Dziś jest:
Poniedziałek, 18 listopada 2019

Zawsze mówcie prawdę. Kiedy będziecie mówić prawdę, możecie napotykać pewne trudności. To nie ma znaczenia; trzymajcie się prawdy. Wtedy z pewnością osiągniecie sukces. Nigdy nie bójcie się mówienia prawdy. Bądźcie gotowi walczyć o prawdę.
/Sai Baba/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Znaki z tamtego świata
Pt, 12 lip 2019 13:01 komentarze: brak czytany: 1999x

Dzień Dobry!  Chciałam opowiedziec o kilku wydarzeniach z mojego życia, które mogą was zainteresować. Może zacznę tego że rodzina od strony mamy mieszka na drugim końcu Polski(lubuskie),zaś rodzina taty w tym samym mieście co my(śląskie) wiec często ich nie odwiedzaliśmy.W 2005r. kiedy okazało się że dziadek jest chory na raka płuc pojechałam tam z mamą zostalyśmy tam tydzień ale musiałyśmy wracać.......

czytaj dalej

Dzień Dobry!  Chciałam opowiedziec o kilku wydarzeniach z mojego życia, które mogą was zainteresować. Może zacznę tego że rodzina od strony mamy mieszka na drugim końcu Polski(lubuskie),zaś rodzina taty w tym samym mieście co my(śląskie) wiec często ich nie odwiedzaliśmy.

W 2005r. kiedy okazało się że dziadek jest chory na raka płuc pojechałam tam z mamą zostalyśmy tam tydzień ale musiałyśmy wracać bo skończył się mamie urlop i dzień przed wyjazdem miałam dziwny sen, otóz w tym śnie nic nie było tylko takie czarne tło i słychać było głos karetki przez chwilę po czym głos dziadka "jak się bedziesz źle czuć dzwoń po pogotowie" i przez sen uścisnęłam sobie z kimś ręke po czym gwałtownie się przebudziłam trzymając mame za ręke. Wróciłyśmy do domu,minęły 2 dni i ciocia zadzwoniła że dziadek zmarł.
Do tej pory nie wie o co chodziło z tym pogotowiem.

Zaś 14.02.2007r. Zmarł bliski przyjaciel naszej rodziny ,po jego śmierci było mi bardzo smutno, zadawałam sobie pytania "Dlaczego on?" "czy dobrze mu tam teraz?" kiedy dzwonił domofon w mojej głowie pojawiały sie myśli że to może on.
Pewnej nocy przyśnił mi się, że przyszedł do nas pytał się o tate (mojego) a ja mu odpowiedziałam że tata nie żyje( chociaż mój tata żyje) i w tym snie mowiłam do mojej mamy " zapytaj go jak tam jest "
a on mi powiedział nie martw się o mnie tam jest pieknie,jestem szczęśliwy, teraz już ide ale jeszcze tu wrócę - Był ubrany w taką białą szate.i sen sie tak skończył.

Miesiąc po jego śmierci zmarła moja ciocia,na raka. Mama jechała tam sama (tam zawsze ktoś przyjeżdzał na peron żeby ja zawieść ) i moja siostra wysyłała do drugiej cioci sms-a ża mama już wsiada w pociąg i że bedzie tam o 7 rano żeby ktoś po nią wyjechał.sms ten nie dotarł pod wskazany nr mojej cioci, lecz do wujka ktory właśnie kupił sobie nowy starter i nikt nie miał jego numeru telefonu.

Zapomniałam dodać że jeśli chodzi o 2 ostatnie historie to kilka dni przed śmiercią cioci i przyjaciela rodziny zawsze kiedy oglądałam telewizje ktoś lub coś przełaczało mi kanał lub wyłączało mi dzwięk w telewizorze. kiedy ja przelaczalam z powrotem  lub wlączałam dzwięk, sytuacja sie powtarzała i tak trwało to kilka godzin.

Pozdrawiam serdecznie.
M.




zwiń tekst



Moje spotkanie z nieznanym
Pon, 8 lip 2019 09:33 komentarze: 3 czytany: 2255x

[...] Witam serdecznie,Mam 21 lat na imię mi Krzysztof pochodzę ze Śląska. Od najmłodszych lat tata mnie "zarażał" takimi typu tematami związanymi z ufo siłami nadprzyrodzonymi illuminatami ogólnie teoriami spiskowymi przez co ja sam się w to wkręciłem. Nawet staramy sie bywać na harmonii kosmosu która jest raz w roku a tematy tam sa niezwykle ciekawe. Postanowiłem że chciałbym sie podzielić z redakcją.......

czytaj dalej

[...] Witam serdecznie,
Mam 21 lat na imię mi Krzysztof pochodzę ze Śląska. Od najmłodszych lat tata mnie "zarażał" takimi typu tematami związanymi z ufo siłami nadprzyrodzonymi illuminatami ogólnie teoriami spiskowymi przez co ja sam się w to wkręciłem. Nawet staramy sie bywać na harmonii kosmosu która jest raz w roku a tematy tam sa niezwykle ciekawe. Postanowiłem że chciałbym sie podzielić z redakcją z czytelnikami swoimi doświadczeniami które mnie spotkały w moim życiu. Tak więc chciałbym przytoczyć dwie historie które przytrafiły mi sie gdy bylem młodszy plus pewne dziwne uczucie ktore jakby ktos by mi mógł wytłumaczyć czym to jest to byłbym ogromnie wdzięczny.


Zacznę od bliskiego spotkania 3 stopnia z duchem ktore przytrafiło mi sie w okresie gimnazjalnym, otóż pewnego wieczora gdy sie położyłem już spać zaznaczam ze spalem na poddaszu powiedziałem sobie w myślach ze chciałbym aby moj anioł stróż mi się objawił bylem bardzo mocno skupiony i przekonany w to co mówię zaraz potem jakoś zasnąłem i nagle cos mnie budzi w nocy dokładnie taki mocny przeszywający chłód obok mojego ciała przeszedł z początku pomyślałem ze pewnie okno jest otwarte które było za mną w drugim pokoju a było wtedy lato wiec wiadomo w noc otwiera sie okna aby przewietrzyć ogólnie pokój ale wpatrując sie w to okno dostrzegłem ze jest zamknięte zdziwiłem sie i poszedłem dalej spac jak gdyby sie nic nie stało tyle że jak tylko zamknąłem oczy to nie wiem kilka sekund w moim odczuciu i nagle obudziło znowu otwieram oczy a tu nagle obok mojego łóżka stoi biała świecąca sie postać nie wiem jak to opisać głowa i taki zarys tułowia az to ziemi jakby szate jakas miala co było.

Ciekawe czas wokół mnie jakby zwolnił momentalnie miałem takie uczucie jakby to cos ta cala sytuacja była wyjęta z naszej rzeczywistości jakbym byl na chwile w innym wymiarze i co dalej ta biała postać patrzała sie na mnie chociaż nie bylo widać żadnych rysów twarzy ani nic po prostu biały zarys glowy to czulem ze mi się przygląda zapewne kazdy sobie pomyśli teraz ze zacząłem krzyczeć wrzeszczeć ze strachu ale właśnie nie, bylem tak pozytywnie nastawiony do tej istoty i jedynie co moglem czuć to niedowierzanie tak zwana "kopara mi opadła" a dobrze wiedziałem ze ta istota nie moze mi nic zrobić bo zawsze ojciec mi powtarza ze tego nie trzeba sie bac to jest cos normalne to jest świat niewidoczny dla naszego oka ale istnieje tak samo jest z wiatrem wierzymy i czujemy ale czy widzimy? wracając wyciągnąłem rękę w kierunku tego ducha aby go dotknąć czy to jest faktycznie to co widze i gdy juz bylem bliski aby to poczuć nagle wszystko znikło czas jakby znów wrócił do swojego dotychczasowego tempa a ja sie zorientowałem że dotykam swojego drewnianego krzesła ktore stało na środku pokoju tak wiem każdy teraz powie ze mialem zwidy ale naprawdę wiem co widziałem mysle ze istota wiedziała jak mnie podejść to był jakby test dla mnie czy uwierze w krzesło czy w to co zobaczyłem tak to zrozumiałem, następnego dnia poszedłem do swojego taty opowiedzieć mu o tym i razem sprawdziliśmy wahadełkiem co to bylo i wyszło ze mój anioł stróż.

Podsumowując: nie bawmy sie w duchy nie igrajmy z silami o których nie mamy pojęcia bo one sa wśród nas co prawda istnieją dobre i zle duchy ale za każdym razem gdy o nich mówi szydzi wyśmiewa czy bawi sie w wywoływanie to one to słyszą i przechodzą możemy to poczuć przez zimny powiew wiatru czy nawet przez kontakt zewnętrzny gdzie cos sie poruszy spadnie nawet mogą wejść w osobę ktora ma słaba psychikę ktora się lęka boi one to wyczuwają i znajda kazdy sposób by Cię opętać i sie żywić twoja energią.


Druga historia bedzie podobna do pierwszej ale spałem w innym juz pokoju to bylo jakos kilka później po moim spotkaniu z duchem. Tym razem gdy sie położyłem spac powiedziałem sobie przed snem ze chce aby odwiedziło mnie ufo kosmici ze 'pragnę' - słowo magiczne ktore bardzo mocno wpływa na nasze przekonanie, aby po prostu przyszli do mnie sie pokazać chciałem ich zobaczyć. Od razu gdy zamknąłem oczy obudzilem sie w środku nocy, moją uwagę przykuło mocne jaskrawe światło które padało na ścianę w krańcu pokoju tak jakby ktoś czymś świecił za okna, nie wiedziałem co mam wtedy zrobić, czy podejść do okna zobaczyć co to jest czy zostać w łóżku.

Odczuwałem lekki niepokój po tym co mówiłem sobie przed snem dlatego zostałem w łóżku i obserwowałem caly czas owe zjawisko przy okazji wziąłem telefon by zobaczyć godzinę ale co dziwne przestal działać nawet się włączyć nie chciał.. patrząc caly czas na to światło w końcu zasnąłem ponownie i tu zaczęła sie przygoda bo nagle cos jakas sila wybudziła moją osobę z pozycji leżącej podniosła moje ciało do pozycji siedzącej i nagle przed moimi oczyma leciały slajdy tak jak sie mowi ze jak sie 'umiera to cale życie przelatuje Ci przez oczy' ,  to były takie jakby zdjęcia ujęcia tego co widziałem tego światła ktore się odbijało na ścianie zaznaczam ze moje ciało było "zablokowane" jakby coś przejęło nademna kontrolę, jak juz się skończyło to nagle bezwładnie poleciałem na łóżko znów do pozycji leżącej i wtedy dopiero zrozumiałem ze to co było za oknem to miało cos na pewno związek z obcą cywilizacja.

Podsumowując: słowa ktore wypowiadamy mają swoją siłę mają moc i czym bardziej czegos chcemy to tym bardziej to sie urzeczywistnia. Proszę o jedno aby każdy do tego ze zdrowym rozsądkiem podchodził każdy co prawda jest Panem własnego życia ale po co ryzykować w taki sposób na pewno obca cywilizacja nam sie kiedyś ujawni wystarczy na nia poczekać.
Przechodząc do ostatniego wątku to też kilka lat temu gdy miałem dziwne sny ktore przenikały do świata naszego, otóż ukazały mi sie 3 razy za pierwszym razem gdy spałem to śniło mi sie ze nie wiem dokładnie jak to opisać jakby bylo ciemne pole gdzie jak spróbowałem oddychać czy się ruszyć to cos wybuchało widziałem to, to bylo straszne przeżycie bo czulem jakby cos we mnie narastało po czym zaraz wybuchało eksplozje czulem sie jakbym sie dusił po prostu.

Kolejny raz byl również bardzo przerażający spałem w jednym pokoju z siostrą na oddzielnych łóżkach i nagle w nocy sie obudziłem spontanicznie i zobaczyłem na suficie te wszystkie eksplozje niszczenia zacząłem sie pocić bac pobiegłem do ubikacji stanąłem przed lusterkiem widziałem caly czas to co jak cos wybucha i sie bałem myśleć o tym bo to caly czas narastało chciałem nawet krzyczeć ale sie nie dało bylem przyblokowany. Trzeci ostatni raz juz byl ciut delikatniejszy po czym mi juz ustało i nie odczuwam juz takich odczuć. Jakby ktoś mógłby sie podzielić czy miał to samo co ja to byłbym wdzięczny :)
To by było na tyle dziękuję za uwagę i wysłuchanie. Pozdrawiam cała redakcję Nautilusa oraz czytelników!

/email dostaliśmy 8 lipca 2019/




zwiń tekst



UFO nad Głogowem 4 lipca 2019, godzina ok. 12:50 i UFO nad Szczecinem 27.06.2019 po godzinie 21.00
Pt, 5 lip 2019 15:42 komentarze: 2 czytany: 1281x

[...] Witam, obserwacja  UFO z ostatniej chwili, Głogów 4 lipca 2019, godzina ok. 12:50.  Siedziałem z synem na placu zabaw, kiedy zauważyłem na czystym, bezchmurnym niebie jasną, prawie białą kulę lecącą wolno. W tle, o wiele wyżej nad nią, zauważyłem samolot, chyba pasażerski, trasy obu pojazdów (nie wiem czy kula była pojazdem) nie pokrywały się. Syn ma 9 lat, a kiedy mu powiedziałem, .......

czytaj dalej

[...] Witam, obserwacja  UFO z ostatniej chwili, Głogów 4 lipca 2019, godzina ok. 12:50.  Siedziałem z synem na placu zabaw, kiedy zauważyłem na czystym, bezchmurnym niebie jasną, prawie białą kulę lecącą wolno. W tle, o wiele wyżej nad nią, zauważyłem samolot, chyba pasażerski, trasy obu pojazdów (nie wiem czy kula była pojazdem) nie pokrywały się. Syn ma 9 lat, a kiedy mu powiedziałem, że ta kula była dziwna i jakby się zmieniała co kilka sekund - stwierdził, że on widział jakby czasem spłaszczała się jak duża bańka mydlana, czyli oboje widzieliśmy to samo. Obserwowaliśmy ją przez kilka minut, kiedy znikała w oddali w tle i była już niedostrzegalna gołym okiem. Zdjęć nie zrobiłem, ponieważ posiadam stary model telefonu Nokia i raczej z tej odległości nic by nie było widać.
 
A teraz najciekawsze, zauważcie jaki zbieg okoliczności: jadąc z drugim synem tego samego dnia, czyli dziś rano do przedszkola zapytałem, czemu nie patrzy w niebo i nie szuka ufo. Jakby na życzenie kilka godzin później miałem okazję osobiście obserwować niezidentyfikowany obiekt :)
 Łukasz
 


From: [dane do wiad. FN]
Sent: Thursday, July 04, 2019 6:51 PM
To: Nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Ufo nad szczecinem

Mieszkam na oś. Bukowym w dniu 27.06.2019 po godzinie 21.00 przeleciał 2 obiekty. Jeden obiekt sfilmowałem. Pozdrawiam



zwiń tekst



Tamten świat - o darze widzenia duchów tuż przed śmiercią fizyczną
Śr, 3 lip 2019 01:48 komentarze: 3 czytany: 2198x

Droga Redakcjo, Od 13 lat pracuję na nocki w domu opieki dla starszych ludzi. Śmierć nie jest mi obca- pożegnałam setki cudownych osobowości i wiele razy trzymałam ich za rękę aż do ostatniego oddechu.Nikt mi dziś nie powie, że duchy nie istnieją, choć szanuję poglądy ludzi, którzy czegoś takiego nie przeżyli i w to nie wierzą.Podam poniżej tylko niektóre przykłady z moich spotkań z duchami:1). Siedzimy.......

czytaj dalej

Droga Redakcjo, Od 13 lat pracuję na nocki w domu opieki dla starszych ludzi. Śmierć nie jest mi obca- pożegnałam setki cudownych osobowości i wiele razy trzymałam ich za rękę aż do ostatniego oddechu.

Nikt mi dziś nie powie, że duchy nie istnieją, choć szanuję poglądy ludzi, którzy czegoś takiego nie przeżyli i w to nie wierzą.

Podam poniżej tylko niektóre przykłady z moich spotkań z duchami:

1). Siedzimy ze współpracownikami w środku nocy w salonie, drzwi są otwarte do dużej recepcji. Jest cicho, każdy coś je. Nagle słyszymy zbliżające się w naszym kierunku dość szybkie, damskie kroki (w recepcji są kafelki). Kroki ucichły zaraz przy wejściu do salonu. W tym samym momencie, jedna z koleżanek wychyliła się, spojrzała w ten punkt nie widząc nikogo, więc wszystkie wyszłyśmy do recepcji, nie znajdując tam nikogo. Nikt nie miałby szansy wycofać się w tak krótkim czasie.

2). Godzina 23.00, robię obchód w jednej części budynku, w korytarzach półmrok, większość świateł powyłączanych. Zbliżam się do pokoju starszego pana. Drzwi  powoli się przede mną otwierają, ale tylko do pewnego momentu, klamka sama przekręca się kilka razy w górę i w dół. Wchodzę do środka z uśmiechem na twarzy myśląc, że pan stoi za drzwiami ale zamiast tego, znajduję go śpiącego w łóżku. Było to jedno z najgorszych przeżyć. Niestety te rzeczy mnie zarówno fascynują jak i przerażają.

3).Kilka lat później w tym samym pokoju mieszka już inna osoba. Około 12-1 w nocy pani mnie wzywa i kłóci się ze mną, że chce wyjść na dwór na papierosa, na co ze względu na bezpieczeństwo nie mogę jej pozwolić. Próbuję się wycofać ale jeszcze wysłuchuję jej epitetów w drzwiach. Nagle słyszę, że za moimi plecami ktoś przechodzi przez korytarzyk, w stronę drzwi prowadzących na inne piętro. Słychać wyraźnie ocieranie się materiału od spodni- tak jak noga o nogę, gdy ktoś ma nadwagę. Nie od razu odwracam głowę, bo mi nie przychodzi na myśl, że to mógłby być duch. Dopiero po chwili spoglądam, bo nie słyszę żeby ktoś otwierał drzwi, które zresztą mają kod i cyferki zawsze głośno piszczą, gdy się je naciska. Niestety, nie ma tam nikogo.

4). Jestem rano sama na najwyższym piętrze, gdzie jest tylko kilka pokoików. Wchodzę do komunalnej łazienki, bo słyszę, że woda leje się do wanny. Zakręcam kurek, w łazience unosi się para. Trochę mnie ta sytuacja dziwi, bo na tym piętrze są tylko osoby bardzo chore, leżące w łóżkach. Wychodzę z łazienki, czekam na windę i znowu słyszę tą wodę. Wchodzę, zakręcam ponownie kurek. Wiem, że przecież potrzeba ludzkiej ręki żeby kurek odkręcić i czuję się nieswojo. Około pół godziny później spotykam już na innym piętrze osobę z pralni, która mi mówi:" Właśnie roznosiłem ubrania po pokojach na górze i wstąpiłem zakręcić wodę w łazience, bo się lała do wanny".

Większość umierających nie potrafi się już z nami komunikować, ale pamiętam kilka przypadków, gdzie ludzie na łożu śmierci wyciągali ramiona do swych nieżyjących od dawna rodziców, małżonków i przemawiali do nich, dziwiąc się, że my ich nie widzimy.  Są to bardzo rzadkie przypadki. Pamiętam też kobietę, która z szerokim uśmiechem i zafascynowaniem rozglądała się po swym pokoju kilka godzin przed śmiercią. Nie mogła już wtedy mówić, więc nie wiem co lub kogo widziała, ale definitywnie nie była zainteresowana moją obecnością. Całą jej uwagę pochłaniało to "coś".

Jestem przekonana, że umierający widzą o wiele więcej tego drugiego świata, niż tego, z którego powoli się już wycofują. Głęboko wierzę także, że nie idziemy tam sami. Przychodzą po nas inni zmarli, których kochaliśmy. Zmarli też przychodzą często pożegnać się z żywymi, ale to już inna historia.


Serdecznie pozdrawiam
[dane do wiad. FN]


Dziękujemy za te piękne relacje  - bardzo wzbogacą nasze archiwum. Temat "widzenia duchów" przed śmiercią fizyczną pojawiał się już w naszym serwisie. Warto przy tej okazji przypomnieć bardzo ciekawy odcinek serii "Doświadczyć Niezwykłego" pod tytułem "Nawiedzone Szpitale".



zwiń tekst



Prześladowała mnie myśl, że ta moja frustrująca podróż nie była zupełnie pozbawiona sensu...
Pon, 1 lip 2019 09:27 komentarze: brak czytany: 1722x

Witam Szanowną Fundację,Ja również przed 2 tygodniami poczułem ten "powiew kosmosu na plecach". I to dosłownie, nie mogąc długo przestać o tym myśleć...Tego upalnego niedzielnego dnia (jeden z najbardziej upalnych w ostatnich tygodniach) musiałem pilnie wypłacić większą ilość gotówki z bankomatu. Potrzebowałem skorzystać z bankomatu konkretnie mojego banku, gdyż przy tak dużej kwocie wypłata z obcego.......

czytaj dalej

Witam Szanowną Fundację,

Ja również przed 2 tygodniami poczułem ten "powiew kosmosu na plecach". I to dosłownie, nie mogąc długo przestać o tym myśleć...

Tego upalnego niedzielnego dnia (jeden z najbardziej upalnych w ostatnich tygodniach) musiałem pilnie wypłacić większą ilość gotówki z bankomatu. Potrzebowałem skorzystać z bankomatu konkretnie mojego banku, gdyż przy tak dużej kwocie wypłata z obcego bankomatu kosztowałaby mnie majątek.

Moja żona podpowiedziała mi, że zaledwie 2-3 kilometry od naszego miejsca zamieszkania (południowa część Warszawy) znajduje się bankomat, z ktorego ona od czasu do czasu korzysta i abym tam właśnie podjechał. Tak też zrobiłem, jednak na miejscu okazało się że bankomat jest nieczynny. Lekko sfrustrowany wróciłem do samochodu i postanowiłem skorzystać z Map Google do wyszukania najbliższej placówki mojego banku, przy której będzie dostęp do bankomatu. Tak też udałem się pod kolejny adres, jednak nie byłem w stanie do niego się dostać, gdyż oddział znajdował się na terenie dużego osiedla i musiałbym poświęcić 5-10 min na piesze dotarcie na miejsce. Przy ówczesnym upalem nie miałem najmniejszej motywacji, by to zrobić.

Wróciłem więc do moich Map Google i namierzyłem kolejną najbliższą placówkę banku - tym razem bardzo dobrze mi znaną gdyż mieszczącą się w małym centrum handlowym. Niestety po dojechaniu na miejsce okazało się, że pomieszczenie w którym stoi bankomat jest niedostępne ze względu na remont. Już mocno wkurzony postanowiłem obejść tą niewielką galerię handlową z nadzieją na odnalezienie innego takiego bankomatu. Wówczas zaczepiła mnie starsza, zmęczona upałem kobieta. Wyglądała na mocno zagubioną. Kobieta ta zapytała mnie o konkretny adres (pod nim mieścił się szpital), wskazując że nie może go odnaleźć. Okazało się, że ten adres jest mi bardzo dobrze znany ponieważ znajduje się zaledwie 200-300 m od bloku, w którym mieszkam. Poinformowałem panią, że adres którego szuka znajduje się w zupełnie innej dzielnicy. Moje słowa przeraziły starszą kobietę bo teraz zupełnie nie wiedziała, jak ma się tam dostać. Postanowiłem, że pomogę odnaleźć jej najszybsze połączenie w komunikacji miejskiej. Pożegnaliśmy się a ja pojechałem szukać kolejnego bankomatu. W drodzę nieustannie prześladowała mnie myśl, że ta moja frustrująca podróż nie była zupełnie pozbawiona sensu. I że jakimś cudem znalazłem się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. I pomimo, że nie załatwiłem tam swoich spraw, to okazałem się wybawieniem dla starszej, zmęczonej lejącym się z nieba żarem kobiety.

Kiedy wreszcie załatwiłem swoje sprawy na wszelki wypadek podjechałem autem w miejsce, z którego Pani miała pojechać pod wskazany przez siebie adres. Pomyślałem, że jeśli ta pani wciąż się tam znajduje, to po prostu podwiozę ją w miejsce, do którego chce się dostać. Niestety (albo stety) starszej pani już tam nie było. Jednak została satysfakcja, że mogłem komuś pomóc...

Oczywiście dane do wiadomości Fundacji.

Pozdrowienia,

[dane do wiad. FN]

 


 

 

 

[…] kiedyś  miałam realistyczny sen w którym trzeba było się ukrywać gromadzić wodę...znowu się powtórzył tym razem trzeba było gromadzić wodę lekarstwa jedzenie było mało żywych ludzi A jak jacyś byli to zachowywali się podobnie do zombie. Po przebudzeniu o 3.20 zapisałam wszystko na kartce koło łóżka tak postanowiłam że wszystkie sny będą zapisywane.

 Mialam parę snów przepowiadajacych niedawno dotyczących mojego życia - do tygodnia czasu się sprawdzały ale tamten się nie sprawdził (poprzedni odnośnie ukrywania się przed powietrzem i gromadzenia wody). W sumie już parę razy się powtarzał, mam nadzieję, że się nie spelni. Dzis wracając z pracy rowerem do domu gdzieś o godzinie 21.20-25 widziałam błysk na niebie myślałam że to burza ale niebo było spokojne było już prawie ciemno. Nie potrafię go wytłumaczyć w inny sposób, nie było tam drogi ani nic innego co by to spowodowało .Był podobny do błyskawicy ale to nie to ..

[wiadomość dostaliśmy 1 lipca 2019]

 



zwiń tekst



ATAKUJE MNIE NIEWIDZIALNY BYT… Pomocy!
Sob, 29 cze 2019 05:35 komentarze: 6 czytany: 2142x

[…]Witam! Mam na imię Paweł jestem kierowcą zawodowym. Przeczytałem na waszej stronie artykuł o zjawach autostopowiczów na trasie koło Mielca mieszkam w Rawiczu jest to w Polsce zachodniej często jadę trasą nr 36 Rawicz-Lubin kilka razy zdarzyło mi się (może to chore nie wiem) spotkać na poboczu kobietę stojącą i patrzącą w moją stronę.Zawsze jest tak samo ubrana w stare łachmany i nie ma oczów tylko.......

czytaj dalej

[…]Witam! Mam na imię Paweł jestem kierowcą zawodowym. Przeczytałem na waszej stronie artykuł o zjawach autostopowiczów na trasie koło Mielca mieszkam w Rawiczu jest to w Polsce zachodniej często jadę trasą nr 36 Rawicz-Lubin kilka razy zdarzyło mi się (może to chore nie wiem) spotkać na poboczu kobietę stojącą i patrzącą w moją stronę.

Zawsze jest tak samo ubrana w stare łachmany i nie ma oczów tylko ..nie wiem jak to opisać...nic po prostu pustkę!

Ale w momencie kiedy ją mijam samochód zwalnia, a ze mnie jakby życie uchodziło! Bardzo nieprzyjemne uczucie. Kiedy się zatrzymuje - jej po prostu nie ma. Najczęściej dzieje się to w godz.4-6 rano, ale i kilka razy miało to miejsce po południu. Może możecie mi pomóc w ustaleniu co to za zjawisko?

[dane do wiad. FN]

 

 


 

[...] Cześć !

To poważna sprawa. Od paru lat jestem  uwięziona  i opętana przez demony albo demona. Pozbawiły mnie jakiekolwiek kontaktu ze światem. Praw również. Cały dom jest jak klatka na myszy, również z rodzicami. Raczej źle traktowanymi, niż dobrze.

 Jesteśmy ciągle okradani przez te demony. Zostałam z tym sama, stąd piszę.  Jesteśmy wszyscy opętani z naukowego punktu widzenia.  Może ktoś z organizacji zainteresuje się tym. Jeśli ktoś chce pomóc, chętnie nawiążę stały

Pozdrawiam

[…]

 

 

[...l] Witam znalazłem Wasz strone w internecie i postanowilem napisac w czym mam problem prosze nie myslec ze jestem jakims wariatem itp. jestem normalnym meżczyzna mam 33 lata, prace kobiete nie mam zadnych nałogów problemów itp.

Mój problem polega na tym ze od jakis 8 lat cos  straszy mnie w nocy nie sa to sny umie to odróznic kiedy jest sen a kiedy nie mieszkałem w róznych miejscach teraz pracuje i mieszkam zagranica od 4 lat i to cos ciagle jest ze mna czy jestem w Polsce czy tutaj czy nawet jak bylem na wakacjach w Tajlandii tam tez to  miałem  na poczatlu myslalem ze to jakies dziwne sny itp ale z biegiem czasu to staje sie meczace i widze ze cos jest nie tak jak spie czy sam czy z kobieta swoja to poprostu cos mnie budzi w nocy np;złapie mnie za noge albo szarpie za moja głowa wtedy zrywam sie z łozka bo wiem ze to nie mogł byc sen za czesto to sie zdarza kiedys rzadko ale teraz coraz czesciej moja kobieta zaczyna sie bac ze mna spac bo widzi co sie dzieje  albo mam tez tak  jak spie i sie przebudze to czuje ze cos jest koło łozka ze moze to sie wydawac smieszne ale teraz widze ze cos jest nie tak kiedys tego az tak nie brałem pod uwage sam nie wiem co zrobic gdzie isc z kim pogadac wiadomo jak reaguja ludzie którzy słysza o takim czym pomysla "wariat itp." myslalem tez zeby isc do ksiedza pogadac jak bede w polsce na urlopie mozecie cos doradzic ??? z góry dziekuje […]

 

/poniżej wiadomość, którą załoga okrętu Nautilus otrzymała 29 czerwca 2019/

[...] Dzień dobry. Mam problem ze snem dzieci. Czasem moja młodsza 4 letnia budziła się z krzykiem, sztywna, opisywała że cos trzyma ją za nóżki, łapie,ciagnie. Dzisiaj starsza obudziła się z takim swistem oddechu nabieranego powietrze,15 lat. Opowiada że szczupła postać, prawdopodobnie bez oczu, brzydka twarz, kosciste ręce, baaardzo długie paluchy. Głaskała ją po głowie. Przeraziła się. CO może męczyć moje dzieci? gdzie szukać pomocy, jak im pomóc ?

[dane do wiad. FN]

 

 


 

Dziękujemy za wszystkie listy. Każda z osób, których anonimowe listy zacytowaliśmy w tym poście w XXI PIĘTRZE otrzymała odpowiedź od ludzi FN.



zwiń tekst



Obiekt UFO w kształcie dysku latał wokół wieży kościoła w Zgierzu
Pt, 28 cze 2019 07:12 komentarze: brak czytany: 1251x

[...] Droga Fundacjo i wszyscy czytelnicy strony FN!  Do napisania mojego listu zbierałam się od bardzo dawna…Te wszystkie artykuły, które czytam na Waszej stronie „zmobilizowały” mnie w końcu do napisania. Pragnę  opowiedzieć Wam historię, która miał miejsce ponad 12 lat temu, której świadkami poza mną była znaczna część mojej rodziny. Poza tym pragnę przytoczyć tu opis moich doświadczeń.......

czytaj dalej

[...] Droga Fundacjo i wszyscy czytelnicy strony FN!  Do napisania mojego listu zbierałam się od bardzo dawna…
Te wszystkie artykuły, które czytam na Waszej stronie „zmobilizowały” mnie w końcu do napisania. Pragnę  opowiedzieć Wam historię, która miał miejsce ponad 12 lat temu, której świadkami poza mną była znaczna część mojej rodziny. Poza tym pragnę przytoczyć tu opis moich doświadczeń, przeżyć z lat jeszcze wcześniejszych, lat mojego dzieciństwa.
 
Pochodzę ze Zgierza, miasta sąsiadującego z Łodzią, miasta, które, jak się okazuje, nie raz było odwiedzane przez trudnych do zidentyfikowania przybyszów . Gdy byłam małą dziewczynką, może 5-6-letnią miałam dziwne „sny”, w których odwiedzały mnie postacie, teraz patrząc z perspektywy czasu nazwę je „bajkowymi”- dziwne „smoki”.
Pamiętam pewne zdarzenie, gdy po którymś z kolei moim „śnie” napisałam list do „moich przyjaciół” i przed snem położyłam go na zewnętrznym parapecie, wiedząc, że „oni” go  odczytają. Pamiętam tę sytuację jak dziś, gdy mama zapytała mnie, do kogo piszę (w bardzo wczesnym wieku opanowałam umiejętność pisania), a ja jej opowiedziałam o moich „nocnych spotkaniach z przyjaciółmi”. Wydaję mi się, że u mamy malowało się na twarzy zaskoczenie, ale chyba odebrała  to jako przejaw dziecięcej fantazji…
W każdym razie obraz tamtych wydarzeń pozostał bardzo żywo zapisany w mej pamięci. Kilka lat później, gdy byłam nastolatką, wpadła mi w ręce książka Johannesa Fiebaga „Kontakt. Uprowadzenia do UFO w Niemczech, Austrii i Szwajcarii” z biblioteki Ericha von Dänikena. W niej przeczytałam o zjawiskach takich jak bedroom visitor czy screen memories, historie ludzi, którzy doświadczyli niesamowitych przeżyć…
Natrafiłam na opis przeżyć pewnego chłopca, który też widział „w snach bajkowe postacie”, a później, podczas regresji hipnotycznych okazało się, że miały miejsce uprowadzenia do UFO. Był moment, że gdy bardzo interesowałam się tematyką UFO, chciałam i na sobie wypróbować regresję, ale pewien lęk, który zagościł we mnie, może lęk przed prawdą, sprawił, że pozostawiłam tą sprawę nie do końca wyjaśnioną.

A wracając do wydarzeń sprzed lat- miało miejsce zdarzenie, które na zawsze ugruntowało we mnie świadomość tego, że nie jesteśmy sami i że odwiedzają nas pozaziemscy goście .

Zdarzenie miało miejsce dokładnie dnia 7 lipca 1997 roku, w moim mieście. Jak na załączonych zdjęciach widać, zaobserwowany obiekt „latał” w okolicy kościoła, który znajduje się w centrum miasta, a którego szczyt widzę dokładnie z mojego balkonu. Dochodziłam godzina 23-cia, upalna noc wyciągnęła mnie na balkon. Jak zawsze patrzę w różne strony, tak i wtedy spojrzałam w stronę kościoła , na zachód i wtedy tuż obok kościoła zobaczyłam „ten obiekt”. Przyleciał jakby zza kościoła, ale skąd dokładnie- nie wiem. Po moim „ o Boże, co TO jest?” na balkon wbiegły moja siostra, mama i babcia i we cztery przez ok. 5 minut, nie mówiąc nic, obserwowałyśmy tor lotu tego obiektu. Obiekt przypominał „okrzemkę”(mając w pamięci lekcje biologii tak właśnie skojarzył mi się  kształt tego obiektu z tym jednokomórkowym glonem). Przez nas widziany, był takiej mniej więcej wielkości, jak go narysowałam na załączonych ilustracjach; nie jestem jednak w stanie stwierdzić, w jakiej odległości od kościoła się on znajdował i czy wydawał jakieś dźwięki, nie wiem też gdzie później odleciał, poza tym, że za kościół, tam skąd wydaje mi się przyleciał. Po prostu –przyleciał, wykonał parę manewrów i odleciał zostawiając nas zaskoczone.

Niezmiernie ubolewam, że nie miałam wówczas pod ręką aparatu fotograficznego, nie mówiąc już o kamerze, by móc zarejestrować to niesamowite zdarzenie i mieć namacalny dowód na jego prawdziwość…
Dziś owe zdarzenie mogą potwierdzić jedynie moja mama i siostra.

Aby łatwiej było przyjąć każdemu czytelnikowi moje „przeżycie”, w tym momencie mogłam tylko sfotografować widok kościoła, i dzięki „Paint’owi” dorysować ów obiekt, a dzięki ponumerowaniu kolejnych ilustracji i oczytaniu ich w niżej przedstawionym porządku, każdy będzie mógł zobaczyć tor lotu i manewry wykonywane przez obiekt :
1-2-3-2-3-2-3-2-4-5-4-5-4-5-4-2-1
( gdzie 1-obiekt pojawił się; 2 i 3 –pulsując żółto - pomarańczowym światłem, zdawał się maleć i rosnąć, co odebrałam jako oddalanie się i przybliżanie;4- następnie przeleciał z drugiej strony wieży i tam wykonywał ruchy „przechylania się” pod pewnym kątem, w tę i z powrotem -5; następnie powrócił do pozycji z ilustracji nr 2 i po chwili zniknął-odleciał -1 )






 


Mam nadzieję, że dobrze to wytłumaczyłam i dla nikogo nie będzie problemem odczytanie całości mego listu.
Wracając do owej chwili, pamiętam jak moja mama powiedziała- „To pewnie UFO, lubi tu przylatywać ?…” i wtedy opowiedziała mi swoją historię, jak będąc nastolatką (tj. ok. roku 1980 ) widziała w okolicy zakładów „Boruta” (nie tak daleko zresztą od kościoła ), kilka „dziwnych”, podobnych do TEGO obiektów. Owe zdarzenie zachowała w pamięci, z nikim się nim nie dzieląc, do momentu, gdy właśnie około roku 1997 , gdy w całym województwie łódzkim głośno się zrobiło o „odwiedzinach UFO”, i wówczas , będąc na jakimś spotkaniu wśród znajomych, gdy jeden z jego uczestników powiedział: „ A ja widziałem będąc młodym chłopakiem dziwne obiekty koło „Boruty”…” odżyło w Niej to wspomnienie; wtedy, po ustaleniu bliższej daty, okazało się, że moja mama i owy mężczyzna mogli widzieć te same obiekty!
Hmmm… teraz nie mam co do tego wątpliwości- nie jesteśmy sami, a coraz częściej, coraz więcej osób ma do czynienia z jakimiś obserwacjami, czy to w postaci świateł na niebie, czy poprzez niewytłumaczalne sny, może owi przybysze kontaktują się z nami. Czy będąc małą dziewczynką mogłam doświadczyć bliskiego spotkania –nie wiem i na ten czas nie chcę wiedzieć, może to jakiś strach przed nieznanym, może jeszcze nie jestem gotowa na to co pewnie za jakiś czas stanie się ogólnie wiadomym. Staram się zachować spokój i patrząc w niebo myślę sobie „Byśmy tylko nie pożałowali tej ZNAJOMOŚCI…”
 
Pozdrawiam wszystkich patrzących w niebo. Zarówno wierzących, jak i niewierzących .
Irmina
 
 
 

Witam
Chciałbym podzielić się z Fundacją historią moją i mojego kolegi.
W październiku 2010 roku wraz z moim kolegą zatrzymaliśmy się przy jego domu samochodem marki Ford Focus(combi) przy jego domu na papierosa. Okolica w ktorej mieszka moj kolega to dzielnica willowa domy jednorodzinne są tutaj w dosc dalekich odstępach, na mało zaludnionym terenie.
W trakcie naszej nocnej rozmowy byłem świadkiem bardzo dziwnego zdarzenia, ktore wyjaśniłem z moim kolegą dopiero po kilku dniach od zdarzenia...
Ja siedziałem na fotelu kierowcy a moj kolega na fotelu pasażera, paliliśmy papierosa rozmawialiśmy na luźny temat oba boczne okna z przodu mieliśmy otwarte.
W pewnej chwili poczułem "kogoś" blisko samochodu, wyczułem obecność kogoś i instynktownie spojrzałem w lewe boczne lusterko.
I w tej chwili zaczyna się historia.Normalnie byłbym sam przed sobą byłbym pewny że nic i nikogo niezobaczę w tym przypadku było inaczej
Na ułamek sekundy w lewym bocznym lusterku zobaczyłem tak mi się wydaje postać humanoidalną.
Była ubrana na czarno tak jakby w czarny kombinezon, ok 100cm - 120cm
Mała chuda czarna postac krutkie ręce i nogi głowa naturalnych rozmiarów dla "postaci" tej wielkości. Postać poruszała się jakby biegiem bardzo szybkim zwinnym wręcz nienaturalnie "lekkim"
Ludzika widziałem tylko przed ułamek sekundy w ostatniej fazie"biegu" tuż przed skryciem się za tyłem samochodu.Widziałem Go w "biegu"
Całą historię potraktował bym jako przewidzenie ale...kilka wydarzeń nie daje mi spokoju.
1.w chwili gdy zobaczyłem to coś w lusterku i odwrociłem głowę w stronę mojego kolegi zauwazyłem ze On wyglada na mocno zamyslonego a po chwili twarz znowu zmieniła mu się i wyglądał normalnie
2.ZAZNACZAM ŻE NIEROZMAWIALIŚMY O TYM WYDARZENIU TEJ NOCY NAWET JEDNYM SŁOWEM.
3.po kilku dniach gdy znowu spotkałem się z tym kolegą zapytałem się go w prost czy tamtego wieczoru widział poczuł cos dziwnego. Obawiałem się że wyjdę na głupka ale moj kolega powiedział ze tak ze poczuł i usłyszał jakis ruch niedaleko samochodu.
Gdyby Fundacja była zainteresowana wiekszą iloscią szczegułów chętnie opowiam naszą historię

[...]



zwiń tekst



WIELKI HUK, EGIPSKIE CIEMNOŚCI I KOPIEC GALARETY
Pt, 28 cze 2019 05:31 komentarze: brak czytany: 2546x

[materiał z Archiwum UFO FN - niewyjaśnione historie] Moja sąsiadka, pani Wanda Kryszczuk często wspomina wydarzenie, jakie było jej udziałem dawno temu, bezskutecznie do dziś szukając odpowiedzi na pytanie, co się wówczas stało? Oto jej wspomnienie:Działo się to przed wojną, kiedy jako kilkunastoletnia dziewczyna mieszkałam we wsi Zalesie w powiecie Siemiatycze na Białostocczyźnie. Pewnego leśnego.......

czytaj dalej

[materiał z Archiwum UFO FN - niewyjaśnione historie] Moja sąsiadka, pani Wanda Kryszczuk często wspomina wydarzenie, jakie było jej udziałem dawno temu, bezskutecznie do dziś szukając odpowiedzi na pytanie, co się wówczas stało? Oto jej wspomnienie:

Działo się to przed wojną, kiedy jako kilkunastoletnia dziewczyna mieszkałam we wsi Zalesie w powiecie Siemiatycze na Białostocczyźnie. Pewnego leśnego ranka moja siostra jak zawsze wyprowadzała krowy na pastwisko, a ja poszłam razem z mamą do spichlerza. Idąc przez podwórko widziałam siostrę, która była dopiero tuż za płotem, gdy nagle rozległ się potężny, przerażający huk, po którym niemal natychmiast rozkołysały się drzewa na wietrze. Po chwili przerodził się on w wichurę, a nas ogarnęły ciemności.

Ta noc, która nagle zapadła o świcie, trwała około dziesięciu minut i była tak głęboko czarna, że niczego wokół nie dało się zobaczyć. Nie widziałyśmy z mamą ani krów za płotem, ani siostry i obie przeraziłyśmy się, że nie żyje.

Później siostra opowiadała, że ogłuszona hukiem upadła, (a może została przewrócona przez wichurę na ziemię) leżąc przez chwilę bez ruchu. Kiedy się ocknęła, była pewna, że nastąpił koniec świata.

Po upływie około dziesięciu minut zaczęło się rozjaśniać, a kiedy ciemność rozwiała się zupełnie, wszystko wokół wyglądało tak, jakby nic się nie wydarzyło.

Ale dopiero teraz stało się coś, czego już kompletnie nie mogłyśmy pojąć. Zobaczyłyśmy, że nasze krowy zaczynają biec w kierunku lasu. Podążało tam również wiele innych krów należących do pozostałych gospodarzy. Niektóre, głośno rycząc, zaczepiały łańcuchami o krzaki i wyrywając je z korzeniami galopowały w ślad za pozostałymi.

Pobiegłyśmy za swoim stadem, a razem z nami biegli inni sąsiedzi. Wszyscy chcieli się przekonać, jaki jest cel tej krowiej gonitwy. I wówczas...

Zobaczyłyśmy, że pod lasem na łące stoi wysoki, liczący ok. 2.5 metra kopiec przypominający kształtem duży stóg siana. Miał konsystencję bardzo twardej galarety, a krowy z zapamiętaniem go lizały. Nie można ich było od tego kopca oderwać. Pobiegłam z powrotem do domu po miskę, wróciłam z nią i oderwałam trochę tej galarety. Poszło mi to z trudem, bo okazała się bardzo twarda. Byłam młoda i ciekawa, więc jej spróbowałam. Miała bardzo słony smak.

Stała w misce przez całą dobę, roztopiła się dopiero następnego dnia. Jeżeli chodzi o kopiec, topniał jeszcze wolniej i zniknął po dwóch dniach zostawiając po sobie na ziemi mokry ślad.

Początkowo chcieliśmy zawiadomić kogoś o tym wydarzeniu, ale ponieważ nie wiedziałyśmy, do kogo się zwrócić, skończyło się na dobrych chęciach (dziś byłoby nie do pomyślenia, by takie kuriozum pozostawić same sobie).

Często myślę o tym, co to mogło być i co na wówczas spadło z nieba. Tak to właśnie określaliśmy: To, co spadło z nieba, mimo że nikt z nas przecież nie widział, jak spadało, ani nie zauważyliśmy niczego, co by zwróciło naszą uwagę. Huk rozległ się od strony północno-zachodniej i nie został niczym poprzedzony. Wszystko nastąpiło nagle, w ułamku sekundy. Bardzo chciałabym się dowiedzieć, co się wtedy stało. A może ktoś przeżył kiedyś podobne wydarzenie? (koniec relacji)

 Pani Wanda upoważniła mnie do opisania tej historii w jej imieniu. Ja zaś poszperałam w starych numerach NŚ, gdyż pamiętałam, że Wasze pismo zamieściło kiedyś wzmiankę o „galarecie” lecącej z nieba. W NŚ nr 5/2001 w artykule „Anielskie Włosy” znalazłam fragment opowiadający o tym, jak w 1954 roku na stadion piłkarski we Florencji opadł deszcz kłaczków przypominających poszarpaną watę, która zamieniła się galaretkowate grudki. Czyżby te zdarzenia miały ze sobą coś wspólnego?

 Urszula Cieśla

Mrągowo

Nieznany Świat 1/2003 rok, Rubryka „Dotknięcie Nieznanego”


Od FN

Opublikowaliśmy tę historię w dziale XXI PIĘTRO, bo właśnie trafiła do nas podobna historia, która wydarzyła się w 1984 roku. Wkrótce ją przedstawimy w serwisie.

Z POCZTY DO FN [...] Znajomy, pochodzący gdzieś z tamtych stron- z Mazur- opowiadał mi o podobnym przypadku. Było to gdzieś parę lat przed II wojną św. lub tuż po wojnie. Znalazł w lesie podobną galaretowatą substancję, z tym, że ona miała zapach wyraźnie chemiczny. Nabrał jej w jakąś gazetę i zaniósł do szkoły i pokazał nauczycielce. Nie wiedziała co to jest i kazała wyrzucić w krzaki, bo mocno śmierdziało. Nic nie mówił, czy próbował to smakować. Niestety, już nie żyje, a interesowały go bardzo tajemnice świata. [...]



zwiń tekst



Paraliż senny? Wybaczcie, ale to zjawisko nie jest żadnym paraliżem sennym... to coś demonicznego i prawdziwego.
Nie, 23 cze 2019 05:05 komentarze: 7 czytany: 1824x

 [...] Chciałbym opisać Wam Moje „spotkania” ze zmorami .Zdarzają się często ,w półśnie i podczas snu ,występuje paraliż i problemy z oddychaniem ,kończyny ważą tony ,nie mogę się poruszyć lub obejrzeć ,radzę sobie z tym klnąc zjawę niczym pijany szewc. Często zjawa zsyła sen w śnie ,opiszę jeden z nich ,budzę się a na piersiach siedzi mi młodszy brat i z radością mnie dusi ,twarz wyraźna ,sylwetka.......

czytaj dalej

 

[...] Chciałbym opisać Wam Moje „spotkania” ze zmorami .Zdarzają się często ,w półśnie i podczas snu ,występuje paraliż i problemy z oddychaniem ,kończyny ważą tony ,nie mogę się poruszyć lub obejrzeć ,radzę sobie z tym klnąc zjawę niczym pijany szewc. Często zjawa zsyła sen w śnie ,opiszę jeden z nich ,budzę się a na piersiach siedzi mi młodszy brat i z radością mnie dusi ,twarz wyraźna ,sylwetka też ,zrzucam go wraz z kocem na podłogę i budzę się przygnieciony bratem na piersiach –który mnie dusi ,sytuacja powtórzyła się 5 – 6 razy ,za każdym razem zjawa stawała się coraz mniej wyraźna ,aż w końcu stała się rozmytym cieniem ,nadal jednak imitującym brata ,zrzuciłem ją po raz ostatni i obudziłem się do końca ,dodam jeszcze że gdy „obudziłem się po raz trzeci uderzyłem w kaloryfer –ból upewnił mnie że nie śpię, ale to  wrażenie również  okazało się kłamstwem.

Zmora nawiedza mnie dość często -choć ostatnio rzadziej ,co mnie cieszy-często czuję jej obecność ,potwierdzoną paraliżem ,zjawia może podszywać się po osoby i często to robi ,widuję cienie sylwetek ludzi mi znajomych ,widzeniu towarzyszy ogromny lęk ,zjawa stara się zniechęcić mnie do tych osób ,są to osoby uczciwe i dobre ,zmora najwyraźniej nie lubi tych cech ,sen  zesłany przez zjawę poznaję po tych cieniach i po negatywnych uczuciach mu towarzyszących. Można przepędzić zmorę krzycząc na nią ,klnąc ją i atakując w każdy dostępny Nam sposób ,nie należy się bać ,strach zatrzymuje ją na dłużej i dodaje jej sił , tak przynajmniej wynika z moich doświadczeń. Zmora przychodziła od czasów wczesnego dzieciństwa ,aż do teraz ,tyle że teraz potrafię ją przegnać dlatego też zjawia się rzadziej ,choć próbuje pompować we mnie negatywne emocje poprzez sny.

Pozdrawiam Redakcję i czytelników .

[...]

 

 

-----Original Message-----
From: [...]
Sent: [...]
To: FN
Subject: Zmory nocne i dziwne uczucie/zjawiska podczas snu

 

Witam, na wstępie proszę o nie podawanie moich danych (imię i nazwisko oraz adres e-mail) publicznie. Dane możecie zapisać dla siebie, a treść wiadomości opublikować na własnej stronie.

 A więc...

Wiele razy przeżyłem to uczucie zmory sennej. Ale nigdy nie miałem takich sytuacji, podczas których budziłem się, próbowałem włączyć światło które nie chciało się włączyć, znów się budziłem i tak w kółko. Tego nie przeżyłem.

 Śpiąc na plecach, twarzą w stronę sufitu, lub na brzuchu, z głową wtuloną w poduszkę, wiele razy podczas zasypiania czułem obecność..."czegoś". Nie widziałem tego, nie widziałem żadnej czarnej istoty ani kobiety. Czułem nieprzychylną mi obecność która stała nade mną - śpię w jednym pokoju, dużym, razem z siostrą i matką, każdy ma własne łózko, śpimy niedaleko siebie.

Czułem strach i niepewność gdy to coś do mnie podchodziło, ale modlenie się (najczęściej modlitwa "Aniele Boży stróżu mój...") pomagało zawsze. Po modlitwie czułem spokój i brak obecności tej "zmory". Po tym mogłem spać.

 Innym razem coś zdarzyło się tylko raz, byłem w szoku. To było jeszcze w zeszłym roku, czyli 2010, zimą, późną nocą gdy każdy spał. Gdy byłem na wpół przytomny właśnie w nocy, poczułem nad sobą podobną obecność co zawsze. Co więcej, poczułem że coś mnie ciągnie za lewą odsłoniętą (nie pod kołdrą) rękę. To coś pociągnęło mnie lekko, ale na tyle mocno że ręka przesunęła się w stronę z której wyczuwałem dziwną obecność (w prawą stronę, bo po lewej stronie mam ścianę, łóżko stoi przy ścianie). To mnie wybudziło ze snu i nagle poczułem strach. W tym samym czasie to uczucie znikło i poczułem ciepło, i przyjemność jakbym leżał na specjalnym łóżku z masażem, po czym zasnąłem, tak od razu, jakby coś mnie uśpiło. W dzień powiedziałem o tym matce i siostrze, ale nie do końca uwierzyły, bo to równie dobrze mogło być złudzenie, związane ze snem. To się stało jakiś czas po śmierci mojego ojca - ojciec zmarł 26 stycznia 2010 na nowotwór + obturacyjny obrzęk płuc i to wersja oficjalna, bo tak na prawdę do dziś nie odebraliśmy wyników sekcji...

 Tak czy inaczej, to zdarzyło się tylko raz. Już więcej nic mnie nie dotykało podczas snu. Zauważyłem też, że podczas zasypiania od tamtej pory nie wyczuwam żadnej obecności, natomiast czuję dreszcze jak przechodzę przez mieszkanie aż do łózka, gdy już jest ciemno - wszyscy śpią a ja idę spać ostatni, wtedy czuję tą nieprzychylna obecność, ale tylko przez chwilkę. Nie wiem czy to paranoja związana z dorastaniem - mam 21 lat - ale nawet czasem mam głupie sny w których widzę obcych, czyli kosmitów. Różne gatunki. Czasem szarzy, czasem brązowo-czerwoni ale to tylko sny tyle że pełne chaosu, tego jestem pewien. Odzwierciedlają częściowo mój stan umysłu, bo od ponad 10 lat, ja i moja rodzina zmagamy się z problemami, co odbiło się na naszej psychice częściowo. Ale to nie o tym teraz.

 Jeszcze inne uczucie, nie związane ze zmorą.

Raz tylko gdy byłem na wpół przytomny chyba wczesnym ranem, czułem się jakbym leżał na metalowym stole (próbowałem ruszać nogami i usłyszałem jakbym stukał po metalowej powierzchni nogami) a ktoś stał nade mną. Wydawało mi się że słyszę metaliczny brzęk, jakby ktoś kładł narzędzia medyczne(?). Ale czułem spokój. Sen wydawał się dość realny. Po obudzeniu się nad ranem nadal to pamiętałem, ale nie zaobserwowałem żadnych znaków na ciele.

 Czy jest jakaś procedura, oprócz hipnozy, która może pomóc przywrócić pamięć dawnych wydarzeń których nie jesteśmy pewni czy miały miejsce na prawdę? Taka hipnoza jaką robią psychologowie badanym podejrzewanym np. o kontakty 3 lub 4 stopnia z obcymi - jak miało to miejsce np. w filmie "4 stopień" z Millą Jovovich?

 Moja krótka opowiastka jest dziwna i niestety nie jestem w stanie udowodnić tych przeżyć. Ale zawsze chciałem poddać się hipnozie, nie wiem tylko jakąś konsekwencję może ona wywrzeć na moją psychikę...

 Macie pełne prawo na publikowanie treści.

 Pozdrawiam.

 [...]

Witam, często goszczę na stronach Nautilusa, ostatnio przeczytalem kilka relacji z tzw. paraliżu sennego i chciałbym podzielić się historia mojego wujka, który jest księdzem. Chciałbym zaznaczyć, że cała moja rodzina jest głęboko wierząca i często bliscy (także ja),  doświadczamy zjawisk które trudno wytłumaczyć w sposób racjonalny. Kiedyś usłyszałem, że jest to kwestia tego, że ludzie mają różną wrażliwość (czułość) na tego typu zjawiska. Wracając do historii mojego wujka. Od kilkunastu lat jest proboszczem w jednej z parafii (nie musze dodawać, że jako osoba duchowna wierzy w życie po śmierci :). Pewnego wieczoru jak zwykle polożył się do łóżka i ogladał telewizor, drzwi do jego sypilani były uchylone. nastepnie wyłączył telewizor i próbował zasnąć. Nagle poczuł, że jego stopy stają się zimne, to uczucie zimna postępowało od stóp w górę. W końcu cały zesztywniał. Leżał "na boku" i za nic nie mógł ruszyć głową, miał otwarte oczy. Kiedy cały zostal sparaliżowany zimnem usłyszał, że z poddasza po schodach zbiega coś dziwnego, dźwięk jaki wydawało można porównac do galopu konia, było to coś co posiada cztery kopyta.W całym pokoju panował przerażliwy chłód. To coś zbiegło ze schodów i weszło do pokoju mojego wujka. Naturalnym odruchem wujek chciał odwrócić głowę żeby zobaczyć co to takiego lecz nie mógł. To stworzenie wbiegło do pokoju i stanęło dokładnie nad głową mojego wujka. Nie był to duch lecz postać materialna. Po chwili wybiegło z pokoju i wbiegło po schodach na górę. W pokoju zaczęło robic się cieplej i paraliż powoli ustąpił. Według mnie był to szatan (diabeł) który przyjmuję postać kozła. Po tym wydarzeniu wujek, jak sam mówi, zaczął gorliwiej się modlić. Więcej coś takiego się nie powtórzyło.

 Pozdrawiam.

[....]

 

Którejś nocy spałam chyba na brzuchu i wtedy poczułam, że na plecy wskoczył mi kot, co mnie obudziło. Było to bardzo zabawne i miłe uczucie, gdyż mościł się na moich plecach jakby układał sie w kłębek do snu. Chciałam nawet się do niego odezwać, gdy nagle zdałam sobie sprawę, że ja przecież nie mam kota, ani innego zwierzęcia. Wtedy dotarło do mnie, że to coś jest o wiele za duże i ciężkie na kota i wcale nie jest  takie miłe jak on. To coś było rodzaju żeńskiego i nie miało dobrych zamiarów w stosunku do mnie. Poczułam ogromny strach, a kiedy odkryłam, że nie mogę ruszyć ani ręką ani nogą chciałam krzyczeć, ale też nie mogłam. To coś na moich plecach było coraz cięższe i nie mogłam oddychać. Nie trwało to długo i wtedy zobaczyłam jak stwór rozpościera skrzydła. Wyglądały one jak skrzydła nietoperza. Słyszałam tylko szlest który się oddalał i wtedy mogłam się już ruszać.

 Wiele razy "zmora" przychodziła do mojego brata, który bardzo się jej bał.Mówił, że widział ją zawsze tylko od pasa w dół. Miała na sobie kwiecistą spódnicę i buty na wysokim obcasie. Zanim go dopadała słyszał stukanie obcasów na podłodze. Zawsze go dusiła i uciekała chowając się w ścianę.

[...]

 



zwiń tekst



Tajemniczy 'Las Krężel' i krzyk duchów słyszany przez świadków - kolejny tekst o tym mocno nawiedzonym miejscu
Czw, 20 cze 2019 14:46 komentarze: 5 czytany: 3299x

Ostatnio w serwisie FN pisaliśmy o tym, że do listy miejsc nawiedzonych dopisaliśmy las Krężel pod Kazimierzem Biskupim.Na miejscu masowego mordu sprzed 70 lat znajduje się, postawiony w 1980 roku, pomnik i trzy nagrobki. Świadkowie opisywali nam, że nagle słyszeli przeraźliwy krzyk dobiegający "zewsząd, bez wyraźnego źródła". Cała historia bardzo mocno ich wystraszyła.Do lasu Krężel, w miejsce największej.......

czytaj dalej

Ostatnio w serwisie FN pisaliśmy o tym, że do listy miejsc nawiedzonych dopisaliśmy las Krężel pod Kazimierzem Biskupim.
Na miejscu masowego mordu sprzed 70 lat znajduje się, postawiony w 1980 roku, pomnik i trzy nagrobki. Świadkowie opisywali nam, że nagle słyszeli przeraźliwy krzyk dobiegający "zewsząd, bez wyraźnego źródła". Cała historia bardzo mocno ich wystraszyła.

Do lasu Krężel, w miejsce największej tragedii, jaka wydarzyła się na konińskiej ziemi, bardzo trudno jest dojechać. Nie ma żadnych oznaczeń drogowych, poza jedną tablicą, pokazującą miejsce, gdzie z asfaltowej szosy trzeba zjechać do lasu.

Wydarzyła się tam potworna tragedia. W lesie Krężel pod Kazimierzem Biskupim Niemcy zgładzili około 3000 mieszkańców powiatów konińskiego i słupeckiego pochodzenia żydowskiego, głównie z getta w Zagórowie, choć – jak można przeczytać w artykule Piotra Rybczyńskiego na ten temat – ze względu na niepełne i fragmentaryczne dane rekonstrukcja przebiegu akcji eksterminacyjnej ma częściowo charakter hipotetyczny. Nie sposób też określić, skąd konkretnie pochodziły ofiary zagłady, ponieważ Niemcy rozwozili żydowskich mieszkańców Konina i pozostałych miejscowości do różnych gett. Mieczysław Sękiewicz, który był naocznym świadkiem straszliwej egzekucji, napisał że rozpoznał wśród ofiar „jednego krawca i jednego sklepikarza z Konina”.

Zeznanie Mieczysława Sękiewicza, który razem z około 30 innymi Polakami został przez Niemców przymuszony do zbierania rzeczy i kosztowności, pozostawionych tam przez Żydów, to jeden z najbardziej wstrząsających dokumentów Zagłady. Tym bardziej że dotknęła naszych współmieszkańców, między innymi z Goliny, Kleczewa, Konina, Rychwała, Słupcy i Sompolna.

Mniej więcej miesiąc wcześniej w lasach pod Rudzicą zgładzono około 1500 Żydów z gett w Grodźcu i Rzgowie, w większości – jak się zdaje – mieszkańców Konina. Obie akcje eksterminacyjne przeprowadzono, zanim w Chełmnie nad Nerem powstał obóz natychmiastowej zagłady i obie przeprowadził ten sam oddział specjalny Sonderkommando Lange, który później organizował obóz w Chełmnie. Wszystko wskazuje na to, że w lasach kazimierskich testowano różne metody zabijania, szukając najbardziej wydajnej.

Przytoczmy tu fragmenty zeznań, jakie pół roku po zakończeniu wojny złożył Mieczysław Sękiewicz z Konina, który razem z około 30 innymi osobami został zmuszony przez Niemców do zakopywania ofiar:

/UWAGA, OPIS JEST DRASTYCZNY!/

 

[...] Zaprowadzono nas na polanę (...). Polana ta nie była tak zarośnięta jak dzisiaj. (...) W poprzek polany były wykopane dwa doły. Pierwszy bliżej duktu miał długości około 8 metrów, szerokości 6 m i głębokości z górą na jakieś 2 metry. Prawie równolegle do niego, na drugim końcu polany, przez całą jej szerokość, był wykopany drugi dół tej samej głębokości, szerokości na 6 metrów, a długi na 15 metrów, pomiędzy tymi rowami była przestrzeń wolna. (...) Naokoło polany, z wyjątkiem krańca od strony skrzyżowania duktów, stały i siedziały gromady Żydów.
Ilości ich określić nie umiem, gdyż stali między drzewami. (...) W tłumie tym były kobiety, mężczyźni i dzieci, matki z dziećmi na rękach. Między nimi poznałem jednego krawca i jednego sklepikarza z Konina. Dukty, polana i las dookoła roiły się od Niemców z Gestapo. (...)

Na dnie większego rowu widziałem warstwę grud niegaszonego wapna. Jakiej grubości była ta warstwa, tego nie wiem. W mniejszej mogile wapna nie było, Niemcy uprzedzili nas, że las jest otoczony przez nich i pilnowany i jeśli będziemy uciekać, dostaniemy kulę w łeb. Wówczas kazali Niemcy rozbierać się zebranym Żydom. Najpierw tym, którzy stali obok rowu dużego. Wtedy kazali nagim wchodzić między oba doły i wskakiwać do większego dołu. Jedne matki wskakiwały trzymając dzieci, inne rzucały dzieci do rowu same, jeszcze inne odrzucały dzieci osobno do dołu i wskakiwały osobno.

Niektóre czołgały się u nóg Niemców, całując ich buty, kolby karabinów itp. Nam kazano chodzić pomiędzy Żydami stojącymi obok mogił i zbierać porozrzucane ubranie i obuwie. Widziałem sceny jak Niemcy podchodzili do miejsc, w których myśmy składali na kupki zegarki, pierścionki i w ogóle wszelką biżuterię, rozkradali stamtąd garściami te rzeczy napychając sobie nimi kieszenie. Widząc to, niektórzy z nas i ja z nimi trzęsąc się ze strachu, przestaliśmy składać cenne przedmioty na gromadki, lecz zegarki i pierścionki rzucaliśmy umyślnie dalej w las.

W pewnym momencie Niemcy kazali zaprzestać dalej rozbierać się Żydom, gdyż dół był już pełen. Widać w nim było tylko z góry gęsto stłoczone głowy. Ci z Żydów, którzy się pośpieszyli i już byli rozebrani, byli brutalnie wrzucani przez gestapowców do dołu na głowy tym, co tam byli wtłoczeni. (...) Nadjechało auto ciężarowe od strony szosy i zatrzymało się przy dukcie na polanie. Na aucie zauważyłem cztery zbiorniki.

Następnie Niemcy ustawili pompę, połączyli ją wężem z jednym ze zbiorników, a dwóch z nich przeciągnęło wąż do dużego dołu. Pompę puścili w ruch i tych dwóch Niemców trzymających węże zaczęło polewać Żydów stłoczonych w dużym dole. Myślę, że to była woda, tak wyglądała, lecz na pewno nie wiem. W miarę pompowania przekładano węże do pozostałych zbiorników. Wskutek lasowania się wapna ci ludzie zaczęli się żywcem w dole gotować, powstał taki straszny, przerażający krzyk, że my którzy siedzieliśmy przy ubraniach, darliśmy te szmaty i wtykali sobie w uszy.

Do krzyku gotujących się w dole ludzi dołączył niesamowity krzyk i lament Żydów, którzy czekali na swoje stracenie. To trwało może dwie godziny, pewno i dłużej (...).

Na drugi dzień rano Niemcy kazali nam zakopywać duży dół ziemią. Ugotowana żywcem masa ludzka, która w nim była, jakby się uległa i opuściła ku dołowi. Ciała były tak stłoczone, że nadal wciąż trzymały się zwłoki jakby w pozycji stojącej, tylko głowy były poprzechylane na wszystkie strony. Dół zasypaliśmy niedokładnie, sterczały z niego jeszcze ręce niektórych trupów, jak przerwano nam zasypywanie, dlatego, że nadjeżdżać zaczęły samochody ciężarowe i na te samochody kazano nam rzucać rozkradzione, posegregowane rzeczy (...). Już po południu zajeżdżał kilkakrotnie na polanę samochód w rodzaju dużej karetki pogotowia – ciemnoszary, otwierany z tyłu, i z wnętrza jego po otwarciu drzwi wysypywały się trupy ludzkie mężczyzn i kobiet, dzieci – również Żydów.

To szare auto obracało przy mnie trzy razy, w odstępach może godzinnych. Czy zajeżdżało jeszcze, gdy mnie zabrano z polany, nie wiem. Trupy wysypujące się z tego auta były poszczepiane ze sobą jakby w konwulsyjnych uściskach, wykrzywionych pozycjach, z poogryzanymi nieraz twarzami. Widziałem jak jeden wpił się drugiemu zębami w szczękę, inni mieli poobgryzane nosy lub palce. Dużo wśród nich konwulsyjnie trzymało się za ręce, widocznie stanowili rodzinę. Te zwłoki Niemcy kazali nam siłą rozrywać, a gdy się to nie udawało, rozrąbywać,  odcinając ręce, nogi i inne części. Następnie musieliśmy układać te trupy w mniejszym rowie na polanie, warstwami, ciasno obok siebie, na przemian głowami raz w jedną, raz w drugą stronę. Odrąbane członki kazano nam utykać między ciałami. Przy mnie nałożono trzy takie warstwy, a jedno auto było jeszcze nie rozładowane. (...)

Zwłoki przywożone w szarym aucie to były ciała ludzi zagazowanych. Z wnętrza auta i z ubrań czuć było gaz. Podobno w niektórych samochodach znajdowały się zwłoki ludzi zabijanych poprzez podłączanie pod prąd. U dopuszczających się tych okropieństw Niemców widać było chorobliwe poczucie wyższości i pogardę dla mordowanych przez nich ludzi.

Przypominam sobie jeszcze z polany jak jeden z Niemców wziął małe dziecko z rąk matki i roztrzaskał na jej oczach jego główkę o brzeg auta, a gdy matka krzyczała, cisnął w nią główką tego dziecka tak, że mózg zalepił jej usta. Następnie wziął coś jakby wapno lub gips z auta i tym zamazał jej usta. W ten sam sposób postępowano z innymi kobietami, które mocno krzyczały. Widziałem jak jeden z Niemców chwycił młodą, ładną dziewczynę, związał jej ręce w tył, przedtem zdarłszy z niej suknię w ogóle bieliznę i za te ręce powiesił na drzewie, następnie nożem tzw. fińskim pociął jej prawą pierś na plasterki, potem rozciął jej brzuch i grzebał w jej wnętrznościach.

Dziewczyna ta skonała na drzewie z wnętrznościami wydostającymi się na zewnątrz.


Żródło: Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie Pod koniec wojny w celu próby zatarcia śladów na rozkaz Niemców część zwłok odkopano i spalono. Śladów i pamięci o tej przerażającej zbrodni nie dało się jednak wymazać.

Dokonując tych przerażających zbrodni Niemcy w bestialski sposób zamordowali według różnych szacunków prawdopodobnie około 8000 ludzi z powiatów konińskiego i słupeckiego. Wszystkim kierował niemiecki dowódca Sonderkommando – Herbert Lange podlegający dowódcy SS z Warthegau, Wilhelmowi Koppe.
W latach 80-tych w miejscu tortur, egzekucji i masowych grobów odsłonięto pomnik postawiony przez mieszkańców Konina.


W tej sprawie dostaliśmy e-mail:

From: [...]
Sent: Wednesday, June 19, 2019 7:37 PM
To: FN
Subject: Tajemniczy "Las Krążel" i inne ciekawe miejsca

Witam

Pisaliście w tym roku, że zainteresowało Was tajemnicze miejsce o nazwie Las Krążel, który znajduje się we Wschodniej Wielkopolsce, na północ od Konina, między miejscowościami Kleczew i Kazimierz Biskupi. Kiedyś, gdy dowiedziałem się o tym lesie zebrałem podstawowe materiały na ten temat. Było wówczas dostępnych kilka bardzo podobnych do siebie artykułów zawierających fragmenty wywiadu z pewnym starszym panem, który był naocznym świadkiem przerażających wydarzeń mających miejsce w Lesie Krążel. Nie wiem czy szukaliście jakichś informacji na ten temat i czy znacie ten wywiad, dlatego postanowiłem wysłać Wam w załączniku do tego maila ciekawy artykuł (jako plik PDF).

Mieszkam w małym mieście powiatowym o nazwie SŁUPCA, które znajduje się przy autostradzie A2 i głównej linii kolejowej Warszawa-Poznań-Berlin. Jest to teren byłego woj. konińskiego. W bliskiej okolicy mojego miejsca zamieszkania można znaleźć sporo ciekawych miejsc jeżeli chodzi o badanie zjawisk niewyjaśnionych, m.in.:

- wspomniany wcześniej Las Krążel
- podobny do niego pod względem dramatycznych wydarzeń las koło wsi Rudzica na północno-wschodnich obrzeżach Konina
- Puszcza Bieniszewska (Kazimierska) z zamkniętym klasztorem kamedułów pustelników i znajdującą się niedaleko klasztoru tajemniczą studnią, z której powstaniem wiąże się ciekawa legenda a woda w niej się znajdująca ma podobno szczególne właściwości
- słynne wśród UFO-logów na całym świecie Wylatowo
- Las Grąbliński koło Lichenia Starego, w którym można oglądać kamień z odciśniętymi w nim stopami (według tradycji katolickiej stopy te zostały odciśnięte podczas jednego z objawień maryjnych w tymże lesie)
- las położony na terenie zwanym Pagórki Złotogórskie pod Koninem, który kilka lat temu został przecięty autostradą A2 i zaczęły się wówczas dziać tam dziwne rzeczy, m.in. duchy i zjawy przechodzące nocami przez autostradę lub stojące na jej poboczach
- Jednostka Wojskowa w Powidzu z Bazą Lotnictwa Transportowego, w okolicach której widywane były obiekty UFO (obecnie stacjonuje w niej wojsko amerykańskie, rozpoczyna się budowa jednego z największych magazynów broni w Europie i rozważana jest tu lokalizacja planowanego Fortu Trump)

Pozdrawiam
Marcin



zwiń tekst



Ten drugi
Wt, 18 cze 2019 10:00 komentarze: 3 czytany: 2332x

Mam 34 lata. Urodziłem się w [....] (woj. lubelskie). Stamtąd pochodzi mój ojciec. Natomiast moja mama pochodzi z Sopotu. Po ślubie rodzice zamieszkali w [...], ponieważ ojciec miał tam dom po rodzicach. Dzisiaj wszyscy mieszkamy w Trójmieście, ale historia, o której chcę napisać, miała miejsce jeszcze w czasie poprzedniego systemu. Moi rodzice przez dobrych kilka lat prowadzili sklep z ubraniami. .......

czytaj dalej

Mam 34 lata. Urodziłem się w [....] (woj. lubelskie). Stamtąd pochodzi mój ojciec. Natomiast moja mama pochodzi z Sopotu. Po ślubie rodzice zamieszkali w [...], ponieważ ojciec miał tam dom po rodzicach. Dzisiaj wszyscy mieszkamy w Trójmieście, ale historia, o której chcę napisać, miała miejsce jeszcze w czasie poprzedniego systemu. Moi rodzice przez dobrych kilka lat prowadzili sklep z ubraniami. Byliśmy ówcześnie jedną z najbogatszych rodzin (jeżeli nie najbogatszą) w mieście. Sukces finansowy moich rodziców wynikał z tego, że mieli ubrania, których nie miał nikt inny w mieście. Dzięki rodzinie mamy sprowadzaliśmy ubrania z Trójmiasta (marynarze, Baltona itd.) oraz z Berlina wschodniego (część rodziny mamy mieszka w Niemczech).

Rodzice nigdy nie współpracowali ze służbami (wręcz przeciwnie - byli i są świadkami Jehowy i mieli z nimi sporo nieprzyjemności). Z drugiej strony panie urzędniczki zajmujące się paszportami w tamtym czasie bardzo chętnie przyjmowały ubrania z zagranicy, więc paszporty nie były takim problemem jak dla przeciętnych "Kowalskich". Nie opisuję tego, żeby się chwalić (po upadku komuny mieliśmy bardzo twarde lądowanie, po którym moi rodzice już się nie podnieśli). Piszę o tym, żeby nakreślić tło całej historii.

Oprócz wymienionych już źródeł, z których rodzice zamawiali towar byli także dostawcy - powiedzmy - lokalni. Taką firmę produkcyjną (zresztą bardzo dużą) prowadzili w [...]  państwo [...]. I tutaj zaczyna się cała właściwa historia.
Pewnego razu mój ojciec pojechał do Lublina do [....] zamówić towar. Podjechał pod bramę zakładu i okazało się, że był on zamknięty.

Na teranie zakładu nie było nikogo a na bramie wisiał łańcuch z wielką kłódką. Zdziwiło to mojego ojca, ponieważ miało to miejsce w środku tygodnia. W tamtym czasie nie było telefonów komórkowych, a że z [....] miał biznesowo bardzo dobre relacje, pojechał do nich do domu. Otworzyła mu [...]. Na pytanie, dlaczego zakład jest zamknięty kobieta zamarła i cała blada powiedziała "[...] pojechał się powiesić".
Mój ojciec był w ciężkim szoku. [...] nie chciała dzwonić na policję, co w pierwszej chwili wydało się mojemu tacie podejrzane, natomiast zaprosiła go do środka na kawę chcąc mu coś opowiedzieć...

[...] od lat widział "drugiego siebie". Widział go tylko on i często z nim rozmawiał, a czasami nawet kłócił. Drugi "on", od chwili ukazania się, towarzyszył mu przez cały czas. Wiem, o czym teraz myślicie - choroba psychiczna. Otóż nie. W tamtym czasie [...] byli niezwykle zamożnymi ludźmi. Nie jeździli tak jak wszyscy Syrenami, Fiatami 125p, Polonezami czy maluchami. [...] miała sportowy samochód marki Pontiac a [...] jeździł nowym Mercedesem. Mieli naprawdę duży zakład produkcyjny a towar sprzedawali w całej Polsce i za wschodnią granicę. Stać więc ich było na przeprowadzenie specjalistycznych badań psychiatrycznych w Szwajcarii. Badania nie wykazały u [...] absolutnie żadnych zaburzeń. Jedyne co wyszło podczas badań to to, że ma niespotykanie wręcz wysoki iloraz inteligencji.

Ten "drugi" powiedział temu realnemu, że ma do wykonania bardzo ważną misję, o której na razie nie może mu wiedzieć, ale na pewno nie dożyje 40 urodzin (jestem na 99% pewny, że chodziło o 40-tkę. Na pewno była to konkretna data urodzin). [...] z jakiegoś powodu próbował popełnić samobójstwo na długo wcześniej, żeby "postawić się" swojemu alter ego. Nic jednak z tego nie wychodziło. Próbował się powiesić - lina się urywała. Próbował łykać szkło - nie miał żadnych obrażeń. Próbował się utopić w odosobnionych miejscach - zawsze znajdował się ktoś, kto go ratował. Połykał leki - zero działania. Rzucał się pod pociąg - pociąg w niewytłumaczalny wręcz sposób, zatrzymywał się praktycznie w miejscu.

Na pytanie mojego ojca (jak już wspomniałem wcześniej wierzącej osoby) czy zdarzają się w domu jakieś anomalie, [...] odpowiedziała, że przesuwające się po stole przedmioty to u nich standard (przykładów było więcej). W trakcie ich rozmowy do domu [...] przyszedł przyjaciel tej dwójki o ile dobrze pamiętam ich sąsiad. Znał całą sprawę, więc włączył się do dyskusji i opowiedział dwie historie, których sam był świadkiem. Pewnego razu jechali z [...] nowym fiatem tego sąsiada. Była noc.

Nagle samochód przestał działać i stanęli w szczerym polu. Sąsiad zaczął szukać przyczyny nie mając pojęcia co mogło się stać. To był jego nowy samochód. Silnik działał bez zarzutu, akumulator też nie sprawiał kłopotów. W tym samym czasie [...] wszedł w głąb pola i zaczął krzyczeć. Wyzywał kogoś "od ostatnich". Miotał przekleństwami "w przestrzeń". Sąsiad widział samotnie stojącego [...], który kłócił się z "powietrzem". Nagle [...] wykrzyknął, że ten "ktoś" ma natychmiast uruchomić samochód bo... (tutaj padła jakąś groźba, nie wiem o co chodziło). Samochód sam się uruchomił.

Właściciel był przerażony. W tym momencie w samochodzie nie było nikogo. [...] stał na polu, a on sam stał oparty o samochód zastanawiając się co może być przyczyną takie sytuacji i co mają teraz zrobić. [...] wrócił na drogę i spokojnie powiedział "możemy jechać dalej". Innym razem ten sąsiad pomagał im przy budowie (chodziło o dom lub zakład produkcyjny - nie pamiętam dokładnie). Nadzorował ekipę budowlaną. W tamtych czasach na budowach więcej się piło niż murowało, więc taki nadzór prowadzony przez zaufaną osobę był dla właścicieli stawianego budynku wybawieniem. Nagle pracownicy budowlani zobaczyli "kogoś" - jakąś postać, która biegała dookoła budynku, ale... po ścianach.

Biegała prostopadle do tychże ścian. Kiedy otrząsnęli się z pierwszego szoku, każdy z nich (ten sąsiad także) złapał za to co miał pod ręką (łopaty, szpadle, kilofy, młotki) i wszyscy zaczęli biec w kierunku budynku, żeby "to coś" złapać. Postać nagle wbiegła do środka i uciekła na strych. Kiedy mężczyźni tam wbiegli nikogo tam nie było. Ta postać nie miała tam szansy na jakąkolwiek drogę ucieczki, ale mimo tego strych był pusty.

Rozmowa mojego ojca z [...] i tym przyjacielem ich rodziny przeciągnęła się do wieczora. Kiedy postanowił wracać do domu i był już za bramą wjazdową zobaczył podjeżdżającą taksówkę z łódzkimi numerami rejestracyjnymi. Z taksówki wysiadł [...]. Popatrzył na mojego ojca, przechylił głowę i spokojnym głosem zapytał "I co? Fajnie się gadało z moją żoną?".

Mój ojciec przestraszył się, mając świadomość jak dwuznacznie mogło to wszystko wyglądać. Zaczął tłumaczyć [...] skąd wzięła się jego obecność u nich w domu. [...] przerwał mu z uśmiechem i powiedział "Spokojnie panie D., ja wiem wszystko". Okazało się, że [...] bez problemu mógł dowiedzieć się o tym co działo się w każdym miejscu, o którym pomyślał. Na pytanie jak to robi odpowiadał, że po prostu wie. Powtórzył (ze wszystkimi szczegółami takimi jak "kto, gdzie stał") całą rozmowę mojego ojca z [...] i ich przyjacielem. Jak sam mówił, nie słyszał jej w czasie rzeczywistym, ale kiedy tylko o niej pomyślał to znał cały jej przebieg. Poprosił też mojego ojca o to, żeby ten wszedł jeszcze do nich na chwilę.

Rozmawiali do późnych godzin nocnych. Jurek powiedział mu sporo o sobie. [...]  Opowiadał mojemu ojcu o badaniach psychiatrycznych w Szwajcarii. Przyznał, że jego IQ jest ekstremalnie wysokie. Jak sam mówił, rozmowy i kontakty z innymi ludźmi i konieczność "zniżania się do ich poziomu" wywoływały u niego wręcz fizyczny ból. Sam był dość mocno zafascynowany postacią i dziełami Elen White - współzałożycielką Adwentystów. Kiedy mój ojciec wspomniał o tym, że prawdopodobnie jej pracę okazały się być plagiatem i kompilacją prac różnych autorów, [...] był załamany i odpowiedział tylko "Teraz zabiłeś mi ćwieka. Zniszczyłeś mnie."

Jak wspominałem, moi rodzice są głęboko wierzącymi Świadkami Jehowy (ja choć bylem tak wychowywany nigdy nie byłem do tego przekonany - dużo bliżej mi do buddyzmu, choć wiązanie się z jakąkolwiek zorganizowaną religią budziło we mnie zawsze wewnętrzny sprzeciw) i za każdym razem kiedy mówił "Jehowa" [...] odchylał do tyłu głowę a z gardła wyrywało mu się coś jakby zduszony krzyk. Wspominał też o tym, że zawsze śpi przy zapalonym świetle. Ten "drugi on" nie robił mu krzywdy, ale często wchodził z nim w różnego rodzaju spory natury filozoficznej.
Ojciec wyszedł od [...] późną nocą. Z budki telefonicznej zadzwonił do mamy i poprosił ją o to, żeby modliła się za niego bo jest przerażony i boi się powrotu do domu.

Po tym zdarzeniu razem z mamą postanowili zerwać kontakty z [....] i nie współpracować już z nimi.
Kilka miesięcy później ojciec przypadkowo spotkał [...] w Lublinie. Okazało się, że historia miała swój ciąg dalszy. [...] (o ile dobrze pamiętam) pochodził ze Śląska, a ponieważ zbliżały się jego urodziny, [...] postanowiła wyprawić je w jego rodzinnych stronach. Impreza urodzinowa miała odbyć się w weekend - kilka dni przed właściwą datą. Umówili się z [...], że ona pojedzie tam wcześniej i wszystko zorganizuje, a on dojedzie bezpośrednio na imprezę. [...] miał też po drodze załatwić jakieś biznesowe sprawy (chyba w okolicach Warszawy).

Jadąc już na południe miał wypadek samochodowy - zginął na miejscu. Co ciekawe, milicja nie miała pojęcia jak do tego wypadku mogło dojść. Nie pamiętam jak to wyglądało w szczegółach, ale w zasadzie nie można było dojść do tego kto ten wypadek spowodował. Z tego co wiem było to wręcz niewytłumaczalne. Dodatkowo, okoliczni mieszkańcy słyszeli potężny wybuch. Tak silny, że starsi pamiętający wojnę mówili o tym, że brzmiało to jak wybuch bomby podczas nalotów. Żaden z samochodów nie wybuchł ani nie spłonął.

Natomiast Mercedes Jurka nadawał się jedynie do kasacji. Jurek został pochowany kilka dni później - w dzień 40-tych urodzin (tych, o których mówił "Drugi [...]"). Jakiś miesiąc później [...] obudził w środku nocy dźwięk podjeżdżającego pod dom samochodu. Była w domu sama. Słyszała dokładnie taki sam dźwięk jaki wydawał silnik ich Mercedesa i dość mocne trzaśnięcie drzwiami - takie w stylu [...]. Nie rozumiała co się dzieje - samochód przecież poszedł do kasacji. Po chwili, z dołu domu dobiegł do niej dźwięk otwieranych drzwi wejściowych. Pies, który spał z nią, poderwał się i zaczął szczekać. Na schodach słyszała charakterystyczne kroki Jurka.

Po chwili otworzyły się drzwi i w progu sypialni stanął [...]. Pies podbiegł do niego i zaczął się cieszyć. [...] bardzo silnie go kopnął. Kopnięcie było tak silne, że psa odrzuciło na kilka metrów po czym wczołgał się ze strachu pod łózko. [...] zaczął szukać czegoś w szufladach i potwornie przy tym przeklinał. Przerażona [...] jedyne co potrafiła powiedzieć to "Czy tak bardzo znienawidziłeś mnie za życia, że również po śmierci musisz mnie straszyć?". [...] zatrzymał się wtedy. Spojrzał na [...] i wyszedł z pokoju bez słowa. Z tego co mówiła [...] nigdy więcej już się nie pojawił. Rodzice nigdy więcej nie mieli też z nią kontaktu. Ponoć (choć to nie jest pewna informacja) miała wyprowadzić się do Kanady.

Pozdrawiam serdecznie
[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Kiedyś miałem dziwny sen z udziałem samolotów F-35, które teraz kupiła Polska...
Nie, 16 cze 2019 07:07 komentarze: 1 czytany: 2290x

[...] Witam Serdecznie Nie wiem czy Państwo pamiętają mojego e maila z przed kilku lat. Kilka lat temu wysłałem Wam e maila z opisem mojego snu dotyczącego wydarzeń jak się wydawało z przyszłości. Niedaleko mojego domu ( nad nim) spadł myśliwiec F 35 (miał polskie szachownice na skrzydłach). Myśliwiec F35 dostał rakietą od rosyjskiego myśliwca. Kiedyś nie do pomyślenia było aby Wojsko Polskie posiadało.......

czytaj dalej

[...] Witam Serdecznie

Nie wiem czy Państwo pamiętają mojego e maila z przed kilku lat. Kilka lat temu wysłałem Wam e maila z opisem mojego snu dotyczącego wydarzeń jak się wydawało z przyszłości. Niedaleko mojego domu ( nad nim) spadł myśliwiec F 35 (miał polskie szachownice na skrzydłach).

Myśliwiec F35 dostał rakietą od rosyjskiego myśliwca. Kiedyś nie do pomyślenia było aby Wojsko Polskie posiadało takie samoloty, a obecnie rząd chce kupić taki sprzęt. Wiec jeżeli taki sprzęt Polska zakupi to sprawdzi się połowa mojego snu. Dlatego zakładam że pierwsza część snu się sprawdziła a w chwili obecnej widać jasne deklaracje że armia naszego kraju będzie miała takie samoloty wiec druga część tego snu może się sprawdzić. Choć sen oznacza to wojnę z Rosją i był bardzo niepokojący. Wydarzenia wojenne miały miejsce w porze letniej roku około 2027
Pozdrawiam (smutno)
Paweł




[...]Witam,
Przyznam sie ze pierwszy raz to robie ale czuje ze musze sie tym z kims podzielic. Jestem nowa na tej platformie i nie wiem czy sa tutaj arykuly o podobnej tematyce. Sa to w sumie 3 rzeczy. Jedna to sen ktory mialam przed podjeciem decyzji o rozwodzie. Przysnil mi sie moj zmarly niestety kolega ktory przyszedl mi pomoc. Sen byl o tyle dziwny ze moj kolega caly promienial swlatlem i kazal mi isc w kierunku pieknej gestej wody ktora zaczela zataczac krag wokol mnie. Po przebudzeniu czulam sie wspaniale dopuki nie uswiadomilam sobie ze on nie zyje. I bylo to dla mnie przerazajace. Musze dodac ze nie mialam z nim kontaktu od prawie 20 lat.
PO jakims czasie paru miesiecy mialam bardzo dziwna pobudkle. Ktos jakby wyszptal silnym glosem w moje ucho "Iwona wake up" a ja przy przebudzeniu po tych slowach poczulam jakby moje lozko sie poruszylo. Wszystko to troche dziwne ale bardzo mnie ciekawi.
Pozdrawiam
[dane do wiad. FN]



zwiń tekst



Powiedział, że umrze. Mówiliśmy, aby nie gadał bzdur, a on kilka godzin później już nie żył!
Pt, 14 cze 2019 05:05 komentarze: brak czytany: 2148x

Droga Fundacjo! Bardzo Wam dziękuję za to, że jest ten portal […] nie wiem, czy kiedyś ktoś wam opisywał  taką niezwykłą sytuację. Chodzi o to, że ktoś mówi, że umrze i umiera, choć nie popełnia samobójstwa, ale po prostu umiera. Tak dokładnie było z moim dziadkiem. Przez ponad 50 lat był w małżeństwie z babcią. Kiedy ona zachorowała na tak straszną chorobę dziadek tak pięknie się nią opiekował.......

czytaj dalej

Droga Fundacjo! Bardzo Wam dziękuję za to, że jest ten portal […] nie wiem, czy kiedyś ktoś wam opisywał  taką niezwykłą sytuację. Chodzi o to, że ktoś mówi, że umrze i umiera, choć nie popełnia samobójstwa, ale po prostu umiera. Tak dokładnie było z moim dziadkiem. Przez ponad 50 lat był w małżeństwie z babcią. Kiedy ona zachorowała na tak straszną chorobę dziadek tak pięknie się nią opiekował, że naprawdę to było tak, jak powinna wyglądać miłość. Babcia umarła, a dziadek też trochę umarł razem z nią, choć przecież żył. Był schorowany jak większość ludzi w tym wieku, ale mimo wszystko był w miarę dobrej kondycji. Tego dnia zadzwonił do mojej mamy i powiedział, że chciałby przyjechać na chwilę i porozmawiać. Mama była zdziwiona, ale oczywiście się zgodziła.

Dziadek przyjechał i był bardzo elegancko ubrany. Oświadczył moim rodzicom, że przyjechał, bo niedługo umrze! Mama na to, żeby nie opowiadał takich bzdur, ale on uparł się że umrze bo w nocy przyśniła mu się babcia i powiedziała, że niedługo będą razem. To było straszne, wszyscy bardzo płakaliśmy, a rodzice prosili dziadka, żeby więcej nie opowiadał takich rzeczy.

Dziadek pojechał do domu, ale tato postanowił wieczorem pojechać do niego i zobaczyć, w jakiej jest kondycji psychicznej. Zadzwonił, ale nikt nie otwierał. Dopiero dozorca miał klucze i otworzyli drzwi. Dziadek leżał na podłodze w łazience i nie żył. Przyjechało pogotowie. Okazało się, że dziadek miał wylew krwi do mózgu. To jest niepojęte, ale on rzeczywiście wcześniej wiedział, że może spotkać go śmierć. Do dziś jak myślę o tej historii to mam ciarki na plecach.

Pozdrawiam wszystkich na pokładzie Nautilusa

[dane do wiad. FN]

 

 

 

[…] Od poniedziałku do piątku byłam z mamą. Każdy dzień wyglądał tak samo. Poranna toaleta, śniadanie, zmiana opatrunków, obiad, rozmowy, kolacja, mycie. W weekendy pracowałam.

Najtrudniejsze było, gdy widziałam, jak cierpi. Robiły jej się rany na nogach, które się nie goiły. Nie mogłam wyprosić od lekarza plastrów przeciwbólowych, bo wszystko tylko na nowotwory.

Do jej łóżka przymocowałam dzwonek. Miała dzwonić, kiedy chciała się napić albo przekręcić na drugi bok. Pod koniec miała już tak powykrzywiane ręce, że sama nie potrafiła tego zrobić. Często budził mnie jednak nie dzwonek, ale odgłosy z jej pokoju. Mówię jej: - Czemu nie dzwonisz? Ona: - Bo ty też musisz odpocząć.

Po trzech miesiącach od mojej przeprowadzki trafiła do szpitala. Po kilku dniach mówi mi, żebym dzwoniła po brata, bo dziś umrze. Przyjechał brat, moja starsza córka. Mama bardzo się ożywiła, z każdym porozmawiała. Pomyślałam sobie, że co ona wygadywała, przecież jest w takim dobrym stanie. W pewnym momencie powiedziała, że coś ją boli w klatce piersiowej. I umarła.

[…]



zwiń tekst



Sny, zmory nocne i... wizja apokalipsy
Śr, 12 cze 2019 14:56 komentarze: 3 czytany: 2043x

[...] witam. chciałabym podzielić się z Państwem moimi odczuciami, odnośnie tego, co w życiu mnie spotyka.Jestem zwyczajna osobą, która pracuje, jeszcze nie tak "starą".  jestem także osobą otwartą na ludzi, na wszystko co mnie otacza. mogę w pewnym sensie powiedzieć, że się nie boje tego co mnie w życiu spotyka. Czuję wręcz, że tak musi być i to mi jest pisane. Nie wiem kim jestem, jakie mam.......

czytaj dalej

[...] witam. chciałabym podzielić się z Państwem moimi odczuciami, odnośnie tego, co w życiu mnie spotyka.
Jestem zwyczajna osobą, która pracuje, jeszcze nie tak "starą".  jestem także osobą otwartą na ludzi, na wszystko co mnie otacza. mogę w pewnym sensie powiedzieć, że się nie boje tego co mnie w życiu spotyka. Czuję wręcz, że tak musi być i to mi jest pisane.

Nie wiem kim jestem, jakie mam korzenie, bo pisałam juz do Państwa kiedyś, że zostałam znaleziona w wieku 3 lat pod drzewem, podczas wielkiej ulewy i burzy przez pewną kobietę, potem najbliższe lata spędziłam w domu dziecka. zostałam adoptowana. Ale nie o tym chciałam tu pisać.

Wychowałam się w bardzo religijnej rodzinie, gdzie jako juz nastolatka przechodząc bunt , wystrzegałam się religii, chyba jak każdy rówieśnik byłam bardziej na "nie" we wszystkim niz na "tak". Przed bierzmowaniem, jeszcze byłam bardzo religijna. speiwalam w chórze w kościele, uczęszczałam na pielgrzymki... jednak wszytsko mi się zmieniło, od momentu występowania u mnie "zmor nocnych". było to uczucie straszne dla mnie. niewytłumaczalne. modliłam sie jeszcze bardziej, lecz zjawiska te powtarzały sie coraz częściej. Bałam się sama spac. chyba przez rok czasu , będąc osoba dorosłą, spałam z mama. wtedy nic sie nie działo.

Gdy spałam sama, ogarniał mnie paraliż od nóg, do głowy. leząc w łóżku, nie mogąc sie ruszać, ale byłam ciągnięta siłą jakaś za nogi, przez pokój, do drzwi wyjściowych. jakby coś chciało mnie z domu wynieść, za próg.   Było to uczucie jakby dusza ze mnie wychodziła. Trwało to może chwilę, ale tej samej nocy powtarzało się kilka razy. Innym zjawiskiem kóry widziałam podczas zasypiania, była kula metaliczna iskrząca jakby prądem, nad moją głowa, innym razem widziałam także krzyż czarny nad głową. Bałam się bardzo. byłam młoda i nie rozumiałam  tego. udałam sie do księdza. byłam psychicznie wykończona.

Liczyłam na pomoc, ale podczas rozmowy usłyszałam, że to paraliż nocny, który zdarza się jak śpi sie na plecach. Tylko ja , nie potrafię spać na plecach, zawsze spię na boku. Czytając w internecie o paralizu nocnym, udałam sie do lekarza rodzinnego, który zlecił morfologie, ekg, zdj zatok, dał skierowanie do laryngologa. Wszystkie wyniki były bardzo dobre. Tym bardziej, że spiąc z Mama, nigdy paraliż nocny u mnie nie występował. Zjawiaska te nadal występowały, do czasu gdy wyjechałam na studia, i zamieszkałam w akademiku.

 Odsunęłam sie od kościoła, przestałam byc religijna, nie chodziłam do kościoła. poczułam jakby ulgę, jakby cieżar ze mnie spadł. Wszystko się u mnie uspokoiło. Momentem który we mnie wszystko odmieniło był dzień , w którym zmarł JP2. Była zaloba narodowa, wszyscy po wyjeżdżali do domów . zostałam sama w akademiku. wróciłam akurat z pracy z nocki, byłam zmeczona.

Sen miałam dziwny, bardzo realistyczny. śnila mi sie cała apokalipsa. Na niebie ujrzałam światło "oko" jakby Boga, który pozkazał mi przyszłość ziemi. Sen jakby trwał wieczność, nie chciałam tego wiedziec, bo widziałam w nim  jak "brat zabija brata", wojny, ogień z nieba, pioruny, śmierć.. usłyszałam słowa módl się "zdrowaś Mario.." i obudziłam sie z tymi słowami na   ustach, przy czym, gdy otworzyłam oczy, drzwi od mojego pokoju były otwarte, jakby ktoś u mnie był.
 tego typu sny nie budzą we mnie lęku, tylko myślę o nich bardzo często. Rozmyślam nad nimi. Zazwyczaj sny sie szybko zapomina, jednak ja moje pamiętam dokładnie.

Potem zdarzały mi się często tego typu sny. Gdy opowiadam mojej Mamie, to zawsze w snach mam poczucie , że coś/ktoś do mnie przemawia, a Bóg, czy jakaś wyższa istota pojawia się w postaci "oka" na niebie, na ziemi, czy piorunów. Pokazuj mi jakby to co ma być. Ostatnio mój sen to wielka siła piorunów, walących w ziemie i niszczących wszystko co na niej jest. Sny apokaliptyczne. Nawet nie wiem czemu , po co..

Nie mam snów normalnych. jak juz mi sie coś sni, to właśnie to. Lecz ostatnio nawet doszły sny ze zmarłymi.
Bardzo mnie zdumiał sen, w kórym widziałam moją ciocię , jakby w pokoju, którego ściany były kwadratowe, z chmur. siedziała w fotelu, ja obok, i powiedziała mi, że jest bardzo samotna, że  nikim się jeszcze nie widziała, nikt po nią nie przyszedł.

Gdy opowiedziałam Mamie ten sen, ( to była jej siostra), powiedziała, że jeszcze nie wstąpiła do Nieba, do Boga, i prosi o modlitwę. 9 że nie spotkała jeszcze swoich zmarłych z rodziny )
Druga siostra mojej Mamy, także juz zmarła, we śnie do mnie zadzwoniła, i prosiła bym była "łaskawa" dla jej syna. Gdy powiedziałam jej, że "ciociu, przeciez Ty nie żyjesz" , odpowiedział mi, że jest cały czas z nami.
Gdy śnila mi się moja zmarła prababcia, powiedział mi " [...]  ja odchodzę do Boga". odpowiedziałam jej, " jak odchodzisz, Ty cały czas tu byłaś?" , odpowiedziała, " tak, ja cały czas tu z wami byłam".

To tylko parę moich historii, lecz bardzo mnie nurtuje dlaczego w moim  życiu tyle mnie spotyka.  Nigdy nie prosiłam sie o jakiś kontakt  z życiem pozamaterialnym, Nie boje się tego, ale parę rzeczy mnie ciekawi, jak sobie inni dają rade np ze zmorami nocnymi lub snami o końcu świata, jakie maja o tym zdanie, jak si,e z tym czują. A może spotyka to każdego, tylko wstydzą sie o tym pisac, by nie narazić się na odrzucenie z otoczenia, lub wyśmianie.
Pozdrawiam.

[dane do wiad. FN]





zwiń tekst



Spotkanie na cmentarzu
Wt, 11 cze 2019 06:56 komentarze: brak czytany: 1991x

Witam Fundacje Nautilius i serdecznie Was pozdrawiam.Chcialbym podzielic sie z Wami moim doswiadczeniem z poprzedniego tygodnia.Piatek byl moim dniem wolnym od pracy wiec postanowilem pojechac na jeden z cmentarzy na ktorym spoczywa cialo ojca mojego znajomego.Chcialbym zaznaczyc ze nigdy tego Pana nie widzialem. Przed wjazdem na cmentarz poprosilem szczerze w moich myslach i sercu aby on i inni ktorzy.......

czytaj dalej

Witam Fundacje Nautilius i serdecznie Was pozdrawiam.
Chcialbym podzielic sie z Wami moim doswiadczeniem z poprzedniego tygodnia.
Piatek byl moim dniem wolnym od pracy wiec postanowilem pojechac na jeden z cmentarzy na ktorym spoczywa cialo ojca mojego znajomego.
Chcialbym zaznaczyc ze nigdy tego Pana nie widzialem. Przed wjazdem na cmentarz poprosilem szczerze w moich myslach i sercu aby on i inni ktorzy moga pomogli mi zmieniac nasz Swiat na lepszy. Stojac przed pomnikiem i skupiajac sie na swiecie duchowym zaczalem wytwarzac rodzaj wibracji w tylnej czesci glowy. Dzieje sie tak zwykle gdy ma nastapic kontakt duchowy.

Tym razem wibracje od tylu glowy zaczely sie rozprzestrzeniac wzdluz kregoslupa az doszly do konca.
Po chwili stanal przedemna duch tej osoby. Mial wyglad starszego pana w jasnym garniturze i koszuli w kratke.
Na pomnikowym zdjeciu byla mloda osoba. Teraz wiem jak naprawde wygladal. Za tym Panem zobaczylem duza grupe duchow . Nie potrafie powiedziec ile ale wydawalo mi sie ze byly to setki . Utworzyli Oni jakby polkole i wszyscy patrzyli na mnie. Trwalo to kilka sekund a potem sytuacja powrocila do normy.

Ta okolicznosc pokazala mi ze gdy naprawde chcemy zmienic nasz swiat na lepszy to mamy za soba bardzo duze poparcie swiata duchowego. Moim zdaniem chodzi tutaj o Milosc bez granic.
Gdy widzimy w kazdym Czasteczke esencji Boga to rowniez pozbywamy sie egoistycznych mysli.
Ta sytuacja uswiadomila mi jeszcze mocniej jak wazne jest traktowac wszystkich i wszystko z miloscia i szacunkiem.
Pozdrawiam Cala Zaloge Fundacji Nautilius .
[dane do wiad. FN]

 


-----Original Message-----
From: [...]
Sent: [...]
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Autostopowicz zjawa, ale czy na pewno?

Witam. Pisałem do was już kilkakrotnie.
Prosicie o relacje z takich spotkań? A więc mogę wam opowiedzieć
historie mojego dziadka.
A więc tak:
W młodości gdy mój dziadek pracował w kopalni, a ponieważ było to
bardzo dawno temu i mieszkał na wsi do pracy jeździł rowerem. Jechał
wtedy z pracy bardzo późno w nocy, niestety nie wiem która to była
dokładnie godzina, ale podejrzewam że około 23.00 lub 05.00 ponieważ
teraz o tych godzinach kończą się w tej kopalni zmiany. Nie wiem czy
to uległo zmianie. A więc mój dziadek jechał tym rowerem z pracy i
zauważył na poboczu idącego powoli mężczyznę. Wiadomo, noc, strach. W
dodatku las. Mój dziadek podjechał do tego mężczyzny i próbował
nawiązać z nim dialog. Jak mówił, nie chciał wracać sam. Razem
raźniej. Tym bardziej że to było dawniej, kiedy ludzie byli sobie
bardziej pomocni. Mój dziadek kilkakrotnie się do niego odzywał, ale
on nic nie odpowiadał. Co ważniejsze nie słyszał jego kroków, ani
nic.Rękoma też nie poruszał, przez tą całą drogę. Ale gdy mężczyzna
szedł dalej, a mój dziadek musiał skręcić postanowił oświetlić tą
postać dynamem z roweru. Podniósł tylne koło i zakręcił pedałami. To
co zobaczył tak go przeraziło że gdy wrócił do domu babcia myślała że
coś stało poważnego. A mianowicie zobaczył że idący mężczyzna nie miał
głowy.
Równie dobrze mógł mu ktoś zrobić kawał, ale kto o tej porze robił by
sobie takie kawały na takim bezludziu i to w lesie.
Sam dziadek nie miał by powodu by zmyślać.

Imię i nazwisko do wiadomości redakcji.
[...]



zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 5 6 7 8 50 66
Strona 5 / 66

szukaj:  

Najbliższy czat z FN

Zapraszamy do najnowszego Live-Czatu FN! Przedstawimy najnowsze informacje w sprawie kilku wybranych naszych projektów, a także postaramy się odpowiedzieć na wybrane pytania naszych sympatyków. Do usłyszenia 1 grudnia o godz. 10.00 rano !

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Szanowni Czytelnicy serwisu FN! Kłopoty z serwisem są spowodowane najprawdopodobniej zbyt małą przestrzenią wirtualną na serwerze. Już złożyliśmy wniosek o zwiększenie serwera i czekamy na uruchomienie tej opcji. Do tego czasu wstrzymaliśmy publikacje - testujemy różne warianty zmian. Prosimy o jeszcze chwilę cierpliwości. Pzdr. FN [...]

UFO24

więcej na: emilcin.com

Pt, 8 lis 2019 08:51 | [wiadomość dostaliśmy 7 listopada 2019] godzina około 17;20 przedmieście Jarocina dwa białe światła na niebie działo się coś może co mogło by to wytłumaczyć ? 4 świadków punkty znikły w dosłownie jednej chwili masakra proszę o kontakt co to mogło być może dostaliście podobne zgłoszenie ??

Dziennik Pokładowy

Środa, 2 października 2019 |  Jeden z moich znajomych powiedział, że czytając serwis Fundacji Nautilus wiele lat temu doznał czegoś, co nazwał ‘przebudzeniem’. To był jeden tekst, który zmienił całe jego życie, gdyż przed tym tekstem nie brał pod uwagę, że istnieje reinkarnacja, a po jego lekturze już był pewien, że wędrówka dusz jest prawdą.  Podobnie było z naszą drogą do filozofii Zen.

czytaj dalej

FILM FN

BLOGER O UFO WITOLD ZALECKI O ZŁOŻONOŚCI 'ŚWIATA OBCYCH ISTOT PRZYBYWAJĄCYCH NA ZIEMIĘ W POJAZDACH UFO'

archiwum filmów

Informacje z Hydepark "N"



25 sierpnia :: Dowód na to, że żyjemy w hologramie? Nauka dochodzi do coraz bardziej zaskakujących wniosków na temat natury naszej rzeczywistości. Czy jest możliwe, że świat to hologram?: viewtopic.php?f=33&t=5532
25 sierpnia :: Paradoks bilardowy - podróże w czasie Dyskusja na temat hipotez dotyczących podróży w czasie od trochę innej strony. Możliwe, czy nie? Oto jest pytanie: viewtopic.php?f=53&t=5626
2 listopada :: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - do czego zaprowadzi nas przyszłość? Dyskusja o kierunku rozwoju świata i możliwych scenariuszach. Sztuczna inteligencja, technologie i wynalazki, które zaważą na naszym gatunku: viewtopic.php?f=28&t=4291

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.