Dziś jest:
Piątek, 1 marca 2024

W sztuce chodzi o sugestię, a nie o gotowe odpowiedzi. Większość ludzi kiedy znajdzie odpowiedź, przestaje dalej szukać.
W przypadku wielkiej sztuki, poszukiwania nigdy nie mają końca...
[J. Bryant Wilder, Historia sztuki dla bystrzaków, wyd. Helion, Gliwice 2022, s. 200]


#17 grudnia 2023 Moje poprzednie wcielenie? W momencie śmierci miałem marzenie...

Mam trochę żal do siebie, że tak rzadko aktualizuję „Dziennik Pokładowy” i będę starał się robić to częściej - obiecałem to sobie solennie. Na moje usprawiedliwienie powiem tylko, że naprawdę spraw mam tyle, że nie wiem – jak to się popularnie mówi – „w co ręce włożyć”. Wiele rzeczy ważnych przegrywa z rzeczami ważniejszymi, a jedną z nich są właśnie wpisy w „Dzienniku Pokładowym”, na które czeka – wiem o tym! – całkiem spora gromadka osób.

Zmagam się teraz z ciężką infekcją bakteryjną gardła, w walce z którą musiałem sięgnąć już po drugi antybiotyk. Ostatnio zastanawiałem się nad tym, co by było, gdybym żył nie w roku 2017, ale np. w 1917, czyli sto lat wcześniej. Wtedy antybiotyków nie było, więc musiałbym ratować się metodami konwencjonalnymi (bańki, leżenie przy piecu). Czy bym wyszedł żywy z takiej infekcji? Obawiam się, że nie miałbym szans. Jakże często zapominamy o tym, jakim błogosławieństwem dla nas jest życie w czasach zaawansowanej medycyny, kiedy bolący ząb nie oznacza utraty przytomności z bólu u okolicznego kowala, a jedynie kilka prostych zabiegów ze znieczuleniem w sterylnym gabinecie stomatologicznym… Uwierzcie mi – wielokrotnie w ciągu dnia dziękuję Bogu za to, że żyję teraz, a nie na przykład sto lat wcześniej. Jest dla mnie oczywiste, dlaczego w tamtych czasach tak niewiele osób dożywało wieku 40 lat! Wtedy każda nawet najbardziej drobna infekcja płuc mogła oznaczać jedno – wyrok śmierci.

Ale obiecałem opowiedzieć wam o moim poprzednim wcieleniu, a raczej wcieleniach. Kiedy byłem jeszcze młodym człowiekiem nie zdawałem sobie sprawę z tego, że tak dziwne sny czy jakieś „mgliste i dziwne wspomnienia” mogą być śladami po poprzednich moich „przygodach na trzeciej planecie od Słońca”. Istnienie reinkarnacji stało się dla mnie oczywiste dopiero pod koniec lat 80-tych, kiedy już byłem na studiach, ale już wcześniej opowiadałem moim bliskim o tym, że mam wrażenie, jakbym „kiedyś był na ziemi jako inna osoba”. Z czasem zacząłem mieć pewność, że to są po prostu obrazy z moich poprzednich żyć. Dziwicie się, że piszę w liczbie mnogiej? Tak, gdyż moim zdaniem mam w miarę wyraźne wspomnienia po kilku z nich. W jednym z moich poprzednich żywotów – jestem o tym przekonany – byłem nawet całkiem znaną osobą, ale to zostawmy może na inną okazję.

Opiszę wam dzisiaj dziwne wspomnienie z życia, kiedy zginąłem na ostatniej wojnie, czyli tzw. Drugiej Wojnie Światowej. Byłem nikim, absolutnie nic nieznaczącą postacią. Ot – szarym żołnierzem, który wbrew własnej woli został wciągnięty w morderczy wir pełen śmierci i krwi. Nie chciałem walczyć, nie chciałem nikogo zabijać - chciałem do domu, do rodziców... Pamiętam bardzo dużo, gdyż te obrazy pojawiały się w moich snach od małego dziecka, a wracając czasami nawet teraz.


Huk, lęk, przerażające myśli o zaniepokojonych moim losem rodzicach – to wszystko dobrze pamiętam, ale najciekawszy był moment ostatni, kiedy już gasło we mnie życie po tym, jak zostałem ciężko ranny. Miałem sny, w których widziałem siebie żegnającego się z przyjacielem, moim kompanem. I już w ostatnich minutach bardzo prosiłem Boga, abym kiedyś... miał możliwość dowiedzieć się, po co to wszystko było, a także poznać największe tajemnice tego świata.

Nie chciałem umierać – chciałem odwiedzić różne miejsca na świecie, badać najciekawsze zagadki, przybliżyć się do prawdy o sensie życia, a ja… po prostu gasłem. Bez sensu. Bez celu. Samotnie. Jestem pewien, że miałem wtedy najwyżej 20 lat.

Mam dziwne przekonanie, że ta moja prośba do Boga w ostatnich chwilach życia została wysłuchana i dziś jako Kapitan Okrętu Nautilus spełniłem swoje wielkie marzenie z poprzedniego życia. Przeczytałem chyba wszystko o Drugiej Wojnie Światowej i o tym nieszczęsnym incydencie, w którym – mam przekonanie graniczące z pewnością – zakończyłem swoje ziemskie życie. Aby nie było jednak zbyt smutno dodam, że dziś z moją wiedzą na temat spraw „życia duszy i śmierci fizycznej” patrzę na to wszystko z lekkim uśmiechem i w miarę pogodnie dziękując Stwórcy za okazaną mi łaskę i spełnienie prośby.

Na koniec tego krótkiego wpisu jeszcze mała ciekawostka z cyklu „każdy z nas ma zdolności telepatyczne”. Kilka tygodni temu podczas pobytu w Bazie FN wybrałem się na wycieczkę rowerową. Odkryłem właśnie wspaniałą trasę prowadzącą do bardzo malowniczego miejsca nad Wisłą, pogoda była wspaniała – ostatnia ciepła sobota tej jesieni, więc byłem najszczęśliwszym człowiekiem na naszej planecie, a w każdym razie na pewno jednym z „dziesięciu najszczęśliwszych”.

Jadę i nagle przed oczami staje mi moja znajoma z południa Polski. Dosłownie ją widzę gdzieś „w głębi duszy”, zaczynam myśleć, co u niej słychać, czy to, czy tamto – normalnie, jak w takich sytuacjach. Po przejechaniu ok. 10 kilometrów postanowiłem sobie zrobić mały przystanek na kawę. Z ciekawości sięgnąłem po telefon i jakieś było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że kilkadziesiąt minut wcześniej, kiedy tak nagle „zobaczyłem w mojej głowie jej obraz” ta osoba wysłała mi SMS! Byłem tym faktem naprawdę poruszony, gdyż ta chwila to taki mój mały dowód na istnienie telepatii lub – bardziej oględniej mówiąc – pozazmysłowego odbierania wiadomości. Jesteśmy wszyscy połączeni wielką, niewidzialną siecią. Każde dotknięcie nici tej sieci w jednej części wszechświata wpływa na wszystkie elementy znajdujące się w nim… wszystko bowiem jest jednością.

Na pamiątkę tego małego „cudownego momentu podczas rowerowej wycieczki” zachowałem sobie nawet treść tego SMS-a. Niech to będzie mój mały „dowód”! ;)

 

 

Wejście na pokład

Wiadomość z okrętu Nautilus

[...] Slucham już trzeciego nagrania kiedy Pan mówi o tych znakach na ciele ale nie wyjaśnia co one znaczą mam taki od dzieciństwa na serdecznym palcu lewej ręki wielkosci jednego grosza A w zeszłym roku pojawił się na drugim palcu prawej ręki pozdrawiam. [...]

UFO24

więcej na: emilcin.com

Sob, 3 luty 2024 14:19 | Z POCZTY DO FN: [...] Mam obecnie 50 lat wiec juz długo nie bedzie mnie na tym świecie albo bede mial skleroze. 44 lata temu mieszkałam w Bytomiujednyna rozrywka wieczorem dla nas był wtedy jedno okno na ostatnim pietrze i akwarium nie umiałem jeszcze czytać ,zreszta ksiażki wtedy były nie dostepne.byliśmy tak biedni ze nie mieliśmy ani radia ani telewizora matka miała wykształcenie podstawowe ojczym tez pewnego dnia jesienią ojczym zobaczył swiatlo za oknem dysk poruszający sie powoli...

Dziennik Pokładowy

Sobota, 27 stycznia 2024 | Piszę datę w tytule tego wpisu w Dzienniku Pokładowym i zamiast rok 2024 napisałem 2023. Oczywiście po chwili się poprawiłem, ale ta moja pomyłka pokazała, że czas biegnie błyskawicznie. Ostatnie 4 miesiące od mojego odejścia z pracy minęły jak dosłownie 4 dni. Nie mogę w to uwierzyć, że ostatnią audycję miałem dwa miesiące temu, a ostatni wpis w Dzienniku Pokładowym zrobiłem… rok temu...

czytaj dalej

FILM FN

SAI BABA, OSA I NIEWIDOMY SŁUCHACZ

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.