Dziś jest:
Wtorek, 4 października 2022

Umarłem jako minerał i stałem się rośliną. Umarłem jako roślina i stałem się zwierzęciem. Umarłem jako zwierzę i byłem człowiekiem. Czegóż mam się obawiać? Cóż straciłem umierając?
/Dżelal-uddin Rumi/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




O DUCHACH I LUNATYKACH
Wt, 28 gru 2021 07:15 komentarze: 2 czytany: 2696x

[...] Witam od kilku tygodni przeglądałem wasz portal szukając informacji o "duchach" w bardzo szerokim rozumowaniu,chciałbym się podzielić z wami moją osobistą historia.Nazywam sie [...]  mam 23 lata chciałbym opisać to wszystko od początku.Gdy miałem 10 lat nagle straciłem ojca(wylew krwi do mózgu w wieku 30lat) Gdy tata przez 2 tygodnie przebywał w śpiączce moja mama zwróciła sie z prośbą .......

czytaj dalej

[...] Witam od kilku tygodni przeglądałem wasz portal szukając informacji o "duchach" w bardzo szerokim rozumowaniu,chciałbym się podzielić z wami moją osobistą historia.Nazywam sie [...]  mam 23 lata chciałbym opisać to wszystko od początku.

Gdy miałem 10 lat nagle straciłem ojca(wylew krwi do mózgu w wieku 30lat) Gdy tata przez 2 tygodnie przebywał w śpiączce moja mama zwróciła sie z prośbą do bioenergoterapeuty który twierdził ze może pomóc.po kilku tzw "sesjach" stwierdził że niestety tata jest jak to nazwał jest za daleko by móc wrócić ale tez nie może odejśc bo mu nie pozwalamy,niestety tata po 2 tygodniach spiączki odszedł.

Po jednej z takich sesji ten człowiek podszedł do mnie i powiedział zebym sie nie obawiał ponieważ będe kimś w rodzaju łącznika w wieku 10 lat nie wierzyłem ze cokolwiek sie wydarzy. Od Śmierci mojego taty wydarzyło sie wiele rzeczy których nie potrafie wyjaśnić bardzo często tata mnie odwiedzał i to nie były sny poniewaz zawsze jak to sie dzieje jestem świadomy nigdy nie moge zadawać pytań czuje taka niemoc moge tylko słuchac i to nie jest normalna rozmowa cos na zasadzie telepatii,zawsze po przebudzeniu w pokoju pozostaja poprzestawiane przedmioty ale tłumacze to tym iz wielokrotnie moja mama widziała ze lunatykuje i zazwyczaj taka wizyta ma swój cel ale po ostatniej wizycie nie moge sie pozbierac i myśle ze nie chce mieć juz tego "daru".I właśnie tutaj zaczyna sie historia która niestety wydarzyła sie około miesiąc temu.Moja dziewczyna straciła brata w wieku 9 lat zmarł w wieku 19 lat(wada serca) z którym była bardzo mocno związana niestety nigdy go nie poznałem jedynie widziałem go na zdjeciu.Babcia mojej dziewczyny od zawsze chorowała ostatnie 2 lata spedziła w szpitalu często ja razem odwiedzaliśmy.

Własnie miesiąc temu z dnia na dzień stan zdrowia babci bardzo sie pogorszył.Tej nocy normalnie położyłem sie spac,w sródku nocy przebudziłem sie a w moim pokoju siedział uśmiechnięty jacek brat mojej dziewczyny nie byłem przestraszony bo czułem sie tak jak "odwiedzał" mnie tata wstałem usiadłem na łóżku a jacek spojrzał na mnie i powiedział przy czym to nie było wypowiedziane z jego ust tylko jakg dyby po prostu go słyszałem ale nie poruszał ustami cięzko mi opisac to uczucie ale w identyczny sposób porozumiewał sie ze mną mój tata powiedział abym zaopiekował sie asia bo babcia odejdzie po czym po prostu odszedł patrząc na niego zauważyłem ze miał bardzo długie włosy nie takie jak na tych zdjeciach które pokazywała mi Asia.

Gdy sie obudziłem potraktowałem to wszystko jak sen około godziny 14 zadzwoniła do mnie Asia i poprosiła czy mógłbym przyjechać i popilnować jej młodszej siostry zapytałem co sie stało asia tylko powiedziała ze dzwoniła mama(która była u babci w szpitalu)aby przyjechała jak najszybciej poniewaz stan babci bardzo sie pogorszył.Pojechałem wiec jak najszybciej popilnowac siostry.Około godziny 17 zadzwonił dzwonek w drzwiach stała zapłakana Asia z mamą niestety babcia zmarła w tym momencie byłem przerażony gdy emocje opadły powiedziałem asi i jej mamie co widziałem poprzedniej nocy opisałem jacka ze szczegółami i zapytałem Mame Asi czy jacek nosił długie włosy? w tym momencie asia z mama dziwnie sie spojrzały i powiedziały nie,ja na to ze jacek którego widziałem miał dłuższe włosy a w tym momencie mama sie rozpłakała nie wiedziałem czy powiedziałem coś nie tak po tym jak mama asia sie uspokoiła powiedziała że jacek zmarł nagle i niestety został pochowany w dłuższych włosach poniewaz nie zdążyli niestety go ostrzyc.


opisałem to wszystko bardzo chaotycznie historia wydaje sie nieprawdopodobna ale wierze ze osoby które przezyły podobne sytyłacje uwierza a prawdopodobnie znajda nawet w moim opisie  wspolne elementy tych "widzen" ktore same przezyly po śmierci taty przezyłem wiele dziwnych zjawisk ale to ostatnie niestety pozostanie we mnie na długo.

Po tych wydarzeniach skontaktowałem sie z tym bioenergoterapeuta pytajac czy jest jakis sposob aby zablokowac  mozliwosc kontatku ze mna stwierdził iz to tylko zalezy ode mnie na jak duzo pozwole przekazał mi kilka wskazówek które mogą pomóc zobaczymy.Prosze jezeli mozecie poprawcie ten tekst zeby był bardziej zrozumiały i mnie chaotyczny ale niestety bardzo trudno jest opisac słowami pewne zjawiska.

[...]


From: [...]
Sent: Sunday, December 26, 2021 9:32 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Inny temat

 

Cześć znowu do was piszę tym razem na trochę inny temat. Może macie zgromadzone informacje na temat narkolepsji ale dziwnego rodzaju. Jak byłam nastolatką podobno zdarzało mi się lunatykować (wiem od siostry bo to widziała, ja tego nie pamiętam). Np. siadałam na łóżku w środku nocy i podobno wgapiałam się jakimś opętanym wzrokiem w księżyc w pełni, bez mrugania mogłam tak siedzieć i siedzieć potem znowu się położyć i zasnąć i oczywiście tego nie pamiętałam później, a siostra była przerażona.

W domu rodzinnym w Krakowie od tamtego czasu zawsze zasłaniałam szczelnie okna zasłonami żeby to się nie powtórzyło. Myślałam że to minęło i teraz mieszkam gdzie indziej z mężem, ale niestety dziś się to znów stało na szczęście na krótko ale bardziej martwi mnie to że na jawie (chyba że zasnęłam). Mąż mówi że przez 10-15 sekund nie było ze mną kontaktu. Zamknęłam na chwilę oczy żeby odetchnąć siedząc na łóżku i zaraz potem gapiłam się w ścianę i podobno miałam źrenice wielkie tak, że prawie nie widać było tęczówki. Machał do mnie, machał mi ręką przed oczami podobno ale dopiero po chwili zamknęłam oczy i jak je otworzyłam to już był ze mną kontakt ale nic nie pamiętałam. Byłam pewna że spałam i nie pamiętałam żadnego gapienia się. Czy to możliwe że spałam z otwartymi oczami w pozycji siedzącej, jak dawniej wynikałoby z opowiadań mojej siostry o tym moim nocnym lunatykowaniu? 

 Trochę mnie to martwi żeby to się nie powtarzało. 



zwiń tekst



W MOMENCIE ŚMIERCI MOJEGO OJCA PĘKŁA SZKLANKA
Pt, 24 gru 2021 12:53 komentarze: 1 czytany: 2654x

[…] Chciałam opisać wam niezwykłe zdarzenie z moim ojcem, który zmarł po ciężkiej chorobie dwa miesiące temu. Bardzo płaczemy, ale ponieważ cierpiał tak strasznie jest lżej, że już nie cierpi. Ostatnie tygodnie przyniosły bardzo dziwne doświadczenie, o którym chciałam opisać waszej fundacji. Ojciec sam zdecydował, że odstawi chemię, która już go zbyt zabijała, gdyż był zbyt słaby. W pewnym momencie.......

czytaj dalej

[…] Chciałam opisać wam niezwykłe zdarzenie z moim ojcem, który zmarł po ciężkiej chorobie dwa miesiące temu. Bardzo płaczemy, ale ponieważ cierpiał tak strasznie jest lżej, że już nie cierpi. Ostatnie tygodnie przyniosły bardzo dziwne doświadczenie, o którym chciałam opisać waszej fundacji. Ojciec sam zdecydował, że odstawi chemię, która już go zbyt zabijała, gdyż był zbyt słaby. W pewnym momencie zaczął nam opowiadać, że w nocy w snach odwiedza go jego brat, który zmarł kilka lat wcześniej. Brat zapewniał go, że niedługo po niego przyjdzie i żeby się niczym nie martwił. Najbardziej poruszające były ostatnie dni mojego ojca, który zaczął nam mówić o tym, że widzi ludzi, którzy czasami przychodzą do niego do pokoju i się uśmiechają, po czym odchodzą. Mam takie przeczucie, że w swoich ostatnich dniach miał dar widzenia zmarłych. Myślę, że kiedy zbliża się kres naszych dni u niektórych ludzi otwiera się jakieś trzecie oko na ten inny świat i tak właśnie miał mój ojciec. Kiedy zmarł o tej samej godzinie w moim domu pękła szklanka w kuchni. Od razu kiedy to się stało pomyślałam o ojcu. Natychmiast zadzwoniłam do szpitala i usłyszałam ‘pani tato właśnie odszedł do boga’. Nie ma szans, że to było przypadkowe wydarzenie. Mam nadzieję, że ta historia wyda się wam interesująca. Możecie ją opublikować, tylko zachowajcie moje dane dla siebie. Życzę całej załodze Nautilus Wesołych Świąt! Jesteście bardzo ważną organizacją, robicie dobrą robotę dla tylu ludzi. Wielki szacunek.

[dane do wiad. FN]

 

 

[email z 23 grudnia ]Świąteczne oczekiwania

Przed kilku tygodniami dowiedziałam się o wuju chorym na covid. To jest mąż kuzynki mojej mamy. Ciocia też nie żyje. Wczoraj dowiedziałam się, że wuj jest w ciężkim stanie. Był zaszczepiony. Leży nieprzytomny w śpiączce pod respiratorem. Dzisiaj miałam sen. Śniła mi się zmarła rodzina: ciocia, jej żyjąca siostra, moi zmarli dziadkowie. Siedzieli wszyscy w poczekalni i czekali na wuja Henia. Kuzyn miał jeszcze załatwić dokumenty, a oni czekali. Na luzie, uśmiechnięci, rozgadani.

Świąteczne oczekiwania zmieszały się, nasze ziemskie, by wuj wyzdrowiał i zmarłych, by trafił do nich. Co będzie, okaże się.

[dane do wiad. FN]


 

From:[...]
Sent: Wednesday, December 22, 2021 8:11 PM
To: FN
Subject:

 Od ok. 2010 roku mam bardzo dużo snów jak latam, albo w ogóle jakieś odjechane sny że cięzko opisać no chyba że tak ogólnie. Albo że np odbijam się w miejscu i lewituje do góry nogami, przy czym ta wiara jest subtelna która mnie unosi.

 Co do teorii apokaliptycznych to muszę przyznać że miałem kilkadziesiąt-kilkaset snów że jest ogólnie ruina, dziadostwo, domy zapuszczone i bardzo biednie, ale jak wiemy trzeba trzymać dystans do takich rzeczy.

 Co do wyżej napisanych snów to ponoć oobe tylko mam problem z załapaniem że iluzja ;-)

 Do tematu renikarnacji itp sam dochodziłem bo ponoć można analizować i rozkminiać różne rzeczy intuicyjnie. Tutaj zastanawiało mnie dlaczego każdy ma inaczej w życiu, oraz ujawniło się sporo takich zachcianek by realizować się w różnych zawodach.

 Pozdrawiam

 

 


Ślady reinkarnacji w polskiej prasie przedwojennej? Jak najbardziej - oto poruszający przykład z 1936 roku. Kobieta na cmentarzu  na Oksywiu (Gdynia) przypomniała sobie, że już żyła i została na tym cmentarzu pochowana. Historia natychmiast trafiła do archiwum naszego projektu "REGUŁY GRY". Wtedy mało kto wiedział w ogóle o tym, że jest coś takiego jak "pamięć po wcześniejszym wcieleniu", więc nazwano to przypadkiem jasnowidzenia.

Wycinek prasowy z 1936 roku o reinkarnacyjnej wizji w Gdyni https://historia.trojmiasto.pl/Doznala-wizji-na-cmentarzu-na-Oksywiu-n162655.html?id_zdjecia=556195&type=2#fb_id:gp4:556195,pozycja:20

Podczas dzisiejszej podróży w przeszłość cofamy się do grudnia roku 1936. Przeczytamy o mieszkance Oksywia, która doznała wizji na lokalnym cmentarzu.


 

Oksywski cmentarz na zdjęciu z 1935 r. W tle widoczne statki, stojące na redzie portu w Gdyni.




zwiń tekst



Moja obserwacja formacji obiektów UFO - Radom, 2011 rok
Śr, 22 gru 2021 17:27 komentarze: brak czytany: 1622x

[...] moja obserwacja sprzed 10 lat.  To był marzec lub kwiecień 2011 r.,  godz. ~23:15. Wszystko miało miejsce na ulicy Kasztelańskiej w Radomiu.Załączam też szkic z objaśnieniami. Lewy górny szkic wykonałem niedługo po obserwacji – trochę „nieproporcjonalny”, ale pozostawiłem oryginalny, reszta w czasie pisania tej relacji. Niebo było bezchmurne. Szedłem ul. Kasztelańską, od strony ul. .......

czytaj dalej

[...] moja obserwacja sprzed 10 lat.  To był marzec lub kwiecień 2011 r.,  godz. ~23:15. Wszystko miało miejsce na ulicy Kasztelańskiej w Radomiu.


Załączam też szkic z objaśnieniami. Lewy górny szkic wykonałem niedługo po obserwacji – trochę „nieproporcjonalny”, ale pozostawiłem oryginalny, reszta w czasie pisania tej relacji. Niebo było bezchmurne. Szedłem ul. Kasztelańską, od strony ul. Warszawskiej. Od około nr  11, ul. Kasztelańska jest nieoświetlona. Za nr 15 jest przerwa w zabudowaniach – około 150 metrów bez budynków. Gdy minąłem nr 15, spojrzałem w niebo i szedłem tak kilka sekund. Wtedy pojawiło się kilkanaście obiektów UFO, zgrupowanych w klucz.


Klucz pojawił się po mojej lewej z przodu, na godzinie 10  (odnosząc się do tarczy zegara). Przemieszczał się w moje prawo, w przód. Koniec obserwacji na godzinie 1.  Klucz poruszał się na północ, lub z lekkim odchyleniem na wschód, oceniam, że kursem pomiędzy 0° a 30°. Przelot trwał 8-15 sekund. Od punktu pojawienia się, do punktu zniknięcia przebył około 1/3 „kopuły” nieba.
Klucz składał się z 15-21 obiektów, 7-10 na każde skrzydło + 1 prowadzący.  Cały klucz miał wielkość około „skrzyni” konstelacji Wielkiego Wozu.

Początkowo, poszczególne obiekty nie poruszały się względem siebie. Po około 1/4 czasu obserwacji, pierwszy obiekt trzymał kurs, a pozostałe poruszały się lewo-prawo w taki sposób, że ramiona klucza szybko „zafalowały”, czyli ruch obiektów z przodu klucza był minimalny, a te na końcu wykonywały znaczny ruch lewo-prawo. Ramiona zafalowały kilka razy. Falowanie trwało 1/2 czasu całej obserwacji. Ostatnie 1/4 czasu, klucz znowu leciał w niezmiennym szyku.

Każdy z obiektów był taki sam. Miał bananowy, zgrubiony kształt – najbardziej skojarzyło mi się z kształtem joysticka do Pegasusa. Szerokość – około średnicy tarczy Księżyca, może trochę większe. Świeciły, pośrodku jaśniej – na żółto, na brzegach słabiej - pomarańczowo. Obiekty na samym początku obserwacji świeciły słabo. Płynnie i dość szybko rozjaśniły się do maksymalnej jasności. Około 1/2 środkowego czasu obserwacji ich jasność nie zmieniała się zauważalnie. Potem płynnie zmniejszały jasność, aż do całkowitego zniknięcia. Obserwacja zakończyła się ponieważ obiekty przestały świecić, a nie dlatego, że stały się odległymi, małymi punktami.

Zrobiło to na mnie wrażanie, jakby obiekty poruszały się po torze równoległym do stycznej do powierzchni Ziemi – weszły w atmosferę, początkowo poruszały się w rzadkich, wysokich warstwach, potem w gęstszych, gdzie tarcie o atmosferę wytworzyło maksymalne ilości ciepła i światła, a następnie znowu wyszły do wyższych warstw, a gdy ich tarcie o atmosferę całkowicie ustało, przestały być widoczne.

Kilka dni wcześniej miałem podobną obserwację, ale tylko 1 obiektu, nie całego klucza. Godzina wieczorna – dokładnie nie pamiętam. Wygląd obiektu, czas przelotu i kurs taki sam. Wtedy obiekt obserwowałem z dachu ruin niedokończonego centrum sportowego przy skrzyżowaniu ulic Struga/Zbrowskiego w Radomiu.
Czy macie może inną relację lub zdjęcie dotyczące tej lub podobnej obserwacji?

Pozdrawiam,
[...]



zwiń tekst



Krzyż, data (1944) i inicjały (CE) - niezwykły znak na drzewie
Pon, 20 gru 2021 07:51 komentarze: 3 czytany: 3186x

Witam! Mam na imię [...]  i mieszkam w Warszawie. Piszę do was, ponieważ zastanawia mnie bardzo jedna rzecz, która związana jest z moją osobą. Jestem pasjonatem archeologii i czynnie uczestniczę w poszukiwaniach, które wiążą się z historią różnych regionów. 2 lata temu eksplorowałem z kolegą teren Prus Wschodnich z którego Niemcy w 1945 roku uciekali przez Bałtyk do upadającej Rzeszy.Trafiliśmy.......

czytaj dalej

Witam! Mam na imię [...]  i mieszkam w Warszawie. Piszę do was, ponieważ zastanawia mnie bardzo jedna rzecz, która związana jest z moją osobą. Jestem pasjonatem archeologii i czynnie uczestniczę w poszukiwaniach, które wiążą się z historią różnych regionów. 2 lata temu eksplorowałem z kolegą teren Prus Wschodnich z którego Niemcy w 1945 roku uciekali przez Bałtyk do upadającej Rzeszy.


Trafiliśmy na miejsce w którym broniła się prawdopodobnie dosyć duża dywizja niemiecka. W trakcie przeszukiwań tegoż miejsca natrafiłem na stare drzewo, na którym wyryte było: Krzyż, data (1944) i inicjały (CE).



Wszystko to jest zamknięte w kwadracie i jest bardzo symetryczne.

Po tym odkryciu, choć nie pracowaliśmy w tym dniu długo, poczułem straszne zmęczenie i zakończyliśmy pracę w tym dniu. Następnego dnia zrobiło się bardzo gorąco i postanowiliśmy nie iść na poszukiwania tylko poleżeć na plaży. Po powrocie z plaży umówiliśmy się, że odpoczniemy po kąpieli słonecznej ok godziny i spotkamy się późnym popołudniem. Przyszedłem z koleżanką na kwaterę i postanowiłem wziąć prysznic i nasmarować się kremem, ponieważ bardzo się w tym dniu spiekłem. Wyszedłem z pod prysznica, stanąłem przed lustrem w łazience i doznałem dużego szoku!!! Na wysokości mojej klatki piersiowej, dokładnie w miejscu gdzie jest serce (może trochę wyżej), pokazało mi się coś co do złudzenia przypomina znak na drzewie, który odnalazłem dnia poprzedniego!  Wygląda to tak jakby ktoś mi ten znak ponakłuwał, bo jest to uformowane z dziwnych kropek. Widać zarówno krzyż jak i kwadrat w którym jest on na drzewie.




Podchodzę do tego sceptycznie i nie mówiłem o tym nikomu aby nie posądzono mnie o to, że zwariowałem, ale podczas lata, jak chodzę bez koszulki to już mi znajomi zaczęli zwracać uwagę co sobie zrobiłem na klatce, a ja nie wiem co im odpowiadać i śmieję się, że się stygmatyzowałem:) Od zawsze byłem niedowiarkiem ale to zaczęło mnie zastanawiać.
Jeżeli bylibyście w stanie powiedzieć o co tu chodzi to będę wdzięczny. Posiadam dużo dokładnych zdjęć tego drzewa ze znakiem. Zdjęć swojej klatki nie posiadam(ale mogę zrobić jak chcecie) bo cały czas mam ten krzyż na niej zarówno w zimę jak i lato (w lecie jest bardziej widoczny, ponieważ to miejsce mi się nie opala od tamtego czasu. Pomóżcie mi rozszyfrować tą ciekawostkę.
Pozdrawiam
[...]

p.s.

Rysunku nie zrobiłem ale za to wykonałem zdjęcia mojej klatki piersiowej na której pojawił się ów krzyż w "ramce". Zdjęcia robiłem telefonem komórkowym i nie są dosyć wyraźne ale zapewniam was, że to coś, widać "na żywo" bardzo dokładnie.  Umieszczam także zdjęcia miejsca w którym znalazłem to wyrycie jak i samo drzewo. Na zdjęciach widać 3 drzewa, jakby wyrastające z jednego pnia. To jest pierwsze z prawej, patrząc na zdjęcie z oddali.   Poza tym na zdjęciach map zaznaczam orientacyjnie położenie tego drzewka . Krzyż z niego i cała reszta trochę się różni od tego co mam na piersi, ponieważ na drzewie są jeszcze inicjały i data ale to co mam na klatce do złudzenia przypomina temat z drzewka, choćby dziwnymi znakami w miejscu gdzie jest data.
 
Brałem też pod uwagę hipotezę, że ktoś po wojnie wydłubał w drzewie dla żartu takie coś ale po konsultacji z pracownikiem zajmującym się od 30 lat terenami leśnymi na Mierzei mam gwarancję, że drzewo ma ok 120 lat, a napis powstał bardzo dawno.

 


I jeszcze jedna historia z naszej najnowszej "poczty do FN". Dotyczy dość osobliwego momentu związanego z przewidzeniem ceny przedmiotu znalezionego wykrywaczem metalu, który osiągnął na aukcji internetowej.



zwiń tekst



MOJE NIEZWYKŁE DOŚWIADCZENIE PODCZAS CIĘŻKIEJ CHOROBY
Pt, 17 gru 2021 12:00 komentarze: 7 czytany: 3503x

[...] Kolejny raz patrzę w lustro i kolejny raz nie widzę swoich oczu. Patrzy na mnie ktoś inny… Kiedy kolejna kwarantanna osadziła nas w domu na 12 dni, podjęłam decyzję o wyjeździe z córką na działkę do babci. Miałyśmy spędzić ten czas poza domem, pobyć razem, odpocząć.  Był koniec listopada 2021. Pierwsze dni były super. Kominek, wspólny czas, spacery z psem,  meldowanie i głupie zdjęcia.......

czytaj dalej

[...] Kolejny raz patrzę w lustro i kolejny raz nie widzę swoich oczu. Patrzy na mnie ktoś inny… Kiedy kolejna kwarantanna osadziła nas w domu na 12 dni, podjęłam decyzję o wyjeździe z córką na działkę do babci. Miałyśmy spędzić ten czas poza domem, pobyć razem, odpocząć.  Był koniec listopada 2021. Pierwsze dni były super. Kominek, wspólny czas, spacery z psem,  meldowanie i głupie zdjęcia w aplikacji kowidowej.

Wszystko zaczęło się w piątek wieczór 26.11.2021. Od tygodnia wieczorami ćwiczyłam plank /  deskę. W piątek również. Potem jeszcze chwilę pobawiłam nie z córką i przyszedł czas na spanie.  Myślałam, że się nadwyrężyłam. Pojawił się lekki ból w okolicach wątroby promieniujący delikatnie na plecy. „Nic poważnego” - pomyślałam. Ból jednak się nasilał. Zeszłam na dół i wzięłam leki rozkurczowe i przeciwbólowe. Mama stwierdziła, że to wątroba, i że przegięłam z tostami z serem.  Wypiłyśmy herbatę z cytryną i poszłam spać.

Sobota minęła bez bólu. Jednak wieczorem ból wrócił spotęgowany. Bolało mnie do tego stopnia,  że zadzwoniłam na pogotowie. Po trzech godzinach karetka zabrała mnie na sygnale do Otwocka  na SOR. Tam dostałam leki przeciwbólowe, zrobiono mi badania, podłączono kroplówkę i… rano  wypisano do domu z zaleceniem przyjmowania leków przeciwbólowych oraz wykonaniem usg  jamy brzusznej.

Ból jednak nie ustępował. Mama zawiozła mnie na pogotowie w Mińsku Mazowieckim. Lekarz dyżurny stwierdził, że mogę mieć atak kolki nerkowej i skierował na oddział urologiczny w  szpitalu. Zasugerował oddział w Siedlcach albo Otwock. Dostałam silne leki przeciwbólowe i  wróciłam do domu. Była niedziela w nocy.

W poniedziałek rano umówiłam się na usg do gabinetu dr n.med. Anny Pajk w Mińsku  Mazowieckim. Po wykonaniu usg pani doktor zasugerowała skrzepy lub guza prawej nerki. Nie jest to najlepsza perspektywa zważywszy utrzymujący się ból w obszarze jamy brzusznej i lędźwi. 

Postanowiłyśmy wracać do domu. Spakowałyśmy się w minutę. Mama zawiozła mnie do szpitala  Św. Anny w Piasecznie na urologię, a sama odwiozła dziecko i psa do domu. W szpitalu otrzymałam informację, że urologia nie działa i wykonywane są tylko przyjęcia planowe. Pani z recepcji zasugerowała szpital im. Orłowskiego. Gdzie pojechałam z mamą. Na SORze w Orłowskim dostałam kolejne środki przeciwbólowe i skierowanie na TK z kontrastem  na następny dzień. Z coraz większym bólem wróciłam do domu i rano we wtorek, pojechałyśmy  do przychodni na TK z kontrastem. Okazało się jednak, że pierwszy wolny termin to 25.02.2021.  W Orłowskim rozłożyli ręce i zasugerowali aby wrócić na SOR, jak ból będzie nie do zniesienia.

W tym samym czasie udało nam się prywatnie zamówić wizytę u lekarza wykonującego TK w  Orłowskim. Lekarz przebadał mnie i stwierdził, że powinnam spróbować kolejny raz przyjechać na SOR, bo „nie jest dobrze”.

Była środa po południu. Kolejny raz trafiłam na SOR w szpitalu im. Orłowskiego w Warszawie. Moje wyniki z minuty na minutę się pogarszały. Parametry krwi miały tylko oznaczenia H i L, nie miałam żadnych wyników w normie. Lekarz dyżurny stwierdził ostry stan kolki nerkowej, kamicę moczowodu prawego oraz odmiedniczkowe zapalenie nerki prawej. Po czym z wypisem wyrzucił
mnie z SORu tłumacząc swoje postępowanie brakiem miejsc w szpitalu. Jednocześnie  powiedział, że kwalifikuję się na operację w trybie pilnym i polecił szukać miejsca w innych szpitalach.

We środę w nocy trafiłam do Międzylesia (MSSW) na SOR. Nie bardzo już wiedziałam, co się ze  mną dzieje. Nie wiem czy miałam tak wysoką gorączkę czy mój organizm odcinał mnie w ten sposób od ogromnego bólu zatkanej i zainfekowanej nerki. Nie wiem ile osób było w poczekalni, nie pamiętam ile czasu spędziłam na badaniach i łóżku w korytarzu. Wiem, że z kodem czerwonym trafiłam rano na oddział i na stół. Priorytetowo wykonano mi udrożnienie nerki i  opanowano w miarę ból, który mnie odcina od świata.

Wiem tylko jedno, że piątku już bym nie przeżyła bez interwencji chirurgicznej. Nawet teraz kiedy to piszę, nie do końca zdaję sobie sprawę z zagrożenia jakie mnie spotkało. I do końca swoich dni będę wdzięczna tym niesamowitym lekarzom za pomoc i opiekę jakiej doświadczyłam. To jednak nie koniec…

Po operacji zaczęłam gorączkować… Tak na prawdę ostro i często. Przerwy między jednym gorącem a drugim to 4 godziny. Miałam podawane naprzemienne leki obniżające gorączkę i wtedy zaczęłam „widzieć”…

Najpierw pojawił się głos w mojej głowie mówiący mi, że będzie dobrze, że mam skupić się na sobie. Potem były dwa głosy - jeden mój zadający milion pytań i drugi też jakby mój ale nie mój, spokojny, odpowiadający na moje pytania. Rozmowa wydawała się trwać bez końca. Wszystkie pytania jakie miałam zostały wyjaśnione. Niestety nie umiem już ich wszystkich przytoczyć. Jedno
jednak pamiętam dokładnie, głos w mojej głowie kazał skupić mi się na sobie i swoich odczuciach, nie tracić energii na rozgrywanie scenariuszy w mojej głowie, kazał mi fizycznie oszczędzać energię.

Moja twarz i ciało paliły, czułam jak wewnętrzny ogień spala mi organy, Dostawałam bardzo silny antybiotyk, taki, że przygotowujące go pielęgniarki zmieniały rękawiczki na grubsze jak mi go podawały. Po tym antybiotyku wymiotowałam i miałam gorączkę. Moje ciało dosłownie płonęło. Non stop pękały mi żyły, w które wprowadzany miałam kolejny i kolejny wenflon. Czułam się podle, w głowie mi wirowało, miałam non stop odcinki.

Każde jednak zapadnięcie w sen - nie sem, pokazywał mi inny rodzaj emocji. To, co pamiętam dokładnie, a była to trzecia doba gorączki powyżej 39 stopni, to czas w jakim zobaczyłam to, co dzieje się z naszą planetą. Wiem, jak to brzmi, wiem, że nawet teraz jak to piszę, mam wrażenie, że wariuje i zmyślam ale czemu właśnie tak?

Wszystkie moje „podróże” miały ten sam schemat, zasypiałam lub odcinało mnie tutaj i pojawiały się krótkie epizody, jak filmy, które pokazywały mi różne oblicza emocji, stanów itp. Najmocniej zadziałał na mnie epizod, w którym jestem w ciemnej przestrzeni, która jednak jest jakby oświetlona. Widzę z góry ziemię, która paruje. Jestem jakby energią, bo nie widzę swojego ciała, jest ciemno ale jasno i wokół ziemi widzę bardzo dużo kul, planet, nie mam pojęcia co to było.


Nagle dwie istoty z energii zsuwają powłokę ziemską i odsłaniają to, co jest pod płaszczem, który znamy. Widzę kulę ziemską zrobioną z tytanu, w którym są dziury i buzuje lawa. Wiem, że to moja wina, nie słysząc żadnych słów. Jedyny dźwięk, który słyszę to słowa - „zacznij od siebie, rób to co umiesz najlepiej”. Potem się budzę, temperatura spada.

Temperatura zawsze rosła mi koło 16:00 - 17:00. Kolejne epizody nie są już tak wyraźne. I nie pamiętam ich tak dokładnie. Jednym z nich były emocje, które obecnie przezywam. Drugim relacje międzyludzkie na poziomie rodziny. I kolejnym, który dobrze pamiętam jest epizod, w którym moje ciało wygląda jak z kostki Rubika, gdzie świecą poszczególne elementy. I ktoś mi te świecące elementy wymienia na zgaszone. Więcej rzeczy niestety już nie pamiętam.

Postaci świetlne, które widziałam były bardzo wysokie, obłe na górze i rozchodzące się na dół. Bez twarzy, miały dwie ręce jakby bez palców, Widziałam ich tylko obrys.

Po paru dniach temperatura minęła i wypisano mnie do domu. Mam założony wewnętrzny cewnik i czeka mnie jeszcze jedna operacja w styczniu. Nie boję się jej.

To, co udało mi się zapisać jeszcze nazwałam po prostu lekcje. I oto one. Proste i oczywiste. Będę się ich trzymać i pracować na razie nad sobą. Nie wiem również, czy wszystko co napisałam powyżej to nie był po prostu sen. Acha i jeszcze jedno. Po projekcjach wiedziałam jak zrobić zewnętrzną protezę kolana w postaci małej płytki ale teraz nie mam pojęcia jak. Mam w głowie tylko kształt i miejsce gdzie powinno to się montować na ciele. No i oczy… Moje oczy już nie są moje ale widzę to tylko ja…

Lekcje:

- Nie oceniaj - Dbaj o własną energię świadomym oddechem

- Słuchaj siebie

- Nic nie musisz - chcesz

- Myśl pozytywnie

- Skupiaj się na małych rzeczach

- Wybieraj opcje korzystne dla ciebie

- Masz każdą odpowiedź w sobie

- Jesteś jednością

- Nie bój się

 - Działaj jak masz wpływ na sytuację, jak nie - obserwuj

(Więcej nie zapamiętałam ale było tego bardzo dużo)

/dane do wiad. FN/



zwiń tekst



DWIE TAJEMNICZE KULE NAD WIEŻĄ KOŚCIOŁA - OBSERWACJA Z LAT 90-TYCH
Śr, 15 gru 2021 20:32 komentarze: 1 czytany: 2069x

Obiekty nad wieżą kościelną lata 90-te. Witam serdecznie Fundację Nautilus ! W załączeniu przesyłam Państwu ciekawy opis zdarzenia z lat 90-tych. To się wydarzyło podczas mojej podróży na tereny wschodniego Mazowsza.  Pozdrawiam ( Orion_1957 )Chciałbym opowiedzieć Wam o bardzo ciekawym wydarzeniu które miało miejsce w latach 90 -tych.  Mogło to być między 1994 a 1997 r ponieważ w tym okresie.......

czytaj dalej

Obiekty nad wieżą kościelną lata 90-te. Witam serdecznie Fundację Nautilus ! W załączeniu przesyłam Państwu ciekawy opis zdarzenia z lat 90-tych. To się wydarzyło podczas mojej podróży na tereny wschodniego Mazowsza.  Pozdrawiam ( Orion_1957 )


Chciałbym opowiedzieć Wam o bardzo ciekawym wydarzeniu które miało miejsce w latach 90 -tych.  Mogło to być między 1994 a 1997 r ponieważ w tym okresie posiadałem Fiata 125 p  i w ten sposób łatwiej mi to umiejscowić czasowo.  Pewnego letniego dnia wybrałem się w podróż z Warszawy na działkę na wschodnie tereny Mazowsza gdzie w tym czasie przebywał mój ojciec.

Oczywiście nie będę opisywał całej mojej podróży bo tak naprawdę podczas 2-u godzinnej jazdy  nic się nie działo prócz tego, że przez okno samochodu mogłem podziwiać soczystą i piękną przyrodę. Kiedy dojeżdżałem do swojej miejscowości a miałem ostatni kilometr coś zaczęło się dziać w warunkach pogodowych. Tak to chyba trzeba określić. Było ,,coś,, bardzo dziwnego na zewnątrz. Mijałem właśnie przepiękny zabytkowy kościół który był ostatnim wysokim punktem który pozostawiłem za sobą. Nie sposób było nie zauważyć, że wjeżdżam jakby w inną tajemniczą krainę przepełniną pięknym widokiem. Z każdej strony zalewał  wszystko niesamowity czerwony kolor. Nawet wewnątrz samochodu było czerwono. Gdzie się człowiek spojrzał tam była intensywna czerwień. Ta barwa wyglądała tak jakby za czyimś przyzwoleniem wgryzła się we wszystko co nas otacza. Czerwień którą nawet trudno opisać. Przenikała wszędzie. Patrzenie się na ten kolor sprawiało niejako problem. Nasze oczy nie są przyzwyczajone do takiego intensywnego obrazu. Droga okoliczne pola i zabudowania były skąpane w tym wspomianym kolorze. Jakby coś się stało ze słońcem.

Widok niby cudowny lecz przypominał nieziemski. Czasami możemy zaobserwować zachodzące słońcy kiedy poświata promieni wlewa się do naszych mieszkań. Ale to było zupełnie coś innego. Kiedy byłem coraz bliżej domu zauważyłem, że przy posesjach, przy drodze stali ludzie i patrzyli  w kierunku tego przedziwnego nieba. Nie było innych barw tylko ta może malinowo-czerwona poświata niczym peleryna zarzucona na wioskę. Wjeżdżając na swoje podwórko zobaczyłem swojego ojca który stał wspólnie z sąsiadami i również przyglądał się niebu patrząc w kierunku zachodnim tj. w kierunku kościoła obok którego parę minut wcześniej przejeżdżałem. Kiedy wyszedłem z samochodu ojciec powiedział mi, że się trochę spóźniłem bo parę minut temu również mógłbym zobaczyć na niebie dwa słońca jak to opisali sąsiedzi. Natomiast ojciec powiedział mi, że to były dwie dość spore świecące kule przypominające z lekka słońce. Kiedy dojechełem na działkę było po południu może 15.00 lub 16.00 więc do zachodu słońcu pozostało sporo czasu natomiast ono samo było zupełnie z innej strony i też przebijało się w barwie innej niż zawsze.

Ta czerwień w zasadzie zaczynała się jeszcze przed kościołem może parę kilometrów wcześniej ale to wyglądało bardzo naturalnie zwłaszcza, że ta barwa przybierała odcień czerwieni zaczynając od delikatnej przechodząc w intensywną  w trakcie zbliżania się do celu. Wtedy to lekko różowe światło nie wzbudzało żadnych podejrzeń. Zjawisko to mieszkańcy obserwowali na miejscu kilka godzin. Dziwnie się stało bo jakby na całą miejscowość ktoś opuścił firanę z odcieniem tej czerwieni która jeszcze przez długi czas przykrywała całą okolicę. Kiedy pojawiły się te kule nikt wcześniej nie zwrócił na nie uwagi. Stało się to wtedy gdy pojawiła się na niebie czerwień. Po pewnej chwili jak mi relacjonował ojciec wiszące kule nagle zgasły ale czerwień utrzymywała się jeszcze dość długo.

Obserwował je na niebie przez prawie godzinę. Pamiętam, że w tym czasie szukałem jeszcze czegoś na niebie i byłem zły, że to zjawisko mnie ominęło. W odległości od mojego domu na działce może ok. 400 metrów dalej rozciągają się  uprawne pola  sąsiadów. Teren ten tworzy wzniesienie a dalej można dostrzec idąc w tamtym zachodnim kierunku rozpostartą  dolinę. Są to również pola ciągnące się jakby na zapleczu wsi. Dlaczego o tym wspominam. Kiedy patrzyłem z innymi w niebo podziwiając ten jakże odmienny kolor widziałem, że tam w tej dolinie musiało się coś wydarzyć. Ta intensywa barwa która przenikała całą wieś była tam bardziej intensywna i najdłużej zachowywała swoją barwę. Ale jakoś nie znalazłem chętnych aby tam się ze mną udali. Pamiętam, że czułem pewne obawy. To co widziałem w tamtym czasie było oczywiście czymś nowym, nieznanym i bardzo tajemniczym.

Może właśnie to zatrzymało mnie i odpuściłem sobie ale bardzo mocno kusiło by zobaczyć co w tej dolinie się wówczas działo. Teraz żadna siła by mnie zatrzymała ale czasu nie cofniemy. Myślę, że te czerwone barwy które nadciągnęły na te tereny mogły powstać w wyniku pojawienia się kul które wisiały dość długo nad wieżą kościoła. Szkoda, że jadąc wtedy na działkę nie zauważyłem ich przez szybę. Spóźniłem się na ten spektakl ale jak wiemy nigdy nie wiadomo kiedy będzie nam dane dostrzec coś czego inni nie zobaczą. Mogę  powiedzieć tylko jedno. Trochę tego życia już przeżyłem i wtedy zdarzenie to na niebie przyjąłem jako pewnik natury chociaż miałem też małe wątpliwości. Ale obecnie uważam, że to mogło być sztucze działanie bo nie jest możliwe aby sama natura wywołała tego typu zjawisko. A jeżeli to byli obcy ? Lata 90-te to lata kiedy telefon komórkowy mieliśmy w swoich rękach po raz pierwszy ( w zasadzie to w końcu lat 90-tych )          a działanie internetu było nam jeszcze mało znane.

Więc nasza wiedza z tej dziedziny w tym czasie również była mierna.  Dzisjaj moje spojrzenie na UFO i podobne zjawiska jest zupełnie inna – bardziej pogłębiona a to dzięki Fundacji Nautilus która jest dla nas wszystkich niesamowitą kopalnią wiedzy za co im serdecznie dziękuję. To oni otworzyli nam oczy na zjawiska, na obiekty i wszystko co nas otacza. Wskazują nam  jak na nie patrzeć i na co zwracać szczególną uwagę.

W załączeniu wizualizacja powyższego zdarzenia .

 

Trzeba pamiętać, że przy każdym wyjeździe w trasę trzeba mieć przy sobie aparat fotograficzny lub kamerę by zarejestrować takie lub podobne zjawiska które nie pojawiają się w naszym życiu codzienne.

 Pozdrawiam  ( Orion_1957 )



zwiń tekst



MOJA PIERWSZA PODRÓŻ W CZASIE
Pon, 6 gru 2021 13:40 komentarze: 4 czytany: 4553x

Droga Redakcjo,Od wielu lat jestem czytelniczką i załogantką Nautilusa. Swoją przygodę z „nieznanym” rozpoczęłam w latach 70-tych XX wieku od książek m.in. Andrzeja Donimirskiego czy Ericha von Dänikena, którego w tym roku miałam okazję poznać osobiście podczas jego pobytu we Wrocławiu. Dziś jednak skupię się na moich doświadczeniach związanych z hipnozą, regresingiem i moimi poprzednimi wcieleniami.......

czytaj dalej

Droga Redakcjo,
Od wielu lat jestem czytelniczką i załogantką Nautilusa. Swoją przygodę z „nieznanym” rozpoczęłam w latach 70-tych XX wieku od książek m.in. Andrzeja Donimirskiego czy Ericha von Dänikena, którego w tym roku miałam okazję poznać osobiście podczas
jego pobytu we Wrocławiu. Dziś jednak skupię się na moich doświadczeniach związanych z hipnozą, regresingiem i moimi poprzednimi wcieleniami. Podczas wielu seansów hipnozy poznałam kilka z nich, lecz jak to zwykle bywa, to pierwsze spotkanie
z regresingiem jest chyba najsilniejsze.

MOJA PIERWSZA PODRÓŻ W CZASIE.

W 2005 roku po raz pierwszy trafiłam do dr. Andrzeja Kaczorowskiego hipnoterapeuty i psychologa z Wrocławia. Miałam wówczas wiele problemów natury  psychologicznej i fizycznej. Podczas wizyty terapeutycznej miała miejsce moja pierwsza w życiu sesja regresji hipnotycznej. Samo pojęcie hipnozy i regresingu wzbudzało wówczas moją dużą ciekawość. Cały czas byłam świadoma. Słuchałam  ciepłego i spokojnego głosu p. Andrzeja. Pomyślałam sobie, przecież ja wszystko słyszę, nawet to co dzieje się za drzwiami gabinetu. Mogę zrobić wszystko, wstać,  ruszać się, otworzyć oczy. Ta hipnoza chyba na mnie nie działa… Jakież było moje zdziwienie, gdy uświadomiłam sobie, że nie mogę ruszyć ręką, nie mogę otworzyć oczu, ale mogę, zgodnie z sugestią p. Andrzeja, przenieść się na cudowną plażę.

Poczułam morską bryzę, usłyszałam szum fal, krzyk mew. Wszystko to było takie realne i prawdziwe. Poczułam się bardzo zrelaksowana. W pewnym momencie pojawił się bardzo realistyczny film. Zobaczyłam scenkę rodzajową jakby namalowaną ręką
mistrza flamandzkiego przedstawiającą rodzinę kupiecką z XVI-XVII wieku. Na pierwszym planie stoi dom wybudowany z kamienia z dachem krytym łupkiem. W pobliżu zlokalizowane są stajnie i wozownia, przy których krzątają się jacyś ludzie.

Ktoś prowadzi karego konia, a inni przerzucają siano. Sielski obrazek. Przed domem widzę grupę ludzi – rodzinę, małżeństwo z trzema córkami. Wiem, że to jest moja ówczesna rodzina. Ojciec jest kupcem pochodzenia holenderskiego. Mieszkamy we
Francji. Jest ciepły słoneczny dzień. Ojciec ubrany jest na czarno. Nosi opięty kaftan z ozdobnymi guzikami. Spodnie, spod których wychodzą czarne pończochy sięgające za kolana. Buty na lekkim obcasie z kwadratowymi czubkami ozdobione są
prostokątnymi klamrami. Jedynym jasnym akcentem tego stroju jest biały kołnierz schodzący na ramiona i białe wywinięte mankiety od koszuli. Całości dopełnia czarny kapelusz z dużym rondem i cylindryczną, podniesioną główką wykończoną
prostokątną klamrą. Mężczyzna ten posturą i ubiorem do złudzenia przypominał Romualda Lipko z Budki Suflera w stroju jaki miał w teledysku do utworu „Bal wszystkich świętych”. Stojąca obok postawna, mocnej budowy ciała kobieta jest moją
ówczesną matką. Ubrana jest w czarną długą suknię ozdobioną dużym białym kołnierzem opadającym na ramiona. Na głowie nosi biały czepiec. Rękawy sukni ozdabiają białe wywinięte mankiety z koronki. Dwie dziewczynki w wieku 10 - 11 lat
radośnie biegające mają białe czepce. Najbliżej rodziców stoi młoda 18 - 19 letnia dziewczyna. Jest bardzo ładna. Ma długie jasne włosy upięte w kok, z którego długie loki opadają na ramiona. Jej strój składa się z długiej czarnej aksamitnej spódnicy,
białej koszuli z ozdobnymi mankietami i sztywnego czarnego gorsetu, jak w naszych strojach ludowych, o okrągłym wycięciu sznurowanym z przodu czarną wstążką. W przeciwieństwie do sióstr nosi mini czepiec zakrywający tylko tylną część głowy. W
pewnym momencie uświadamiam sobie, że to ja jestem tą młodą dziewczyną. Sądząc po strojach jest to chyba przełom XVI-XVII wieku. Sielską atmosferę zakłóca szybko podjeżdżający powóz. Zatrzymuje się w pobliżu stajni. Wysiada z niego młody
przystojny mężczyzna ubrany w mundur oficera muszkieterów i ozdobny czarny kapelusz z dużym rondem. Powoli zmierza w kierunku naszego domu. Wita się z moją rodziną. Kiedy spogląda na mnie swoimi błękitnymi oczami rozpoznaję w nim mojego
obecnego męża ! Obraz znika i po chwili pojawia się następna scena. Spacerujemy po zadbanym ogrodzie znajdującym się za domem. W oddali widać piękną ukwieconą łąkę. Słońce świeci, jest cudownie. Niespodziewanie dowiaduję się, że mój ukochany
musi gdzieś wyjechać, może na wojnę, może do innego kraju, nie wiem…, chyba gdzieś daleko i nie wiadomo kiedy wróci. Jest mi smutno, łzy płyną mi po policzkach.

Czuję niepokój i bardzo boję się o niego. Obraz się rozpływa i pojawia się następna odsłona. Leżę w łóżku, którego szczyty są bardzo wysokie. Mam na sobie białą płócienną koszulę, jestem blada, mam gorączkę, chyba umieram… W pewnym momencie widzę smugę opalizującego światła, która częściowo obejmuje moje łóżko. Odchodzę. Zostawiam swoje ciało. Jest mi dobrze. Czuję ciepło, szczęście, miłość. Po chwili obraz się zmienia. Drogą idzie kondukt żałobny. Chyba pada deszcz. Całość
obserwuję z góry. Nie widzę twarzy. Czterech mężczyzn w ciemnych pelerynach i wysokich kapeluszach z dużym rondem niesie wąską czarną trumnę na wieku której przymocowano bardzo długi krzyż. Mam wrażenie, że trumna się chybocze, jakby
osoby ją niosące szły po bardzo nierównym, śliskim, błotnistym terenie. Wiem, że jestto mój pogrzeb. Nie czuję nic, ani smutku, ani żalu. Na wszystko spoglądam z boku jakbym oglądała film. Słyszę głos pastora odmawiającego modlitwę….. Obraz się
rozpływa. Sama sobie się dziwię, że zapamiętałam tyle szczegółów.

Do wrocławskiego hipnoterapeuty a zarazem psychologa trafiłam aby „wyleczyć się” z niektórych moich uciążliwych „słabości”. Miałam niską samoocenę, początki depresji, brak akceptacji swojego wyglądu i wiele innych, z którymi ciężko mi było żyć.
Od ponad 30 lat żyję z autoimmunologiczną chorobą (RZS) popularnie zwaną reumatyzmem, a która zaważyła na większej części mojego życia. Zmieniła mój wygląd dodając prawie 20 kg w wyniku intensywnej kuracji sterydowej. Zniekształciła stawy doprowadzając do kilku ciężkich ortopedycznych operacji. Ograniczyła znacznie moją zdolność ruchową, czyli mówiąc krótko „uziemiła” mnie fizycznie na długie lata.

Od lat zadawałam sobie pytanie: dlaczego to ja musiałam tak ciężko zachorować? I nie było to pytanie z zakresu medycyny konwencjonalnej, bo odpowiedź można znaleźć choćby w internecie. Interesowało mnie to w sensie metafizycznym. Terapeuta
do którego trafiłam postanowił mi pomóc. W czasie mojej pierwszej sesji regresji hipnotycznej przeniosłam się w czasie do jednego z moich poprzednich wcieleń.
Ujrzałam opisaną tu scenkę rodzajową w kilku odsłonach z XVI- XVII wieku. To właśnie ten seans regresji hipnotycznej uświadomił mi jak wiele możemy przenieść z jednego do drugiego wcielenia.

Kiedy w 1986 roku spotkałam mojego męża na wczasach w jednym z kurortów nad Morzem Czarnym, oboje od początku mieliśmy wrażenie, że znamy się od dawna. Choć w Polsce mieszkaliśmy w miastach oddalonych od siebie o 200 km, tydzień pracy
trwał 6 dni (bo soboty były też pracujące), a rozmowy międzymiastowe były zamawiane, my cierpliwie pokonywaliśmy wszelkie trudności, które chciałyby nas rozdzielić. Kilka razy w tygodniu pisaliśmy do siebie listy. Potrafiliśmy parę godzin spędzić w pociągu by przez 3-4 godziny móc ze sobą się spotkać i porozmawiać. Po dwóch miesiącach byliśmy zaręczeni. Terapeuta powiedział, że widać podświadomie baliśmy się żeby nic, ani nikt nas znowu nie rozdzielił i dlatego jak najszybciej chcieliśmy być razem. Dwa lata po ślubie mój mąż został na pół roku oddelegowany do pracy w stolicy. Choć przyjeżdżał na każdą sobotę i niedzielę, mnie dopadła choroba. Byłam mocno osłabiona, przez ponad 2 miesiące trawiła mnie gorączka, którą zbijałam by rano pójść do pracy. Lekarze nie wiedzieli co mi jest. Dopiero potem okazało się, że mój organizm zaatakował sam siebie i wywołał RZS. Teraz już wiem, że nieświadomie zadziałał tu związek przyczynowo-skutkowy z poprzednich wcieleń.

Rozstanie (choćby pozorne) z bliską mi osobą równa się choroba lub śmierć. U mnie sytuacja ta miała miejsce dwukrotnie w poprzednich wcieleniach i teraz też się powtórzyła. Od początku naszej znajomości w przypadku jakiegokolwiek wyjazdu
mojego męża ogarniał mnie niczym nieuzasadniony strach. Nie było telefonów komórkowych, a oczekiwanie na rozmowę międzymiastową trwało niekiedy kilka godzin. Cały czas dręczyły mnie myśli, żeby nic złego się nie stało i żeby cały i zdrowy
wrócił do domu. Jak silne w poprzednich wcieleniach musiało być to przeżycie, że z taką siłą objawiło się obecnie. Jak już wcześniej opisywałam relację z sesji hipnotycznej: mój ukochany muszkieter wyjechał, nie wrócił, a ja zachorowałam i umarłam. W innym znanym mi wcieleniu był maharadżą w Indiach i kiedy umarł, ja razem z nim spłonęłam na stosie, zgodnie z ceremoniałem sati. To tylko dwa z wielu przypadków, które według mnie potwierdzają fakt, jak zdarzenia z poprzednich wcieleń mogą wpływać na nasze obecne życie. Jest wiele udowodnionych i opisanych przypadków, gdzie osoby panicznie bojące się wody, w jednym z poprzednich wcieleń utopiły się. To samo dotyczy tzw. fobii ognia, lęku wysokości, strachu przed lataniem czy pływaniem statkami. To są fakty potwierdzone i wyjaśnione w różnych częściach naszego globu. Napisano na ten temat wiele książek, a wiele ciekawych relacji
znajdziemy w archiwum Nautilusa. Już w czasie następnej wizyty terapeuta znając przyczynę moich niektórych problemów, w czasie kolejnego seansu hipnotycznego „wykasował” z mojej pamięci te i inne traumatyczne dla mnie przeżycia tak, aby  przerwać ten powtarzający się od setek lat i wielu wcieleń ciąg niekorzystnych zdarzeń. I … naraz okazało się, że paniczny strach minął i … wszystko wróciło do normy. Zaakceptowałam swój wygląd. Moja choroba weszła w stan remisji, minęła lekka
depresja, a ja zyskałam więcej pewności siebie. Muszę przyznać, że doskonale się z tym czuję !

Wracając do opisanego wcześniej mojego „francuskiego” wcielenia, uzyskałam  odpowiedź dlaczego podobają mi się te, a nie inne rzeczy. Dlatego pozwolę sobie obalić twierdzenie wielu osób jakoby w czasie seansu hipnozy ktoś miał wpływ na naszą pamięć poprzednich wcieleń. Obrazy są bardzo dynamiczne i pojawiają się niekiedy niespodziewanie. Czuje się strach, ból, chłód, gorąco, miłość, radość, nienawiść … czyli wszystkie doznania, które są częścią naszego życia. Tego stanu trzeba doświadczyć samemu, aby móc wypowiadać się na temat hipnozy i reinkarnacji, korzystając z własnych doświadczeń, a nie słuchać „opowieści zielonego lasu” samozwańczych autorytetów, którzy nigdy nie uczestniczyli w takich seansach, nawet jako obserwatorzy. Od wielu lat bardzo mi się podoba styl starofrancuskich domów, zwanych dziś prowansalskimi. Uwielbiam czarne stroje z elementami bieli. Jedyna w rodzinie od urodzenia mam jasne włosy, choć jestem podobna do ojca, który miał ciemne włosy. Mój mąż już w trzecim znanym mi dotychczas swoim wcieleniu, związanym z moją osobą był „mężczyzną w mundurze”. Czy to zbieg okoliczności?
Wielu odpowie, że tak! Być może mają całkowitą rację. Mnie się jednak wydaje, że to „spadek” po poprzednich wcieleniach. W moim przypadku poznanie kilku moich inkarnacji wyjaśnia moją tolerancję i szacunek do różnych religii, poglądów, czy narodowości. Fascynacja i miłość m.in. do Indii (choć w obecnym wcieleniu nigdy tam nie byłam), do kultury żydowskiej ... też ma swoje źródło w poprzednim życiu (byłam kiedyś żydowskim dzieckiem, które zginęło w obozie na Majdanku). Takich
„przypadków” jest dużo więcej. Rzutują one na moje postrzeganie świata, podejmowane decyzje i zainteresowania, ulubiony styl, kolory, czyli na całe obecne życie składające się właśnie z takich właśnie drobiazgów tworzących indywidualność każdego człowieka.
Pozdrawiam
[...] (imię i nazwisko do wiadomości Redakcji)
P.S. Swoją historię z jednego z poprzednich wcieleń, gdy byłam żydowskim dzieckiem,  które zginęło w obozie na Majdanku opisałam w 2013 roku i Nautilus opublikował ją 22 lutego 2013 r. rozpoczynającą się od słów „Wszystko wskazuje na to, że wcielając się w ciała materialne jesteśmy niczym aktorzy w teatrze odgrywający kolejne role”. W 2020 r. życie po raz kolejny dopisało ciąg dalszy. Będąc w Lublinie postanowiłam wraz z moim mężem udać się na Majdanek. Byliśmy m.in. w krematorium, a następnie wchodziliśmy do wielu baraków, gdzie umieszczono różne wystawy tematycznie związane z wojną, obozem i Lublinem w czasie wojny. Zbliżał się czas zamknięcia muzeum, gdy dotarliśmy do ostatniego otwartego baraku. Po wejściu do niego
stanęłam jak wryta. Moje ciało przeszedł dreszcz i oblał mnie zimny pot. Zobaczyłam barak wypełniony równo ustawionymi pryczami. Z góry dochodziło światło ze świetlików dachowych. Mój wzrok skupił się na jednej z nich w pobliżu ściany kominowej. To było to miejsce. Umarłam tu na dolnej pryczy. „Wspomnienia” wróciły. Stałam nieruchomo. W pewnym momencie podszedł do mnie mój mąż i powiedział, że przy wejściu wisi tablica napisana w kilku językach, informująca, że jest to barak dziecięcy…




zwiń tekst



MÓJ DZIWNY SEN - ZOBACZYŁAM PRZELATUJĄCY NADE MNĄ OGROMNY STATEK
Sob, 4 gru 2021 19:40 komentarze: brak czytany: 2622x

[...] Śnił mi się przełom lipca i sierpnia. Było ciepło, a ja zajmowałam się dziećmi z sąsiedztwa, całą zgrają w różnym wieku. Były tam i te grzeczne i łobuzy. Pamiętam że w myślach cieszyłam się że zaraz sierpień, niedługo koniec wakacji i wrócą do szkoły. One strasznie się kłóciły i biły między sobą, a ja poprosiłam je, żeby złożyły obietnicę że będą się szanować i troszczyć o siebie nawzajem.W .......

czytaj dalej

[...] Śnił mi się przełom lipca i sierpnia. Było ciepło, a ja zajmowałam się dziećmi z sąsiedztwa, całą zgrają w różnym wieku. Były tam i te grzeczne i łobuzy. Pamiętam że w myślach cieszyłam się że zaraz sierpień, niedługo koniec wakacji i wrócą do szkoły. One strasznie się kłóciły i biły między sobą, a ja poprosiłam je, żeby złożyły obietnicę że będą się szanować i troszczyć o siebie nawzajem.

W następnej chwili był już sierpień. Trwały działania wojenne, byłam na dworze w swoim rodzinnym domu, patrzyłam na biegających ulicą żołnierzy, a na niebie latały helikoptery. Nagle zobaczyłam nad sobą przelatujący ogromny statek, to nawet nie był samolot, bo był w kształcie prostokąta  z mnóstwem świateł, jakichś reflektorów. Wystraszyłam się go i przypomniałam sobie, że gdzieś po podwórku chodzi moja kotka. Poszłam jej szukać, nagle do bramy podszedł przerażony żołnierz, młody chłopak. Mówił po niemiecku, choć nie znam tego języka z mowy ciała wiedziałam, że chce żebym go wpuściła. Odpowiedziałam mu po angielsku że brama jest zamknięta na klucz i nie mogę i żeby spróbował przeskoczyć przez nią. Znalazłam kotkę i zabrałam ja ze sobą, a gdy się odwróciłam w stronę tego chłopaka, zobaczyłam że wbił sobie w nadgarstek grot, który jest elementem dekoracyjnym furtki, po chwili wykrwawił się i umarł. Byłam totalnie przerażona. Nie widziałam dookoła siebie nikogo z bliskich.

Pamiętam też, że była zaskoczona tym, że mimo tego całego rozgardiaszu, ludzie robili normalnie zakupy, i ja dosłownie dziwiłam się ich konsumpcjonizmowi. Właśnie słowo konsumpcjonizm brzmiało w mojej głowie po przebudzeniu. Po chwili zaczęły napływać wydarzenia ze snu. Był bardzo realistyczny, minęło jakieś 20h, a ja wciąż go pamiętam. Nigdy nie miałam snu dot. wojny. Oby nigdy więcej takich obrazów, a już w ogóle w realu. Wszystkie moje dane tylko do Waszej wiedzy. Serdecznie pozdrawiam i dziękuję wam za Waszą pracę w przybliżaniu nam nieznanego. Odwiedzam Waszą stronę codziennie.
[...]


From:[...]
Sent: Saturday, December 4, 2021 5:49 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Historia z mojego życia

Witam,
Nie wiem ile razy zastanawiałam się czy napisać do Państwa i co dokładnie, na pewno wiele. Zdecydowałam się w końcu na ten krok, ponieważ pewne rzeczy nie dają mi spokoju, i zaczyna mi to ciążyć. Postaram się opisać wszystko jak najzwięźlej.

Jako dziecko i nastolatka interesowałam się astronomią, uczyłam się rozpoznawać na niebie konstelacje gwiazd. Latem razem z moimi dwoma braćmi wyciągaliśmy na noc materace i kołdry i spaliśmy pod gołym niebem. Wtedy mieszkaliśmy jeszcze na wsi, później przeprowadziliśmy się do miasta, a na wieś przyjeżdżaliśmy głównie na wakacje.
Miałam już chyba 19 lat kiedy ostatni raz spaliśmy pod chmurką. To było w sierpniu, 14 lat temu. Ja leżałam na hamaku, a moi bracia i sąsiad spali na materacach po mojej prawej stronie. Leżeliśmy w niskiej trawie, jakieś 20 metrów od naszego podwórza. W podobnej odległości miałam za głową pole.
Pierwsza dziwna rzecz jaką wszyscy zauważyliśmy, było mignięcie światła, jakby flesz lub latarka zza rogu podwórza, ale nikt się nad tym nie zastanawiał co to było.
Nie potrafię określić która dokładnie była to godzina, było ciemno, wszyscy poza mną już spali, więc to mogło być miedzy 12 a 3 rano.
W pełni przytomn, leżąc patrzyłam wprost przed siebie, i wtedy wysoko nade mną pojawiły się światła, tzn. pojawiały się po kolei. Zapaliło się jedno ,zgasło, pojawiło się kolejne, zgasło, łącznie cztery ustawione w jednej linii poziomo. Kilka tygodni temu, obejrzałam filmik na youtube na którym nagrany obiekt najbardziej przypomina to co widziałam tamtej nocy:



Absolutnie nie uważam, że to jest to samo, chcę jedynie zobrazować Państwu to co widziałam.  Moi bracia już spali, nie chciałam ich budzić, leżałam spokojnie dalej i obserwowałam niebo, chyba uznałam, że lepiej będzie o tym nie myśleć żeby nie zacząć się bać. I wtedy nagle, dopadło mnie dziwne wrażenie, że ktoś stoi przy mojej głowie z lewej strony. Wyraźnie słyszałam jakiś dźwięk, jakby szelest ocierających się o siebie liści kukurydzy. Pole za mną o którym pisałam było porośnięte kukurydzą, ale ten dźwięk był tuż przy mnie. Sparaliżował mnie strach, moje ciało i umysł w ułamku sekundy jakby przeszły na tryb awaryjny. Czułam łomotanie serca, byłam pod nos zakryta kołdrą, zamknęłam oczy, starałam się spokojnie oddychać, jakbym spała, nie drgnąć, jak zwierzęta które w obliczu zagrożenia udają martwe. Nigdy nie zapomnę tego uczucia spływającej po plecach kropli zimnego potu. Od pierwszej sekundy starałam się nie myśleć o niczym, i w wyobraźni stworzyłam tylko obraz ściany zbudowanej z cegieł, chyba po to tylko żeby nie spanikować, wtedy wydawało mi się to swego rodzaju zabezpieczeniem. Nie mam pojęcia ile to trwało, czy 30 sekund czy 10 minut. Ten szelest powoli zaczął się oddalać w stronę pola, wtedy się uspokoiłam, nie zasnęłam już tej nocy.

Następnego roku, również pod koniec sierpnia, byłam w domu z moim tatą i babcią. Oglądałam telewizję do późna, babcia i tata spali w innym pokoju. Wyłączyłam tv i położyłam się do łóżka, z lewej strony miałam otwarte drzwi na jadalnię skąd wychodzi okno na podwórze, z prawej okno na ogród. Minęła chwila od momentu kiedy się położyłam, od strony podwórza błysnęło światło. Był to wielki rozbłysk, jakby przed samym oknem ustawiono ogromny  reflektor, w całym pokoju zrobiło się jasno. 10 sekund później znów pojawił się ten błysk ale już od strony ogrodu, i pojawiał się regularnie co 10 sekund, liczyłam. Byłam przerażona, nie byłam w stanie podejść do okna żeby sprawdzić co to. Ogromy błysk od którego robiło się jasno w całym pokoju, sparaliżowała mnie świadomość, że nie jest to coś co mogłoby być mi znane, światło latarki, flesz, reflektor auta. Ten strach który czułam, był dla mnie tak wyczerpujący, że w końcu zasnęłam z głową schowaną pod kołdrą, jakbym przekroczyła jakąś granicę wytrzymałości.
Nie pamiętam dokładnie czy rok później czy dwa lata, sytuacja się powtórzyła, ale wtedy zebrałam w sobie odwagę i poszłam do pokoju gdzie spali moi rodzice i podeszłam do okna, jedyne co zobaczyłam, to wschodzący nad horyzontem czerwony księżyc. Następnego dnia rozmawiałam z żoną mojego kuzyna która mieszka niedaleko nas czy widziała coś w nocy, powiedziała że to była burza.

Teraz zdarzenie z tego roku, również z sierpnia. Chwilę przed zachodem słońca wyszłam na spacer z moim psem, w drodze powrotnej idąc drogą między polami zauważyłam spadający meteor, był ogromny i rozpadł się na kilka części, chwilę potem przed nami na drogę wybiegło kilka saren, które wróciły się zauważywszy mnie i Lucjana. To był piękny widok.
Tego wieczoru, wraz z moim chłopakiem rozpaliliśmy w ogrodzie ognisko, był z nami pies- owczarek szwajcarski z uszami ogromnymi jak radar. Było już ciemno, około godziny 23. Poszłam po coś do domu, jakieś 15 metrów ode mnie, za płotem błysnęło światło, identyczne jak to z pierwszej historii, coś jakby flesz. W tym miejscu gdzie pojawiło się to światło rosną drzewa, dalej jest pole, a od prawej strony, za rowem wąski pas drzew i dalej pole Byliśmy tylko we dwójkę i pies. Kiedy wróciłam opowiedziałam chłopakowi o tym fleszu, starałam się zachować obojętność, żeby nie robić z siebie wariatki. Pojawiły się też rozbłyski na niebie, nie tak mocne jak te sprzed kilku lat. Zachowywaliśmy się obojętnie, przynajmniej starałam się zachować pozory ale włączyło to moją czujność. Na niebie nie było chmurki, nie potrafiłam jednak zlokalizować strony z której pojawiał się ten błysk, może nie chciałam. Za to skupiłam się na moim psie, na tym jak się zachowuje.  Byliśmy przy samym rowie, za nim gęsto rosną krzaki i drzewa, pies w pewnym momencie zaczął ujadać w stronę tych krzaków właśnie, padało na nie światło z ogniska ale nic tam nie dostrzegliśmy, pies dalej szczekając zaczął przesuwać się w lewą stronę aż do ogrodzenia i dalej aż wybiegł z ogrodu. Kiedy wrócił jakiś czas później sytuacja znów się powtórzyła, już bliżej mnie zaczął ujadać na cos między drzewami owocowymi w ogrodzie, kilka metrów ode mnie. Nie wiem czy wiedzą Państwo jak szczeka pies na coś co mają przed sobą, opuszcza nisko łeb, rozstawiają szeroko przednie łapy.  Nie podeszłam do niego, ale patrzyłam uważnie w to miejsce na które się kierował, było jednak zbyt ciemno żeby coś zauważyć. Wtedy niedaleko ogrodu zajechała autem moja mama, i wtedy przez chwilę wydawało mi się że dostrzegłam jakiś ruch między drzewami, ale to mogło być złudzenia.

Dzielę się z Państwem tą historią, ponieważ jestem ciekawa czy spotkaliście się już z podobnym przypadkiem, a może macie jakieś refleksje w tym temacie. Mam przeczucie, że za rok znów historia się powtórzy.

Pozdrawiam, [dane do wiad. FN]

From: [...]
Sent: Saturday, December 4, 2021 12:32 PM
To: FN
Subject: Oumuauma

 

Witam. piszę do Państwa od czasu do czasu i także tym razem chciałbym przedstawić, pewne informację, całkowicie przypadkowo odkryte podczas astralnych podróży, które wczoraj odbyłem wraz z innym empatą, czuciowcem i telepatą. Jest to niesamowite co można osiągnąć umysłem.

Gdzie byc i co odwiedzić. Istnieje bardzo wiele pułapek i niebezpieczeństw, ale ogólnie jest szansa na podejrzenie pewnych rzeczy. Wczoraj wieczorem podczas pewnych sytuacji, które postanowiliśmy sprawdzić, zrobiła się przezroczysta podłoga i pokazał się pomost z kratownicy. Postanowiliśmy ruszyć wzdłóż kratownicy - pomostu. I trafiliśmy przez przypadek na jakby stację, miejsce gdzie było biuro. Mimo kontaktu przez telefon, mówilismy sobie co widzimy i było to 100% zgodne. To Nas strasznie zszokowało. W biurze byli ludzie, ale jakoś wyjątkowo podobni do siebie, w białych fartuchach. Jeden z nich miał okulary na nosie i pracowali nadal przy monitorach typu CRT.

Nagle znaleźlismy się w biurze i patrzylismy przez jakby okno z Plexi. Trochę po skosie na prawo widzieliśmy duże pomieszczenie gdzie na łózkach poustawianych obok siebie, leżały postacie. Nie byli to ludzie. Były to klony, w które wpompowywane były jakieś substancje. Zwinęliśmy się szybko z tego miejsca żeby nie zostać zauważonym, bo bardzo silnie było czuć,że jest za ścianą ktoś kto może Nas zauważyć. I tak po powrocie sqpiając się na celu trafiliśmy na asteroidę Oumuauma, właściwie nie na nią, tylko w jej wnętrze. Znaleźlismy się w środku, w jakiejś dziwnej sferze gdzie od razu dotarła do Nas informacja, że jest to system obronny ochronny. Strzelając czymkolwiek czy wszelka próba np zniszczenia powoduje odbicie ładunku w kierunku wroga. znajduje się to dokładnie na środku obiektu w miejscu takiego zaokrąglonego wgniecenia. System ten działa także na zewnątrz niszcząc obiekty które są na kursie kolizyjnym. Wyszliśmy na zewnątrz obiektu.

Cos nie dawało mi spokoju. Przyjrzałem się dokładniej obiektowi. To co zobaczyłem spowodowało u mnie niesamowicie mocny dreszcz. Wewnatrz obiektu przez jego długość znajduje się jakby korytarz. Od korytarza odchodza jakby wnęki. We wnękach znajdują się zahibernowane ciała obcych. Są w takim jakby zielonym gazie czy kapsułach wypełnionym czymś zielonym. Na końcu obiektu znajdują się jakby dysze napędowe, które wygladają na jakby kanały w skale i są dosyć małe. Widać przez nie zielonkawe światło. Podczas sesji przez telefon postanowilismy wykonac rysunki tego co widzielismy. Zgodne w 100%, ale widziane z róznych miejsc. Niesamowite uczucie.

Dodatkowo doszła informacja, ze statek porusza się na Autopilocie. Po danych z sieci, które znalazłem okazało się ze obiekt ma nie regularnie te same odbicia światła słonecznego, porusza się zmieniając jakby położenie, potrafi przyspieszyć a także zwolnić. Tak nie zachowuje się asteroida. W przypadku chęci większej ilości informacji proszę o kontakt. tak naprawdę okazuje się ze jesteśmy osobami z możliwościami RV jak i zaglądania tam, gdzie nie każdy miałby pozwolenie na to aby sie tam dostać. Jest to ryzykowne, bo zostałem wykryty kilka razy, ale głównie przez obcych.

Np wczoraj znaleźlismy się w miejscu gdzie były setki szaraków. Natychmiast wszystkie skierowały wzrok na Nas. Było to tak silne odczucie, że u mnie w domu natychmiast odczułem obecność kilkunastu jakby energii obserwujących mnie. Napisałem ten post ze wzgledu na Asteroidę, która powróci.


--
Pozdrawiam



zwiń tekst



I POWIEDZIAŁEM RODZICOM, ŻE JA TEŻ MAM GRÓB...
Śr, 1 gru 2021 08:23 komentarze: 5 czytany: 3389x

[…] Witam załogę okrętu Nautilus! Z wielkim zainteresowaniem czytam wasz serwis, ale najbardziej interesują mnie rzeczy związane z reinkarnacją. Uważam, że mój przykład w sensie mojej osoby jest dowodem na istnienie wędrówki dusz. Jako małe dziecko mówiłem, że kiedyś umarłem, a wcześniej miałem żonę i córkę. Moi rodzice nawet powiedzieli, że podawałem jakieś obcobrzmiące nazwisko, które nosiłem. Dziś.......

czytaj dalej

[…] Witam załogę okrętu Nautilus! Z wielkim zainteresowaniem czytam wasz serwis, ale najbardziej interesują mnie rzeczy związane z reinkarnacją. Uważam, że mój przykład w sensie mojej osoby jest dowodem na istnienie wędrówki dusz. Jako małe dziecko mówiłem, że kiedyś umarłem, a wcześniej miałem żonę i córkę. Moi rodzice nawet powiedzieli, że podawałem jakieś obcobrzmiące nazwisko, które nosiłem. Dziś już tego nie pamiętam, ale jako dziecko podawałem bardzo dużo szczegółów. Jak miałem 4 lata rodzice zabrali mnie na cmentarz, a ja im powiedziałem, że ja też mam grób, ale w takim miejscu, gdzie nie ma lasu, tylko pola i kiedyś odwiedziłem własny grób, kiedy byłem aniołkiem. Mam także od dziecka bardzo dziwną bliznę na piersi, od urodzenia. Mogę wam nawet przesłać zdjęcie. Jestem pewien, że jest to jakiś ślad po poprzednim życiu. Jak miałem 5-6 lat, to powoli zacząłem o wszystkim zapominać, ale te moje opowieści w dzieciństwie sprawiły, że moja rodzina najbliższa wierzy w wędrówkę dusz. Dobrze, że o tym piszecie, bo ludzi trzeba o tym uświadamiać. Robicie dobrą robotę

Pozdrawiam i proszę o zachowanie moich danych do Waszej wiadomości

[…]

 

/z Archiwum FN/

[...] Witam serdecznie!

 Oto moja historia :

07 09 1995 roku urodziłam drugą córeczkę.

10 12 1998 roku około godziny 7.20 – 7.30 rano  Julia tuż przed wyjściem do przedszkola  bawiła się  dominem ze zwierzątkami i w tym samym czasie jadła śniadanie a właściwie była karmiona przeze mnie.  Obok przy stole śniadanie jedli  mąż i starsza córka. 

Nagle w czasie zabawy bez żadnego wcześniejszego naprowadzającego tematu Julia powiedziała, że „ona umarła z głodu, że tatuś nie dał jej jeść” Na moje stwierdzenie Co ty mówisz twój tatuś sam by nie zjadł a tobie by dał jeść Julia odpowiedziała „ to nie ten tatuś to inny tatuś nie dał jej jeść”  Rozmowa się skończyła. Dziecko nie rozwinęło dalej tematu a my musieliśmy wychodzić do pracy. Stwierdziłam, że zapiszę to co mówiła i stąd tak dokładny zapis i godzina rozmowy. Notes w którym to zapisałam cały czas przechowuję w szufladzie.

 Jest jeszcze jedna rzecz związana z tym zdarzeniem którą uświadomiłam sobie po tym zdarzeniu i obserwuję do dzisiaj.

O ile starsza córka była jako dziecko strasznym niejadkiem i miałam duże problemy aby cokolwiek zjadła łącznie z tym ,że teściowa gdy Dominika miał ok. 2,5 roku zarzuciła mi ,że dziecko głodzę  to Julia od urodzenia była zawsze głodna. Musiała pojeść i to dość dobrze a przy tym nigdy nie była gruba.  Jej humor zależał od tego czy była głodna. Jak zaczynały się jakiekolwiek nieuzasadnione płacze czy dąsy musiała dostać jedzenie i wtedy wszystko wracało do normy. O ile w starszą córkę trzeba było  „wciskać” jedzenie Julia jak tylko dorosła do wieku „ ja sama” potrafiła sama zrobić sobie kanapkę  czy zrobić samodzielnie jakiekolwiek inne jedzenie. Tak jest do dzisiaj. Gdy tylko w lodówce pojawia  się jakakolwiek  pusta półka zaczyna się niepokój i pytania kiedy będą zakupy. Nie lubi gdy ja nie robię zakupów i chcę aby z lodówki znikły wcześniej zakupione rzeczy.

Bardzo lubi gdy mąż idzie na zakupy spożywcze. Mąż  też lubi jak w lodówce jest pełno.

Pragnę jeszcze w uzupełnieniu moich obserwacji dodać , iż nigdy później pomimo moich podpytywań  nie  powiedziała nic więcej, nie jest i nie była gruba - obecnie jest normalną 13-latką która nie lubi być głodna.

 Pozdrawiam serdecznie

 [...]

 

Hallo dla zalogi Nautilusa.

Historia ktora chce wam opisac dotyczy mojej siostry i nie wiem czy to jest dowod na reinkarnacje.Siostra swojego obecnego meza poznala / w tym roku 25 lat po slubie/ na wycieczce.On wsiadal na ostatnim przystanku i gdy wsiadl cos sie z nia zaczelo dziac/nie byla to milosc od pierwszego wejzenia jak sie to okresla/ to bylo cos innego jakby jakies wspomnienie,byla pewna ze ona te osobe juz zna, nie umiala tego co sie z nia dzialo opisac nie znala slow ,porownan ktore by to wrazenie potrafilo opisac.Zostali para i po trzech latach znajomosci zostali poproszeni przez moja babcie o pomoc w ogrodku przy zbiorze owocow.Babcia byla w tym czasie w szpitalu i sama nie mogla tego zrobic.Siostra opowiadala ze pojechali do ogro dka,poszli do altanki ktora byla prawie jak domek bo byla tam kuchnia,lozko,jak w wiejskiej chacie.Przebrali sie w ubrania ktore tam byly,jakas koszula flanelowa,babci fartuch i gdy tak byli juz przebrani siostra opowiadala ze wpadla w jakis dziwny stan,bo zrobilo jej sie slabo i jeszcze cos dziwnego z nia sie dzialo i nie umie tego opisac i poczula ze  jak by sie przeniosla w czasie ,czula ze juz kiedys byla w takiej sytuacji z ta samo osobo,tak jak by mieszkala na wsi i wykonywali podobna czynnosc na gospodarstwie  i podobnie byli ubrani.To byla chwila i wszystko wrocilo do normy.Przypomnialo jej sie wtedy to pierwsze ich spotkanie na wycieczce i podobne  uczucie i wie ze nie mialo to nic wspolnego z wygladem fizycznym obecnego jej meza ale cos czego nie umie nazwac,opisac  tego  co jej mowilo ze juz kiedys byli razem i cos mocnego ich laczylo. Poprostu przez chwile czula te uczucie ktorym dazyla juz kiedys te osobe .Pozdrawiam

 

 

From: [...]
Sent: Monday, September 20, 2021 9:05 PM
To: FN
Subject: Dowód na reinkarnację czy zwykły "błąd" systemu?

Dzień dobry!

Chciałem już wiele razy napisać do Państwa tego maila, jednak zawsze gdy zabierałem się za pisanie, nie potrafiłem ubrać w słowa tego co wydarzyło się w moim życiu. Myślę jednak, że tym razem podejmę kolejną próbę i uda mi się chociaż niezgrabnie to opisać. Przejdę jednak do sedna sprawy:
Zdarzenie miało miejsce 5 lat temu w sierpniu. Piękny, słoneczny dzień. Dostaję telefon z firmy, w której pracuję jako kierowca ciężarówki z informacją załadunku - Bielsko-Biała, magazyn TRW; zrzutka Melfi.
Około godziny 11:00 stawiłem się na załadunek. Kazano mi podstawić się pod rampę (chyba nr 8). Na sam załadunek "zeszło" ok 3 godzin. W międzyczasie inną ciężarówką przyjechał, jak później się okazało, kolega z lat szkolnych. Porozmawialiśmy przez około godzinę, coś tam powspominaliśmy. Dzień jak każdy inny. W pewnym momencie magazynier dał znak, że moje auto jest załadowane i mam udać się do biura po dokumenty. Krzyknąłem do magazyniera "ok" i idę do biura. Otwieram drzwi do budynku biurowego i w tym momencie widzę człowieka, jego twarz, jego zmieszanie i to że nie wiadomo skąd on zna mnie a ja jego. W mojej głowie, jak przebłysk (czy błyskawica-ciężko to opisać słowami) wpada myśl, obraz sytuacji: las, wilgoć, chłód, Germania (dokładnie taka nazwa). Ja w tej wizji (obrazie w mojej głowie) jestem ubrany w zbroję żołnierza rzymskiego (złoty napierśnik), w ręku trzymam miecz. Czuję chłód otaczający mnie z każdej strony. Wiem, że przegrywamy bitwę; wiem, że sprawa jest przegrana. Widzę w tym obrazie tego człowieka wraz z dwoma innymi ludźmi w umundurowaniu żołnierzy rzymskich, którzy uciekają z pola bitwy. Krzyczę na nich dlaczego się wycofują, każę im wracać do walki. Nie słuchają mnie. Czuję w sobie gorycz, rozpacz, złość. Obraz się urywa.
Człowiek, który czekał na dokumenty patrzył na mnie z wyrazem twarzy przerażonego czy zmieszanego. Nie wiem czy on zobaczył to samo co ja gdyż po tej sekundzie zawieszenia w całej tej sytuacji, dostał dokumenty i szybko wyszedł.
Nigdy wcześniej, ani później nie spotkałem tego człowieka.

Oczywiście sprawdziłem czy legiony rzymskie walczyły w Germanii i czy przegrały tam bitwę.
Jest cały opis: Bitwa w Lesie Teutoburskim.

Zaznaczam, że nigdy wcześniej nie interesowałem się Cesarstwem Rzymskim i jego historią. Ba! Wręcz nie lubiłem tego tematu i wolałem "omijać" ten okres historyczny. Jednak od tamtej chwili czuję wręcz niewytłumaczalną tęsknotę za tamtymi czasami.
Wiem jedno: to nie moje pierwsze życie i (niestety) nie ostatnie.

Moje pytanie do Fundacji Nautilus brzmi:
Czy jesteście w posiadaniu opisów podobnych sytuacji?

Jeśli będzie z waszej strony chęć publikacji maila to macie moją zgodę.
Proszę tylko o zachowanie anonimowości.

Pozdrawiam całą Fundację Nautilus!
Robicie świetną robotę!

                                                                                     Z poważaniem
                                                                                                              [dane do wiad. FN]




zwiń tekst



TEN SILNY, NEGATYWNY BYT POWRÓCIŁ!
Pon, 29 lis 2021 14:39 komentarze: brak czytany: 2731x

Pozdrawiam serdecznie Zaloge Fundacji Nautilius.  Pisze do Was kolejny list z moimi doswiadczeniami.  Pod koniec Pazdziernika doswiadczylem sytuacji ktora nadal probuje zrozumiec i rozwiazac. Zadzwonila do mnie znajoma z prosba czy nie moglbym pomoc starszej Pani. Ona jest Portugalka i skonczyla 70 lat.Z mezem sie rozeszla kilka lat wczesniej bo ja zle traktowal. Trojka dzieci ktore sa dorosle.......

czytaj dalej

Pozdrawiam serdecznie Zaloge Fundacji Nautilius.  Pisze do Was kolejny list z moimi doswiadczeniami.  Pod koniec Pazdziernika doswiadczylem sytuacji ktora nadal probuje zrozumiec i rozwiazac. Zadzwonila do mnie znajoma z prosba czy nie moglbym pomoc starszej Pani. Ona jest Portugalka i skonczyla 70 lat.

Z mezem sie rozeszla kilka lat wczesniej bo ja zle traktowal. Trojka dzieci ktore sa dorosle uznaly ze ich Mama doznala pomieszania zmyslow i sie od niej odizolowaly. Zostala sama i nie mogla liczyc na niczyja pomoc. Przez ostatnie dwa lata ta Pani przeprowadzila sie trzy razy. Powodem tego byly niewyjasnione sytuacje.

Mieszkanie tej Pani zaczelo przepelniac zatrute powietrze, Do tego stopnia ze wiedly wszystkie kwiaty a jej piesek odszedl w cierpieniach bo nie mial czym oddychac. Sama Pani w nocy dostawala poparzen jakby ktos wylewal na nia kwas. Pozostawaly bable na skorze po oparzeniach.
Przez trzy zmiany mieszkani  to cos ciagle podaza za nia. Poszedlem do tej Pani. Mieszka bardzo skromnie .

Mieszkanie ktore wynajmuje w jednopietrowym budynku nad restauracja i ma wspolana kuchnie z trzema innymi lokatorami.
W tej kuchni jest bezlad, duzo niespalonych do konca papierosow i duzo sladow krwi na szafkach. W czasie mojego pobytu u tej Pani probowalem zrozumiec o co chodzi i czy rzeczywiscie nie jest to zle podejscie umyslu do rzeczywistosci.

Po dluzszej rozmowie przeszedlem sie po mieszkaniu, W jednej czesci poczulem manifestacje obcej energii. Nie widzialem ksztaltu ale poczulem bardzo mocna energie manifestujaca strach. To jest tak mocna energia ze powoduje jak sie mowi ze wlosy staja pionowo a po krotkim czasie jest sie siwym czlowiekiem. To jest rodzaj wibracji.

Nie poddalem sie i postanowilem ze sie nie odsune. Po krotkim czasie ten byt odszedl. Poszedlem do drugiej czesci mieszkania i znowu poczulem jego obecnosc. Po chwili znowu zniknal i znalazlem go w sypialni. Probowalem sprawic aby odszedl ale cos jednak zostalo. Po moim wyjsciu byl spokoj ale w nocy wszystko ponownie sie zaczelo. Dwa tygodnie pozniej poszedlem ponownie ta Pania odwiedzic i nie znalazlem tej energi. Ta Pani byla w dobrym nastroju.

Po moim wyjsciu ten byt ponownie powrocil. Ta negatywna energia jest najmocniejsza z jaka sie do tej pory zetknalem.
Jestem przekonany ze nie jest to zagubiona ludzka dusza .
To jest cos znacznie wiecej .
Zastanawia mnie fakt ze przy takiej mocy nie byla w stanie mna zawladnac. Nie zamierzam sie poddac i wierze ze znajde sposob aby pomoc tej Pani. W obecnych dniach probuje takze pomoc kilkunastoletniej dziewczynce ktora byla jako kilkuletnie dziecko molestowana przez jej ojca i jego kolegow.

Przezywa ona niesamowity stress i chce popelnic samobojstwo. Przyzeklem sobie ze nie pozwole aby ktos komu pomagam odszedl w bolu do innego wymiaru. Jesli uwazacie ze warto to wyrazam zgode na publikacje mojego listu.

 Pozdrawiam Was oraz Czytelnikow i bardzo serdecznie I Dziekuje ze jestescie.

[dane do wiad. FN, nasz czytelnik jest medium, który od wielu lat zajmuje się pomocą ludziom, którzy mają kłopot podobny do tego, który opisał w e-mailu - dostaliśmy opis  29 listopada 2021]




zwiń tekst



KRYSZTAŁ, DZIWNE ZNAKI NA CIELE I UFO
Nie, 28 lis 2021 10:53 komentarze: 1 czytany: 2632x

W dniu 13.03.2021 przebywalam w swoim domu w Polsce na urlopie. Po obiedzie ok. godziny 14.00 polozylam sie w pokoju na wersalce. Zamknelam oczy . Po chwili ujrzalam swiatlo. Swiatlo robilo sie coraz jasniejsze. W pewnym momencie , zrobilo sie czarno a w okolicy mojego czola pojawil sie przedmiot, majacy ok.10 centymetrow .Wygladal jak krysztal bialego koloru. Byl ladnie oszlifowany, w ksztalcie baczka.......

czytaj dalej

W dniu 13.03.2021 przebywalam w swoim domu w Polsce na urlopie. Po obiedzie ok. godziny 14.00 polozylam sie w pokoju na wersalce. Zamknelam oczy . Po chwili ujrzalam swiatlo. Swiatlo robilo sie coraz jasniejsze. W pewnym momencie , zrobilo sie czarno a w okolicy mojego czola pojawil sie przedmiot, majacy ok.10 centymetrow .

Wygladal jak krysztal bialego koloru. Byl ladnie oszlifowany, w ksztalcie baczka. Krysztal wolno obracal sie, a ja mimo zamknietych oczu widzialam go dokladnie. W glowie uslyszalam swoja mysl, ze za chwile bede moge zostac przeniesiona do pojazdu UFO. Pomyslalam , ze tyle razy widzialam takie pojazdy, raz moge zobaczyc jak wyglada w srodku. Krysztal zaczal coraz szybciej sie obracac , a ja na moim ciele poczulam wibracje. Cale moje cialo zaczelo wibrowac.

Krysztal obracal sie z zawrotna szybkoscia. Od mojej glowy, po czubki palcow u stop, czulam wibracje. W pewnym momencie, moje cialo zaczelo sie unosic a potem opadac. Tak to czulam. Tak bylo pare razy. Pomyslalam nawet, ze jestem po obiedzie , moze zbyt ciezka, ale po chwili , znalazlam sie w pojezdzie . Siedzialam kolo okna . Spojrzalam przez okno. Pojazd wlasnie ruszyl w gore. Powoli lecial do gory. Nie czulam zadnych koni mechanicznych, czy drgan.

Na dole bylo widac pole i drzewo na polu mojego sasiada. Po jazd wolno lecial , a po chwili przechylil sie w prawa strone a za chwile w lewa. Zadnych drgan. Lecial jak ptak. Ptak ktory leci i nie macha skrzydlami, tylko szybuje.  Spojrzalam w dol, chcialam sie rozejrzec, wyjsc z satmtad. Na dole pode mna byl jakis pokoj. Kwadratowy pokoj, wszystkie sciany byly  jednego koloru jasno brazowego i podloga w tym samym kolorze. Pusty pokoj . Jakies 4 metry wysokosci. Nie bylo schodow. A ja przed oczmi widzialam jakos przezroczysta sciane.  W dodotku wszystko widzialam w jakims swietle , cos jak odbicie lustrzane. Nie mialam ciala fizycznego. Z prawej strony pokoju zauwazylam w scianie wyjscie, nie bylo tam drzwi .

Bylo widac korytarz. Patrzylam na to wyjscie i w pewnym momencie zauwazylam dluga noge koloru brazowego. Jego stopa byla wieksza jak ludzka. Noga byla dluga i chuda . Od kolana do biodra znajdowal sie miesien. Byla to prawa noga obcego. Na biodrze mial powieszony przedmiot, ktory bardzo przypominal krotkofalowke. Widzialam takie krotkofalowki na filmach. Byl to przedmiot o dlugosci moze 20 lub 25 centymetrow. Bardzo prosty. Czarna dluga sluchawka. Po chwili uslyszalam cztery impulsy , mogly pochodzic z tej krotkofalowki. Cztery rozne dzwieki.

Poza tym, bylo bardzo cicho na pokladzie. Nie slyszalam zadnch rozmow. Gdy tak patrzylam w dol, poczulam nagle jakies impulsy na moim brzuchu. Byly bardzo delikatne , a nawet przyjemne. Pomyslalam, ze za chwile zasne, bo to cos bylo jak relaks. Powiedzialam wtedy, zadnych badan, to jest gwalt. Pojazd raptownie skrecil z powrotm a ja po chwili widzialam zobaczylam z gory drzewo na polu mojego sasiada. Pojazd zatrzymal sie a ja w ciago jednej sekundy, znalazlam sie w moim ciele fizycznym . Wstalam i poszlam do kuchni zrobic sobie kawe. Nic mi nie bylo. Czulam sie dobrze. Cala ta podroz byla bardzo krotka. Nikt z rodziny nie zauwazyl mojego znikniecia ani pojazdu UFO.

Wieczorem poszlam wziasc prysznic i kiedy polalam sie ciepla woda, poczulam na lewej rece pieczenie. Na lewej rece mialam slady zadrapania. Trzy dlugie szramy. Nie zzbyt glebokie, powierzchowne. Na czwarty dzien nie bylo juz ich widac.

/poniżej zdjęcia przysłane przez autorkę opisu historii/



Weszlam na allegro , zobaczyc krotkofalowki , ale te dzisiejsze sa bardziej nowoczesne. W miesiacu kwietniu wieczorem  , kiedy bylam w swoim pokoju przybiegl do mnie wnuczek. Powiedzial , ze zrobil film , bo widzial pojazd UFO. Zapytalam, a skad wierz , ze to UFO. Powiedzial, ze pamieta , jak kiedys opowiadalam o swiatlach. Poszlismi razem na dwor. Na dworze zobaczylam pojazd. Bylo go dobrze widac, poniewarz byla ladna pogoda. Byl to duzy pojazd, okragly dysk. Kolorowe swiatla migaly. Najwiecej bylo widac kolor zielony i czerwony swiatel. Potem wychodzilismy codziennie wieczorem. Czasmi przy ladnej pogodzie bylo go widac. Moj wnuk kupil sobie lornetke, poniewaz chcial obserwowac ten obiekt. Po miesiacu napisal do mnie, ze chodzi  wieczorem i obserwuje niebo, ale nic nie ma. Nawet jest niebo bezchmurne, nie widac swiatel. Odpisalam wnukowi w zartach, ze moze polecieli za mna do Niemiec. Odpisal mi. A to swiry.  Nic wiecej nie udala mi sie zobaczyc.  Dolaczam krotki film zrobiny w miejscowowsci Ostroznica, oraz zdecia mojej podrapanej reki. Pozdrawiam serdecznie

[dane do wiad. FN]

 



zwiń tekst



NIEZWYKŁE WYDARZENIE NA DRODZE S3
Sob, 27 lis 2021 14:13 komentarze: 4 czytany: 2309x

Witam serdecznie,Wydarzenie , które chcę opisać miało miejsce w marcu 2019 . Wracaliśmy z Poznania do Szczecina gdzie mieszkamy. Byliśmy w Ikei przed samym zamknięciem po kilka sprawunków dla wnuczka, który miał przyjść na świat w kwietniu.  Na wysokości Mysliborza na drodze S3, przed nami był wiadukt około 200 metrów. Widoczność doskonała godzina około 23:00.  Byliśmy z mężem w doskonałych.......

czytaj dalej

Witam serdecznie,

Wydarzenie , które chcę opisać miało miejsce w marcu 2019 . Wracaliśmy z Poznania do Szczecina gdzie mieszkamy. Byliśmy w Ikei przed samym zamknięciem po kilka sprawunków dla wnuczka, który miał przyjść na świat w kwietniu.  Na wysokości Mysliborza na drodze S3, przed nami był wiadukt około 200 metrów. Widoczność doskonała godzina około 23:00.  Byliśmy z mężem w doskonałych nastrojach. 

Nie spieszilismy się, bo córka z zięciem  spokojnie na nas czekała w domu.  Droga była pusta, jechaliśmy często na długich światłach.  W pewnym momencie razem z mężem zobaczyliśmy „coś”. To coś z dużą prędkością kierowało się  prostopadle z pobocza prosto pod koła naszego samochodu. Mąż zaczął hamować, byłam przekonana ze dojdzie do uderzenia. W momencie kiedy mieliśmy w tę istotę uderzyć ,  rozpłynęła się, znikła. Przez moment się zatrzymaliśmy oniemieli. Bez słowa ruszyliśmy bo to droga szybkiego ruchu.

Zaczęliśmy po chwili rozmawiać i próbować wyjaśniać sobie co to się stało. Nic zaznaczam nic co jest mi znane na świecie i jest realne to nie było. Od tego czasu zastanawiam się ile wypadków śmiertelnych na drogach takie coś powoduje? Niby pusto, piekna pogoda prosta droga a ludzie giną. Proszę abyście zbadali przypadki na S3, dużo tych dziwnych wypadków. Bardzo dużo. Tam samochody lądują nawet za siatką zabezpieczającą przed zwierzętami, na przęsłach wiaduktów- to sama osobiście widziałam.  Kierowcy aby uniknąć wypadków robią dziwne manewry kierownicą co kończy się tragicznie. Mój mąż jest opanowany i nie wpada w panikę to nas uratowało. Prędkość mieliśmy dostosowaną i jechaliśmy prawidłowo. Dzieki temu żyjemy.

PS
Zjawisko mogę okreslic, ale ciężko mi pisać.
Z poważaniem
[dane do wiad. FN]
Wysłane z iPhone'a    [opis dotarł na pokład okrętu Nautilus 27 listopada 2021]




zwiń tekst



Z TEGO ROZBŁYSKU WYLECIAŁ... JAKIŚ OBIEKT! 30.10.2021
Pon, 22 lis 2021 19:21 komentarze: 6 czytany: 3295x

Szanowni Państwo,mając na uwadze tematykę, którą się zajmujecie a mianowicie m.in. związaną z UFO chcę Wam opisać wczorajsze zdarzenie. W związku z informacjami dotyczącymi możliwości obserwacji zorzy polarnej w naszym kraju od godz. 19.00 (w dn. 30.10.2021 r.) z córką wyszliśmy na pole, które znajduje się niedaleko naszego domu, z nadzieją że uda nam się dostrzec to ciekawe zjawisko. Niebo było bezchmurne.......

czytaj dalej

Szanowni Państwo,
mając na uwadze tematykę, którą się zajmujecie a mianowicie m.in. związaną z UFO chcę Wam opisać wczorajsze zdarzenie. W związku z informacjami dotyczącymi możliwości obserwacji zorzy polarnej w naszym kraju od godz. 19.00 (w dn. 30.10.2021 r.) z córką wyszliśmy na pole, które znajduje się niedaleko naszego domu, z nadzieją że uda nam się dostrzec to ciekawe zjawisko. Niebo było bezchmurne i widoczność była b. dobra. Łuny z oświetlenia pobliskich miast nie pomagały, jednak nie bardzo nam to też przeszkadzało. Niezwykła obserwacja pojawiła się około 19.20 i polegała na jasnym rozbłysku na niebie, który przypominał kolorem i intensywnością flesz z aparatu. Z tego rozbłysku wyleciał z dużą prędkością obiekt, który po trajektorii łuku przeleciał pewną odległość i znikł. Z naszej perspektywy obserwacja miała miejsce w pobliżu konstelacji Kasjopei. Wysokość trudno określić ale myślę, że była to orbita, na której umieszcza się satelity. Przepraszam, ale czuję się jak idiota pisząc ten tekst, jednak musiałem się z kimś tym podzielić.

[dane do wiad. FN]


 

From: [...]
Sent: Friday, October 29, 2021 9:12 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: pas kondensacyjny za nocnym przelotem UFO ?

 Dobry wieczór,

dzisiaj (29.20.2021 ok. godz. 20-tej) zauważyłem dziwne zjawisko na nocnym, rozgwieżdżonym niebie nad Bydgoszczą. Przed opisem sytuacji zaznaczę, że dobrze znam się na lotnictwie. Przelot trwał kilka sekund i obejmował (przynajmniej od momentu gdy to zauważyłem) niewielki wycinek nieba. Poruszał się po linii prostej i stopniowo zanikał oddalając się ode mnie. To co widziałem przypominało pas kondensacyjny. Był słabo widoczny, krótki i szeroki, nieco poszerzony w środkowej części (przypominał wrzeciono). Nie jestem w stanie ocenić na jakiej był wysokości. Prędkość była olbrzymia ale nie będę jej szacować nie znając wysokości przelotu. Na początku pasa nie było widać nic. Żadnych konturów ani świateł pozycyjnych, żadnego dźwięku. Tylko pas. Jeśli miałbym to do czegoś porównać (mam na myśli prędkość) to najbardziej przypominało przelot myśliwca na małej wysokości. Bardzo mnie ciekawi, czy były juz podobne obserwacje.

 Pozdrawiam

[...]

proszę o nieujawnianie moich danych. 

 


From: [...]
Sent: Friday, October 29, 2021 5:59 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: UFO - sprawa dla reportera - fragment

 

Od 3:15 - informacja o obserwacji UFO 

https://youtu.be/dsEk6qaxiSA?t=195

 Wysyłam aby nie zapomnieć o tym fragmencie. 

 



zwiń tekst



NIE JESTEŚ MOIM PIERWSZYM TATĄ!
Sob, 20 lis 2021 06:55 komentarze: 5 czytany: 3244x

[...] Witam Państwa! Z zapartym tchem śledzę Wasz serwis od lat, ale nigdy nie przypuszczałem, że sam coś będę opisywał, co przeżyłem. Ale tak się zdarzyło kilka dni temu, że moja córka chyba przypomniała sobie swoje poprzednie wcielenie. Od trzech i pół roku jestem szczęśliwym tatą córki M. [imię do wiad. FN], która dość szybko zaczęła mówić. Moja żona twierdzi, że już wcześniej powiedziała jej, .......

czytaj dalej

[...] Witam Państwa! Z zapartym tchem śledzę Wasz serwis od lat, ale nigdy nie przypuszczałem, że sam coś będę opisywał, co przeżyłem. Ale tak się zdarzyło kilka dni temu, że moja córka chyba przypomniała sobie swoje poprzednie wcielenie. Od trzech i pół roku jestem szczęśliwym tatą córki M. [imię do wiad. FN], która dość szybko zaczęła mówić. Moja żona twierdzi, że już wcześniej powiedziała jej, że ona miała już rodziców innych, ale tym razem powtórzyła to w mojej obecności. To było wtedy, kiedy kładłem ją spać. Nagle powiedziała coś takiego:

- A wiesz, że nie jesteś moim pierwszym tatą? Ja miałam innego tatę, takiego starego tatę, który umarł, a potem ja umarłam.

Proszę mi wierzyć, że jak ona to powiedziała, to mnie dosłownie zmroziło. Pamiętałem, co pisaliście w serwisie, że małe dzieci pamiętają swoje poprzednie wcielenie czasami, ale nigdy nie przypuszczałem, że coś takiego zdarzy się w moim domu. Córka to mówi tak od niechcenia, jakby to było oczywiste i mało ciekawe, że miała kiedyś innego tatę. Podała także jego imię, a także miasto, gdzie mieszkał. Nie chce na razie, abyście pisali na ten temat ze szczegółami, ale obiecuje rozmawiać z córką i wysyłać Wam relacje z tych rozmów. Nie ma wątpliwości, że macie rację - reinkarnacja istnieje! pozdrawiam załogę

[dane do wiad. FN]


 

[...] jestem bliski "przypomnienia" sobie urywków jednego z poprzednich wcieleń, a raczej kilku wcieleń. W ogóle po tych 3 bliskich spotkaniach z U.F.O. zupełnie inaczej teraz funkcjonuję, dużo więcej 'widzę".., "słyszę".., a przede wszystkim potrafię czytać w myślach innych, co było niedawno przyczyną bardzo komicznej sytuacji:] Ale wracając do tematu- otóż niedawno miałem sen, który przypomniał mi serię powtarzających się snów z mojego wczesnego dzieciństwa. I co najważniejsze- widziałem pola, ukształtowanie terenu identyczne gdzie obecnie mieszkam, tylko brak domów które są obecnie. Także te obrazy, które widziałem w snach dziecinnych- jest to na 100% ta sama miejscowość w której mieszkam obecnie. Jeździłem końmi po polnych drogach..., natomiast dom, chata [nie wiem czy tam mieszkałem czy nie] była taka specyficzna z podłogą 2-poziomową... , ale tam też sie w tym śnie przewijała jakaś walka, wojna, w której używano już broni palnej, ale były to mundury z czasów zamierzchłych i nie wyglądały na Polskie, kojarzyły mi się raczej z Francją.   Dlatego wysuwam wniosek, że była to zbitka, "film" z kilku poprzednich wcieleń . W czasie tej walki, nie wiem jak to wyrazić- po prostu to nie była taka otwarta wojna armia przeciw armii, tylko szliśmy takimi grupkami mniejszymi i jak walczyliśmy to też tylko w grupkach mniej więcej po ok. 100 osób [albo po kilkadziesiąt]. Ale co najważniejsze-raz byłem tam jako żołnierz, a potem widziałem jak gdyby wszystko z góry i wtedy ktoś mi powiedział , że na jedną z takich grup żołnierzy spadł pocisk armatni [a byli wtedy w jakimś okopie ściśnięci], wiem że czułem się tym bardzo poruszony, ponieważ tam wszyscy zginęli z tej grupy. Takie okopy [lub były to jakieś tymczasowe "ściany ochronne"] miała każda z tych grup...  I dokładnie te sceny widziałem w snach dziecinnych wiele, wiele razy razy, a przypomniał mi to wszystko niedawny sen;] Muszę to ogarnąć i postarać się coś więcej przypomnieć.

[dane do wiad. FN]



zwiń tekst



WIDZIAŁEM UFO WIELE LAT TEMU! OBSERWACJA 12 CZERWCA 1992 ROKU
Czw, 18 lis 2021 21:51 komentarze: brak czytany: 2011x

[...] Witam serdecznie, Ostatnio na stronach Nautilusa pojawia się sporo relacji z "dawnych" wydarzeń, postanowiłem dołożyć swoje 5 groszy. Dotyczy to obserwacji z dnia 12 czerwca 1992 roku z około godziny 21-21.15 . Obserwacja miała miejsce nad jeziorem Rydwąskim, położonym przy trasie Mrągowo-Kętrzyn niedaleko miejscowości Rydwągi. Tego dnia wybraliśmy się wieczorem,  ja, mój ojciec i znajomy.......

czytaj dalej

[...] Witam serdecznie, Ostatnio na stronach Nautilusa pojawia się sporo relacji z "dawnych" wydarzeń, postanowiłem dołożyć swoje 5 groszy. Dotyczy to obserwacji z dnia 12 czerwca 1992 roku z około godziny 21-21.15 . Obserwacja miała miejsce nad jeziorem Rydwąskim, położonym przy trasie Mrągowo-Kętrzyn niedaleko miejscowości Rydwągi. Tego dnia wybraliśmy się wieczorem,  ja, mój ojciec i znajomy na ryby. Około godziny 21 ojciec powiedział, że ktoś na drugim brzegu wystrzelił race oświetlajacą, podobną do tych używanych w wojsku.

Nie zwróciliśmy na to uwagi (ja i znajomy byliśmy zajęci rozplątywaniem żyłek). Po paru chwilach ojciec stwierdził, ze to nie może być raca, bo nie opada. Wtedy zaczęliśmy się temu przyglądać wszyscy.  Był to jasny obiekt, wielkości mniej więcej Księżyca w pełni, świecił jasnym, żółtobiałym światłem, jednak nierażącym w oczy, jakby matowym. Obiekt znajdował się po drugiej stronie jeziora, jakby nad drzewami rosnącymi na znajdującym się tam małym wzniesieniu. Podczas wędkowania słuchaliśmy radia, grało w samochodzie, akurat była relacja z meczu ME pomiędzy WNP a Niemcami. W trakcie obserwacji obiektu pojawiły się wyraźnie słyszalne zakłócenia, chwilami zanikało wszystko. Zakłócenia  były bardzo podobne do trzasków jakie pojawiają się w głośnikach, gdy ktoś na dużej głośności mocno uderzy w mikrofon, można też je porównać do odgłosu gniecionej koszulki na dokumenty, trzymanej zaraz przy uchu. Obiekt był widoczny kilka dobrych minut.  W pewnym momencie po prostu zgasł, jakby zgasić żarówkę i wszystko wróciło do normy. Do listu załączam dwa zrobione na szybko rysunki poglądowe, jeden z orientacyjnymi obliczeniami na jakiej wysokości mógł znajdować się obserwowany obiekt.
Serdecznie pozdrawiam,
[dane do wiad. FN]



 

Obserwacja obiektu UFO w miejscowości Sixtes niedaleko Barcelony,relacja
świadka.
To byl koniec lata roku 1979 (ostatnie dni sierpnia) okolo godziny 4tej nad
ranem. Noc byla bardzo goraca i nie mogac zasnac stalam w oknie wpartujac
sie w ciemne niebo (nie widac bylo ksiezyca). Nagle skupilam wzrok na
swiecacym ponkcie, jedynym obiekcie widocznym na niebie. Wydawalo mi sie ze
robi sie on coraz wiekszy i w rzeczywistosci tak bylo. Kiedy sie znizyl nie
moglam uwierzyc w to co widzialam. To co wydawalo sie z daleka swiatlem,
"przeobrazilo" sie w dwa ogromne owale polaczone czterema
czesciami/kolumnami. W dolnej czesci, z prawej strony palily sie zielone
swiatla i pomaranczowe z lewej. Kiedy gasly jedne, zapalay sie drugie. Po
srodku swiatel znajdowaly sie duze drzwi, podobne do drzwi garazowych.
Obiekt wydawal sie lewitujacym miastem. Bylam tak blisko, ze widzialm cienie
ruszajace sie za polprzezroczystymi oknami. Obiekt nie ruszal sie przez
ponad godzine i pozniej znikanl w podobny sposob w jaki sie pojawil. uniosl
sie w gore, zanikajac
 w kilka sekund az znow widoczny byl jako blyszczacy punkt, niczym gwiazda.

oba owale pelne byly (compartimientos-musze to blizej sprawdzic), drzwi,
okien bialych i bardzo swiecacych, natomiast pozostale czesci byly bardzo
ciemne i wydawaly sie wystawac(?). Obiekt byl koloru szarego

 Swiadek miala wtedy jakies 12-15 lat
.







-----Original Message-----
From: [...]
Sent: Monday, March 23, 2009 6:25 PM
To: FN
Subject: Obserwacja UFO

Droga Fundacjo,
 
po kilkudziesięciu latach chciałbym opisać przypadek , który zaobserwowałem i osobiście przeżyłem..
 
To miało miejsce w Zakopanem  w okresie letnim (lipiec, sierpień)  35 lat temu czyli  w roku 1974.
Ta historia, to zjawisko nie daje mi spokoju do  dnia dzisiejszego.  Jestem absolutnie przekonany, że byłem świadkiem czegoś niezwykłego, niepowtarzalnego i pozaziemskiego.
Wiedziałem o tym już od pierwszsej chwili mojej obserwacji a kolejne lata jedynie utwierdziły mnie w tym przekonaniu.
 
Było lato 1974,  godziny wieczorne tj. około 22-24.oo
 
Znajdowałem się wówczas wraz z moją dziewczyną na tzw. Równi Krupowej w Zakopanem.  
Siedziliśmy na ławce a wkrótce na tej ławce położyliśmy się aby obserwować niebo, ponieważ pogoda była przepiękna i przepiękne gwiaździste niebo.
 
Nagle zaobserwowaliśmy jasny punkt  (a konkretnie ja i przekazałem to mojej dziewczynie),  który przesuwał się na niebie .
Punkt był wieklkości wielu innych gwiazd ale mimo wszystko dało się go odróżić od tła,  ponieważ nie wytwarzał wokół siebie żadnej poświaty i w jakiś niewutłumaczalny sposób można było odróżnić, że obiekt porusza się bardzo wysoko ale jednak pod gwiazdami.
 
Według mojej oceny którą podrzymuję do dzisiaj,  był to ogromny obiekt  poruszający się na ogromnej wysokości.
Powiedzmy obiekt wielkości boiska piłkarskiego na wysokości kilkudziesięciu kilometrów.
 
Przez około 3-4 minuty obserwacji obiekt poruszał się w linii prostej.  
Wówczas nie było w tym nic dziwnego i teoretycznie mogł być to sputnik lub inny nieznany ale ziemnski obiekt latający.
 
I wówczas stało się coś niezwykłego. Coś co właściwie zaważyło na całym moim życiu oraz postrzeganiu Śwata do dnia dzisiejszego.
 
Obiekt który  według mojej oceny  poruszał się z ogromną prędkością  (subiektywna ocena wysokości, wielkości obiektu i poruszania się na tle innych gwiazd), nagle zatrzymał się w miejsu.  Dosłownie w miejscu.  Bez jakiegokolwiek momentu zwolnienia prędkości.
Po kilkudziesięciu sekundach,  nagle z obiektu głównego zaczęło się oddalać promieniście i równomiernie kilka obiektów mniejszych, w ilości 5-6 sztuk.  Dokładnej ilości  nie pamiętam.  Oddaliło się na niebie na odległość ok. 2,5- 3,0 cm i zaczęły pojedynczo gasnąć i znikać.  Kilkadziesiąt sekund później zniknął nagle głowny obiekt.
 
Już wówczas byłem tego świadom,  że jest to zjawisko niezwykłe, i że żaden obiekt ziemskiej cywilizacji nie jest w stanie wykonać takiego manewru.
Manewru w postaci całkowitego i nagłego zatrzymania się w miejscu z ogromnej prędkości.  Nawet dziasiaj mimo postępu technicznego taki manwer jest niemożliwy.
 
Pamiętam, że leżałem na tej ławce jak zahipnotyzowany.   
 
Mimo, że obserwowałem to wraz z moją dziewczyna na niej nie wywarło to aż takiego wrażenia.  Po prostu nie zdawała sobie sprawy z niezwykłości zjawiska i technicznych możliwości naszej cywilizacji.
 
Dzisiaj mam już 51 lat i pamiętam to wydarzenie ze wszystkimi szczegółami jakby miało miejsce niedawno.
Wywarło to ogromny wpływ na moje późniesze i obecne postrzeganie Swiata.  Po prostu wiem co widziałem i nikt mi tego nie odbierze.
 
Tą obserwacją dzielę się na forum publicznym po raz pierwszy w życiu.
 
 
Pozdrawiam wszystkich,
[dane do wiad. FN]



zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 50 85
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 85

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Dziś Swiatowy Dzień Zwierząt – święto obchodzone corocznie 4 października w dzień wspominania w Kościele powszechnym św. Franciszka z Asyżu, patrona zwierząt, ekologów i ekologii. Św. Franciszek w stosunku do człowieka i przyrody wyrzekł się chęci dominacji oraz wyznawał ideę braterstwa wszystkich stworzeń.

UFO24

więcej na: emilcin.com

Pt, 16 wrz 2022 19:45 | 20.07.2022 w środę około godz. 22.00 wyszedłem na ogród przez domem i zauważyłem świetlny punkt jasny obiekt przypominający samolot lecący w nocy.Obiekt przelatywał bezpośrednio nad moim domemw zupełnej ciszy nie wydając żadnych dźwięków.Zacząłem ten obiekt obserwować i wydawało mi się że zauważył mnie że jego obserwuję . Obiekt świetlny próbował zawrócić w przeciwległym kierunkujak znajdował się bezpośrednio nad moim domem.Na pewno nie był to samolot ponieważ...

Dziennik Pokładowy

Niedziela, 18 września 2022 | Mamy najciekawszy moment w historii ludzkości– powiedzmy – ostatniego tysiąca lat. Czeka nas całkowita zmiana naszego sposobu życia. I przyszedł czas płacenia rachunku życia ponad stan. Łatwiej to wszystko znieść, kiedy spojrzy się na rzeczywistość wokół jak na przepiękną mandalę z piasku tworzoną przez tybetańskich mnichów. Jest piękna także dlatego, że na końcu znika...

czytaj dalej

FILM FN

KONGRES USA O MATERIAŁACH ZWIĄZANYCH Z UFO

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.