Dziś jest:
Środa, 21 października 2026
Zajrzyj w siebie! W twoim wnętrzu jest źródło, które nigdy nie wyschnie, jeśli potrafisz je odszukać.
/Marek Aureliusz/
Komentarze: 0
Wyświetleń: 155x | Ocen: 2
Oceń: 



2/5
Średnia ocena: 



5/5
„Dzieci dorosły i nie wszystkie zapomniały”. Poruszający list po lekturze książki „Jestem z gwiazd”
Niektóre wiadomości, które trafiają do Fundacji Nautilus, pozostają z nami na dłużej. Nie muszą opisywać zagadkowych wydarzeń ani zjawisk, nad którymi pochylamy się na co dzień. Czasami wystarczy kilka szczerych zdań, aby poruszyć znacznie głębsze sprawy - sens naszego istnienia, duchowe przebudzenie czy poczucie, że nie znaleźliśmy się tutaj przypadkowo.
Niedawno otrzymaliśmy list od naszej czytelniczki, która właśnie skończyła lekturę książki „Jestem z gwiazd”. Szczególnie poruszył ją ostatni rozdział, w którym pojawia się wątek dzieci mających dorosnąć i zachować pamięć o swoim pochodzeniu.
„Dzieci dorosły i nie wszystkie zapomniały. Ja tu jestem i pamiętam”.
W tych słowach zawiera się najważniejsze przesłanie całej wiadomości. Autorka pisze o swoim głębokim przekonaniu, że ma na Ziemi określone zadanie i stopniowo zaczyna je wypełniać.
„Sama tworzę teraz przestrzeń Światła dla innych. To jest jeszcze początek drogi, jeszcze w materii dopiero się to układa, ale czuję bardzo wyraźnie, że to jest moje zadanie. Usłyszałam wezwanie i odpowiedziałam na nie”.
W korespondencji Fundacji Nautilus od lat pojawiają się osoby, które opisują podobne doświadczenia. Nie zawsze potrafią je dokładnie wyjaśnić. Niektórzy już od dzieciństwa mają poczucie, że patrzą na świat inaczej, trudno im odnaleźć się w powszechnym sposobie myślenia albo towarzyszy im silna potrzeba pomagania innym. Często przez wiele lat próbują zrozumieć samych siebie. Szukają odpowiedzi w książkach, własnych doświadczeniach i rozmowach z ludźmi. Zdarza się, że jedno spotkanie lub przeczytana historia pozwala im wreszcie nazwać coś, co od dawna nosili w sobie.
Nie chodzi przy tym o poczucie wyjątkowości czy bycia lepszym od innych. Takiej wrażliwości często towarzyszą trudności, niezrozumienie i potrzeba odnalezienia własnego miejsca w świecie. Właśnie do tego nawiązuje nasza czytelniczka, porównując ludzi świadomych swojej duchowej drogi do latarni rozświetlających ciemność.
„Jest nas więcej, może tysiące. Nie wszyscy jeszcze mówią głośno, nie wszyscy się znają i być może wielu z nas nigdy się nie spotka, ale "latarnie" zostały rozstawione. Nie każda świeci jednakowo, nie każda świeci od razu, ale wiele z nich już świeci. Moja na pewno. I każda oświetla jakąś drogę. Drogi są różne, ale biegną ku jednemu celowi - zrozumieniu, kim naprawdę jesteśmy”.
To piękne porównanie. Latarnia nie musi oświetlać całego świata. Wystarczy, że jej światło pomoże komuś odnaleźć drogę. Podobnie jest z ludźmi, którzy dzielą się swoimi doświadczeniami, wspierają innych i przekazują coś wartościowego. Czasem nawet nie zdają sobie sprawy, jak wiele może znaczyć dla kogoś ich obecność czy zwykła rozmowa.
W liście pojawia się jeszcze jeden ważny temat - samotność, która często towarzyszy duchowym poszukiwaniom.
Nie zawsze wynika ona z braku ludzi wokół. Można mieć rodzinę, przyjaciół, prowadzić normalne życie, a jednocześnie czuć, że nie ma z kim porozmawiać o tym, co naprawdę ważne. Osoby przeżywające głębokie doświadczenia duchowe często obawiają się reakcji otoczenia. Nie chcą być wyśmiane, oceniane czy uznane za dziwaków. Dlatego milczą, nawet przed najbliższymi. Z czasem przyzwyczajają się do ukrywania swoich przemyśleń i uczuć, choć potrzeba podzielenia się nimi wcale nie znika. Bywa też, że człowiek przez lata próbuje dopasować się do oczekiwań innych, odkładając na bok własną wrażliwość i wewnętrzne przekonania. Z zewnątrz wszystko wygląda zwyczajnie, ale w środku pozostaje poczucie, że jakaś ważna część jego życia nie może się w pełni wyrazić.
Autorka listu doskonale rozumie ten stan:
„Piszę to również dlatego, że sama wiem, jak trudne bywa poczucie osamotnienia w takim „byciu latarnią”. Czasem to właśnie ta samotność sprawia, że światło latarni nigdy nie zostaje pokazane światu. I to też rozumiem. Nie każdemu udaje się rozpuścić lęk na tyle, żeby odważyć się zaświecić”.
To ważne słowa. Lęk przed niezrozumieniem potrafi skutecznie powstrzymywać człowieka przed mówieniem o swoich przeżyciach, rozwijaniem zainteresowań czy realizowaniem tego, co uważa za swoje powołanie.
Dlatego tak wiele znaczy spotkanie kogoś, kto potrafi wysłuchać bez oceniania. Nie musi nawet podzielać wszystkich naszych przekonań. Czasami wystarczy świadomość, że można swobodnie opowiedzieć o swoich doświadczeniach i nie trzeba niczego udawać.
Właśnie dlatego tak cenne są wiadomości, które otrzymujemy od czytelników. Za każdą z nich stoi człowiek z własną historią, często przez długi czas zachowywaną tylko dla siebie. Napisanie takiego listu bywa pierwszym krokiem do przełamania milczenia.
Na zakończenie czytelniczka kieruje do Roberta Bernatowicza słowa, które szczególnie zapadają w pamięć:
„Nie jest Pan sam. Są inni. Nawet jeśli ich Pan nie zna i nie widzi. Oni istnieją i też pamiętają - każdy na swój sposób - że są z gwiazd”.
Dziękujemy autorce za ten szczery, poruszający list i zgodę na jego publikację.


Komentarze: 0
Wyświetleń: 155x | Ocen: 2
Oceń: 



2/5
Średnia ocena: 



5/5
Wejście na pokład
Wiadomość z okrętu Nautilus
Artykułem interesują się
Dziennik Pokładowy
FILM FN
Czasami wystarczy trochę częściej spoglądać w niebo
Archiwalne audycje FN
Najnowsze w serwisie