Dziś jest:
Czwartek, 24 czerwca 2021

– Zdecydowanie dzieje się coś przerastającego naszą wiedzę i umiejętności – orzekł republikański kongresmen Tim Burchett z Tennessee. – Podchodzimy do kwestii niewytłumaczonych zjawisk napowietrznych (UAP, oficjalna nazwa UFO, czyli niezidentyfikowanych obiektów latających) bardzo poważnie – ujawnił nowojorski demokrata Sean Patrick Maloney w „New York Post”.

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




TRZY POSTACIE W BIAŁYCH KOMBINEZONACH
Śr, 3 luty 2021 03:05 komentarze: 4 czytany: 2621x

Witam, Trafiłam na stronę Waszej Fundacji nieprzypadkowo, kiedyś przytrafiło mi się coś "dziwnego". Przyznam, że piszę do Was z ogromną nieśmiałością, z nikim jeszcze nie dzieliłam się wydarzeniami, o których chcę napisać. Może najpierw nakreślę tło tego zdarzenia. Wieczór, mój rodzinny dom a w nim rodzice i ich znajomi. Rozświetlone pokoje, gwar, śmiechy, jednym słowem impreza. I ja, 7-8 lat, nie.......

czytaj dalej

Witam,
Trafiłam na stronę Waszej Fundacji nieprzypadkowo, kiedyś przytrafiło mi się coś "dziwnego". Przyznam, że piszę do Was z ogromną nieśmiałością, z nikim jeszcze nie dzieliłam się wydarzeniami, o których chcę napisać.
Może najpierw nakreślę tło tego zdarzenia. Wieczór, mój rodzinny dom a w nim rodzice i ich znajomi. Rozświetlone pokoje, gwar, śmiechy, jednym słowem impreza. I ja, 7-8 lat, nie pamiętam dokładnie. Huśtałam się na huśtawce przymocowanej do sufitu w przedpokoju, przed sobą miałam otworzone drzwi do mojego pokoju, było w nim zapalone światło. Kiedy się tak huśtałam, nagle zobaczyłam trzy postacie ubrane w białe kombinezony, siedzące na wprost mnie w pokoju. Dwóch mężczyzn i kobieta w środku.

Trzymała jakąś kartkę lub zeszyt, wszyscy coś z niej czytali, zastanawiali się nad czymś, nagle postać siedzącą po lewej stronie spojrzała na mnie i powiedziała: ona nas widzi. Wtedy wszyscy troje spojrzeli na mnie i zniknęli. Po prostu zniknęli. Pamiętam, że zaskoczyłam z tej huśtawki i pobiegłam do tego pokoju, wydawało mi, że mówię: zaczekajcie, kim jesteście. Ale nikogo tam już nie było. Nie czułam strachu. Pobiegłam do rodziców i opowiedziałam im o wszystkim, co widziałam, ale oni mnie zignorowali, powiedzieli, żebym nie zmyślała. To wydarzenie tkwi mi w głowie już przeszło 20 lat. Nie daje mi spokoju. Czy spotkaliście się może z podobną historią?
Pozdrawiam
[dane do wiad. FN]

Opis historii trafił na pokład okrętu Nautilus 28 stycznia 2020.



Polecamy także inną publikację w serwisie FN.

https://www.nautilus.org.pl/artykuly,4061,istoty-z-pojazdow-ufo-w-strojach-przypominajacych-ziemskich-.html



zwiń tekst



PRZYŚNIŁY MU SIĘ TRZY LICZBY Z LOSOWANIA LOTTO
Czw, 28 sty 2021 06:28 komentarze: 4 czytany: 1590x

Szanowna FN! Chciałem opowiedzieć bardzo krótką historię. W sumie drobiazg, ale pomyślałem, że was zaciekawi. Mój ojciec jest namiętnym graczem w Lotto od zawsze, od kiedy pamiętam. Czasami trafił trójkę, raz czwórkę, ale nie miał wielkich wygranych. To było ok. 12 lat temu, kiedy miał sen. Opowiedział o nim rano przy śniadaniu, a świadkami tego oprócz mnie i siostry była moja mama i babcia. Przyśniły.......

czytaj dalej

Szanowna FN! Chciałem opowiedzieć bardzo krótką historię. W sumie drobiazg, ale pomyślałem, że was zaciekawi. Mój ojciec jest namiętnym graczem w Lotto od zawsze, od kiedy pamiętam. Czasami trafił trójkę, raz czwórkę, ale nie miał wielkich wygranych. To było ok. 12 lat temu, kiedy miał sen. Opowiedział o nim rano przy śniadaniu, a świadkami tego oprócz mnie i siostry była moja mama i babcia. Przyśniły mu się trzy numery z sześciu, które są losowane w tzw. dużym lotku. Powiedział te numery wszystkim, co oczywiście zostało skwitowane śmiechem.

Tato skreślił te numery, ale dodał trzy własne. Dosłownie o mało nie pospadaliśmy z krzeseł, kiedy wieczorem okazało się, że dokładnie te trzy numery padły. Te pozostałe trzy które skreślił w kolekturze okazały się nietrafione. Trafił trójkę i to były dokładnie te numery, które mu się przyśniły. Niby nic, ale pomyśłałem, że wam to opiszę, gdyż to był naprawde moment jakiegoś jasnowidzenia czy może raczej snu proroczego.
Pozdrawiam i trzymajcie tak dalej, serwis jest świetny
[dane do wiad. FN]





[...] Witam serdecznie naszego Kapitana i całą załogę naszego "okrętu"! Po pierwsze chcę podziękować za ostatni livestream, w którym niestety nie uczestniczyłem "na żywo" bo był opóźniony i odsłucham go dopiero dwa dni później na YT. Oczywiście jak zawsze był nader interesujący i mam tylko jedną uwagę do naszego Kapitana.

Otóż nigdy Pan nie nudzi mnie swoimi wypowiedziami, a co za tym idzie jak myślę nas wszystkich, tj. załogantów Nautilusa. Stąd jak livestrem trwa 1,5 godziny nie jest to żadnym problem i mógłby trwać znacznie dłużej:). Jak mówi porzekadło dobrego nigdy nie za wiele:). Ale to tylko tak na marginesie. Po drugie chciałem napisać małą dygresję nt. dziś przeczytanego na jakimś portalu artykułu nt. ludzi wygrywających ogromne pieniądze w loteriach na całym świecie. Jedną z części tego artykułu była historia bodaj Kanadyjczyka, który wysłał dwa losy. Jeden przed godziną 21szą, a drugi dokładnie o 21:07. Oba losy jeśli dobrze zrozumiałem wysłał na zasadzie "chybił-trafił" a więc wylosowane kupony przez automat wystawiający kupony.

Oczywiście drugi los był "trafiony" tj. wygrać miał w przeliczeniu ok. 50 milionów złotych. Okazało się jednak, że "Loteria" nie wypłaciła mu tych pieniędzy bo los był wysłany 7 sekund po terminie wysyłki na losowanie w dniu, w którym liczby te zostały wylosowane. Przez siedem lat ponoć procesował się o te pieniądze i oczywiście przegrał, bowiem sądy wszystkich instancji uznały, że jego roszczenia są niezasadne, gdyż los dotyczył losowania następnego a nie tego, w którym te liczby były wysłane. Oczywiście z punktu prawnego nie ma się czemu dziwić, bo na każdym losie (w Polsce też) jest zawsze data losowania na ktory kupon jest wystawiony. Gracz był zwyczajnie naiwny i dał się "naciągnąć" jak się domyślam przez prawników na długotrwały proces, który ponoć go łącznie kosztował prawie pół miliona dolarów. Ale nie o tym chcę pisać.

Otóż w tym przypadku ów gracz czuł się pokrzywdzony przez los bowiem zaledwie 7 sekund jego opóźnienia "kosztowało go" 50 milionów złotych! W życiu każdego z nas 7 sekund jest śmiesznie krótkim okresem czasu. Nawet niezauważalnym. A tym przypadku owe 7 sekund ten Kanadyjczyk pamiętać będzie do grobowej deski. Jaka jest konkluzja. Według mojej opinii. 99,9% ludzi na Ziemi uznaje takie zdarzenie za... niefart., czy jak kto woli potwornego pecha. Ja jednak uważam, że nie ma to nic wspólnego ani z pechem ani z niefartem. To był wielki grzmot SYNCHRONICZNOŚCI o której pisze Jung! Owe 7 sekund dało temu człowiekowi wielkiego kopa, którego on w ogóle nie zauważył tj. nie wyciągnął wniosków, że to co go otacza a co za tym otacza każdego z nas nie jest tylko przypadkowym zbiegiem okoliczności oraz wykładnią wyłącznie naszych świadomych wyborów. Jest bowiem SIŁA, która w naszych prymitywnych do bólu umysłach kieruje całym Uniwersum.

Choć homo sapiens uważa się za absolutne ukoronowanie wszechrzeczy jest biegunowo odmiennie. To co nas spotyka ma o wiele głębszy sens i jest ukierunkowane o wiele bardziej "logicznie" aniżeli może się największym filozofom wydawać. Stąd ów żal i pretensje jakie zapewne ów Kanadyjczyk miał do całego świata i "oszukańczej" Loterii był śmieszny. Pytanie tylko czy z czasem ten człowiek doszedł do podobnych wniosków? Obawiam się mając graniczącą z pewnością przekonanie, iż do dnia dzisiejszego pluje na ów los... i na cały świat, że go tak ukarał i okradł. Tak bowiem reaguje 99,9% populacji, której prymitywizm jest wręcz porażający, a bezmyślność jak powiedział kiedyś sam Einstein nieskończona. Hmm... pozdrawiam serdecznie ze Szczecina całą Załogę NAUTILUSA oraz naszego Kapitana! Gdyby nie było mi dane już pisać do Was, serdeczne życzenia w Nowym 2021 Roku! Do Siego Roku!:)

[...]



zwiń tekst



MÓJ DZIADEK MIAŁ PRAWDOPODOBNIE IMPLANT OD OBCYCH. MÓWIŁ ‘JAKIEŚ CUDO W RĘKĘ MI TE KULE WŁOŻYŁY'.
Wt, 26 sty 2021 08:13 komentarze: 3 czytany: 2527x

[…] Zgodnie z moją obietnicą złożoną przez telefon w kilku słowach opisuję to, co dotyczy mojego dziadka. On nie żyje od 13 lat, ale cały czas pamiętam jego opowieść. Dziadek przeżył bardzo dziwne spotkanie z UFO, kiedy był dzieckiem. Próbowałem dokładnie ustalić datę, tak jak prosiliście. Wspólnie z moim ojcem uważamy, że było to w roku 1944 lub 1945, a dziadek miał wtedy 7-8 lat. To była końcówka.......

czytaj dalej

[…] Zgodnie z moją obietnicą złożoną przez telefon w kilku słowach opisuję to, co dotyczy mojego dziadka. On nie żyje od 13 lat, ale cały czas pamiętam jego opowieść. Dziadek przeżył bardzo dziwne spotkanie z UFO, kiedy był dzieckiem. Próbowałem dokładnie ustalić datę, tak jak prosiliście. Wspólnie z moim ojcem uważamy, że było to w roku 1944 lub 1945, a dziadek miał wtedy 7-8 lat. To była końcówka Drugiej Wojny Światowej, a wtedy ludzie w ogóle nie słyszeli o UFO, a o umieszczaniu implantów w ludzkim ciele przez obcych nawet nie ma co wspominać. Według relacji dziadka był to ciepły, sierpniowy dzień. Razem z innymi dziećmi z okolicy dziadek często bawił się na polu, które nazywali pustynią, bo było tam bardzo dużo żółtego piasku. Ustaliłem, że oprócz dziadka była jego młodsza siostra, a także dwóch innych chłopców mniej więcej w jego wieku, dzieci sąsiadów.
Było już po obiedzie, czyli w ok. 15.00-16.00, kiedy jak co dzień dzieci poszły bawić się „na pustynię”. I nagle wszystkie dzieci zauważyły dziwne dwie srebrzyste kule, które pojawiły się na wysokości kilku metrów w bardzo bliskiej odległości od nich. Miały średnicę każda po ok. 2 metry, a przypominały takie srebrne bombki choinkowe, gdyż od ich metalicznej powierzchni idealne odbijało się otoczenie. Kule były nieruchome, nie wydawały z siebie żadnego dźwięku. Przez chwilę wisiały nieruchomo, a potem dosłownie znikły. Jedna rzecz była ciekawa.

Dziadek opowiadał, że jak zapadły się w sobie w jeden punkt (jak mówił), to nagle też stało się już prawie ciemno. Czytając wasz serwis myślę, że został im wykasowany ten czas od pojawienia się tych kul po ich zniknięcie. Jeszcze jedna rzecz za tym przemawia. Kiedy dziadek wrócił do domu jego rodzice byli zaniepokojeni, dlaczego tak długo nie przychodził do domu i już jego mama miała iść sprawdzić, co się dzieje z dziećmi.

Pewnie dla fundacji Nautilus to historia jedna z wielu, ale ta ma jeszcze jeden, ciekawy element. Dziadek od tego dnia miał coś w lewym ręku, takie małe zgrubienie, które było wyczuwalne. Śmiał się zawsze, że te kule mu „jakieś cudo w rękę mi te kule włożyły”. Nie bolało go to, nie miał też żadnych innych dolegliwości. I to coś dawało się wyczuć po tym, jak przycisnęło się to miejsce na ręku. Dziś już dziadka nie ma, ale ja cały czas myślę, że to mógł być implant obcych istot. Bo to, że dziadek przeżył bliskie spotkanie z UFO nie mam wątpliwości.
Jak chcecie, to możecie zamieścić tę historię w swoim portalu, tylko nie podawajcie moich danych.
[dane do wiad. FN]




 

W ramach projektu „Otwarte Niebo” przygotowywana jest prezentacja on-line dla naszych amerykańskich kolegów zajmujących się UFO. Będzie ona dotyczyła właśnie implantów i historii z implantami w Polsce, ale także z krajów z nami sąsiadujących.
Wśród materiałów zostanie przedstawiona bardzo świeża sprawa ze Słowacji. Jeden z naszych słowackich czytelników przysłał nam materiały mogące wskazywać na to, że w swoim ciele miał implant obcych, który… udało mu się wydobyć.
Przypomina on część organiczną, ale tak często takie implanty wyglądają.

[…] Nieznany obiekt wszczepiony pod skórę głowy po lewej stronie […]



Pozdrowienia z Nitry na Słowacji

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



JA CHYBA DOSTAŁEM TAKIE SŁABE CIAŁO....
Nie, 24 sty 2021 13:13 komentarze: 2 czytany: 2321x

[...] Witam FN! Mój bliski przyjaciel - już dorosły mężczyzna (42lata) jest chory i wymaga opieki, ma dużo przypadłości i pewnego dnia z nim rozmawiałem o życiu-chorobach-cierpieniu i wgl i on mi powiedział takie słowa "Wiesz Daniel, ja chyba dostałem słabe/złe ciało.." i tak mnie to zastanowiło że człowiek wierzący i praktykujący katolik który jest swoiście bardzo sceptyczny co do "innych wyżyn duchowych.......

czytaj dalej

[...] Witam FN! Mój bliski przyjaciel - już dorosły mężczyzna (42lata) jest chory i wymaga opieki, ma dużo przypadłości i pewnego dnia z nim rozmawiałem o życiu-chorobach-cierpieniu i wgl i on mi powiedział takie słowa "Wiesz Daniel, ja chyba dostałem słabe/złe ciało.." i tak mnie to zastanowiło że człowiek wierzący i praktykujący katolik który jest swoiście bardzo sceptyczny co do "innych wyżyn duchowych" jak by z przypadku powiedział takie słowa.. I ja i on już o tym zapomnieliśmy ale to jest ciekawe bo wychodzi na to że on już - być może - był już kiedyś na Ziemi w innym ciele a teraz jest w tym..
Pozdrowienia dla FN!


Z POCZTY DO FN: [...] Dzień dobry, Chciałbym się podzielić tym, co wydarzyło się wczorajszego wieczoru. Wróciłem od babci do domu z dużą ilością starych rodzinnych zdjęć. Koło 19 zaczęliśmy z mamą je oglądać. W końcu natknęliśmy się na zdjęcie rodzeństwa mojej prababci i zaczęliśmy sobie o nich wspominać. Co się stało ? W momencie kiedy zaczęliśmy o nich mówić zgasły na dwie sekundy wszystkie lampki, które są wbudowane w sufit. Po chwili samoistnie pękł kubek, który stał na blacie w kuchni. Można to wyjasnić ? Pozdrawiam, [...]



zwiń tekst



JAK UMRĘ PIERWSZY, TO DAM CI ZNAĆ, CZY TAM COŚ JEST PO DRUGIEJ STRONIE
Sob, 23 sty 2021 08:07 komentarze: 4 czytany: 3756x

Chciałem opowiedzieć niezwykłą historię, którą usłyszałem od mojego ojca. Jako młody dwudziestoletni chłopak miał kolegę, z którym pracował latem w firmie ojca, aby trochę dorobić. Często rozmawiali na różne tematy, w tym o audycjach Nautilus Radia Zet, gdzie było wiele ciekawych spraw, w tym o życiu po śmierci. Kolega ojca cały czas powtarzał, że on ma przeczucie, że nie będzie żył długo. To zawsze.......

czytaj dalej

Chciałem opowiedzieć niezwykłą historię, którą usłyszałem od mojego ojca. Jako młody dwudziestoletni chłopak miał kolegę, z którym pracował latem w firmie ojca, aby trochę dorobić. Często rozmawiali na różne tematy, w tym o audycjach Nautilus Radia Zet, gdzie było wiele ciekawych spraw, w tym o życiu po śmierci. Kolega ojca cały czas powtarzał, że on ma przeczucie, że nie będzie żył długo. To zawsze spotykało się z protestem ojca, bo przecież nikt nie może mieć takiego przeczucia, a los i długość życia nie zależy od jakiegoś szczęśliwego trafu, ale od tego, jak żyjemy, czy się zdrowo odżywiamy, czy uważamy na siebie i tak dalej. Tamten kolega był jednak bardzo pewny, że nie dożyje starości, a nawet kiedyś powiedział do mojego ojca takie słowa:

- Jak umrę pierwszy to dam ci znać, czy coś tam jest po drugiej stronie. Dam ci znak i rozbiję butelkę. Jak coś takiego się stanie, to pamiętaj, że jest niebo.

Mój ojciec o całej sprawie prawie zapomniał. Po wakacjach wrócił na studia i kontakt z tym kolegą miał tylko sporadyczny. Minęły dwa lata, kiedy doszło do tragicznego wypadku samochodowego, w którym ten jego kolega zginął. Był pogrzeb, ogromna rozpacz rodziny. Po miesiącu od pogrzebu wydarzyła się nieprawdopodobna historia, która według mojego taty była znakiem od jego nieżyjącego kolegi. Sytuacja wyglądała następująco. Któregoś wieczoru mój ojciec sięgnął po pustą szklaną butelkę w kuchni, aby ją wyrzucić do śmieci. Kiedy tylko wziął ją do ręki butelka z wielkim hukiem dosłownie eksplodowała na setki kawałków. Nigdy ani wcześniej, ani później mój ojciec niczego takiego nie przeżył ani o podobnym czymś nawet nie słyszał. Tłumaczył potem, że to było tak, jakby w butelce był jakiś materiał wybuchowy, a przecież była pusta. Wtedy natychmiast przypomniał sobie swoją rozmowę z kolegą i jego obietnicę, że dostanie od niego znak, czy jest życie po śmierci.
Pomyślałem, że zainteresuje pokład Nutilusa ta historia. Możecie ją opublikować w dwudziestym pierwszym piętrze. Ręczę, że jest prawdziwa.
Wszystkiego dobrego w nowym roku
[dane do wiad. FN]




[...] Witam  
Ciekawa historia z mojego życia.

https://zawiercie.naszemiasto.pl/19-latka-zabila-ojczyma-ugodzila-go-nozem-rodzinna-awantura/ar/c1-7524493

Ten zabity człowiek to mój kuzyn , z którym przepracowałem kilka lat na budowie , często byliśmy sami tylko we dwóch  i był jedynym człowiekiem który powiedział że wierzy w to  co mu powiedziałem , jedynym z którym prowadziłem dyskusję i analizę Zycia na Ziemi […] Tak się zle czułem ,mówię mu że jak kopnę w kalendarz to dam  mu znać że jest tam życie dalej ,jakoś,.A on na to ale ja mogę być pierwszy ,a był dużo młodszy ode mnie.
No tak racja. To umówiliśmy sie że kto pierwszy przejdzie na tamtą stronę to da jakoś znać.
Umarł  z piątku na sobotę ,rok temu bez dwóch dni .W poniedziałek dwa dni po opuszczeniu ciała na budowie zakręcałem gniazdka , na strychu przesuwały się deski ,
strych zamknięty bez okien, pomodliłem się za spokojne odejście.
[…]


 Poniżej niezwykła historia opowiedziana przez Krzysztofa Jackowskiego o tym, że każdy z nas rodzi się mając na naszej ścieżce życia zapisane wydarzenia, które jasnowidz potrafi odczytać.
 



zwiń tekst



WIDZIAŁA PRZEZ CAŁE ŻYCIE DUCHY, A NAWET Z NIMI ROZMAWIAŁA
Wt, 19 sty 2021 07:02 komentarze: 7 czytany: 3075x

Witam, Chciałem opowiedzieć pewną historię do działu XXI PIĘTRO, która dotyczy osoby z mojej rodziny, która zmarła trzy lata temu. Była moją ciocią i bardzo było mi smutno, kiedy zmarła, choć dokładnie przewidziała swoją śmierć. Na dwa dni przed nią zadzwoniła do mojej mamy i powiedziała, że dokładnie dwa dni umrze, bo tak powiedziały jej duchy. I tu dochodzimy do jej daru. Moja ciocia widziała przez.......

czytaj dalej

Witam, Chciałem opowiedzieć pewną historię do działu XXI PIĘTRO, która dotyczy osoby z mojej rodziny, która zmarła trzy lata temu. Była moją ciocią i bardzo było mi smutno, kiedy zmarła, choć dokładnie przewidziała swoją śmierć. Na dwa dni przed nią zadzwoniła do mojej mamy i powiedziała, że dokładnie dwa dni umrze, bo tak powiedziały jej duchy. I tu dochodzimy do jej daru. Moja ciocia widziała przez całe życie duchy, a nawet z nimi rozmawiała. Jej niezwykła umiejętność ujawniła się już wtedy, kiedy była dzieckiem. Jak 3-4 letnia dziewczynka zaczęła być odwiedzana przez duchy zmarłych ludzi. Opowiadała kiedyś, że początkowo brała ich za takich samych ludzi jak inni, a jedyna różnica była taka, że nie można ich było nigdy dotknąć, bo jedynie ręka przemierzała puste powietrze. Z czasem moja ciocia przestała o tym darze komukolwiek mówić, gdyż ludzie jej albo nie wierzyli, albo chcieli kierować na badania psychiatryczne. Jej starsza siostra dobrze wiedziała, że ciocia mówi prawdę, bo wielokrotnie miała okazję przekonać się o tym. W mojej rodzinie o niezwykłych umiejętnościach cioci było głośno, choć raczej traktowano ją jako niegroźną, choć bardzo dziwną osobę, bo mówiła na przykład to samo co wy, czyli że istnieje reinkarnacja i dusze ponownie wracają na Ziemię.
Szkoda, że już jej nie ma, bo być może udałoby się ją namówić do tego, żeby opowiedziała o swoim życiu. Jej umiejętność widzenia duchów potwierdzić może jej bliska rodzina, czyli mąż i córka. Wiem jednak, że bardzo boją się o tym mówić, bo jak kiedyś powiedział mi wujek - ludzie nie są na to gotowi. Mam nadzieję, że ta historia Wam się przyda. Jak chcecie, to możecie ją opublikować, tylko nie podawajcie moich danych.
Pozdrawiam
[…]





Witam,
Mam na imię[….], chciałabym częściowo podzielić się z Wami historią swojego "daru".
Odkąd pamiętam zawsze widziałam kolorowe poświaty wokół wszystkich żywych istot,
które mówiły mi o ich charakterze, zamiarach, stanie zdrowia itp. Mam też bardzo dobry kontakt ze zwierzętami, ponieważ od razu wiem jakie mają do mnie nastawienie. Nigdy też nie rozumiałam dlaczego jestem przez wszystkich ostrzegana przed obcymi zwierzakami. Wiedziałam jakie są i nie rozumiałam tej wszechobecnej nieufności - przecież wystarczy się skupić i od razu wiadomo z kim albo z czym ma się do czynienia. Była to dla mnie naturalnie towarzysząca rzecz - nie zdawałam sobie sprawy, że tylko ja to wszystko widzę.
Jako dziecko byłam badana pod kątem zdrowia psychicznego, wzroku, problemów ze skupieniem i innych. Wszyscy szukali przyczyny dlaczego takie rzeczy widzę - zakładano, że coś jest nie tak. Badania jednak niczego niepokojącego nie wykazały. Moja mama zainteresowana tym zjawiskiem trochę na ten temat poczytała. Dotarła do informacji o dzieciach indygo i aurach. Przekazywała mi ona wiedzę, którą sama zdobyła tłumacząc mi, że nie mogę oczekiwać od ludzi, żeby widzieli i rozumieli to co ja. Nigdy też nie czułam się kimś "dziwnym" - bardziej inni sprawiali takie wrażenie.

Z wiekiem zauważyłam, że nie mam tu swojego miejsca, nie pasuję do takiego świata i społeczeństwa. Mama wyczytała, że z wiekiem moje zdolności powinny zacząć zanikać, lecz jedynie od tamtej pory się nasiliły. Zamiast traktować to jako coś normalnego w życiu, zaczęło mi to przeszkadzać. W zupełnie losowych momentach widzenie aur jakby "włączało się" i wysysało ze mnie bardzo dużo energii, szczególnie w dużych skupiskach ludzi. Czasem w pomieszczeniach widziałam aury bez ciała, które czasem były dobre, czasem neutralne, a jeszcze innym razem wyraźnie złe, co napawało mnie lękiem i odbierało energię. Lata po stracie mojego ukochanego psa mój chłopak zasugerował mi żebym spróbowała go jakoś przywołać do siebie. Udało się - w moim pokoju pojawiła się złota aura, którą bez problemu rozpoznałam. Niestety nie udało się nawiązać "rozmowy" lub czegoś w tym rodzaju. Obecność to jedyne czego doświadczyłam.
Innego dnia, gdy pracowałam na stoisku, znikąd podszedł do mnie mężczyzna i powiedział, że wie że też to wszystko widzę i że mam wielki dar. Sprawdzał coś na mojej dłoni, niestety nie pamiętam co dokładnie tam zobaczył. Na moje nieszczęście pod wpływem szoku nie wpadłam na pomysł, by zapytać się kim jest, choćby po to by się z nim kiedyś skontaktować.
Wiem, że człowiek umiera, lecz jego aura wychodzi z ciała, które jest jedynie ziemskim opakowaniem. Aura żyje dalej, może doglądać swoich bliskich i być z nimi kiedy tego potrzebują lub gdy sama tego chce. Widzę też aury, które nie mogą zaznać spokoju i tkwią w miejscach z którymi wiążą się ich sprawy.
Uważam też, że widzenie tego typu zjawisk to rzecz wrodzona, a nie nabyta. Osobiście nie widzę w aurach podziału na czakry i nie wierzę w takie schematyczne i encyklopedyczne klasyfikowanie.
Chętnie dopowiem resztę w formie rozmowy telefonicznej lub internetowej - nie czuję się na siłach wszystkiego opisywać w mailach, bo treści wystarczyłoby na całą książkę.
Pozdrawiam :)


 

Poniżej film "WIDZIEĆ DUCHY" z Archiwum FN



zwiń tekst



PRZED APOKALIPSĄ W TYM LESIE BÓG OJCIEC WEZWAŁ WSZYSTKIE ZWIERZĘTA NA ZEBRANIE
Nie, 17 sty 2021 05:59 komentarze: 1 czytany: 3042x

Tę historię już dawno chciałem przesłać do archiwum Fundacji Nautilus, bo jest nieprawdopodobna, choć świadkowie to bardzo wiarygodni ludzie, gdyż pracują jako leśnicy. Wydarzyła się bardzo dawno, bo w połowie lat 90-tych. Niestety czytałem o tej relacji w gazecie i była tak poruszająca, że zapadła mi w pamięć i nie mogę o niej zapomnieć. Wraca do mnie to, co powiedzieli ci leśnicy, choć nie pamiętam.......

czytaj dalej

Tę historię już dawno chciałem przesłać do archiwum Fundacji Nautilus, bo jest nieprawdopodobna, choć świadkowie to bardzo wiarygodni ludzie, gdyż pracują jako leśnicy. Wydarzyła się bardzo dawno, bo w połowie lat 90-tych. Niestety czytałem o tej relacji w gazecie i była tak poruszająca, że zapadła mi w pamięć i nie mogę o niej zapomnieć. Wraca do mnie to, co powiedzieli ci leśnicy, choć nie pamiętam, o jaki las chodziło, miejscowość itp.

Ale czas na samą historię. To był reportaż o gigantycznej nawałnicy połączonej prawdopodobnie z trąbą powietrzną, która dosłownie zmiotła całą połać lasu z powierzchni ziemi. To zagadkowe zjawisko natura prawie meteorologicznej powtarza się co kilka lat i wtedy zamiast lasu po przejściu takiego żywiołu zostaje tylko pas połamanych drzew i wystających gdzieniegdzie kikutów dawnych pięknych sosen, świerków itp. Totalny Armagedon – to jest jedyne słowo, które jakoś pasuje do opisu takiego zdarzenia.

W reportażu w tej gazecie była rozmowa z leśnikami, którzy opowiadali o tym, jak w ciągu jednego dnia na skutek apokaliptycznej nawałnicy dosłownie las zniknął z powierzchni ziemi. Ale nie to jest najciekawsze.
Leśnicy opowiedzieli dziennikarzowi coś, co wprawiło ich w bezgraniczne zdumienie, a co widzieli wieczorem na kilka godzin przed pojawieniem się kataklizmu. Odtworzę z pamięci to, co powiedział jeden z nich:

- Jechaliśmy samochodem wracając z patrolu,  byliśmy akurat na leśnej drodze  przecinającej  ten obszar puszczy, który następnego dnia zniknął z powierzchni ziemi. Wjechaliśmy na taką dużą polanę i nagle zobaczyłem coś, czego nie zapomnę do końca życia. Na skraju lasu przy polanie zobaczyłem kilkadziesiąt różnych zwierząt stojących obok siebie. Były tam niedźwiedzie,  żubry, wilki, sarny i jelenie, ale także mniejsze zwierzęta, jak lisy, zające czy jakieś ptaki. Widok był tak wstrząsający, że mój kolega patrząc na to zrobił znak krzyża i się przeżegnał, gdyż normalnie te zwierzęta nigdy nie przebywają w swoim pobliżu. A to wyglądało tak, jakby sam Bóg Ojciec wezwał wszystkie zwierzęta na zebranie, gdyż za kilka godzin ich świat przestanie istnieć. Kiedy zatrzymaliśmy samochód całe to zgromadzenie zauważyło nas, ale nie ruszali się, tylko nas w ciszy obserwowali. Miałem wrażenie, że widzimy z kolegą najbardziej niezwykły widok, którego ludzkie oczy nie powinny nigdy zobaczyć, gdyż jest on zastrzeżony do tajemnic innego świata, świata zwierząt. Po ok. minucie ruszyliśmy i powoli wyjechaliśmy z tej polany, gdyż nie powinniśmy się tam znaleźć w tamtej chwili. Następnego dnia taka podróż nie byłaby możliwa, gdyż ten las przestał istnieć. Moim zdaniem zwierzęta mają w sobie jakąś tajemnicę, której my ludzie nigdy ani nie pojmiemy, ani nie zgłębimy.

Tak mniej więcej brzmiała jego wypowiedź. Zapamiętałem ją bardzo dokładnie, więc śmiało można ją uznać za wiarygodny cytat.

Uznałem, że powinniście ją mieć w swoim archiwum, bo wiem, jak bardzo szanujecie zwierzęta, które nazywacie tak pięknie „młodszymi braćmi”. Znalazłem w sieci jedno takie niezwykłe zdjęcie z zagranicznych serwisów, które jakoś pokazuje, jak ta sytuacja mogła wyglądać. Pomijając obecność egzotycznej lamy można śmiało założyć, że taki widok musieli zobaczyć leśnicy. Zdjęcie załączam do wiadomości. Pozdrawiam całą załogę i dziękuję za Waszą pracę, dajecie nadzieję dla wielu, wielu ludzi. Ale o tym pewnie dobrze wiecie.

[dane do wiad. FN]


 

[...] Witam.
Kilka lat temu miałem sen z gatunku tych bardzo realistycznych. Dotychczas w moim ponad czterdziestoletnim życiu miałem trzy takie sny. Tylko je zapamiętałem.
We śnie leżę późnym wieczorem na ławce na skraju parku. To park w Warszawie przy którym się wychowałem. Patrzę w górę i widzę typowe nocne niebo w mieście. Zachmurzone jednolicie ciemno szare z pomarańczową poświatą od latarni ulicznych. Jednakże jest ono jakby przezroczyste. Można by to porównać do patrzenia na dno basenu przez lekko ruchomą wodę. Na różnych poziomach tego nieba porusza się mnóstwo obiektów. Jedne malutkie jak gwiazdy, inne niżej lecące i większe. Nie rozpoznaje żadnych konkretnych kształtów. Poza obiektami lecą w różnych kierunkach rejsowe samoloty pasażerskie. Całe niebo jest trójwymiarowe i pełne ruchu.

Patrzyłem na to kilka chwil, po czym spuściłem wzrok na ulicę i jadące samochody. W tym momencie ogarnęło mnie uczucie strachu i wielkiego niepokoju. Dopiero po przebudzeniu wyjaśniłem sobie to poczucie jako obawę przed tym co nas otacza, a czego nie widzimy i nie rejestrujemy naszymi zmysłami. Takie poczucie bezsilności i bycia całkowicie zależnym od czegoś nieznanego.

Porównałbym to do rośliny w doniczce całkowicie zależnej od człowieka i nie mającej świadomości tego. Tak samo człowiek całkowicie bezsilny, zależny od istot żyjących tu obok nas, ale na innym niedostępnym dla nas poziomie. Skoro znany nam świat działa na zasadzie łańcucha pokarmowego, czyli wszyscy wszystkich zjadają, może nad nami są istoty, żywiące się naszą energią, o których nie mamy pojęcia. Może wcale nie jesteśmy na samej górze tego łańcucha?
Pozdrawiam serdecznie.
[dane do wiad. FN] ... opis trafił na pocztę FN 15 stycznia 2021

Pięknie dziękujemy za wszystkie nadesłane do nas historie, które trafiają do Archiwum FN, ale także działu XXI PIĘTRO - TWOJA HISTORIA.



zwiń tekst



Z JEDNEGO OBIEKTU UFO WYLECIAŁY... TRZY!
Wt, 12 sty 2021 06:22 komentarze: brak czytany: 2016x

[...] Z jednego obiektu wyleciały trzy. Witam całą załogę FN. Oto moja przygoda z NOL,która się wydarzyła w 1989.Zobaczyłem ,,To" z moją,ówczesną , dziewczyną,a obecnie żoną.Któregoś ciepłego majowego Romantycznego wieczoru siedzieliśmy na schodach wpatrując się w gwiazdy.W pewnym momencie zobaczyliśmy coś na wysokości gwiazd co się poruszało.Pomyśleliśmy o nocnym locie samolotu.Jednak ów samolot .......

czytaj dalej

[...] Z jednego obiektu wyleciały trzy. Witam całą załogę FN. Oto moja przygoda z NOL,która się wydarzyła w 1989.Zobaczyłem ,,To" z moją,ówczesną , dziewczyną,a obecnie żoną.Któregoś ciepłego majowego Romantycznego wieczoru siedzieliśmy na schodach wpatrując się w gwiazdy.W pewnym momencie zobaczyliśmy coś na wysokości gwiazd co się poruszało.Pomyśleliśmy o nocnym locie samolotu.Jednak ów samolot zaczął się dziwnie zachowywać.

Zaczął lecieć zygzakiem,skakał jak piłeczka w górę i w dół,a także zaczął lecieć na wstecznym,do tyłu.Co ciekawe z tego obiektu nagle wyleciały trzy obiekty,które odleciały każdy w inną stronę ale były blisko obiektu z którego wyleciały.Moja pierwsza myśl to "Matka wypuściła swoje dzieci na dwór".

Dziewczyna przestraszyła się tego co zobaczyliśmy i nie chciała mnie puścić do domu, do którego miałem około 1,5 km.powiedziała do mnie może zawołać rodziców którzy spali, odpowiedziałem że nie i ruszyłem do domu.Idąc oglądałem się za siebie ,obiekt nie wiem który ,leciał za mną. Przybliżał się do mnie .Był moment gdy biegłem.Co ciekawe obiekt który był widziany na wysokości gwiazd ,przybliżając sie do mnie nie zmieniał wielkości.

Gdy dotarłem do domu stanąłem przed drzwiami na schodach ,obiekt zatrzymał się od strony południowej i patrzyliśmy na siebie około minuty po czym wystrzelił w górę z ogromną szybkością ,która była widoczna przez ułamek sekundy i zniknął.Od tej przygody rozegrało się wiele sytuacji innych dla mnie.Opowiem o nich innym razem. Pozdrawiam  [...]. Proszę o zachowanie moich danych osobowych dla FN.

[opis przyszedł na pocztę FN 10 stycznia 2021]



Z poczty do FN.

29 grudnia 2020 nad Nowym Sączem jeden z naszych czytelników zauważył na niebie bardzo ciekawe zjawisko. Bardzo wysoko na jasnym, bezchmurnym niebie poruszały się dwie białe kule. Oba obiekty były w bliskiej odległości i na kolejnych zdjęciach wykonanych przez świadka obserwacji widać, że poruszają się zachowując taką samą pozycję. Autor zgłoszenia wykonał kilka zdjęć, które prezentujemy poniżej.


From: [...]
Sent: Monday, January 11, 2021 1:48 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Nowy Sącz 29 Grudnia 2020

Witam serdecznie zaobserwowane w Nowym Sączu. prosze niepublikowac moich danych osobowych .zezwalam na zamieszczenie w serwisie jeśli macie ochotę pozdrawiam. 



 

Poniżej oryginalne zdjęcia przysłane przez autora obserwacji UFO.









zwiń tekst



POMYŚLAŁEM WTEDY: CUDOWNIE, ŻE MOGĘ LATAĆ...
Pt, 8 sty 2021 08:11 komentarze: 13 czytany: 2744x

Witam Państwa, Nazywam się […], mam 64 lata i mieszkam na Śląsku. Chciałem opowiedzieć do XXI piętra o tym, czego doświadczyłem jako 16 letni chłopak. To było lato. Razem z ojcem i młodszym bratem poszliśmy nad jezioro na miejską plażę, aby się wykąpać. Mój brat był jeszcze zbyt mały, aby wchodzić daleko do wody, więc bawił się na brzegu. Ja natomiast razem z jeszcze dwoma kolegami postanowiliśmy .......

czytaj dalej

Witam Państwa, Nazywam się […], mam 64 lata i mieszkam na Śląsku. Chciałem opowiedzieć do XXI piętra o tym, czego doświadczyłem jako 16 letni chłopak. To było lato. Razem z ojcem i młodszym bratem poszliśmy nad jezioro na miejską plażę, aby się wykąpać. Mój brat był jeszcze zbyt mały, aby wchodzić daleko do wody, więc bawił się na brzegu. Ja natomiast razem z jeszcze dwoma kolegami postanowiliśmy odpłynąć od brzegu, ale też niezbyt daleko, najwyżej 15-20 metrów. Pamiętam niewiele z samego momentu, kiedy zacząłem tonąć. W pewnym momencie zachłysnąłem się wodą i próbowałem odbić się od dna, ale tam był jakiś dół i nie dałem rady tego zrobić. Ja tego oczywiście nie pamiętam, ale ci koledzy kiedy zobaczyli, że nie wypływam, to narobili alarmu i ratownik wraz z moim ojcem wyciągnęli mnie z wody. Ale teraz wyjaśnię, dlaczego piszę do fundacji. W pewnym momencie zobaczyłem siebie, jak leżę na brzegu jeziora, a ten ratownik mnie reanimuje. Obraz był bardzo ostry, dosłownie super ostry. Ja byłem około 10 metrów nad ziemią i wiedziałem, że tam na dole jest moje ciało, ale czułem, że ja jestem tutaj gdzie jestem. Dziwnie to może brzmi, ale nie chciałem wcale wracać, było mi bardzo dobrze i nawet sobie myślałem, że cudownie, że mogę latać. Potem nagle zapadła ciemność i obudziłem się w szpitalu. Opowiadałem potem o tym ojcu i mamie, ale nie wierzyli, więc dałem sobie spokój. W tamtych czasach nikt nie słyszał o śmierci klinicznej, przynajmniej w moim środowisku, a ja na pewno coś takiego przeżyłem.
Od tego czasu nie boję się śmierci. Macie pełną rację, że śmierć nie jest końcem, lecz początkiem, a raczej końcem jakiegoś etapu życia. Potem jest się dalej, tyle że poza ciałem fizycznym.
Wszystkiego najlepszego w 2021 roku, pozdrawiam
[dane do wiad. FN]


From: [...]
Sent: Wednesday, September 9, 2020 7:39 PM
To: FN
Subject: Wszystko zrozumiałem

Witam serdecznie
Na początku roku uczestniczyłem w wypadku samochodowych, zgodnie z informacją medyczną jak i rozmową z lekarzem w czasie wypadku ustały moje reakcje życiowe. Z wypisu szpitalnego można się dowiedzieć że na około 5 minut. Jak trwała walka o moje życie tu na ziemi ja znalazłem się hmm przyjmijmy umownie że w niebie, było to błyskawicznie jak za pstryknięciem palcami,. Zobaczyłem tam bardzo dużo jasnych punktów wielkości piłki do tenisa, była to czysta energia. Były to tzw duszę poruszały się cały czas jak atomy cały czas w ruchu, nie zauważyłem tam żadnej materi żadnych sal do nauki dusz czy niby okien aby duszę mogły sobie wybierać następne opakowania biologiczne. Słyszałem je co mówią ale tylko te co znajdowały się blisko mnie w odległości 2-3 metry. Były radosne bawiły się tym stanem w którym były. Ja sam będąc tam czułem się wspaniale, jedno co pamiętam dość mocno jest to że nie odczuwałem tęsknoty za rodzina, przyjaciółmi, znajomymi. Nagle obudziłem się w szpitalnej sali, również w błyskawicznym tempie pstryk i już. I zrozumiałem na wiele pytań które mnie trapiły znałem odpowiedź tak normalnie. A mianowicie każdy z nas posiada aurę chemiczną i duchową. Chemiczna jest stała ale duchowa już nie. Można określić że są trzy rodzaje aur.

Dobra, tzw zawieszona i zła. Aurę budujemy przez całe nasze życie będąc tu na ziemi. Przez nasze czyny postępowania to jak żyjemy buduję naszą aurę. Aura dobra to jak postępujemy zgodnie z hmm prawami kreacji 10 przykazaniami itp, aura zawieszona to jak niby jesteśmy dobrzy bo co niedzielę idziemy do kościoła ale w święta Bożego Narodzenia kupujemy 2 skrzynki wódki i zabijamy 10 karpi bo taka tradycja niby pracujemy ale w pogoni za materializmem aby kupić sobie coś niepotrzebnego, stabilne życie praca dom raz w roku wakacje kredyt mieszkaniowy wydaje nam się że tak trzeba żyć,. Aura zła to taki człowiek co ma klapki na oczach interesuje się tylko tu i teraz nie wierzy w pogoni za pieniądzem zrobi wszystko aby zaspokoić swoje materialne potrzeby jest złośliwy zawistny i za pieniądze sprzeda przyjaciela. Przykład Idąc sobie ulicą spotykamy inną osobę co posiada podobną aurę jak my, pierw nasze aury zaczynają się łączyć pasują do siebie przyciągają się. Po krótkiej rozmowie możemy zauważyć że mamy wiele wspólnego że mamy podobne poglądy interesują nas te same rzeczy podobne gusta muzyczne, kinowe, teatralne te same potrawy nam smakują mamy tzw wspólny język nawet jeśli chodzi o zapachy.

Rozmowa i przebywanie z tą osobą sprawia nam przyjemność pasujemy do siebie. Ludzie to pięknie nazwali miłość. Po pewnym okresie przychodzi czas na potomka, potomek otrzymuję jak by w pakiecie naszą aurę i teraz tam w niebie jest duszyczka co ma podobną aurę która pasuje, przyciąga się i automatycznie wchodzi w te opakowanie biologiczne. Tak samo się dzieje w przypadku pozostałych aur. Naszym zadaniem jest abyśmy wychowywali nasze dzieci dobrze pokazywali im dobrą drogę aby budowały pozytywną i dobrą aurę. Wydaje mi się że teraz to co się dzieje na świecie z wirusem i skutkami ekonomicznymi które powoduje to jest próbą, test. Nasza mama Gaja już dawno mogła się oczyścić z szarańczy która ją niszczy czyli z ludzi ale jest wiele osób które mają bardzo mocną i dobrą aurę planeta to czuję i tylko dla tego jeszcze tu jesteśmy bo jest nadzieja że ludzie mogą emanować pozytywną energię.

Teraz aury tzw zawieszone przechodzą test, całe ich poukładane życie się wywróciło i w którą stronę pójdą będą kreować negatywną aurę będą przechodzić na złą stronę. Tu na ziemi trwa wojna dobra ze złem wiele razy to słyszałem czytałem. Wyobrażałem sobie że my ludzie to oczywiście ci dobrzy że ci źli albo tu przylecą z kosmosu albo wyjdą z piekła. My wszyscy wtedy złapiemy za broń i będziemy walczyć hehe płytkie myślenie. Ale wojna trwa ale duchowa na aury na emanacje energii byle tych dobrych było więcej.



zwiń tekst



UNIOSŁEM SIĘ I ZOBACZYŁEM SIEBIE Z GÓRY
Nie, 3 sty 2021 09:09 komentarze: 3 czytany: 3080x

[...] Przy okazji wysłania zdjęć chciałbym podzielić się swoim przeżyciem, które miało miejsce 32 lata temu, a do tej pory nie mogę zapomnieć. Około godziny 23.00 położyłem się spać, po kilkunastu minutach uniosłem się i zobaczyłem pokój i siebie z góry, zacząłem unosić się coraz wyżej, przeszedłem przez sufit i tak coraz wyżej. Widziałem miasto z góry, potem województwo, Polskę, całą naszą planetą.......

czytaj dalej

[...] Przy okazji wysłania zdjęć chciałbym podzielić się swoim przeżyciem, które miało miejsce 32 lata temu, a do tej pory nie mogę zapomnieć. Około godziny 23.00 położyłem się spać, po kilkunastu minutach uniosłem się i zobaczyłem pokój i siebie z góry, zacząłem unosić się coraz wyżej, przeszedłem przez sufit i tak coraz wyżej. Widziałem miasto z góry, potem województwo, Polskę, całą naszą planetą ziemię i tak oddalałem się od ziemi coraz dalej i dalej, aż dotarłem do takiego punktu, że jak bym dalej się cofnął to mógłbym już z powrotem nie wrócić.

Więc zacząłem wracać i ziemia zaczęła robić się coraz większa, aż dotarłem do swego ciała. Po wejściu w ciało wstałem z łóżka. W głowie miałem bardzo dziwne uczucie trudne do opisania. Poczułem, że odczuwam potrzebę zaspokojenia podstawowych zmysłów człowieka, jakbym je zatracił tj. węch, smak, wzrok, słuch, dotyk. Zapach powietrza był bardzo intensywny, dotykałem przedmiotów, dotykałem, stukałem w powierzchnię, żeby je poczuć, żeby usłyszeć. Włączyłem muzykę, słuchałem jak bym odzyskał słuch, patrzyłem jakbym odzyskał wzrok. Smak, jadłem co popadło tylko żeby doznać uczucia smaku. Obmywałem wodą twarz co było też dziwnym uczuciem.

Tego typu zaspakajanie zmysłów trwało przez około 1 godzinę z coraz mniejszym nasileniem. Wszedłem do pokoju rodzica, który oglądał wtedy film w telewizji, chciałem spróbować o wszystkim opowiedzieć, ale po kilku zdaniach odpuściłem (usłyszałem, że to sen i żebym obejrzał razem film, spróbowałem, ale nie mogłem usiedzieć). Po jakimś czasie położyłem się do łóżka. Zasnąłem (co nie było łatwe). Na drugi dzień spytałem się matki o to czy przychodziłem do jej pokoju i co mówiłem. Potwierdziła to co wcześniej napisałem i że grałem muzykę, stukałem, lałem wodę, jadłem itp. czego normalnie o tej porze nie robię. Nigdy więcej mi się to nie przydarzyło. Jak to nazwać ? Co to było ?

Pozdrawiam, [dane do wiad. FN]




zwiń tekst



ODRUCHOWO SPOJRZAŁ NA ZEGAR, A TEN... ZATRZYMAŁ SIĘ NA TEJ SAMEJ GODZINIE!
Pon, 4 sty 2021 20:44 komentarze: brak czytany: 2361x

Witam. Od wielu lat z zainteresowaniem słucham [...] audycji. Mam 39 lat i chciałbym się podzielić moim wspomnieniem sprzed około 30 lat. Sytuacja absolutnie nieprawdopodobna a świadkami była cała moja rodzina. Nie jest to nic tak spektakularnego jak większość opowieści [...] nie mniej jednak prawdopodobieństwo, że to zdarzenie było przypadkowe jest na prawdę znikome. Otóż pewnego późnego wieczoru.......

czytaj dalej

Witam. Od wielu lat z zainteresowaniem słucham [...] audycji. Mam 39 lat i chciałbym się podzielić moim wspomnieniem sprzed około 30 lat. Sytuacja absolutnie nieprawdopodobna a świadkami była cała moja rodzina. Nie jest to nic tak spektakularnego jak większość opowieści [...] nie mniej jednak prawdopodobieństwo, że to zdarzenie było przypadkowe jest na prawdę znikome. Otóż pewnego późnego wieczoru mój tata chcac nastawić budzik na rano do pracy zauważył, że wskazówki były zatrzymane.

Odruchowo spojrzał na zegar i ten zatrzymał się o dokładnie tej samej godzinie. Zdziwienie było tym większe, że ręczny zegarek też zatrzymał się i wskazywał również ta sama godzinę. Moja mama absolutnie nie jest osoba, która chciałaby w ten sposób zażartować a mój brat był jeszcze malutki. A teraz najciekawsze.

Kiedy tata podniósł zegarek, wszystkie trzy zaczęły chodzić! Po sprawdzeniu godziny w radiu, nasze zegary były około 20 minut opóźnione... To były czasy, kiedy nie było X-Files, zwykła wiejska rodzina, ani rodzice ani ja nie mieliśy pojęcia o takich tematach. Ponieważ sytuacja była tak nieprawdopodobna, tata wiele razy o tym wspominał rodzinie i znajomym i ja również. Proszę o anonimowość, dla [...]  informacji nazywam się [...], mieszkam w UK, a do zdarzenia doszło w miejscowości [....]  w Gorcach.
Pozdrawiam serdecznie.

[dane do wiad. FN]


 

From: [...]
Sent: Thursday, December 31, 2020 3:46 PM
To: Fundacja NAUTILUS
Subject: Rysunek syna

Szanowni Państwo,
Dziś mój 6,5 letni syn, fan serii Starożytni Kosmici, wykonał rysunek-kompilację różnych tematów. Postanowiłem podzielić się nim z Państwem. Gwoli wyjaśnienia.. ;) Górna część rysunku przedstawia pojazdy ufo lądujące w Strefie 51 a poniżej, po kolei - wydłużone czaszki, rysunki naskalne, tunel czasoprzestrzenny, inne zamieszkałe planety spoza układu słonecznego (100 km od nas ;-D, jak mówi, stąd liczba 100) oraz coś co przeleciało nas miastem..

Pozdrawiam i przy okazji życzę udanego 2021 roku!
załogant
[...]


From: [...]
Sent: Sunday, January 3, 2021 9:31 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Zegarmistrz Światła

Witam serdecznie,
czytając wczorajszy wpis z działu XXI piętro: " Odruchowo spojrzał na zegar, a ten zatrzymał się na tej samej godzinie "  postanowiłam wysłać do Was to zdjęcie, chociaż nie  przedstawia ono zjawiska nadprzyrodzonego ani UFO ( :) ) , ale wywołuje pewien sentyment, przynajmniej we mnie, za czymś co minęło i w dobie elektroniki chyba już  jest nie do zobaczenia, ponieważ nie wiem czy jeszcze można spotkać takiego zegarmistrza-starszego Pana pośród starych zegarów pochłoniętego z pasją swoją pracą.
Pozdrawiam
Marika3-04


P.S. w razie publikacji można podpisać nickiem.




zwiń tekst



DZIWNY CZŁOWIEK Z CZERWONEJ KULI
Wt, 29 gru 2020 19:31 komentarze: 2 czytany: 3038x

[...] Dzień dobry Słuchałam właśnie waszego streamu z 25.12 i tak sobie przypomniałam historię, którą usłyszałam w 2001r. od pewnego Węgra dotyczącą czerwonej świecącej kuli w mieszkaniu. Niestety Węgier ten bardzo słabo mówił po angielsku. Był to człowiek raczej skryty i o jego spotkaniach z ufo dowiedziałam się od jego kolegów. Pytając go o jego doświaczenia z tym związane nie bardzo chciał mi .......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry Słuchałam właśnie waszego streamu z 25.12 i tak sobie przypomniałam historię, którą usłyszałam w 2001r. od pewnego Węgra dotyczącą czerwonej świecącej kuli w mieszkaniu. Niestety Węgier ten bardzo słabo mówił po angielsku. Był to człowiek raczej skryty i o jego spotkaniach z ufo dowiedziałam się od jego kolegów. Pytając go o jego doświaczenia z tym związane nie bardzo chciał mi  na początku cokolwiek mówić bo czuł, że osoby które znajdowały się wokół nas uważały to wszystko za bzdury.
Niemniej jednak  dowiedziałam się, że wielokrotnie w jego domu na Węgrzech pojawiała się czerwona świecąca kula, z której coś wychodziło co było chyba  istotą inteligentną. Zawsze ta kula wychodziła z rogu pokoju. Po tych spoktaniach ten człowiek zaczął działać jak magnes i metalowe pieniądze i inne elementy nie spadały z jego ciała. Powiedział mi również, że bardzo się tego bał i mówil żeby to więcej nie przylatywało  i w końcu kontakt się zakończył. Mowił też ze to coś pomogło wyzdrowieć  jego mamie z jakiejs choroby.

Pozdrawiam

[...]



 

[...]  Kiedys naprawde z ciekawosci nawąchalem sie rozpuszczalnika - glupi bylem że az wstyd mi to pisać- jednak to co przezylem to... Cały pokoj zrobil sie na złoto. Wyszedł mężczyzna i choc twarzy nie widzialem bo ogarnelo mnie cos takiego iz tej osoby sie balem i mialem przed nia ogromny respekt to  jej widok przypominal mi no osobę jaka sie pokazuje na obrazach i jest to Jezus. Pdszedl do mnie - jaka to byla moc ! jedna ogromna milość mądrośc bezpieczenstwo az sie rozplakalem taki byl cudowny. Podszedl jesze blizej i podniósł prawą reke ruszajac ja że zle robie. Potem ta postac weszla w moje cialo - to bylo przezycie no kosmiczne - bylem wszystkim - calym wszechswiatem i czulem wielka moc i milość - po minucie wyszla mi przez plecy i chciala odejsc - blagalem zeby zostal - chcialem go zlapac za ręke ale byla nie materialna - sciana zrbila sie wielkim swiatlem przez ktore przeszedl i juz nigdy go nie widzialem.

[dane do wiad. FN]



zwiń tekst



MÓJ SEN O REINKARNACJI... WRACAM DO SZKOŁY. NIE MAM INNEGO WYJŚCIA.
Czw, 24 gru 2020 16:03 komentarze: 9 czytany: 3265x

[...] Witam. Mój sen o reinkarnacji. Mam pewnie jak każdy z nas swojego opiekuna duchowego (anioła stróża). Nawiązałem z nim kontakt 30 lat temu, chociaż już wcześniej przez pierwsze 30 lat mego życia wyczuwałem jego obecność. Nasze stosunki określiłbym jako szorstką przyjaźń. Podejrzewam nawet,że mój opiekun ma mnie serdecznie dość.Kiedyś powiedziałem mu (a raczej zażądałem) żeby podczas snu wyjaśnił.......

czytaj dalej

[...] Witam. Mój sen o reinkarnacji. Mam pewnie jak każdy z nas swojego opiekuna duchowego (anioła stróża). Nawiązałem z nim kontakt 30 lat temu, chociaż już wcześniej przez pierwsze 30 lat mego życia wyczuwałem jego obecność. Nasze stosunki określiłbym jako szorstką przyjaźń. Podejrzewam nawet,że mój opiekun ma mnie serdecznie dość.

Kiedyś powiedziałem mu (a raczej zażądałem) żeby podczas snu wyjaśnił mi na czym polega reinkarnacja. I tej nocy miałem sen który doskonale zapamiętałem (co nie jest u mnie regułą). Treść snu: Jestem w szkole, jest jakiś egzamin końcowy, siedzę w drugim rzędzie ławek. Wywołują uczniów z pierwszego rzędu, uczniowie podchodzą i losują pytania, potem mają chwilę na przygotowanie się do odpowiedzi.

Dzień drugi, zostałem wywołany do egzaminu, losuje pytanie, jestem kompletnie nieprzygotowany, nie znam odpowiedzi na pytanie. Dostałem krótką chwilę na zastanowienie się. Myślę co ja tu robię, a może stąd uciec? Wychodzę ze szkoły,idę i po kilkunastu krokach wchodzę w błoto, idę dalej błoto sięga mi po kostki, idę dalej, błoto po kolana, powoli brnę dalej błoto po pas.Patrzę przed siebie, aż po horyzont nic tylko czarne błoto, patrzę w prawo błoto, patrzę w lewo błoto, oglądam się, w oddali widzę moją szkołę.Odwracam się i powoli wracam do szkoły.Nie mam innego wyjścia.
Pozdrawiam.

[...]


[...] Programowanie snu.
Było to kilka lat temu. W jakimś wydawnictwie przeczytałam, że można zaprogramować swój sen. Postanowiłam spróbować. Chciałam przenieść się w czasie o jedną dobę, aby móc sprawdzić wygrywające numery Lotto. Śpię i nagle znajduję się w w olbrzymim pawilonie handlowym z olbrzymią ilością regałów i półek. Podchodzę bliżej, a tam w takich maleńkich szklanych pojemniczkach są rośliny. Pomyślałam, że kupię jakieś nasiona na działkę, ale żądnych nasion nie ma tylko te sadzonki.

Spoglądam na ścianę, a tam wyświetla się 12 czerwca 2100 rok. Nagle rozlega się przeraźliwy sygnał i do tego pomieszczenia zbiera się masa ludzi, którzy się dziwnie mnie przyglądają. Ja przerażona wychodzę na zewnątrz. Nie wiem, gdzie jestem. Myślę, że muszę znaleźć przystanek komunikacji miejskiej albo szyld na budynku, to może zorientuję się gdzie jestem. Na zewnątrz jest pusto, nie ma śladu komunikacji, chodników, nie ma też żadnych drzew. Jedynie są budynki i pusta betonowa ulica. Budzę się wreszcie, a przecież ja chciałam tylko przenieść sie w czasie o jedną dobę.

Pozdrawiam!

[...]




zwiń tekst



A gwiazdy tańczyły nad naszymi głowami...
Wt, 22 gru 2020 00:06 komentarze: 1 czytany: 2412x

Witam serdecznie.Nazywam się [...] , mam 24 lata. Od dawna ślędzę wszystko co związane jest z zjawiskami " nie z tej Ziemi".Byłem też wiernym słuchaczem audycji P.Roberta w radiu Zet.Jestem osobą pragmatyczną,konkretną ale i zafascynowaną sprawą UFO.Chciałbym opisać Wam co przytrafiło się mi ( oraz mojej koleżance [...] - 18 lat ) rok temu w miejscowości Nieporęt k. Warszawy.Jest to temat dla mnie.......

czytaj dalej

Witam serdecznie.Nazywam się [...] , mam 24 lata. Od dawna ślędzę wszystko co związane jest z zjawiskami " nie z tej Ziemi".Byłem też wiernym słuchaczem audycji P.Roberta w radiu Zet.Jestem osobą pragmatyczną,konkretną ale i zafascynowaną sprawą UFO.Chciałbym opisać Wam co przytrafiło się mi ( oraz mojej koleżance [...] - 18 lat ) rok temu w miejscowości Nieporęt k. Warszawy.Jest to temat dla mnie ważny i chciałbym dowiedzieć się za Waszym pośrednictwem czy ktos widział wcześniej coś podobnego i co Wy jako Załoganci Nautilusa o tym sądzicie.

Wiem ,że od tego momentu mineło sporo czasu...Jako sceptyk schowałem ten "obraz" gdzieś w sobie, a życie codzienne stłumiło wszelkie chęci rozwiązania tego tematu.Ale tak jak wcześniej napisałem chciałbym po prostu zrozumieć to co widziałem gdyż nie daje mi to spokoju.Był to czerwiec zeszłego roku.Około godziny 23 - 24.Była ciepła i bezchmurna noc.Wraz z moja niedoszłą dziewczyną spacerowaliśmy po osiedlu Głogi w Nieporęcie w okolicach Kanału Królewskiego,i tam po spacerze usiedlismy sobie na brzegu Kanału by porozmawiac i odpocząć.

Zastrzegam ,że nie byliśmy pod wpływem alkoholu i innych używek.Często spoglądam w nocy na niebo,lubie ten widok.Tak i wtedy podczas rozmowy z koleżanką patrzyłem na gwiazdziste niebo.Widziałem Wielki Wóz i inne znane człowiekowi gwiazdozbiory ale kolor tych "gwiazd"bo tak chciałbym je nazywać zmieniał się bardzo szybko - to było takie pulsujące kolorowe światło.Koleżanka na moją prośbę zwróciła oczy na "gwiazdy"i odparła , że to naturalne zjawisko itp.

Ok z tym się mogę nawet zgodzić przy czym po dłuższej obserwacji te "gwiazdy"zaczeły się przemieszczać!!jakby zamieniać się ze sobą miejscami!poruszały się po prostych liniach - to pamiętam doskonale.Pierwsze skojarzenie w mojej głowie to jakby trwała jakaś bitwa gdzieś tam bo "gwiazdy"błyszczały zmieniały położenie migały i znikały.Wiem ,że to niedorzeczność ale takie miałem pierwsze skojarzenie.Basia również przyglądała się temu "zjawisku"dla Niej najbardziej ciekawy był fakt przemieszczania się tych "gwiazd".Przecież wiemy ,że nie powinny się poruszać!Jedna- jakiś meteoryt wchodzi w przestzeń Ziemii czy cokolwiek innego ale nie ponad 5! Nawet napisałem wiersz po tym zdarzeniu dla koleżanki cyt. "...a gwiazdy tańczyły nad naszymi głowami ..."Jeśli przypomnę sobię coś więcej na pewno  dam Wam znać.Proszę o kontakt.

Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]


-----Original Message-----
From:
Sent: Thursday,[...]
To: FN
Subject: "Gwiezdne" pytanie

Witam,
Nie mam się do kogo zwrócić z tym pytaniem, dlatego pomylałem, że może Wy.. Pytam o nazwę gwiazdy, która oprócz Księżyca, jest najjaśniejszym punktem na nocnym niebie (północny zachód). Nie jest to przypadkiem Syriusz albo... Orion?.. Wcześniej nie zwracałem uwagi na ten obiekt i nie wiem czy jego wielkość wynika, że ów gwiazda jest tak blisko (a może się zbliża?!) czy jest tak wielka.. Mam chyba złudzenie, że jest coraz bliżej Ziemi.. Jeli wziąć pod uwagę Proroctwo Oriona czy problematykę planety X to można by snuć daleko idące myli..  
Dziękuję z góry za odpowiedź.
Pozdrawiam, [...]

Kierując się datą obserwacji była to najprawdopodobniej Wenus. Tego dnia rzeczywiście była jakby powyżej Księżyca i świeciła jaśniej od najjaśniejszych gwiazd. Natomiast jeśli jasny punkt jest "pod Księżycem", to jest to najprawdopodobniej Jowisz.



-----Original Message-----
From: [...]
Sent: Friday [...]
To: nautilus
Subject: Pionowe tunele w ziemi

Witam!

Chciałbym dodać komentarz na temat owych tuneli, które podobno zostały przed tysiącami lat utworzone przez w sumie nie wiadomo kogo. Już jakiś czas temu spotkałem się z tym zjawiskiem i ilekroć czytałem na ten temat nigdy, ale to nigdy nie był on wiązany z UFO. Spotkałem się z wieloma legendami indiańskimi, które mówią o tym, że istnieje podziemny świat, w którym żyją ludzie. Mają własne miasta, rodziny itd. Pod naszą planetą jest niewyobrażalna sieć korytarzy i tuneli przebiegających również pod morzami i oceanami.Wiele plemion, które różnią się między sobą w takim stopniu jak np Japończycy i Polacy mają identyczne opowieści na ten temat). To są legendy; natomiast w Anglii w wieku XII w miejscowości Woolpit wydarzyła się historia, która została udokumentowana przez kronikarzy (historia w załączniku). W dzisiejszych czasach można znależć mnóstwo przykładów, kiedy to ktoś wpadł do tego rodzaju "tunelu", opowiadając póżniej o tym co mu się przytrafiło. Niestety opowieści te są tak niewyobrażalne, tak fantastyczne, że traktowane są z wielkim przymrużeniem oka. Przez
mój list chciałem państwu jednie naświetlić inny punkt widzenia. Możliwe, że i panśtwo słyszeli o tych legendach, aczkolwiek wykluczyli taką możliwość. Moim zdaniem wersja o podziemnym świecie jest bardziej prawdopodobna, tym bardziej, iż tematem zainteresowani byli naukowcy i odkryli nawet coś w rodzaju "przedsionka". Niestety dalsze poszukiwania w tym miejscu były niemożliwe z powodu zawalenia się całej konstrukcji.
Jeżeli państwo chcieliby uzyskać informacje na ten temat w znacznie szerszym kontekście, służę pomocą.   

Pozdrawiam,

[...]


Sometime between the years 1135 A.D. and 1154 A.D., two strange children were found near Woolpit, England.
 Workers were harvesting their fields when they heard frightened cries; investigating, they discovered two children, a boy and a girl, terrified and huddled near a pit. They were screaming in a unknown language, and their clothes were made of a strange looking, unknown material... but stranger still, the children's skin was green.
 The two were taken to the home of a man named Richard de Calne, where the local populace attempted to take care of them... but the children refused to eat or drink anything that was offered until someone brought in some fresh bean stalks. The children eagerly grabbed these and opened the stalks; and when they saw these empty, they started to cry. When shown that the beans were in the pods instead, the children quickly ate their fill and ate nothing else for some time after.
 Soon after they were found, the boy sickened and died; but the girl became healthy and hearty, eventually losing the green hue to her skin. When she learned the local language, what she told of her origins only deepened the mystery. She said that she and her brother had come from a land with no sun; the people there, all green, lived in a perpetual twilight. When she was asked how she had come to be found outside the pit, she could only say that she and her brother had heard bells, become entranced... then the two of them were in the pit and could see the light from the mouth of it.
 Though the girl lived long after her discovery, eventually marrying a local man, she was never able to give any further help in solving the mystery of her and her brother's origins and odd arrival in Woolpit.



-----Original Message-----
From: [...]
Sent: [...]
To: nautilus
Subject:

Witam droga Fundacjo.

Nazywam sie Michał,mieszkam w Bydgoszczy i chciałbym opisać Wam pewną
sytuacja która miąła miejsce jakies 1,5 roku temu.Długo zastanawiałem
sie czy do Was napisać,czy to zdarzenie wogole nadajae sie do Waszego
archiwum,ale raz sie żyje jak to mówią :) Otóz całe zajście miało
miejsce około 2 w nocy,spałem spokojnie gdy nagle ze snu wyrwał mnie
potężny huk!,jakby coś wyleciałow  powietrze lub jakby przed blokiem
spadła bomba.Byłem na tyle przerażony,ze dosłownie bałem sie podejsc do
okna gdyż byłem pewien ze za nim zobacze jakąś tragedie,byłem przekonany
ze to albo atak terrorystyczny albo wojna.Zlany potem i na nogach jak z
waty pobiegłem do pokoju matki która spała za ścianą i wyrwałem ją ze
snu pytajac czy to słyszała,a ona podniosła sie spokojnie i powiedziała
ze nic nie słyszała i że zazwyczaj ma miekki sen  szybko by sie obudziła
gdyby coś takiego miało miejsce,jednakze byłem pewien tego co słyszałem
i byłem tak przerazony ze bałem sie zostac sam w pokoju[dodam ze miałem
wtedy z 19 lat i raczej nie bałem sie wszystkiego wkolo :) ).Po około 40
minutach uspokoiłem sie po szedłem spac,rano przemyslałem to wszystko i
wypytałem paru znajomych czy coś podobnego słyszeli ale kazdy
odpowiedział ze nie.Prosze sobie wyobrazić jak wielkie było moje
zdziwienie gdy po miesiącu jeden z moich kolegów który mieszka po
drugiej stronie miasta podczas rozmowy ze mną sam rozpoczął rozmowe od
tego ze miesiąc wczesniej słyszał ogromny huk w nocy ale wszyscy których
o to pytał mowili ze nic nie słyszeli!!!Do dzis mam zagadke co to mogło
byc,sprawdziłem dokładnie czy w okolicy nie było jakiejs eksplozji w
pobliskich zakładach lub na lotnisku ale nigdzie nic sie nie stało,zadna
lokalna gazeta o tym nie mówiła,jednakze oboje mimo ze oddaleni od
siebie słyszeliśmy to samo.Jestem ciekaw czy w Państwa archiwach
znajdują sie jakieś podobne relacje?Chciałbym zaznaczyc iz nie ejst to
zaden zart czy próba oszustwa gdyż nie miałbym z tego żadnych korzyści a
poza tym szanuje bardzo Państwa za Waszą świetną i ciekawą prace.Gdybym
tylko ja wtedy to słyszał to uznałbym ze to był sen ale niemożliwe jest
zebysmy oboje niezaleznie słyszeli coś czego nie było,o tej samej porze
tej samej nocy.
Mam pewna teorie jednakże wydaje mi sie ona małoprawdopodobna,ale
przyszła mi do głowy jako pierwsza.Otóż jak myslicie-czy mozliwe jest ze
stało sie cos co naprawde spowodowało ten huk [jakas
katasstrofa,wybuch],ale ktoś lub coś potrafiło wpłynąc na pamięć ludzi i
wymazać to lub sprawić ze nie słyszeli tego?Tylko w takim razie czemu my
to słyszeliśmy?Wiem ze ta teoria zapewne jest smieszna alenic innego nie
wyjaśnia mi tego co sie stało.

Pozdrawiam serdecznie i zycze wielu tak ciekawych artykułow jak
dotychczas.


Z pozdrowieniami Michał :)




zwiń tekst



ZABŁĄDZIŁAM WE... MGLE
Sob, 19 gru 2020 23:16 komentarze: 11 czytany: 2736x

Witajcie,Mam na imię Wiktoria. Dziś przypadkiem trafiłam na waszą stronę, gdyż szukałam w internecie informacji o zagubieniu, błądzeniu w... czasie, przestrzeni, w jednym miejscu? Nie wiem jak to właściwie nazwać i tak też trafiłam na waszą stronę. Moje poszukiwania na ten temat, są spowodowane wczorajszym wydarzeniem, a dokładniej, z wczoraj na dziś.Od wielu lat mieszkam za granicą w dużym mieście.......

czytaj dalej

Witajcie,
Mam na imię Wiktoria. Dziś przypadkiem trafiłam na waszą stronę, gdyż
szukałam w internecie informacji o zagubieniu, błądzeniu w... czasie,
przestrzeni, w jednym miejscu? Nie wiem jak to właściwie nazwać i tak
też trafiłam na waszą stronę. Moje poszukiwania na ten temat, są
spowodowane wczorajszym wydarzeniem, a dokładniej, z wczoraj na dziś.
Od wielu lat mieszkam za granicą w dużym mieście. Miasto to znam dość
dobrze a co lepsze, jeszcze lepiej znam teren, w którym to
"zabłądziłam"(?),gdyż przez kilka lat mieszkałam w tym rejonie miasta i
bardzo często przemierzałam dobrze znaną mi drogę, aż do dzisiejszej
nocy wydawało mi się, dobrze znaną. Nie potrafię tego jakoś ogarnąć
właściwie, dlatego postanowiłam napisać do Was, może Wy mi to jakoś
wytłumaczycie?

Otóż wczoraj umówiłam się z koleżanką u niej w domu na 20:00, do niej
dotarłam bez problemu, komunikacją miejską. Mieszka ona w kamienicy, na
uboczu, nie na obrzeżach miasta ale tak na uboczu trochę. Są tam pasma
kamienic, w nocy jest cicho i spokojnie.

Dawno się nie widziałyśmy, gdyż wyprowadziłam się w inny rejon miasta i
tak nie miałyśmy sposobności, żeby częściej się widywać. Więc
posiedziałyśmy, pogadałyśmy, zaznaczam, że nie piłyśmy żadnego alkoholu,
po prostu bajdurzyłyśmy sobie jak to kobiety. Rozmawiałyśmy sobie do
północy, no i w końcu postanowiłam się zbierać w drogę do domu, zanim
wyszłam od niej było ok. godziny 00:30, więc wiedziałam, że nie mogę
pojechać ani metrem, ani tramwajem, gdyż było już za późno, więc
pozostało mi jechać autobusem nocnym. Najbliższy przystanek autobusu
nocnego znajduje się jakieś 200 metrów od domu mojej koleżanki, więc
niedaleko, a tą drogę znam doskonale. Trzeba po prostu iść te 200 metrów
wzdłuż torów tramawajowych, a dojdzie się centralnie do przystanku
autobusu nocnego. No więc ruszyłam w drogę wzdłuż torów drogę oświecały
mi latarnie, więc i nie było ciemno, minęłam chyba ze dwóch
przechodniów... nie wiem, uszłam może jakieś kilkadziesiąt metrów,
pamiętam jeszcze, że mijałam knajpkę, którą znałam z widzenia.

Minęłam knajpkę i może z 10 metrów za knajpką, tuż na wprost dostrzegłam mgłę,
była dosłownie między jedną kamienicą a drugą (kamienice stoją po obu
stronach ulicy w ciągu) i spowijała ulicę z torami i chodnik wzdłuż
torów, którym to szłam tak, że nie było widać co jest dalej. Widok mgły
mnie nie zdziwił, bo było wilgotno, mżyło ale było ciepło. No głupia
musiałabym być, żeby przez mgłę zbaczać z drogi, więc szłam nadal wzdłuż
torów i weszłam w mgłę. Jak już w tej mgle byłam, miałam słabą
widoczność ale tory, chodnik i kamienice po bokach widziałam, trzymałam
się torów, wiedząc, że w ten sposób na 100% dotrę do celu. Jakież było
moje zdziwienie, gdy w pewnym momencie spostrzegłam, że jestem dokładnie
w tym samym miejscu, w którym mniej więcej weszłam w mgłę... własnym
oczom nie wierzyłam, poznałam mijaną niedawno kamienicę, przystanęłam i
zaczęłam patrzeć na budynki kamienic, świateł w oknach nie było,
zupełnie jakby ludzie na raz, dwa, trzy poszli spać, więc znów ruszyłam
do przodu wzdłuż torów i normalnie miałam wrażenie, że kręce się w koło,
mijałam znane mi kamienice i normalnie... to jakieś szalone ale w pewnym
momencie dostrzegałam na nowo kamienicę z samego początku. Ze strachu
omal mi serce nie wyskoczyło, więc postanowiłam zawrócić... moje
przerażenie nabrało jeszcze większego rozmiaru, gdy wracając mijałam w
koło jakby te same kamienice, w koło te same kamienice a przecież
powinnam minąć knajpkę a te kamienice ciągnęły się tak jakby w koło te
same, te same które mijałam w jedną i drugą stronę, powtarzały się
jakbym kręciła się w kółku.

Spanikowana na dobre postanowiłam zadzwonić
po taksówkę... jak zobaczyłam że nie mam zasięgu, wtedy już zaczęłam
płakać, w dodatku było już po drugiej w nocy. Spanikowana do kresu
wytrzymałości, zaczęłam wołać: "czy ktoś mógłby mi pomóc? Ludzie!
pomóżcie mi!". Zaczęłam biec wzdłuż torów w kierunku tego nieszczęsnego
przystanku, do którego trafić nie mogłam i w pewnym momencie wybiegłam z
mgły i zobaczyłam dalszą znajomą część drogi, jednak byłam tak
przerażona, że biegiem pokonałam jeszcze te chyba ze 100 metrów aż
trafiłam do przystanku. Na przystanku zobaczyłam jedną osobę, młodego
mężczyzne i wtedy odetchnęłam ale musiałam wyglądać strasznie, bo jak
już doleciałam do tego przystanku, byłam cała roztrzęsiona, tak, że jak
chciałam spojrzeć w telefon czy mam zasięg, to wypadł mi z rąk ale
zasięg był.

Mężczyzna ten pytał czy coś mi się stało, nie wiedziałam co
odpowiedzieć, bo przecież nie mogłam mu powiedzieć, że przez ponad 2,5
godziny biegałam w koło w jednym miejscu. Powiedziałam, że coś mnie po
drodze wystraszyło i po prostu trochę spanikowałam. Mimo, że dotarłam do
przystanku, zdecydowałam się mimo wszystko wrócić do domu taksówką.
Ja rozumiem, zabłądzić w lesie, na jakimś otwartym terenie, gdzie
wszystko jest podobne... ale przecież nie mogłam kręcić się w koło przy
torach, które ciągną się wprost, wzdłuż drogi do przystanku. To jakaś
paranoja normalnie. Do chwili obecnej jestem tym faktem tak przerażona,
że dziś na pewno nie ruszę się z domu a kiedykolwiek zobaczę przede mną
mgłę, choćbym miała nadrobić kilometry drogi na około, nigdy nie wejdę w
żadną mgłę. To było przerażające.

[dane do wiad. FN]

 

 

Witam! Piszę do Was, aby podzielić się z Wami moją dzisiejszą historią, która trochę mnie przeraziła. Czytałem wcześniej na Waszej stronie o tym, więc wiem, że jest to tzw. nocna zmora.
Dziwne jest to, że stało się to rano - ok.godziny 10, bo właśnie o tej porze wstaję do pracy. Leżę na łóżku, na brzuchu i śpię. Zacząłem nagle czuć jakby coś chodziło mi po nogach. Takie uczucie jakby kot mi chodził po nogach, ale czułem to na dwóch nogach, więc wiedziałem, że to nie kot (zresztą zwierząt w domu nie mamy). Ale jakoś specjalnie się tym nie przejąłem, bo przez chwilę pomyślałem, że to mój brat chce mnie obudzić do pracy. Ale otworzyłem oczy i tak leżę (głowę miałem zwróconą w stronę ściany) i nagle poczułem jakby dosłownie coś na mnie siadło. Aby złapałem płytki oddech i wydałem cichutki krzyk "eeech!" i nie mogłem już słowa wypuścić! I nie mogłem się ruszyć, choć bardzo chciałem! To nie było takie..hmmm...ludzkie...Bo jak człowiek siądzie Ci na plecy to co innego, tak czujesz niby to na skórze, a tutaj był duży nacisk, nie mogłem się ruszyć i oddychać. To trwało zaledwie ze 2-3 sekundy, bo szybko pomyślałem, że jak nie mogę się ruszyć to spróbuję ręką poruszyć. Wyjąłem szybko rękę z pod brzucha (bo cały czas leżałem na brzuchu) i pomachałem nią nad plecami i momentalnie ustąpiło...

[...]


 

Witam
Nazywam sie Dominika. Mam 27 lat. Mieszkam na stale za granica. Mialam wiele problemow rodzinnych dlatego zdecydowalam sie wyjechac z Polski. Moja rodzina nie utrzymuje ze mna zadnych kontaktow. Pochodze z bardzo katolickiej rodziny. W zeszlym roku rozstalam sie z mezem i rodzina nie zaakceptowala tego. Podczas mojego ostatniego pobytu w Polsce moja siostra powiedziala ze sie mnie boi,ze jak jestem w domu to czuje jakies zlo i w nocy zamyka sie na klucz. W sumie to cala rodzina byla przekonana ze jestem opetana. Zachowuje sie normalnie,jestem osoba spokojna ale raczej unikam towarzystwa ludzi. Problem zaczal sie po przyjezdzie do Belgii.

W nocy balam sie,czulam czyjas obecnosc,spalam z wlaczonym swiatlem i caly czas zle sny do tego wszystkiego jal sie w nocy budzilam to widzialam jakas dziwna mgle, cos obok mojego lozka,dziwne ksztalty, czasami jakby to byly osoby. Dalam sobie czas kilka miesiecy,ale to nie mijalo. W maju poszlam nawet do psychiatry bo myslalam ze moze to jakas choroba ale on stwierdzil ze jestm zdrowa a to to moze tylko emocje. Minal juz rok,ostatniej nocy znowu to widzialam.Tym razem jakby kwiaty byly nad moja glowa.  Czuje ze to nie sa tylko moje emocje. To jest tak realne . Nikomu o tym nie mowilam, nie chce zeby brali mnie za wariatke. Chcialam sie tylko zapytac czy slyszeliscie o podobnych przypadkach?

[...]



zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 5 6 7 8 50 81
Strona 5 / 81

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

24  czerwca 2021: [...]  – Zdecydowanie dzieje się coś przerastającego naszą wiedzę i umiejętności – orzekł republikański kongresmen Tim Burchett z Tennessee. – Podchodzimy do kwestii niewytłumaczonych zjawisk napowietrznych (UAP, oficjalna nazwa UFO, czyli niezidentyfikowanych obiektów latających) bardzo poważnie – ujawnił nowojorski demokrata Sean Patrick Maloney w „New York Post”.   [...]

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wt, 15 cze 2021 07:29 | [...] Zwracam się do Państwa z takim pytaniem,które od wczoraj chodzi mi po głowie i nie potrafię sobie na nie odpowiedzieć. Otóż wczoraj tj 14.06 wraz z żoną i synem poszliśmy na spacer i wracając do domu zobaczyliśmy 2 białe pkt na niebie (często patrzymy w stronę.nieba ponieważ lubimy obserwować  jak samoloty kierują się do lądowania na lotnisku w Pyrzowicach ) . Początkowo myśleliśmy,że to samoloty,jednak po chwili owe punkty stanęły w miejscu. Po około 3_4minutach obiekty odleciały ...

Dziennik Pokładowy

Poniedziałek, 7 czerwca 2021 | Kiedyś do Pabla Picassa przyszedł młody człowiek mówiąc, że on także chce być wielkim malarzem jak Picasso, też tak potrafi malować i chce kilku lekcji „od mistrza”. Picasso postawił przed nim wazon z kwiatami i poprosił, żeby namalował go najbardziej realistycznie, jak tylko potrafi – bez żadnych uproszczeń, pojedynczych linii czy abstrakcyjnych symboli znanych z obrazów Pabla Picassa. Wyjaśnił mu...

czytaj dalej

FILM FN

11 czerwca 2021 - dwa podłużne obiekty zarejestrowane przez kamerę drona (UTAH, USA)

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.