Dziś jest:
Piątek, 22 października 2021

Nikt prawie nie wie, dokąd go zaprowadzi droga, póki nie stanie u celu.
John Ronald Reuel Tolkien

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Kotek przyszedł pożegnać się we śnie
Czw, 15 sie 2019 12:20 komentarze: 5 czytany: 2703x

Zwierzęta są naszymi młodszymi braćmi musimy o nich dbać. Okazując im swoją miłość one również potrafią nam ją okazać i się odwdzięczyć tym merdającym ogonem czy małą myszką podrzuconą pod drzwi Czy zwierzęta mają duszę?! Myślę, że mają... Mam nadzieję że fundacja napisze kiedyś o tym o jakiś przypadkach, zdarzeniach. Miałam dziwną sytuację jakiś czas temu otóż zginął na drodze przejechany przez samochód.......

czytaj dalej

Zwierzęta są naszymi młodszymi braćmi musimy o nich dbać. Okazując im swoją miłość one również potrafią nam ją okazać i się odwdzięczyć tym merdającym ogonem czy małą myszką podrzuconą pod drzwi Czy zwierzęta mają duszę?! Myślę, że mają... Mam nadzieję że fundacja napisze kiedyś o tym o jakiś przypadkach, zdarzeniach.

Miałam dziwną sytuację jakiś czas temu otóż zginął na drodze przejechany przez samochód mój kot był że mnął 7 lat, mój ukochany miałczuszek z którym miałam niesamowity kontakt. Nie zdążyłam się z nim pożegnać. Pewnej nocy przed snem myślałam o nim intensywnie i przyśnił mi się a raczej widziałam go w tym śnie jak przez mgłę że podbiega, mruczy i się przytula, ociera po kociemu.Coś niesamowitego że myśląc o czymś można wywołać sen.. I pożegnać się. Obudziłam się z płaczem i tęsknotą że strasznie dziwnym uczuciem. Ale wiem że to było pożegnanie i wdzięczność za wszystko bo wzięłam tego kota z wolontariatu i jeszcze miał połamane tylne nogi które dochodziły dopiero do zdrowia. Po tym śnie jestem pewna że zwierzęta mają dusze. Teraz mam 2 małe kociak, urwisy biegające... Zwierzęta trzeba kochać.

[...] /z komentarzy pod tekstami w serwisie FN/





 



zwiń tekst



UFO nad Emilcinem?
Śr, 14 sie 2019 04:49 komentarze: 2 czytany: 2713x

[…] Szanowna FN! Piszę do Was w związku z ciekawą historią, którą opowiedział mój znajomy. Było to w marcu 2019 roku czyli kilka miesięcy temu. Razem ze swoją żoną i jej siostrą przebywali w Nałęczowie i postanowili sobie zrobić wycieczkę do Emilcina. Trudno mu ustalić datę dokładną, ale było to jego zdaniem albo 17 marca albo 18 marca. Przyjechali do waszego pomnika, ale było zimno, więc mieli być.......

czytaj dalej

[…] Szanowna FN! Piszę do Was w związku z ciekawą historią, którą opowiedział mój znajomy. Było to w marcu 2019 roku czyli kilka miesięcy temu. Razem ze swoją żoną i jej siostrą przebywali w Nałęczowie i postanowili sobie zrobić wycieczkę do Emilcina. Trudno mu ustalić datę dokładną, ale było to jego zdaniem albo 17 marca albo 18 marca. Przyjechali do waszego pomnika, ale było zimno, więc mieli być tylko krótko na zasadzie zrobić pamiątkowe zdjęcie i wracać do hotelu. Mój znajomy opowiada, że doszło do bardzo ciekawego wydarzenia, bo cała trójka usłyszała dźwięk przypominający odgłos elektrycznego urządzenia. Najbardziej przypominało to dźwięk transformatora. Nawet rozglądali się wokół, czy nie ma jakieś skrzynki na słupie z transformatorem. Najciekawsze jest jednak to, że ten dźwięk nagle ustał dosłownie w jednej chwili. I już się więcej nie pojawił. Gdybyście chcieli go nagrać, to podaję do niego telefon. Nazywa się […dane do wiad. FN[ numer tel. [….]
Pozdrawiam załogę
[dane do wiad. FN]



Poniżej jeszcze jedna relacja o UFO w okolicach Emilcina, którą dostaliśmy na nasz fundacyjny telefon w postaci wiadomości SMS.




Przy okazji jeszcze dwie relacje o obserwacjach UFO od naszych czytelników.

 

Witam serdecznie Fundację Nautilus z Panem Kapitanem !

Pozdrawiam [...] Muszę opisać Wam jedną sprawę - zdarzenie bo nie daje mi ona spokoju do chwili obecnej. W dniu 31 grudnia 2018 r /01.01.2019 r. tj. w Sylwestra a w zasadzie to już był 01.01.2019 r. godz. 0.15 - 0.20 jechałem samochodem ul. Marsa w Warszawa -Rembertów w kierunku ul. Płowiecka, Grochowska. Jak wiadomo władze Warszawy zapowiadały że zabawa tej nocy będzie pozbawiona pirotechniki przy Pałacu Kultury, ale wiadomo, że na terenie Warszawy czy też terenów ościennych było to niemożliwe, ale było lepiej niż w latach poprzednich. Zmiana ta dotyczyła oczywiście ochrony naszych zwierząt domowych, aby ten dzień przeszły bezstresowo. Jadąc zaobserwowałem, że właśnie o tej godzinie już na tym odcinku ustały strzały petard, rakiet i innej pirotechniki. Będąc na wysokości jednostek wojskowych w odległości ok. 400-500 metrów przed ul. Rekrucka - Żołnierska ujrzałem przed sobą przed przednią szybę olbrzymi obiekt wielkości deko mniejszy od księżyca ( przykład : moneta 1 grosz z 5 złotówką to oczywiście 5 zł ) przesuwający się z dość znaczną prędkością z kierunku wschodniego tj. od Bronisława Czecha w kierunku zachodnim tj. Centrum miasta lub południowy zachód. Obiekt był w kolorze światła lampy sodowej tj. bardziej żółty niż pomarańczowy ( lampa ma więcej odcienia pomarańczowego ). Światło to widziałem ok. 5-7 sekund. Przemieszczało się ponad koronami drzew. Mogło być ode mnie może w tym czasie na wysokości już ul. Płowieckiej. Z uwagi na to, że w okresie zimowym drzewa na obszarze leśnym przy ul. Marsa nie miały liści to dlatego widziałem jak ten rozświetlony obiekt lecąc z lewej strony przedzierał się przez korony drzew, widziałem go w całości jak wyłonił się na szczelinę pasa jezdni a następnie za  koronami drzew przesuwał się w  prawą stronę znikając wśród terenu leśnego. Ale dlatego że ja byłem w tym czasie jeszcze na ul. Marsa obiekt ten na pewno był dużo dalej, ale był tak duży że wydawało się że jest blisko. Miałem wrażenie, że gdybym był już przy ul. Płowiecka, Grochowska to on byłby na wysokości może 300 do 500 metrów nad ziemią. Chciałem szybko wyjąć telefon i wykonać zdjęcie lub film tego światła. Natychmiast stanąłem pośrodku jezdni lecz obiekt ten się oddalił. Gdybym był poza terenem leśnym to myślę, że miałbym szansę zarejestrować przelot. Przelot tak dużego obiektu widziałem pierwszy raz i to właśnie w Sylwestra. Na pewno nie były to żadne fajerwerki czy też przedmioty pirotechniczne.  Pomyślałem, że jeżeli tej nocy ludzie się bawili na mieście , może byli na balkonach swoich mieszkań to może również widzieli to zdarzenie. Wiadomo, że w Sylwestra mogło to też umknąć uwadze.
[...]
( Orion_1957)

Ostatnia relacja to bardzo szczegółowy opis obserwacji UFO sprzed wielu lat.

 

RAPORT

Obserwacja UFO Pruszków 9 września 2012

ŚWIADKOWIE
Świadkami obserwacji było małżeństwo.

Świadek A
Kobieta lat ok 40stu (w momencie obserwacji).
Świadek A to osoba wierząca w UFO w momencie obserwacji. Osoba wiarygodna, która o swojej obserwacji rozmawia tylko z mężem, oraz autorem tego raportu.
W momencie obserwacji wyposażona w okulary polaryzacyjne. Były to zwykłe tanie okulary przeciwsłoneczne. Świadek już tych okularów nie posiada, rozpadły się.

Świadek B
Mężczyzna lat ok 40stu (w momencie obserwacji).
Osoba wierząca w UFO. Świadek B był wyposażony w soczewki kontaktowe, korekcyjne. Świadek B odmówił odpowiadania na pytania, ograniczył się do skrótowego opisania zjawiska.

Zarówno świadek A jak i B nie są pasjonatami UFO, nie zagłębiają się w temat jakoś mocno, nie czytają dużo książek, nie wysłuchują relacji świadków.
Osoby pracujące, mające tzw "normalne życie".  

Świadkowie nie zgłaszali żadnej organizacji ufologicznej swojej obserwacji i nie opowiadali jej wielu osobom.

CZAS I WARUNKI OBSERWACJI
9 września, niedziela 2012, ok godziny 12stej.

Świadek A cytat:
„Był słoneczny dzień, na niebie nie było chmur.”

Pogoda sprawdzona w internecie (cytat z internetu):
„pozostałe obszary RP będą miały temperaturę rzędu 21-22 stopni... Wszędzie zachmurzenie umiarkowane lub bezchmurne niebo.„

MIEJSCE
Pruszków, województwo mazowieckie, kraj Polska.
Boisko szkolne, na ulicy Helenowskiej koło Kościoła
https://www.google.pl/maps/place/Helenowska,+00-001+Pruszk%C3%B3w/@52.155928,20.787869,17z/data=!3m1!4b1!4m5!3m4!1s0x471935fa9ecb330d:0xc12524e7d86714c9!8m2!3d52.1559247!4d20.7900577?hl=pl

OBSERWACJIA
Świadek A:
„Ok południa zobaczyłam dziwne świecące się kolka które nadleciały ze wschodu, najpierw było ich dwa a potem pięć. Wirowały wokół własnej osi robiąc ósemki tak jakby bawiły się w berka. Ważne jest to , ze tylko ja i mój mąż widzieliśmy to zjawisko. Ja miałam okulary p/słoneczne z polaryzacja a mój mąż szkła kontaktowe ze specjalnymi wkładkami.”
Świadek B:
„Nie, nie mam takich szkieł, to były zwykłe szkła kontaktowe twarde, które są wykonane z niebieskiego plastiku, może ew. mają polaryzację, ale wątpię.”
Świadek A:
„Jak zdjęłam te okulary to zobaczyłam piękne niebieskie niebo bez tych migających obiektów. Jak z powrotem założyłam okulary widziałam ponownie je. Pozostali ludzie nic nie widzieli tylko my. Nagle od strony wschodu pojawiły się dwa samoloty wojskowe, mój mąż mi powiedział, że leciały w szyku bojowym, jeden obok drugiego, obiekty na chwile stanęły w miejscu i za chwile rozpierzchły się w różne strony, a samoloty poleciały w kierunku zachodnim.„

wielkość obiektów
    Świadek A opisał obiekty jako okrągłe o wielkości 1/4 wielkości pozornej słońca, a więc ok 0,5-1cm w odległości wyciągniętej ręki. Opisuje je też jako znacznie mniejsze od wojskowych samolotów. Formacja jaką tworzyły obiekty miała wielkość pozorną słońca. Wszystkie obiekty były jednakowej wielkości i jasności, żaden z obiektów nie zachowywał się jako obiekt centralny. Pułap na jakim znajdowały się obiekty Świadek A określił jako „kilka kilometrów”, oraz „ptaki tak wysoko nie latają”

wygląd obiektów
Obiekty emitowały światło podobne do słońca, lub odbijały światło słoneczne o jasności mniejszej niż słońce, nie zmieniały swojej barwy i natężenia światła. Obserwacji nie towarzyszyły żadne dźwięki i zapachy.

początek obserwacji
W momencie ich pojawienia świadkowie patrzyli w niebo.  Pierwsze dwa obiekty nie nadleciały z żadnego kierunku, ale zmaterializowały się.  Świadek A nie pamięta kto pierwszy zobaczył obiekty. Pamięta natomiast, że oboje w momencie ich materializacji patrzyli w niebo. Kolejne trzy nadleciały po kilku sekundach. Obiekty znajdowały się prawie pionowo nad głowami świadków, lekko na wschód.

zachowanie obiektów
Obiekty początkowo wykonywały ruchy, które świadek opisał jako chaotyczne, następnie ich ruch stał się bardziej uporządkowany i kolisty. Obiekty zatrzymywały się nagle i zmieniały kierunek swojego ruchu.

zakończenie obserwacji
Świadek A opisuje prędkość ucieczki obiektów przed samolotami wojskowymi jako znacznie/wielokrotnie większą od prędkości samolotów. Podczas ucieczki obiekty były widoczne przez około jedną sekundę. Nie doleciały do granicy horyzontu, ale „rozpłynęły się w powietrzu”

samoloty wojskowe
Świadek B opisuje:
„Niewątpliwie były to samoloty wojskowe wielkości średniego bombowca lub samolotu transportowego, to nie były myśliwce, które się wysyła na rozpoznanie niezidentyfikowanych obiektów w swojej strefie. Co jest niesłychanie ważne, te samoloty leciały względem siebie równolegle w bardzo niedużej odległości, nigdy nie widziałem, żeby takie samoloty latały w takim szyku i w ogóle żeby latały w tej strefie. Nie pamiętam, też czy przypadkiem nie ciągnęły się za nimi jakieś smugi. I nie były to smugi kondensacyjne, czyli za silnikami, tylko smugi pojedyncze, jakby wychodzące z kadłuba (co raczej jest nietypowe)”  

Zapytałem pilota cywilnego o to jakie to mogły być samoloty i co robiły.
Pytanie 1
Czy samoloty transportowe latają w szykach bojowch? Czy latają w parach?
Odpowiedź:
„Samoloty transportowe regularnie latają w szykach, a w parach można je zobaczyć
bardzo często. Szczególnie na naszych Casach często to ćwiczą.
Często też mają wytwornice dymu (świece) zainstalowane, żeby łatwo je było
zobaczyć naziemnemu obserwatorowi ćwiczeń.”
pytanie 2
Czy to możliwe, że samoloty transportowe zostały przy okazji ćwiczeń wysłane, aby sprawdzić niezidentyfikowane obiekty na niebie?
odpowiedź
„Byłoby to dziwne, na rozpoznanie wysyła się myśliwce.”

Poprosiłem świadka A o ponowne opisanie samolotów.
„To były wojskowe jakieś bojowe, za małe były na pasażerskie.”
Wyjaśnienie: poprosiłem o porównanie zapamiętanych samolotów do samolotów pasażerskich.

Kwestia pojawienia się, typu samolotów, czy była to para dyżurna, czy samoloty transportowe, oraz czy ich pojawienie miało związek z obserwacją UFO pozostaje nierozstrzygnięta,

inne
Świadkowie nie zaobserwowali zmiany nastroju u siebie, nie zauważyli też dziwnych zachować urządzeń elektrycznych. Świadkowie byli jedynie zdziwieni i zaciekawieni.
Pozostałe osoby znajdujące się w pobliżu nie prawdopodobnie nie dokonały obserwacji.
Cytat Świadek A:
„...my tego doświadczamy a inni tego nie widza, i ze jak zdjęłam okulary, tez nic nie widziałam„

FILTR POLARYZACYJNY
    Bardzo często ludzie na zdjęciach lub filmach, które wykonali odnajdują obiekty, które można zakwalifikować jako UFO. Jednocześnie osoby te niczego nie widziały podczas robienia zdjęcia/filmu.
    Aparaty fotograficzne i kamery cyfrowe posiadają tzw „filtr dolnoprzepustowy”. Wyjaśnienie z internetu:
cytat 1
„Optyczny filtr dolnoprzepustowy (ang. Optical Low Pass Filter, OLPF) bywa też nazywany filtrem antyaliasingowym. Jest on częścią wielu aparatów cyfrowych i znajduje się bezpośrednio przed matrycą. Jego główną rolą jest odcięcie informacji zawartych w wysokich częstotliwościach obrazu, dzięki czemu możliwe jest ograniczenie występowania efektu mory i przekłamań barw powodowanych przez fale wysokiej częstotliwości. „
cytat 2
„Głównym zadaniem filtra jest odcięcie fal świetlnych o częstotliwościach, które wprowadzają zakłócenia w próbkowaniu obrazu podczas jego zmiany na formę cyfrową. Likwidowany jest niekorzystny dla obrazu fotograficznego zjawisko aliasingu, czyli schodkowania obrazu. Dodatkowo dzięki jego zastosowaniu do matrycy dochodzi światło widzialne, ale nie dochodzi podczerwone.”

PODSUMOWANIE
    Wydaje się, że osoby, które chcę zauważać UFO powinny być wyposażone w okulary z filtrem polaryzacyjnym.



zwiń tekst



Mój dziwny sen - byłem dowódcą tych żołnierzy...
Wt, 13 sie 2019 15:24 komentarze: brak czytany: 2857x

[...] Witam serdecznie. Chciałem się podzielić z wami niezwykłym snem / wizją / być może wspomnieniem? Jakieś 2 lata temu miałem przez 2 miesiące problemy ze spaniem, to wyglądało tak że gdy zasypialem, pojawiały się standardowo hypnagogi, a po tym wracała kompletna świadomość, jakbym nie mógł wejść w sen. Pewnego dnia udało mi się zasnąć (a przynajmniej tak mi się wydawało), co było dziwne, stało.......

czytaj dalej

[...] Witam serdecznie. Chciałem się podzielić z wami niezwykłym snem / wizją / być może wspomnieniem? Jakieś 2 lata temu miałem przez 2 miesiące problemy ze spaniem, to wyglądało tak że gdy zasypialem, pojawiały się standardowo hypnagogi, a po tym wracała kompletna świadomość, jakbym nie mógł wejść w sen. Pewnego dnia udało mi się zasnąć (a przynajmniej tak mi się wydawało), co było dziwne, stało się to od razu, jak za pstryknięciem palców "spalem". Była przy mnie moja dziewczyna, to jest istotne, ale o tym później. Teraz opowiem co widziałem.

Szedłem drogą, miałem poczucie, że jestem w mundurze, takim z suknia (jak nosili żołnierze w czasie i przed II wojną), miałem też poczucie że służę w jednostce porządkowej, słowo policja lub żandarmeria wojskowa byłoby najbardziej adekwatne. Idąc tak tą drogą zobaczyłem kolumnę ludzi, jechali na takich starych wozach z sianem, niektórzy szli obok, ale wszyscy mieli czerwone / bordowe krawaty, ludność wiejska. Widząc to brutalnie chwyciłem jakiegoś chłopaka i zapytałem agresywnie co to jest?

Powiedział, że idą się spotkać (?). Później jest przeskok w czasie i wchodzę do małego lasku, gdzie czekają inni mundurowi mojego pokroju (tej samej funkcji), ale wydaje się, że to ja nimi dowodzę. Widzę ludzi wiszących za szyję na krótkich linach, część jęczy, rzęzi, a część już nie żyje. Ludzie w różnym wieku. Czuję swoje odczucia, jestem wściekły, bardzo wściekły i krzyczę na moich kompanów gdzie reszta. Powiedzieli, że uciekli, na co ja wrzasnąłem, że trzeba było wcześniej teren zaminować. Po tym się obudziłem, zaskoczony realizmem i opisałem to mojej dziewczynie, na co ona zdziwiona, że przecież miałem oczy zamknięte ledwie przez 30 sekund!

Co to mogło być? Może macie jakieś teorie lub podobne sytuacje?

Chciałbym jeszcze dodać, że interesuje mnie okres II WŚ od dziecka, a aktualnie jestem rekonstruktorem i odtwarzam głównie postać żołnierza Wehrmachtu. Nie utożsamiam się z ideologią nazizmu, a "ciemną stronę mocy" wybrałem, bo te mundury są niesamowite i jest to niekończąca się opowieść, gdzie zawsze będzie czegoś brakować, tyle wariantów i wersji, a oprócz tego ktoś musi grać tą złą stronę. Mam zasadę, że nigdy nie "hajluję" i nie pozuję do zdjęć celując do ludzi, nawet na ich prośbę. Nigdy nie zalozylbym munduru SS. Wehrmacht dlatego, że to wojsko z poboru. Oni nie mieli wyboru, musieli iść na wojnę.

Serdecznie pozdrawiam :)

[opis snu trafił do FN 13 sierpnia 2019]




zwiń tekst



REINKARNACJA I PRZEZNACZENIE – WIDZIAŁEM DOM Z POPRZEDNIEGO ŻYCIA W MOICH SNACH
Pon, 12 sie 2019 12:26 komentarze: 1 czytany: 3546x

[Droga FN! Ostatnio była u was taka sonda z pytaniem, czy miałeś/miałaś w życiu przypadek, który jest dowodem na reinkarnację. Ja odpowiedziałem od razu, że tak, bo ja miałem sam taką dziwną historię. Związana była ze snem, który ciągle do mnie wracał. Widziałem w nim dom, taki zwykły murowany, dom, w sumie nic szczególnego. Widziałem w nim pokoje, kuchnię, także moją mamą, choć teraz mam zupełnie.......

czytaj dalej

[Droga FN! Ostatnio była u was taka sonda z pytaniem, czy miałeś/miałaś w życiu przypadek, który jest dowodem na reinkarnację. Ja odpowiedziałem od razu, że tak, bo ja miałem sam taką dziwną historię. Związana była ze snem, który ciągle do mnie wracał. Widziałem w nim dom, taki zwykły murowany, dom, w sumie nic szczególnego. Widziałem w nim pokoje, kuchnię, także moją mamą, choć teraz mam zupełnie inną mamę, ale czułem, że powinienem do tej kobiety mówić mama. Mam teraz 58 lat, więc to już było dawno. Sny miałem w dzieciństwie, a jak miałem 19 lat poszedłem do zasadniczej służby wojskowej, która wtedy była obowiązkowa.

I kiedyś podczas tzw. przepustki w Legnicy poszliśmy się napić z kolegami, szukaliśmy miejsca, bo wiadomo, że można było mieć przez to kłopoty. I nagle stanąłem jak wryty – przede mną stał dom z moich snów! Dokładnie taki, jak widziałem w snach – wiedziałem, że to był ten sam dom, w którym kiedyś mieszkałem. Siła przeznaczenia doprowadziła mnie przed ten dom i sprawiła, że miałem być w tamtym miejscu i czasie. Wtedy nikt nie mówił o reinkarnacji jak dzisiaj, ale ja wiedziałem, że kiedyś żyłem w tym domu! Ciekawe jestem, czy macie podobne przypadki w Archiwum FN.

Robicie świetną robotę, tak trzymać!

Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]

 

Dziękujemy za opis. Oczywiście, że znamy bardzo dużo historii, kiedy to człowiek przypomina sobie budynek lub miejsce z poprzedniego wcielenia. Oto przykład pierwszy z brzegu z naszego Archiwum Wideo FN.

 

 

Na koniec jeszcze ciekawy tekst o przeznaczeniu, który dostaliśmy na naszą skrzynkę.

 

From: […]

Sent: Sunday, August 11, 2019 5:32 PM

To: redakcja <redakcja@messing.org.pl>

Subject: Własne przemyślenia o przeznaczeniu.

 

Witajcie Droga Fundacjo,

 Długo się zbierałem w sobie, żeby napisać tego maila i jakoś zawsze było mi z tym nie po drodze aż do dzisiaj. Pomyślałem, że wreszcie usiądę i go napiszę. Rzecz dotyczy konkretnie przeznaczenia. Wielokrotnie się nad tym zastanawiałem i nadal zastanawiam czy w naszym życiu pomimo zdarzeń czysto losowych towarzyszą nam również te zaplanowane odgórnie i przeznaczone specjalnie dla nas przez nazwijmy to "Karmę Życia" ?

 Wcześniej przychodziły mi do głowy pojedyncze myśli i jakby pojedyncze wskazówki w tej kwestii. Ale po tym jak jeden ze swoich artykułów zatytowaliście:

"Czy przeznaczenie można zmienić? czy śmierć można oszukać? " zalało moją głowę istne tsunami przemyśleń, którymi chciałem się tutaj podzielić...

 Po pierwsze zacznę od samych definicji przeznaczenia na które każdy z nas może się z łatwością natchnąć w internecie:

1) Przeznaczenie – los, dola, fatum, fortuna; predestynacja; to co powiedziane, przepowiedziane, zarządzone przez bogów; nieuchronna przyszłość. Z definicji jest tylko jedno przeznaczenie (przyszłość) i nie może być ono zmienione.

2) «nieunikniona przyszłość, nieuchronna konieczność nadejścia, stania się czegoś»

3) nieunikniona przyszłość; coś, co musi się stać.

Tak więc idąc tym tropem dalej nasunął mi się odcinek rozmowy z Krzysztofen Jackowskim w którym opisywał swoje przemyślenia na temat: Czym jest nicość ? I w których doszedł do niepodważalnej konkluzji że nicość już z samej swojej definicji nie może być czymś ani czymkolwiek. I gdybyśmy znaleźli choć jedno jedyne słowo lub określenie za pomocą którego bylibyśmy w stanie opisać nicość to wówczas automatycznie byłaby ona już czymś są tym samym nie byłaby nicością ! Ty widzę wprost analogię do tej sytuacji... Uważam, że gdybyśmy odpowiadając na Wasze pytanie: Czy można zmienić przeznaczenie ? Odpowiedzieli, że tak oczywiście możemy je zmienić to nie było by to żadne przeznaczenie ! Gdyż z definicji przeznaczenie jest czymś co jest po prostu przeznaczone i stać się musi ! Koniec kropka ! Czy śmierć można oszukać ? Jeżeli śmierć była nam przeznaczona to nie możemy jej oszukać. A jeżeli miało miejsce wydarzenie, które pozornie spowodowało, że nam się wydaje, że oszukaliśmy śmierć to wcale jej nie oszukaliśmy tylko śmierć nie była nam jeszcze pisana w tym konkretnym miejscu i o tej konkretnej porze...

 

Więc uważam że pytanie: Czy można zmienić przeznaczenie możemy postawić na równi z pytaniami typu:

Czym jest nicość? Albo też

W jaki sposób zawrócić kijem Wisłę?

Czyli te pytania same z siebie są kompletnie bez sensu gdyż jeśli udzielimy odpowiedzi na którekolwiek z nich to się okaże że albo każda odpowiedź na te pytania jest kłamstwem albo też podmiot o którym pytamy traci całkowiście swoją "bytność" czyli traci wszystkie swoje cechy szczególne w które został przyodziany że tak powiem już z samej definicji siebie.

Więc moje przemyślenia doprowadziły mnie do punktu w którym nie zadaję sobie nigdy pytania: Czy można oszukać przeznaczenie ale tylko i wyłącznie czy przeznaczenie istnieje naprawdę czy też nie ma żadnego przeznaczenia a ludzkim życiem kieruje ślepy los, który gra z nami pokera?

Czy zgodzicie się z moim tokiem rozumowania ?

I jeżeli jest ono właściwe to czy mając w swoim archiwum miliony różnych materiałów z różnych wydarzeń i z różnych ludzkich historii z życia jesteście w stanie się pokusić o udzielenie konkretnej odpowiedzi w jedną lub w drugą stronę?

Czy po 30 latach Waszej działalności sądzicie że przeznaczenie istnieje czy też nie istnieje?

 Pozdrawiam serdecznie,

 Internauta


OD FN

Istnienie przeznaczenia jest równie oczywiste jak to, że po nocy przyjdzie dzień. To wniosek z naszych materiałów.

 

 

Witam. Chcę się z wami podzielić filmem który nagrałem przypadkiem latając dronem nad naszymi górami. Film ten upewnił mnie w 100% ze oni tu są i nas obserwują. Wiele razy nagrałem szybko latające obiekty w tym rejonie, ale utożsamiałem je raczej z ptakami. Były to zawsze małe obiekty, często trudne do rozpoznania. Aż do tego nagrania gdzie dokładnie widać jak to coś leci najpierw wolno i swobodnie nad lasem żeby później wzbić się w górę z olbrzymią prędkością ( z moich obliczeń 1600km/h). Latam dronami już od 4 lat i świetnie orientuje się co tam lata i mogę powiedzieć że to co tam leciało nie może pochodzić z ziemi. Jest to mały pojazd (na oko 30-40 cm) i moja teoria jest taka że to może być dron obcych. Na to nagranie trafiłem przypadkiem po prawie roku od nagrania gdy robiłem porządki na dysku. Przeglądałem go kolejny raz z zamiarem skasowania gdy nagle to zobaczyłem i zdębiałem. Potem oglądałem to jeszcze kilkanaście razy ze znajomymi i wszyscy zgodnie twierdzili ze to jest niespotykane. Z uwagi na niewielki rozmiar obiektu filmowany ze sporej odległości proszę oglądać film na dużym ekranie z dobrą rozdzielczością. Pozdrawiam [...] PS. W Lipcu byłem tam ponownie żeby dokładniej zbadać temat.



zwiń tekst



Moja siostra widziała UFO w kształcie dysku!
Pt, 9 sie 2019 13:37 komentarze: brak czytany: 2964x

[...]Witam pisze do państwa w sprawie obiektów ufo nie jakiś tam świateł na niebie zachwycających ale obiektów które mają 30 - 35m widzianych z odległości 40 metró. Moja siostra obecnie pracuje w Niemczech pilnuje starszej osoby i jest z nią 24 H na dobę w ubiegłą niedzielę o godz 23 40 widziała obiekt tuż obok jej dom widziała go z tarasu był jakieś 100m od domu i jakieś że 30m od ziemi tuż nad koronom.......

czytaj dalej

[...]Witam pisze do państwa w sprawie obiektów ufo nie jakiś tam świateł na niebie zachwycających ale obiektów które mają 30 - 35m widzianych z odległości 40 metró. Moja siostra obecnie pracuje w Niemczech pilnuje starszej osoby i jest z nią 24 H na dobę w ubiegłą niedzielę o godz 23 40 widziała obiekt tuż obok jej dom widziała go z tarasu był jakieś 100m od domu i jakieś że 30m od ziemi tuż nad koronom drzew widziała go ona i starsza pani , obiekt był duży, dzwoniąc do mnie zaraz po całym zejściu opowiada o tym , zareagowałem jak każdy z uśmiechem na twarzy .

Spytałem masz jakieś foto , a ona że nie ,bo jak patrzyła na to, to była jak sparaliżowana ,podszedłem do tego sceptycznie mimo że jestem pewny że sami nie jesteśmy na tym świecie ,dodam że jestem waszym słuchaczem i nie jedno słyszałem .I wszystko by się rozeszło po 'kościach do wczoraj wieczorem gdyby nie telefon od siostry była godz 23 45 dzwoni i mówi a właściwie bełkocze słowa się jej urywały.To to znowu jest , JEST ogromne świeci światłami tak jasnymi że przebija światło przez roletę w oknie.

Tym razem 0biekt był ze 20 m od domu i że 30 od ziemi, jak usłyszałem ją w telefonie to się przeraźiłem jej głosu , krzyknąlem rób te zdjęcia ( K.... mać ) bo ci nie uwierzę.!!!! No i robi i opowiada ,Jezu k.... nie uwierzysz , głos jej drżał; pierwsza myśl moja zajebiscie wreszcie to zobaczę wyśle mi sms; Daniel tego nie widać na pierwszym zdjęciu tylko jakiś obłoczek, mowie jej wylącz lampę w telefonie, robi serię zdjęć i mówi ze zdjęcia się fizycznie robią widzi je w kadrze chwile po zrobieniu ale nic się nie zapisuje .

Zatrząsłem się razem z nią przez telefon, dodam tylko że o tej godzinie w Niemczech jest szarówka na dworze , a nie ciemno jak u nas , siostra wraca jutro do Polski będziemy mieli o czym rozmawiać . I tu nasuwa się moje pytanie do panstwa fundacji jak fotografować taki obiekt nie zależy mi na rozgłosie , nasuwa mnie myśl czy jak oni wpływają na elektronikę , czy zainwestować w zwykły aparat na klisze czy to foto wyjdzie.

Z tego co wiem macie w tym trochę lat praktyki. Dodam jeszcze żo to nie pierwsze spotkania mojej siostry z tym obiektem ,pierwszy raz widziała ona taki obiekt w Polsce w rodzinnym mieście Radom ale wtedy to nie tylko ona to widziała ale i sąsiedzi i to też na wysokości bardzo małych i też jej aparat w telefonie nie działał , wtedy nikt jej nie wierzył .Do wczoraj.

[dane do wiad. FN - relację otrzymaliśmy 8 sierpnia 2019]




zwiń tekst



OBSERWACJA UFO NAD MAJORKĄ - obiekt w kształcie dysku miał 30 metrów średnicy
Śr, 7 sie 2019 06:14 komentarze: brak czytany: 3522x

[informacja przyszła na pokład okrętu Nautilus 6 sierpnia 2019] Witam Szanowna Redakcje, chcialem podzielic sie ciekawa informacja, dotyczaca obserwacji obiektu ufo w zeszlym tygodniu na Majorce w rejonie Alcudia blisko hotelu Bellevue Club.Cale zdarzenie mialem okazje podziwiac wraz z moim 11 letnin synem jak rownież z innymi przechodniami, niestety nie mielismy ze soba w tym momencie zadnej kamery.......

czytaj dalej

[informacja przyszła na pokład okrętu Nautilus 6 sierpnia 2019] Witam Szanowna Redakcje, chcialem podzielic sie ciekawa informacja, dotyczaca obserwacji obiektu ufo w zeszlym tygodniu na Majorce w rejonie Alcudia blisko hotelu Bellevue Club.

Cale zdarzenie mialem okazje podziwiac wraz z moim 11 letnin synem jak rownież z innymi przechodniami, niestety nie mielismy ze soba w tym momencie zadnej kamery, obserwacje miala miejsce pomiedzy 23 i 24pm, nie pamietam ktory dzien, idac w strone hotelu zauwazylem na niebie "strumien swiatla ".



Bialo-zolty strumień, wygladał troche jak przezroczysta mgla badz opar dymu majacy pewien ksztalt, po kilku sekundach pojawil sie obiekt swiecacy na czerwono wlatujacy powoli w ten strumien, strumien ten mial okreslona dlugosc, gdy obiekty dolecial do konca wtedy znikl i pojawil sie swiatla zapalajace sie w tej samej kolejnosci, jesli dobrze pamietam czerwony zielony niebieski...

Wygladaly jak wielkie prostokatne diody led, linia swiatel byla dosc dluga, po okolo 30 sekundach moze szybciej caly ten "pas swiatel" pochylil sie i mozna bylo zobaczyc ze jest to obiekt o ksztalcie dysku (!), widoczna byla gorna struktora ktora przypominal klocki lego zakladane jeden na drugi, nie doslownie ale w 100% miala mnostwo "ksztaltow" , krawedz laczaca gorny dysk z dolnym jak sie okazalo emanowala swiatlem i bylo wyraznie widac ze nie jest to "cienka krawedz ".

Podczas przechylu pojawilo sie dodatkowe biale swiatlo ktore przypominalo swiatlo emanowane przez latarnie morska, po kilku sekundach obiekt znikl , pojawil sie jeszcze dwa razy w pewnych odstepach czasu, w zwiazku z tym pytanie czy ktos zglaszal taka obserwacje a co wazne czy nagral, biorac pod uwage odleglosc i wysokosc na jakiej znajdowal sie obiekt i ze byla to noc ciezko okreslic rozmiar obiektu, napewno byl duzy i mysle ze mogl miec spokojnie 30 metrow srednicy.

Pozdrawiam
[dane do wiad. FN]






zwiń tekst



Niezwykłe zdarzenie na pustym peronie
Pon, 5 sie 2019 07:55 komentarze: 1 czytany: 4168x

[...] Kilka tygodni temu byłem rano na dworcu pkp i czekałem na swój pociąg. Na lewym ramieniu trzymałem zawieszona torbę z komputerem, a pozostały bagaż stał obok. Słuchałem muzyki przez słuchawki i generalnie czekałem na pociąg. Pojazd miał przyjechać o 5.10 rano, więc dość wcześnie. W moim sektorze nie było nikogo, ale w pewnym momencie stojąc bokiem do torów poczułem jak ktoś mnie uderza w lewe.......

czytaj dalej

[...] Kilka tygodni temu byłem rano na dworcu pkp i czekałem na swój pociąg. Na lewym ramieniu trzymałem zawieszona torbę z komputerem, a pozostały bagaż stał obok. Słuchałem muzyki przez słuchawki i generalnie czekałem na pociąg. Pojazd miał przyjechać o 5.10 rano, więc dość wcześnie. W moim sektorze nie było nikogo, ale w pewnym momencie stojąc bokiem do torów poczułem jak ktoś mnie uderza w lewe ramię otwarta ręką. Odwróciłem się i tam nikogo nie było. sektor nadal był pusty i nie widziałem nikogo, kto mógłby przechodzić w tej chwili. Ramię miałem suche, więc to nie była też kropla wody ani nic innego. A kamień bym poczuł. Nie potrafię tego wyjaśnić, a jestem przekonany, że poczułem to klepnięcie fizycznie.

[...]



[...] Witam, właśnie oglądam w Niemczech program Mufon. Od razu przeniosło mnie to do moich wspomnień z końca sierpnia 2007. Bardzo dobrze pamiętam ten miesiąc, gdyż przed paroma tygodniami zmarł mój tato. Myślałam wtedy że przez te przeżycia, może mam jakieś przewidzenia...
Mieszkałam w Brześciu Kujawskim. Jechałam po godz dziewiętnastej rowerem do pracy, było już szaro. Jadąc zauważyłam na niebie 4 lub 5 światełek które kręciły się nieregularnie w kółko ... Myślałam, gdzieś w pobliżu jest jakiś festyn, impreza lub dyskoteka i świeca światłami w niebo.. ale gdy światełka zmieniły pozycję, stanęłam zamurowana i nie wierzyłam w to co widzę.. nierealne byłoby to gdyby był to samolot lub coś w tym stylu..te światełka przelatywały z jednego końca na drugie, jak gdyby dzieci bawiły się w ganianego, lub berka!!! Po całej powierzchni nieba po której mój wzrok sięgał, ganiały się nieregularnie i bardzo wysoko te światła. Wiedziałam już że to jest UFO i pierwsze o czym pomyślałam, czy ktoś jeszcze to prócz mnie widział? Gdy opowiedziałam o tym w pracy, każdy patrzył na mnie z niepokojem..tak samo moja rodzina. To jest przykre że akurat temat UFO jest nadal taki abstrakcyjny.
Przyznam że do tego czasu również nie bardzo wierzyłam w te naoczne przypadki..ale od 12 lat jestem przekonana że i mnie się to przytrafiło, że i ja miałam szczęście zobaczyć to co żyje poza naszą planetą Ziemia.
Pozdrawiam,

[dane do wiad. FN]


Pies jest wyszkolony do wyszukiwania osób zaginionych np. pod gruzami. Kiedy znajduje kogoś żywego ma usiąść i pozostać w takiej pozycji. Wchodząc do Kościoła jego kroki skierowały się pod tabernakulum. Usiadł, co znaczy: "znalazłem tutaj kogoś żywego"




zwiń tekst



Wiktor Suworow o Volfie Messingu - w książce Wybór
Czw, 1 sie 2019 14:10 komentarze: brak czytany: 3667x

[...] przesyłam fragment książki Suworowa - Wybór, fragment ten opisuje jak Wolf Messing (na potrzeby książki Rudolf Mazur) "oczarował" Stalina, oczywiście jest to obraz stworzony i opisany na potrzeby fikcji literackiej ale sam wydźwięk i ogólne wydarzenie ma dużo wspólnego z prawdą i w Rosji jest powtarzane jako "legenda" od lat.Dyrektor ukłonił się dyskretnie, uśmiechnął i jeszcze raz ukłonił. .......

czytaj dalej

[...] przesyłam fragment książki Suworowa - Wybór, fragment ten opisuje jak Wolf Messing (na potrzeby książki Rudolf Mazur) "oczarował" Stalina, oczywiście jest to obraz stworzony i opisany na potrzeby fikcji literackiej ale sam wydźwięk i ogólne wydarzenie ma dużo wspólnego z prawdą i w Rosji jest powtarzane jako "legenda" od lat.






Dyrektor ukłonił się dyskretnie, uśmiechnął i jeszcze raz ukłonił. GOSBANK to miliardy rubli i setki milionów dewiz. Ale te miliardy, to tylko wirtualne zera w nieskończonych kolumnach liczb: debet–kredyt. Odebrać pieniądze znaczy tyle, co odebrać kwit, wydać pieniądze to wydać kwit. Odjąć od jednej kolumny, dodać do drugiej. Arytmetyka i tyle. Natomiast wypłacić gotówkę — tym się GOSBANK nie zajmuje. A z drugiej strony nie wypłacić też nie można. Tymczasem kasjer Piotr Prochorowicz nigdy w życiu nie odliczał kwoty miliona dolarów. Ani główny księgowy. Ani dyrektor. To właśnie wprawiło dyrektora w zakłopotanie. Jakoś tak dziwnie: odliczyć milion i wypłacić. Przy — jąć milion — to jeszcze jak cię mogę. Ale wydać?! Nieprzyjemnie jest wypłacać pieniądze. Dlatego dyrektor próbował gorączkowo znaleźć uzasadnienie, albo przynajmniej jakiś pretekst, który pozwoliłby je zatrzymać. Gdyby nawet musiał się z nimi rozstać, to nie teraz. Jeżeli nawet nie uda się uniknąć wypłaty, to przynajmniej należy spróbować odwlec ją w czasie. Ale w tym celu musiał znaleźć jakiś powód. Pomyślał, zastanowił się i raptem doznał olśnienia: a może to zwyczajny hochsztapler! Dlatego dyrektor uśmiechnął się, puścił oko do księgowego i uprzejmie, trochę nawet za uprzejmie, zwrócił się do interesanta: — Wasz czek nie budzi żadnych wątpliwości, ale być może... hmmm... jakby to powiedzieć... może to nie jest wasz czek! — I zapominając o jakichkolwiek pozorach uprzejmości dyrektor wrzasnął tak, jak zastępca szefa kijowskiego aresztu garnizonowego: — Pokaż dokument, ścierwo!

Jaki dokument? — zdziwił się interesant. — Dokument tożsamości! — syknął dyrektor. Wyszeptał to mięciutko, zjadliwie, starając się by te dwa słowa oddały w pełni zarówno pogardę dla aferzysty, jak i dumę z własnego sprytu. To doprawdy niesłychane! Żeby w całym GOSBANKU nikt nie uznał za stosowne wylegitymować tego naciągacza! Interesant przez chwilę zamyślił się i jakby zmieszał... Ożywili się strażnicy i kasjerzy: o, już widać, że kombinator. Ale zmieszanie zaraz zniknęło z jego twarzy. Uśmiechnął się czarująco i rozłożył ręce, wyrażając w ten sposób szacunek dla ustalonych zasad i wolę skrupulatnego respektowania wymogów administracyjnych. Z czarnego polerowanego stolika wziął ten sam szkolny zeszyt, uniósł go nad głową, aby wszyscy dobrze widzieli, a następnie wydarł jeszcze jedną czystą kartkę w kratkę i podał ją dyrektorowi.




Dyrektor się zmieszał. Kasjerzy zaszemrali: co za obyczaje? Kto to widział, żeby klienta tak traktować! Ale klient nie należał do obrażalskich. Życzliwy uśmiech na twarzy był najlepszym dowodem, że nie zamierza się gniewać, że pochwala pedanterię dyrekcji, nawet jeżeli w tym konkretnym przypadku dyrektor trochę przeholował. Milion dolarów, to nie w kij dmuchał! W takich okolicznościach lepsza jest nadmierna czujność niż lekkomyślność... Pragnąc w jakiś sposób załagodzić swoje nietaktowne zachowanie, dyrektor spytał uprzejmie: — Jakże pan udźwignie taki ciężar? — Zamierzałem wypożyczyć na godzinkę waszych milicjantów– strażników. — A, to co innego. Doskonały pomysł!

Narada. Ogromny gabinet. Wysokie, wąskie prześwity okien w murach trzymetrowej grubości. Na oknach białe jedwabne firany, spływają falującą mgiełką. Na ścianach dębowe panele boazerii. Długi stół przykryty zielonym suknem. Czerwone dywany ze wzorkiem. Po dywanach przechadza się Stalin. A ludowi komisarze siedzą przy stole. Obradują. Przemawiają. Dyskutują o uwarunkowaniach wiodących do zdecydowanego wzrostu produkcji amunicji. To łamigłówka nie tylko dla komisarza do spraw amunicji. Ludowy komisarz przemysłu metalurgicznego metali kolorowych też ma coś do powiedzenia. I ludowy komisarz przemysłu drzewnego. Jeżeli zbrojeniówka wyprodukuje w tym roku milion ton pocisków więcej niż w roku ubiegłym, to ile trzeba dodatkowo dostarczyć drewnianych skrzynek? Ludowy komisarz transportu też ma się nad czym zastanowić: jak dostarczyć surowce do fabryk i wywieźć gotową produkcję? I gdzie składować gotową amunicję? Myślcie, towarzysze. Kombinujcie. Nie na darmo naród wysunął was na odpowiedzialne stanowiska. Stalin krąży wokół stołu. Za plecami mówców. Safianowe buty i wełniane azjatyckie dywany skutecznie tłumią kroki. Ludowy komisarz zabiera głos, wysuwa niegłupi projekt, ale nie śmie spojrzeć za siebie. I trudno zgadnąć, czy Stalin oddalił się miękkim kocim krokiem w przeciwległy kąt pokoju, czy przystanął tuż za plecami. Bo Stalin milczy. Nikomu nie przerywa, nikogo nie poprawiasz niczym nie dyskutuje. A to może oznaczać wszystko...




Co pięć minut dzwoni telefon. Stalin podnosi słuchawkę, słucha, kiwa głową i bez słowa odkłada na widełki. Temat dzisiejszych obrad niespecjalnie go obchodzi. Wezwał komisarzy ludowych na naradę tylko po to, żeby byli świadkami, jak punktualnie o godzinie osiemnastej triumfalnie obwieści: „Zaprosiłem Mazura, a on się nie zjawił. Po prostu nie wpuszczono go na Kreml!”. Stalin zerka na staroświecki zegar. Ozdobne wskazówki nieuchronnie zbliżają się do momentu, kiedy mniejsza wskaże równo szóstkę, a duża dwunastkę. Wtedy obie wskazówki na chwilę utworzą linię prostą, dzielącą cyferblat na połowy. Dzwonki telefoniczne, to meldunki od Chołowanowa: tajni agenci nie stwierdzają obecności Mazura w okolicy Kremla, Mazur nie podszedł do zewnętrznych posterunków wartowniczych, nie zbliżył się do żadnej z bram: przez Spasską bramę nikogo nie wpuszczono, natomiast bramy Borowicka, Troicka i Nikołajewska zostały zamknięte. Przez ostatnie siedem godzin na Kreml nie wpuszczono ani jednego człowieka i ani jednego pojazdu.  

Mazur wszedł do gabinetu Stalina bez pukania. Za nim wkroczyli trzej milicjanci — w kompletnym obłędzie, z czerwonymi od wysiłku gębami. Mazur nakazał, żeby postawili walizki koło fotela Stalina. Postawili. Wówczas polecił im odmaszerować, jednak po chwili zorientował się, że przecież nie będą mogli sami opuścić Kremla. Dlatego kazał im usiąść w poczekalni. Po przyjacielsku poprosił towarzysza Poskriebyszewa, sekretarza Stalina, żeby zatroszczono się o nich. Zasłużyli. Poskriebyszew kiwnął głową i wydał odpowiednie dyspozycje... Wskazówki zegara utworzyły linię prostą, francuski mechanizm zagrał melodyjkę, młoteczek z brązu uderzył w lśniący gong: bummm. — Nie przyszedł! — oznajmił Stalin. — Kto nie przyszedł? — nie zrozumiał Mazur

Stalin bardzo chciał, żeby Mazur przyszedł. Chciał żeby przedarł się przez kordony i blokady. Stalin cenił ludzi silnych, utalentowanych, ludzi obdarzonych nadzwyczajnymi zdolnościami. Lecz równocześnie Stalin nie chciał, żeby Mazur przyszedł. Nie chciał, żeby najpotężniejszy system ochrony i zabezpieczenia, jaki kiedykolwiek stworzono, został przez kogoś złamany. Stalin czuł sympatię do tego niezwykłego człowieka, a równocześnie nie chciał spotkać kogoś, kto był mocniejszy od niego samego. Mazur wkroczył do gabinetu Stalina cztery minuty przed czasem. Punktualnie o szóstej odpowiedział na triumfalną kwestię Stalina. Dopiero wtedy go dostrzegli. Zgroza wcisnęła komisarzy ludowych głęboko w fotele. Opuścili wzrok, próbując odgrodzić się od świata. A Stalin uśmiechnął się i figlarne iskierki pojawiły się w jego źrenicach. Znak najwyższego zachwytu. Z gatunku tych, jakie rosyjski człowiek umie wyrazić jedynie krótkim, soczystym przekleństwem. Stalin nie urodził się Rosjaninem, ale podbijając Rosjan i niepodzielnie nad nimi panując wiele od nich zaczerpnął, choćby sposób wyrażania zachwytu. On jeden wiedział wszystko o systemie własnej ochrony, dlatego tylko on potrafił właściwie docenić rangę wyczynu Rudolfa Mazura. Kiedyś ludzie polecą w kosmos, kiedyś dotrą do Księżyca, Wenus i Marsa, kiedyś sięgną Saturna i Neptuna. Ale cóż będzie znaczył pierwszy lot człowieka w przestrzeń kosmiczną w porównaniu z tym, czego właśnie dokonał czarodziej? W porównaniu z tym wyczynem blaknie cała dotychczasowa i cała nadchodząca historia ludzkości. Wynieść milion dolarów z banku — to banalnie proste. W dawnych czasach towarzysz Stalin sam rozpruwał banki. Wspólnie z innymi towarzyszami. Wprawiając Europę w stan osłupienia. W końcu bank to tylko bank. Ale jak prześlizgnąć się przez niezliczone łańcuchy tajnej stalinowskiej ochrony i wiecznotrwałe mury?! To po prostu niemożliwe. A przed Stalinem stał człowiek, który dokonał niemożliwego. Dlatego Stalin zbliżył się doń, objął go, następnie odszedł, wytrzepał popiół z fajki (obok popielniczki, gdyż nie spuszczał wzroku z Mazura), wreszcie trzepną dłonią w biurko, nie wytrzymał — i huknął słowami, które wydały mu się najbardziej odpowiednie do właściwe oceny dokonania: — O ty, k* twoja mać!




zwiń tekst



Odwiedziny zmarłych w naszych snach
Wt, 30 lip 2019 07:08 komentarze: 3 czytany: 3612x

WitamJuż od dawna zastanawiam się czy do Was napisać. Zaznaczę, że nie byłam raczej wierzącą osobą, do czasu pewnych sytuacji. W dniu 1 listopada z przyczyn zdrowotnych zmarł w szpitalu tata, nie zdążyłam niestety się z nim spotkać, zmarł gdy byłam w drodze do niego (mieszkam kilkaset kilometrów dalej). Przez pierwszych kilka dni wieczorami czułam obecność taty w mieszkaniu, jakby ktoś obserwował .......

czytaj dalej

Witam
Już od dawna zastanawiam się czy do Was napisać. Zaznaczę, że nie byłam raczej wierzącą osobą, do czasu pewnych sytuacji. W dniu 1 listopada z przyczyn zdrowotnych zmarł w szpitalu tata, nie zdążyłam niestety się z nim spotkać, zmarł gdy byłam w drodze do niego (mieszkam kilkaset kilometrów dalej). Przez pierwszych kilka dni wieczorami czułam obecność taty w mieszkaniu, jakby ktoś obserwował mnie, rodzeństwo i mamę gdy idziemy spać, ale uważałam, że psychika płata figle. Po pogrzebie taty wróciłam do siebie, po kilku tygodniach miałam pierwszy sen, śniło mi się, że wróciłam do mieszkania gdzie mieszkał tata (tata mieszkał z mamą - moją babcią), jestem świadoma, że tata zmarł, nagle widzę wchodzi do kuchni, ale w pełni zdrowy, sprzed czasu choroby, nagle tata wita się ze mną, jestem tak szczęśliwa widząc go, że od razu rzucam się by go przytulić, czuję mocną sylwetkę (tata w trakcie choroby schudł wiele kilogramów), po czym tata łapię mnie jak małe dziecko i podnosi z ogromną siłą do góry mówiąc, że jest wszystko dobrze... Od razu się obudziłam w płaczu, a zarazem radości i niewiedzy jak mam to odebrać. Dodam, że na codzień nie pamiętam snów, te natomiast po przebudzeniu jak i dziś pamiętam bardzo szczegółowo...

Po kilku dniach miałam następny sen z tatą.. Znajduję się w szpitalu, wiem, że tata zmarł, ale żyje nie umiem tego uczucia wytłumaczyć. W szpitalu jestem w kimś jak opiekun taty, ubrany cały na biało, bije od niego dobroć. Idziemy korytarzem, wszystko lśni w białych kaflach, widzę przy okienku do pielęgniarek stoi tata i prosi o swoją kartę, kobieta nie rozumie co ma na myśli, na co tata, że zmarł, ale żyje i potrzebuje swoją kartę, bo im nie jest potrzebna, widzę za szybą kilka papierowych kart, na jednej nazwisko taty. W międzyczasie w szpitalu zjawia się większość rodziny (poza mamą taty), każdy chce spotkać się z tatą, postawiam zrobić mu zdjęcie po czym nie widzę go na zdjęciu, są wszyscy poza nim, wpadam w panikę i robię raz jeszcze, nadal bez zmian, mówię tacie, że nie ma go na zdjęciu, wybiega gdzieś, a ja za nim, słyszę jak na korytarzu mówi do kogoś, że potrzebuje kwiaty i czekoladki.

Nagle następuje przeskok w śnie, biegnę z tatą przez salę szpitalną gdzie lężą ludzie w bardzo złym stanie zdrowia, podłączeni do aparatury, stajemy przed drzwiami, których nie umiem otworzyć, robi to tata mówiąc do mnie, że tych drzwi nie wolno mi otwierać, wybiegamy na korytarz, gdzie czeka reszta rodziny, jedziemy do babci - mamy taty, organizuje ona przyjęcie w mieszkaniu, widzę, że jest cała rodzina, ale nie widzę ich twarzy, wyłącznie ciemne postacie, widzę wyłącznie babcię i tatę, rozmawiają ze sobą, nie wiem o czym nie słyszę, tata wręcza mamie (mojej babci) kwiaty i czekoladki, o które prosił kogoś wcześniej, ponownie chce zrobić zdjęcie i ta sama sytuacja, nie widzę taty na zdjęciu, mówię mu o tym po czym on znika... Obudziłam się, szczęśliwa, że spotkałam się z tatą, a z drugiej strony roztrzesiona, bo bylo to tak realne, że nie wiem co o tym myśleć.

Po kilku dniach miałam następny sen bardzo krótki, jestem w mieszkaniu z bratem, mama piecze ciasto, a tata siedzi na sofie, w pełni zdrowy, radosny, śmiejemy się i wspólnie zgadujemy jaka to piosenka, nie udaje mi się po czym brat mówi do taty "żebyś Ty wiedział jaką płytę Ci dała" po czym się obudziłam. Dodam, że w trakcie pogrzebu dałam tacie jego ulubioną płytę z muzyką, która kojarzy mi się z całym dzieciństwem..

Po serii snów, które były w odczuciach realne, zaczęłam wierzyć, że to nie fantazja, a miało miejsce naprawdę.
Od tamtej pory nic więcej mi się nie śniło, niecałe pół roku później tata miałby urodziny, widzę na zegarku, że minęła godzina 24, jest dzień taty urodzin, składam mu życzenia, z racji tego, że jest już późno, zasypiam. Obudziłam się z piosenką w głowie Stevie Wonder "I just called to say I love you", zaznaczam nie znałam tej piosenki wcześniej, mam 32 lata, w domu też jej tata nie słuchał... Pamiętałam całą melodię jak i słowa refrenu, by ją odnaleźć szukałam po tekście w Google.
Kiedyś nie wierząca, uważałam zawsze takie rzeczy za wymysły, dopóki mnie to nie spotkało, dziś wiem, że istnieje życie po życiu, a bliscy starają się z nami kontaktować.
Pozdrawiam
[dane do wiad. FN]


/z poczty do FN/

[XXI PIĘTRO] Odchodzenie człowieka z którym zetknął nas los, splątał – czy chcemy czy nie – nicią wzajemnych niekoniecznie pozytywnych interakcji. Niełatwy proces pojednania, walki z samą sobą, żeby zapanować nad ciemniejszą stroną własnej natury i przezwyciężyć negatywne emocje w chwili, która może być dla kogoś, ale i dla nas, ostatnią szansą na pojednanie i odpuszczenie. To bardzo ciężki, bardzo wymagający czas, który jest jak lustro i pokazuje nam prawdę o nas samych. Skoro taką cenę za to płacimy, czy warto?

Przez ostatnie pół roku miałam taką szansę. Los podarował mi sposobność, żeby nawiązać życzliwszą relację z osobą, którą tutaj nazwę „Ja jestem Anna Nowak”. Zważając na okoliczność zaawansowania jej choroby, nie dającej żadnej nadziei na wyleczenie, a jednocześnie widoczne pragnienie uzyskania spokoju ducha, wyszłam naprzeciw temu oczekiwaniu i na wyraźne jej życzenie dałam nam szansę na lepsze wzajemne poznanie, zrozumienie i koniec końców nawet pewien rodzaj świadomie wyrażanej sympatii. Cały ten czas odczuwałam jednak bardzo silny „opór”, irracjonalny, ale bardzo silny „zew” żeby się wycofać, odpuścić, żeby przywrócić sobie komfort – a zważając na niełatwą przeszłość która łączyła mnie z Anną – takie rozwiązanie wydawało mi się jak najbardziej uzasadnione i sprawiedliwe. Co więcej w niej też dostrzegałam tę walkę, czułam moc, falę energii uderzającej we mnie przy i po każdym kontakcie, czasami przebijała się ona do sfery świadomej i formułowała w jakichś nieprzyjaznych, pojedynczych słowach, które zbijały mnie na chwilę z pantałyku. Robiła to z uśmiechem jakby niechcący, żeby potem szybko się z nich wycofać i kontynuować rozpoczęty proces. To była mozolna, ciężka praca – bardzo intensywny czas.

Ostatnio cała ta energia wokół mnie wygasła, ucichła, odpłynęła. Nagle powróciła równowaga. Nie wiedziałam co się stało. Odwiedzając Annę, zrozumiałam, że coś się zmieniło. Inaczej reagowała, owszem nawiązywała kontakt werbalny, uśmiechała się, ale na pierwszy plan wysuwał się smutek i pewien rodzaj zagubienia. W pierwszym odruchu przyszło mi na myśl, że potrzebuje spokoju, wyciszenia, że męczymy ją swoją obecnością. Potem zobaczyłam, że spina się przy osobach najbliższych i zadałam sobie pytanie: czy ona nas poznaje? Stało się to z dnia na dzień, praktycznie wślizgnęło się niezauważone. Cała nadbudowa, osobowość, która mieniła się Anną Nowak, została w jednej chwili wykasowana, oczyszczona. Pamięć o wszystkich przeżyciach, urazach, uczuciach dobrych i złych, cala energia wokół tego przestała istnieć. W tym znajomym ciele pozostała tylko esencja bytu – krucha, wystraszona, zagubiona – tak bliska, a jednocześnie tak odległa. Każdy dotyk, bardziej wylewny gest płoszył tę delikatną istotę, dlatego postanowiliśmy nie ranić jej dla egoistycznych pobudek, tylko zapewnić jej jak największy komfort.

Ona nie należała już do tego scenariusza, w którym odgrywała tak istotną dla nas rolę. Teraz nazywała się „Ja jestem”, czekała tylko na opuszczenie tego kostiumu, tych dekoracji i być może na przydzielenie nowych zadań. Ile razy tak się już działo? Ile razy tak się jeszcze wydarzy? W tym czasie pożegnałam symbolicznie Annę, dziękując Bogu, że dał mi sposobność zamknąć ten etap – pojednaniem. Zdałam sobie sprawę jak ważne i cenne to było i jest dla mnie. Dziękuję jej, że dała mi taką szansę i pozwoliła dostrzec, że nie ma co się przywiązywać do tego co nadpisane, a co każe nam uważać siebie za Jana Kowalskiego czy Annę Nowak.

[...]




zwiń tekst



Relacja oraz ciekawy bieg wydarzeń /z poczty FN 28 lipca 2019 - tytuł autora, przyp. FN/
Nie, 28 lip 2019 06:50 komentarze: brak czytany: 3333x

Witam serdecznieChciałbym podzielić się z Państwem pewną historią, która przydarzyła mi się w dniu moich urodzin.Był to 3 czerwca 2019, dzień moich 24 urodzin.(wszystko działo się we Wrocławiu). Dodam jeszcze, że pochodzę z Głuchołaz.            Sen: Rozmowa przez telefon z panem Robertem B. o Głuchołazach (w śnie stałem wtedy obok mostu w Głuchołazach.......

czytaj dalej

Witam serdecznie
Chciałbym podzielić się z Państwem pewną historią, która przydarzyła mi się w dniu moich urodzin.
Był to 3 czerwca 2019, dzień moich 24 urodzin.(wszystko działo się we Wrocławiu). Dodam jeszcze, że pochodzę z Głuchołaz.
            Sen: Rozmowa przez telefon z panem Robertem B. o Głuchołazach (w śnie stałem wtedy obok mostu w Głuchołazach i patrzyłem w stronę góry Chrobrego). Podczas rozmowy zobaczyłem obiekt ufo, który pojawia się, znika i pojawia się po ułamku sekundy odwrócony do góry nogami w tym samym miejscu. (Był to biały dyskoidalny obiekt). Później opowiadam Panu Robertowi o moim dawnym śnie o „inwazji ufo” oraz o innych snach, które miałem i były również związane z ufo. (te inne sny, o których mowa śniły mi się również, ale parę lat temu).
            Obudziłem się, przypominam sobie ten sen i patrzę w okno a następnie widzę:
-Dwa samoloty które się „ścigają” i przecina je linia innego samolotu: pęd ludzki który jest bezsensowny i nie prowadzi do niczego - (taka myśl pojawiła mi się w głowie, od razu, bez zastanawiania się nad tym)
- Po chwili zobaczyłem dwa duże ptaki które lecą w parze - (poczułem od razu oznakę czegoś dobrego, spokoju oraz współpracy). Dodam jeszcze, że dwa duże ptaki we Wrocławiu to rzadkość, za oknem zazwyczaj latały gołębie lub jaskółki.
Tak wygląda poranek moich 24 urodzin liczba ta od zawsze mi się podobała i w dzieciństwie często myślałem o tym, gdy będę miał 24 lata. ( nie wiem dlaczego akurat 24 lata ale zawsze miałem pozytywne myśli na temat 24 lat oraz tej liczby).
            Dodam jeszcze, że później siedziałem na krześle przy biurku odwrócony głową w stronę okna spędziłem tak ok. 1.30h.( co nigdy się tak nie zdarza, nie aż tyle czasu). Podczas obserwacji nieba widziałem samoloty, ptaki ale pojawił się też biały podłużny obiekt obiekt w oddali, który szybko zniknął. ( wtedy też pomyślałem że skoro obserwuję niebo i widzę ptaki oraz inne samoloty, a później jakiś niezidentyfikowany obiekt to to nie jest przypadek i coś pozwoliło mi oglądać najpierw samoloty i ptaki, by później móc odróżnić je od tego nieznanego obiektu). Pojawił się znikąd i zniknął po chwili. Nie wiem czy obiekt widziany na niebie przewidział mi się czy nie, ale ten dzień był dla mnie bardzo przekonywujący oraz to co działo się od samego rana uświadomiło mnie jeszcze bardziej, że nie ma przypadków oraz, że jest przed nami jeszcze wiele do odkrycia. Cieszę się, że wtedy gdy to się działo zapisałem sobie to wszystko. Ogarniała mnie wtedy euforia oraz dreszcze i teraz mogę się tym z Państwem podzielić.
            Pozdrawiam Pana Roberta oraz całą załogę okrętu Nautilus.
Jeśli zechcecie Państwo opublikować tę relację, to proszę bez podawania adresu e-mail.

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Przeznaczenie postawiło mnie w tym miejscu i czasie
Pt, 26 lip 2019 05:49 komentarze: brak czytany: 3273x

Tajemnicza siła wszechświata nazywająca się przeznaczeniem jest w stanie zmieniać losy ludzi poprzez jednostkowe, pozornie drobne wydarzenia. O jednej z takich historii opowiedziała pewna kobieta na portalu społecznościowym facebook. O tej relacji zawiadomił nas czytelnik serwisu. Sprawa trafiła do naszego działu XXI PIĘTRO- Twoja Historia.From: j[...]Sent: Thursday, July 25, 2019 1:40 PMTo: nautilus.......

czytaj dalej

Tajemnicza siła wszechświata nazywająca się przeznaczeniem jest w stanie zmieniać losy ludzi poprzez jednostkowe, pozornie drobne wydarzenia. O jednej z takich historii opowiedziała pewna kobieta na portalu społecznościowym facebook. O tej relacji zawiadomił nas czytelnik serwisu. Sprawa trafiła do naszego działu XXI PIĘTRO- Twoja Historia.

From: j[...]
Sent: Thursday, July 25, 2019 1:40 PM
To: nautilus
Subject: Siła przeznaczenia - wypadek

W załączniku podsyłam wpis z fb kobiety , znanej kobiety. Która uważa, że zaspała do pracy , spóźniła się na autobus . Bo tak po prostu musiało być , musiała pomóc tej kobiecie i dziecku. Siła przeznaczenia.

Pozdrawiam,
Paweł




zwiń tekst



W odpowiednim czasie... - niezwykły zbieg okoliczności
Śr, 24 lip 2019 05:40 komentarze: 2 czytany: 3626x

[...] Witam Szanowną Fundację,  ja również przed 2 tygodniami poczułem ten "powiew kosmosu na plecach". I to dosłownie, nie mogąc długo przestać o tym myśleć...Tego upalnego niedzielnego dnia (jeden z najbardziej upalnych w ostatnich tygodniach) musiałem pilnie wypłacić większą ilość gotówki z bankomatu. Potrzebowałem skorzystać z bankomatu konkretnie mojego banku, gdyż przy tak dużej kwocie .......

czytaj dalej

[...] Witam Szanowną Fundację,  ja również przed 2 tygodniami poczułem ten "powiew kosmosu na plecach". I to dosłownie, nie mogąc długo przestać o tym myśleć...

Tego upalnego niedzielnego dnia (jeden z najbardziej upalnych w ostatnich tygodniach) musiałem pilnie wypłacić większą ilość gotówki z bankomatu. Potrzebowałem skorzystać z bankomatu konkretnie mojego banku, gdyż przy tak dużej kwocie wypłata z obcego bankomatu kosztowałaby mnie majątek.

Moja żona podpowiedziała mi, że zaledwie 2-3 kilometry od naszego miejsca zamieszkania (południowa część Warszawy) znajduje się bankomat, z ktorego ona od czasu do czasu korzysta i abym tam właśnie podjechał. Tak też zrobiłem, jednak na miejscu okazało się że bankomat jest nieczynny. Lekko sfrustrowany wróciłem do samochodu i postanowiłem skorzystać z Map Google do wyszukania najbliższej placówki mojego banku, przy której będzie dostęp do bankomatu. Tak też udałem się pod kolejny adres, jednak nie byłem w stanie do niego się dostać, gdyż oddział znajdował się na terenie dużego osiedla i musiałbym poświęcić 5-10 min na piesze dotarcie na miejsce. Przy ówczesnym upalem nie miałem najmniejszej motywacji, by to zrobić. Wróciłem więc do moich Map Google i namierzyłem kolejną najbliższą placówkę banku - tym razem bardzo dobrze mi znaną gdyż mieszczącą się w małym centrum handlowym.

Niestety po dojechaniu na miejsce okazało się, że pomieszczenie w którym stoi bankomat jest niedostępne ze względu na remont. Już mocno wkurzony postanowiłem obejść tą niewielką galerię handlową z nadzieją na odnalezienie innego takiego bankomatu. Wówczas zaczepiła mnie starsza, zmęczona upałem kobieta. Wyglądała na mocno zagubioną. Kobieta ta zapytała mnie o konkretny adres (pod nim mieścił się szpital), wskazując że nie może go odnaleźć. Okazało się, że ten adres jest mi bardzo dobrze znany ponieważ znajduje się zaledwie 200-300 m od bloku, w którym mieszkam. Poinformowałem panią, że adres którego szuka znajduje się w zupełnie innej dzielnicy. Moje słowa przeraziły starszą kobietę bo teraz zupełnie nie wiedziała, jak ma się tam dostać.

Postanowiłem, że pomogę odnaleźć jej najszybsze połączenie w komunikacji miejskiej. Pożegnaliśmy się a ja pojechałem szukać kolejnego bankomatu. W drodzę nieustannie prześladowała mnie myśl, że ta moja frustrująca podróż nie była zupełnie pozbawiona sensu. I że jakimś cudem znalazłem się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. I pomimo, że nie załatwiłem tam swoich spraw, to okazałem się wybawieniem dla starszej, zmęczonej lejącym się z nieba żarem kobiety.

Kiedy wreszcie załatwiłem swoje sprawy na wszelki wypadek podjechałem autem w miejsce, z którego Pani miała pojechać pod wskazany przez siebie adres. Pomyślałem, że jeśli ta pani wciąż się tam znajduje, to po prostu podwiozę ją w miejsce, do którego chce się dostać. Niestety (albo stety) starszej pani już tam nie było. Jednak została satysfakcja, że mogłem komuś pomóc...

Oczywiście dane do wiadomości Fundacji.

Pozdrowienia,
[...]



I jeszcze jeden opis z Poczty do FN:

[...] Moja ponad 90-letnia babcia powiedziała mi kiedyś konspiracyjnym tonem:
Monisia, Ty nic nie wiesz, ludzie teraz nic nie wiedzą. Ludzie kiedyś potrafili czarować. Ludzie kiedyś wiedzieli jak się rzuca uroki i jak się je odczynia. Ja sama padłam ofiarą jednego z nich. Kochałam jednego mężczyznę, innego za to moi rodzice wybrali mi na męża, bo miał dużo pola i krowy. Ja go nie chciałam, kochałam swojego mężczyznę, był dla mnie dobry. Moja babka rzuciła na mnie urok, lub dodała mi coś do picia, sama już nie wiem. Wiem jednak, że kolejna rzecz, która pamiętam, to jak już byłam żona mężczyzny wybranego mi przez rodziców. Przyszedł do mnie ten mój kochany i zapytał 'Stasiu, coś Ty zrobiła?' a ja nie wiedziałam.

Uwierzyłam jej. Nie wiem, czy dlatego, że sama mam otwarty umysł, czy dlatego, że mi również przydarzały się dziwne rzeczy ( jak długi, siwy włos w brwi, długości połowy palca; nie było go tam ani wcześniej, ani później, maluje brwi CODZIENNIE, nie przegapiłabym tego. Czy mówiłam już, że moja babcia miała taką samą? W tym samym miejscu?), czy po prostu chce w to wierzyć.

[dane do wiad. FN]



zwiń tekst



Dziwny diamentowy pył.
Pon, 22 lip 2019 05:42 komentarze: brak czytany: 3466x

[...] Witam. Chciałabym opisać pewne wydarzenie. Dzisiaj (21.07.19r) w godzinach rannych (4-5) miało miejsce dziwne wydarzenie. Przebudziłam się z uczuciem niepokoju i jeszcze leżąc na poduszce zobaczyłam dziwną rzecz. Na przeciw łóżka mam okno balkonowe połączone ze zwykłym oknem, które na noc zasłaniają lekką tkaniną (tkanina prześwituje). Na szerokości okna ujrzałam dziwną rzecz.. dla mnie wyglądały.......

czytaj dalej

[...] Witam. Chciałabym opisać pewne wydarzenie. Dzisiaj (21.07.19r) w godzinach rannych (4-5) miało miejsce dziwne wydarzenie. Przebudziłam się z uczuciem niepokoju i jeszcze leżąc na poduszce zobaczyłam dziwną rzecz. Na przeciw łóżka mam okno balkonowe połączone ze zwykłym oknem, które na noc zasłaniają lekką tkaniną (tkanina prześwituje). Na szerokości okna ujrzałam dziwną rzecz.. dla mnie wyglądały to jak poświata z bardzo małych, mieniących się białym światłem drobinek diamentów bądź ziarenek piasku albo i kryształowych drobinek. Poświata ta niesamowicie się mieniła i zaczęła się zwężać wzdłuż i wszerz (w kwadrat) i zniknęła. Trwało to dosłownie chwilę. Pomyślałam sobie wtedy, że to jakieś przewidzenie i poszłam spać dalej nie budząc chłopaka.


Uznałabym to za przewidzenie jeśli nie przebudziłabym się drugi raz. Nie wiem dokładnie ile minęło czasu między pierwszym zjawiskiem, a drugim, ale śmiem twierdzić, że to coś było realnym zjawiskiem, a nie jakim wymyślony przez mój umysł.
Przebudziłam się za drugim razem i z tego samego lśniącego piasku/diamentu/kryształu ujrzałam pręgowanego kota, który siedział na komputerze z przednimi łapkami zarzuconym na router i patrzył się w sufit. Trwało to dosłownie chwilkę, bo kot znikł. Zanikał w sposób jakby wyparowywał do góry. Patrząc na to zjawisko poczułam lekki niepokój, ale tak jak za pierwszym razem nie budziłam chłopaka.

Dodam jeszcze, że mamy kota dwuletniego  Jeśli chodzi o to wydarzenie to w pierwszej kolejności pomyślałam jakoś o świecie astralnym, a potem o duchach. Rano odpowiedziałam wszystko chłopakowi i jego teoria jest taka, że mogłam widzieć UFO i, że zmaterializowało się ono tak abym się nie bała czyli w kota, gdyż ja lubię koty. Na koniec chłopak dał mi Waszego maila i polecił, żebym wszystko Wam opisała. Na zakończenie chciałabym prosić o jakieś wyjaśnienie tej historii (jeżeli takowe istnieje) i odpowiedź zwrotną.
Pozdrawiam serdecznie,
[dane do wiad. FN]


Pięknie dziękujemy za przesłaną historię idealnie pasującą do działu XXI PIĘTRO. Czy spotkaliśmy się z czymś takim jak "chmura diamentowego pyłu"? Nie mamy w naszym archiwum podobnych relacji. Potem ta wizja z kotem też jest bardzo ciekawa, ale tutaj także nie widzimy jakiegoś racjonalnego wyjaśnienia. Oczywiście ludzie chcący sceptycznie to wyjaśnić powiedzą, że rano człowiek po przebudzeniu nie do końca racjonalnie myśli, kot to był zwykły kot, a owe drobinki to pył w powietrzu, który oświetlony bardzo szczególnym światłem słońca (każdy zna to zjawisko, gdyż każdy przynajmniej raz je widział) wydaje się wypełniać przestrzeń milionami drobinek mieniących się w świetle.

Nie można jednak wykluczyć, że jest to jedna z manifestacji nieznanego, ukrytego świata energii, który jest równoległy do naszego, materialnego i widzialnego. Raczej to zjawisko - jeśli ma charakter niewyjaśniony - łączylibyśmy właśnie ze  światem energii, a nie UFO. Tam przeżycia związane z obecnością obcych na Ziemi mają o wiele poruszający wymiar niż wizja kota lub drobinek pyłu w powietrzu, ale to zupełnie oddzielny temat.



zwiń tekst



Kolorowy sen o wnuczce
Nie, 21 lip 2019 06:07 komentarze: brak czytany: 3022x

W połowie 2013 roku miałem ciekawy, kolorowy sen, który mocno utkwił mi w pamięci. Byłem w wielkim pałacu z bardzo szerokimi schodami rozszerzającymi się i zaokrąglonymi na końcu. Miałem świadomość, że jest to Niebo. Było tam bardzo dużo dzieci pięknie kolorowo ubranych, biegających po tych schodach w górę i w dół.Wiedziałem, że te dzieci mają się dopiero narodzić. Poznałem tam przepiękna małą dziewczynkę.......

czytaj dalej

W połowie 2013 roku miałem ciekawy, kolorowy sen, który mocno utkwił mi w pamięci. Byłem w wielkim pałacu z bardzo szerokimi schodami rozszerzającymi się i zaokrąglonymi na końcu. Miałem świadomość, że jest to Niebo. Było tam bardzo dużo dzieci pięknie kolorowo ubranych, biegających po tych schodach w górę i w dół.

Wiedziałem, że te dzieci mają się dopiero narodzić. Poznałem tam przepiękna małą dziewczynkę, która była najpiękniejszą istotą, jaką kiedykolwiek spotkałem. Uzmysłowiłem sobie, że piękno ziemskie, w stosunku do tego, co widziałem nie jest w stanie w żadnej mierze przekazać i opisać tego blasku i doskonałości „niebiańskiego” piękna, że to, co my widzimy, odczuwamy i opisujemy na Ziemi, to jest nikłe odbicie tego, co istnieje w „nadrzeczywistości”, że to, co ziemskie to jest „maja”- ułuda, złudzenie, zjawa. A to, co tu w Niebie istnieje jest wieczne, nieprzemijające i prawdziwe.

Można to porównać do kogoś, kto chcąc pokazać i opisać słońce zapala świeczkę. Była to bardzo ruchliwa - „jak żywe złoto” dziewczynka, rozszczebiotana, przymilna i figlarna. Miałem przekaz, że to będzie córka Beatki, mojej córki, która wczoraj - 27 marca 2014 r. urodziła pięknego drugiego po Noem syna – Natana. To, co najmocniej mi utkwiło, co szczególnie zapamiętałem, to „nieprzekładalność” na nasz język tej rzeczywistości, która kojarzy się z platońskim „światem idei”, ale idei i bytów bardziej realnych, prawdziwszych i piękniejszych niż to, co nas otacza na co dzień  tu na ziemi. Mam nadzieję, że ten sen się kiedyś urealni!

[dane do wiad. FN] (dziadek)




zwiń tekst



Czekanie na znak.
Czw, 18 lip 2019 06:43 komentarze: brak czytany: 3779x

[...] Mam na imię Krzysztof, od małego ciągnęło mnie w kosmos i bardzo mnie interesował tamten świat. Jako dziecko miałem bardzo realistyczne sny wojen statków widziałem jak by to było prawdziwe statki w kosmosie i na ziemi.  Jednak z biegiem lat szukałem dowodu na istnienie UFO oraz Boga. W pewnym etapie życia zrozumiałem że UFO nie ma. Odległości są ogromne a dotarcie do naszej planety to miliardy.......

czytaj dalej

[...] Mam na imię Krzysztof, od małego ciągnęło mnie w kosmos i bardzo mnie interesował tamten świat. Jako dziecko miałem bardzo realistyczne sny wojen statków widziałem jak by to było prawdziwe statki w kosmosie i na ziemi.  Jednak z biegiem lat szukałem dowodu na istnienie UFO oraz Boga. W pewnym etapie życia zrozumiałem że UFO nie ma. Odległości są ogromne a dotarcie do naszej planety to miliardy lat. Potem stałem się ateistą. Szukałem Boga ale go nie znalazłem. Mówiłem - Jeśli jesteś daj mi znak. Mijały lata.

W pewnym etapie życia mam teraz 35lat to zaczęło się gdy miałem około 25, zacząłem budzić się w nocy i doświadczać paraliży. Teraz wiem co to takiego wtedy się tego bałem. Zawsze przed spaniem wiedziałem że zaraz się obudzę jak by drugi raz, widziałem wszystko dookoła swoje ciało myślałem że umarłem i nie mogłem się ruszyć. Potem nauczyłem się to trochę kontrolować. Na krótką chwilę mogłem mieć kontrolę nad myślami gdy się budziłem. Często gdy śniłem orientowałem się że jestem we śnie i korzystałem z tego żeby jak to się mówi wyjść z ciała. Wyobrażałem sobie że śpiewam lub gram na gitarze albo kładę się na ziemi i się kręcę i zaczynałem wibrować to doprowadzało do takiego buczenia i nagle budziłem się gdy moje ciało spało. Bawiłem się tym, powroty do ciała są okropne uczucie zamknięcia w gumowym grubym worku jest ciasno w ciele. Potrafiłem wejść w sen ludzi zobaczyć gdzie śpią co robią. Dodam że jak opisywałem dokładnie ich sny czy pomieszczenia wszystko się zgadzało jednak ludzie często znajomi zamiast powiedzieć WOW po prostu zmieniali temat.

Potem im dalej w las było więcej grzybów. Poprosiłem o dowód istnienia Boga. Dostałem w postaci wszechobecnej niekończącej się miłości. Nawet nie wiem jak to opisać. Ale wiedziałem że ta istota mnie kocha a te uczucie jest nie tyle nie do opisania ale i nigdy tego nie zapomnę.

Po tym doświadczeniu zrobiło się źle. Przestałem panować nad wyjściami z ciała, było to każdej nocy budziłem się zmęczony. Miałem coraz większą kontrolę nad myślami mogłem w postaci kuli podróżować po domu. Zacząłem widzieć postaci w realnym świecie, ale widziałem je kontem oka lub tyłem głowy. Postaci widziałem jako czarne byty lub tylko czułem ich obecność.

Nie chciałem tego, i pewnej nocy gdy się obudziłem w paraliżu sennym zobaczyłem dwie wysokie postaci jak by w skafandrach gumowych. Stały obok mnie i miały urządzenie którym skanowały poje ciało. Wysyłały wibracje i niebieskie światło lecz kolor niebieski uznajmy za umowny ponieważ był to kolor którego nie znam. One się zdziwiły i nagle poczułem że zamknęła się gruba kurtyna taka jak w kinie nad moimi oczami i straciłem świadomość. Po tym incydencie wyjścia się uspokoiły i teraz rzadko zdarza mi się wychodzić z ciała.

Dodam Jeszcze incydent przed śmiercią mojego taty który umierał w domu pewnej nocy obudziłem się i zobaczyłem w drzwiach starą zgarbioną kobietę która czegoś szukała było to tak realne że krzyknąłem na głos CZEGO CHCESZ! ale nagle zniknęła. W chwili śmierci ojca była przy nim mama i powiedziała że w rzeczywistości widziała kobietę która podeszła i nachyliła się nad twarzą ojca i on w tym momencie zmarł. Mama nie jest w stanie powiedzieć jak to widziała mówi jak by czuła i widziała jednocześnie coś czego nie ma.

[...]




zwiń tekst



STRONA
1 18 19 20 21 22 23 24 50 84
Strona 21 / 84

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Jasnowidz Krzysztof Jackowski przewiduje, że dojdzie do nalotu na budynek administracji. - To się stanie poza Europą. Ten nalot nastąpi nad ranem, ale to będzie jeszcze noc. I potem będzie trochę godzin odwetu. Cisza. I po tych kilku, kilkunastu godzinach ciszy nastąpi odwet - podkreśla jasnowidz.

UFO24

więcej na: emilcin.com

Pon, 18 paź 2021 03:53 | Witam, Coś dzisiaj 13.10.21 godz ok 17:20 latało w Warszawie nad rondem Radosława. Możliwe że dron ale nie widziałem świateł ani śmigieł, coś w kształcie dysku. Przyjechał tramwaj i musiałem pojechać, nie widziałem co było dalej. Pozdrawiam

Dziennik Pokładowy

Wtorek, 10 sierpnia 2021 | Historia występu tzw. „badaczy UFO” w nieistniejącym od wielu lat programie „Rozmowy w Toku” pokazuje wiele aspektów czegoś, z czym spotykam się od wielu lat, co mnie zaskoczyło i wprawiło w bezgraniczne zdumienie. Z upływem lat przekonuję się, że jest to niestety typowo rodzima przypadłość oparta na wszystkich ciemnych demonach polskiej duszy: zawiści, zazdrości, kompleksach...

czytaj dalej

FILM FN

TAJEMNICZE 'COŚ' NAD EDMONTON (KANADA)

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.