonawe jak blizny tylko bez wypukłości na skórze. Znajoma myślała, że to chrostki, próbowała różnych kremów i nic nie pomagało w krótkim czasie. Te kropki utrzymywały się prawie miesiąc. Jak ja to zobaczyłam to wyśmiałam tą sytuację, moja pierwsza myśl to - Orion. Pokazałam jej zdjęcia konstrlacji oriona, ostatecznie pośmiałyśmy się z tego, a nawet z tego, że ją kosmici porwali (jest wtajemniczona :D). Ostatnio przypomniał mi się ten temat z bliznami po kontakcie z kosmitami. Znajoma nie ma zdjęć z tamtej sytuacji. 

 Czy ma Pan wiedzę na ten temat? Może jakieś identyczne przypadki? Zdjęcia? Jakieś historie porwań gdzie ktoś coś pamiętał.

 Wiem, że z oriona pochodzą reptilianie i inne gady. Nie wiem czy tą sytuacje traktować na serio. Przesyłam w załączniku przykład o jakie 3 gwiazdy z Oriona chodzi. Te 3 kropki nie były w równej linii, były ustawione tak jak w konstelacji oriona.

 Pozdrawiam,

[...]

Grafika autorki e-maila dołączone do wiadomości poniżej.



 

Film, o którym wspominała autorka relacji - poniżej.

 

From: [...]
Sent: Thursday, January 6, 2022 10:06 PM
To: Fundacja NAUTILUS
Subject: "zbieg okolicznosci"

 

Witam Fundacje Nautilus.

Napisze do Panstwa ciekawostke ktora wydarzyla sie z koncem poprzedniego a poczatkiem obecnego tygodnia.

Pracuje w Irlandii w fabryce gdzie wiekszosc stanowia ludzie pochodzacy z Litwy ,Lotywy i Polski.

Wiekszosc z nas pracuje juz ze soba ponad 10 lat wiec mozna powiedziec ze znamy sie w jakims juz wiekszym stopniu.

Lubie rozmawiac z ludzmi i oto w piatek rozmawialem z kolezanka z pracy o rzeczach ktorymi zajmuje sie fundacja (dodam ze dosc czesto schodze na tematy reinkarnacja,duchowosc czy cywilizacje pozaziemskie podczas konwersacji ze znajomymi 99.9 procent ludzi patrzy na mnie jak na kogos kto lubi bajki i te tematy ,a dla nich zart albo fikcja ,przeciez jedno zycie ,jedna szansa i trzeba jak najwiecej czerpac z niego, jakie inne cywilizacje jakby chcieli to juz by przyleciecli ,oczywiscie szanuje tych ludzi oraz ich zdanie czy opinie ) ale do sedna. Powiedzialem jej(jest z litwy kolezanka z ktora pracuje) ze cos kiedys mi  sie obilo o uszy o jakims litewskim ksiedzu ze cos przezyl ciekawego ale nie moge przypomniec sobie imienia czy nawet historii i zapytalem czy ona cos wie na ten temat ,odpowiedz byla ze nie ,ale sama poprosila zebym dal jej znac jak sam cos znajde bo jest ciekawa.

Caly weekend myslalem co to za historia ,nawet jak w google wpisywalem podobne frazy odnosnie tego zdarzenia to nic nie moglem znalezc i o to we wtorek widze na stronie fundacji w dziale pytania do FN o to wlasnie o tym ksiedzu i skan artykulu z imieniem i nazwiskiem,
hmmm moze przypadek ? albo zbieg okolicznosci? chyba nie....
pozdrawiam [...]  Irlandia  

link do naszej publikacji:

https://nautilus.org.pl/pytania,476,4-stycznia-2022--co-dalej-z-litewskim-ksiedzem-ktory-byl-wziety.html



zwiń tekst



TATO... JA CHCĘ DO PRAWDZIWEGO DOMU!
Czw, 6 sty 2022 10:50 komentarze: brak czytany: 2296x

[...] Przedwczoraj byliśmy z synem (5 latek) w przychodni, aby przyjął swoją pierwszą dawkę szczepionki przeciwko COVID. Piszę jednak o tym, bo zanim dotarliśmy do tej przychodni to wydarzyło się coś ciekawego, albowiem syn powiedział - a był wówczas zdenerwowany, bo nie chciał jechać na żadne szczepienia - że on chce do "PRAWDZIWEGO domu", czyli tam gdzie było "dużo dzieci" i "pies".Naturalnie podłapałem.......

czytaj dalej

[...] Przedwczoraj byliśmy z synem (5 latek) w przychodni, aby przyjął swoją pierwszą dawkę szczepionki przeciwko COVID. Piszę jednak o tym, bo zanim dotarliśmy do tej przychodni to wydarzyło się coś ciekawego, albowiem syn powiedział - a był wówczas zdenerwowany, bo nie chciał jechać na żadne szczepienia - że on chce do "PRAWDZIWEGO domu", czyli tam gdzie było "dużo dzieci" i "pies".

Naturalnie podłapałem ten temat i spytałem syna gdzie ten dom był - aczkolwiek nie było tutaj odpowiedzi, więc zacząłem inaczej.

"Jaki pies miał kolor?"

"Czarny."

"A jaki dom miał kolor?"

I tutaj po niedługiej chwili syn powiedział, że:

Biały. Tam było dużo dzieci.

I następnie syn zmienił temat jak tylko zobaczył nadjeżdżający z naprzeciwka samochód (bo sami jechaliśmy samochodem). Generalnie "PRAWDZIWY dom" syn powiedział więcej niż raz. No dodam przy tym, że ani ja, ani małżonka nie słyszeliśmy wcześniej by kiedykolwiek syn powiedział te słowa w takim zestawieniu, czyli "PRAWDZIWY dom".

"PRAWDZIWY dom" - no wiecie doskonale o jaki to dom może chodzić, prawda? Natomiast to może jeszcze chodzić o "dom" z poprzedniego wcielenia, no albo i syn mówił tutaj o czymś zupełnie przyziemnym i chodziło mu o jakieś miejsce które już pamięta z "obecnego wcielenia".

Pzdr.

[dane do wiad FN]

/e-mail dostaliśmy 5 stycznia 2022/



zwiń tekst



DZIWNE SNY - PONOWNA APOKALIPTYCZNA WIZJA ORAZ UFO W TUNELU
Czw, 6 sty 2022 12:09 komentarze: 1 czytany: 2087x

[...] Witam,  Obecałam Wam, że na bieżąco będę pisać do Was, gdy tylko będę miała jakiś dziwny sen albo mojemu znajomemu (ten, który ma wizje) też coś interesującego się przyśni. Jakiś czas temu napisałam do Was o wizjach sennych mojego znajomego. Od 10 lat ma regularnie powtarzający się sen z podaną datą 17 maja 2023 r. Dzisiaj w nocy "miał powtórkę". Znowu śniła mu się jakaś hala (moze to był.......

czytaj dalej

[...] Witam,  Obecałam Wam, że na bieżąco będę pisać do Was, gdy tylko będę miała jakiś dziwny sen albo mojemu znajomemu (ten, który ma wizje) też coś interesującego się przyśni.

Jakiś czas temu napisałam do Was o wizjach sennych mojego znajomego. Od 10 lat ma regularnie powtarzający się sen z podaną datą 17 maja 2023 r.

Dzisiaj w nocy "miał powtórkę". Znowu śniła mu się jakaś hala (moze to był duży kościół, albo dworzec). Tłum ludzi z paszportami w rękach. Ktoś czyta gazetę - "Allgemeine Zeitung". Jest tam podana data - 17 maja 2023 roku, a na nagłówku artykułu - wielkimi literami napisane "Krieg" (niem. "wojna"). Ludzie chcą uciec, boją się czegoś.
Znajomy jest w roli teleobserwatora. Widzi wyraźnie jeden z paszportów i imię jednego z tych ludzi. Niestety nie zna tego człowieka.

Przy okazji dowiedziałam się od tego znajomego, że ma jeszcze drugi powracający sen, bardzo często występujący z tym apokaliptycznym. Do tej pory mi o nim nie mówił...

Sni mu się, że idzie drogą i jest obserwowany z góry przez dwa niewielkie obiekty UFO. Dochodzi wkrótce do jakiegoś tunelu - jakie są często w Polsce pod jezdnami w dużych algromeracjach miejskich. Gdy tylko wychodzi z tego tunelu - nagle wyłania się duży statek macierzysty.
Znajomy niestety nie wie, co dalej się z nim dzieje.


Z jakieś dwa lata temu opowiadał mi jeden ze swoich dziwnych snów i totalnie mnie zaskoczył.

Mówił mi o tym, że w tym śnie uprowadzili go Obcy. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jeden fakt - on w tym statku obcych zobaczył...mnie. Ponoć w drugim pomieszczeniu była jakaś grupa istot, widzianych przez niego przez jakieś okno. Ponoć jedną z nich byłam ja i ponoć ja byłam tam specjalistą od podróży pomiędzy czasem i od hipnozy.
Strasznie mnie to zdziwiło, bo w tym życiu bardzo się interesuję hipnozą, aczkolwiek nie zawodowo, tylko amatorsko - takie tam hipnozy relaksacyjne i namiętnie czytane hipnozy regresyjne. W tym czasie mój znajomy nic nie wiedział o moich niecodziennych zainteresowaniach.

Ciekawą sprawą jest fakt, że ja w tym czasie, gdy on był we śnie uprawadzony przez Obcych, ja też miałam dziwny sen. Ja spokojnie w tym śnie wsiadłam do statku obcych i zwiedzałam ich planetę. A on mnie w tym śnie Widział! Jak to możliwe????

Na koniec, dodam jeszcze, że kiedyś śniłam sen chyba dla niego przeznaczony. Kosmici podawali mi zaszyfrowaną wiadomość. Dziwny sen - niby ich dobrze znałam, oni mnie - ale w świecie rzeczywistym kompletnie ich nie kojarzę.
Nie mam też nic wspólnego z szyfrowaniem. To mój znajomy jest specjalistą od takich rzeczy. Doszłam do wniosku, że kosmici pomylili osoby i zamiast jemu dać szyfr we śnie - omyłkowo ten sen mi przesłali. Tam też było coś o apokalipsie, bo przypominam sobie, że rozmiawiaiałam z kosmitami na ten temat.
Ale nic wiecej nie pamiętam. A szkoda....

Serdecznie pozdrawiam,

Giovanna [od red. - czytelniczka serwisu, e-mail dostaliśmy 5 stycznia 2022]


From: [...]
Sent: Thursday, January 6, 2022 12:53 PM
To: nautilus
Subject: Ciekawa zbieżność

 Dzień dobry

 W serwisie Nautilus pojawił się kiedyś materiał o powtarzającym się śnie z datą 17.05.2023 (wczoraj również).

Sprawdziłem, jak suma cyfr w tej dacie ma się do sumy w datach rozpoczęcia I i II wojny światowej:

I wojna: 28.07.1914 = 5

II wojna: 1.09.1939 = 5

17.05.2023 = 2

 Jak widać, suma w przypadku daty ze snów nie jest równa 5... ale ta zbieżność w przypadku dwóch wojen jest ciekawa, tym bardziej, że przed ostatnim dodawaniem mamy 32. Może Fundacja ma kontakt z numerologiem, który może skomentować te 3 daty ???

Przy okazji...życzę powodzenia w Nowym Roku, Nautilusowi i czytelnikom serwisu :-)) 

 pozdrawiam

[...]



zwiń tekst



PRZEŻYŁAM NDE KRÓTKO PO URODZENIU
Nie, 2 sty 2022 11:20 komentarze: brak czytany: 2704x

[...] Mam 40 lat, jestem z zawodu anglistką, a mój sposób myślenia określiłabym jako czysto racjonalny lecz przyznam też, że z powodu moich doświadczeń, przez okres wielu lat przysłuchiwałam się audycjom radiowym z serii Nautilus w rezultacie czego, postanowiłam podzielić się moimi doświadczeniami, które są tożsame z tematyką, poruszaną w Pańskich programach. Serdecznie dziękuję za chęć zapoznania.......

czytaj dalej

[...] Mam 40 lat, jestem z zawodu anglistką, a mój sposób myślenia określiłabym jako czysto racjonalny lecz przyznam też, że z powodu moich doświadczeń, przez okres wielu lat przysłuchiwałam się audycjom radiowym z serii Nautilus w rezultacie czego, postanowiłam podzielić się moimi doświadczeniami, które są tożsame z tematyką, poruszaną w Pańskich programach. Serdecznie dziękuję za chęć zapoznania się z moim przypadkiem. 

 Pierwszą kwestią jest doświadczenie zjawiska NDE jakie przeżyłam na krótko po urodzeniu, zapadając nagle na poważną chorobę, zagrażającą życiu noworodka. Dlatego też niestety, nie jestem w stanie świadomie odnieść się do doznań, towarzyszących temu stanowi, jednakże od kiedy pamiętam, ilekroć w sposób szczególny zależało mi w kontekście interpersonalnym na danej osobie, która nie była członkiem mojej najbliższej rodziny, miewałam pewne charakterystyczne odczucie, kiedy nagle zaczynałam intensywnie myśleć o danym człowieku, a zbiór tych myśli pojawiał się poza moim wpływem, jakoby samoistnie w rezultacie czego dany mężczyzna pojawiał się faktycznie w moim najbliższym otoczeniu w przeciągu maksymalnie dwóch dni. Nie wiem jedynie czy to swoista forma jasnowidzenia czy może podświadoma długotrwała (nazwijmy to) tęsknota za danym człowiekiem, sprawiała, iż nieoczekiwanie pojawiał się na ulicy, a spotkania były pozornie tylko przypadkowe. 

Kolejny przypadek jaki chcę opisać, odnosi się do zaobserwowania niezidentyfikowanego obiektu jaki pojawił się nad domem moich rodziców kiedy jeszcze mieszkaliśmy wspólnie. Miałam wtedy ok. 21 lat, a przed sobą ważny życiowo cel podjęcia dalszych studiów magisterskich i wiele niepewności. Był przełom lipca i sierpnia oraz wzmożony okres obserwacji perseidów, a przyznam, że wcześniej, miałam niejednokrotnie szczęście zaobserwować tzw. "spadającą gwiazdę" zatem te momenty były dla mnie szczególnie atrakcyjne. 

Zdarzenie, do którego się odnoszę miało miejsce po północy, kiedy to wspólnie z mamą, stojąc na balkonie, zaobserwowałyśmy na niebie wyjątkowo jasny punkt barwy białej, który zdawał się powiększać w powolnym tempie jakby się zbliżał. W pewnym momencie "obiekt" ten zawisł nad połacią pola uprawnego, które znajduje się bezpośrednio za domem rodziców. Powietrze tej nocy było wyjątkowo przejrzyste, widoczne były gwiazdy i właśnie na ich tle, ten dość duży punkt świetlny, który "wisiał" na wysokości porównywalnej z dziesięciopiętrowym budynkiem mieszkalnym lecz był nieco oddalony od nas jako obserwatorek. Przez ok. 2-3 minuty wpatrywałam się w ten świetlny, nieruchomy punkt, a potem obok niego pojawiło się tej samej wielkości światło, a chwilę później kolejne. Możliwość obserwacji tych trzech punktów świetlnych, ułożonych w kształcie równoramiennego trójkąta, była wyjątkowym doświadczeniem. Poczułam niepewność, a nawet przez chwilę strach, ponieważ w tamtym momencie było dla mnie oczywiste, że nie jest to gwiazda. Pamiętam, że jedno z tych świateł przybrało w pewnej chwili kolor czerwony, a potem kolejne z nich zmieniło kolor z białego na zielony, a następnie wszystkie trzy punkty świetlne zaczęły się obracać co raz szybciej, by w końcu wirować wokół punktu przecięcia się przekątnych trójkąta, jaki tworzyły. W pewnym momencie w wyniku tego wirowania, ujawnił się kształt okręgu, a cały "obiekt" ruszył, powoli przelatując nad naszym domem. Wspólnie z mamą wbiegłyśmy do pokoju i próbowałyśmy wypatrzyć obiekt przez przeciwległe okno, co się nam udało, ponieważ tenże niezidentyfikowany "pojazd" powolnie przeleciał nad budynkiem i zatrzymał się w niedalekiej odległości od domu i na podobnej wysokości co wcześniej, nad polem uprawnym po drugiej stronie domu za drogą. Ponownie zawisł, a potem wystrzelił z nieprawdopodobną prędkością, lecąc lekko ku górze i zniknął. 

Nigdy wcześniej nie widziałam podobnego zjawiska. Nigdy też nikomu o tym nie powiedziałam.

 Pozdrawiam całą Redakcję strony Nautilus i Pana [...]

Podziwiam Pańską aktywność w sferze prowadzonych badań.

 Z wyrazami szacunku,

[dane do wiad. FN]

 

 

From: [...]
Sent: Saturday, January 1, 2022 8:42 PM
To: Fundacja NAUTILUS
Subject: O Doleres Cannon pozytyw

 

https://www.facebook.com/PL-Hipnoza-Regresyjna-Calogero-Grifasi-Polski-1648453692147761/videos/1332-_-pl_-barbara-ciekawa-rozmowa-z-dolores-cannon-hipnoza-regresyjna-calogero-/199483604284678/

 Link w ktorej łacza sie z Dolores Cannon.

Zainspirowany lekturą, Calo postanowił skontaktować się ze zmarłą autorką – Dolores Cannon i zweryfikować, czy po śmierci nadal utrzymuje ten sam punkt widzenia wobec obcych i urządzeń, implantów, które instalują ludziom. I czy potwierdza istnienie #reptilian. W trakcie sesji wypłynęło wiele ciekawych przekazów. Zwyczajowo prosimy, aby luźnych „śledztw” nie traktować jako źródła sprawdzonych informacji.

Zwyczajowo jeden Sławik mowił o tym do swojej Mamy ze obcy manipuluja ludzmi. Ze tak zwani obcy sa inni niz nam sie wydaje.

A tu rozmowa i sie okazuje ze podobny ton narracji.

  Pozdrawiam



zwiń tekst



O DUCHACH I LUNATYKACH
Wt, 28 gru 2021 07:15 komentarze: 2 czytany: 2590x

[...] Witam od kilku tygodni przeglądałem wasz portal szukając informacji o "duchach" w bardzo szerokim rozumowaniu,chciałbym się podzielić z wami moją osobistą historia.Nazywam sie [...]  mam 23 lata chciałbym opisać to wszystko od początku.Gdy miałem 10 lat nagle straciłem ojca(wylew krwi do mózgu w wieku 30lat) Gdy tata przez 2 tygodnie przebywał w śpiączce moja mama zwróciła sie z prośbą .......

czytaj dalej

[...] Witam od kilku tygodni przeglądałem wasz portal szukając informacji o "duchach" w bardzo szerokim rozumowaniu,chciałbym się podzielić z wami moją osobistą historia.Nazywam sie [...]  mam 23 lata chciałbym opisać to wszystko od początku.

Gdy miałem 10 lat nagle straciłem ojca(wylew krwi do mózgu w wieku 30lat) Gdy tata przez 2 tygodnie przebywał w śpiączce moja mama zwróciła sie z prośbą do bioenergoterapeuty który twierdził ze może pomóc.po kilku tzw "sesjach" stwierdził że niestety tata jest jak to nazwał jest za daleko by móc wrócić ale tez nie może odejśc bo mu nie pozwalamy,niestety tata po 2 tygodniach spiączki odszedł.

Po jednej z takich sesji ten człowiek podszedł do mnie i powiedział zebym sie nie obawiał ponieważ będe kimś w rodzaju łącznika w wieku 10 lat nie wierzyłem ze cokolwiek sie wydarzy. Od Śmierci mojego taty wydarzyło sie wiele rzeczy których nie potrafie wyjaśnić bardzo często tata mnie odwiedzał i to nie były sny poniewaz zawsze jak to sie dzieje jestem świadomy nigdy nie moge zadawać pytań czuje taka niemoc moge tylko słuchac i to nie jest normalna rozmowa cos na zasadzie telepatii,zawsze po przebudzeniu w pokoju pozostaja poprzestawiane przedmioty ale tłumacze to tym iz wielokrotnie moja mama widziała ze lunatykuje i zazwyczaj taka wizyta ma swój cel ale po ostatniej wizycie nie moge sie pozbierac i myśle ze nie chce mieć juz tego "daru".I właśnie tutaj zaczyna sie historia która niestety wydarzyła sie około miesiąc temu.Moja dziewczyna straciła brata w wieku 9 lat zmarł w wieku 19 lat(wada serca) z którym była bardzo mocno związana niestety nigdy go nie poznałem jedynie widziałem go na zdjeciu.Babcia mojej dziewczyny od zawsze chorowała ostatnie 2 lata spedziła w szpitalu często ja razem odwiedzaliśmy.

Własnie miesiąc temu z dnia na dzień stan zdrowia babci bardzo sie pogorszył.Tej nocy normalnie położyłem sie spac,w sródku nocy przebudziłem sie a w moim pokoju siedział uśmiechnięty jacek brat mojej dziewczyny nie byłem przestraszony bo czułem sie tak jak "odwiedzał" mnie tata wstałem usiadłem na łóżku a jacek spojrzał na mnie i powiedział przy czym to nie było wypowiedziane z jego ust tylko jakg dyby po prostu go słyszałem ale nie poruszał ustami cięzko mi opisac to uczucie ale w identyczny sposób porozumiewał sie ze mną mój tata powiedział abym zaopiekował sie asia bo babcia odejdzie po czym po prostu odszedł patrząc na niego zauważyłem ze miał bardzo długie włosy nie takie jak na tych zdjeciach które pokazywała mi Asia.

Gdy sie obudziłem potraktowałem to wszystko jak sen około godziny 14 zadzwoniła do mnie Asia i poprosiła czy mógłbym przyjechać i popilnować jej młodszej siostry zapytałem co sie stało asia tylko powiedziała ze dzwoniła mama(która była u babci w szpitalu)aby przyjechała jak najszybciej poniewaz stan babci bardzo sie pogorszył.Pojechałem wiec jak najszybciej popilnowac siostry.Około godziny 17 zadzwonił dzwonek w drzwiach stała zapłakana Asia z mamą niestety babcia zmarła w tym momencie byłem przerażony gdy emocje opadły powiedziałem asi i jej mamie co widziałem poprzedniej nocy opisałem jacka ze szczegółami i zapytałem Mame Asi czy jacek nosił długie włosy? w tym momencie asia z mama dziwnie sie spojrzały i powiedziały nie,ja na to ze jacek którego widziałem miał dłuższe włosy a w tym momencie mama sie rozpłakała nie wiedziałem czy powiedziałem coś nie tak po tym jak mama asia sie uspokoiła powiedziała że jacek zmarł nagle i niestety został pochowany w dłuższych włosach poniewaz nie zdążyli niestety go ostrzyc.


opisałem to wszystko bardzo chaotycznie historia wydaje sie nieprawdopodobna ale wierze ze osoby które przezyły podobne sytyłacje uwierza a prawdopodobnie znajda nawet w moim opisie  wspolne elementy tych "widzen" ktore same przezyly po śmierci taty przezyłem wiele dziwnych zjawisk ale to ostatnie niestety pozostanie we mnie na długo.

Po tych wydarzeniach skontaktowałem sie z tym bioenergoterapeuta pytajac czy jest jakis sposob aby zablokowac  mozliwosc kontatku ze mna stwierdził iz to tylko zalezy ode mnie na jak duzo pozwole przekazał mi kilka wskazówek które mogą pomóc zobaczymy.Prosze jezeli mozecie poprawcie ten tekst zeby był bardziej zrozumiały i mnie chaotyczny ale niestety bardzo trudno jest opisac słowami pewne zjawiska.

[...]


From: [...]
Sent: Sunday, December 26, 2021 9:32 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Inny temat

 

Cześć znowu do was piszę tym razem na trochę inny temat. Może macie zgromadzone informacje na temat narkolepsji ale dziwnego rodzaju. Jak byłam nastolatką podobno zdarzało mi się lunatykować (wiem od siostry bo to widziała, ja tego nie pamiętam). Np. siadałam na łóżku w środku nocy i podobno wgapiałam się jakimś opętanym wzrokiem w księżyc w pełni, bez mrugania mogłam tak siedzieć i siedzieć potem znowu się położyć i zasnąć i oczywiście tego nie pamiętałam później, a siostra była przerażona.

W domu rodzinnym w Krakowie od tamtego czasu zawsze zasłaniałam szczelnie okna zasłonami żeby to się nie powtórzyło. Myślałam że to minęło i teraz mieszkam gdzie indziej z mężem, ale niestety dziś się to znów stało na szczęście na krótko ale bardziej martwi mnie to że na jawie (chyba że zasnęłam). Mąż mówi że przez 10-15 sekund nie było ze mną kontaktu. Zamknęłam na chwilę oczy żeby odetchnąć siedząc na łóżku i zaraz potem gapiłam się w ścianę i podobno miałam źrenice wielkie tak, że prawie nie widać było tęczówki. Machał do mnie, machał mi ręką przed oczami podobno ale dopiero po chwili zamknęłam oczy i jak je otworzyłam to już był ze mną kontakt ale nic nie pamiętałam. Byłam pewna że spałam i nie pamiętałam żadnego gapienia się. Czy to możliwe że spałam z otwartymi oczami w pozycji siedzącej, jak dawniej wynikałoby z opowiadań mojej siostry o tym moim nocnym lunatykowaniu? 

 Trochę mnie to martwi żeby to się nie powtarzało. 



zwiń tekst



W MOMENCIE ŚMIERCI MOJEGO OJCA PĘKŁA SZKLANKA
Pt, 24 gru 2021 12:53 komentarze: 1 czytany: 2482x

[…] Chciałam opisać wam niezwykłe zdarzenie z moim ojcem, który zmarł po ciężkiej chorobie dwa miesiące temu. Bardzo płaczemy, ale ponieważ cierpiał tak strasznie jest lżej, że już nie cierpi. Ostatnie tygodnie przyniosły bardzo dziwne doświadczenie, o którym chciałam opisać waszej fundacji. Ojciec sam zdecydował, że odstawi chemię, która już go zbyt zabijała, gdyż był zbyt słaby. W pewnym momencie.......

czytaj dalej

[…] Chciałam opisać wam niezwykłe zdarzenie z moim ojcem, który zmarł po ciężkiej chorobie dwa miesiące temu. Bardzo płaczemy, ale ponieważ cierpiał tak strasznie jest lżej, że już nie cierpi. Ostatnie tygodnie przyniosły bardzo dziwne doświadczenie, o którym chciałam opisać waszej fundacji. Ojciec sam zdecydował, że odstawi chemię, która już go zbyt zabijała, gdyż był zbyt słaby. W pewnym momencie zaczął nam opowiadać, że w nocy w snach odwiedza go jego brat, który zmarł kilka lat wcześniej. Brat zapewniał go, że niedługo po niego przyjdzie i żeby się niczym nie martwił. Najbardziej poruszające były ostatnie dni mojego ojca, który zaczął nam mówić o tym, że widzi ludzi, którzy czasami przychodzą do niego do pokoju i się uśmiechają, po czym odchodzą. Mam takie przeczucie, że w swoich ostatnich dniach miał dar widzenia zmarłych. Myślę, że kiedy zbliża się kres naszych dni u niektórych ludzi otwiera się jakieś trzecie oko na ten inny świat i tak właśnie miał mój ojciec. Kiedy zmarł o tej samej godzinie w moim domu pękła szklanka w kuchni. Od razu kiedy to się stało pomyślałam o ojcu. Natychmiast zadzwoniłam do szpitala i usłyszałam ‘pani tato właśnie odszedł do boga’. Nie ma szans, że to było przypadkowe wydarzenie. Mam nadzieję, że ta historia wyda się wam interesująca. Możecie ją opublikować, tylko zachowajcie moje dane dla siebie. Życzę całej załodze Nautilus Wesołych Świąt! Jesteście bardzo ważną organizacją, robicie dobrą robotę dla tylu ludzi. Wielki szacunek.

[dane do wiad. FN]

 

 

[email z 23 grudnia ]Świąteczne oczekiwania

Przed kilku tygodniami dowiedziałam się o wuju chorym na covid. To jest mąż kuzynki mojej mamy. Ciocia też nie żyje. Wczoraj dowiedziałam się, że wuj jest w ciężkim stanie. Był zaszczepiony. Leży nieprzytomny w śpiączce pod respiratorem. Dzisiaj miałam sen. Śniła mi się zmarła rodzina: ciocia, jej żyjąca siostra, moi zmarli dziadkowie. Siedzieli wszyscy w poczekalni i czekali na wuja Henia. Kuzyn miał jeszcze załatwić dokumenty, a oni czekali. Na luzie, uśmiechnięci, rozgadani.

Świąteczne oczekiwania zmieszały się, nasze ziemskie, by wuj wyzdrowiał i zmarłych, by trafił do nich. Co będzie, okaże się.

[dane do wiad. FN]


 

From:[...]
Sent: Wednesday, December 22, 2021 8:11 PM
To: FN
Subject:

 Od ok. 2010 roku mam bardzo dużo snów jak latam, albo w ogóle jakieś odjechane sny że cięzko opisać no chyba że tak ogólnie. Albo że np odbijam się w miejscu i lewituje do góry nogami, przy czym ta wiara jest subtelna która mnie unosi.

 Co do teorii apokaliptycznych to muszę przyznać że miałem kilkadziesiąt-kilkaset snów że jest ogólnie ruina, dziadostwo, domy zapuszczone i bardzo biednie, ale jak wiemy trzeba trzymać dystans do takich rzeczy.

 Co do wyżej napisanych snów to ponoć oobe tylko mam problem z załapaniem że iluzja ;-)

 Do tematu renikarnacji itp sam dochodziłem bo ponoć można analizować i rozkminiać różne rzeczy intuicyjnie. Tutaj zastanawiało mnie dlaczego każdy ma inaczej w życiu, oraz ujawniło się sporo takich zachcianek by realizować się w różnych zawodach.

 Pozdrawiam

 

 


Ślady reinkarnacji w polskiej prasie przedwojennej? Jak najbardziej - oto poruszający przykład z 1936 roku. Kobieta na cmentarzu  na Oksywiu (Gdynia) przypomniała sobie, że już żyła i została na tym cmentarzu pochowana. Historia natychmiast trafiła do archiwum naszego projektu "REGUŁY GRY". Wtedy mało kto wiedział w ogóle o tym, że jest coś takiego jak "pamięć po wcześniejszym wcieleniu", więc nazwano to przypadkiem jasnowidzenia.

Wycinek prasowy z 1936 roku o reinkarnacyjnej wizji w Gdyni https://historia.trojmiasto.pl/Doznala-wizji-na-cmentarzu-na-Oksywiu-n162655.html?id_zdjecia=556195&type=2#fb_id:gp4:556195,pozycja:20

Podczas dzisiejszej podróży w przeszłość cofamy się do grudnia roku 1936. Przeczytamy o mieszkance Oksywia, która doznała wizji na lokalnym cmentarzu.


 

Oksywski cmentarz na zdjęciu z 1935 r. W tle widoczne statki, stojące na redzie portu w Gdyni.




zwiń tekst



Moja obserwacja formacji obiektów UFO - Radom, 2011 rok
Śr, 22 gru 2021 17:27 komentarze: brak czytany: 1501x

[...] moja obserwacja sprzed 10 lat.  To był marzec lub kwiecień 2011 r.,  godz. ~23:15. Wszystko miało miejsce na ulicy Kasztelańskiej w Radomiu.Załączam też szkic z objaśnieniami. Lewy górny szkic wykonałem niedługo po obserwacji – trochę „nieproporcjonalny”, ale pozostawiłem oryginalny, reszta w czasie pisania tej relacji. Niebo było bezchmurne. Szedłem ul. Kasztelańską, od strony ul. .......

czytaj dalej

[...] moja obserwacja sprzed 10 lat.  To był marzec lub kwiecień 2011 r.,  godz. ~23:15. Wszystko miało miejsce na ulicy Kasztelańskiej w Radomiu.


Załączam też szkic z objaśnieniami. Lewy górny szkic wykonałem niedługo po obserwacji – trochę „nieproporcjonalny”, ale pozostawiłem oryginalny, reszta w czasie pisania tej relacji. Niebo było bezchmurne. Szedłem ul. Kasztelańską, od strony ul. Warszawskiej. Od około nr  11, ul. Kasztelańska jest nieoświetlona. Za nr 15 jest przerwa w zabudowaniach – około 150 metrów bez budynków. Gdy minąłem nr 15, spojrzałem w niebo i szedłem tak kilka sekund. Wtedy pojawiło się kilkanaście obiektów UFO, zgrupowanych w klucz.


Klucz pojawił się po mojej lewej z przodu, na godzinie 10  (odnosząc się do tarczy zegara). Przemieszczał się w moje prawo, w przód. Koniec obserwacji na godzinie 1.  Klucz poruszał się na północ, lub z lekkim odchyleniem na wschód, oceniam, że kursem pomiędzy 0° a 30°. Przelot trwał 8-15 sekund. Od punktu pojawienia się, do punktu zniknięcia przebył około 1/3 „kopuły” nieba.
Klucz składał się z 15-21 obiektów, 7-10 na każde skrzydło + 1 prowadzący.  Cały klucz miał wielkość około „skrzyni” konstelacji Wielkiego Wozu.

Początkowo, poszczególne obiekty nie poruszały się względem siebie. Po około 1/4 czasu obserwacji, pierwszy obiekt trzymał kurs, a pozostałe poruszały się lewo-prawo w taki sposób, że ramiona klucza szybko „zafalowały”, czyli ruch obiektów z przodu klucza był minimalny, a te na końcu wykonywały znaczny ruch lewo-prawo. Ramiona zafalowały kilka razy. Falowanie trwało 1/2 czasu całej obserwacji. Ostatnie 1/4 czasu, klucz znowu leciał w niezmiennym szyku.

Każdy z obiektów był taki sam. Miał bananowy, zgrubiony kształt – najbardziej skojarzyło mi się z kształtem joysticka do Pegasusa. Szerokość – około średnicy tarczy Księżyca, może trochę większe. Świeciły, pośrodku jaśniej – na żółto, na brzegach słabiej - pomarańczowo. Obiekty na samym początku obserwacji świeciły słabo. Płynnie i dość szybko rozjaśniły się do maksymalnej jasności. Około 1/2 środkowego czasu obserwacji ich jasność nie zmieniała się zauważalnie. Potem płynnie zmniejszały jasność, aż do całkowitego zniknięcia. Obserwacja zakończyła się ponieważ obiekty przestały świecić, a nie dlatego, że stały się odległymi, małymi punktami.

Zrobiło to na mnie wrażanie, jakby obiekty poruszały się po torze równoległym do stycznej do powierzchni Ziemi – weszły w atmosferę, początkowo poruszały się w rzadkich, wysokich warstwach, potem w gęstszych, gdzie tarcie o atmosferę wytworzyło maksymalne ilości ciepła i światła, a następnie znowu wyszły do wyższych warstw, a gdy ich tarcie o atmosferę całkowicie ustało, przestały być widoczne.

Kilka dni wcześniej miałem podobną obserwację, ale tylko 1 obiektu, nie całego klucza. Godzina wieczorna – dokładnie nie pamiętam. Wygląd obiektu, czas przelotu i kurs taki sam. Wtedy obiekt obserwowałem z dachu ruin niedokończonego centrum sportowego przy skrzyżowaniu ulic Struga/Zbrowskiego w Radomiu.
Czy macie może inną relację lub zdjęcie dotyczące tej lub podobnej obserwacji?

Pozdrawiam,
[...]



zwiń tekst



Krzyż, data (1944) i inicjały (CE) - niezwykły znak na drzewie
Pon, 20 gru 2021 07:51 komentarze: 3 czytany: 3011x

Witam! Mam na imię [...]  i mieszkam w Warszawie. Piszę do was, ponieważ zastanawia mnie bardzo jedna rzecz, która związana jest z moją osobą. Jestem pasjonatem archeologii i czynnie uczestniczę w poszukiwaniach, które wiążą się z historią różnych regionów. 2 lata temu eksplorowałem z kolegą teren Prus Wschodnich z którego Niemcy w 1945 roku uciekali przez Bałtyk do upadającej Rzeszy.Trafiliśmy.......

czytaj dalej

Witam! Mam na imię [...]  i mieszkam w Warszawie. Piszę do was, ponieważ zastanawia mnie bardzo jedna rzecz, która związana jest z moją osobą. Jestem pasjonatem archeologii i czynnie uczestniczę w poszukiwaniach, które wiążą się z historią różnych regionów. 2 lata temu eksplorowałem z kolegą teren Prus Wschodnich z którego Niemcy w 1945 roku uciekali przez Bałtyk do upadającej Rzeszy.


Trafiliśmy na miejsce w którym broniła się prawdopodobnie dosyć duża dywizja niemiecka. W trakcie przeszukiwań tegoż miejsca natrafiłem na stare drzewo, na którym wyryte było: Krzyż, data (1944) i inicjały (CE).



Wszystko to jest zamknięte w kwadracie i jest bardzo symetryczne.

Po tym odkryciu, choć nie pracowaliśmy w tym dniu długo, poczułem straszne zmęczenie i zakończyliśmy pracę w tym dniu. Następnego dnia zrobiło się bardzo gorąco i postanowiliśmy nie iść na poszukiwania tylko poleżeć na plaży. Po powrocie z plaży umówiliśmy się, że odpoczniemy po kąpieli słonecznej ok godziny i spotkamy się późnym popołudniem. Przyszedłem z koleżanką na kwaterę i postanowiłem wziąć prysznic i nasmarować się kremem, ponieważ bardzo się w tym dniu spiekłem. Wyszedłem z pod prysznica, stanąłem przed lustrem w łazience i doznałem dużego szoku!!! Na wysokości mojej klatki piersiowej, dokładnie w miejscu gdzie jest serce (może trochę wyżej), pokazało mi się coś co do złudzenia przypomina znak na drzewie, który odnalazłem dnia poprzedniego!  Wygląda to tak jakby ktoś mi ten znak ponakłuwał, bo jest to uformowane z dziwnych kropek. Widać zarówno krzyż jak i kwadrat w którym jest on na drzewie.




Podchodzę do tego sceptycznie i nie mówiłem o tym nikomu aby nie posądzono mnie o to, że zwariowałem, ale podczas lata, jak chodzę bez koszulki to już mi znajomi zaczęli zwracać uwagę co sobie zrobiłem na klatce, a ja nie wiem co im odpowiadać i śmieję się, że się stygmatyzowałem:) Od zawsze byłem niedowiarkiem ale to zaczęło mnie zastanawiać.
Jeżeli bylibyście w stanie powiedzieć o co tu chodzi to będę wdzięczny. Posiadam dużo dokładnych zdjęć tego drzewa ze znakiem. Zdjęć swojej klatki nie posiadam(ale mogę zrobić jak chcecie) bo cały czas mam ten krzyż na niej zarówno w zimę jak i lato (w lecie jest bardziej widoczny, ponieważ to miejsce mi się nie opala od tamtego czasu. Pomóżcie mi rozszyfrować tą ciekawostkę.
Pozdrawiam
[...]

p.s.

Rysunku nie zrobiłem ale za to wykonałem zdjęcia mojej klatki piersiowej na której pojawił się ów krzyż w "ramce". Zdjęcia robiłem telefonem komórkowym i nie są dosyć wyraźne ale zapewniam was, że to coś, widać "na żywo" bardzo dokładnie.  Umieszczam także zdjęcia miejsca w którym znalazłem to wyrycie jak i samo drzewo. Na zdjęciach widać 3 drzewa, jakby wyrastające z jednego pnia. To jest pierwsze z prawej, patrząc na zdjęcie z oddali.   Poza tym na zdjęciach map zaznaczam orientacyjnie położenie tego drzewka . Krzyż z niego i cała reszta trochę się różni od tego co mam na piersi, ponieważ na drzewie są jeszcze inicjały i data ale to co mam na klatce do złudzenia przypomina temat z drzewka, choćby dziwnymi znakami w miejscu gdzie jest data.
 
Brałem też pod uwagę hipotezę, że ktoś po wojnie wydłubał w drzewie dla żartu takie coś ale po konsultacji z pracownikiem zajmującym się od 30 lat terenami leśnymi na Mierzei mam gwarancję, że drzewo ma ok 120 lat, a napis powstał bardzo dawno.

 


I jeszcze jedna historia z naszej najnowszej "poczty do FN". Dotyczy dość osobliwego momentu związanego z przewidzeniem ceny przedmiotu znalezionego wykrywaczem metalu, który osiągnął na aukcji internetowej.



zwiń tekst



MOJE NIEZWYKŁE DOŚWIADCZENIE PODCZAS CIĘŻKIEJ CHOROBY
Pt, 17 gru 2021 12:00 komentarze: 7 czytany: 3314x

[...] Kolejny raz patrzę w lustro i kolejny raz nie widzę swoich oczu. Patrzy na mnie ktoś inny… Kiedy kolejna kwarantanna osadziła nas w domu na 12 dni, podjęłam decyzję o wyjeździe z córką na działkę do babci. Miałyśmy spędzić ten czas poza domem, pobyć razem, odpocząć.  Był koniec listopada 2021. Pierwsze dni były super. Kominek, wspólny czas, spacery z psem,  meldowanie i głupie zdjęcia.......

czytaj dalej

[...] Kolejny raz patrzę w lustro i kolejny raz nie widzę swoich oczu. Patrzy na mnie ktoś inny… Kiedy kolejna kwarantanna osadziła nas w domu na 12 dni, podjęłam decyzję o wyjeździe z córką na działkę do babci. Miałyśmy spędzić ten czas poza domem, pobyć razem, odpocząć.  Był koniec listopada 2021. Pierwsze dni były super. Kominek, wspólny czas, spacery z psem,  meldowanie i głupie zdjęcia w aplikacji kowidowej.

Wszystko zaczęło się w piątek wieczór 26.11.2021. Od tygodnia wieczorami ćwiczyłam plank /  deskę. W piątek również. Potem jeszcze chwilę pobawiłam nie z córką i przyszedł czas na spanie.  Myślałam, że się nadwyrężyłam. Pojawił się lekki ból w okolicach wątroby promieniujący delikatnie na plecy. „Nic poważnego” - pomyślałam. Ból jednak się nasilał. Zeszłam na dół i wzięłam leki rozkurczowe i przeciwbólowe. Mama stwierdziła, że to wątroba, i że przegięłam z tostami z serem.  Wypiłyśmy herbatę z cytryną i poszłam spać.

Sobota minęła bez bólu. Jednak wieczorem ból wrócił spotęgowany. Bolało mnie do tego stopnia,  że zadzwoniłam na pogotowie. Po trzech godzinach karetka zabrała mnie na sygnale do Otwocka  na SOR. Tam dostałam leki przeciwbólowe, zrobiono mi badania, podłączono kroplówkę i… rano  wypisano do domu z zaleceniem przyjmowania leków przeciwbólowych oraz wykonaniem usg  jamy brzusznej.

Ból jednak nie ustępował. Mama zawiozła mnie na pogotowie w Mińsku Mazowieckim. Lekarz dyżurny stwierdził, że mogę mieć atak kolki nerkowej i skierował na oddział urologiczny w  szpitalu. Zasugerował oddział w Siedlcach albo Otwock. Dostałam silne leki przeciwbólowe i  wróciłam do domu. Była niedziela w nocy.

W poniedziałek rano umówiłam się na usg do gabinetu dr n.med. Anny Pajk w Mińsku  Mazowieckim. Po wykonaniu usg pani doktor zasugerowała skrzepy lub guza prawej nerki. Nie jest to najlepsza perspektywa zważywszy utrzymujący się ból w obszarze jamy brzusznej i lędźwi. 

Postanowiłyśmy wracać do domu. Spakowałyśmy się w minutę. Mama zawiozła mnie do szpitala  Św. Anny w Piasecznie na urologię, a sama odwiozła dziecko i psa do domu. W szpitalu otrzymałam informację, że urologia nie działa i wykonywane są tylko przyjęcia planowe. Pani z recepcji zasugerowała szpital im. Orłowskiego. Gdzie pojechałam z mamą. Na SORze w Orłowskim dostałam kolejne środki przeciwbólowe i skierowanie na TK z kontrastem  na następny dzień. Z coraz większym bólem wróciłam do domu i rano we wtorek, pojechałyśmy  do przychodni na TK z kontrastem. Okazało się jednak, że pierwszy wolny termin to 25.02.2021.  W Orłowskim rozłożyli ręce i zasugerowali aby wrócić na SOR, jak ból będzie nie do zniesienia.

W tym samym czasie udało nam się prywatnie zamówić wizytę u lekarza wykonującego TK w  Orłowskim. Lekarz przebadał mnie i stwierdził, że powinnam spróbować kolejny raz przyjechać na SOR, bo „nie jest dobrze”.

Była środa po południu. Kolejny raz trafiłam na SOR w szpitalu im. Orłowskiego w Warszawie. Moje wyniki z minuty na minutę się pogarszały. Parametry krwi miały tylko oznaczenia H i L, nie miałam żadnych wyników w normie. Lekarz dyżurny stwierdził ostry stan kolki nerkowej, kamicę moczowodu prawego oraz odmiedniczkowe zapalenie nerki prawej. Po czym z wypisem wyrzucił
mnie z SORu tłumacząc swoje postępowanie brakiem miejsc w szpitalu. Jednocześnie  powiedział, że kwalifikuję się na operację w trybie pilnym i polecił szukać miejsca w innych szpitalach.

We środę w nocy trafiłam do Międzylesia (MSSW) na SOR. Nie bardzo już wiedziałam, co się ze  mną dzieje. Nie wiem czy miałam tak wysoką gorączkę czy mój organizm odcinał mnie w ten sposób od ogromnego bólu zatkanej i zainfekowanej nerki. Nie wiem ile osób było w poczekalni, nie pamiętam ile czasu spędziłam na badaniach i łóżku w korytarzu. Wiem, że z kodem czerwonym trafiłam rano na oddział i na stół. Priorytetowo wykonano mi udrożnienie nerki i  opanowano w miarę ból, który mnie odcina od świata.

Wiem tylko jedno, że piątku już bym nie przeżyła bez interwencji chirurgicznej. Nawet teraz kiedy to piszę, nie do końca zdaję sobie sprawę z zagrożenia jakie mnie spotkało. I do końca swoich dni będę wdzięczna tym niesamowitym lekarzom za pomoc i opiekę jakiej doświadczyłam. To jednak nie koniec…

Po operacji zaczęłam gorączkować… Tak na prawdę ostro i często. Przerwy między jednym gorącem a drugim to 4 godziny. Miałam podawane naprzemienne leki obniżające gorączkę i wtedy zaczęłam „widzieć”…

Najpierw pojawił się głos w mojej głowie mówiący mi, że będzie dobrze, że mam skupić się na sobie. Potem były dwa głosy - jeden mój zadający milion pytań i drugi też jakby mój ale nie mój, spokojny, odpowiadający na moje pytania. Rozmowa wydawała się trwać bez końca. Wszystkie pytania jakie miałam zostały wyjaśnione. Niestety nie umiem już ich wszystkich przytoczyć. Jedno
jednak pamiętam dokładnie, głos w mojej głowie kazał skupić mi się na sobie i swoich odczuciach, nie tracić energii na rozgrywanie scenariuszy w mojej głowie, kazał mi fizycznie oszczędzać energię.

Moja twarz i ciało paliły, czułam jak wewnętrzny ogień spala mi organy, Dostawałam bardzo silny antybiotyk, taki, że przygotowujące go pielęgniarki zmieniały rękawiczki na grubsze jak mi go podawały. Po tym antybiotyku wymiotowałam i miałam gorączkę. Moje ciało dosłownie płonęło. Non stop pękały mi żyły, w które wprowadzany miałam kolejny i kolejny wenflon. Czułam się podle, w głowie mi wirowało, miałam non stop odcinki.

Każde jednak zapadnięcie w sen - nie sem, pokazywał mi inny rodzaj emocji. To, co pamiętam dokładnie, a była to trzecia doba gorączki powyżej 39 stopni, to czas w jakim zobaczyłam to, co dzieje się z naszą planetą. Wiem, jak to brzmi, wiem, że nawet teraz jak to piszę, mam wrażenie, że wariuje i zmyślam ale czemu właśnie tak?

Wszystkie moje „podróże” miały ten sam schemat, zasypiałam lub odcinało mnie tutaj i pojawiały się krótkie epizody, jak filmy, które pokazywały mi różne oblicza emocji, stanów itp. Najmocniej zadziałał na mnie epizod, w którym jestem w ciemnej przestrzeni, która jednak jest jakby oświetlona. Widzę z góry ziemię, która paruje. Jestem jakby energią, bo nie widzę swojego ciała, jest ciemno ale jasno i wokół ziemi widzę bardzo dużo kul, planet, nie mam pojęcia co to było.


Nagle dwie istoty z energii zsuwają powłokę ziemską i odsłaniają to, co jest pod płaszczem, który znamy. Widzę kulę ziemską zrobioną z tytanu, w którym są dziury i buzuje lawa. Wiem, że to moja wina, nie słysząc żadnych słów. Jedyny dźwięk, który słyszę to słowa - „zacznij od siebie, rób to co umiesz najlepiej”. Potem się budzę, temperatura spada.

Temperatura zawsze rosła mi koło 16:00 - 17:00. Kolejne epizody nie są już tak wyraźne. I nie pamiętam ich tak dokładnie. Jednym z nich były emocje, które obecnie przezywam. Drugim relacje międzyludzkie na poziomie rodziny. I kolejnym, który dobrze pamiętam jest epizod, w którym moje ciało wygląda jak z kostki Rubika, gdzie świecą poszczególne elementy. I ktoś mi te świecące elementy wymienia na zgaszone. Więcej rzeczy niestety już nie pamiętam.

Postaci świetlne, które widziałam były bardzo wysokie, obłe na górze i rozchodzące się na dół. Bez twarzy, miały dwie ręce jakby bez palców, Widziałam ich tylko obrys.

Po paru dniach temperatura minęła i wypisano mnie do domu. Mam założony wewnętrzny cewnik i czeka mnie jeszcze jedna operacja w styczniu. Nie boję się jej.

To, co udało mi się zapisać jeszcze nazwałam po prostu lekcje. I oto one. Proste i oczywiste. Będę się ich trzymać i pracować na razie nad sobą. Nie wiem również, czy wszystko co napisałam powyżej to nie był po prostu sen. Acha i jeszcze jedno. Po projekcjach wiedziałam jak zrobić zewnętrzną protezę kolana w postaci małej płytki ale teraz nie mam pojęcia jak. Mam w głowie tylko kształt i miejsce gdzie powinno to się montować na ciele. No i oczy… Moje oczy już nie są moje ale widzę to tylko ja…

Lekcje:

- Nie oceniaj - Dbaj o własną energię świadomym oddechem

- Słuchaj siebie

- Nic nie musisz - chcesz

- Myśl pozytywnie

- Skupiaj się na małych rzeczach

- Wybieraj opcje korzystne dla ciebie

- Masz każdą odpowiedź w sobie

- Jesteś jednością

- Nie bój się

 - Działaj jak masz wpływ na sytuację, jak nie - obserwuj

(Więcej nie zapamiętałam ale było tego bardzo dużo)

/dane do wiad. FN/



zwiń tekst



DWIE TAJEMNICZE KULE NAD WIEŻĄ KOŚCIOŁA - OBSERWACJA Z LAT 90-TYCH
Śr, 15 gru 2021 20:32 komentarze: 1 czytany: 1932x

Obiekty nad wieżą kościelną lata 90-te. Witam serdecznie Fundację Nautilus ! W załączeniu przesyłam Państwu ciekawy opis zdarzenia z lat 90-tych. To się wydarzyło podczas mojej podróży na tereny wschodniego Mazowsza.  Pozdrawiam ( Orion_1957 )Chciałbym opowiedzieć Wam o bardzo ciekawym wydarzeniu które miało miejsce w latach 90 -tych.  Mogło to być między 1994 a 1997 r ponieważ w tym okresie.......

czytaj dalej

Obiekty nad wieżą kościelną lata 90-te. Witam serdecznie Fundację Nautilus ! W załączeniu przesyłam Państwu ciekawy opis zdarzenia z lat 90-tych. To się wydarzyło podczas mojej podróży na tereny wschodniego Mazowsza.  Pozdrawiam ( Orion_1957 )


Chciałbym opowiedzieć Wam o bardzo ciekawym wydarzeniu które miało miejsce w latach 90 -tych.  Mogło to być między 1994 a 1997 r ponieważ w tym okresie posiadałem Fiata 125 p  i w ten sposób łatwiej mi to umiejscowić czasowo.  Pewnego letniego dnia wybrałem się w podróż z Warszawy na działkę na wschodnie tereny Mazowsza gdzie w tym czasie przebywał mój ojciec.

Oczywiście nie będę opisywał całej mojej podróży bo tak naprawdę podczas 2-u godzinnej jazdy  nic się nie działo prócz tego, że przez okno samochodu mogłem podziwiać soczystą i piękną przyrodę. Kiedy dojeżdżałem do swojej miejscowości a miałem ostatni kilometr coś zaczęło się dziać w warunkach pogodowych. Tak to chyba trzeba określić. Było ,,coś,, bardzo dziwnego na zewnątrz. Mijałem właśnie przepiękny zabytkowy kościół który był ostatnim wysokim punktem który pozostawiłem za sobą. Nie sposób było nie zauważyć, że wjeżdżam jakby w inną tajemniczą krainę przepełniną pięknym widokiem. Z każdej strony zalewał  wszystko niesamowity czerwony kolor. Nawet wewnątrz samochodu było czerwono. Gdzie się człowiek spojrzał tam była intensywna czerwień. Ta barwa wyglądała tak jakby za czyimś przyzwoleniem wgryzła się we wszystko co nas otacza. Czerwień którą nawet trudno opisać. Przenikała wszędzie. Patrzenie się na ten kolor sprawiało niejako problem. Nasze oczy nie są przyzwyczajone do takiego intensywnego obrazu. Droga okoliczne pola i zabudowania były skąpane w tym wspomianym kolorze. Jakby coś się stało ze słońcem.

Widok niby cudowny lecz przypominał nieziemski. Czasami możemy zaobserwować zachodzące słońcy kiedy poświata promieni wlewa się do naszych mieszkań. Ale to było zupełnie coś innego. Kiedy byłem coraz bliżej domu zauważyłem, że przy posesjach, przy drodze stali ludzie i patrzyli  w kierunku tego przedziwnego nieba. Nie było innych barw tylko ta może malinowo-czerwona poświata niczym peleryna zarzucona na wioskę. Wjeżdżając na swoje podwórko zobaczyłem swojego ojca który stał wspólnie z sąsiadami i również przyglądał się niebu patrząc w kierunku zachodnim tj. w kierunku kościoła obok którego parę minut wcześniej przejeżdżałem. Kiedy wyszedłem z samochodu ojciec powiedział mi, że się trochę spóźniłem bo parę minut temu również mógłbym zobaczyć na niebie dwa słońca jak to opisali sąsiedzi. Natomiast ojciec powiedział mi, że to były dwie dość spore świecące kule przypominające z lekka słońce. Kiedy dojechełem na działkę było po południu może 15.00 lub 16.00 więc do zachodu słońcu pozostało sporo czasu natomiast ono samo było zupełnie z innej strony i też przebijało się w barwie innej niż zawsze.

Ta czerwień w zasadzie zaczynała się jeszcze przed kościołem może parę kilometrów wcześniej ale to wyglądało bardzo naturalnie zwłaszcza, że ta barwa przybierała odcień czerwieni zaczynając od delikatnej przechodząc w intensywną  w trakcie zbliżania się do celu. Wtedy to lekko różowe światło nie wzbudzało żadnych podejrzeń. Zjawisko to mieszkańcy obserwowali na miejscu kilka godzin. Dziwnie się stało bo jakby na całą miejscowość ktoś opuścił firanę z odcieniem tej czerwieni która jeszcze przez długi czas przykrywała całą okolicę. Kiedy pojawiły się te kule nikt wcześniej nie zwrócił na nie uwagi. Stało się to wtedy gdy pojawiła się na niebie czerwień. Po pewnej chwili jak mi relacjonował ojciec wiszące kule nagle zgasły ale czerwień utrzymywała się jeszcze dość długo.

Obserwował je na niebie przez prawie godzinę. Pamiętam, że w tym czasie szukałem jeszcze czegoś na niebie i byłem zły, że to zjawisko mnie ominęło. W odległości od mojego domu na działce może ok. 400 metrów dalej rozciągają się  uprawne pola  sąsiadów. Teren ten tworzy wzniesienie a dalej można dostrzec idąc w tamtym zachodnim kierunku rozpostartą  dolinę. Są to również pola ciągnące się jakby na zapleczu wsi. Dlaczego o tym wspominam. Kiedy patrzyłem z innymi w niebo podziwiając ten jakże odmienny kolor widziałem, że tam w tej dolinie musiało się coś wydarzyć. Ta intensywa barwa która przenikała całą wieś była tam bardziej intensywna i najdłużej zachowywała swoją barwę. Ale jakoś nie znalazłem chętnych aby tam się ze mną udali. Pamiętam, że czułem pewne obawy. To co widziałem w tamtym czasie było oczywiście czymś nowym, nieznanym i bardzo tajemniczym.

Może właśnie to zatrzymało mnie i odpuściłem sobie ale bardzo mocno kusiło by zobaczyć co w tej dolinie się wówczas działo. Teraz żadna siła by mnie zatrzymała ale czasu nie cofniemy. Myślę, że te czerwone barwy które nadciągnęły na te tereny mogły powstać w wyniku pojawienia się kul które wisiały dość długo nad wieżą kościoła. Szkoda, że jadąc wtedy na działkę nie zauważyłem ich przez szybę. Spóźniłem się na ten spektakl ale jak wiemy nigdy nie wiadomo kiedy będzie nam dane dostrzec coś czego inni nie zobaczą. Mogę  powiedzieć tylko jedno. Trochę tego życia już przeżyłem i wtedy zdarzenie to na niebie przyjąłem jako pewnik natury chociaż miałem też małe wątpliwości. Ale obecnie uważam, że to mogło być sztucze działanie bo nie jest możliwe aby sama natura wywołała tego typu zjawisko. A jeżeli to byli obcy ? Lata 90-te to lata kiedy telefon komórkowy mieliśmy w swoich rękach po raz pierwszy ( w zasadzie to w końcu lat 90-tych )          a działanie internetu było nam jeszcze mało znane.

Więc nasza wiedza z tej dziedziny w tym czasie również była mierna.  Dzisjaj moje spojrzenie na UFO i podobne zjawiska jest zupełnie inna – bardziej pogłębiona a to dzięki Fundacji Nautilus która jest dla nas wszystkich niesamowitą kopalnią wiedzy za co im serdecznie dziękuję. To oni otworzyli nam oczy na zjawiska, na obiekty i wszystko co nas otacza. Wskazują nam  jak na nie patrzeć i na co zwracać szczególną uwagę.

W załączeniu wizualizacja powyższego zdarzenia .

 

Trzeba pamiętać, że przy każdym wyjeździe w trasę trzeba mieć przy sobie aparat fotograficzny lub kamerę by zarejestrować takie lub podobne zjawiska które nie pojawiają się w naszym życiu codzienne.

 Pozdrawiam  ( Orion_1957 )



zwiń tekst



MOJA PIERWSZA PODRÓŻ W CZASIE
Pon, 6 gru 2021 13:40 komentarze: 4 czytany: 4410x

Droga Redakcjo,Od wielu lat jestem czytelniczką i załogantką Nautilusa. Swoją przygodę z „nieznanym” rozpoczęłam w latach 70-tych XX wieku od książek m.in. Andrzeja Donimirskiego czy Ericha von Dänikena, którego w tym roku miałam okazję poznać osobiście podczas jego pobytu we Wrocławiu. Dziś jednak skupię się na moich doświadczeniach związanych z hipnozą, regresingiem i moimi poprzednimi wcieleniami.......

czytaj dalej

Droga Redakcjo,
Od wielu lat jestem czytelniczką i załogantką Nautilusa. Swoją przygodę z „nieznanym” rozpoczęłam w latach 70-tych XX wieku od książek m.in. Andrzeja Donimirskiego czy Ericha von Dänikena, którego w tym roku miałam okazję poznać osobiście podczas
jego pobytu we Wrocławiu. Dziś jednak skupię się na moich doświadczeniach związanych z hipnozą, regresingiem i moimi poprzednimi wcieleniami. Podczas wielu seansów hipnozy poznałam kilka z nich, lecz jak to zwykle bywa, to pierwsze spotkanie
z regresingiem jest chyba najsilniejsze.

MOJA PIERWSZA PODRÓŻ W CZASIE.

W 2005 roku po raz pierwszy trafiłam do dr. Andrzeja Kaczorowskiego hipnoterapeuty i psychologa z Wrocławia. Miałam wówczas wiele problemów natury  psychologicznej i fizycznej. Podczas wizyty terapeutycznej miała miejsce moja pierwsza w życiu sesja regresji hipnotycznej. Samo pojęcie hipnozy i regresingu wzbudzało wówczas moją dużą ciekawość. Cały czas byłam świadoma. Słuchałam  ciepłego i spokojnego głosu p. Andrzeja. Pomyślałam sobie, przecież ja wszystko słyszę, nawet to co dzieje się za drzwiami gabinetu. Mogę zrobić wszystko, wstać,  ruszać się, otworzyć oczy. Ta hipnoza chyba na mnie nie działa… Jakież było moje zdziwienie, gdy uświadomiłam sobie, że nie mogę ruszyć ręką, nie mogę otworzyć oczu, ale mogę, zgodnie z sugestią p. Andrzeja, przenieść się na cudowną plażę.

Poczułam morską bryzę, usłyszałam szum fal, krzyk mew. Wszystko to było takie realne i prawdziwe. Poczułam się bardzo zrelaksowana. W pewnym momencie pojawił się bardzo realistyczny film. Zobaczyłam scenkę rodzajową jakby namalowaną ręką
mistrza flamandzkiego przedstawiającą rodzinę kupiecką z XVI-XVII wieku. Na pierwszym planie stoi dom wybudowany z kamienia z dachem krytym łupkiem. W pobliżu zlokalizowane są stajnie i wozownia, przy których krzątają się jacyś ludzie.

Ktoś prowadzi karego konia, a inni przerzucają siano. Sielski obrazek. Przed domem widzę grupę ludzi – rodzinę, małżeństwo z trzema córkami. Wiem, że to jest moja ówczesna rodzina. Ojciec jest kupcem pochodzenia holenderskiego. Mieszkamy we
Francji. Jest ciepły słoneczny dzień. Ojciec ubrany jest na czarno. Nosi opięty kaftan z ozdobnymi guzikami. Spodnie, spod których wychodzą czarne pończochy sięgające za kolana. Buty na lekkim obcasie z kwadratowymi czubkami ozdobione są
prostokątnymi klamrami. Jedynym jasnym akcentem tego stroju jest biały kołnierz schodzący na ramiona i białe wywinięte mankiety od koszuli. Całości dopełnia czarny kapelusz z dużym rondem i cylindryczną, podniesioną główką wykończoną
prostokątną klamrą. Mężczyzna ten posturą i ubiorem do złudzenia przypominał Romualda Lipko z Budki Suflera w stroju jaki miał w teledysku do utworu „Bal wszystkich świętych”. Stojąca obok postawna, mocnej budowy ciała kobieta jest moją
ówczesną matką. Ubrana jest w czarną długą suknię ozdobioną dużym białym kołnierzem opadającym na ramiona. Na głowie nosi biały czepiec. Rękawy sukni ozdabiają białe wywinięte mankiety z koronki. Dwie dziewczynki w wieku 10 - 11 lat
radośnie biegające mają białe czepce. Najbliżej rodziców stoi młoda 18 - 19 letnia dziewczyna. Jest bardzo ładna. Ma długie jasne włosy upięte w kok, z którego długie loki opadają na ramiona. Jej strój składa się z długiej czarnej aksamitnej spódnicy,
białej koszuli z ozdobnymi mankietami i sztywnego czarnego gorsetu, jak w naszych strojach ludowych, o okrągłym wycięciu sznurowanym z przodu czarną wstążką. W przeciwieństwie do sióstr nosi mini czepiec zakrywający tylko tylną część głowy. W
pewnym momencie uświadamiam sobie, że to ja jestem tą młodą dziewczyną. Sądząc po strojach jest to chyba przełom XVI-XVII wieku. Sielską atmosferę zakłóca szybko podjeżdżający powóz. Zatrzymuje się w pobliżu stajni. Wysiada z niego młody
przystojny mężczyzna ubrany w mundur oficera muszkieterów i ozdobny czarny kapelusz z dużym rondem. Powoli zmierza w kierunku naszego domu. Wita się z moją rodziną. Kiedy spogląda na mnie swoimi błękitnymi oczami rozpoznaję w nim mojego
obecnego męża ! Obraz znika i po chwili pojawia się następna scena. Spacerujemy po zadbanym ogrodzie znajdującym się za domem. W oddali widać piękną ukwieconą łąkę. Słońce świeci, jest cudownie. Niespodziewanie dowiaduję się, że mój ukochany
musi gdzieś wyjechać, może na wojnę, może do innego kraju, nie wiem…, chyba gdzieś daleko i nie wiadomo kiedy wróci. Jest mi smutno, łzy płyną mi po policzkach.

Czuję niepokój i bardzo boję się o niego. Obraz się rozpływa i pojawia się następna odsłona. Leżę w łóżku, którego szczyty są bardzo wysokie. Mam na sobie białą płócienną koszulę, jestem blada, mam gorączkę, chyba umieram… W pewnym momencie widzę smugę opalizującego światła, która częściowo obejmuje moje łóżko. Odchodzę. Zostawiam swoje ciało. Jest mi dobrze. Czuję ciepło, szczęście, miłość. Po chwili obraz się zmienia. Drogą idzie kondukt żałobny. Chyba pada deszcz. Całość
obserwuję z góry. Nie widzę twarzy. Czterech mężczyzn w ciemnych pelerynach i wysokich kapeluszach z dużym rondem niesie wąską czarną trumnę na wieku której przymocowano bardzo długi krzyż. Mam wrażenie, że trumna się chybocze, jakby
osoby ją niosące szły po bardzo nierównym, śliskim, błotnistym terenie. Wiem, że jestto mój pogrzeb. Nie czuję nic, ani smutku, ani żalu. Na wszystko spoglądam z boku jakbym oglądała film. Słyszę głos pastora odmawiającego modlitwę….. Obraz się
rozpływa. Sama sobie się dziwię, że zapamiętałam tyle szczegółów.

Do wrocławskiego hipnoterapeuty a zarazem psychologa trafiłam aby „wyleczyć się” z niektórych moich uciążliwych „słabości”. Miałam niską samoocenę, początki depresji, brak akceptacji swojego wyglądu i wiele innych, z którymi ciężko mi było żyć.
Od ponad 30 lat żyję z autoimmunologiczną chorobą (RZS) popularnie zwaną reumatyzmem, a która zaważyła na większej części mojego życia. Zmieniła mój wygląd dodając prawie 20 kg w wyniku intensywnej kuracji sterydowej. Zniekształciła stawy doprowadzając do kilku ciężkich ortopedycznych operacji. Ograniczyła znacznie moją zdolność ruchową, czyli mówiąc krótko „uziemiła” mnie fizycznie na długie lata.

Od lat zadawałam sobie pytanie: dlaczego to ja musiałam tak ciężko zachorować? I nie było to pytanie z zakresu medycyny konwencjonalnej, bo odpowiedź można znaleźć choćby w internecie. Interesowało mnie to w sensie metafizycznym. Terapeuta
do którego trafiłam postanowił mi pomóc. W czasie mojej pierwszej sesji regresji hipnotycznej przeniosłam się w czasie do jednego z moich poprzednich wcieleń.
Ujrzałam opisaną tu scenkę rodzajową w kilku odsłonach z XVI- XVII wieku. To właśnie ten seans regresji hipnotycznej uświadomił mi jak wiele możemy przenieść z jednego do drugiego wcielenia.

Kiedy w 1986 roku spotkałam mojego męża na wczasach w jednym z kurortów nad Morzem Czarnym, oboje od początku mieliśmy wrażenie, że znamy się od dawna. Choć w Polsce mieszkaliśmy w miastach oddalonych od siebie o 200 km, tydzień pracy
trwał 6 dni (bo soboty były też pracujące), a rozmowy międzymiastowe były zamawiane, my cierpliwie pokonywaliśmy wszelkie trudności, które chciałyby nas rozdzielić. Kilka razy w tygodniu pisaliśmy do siebie listy. Potrafiliśmy parę godzin spędzić w pociągu by przez 3-4 godziny móc ze sobą się spotkać i porozmawiać. Po dwóch miesiącach byliśmy zaręczeni. Terapeuta powiedział, że widać podświadomie baliśmy się żeby nic, ani nikt nas znowu nie rozdzielił i dlatego jak najszybciej chcieliśmy być razem. Dwa lata po ślubie mój mąż został na pół roku oddelegowany do pracy w stolicy. Choć przyjeżdżał na każdą sobotę i niedzielę, mnie dopadła choroba. Byłam mocno osłabiona, przez ponad 2 miesiące trawiła mnie gorączka, którą zbijałam by rano pójść do pracy. Lekarze nie wiedzieli co mi jest. Dopiero potem okazało się, że mój organizm zaatakował sam siebie i wywołał RZS. Teraz już wiem, że nieświadomie zadziałał tu związek przyczynowo-skutkowy z poprzednich wcieleń.

Rozstanie (choćby pozorne) z bliską mi osobą równa się choroba lub śmierć. U mnie sytuacja ta miała miejsce dwukrotnie w poprzednich wcieleniach i teraz też się powtórzyła. Od początku naszej znajomości w przypadku jakiegokolwiek wyjazdu
mojego męża ogarniał mnie niczym nieuzasadniony strach. Nie było telefonów komórkowych, a oczekiwanie na rozmowę międzymiastową trwało niekiedy kilka godzin. Cały czas dręczyły mnie myśli, żeby nic złego się nie stało i żeby cały i zdrowy
wrócił do domu. Jak silne w poprzednich wcieleniach musiało być to przeżycie, że z taką siłą objawiło się obecnie. Jak już wcześniej opisywałam relację z sesji hipnotycznej: mój ukochany muszkieter wyjechał, nie wrócił, a ja zachorowałam i umarłam. W innym znanym mi wcieleniu był maharadżą w Indiach i kiedy umarł, ja razem z nim spłonęłam na stosie, zgodnie z ceremoniałem sati. To tylko dwa z wielu przypadków, które według mnie potwierdzają fakt, jak zdarzenia z poprzednich wcieleń mogą wpływać na nasze obecne życie. Jest wiele udowodnionych i opisanych przypadków, gdzie osoby panicznie bojące się wody, w jednym z poprzednich wcieleń utopiły się. To samo dotyczy tzw. fobii ognia, lęku wysokości, strachu przed lataniem czy pływaniem statkami. To są fakty potwierdzone i wyjaśnione w różnych częściach naszego globu. Napisano na ten temat wiele książek, a wiele ciekawych relacji
znajdziemy w archiwum Nautilusa. Już w czasie następnej wizyty terapeuta znając przyczynę moich niektórych problemów, w czasie kolejnego seansu hipnotycznego „wykasował” z mojej pamięci te i inne traumatyczne dla mnie przeżycia tak, aby  przerwać ten powtarzający się od setek lat i wielu wcieleń ciąg niekorzystnych zdarzeń. I … naraz okazało się, że paniczny strach minął i … wszystko wróciło do normy. Zaakceptowałam swój wygląd. Moja choroba weszła w stan remisji, minęła lekka
depresja, a ja zyskałam więcej pewności siebie. Muszę przyznać, że doskonale się z tym czuję !

Wracając do opisanego wcześniej mojego „francuskiego” wcielenia, uzyskałam  odpowiedź dlaczego podobają mi się te, a nie inne rzeczy. Dlatego pozwolę sobie obalić twierdzenie wielu osób jakoby w czasie seansu hipnozy ktoś miał wpływ na naszą pamięć poprzednich wcieleń. Obrazy są bardzo dynamiczne i pojawiają się niekiedy niespodziewanie. Czuje się strach, ból, chłód, gorąco, miłość, radość, nienawiść … czyli wszystkie doznania, które są częścią naszego życia. Tego stanu trzeba doświadczyć samemu, aby móc wypowiadać się na temat hipnozy i reinkarnacji, korzystając z własnych doświadczeń, a nie słuchać „opowieści zielonego lasu” samozwańczych autorytetów, którzy nigdy nie uczestniczyli w takich seansach, nawet jako obserwatorzy. Od wielu lat bardzo mi się podoba styl starofrancuskich domów, zwanych dziś prowansalskimi. Uwielbiam czarne stroje z elementami bieli. Jedyna w rodzinie od urodzenia mam jasne włosy, choć jestem podobna do ojca, który miał ciemne włosy. Mój mąż już w trzecim znanym mi dotychczas swoim wcieleniu, związanym z moją osobą był „mężczyzną w mundurze”. Czy to zbieg okoliczności?
Wielu odpowie, że tak! Być może mają całkowitą rację. Mnie się jednak wydaje, że to „spadek” po poprzednich wcieleniach. W moim przypadku poznanie kilku moich inkarnacji wyjaśnia moją tolerancję i szacunek do różnych religii, poglądów, czy narodowości. Fascynacja i miłość m.in. do Indii (choć w obecnym wcieleniu nigdy tam nie byłam), do kultury żydowskiej ... też ma swoje źródło w poprzednim życiu (byłam kiedyś żydowskim dzieckiem, które zginęło w obozie na Majdanku). Takich
„przypadków” jest dużo więcej. Rzutują one na moje postrzeganie świata, podejmowane decyzje i zainteresowania, ulubiony styl, kolory, czyli na całe obecne życie składające się właśnie z takich właśnie drobiazgów tworzących indywidualność każdego człowieka.
Pozdrawiam
[...] (imię i nazwisko do wiadomości Redakcji)
P.S. Swoją historię z jednego z poprzednich wcieleń, gdy byłam żydowskim dzieckiem,  które zginęło w obozie na Majdanku opisałam w 2013 roku i Nautilus opublikował ją 22 lutego 2013 r. rozpoczynającą się od słów „Wszystko wskazuje na to, że wcielając się w ciała materialne jesteśmy niczym aktorzy w teatrze odgrywający kolejne role”. W 2020 r. życie po raz kolejny dopisało ciąg dalszy. Będąc w Lublinie postanowiłam wraz z moim mężem udać się na Majdanek. Byliśmy m.in. w krematorium, a następnie wchodziliśmy do wielu baraków, gdzie umieszczono różne wystawy tematycznie związane z wojną, obozem i Lublinem w czasie wojny. Zbliżał się czas zamknięcia muzeum, gdy dotarliśmy do ostatniego otwartego baraku. Po wejściu do niego
stanęłam jak wryta. Moje ciało przeszedł dreszcz i oblał mnie zimny pot. Zobaczyłam barak wypełniony równo ustawionymi pryczami. Z góry dochodziło światło ze świetlików dachowych. Mój wzrok skupił się na jednej z nich w pobliżu ściany kominowej. To było to miejsce. Umarłam tu na dolnej pryczy. „Wspomnienia” wróciły. Stałam nieruchomo. W pewnym momencie podszedł do mnie mój mąż i powiedział, że przy wejściu wisi tablica napisana w kilku językach, informująca, że jest to barak dziecięcy…




zwiń tekst



MÓJ DZIWNY SEN - ZOBACZYŁAM PRZELATUJĄCY NADE MNĄ OGROMNY STATEK
Sob, 4 gru 2021 19:40 komentarze: brak czytany: 2458x

[...] Śnił mi się przełom lipca i sierpnia. Było ciepło, a ja zajmowałam się dziećmi z sąsiedztwa, całą zgrają w różnym wieku. Były tam i te grzeczne i łobuzy. Pamiętam że w myślach cieszyłam się że zaraz sierpień, niedługo koniec wakacji i wrócą do szkoły. One strasznie się kłóciły i biły między sobą, a ja poprosiłam je, żeby złożyły obietnicę że będą się szanować i troszczyć o siebie nawzajem.W .......

czytaj dalej

[...] Śnił mi się przełom lipca i sierpnia. Było ciepło, a ja zajmowałam się dziećmi z sąsiedztwa, całą zgrają w różnym wieku. Były tam i te grzeczne i łobuzy. Pamiętam że w myślach cieszyłam się że zaraz sierpień, niedługo koniec wakacji i wrócą do szkoły. One strasznie się kłóciły i biły między sobą, a ja poprosiłam je, żeby złożyły obietnicę że będą się szanować i troszczyć o siebie nawzajem.

W następnej chwili był już sierpień. Trwały działania wojenne, byłam na dworze w swoim rodzinnym domu, patrzyłam na biegających ulicą żołnierzy, a na niebie latały helikoptery. Nagle zobaczyłam nad sobą przelatujący ogromny statek, to nawet nie był samolot, bo był w kształcie prostokąta  z mnóstwem świateł, jakichś reflektorów. Wystraszyłam się go i przypomniałam sobie, że gdzieś po podwórku chodzi moja kotka. Poszłam jej szukać, nagle do bramy podszedł przerażony żołnierz, młody chłopak. Mówił po niemiecku, choć nie znam tego języka z mowy ciała wiedziałam, że chce żebym go wpuściła. Odpowiedziałam mu po angielsku że brama jest zamknięta na klucz i nie mogę i żeby spróbował przeskoczyć przez nią. Znalazłam kotkę i zabrałam ja ze sobą, a gdy się odwróciłam w stronę tego chłopaka, zobaczyłam że wbił sobie w nadgarstek grot, który jest elementem dekoracyjnym furtki, po chwili wykrwawił się i umarł. Byłam totalnie przerażona. Nie widziałam dookoła siebie nikogo z bliskich.

Pamiętam też, że była zaskoczona tym, że mimo tego całego rozgardiaszu, ludzie robili normalnie zakupy, i ja dosłownie dziwiłam się ich konsumpcjonizmowi. Właśnie słowo konsumpcjonizm brzmiało w mojej głowie po przebudzeniu. Po chwili zaczęły napływać wydarzenia ze snu. Był bardzo realistyczny, minęło jakieś 20h, a ja wciąż go pamiętam. Nigdy nie miałam snu dot. wojny. Oby nigdy więcej takich obrazów, a już w ogóle w realu. Wszystkie moje dane tylko do Waszej wiedzy. Serdecznie pozdrawiam i dziękuję wam za Waszą pracę w przybliżaniu nam nieznanego. Odwiedzam Waszą stronę codziennie.
[...]


From:[...]
Sent: Saturday, December 4, 2021 5:49 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Historia z mojego życia

Witam,
Nie wiem ile razy zastanawiałam się czy napisać do Państwa i co dokładnie, na pewno wiele. Zdecydowałam się w końcu na ten krok, ponieważ pewne rzeczy nie dają mi spokoju, i zaczyna mi to ciążyć. Postaram się opisać wszystko jak najzwięźlej.

Jako dziecko i nastolatka interesowałam się astronomią, uczyłam się rozpoznawać na niebie konstelacje gwiazd. Latem razem z moimi dwoma braćmi wyciągaliśmy na noc materace i kołdry i spaliśmy pod gołym niebem. Wtedy mieszkaliśmy jeszcze na wsi, później przeprowadziliśmy się do miasta, a na wieś przyjeżdżaliśmy głównie na wakacje.
Miałam już chyba 19 lat kiedy ostatni raz spaliśmy pod chmurką. To było w sierpniu, 14 lat temu. Ja leżałam na hamaku, a moi bracia i sąsiad spali na materacach po mojej prawej stronie. Leżeliśmy w niskiej trawie, jakieś 20 metrów od naszego podwórza. W podobnej odległości miałam za głową pole.
Pierwsza dziwna rzecz jaką wszyscy zauważyliśmy, było mignięcie światła, jakby flesz lub latarka zza rogu podwórza, ale nikt się nad tym nie zastanawiał co to było.
Nie potrafię określić która dokładnie była to godzina, było ciemno, wszyscy poza mną już spali, więc to mogło być miedzy 12 a 3 rano.
W pełni przytomn, leżąc patrzyłam wprost przed siebie, i wtedy wysoko nade mną pojawiły się światła, tzn. pojawiały się po kolei. Zapaliło się jedno ,zgasło, pojawiło się kolejne, zgasło, łącznie cztery ustawione w jednej linii poziomo. Kilka tygodni temu, obejrzałam filmik na youtube na którym nagrany obiekt najbardziej przypomina to co widziałam tamtej nocy:



Absolutnie nie uważam, że to jest to samo, chcę jedynie zobrazować Państwu to co widziałam.  Moi bracia już spali, nie chciałam ich budzić, leżałam spokojnie dalej i obserwowałam niebo, chyba uznałam, że lepiej będzie o tym nie myśleć żeby nie zacząć się bać. I wtedy nagle, dopadło mnie dziwne wrażenie, że ktoś stoi przy mojej głowie z lewej strony. Wyraźnie słyszałam jakiś dźwięk, jakby szelest ocierających się o siebie liści kukurydzy. Pole za mną o którym pisałam było porośnięte kukurydzą, ale ten dźwięk był tuż przy mnie. Sparaliżował mnie strach, moje ciało i umysł w ułamku sekundy jakby przeszły na tryb awaryjny. Czułam łomotanie serca, byłam pod nos zakryta kołdrą, zamknęłam oczy, starałam się spokojnie oddychać, jakbym spała, nie drgnąć, jak zwierzęta które w obliczu zagrożenia udają martwe. Nigdy nie zapomnę tego uczucia spływającej po plecach kropli zimnego potu. Od pierwszej sekundy starałam się nie myśleć o niczym, i w wyobraźni stworzyłam tylko obraz ściany zbudowanej z cegieł, chyba po to tylko żeby nie spanikować, wtedy wydawało mi się to swego rodzaju zabezpieczeniem. Nie mam pojęcia ile to trwało, czy 30 sekund czy 10 minut. Ten szelest powoli zaczął się oddalać w stronę pola, wtedy się uspokoiłam, nie zasnęłam już tej nocy.

Następnego roku, również pod koniec sierpnia, byłam w domu z moim tatą i babcią. Oglądałam telewizję do późna, babcia i tata spali w innym pokoju. Wyłączyłam tv i położyłam się do łóżka, z lewej strony miałam otwarte drzwi na jadalnię skąd wychodzi okno na podwórze, z prawej okno na ogród. Minęła chwila od momentu kiedy się położyłam, od strony podwórza błysnęło światło. Był to wielki rozbłysk, jakby przed samym oknem ustawiono ogromny  reflektor, w całym pokoju zrobiło się jasno. 10 sekund później znów pojawił się ten błysk ale już od strony ogrodu, i pojawiał się regularnie co 10 sekund, liczyłam. Byłam przerażona, nie byłam w stanie podejść do okna żeby sprawdzić co to. Ogromy błysk od którego robiło się jasno w całym pokoju, sparaliżowała mnie świadomość, że nie jest to coś co mogłoby być mi znane, światło latarki, flesz, reflektor auta. Ten strach który czułam, był dla mnie tak wyczerpujący, że w końcu zasnęłam z głową schowaną pod kołdrą, jakbym przekroczyła jakąś granicę wytrzymałości.
Nie pamiętam dokładnie czy rok później czy dwa lata, sytuacja się powtórzyła, ale wtedy zebrałam w sobie odwagę i poszłam do pokoju gdzie spali moi rodzice i podeszłam do okna, jedyne co zobaczyłam, to wschodzący nad horyzontem czerwony księżyc. Następnego dnia rozmawiałam z żoną mojego kuzyna która mieszka niedaleko nas czy widziała coś w nocy, powiedziała że to była burza.

Teraz zdarzenie z tego roku, również z sierpnia. Chwilę przed zachodem słońca wyszłam na spacer z moim psem, w drodze powrotnej idąc drogą między polami zauważyłam spadający meteor, był ogromny i rozpadł się na kilka części, chwilę potem przed nami na drogę wybiegło kilka saren, które wróciły się zauważywszy mnie i Lucjana. To był piękny widok.
Tego wieczoru, wraz z moim chłopakiem rozpaliliśmy w ogrodzie ognisko, był z nami pies- owczarek szwajcarski z uszami ogromnymi jak radar. Było już ciemno, około godziny 23. Poszłam po coś do domu, jakieś 15 metrów ode mnie, za płotem błysnęło światło, identyczne jak to z pierwszej historii, coś jakby flesz. W tym miejscu gdzie pojawiło się to światło rosną drzewa, dalej jest pole, a od prawej strony, za rowem wąski pas drzew i dalej pole Byliśmy tylko we dwójkę i pies. Kiedy wróciłam opowiedziałam chłopakowi o tym fleszu, starałam się zachować obojętność, żeby nie robić z siebie wariatki. Pojawiły się też rozbłyski na niebie, nie tak mocne jak te sprzed kilku lat. Zachowywaliśmy się obojętnie, przynajmniej starałam się zachować pozory ale włączyło to moją czujność. Na niebie nie było chmurki, nie potrafiłam jednak zlokalizować strony z której pojawiał się ten błysk, może nie chciałam. Za to skupiłam się na moim psie, na tym jak się zachowuje.  Byliśmy przy samym rowie, za nim gęsto rosną krzaki i drzewa, pies w pewnym momencie zaczął ujadać w stronę tych krzaków właśnie, padało na nie światło z ogniska ale nic tam nie dostrzegliśmy, pies dalej szczekając zaczął przesuwać się w lewą stronę aż do ogrodzenia i dalej aż wybiegł z ogrodu. Kiedy wrócił jakiś czas później sytuacja znów się powtórzyła, już bliżej mnie zaczął ujadać na cos między drzewami owocowymi w ogrodzie, kilka metrów ode mnie. Nie wiem czy wiedzą Państwo jak szczeka pies na coś co mają przed sobą, opuszcza nisko łeb, rozstawiają szeroko przednie łapy.  Nie podeszłam do niego, ale patrzyłam uważnie w to miejsce na które się kierował, było jednak zbyt ciemno żeby coś zauważyć. Wtedy niedaleko ogrodu zajechała autem moja mama, i wtedy przez chwilę wydawało mi się że dostrzegłam jakiś ruch między drzewami, ale to mogło być złudzenia.

Dzielę się z Państwem tą historią, ponieważ jestem ciekawa czy spotkaliście się już z podobnym przypadkiem, a może macie jakieś refleksje w tym temacie. Mam przeczucie, że za rok znów historia się powtórzy.

Pozdrawiam, [dane do wiad. FN]

From: [...]
Sent: Saturday, December 4, 2021 12:32 PM
To: FN
Subject: Oumuauma

 

Witam. piszę do Państwa od czasu do czasu i także tym razem chciałbym przedstawić, pewne informację, całkowicie przypadkowo odkryte podczas astralnych podróży, które wczoraj odbyłem wraz z innym empatą, czuciowcem i telepatą. Jest to niesamowite co można osiągnąć umysłem.

Gdzie byc i co odwiedzić. Istnieje bardzo wiele pułapek i niebezpieczeństw, ale ogólnie jest szansa na podejrzenie pewnych rzeczy. Wczoraj wieczorem podczas pewnych sytuacji, które postanowiliśmy sprawdzić, zrobiła się przezroczysta podłoga i pokazał się pomost z kratownicy. Postanowiliśmy ruszyć wzdłóż kratownicy - pomostu. I trafiliśmy przez przypadek na jakby stację, miejsce gdzie było biuro. Mimo kontaktu przez telefon, mówilismy sobie co widzimy i było to 100% zgodne. To Nas strasznie zszokowało. W biurze byli ludzie, ale jakoś wyjątkowo podobni do siebie, w białych fartuchach. Jeden z nich miał okulary na nosie i pracowali nadal przy monitorach typu CRT.

Nagle znaleźlismy się w biurze i patrzylismy przez jakby okno z Plexi. Trochę po skosie na prawo widzieliśmy duże pomieszczenie gdzie na łózkach poustawianych obok siebie, leżały postacie. Nie byli to ludzie. Były to klony, w które wpompowywane były jakieś substancje. Zwinęliśmy się szybko z tego miejsca żeby nie zostać zauważonym, bo bardzo silnie było czuć,że jest za ścianą ktoś kto może Nas zauważyć. I tak po powrocie sqpiając się na celu trafiliśmy na asteroidę Oumuauma, właściwie nie na nią, tylko w jej wnętrze. Znaleźlismy się w środku, w jakiejś dziwnej sferze gdzie od razu dotarła do Nas informacja, że jest to system obronny ochronny. Strzelając czymkolwiek czy wszelka próba np zniszczenia powoduje odbicie ładunku w kierunku wroga. znajduje się to dokładnie na środku obiektu w miejscu takiego zaokrąglonego wgniecenia. System ten działa także na zewnątrz niszcząc obiekty które są na kursie kolizyjnym. Wyszliśmy na zewnątrz obiektu.

Cos nie dawało mi spokoju. Przyjrzałem się dokładniej obiektowi. To co zobaczyłem spowodowało u mnie niesamowicie mocny dreszcz. Wewnatrz obiektu przez jego długość znajduje się jakby korytarz. Od korytarza odchodza jakby wnęki. We wnękach znajdują się zahibernowane ciała obcych. Są w takim jakby zielonym gazie czy kapsułach wypełnionym czymś zielonym. Na końcu obiektu znajdują się jakby dysze napędowe, które wygladają na jakby kanały w skale i są dosyć małe. Widać przez nie zielonkawe światło. Podczas sesji przez telefon postanowilismy wykonac rysunki tego co widzielismy. Zgodne w 100%, ale widziane z róznych miejsc. Niesamowite uczucie.

Dodatkowo doszła informacja, ze statek porusza się na Autopilocie. Po danych z sieci, które znalazłem okazało się ze obiekt ma nie regularnie te same odbicia światła słonecznego, porusza się zmieniając jakby położenie, potrafi przyspieszyć a także zwolnić. Tak nie zachowuje się asteroida. W przypadku chęci większej ilości informacji proszę o kontakt. tak naprawdę okazuje się ze jesteśmy osobami z możliwościami RV jak i zaglądania tam, gdzie nie każdy miałby pozwolenie na to aby sie tam dostać. Jest to ryzykowne, bo zostałem wykryty kilka razy, ale głównie przez obcych.

Np wczoraj znaleźlismy się w miejscu gdzie były setki szaraków. Natychmiast wszystkie skierowały wzrok na Nas. Było to tak silne odczucie, że u mnie w domu natychmiast odczułem obecność kilkunastu jakby energii obserwujących mnie. Napisałem ten post ze wzgledu na Asteroidę, która powróci.


--
Pozdrawiam



zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 5 6 7 8 50 89
Strona 5 / 89

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Fundacja NAUTILUS - jedyna w Polsce oficjalnie działająca organizacja pozarządowa zajmująca się zjawiskami niewyjaśnionymi ******* www.nautilus.org.pl ******** Adres korespondencyjny: Fundacja NAUTILUS, skr. 221, 00-950 Warszawa 1.

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wt, 3 maj 2022 08:44 | [...] 2 maja 2022 na zachodnich obrzeżach miasta Olsztyn miedzy godzina 20 a 21 widziane były na niebie świetliste obiekty w kształcie kuli. Na niebie pojawiło sie co najniej dziesięć lub więcej obiektów kulistych. Pierwszy obiekt był nieco większy. Wszystkie obiekty poruszały sie dokładnie w jednej linii i połączone były jakby nitka światła. poruszały sie z zachodu na wschód. kolor światła biały. Wielkość obiektów: pierwszy obiekt. Wszystkie obiekty jarzyły mocnym zimnym światłem. [...]

Dziennik Pokładowy

Poniedziałek, 18 kwietnia 2022 | Zawsze trochę się śmiałem, kiedy ktoś wspominał o „czasach ostatecznych”, no bo jak? Czy kilka lat temu ktokolwiek sobie wyobrażał, że przyjdzie zaraza, a tuż po niej wielka, światowa wojna? Czy w dobie wszechobecnych sklepów za każdym rogiem ulicy przez myśl komukolwiek przyszło, że będzie apokaliptyczny brak wszystkiego i może nadejść wszechobecny głód? Dzisiaj, czyli 17 kwietnia 2022 ze zdumieniem...

czytaj dalej

FILM FN

PRZESŁUCHANIE W KONGRESIE USA W SPRAWIE UFO - maj 2022

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.