Dziś jest:
Czwartek, 24 czerwca 2021

– Zdecydowanie dzieje się coś przerastającego naszą wiedzę i umiejętności – orzekł republikański kongresmen Tim Burchett z Tennessee. – Podchodzimy do kwestii niewytłumaczonych zjawisk napowietrznych (UAP, oficjalna nazwa UFO, czyli niezidentyfikowanych obiektów latających) bardzo poważnie – ujawnił nowojorski demokrata Sean Patrick Maloney w „New York Post”.

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Spotkanie z 'Aniołem Stróżem'
Pt, 18 gru 2020 08:41 komentarze: 1 czytany: 2694x

[...] To zdarzyło się, gdy miałem może 17 lat. Wracałem od mojej ówczesnej dziewczyny, która mieszkała na sąsiedniej dzielnicy. Było jakoś przed północą. Nasze dzielnice oddzielała ruchliwa ulica, ale żeby do niej dotrzeć trzeba było przejść słabo oświetlonymi uliczkami. Gdy wyszedłem zza rogu jednej z nich zobaczyłem, że naprzeciwko mnie (może dwadzieścia metrów przed mną) stoi grupa jakichś 5, 6.......

czytaj dalej

[...] To zdarzyło się, gdy miałem może 17 lat. Wracałem od mojej ówczesnej dziewczyny, która mieszkała na sąsiedniej dzielnicy. Było jakoś przed północą. Nasze dzielnice oddzielała ruchliwa ulica, ale żeby do niej dotrzeć trzeba było przejść słabo oświetlonymi uliczkami. Gdy wyszedłem zza rogu jednej z nich zobaczyłem, że naprzeciwko mnie (może dwadzieścia metrów przed mną) stoi grupa jakichś 5, 6 łysych kolesi. Klasyczni dresiarze. Zauważyli mnie od razu, wymienili kilka zdań i zaczęli rechotać. Nie mogłem się cofnąć, bo wiedziałem, że to ich sprowokuje. Rozejrzałem się wokół, ale nie było żywego ducha. Zwolniłem kroku, jednak wiedziałem, że i tak idę na zderzenie czołowe. Pamiętam, że stali naprzeciwko mnie z szeroko rozstawionymi nogami, głowami opuszczonymi nisko. Ich intencje były aż nader jasne.
I wtedy zdarzyło się coś dziwnego.
Gdyby byłem mniej więcej dziesięć metrów przed nimi, z bocznej uliczki wyszedł jakiś wielki kształt. Spojrzałem kątem oka i zobaczyłem, że to pies. Pamiętam, że sapał głośno. Wtedy pomyślałem sobie – „No ładnie, jak oni mnie nie pobiją, to pogryzie mnie ten olbrzym”. Czekałem aż się na mnie rzuci, ale tak się nie stało. Pies zrównał się ze mną krokiem i człapał majestatycznie. Szliśmy niczym pan i jego właściciel. Dresiarze wyraźnie stracili rezon. Patrzyli na to na mnie, to na psa. W końcu rozstąpili się, a ja nie oglądając się za siebie przeszedłem dalej. Wtedy odważyłem się przyjrzeć mojemu towarzyszowi. A była to niezła bestia. Jak później sprawdziłem wyglądem przypominał Mastifa Hiszpańskiego. Tymczasem przede mną zamajaczyła już ruchliwa ulica i przystanek tramwajowy. Na horyzoncie zobaczyłem kilkoro ludzi. Byłem bezpieczny. Pies przeszedł ze mną jeszcze parę metrów, po czym jakby nigdy nic skręcił w boczną uliczkę, idąc tym samym majestatycznym krokiem. Po chwili zniknął w ciemności…
Od tego czasu często zastanawiam się, czy to mógł być mój Anioł Stróż.




UFO

[...] To działo się, gdy miałem może 14 lat. Okno mojego mieszkania w bloku wychodziło na park. Za parkiem była rzeka, a po drugiej stronie rzeki, hen daleko - cmentarz. W letnie noce, gdy nie mogłem zasnąć patrzyłem sobie przez okno, oparty o parapet. I właśnie wtedy dwa może trzy razy zobaczyłem na niebie (od strony rzeki) dziwne, jasne punkty. Było ich zawsze kilka. Mniej więcej pięć lub sześć. Najpierw były tak malutkie, że można było je pomylić z gwiazdami. Potem jednak rosły nieco i zaczynały poruszać się w dynamiczny sposób. Na przykład robiąc zygzaki, albo przesuwając się w szybkim tempie z góry w dół i odwrotnie. Po jakichś trzydziestu sekundach znikały nagle (jakby przyśpieszyły i odleciały). W tamtych czasach nie było telefonu z możliwością nagrywania, więc nie mogłem tego utrwalić. Zresztą szczerze mówiąc nie chciałem przepuścić ani chwili tego spektaklu. Minęło wiele lat i już nigdy potem czegoś takiego nie widziałem. Nie dbam o to, czy ktoś mi wierzy, czy nie. Wiem co widziałem. A piszę po to, żeby dać świadectwo prawdzie.

 

From: […]
Sent: Friday, December 18, 2020 12:03 AM
To: Fundacja
Subject: Dziwny dzwiek basowy we Wrocławiu

Witam, obudził mnie o 23:50 dziwny dźwięk we Wrocławiu, okolice legnicka/młodych techników. Basowy dźwięk raz głośno raz cicho






Witam!
Oglądając ostatnio serial Columbo, dostrzegłem jakieś latające w tym starym filmie obiekty na niebie. Wrzuciłem to na youtuba pod tym adresem:



zwiń tekst



WIGILIJNE SPOTKANIE Z DUCHEM
Śr, 16 gru 2020 14:54 komentarze: 3 czytany: 2210x

[...[ Wiem, że lubicie różne historie związane ze zjawiskami paranormalnymi :-) Mam coś ciekawego dla Was - moją własną historię związaną z prawdziwym zdarzeniem. Byłam naoczym świadkiem :-)  Był to jeden z tych pięknych wigilijnych wieczorów we wczesnych latach osiemdziesiątych. Chyba to był 1984 rok. Za oknami panowała prawdziwa śnieżnobiała zima z trzaskającym od mrozu śniegiem pod nogami. .......

czytaj dalej

[...[ Wiem, że lubicie różne historie związane ze zjawiskami paranormalnymi :-) Mam coś ciekawego dla Was - moją własną historię związaną z prawdziwym zdarzeniem. Byłam naoczym świadkiem :-)  Był to jeden z tych pięknych wigilijnych wieczorów we wczesnych latach osiemdziesiątych. Chyba to był 1984 rok. Za oknami panowała prawdziwa śnieżnobiała zima z trzaskającym od mrozu śniegiem pod nogami.

Byłam wówczas kilkuletnią dziewczynką z warkoczykami i czerwonymi kokardami, bardzo ciekawą prezentów pod choinką.

Rodzina jeszcze nie zasiadła do stołu, bo jeszcze było za wcześnie, choć za oknem było już ciemno. Wszyscy krzątali się w kuchni przygotowując wigilijne specjały.

Jednocześnie bardzo brakowało nam mojego dziadka - cichego i skromnego seniora rodu. W 1982 roku oszedł on od nas na zawsze. Rodzice i babcia opowiadali mi, że po jego śmierci wciąż było słychać, jak po nocy ktoś chodzi po kuchni i przedpokoju. Jakby ktoś mył naczynia po północy. Ja niestety nie słyszałam tych hałasów, bo mam bardzo dobry sen.

Owego wigilijnego wieczoru postanowiłam zajrzeć do salonu, gdzie stała choinka. Był już ciemno, toteż zapaliłam małe swiatełko w pokoju. Szybkim susem skoczyłam pod choinkę, która była już delikatnie oświetlona przez kolorowe lampki choinkowe. Musiałam przecież sprawdzić, czy Gwiazdka przyniosła mi już prezenty :-)

Pod choinką było jeszcze pustko, więc postanowiłam popatrzeć na naszą piękne i dorodne drzewko. W pokoju pachniało igliwiem, a kolorowe bombeczki odbijały migotliwe światełka lampek.

Przypomniałam sobie starą opowieść o pewnej zabawce na choince. Był nim jakiś chłopaczek, który wspinał się po kolejnych piętrach drzewka i spotykał tam różne postacie - też zabawki na choinkę. Na najniższych partiach drzewka, które w bajce symbolizowało Drzewo życia, spotkał się z krasnalami i demonami. Opowiedziały mu swoją powieść, a on zrozumiawszy to - wspinał się kolejno na kolejne partie drzewka. Potem spotykał kolejne formy życia - śnieżnobiale bałwanki, jelonki, piękne baletnice z muślinowymi sukienkami - a na końcu - świętą Rodzinę i Gwiazdę na samej górze. Gwiazda miała symbolizować Boga i Swiatło Zycia. Dlatego do tej pory na mojej choince musi być gwiazda a nie szpic, a krasnale i demony zajmują dół drzewka :-) Tak samo było z moją choinką w latach osiemdziesiątych i późniejszych ;-)

NIe zważając na to, co dzieje się wokół mnie - z zachwytem patrzyłam na piękno i tajemnicę naszej choinki.

Nagle kątem oka spostrzegłam, że coś dziwnego stoi blisko mnie. Byłam przerażona, gdy ujrzałam jakąś postać z gęstem mgły. Nie mogłam uciec ani krzyknąć -byłam niczym sparaliżowana. Przez moment nic się nie działo. Postać ze mgły po prostu stała obok mnie. Nie mogłam w tej postaci nikogo rozpoznać. Miałam dziwne poczucie, że postać ta chce się ze mną skomunikować, ale chyba ma jakieś trudności.

Nagle pod moimi stopami pojawiło się pudełko obwiązane czerwoną kokardą. Pojawiło się po prostu z powietrza. Byłam zdezorientowana - nie wiedziałam co mam zrobić. Wyciągnełam ręcę po to pudełko, ale ono zniknęło. A potem znowu się pojawiło. Ja tylko stałam z wielkim wytrzeszczem oczu.

Po jakieś chwili dziwna postać ze mgły zaczęła wychodzić z domu przez ścianę. To był cały proces! Delikatnie postać ustawiła się przy ścianie, gdzie było okno i choinka. Bardzo wolno zaczęła ona przenikać przez ścianę. Nigdy tego nie zapomnę! Mglista postać niczym mgła przenikała mury i po prostu wyszła na zimowy ogród!

Nie wiem, jak ja, tak sparaliżowana, stałam w salonie z choinką. Moje materialistyczne spojrzenie na świat runęło i się potłukło w drobne kawałki. A więc - jest Coś czego nie jesteśmy w stanie zrozumieć ani pojąć!

Do tej pory nie wiem, kim była owa postać ze mgły. Po latach doszłam do wniosku, że to był mój nieżyjący dziadek. A może to wcale nie był mój dziadek...

Oczywiście powyższe wydarzenie zostało zakwalifikowane jako zabawna anegdota rodzinna. Przez wiele lat wyśmiewano się ze mnie i pukano się w czoło, jak to "małe dziecko spotkało św. Mikołaja pod choinką". W paczce była moja wymarzona lalka krakowianka, a była to lalka zakupiona przez moich rodziców, a strój dla niej był uszyty przez moją babcię.

Jednak po upływie wielu lat, jak byłam już dorosłą osobą, moja matka przyznała się, że gdy podkładała prezent pod choinkę to widziała coś dziwnego w rogu pokoju, w pobliżu okna. Jednak szybko wyszła z pokoju i nie roztrząsała tego, co ujrzała. Specjalnie przez tyle lat śmiała się z mojej opowieści, bo nie chciała, abym ja wierzyła w duchy i się nich bała. To było niby "dla mojego poczucia bezpieczeństwa".

Mam nadzieję, że kiedyś, możliwe, że po mojej śmierci, dowiem się, kto przyszedł do mnie w ten piękny i tajemniczy Wigilijny Wieczór...

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



PRZYŚNIŁA MU SIĘ WYGRANA W LOTTO I TO SIĘ SPRAWDZIŁO
Wt, 15 gru 2020 10:43 komentarze: brak czytany: 1972x

Sprawa niezwykłych wydarzeń towarzyszącym losowaniu wszelkich loterii i wygrywaniu pieniędzy 'odmieniających życie' pojawia się często w opisach czytelników, które potem trafiają do XXI PIĘTRA. Tym razem sprawa dotyczy publikacji, która pojawiła się tabloidzie Fakt. Jest jedna na tyle ciekawa, że znajdzie miejsce w Archiwum FN.From: [...]Sent: Sunday, December 13, 2020 11:50 PMTo: fundacja Subject.......

czytaj dalej

Sprawa niezwykłych wydarzeń towarzyszącym losowaniu wszelkich loterii i wygrywaniu pieniędzy 'odmieniających życie' pojawia się często w opisach czytelników, które potem trafiają do XXI PIĘTRA. Tym razem sprawa dotyczy publikacji, która pojawiła się tabloidzie Fakt. Jest jedna na tyle ciekawa, że znajdzie miejsce w Archiwum FN.

From: [...]
Sent: Sunday, December 13, 2020 11:50 PM
To: fundacja
Subject: historia pewnej wygranej

Witajcie,
Nieraz wspominacie o tym , czy można przewidzieć liczby w grach losowych. Oto historia, która się wydarzyła w Polsce 19 grudnia 1965roku.

https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/lodz/mowia-o-nim-melon-z-lodzi-pan-stanislaw-trafil-szostke-w-totka-wszystko-przepuscil-w/vbj4l2y?utm_source=www.fakt.pl_viasg_fakt&

utm_medium=referal&utm_campaign=leo_automatic&srcc=ucs&utm_v=2
 

Pozdrowienia

[dane do wiad. FN]


 

 

SZOPKA W WATYKANIE NICZYM... ILUSTRACJA Z KSIĄŻKI 'MISJA' MICHAEL'A DESMARQUET'A

[...] Witam Załogę i mostek kapitański!

Na starcie chcę złożyć serdeczne życzenia Wesołych i Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia dla wszystkich członków Fundacji Nautilus i jej czytelników! Zdrowia, Zrozumienia i jeszcze raz MIŁOŚCI.

Nazbierały mi się dwie rzeczy do Was, więc znajdując chwilę wolnego czasu postanowiłem podesłać.

I. Zakładam, że wiecie już o sprawie, ale ze względu na brak informacji na stronie podsyłam temat Watykańskiej szopki 2020 oraz jej nawiązań oraz symbolik.  W załączniku przesyłam screeny z internetu. Jak uważacie czy jest w tym jakiś celowy przekaz czy jest to tylko jakaś wizja artystyczna? Przyznam szczerze, że gdy tylko zobaczyłem całość instalacji to nie chciałem dowierzać czy to czasem nie Fake News. Całość wygląda tak jakby chciano nam powiedzieć, że z tymi narodzinami Zbawiciela to nie było do końca tak jak w Piśmie, a bardziej tak jak w książce Misja. Co o tym sądzicie? (Nie chcę tutaj obrażać niczyich uczuć religijnych to tylko teoria.) (linki do screenów:

(linki do screenów:
1 - https://telewizjarepublika.pl/watykan-przygotowania-do-swiat-bozego-narodzenia-inauguracja-szopki-i-zapalenie-lampek-na-choince-na-placu-sw-piotra-wideo-zdjecia,108023.html



2 - https://www.goniec.net/2020/12/11/szopka-w-watykanie-czy-szopka-z-watykanu/ )




II. Chciałem się podzielić pewnym doświadczeniem, którego doświadczyłem jakiś czas temu i jak już było po wszystkim i szok opadł trochę, to skojarzyło mi się, że podobne rzeczy opowiadał względem swoich doznań Krzysztof Jackowski.
Mianowicie po dłuższym spacerze wróciłem trochę zmęczony do domu i po wypiciu ciepłej herbaty postanowiłem się na chwilę położyć na kanapie i zrobienia małej drzemki. Tak sobie leżałem coraz bardziej zasypiając i nagle pojawił się krótki sen? Wizja? Przekaz? Zobaczyłem swoją ukochaną Babcię w kuchni, która już jest osobą w bardzo podeszłym wieku i którą opiekują się moi rodzice, bo już prawie nie chodzi i nie jest w stanie się sama sobą zaopiekować. Babcia stała w drzwiach swojej kuchni trzymając się ledwie na swojej lasce. W jednym momencie odrzuciła laskę i zauważyłem, że Babcia na twarzy zaczyna coraz bardziej młodnieć, a na koniec zaczęła podskakiwać zadowolona i z uśmiechem, jakby chciała mi pokazać jak cudownie się czuje. Całość snu trwała może kilka chwil i od razu się ocknąłem, bo sen wydał mi się kuriozalny. Powiedziałem o wszystkim żonie, która pracowała na komputerze. Minęło może 15 minut w trakcie, których poszedłem sobie zrobić kawę gdy dostałem wiadomość od siostry, że babcia zemdlała i jest u niej teraz pogotowie. Zamarłem. Byłem przerażony. Całość zajścia musiała dziać się dokładnie wtedy kiedy babcia mi się przyśniła. Bałem się jak nigdy, że to było swojego rodzaju pożegnanie... Na szczęście po około pół godziny dostałem kolejną informację, że babcia odzyskała przytomność i już jest wszystko dobrze, a ludzie z pogotowia dają jej tylko kroplówkę i mówią, że musiała się chyba odwodnić. Wydaję mi się, że Babcia podświadomie czuła, że to może być koniec i się chciała pożegnać. Dziwne jest to, że osobiście nigdy nie spotkałem się z sytuacją, że ktoś ma tego typu wizję, a potem jednak okazuje się, że wszystko będzie dobrze (I bardzo się z tego cieszę, że w tym wypadku tak było). Z Vlogów Krzysztofa Jackowskiego pamiętam, że miał podobny sen bodajże o jakimś człowieku ze swojego miasta, który był śmiertelnie chory i którego najpierw odwiedzał w domu, a następnie w szpitalu. Owy człowiek potem przyśnił mu się latając za oknem szkoły, w której sprzątała Mama Krzysztofa Jackowskiego.
 Z Babcią nawet rozmawiałem o tej sytuacji gdy byłem niedawno ją odwiedzić, ale nic sobie takiego nie przypomina :)

Wszystkie dane osobowe do wiadomości tylko i wyłącznie Fundacji.
Jeżeli uznacie informacje za ciekawe możecie je oczywiście udostępnić na portalu.

Pozdrawiam
Załogant

[dane do wiad. FN]



zwiń tekst



TAJEMNICZY GŁOS TUŻ PRZED UDERZENIEM PIORUNA
Pt, 11 gru 2020 11:06 komentarze: 10 czytany: 2782x

[...] Witam FN, Chciałem wam opisać dziwne wydarzenie, które przytrafiło się mojemu ojcu wiele lat temu. On uważa tę historie za w ogóle najważniejszą w swoim życiu, bo potem wszystko jak mówi się zmieniło, poznał moją mamę, urodziłem  się ja i nagle jego los się odmienił. Ale do rzeczy. W 1987 roku mój ojciec miał 24 lata i miał ogromny problem z alkoholem, jak wielu innych jego rówieśników. .......

czytaj dalej

[...] Witam FN, Chciałem wam opisać dziwne wydarzenie, które przytrafiło się mojemu ojcu wiele lat temu. On uważa tę historie za w ogóle najważniejszą w swoim życiu, bo potem wszystko jak mówi się zmieniło, poznał moją mamę, urodziłem  się ja i nagle jego los się odmienił. Ale do rzeczy. W 1987 roku mój ojciec miał 24 lata i miał ogromny problem z alkoholem, jak wielu innych jego rówieśników. O mały włos nie został przez picie usunięty ze studiów i w żaden sposób nie był sobie w stanie sam poradzić z tym strasznym nałogiem. I wtedy przyśnił mu się sen, że leży w ciężkim stanie w szpitalu, a obok stoi jakaś ciemna postać w kapturze na głowie, która przypominała mnicha.

Kiedy rano się obudził był mocno tym snem wystraszony, bo był bardzo realny. Tego samego dnia musiał pojechać do rodziców, aby odebrać list. Według relacji ojca po wyjściu z pociągu ze stacji do domu babci było ok. 2 kilometrów, które postanowił pokonać skrótem i nie jechać autobusem. Rozpętała się potworna burza z piorunami, ale mimo tego ojciec trzymał się swojego pomysłu i szedł dalej. Przechodząc obok drzewa nagle usłyszał głos w głowie „nie umrzesz… jeszcze nie teraz” i wtedy przestał cokolwiek pamiętać, a obudził się w szpitalu na reanimacji. Okazało się, że w drzewo uderzył piorun, który poraził także mojego tatę. Jego buty były całkowicie spalone, podobnie część ubrania, co oznacza, że prawdopodobnie się zapalił. Na szczęcie kiedy był nieprzytomny padał deszcz i widocznie ogień na ojcu zagasił.

Po tym wydarzeniu bardzo się zmienił i całkowicie przestał pić alkohol. Przez pół roku się leczył, gdyż uderzenie pioruna była naprawdę potworne i do dziś w ogóle nie słyszy na jedno ucho. Mimo tego uważa to wydarzenie za dar od przeznaczenia. Dziwnie to może brzmi, ale pozornie taka tragedia miała sens. Do dziś także zastanawia się, kto powiedział te dziwne słowa. Słyszał je wyraźnie, jakby wewnątrz głowy, a potem już była ciemność i obudził się w szpitalu. Pomyślałem, że ta historia przyda się do waszego archiwum.
Jestem wiernym czytelnikiem serwisu, bardzo fajnie, że robicie to co robicie.
[dane do wiad. FN]





[KONTAKT] Pisze do Was, bo mam pewien "problem" - problem z interpretacja i zrozumieniem pewnego silnego uczucia/przeczucia.

Zacznę od ważnej sprawy - wydarzenia w moim życiu. Było to jakieś ok 15 lat temu - dokładny czas nie ma znaczenia. Otóż pewnego dnia miałem poważny wypadek samochodowy. Może nie czas i miejsce opisywać co się stało....ale podsumowując nie miałem realnie większych szans z niego wyjść bez szwanku a nawet była realna możliwość zakończenia tej karnacji na Ziemi. Ludzie ogladajacy auto zadawali sobie pytanie głośno czy 'ktoś przeżył?' - wiem bo stalem tuz obok nich i slyszalem to. A stalem bo....wydostałem się z auta bez większych problemów - wręcz gładko. Malo tego! - NIC MI SIE NIE STALO! - dosłownie NIC! No może nie licząc drobnego zadrapania na dloni od rozbitego szkła szyberdachu. Ale poza tym nic...robili mi badania USG RTG i NIC...zero uszczerbku...poza bólem niewielkim kilka dni po efekcie zblokowania pasów bezpieczeństwa w czasie kraksy.

I teraz co z tego wynikło...czemu o tym pisze.

Od tego momentu zaczęło chodzić za mną dziwne i silne uczucie ze to nie był mój czas...ze mam do wykonania cos bardzo ważnego w swoim życiu na Ziemi...i ze dotyczy to większej liczby osób…(nie wiem czy 5 czy 20 czy 2mln - ale czuje ze chodzi o jakąś liczbę innych ludzi).

I nie idzie tu o to ze czuje się lepszy od innych, wybrany etc. Bo tak nie jest. Jestem 'zwykły'....jedynie niezwykle jest to silne uczucie które jest we mnie i wraca co jakiś czas do mojej głowy i myśli z dużą siłą.

I tak np. wróciło teraz podczas czytania Waszego artykułu: "OBCE ISTOTY Z INNYCH PLANET PRZYBYWAJĄ NA ZIEMIĘ NIE TYLKO W POJAZDACH UFO, ALE TAKŻE W… LUDZKICH CIAŁACH" oraz "10 punktów!"...

Pytanie teraz mam do Was bo macie ogromna wiedze i doświadczenia w tych sprawach...….

Jak mam sprawdzić? zweryfikować o co chodzi w tym przeczuciu? czy jest prawdziwe czy tylko mi się wydaje lub ubzdurało? Jak zrozumieć co mam za "misje" jeśli takowa faktycznie została mi powierzona w chwili narodzin/wybrania planu na życie?

PS. Dodam ze wierze a wręcz jestem przekonany co do tego wszystkiego co piszecie. 10 punktów jest dla mnie jak cos co od zawsze wiem i czuje. Nie mam do tego żadnych wątpliwości.

Pozdrawiam serdecznie
Róbcie to co robicie nadal...z większa jeszcze siłą i zaangażowaniem no i z efektami - tak by więcej ludzi zrozumiało powagę Waszych tekstów, słów, tez i tego co dzieje się teraz na Ziemi.

[dane do wiad. FN]



Dziękujemy za wszystkie wiadomości i ciepłe słowa, które nadają sens naszej pracy. Odpowiadając na pytanie czytelnika – sprawy związane z przyszłością i przeznaczeniem są celowo zakryte przed naszymi oczami. Być może jasnowidz byłby w stanie przedrzeć się przez tę kurtynę tajemnicy, ale tego typu operacja jest poza zasięgiem załogi okrętu Nautilus.



zwiń tekst



I WTEDY CAŁE NIEBO STAŁO SIĘ CZARNE...
Wt, 8 gru 2020 16:02 komentarze: 5 czytany: 2909x

[...] Witam FN, Pierwszy raz w życiu piszę list i do od razu do FN, ale tak bardzo jestem zaszokowany snem, jaki miałem tydzień temu. Pamiętam dosłownie każdy element tego snu, a dodam, że raczej sny miewam banalne i szybko je zapominam, jeśli w ogóle. Ale do rzeczy. Sen miałem nad ranem, bo pamiętam, że się obudziłem, poszedłem do łazienki, wróciłem i wtedy miałem ten sen. Śniło mi się, że jestem.......

czytaj dalej

[...] Witam FN, Pierwszy raz w życiu piszę list i do od razu do FN, ale tak bardzo jestem zaszokowany snem, jaki miałem tydzień temu. Pamiętam dosłownie każdy element tego snu, a dodam, że raczej sny miewam banalne i szybko je zapominam, jeśli w ogóle. Ale do rzeczy.
Sen miałem nad ranem, bo pamiętam, że się obudziłem, poszedłem do łazienki, wróciłem i wtedy miałem ten sen. Śniło mi się, że jestem w moim mieście, które jest zupełnie puste. Nie ma nikogo, żadnych ludzi, zwierząt, nic. Próbowałem znaleźć drogę do domu, ale tylko cały czas kręciłem się wokół rynku. I wtedy zobaczyłem, że połowa nieba stała się ciemna, a potem ta ciemność zaczęła obejmować wszystko. Wiedziałem, że to oznacza śmierć i cierpienie. Próbowałem uciec przed ta ciemnością, ale nie byłem w stanie. Kiedy wreszcie całe niebo stało się czarne nagle zorientowałem się, że jednak w takim półmroku widzę moje ręce, które spływały krwią. Upadłem na kolana i zacząłem błagać boga o litość. I się obudziłem dosłownie zlany potem. Powiedziałem o tym śnie mojej siostrze, ale ona to zbagatelizowała i zrzuciła na to, że wszyscy mamy stres przez koronawirusa. Ja jednak uważam, że to było coś więcej. Możecie ten sen opublikować, możecie go zachować dla siebie. Ja w każdym razie czułem, że musiałem jeszcze komuś to przekazać i FN wydała mi się najlepszym adresem.
Dziękuję.
[dane do wiad. FN]




[XXI PIĘTRO] Witajcie!
Ostatnio czytając z ciekawości różne przepowiednie na najbliższy czas trzykrotnie trafiłam na niemal identyczna kwestie poruszana kolejno przez Ojca Pio, Aloisa Irlmaiera, a niedawno również p. Jackowskiego. Dotyczy ona użycia w niedalekiej przyszłości broni (jeszcze nam nieznanej), najprawdopodobnie biologicznej, czy jakiegoś rodzaju gazu o niezwykłej sile, po której to uzyciu nie będzie można wychodzić, jej śmiertelność będzie niesamowicie ogromna. Przerazajace wizje trzech różnych osób, tak do siebie podobne, że może mówią o tym samym? Nie natrafiłam tu dotąd na ten temat, ale może juz tez zwrociliscie na to uwagę. Przytaczam wypowiedzi ww:
Krzysztof Jackowski mówił, że "ludzie będą bali się oddychac" i (o ile dobrze pamiętam) o użyciu przez agresorow gazu, przez który nie będziemy mogli wychodzić z domów.



Alois Ilmaier:
W czasie wojny nastąpi ciemność, która potrwa siedemdziesiąt dwie godziny. Podczas dnia będzie ciemno. Spadnie grad, będą strzelały błyskawice i grzmoty, trzęsienie ziemi wprawi w drgania naszą planetę. Proszę: nie wychodźcie z domu w tym czasie, oświetlajcie domy tylko świecami. Kto będzie wdychał pył na zewnątrz, dostanie skurczu i umrze. Zaciemnijcie okna i nie otwierajcie ich. Woda i żywność, która nie będzie szczelnie zamknięta, zostanie zatruta, również ta przechowywana w szklanych naczyniach.




Ojciec Pio:
Jezus powiedział]: Dobrze pozamykajcie i uszczelnijcie okna. Nie wyglądajcie na zewnątrz. Zapalcie poświęconą świecę, która wystarczy na wiele dni. Odmawiajcie modlitwy różańcowe i czytajcie duchowe książki. Przyjmujcie Duchową Komunię, a także rozpowszechniajcie uczynki miłości, które są nam tak potrzebne. Módlcie się z wyciągniętymi rękami lub padając na twarz, aby uratować wiele dusz. Nie wolno w tym czasie wychodzić na zewnątrz.
Pozdrawiam! Wierna czytelniczka.

Od: A.





zwiń tekst



Rodzinne spotkanie
Czw, 3 gru 2020 15:42 komentarze: 1 czytany: 3213x

Około 25 lat temu byłem w starym krakowskim mieszkaniu u moich dziadków na urodzinowej imprezie rodzinnej. Oprócz dziadków byłem ja, moja mama i jeszcze kilka osób z bliskiej rodziny. Razem o ile pamiętam 8 osób.Wszyscy siedzieli przy owalnym stole w niewielkim salonie, zajęci rozmową. Z tego pokoju były drzwi na przedpokój całe przeszklone matowym szkłem. W przedpokoju panował półmrok. Ja siedziałem.......

czytaj dalej

Około 25 lat temu byłem w starym krakowskim mieszkaniu u moich dziadków na urodzinowej imprezie rodzinnej. Oprócz dziadków byłem ja, moja mama i jeszcze kilka osób z bliskiej rodziny. Razem o ile pamiętam 8 osób.
Wszyscy siedzieli przy owalnym stole w niewielkim salonie, zajęci rozmową. Z tego pokoju były drzwi na przedpokój całe przeszklone matowym szkłem. W przedpokoju panował półmrok. Ja siedziałem przy stole obok mamy na wprost tych drzwi, w odległości może 3 metrów.

W pewnym momencie zobaczyłem po drugiej stronie tych drzwi wyraźny zarys postaci, która zbliżyła się do szyby, zamarła w bezruchu, a następnie bardzo wyraźnie poruszyła klamką - jakby chciała wejść do salonu. Następnie postać przesunęła się poza obrys drzwi.

Dobrze pamiętam, że w tym momencie to co zobaczyłem nie zdziwiło mnie specjalnie, podświadomie myślałem że ktoś z pokoju wyszedł i jest po tamtej stronie drzwi. Jednak spojrzałem na moją mamę i zobaczyłem jej przerażone oczy - tak ona widziała dokładnie to samo, a wszyscy od dłuższej chwili byli w pokoju, nikogo nie brakowało. Z obecnych postać za drzwiami widział także mój wujek. Pierwsza i najbardziej sensowna myśl to ...złodziej. Rzuciłem się na przedpokój, ale tam nie było nikogo, także w pozostałych pomieszczeniach nikogo nie było. Po analizie sytuacji razem z wujem doszliśmy do wniosku, że nikt do mieszkania nie mógł wejść, nie było takiej możliwości..wszystkie, podwójne okna były dokładnie pozamykane, drzwi wejściowe do mieszkania były zamknięte na żelazną wewnętrzną zasuwę.

Największy, wręcz stoicki spokój w całej tej sytuacji zachowała moja babcia. - Wiesz to stare mieszkanie..tu zmarło już kilka osób...wiesz ja tu już różne rzeczy widziałam..mnie to nie dziwi - tyle komentarza z jej strony.
Taka sobie dziwna historia..

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



UFO: tajemniczy głos nad rzeką powiedział słowo 'woda!' i… wtedy obie zobaczyły ten dysk
Czw, 26 lis 2020 03:40 komentarze: 1 czytany: 3517x

[...] Dzień Dobry, Postanowiłem opisać Państwu historię, którą opowiedziała mi moja nieżyjąca niestety już dziś babcia, ale zaręczam, że wydarzyła się naprawdę. To była osoba, która nigdy by nie pozwoliła sobie na żarty, więc wiem, że mówiła prawdę. Historia ma związek ze zjawiskiem, którym zajmuje się Fundacja Nautilus, czyli UFO. Było to w roku 1953, kiedy moja babcia wraz ze swoją siostrą spędzały.......

czytaj dalej

[...] Dzień Dobry, Postanowiłem opisać Państwu historię, którą opowiedziała mi moja nieżyjąca niestety już dziś babcia, ale zaręczam, że wydarzyła się naprawdę. To była osoba, która nigdy by nie pozwoliła sobie na żarty, więc wiem, że mówiła prawdę. Historia ma związek ze zjawiskiem, którym zajmuje się Fundacja Nautilus, czyli UFO. Było to w roku 1953, kiedy moja babcia wraz ze swoją siostrą spędzały lato w domu rodziców w malej wsi pod Bytomiem. Był lipiec, bardzo upalna noc. Babcia miała wtedy 15 lat, a jej siostra była o dwa lata młodsza. Według jej relacji postanowiły tego wieczoru jeszcze wybrać się na mały spacer nad rzekę, gdzie często zbierała się miejscowa młodzież. Babcia mówiła, ze była godzina 22.00 lub coś koło tego. Okazało się, że nad rzekę nie ma nikogo, więc ruszyły z powrotem do domu. I nagle obie usłyszały głos, który powiedział jedno słowo:

- Woda!

Był męski, bardzo silny. Babcia mówiła, że była pewna, że był to żart jej kolegi, gdyż głos powiedział słowo woda w sposób, jakby się śmiał. Obie siostry spojrzały w stronę rzeki i w tej samej sekundzie zobaczyły, że na wysokości ok. 2-3 metrów nad taflą wody w rzece pojawił się obiekt w kształcie dysku o średnicy tak jak opisywała babcia dawnego autobusu typu Jelcz, wiec ok. 10 metrów.

Wokół dysku widać było czerwonawą poświatę, a babcia z siostrą czuły coś bardzo dziwnego, bo wibrujące powietrze, które falami do nich docierało i czuć je było wyraźnie na twarzy, ale także na całym ciele przez ubrania. Obie stały jak urzeczone i w ogóle tego czegoś się nie bały. To były czasy, kiedy nikt nie słyszał o zjawisku UFO czy latających spodkach, więc tym bardziej ta relacja jest cenna. Obiekt stał w tym miejscu ok. minuty, po czym nagle zaczął się wznosić pionowo do góry i nabrał takiej prędkości, że babcia nawet nie miała słów, aby opisać tę prędkość. Zniknął w oka mgnieniu w ciemnym niebie. Obie wróciły do domu i umówiły się, że nie będą opowiadać o tym rodzicom. Jakież było ich zdziwienie, kiedy w domu czekała ich awantura, bo nie było ich trzy godziny i rodzice bardzo się martwili, że coś im się stało. I babcia i jej siostra były przekonane, że cały spacer nad rzekę i powrót do domu zajęły nie więcej niż 15 minut. Nigdy nie potrafiła zrozumieć, jak to możliwe, że ten obiekt sprawił, że tak wydłużył się czas. Pomyślałem sobie, że zainteresuje FN ta historia. Moje namiary załączam, potwierdzić tę historię może moja mama, bo babcia i jej siostra opowiadały tę historię tyle razy, że zna ja cała moja rodzina.
Dziękuję za przeczytanie mojej relacji. Możecie z nią zrobić co chcecie, ja zaręczam, że jest prawdziwa.
[dane do wiad. FN]





Dziękujemy za wszystkie historie, które trafiają do naszego działy XXI PIETRO – Twoja Historia. Poniżej jeszcze kilka najnowszych zgłoszeń, które trafiły do działu RELACJE serwisu FN www.emilcin.com

https://www.emilcin.com/relacje,621,23112020-ufonad-bialoleka.html


Witam, 23.11.2020 nad Białołęką na wysokości osiedla Regaty był widoczny bardzo duży obiekt tuż nad chmurami. Obiekt widziała moja partnerka oraz jeszcze jeden sąsiad podczas spaceru z psami.Jak na razie odnalazłem jeszcze jedną osobę która widziała ten obiekt 15 min później już szybko lecący. Wstępnie oceniamy że obiekt mógł mieć kilkaset metrów długości. Był bardzo duży Proszę popytajcie czy ktoś na Białołęce 23.11.2020 koło godziny 23.15 czegoś nie widział.

[dane do wiad. FN]

 

From:[...]
Sent: Saturday, November 21, 2020 9:01 AM
To: nautilus <nautilus@nautilus.org.pl>
Subject: Czyżby UFO?

Zamość, 20 listopada, godzina 16.48. Zapada zmierzch. Filmujemy Księżyc w mrocznej scenerii zanikających chmur. Nagle, w lewym górnym rogu kadru pojawia się dziwny obiekt. Leci do  góry z niezwykłą prędkością. Świetlista kula pulsuje i po kilku sekundach znika nad Księżycem. Zobaczmy:

https://youtu.be/9Iq1MfFCi9o

Pozdrawiam serdecznie
autor

 

Witam Fundację :)
Jakiś czas temu, trafiłam na kanał Franko Tv, na YouTube.
Bardzo odważny człowiek jak dla mnie, nagrywa filmiki na cmentarzach, w starych budynkach... itp.
Ostatnio odwiedził Area 51.
Polecam ten filmik, w szczególności od 23 min.
Pozdrawiam
Załogantka Monika :)


 

Witam! Wypatrzyłem właśnie obiekt poruszający się nad lustrem wody na filmie z krokodylem i rekinem. Wygląda jak biała pulsująca kula światła i jest widoczny od 15 sekundy filmu.
https://wideo.wp.pl/krokodyl-kontra-zarlacz-zobacz-wynik-spotkania-6579348853483649v
A jeszcze na samym początku tego filmu też widoczna jest taka biała kula, z tym że porusza się dużo szybciej.

From: [...]
Sent: Wednesday, November 25, 2020 12:15 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Re: ISS(?)
 
Ok nagranie znajduje się już na YouTube. Wcześniej nie mogłem wysłać na YT z przyczyn technicznych.
 
https://youtu.be/-L7nCJPaJ7Y

Obserwacja w Kędzierzynie-Koźlu, woj. Opolskie. Rynek.

Data obserwacji:
24.11.2020 godz. 16:38:40



zwiń tekst



ANIOŁ STRÓŻ
Wt, 24 lis 2020 22:06 komentarze: 1 czytany: 2590x

Dzień dobry, uprzednio wspomniałem, że w moim życiu zdarzyło się trochę dziwnych historii. Na razie opisałem dwie z nich.  Może Państwa zainteresują, może potwierdzą przypuszczenia... Tak, czy inaczej są prawdziwe i to jest najważniejsze.Proszę o to, by moje dane zachować do wiadomości redakcji.Pozdrawiam! Anioł Stróż? To zdarzyło się, gdy miałem może 17 lat. Wracałem od mojej ówczesnej dziewczyny.......

czytaj dalej

Dzień dobry, uprzednio wspomniałem, że w moim życiu zdarzyło się trochę dziwnych historii. Na razie opisałem dwie z nich.  Może Państwa zainteresują, może potwierdzą przypuszczenia... Tak, czy inaczej są prawdziwe i to jest najważniejsze.
Proszę o to, by moje dane zachować do wiadomości redakcji.
Pozdrawiam!




Anioł Stróż?

To zdarzyło się, gdy miałem może 17 lat. Wracałem od mojej ówczesnej dziewczyny, która mieszkała na sąsiedniej dzielnicy. Było jakoś przed północą. Nasze dzielnice oddzielała ruchliwa ulica, ale żeby do niej dotrzeć trzeba było przejść słabo oświetlonymi uliczkami. Gdy wyszedłem zza rogu jednej z nich zobaczyłem, że naprzeciwko mnie (może dwadzieścia metrów przed mną) stoi grupa jakichś 5, 6 łysych kolesi. Klasyczni dresiarze. Zauważyli mnie od razu, wymienili kilka zdań i zaczęli rechotać. Nie mogłem się cofnąć, bo wiedziałem, że to ich sprowokuje. Rozejrzałem się wokół, ale nie było żywego ducha. Zwolniłem kroku, jednak wiedziałem, że i tak idę na zderzenie czołowe. Pamiętam, że stali naprzeciwko mnie z szeroko rozstawionymi nogami, głowami opuszczonymi nisko. Ich intencje były aż nader jasne.
I wtedy zdarzyło się coś dziwnego.
Gdyby byłem mniej więcej dziesięć metrów przed nimi, z bocznej uliczki wyszedł jakiś wielki kształt. Spojrzałem kątem oka i zobaczyłem, że to pies. Pamiętam, że sapał głośno. Wtedy pomyślałem sobie – „No ładnie, jak oni mnie nie pobiją, to pogryzie mnie ten olbrzym”. Czekałem aż się na mnie rzuci, ale tak się nie stało. Pies zrównał się ze mną krokiem i człapał majestatycznie. Szliśmy niczym pan i jego właściciel. Dresiarze wyraźnie stracili rezon. Patrzyli na to na mnie, to na psa. W końcu rozstąpili się, a ja nie oglądając się za siebie przeszedłem dalej. Wtedy odważyłem się przyjrzeć mojemu towarzyszowi. A była to niezła bestia. Jak później sprawdziłem wyglądem przypominał Mastifa Hiszpańskiego. Tymczasem przede mną zamajaczyła już ruchliwa ulica i przystanek tramwajowy. Na horyzoncie zobaczyłem kilkoro ludzi. Byłem bezpieczny. Pies przeszedł ze mną jeszcze parę metrów, po czym jakby nigdy nic skręcił w boczną uliczkę, idąc tym samym majestatycznym krokiem. Po chwili zniknął w ciemności…
Od tego czasu często zastanawiam się, czy to mógł być mój Anioł Stróż.

UFO

To działo się, gdy miałem może 14 lat. Okno mojego mieszkania w bloku wychodziło na park. Za parkiem była rzeka, a po drugiej stronie rzeki, hen daleko - cmentarz. W letnie noce, gdy nie mogłem zasnąć patrzyłem sobie przez okno, oparty o parapet. I właśnie wtedy dwa może trzy razy zobaczyłem na niebie (od strony rzeki) dziwne, jasne punkty. Było ich zawsze kilka. Mniej więcej pięć lub sześć. Najpierw były tak malutkie, że można było je pomylić z gwiazdami. Potem jednak rosły nieco i zaczynały poruszać się w dynamiczny sposób. Na przykład robiąc zygzaki, albo przesuwając się w szybkim tempie z góry w dół i odwrotnie. Po jakichś trzydziestu sekundach znikały nagle (jakby przyśpieszyły i odleciały). W tamtych czasach nie było telefonu z możliwością nagrywania, więc nie mogłem tego utrwalić. Zresztą szczerze mówiąc nie chciałem przepuścić ani chwili tego spektaklu. Minęło wiele lat i już nigdy potem czegoś takiego nie widziałem. Nie dbam o to, czy ktoś mi wierzy, czy nie. Wiem co widziałem. A piszę po to, żeby dać świadectwo prawdzie.

/dziękujemy za wszystkie opisy przeżyć z własnego życia, które trafiają do naszego działu XXI PIĘTRO i do Archiwum FN/



zwiń tekst



MOJA DZIWNA WIZJA - 20.XI. 2020 godzina 6-7 rano.
Sob, 21 lis 2020 08:32 komentarze: 5 czytany: 3797x

[...] Szanowni Państwo, Jestem starszym człowiekiem, 67 lat na emeryturze, nie mam skłonności do konfabulacji i twardo stąpam po ziemi. Ukończyłem  studia ścisłe. Czytam z zainteresowaniem artykuły na stronie Messing i Nautilus i sam byłem świadkiem niektórych dziwnych wydarzeń związanych z bliskimi mi osobami. Posiadam kolekcję zdjęć Orbs wykonanych przez moja córkę, posiadam również zdjęcie.......

czytaj dalej

[...] Szanowni Państwo, Jestem starszym człowiekiem, 67 lat na emeryturze, nie mam skłonności do konfabulacji i twardo stąpam po ziemi. Ukończyłem  studia ścisłe. Czytam z zainteresowaniem artykuły na stronie Messing i Nautilus i sam byłem świadkiem niektórych dziwnych wydarzeń związanych z bliskimi mi osobami. Posiadam kolekcję zdjęć Orbs wykonanych przez moja córkę, posiadam również zdjęcie wykonane moim aparatem w podziemiach Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego na którym znajduję się w otoczeniu licznych obiektów ORBS. Wysłałem je to Nautilusa i potwierdzono jego autentyczność.

Ale nie o tym chciałem tu napisać. Dzisiaj 20 listopada 2020 obudziłem się o godzinie 5:35, ze względu na wczesną porę jeszcze  nie wstawałem. Planowałem zajęcia na dzisiejszy dzień.

Nagle jakiś przebłysk, słowa "Chorąży pokoju" tak nazywano zmarłego przed ponad 60-ma laty Józefa Stalina. Zupełnie nie myślałem o nim ani o sprawach związanych z minioną historią.
Następnie pojawiła się, jak mawia pan Krzysztof Jackowski, wizja ...

Opisałem ją w załączonym pliku.

Mam prośbę, nie mam kontaktu z panem Jackowskim, a byłbym bardzo ciekawy co zobaczyłby używając słowa "wyzwalacza" CHORĄŻY POKOJU.

Proponuję aby ewentualnie plik tekstowy pokazać panu Jackowskiemu po jego wizji, aby niczego nie sugerować.

 


/poniżej tekst z pliku dołączonego przez czytelnika do wiadomości/

Wizja z 20.XI. 2020 godzina 6-7 rano.

Może wszystko mi się śniło, chociaż przysiągł bym, że nie spałem.

Po przebłysku słów Chorąży Pokoju, zobaczyłem sceny jak z czarno białego filmu niemego. Wszystko działo się bezgłośnie.

Widziałem sceny jakby okiem kamery dokonującej zbliżeń i ujęcia panoramy.
Przejeżdżała kolumna wojska.
Były to współczesne transportery opancerzone poruszające się z lewej na prawą stronę, może to sugerować kierunek na wschód, ale niekoniecznie.

Dziwnym było to, że były to wojska międzynarodowe. Na czele oddziały Federacji Rosyjskiej, jakieś inne nacje. Zobaczyłem polskie oddziały kawalerii pancernej czy jednostki specjalne. Tu przeszła mi taka myśl, że znaleźliśmy się w doborowym towarzystwie, był to myśl połączona z sarkazmem.
Następnie również na transporterach (??) niemieccy spadochroniarze. Kim są przejeżdżające oddziały dowiadywałem się niejako podświadomie, ot wiedziałem, że teraz np. jadą Niemcy.

To była ogromna ilość wojska, kolumna ciągnęła się od horyzontu z lewej strony aż po horyzont z prawej strony. Miałem świadomość, że jest to tylko fragment jakiejś gigantycznej kolumny.

Nie wiedziałem dokąd jadą i w jakim celu. Nie odbywały się żadne walki, spokojny przejazd jak podczas defilady. Wszystko to jakieś dziwne.

Następnie przebitka jak na filmie obraz strony jakby z Wikipedii, ze zdjęciem polskiego dowódcy, nazwiska nie zapamiętałem, zaczynało się chyba na K.

Wstałem i na świeżo postarałem się to opisać.
Mam nadzieję, że nie mam jakichś halucynacji.

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Obserwowałem "przelot" obiektu (?) o niewidocznym dla mnie kształcie ale wyraźnym rzędzie pięciu prostokątnych "okien/wizjerów"...
Wt, 17 lis 2020 09:05 komentarze: 2 czytany: 2291x

[...] Bez wchodzenia w szczegóły - chcę wiedzieć czy moja obserwacja, znana tylko mi i moim najbliższym, w dniu 9 lutego 1984 roku, w jednej ze wsi północnego Mazowsza, znajduje potwierdzenie w relacjach innych obserwatorów. W tym dniu, między 16 a 17 obserwowałem "przelot" obiektu (?) o niewidocznym dla mnie kształcie ale wyraźnym rzędzie pięciu prostokątnych "okien/wizjerów". Szarych w stosunku .......

czytaj dalej

[...] Bez wchodzenia w szczegóły - chcę wiedzieć czy moja obserwacja, znana tylko mi i moim najbliższym, w dniu 9 lutego 1984 roku, w jednej ze wsi północnego Mazowsza, znajduje potwierdzenie w relacjach innych obserwatorów. W tym dniu, między 16 a 17 obserwowałem "przelot" obiektu (?) o niewidocznym dla mnie kształcie ale wyraźnym rzędzie pięciu prostokątnych "okien/wizjerów".

Szarych w stosunku do otaczającej je ciemności nieba. "Okna" te prostokątne (dłuższy był bok pionowy) zapamiętałem jak posiadające zaokrąglone lekko rogi. Odległości między "oknami" były niewielkie ale jednakowe. Obiekt w mojej ocenie kończyła krawędź niewidoczna ale wyraźnie stanowiąca skokowe przejście z czerni do słabej poświaty "strumienia gazów(?)".

Obserwowany obiekt (dla mnie stojącego twarzą w kierunku południowym) przemieszczał się stosunkowo powoli, bezgłośnie, mam wrażenie że na stos. niewielkiej wysokości, z zachodu na wschód. Mam nadzieję, że to co piszę pozwoli potwierdzić czyjąś obserwację. Pozdrawiam.

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Przez chwilę zamarłem, w głowie niczym strzała przebiegła myśl, ze siostra nie żyje i odruchowo spojrzałem na zegarek i była 9:38.
Śr, 11 lis 2020 20:13 komentarze: 5 czytany: 2976x

[...] Dzień dobry,Piszę do was jako wieloletni czytelnik i na wstępie pozdrawiam wszystkich załogantów. Czytam was od ponad 10 lat i zacząłem wchodzić na waszą stronę mając 13 lat (pamiętam jeszcze starą stronę :) ). Nie bez powodu trafiłem do was, a już tłumaczę dlaczego. Odkąd tylko żyje ciągle słyszę o różnych rodzinnych dziwnych niewytłumaczalnych historiach i o nie których dzisiaj napiszę. Zagłębiając.......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry,

Piszę do was jako wieloletni czytelnik i na wstępie pozdrawiam wszystkich załogantów. Czytam was od ponad 10 lat i zacząłem wchodzić na waszą stronę mając 13 lat (pamiętam jeszcze starą stronę :) ). Nie bez powodu trafiłem do was, a już tłumaczę dlaczego. Odkąd tylko żyje ciągle słyszę o różnych rodzinnych dziwnych niewytłumaczalnych historiach i o nie których dzisiaj napiszę. Zagłębiając się wtedy w te "dziwne i niewytłumaczalne tematy" majac te 13 lat trafiłem na wasza stronę.

Przechodząc do rzeczy na wstępie chciałbym opisać zdarzenie, które miało miejsce w dniu śmierci brata mojej mamy. Brat tego feralnego dnia wracał z wojska i wszyscy czekali za nim w domu. Brat mamy wiedział, ze ma iść do domu cioci, gdyż wszyscy czekali tam z przyjęciem. Całe to przyjęcie to ogólnie przedsięwzięcie cioci, wiec zaprosiła wszystkich do siebie. Z opowieści wiem, że gdy wszyscy czekali przy stole nagle słychać było ciężkie wojskowe buty. Ciocia mieszkała na pierwszym pietrze kamienicy, więc trzeba było wejść po schodach, byli pewni, ze idzie brat i wyczekiwali dzwonka do drzwi. Po chwili odgłos zanikł i w przedpokoju rozległ się wielki hałas. Ciocia trzymała tam kanarka w klatce i metalowa klatka spadła na podłogę i była cala powyginana, a ptaszkowi nie stało się nic.

Był poza klatką i hasał po meblach w przedpokoju, ciocia miała w zwyczaju go wypuszczać. Nikt nie rozumiał co sie właściwie stało, ponieważ zwykły upadek takiej klatki z wysokości ok. 1,5 metra mógł spowodować wgniecenie w jednym miejscu, a nie doprowadzić klatkę do takiego stanu, jakby przejechało po niej auto. Kilkanaście minut po tym zdarzeniu odwiedziła ich policja przekazując, że brat zginął na miejscu w wypadku samochodowym.

Druga historia również tragiczna miała związek bezpośrednio ze mną i moją zmarłą już siostrą. Zginęła w szpitalu po 5 dniach walki po skutkach wypadku samochodowego. Ogólnie ta tragedia w rodzinie mojej mamy przydarza się raz na pokolenie jak w jakiejś pętli i ofiarami są zawsze młodzi ludzie. Brat mamy miał 20 lat, a siostra 17. Jeszcze wcześniej również w wypadku zmarł brat mojej babci w wieku 21 lat. W momencie, kiedy moja siostra odeszła była specyficzna pogoda, która w jakimś stopniu od zawsze u mnie powoduje niepokój, a mianowicie padał deszcze, a jednocześnie świeciło słońce. Byłem wtedy w samochodzie i miałem wychodzić i w momencie wychodzenia zorientowałem się jaka jest pogoda. Jeszce chwile wcześniej było po prostu pochmurno, miałem wrażenie, ze zaczęło padać w momencie, kiedy wychodziłem z auta.

Przez chwilę zamarłem, w głowie niczym strzała przebiegła myśl, ze siostra nie żyje i odruchowo spojrzałem na zegarek i była 9:38. Otrząsłem się z tej strasznej myśli i wróciłem do swojego zajęcia. Jak się później okazało taka godzina widniała na akcie zgonu mojej siostry. Kolejny przypadek miał związek z nagłą gęstą mgłą, która pojawiła się w czasie, kiedy nikt sie jej nie spodziewał. Tuta znowu było zdarzenie, którego dotknęło moją mame i babcie i to własnie z jej opowieści o tym się dowiedziałem. Będąc w odwiedzinach u kuzynki na wsi tradycją latem był spacer nad staw, który znajdował się w lesie. Trzeba było przejść ok. kilometra leśną ścieżka, by dojść we właściwe miejsce. Ścieżka była szeroka i prosta, więc nikt nigdy nie miał problemów z dotarciem na miejsce. Po wejściu w las szło się dosłownie cały czas prosto, bez żadnych skrętów. Na miejscu była polana i kawałek dalej staw. Pewnego jednak razu nastąpiło coś dziwnego.

Podczas bezchmurnego nieba nagle w okół stawu pojawiła się mgła i co ciekawe ścieżka zniknęła! Nie było właściwie żadnej możliwości powrotu, gdyż w miejscu, gdzie była jedyna ścieżka zwyczajnie były gęste krzaki, przez którego ciężko było przejść. W momencie zdarzenia nikt się tym nie przejmował, jakby to było normalne, choć pierwsza myśl była taka, ze trzeba wracać. Taka myśl była przez chwilę, wszyscy wiedzieli, że jedyna ścieżka zniknęła, ale każdy wrócił do pływania i zabaw w wodzie. Dopiero po wyjściu z lasu i będąc na ścieżce do domu dotarło do nich co właściwie się wydarzyło. Takie dziwne zdarzenie z mgłą trwało może ok. 30 minut i wszystko wróciło do normy. Mgła ustąpiła i wróciło bezchmurne niebo. Nie było tutaj również zjawiska dylatacji czasu, więc 30 minut była faktycznie takim czasem.

Ostatnia rzecz, o której chciałem napisać to moje poczucie oczekiwania na czas, w którym wszyscy będą pilnie monitorować wydarzenia na świecie. Że wszyscy, nawet ci, którzy nie interesują się tym co dzieje się w okół nas będą patrzeć z zainteresowaniem na wiadomości w TV, sprawdzac w internecie czy czytać gazety. Odkąd tylko pamiętam, grubo przed tym, kiedy dowiedziałem się o zjawiskach paranormalnych i poznałem wasz portal (to uczucie mam gdzieś od ok. 9-10 roku życia) miałem dziwne poczucie, że nadejdzie taki czas, w którym ludzie będą pilnie oczekiwać nowych wiadomości, że to co będzie się dziać będzie ważne, choć tak na prawdę nie wiem co to oznacza nawet w tej chwili. Miałem, a właściwie nadal mam jedynie poczucie zmiany, że w ludziach lub z ludźmi na stałe coś się zmieni.

Przez całe życie myślałem, ze to tylko mój wymysł jako głupiego małolata, ze coś sobie ubzdurałem, nawet prawie o tym zapomniałem, ale skojarzyłem sobie to z tym co teraz się dzieje na świecie Jak ludzie oczekują nowych informacji o covidzie. Jak ludzie czekają na konferencje premiera dotyczącej pandemii czy oczekują nowych informacji co do np.obostrzeń albo jak zaraza rozwija się w innych krajach itd. Nigdy wcześniej odkąd miałem to poczucie nie działo się na świecie tak jak teraz. Równocześnie miałem inne poczucie, ze równo z tym moze być jakaś wojna i będe w okopie lub bunkrze. Gdy na świecie wybuchała jakaś wojna lub były jakieś zdarzenia militarne często dyskutowaliśmy o tym w szkole. Ja czasem mówiłem pół żartem pół serio do swoich rówieśników, że będą takie wakacje, które spędzimy w bunkrach lub okopach. No, ale oby to nie nastąpiło i oby to zostało tylko żartem :). To tyle choć mógłbym jeszcze wstawić kilka historii. Jeszcze raz pozdrawiam,

[dane do wiad. FN - opis trafił na pokład okrętu Nautilus 10 listopada 2020]




zwiń tekst



SEN O ASTEROIDZIE, A TAKŻE 'MOJA WIZJA 136 ROKU... TRZECIEJ ERY'
Nie, 8 lis 2020 07:39 komentarze: 7 czytany: 3689x

[...] Podczas stanu letargu (09.01.2006 r.), przeniosłem się w przyszłość i spotkałem mężczyznę imieniem Gregor, który pozwolił wstąpić mojej duszy w swoje ciało, abym mógł doświadczyć realnie jego świata. Nie wiem, jaki to był kontynent i w jakim języku rozmawiałem, ale ludzie których spotkałem byli biali, a przyroda podobna do środkowoeuropejskiej.Pierwszą osobą, którą spotkałem posługując się ciałem.......

czytaj dalej

[...] Podczas stanu letargu (09.01.2006 r.), przeniosłem się w przyszłość i spotkałem mężczyznę imieniem Gregor, który pozwolił wstąpić mojej duszy w swoje ciało, abym mógł doświadczyć realnie jego świata. Nie wiem, jaki to był kontynent i w jakim języku rozmawiałem, ale ludzie których spotkałem byli biali, a przyroda podobna do środkowoeuropejskiej.

Pierwszą osobą, którą spotkałem posługując się ciałem Gregora, była jego matka, która krzątała się w kuchni. Na ścianach widziałem kafelki, ale widać biedna to była rodzina, lub trudno było w tych czasach zdobyć ów budulec, ponieważ miały różne, kłócące się ze sobą wzory i kolory. Tak, jakby kupili resztki produkcji. Widać też było, że starano się je ułożyć w jakieś konkretne wzory, naprzemiennie, ale nie wyglądało to estetycznie. Szafki z półkami zawieszone były dosyć wysoko i trudno było mi je dosięgnąć. Matka Gregora poprosiła mnie, bym naprawił jej cieknący kran, ale wyjaśniłem, że jestem w tej epoce na chwilę i przedstawiłem się jej z imienia i nazwiska. Nie była zaskoczona, że jestem w Gregorze, jakby była do tego przyzwyczajona.

Kobieta zasugerowała, abym nie marnował czasu i zrobił wycieczkę, a sama zamierzała wyjść z obszernej kuchni. Zanim wyszła, zadałem jej kilka pytań:

Który jest teraz rok?

136.

Odpowiedź mnie zaskoczyła i domyślając się, że mam do czynienia ze zmianą liczenia lat, zapytałem:

A jaki był ostatni dzień poprzedniej ery?

25 września 2039 roku (nie zapamiętałem dokładnie dnia miesiąca, ale chodzi o przedział dni 23-29 września – przypis autora).

I co się wtedy stało?

Meteor uderzył w Yellowstone – odrzekła z niezrozumiałym dla mnie smutkiem, bo przecież nie mogła doświadczyć katastrofy na własnej skórze.

Ja żyję w roku 2006.

Następnie wyszedłem z kuchni. Budynek okazał się obszernym, skromnym, ale o sporym metrażu, domem jednorodzinnym. Jego konstrukcja była prosta, bez zbędnych ozdobników. Dom znajdował się na środku pustego, obszernego trawnika. Zdziwiło mnie, że obok domu nie było żadnych kwiatów ani krzaków. Nie wiem, z czego to mogło wynikać – może oszczędzano wodę? Teren domostwa ogradzał wysoki na 2-3 metry płot z płyt betonowych lub z otynkowanej cegły. Wzdłuż płotu, od wewnętrznej strony rosły „gęsiego”, jedno obok drugiego, drzewa liściaste jednego gatunku, ale nie wiem jakiego, bo nie przyglądałem się im uważnie. Za płotem usłyszałem odgłos przejeżdżającej grupy motocyklistów. Nie wiem, czy to były motocykle, czy inne pojazdy o podobnym brzmieniu silników, bo jak wspomniałem – płot był wysoki i otynkowany. Trwało to krótką chwilę.

Udałem się do domu sąsiadów. Trochę zamożniejszej rodziny, aczkolwiek uboższej od przeciętnej rodziny naszych czasów. Meble i wyposażenie domostwa skojarzyło mi się z wyposażeniem mieszkańców polskiej wsi z lat pięćdziesiątych lub początku sześćdziesiątych.

Spotkałem tam kobietę i jej córkę (ok. 10 lat), która pokazywała jej swój „rysunek”. Kobieta zauważyła mnie, a następnie powiedziała do córki:

Twojej nauczycielce bardzo nie spodobała się twoja praca, a przede wszystkim wybuchający samochód i płonący w budynku wóz strażacki. Nie rysuj nigdy takich brzydkich rzeczy, dobrze?

Dobrze, mamo – i teraz dziewczynka mnie zauważyła – Cześć, Gregor! Mama zaraz mi zniszczy rysunek!

Mogę zobaczyć? – i wziąłem go do ręki.

Przypominał sztywną tabliczkę o grubości około 5 mm, na której umieszczono jakąś dziwną masę plastyczną, która w dwóch fragmentach regularnie zmianiała kolory wywołując złudzenie ruchu. Animowany obrazek przedstawiał budynek z dużym oknem, z którego wylatywał dym i błyskały ognie-błyskawice. Przed domem stał wóz policyjny, który co chwilę eksplodował. Scenka powtarzała się w krótkich odstępach.

Masz zadatki na prawdziwą artystkę, bo dzieła sztuki powinny wywoływać emocje u odbiorcy…

Oddałem „rysunek” matce, a ta wzięła nóż i zaczęła wydłubywać (wycinać?) okno z pożarem i wóz policyjny. Wychodziły z tego wiórki-grudki. Podobnie zachowywałby się modelina w naszych czasach. Być może wydłubana masa plastyczna posłuży do stworzenia następnego „dzieła”.

Wyjaśniłem potem, że nie jestem Gregorem i przedstawiłem się z imienia i nazwiska, oraz podałem rok, z którego pochodzę. Także i tych ludzi to nie zdziwiło. Gdy się przedstawiłem, usłyszałem nagle w drugim pokoju jakiś rumor, jak gdyby ktoś upadł lub zeskoczył na podłogę, a zaraz potem wybiegł z niego chłopiec-kaleka. Był strasznie mały, chudy, łysy i miał wyłupiaste oczy. Na oko mógł mieć około 4 lat. Zamiast rąk i nóg, miał cztery cienkie kikuty pozbawione fragmentów od rzepki/łokcia do palców. Dłoni i stóp w ogóle nie miał, ale był bardzo żywy i radosny. Ucieszył się na mój widok i przytulił mnie, jakby długo mnie nie widział. Miałem wrażenie, że to bliska mi osoba, którą znam w moim obecnym życiu (wiem kto, ale wolę by ta osoba nie wiedziała co ją czeka w nowym wcieleniu). Jego widok wywołał u mnie tak wielki szok, że wyszedłem nagle z transu i wizja znikła.

Zastanawiam się, dlaczego chłopiec był taki chory? Czyżby skutek spożywania żywności genetycznie modyfikowanej przez jego dziadków? A może mutacji popromiennej lub nieznanej choroby? Zastanawiam się również, czy pamięć o poprzednich wcieleniach będzie w roku 136 powszechna (tłumaczyłoby to smutek matki Gregora na wspomnienie Yellowstone). Tego już się chyba nigdy nie dowiem.



Tekst polecany przez naszego czytelnika, źródło poniżej za zgodą administratora serwisu:

https://wolnemedia.net/wizja-roku-136/

https://wolnemedia.net/dechrystianizacja/


[...] Witam FN,
Wczoraj (4-tego listopada 2020 - przyp. red.) miałem dziwny sen, bardzo realistyczny. Pomyślałem, że Wam go opiszę, bo wiem, że zbieracie takie rzeczy. Śniło mi się, że jadę samochodem z moją żoną i córką, a po niebie przelatuje ogromna czerwona bryła ciągnąca za sobą wielki ogon ognia. Nigdy mi się nie śnią ani sny prorocze, ani takie, które swoją wyrazistością by się nawet do tego snu zbliżyły. Pamiętam każdy element tego ogromnego meteoru lub komety, wszystkie barwy. Pamiętam też przerażenie mojej rodziny. Nie wiedziałem, gdzie mam jechać, aby się ukryć przed falą zniszczenia, bo wiedziałem w tym śnie, że to coś uderzy w ziemię. Nie było wokół żadnych samochodów czy ludzi, ale ten widok sunącej po niebie wielkiej skały w kolorze czerwonym był tak przejmujący, że postanowiłem dziś to opisać, aby został z tego snu jakiś ślad.
Dodam, że nie oglądałem w ostatnich miesiącach żadnych filmów czy innych tego typu rzeczy, gdzie byłoby o upadku meteorytu lub asteroidy. Naprawdę nic, a ten sen pojawił się i był tak wyraźny. Oby nie proroczy!
Trzymajcie się
[dane do wiad. FN]

From: [...]
Sent: Saturday, November 7, 2020 3:28 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Wizja: choroba polimerosacharydoza

Dzień Dobry,
Wizje zdarzają mi się samoistnie, bardzo sporadycznie, podczas snu, nie potrafię ich wywoływać. Nie jestem ani medykiem, ani chemikiem.

Miałem dzisiaj w nocy taką wizję. Dwukrotnie szliśmy do szpitala, aby odwiedzić chorego. Nie można było odwiedzać chorych, nie pozwolono nam wejść. Ale za drugim razem usłyszałem jak za drzwiami mówią o chorobie i usłyszałem nazwę choroby bardzo wyraźnie i głośno, jakby specjalnie mi to podyktowano: polimerosacharydoza. Zaraz po tym przebudziłem się i poszedłem do drugiego pokoju i zapisałem nazwę. Szukałem informacji o tej nazwie, ale nic nie znalazłem. Znalazłem informację o różnego rodzaju chorobach kończących się na -sacharydoza, które oznaczają choroby gdzie uszkodzeniu ulegają organy wewnętrzne. Znalazłem za to takie artykuły:

Polimery i nanomateriały w walce z wirusami powodującymi choroby układu oddechowego
04.06.2014
https://biotechnologia.pl/biotechnologia/polimery-i-nanomaterialy-w-walce-z-wirusami-powodujacymi-choroby-ukladu-oddechowego,14120

Zastosowanie nowych tworzyw bakteriostatycznych w obiektach użyteczności publicznej
2020-04-03
https://www.plastech.pl/wiadomosci/Zastosowanie-nowych-tworzyw-bakteriostatycznych-w-obiektach-15032

Moja interpretacja jest taka, że to będzie nowa choroba - skutek zastosowania szczepionek na koronawirusa. Nanocząsteczki plastiku (polimer) nie będą wydalane z organizmu i będą uszkadzać narządy wewnętrzne.

Pozdrawiam,
[dane do wiad. FN]



zwiń tekst



MÓJ SEN O ZAWALENIU SIĘ BUDYNKU I NIEZWYKŁY ZBIEG OKOLICZNOŚCI
Sob, 7 lis 2020 07:44 komentarze: 3 czytany: 2043x

[...] Dzień Dobry, Nie wiem czy to ma jakieś znaczenie, ale czasami widzę tego typu listy czytelników, więc pomyślałam, że podzielę się swoim snem. Około 9 dni temu śniło mi się, że jestem w centrum handlowym na ostatnim piętrze budynku. Nagle zauważyłam pęknięcia na suficie, które coraz bardziej się powiększały i zauważylam dziury w podlodze. Mam lęk wysokości i mnie to przeraziło. Stwierdziłam, .......

czytaj dalej


[...] Dzień Dobry, Nie wiem czy to ma jakieś znaczenie, ale czasami widzę tego typu listy czytelników, więc pomyślałam, że podzielę się swoim snem. Około 9 dni temu śniło mi się, że jestem w centrum handlowym na ostatnim piętrze budynku. Nagle zauważyłam pęknięcia na suficie, które coraz bardziej się powiększały i zauważylam dziury w podlodze. Mam lęk wysokości i mnie to przeraziło. Stwierdziłam, że muszę zejść poziom niżej. Zeszłam na niższe piętro, ale już rozpoczęła się panika. Coraz wiecej ludzi zbiegało na dół. Postanowiłam poczekać na parterze budynku na znajomego z ktorym tam byłam. Budynek jednak zaczął się trząść i kawałki ściany odpadały.

Z niepokojem stanęłam koło drzwi. Powiedziano mi jednak, że muszę się zdecydować co zrobić bo, że wkrótce drzwi będą zamknięte. Wyszlam na zewnątrz ciągle oglądając się za siebie. Po krótkiej chwili zobaczyłam jak budynek się wali i przygniata wszystkich ludzi zgromadzonych przy drzwiach gruzami. Widok był przerażający. Rzuciłam się na ziemię i zaczęłam głośno płakać krzycząc 'opuściłam go'.

Po przebudzeniu czułam sie dziwnie. Mialam zapisać ten sen na kartce z datą, jeśliby coś podobnego miałoby się wydarzyć w rzeczywistości na swiecie. Nawet zgooglowałam ten temat, ale nie znalazlam nic. Po dwóch dniach czyli 30 października usłyszałam w wiadomościach  o trzęsieniu ziemi w Turcji i Grecji i o tym, że dużo budynków się zawaliło. Oczywiście to mógł być tylko przypadek, że mialam taki sen.

Tylko, że to nie jest pierwszy raz kiedy widzę przyszłość w snach. Czasami jest to coś podobnego do prawdziwego wydarzenia, a czasami dosłownie fragment przyszłości. Innym snem w którym zobaczyłam coś, a raczej kogoś kogo nigdy wcześniej nie widzialam i nie znałam jest sen sprzed kilku lat. Śniło mi się, że popatrzyłam w lustro I zobaczyłam kogoś innego w odbiciu. Twarz była charakterystyczna i zupełnie inna od mojej, np. gęste czarne włosy (a ja jestem blondynką). Obudziłam się zdziwiona, ale ponieważ sen był taki wyraźny zapamiętałam dokładnie rysy twarzy tej osoby. Jeszcze bardziej zdziwiłam się  gdy po kilku dniach poznałam nową koleżankę z pracy i była to osoba z odbicia w lustrze.

Nikt nigdy nie pokazał mi jej zdjęcia. Mialam z tą osobą później problemy, więc może to było jakieś ostrzeżenie. Niestety ja nie panuję nad tym darem. Nie potrafię wyśnić sobie cyfr totka, ani rozwiązać swoich własnych problemów w ten sposób. Gdybym zobaczyła coś 'użytecznego' mogłabym nagle się wzbogacić i odmienić swoje życie. Nie wiem dlaczego widzę te rzeczy, które widzę i nie potrafię tego sprowokować. Wiem jednak, że wydarzyło się to tak dużo razy, że to nie jest możliwe, żeby za kazdym razem to był tylko przypadek.

Pozdrawiam

[...]

30 października 2020 r. o godz. 11:51:25.7 czasu UTC na obszarze południowo-wschodniej Europy, w rejonie greckich wysp Dodecanese położonych w pobliżu zachodniego wybrzeża Turcji, zarejestrowane zostało bardzo silne trzęsienie ziemi. Według Europejskiego Śródziemnomorskiego Centrum Sejsmologii (EMSC) wielkość obliczonej magnitudy wstrząsów wynosiła M7.0. Skutkami tego zdarzenia objęte były terytoria Turcji i Grecji. Źródło wstrząsów znajdowało się na głębokości 10 km pod dnem Morza Egejskiego, 11 km na północ od greckiej wyspy Samos. Centrum obszaru epicentralnego znajdowało się w miejscu opisanym współrzędnymi geograficznymi B=37.910N, L=26.840W.







[...] Czesc,witam zaloge i wszystkich,ktorzy sledza poklad statku Nautilus.Dzis mialem sen (w sumie nie pierwszy taki) o soczewkowatych obiektach nad moim miastem.Byl jakis festyn i jeden z tych statkow unosil sie niedaleko festynu,bylo pelno ludzi ale go nie widziali tylko ja.Podszedlem do niego i we snie poczulem elektryczne powietrze.Nagle znalazlem sie w srodku,byli tam ludzie tylko w dziwnych strojach,wygladali jak my i slyszalem ich mysli a oni moje.Zadawalem im mnostwo pytan na temat zycia,wszechswiata,Kreacji itd.Wiedzialem ze jak sie obudze bede pamietal co mowili i bylem tak skupiony na ich slowach,zeby je zapamietac ze zatracilem czas.Czulem od nich niesamowita aure i dobro.Ja rozmawialem z kobieta,przez chwile bylismy poza statkiem ale nikt nas nie widzial.Obudzilem sie i staralem sie przypomniec co mowili.Nie pamietam nic.Pozdrawiam

[...]



[...] moje sny o lataniu.
Jest na świecie dużo ludzi,którzy nie mają snów,śpią bezproblemowo,budząc się wypoczętym.Ja należę do osób senno latających.We śnie,najgorszy sen o lataniu,to przelot między drutami wysokiego napięcia.Najlepszy,udało mi się opuścić kulę ziemską,i spojrzenie na nią z góry.Nie pamiętam jak to wszystko się zaczęło,ale latanie jest super.Oczywiście jest potrzebne pełne skupienie,i wiara w siebie.Pomijając latania.Miałem dziwny sen,dotyczył doświadczalnego budynku mieszkalnego,który został zalany,jakby ćwiczenie przed powodzią,tylko że ten budynek był nafaszerowany elektroniką,kontrolowany przez robota,który sprawdzał szczelność na zewnątrz.Może te wszystkie sny nas ostrzegają przed czymś niebezpiecznym?Coś może nam grozi z kosmosu?Dlaczego od wielu lat człowiek patrzy w niebo?Czy to nasz dom,amy tutaj jesteśmy czymś jak króliki doświadczalne?Im dłużej mieszkam na ziemi,czuję się niepewnie,nieswojo,jakbym coraz mniej poznawał świat.Czy koniec świata jest bliski? [...]




zwiń tekst



OBECNA PANDEMIA POMAGA! – list od naszego jasnowidza z Projektu Messing
Pt, 6 lis 2020 09:08 komentarze: 3 czytany: 3165x

Doświadczamy obecnie dosłownego końca świata. Świata jaki znamy. Ludzkość przechodzi jak przez „ucho igielne”. Z niżej wibrujących wymiarów w lżejsze jaśniejsze i przyjaźniejsze energie. – pisze w liście do Projektu Messing jedna z naszych osób jasnowidzących.W Projekcie Messing nazywamy ją „Anną” i tak także będzie zaprezentowana w tym tekście. Tym razem prezentujemy najnowszą publikację w ramach.......

czytaj dalej

Doświadczamy obecnie dosłownego końca świata. Świata jaki znamy. Ludzkość przechodzi jak przez „ucho igielne”. Z niżej wibrujących wymiarów w lżejsze jaśniejsze i przyjaźniejsze energie. – pisze w liście do Projektu Messing jedna z naszych osób jasnowidzących.




W Projekcie Messing nazywamy ją „Anną” i tak także będzie zaprezentowana w tym tekście. Tym razem prezentujemy najnowszą publikację w ramach PROJEKTU MESSING, czyli z serwisu www.messing.org.pl


[…] Witam serdecznie,

Jakiś czas nie udzielałam się ostatnio, niewiele  wizji przesyłałam. Wynika to z kilku powodów. Jednym z nich jest istniejąca tzw. zasada nieingerencji – w mojej ocenie obejmuje ona również   różnego rodzaju przepowiednie, wizje i proroctwa. Uważam, że obecnie nie mają one większego znaczenia. Nie wnoszą bowiem nic nowego w życie pojedynczego człowieka.

Mam na myśli, to, że co ma nadejść i tak nadejdzie i jeszcze żadna przepowiednia dotycząca przyszłości nie miała takiej mocy, żeby los odwrócić. Wiedza o tym co się być może wydarzy jest w pewnym sensie bezużyteczna jeśli nie może doprowadzić do zmiany scenariusza.

Co z tego, że napiszę, że tu i tam będzie trzęsła się Ziemia, że nadal będą prowadzone krwawe konflikty, że na ulice wyjdzie jeszcze więcej ludzi, że w pewnych krajach nadal będą rządzić szaleńcy i dyktatorzy prowadzący narody do upadku.

Bo tak właśnie będzie. Niezależnie czy o tym Was poinformuję czy nie , na razie to szaleństwo które ogarnęło świat się nie zmieni. Zresztą wielu o tym dobrze wie, wielu jasnowidzów przepowiada to samo, więc jakoś myślę, że nie ma potrzeby się powtarzać.

Lepiej żeby każdy z ludzi skoncentrował się na dniu dzisiejszym, swoim sercu i obecnym działaniu. Nie patrzcie w przyszłość, nie szukajcie wizji , nie przewidujcie, nie planujcie.
Trzeba teraz zaufać. Odpuścić wszelkie oczekiwania , nauczyć się żyć dniem dzisiejszym, reagować na bieżące wydarzenia spontanicznie lecz z sercem, bez agresji.
Czuj sercem, patrz sercem, odbieraj świat intuicyjnie, dostrajaj się do nowych wibracji, nie wymagaj , nie oczekuj. To są słowa klucze.

Bądź sobą, otwórz się a świat dostarczy Ci wszystkiego czego potrzebujesz.
Nie bój się. Najważniejsze to pozbyć się obaw. Strach rujnuje,
Bądź sobą , taki jaki jesteś naprawdę, ponieważ już wkrótce wszystko i tak będzie transparentne. Wokół będą płonęły miasta, staną barykady, będzie dużo ofiar , także katastrof naturalnych. To Wam mówię ja, tak jak wielu innych jasnowidzów.

Dokręcanie śruby i coraz większe zawirowania we wszystkich dziedzinach życia , które będą doprowadzać wielu ludzi na skraj obłędu potrwa jeszcze kilka lat.

Mniej niż dziesięć.

Mapa świata ulegnie w tym czasie całkowitej zmianie. Granic będzie niewiele te co zostaną będą całkowicie zmienione i różne od tego co znamy dzisiaj.
Po upływie 10 lat nic już nie będzie takie samo jak dziś.

Ani pieniądze, ani złoto, ani kamienie szlachetne czy inne kruszce nie będą miały mocy środka płatniczego.
Nie będzie takiej potrzeby, chociaż trudno w to dziś uwierzyć .
Świat zorganizuje się zupełnie inaczej.
Nie będzie handlu w znanej nam dzisiejszej formie.
Brzmi naiwnie i nierealnie ? Dzisiaj tak.
Ale poczekajmy. Zobaczycie. Za naszego życia jeszcze.
Dlatego z uśmiechem i niedowierzaniem patrzę na to jak ciągle buduje się nowe sklepy, galerie, pawilony handlowe , salony samochodowe etc.
Zdziwią się ci co inwestują teraz w taki handlowy interes. Krach i załamanie w dziedzinach handlu to nieodległa wcale przyszłość.
Jak widać już się zaczęło, a to dopiero początek.

Na szczęście ludzie stają się coraz bardziej świadomi i doskonale widzą, że tak dalej być nie może.

Doświadczamy obecnie dosłownego końca świata. Świata jaki znamy.
Ludzkość przechodzi jak przez „ucho igielne”. Z niżej wibrujących wymiarów w lżejsze jaśniejsze i przyjaźniejsze energie.

To niestety musi niektórych zaboleć. Lecz jest spora część ludzkości , która zmiany przejdzie łatwiej, łagodniej.

Budujemy teraz nowy świat.
Tworzymy nową rzeczywistość dla nas samych i następnych pokoleń.
To ogromna odpowiedzialność, ale i zaszczyt że żyjemy w takich czasach.

Podkreślam – nadal będą trudne czasy, lecz nie dłużej niż 10 lat.
Potem zmiana mapy świata.
Populacja się znacznie zmniejszy, znikną w większości granice.
Uprości się życie.
Będziemy nadal rozwijali nowoczesne technologie, będą one jednak przyjazne i służące człowiekowi i planecie.

Zniknie wszystko co destrukcyjne i szkodzące planecie.

To już nie jest ewolucja. Obecnie to rewolucja. W sensie szybkości zachodzących zmian.
Paradoksalnie obecna pandemia bardzo nam w tym procesie pomaga.

Ogólnie przyszłość jawi mi się pozytywnie. Aczkolwiek potwierdzam że najbliższe kilka lat nie będzie łatwo.
Nikt nam nie obiecywał, że będzie łatwo.
Kto się wcześniej przygotował do podwyższania wibracji ma lżej. Dla niektórych wejście w nowy porządek świata oznacza początkowo ruinę i katastrofę.

Powtarzam, że najważniejsze jest to , żeby zaufać. Zaufać, że wszystko co się wydarza jest właściwe i w odpowiednim czasie. Wzmacnia Was.
Płyńcie z prądem przemian. Z otwartym sercem. Na fali. A nie pod prąd.
Odkrywajcie prawdę.

Nie dawajcie sobie zawracać głowy głupotami, krzykliwymi reklamami i fałszywymi obietnicami. To już nie działa. Traci siłę. Teraz jest czas na PRAWDĘ.

Anna



Tyle jasnowidz z projektu Messing. Poniżej jeszcze jeden, ciekawy materiał, który poleca jeden z naszych kolegów – koordynator Mirek z projektu Messing.






I jeszcze z naszej poczty – najnowsze e-maile na pokład okrętu Nautilus.

From: […]
Sent: Monday, November 2, 2020 9:21 AM
To: […]
Subject: o. Augustyn Pelanowski "(.) będzie pandemia rozpaczy (.)" - ponad 3 lata temu nagrywane, jak to teraz brzmi.
Importance: High


„(…) będzie pandemia rozpaczy (…)” – ponad 3 lata temu nagrywane, jak to teraz brzmi…













From: […]
Sent: Wednesday, November 4, 2020 2:25 AM
To: Fundacja Nautilus
Subject: Re: Mail jakich pewnie wiele dostajecie...

Powtórzę: "Z prezydenturą Donalda Trumpa związane są STRZAŁY" - taki przekaz mentalny mam od 4 lat.Dziś w noc wyborczą nadal nie wiemy Biden czy Trump. Ja też nie wiem. Nie miałem żadnych przeczuć, dlatego nic do Was nie pisałem w tej sprawie. Nadal nic nie wiem, pustka ze "źródła", którego pisałem 4 lata temu.
Dlatego "asekuracyjnie" napiszę to, co mi rozum podpowiada...
Jeśli na początku Biden nie uzyskał jakieś przewagi, to może jednak Trump ponownie?
To tylko mój umysł, nie przewidywania (też widzę STRZAŁY - jedyna niespełniona "przepowiednia/wizja" jaką miałem w tym życiu).
Pzdr.
[…]




zwiń tekst



Nieznajoma KOBIETA która powiedziała mu... że istnieje INNY ŚWIAT.
Pon, 2 lis 2020 08:56 komentarze: 2 czytany: 3733x

[...] Witam chciałabym podzielić sie z czytelnikami nautilusa rodzinną historią którą znam niestety "z drugiej ręki" gdyż wydarzyła sie na kilka lat przed moim narodzeniem. Dotyczy ona pierwszego męża mojej mamy. Pewnego grudniowego dnia 1986 roku został sam w domu gdyż mama z moimi dwiema siostrami wyjechały do babci.Mama po powrocie do domu usłyszała niezwykłą historie od swojego ówczesnego męża.......

czytaj dalej

[...] Witam chciałabym podzielić sie z czytelnikami nautilusa rodzinną historią którą znam niestety "z drugiej ręki" gdyż wydarzyła sie na kilka lat przed moim narodzeniem. Dotyczy ona pierwszego męża mojej mamy. Pewnego grudniowego dnia 1986 roku został sam w domu gdyż mama z moimi dwiema siostrami wyjechały do babci.

Mama po powrocie do domu usłyszała niezwykłą historie od swojego ówczesnego męża. Otóż bowiem twierdził on że
podczas ich nieobecności przyszła do niego nieznajoma KOBIETA która powiedziała mu że istnieje INNY ŚWIAT i to jak jest na tym innym świecie.

Warunek był jednak taki że nie mógł pod przysięgą nic więcej on o tym powiedzieć bo mu zabroniła. Kilka miesięcy po tym wydarzeniu zmarł...
Ta historia  zawsze była mi znana jednak nikt z rodziny nie przywiązywał do tego wielkiej wagi

Wspominam o tym gdyż ja zauważam podobieństwo w tym zdaniu które znam od kilku miesięcy
"Nie obiecuję ci szczęścia na tym świecie, lecz w innym" - Maryja w Lourdes

Pozdrawiam

[...]

/opis dostaliśmy 2-go listopada 2020/

 

 

[...]

Szanowna FN,

Bardzo lubię Wasz dział XXI PIĘTRO. Chyba też mam coś do niego, choć wspomnienie pochodzi sprzed II Wojny Światowej. W mojej rodzinie jest powtarzana opowieść, że w małej wsi w Wielkopolsce (gdzie kiedyś mieszkał mój ojciec) doszło w 1937 roku do bardzo dziwnego wydarzenia. We wsi był drewniany kościół z wysoką wieżą. Kiedyś kilka osób w tym mój pradziadek dostrzegli ludzką sylwetkę na samej wieży kościoła. Nie byłoby może w tym nic niezwykłego, bo przecież ktoś mógł się wspiąć, ale potem ten dziwny stwór (bo raczej to nie był człowiek) rozpostarł skrzydła i odleciał. Czy słyszeliście o czymś podobnym?

pozdrawiam

[dane do wiad. FN]

 

 

Dziękujemy za opis. O takiej historii z terenu Polski nic nie ma w Archiwum FN. Inna sprawa świat - oto przykład filmu, który krąży w sieci, choć trudno orzec, na ile jest prawdziwy.






zwiń tekst



STRONA
1 3 4 5 6 7 8 9 50 81
Strona 6 / 81

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

24  czerwca 2021: [...]  – Zdecydowanie dzieje się coś przerastającego naszą wiedzę i umiejętności – orzekł republikański kongresmen Tim Burchett z Tennessee. – Podchodzimy do kwestii niewytłumaczonych zjawisk napowietrznych (UAP, oficjalna nazwa UFO, czyli niezidentyfikowanych obiektów latających) bardzo poważnie – ujawnił nowojorski demokrata Sean Patrick Maloney w „New York Post”.   [...]

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wt, 15 cze 2021 07:29 | [...] Zwracam się do Państwa z takim pytaniem,które od wczoraj chodzi mi po głowie i nie potrafię sobie na nie odpowiedzieć. Otóż wczoraj tj 14.06 wraz z żoną i synem poszliśmy na spacer i wracając do domu zobaczyliśmy 2 białe pkt na niebie (często patrzymy w stronę.nieba ponieważ lubimy obserwować  jak samoloty kierują się do lądowania na lotnisku w Pyrzowicach ) . Początkowo myśleliśmy,że to samoloty,jednak po chwili owe punkty stanęły w miejscu. Po około 3_4minutach obiekty odleciały ...

Dziennik Pokładowy

Poniedziałek, 7 czerwca 2021 | Kiedyś do Pabla Picassa przyszedł młody człowiek mówiąc, że on także chce być wielkim malarzem jak Picasso, też tak potrafi malować i chce kilku lekcji „od mistrza”. Picasso postawił przed nim wazon z kwiatami i poprosił, żeby namalował go najbardziej realistycznie, jak tylko potrafi – bez żadnych uproszczeń, pojedynczych linii czy abstrakcyjnych symboli znanych z obrazów Pabla Picassa. Wyjaśnił mu...

czytaj dalej

FILM FN

11 czerwca 2021 - dwa podłużne obiekty zarejestrowane przez kamerę drona (UTAH, USA)

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.