Dziś jest:
Sobota, 18 września 2021

Podążajcie za tymi, którzy niosą światło!
/sumeryjskie przysłowie, przyp. FN/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




NIEPOKOJĄCY SEN
Czw, 25 mar 2021 15:19 komentarze: 2 czytany: 2619x

[..] Dzien dobry pisze do państwa poniewaz dzis mialem sen. Ogolnie miewam sny ale nie takie ten był jedyny bo pamietam z niego wszystko kazdy szczegół  był tez bardzo wyraźny (teraz opisze tylko niektore migawki) otoz Rozpoczeło sie ze wstałem z łozka obok spała zona i corka w swoim łozeczku (mosiala to byc sobota lub niedziela albo jakies swieto wolne bo zazwyczaj do pracy zona wstaje o 4) .......

czytaj dalej

[..] Dzien dobry pisze do państwa poniewaz dzis mialem sen. Ogolnie miewam sny ale nie takie ten był jedyny bo pamietam z niego wszystko kazdy szczegół  był tez bardzo wyraźny (teraz opisze tylko niektore migawki) otoz

Rozpoczeło sie ze wstałem z łozka obok spała zona i corka w swoim łozeczku (mosiala to byc sobota lub niedziela albo jakies swieto wolne bo zazwyczaj do pracy zona wstaje o 4) wstałem zrobilem sobie herbate właczylem telewizor zaczelo sie na kazdym programie informacyjnym reporterzy rozmawiali o jakims upadku ale nie meteorytu tylko o braku czegos i chaosu na giełdadach wszystko swiecilo sie na czerwono i przykuło dla mnie uwage jedno.

Na tablicy byly nie jakies spadki notowan ale kursy walut wszystkie na czerwono i był aspekt zielony były to surowce z złoto srebro tytan i imne platyna i w pewnym momencie poszedlem poszedlem obudzic zone (pomiedzy pokojem a sypialnia mam dlugi korytarz) gdy przechodzilem przez korytarz obrócilem sie i zobaczylem ze jestem w innym miejscu byly drzwi wyszedlem na zewnatrz.

Zobaczylem pełno ludzi ludzie bili sie pomiędzy soba widzialem ze o jedzenie byl tez jeden aspekt ktorego nie moglem przeoczyc poniewaz na ziemi wszedzie było pelno pieniedzy ludzie deptali je byly tez palone zauwazylem ze to byly dolary mnostwo dolarow czyli musialy to byc Stany Zjednoczone poszedlem taka dluga ulica jednego czego nie zauwazylem to Policji raczej w takich sytuacjach gdzies napewno by policyjne wozy jezdziły tu nie ani karetek ani strazy nic, w powietrzu unosił sie dziwny zapach jakby zapach lawendy cos takiego gdy szedlem ta droga na koncu widzialem ze ludzie stoją kolo wysokiej wiezy na koncu miala takie piramidalne zakonczenie niektórzy klekali kolo tego byli i tacy co rzucali roznymi przedmiotami totalny chaos sklepy były puste ale sklepy spozywcze bo sklepy z przedmiotami byly nie ruszone jakby problem z jedzeniem musze konczyc jak beda panstwo chcieli opisze wiecej tylko musze wracac do pracy pozdrawiam serdecznie

[...]

/opis snu dotarł na pokład okrętu Nautilus 12 marca 2021/






zwiń tekst



NIEZWYKŁY CZŁOWIEK
Pon, 22 mar 2021 06:37 komentarze: brak czytany: 3524x

[…] Postanowiłem opisać historię człowieka, którego miałem okazję poznać i z bliska obserwować jego niezwykłe uzdolnienia. Niestety mój wujek w wieku 67 lat zmarł w 2016 roku i dokładnie przepowiedział swoją śmierć. Na wiele lat przed swoją śmiercią mówił, że umrze wtedy, kiedy w jego życiu spotkają się dwie liczby: 7 i 6. Zawsze się wtedy uśmiechał, a my myśleliśmy, że chodzi o 76, a to był taki .......

czytaj dalej

[…] Postanowiłem opisać historię człowieka, którego miałem okazję poznać i z bliska obserwować jego niezwykłe uzdolnienia. Niestety mój wujek w wieku 67 lat zmarł w 2016 roku i dokładnie przepowiedział swoją śmierć. Na wiele lat przed swoją śmiercią mówił, że umrze wtedy, kiedy w jego życiu spotkają się dwie liczby: 7 i 6. Zawsze się wtedy uśmiechał, a my myśleliśmy, że chodzi o 76, a to był taki żart wujka, gdyż zmarł 10 lat wcześniej. Na tydzień przed śmiercią oddał swojego kochanego pieska do przyjaciół i poprosił, żeby się nim zaopiekowali, bo on  będzie musiał wyjechać na dłużej. Potem jak rozmawialiśmy w gronie rodzinnym, to byliśmy pewni, że już wiedział, że nigdzie nie wyjedzie, a po prostu zakończy życie przez nagły zawał serca, którego nikt się nie spodziewał. Niezwykłość mojego wujka polegała na tym, że był jasnowidzem, choć wiedzieli o tym jedynie najbliżsi mu ludzie. Bez najmniejszego problemu był w stanie odczytać słowo lub zdanie napisane na kartce, którą zamykało się w kopercie i dawało mu do ręki. Moja mama (jego siostra) często robiła takie doświadczenia, a wujek miał ten dar od małego dziecka. Byłem kiedyś świadkiem takiej sceny podczas wigilii. Jedliśmy wszyscy przy stole wigilijnym, a wujek nagle powiedział, że za chwilę zadzwoni nasza ciocia z Los Angeles, bo właśnie ją zobaczył, jak szuka numeru telefonu w domu i za chwilę zadzwoni. I dokładnie tak się stało. Rozległ się dźwięk telefonu, a po chwili okazało się, że dzwoni ciocia z USA, aby złożyć wszystkim życzenia. Takich scen było mnóstwo. Bez najmniejszego problemu był w stanie powiedzieć wszystko o każdym człowieku tylko na podstawie zdjęcia. Czasami nawet mama dawała mu w kopercie zdjęcie jakieś koleżanki z pracy z prośbą, aby powiedział, co taka osoba ma zrobić w jakieś konkretnej sprawie. On nawet nie wyjmował tego zdjęcia z koperty, tylko przez chwilę trzymał ją w ręku, milczał, a potem nagle mówił wszystko, nawet podawał imię takiej osoby. Wujek nie chciał nigdy wykorzystywać swojego daru, zarabiać na nim, zresztą nie musiał, gdyż był właścicielem dobrze prosperującej firmy. Był to bardzo dobry człowiek, dawał ludziom potrzebującym dużo pieniędzy, o czym my wiedzieliśmy, choć on się tym nie chwalił. Ale o jego pomocy zawsze dowiadywaliśmy się przypadkiem.

W dniu jego śmierci zdarzyła się bardzo dziwna rzecz. Do pokoju mojej mamy wleciał piękny, mały ptaszek, który choć trudno w to uwierzyć wylądował na stole i przez chwilę patrzył się na moją mamę, po czym wyleciał przez otwarte okno. Dosłownie kilka minut później dowiedzieliśmy się, że wujek nie żyje. Mama była pewna, że to był znak od wujka czy kogoś innego, że stało się coś ważnego. Na koniec powiem, że absolutnie wierzył w reinkarnację czyli wędrówkę dusz i potrafił kontaktować się z duchami zmarłych osób. Miesiąc po śmierci przyśnił się i mojej mamie i jej siostrze w te samą noc, choć mieszkają w różnych domach w dwóch innych miastach. Sen był taki sam, dosłownie szczegół w szczegół. Wujek się uśmiechał tak jak zawsze i powiedział, że jest w tak pięknym miejscu, że jeśli będą płakać dłużej, to się obrazi. Te same słowa we śnie usłyszały dwie różne osoby, rzecz nieprawdopodobna, ale dokładnie tak się zdarzyło. Minęło już pięć lat od jego śmierci, a ja nie mogę zapomnieć o wujku, zdarza mi się, że zaczynam o nim myśleć w pracy czy w domu. Wtedy zawsze przypominam sobie jego słowa, które kiedyś mi powiedział, że kiedy jego już nie będzie na tym świecie, to nie wolno się martwić i za nim tęsknić, bo życie trwa dalej. Nie jest to jednak takie proste, bo to był naprawdę niezwykły człowiek.

Możecie opublikować mój list, ale nie podawajcie adresu czy nazwiska (imię możecie). Pozdrawiam FN

Sebastian

 

Poniżej jeszcze materiał wideo, który przetłumaczył i dał pokład lektorski jeden z naszych czytelników. Sprawa dotyczy niezwykłych zdolności, które miał nieżyjący od wielu lat aktor Michael Landon.


 



zwiń tekst



DZIWNY SEN... ŚNIŁ MI SIĘ KONCERT ZESPOŁU METALLICA, CHOĆ NIE JESTEM ICH SZCZEGÓLNYM FANEM
Nie, 21 mar 2021 08:50 komentarze: brak czytany: 1914x

[...] Dzień dobry. Od czasu do czasu w życiu miewam sny prorocze, nierzadko dość szczegółowe. Problem zawsze jest taki, że ich proroczość wychodzi na jaw w chwili, gdy rzeczywistość ją potwierdza. Często w tych snach pojawia się mnóstwo trafnych szczegółów, takich jak na przykład model i kolor samochodu, konkretny budynek czy osoba, konkretne przedmioty i czynności. Kilka tygodni temu śnił mi się .......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry. Od czasu do czasu w życiu miewam sny prorocze, nierzadko dość szczegółowe. Problem zawsze jest taki, że ich proroczość wychodzi na jaw w chwili, gdy rzeczywistość ją potwierdza. Często w tych snach pojawia się mnóstwo trafnych szczegółów, takich jak na przykład model i kolor samochodu, konkretny budynek czy osoba, konkretne przedmioty i czynności. Kilka tygodni temu śnił mi się koncert zespołu Metallica, gdzie fani śpiewali muzykom "sto lat" a były to 40ste urodziny zespołu. Następnie sceneria zmieniła się.

Szedłem ulicą i zatrzymałem się przy jakimś punkcie, gdzie mężczyzna (cywil) z akcentem wschodnim pytał mnie gdzie idę i po co. Skłamałem że do mamy, musiałem podać jej nazwisko,a on je zapisał w jakimś formularzu, takim jak portierzy mają w instytucjach do notowania kto wchodzi. Sytuacja była niegroźna, raczej irytująca i zabawna zarazem. Rano coś mnie tknęło i sprawdziłem, kiedy powstał zesłpół Metallica (znam ten zespół ale nie jestem ich specjalnym fanem, nie znam ich biografii), okazało się, że... w tym roku w maju mija 40 lat od założenia bandu.

Opowiedziałem sen rodzinie ale śmiali się. Niemniej, zakładam że w okolicy maja tego roku będziemy mieli w Polsce jakieś restrykcje związane z przemieszczaniem się. Nie będzie to stan wojenny ale coś na kształt systemu punków kontroli, może jakieś miasta lub gminy będą "odgradzane" i izolowane. Będzie to irytujące i stwarzające pozory, jakoby sytuacja pandemiczna jest poważna, ale we śnie czułem że ogólnie nikt tego nie będzie traktowal zbyt serio. Piszę o tym, bo jak się potwierdzi to mamy mały dowód na jasnowidzenie :) pozdrawiam fundację i czytelników

[dane do wiad. FN - e-mail dotarł na pokład okrętu Nautilus17 marca 2021]




zwiń tekst



NIEZWYKŁE HISTORIE GRACZY W LOTTO - DOWÓD, ŻE CZASAMI PRZYPADKIEM RZĄDZI 'WYŻSZA SIŁA PRZEZNACZENIA'
Wt, 16 mar 2021 12:03 komentarze: 2 czytany: 3515x

Z badań Totalizatora Sportowego wynika, że co drugi Polak grywa w Lotto. Wygrać udaje się niewielu, bo prawdopodobieństwo trafienia szczęśliwej "szóstki" wynosi 1:13 983 816. Oznacza to, że szanse na zostanie milionerem, dzięki skreśleniu kilku liczb, są niewielkie. A jednak ponad 25 lat temu jednego dnia trafiło ją równocześnie aż... 80 osób! Niemożliwe? Takich zbiegów okoliczności w historii najsłynniejszej.......

czytaj dalej

Z badań Totalizatora Sportowego wynika, że co drugi Polak grywa w Lotto. Wygrać udaje się niewielu, bo prawdopodobieństwo trafienia szczęśliwej "szóstki" wynosi 1:13 983 816. Oznacza to, że szanse na zostanie milionerem, dzięki skreśleniu kilku liczb, są niewielkie. A jednak ponad 25 lat temu jednego dnia trafiło ją równocześnie aż... 80 osób! Niemożliwe? Takich zbiegów okoliczności w historii najsłynniejszej gry losowej w Polsce jest więcej.  Oto kilka z nich z Archiwum FN.




Jedyna taka kolektura w Polsce

Ekstra Pensja to najnowsza loteria w gronie gier losowych Totalizatora Sportowego, w której można grać o comiesięczną pensję wypłacaną przez 20 lat. Co ciekawe, wygraną w Ekstra Pensji można brać pod uwagę przy wyliczaniu zdolności kredytowej i podlega ona dziedziczeniu.

Kilka lat temu, w tej nowości Totalizatora Sportowego, doszło do nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności. Po raz pierwszy w historii Ekstra Pensji dwie główne wygrane padły tego samego dnia w tym samym punkcie Lotto.

Aż dwóch szczęśliwców w tym samym czasie, pod tym samym adresem wygrało comiesięczną pensję w wysokości 5 tys. zł, którą będą otrzymywać przez 20 najbliższych lat.

Miało to miejsce w piątek 8 lipca 2016 r., przy ul. Tczewskiej 3 w Malborku. W obu przypadkach szczęśliwe liczby - 4, 8, 19, 24, 34 i 2 - zostały samodzielnie skreślone.

To nie jedyny nieprawdopodobny zbieg okoliczności w historii Totalizatora Sportowego.




Wygrana do podziału

Wielokrotne trafienia zdarzały się już w historii Totalizatora Sportowego. Jednak w przypadku najbardziej popularnej gry - Lotto - takie szczęście oznacza niestety konieczność podziału głównej wygranej.

Przykładem było losowanie 3 lutego 1996 r., gdy padło aż 15 "szóstek". Wygrani zamiast liczyć miliony, musieli zadowolić się kwotą rzędu 100 tys. zł.

Przez konieczność podziału zwycięskiej puli, druga najniższa "szóstka" padła miesiąc później. 12 osób wygrało w marcu 1996 r. po 116 738,6 zł.

Kolejny rekord miał miejsce 29 sierpnia 2007 r. Główną nagrodę zgarnęło wówczas dziewięciu graczy. Dostali po 455 880,10 zł.

Jednak to nie rekord w kategorii wielokrotnych wygranych.


80 trafień w jednym losowaniu

Do legendy urosła historia wygranej z 1994 r., gdy aż 80 trafnych skreśleń padło tego samego dnia.

Historię tę opisała Wirtualna Polska. Jeden ze szczęśliwców, którzy wytypowali wówczas "szóstkę", postanowił urządzić prywatkę, jakiej nie widział nikt w całej wsi. Problemy zaczęły się, gdy imprezowy wybraniec losu postanowił zrealizować szczęśliwy kupon. Wtedy wyszło na jaw, że zamiast zostać milionerem, musiał zadowolić się zaledwie kilkoma tysiącami. Okazało się, że główną nagrodą musi się podzielić z 80 osobami!

Każda z wygranych wyniosła poniżej 7 tys. zł, czyli 70 mln "starych" złotych. Aby spłacić długi zaciągnięte na wspomnianą imprezę, komornik musiał zlicytować jego ciągnik.

Szczęście jednak nie zawsze bywa aż tak przewrotne...




Podwójne szczęście

W historii Totalizatora zdarzały się najróżniejsze przypadki. Szczęście dopisywało nie tylko wielu graczom w jednym czasie czy miejscu.

W 1995 r. jedna i ta sama osoba trafiła szóstkę... dwukrotnie.

Wyjątkowym wygranym w historii losowań okazał się mieszkaniec Olsztyna, który trafił "szóstkę" dwa razy w ciągu dwóch tygodni - 26 sierpnia 1995 r. i 6 września 1995 r.

O jeszcze większym szczęściu, a na pewno nieprawdopodobnym, może mówić pewna norweska rodzina...

Potrójne szczęście

Szczęście latami nie opuszczało pewnej rodziny z norweskiej wyspy Austevoll. W ciągu sześciu lat jej członkowie aż trzykrotnie zdobywali główną wygraną tamtejszego totalizatora.

W 2006 roku ponad 4,2 mln norweskich koron wygrał ojciec pani Hege Jeanette Oksnes, w 2010 roku 8,2 mln zdobyła ona sama. Ostatnim zwycięzcą w tej niezwykłej rodzinie był brat pani Hege Jeanett Oksens, który w 2012 r. wygrał 12,2 mln norweskich koron (ok. 2 mln USD).

Firma Norsk Tipping AS, organizująca te zakłady, przyznała, że zdarzało się już, iż ta sama osoba dwukrotnie zdobywała główną wygraną. Nigdy dotąd zwycięzcami nie zostali osobno trzej członkowie tej samej rodziny.





Los nie trafia dwa razy?

W dziejach gier liczbowych trudno chyba o dziwniejszy przypadek niż ten, który miał miejsce kilka lat temu w Bułgarii.

W 2009 r. w dwóch losowaniach z rzędu padły te same liczby - 4,15,23,24,35 i 42.

Matematycy wyliczyli, że szansa na powtórzenie się - przypadkowo - tej samej kombinacji to około 1 do 4 milionów. Dlatego pojawiły się sugestie, że to mogło być wynikiem manipulacji.

Jednak śledztwo, wszczęte przez bułgarskie ministerstwo sportu, potwierdziło, że ten nieprawdopodobny traf był dziełem przypadku.

Nieodebrane miliony

Równie nieprawdopodobnym przypadkiem, jak podwójne czy wielokrotne trafienie, może wydawać się... nieodebranie głównej wygranej.

Co prawda zdarza się, że bez odbioru przepadają mniejsze wygrane, jednak w historii Totalizatora Sportowego dwukrotnie doszło również do sytuacji, gdy nikt nie zgłosił się po wielomilionowe wygrane.

Tak stało się z okrągłą sumę 11,8 mln zł, która padła 25 grudnia 2008 r. w Wejherowie.

Podobny przypadek miał miejsce cztery lata później, gdy nikt nie odebrał 17 mln zł, które padły 6 listopada 2012 r. w Chojnicach.






From: [...]
Sent: Monday, September 7, 2020 10:59 PM
To: Fundacja Nautilus <nautilus@nautilus.org.pl>
Subject: jeszcze raz o przewidywalności gier losowych

Witam ponownie.
Chciałbym jeszcze coś powiedzieć na temat przewidywalności gier liczbowych – w nawiązaniu do opublikowanego postu z lipca tego roku.  
Abstrahując  od totolotka -  w dacie wybuchu Wezuwiusza 24 sierpnia 79 roku jest zaszyfrowana informacja o wybuchu z 13 marca 1944. Analogicznie - w dacie impaktu Bolidu Tunguskiego – 30 czerwca 1908 można dostrzec datę pojawienia się Bolidu Czelabińskiego – 15 lutego 2013. Pierwszy atak terrorystów na WTC miał miejsce 26 lutego 1993 i zawiera informację o 11 wrześniu 2001. W dacie narodzin człowieka zakodowana jest data jego śmierci  – czasami liczba dni do przeżycia  Itd.…
Informacji o przyszłości należy szukać na jej drugim biegunie – czyli w przeszłości. Informacja taka powinna mieć jednakże jednorodny charakter i ten sam język przekazu. Nie mówiąc o spełnieniu innych warunków.
Wracając do totolotka. Gry liczbowe oraz ich potencjalna przewidywalność,  stanowią najbardziej surowy poligon dla wszelkich form jasnowidzenia. Jak wszystko co zero- jedynkowe. Tymczasem w kwestii gier liczbowych jasnowidzący krygują się jak rumiane i tęgie panny na wydaniu.  A być może istota rzeczy tkwi w świecie matematyki lub fizyki – jeśli uznać wpływ fizycznego czynnika czasu.
W poprzednim poście sygnalizowałem rozkład  liczb pierwszych bliźniaczych na „konkret” wylosowanych liczb w grze losowej. W rezultacie przez pryzmat komentarzy otrzymałem „ciosy” od Panów Gaussa i Leibniza.  Trudno nie matematykowi podnieść się po takim „łomocie”. Dlatego zachowując stosowny umiar podaję „garść” szczegółów na jednym tylko  przykładzie – dwóch losowań. Zwracam uwagę, że numer losowania nie jest tylko elementem formalnym, ale ma znaczenie dla całości obrazu. Warto się temu przyjrzeć trzeźwym okiem. Także suma liczb wylosowanych, ma znaczenie, ale nie jest elementem formalnym gry LOTTO.
Losowanie I
2536                29.07.1989            9+27+31+34+37+39= 177
Losowanie II
6237                30.03.2019            9+27+31+34+37+45= 183
 
-Jak z powyższego wynika po 30 latach powtórzyło się 5 liczb których suma wynosi 138.
- Sumy liczb wylosowanych 177 i  183 stanowią 3 - krotność liczb pierwszych bliźniaczych 59 i 61.
- Między 29.07.1989 a 30.03.2019 roku upłynęło 10.836 dni – w ramach unifikacji czynnika czasu (skojarzenia w rodzaju deja vu – pewnie słuszne)
- 10.836 (przypominam, że to liczba dni między losowaniami) podzielone przez 59 = 177,66…
- 10.836 podzielone przez 61=                             183, 63…  
- Między losowaniem 2536 a 6237 miało miejsce 3701 losowań (to też liczba pierwsza – 517-ta w kolejności liczb pierwszych)
Gdzie w takim razie te pieniądze?  Jak wspomniałem na wstępie to tylko „garść” szczegółów. W ciągu roku znalazłem ich kilkanaście (nie tylko z udziałem liczb bliźniaczych i z reguły ex post)  W przedstawionym przykładzie – czego nie podałem – występuje jeszcze 10 podobnych  zbieżności. Ale co  najciekawsze w tle wszystkiego funkcjonuje liczba, którą roboczo nazwałem AMELKA (ku pamięci naszej zmarłej kotki) Liczba ta może mieć takie znaczenie jak pi lub fi. Na razie to tylko sygnał.
Stąd też zebranie wszystkiego „do kupy” wymaga żmudnych – choć nietrudnych analiz.  W grze tej miało miejsce dotychczas 6463 losowań co stanowi  0,046 % wszystkich potencjalnych możliwości Lotto (6 liczb z 49). To niewiele.  W tych warunkach liczbowych więcej jest miejsca dla determinizmu niż funkcjonowania prawa wielkich liczb – o czym jestem przekonany.
Koncentruje się na tych sytuacjach, w których powtarza się 5 tych samych  liczb – w dwóch losowaniach – jak w przedstawionym przykładzie. Jestem również przekonany, że istnieje algorytm pozwalający przewidzieć 6 liczb  - choć  niekoniecznie w każdym losowaniu. Algorytm znacznie ciekawszy niż ciągłe powielanie jałowych systemów skróconych – nie mówiąc już  o innych aspektach.
MN (no matematics)


 



zwiń tekst



WIESZ CO... CHYBA NIE DOŻYJĘ KOŃCA ROKU. JAK BĘDZIE MÓJ POGRZEB, TO PROSZĘ SPAL MOJE CIAŁO, DOBRZE?
Pon, 15 mar 2021 09:26 komentarze: 4 czytany: 3437x

[...] Fundacjo Nautilus, Chce opisać historię, która przydarzyła się w rodzinie moich znajomych. Wierzę w nią, gdyż opowiedziała ją osoba wiarygodna, z którą przyjaźnię się od lat, czyli moja najlepsza przyjaciółka [imię do wiad.  FN]. Wszystko wydarzyło się pięć miesiące temu. Jej mąż był okazem zdrowia. To jeden z tych wiecznych chłopców o świetnej sylwetce, ciągle uprawiał sport, miał 39 lat.......

czytaj dalej

[...] Fundacjo Nautilus, Chce opisać historię, która przydarzyła się w rodzinie moich znajomych. Wierzę w nią, gdyż opowiedziała ją osoba wiarygodna, z którą przyjaźnię się od lat, czyli moja najlepsza przyjaciółka [imię do wiad.  FN]. Wszystko wydarzyło się pięć miesiące temu. Jej mąż był okazem zdrowia. To jeden z tych wiecznych chłopców o świetnej sylwetce, ciągle uprawiał sport, miał 39 lat. Nie narzekał na nic, nie chorował przewlekle i tak dalej. I nagle zaczął przeczuwać, że wkrótce umrze. Wszystko zaczęło się od snu z jego nieżyjącym ojcem, który powiedział mu w tym śnie, żeby przygotował się na to, że jego czas na Ziemi dobiega końca. Po opowiedzeniu tego snu jego żona i jednocześnie moja najlepsza przyjaciółka była tak przerażona, że załatwiła mu wizytę u psychiatry podejrzewając, że ma początki depresji. Tymczasem on był przekonany, że wkrótce umrze. Któregoś dnia powiedział jej coś takiego:

- Wiesz co...  ja chyba nie dożyję końca roku. Jak będzie mój pogrzeb, to proszę... spal moje ciało, dobrze?

To był piątek. Moja koleżanka wpadła w histerię i zadzwoniła do mnie, że [...] ma ciężką depresję i opowiada bzdury, że umrze, a nic mu nie jest. W sobotę w domu stracił przytomność, gdyż miał bardzo silny udar. Zmarł następnego dnia nie odzyskawszy przytomności. Opisałam tę historię dla FN, bo jestem pewna, że to było klasyczne przeczucie śmierci. Jego ciało zgodnie z jego życzeniem zostało skremowane.

pozdrawiam

[dane do wiad. FN], opis trafił do FN 12 marca 2021


Poniżej podobna historia o przeczuciu śmierci z Archiwum Fundacji Nautilus.

1 maja 1994 - dzień, w którym zginął Ayrton Senna.

Monitorujemy polskie media i wychwytujemy wszelkie informacje o wątkach dotyczących zjawisk niewyjaśnionych, które znajdują się w kręgu zainteresowań FN. W ostatnim czasie pojawiła się bardzo ciekawa publikacja dotycząca przeczucia zbliżającej się śmierci, które miał genialny brazylijski kierowca Ayrton Senna.

Sprawa została opisana w książce Richarda Williamsa "Wieczny Ayrton Senna" (tłumaczenie: Bartosz Sałbut)




Wiemy, że wiele osób mówi bardzo dziwne rzeczy w dniu swojej śmierci lub w okresie kilku dni bespośrednio ją poprzedzających. Takie osoby często wiedzą, że zbliża się koniec ich życia. Tak było z Ayrtonem Senną.

Śmiertelny wypadek trzykrotnego mistrza Formuły 1 Ayrtona Senny miał miejsce podczas wyścigu Grand Prix San Marino w 1994 roku na torze Imola.  1 maja 1994 roku Senna wziął udział w trzecim wyścigu w barwach zespołu Williams na torze Imola. Znów wywalczył pierwszą pozycję startową. Tego wyścigu też miał nie ukończyć.

 Na 7. okrążeniu kamera znajdująca się na bolidzie jadącego za Senną Michaela Schumachera zarejestrowała nagłą zmianę kierunku jazdy bolidu Senny i uderzenie w betonową barierę, znajdującą się na zewnętrznej stronie zakrętu Tamburello. Z zapisów telemetrycznych Williamsa Senny wynikało, że opuścił on tor z prędkością 310 km/h, a w chwili uderzenia w barierę, niespełna dwie sekundy później, prędkość wynosiła 218 km/h.



Profesor Sidney Watkins, znany na całym świecie neurochirurg, główny lekarz i delegat medyczny Formuły 1, szef zespołu medycznego na torze, który przeprowadzał tracheotomię na miejscu wypadku, relacjonował:

    Wyglądał pogodnie. Podniosłem jego powieki, spojrzałem na jego źrenice i stało się jasne, że doznał silnego urazu mózgu. Wydostaliśmy go z kokpitu i położyliśmy na ziemi. Wtedy on westchnął i – chociaż jestem niewierzący – poczułem, że to była chwila, w której jego dusza odeszła.

A teraz przeczucie kierowcy o śmierci - oto fragment, który znalazł się w książce.

Tego wieczora, ze swego pokoju w  hotelu Castel San Pietro, oddalonego o dziesięć kilometrów od toru Imola, Senna dwukrotnie dzwonił do Adriane [Adriane Galisteu, dziewczyna Senny], przed kolacją i po niej. Dzień wcześniej przyleciała z Brazylii do ich domu w Algarve. Podczas pierwszej rozmowy powiedział jej, że nie chce się nazajutrz ścigać. Nigdy wcześniej niczego takiego jej nie powiedział. Płakał.

 

Dwa filmy przetłumaczone przez naszego czytelnika.

Jane Seymour
 
 

Przeczucie śmierci - Telly Savalas.

[...]
Podsyłam fragment dłuższego wywiadu z Peterem Fenwickiem , który obecnie tłumaczę , a w którym mowa o przeczuciach zbliżającej się śmierci .
Cały dokument ma około 50 min , lecz wyciąłem na razie ten fragment warto go dorzucić do artykułu o przeczuciach o zbliżającej się śmierci !
 
 

 
 
 



zwiń tekst



SEN JASNOWIDZA KRZYSZTOFA JACKOWSKIEGO O DZIWNYM NIEBIE - 11 marca 2021
Sob, 13 mar 2021 04:00 komentarze: 10 czytany: 4393x

12 marca 2021 na pokład okrętu Nautilus zadzwonił jasnowidz Krzysztof Jackowski. Opowiedział o niezwykłym śnie, który miał dzień wcześniej, czyli 11 marca. Poniżej opis jego niezwykłego snu.[...]To było wczoraj, wypiłem rano herbatę i położyłem się jeszcze na chwilę. Czasami, kiedy tak zasypiam nad ranem, to śnią mi się przeróżne rzeczy, czasami bardzo ważne.Zasnąłem od razu i spałem ok. pół godziny.......

czytaj dalej

12 marca 2021 na pokład okrętu Nautilus zadzwonił jasnowidz Krzysztof Jackowski. Opowiedział o niezwykłym śnie, który miał dzień wcześniej, czyli 11 marca. Poniżej opis jego niezwykłego snu.


[...]To było wczoraj, wypiłem rano herbatę i położyłem się jeszcze na chwilę. Czasami, kiedy tak zasypiam nad ranem, to śnią mi się przeróżne rzeczy, czasami bardzo ważne.
Zasnąłem od razu i spałem ok. pół godziny. Śniło mi się, że jest wieczór, późny wieczór. Stoję przed swoją kamienicą na podwórzu. I widzę sąsiadów, którzy tak jakby mnie poznali i mówią dziwną rzecz, którą ja słyszę:
- Chodźcie na pola, będzie burza... coś zobaczycie!
We śnie Jackowski poszedł z nimi i nagle zobaczył, jak niebo zmienia kolory. Chmury to pojawiały się, to znikały. Były błyski na niebie, niczym pioruny, jakieś istne tajfuny z chmur. To wszystko było ruchome, miały te chmury przerażające barwy.
I wtedy w tym śnie ja do nich mówię:
- To nie jest żadna burza... to błyski od bomby atomowej!
Kiedy to powiedział, wtedy wszyscy zaczęli uciekać. I nagle z tej strony, gdzie uciekali, we śnie wyjechała wielka amfibia z żołnierzami. Jasnowidz opowiada, że we śnie po rosyjsku (choć nie zna tego języka) zaczął z jednym z tych żołnierzy rozmawiać. Tłumaczył mu, że jego zabrać do wojska nie mogą, bo on jest po operacji serca. Pokazał nawet na piersi bliznę i wyjął z kieszeni złotówkę mówiąc, że on w sersu ma taką sztuczną zastawkę jak ta złotówka, tej wielkości. Jego argumentacja trafiła chyba do tych żołnierzy, bo mieli go zostawić, ale brać młodych.
- Żal mi było tych młodych, że idą na zatracenie... - mówił Jackowski opisując swój sen.
Żołnierze otoczyli jego i uciekających przed chmurą sąsiadów. Jasnowidz zrozumiał, że powinien iść z tymi ludźmi w mundurach. Tak się stało. Weszli do jakiegoś pomieszczenia, gdzie była jakaś kobieta. Nagle rozbawiona trochę kpiąco zapytała go:
- Zanim Pan pójdzie panie Jackowski, to niech pan powie... będzie ta wojna czy nie?
Jackowski uśmiechnął się i przeszedł do kolejnego pomieszczenia. Tam zobaczył niezwykły widok: w pomieszczeniu byli wojskowi w mundurach. I wtedy Jackowski ich zapytał:
- O, panowie żołnierze... to by będziecie wiedzieli lepiej ode mnie... będzie ta wojna czy nie?
Oni wszyscy twierdząco pokiwali głowami. I wtedy Krzysztof Jackowski się obudził.
/spisane w Bazie FN 14 marca 2021/




zwiń tekst



MÓJ KOT WIDZIAŁ DUCHA
Czw, 11 mar 2021 08:06 komentarze: 4 czytany: 2052x

Witam Fundację, Czytam Was od kilkunastu lat i nigdy nie przypuszczałem, że sam coś dziwnego przeżyję i opiszę. Ale po kolei. Sprawa dotyczy mojego kota Maksia, który jest zwierzątkiem bardzo spokojnym i nigdy nie budził mnie w nocy czy mojej żony. Jedyne co, to czasami bardzo delikatnie kładzie się na łóżku i śpi nikomu nie przeszkadzając. To było dwa miesiące temu, kiedy nagle w nocy ok. 2.00 obudziła.......

czytaj dalej

Witam Fundację, Czytam Was od kilkunastu lat i nigdy nie przypuszczałem, że sam coś dziwnego przeżyję i opiszę. Ale po kolei. Sprawa dotyczy mojego kota Maksia, który jest zwierzątkiem bardzo spokojnym i nigdy nie budził mnie w nocy czy mojej żony. Jedyne co, to czasami bardzo delikatnie kładzie się na łóżku i śpi nikomu nie przeszkadzając. To było dwa miesiące temu, kiedy nagle w nocy ok. 2.00 obudziła mnie żona, gdyż kot zachowywał się bardzo dziwnie. Był cały zjeżony i tak śmiesznie syczał patrząc w drzwi do przedpokoju, w których oczywiście nikt nie stał (mieszkamy sami i dopiero oczekujemy potomka). W sumie nic takiego się nie stało, po ok. 10 minutach kot się uspokoił, a my położyliśmy się spać.


Dlaczego do Was o tym pisze? Następnego dnia żona dowiedziała się, że dokładnie tej nocy w wypadku drogowym zginął jej ukochany brat. Natychmiast przypomnieliśmy sobie dziwne zachowanie kota i wspólnie doszliśmy do wniosku, że ma to związek z tą tragedią. Jestem przekonany, że tej nocy brat odwiedził swoją siostrę, co widział nasz Maksiu, gdyż inaczej tego wytłumaczyć nie potrafię. Jeśli chcecie opublikować te historię to proszę bardzo, tylko zachowajcie dla siebie moje dane. Do dziś nie możemy się otrząsnąć z tej tragicznej śmierci, ale to wydarzenie przekonuje nas, że śmierć nie oznacza końca i człowiek żyje dalej w formie bezcielesnej i może odwiedzać bliskich.

Pozdrawiam pokład mojego ulubionego okrętu

[dane do wiad. FN]


Dziękujemy za opis i pozdrowienia. Poniżej zdjęcia dwóch kotów sąsiadów naszej Bazy FN, które zawsze przychodzą, aby przywitać załogę okrętu Nautilus po przyjeździe do Bazy. Tak było 10 marca 2021, poniżej Czaruś… najpierw powiększone jego niezwykłe oko.


... a poniżej Czaruś 10 marca 2021.


… i kotek Soro, który „odkrył Bazę FN” niedawno.




zwiń tekst



NIE SPOSÓB OSZUKAĆ PRZEZNACZENIA
Wt, 9 mar 2021 06:46 komentarze: 7 czytany: 3266x

[...] Co jakiś czas ludzie przysyłają Wam historie lub też sny dotyczące Lotto. Dorzucę i ja swoje trzy grosze do tego tym bardziej, że już od jakiegoś czasu chciałem o tym opowiedzieć. Może wykorzystacie ją jakoś  jako przykład na to, że nie sposób oszukać przeznaczenia .Historia ta jest prawdziwa i wydarzyła się mojemu starszemu koledze w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Człowiek .......

czytaj dalej

[...] Co jakiś czas ludzie przysyłają Wam historie lub też sny dotyczące Lotto. Dorzucę i ja swoje trzy grosze do tego tym bardziej, że już od jakiegoś czasu chciałem o tym opowiedzieć. Może wykorzystacie ją jakoś  jako przykład na to, że nie sposób oszukać przeznaczenia .

Historia ta jest prawdziwa i wydarzyła się mojemu starszemu koledze w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Człowiek ten to osoba niezwykle świadoma, wrażliwa, o szerokich zainteresowaniach i doświadczeniach, parał się w tamtym czasie m.in. tarotem i astrologią, w czym zresztą jest doskonały do dziś. Ponieważ miał też wtedy problemy ze znalezieniem dobrej pracy a był to okres gdy przychodziły na świat jego dzieci, szukając sposobu na zapewnienie swojej rodzinie zabezpieczenia finansowego, postanowił raz na zawsze rozwiązać ten kłopot wygrywając w lotka a były to już wtedy milionowe wygrane. Zatem pewnego wieczoru zaczął medytować nad kuponem z liczbami, skupiać się przez dłuższy czas na każdej z nich z osobna. Kilka razy robił to od pierwszej do czterdziestej dziewiątej liczby. Jak mówił było to bardzo wyczerpujące i czasochłonne. W końcu nad ranem miał gotowe sześć cyfr gdzie był pewien, że muszą paść.

Skreślił kupon i pozostawił go na biurku wraz z listem do swojej żony, by ta zabrała go rano wychodząc do pracy i wysłała go właśnie w ten dzień, a był to dzień losowania, które wtedy odbywało się  w godzinach popołudniowych czyli nieco wcześniej niż teraz. Zdarzało się bowiem wcześniej tak, że żona je wysyłała, tyle że tamtej pamiętnej nocy kolega tak mocno przyłożył się mentalnie do wytypowania liczb. Kompletnie wyczerpany usnął nad ranem by w następny dzień zajmować się od południa dziećmi.

Ok godz 17 włączył telewizor na transmisję losowania i…. oczywiście trafił bezbłędnie całą szóstkę! Czas oczekiwania na powrót żony do domu był dla niego podobno najdłuzszym w życiu. Gdy ta faktycznie wróciła wyskoczył jej radośnie na powitanie i krzyknął żeby dała kupon bo właśnie zostali milionerami. Niestety okazało się, że jego żona owszem zgarnęła rano „papiery" z biurka ale nie odczytała listu, wrzuciła to wszystko gdzieś na inną kupkę, wyszła z domu i oczywiście nie wysłała kuponu. Kolega podobno długo nie rozpaczał, szybko zrozumiał lekcję jaką dostał od życia, że co komu zapisane to tak się stanie oraz ,że owszem można trafić szóstkę ale to jeszcze nie jest równoznaczne z wygraną. Nigdy potem nie grał już w lotka. Jego żona podobno dłużej nie mogła się po tym pozbierać…

Spokojnej nocy.

[...] opis dotarł na pokład okrętu Nautilus 8 marca 2021

 

 

Droga FN,

[...] sama mam ciekawe wspomnienie z przewidywaniem numerów totolotka:
w 2000 roku podjęłam studia nie mając pieniędzy ani pomysłu na to, skąd wezmę na czesne (byłam wtedy na zasiłku, z własnego wyboru). od wielu lat natomiast sprawdzają mi się w życiu sny ze środy na czwartek. nie przyśniła mi się babcia (jak Piotrowi z audycji). Programowałam sny i programowałam to, że jak będę miała sen to go zapamiętam, zrozumiem i zapiszę. Którejś nocy zobaczyłam we śnie liczby, zapamiętałam je i zapisalam, ale zapisując miałam jakieś wątpliwości co do szóstej liczby. w najbliższą sobotę puściłam kupon - i kicha. ale moich pięć pierwszych liczb padło w Expres Lotku. Puściłam te liczby na najbliższą środę  i trafiłam w DL piątkę,  prawie 5000 - czyli rozwiązany został problem czesnego.
 
potem zarzuciłam sprawy rozwoju duchowego, tłumacząc się brakiem warunków i czasu.
ale co się odwlecze to nie uciecze - teraz jest dla mnie czas na nadrobienie czasu, wiedzy i umiejętności.
 
niemniej jednak nie zarzucam swego marzenia wygrania szóstki - mam nadzieję, że mój los pozwoli mi na to kolejny raz i w znacznie większym wymiarze
 
pozdrawiam

[...]




zwiń tekst



ZIOŁA NA... COVID-19?
Pt, 5 mar 2021 15:15 komentarze: 16 czytany: 4819x

[...] We wczorajszym live Pan Robert był przerażony możliwością zachorowania na korona-wirusa [gdyż w jego pracy osoby bezpośrednio z nim pracujące właśnie zachorowały na Covid-19, w tym jedna bardzo ciężko - przyp. FN] , fakt choroba jak się rozwinie jest wręcz zabójcza dla ludzi co mamy okazję słyszeć. Przedstawię Wam mój punkt widzenia podparty analizą i testami na sobie i znajomych by trochę tchnąć.......

czytaj dalej

[...] We wczorajszym live Pan Robert był przerażony możliwością zachorowania na korona-wirusa [gdyż w jego pracy osoby bezpośrednio z nim pracujące właśnie zachorowały na Covid-19, w tym jedna bardzo ciężko - przyp. FN] , fakt choroba jak się rozwinie jest wręcz zabójcza dla ludzi co mamy okazję słyszeć.
Przedstawię Wam mój punkt widzenia podparty analizą i testami na sobie i znajomych by trochę tchnąć optymizmu w cały ten dziwny okres.
Ziołami interesuję się dość długo. Około 8 lat temu byłem na seminarium Łukasza Lubickiego który zajmuje się fitoterapią chińską i polską. Po połączeniu myśli chińskiej i polskiej  powstały nowe możliwości w leczeniu chorób. Pan Łukasz sam wyleczył się z nowotworu krtani, był postawiony przed faktem usunięcia krtani z czym sie nie mógł pogodzić. Uczęszczał na zajęcia dr. Błaszczyka z Warszawy gdzie przyswoił wiedzę na temat fitoterapii chińskiej która po połączeniu z polską pozwoliła mu wyjść z tej strasznej choroby. Na seminarium Pan Łukasz poruszał takie tematy jak hasimoto, bolerioza, czy np. choroby jelit. Seminaria cieszyły się dużym powodzeniem również wśród lekarzy, ponieważ jeszcze w latach 80 tych fitoterapia była obecna na uczelniach lekarskich i stosowana przez lekarzy w życiu przy leczeniu chorych. Konkluzja taka że choroby przewlekłe są wyleczalne wymaga to czasu. Wracając do covida byłem odczuwalnie chory co najmniej 2 razy. Pierwszy raz silne bóle głowy mocne osłabienie dziwny posmak w ustach, trzy dni wcześniej dreszcze. Drugi przypadek bóle zatok i bół z tyłu głowy. Mam silną odporność jeśli coś mnie łapie to musi być silny wirus. Po zaparzeniu i wypiciu mieszanki ziołowej w pierwszym przypadku choroba się wycofała po 7 godzinach dosłownie czułem jak ze mnie schodzi. W 2 przypadku silne bóle głowy mineły po 4  godzinach. Koniec choroby. Zachęcony takimi wynikiem przygotowałem mieszankę  dla znajomych którzy byli chorzy mielli dodatnie testy. W przypadku kolegi który ledwo stał na nogach dzień później pewnie trafiłby do szpitala to 1 dobie była widoczna poprawa w 80 %.  W sumie u 8 osób nie rozwinął się koronawirus na tyle by powalić człowieka.
Jakie zioła i jak stosuje


tymianek
prawiślaz
podbiał
jeżówka purpurowa zioło przeciw wirusowe
piołun  zioło przeciw wirusowe
artemisia anua zioło przeciw wirusowe chińskie
korzeń mniszka lekarskiego
owoc dzikiej róży
po płaskiej łyżce wszystkich ziół wrzucam do garnka zalewem wrzątkiem o 3litry.

Zostawiam godzinę potem odcedzam.
Stosuję w przypadku lekkiego stanu podziębienia 3 razy dziennie.
W przypadku gdy miałem strasznie silne bóle głowy piłem herbatę  co godzinę .
Jeśli zioła są stanowczo za mocne dolewam do szklanki trochę  letniej wody.

To jest mój sposób na walkę z chorobą jak wspomniałem wcześniej kila osób w ten sam sposób odzyskało zdrowie mogę podać tel. by mogli państwo osobiście porozmawiać.
Myślę  również że kontakt z dr Tadeuszem Błaszykiem byłby wskazany posiada on nieocenioną wiedzę w zakresie uprawy i leczenia ziołami

Pozdrawiam całą fundację nautilus i Pana Roberta

[...]

/e-mail dostaliśmy 4 marca 2021/




zwiń tekst



UFO PRZYSPIESZYŁO DO OGROMNEJ PRĘDKOŚCI!
Czw, 4 mar 2021 08:17 komentarze: brak czytany: 1834x

Dzień dobry, w czerwcu 2020 byłem świadkiem przelotu niezidentyfikowanego obiektu w małej miejscowości nad morzem [Kierzkowo]. Obiekt leciał powoli, lotem poziomym [świetlista kula?]. Leciał na pułapie niższym niż latają samoloty pasażerskie. Zobaczyłem go jako pierwszy i pokazałem moim towarzyszom. Odnieśliśmy wrażenie, że chwilę po tym gdy go zobaczyliśmy obiekt przed nami uciekł [przyspieszył momentalnie.......

czytaj dalej

Dzień dobry, w czerwcu 2020 byłem świadkiem przelotu niezidentyfikowanego obiektu w małej miejscowości nad morzem [Kierzkowo]. Obiekt leciał powoli, lotem poziomym [świetlista kula?]. Leciał na pułapie niższym niż latają samoloty pasażerskie. Zobaczyłem go jako pierwszy i pokazałem moim towarzyszom. Odnieśliśmy wrażenie, że chwilę po tym gdy go zobaczyliśmy obiekt przed nami uciekł [przyspieszył momentalnie do ogromnej prędkości i zniknął. Jakby się rozpłynął]. Zjawisko miało miejsce na koniec dnia. W tym okresie był to czas burz z piorunami nad morzem [ale nie nad naszym siedliskiem. Jakieś 6-7km od morza. U nas nie padało, a obiekt widzieliśmy u nas nie nad wodą. Więc wykluczam, że to był jakiś kulisty piorun]. Sytuację trochę zlekceważyliśmy. Gdy zapadła noc zabraliśmy się do robienia zdjęć [zgodnie z planem na ten wieczór. Jesteśmy amatorami fotografami] otoczenia na długim czasie naświetlania z wykorzystaniem statywów. Taki był plan na ten wieczór. Robić zdjęcia otaczającej nas przyrodzie na długim czasie naświetlania.

Podczas robienia zdjęć w pewnym momencie mój aparat [nowy Fujifilm X-T4] sam z siebie skrócił czas naświetlania i sam z siebie wyzwolił spust aparatu robiąc zdjęcie. Dziwna sprawa :) Nigdy wcześniej i później ten aparat czegoś takiego nie zrobił. Zdjęcie, które wykonał nie przedstawia otoczenia, które miał fotografować, a układ jakichś fal. Posiadam to zdjęcie, mogę podesłać. Może ktoś kto się zna umiał będzie coś z tych fal rozczytać, a może to tylko nic nie znaczący przypadek, i to zdjęcie nic sensownego nie przedstawia. W tym samym czasie tuż nad otaczającymi nas polami pojawiały się dziwne światła, jakby reflektorów, wielkich latarek. Myśleliśmy, że to rolnicy jeżdżą po polu traktorami [chociaż bardzo nas to dziwiło, bo nie było słychać żadnych silników, była godzina 24, może 1 w nocy. Kto pracuje na polu o tej godzinie, kilkoma traktorami?]. Na drugi dzień nie było śladów po pojazdach na okolicznych polach :) Za to przez popołudnie [kilka godzin] krążył nad naszą okolicą myśliwiec wojskowy. Co zostało nawet odnotowane w lokalnych mediach.

Nie wiem czy to co piszę ma dla Was jakiś sens. Ale chciałem się tym z kimś rozumiejącym podzielić. Była to seria dziwnych zjawisk. O ile światła nad polem, dziwne samo zdjęcie i myśliwiec można jakoś tam próbować tłumaczyć racjonalnie, o tyle przelot świetlistego obiektu nad naszą stodołą już nie.

Pozdrawiam

[...]


Od: FN
Data: niedziela, 14 lutego 2021 o 16:35
Do:  [...]
Temat: RE: [KONTAKT] Kontakt z formularza na stronie WWW FN

Witamy,
Tu pokład okrętu Nautilus! Dostaliśmy Pana e-mail. Przeczytaliśmy go. Bardzo ciekawa relacja. Pokażemy ją z zachowanie  anonimowości w dziale XXI PIĘTRO, a także trafi do naszego archiwum.
Pozdrawiamy
FN

 


Ok, publikujcie. Dołączam zdjęcia z tego wieczoru.

Pozdrawiam,
[...]


 





zwiń tekst



WIDZIAŁEM UFO… obiekt wyglądał jak kapelusz pieczarki! – relacja z 2020 roku
Nie, 28 luty 2021 11:20 komentarze: 2 czytany: 2268x

[…] Witam, Do napisania tej wiadomości zabieram się od roku. Częściowo dlatego, że chciałem dołączyć skan rysunku obiektu jaki widziałem. Niestety z technologią u mnie słabo, a dzisiaj zapowiada się u mnie bezsenna noc i postaram się wszystko dokładnie opisać.W styczniu 2020 roku jechałem do pracy drogą wojewódzką […] z miejscowości [….]  w stronę [….]. W miejscowości [na prośbę autora historii.......

czytaj dalej

[…] Witam, Do napisania tej wiadomości zabieram się od roku. Częściowo dlatego, że chciałem dołączyć skan rysunku obiektu jaki widziałem. Niestety z technologią u mnie słabo, a dzisiaj zapowiada się u mnie bezsenna noc i postaram się wszystko dokładnie opisać.

W styczniu 2020 roku jechałem do pracy drogą wojewódzką […] z miejscowości [….]  w stronę [….]. W miejscowości [na prośbę autora historii zachowujemy w tajemnicy miejsce zdarzenia] przed zjazdem z tej drogi do centrum wsi stoi po lewej stronie niebieska kapliczka. To właśnie w pobliżu tego miejsca zobaczyłem coś niesamowitego.
Opisuje to miejsce tak dokładnie ponieważ wszystko można zobaczyć na Google maps.
Był to raczej początek stycznia 2020 roku o godzinie 18:20 - 18:40.

Gdy jechałem przez to miejsce zobaczyłem, że tuż przed samochodem na wysokości ok 50m zniża się duży obiekt. Leciał z prawej strony drogi na lewą stronę. W tamtej chwili byłem pewien, że to awaryjnie lądujący samolot.
Gdy obiekt przeleciał nad drogą obserwowałem go przez boczną szybę. W tamtej chwili widziałem tylko spód tego obiektu i właśnie w tej chwili uznałem, że to nie jest samolot.

Spód był okrągłą płaską powierzchnią. Która z zewnętrznych krawędzi była podświetlona do środka białym zimnym światłem. Nie widziałem bezpośrednio tych świateł tylko wiązki światła, które padały na tą powierzchnie. Było ich kilkanaście. Przez co cały spód był w ich świetle. Oświetlenie to można porównać do tego jak podświetlane są z zewnątrz domy.
Na spodzie było jeszcze duże czerwone światło. Co ciekawe było ono w dużym wpuście i nie znajdowało się na środku obiektu tylko trochę z boku. Pomiędzy środkiem, a krawędzią.


Przez cały czas widziałem tylko spód, jednak gdy obiekt się oddalił zobaczyłem wielką kopułę, która zaczynała się ok 30m nad podstawą. Nie widziałem tego co znajdowało się pomiędzy spodem, a podstawą tej kopuły, przez co nie mogę powiedzieć czy cały obiekt wyglądał jak np. kapelusz pieczarki, czy jego boki były płaskie jak silos.
Kopuła była mniej więcej takiej samej średnicy jak podstawa.
Nie wiem czy górna część emitowała jakieś słabe światło, czy to, że ją zobaczyłem było zasługą pełni księżyca i bezchmurnego nieba. Sama kopuła była metaliczna i wydawało się, że jest poprzedzielana jakimiś łączeniami, a może to efekt patrzenia przez gałęzie drzew.

Przejdę teraz do podsumowania.

Cały obiekt był wielkości ok 3 dużych silosów zbożowych, takich blaszanych jak są w skupach. Poruszał się z prędkością ok 60 km/h i tak jak pisałem leciał na wysokości ok 50m, a w początkowej fazie wydawało się, że się zniża. Nie słyszałem żadnego dźwięku, ale w samochodzie też nie było cicho. Dziurawy wydech :-) szum dmuchawy, a może i było włączone radio.
Cały opis mógł wyglądać dokładniej jednak nie mogłem się zatrzymać. W tym miejscu są zakręty. Za mną jechały dwa samochody, a jeden jechał bardzo blisko mojego zderzaka. Miałem słabe światła i dodatkowo musiałem wpatrywać się w drogę upewniając się czy nikt nie idzie, lub nie jedzie rowerem.
Na obiekt spojrzałem ok 6 razy po ok 3 sekundy i wystarczyło to do opisanie z całą pewnością tego co widziałem. W najbliższym możliwym miejscu, na zjeździe do wioski zatrzymałem się i wysiadłem. To co jednak zobaczyłem to już tylko mrugające pomarańczowe światło w oddali. Dodam jeszcze, że żaden samochód jadący za mną nie zwolnił, ani się nie zatrzymał.
Proszę Państwa o nie publikowanie tego tekstu w tej formie. Podałem tu dużo szczegółów jak nazwy miejscowości, a zdarzenie to opowiedziałem kilku osobą, co nie spotkało się ze zrozumieniem.
Dokładną lokalizację podałem tylko dla Państwa.
Pozdrawiam
[…]


I jeszcze krótki opis z najnowszej poczty do FN.


[KONTAKT] Mój szwagier pracujący w czasach PRL jako muzyk w Polskiej firmie PAGART załatwił mi zaproszenie do pracy przy winobraniu w Bad Durkheim ,w tej samej miejscowosci. gdzie koncertował. Był początek października 1990 r. Granice miedzyniemiecką przekroczylismy w Eisenach.
Kilka dni póżniej około godz 6 rano wszedłem do kuchni na pietrze budynku gdzie wszyscy mieszkaliśmy ( kilka kilometrów za Bad Durkheim ) i wówczas usłyszałm bardzo nieprzyjemny modulowany dzwiek przypominajacy pisk kół tramwaju na zakręcie ulicy. .Otworzyłem duże okno aby sprawdzić czy to z poza domu, ale droga była pusta .Dom stał w ciągu innych budynków na granicy miejscowosci., po drugiej stronie drogi były łąki po horyzont.,. Dzwięk ten nagle zniknął. Gdy zamykałem to okno zauwazyłem ze nisko nad tą łaką leci w moim kierunku obiekt w kształcie mocno spłaszczonego dysku w kolorze wypolerowanego niklu. Obiekt ten nie posiadał zadnych wiezyczek , zadnych kolorowych swiateł ani innych elementów.
Otworzyłem szeroko okno i wpatrywałem sie w ten obiekt który bezszelestnie zbliżał sie , był już dobrze widoczny w odleglosci nie wiecej niz 100 m.
Zrobił przechył na bok i wówczas zauważyłem ze szybko wiruje wokół własnej osi a na jego krawędzi na kierunku w którym leciał jaży sie światło podobne do łuku elektrycznego w czasie spawania. Miał średnicę ok. 15 metrów . Lecąc powoli ponizej wysokosci kilku sosen które stały po lewej stronie łaki , wówczas ego karoseriia zamieniła sie w poprzeczne pasy kolorów jakie widzimy przy rozczepieniu swiatła przez pryzmat a potem zaraz w to miejsce ukazało sie gorące drgajace powietrze i poja zd ....zniknął. To wszystko trwał nie wiecej niz 10 sekund.
Wieczorem niemiecka telewizja poinformowła ze w okolicach MANNHEIM dwa samolity luftwaffe scigały "latajacy talerz...,ale im uciekł i szukają swiadków. Mój szwagier któremu o tym zjawisku powiedziałem ...zignorował to śmiechem .Ja Nie znam niemieckiego wiec nie mogłem sie zgłosić.


-----Original Message-----
From: [...]
Sent: Saturday, January 26
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Ufo..opolskie

Witam.  Postanowilem znowu do panstwa napisac i opisac pewne zdarzenie z 2010r. Dlugo z tym zwlekalem z roznych wzgledow ale ogolnie ja ani swiadkowie nie chcielismy byc cudakami bo na opowiadaniu tego co nam sie przydazylo mozna tylko stracic. Dodam ze wlasnie w 2010r. sie rozwiodlem a batalie o dzieci, niestety trwaja po dzis dzien. Zaciekawil mnie incydent w Sowinie to jakies 30km od Nysy, skala tego co tu sie dzieje jest powalajaca. Wczesniej pisalem o obiektach ktore sie tu pojawialy i ciagle pojawiaja. W ciagu ostatniego pol roku ja sam widzialem dwa razy, czerwono-pomaranczowe kule i zapewniam ze nie sa to lampiony bo wlasnie w 2010r. taka kula przeleciala kolo mnie i trzech moich kolegow gdy bylismy na rybach nad jeziorem nyskim. Cale zdarzenie odbylo sie w dzien, przy wysmienitej pogodzie,byl to piatek ok.18-ej i jak dobrze pamietam, wrzesien. Mimo iz kula byla bardzo duza to przypadek sprawil ze ja zauwazylem i zaalmowalem kolegow. Obiekt lecial bardzo nisko, wolno i cicho...



zwiń tekst



MÓJ SYN ZGINĄŁ W POPRZEDNIM WCIELENIU
Czw, 25 luty 2021 07:01 komentarze: 5 czytany: 2878x

Witam Kapitana i Załogę.  Na stronach onetu ukazał się ciekawy artykuł o reinkarnacji. Może Pani Jolanta zechciała by powiedzieć coś więcej naszemu Kapitanowi? Warto spróbować.Pozdrawiam Konrad.https://www.onet.pl/styl-zycia/kobietaxl/moj-syn-zginal-tak-samo-jak-w-poprzednim-wcieleniu-dlaczego-nie-sluchalam-jego-opowiesci/2r1l6gz,30bc1058"Mój syn zginął tak samo jak w poprzednim wcieleniu. Dlaczego.......

czytaj dalej

Witam Kapitana i Załogę.  Na stronach onetu ukazał się ciekawy artykuł o reinkarnacji. Może Pani Jolanta zechciała by powiedzieć coś więcej naszemu Kapitanowi? Warto spróbować.
Pozdrawiam Konrad.



https://www.onet.pl/styl-zycia/kobietaxl/moj-syn-zginal-tak-samo-jak-w-poprzednim-wcieleniu-dlaczego-nie-sluchalam-jego-opowiesci/2r1l6gz,30bc1058

"Mój syn zginął tak samo jak w poprzednim wcieleniu. Dlaczego nie słuchałam jego opowieści?"

- Gdybym wówczas miała taką wiedzę, jak dziś, pewnie dopytywałbym syna o szczegóły – mówi pani Jolanta ze Śląska. - Niestety, wydawało mi się, że plecie trzy po trzy i coś sobie wymyśla.

Syn pani Jolanty zginął tragicznie w listopadzie zeszłego roku. Miał niespełna 24 lata, wpadł pod samochód, przechodząc przez ulicę w niewłaściwym miejscu.

- Zawsze był taki szybki, bardzo wcześnie chodził i mówił, ciągle w ruchu – opowiada nam jego mama. - Pewnie więc też szybko odrobił tu swoją lekcję na Ziemi i odszedł, żeby znowu tu kiedyś powrócić w innym wcieleniu. A zginął tak samo, jak poprzednio, bo często o tym opowiadał, tylko ja nie chciałam słuchać, sądząc, że to wymysły.

Już jako kilkulatek syn zwracał uwagę na jedną markę samochodu. To były polonezy. Ilekroć jechał beżowy, mówił te same słowa.

- "Jak byłem duży, to taki samochód mnie zabił", ciągle to powtarzał – mówi pani Jolanta. - Nie wiem, skąd znał markę samochodu, bo był przecież bardzo mały. Ja zawsze mu mówiłam, że przecież nigdy nie był jeszcze duży. Teraz nie byłabym wcale taka tego pewna…

Po śmierci syna pani Jolanta zainteresowała się reinkarnacją. Przeczytała historię o dziewczynce, która urodziła się z dziwną blizną na brzuchu i cierpiała na bóle miednicy. Opowiadała zdumionym rodzicom, że w poprzednim wcieleniu zginęła potrącona przez pociąg, pamiętała swoje poprzednie imię. Zdeterminowani rodzice, chcąc uwolnić córkę od traumy, oddali ją w ręce terapeutów, którzy robią regres przeszłego życia. Sami oddali się poszukiwaniom i faktycznie znaleźli informację o wypadku kolejowym, w którym zginęła młoda dziewczyna o imieniu podanym przez córkę. Czy należy wierzyć w takie historie?

Dr Ian Stevenson, który zmarł w 2007 r., był przewodniczącym Wydziału Psychiatrii na University of Virginia, School of Medicine. Został również uhonorowany tytułem Carlson Professor of Psychiatry w tej instytucji. Począwszy od 1961 r., przez czterdzieści lat, dr Stevenson badał dzieci, które spontanicznie przypominały sobie poprzednie wcielenia, które można zweryfikować w oparciu o fakty. Zdecydował się badać tylko dzieci, ponieważ uznał, że jest mało prawdopodobne, aby dzieci zmyślały wspomnienia z poprzedniego życia. Stevenson i jego koledzy zebrali ponad 2500 przypadków wspomnień z poprzedniego życia z dzieciństwa. W 1567 z tych przypadków osobowość z poprzedniego życia została zidentyfikowana poprzez badania. W kolejnych 150 przypadkach osobowość z poprzedniego życia została „wstępnie” zidentyfikowana.

Przypadki dzieciństwa badane przez Iana Stevensona mają wiele cech wspólnych, ale jedna jest charakterystyczna: dziecko pamięta szczegóły swojej śmierci w poprzednim życiu.

W około 66 proc. przypadków reinkarnacji badanych przez Stevensona doszło do gwałtownej lub przedwczesnej śmierci w poprzednim życiu. Dr Stevenson odkrył, że osoby, które zmarły z powodu traumatycznych ran, takich jak rany po kulach lub nożach, często rodzą się w kolejnym wcieleniu ze znamionami lub bliznami, które odzwierciedlają rany poniesione w poprzednim życiu. We współczesnym życiu dziecko może mieć fobię związaną z przyczyną śmierci w poprzednim życiu. Obliczono, że wśród dzieci, które pamiętają gwałtowną śmierć z przeszłości, 35 proc. ma fobię związaną z przyczyną śmierci.

Pani Jolanta mówi, że syn urodził się z opadającą powieką i torbielą na aorcie przy mózgu, która po ośmiu tygodniach sama się wchłonęła.

- Dziś uważam, że to były pozostałości po wypadku z poprzedniego wcielenia – mówi. - Ciekawa też jestem, czy gdybym wiedziała o tym wcześniej, zwracała uwagę na to, co mówi, czy mogłabym uchronić go przed tą przedwczesną śmiercią? Ciekawe, dlaczego zginął tak samo, jak w poprzednim wcieleniu? Syn zginął kilka dni przed swoimi 24 urodzinami, wpadł pod koła samochodu prowadzonego swojego równolatka…

Magdalena Gorostiza
Źródło: Kobieta XL



zwiń tekst



NAD ŁĄKĄ LECIAŁ OBIEKT UFO W KSZTAŁCIE DYSKU
Sob, 20 luty 2021 02:57 komentarze: brak czytany: 2305x

Mój szwagier pracujący w czasach PRL jako muzyk w Polskiej firmie PAGART załatwił mi zaproszenie do pracy przy winobraniu w Bad Durkheim ,w tej samej miejscowosci. gdzie koncertował. Był początek października 1990 r. Granice miedzyniemiecką przekroczylismy w Eisenach. Kilka dni póżniej około godz 6 rano wszedłem do kuchni na pietrze budynku gdzie wszyscy mieszkaliśmy ( kilka kilometrów za Bad Durkheim.......

czytaj dalej

Mój szwagier pracujący w czasach PRL jako muzyk w Polskiej firmie PAGART załatwił mi zaproszenie do pracy przy winobraniu w Bad Durkheim ,w tej samej miejscowosci. gdzie koncertował. Był początek października 1990 r. Granice miedzyniemiecką przekroczylismy w Eisenach.

Kilka dni póżniej około godz 6 rano wszedłem do kuchni na pietrze budynku gdzie wszyscy mieszkaliśmy ( kilka kilometrów za Bad Durkheim ) i wówczas usłyszałm bardzo nieprzyjemny modulowany dzwiek przypominajacy pisk kół tramwaju na zakręcie ulicy.

Otworzyłem duże okno aby sprawdzić czy to z poza domu, ale droga była pusta .Dom stał w ciągu innych budynków na granicy miejscowosci., po drugiej stronie drogi były łąki po horyzont. Dzwięk ten nagle zniknął. Gdy zamykałem to okno zauwazyłem ze nisko nad tą łaką leci w moim kierunku obiekt w kształcie mocno spłaszczonego dysku w kolorze wypolerowanego niklu. Obiekt ten nie posiadał zadnych wiezyczek , zadnych kolorowych swiateł ani innych elementów.  Otworzyłem szeroko okno i wpatrywałem sie w ten obiekt który bezszelestnie zbliżał sie , był już dobrze widoczny w odleglosci nie wiecej niz 100 m.
Zrobił przechył na bok i wówczas zauważyłem ze szybko wiruje wokół własnej osi a na jego krawędzi na kierunku w którym leciał jaży sie światło podobne do łuku elektrycznego w czasie spawania. Miał średnicę ok. 15 metrów . Lecąc powoli ponizej wysokosci kilku sosen które stały po lewej stronie łaki , wówczas ego karoseriia zamieniła sie w poprzeczne pasy kolorów jakie widzimy przy rozczepieniu swiatła przez pryzmat a potem zaraz w to miejsce ukazało sie gorące drgajace powietrze i poja zd ....zniknął. To wszystko trwał nie wiecej niz 10 sekund.

Wieczorem niemiecka telewizja poinformowła ze w okolicach MANNHEIM dwa samolity luftwaffe scigały "latajacy talerz...,ale im uciekł i szukają swiadków. Mój szwagier któremu o tym zjawisku powiedziałem ...zignorował to śmiechem .Ja Nie znam niemieckiego wiec nie mogłem sie zgłosić.

[dane do wiad. FN] . opis trafił do serwisu www.emilcin.com 18 lutego 2021






zwiń tekst



NADE MNĄ STAŁY TRZY WYSOKIE, HUMANOIDALNE POSTACIE
Czw, 18 luty 2021 04:43 komentarze: 2 czytany: 2404x

[...] Witam, piszę do was z moją dziwną historią, miałem okazji udzielić w tym temacie wywiadu na jednym kanale YouTube, oczywiście sporo osób z góry wzięła mnie za wariata lub dopisywała różne rzeczy, były też osoby które mają otwarty umysł i mi uwierzyły, sporo z nich poleciło mi napisać do was dlatego postanowiłem tak zrobić.Moja historia zaczęła się dość zwyczajnie, po pracy wróciłem do domu, .......

czytaj dalej

[...] Witam, piszę do was z moją dziwną historią, miałem okazji udzielić w tym temacie wywiadu na jednym kanale YouTube, oczywiście sporo osób z góry wzięła mnie za wariata lub dopisywała różne rzeczy, były też osoby które mają otwarty umysł i mi uwierzyły, sporo z nich poleciło mi napisać do was dlatego postanowiłem tak zrobić.
Moja historia zaczęła się dość zwyczajnie, po pracy wróciłem do domu, ogarnęłam się i pojechałem do baru muzycznego, lubiłem tam od czasu do czasu wpadać ponieważ była kulturalna atmosfera, odbywały się tam jam session, nigdy nie było bójek itp wydarzeń, całą historia miała miejsce we Wrocławiu, nie powiem teraz dokładnie daty bo już nie pamiętam ale wtedy nad Polską przechodził pierwszy Orkan ( wichura ).

Dotarłem do baru, przywitałem się z barmanami bo byliśmy na ty i zamówiłem tosty, nie piłem wtedy alkoholu ani innych używek nie zażywałem, generalnie nie przepadam, wziąłem swoje tosty i tutaj zaznaczę że byłem świadkiem kiedy były przygotowywane więc nikt mi nic nie dosypał itd, poszedłem usiąść w kącie w takim miejscu gdzie było w miarę ciemno za mną z lewej i prawej była ściana a z przodu stolik, więc nikt nie miał bezpośrednio jak do mnie podejść a dodatkowo miałem widok na cały lokal, przeglądałem strony w internecie i nagle dosłownie jakbym mrugnął oczami, znalazłem się kilka km od miejsca w którym byłem, było ok 8 godzin później a ja stałem na nogach na chodniku, dookoła nie było nikogo, zajrzałem w telefon było ok 4:00, a dosłownie przed chwilą było jakoś po 20:00 ok 21:00, bateria był w tym samym stanie w jakim była wcześniej co wydało mi się  dziwne skoro minęło tyle godzin a ja miałem wciąż otwarte aplikacje.

Poszedłem do tego lokalu ale był już nieczynny, nie czułem się zmęczony, nic mnie nie bolało tylko byłem zmarznięty bo nie miałem swojej kurtki, miałem wtedy już mało czasu więc pojechałem na szybko do domu, wzięłam potrzebne rzeczy i udałam się do pracy, w pracy zacząłem czuć się senny, więc po powrocie do domu położyłem się spać a wtedy doznałem dziwnego snu, który ogólnie potem często się powtarzał, byłem w jasnym pomieszczeniu, nie mogłem się ruszyć, leżałem na jakimś łóżku na suficie była bardzo jasno świecąca lampa która utrudniała mi zobaczenie czegokolwiek wyraźnie, nie mogłem się ruszyć, jedynie gałkami ocznymi mogłem poruszać, nie czułem strachu tylko niepokój i szok, a nade mną stały 3 wysokie bardzo smukłe postacie w szaro-czarnych barwach, humanoidalne ale takie trochę jakby rozciągnięte nienaturalnie, trudno było mi je dokładnie zobaczyć przez to światło, porozumiewały się takim dziwnym tykająco-klekoczącym sposobem, jakby echolokacja czy coś w tym stylu, ten sen się powtarzał.

To co było dla mnie dziwne to to że po tym wydarzeniu przestałem czuć w dużym stopniu emocje, byłem taki posty, znieczulony na wszystko ale jednocześnie miałem duże poczucie empatii i to było dziwne, mam tak do dzisiaj chociaż już w mniejszym stopniu, a na ręce, lewa ręka na tricepsie miałem dziwny ślad jakby po przypaleniu, ale po zagojeniu nie wyglądał jak typowy ślad po przypaleniu a jak po szczepionce, dziś już nie jest tak wyraźny. Trudno mi opisać to wydarzenie, ale postanowiłem się z nim podzielić, mam nadzieję że weźmiecie to pod uwagę, jestem ciekaw dlaczego mnie to spotkało ale ogólnie żyję jak żyłem i w moim życiu nie zmieniło się zbyt wiele.
Pozdrawiam!

[dane do wiad. FN, e-mail otrzymaliśmy 17 lutego 2021]


 

From: [...]
Sent: Sunday, February 14, 2021 11:35 AM
To: Nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Dziwne światło zarejestrowane na kamerze monitoringu.

 

Dzień dobry przesyłam dobry link na Youtube z dziwnym światłem z działki. 

Pozdrawiam 

[...]

From: [...]
Sent: Wednesday, February 17, 2021 8:35 AM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: znaki na ciele..

 

Witam załogę. Znalazłem taką ciekawostkę. Przypomniało mi sie o znakach na ciele ludzi. Nieco inne ale jednak lekko podobne. Przesylam z opisem i grafiką.




zwiń tekst



NIEPOKOJĄCE ZJAWISKA W DOMU MOJEJ CÓRKI
Wt, 16 luty 2021 17:15 komentarze: 3 czytany: 2850x

[...] Witam, Znalazłam Państwa stowarzyszenie poprzez internet. Nie wiem już do kogo mogę się zgłosić z moim problemem, zacznę wiec od początku  Mam na imię […], mam 28 lat mieszkam w […] pod Warszawą, 4 lata temu zamieszkałam w mieszkaniu po mojej babci wraz z mężem. Po kilku miesiącach urodziła nam się córeczka. (lokal jest w rodzinie od 1966 roku,  W roku 1968 zmarł w nim mój dziadek .......

czytaj dalej

[...] Witam, Znalazłam Państwa stowarzyszenie poprzez internet. Nie wiem już do kogo mogę się zgłosić z moim problemem, zacznę wiec od początku  Mam na imię […], mam 28 lat mieszkam w […] pod Warszawą, 4 lata temu zamieszkałam w mieszkaniu po mojej babci wraz z mężem. Po kilku miesiącach urodziła nam się córeczka. (lokal jest w rodzinie od 1966 roku,  W roku 1968 zmarł w nim mój dziadek w wieku 43 lat, był dobrym spokojnym i bezkonfliktowym człowiekiem).

Od początku mała nie chciała spać w swoim pokoju bała się płakała, ja czułam cały czas jakbym była obserwowana ale powoli przywykłam do tego zjawiska. Jednak ostatnio wszystko się nasiliło, pojawiają się kule światła, jakiś czas temu z regału spadła gromnica, czasami przedmioty które kładłam w jednym miejscu znajdują się w drugim miejscu, radio samo się wyłącza, a jakieś dziesięć lat temu gdy brat przebywał w mieszkaniu spadły głośniki które nie miały prawa spaść bo były daleko od krańca regału.

W nocy nawiedzają mnie koszmary, że jakaś siła chce mi zrobić coś złego.

Przedwczoraj w nocy gdy spałam coś lub jakiś byt przycisnął mnie do łóżka, czułam na plecach czyjś silny dotyk, gdy otwierałam oczy nic nie widziałam kompletna ciemność, chciałam zawołać męża (ponieważ ja śpię z córką z obawy o nią) ale nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Jak nagle to coś się pojawiło tak nagle zniknęło. Otworzyłam oczy, leżałam w takiej samej pozycji i bałam się ruszyć. nie wiem czy był to sen na jawie czy było to prawdziwe przeżycie.

Zdecydowaliśmy się sprzedać mieszkanie ale od prawie roku nie ma chętnych.

W rodzinie mamy księdza, którego poprosiłam o poświęcenie mieszkania. Po tym jakiś czas był względny spokój choć nadal pojawiają się kule światła, czasami mam wrażenie że ktoś za mną stoi. Ale miarka się przebrała  mamy z mężem już dość.

Kilka dni temu wieczorem ok godziny 21.00, gdy córka spała u siebie w pokoju, zaczęła panicznie krzyczeć i się trząść. (córka teraz ma ponad 4 lata, zdarzało się wcześniej że kazała zamykać drzwi do pokoju jak siedziała z nami gdy się pytaliśmy dlaczego mamy zamknąć mówiła że w pokoju jest jakiś PAN)  Pobiegłam do niej wzięłam ją na ręce, na nodze miała czerwoną plamę i krzyczała że ją bolą nogi i ręka. Gdy chciałam z nią wyjść z pokoju w drzwiach stał mąż, którego prosiłam żeby nas wypuścił ale z jakiegoś powodu nie chciał tego zrobić. Wzrok miał inny niż zwykle. Złapał mnie za ramię i trzymał ale się wyrwałam i wyszłam z pokoju. On się tam zamknął a gdy wyszedł był już normalny i nawet nie pamiętał że coś takiego miało miejsce. Wziął małą na ręce (nie mogliśmy jej uspokoić) a ona ze strachu się zesikała. W tym momencie granice mojej wytrzymałości się skończyły.

 To już nie pierwszy raz, innym razem również w nocy (też nie wiem czy był to sen czy jawa) stała nade mną czarna sylwetka która również zaczęła mnie przyciskać do łóżka i sytuacja podobna nie mogłam krzyczeć ani się ruszyć.

Wczoraj wzięłam telefon włączyłam nagrywanie z nadzieją że to coś powie mi dlaczego to wszystko robi ale na nagraniu słychać dziwne trzaski do mikrofonu których w rzeczywistości nie było słychać gołym okiem.

Dodam, że większość tych zjawisk ma miejsce w pokoju córki, natomiast kule światła oraz nagrania z trzaskami słychać w całym domu. Wczoraj robiłam zdjęcia mężowi i córce przed zrobieniem w podglądzie na aparacie kilka razy przeleciały dziwne obiekty, natomiast na jednym zdjęciu w prawym dolnym rogu coś jest zamazane.

Szukam jakiejkolwiek pomocy do puki nie sprzedam mieszkania.

W końcu to coś zrobi nam krzywdę.

Pozdrawiam

[…]


 

 

Witam serdecznie.

Natrafiłam na Waszą stronę całkiem przypadkowo. Pierwszy artykuł: TUŻ PO ŚMIERCI DUSZE ZMARŁYCH POTRAFIĄ ODWIEDZAĆ BLISKICH, który przeczytałam i bach...czyli jednak nie jest ze mną źle.:) A poważnie. Jestem osobą wierzącą, wierzę też, że dusze zmarłych gdzieś tutaj krążą nie mogąc znaleźć właściwej ścieżki. Ale jestem osobą, która racjonalnie podchodzi do wszystkiego i po prostu  muszę czegoś doświadczyć aby w to uwierzyć. Czytając powyższy artykuł wróciły wspomnienia...bolesne wspomnienia...o moim bracie.

W marcu tego roku będzie 5 rocznica jego śmierci. Miał 46 lat...i zgasł w przeciągu 3-4 miesięcy. W styczniu dowiedzieliśmy się, że ma raka a w marcu zmarł. Był to krótki czas, czas bolesny i straszny zarówno dla nas jak i dla niego - czekającego na śmierć. Do dziś nikt z naszej rodziny nie potrafi się z tym pogodzić...do dziś doświadczamy również jego obecności. Ale wracając do do 2009 roku kiedy zmarł. Siedziałam na poddaszu na schodach, gdzie mój brat urządził sobie pokój.  Po prawej stronie drzwi do pokoju, po lewej drzwi na strych-wszystkie pozamykane. Na dole modlitwy za brata...sąsiedzi i krewni...a ja siedzę na schodach i płaczę...nagle tak jakby ktoś uderzył w te drzwi po lewej, z taką siłą, złością chciał je zamknąć...Na poddaszu nie było nikogo tylko ja...nie było przeciągu...

Tydzień po śmierci brata byłam w łazience, myłam włosy nad wanna, miałam zamknięte drzwi na klucz, nagle usłyszałam, że ktoś szarpnął za klamkę dość mocno. Wyszłam po 5 min i zapytałam obecnych, kto chciał iść do łazienki...spojrzeli na mnie dziwnie...była dokładnie godzina, w której zmarł mój brat. W ubiegłym roku miałam znów wielką tęsknotę za bratem. Był gorący lipcowy wieczór,ok 21.

Okno było zamknięte, choć było bardzo duszno. Jak co wieczór pomodliłam się za brata...położyłam do łózka, włączyłam tv...poczułam smutek...zaczęłam płakać i mówić w myślach do brata żeby przyszedł choć na chwilkę do mnie i mnie przytulił...po chwili poczułam przeszywający chłód...taki dziwny chłód...dostałam dreszcze, nakryłam się kocem ale chłód nie mijał...kontem oka zobaczyłam, że firanka  w jednym rogu uniosła się do góry na wysokość ok 50 cm...powolutku i powolutku upadła na dół. Przeanalizowałam sytuację od nowa: Okno zamknięte. Nie ma przeciągu. Jest gorąco...Tak mój brat przyszedł do mnie:) Opowiadając to ktoś mógłby pomyśleć , że jestem szurnięta, pewnie sama bym tak pomyślała gdyby nie chodziło o mnie...ale...myślę, że jestem normalna, nie wierzę w jakieś dziwne historie, wyssane z palca, mam 33 lat rodzinę...a to przytrafiło się właśnie mnie....

Pozdrawiam

[…]

P.S. Proszę o nie podawanie moich danych....pozdrawiam

 

 

Witam.

Chcę opisac Wam historię , które znałem dotychczas tylko z filmow takich jak , np. ,,Egzorcysta ". Otóż niedaleko mojego miejsca zamieszkania ( 7 km ) znajduje się wieś średniej wielkości ( 1,5 tys. mieszkańców ). Mieszka tam 40 letnia kobieta ( personalia są mi znane i potwierdzone)Od pewnego czasu zaczęła się ona dziwnie zachowywac , wypowiadac niezrozumiałe słowa. Twierdzi ,że jest regularnie gwałcona przez szatana. Mówi ,że jakas nieznana siła trzyma ją za nadgarstki rąk , kładzie się na nią i odbywa stosunek. Zaniepokojona rodzina zasięgnęła rady specjalisty psychiatry. Ten po kilku wizytach stwierdził ,że w tym przypadku potrzebny będzie raczej egzorcysta niż lekarz. Miejscowy ksiądz nie zbagatelizował sprawy , gdyż sam niczego nie wskórał , ale był na tyle przekonany że to nie żarty i na tyle przerażony , że powiadomił Kurię Biskupią w P. Chociaż Kościół odnosi się do tego typu zjawisk dość sceptycznie ,to jednak w swych zasobach egzorcystów posiada Cóż , przybyły na miejsce jeden facet w sutannie nie podołał. Nieznana moc była tak silna ,że następnym razem przyjechało trzech księży wyspecjalizowanych w egzorcyzmach. Z relacji jednego z członków rodziny tej kobiety wiem ,że wcześniej przesłano jej z kurii zalakowaną kopertę zawierającą 40 pytań , na które miała sama odpowiedzieć. Po dostarczeniu koperty z powrotem ,kuria przysłała trzech księży mających zając się opętaną. Jak twierdził mój rozmówca, księża odprawiający egzorcyzm podczas tej ceremonii kładli się na kobiecie ( trzej na raz ) lecz ona potrafiła unieśc ich z siebie i zrzucic na ziemię. Ich wizyta również skończyła się fiaskiem. Ponieważ osoba, z która rozmawiałem prosi o zachowanie anonimowości , zarówno swojej jak i innych osób związanych z tym zdarzeniem, dostosowuję się do tej prośby.

Do wiadomości redakcji.

 

[…] moja 5 letnia córka obecnie widzi swoją prababcię, a właściwie widziała kilka razy chociaż nie miała jej okazji poznać przed śmiercią natomiast idealnie ją opisała jak ją widziała w "niebie" przed narodzinami. Dlaczego mówię idealnie? Ponieważ opisała ją jak była ubrana na swoim pogrzebie mimo tego, że dziecko nigdy nie widziało żadnych zdjęć czy filmów, bo takowe nie istnieją z tego wydarzenia. Babcia też ją kilka razy odwiedziła u nas w mieszkaniu i powtórzyła słowa, które babcia mówiła czasami, a nawet ja o nich nie słyszałem dopiero jak opowiedziałem historię siostrze mojej żony to potwierdziła, że babcia takich słów używała, ale nie chce przytaczać w mailu co i jak dokładnie. Wszystko się potwierdza droga załogo, po śmierci idziemy do tamtego świata i spotykamy bliskich, oraz możemy się komunikować z tym światem. Niesamowite. Mam nadzieję, że ta wiadomość do Was trafi :) Prosiłbym o potwierdzenie jeśli jest taka możliwość.

Pozdrawiam serdecznie,

[…]

 

 

Moje spotkanie z duchem

 

Mam sporą wiedzę na temat różnych zjawisk paranormalnych. Najmniej interesujące są duchy, ale to właśnie o nich chciał bym opowiedzieć gdyż to właśnie tego zjawiska byłem świadkiem. Wiem, że trochę tego jest, ale sądzę, że dość ciekawie udało mi się to opisać. Wprowadziłem kilka elementów humorystycznych, ale dlatego, że sytuacja faktycznie była nieco zabawna (chociaż wcale nie było mi wtedy do śmiechu), po za tym jeśli czytasz to w nocy to nie będziesz się aż tak bać ;)

Historia ta wydarzyła się w […] kiedy miałem 8 lat, tydzień po śmierci koleżanki mojej mamy.

Tak bez powodu obudziłem się w nocy odczuwając dziwny nie pokój. Próbowałem ponownie zasnąć,ale stało się to jeszcze trudniejsze kiedy moje dwa psy zaczęły szczekać. Mógł bym je uspokoić bo do drzwi na przedpokój daleko nie miałem, były one po prawej tuż przy moim łóżko, zaś po lewej było łóżko brata. Oba rozłożone zajmowały właściwie prawie całą wolną przestrzeń w pomieszczeniu dlatego przechodząc na drugą część pokoju przechodziliśmy na skróty po łóżkach , ułatwiało nam  to ich niskie zawieszenie .

W pewnym momencie zorientowałem się, że szczekanie ustało, pomyślałem sobie "może duchy" zwłaszcza, że w moim domu już wcześniej działy się różne dziwne rzeczy, ale o tym innym razem. Wtedy zacząłem się starać jeszcze bardziej zasnąć, aby mieć to już za sobą.

Nagle poczułem, że ktoś usiadł koło mnie na brzegu łóżka!!! To niebyły omamy, ogarną mnie strach. Miałem do wyboru :

  1. zerwać się i zobaczyć co to, ale czy ktoś widział aż tak odważnego 8-latka?
  2. zacząć krzyczeć, ale wcześniej podglądnąłem kilka horrorów i taki krzyk zawsze kończył się straszliwą śmiercią.

tak więc pozostało mi wyjście nr.:

  1. udawanie nieboszczyka.

Starałem się niewidocznie oddychać i zamknąłem oczy (na szczęście twarz miałem zasłoniętą kordłą).Leżałem tak kilka minut, ale "coś nadal siedziało przymnie, sytuacja się stała bardziej dramatyczna kiedy zaczęły me plecy swędzieć,  przecież nieboszczycy się nie drapią !  Nagle w pewnym momencie postać wstała. Ucieszyłem się, teraz wystarczyło tylko chwile poczekać aż wyjdzie z pokoju, ale nic z tego.

To coś wlazło na łóżko i przeszło po nim w stronę śpiącego brata. Czułem dokładnie ciężar, a więc było to w 100% materialne i inteligetne.  Jeden krok był postawiony między moje nogi unikając w ten sposób nadepnięcia na jedną z nich. Przez kilka minut pomalutku przekierowywałem rękę w stronę pleców aby się podrapać wyobrażając sobie jednocześnie straszliwego upiora który nachyla się nade mną i widzi wolny ruch mojej ręki.  W końcu się podrapałem, ale pojawił się nowy problem. Zaczęły mnie boleć wszystkie mięśnie od niewygodnej pozycji, na szczęście poczułem znów, że coś przechodzi po moim łóżku z powrotem  w stronę drzwi , po chwili podniosłem się i rozejrzałem po pokoju. Nikogo już nie było. Poczekałem jakiś czas dla pewności, że już nie ma "gościa" . Wciąż się jednak bałem dlatego postanowiłem pójść do sypialni mamy, wziąć od niej nocną lampkę i zapalić na przedpokoju .  Wstałem o ostrożnie wyszedłem na przedpokój (składa się od z 2 części: pierwsza główna gdzie są drzwi do wszystkich pomieszczeń i drugiej przedsionka gdzie miały posłanie moje psy i były drzwi wejściowe do mieszkania. Obie części są rozdzielone ścianką z ościeżnicą) .

Zamurowało mnie bo na przedpokoju ( w wspomnianej ościeżnicy) stał najprawdziwszy duch !

Postać nie była biała, ani przezroczysta tak jak to się zwykle duchy opisuje. Nie, postać była normalnie kolorowa ubrana w czarne lampasy (wtedy modne, taki dres z 2 białymi paskami po bokach nogawek) i różową bluzę z jakimś żółtym napisem , nie wiem dokładnie ponieważ cały duch był jak by rozmazany, (zupełnie jak nie ostry obraz na ekranie) otoczony poświatą  i pokryty czarnymi plamami  (teraz rozważam czy to nie były przypadkiem przezroczyste miejsca, w końcu  za duchem było czarno).  Po sylwetce było widać, że to kobieta , nie potrafiłem jednak  dostrzec twarzy bo była zakryta jedną z plam. Postać stała "wpatrując" się we mnie i machając prawą dłonią jak by na pożegnanie, lub może groziła palcem. Nie jestem pewien bo obraz był zbyt bardzo rozmazany.

Stałem tak kilka minut usiłując dostrzec jak najwięcej szczegółów i jak najlepiej je zapamiętać (chociaż głównym powodem był paraliżujący strach) , ale nie mogłem tak stać całą noc, po za tym był to dla mnie szok (dlatego pewnie nie krzyczałem ).

Musiałem zdobyć tą lampkę, na szczęście drzwi od sypialni z mamą były kilka centymetrów na prawo ode mnie.

Złapałem klamkę i nagle sobie przypomniałem, że mama z jakiegoś powodu (już nie pamiętam) poszła spać do innego pokoju, pokoju którego wejście było niecałe 2m po prawej stronie ducha. Mógł bym zapalić światło, ale główne którego włącznik miałem akurat tuż obok  nie działało, zaś drugi był za duchem.  Dziecku zawsze wiatr w oczy.

Przymrużyłem oczy, zacisłem  zęby, schyliłem głowę i  z cichym piskiem z całych sił pobiegłem przez przedpokój (dystans prawie 7 m) tuż obok ducha do pokoju gdzie była mama. Szturchając obudziłem ją i powiedziałem :

- Ktoś jest na przedpokoju !

- Dlaczego mnie budzisz ?

- Ktoś jest na przedpokoju !!!!!

- Kto ?

-Duch !!! (prawie z płaczem)

- Nie ma duchów idź spać.

Zerknąłem z bezpiecznej odległości przez uchylone drzwi  na przedpokój, na ścianie odbijał się blask z różowej poświaty (przez bluzę ducha) .

- Ale on właśnie teraz stoi na przedpokoju !!!! (krzyknąłem z pełną desperacją)

- Nikogo tam niema (zaspanym i lekceważącym głosem odpowiedziała ).

-Jest, naprawdę tam jest (już z płaczem z nerwów) , chodź zobaczyć !!!

- Nigdzie nie idę, weź sobie lampkę i zapal na przedpokoju to nie będziesz się bał.

Ten tekst mnie powalił, bo jedyne gniazdko na przedpokoju znajdowało się 20 cm od ducha i na przeciwko pokoju w którym się znajdowałem. z pełnym dramatyzmem odrzekłem:

- Ale on tam stoi !

- Weź lampkę i zapal ją, ducha już niema  już poszedł .

Słowa te mało wiarygodnie brzmiały zwłaszcza, że blask na ścianie nadal był widoczny, ale jakoś to będzie. Zapytałem się:

- A gdzie lampka leży?

- Tutaj na komodzie.

No to szukam jej, ale nigdzie nie mogłem znaleźć . Światła nie paliłem w pokoju bo było wystarczająco jasno z latarni ulicznych których światło wpadało do pomieszczenia, po za tym nie chciałem denerwować mamy bo rano szła do pracy. Podszedłem  do komody i zacząłem szukać lampki,ale nigdzie jej nie było.

- Mamo tutaj jej nie ma  gdzie ona jest ?

-A może w kuchni jest, poszukaj jej tam.

Myślałem że zaraz padnę. Kuchnia jest na przeciwko pokoju, a jej wejście znajduje się ok. 30 cm od ościeżnicy w której stał duch.

Poczekałem chwile aby zebrać w sobie odwagę.  W końcu się przemogłem, zacisnąłem oczy i z piskiem pobiegłem do kuchni tuż obok ducha. Przez przymknięte oczy za wiele nie widziałem, ale kątem oka zauważyłem kawałek różowej bluzy.

Nerwowo zacząłem szukać lampki (z nerwów nie wpadłem na pomysł aby w kuchni zapalić światło), ale tutaj tez nie mogłem jej znaleźć.

Co chwile spoglądałem w kierunki wejścia do pomieszczenia, czy przypadkiem postać nie wchodzi za mną.

Wskazane miejsce przez mamę przeszukałem kilku krotnie, ale nic nie znalazłem.

- Mamo! Mamo! Gdzie jest lampka nie mogę jej znaleźć !

Z pokoju usłyszałem głos matki:

- Musi tam być.

- Ale jej nie ma.

-A, bo ona jest tutaj w pokoju na stole leży.

No &*^*$ ! nie mogła wcześniej sobie przypomnieć?!

Kolejna chwila zbierania w sobie odwagi i z powrotem z piskiem do pokoju.

Szukam, szukam i co? I nic, tutaj też jej niema !

- Mamo, niema jej na stole !

- To może u psów leży.

( No jasne, po prostu przejdę sobie przez ducha, jeśli przeżyje to będę miał ciekawe doświadczenie na koncie X  )

- Ale u psów duch jest !

- Nie ma żadnych duchów. (chwila zastanowienia) Nie, nie już wiem jest jednak w kuchni, na lodówce.

- Na lodówce ???! Przecież tam przed chwilą byłem. Proszę chodź ze mną !

- Rano mam do pracy, zapal sobie tą lampkę albo idź spać ! 

(Jasne a może od razu rzucić się na pożarcie upiorowi ??? >:(  )

Chwilka przygotowań, szybki sprint i znów jestem w kuchni, no i znów lampki nie ma !!! Zgadnijcie co było dalej. Tak, nowe namiary lampki : pokój z którego przybiegłem.

Kolejna zagadka, co było potem ? Tak znów wróciłem się do kuchni. Płacz i błaganie nie przekonały mojej mamy, że duch naprawdę jest na przedpokoju.  Kilka razy tak przebiegłem obok niego w odległości kilkudziesięciu centymetrów.  Do jakiejś księgi Guinnessa powinni mnie zapisać ! Załamany i bez nadziei rozpoczynałem kolejny bieg, (z czasem jakoś łatwiej mi przychodziło to bieganie. Lepiej widziałem ducha, ale biegnąc skupiałem się na wejściu do pomieszczenia. Wtedy również upewniłem się, że jest to duch kobiety i zaóważyłem (a może mi się tylko wydawało), że postać jest nieco przezroczysta) kiedy to zauważyłem, że lampka leży tuż  przy drzwiach w miejscu które już na początku przeszukałem.  Złapałem ją mocno i zacząłem obmyślać plan jak ją podłączyć skoro 30cm od gniazdka stoi duch.

Przecież trzeba stanąć, w trafić do dziurek i włączyć. To wystarczająco dużo czasu aby mi się krzywda stała zwłaszcza, że duch wtedy stał by za moimi plecami, ale chyba lepsze to niż twarzą do niego. Stałem tak jakiś czas aż w końcu zacząłem w myślach mówić:

"proszę cię idź sobie, mam lampkę, zaraz ją włączę" (wiem, wiem duch to nie wampir ;) ale pamiętajcie, że miałem 8 lat ).

Powoli wychyliłem głowę i rozejrzałem się. Ducha nie było !

Zajrzałem do psów, tam go również nie było, więc szybko podbiegłem do gniazdka i włączyłem lampkę.

Światło oświetliło przedsionek przedpokoju. Zajrzałem tam więc ponownie w celu poszukania zmasakrowanych szczątków czworonogów (właściwie to po prostu chciałem zobaczyć co z psami). Zwierzaki skulone leżały w kącie, spoglądając na mnie z wystawionym językiem nerwowo sapały.

Przede mną było jeszcze jedno zadanie: powrót do swojego pokoju.

Cichutko wszedłem do pomieszczenia w myślach powtarzając "jeśli jesteś w pokoju to lepiej uciekaj bo tam też zapalę światło" .

Tak drastyczne środki jednak nie były potrzebne bo po duch nie było ani śladu. Po jakimś czasie nawet zdołałem zasnąć.

Rano w szkole od razu zacząłem opowiadać o tym co mnie spotkało, ale nikt mi ni uwierzył.

Po powrocie mamy z pracy  podeszła do nie i powiedziała:  "Chyba faktycznie coś widziałeś (coś widziałem ??!!!)  bo u pani Beaty (sąsiadka z dołu, również znała zmarłą koleżankę)  też coś było.

W nocy słyszała czyjeś kroki, ale myślała że to jej syn, wtedy ktoś usiadł jej na łóżku . Wstała aby zapytać się czemu nie śpi i wtedy poczuła, że ten ktoś odskoczył z materacu. Zdążała tylko zobaczyć  "bladą rozmazaną mgłę" wylatującą z sypialni przez uchylone drzwi.

Rano sprawdzili wszystkie zamki i przeszukali cały dom, ale nie było śladu włamania.

Później się okazało, że było więcej znajomych zmarłej kobiety którzy kogoś słyszeli w tą i poprzednią noc, szczegółów jednak nie znam.

Rok później pytałem się sąsiadki czy wierzy w duchy (tak aby rozpocząć rozmowę i dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego co widziała) . Odpowiedziała:

- Nie.

-A to z przed roku ?

- To był wiatr, byłam zaspana , zdawało mi się.

[...]

Historie nadsyłane przez naszych czytelników o własnych doświadczeniach związanych z tematyką zjawisk niewyjaśnionych trafiają nie tylko do XXI PIĘTRA, ale także do Archiwum FN.



zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 5 6 7 8 50 83
Strona 5 / 83

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

18 września: [...] Koronawirus ewoluuje, aby skuteczniej atakować - przekonują naukowcy z USA. Mgiełka oddechowa (tzw. aerozol) jest zdecydowanie główną drogą, którą rozprzestrzenia się SARS-CoV-2. Nowe warianty wydają się ewoluować w ten sposób, aby łatwiej unosić się w powietrzu. W przypadku wariantu Alfa naukowcy znajdują od 43 do 100 razy więcej wirusa wokół zakażonej osoby, niż wtedy, gdy krążył jeszcze oryginalny SARS-CoV-2. [...]

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wt, 7 wrz 2021 05:58 | [...] To była eskadra pięciu świateł poruszających się z dużą prędkością gęsiego w idealnie równych odległościach. Następnie światła się zatrzymały na kilka sekund, a potem po kolei połączyły w jeden punkt świetlny, który jest widoczny na filmie. Niestety udało mi się sfilmować tylko ostatnią fazę tego zjawiska. Patrzyłem jak urzeczony i minęło trochę czasu, nim dotarło do mnie, że przecież mogę to zarejestrować. Zjawisko uchwyciłem z okna mojego mieszkania, na rogu ulic Mlądzkiej i Łukowskiej...

Dziennik Pokładowy

Wtorek, 10 sierpnia 2021 | Historia występu tzw. „badaczy UFO” w nieistniejącym od wielu lat programie „Rozmowy w Toku” pokazuje wiele aspektów czegoś, z czym spotykam się od wielu lat, co mnie zaskoczyło i wprawiło w bezgraniczne zdumienie. Z upływem lat przekonuję się, że jest to niestety typowo rodzima przypadłość oparta na wszystkich ciemnych demonach polskiej duszy: zawiści, zazdrości, kompleksach...

czytaj dalej

FILM FN

UFO - KULA MIENIĄCA SIĘ KOLORAMI, 3 września 2021

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.