Dziś jest:
Wtorek, 25 września 2018

Muzyka to dusza wszechświata, skrzydła umysłu, lot wyobraźni i wszelkie życie. Platon

Pytania do FN
ODPOWIEDZI NA PYTANIA NASZYCH CZYTELNIKÓW
Wyślij do nas swoje pytanie - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "Pytania do FN": pytania@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Czy weryfikowaliście kiedyś przypadki reinkarnacji, a dotyczy to potwierdzenia relacji z poprzednich wcieleń?
Dziś, 09:13 komentarze: brak czytany: 212x

Dzień dobry.Moje pytanie dotyczy reinkarnacji.Czy w archiwum Waszej fundacji znajdują się takie przypadki reinkarnacji, w których badana osoba wskazuje na inną osobę, z którą była spokrewniona w poprzednim wcieleniu a następnie bada się tę drugą osobę pod kątem potwierdzenia tez stawianych przez pierwszą?W oczekiwaniu na odpowiedź pozdrawiam serdecznie,Arek Rz.Dziękujemy za pytanie. Odpowiedź jest.......

czytaj dalej

Dzień dobry.
Moje pytanie dotyczy reinkarnacji.
Czy w archiwum Waszej fundacji znajdują się takie przypadki reinkarnacji, w których badana osoba wskazuje na inną osobę, z którą była spokrewniona w poprzednim wcieleniu a następnie bada się tę drugą osobę pod kątem potwierdzenia tez stawianych przez pierwszą?
W oczekiwaniu na odpowiedź pozdrawiam serdecznie,
Arek Rz.


Dziękujemy za pytanie. Odpowiedź jest oczywista - jak najbardziej takie sytuacje zdarzały się i są w naszym archiwum. Czy takie osoby "bada się" jak raczył się Pan wyrazić? Niestety nie, gdyż wymagałoby to:
- zaproszenia zawodowego hipnotyzera
- przeprowadzenia regresji hipnotycznej z taką osobą, na co ona oczywiście musiałaby wydać zgodę, a to... graniczy z cudem. Zwłaszcza w Polsce.
- przeznaczenie na taką "operację sprawdzającą" wielu tygodni przygotowań, skoordynowania działań itp.
To wszystko oznacza, że po prostu nigdy na coś takiego nie było czasu, gdyż czas jest najbardziej cenną rzeczą na pokładzie okrętu Nautilus. Czas, a raczej jego brak... Ale oczywiście w USA wielokrotnie były weryfikowane takie sytuacje i zawsze wszystko się potwierdzało, co ktoś - jeśli chce - może uważać za dowód na istnienie reinkarnacji.

Poniżej przykład, jak taka weryfikacja powinna wyglądać.




zwiń tekst

Czy weryfikowaliście kiedyś przypadki reinkarnacji, a dotyczy to potwierdzenia relacji z poprzednich wcieleń?
Dziś, 09:13 komentarze: brak czytany: 16x

Dzień dobry.Moje pytanie dotyczy reinkarnacji.Czy w archiwum Waszej fundacji znajdują się takie przypadki reinkarnacji, w których badana osoba wskazuje na inną osobę, z którą była spokrewniona w poprzednim wcieleniu a następnie bada się tę drugą osobę pod kątem potwierdzenia tez stawianych przez pierwszą?W oczekiwaniu na odpowiedź pozdrawiam serdecznie,Arek Rz.Dziękujemy za pytanie. Odpowiedź jest.......

czytaj dalej

Dzień dobry.
Moje pytanie dotyczy reinkarnacji.
Czy w archiwum Waszej fundacji znajdują się takie przypadki reinkarnacji, w których badana osoba wskazuje na inną osobę, z którą była spokrewniona w poprzednim wcieleniu a następnie bada się tę drugą osobę pod kątem potwierdzenia tez stawianych przez pierwszą?
W oczekiwaniu na odpowiedź pozdrawiam serdecznie,
Arek Rz.


Dziękujemy za pytanie. Odpowiedź jest oczywista - jak najbardziej takie sytuacje zdarzały się i są w naszym archiwum. Czy takie osoby "bada się" jak raczył się Pan wyrazić? Niestety nie, gdyż wymagałoby to:
- zaproszenia zawodowego hipnotyzera
- przeprowadzenia regresji hipnotycznej z taką osobą, na co ona oczywiście musiałaby wydać zgodę, a to... graniczy z cudem. Zwłaszcza w Polsce.
- przeznaczenie na taką "operację sprawdzającą" wielu tygodni przygotowań, skoordynowania działań itp.
To wszystko oznacza, że po prostu nigdy na coś takiego nie było czasu, gdyż czas jest najbardziej cenną rzeczą na pokładzie okrętu Nautilus. Czas, a raczej jego brak... Ale oczywiście w USA wielokrotnie były weryfikowane takie sytuacje i zawsze wszystko się potwierdzało, co ktoś - jeśli chce - może uważać za dowód na istnienie reinkarnacji.

Poniżej przykład, jak taka weryfikacja powinna wyglądać.




zwiń tekst

Kiedy będzie kolejny LIVE-STREAM z pokładu okrętu Nautilus?
Wczoraj, 11:34 komentarze: brak czytany: 280x

[...] czy live streamy mogą być częściej, albo czy moglby powstać cykliczny program  w telewizji albo w internecie z udzialem pana roberta albo ludzi fundacji?  taki jak kiedyś nautilus w radiu zet.............[...] z Warszawy...... [...]Pięknie dziękujemy za wiadomość i pytanie. Przesłaliśmy prośbę do naszego kolegi, który występuje jako "główny prowadzący" LIVE-STREAM. Oto jego odpowiedź.......

czytaj dalej

[...] czy live streamy mogą być częściej, albo czy moglby powstać cykliczny program  w telewizji albo w internecie z udzialem pana roberta albo ludzi fundacji?  taki jak kiedyś nautilus w radiu zet.............[...] z Warszawy...... [...]

Pięknie dziękujemy za wiadomość i pytanie. Przesłaliśmy prośbę do naszego kolegi, który występuje jako "główny prowadzący" LIVE-STREAM. Oto jego odpowiedź:


[...] Szanowni Państwo,

Dziękuję pięknie za pamięć o naszych LIVE-STREAM z pokładu okrętu Nautilus. Muszę niestety patrzeć na moje obowiązki zawodowe, a to oznacza, że nie mogę zbyt często "urywać sobie wieczoru". Mój czas jest bardzo rygorystycznie w tej chwili dzielony na prowadzenie firmy, występowanie jako dziennikarz, a wreszcie na końcu dla Fundacji Nautilus. Ta kolejność w tej chwili tak wygląda i potrzebuję czasu, aby uniezależnić się finansowo i móc przeznaczać więcej czasu na okręt Nautilus.

Mam jednak dobrą wiadomość - w październiku planuję kolejny LIVE-STREAM z pokładu Nautilusa. Temat? Najciekawsze historie, które trafiły do nas w ciągu ostatnich miesięcy, a o których nie było nic w serwisach FN. Naprawdę - warto na niego poczekać, bo dzieje się tyle nieprawdopodobnie ciekawych rzeczy... ;)

Pozdrawiam wszystkich załogantów bardzo serdecznie!

[...]



zwiń tekst

Czy planujecie współpracę z organizacjami zajmującymi się sprirytyzmem?
Nie, 23 wrz 2018 01:38 komentarze: brak czytany: 427x

[...]Witam! Może Fundacja jest zainteresowania współpracą z organizacjami spirytystycznymi? Zapewne niektórzy spirytyści przeżyli  niezwykłe historie a wiedza spirytystyczna oraz działalność mediów może okazać się pomocna. Być  może pomoże to w projekcie messing ?Chyba najszybsza współpraca może zostać nawiązana z stowarzyszeniem w Polsce.http://www.portal.spirytyzm.pl/lub zagranicznymi .......

czytaj dalej

[...]Witam! Może Fundacja jest zainteresowania współpracą z organizacjami spirytystycznymi? Zapewne niektórzy spirytyści przeżyli  niezwykłe historie a wiedza spirytystyczna oraz działalność mediów może okazać się pomocna. Być  może pomoże to w projekcie messing ?


Chyba najszybsza współpraca może zostać nawiązana z stowarzyszeniem w Polsce.

http://www.portal.spirytyzm.pl/

lub zagranicznymi organizacjami jak np.

https://www.buss.org.uk/

https://www.sgny.org/

https://cei-spiritistcouncil.com/

https://www.spiritist.us/

Jak wspominałem wyżej największy sens jest nawiązać kontakt z rodzimym towarzystwem i przez nie poszerzyć kontakt.

Jeśli Fundacja  pozytywnie rozpatrzy ten pomysł chciałbym zasugerować w tym miejscu lub bardziej doradzić. FN oraz spirytyzm jest spostrzegany przez liczne stereotypy dlatego w początkowym nawiązywaniu korespondencji sugeruje przedstawianie FN jako organizacji która mówi o  „ rozwoju duchowym opartym na kultywowaniu serca i umysłu, której najważniejszym celem jest zmiana ludzkości na lepsze” oraz poruszać na początku  tematy dotyczące ogólnej wiedzy moralnej i duchowej przed poruszeniem tematu mediów (projekt messing) , których działalność w spirytyzmie jest traktowana poważnie oraz jako pomoc w wyjątkowych sytuacjach.

Życzę samych sukcesów i wysyłam dobrą energię na Okręt

PS

W przypadku zmiany „działów” na stronie proponuje wprowadzenie systemu tagów oraz tagu „opinia FN’ , jeśli dany artykuł posiada na końcu komentarz Fundacji.



 

OD FN

Pięknie dziękujemy za wiadomość. Po kolei - pomysł z "opinią FN" bardzo ciekawy - zostanie zaprezentowany na najbliższym spotkaniu osób zajmujących się serwisem FN. Jeśli chodzi o spirytyzm, to generalnie mamy kontakty z 3 organizacjami na świecie, które zajmują się kontaktami z duchami. Rozszerzanie tej listy to dobry pomysł, ale i tak z czasem jest naprawdę źle i musimy dosłownie każdą minutę wykorzystywać w stopniu absolutnym, gdyż ilość spraw i projektów jest tak duża, że zajmuje nam 90 procent, a 10 procent to... prowadzenie serwisu. Tak wyglądają proporcje!

Na koniec - dziękujemy za wszystkie miłe słowa, które piszecie Państwo w korespondencji do FN.



zwiń tekst

Czy iluzjonista DYNAMO używa czegoś więcej niż tylko iluzji?
Wt, 18 wrz 2018 08:29 komentarze: brak czytany: 2159x

[...] Szanowna FN! Polecam obejrzenie filmu pokazującego to o czym w Wielkiej Brytanii mówi się od dawna. Chodzi o iluzjonistę Dynamo, który wykonał kilka gagów wykraczających poza zwykłe oszustwa sprytnych, szybkich rączek. Jego możliwości to absolutnie wykorzystanie energii Chi, do czego zresztą ostatnio przyznał się w wywiadzie. Co o tym myślicie?[dane do wiad. FN]Poniżej film, do którego link .......

czytaj dalej

[...] Szanowna FN! Polecam obejrzenie filmu pokazującego to o czym w Wielkiej Brytanii mówi się od dawna. Chodzi o iluzjonistę Dynamo, który wykonał kilka gagów wykraczających poza zwykłe oszustwa sprytnych, szybkich rączek. Jego możliwości to absolutnie wykorzystanie energii Chi, do czego zresztą ostatnio przyznał się w wywiadzie. Co o tym myślicie?

[dane do wiad. FN]

Poniżej film, do którego link przesłał nam czytelnik.


Kiedyś napisaliśmy o tej sprawie i dostaliśmy bardzo wiele e-maili od oburzonych czytelników, jak można o „tym prymitywnym oszuście mówić”, skoro on sam przyznaje się do tego, że to wszystko jest iluzja itp.

Ale my konsekwentnie twierdzimy, że tak nie jest, a przynajmniej w niektórych sytuacjach on używa czegoś więcej niż iluzja. Skąd taka pewność? Jedno, absolutnie wstrząsające wydarzenie związane z Dynamo, które mieliśmy okazję sami przetestować na sobie i proszę nam wierzyć – to było coś więcej niż iluzja na 100 procent. Dynamo opanował posługiwanie się energią, którą używają najpotężniejsi hipnotyzerzy i nie jest ona żadną „tanią sztuczką”.

Opisanie tego wydarzenia leży w gestii naszego kolegi z „Mostka Kapitańskiego okrętu Nautilus”. Prośba o taki tekst (opis nadający się do publikacji) została skierowana z „maszynowni okrętu”. I… zobaczymy! ;)

 



zwiń tekst

Czy wierzycie, że umysły małych organizmów mogą łączyć w jeden umysł?
Sob, 15 wrz 2018 04:20 komentarze: brak czytany: 880x

Szanowna Fundacjo, bardzo ciekawi mnie jeden temat. Czytałem, że istnieje coś takiego jak jeden umysł dla całej planety złożony z wielu mniejszych umysłów zwierząt, ludzi czy roślin. Czy spotkaliście się z czymś takim? Serdecznie pozdrawiam. […] Oczywiście istnieje wiele książek o tym, że istnieje „jedno centrum”, z którą mogą się zsynchronizować wszystkie żywe organizmy na Ziemi. W niektórych.......

czytaj dalej

Szanowna Fundacjo, bardzo ciekawi mnie jeden temat. Czytałem, że istnieje coś takiego jak jeden umysł dla całej planety złożony z wielu mniejszych umysłów zwierząt, ludzi czy roślin. Czy spotkaliście się z czymś takim? Serdecznie pozdrawiam. […]

 

Oczywiście istnieje wiele książek o tym, że istnieje „jedno centrum”, z którą mogą się zsynchronizować wszystkie żywe organizmy na Ziemi. W niektórych źródłach istnieje pojęcie jednolitego pola morfogenetycznego, które potrafi przybrać formę wspólnego umysłu. Jedna rzecz jest fascynująca i warto ją przypomnieć, choć wielokrotnie pisaliśmy o niej w naszych serwisach. Co mamy na myśli? Stada ptaków, które zaczynają się poruszać po niebie tworząc niesłychane obrazy. Tego typu fenomen znany jest jako „murmuration”. Patrząc na stada szpaków wykonujących w tej samej sekundzie zwrot w powietrzu nie zderzając się ze sobą jedno jest pewne – w czasie wykonywania takich ewolucji znajdują się one w jakimś niezwykłym transie. Jest także jedno centrum, jeden wspólny umysł złożony z mniejszych umysłów tych niezwykłych skrzydlatych stworzeń, który nagle przejmuje kontrole nad stadem.

Zjawisko zapiera dech w piersiach i zdecydowanie jest czymś więcej niż tylko „kolejną ciekawostką związaną z niezwykłym zachowaniem stad ptaków”.










zwiń tekst

Dlaczego wierzycie w UFO czy reinkarnację, a kwestionujecie spisek 11 września 2001 zakładający, że zwykli Amerykanie pracujący w służbach zabili 3 tys. swoich rodaków dla 'kasy i władzy'?
Pon, 10 wrz 2018 16:36 komentarze: brak czytany: 1776x

Temat 11 września i ataku "USA NA USA" pojawia się regularnie i ostatnio powrócił w korespondencji do FN. Postanowiliśmy przypomnieć ten temat w dziale "PYTANIA DO FN" mają nadzieję, że spotka się z zainteresowaniem czytelników. Poniżej publikujemy wywiad z naszym kolegą z pokładu okrętu Nautilus, którego udzielił w Bazie FN wiele lat temu, lecz w żaden sposób nie stracił na aktualności, a nawet... .......

czytaj dalej

Temat 11 września i ataku "USA NA USA" pojawia się regularnie i ostatnio powrócił w korespondencji do FN. Postanowiliśmy przypomnieć ten temat w dziale "PYTANIA DO FN" mają nadzieję, że spotka się z zainteresowaniem czytelników. Poniżej publikujemy wywiad z naszym kolegą z pokładu okrętu Nautilus, którego udzielił w Bazie FN wiele lat temu, lecz w żaden sposób nie stracił na aktualności, a nawet... upływ kolejnych lat nadał mu nowej wartości.


 

Dobrze pamiętasz ten dzień, czyli 11 września?

 Oczywiście, jakby to było wczoraj. 11 września 2001 roku miałem umówione spotkanie w sprawie wykonania reklamówki radiowej dla kampanii politycznej Bloku Senat 2001. Zaparkowałem samochód przed teatrem Ateneum w Warszawie. Już miałem wysiadać, kiedy dostałem SMS. Pamiętam nawet jego treść.

 Możesz ją zacytować?

 Nie ma problemu, zaczekaj, jak to było... Bardzo krótki tekst. „Zaczęła się III Wojna Światowa. Włącz telewizję!”. Wszedłem na górę i zobaczyłem kilka osób w milczeniu patrzących w telewizor. Spotkanie zostało odwołane, błyskawicznie pojechałem do domu, włączyłem telewizor i natychmiast zacząłem nagrywać wszystko co tylko się dało na wideo. Od lat mam taki dziennikarski zwyczaj zbierania materiałów na temat, który uważam za ważny. Wtedy miałem poczucie, że na oczach całego świata zmieniają się losy naszej planety. Dokładnie tak wtedy myślałem.

 Czy to był początek powstania Twojego archiwum o 11 września?

 Praktycznie od samego początku zacząłem zbierać materiały, od razu po samym zamachu. Oczywiście już wcześniej interesowałem się islamskim terroryzmem, ale dopiero atak 11 września sprawił, że dokumentowanie tego wydarzenia stało się moją prawdziwą pasją. Muszę powiedzieć, że jest to fascynująca przygoda, która trwa już prawie 8 lat i nic nie wskazuje na to, żeby miała się szybko skończyć. Inna sprawa, że trochę mnie przytłoczyła ilość materiałów, niewyobrażalnie obszerny materiał dokumentacyjny. Tego się nie spodziewałem, przyznaję.

 To znaczy… możesz to wyjaśnić?

 Ja po prostu nie spodziewałem się, że 11 września ma tyle wątków, jest tyle przeróżnych płaszczyzn tego wydarzenia, równie fascynujących i jednocześnie tak samo obszernych jak kulisy na przykład uprowadzenie samolotów. Przykładem jest materiał z Niemiec dotyczący tego, co robili wcześniej terroryści, jak się organizowali, jak planowali sam atak. Na ten temat powstało kilkanaście filmów, co najmniej kilkadziesiąt książek w samych Niemczech. Państwo niemieckie spełniło w tym zamachu rolę zaplecza, na którym był przygotowywany zamach. Zachowały się notatki terrorystów, relacje setek świadków opisujących spotkania tej grupy, także są zapisy niektórych ich rozmów. Kolejna sprawa to wszystkie wątki dotyczące osób pracujących w kontroli lotów i śledzenia uprowadzonych samolotów. Kolejne ośrodki w USA przejmowały lecące samoloty, wszystkie rozmowy pomiędzy pilotami a kontrolerami zostały zarejestrowane. Samo przesłuchanie tego materiału i jego przeanalizowanie to praca na rok, jak nie na dłużej. Trzeba jeszcze powiedzieć, że wszystkie samoloty były obserwowane przez bardzo wiele załóg samolotów, które przebywały akurat w pobliżu. Na początku nikt nie przypuszczał, że to jest atak terrorystyczny na niewyobrażalną skalę. Początkowo nie było kontaktu z uprowadzonymi samolotami, pojawiały się różne hipotezy. Piloci dostali polecenie obserwowania dziwnie zachowujący się maszyn, których załogi zresztą wyłączyły swoje transpondery, ale stała się rzecz zupełnie bezprecedensowa w historii amerykańskiego lotnictwa cywilnego, gdyż inne maszyny jednocześnie dostały zakaz przebywania w pobliżu uprowadzonych samolotów. „Możecie lecieć gdzie chcecie, aby być dalej od tego samolotu czy tamtego” – takie komunikaty zostały odczytane przez kontrolerów lotów i pokazują one dobrze dramatyzm tamtych chwil. Muszę przyznać, że wszystkie ich relacje są naprawdę fascynujące z punktu widzenia historyka tamtych wydarzeń. Był na przykład moment, kiedy terroryści po zabiciu załogi próbowali przekazać komunikat dla pasażerów, ale nacisnęli niewłaściwy przycisk i całość została wyemitowana w przestrzeń radiową, komunikat wysłuchali piloci maszyn lecących w promieniu kilkuset kilometrów. Oni następnie zaczęli przekazywać do kontroli lotów ten nieprawdopodobny komunikat, że podejrzewają, że ten samolot został uprowadzony, a dokładniej chodziło tutaj o lot American 11. Ale to stało się dopiero po jakimś czasie. Na samym początku była ogromna niepewność, nikt nie wiedział, co się dzieje… Jak mówię, to są fascynujące materiały, które wręcz przytłaczają swoją obszernością.

 Ile tego jest?

 Masz na myśli dokumentację ataku 11 września?

 Tak.

 Powiedzmy wprost: tego jest niewyobrażalna ilość… To jest najlepiej udokumentowany zamach terrorystyczny w historii świata. Musisz pamiętać, że rok 2001 to już jest rok powszechnej dostępności środków audiowizualnych. Wtedy praktycznie każdy ma kamerę, każdy może rejestrować na przykład rozmowy telefoniczne, gdyż wystarczy nacisnąć przycisk „record” na sekretarce automatycznej w domu i już dysponujemy zapisem rozmowy. Pasażerowie uprowadzonych samolotów kontaktowali się z rodzinami, dzwonili do nich z pokładów maszyn. Niektórzy bliscy tych nieszczęsnych ludzi zdecydowali się wiedzeni jakimś przerażającym instynktem zarejestrować te rozmowy właśnie na sekretarkach telefonicznych. Powstała bardzo smutna dokumentacja, przejmująca i jednocześnie fascynująca. Mam nadzieję, że ktoś kiedyś zbierze i opublikuje wszystkie relacje rodzin ofiar, którzy w dniu zamachów kontaktowali się z ludźmi, którzy potem zginęli. Te relacje są zresztą powszechnie dostępne, gdyż rodziny ofiar są zrzeszone w przeróżnych stowarzyszeniach, mają własne spotkania, strony internetowe i tak dalej. Już tylko analiza tego materiału może zająć kilka lat pracy, żeby zrobić to dobrze. A to tylko jedna wybrana rzecz z całej palety dokumentacji, która dotyczy ataku z 11 września 2001 roku.

 Ale przecież były już wcześniej podobne wydarzenia, które potem rodziły wiele kontrowersji… ot choćby zamach na Kennediego.

 Jak można porównać atak 11 września z takim zamachem na JFK?! Sprawa zamachu na JFK była w czasach, kiedy media elektroniczne dopiero raczkowały. Owszem, komisja prezesa Sądu Najwyższego Earla Warrena prowadziła dochodzenie, pojawili się jacyś tam świadkowie, przesłuchano kilka tysięcy osób, ale to naprawdę śmiech na sali w porównaniu z tym, co wiązało się z zamachami 11 września. Ocenia się, że w tej sprawie przesłuchano około 120 tysięcy osób, wszystkie relacje zostały zarejestrowane, nie trzeba się opierać na relacjach z drugiej czy trzeciej ręki, jak to miało miejsce w latach 60-tych, kiedy ruszył proces Lee Harveya Oswalda. Dokumentacja zamachów 11 września obejmuje zarówno bezpośrednich świadków tamtych wydarzeń, ale także kilka, jeśli nie kilkanaście tysięcy wątków pobocznych. Przykładem jest choćby sprawa kursów pilotażu, które przechodzili terroryści. Ich zachowanie od samego początku budziło podejrzenia instruktorów, ale nikt z nich jednak nie przypuszczał, że zdecydują się na coś tak niebywałego… Zeznania instruktorów zostały zresztą zamieszczone w książce „Perfect Soldiers” Terriego McDermotta, a i tak on opublikował tylko małą część tych materiałów. Jeszcze jedna ważna uwaga. To był czas, kiedy nikt nie traktował samolotów jako bomb wypełnionych paliwem, które można by wykorzystać w misjach samobójczych. To była nowość, trzeba przyznać. Muszę powiedzieć, że członkowie komisji zajmującej się wydarzeniami 11 września wykonali bezprecedensową i tytaniczną pracę, przesłuchiwani byli nawet pozornie najmniej istotni pracownicy ośrodka szkoleniowego, ale ich relacje także dają pewien obraz tego, co wiązało się z procesem przygotowywania do zamachów. To tylko przykład bogactwa, z jakiego może korzystać każdy, kto zacznie interesować się historią zamachów 11 września. Wystarczy tylko chcieć, po prostu chcieć.

 Od czego ty zacząłeś?

 Kiedy tylko zobaczyłem w telewizji CNN płonące budynki WTC, wtedy natychmiast zacząłem nagrywać wszystko na kasety wideo. Mam bardzo bogatą dokumentację, choć wtedy jeszcze nie miałem tak wygodnych w prowadzeniu dokumentacji nagrywarek z twardym dyskiem, które mam dzisiaj. A jednak ten materiał jest także przejmujący i pozwala na wychwycenie wielu ważnych momentów tych ataków. Mało kto wie na przykład, że na samym początku niewiele osób zdawało sobie sprawę z tego, że atak został przeprowadzony za pomocą samolotów. Nie wszyscy stojący w pobliżu WTC oglądali telewizję, a zresztą niektóre stacje telewizyjne w Stanach Zjednoczonych w kilka minut po uderzeniu samolotu w pierwszą wieżę nadawało komunikaty, że ktoś podłożył w jednej z wież ładunki wybuchowe i doszło do eksplozji! Ludzie poruszający się w bezpośrednim pobliżu WTC w ogóle nie mieli pojęcia, że w pierwszą wieżę uderzył samolot. Zachowały się relacje ekip telewizyjnych, którym przerażeni ludzie opowiadali jedynie, że słyszeli eksplozje i że na pewno w WTC ktoś musiał podłożyć ładunek wybuchowy. Ludzie nie mieli pojęcia, że w gmach uderzył samolot, powtarzam to raz jeszcze! Choć brzmi to nieprawdopodobnie, ale pojęcia o tym nie mieli także strażacy, którzy przybyli na akcję ratowniczą. Tak dokładnie było! To są zupełnie niebywałe sceny, które można oglądać na chyba najlepszym filmie dokumentalnym zrealizowanym przez dwóch młodych Francuzów pod tytułem „WTC – 11 września”, którego pełna wersja trwa ponad 3 godziny, którzy razem ze strażakami weszli do jednej z wież. Ich zadaniem było nagrywanie materiałów do filmu o życiu nowojorskich strażaków, który z banalnego filmu o strażakach zamienił się w monumentalną historię o śmierci. W tym filmie jest taka scena, kiedy strażacy znajdują się w prowizorycznym centrum dowodzenia zorganizowanym w recepcji południowej wieży i pytają się nawzajem, co się stało. Są przekonani podobnie jak setki osób wokół WTC, że doszło do jakiegoś wybuchu gdzieś w połowie budynku. Nikomu się nie mieściło w głowie, że mogło dojść do uderzenie Boeinga 757 w budynek, ludzie nie wierzyli, kiedy ktoś mówił, że to jednak samolot… Taką scenę wykorzystali zresztą bez cienia zażenowania twórcy filmu „11 września niewygodne fakty”, a scena ta miała rzekomo przekonywać, że były ładunki wybuchowe, skoro świadkowie nie mówili o samolotach, a jedynie o jakieś eksplozji. Istotnie, tak było na samym początku i dotyczyło to nawet strażaków, co dobrze pokazuje film tych Francuzów. Warto także powiedzieć, że niewielu świadków widziało uderzenie pierwszego samolotu, gdyż poruszał się on niczym pocisk z prędkością około 850 kilometrów na godzinę! Dopiero uderzenie drugiego samolotu przecięło wszelkie spory, z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Jeden z tych strażaków przyznał potem, że ludzie przed telewizorami wiedzieli znacznie więcej o tym, co się stało, niż ludzie znajdujący się w „ground zero”. Podobno byli też tacy, którzy uwierzyli w wersje o samolotach dopiero wtedy, kiedy w domu obejrzeli wiadomości telewizyjne i zobaczyli Boeingi uderzające w WTC. Kiedy znajdowali się w pobliżu płonących wież uważali takie wersje tego, co się stało, za zbyt nieprawdopodobne. W ciemno zakładali, że stało się to co kilka lat temu wcześniej, czyli że ktoś podłożył ładunki wybuchowe pod jedną z wież.

 Czy wcześniej były informacje o tym, że jest możliwy atak terrorystyczny na taką skalę?

 Takich informacji było mnóstwo. Kompromitacją amerykańskich służb wywiadowczych było to, że nie potrafili złożyć tej układanki w jedną całość. Potem było kilka dymisji, poleciało kilka wysokich głów z CIA, ale i tak nie ma wątpliwości, że była to po prostu klęska, całkowita klęska amerykańskiego wywiadu. Są fragmenty raportów CIA ujawnionych podczas śledztwa prowadzonego po zamachach, w których wprost mówi się o możliwości użycia przez islamskich samobójców samolotów do ataków na budynki w dużych miastach. Problemem amerykańskiego wywiadu jest jednak to, że tych informacji jest tak dużo, to jest istny potok informacji. Co z tego, że wiele rozmów telefonicznych jest monitorowanych i nagrywanych, że specjalne programy analizujące mowę wychwytują słowa klucze jak „atak” czy „bomba”, skoro fizycznie nikt nie był w stanie tych nagrań przesłuchiwać. Dopiero po 11 września sięgnięto do tych materiałów i wtedy atak okazał się czymś oczywistym, co musiało nastąpić. Muszę przyznać, że raporty CIA z początku 2001 roku zawierały bardzo precyzyjne informacje o przygotowywanym zamachu. Było nawet o ile dobrze pamiętam wymienione WTC jako cel uderzenia samolotów! Zresztą, nie trzeba było być jakimś wybitym specjalistą od wywiadu, aby przewidzieć to, co się stało w 2001 roku. Tu muszę wymienić mojego przyjaciela, znakomitego pisarza i znawcę terroryzmu islamskiego Igora Witkowskiego, który w pewien sposób przewidział ten atak. Igor od wielu lat śledził zjawisko ataków samobójczych na Bliskim Wschodzie i wiele razy mówił mi, że Amerykanie muszą tylko liczyć dni do momentu, kiedy zostaną zaatakowani w tego typu zamachach. Wydaje mi się, że Igor wymieniał nawet WTC jako idealne miejsce na taki atak. Myślał jednak, że podobnie jak w 1993 roku terroryści zdecydują się na podłożenie bomby pod wieżę World Trade Center. Podejrzewał także, że islamiści użyją ładunków jądrowych, które „wyciekły” ze Związku Radzieckiego. Zresztą, jego ostrzeżenie o możliwości ataku jądrowego jest cały czas aktualne. Ale trzeba oddać sprawiedliwość Igorowi i muszę przyznać, że on w pewien sposób przewidział 11 września, naprawdę go przewidział. Zresztą, nie on jeden… Ameryka wydawała się jednak zupełnie ignorować wszystkie ostrzeżenia, ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo tego supermocarstwa zachowywali się tak, jakby Stany Zjednoczone były terenem, na którym żadna organizacja nie zdecyduje się przeprowadzić zamachu samobójczego. Kontrola na lotniskach była symboliczna, a informacje o zagrożeniu terrorystycznym uznawano za ciekawostkę.

 Uważasz, że zbagatelizowano ostrzeżenia wywiadu?

 Należał się im ten 11 września, swoją nonszalancją solidnie na niego zapracowali. O tym, jak było w Stanach przed tym atakiem, najlepiej pokazuje historia, jaką opowiedział mi mój znajomy wykładowca uniwersytecki. Miał on okazję być w Waszyngtonie na stypendium naukowym i chciał koniecznie odwiedzić bibliotekę, która znajdowała się w słynnym budynku Pentagonu. Ku jego bezgranicznemu zdumieniu dostał bardzo łatwo pozwolenie na wejście na teren Pentagonu, a posiadając przepustkę zaczął się bezkarnie pętać po całym gmachu. Nikt go nie zatrzymywał, nikt go nie kontrolował. W pewnym momencie w swojej bezczelności, a trochę i z ciekawości postanowił wejść do jednego z pokojów, do którego akurat były otwarte drzwi. Na stole leżały jakieś papiery, pokój był pusty. Przez głowę przeleciała mu myśl, że może to są jakieś tajne informacje wywiadowcze, które bez większych problemów mógłby skopiować i zaoferować na przykład Rosjanom… Tak było w Ameryce przez wiele, wiele lat. Kiedy wrócił do Polski na zajęciach ze studentami w których brałem udział powiedział, że tego typu nonszalancja Amerykanów kiedyś nie zakończy się dobrze. Miał oczywiście rację, choć trzeba przyznać, że po wrześniu 2001 roku to wszystko się zmieniło. Ostatnio jednak Amerykanie znowu wydają się zapominać o lekcji „11 września” i chyba znowu potrzebne jest otrzeźwienie, ale to… temat na zupełnie oddzielną rozmowę.

 Mieliśmy rozmawiać o teorii spiskowych związanych z 11 września 2001 roku. Czy wiesz, kiedy po raz pierwszy ktoś powiedział o spisku?

 Oczywiście nie jestem w stanie śledzić wszystkich amerykańskich mediów, ale podejrzewam, że pierwsze nieśmiałe pomruki o tym, że to Republikanie i George Bush zorganizowali zamachy 11 września pojawiły się mniej więcej w czwartą rocznicę zamachów. Początkowo uznałem to za jakiś upiorny margines, za absurd, którego przecież nikt o zdrowych zmysłach nie potraktuje poważnie, wobec takiej ilości materiałów, relacji świadków, a także tego, co od tylu lat dzieje się w krajach muzułmańskich. Można bowiem powiedzieć, że 11 września jest logiczną konsekwencją wcześniejszych wydarzeń na Bliskim Wschodzie, w każdym razie uznałem te dywagacje o ataku Ameryki na Amerykę za upiorny żart, ale... Zmieniłem zdanie wtedy, kiedy zacząłem czytać komentarze pod publikacjami na dużych portalach informacyjnych, kiedy tylko ukazał się jakikolwiek tekst o 11 września. Okazało się, że nienawiść do prezydenta Busha i jego ekipy jest tak obłąkańcza, że ludzie są gotowi zaakceptować nawet najbardziej nieprawdopodobne bzdury pogrążające „dżordża dablju” i kupować wersję spiskową w całości bez żadnych zbędnych pytań. Nikt jakoś nie zastanowił się nad tym, że nawet minimalnie kwestionując udział islamskich terrorystów w tym zamachu, wybielając ich i rzucając podejrzenie o zbrodnię na rodaków ofiar po prostu pluje się w twarz ludziom, którzy zginęli w tych zamachach. Nie mogłem uwierzyć, że znajdą się ludzie wierzący w te bzdury… Ale znaleźli się i to szybko, bardzo szybko.

 Kiedy po raz pierwszy pojawiła się hipoteza o spisku?

 Starałem się ustalić ten moment, ale Stany Zjednoczone to duży kraj i trudno jest sprawdzić wszystkie możliwe publikacje. Można jednak założyć, że pojawiła się ona dość późno, w 2005 roku. To zabawne, ale ja dokładnie pamiętam, co w 2001 roku sobie pomyślałem oglądając na żywo relacje w telewizji, kiedy na oczach setek milionów widzów na całym świecie o 9:03 samolot o numerze lotu 175 uderzył z szybkością 950 kilometrów na godzinę w południową wieżę, trafiając ją między piętrami 78 i 84. Pomyślałem mniej więcej coś takiego: „co za ulga, że stało się to na oczach całego świata, bo przynajmniej te amerykańskie świry od spisków nie będą gadać bzdur, że to nie był samolot!”. Pomyślałem sobie to z ogromną ulgą i nawet w najbardziej zwariowanych pomysłach nigdy nie wpadłbym na to, że oni pójdą krok dalej w tym wariactwie spiskowym. Ta grupa stworzyła zupełnie nową jakość w węszeniu spisków, gdyż w pierwszej fazie teorii spiskowych „11 września” mówili o specjalnych samolotach z podwieszonymi zbiornikami, w których były ładunki wybuchowe mające zniszczyć wieże. Potem poszli jeszcze dalej, bo zaczęli mówić zupełnie poważnie o tym, że owszem – samoloty jak najbardziej uderzyły w wieże, ale twórcy zamachów jeszcze jako „deser” założyli ładunki wybuchowe w obu wieżowcach! Że niby przydzwonienie dwoma wypełnionymi paliwem Boeingami 757 było „niewystarczające” i trzeba było jeszcze ukryć w konstrukcji wież ładunki, aby… wyobraźnia chyba odmawia mi posłuszeństwa… może po to, aby budynki zawaliły się na 100%, a nie tylko na 99%. Dlaczego pojawili się świadkowie mówiący o „wybuchach i eksplozjach” już mówiłem, ale ludzie serio traktujący tę szaleńczą hipotezę o wysadzaniu WTC nie mają pojęcia, że tego typu operacja oznacza rozszerzenie grona ludzi przygotowujących zamach o jakieś 200-300 osób i to wybitnych specjalistów od wysadzania dużych budowli. Nawet w tak dużym kraju jak Stany Zjednoczone tacy ludzie znają się praktycznie wszyscy nawzajem i tego typu „manewr z wysadzaniem piętra za piętrem” byłby natychmiast rozpoznany przez ludzi z branży i po tysiąckroć omówiony i zdemaskowany. Oczywiście nie muszę nawet mówić, że nikt ze znawców wysadzania budynków nawet przez chwilę nie pomyślał, że WTC poskładało się w gruz dzięki sprytnej pracy detonatorami.

 Skąd w takim razie ten pomysł o ładunkach w WTC?

 Jestem pewien, że stało się to po tym, jak kilkanaście minut po uderzeniu pierwszego samolotu skołowani ludzie chodzący wokół płonącego WTC mówili dla reporterów telewizyjnych, że nic im nie wiadomo o samolotach, natomiast oni słyszeli wyraźną eksplozje, więc raczej ktoś wysadził jedno piętro WTC. Skoro oni słyszeli eksplozję, to nie ma siły, że musiały być podłożone ładunki wybuchowe. Taka logika rodem z piaskownicy doprowadziła amerykańskich nawiedzonych wymyślaczy teorii spiskowych do odkrycia, że oni przecież „widzą”, jak następuje wybuch za wybuchem, kiedy składały się kolejne piętra wież WTC. I mało ich interesował fakt, że do 11 września 2001 roku nikt na oczy nie widział, jak zawala się drapacz chmur! Z takimi ludźmi dyskusja jest trudna, bo taki jeden z drugim „widzi wybuchy, widzi i już!”. Tłumaczenie, że każde zawalenie się kondygnacji tak potężnego budynku pod względem uwalnianej energii przypomina małą detonację kilkunastu kilogramów trotylu, że uderzenia kolejnych betonowych podstaw każdego piętra o znajdujące się poniżej wyzwala siły porównywalne tylko z wybuchem bomby, takie tłumaczenie tych ludzi mało interesuje… Co ja mówię, w ogóle ich nie interesuje! I można godzinami tłumaczyć, że uderzenie samolotów w WTC jest i tak rekordem świata i zastosowanie „extradopalaczy” w postaci nafaszerowania obu wież ładunkami wybuchowymi to absurd do trzeciej potęgi, że to zdecydowanie zahacza o raczej psychiatrię, a nie przemyślaną logistykę zamachów terrorystycznych… Ale ja myślę, że tutaj w grę wchodzą bardzo duże emocje. Jak człowiek „łyknie” na samym początku jakiś absurdalny pomysł, to potem poziom jego odporności na kolejne absurdy ulega znacznemu obniżeniu. To pewnie można by ująć w jakiś zgrabny wzór i może dałoby się to jakoś policzyć, kto wie...

 Jaka była Twoja pierwsza reakcja, kiedy pojawiły się teorię spiskowe dotyczące 11 września?

 Pierwsza reakcja? Chyba niedowierzanie... Tak, chyba także bezgraniczne zdziwienie. Byłem bowiem jednym z tych ludzi, którzy bardzo interesowali się wszystkim, co dotyczyło terroryzmu i wręcz byłem przekonany, że wcześniej czy później islamscy terroryści zaatakują kraje zachodnie w sposób spektakularny. Spodziewałem się nawet odpalenia ładunków jądrowych w stolicach państw zachodnich jak sugerował Igor Witkowski, więc 11 września nie był dla mnie jakąś szczególną niespodzianką. Tymczasem okazało się, że oto jest potężna grupa ludzi, którzy mówią mniej więcej tak: nie było żadnych zamachów, nie istnieje żaden terroryzm islamski, bo jest to wymysł George`a Busha i jego psubratów z Partii Republikańskiej. To oni zorganizowali ataki na WTC, które przy okazji na deser dodatkowo wysadzili, a Pentagon nie wiedzieć czemu nie potraktowali tak jak wieże WTC samolotami z podwieszonymi ładunkami wybuchowymi, ale Bóg jeden wie z jakiego powodu przydzwonili w niego zwykłym pociskiem samosterującym typu ziemia-ziemia albo powietrze-ziemia. Myślałem, że w takie bzdury nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzy, ale pomyliłem się i to srogo! Wersję o pocisku samosterujacym powtarzali nawet ludzie, których nigdy bym nie podejrzewał o taki brak krytycyzmu... Przed nosem wymachiwali mi wydrukami z internetu pokazującymi, jak to dziura w Pentagonie jest mniejsza niż powinna. To miało wyjaśnić wszystko: ludzie Busha odpalili pocisk i zabili 125 osób w Pentagonie. Dlaczego? Dla zysków rodziny Busha i ropy. Proste? Proste! Przyznaję, że sprawa tej teorii spiskowej mnie naprawdę zafrapowała... Wiem, że istnieje UFO, wiem, że istnieje reinkarnacja i życie po śmierci, wiem, że musiał być spisek przed zamachem na JFK i istnieje zmowa milczenia wysokich rangą wojskowych w sprawie obecności obcych na ziemi, ale na miły Bóg to nie oznacza, że mam przyjmować nawet największą bzdurę i wierzyć we „wszystko wszystkim”! Potrafiłem podczas spotkania w Polskiej Akademii Nauk wstać i powiedzieć „Panowie, mylicie się... obce cywilizacje od dawna przylatują na Ziemię!” i potrafię także w tej sprawie wstać i powiedzieć „dość!”. Od małego uwielbiałem brytyjską zasadę trzech A, czyli „Alone Against All”. Nawet, jeśli wszyscy ludzie wokół mówią kiwając sobie nawzajem głowami na potwierdzenie, że król jest ubrany, ktoś musi wstać i powiedzieć, że król jest nagi. W środowisku ezoterycznym przyjęło się, że wiara w wielki spisek rządu amerykańskiego jest świętością, niczym katolickie wyznanie wiary. Ludzie, którym sugerowałem idiotyzm tej teorii obrażali się na mnie tak, jakbym obrażał ich matkę... Dla nich nienawidzenie Stanów Zjednoczonych jest oczywistością, nawet wbrew logice, nawet wbrew racjonalnej ocenie naszego świata z demokracjami zachodnimi i drapieżnym, agresywnym światem islamu. Poza tym są jeszcze inne, kulturowe czynniki.

 Jakie?

 Jest ich wiele, ale ja wymienię dwa. Po pierwsze wiara w spisek 11 września jest modna, jest „trendy”. To efekt bardzo intensywnej pracy środowisk lewicowych działających w Europie i w Stanach Zjednoczonych, które od dawna przekonują, że demokracja i wolny rynek to największe zło tego świata. Ci zakłamani i obłudni ludzie osiągnęli zadziwiający efekt nawet w Polsce, gdzie tego typu myślenie staje się dowodem na „zdrowy rozsądek”. Ktoś, kto nie wierzy w spisek 11 września, kto z wypiekami i nabożeństwem nie ogląda wyjątkowo zakłamanego filmu „Zeitgeist” czy dzieła trzech studentów z Nowego Jorku, czyli „11 września niewygodne fakty”, ktoś kto nie wierzy w tezy postawione w tym filmie, to ciemniak, to naiwniak, który ma „klapki na oczach”, który odrzuca „oczywiste” fakty, może i niewygodne, ale jednak „fakty”... naprawdę trudno jest podejmować polemikę z takimi ludźmi

 To jeden czynnik, a drugi?

 Drugi nawet jest ciekawszy jak pierwszy. Otóż jest coś takiego, że generalnie jak ktoś się z czymś oficjalnym nie zgadza, to znaczy, że jest inteligentny, umie myśleć, nie kupuje wszystkiego, co mu „podsuwa propaganda”. Tę zasadę stosują zawsze politycy opozycji także w Polsce, którzy w programach telewizyjnych programowo nie zgadzają się z pomysłami rządu, bo dzięki temu w oczach widzów wypadają jako „łebscy goście, którzy myślą”. Człowiek krytykujący oficjalną wykładnię w oczach ludzi jest bohaterem, który nie boi się powiedzieć „nie” dla upiornego systemu. A że w ten sposób dopuszcza się nawet największej głupoty? A kogo to interesuje... Z teorią spiskową 11 września jest tak samo. Kiedyś ludzi wierzących w atak „Busha na Amerykę” w chwili słabości w jednej z moich publikacji nazwałem wprost idiotami. Czego później na mój temat nie wypisywali... Że się na niczym nie znam, że nie mam żadnej wiedzy o 11 września, że chodzę na pasku imperialistów, a nawet, że jestem opłacany przez CIA! /śmiech/

 Jakoś nie wyglądasz na człowieka, który tym się przejął?

 Widzisz, jestem już w takim wieku, że mam absolutny komfort posiadania własnego zdania. Nie muszę się kierować modą, opinią jakiegoś domorosłego eksperta tego czy innego, a nawet zdaniem przytłaczającej większości. Mało mnie interesuje, co uważa większość ludzi, bo ja wiem, na jakich przesłankach owa większość buduje swoje pojęcie o świecie. W mojej pracy dziennikarskiej wielokrotnie mogłem się przekonać, jak bardzo duże grupy ludzi mogą się mylić, jak są podatni na manipulację. Tak, jak jasno i głośno mówię od lat, że moim zdaniem istnieje reinkarnacja czy zjawisko UFO, tak będę wypowiadał głośno moje zdanie krytyczne, jeśli coś uznam za kompletną bzdurę. I mam prośbę do czytelników, aby uszanowali tę moją cechę, bo sztuka wypowiadania się w sposób sprzeczny z powszechnie obowiązującą modą wymaga silnej woli i odwagi. Mam nadzieję, że i jednego, i drugiego mi nie brakuje.

 Od czego zacząłeś analizę teorii spiskowej „11 września”?

 Od zebrania materiałów. Postanowiłem zdobyć wszystko, co pokazało się na świecie w sprawie teorii spiskowej 11 września. Na początek obejrzałem filmy, które są biblią dla zwolenników teorii spiskowej, czyli dwa arcydzieła manipulacji, a więc „11 września niewygodne fakty” i „Zeitgeist”.

 I jakie było Twoje wrażenie?

 Szczerze?

 Tak, jak najbardziej.

 Nie mogłem uwierzyć w to, co widziałem... Naprawdę po prostu zatkało mnie. I nawet nie to było najgorsze, że był to moim zdaniem stek wyjątkowo perfidnych bzdur i przekłamań, ale sposób prezentacji, tak zwana zaangażowana narracja, obłudne poświęcenie pierwszego filmu „pamięci ofiar WTC” i usilne wybielanie islamskiego terroryzmu  wydało mi się szczytem zwykłego draństwa. Takiego zwykłego, ludzkiego draństwa, które zrobił ktoś ludziom zamordowanych 11 września 2001 roku w tak bestialski i bezwzględny sposób. Pamiętam, że postanowiłem dowiedzieć się wszystkiego na temat ludzi, którzy głoszą teorie spiskowe dotyczące spisku 11 września, a także zebrać wszystko, co tylko jest dostępne na temat tej teorii. Nie było to proste! Okazało się, że 99.999% ludzi, którzy uwierzyli w teorię o ataku „USA na USA” przekonały właśnie oba filmy, albo tylko jeden z nich. Było to naprawdę przygnębiające, ale ja sięgnąłem do tego, co jest wydawane w USA. W sumie o teorii spiskowej dotyczącej 11 września napisano ok. setki książek. Na szczęście okazało się szybko, że powielają one mniej więcej te same tezy i „szokujące dowody”. Postanowiłem zebrać je w całość i spisać je w punktach. Zajęło mi to trochę, ale zrobiłem to. I dopiero wtedy wyłonił się z tego spójny obraz. Zacząłem rozumieć, jaki był pomysł autorów na udowodnienie ataku „ludzi Busha na USA”, jak oni owe „szokujące dowody” znajdowali, jakim kluczem i jakimi kryteriami się kierowali.

 Czy ktoś z wielkich znawców terroryzmu przewidział ten atak?

 Oczywiście, jest wiele takich osób. Przykładem może być amerykański kandydat do nagrody Nobla w dziedzinie literatury, Don Delillo, który w swoich książkach wielokrotnie wspominał o kierunku, w jakim rozwinie się islamski terroryzm, a raz prawie opisał przyszły zamach na centrum Nowego Jorku. W jednej z ostatnich książek, naprawdę znakomitej „Spadając”, choć właściwie oryginalny tytuł tej książki to „Spadający Człowiek”, Delillo nawiązuje do słynnych scen uwiecznionych na fotografiach, kiedy to zdesperowani ludzie wybierali skok śmierci z wysokości kilkudziesięciu metrów na beton od spalenia się żywcem. Ten pisarz może jednak powiedzieć o sobie, że naprawdę przewidział ten atak w swoich wcześniejszych powieściach. Zresztą, dla osób uważnie śledzących wydarzenia na świecie wcale to nie było specjalnie trudne… To musiało się stać wcześniej czy później.

 Naprawdę myślisz, że 11 września musiał nastąpić?

 Rozmawiałem ostatnio z Krzysztofem Lidelem, dyrektorem CBnT, czyli Centrum Badań nad Terroryzmem. To człowiek obeznany z materią terroryzmu jak nikt inny, naprawdę znakomicie orientujący się zwłaszcza w terroryźmie islamskim.  Dla niego cały atak 11 września był logiczną konsekwencją wcześniejszych wydarzeń, a nie jakąś wielką niespodzianką. To smutne, ale specjaliści od terroryzmu w swoich publikacjach wielokrotnie uprzedzali, że to się wszystko zakończy jakimś masowym atakiem samobójczym na symbol zachodu, symbol naszego świata, naszego stylu życia. Zapytałem go o teorię spiskową dotyczącą 11 września i usłyszałem komentarz, którego niestety przytoczyć się nie da, choć nie ukrywam, że bardzo podobnie oceniam tych amerykańskich internetowo-domowych specjalistów od terroryzmu i spisków… Poprosiłem go także o krótką wypowiedź na temat 11 września. Myślę, że można ją będzie zamieścić przy okazji publikacji tego wywiadu.

 Ile osób musiałoby brać udział w organizacji zamachów 11 września 2001 roku, jeżeli założymy, że zamachy zostały zorganizowane przez USA?

 Za chwilę to wyjaśnię i podam bardzo precyzyjną liczbę organizatorów zamachów, ale najpierw muszę stanowczo zaprotestować wobec błędu, jaki jest w samym postawieniu takiego pytania.

 To znaczy?

 Nie ma czegoś takiego, jak „USA, które zrobiło to, czy USA które zrobiło tamto” itp.. Zawsze staram się protestować na tego typu kolektywistyczne i do cna fałszywe uogólnienia, które są równie prawdziwe jak teza głoszona przez Lenina, że komunizm zapanuje nad światem w ciągu 5 lat od wybuchu rewolucji…Nie istnieje żadne „USA sprawca tego czy tamtego”, ale są konkretni ludzie odpowiedzialni za dany projekt! Zawsze za wielkimi wydarzeniami historycznymi stoją decyzje konkretnych ludzi i cały urok zajmowania się historią polega na tym, aby ustalić takich ludzi i wymienić ich nazwiska, spojrzeć im prosto w twarz.

 Czy w przypadku ataku 11 września możemy wymienić republikańskich polityków odpowiedzialnych za zamach?

 Ależ oczywiście, zrobimy to za chwilę jednym tchem i o każdej porze dnia i nocy, ale jeszcze dwa słowa o absurdzie stawiania sprawy w stylu „USA zaatakowały” itp. Czy do USA zalicza się czarny raper z Dallas wykrzykujący teksty o tym, jak nienawidzi Ameryki? Odpowiedź prawidłowa brzmi – tak, że jest on częścią USA. Ale czy on stoi za atakiem USA na USA?! I tu także z odpowiedzią nie będziemy mieli kłopotów – nie, on z tym aktem nie ma nic wspólnego. W ten sposób już od tych 300 milionów Amerykanów składających się na Stany Zjednoczone musimy odliczyć tego dżentelmena. Idąc tym tropem możemy śmiało wyeliminować czarnoskórych trockistów, wyznawców przeróżnych wspólnot muzułmańskich, latynosów, homoseksualistów czy feministki o przeważnie bardzo lewicowych poglądach, a także ortodoksyjnie zwalczających ideę amerykanizmu tzw. czarnych protestanckich kościołów i tak z tych 300 milionów osób odpowiedzialnych za zamachy 11 września zrobi się 200 milionów. Teraz odliczmy starców i dzieci. Powiedzmy, że w organizowaniu zamachów brały udział osoby starsze niż 20 lat i młodsze niż 70 lat. Takiego zawężania tej grupy można zrobić jeszcze kilka etapów, wyeliminować fanatycznych zwolenników Demokratów i tak krok po kroku dojdziemy do grupy ok. 10 milionów ludzi, którzy są w przeważającej liczbie białymi mężczyznami, zwolennikami Partii Republikańskiej. Na czele tej przestępczej piramidy stoi oczywiście prezydent George Bush z grupą najbliższych współpracowników, którzy musieli być wprowadzeni w plan ataku „USA na USA”. I tak doszliśmy do potencjalnych winnych, w miarę precyzyjnie określiliśmy grupę, w której kryją się ci bandyci!

 Powróćmy jeszcze do pytania: ile osób z tajnych służb amerykańskich musiało by brać udział w organizowaniu takiej operacji?

 Zanim odpowiem na to pytanie, muszę coś opowiedzieć. Otóż na studiach na czwartym roku miałem wyjątkową okazję uczestniczenia w ciekawym seminarium, które było związane z... jak by to powiedzieć... podpisaniem specjalnego oświadczenia zawierającego coś w rodzaju przysięgi. Chodziło o to, że wszystkie informacje, które poznam w trakcie tego seminarium, pozostaną tylko i wyłącznie do wiadomości uczestników seminarium.

 Dlaczego?

 Bo akurat materia tego seminarium zahaczała o sprawy uznane przez armie na całym świecie za materię strategiczną dla bezpieczeństwa państwa. Fascynujące, prawda?

 Tak. A jak się nazywa ta wiedza?

 W sumie tak dość pospolicie i banalnie: Badania Operacyjne. Jednak to tylko pozory, bo kryje się pod nią prawdziwa bomba, bo Badania Operacyjne pozwalają z gigantyczną precyzją oszacować wielkość zbliżającej się armii, ilość środków przenoszenia ludzi i sprzętu potrzebnych do danej operacji, a także ilość osób potrzebnych do zorganizowania akcji specjalnych, w tym zamachów terrorystycznych, które także można zaliczyć do akcji specjalnych. W czasie studiów razem z kolegą postawiliśmy sobie zadanie policzenia, ile osób musiało by brać udział w zamachu na JFK, jeżeli założymy, że za zamachami kryłyby się amerykańskie służby specjalne. Wbrew pozorom Badania Operacyjne to także skomplikowana matematyka, dużo złożonych wzorów i rachunków opartych m.in. o całkowanie. Mówiąc krótko – bardzo poważna rzecz. Na samym początku zebraliśmy wszystkie dostępne dane dotyczące zamachu na Kennediego. Analizowaliśmy przebieg zamachu, ilość świadków, sposób maskowania operacji. Przy bardzo ostrożnych szacunkach z założeniem, że istniały grupy operacyjne związane z przygotowaniem, zabezpieczeniem, transportem sprzętu itp. w takim zamachu powinno uczestniczyć ok. pół tysiąca osób.

Wracając jednak do ataków z 11 września – proszę pamiętać, że tutaj mówimy o zupełnie innej skali operacji. Porównywać zamach na JFK i zamach 11 września to jak porównać imieniny u cioci z ewakuacją dużego miasta – i tu, i tu wymagane jest pewne przygotowanie do samego przedsięwzięcia, ale mówimy jednak o różnych półkach. A jednak podjąłem się takiego zadania i w oparciu o dostępną mi wiedzę policzyłem, ile osób ze służb specjalnych musiałoby być zaangażowanych w tę operację. Już w trakcie liczenia złapałem się za głowę, bo szybko okazało się, że musiała to być armia ludzi, cała armia ludzi… Jeżeli ktoś myśli, że to mógł zrobić George Bush z jakąś kameralną grupą agentów, to lepiej niech zamilknie, bo nie ma pojęcia, co znaczy operacja na taką skalę. Zacznijmy od tego, że musiały być wykonane potężne działania logistyczne zakładający tzw. maskowanie operacyjne. Akurat w przypadku tego zamachu jest to potężne wyzwanie, gdyż w grę wchodzą rodziny ofiar zamachu, które musiałyby być nie tylko manipulowane, ale także zastraszane. Łatwo powiedzieć „zastraszane”, prawda? Cóż to za problem, zastraszyć kilka tysięcy ludzi? Można powiedzieć „banał”! Tymczasem ktoś musi fizycznie przyjść do takich ludzi, ktoś musi ustalić formułę zastraszania, groźby, scenariusz wywierania presji, opcje odmowy i możliwe warianty posługiwania się elementami groźby związanej z zagrożeniem życia rodziny. Ktoś musi ustalić adresy, załatwić transport, ustalić kompetencje poszczególnych służb mających na celu zastraszanie. I tak niewinne hasło „zastraszanie świadków” z punktu widzenia Badań Operacyjnych nabiera zupełnie innego i niezwykle konkretnego wymiaru. Ponieważ mówimy o tysiącach osób bezpośrednio uczestniczących w organizowaniu zamachów 11 września, więc także skala służb zastraszania musiałaby być odpowiednio potężna. Ale jeszcze lepiej problem logistyki osobowej pokazuje operacja związana ze zmanipulowaniem członków rodzin ofiar, operacja, która musiała mieć miejsce, jeśli założymy, że całość zorganizowały służby specjalne Stanów Zjednoczonych. To jest wyzwanie nie mające nawet odpowiednika w historii nie tylko światowych służb specjalnych, ale chyba także światowego teatru. To musiałoby być bowiem przedstawienie na gigantyczną skalę, niewyobrażalną wręcz nawet dla największych specjalistów od planowania strategicznego. Próbowałem policzyć, ile osób, wysoko wykwalifikowanych specjalistów musiałoby brać udział w takiej operacji i przyznam, że miałem z tym kłopot, gdyż skala tego jest oszałamiająca. Ale załóżmy, że musiałoby by zostać do tego zaangażowanych ok. 5 tysięcy najlepszych specjalistów, w tym także grupa wybitnych aktorów, najlepszych w swoim fachu. Po prostu mistrzów zawodu!

 Możesz to bardziej sprecyzować?

 Oczywiście. Policzmy liczbę rodzin, którzy stracili swoich bliskich w zamachach 11 września, a mówię tutaj tylko o tych ludziach, którzy byli na pokładach samolotów użytych do ataków. W samolocie American Airlines lot 11 było 88 osób, w samolocie United Airlines lot 175 było 59 osób, na pokładzie Boeinga 757 American Airlines lot 77 było 59 osób, a w samolocie United 93 było dokładnie 40 osób. Odliczając 19 porywaczy i tak mamy 227 osób. Odliczając dzieci mamy około dwieście rodzin, które straciły bliskich, którzy tego feralnego dnia znaleźli się na pokładach tych czterech samolotów. W USA działają stowarzyszenia, w których ci ludzie są zrzeszeni, spotykają się nawzajem, starają wspólnie podtrzymywać w cierpieniu i smutku po stracie bliskich. Dlaczego sprawa tych rodzin jest bardzo ważna dla osoby, która chce na serio zająć się teorią wielkiego spisku? Powodem jest to, że część z pasażerów samolotów kontaktowała się ze swoimi rodzinami, dzwoniła do nich z pokładów maszyn, o czym zresztą mogę opowiedzieć więcej trochę później. Zapis części z tych rozmów jest powszechnie dostępny w sieci, to naprawdę poruszające materiały. Rodziny nagrywały te rozmowy na sekretarki telefoniczne, część z nich została odtworzona dzięki automatycznemu zapisowi central telefonii komórkowej. Z zapisu tych rozmów możemy się dowiedzieć sporo o tym, jak wyglądał sam moment uprowadzenia samolotów, jak nagle terroryści poderwali się z miejsc w pierwszej klasie i krzycząc „Allah Akbar!” wbiegli do kabiny pilotów. Pasażerowie nie wiedzieli, że są uprowadzone inne samoloty, błagali wręcz najbliższe rodziny, aby te natychmiast zawiadomiły jakieś służby o tym, że być może mają do czynienia z zamachem terrorystycznym. Ich bliscy natychmiast dzwonili zresztą pod numer 911, gdzie dość szczegółowo opisywali przebieg swoich rozmów z uprowadzonymi samolotami. Na całym świecie tego typu rozmowy są rejestrowane i w ten sposób mamy kolejny potężny materiał dla historyków dokumentujących 11 września 2001. Ten moment jest bardzo ważny, gdyż dzięki temu wiemy, że samoloty właśnie zostały uprowadzone – jak oni wtedy mówili – „przez jakiś bardzo agresywnych ludzi chyba jakiś Arabów”. To kluczowy moment dla teorii zakładających, że zamach był sfingowany przez służby amerykańskie. Dlaczego? Już wyjaśniam. Jeśli bowiem założymy, że to najemnicy Georga Busha zorganizowali ten zamach, to także tutaj musieli zadbać o zmanipulowanie rodzin i wytworzenie w nich wrażenia, że oto są jacyś islamscy terroryści na pokładach samolotów, których w rzeczywistości nie było. I mamy tutaj dwie możliwości: pierwsza, że specjaliści od udawania czyjeś mowy w czasie zamachów odgrywali cyrk z telefonami pasażerów samolotów do rodzin, albo że same rodziny zostały opłacone przez bandytów od George Busha, zastraszeni i oczywiście milczą, że dali się zmanipulować. Tu jednak pragnę zauważyć, że kiedy rodzice tracą własne dziecko, to są gotowi pójść choćby w ogień, aby ukarać sprawców. Mają gdzieś groźby, zastraszania, pieniądze, interes państwa, zyski z ropy rodziny Bushów... w miarę jak człowiek staje się coraz starszy, takie rzeczy tracą na znaczeniu. Nie ma możliwości, aby zmusić rodziców, którzy stracili własnego syna czy córkę, do odgrywania szopki kryjącej bandytę Busha przed ujawnieniem jego jako prawdziwego mordercy ich dzieci... chyba każdy intuicyjnie rozumie, że po prostu nie istnieje sposób na zastraszenie matki syna, który zginął w zamachach.

 Obie teorię są ciekawe, ale... Twoim zdaniem która mogłaby być bardziej prawdopodobna?

 Zanim odpowiem na to pytanie pozwolę sobie zwrócić uwagę, że sprawa owych pasażerów samolotów jest kluczowa w wykazaniu, że cała teoria spiskowa 11 września jest niewarta funta kłaków. Ten punkt został zbagatelizowany przez twórców tej teorii spiskowej, celowo pominięty jako mało wygodny... I wcale im się nie dziwię. Zawsze powtarzam dla wszystkich, którzy coś chcą udowodnić lub coś wykazać, że należy się opierać na konkretnych przykładach, których weryfikacja jest możliwa nawet wtedy, kiedy nie ma się bezpośredniego dostępu do dokumentów.

 Możesz to bardziej wyjaśnić?

 Tak. Najpierw jednak przywołam słynne twierdzenie, że „wszystkie koty są czarne”. Aby wykazać, że jest ono fałszywe, nie trzeba sprawdzać wszystkich kotów tego świata po kolei łapiąc naszych czworonożnych futrzastnych przyjaciół, ale wystarczy znaleźć jednego, słownie jednego białego kota, który natychmiast to pierwotne twierdzenie o wszystkich czarnych kotach posyła w kosmos. Tak samo jest z teorią spiskową dotyczącą 11 września. Amerykańscy orędownicy tej wyjątkowo zakłamanej teorii proponują ludziom pewną grę wciągając ich w setki, tysiące szczegółów, które się rzekomo nie zgadzają i które coś tam mają wykazać. A to, że gdzieś w Arabii Saudyjskiej podobno mieszka jeden z tych porywaczy, który miał być rzekomo na pokładzie porwanego samolotu. Mówią nawet więcej, że pracuje w saudyjskich liniach lotniczych. Jako tzw. przebitkę w materiale filmowym śmiga jego zdjęcie i jakiś papier sugerujący, że mamy do czynienia z dokumentem. Kto to sprawdzi? Kto pojedzie do Arabii Saudyjskiej i zrobi śledztwo w tej sprawie? Kto na miły Bóg to zweryfikuje? Oczywiście nikt! Widz ogląda ten fragment filmu i kręci z uznaniem głową „no proszę, ale numer... wszystko było ukartowane... a niech to!”. Taka osoba nie zdaje sobie sprawy, że jest to manipulacja nieweryfikowalnymi elementami tezy, klasyczny chwyt nowoczesnej erystyki, czyli sztuki prowadzenia sporów. Tymczasem osoba chcąca wyrobić sobie pogląd na temat prawdziwości spiskowej teorii nie powinna koncentrować się na tym, dlaczego nie było tysiąca kamer wokół Pentagonu, dlaczego tamten powiedział coś, co nie było zgodnego z czymś, co kto inny powiedział, ale na rzeczach pewnych, które nawet siedząc w fotelu przed ekranem monitora w Polsce można w miarę poprawnie zweryfikować. Trzeba bowiem ustalić listę jakichkolwiek aksjomatów, aby móc ocenić dane twierdzenie.

 Zacznijmy w takim razie od filmu „11 września niewygodne fakty”, który...

 ...został zrobiony przez trzech łebskich studentów, oczywiście wielce wybitnych ekspertów, zwłaszcza od chodzenia w czarnych koszulach „tych, co znają prawdę o 11 września”, bo wszędzie tych trzech durniów się w nich pokazuje. Scenarzystą i głównym reżyserem tego monumentalnego dzieła był Dylan Avery, a producentami Korey Rowe oraz Jason Bermas. Cała trójka studiowała na jednym z nowojorskich uniwersytetów. Film miał swoją premierę 13 kwietnia 2005 i został wyprodukowany jedynie za 2 tysiące dolarów. Błyskawicznie okazało się, że był komercyjnym strzałem w dziesiątkę i powstały dwie kolejne części, druga miała swoją premierę w sierpniu 2006, a ostatnia wyprodukowana już za 200 tysięcy dolarów w listopadzie 2007. Zarobili na tym furę pieniędzy, bo chętnych do poznania prawdy o „ataku złego Busha na Amerykę” znalazło się wielu na całym świecie. Film to już nawet nie stek głupot, a raczej luźno zebranych informacji z internetu przez nich kreowanych na jakieś poszlaki, które mają demaskować prawdziwych twórców zamachów... Prawdę mówiąc nie powinno się nawet zniżać do polemiki z tymi ludźmi.

 Możesz podać przykład?

 Wszystko w tym filmie jest dobrym przykładem ludzkiej głupoty, ale także manipulacji. Film zaczyna się pokazaniem rzekomego dokumentu z 1962 roku z operacji Nortwoods, który miał pokazać, jak to amerykański rząd miał przeprowadzić pozorowane ataki terrorystyczne w czasach konfliktu z Kubą. W dokumencie jest mowa o tym, jak to miały być użyte bezzałogowe samoloty do ataków na ważne obiekty w USA. Problem w tym, że na początku lat 60-tych bezzałogowe samoloty istniały jedynie jeszcze w wyobraźni inżynierów, co jakoś uszło uwadze trzem dzielnym demaskatorom. W filmie cytują zresztą masę równie idiotycznych dokumentów, których moim zdaniem wiarygodność nie jest już nawet bliska zeru, ale jest znacznie poniżej poziomu gruntu. Przy okazji podają dziesiątki autentycznych faktów, które mają wykazać, że Ameryka przygotowywała się na zamach terrorystyczny. Wszystko to razem odpowiednio zmieszane robi na widzach wrażenie, że oto mają do czynienia ze świetnie udokumentowanym przykładem wielkiego spisku wszystkich ze wszystkimi, ale głównie białych, amerykańskich polityków z Partii Republikańskiej. Popełniamy jednak błąd w założeniu, gdyż analizę tego, czy 11 września był spisek amerykańskich służb czy też, należy przeprowadzić na tak zwanym aksjomacie pewnym, ale o tym może za chwilę.

 Dobrze, a powiedz, czy... czy uważasz, że Ameryka w pewien sposób przygotowywała się do zamachów terrorystycznych?

 Oczywiście, choć czyniła to nieudolnie, ale takie przygotowywania były robione. Terroryzm islamski od lat 70-tych... ale wracając do filmu. Tam podaje się kilka faktów, które mają coś tam znaczyć. Ot, choćby to, że 1 grudnia 1984 firma Boeing przeprowadziła kontrolowaną katastrofę własnego samolotu typu Boeing 720 z kukłami na pokładzie. To rutynowy test bezpieczeństwa, klasyczny crash-test, jaki każda firma lotnicza musi przeprowadzić wiele razy. Tymczasem w filmie materiał z tego crash-testu jest użyty celowo. Jego prezentacja ma zrobić na widzach wrażenie, że niby te skunksy od Busha już wtedy w latach 80-tych przygotowywali się do użycia samolotów jako pocisków w ataku terrorystycznym... Naprawdę, ręce opadają. Albo to z ćwiczeniami Norad, w których jeden z wariantów zakładał atak samolotów na ważne obiekty w Stanach Zjednoczonych. Tego typu warianty analizują wszystkie systemy obrony dużych światowych mocarstw. Ale ta informacja naprawdę nie zawiera wskazówki, że analitycy systemu obrony Norad w jakikolwiek sposób symulowali uprowadzenie samolotów przez rząd amerykański! Głupota goni głupotę, ale jak się to wszystko ustawi obok siebie i odpowiednio sugestywnie naczyta głosem lektorskim, to „ludzie to kupią”.

 W filmie jest podana informacja o jakimś ubezpieczeniu, które miało dotyczyć WTC i które miało być podpisane tuż przed atakami. Znasz tę sprawę?

 Tak. W lipcu 2001 właściciel kompleksu WTC Larry Silvestrain podpisał kolejną umowę ubezpieczeniową na wypadek zniszczenia budynków, która opiewała na kwotę 3.5 miliarda dolarów. Zdaniem autorów „Niewygodnych Faktów” to ma pokazywać, że wiedział wszystko i był umoczony w spisku. Silvestrain wyjaśniał jednak wiele razy, że WTC były ubezpieczone od aktów terroryzmu od samego początku powstania, czyli od 4 kwietnia 1973 roku. Praktycznie nie było nawet jednego dnia, aby WTC nie były ubezpieczone! Ale taka informacja o dziwnej umowie ubezpieczeniowej podana w odpowiednim kontekście działa na wyobraźnię, prawda?

 Podobno ktoś zarobił na sprzedaży akcji wielkich towarzystw lotniczych?

 Kompletna bzdura. W filmie jest mowa o tzw. opcjach, czyli pewnego rodzaju zakładach, że cena akcji danej spółki wzrośnie lub spadnie. Wszelkie informacje o tym, że ktoś wiedział o ataku 11 września i wcześniej, pod tą katastrofę ustawił opcje, jest całkowitą bzdurą. Owszem, takich opcji pojawiło się na giełdzie przy Wall Street więcej 6 września 2001, ale był to już efekt ataku 11 września i trafnej oceny rynku przez inwestorów i wyzbywania się opcji w najlepszym momencie. Od 11 września 2001 roku ceny akcji producentów samolotów i linii lotniczych poszybowały w dół jak rzucone kamienie i wtedy ruszyła prawdziwa lawina spekulacji na opcjach.

 W filmie jest zaprezentowana jedna osoba, która wiedziała o spisku. Wiesz, o kim mówię...

 Oczywiście o Condoleezza Rice . Tak?

 Tak.

 Miała ona zadzwonić do czarnoskórego burmistrza San Francisco Willie Browna i uprzedzić go, aby ten 11 września nie latał samolotami. Miała to zrobić osobiście przez telefon, co poparło swoim autorytetem wybitne źródło informacji.

 Jakie?

 Radio Pacifica, programowo antyrepublikańskie, które treściowo nawiązuje do buntu hipisowskiego z lat 60-tych, ale takich szczegółów już autorzy filmu nie podają, bo i po co. Tego typu „niewygodne fakty” podawane są w filmie z prędkością karabinu maszynowego i nikt nawet przez chwilę nie ma szans aby się połapać, że jest to swoisty wyścig niesprawdzonej głupoty ze zmanipulowaną i wyjętą z kontekstu durnotą.

 W filmie pojawia się także Osama bin Laden. Może o nim chwilę porozmawiajmy?

 Świetny pomysł. Osama to typowy synalek arabskiej bogatej rodziny, który mimo nienawiści do zachodniej chrześcijańskiej kultury nie miał nigdy zamiaru korzystać z opieki zdrowotnej oferowanej przez swoich braci muzułmanów, ale grzecznie maszerował do szpitali amerykańskich płacąc za to żywą gotówką, jak cała jego rodzina liczna zresztą jak plemię Beduinów. Tymczasem tego typu fakt wyciągają autorzy filmu i puszczają oko do widzów: „acha, widzicie go? Skaptowany został pewnie przez tych jankeskich skunksów!”. Wobec takiej logiki myślenia demaskatorskiego nie należy się uśmiechać, ale po prostu popukać w głowę i odesłać do lekarza specjalisty.

 A co z teoriami, że to nie były samoloty pasażerskie?

 Tylko transportowce?

 Tak.

 Dobrze, że wspomniałaś tę piramidalną bzdurę, bo ona dobrze pokazuje sposób rozumowania twórców filmu. Skąd się wzięły transportowce? Otóż na początku dziennikarze nie wiedzieli dokładnie, co się stało, mówiłem o tym. Czy to może coś eksplodowało w WTC, a może uderzył jakiś samolot? W filmie jest nawet taka scena, kiedy widzimy dziennikarza w helikopterze, który zastanawia się po uderzeniu drugiego Boeinga w WTC, co to mógł być za samolot i że on patrząc z helikoptera po bokach nie widział żadnych okien. No zgoda, ale on opisuje samolot zasuwający z prędkością 850 kilometrów na godzinę, który widział z trzęsącego się w powietrzu małego helikoptera z odległości kilometra! Nie jest dziwne, że gada duby smalone o „pewnie jakimś transportowcu”, bo dobrze samolotu nie widział. To my jesteśmy w komfortowej sytuacji, gdyż możemy dysponować setkami zapisów wideo drugiego samolotu uderzającego w WTC także w jakości HD i tutaj nikt o zdrowych zmysłach nie powie, że samolot „nie miał okien” i pewnie był jakimś transportowcem, bo te okna widać na wideo równie dobrze, jak wszystko inne łącznie ze znaczkiem United Airlines. Ale mimo tego autorzy filmu dają ten fragment z „samolotem bez okien” bez nawet cienia wstydu, że doprowadzają manipulację do poziomu zakładu zamkniętego z Tworek. W ten sposób bowiem traktują swoich widzów jak kompletnych idiotów, ale tę metodę stosują zresztą nagminnie przez cały czas i trzeba przyznać z niezłym skutkiem, jeśli czyta się komentarze polskich jedenastowrześniologów.

 Mówiłeś już o tych eksplozjach, które według autorów filmu zawaliły oba drapacze chmur...

 Tak, ale o czym tu mówić? Czy nazwanie tych ludzi idiotami będzie na pewno zniewagą, a nie przypadkiem diagnozą? Nie chcę powtarzać tego, że zawalanie się kolejnych kondygnacji i uderzania jednej kondygnacji o drugą pod względem uwalnianej energii można tylko porównać do małych eksplozji, ale chcę zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Pierwsza to draństwo zastosowane przez autorów filmu, kiedy nagle pokazują młodego reportera telewizyjnego, który na żywo relacjonuje wydarzenia z WTC i nagle zaczyna się walić pierwsza wieża. On, zupełnie nie wiedząc co się dzieje, papla w stylu „ogromna eksplozja, gruz sypie się na wszystkich wokół... lepiej stąd uciekajmy!” Oczywiście najważniejsze jest słowo „eksplozja”, którą palnął w emocjach ten młody reporter, gdyż najpierw był słyszany wyraźny huk. Oczywiście celem takiej manipulacji jest wytworzenie wrażenia, że wszystko zaczęło się od eksplozji, a więc ładunku wybuchowego, którzy ludzie Busha założyli być może jeszcze w czasach, kiedy był budowany WTC, czego zresztą nie wykluczają te spiskoświry. Ale ważniejsza jest druga sprawa, na którą chcę zwrócić uwagę. Otóż obie wieże zawaliły się w zupełnie różny sposób, całkowicie różny. Pierwsza istotnie, zapadała się w sobie pochłaniając niczym w drapieżnej gardzieli kolejne piętra, ale druga wieża w pewien sposób przewróciła się wcześniej nawet się przechylając. Ten drobny fakt jakoś umknął uwadze wielu osobom analizujących upadek obu wież.

 A zawalenie się WTC7, czyli tego gmachu obok?

 Że niby co, że ten budynek amerykańscy złoczyńcy od Busha też wcześniej naszpikowali trotylem, o tym mówisz?

 No... tak!

 Budynek World Trade Center 7 to budynek w Nowym Jorku, który znajdował się w strefie World Trade Center na dolnym Manhattanie. Znajdował się on bezpośrednio przy strefie upadku głównej konstrukcji wieży południowej i którego upadek praktycznie przeorał na pół. Kiedy ja obserwowałem zawalenie się wież WTC byłem przekonany, że po czymś takim zawalą się budynki przy co najmniej dwóch ulicach. W roku 1998 byłem w WTC i dobrze znałem tereny wokół budynków. Nie mogłem uwierzyć, że po zawaleniu się wież rozsypał się tylko jeden, słownie jeden budynek stojący w ich bezpośrednim sąsiedztwie, tylko wspomniany wcześniej WTC7! To zupełnie zburzyło moją wizję skutków tego typu katastrofy, ale... jak się okazuje nawet ten fakt może okazać się znaczący dla ludzi, którzy na siłę szukają we wszystkim ręki Busha. Okazało się, że laski dynamitu agenci także wsadzili w WTC7 i jego wysadzili na wszelki wypadek aby wzmocnić efekt ataku, jak by mogło być inaczej... Czy z tego rodzaju teoriami w ogóle można poważnie dyskutować?

 No i czas na świętą krowę miłośników spisku 11 września, absolutny dowód, rodzaj dowodu nad dowodami, czyli... no właśnie, czy wiesz, o czym mówię?

 Masz na myśli lot numer 77 i Pentagon?

 Tak, oczywiście chodzi mi dokładnie o ten lot.

 Ech, tyle razy już o tym mówiłem, że już nie mam siły raz jeszcze... ale dobrze. Uderzenie w Pentagon samolotu samolotu Boeing 757 z 58 pasażerami i 6-cioma członkami załogi było wyjątkowe wśród wszystkich innych z jednego powodu.

 Mianowicie?

 Wysokości lotu. Czegoś takiego jeszcze nie było w historii, aby potężny odrzutowiec poruszał się z taką prędkością tak nisko! Tu muszę od razu zmartwić wszystkich obsesyjnie wierzących w teorię, że „dziura była za mała jak na taki samolot”, gdyż w odróżnieniu od autorów filmu ja zainteresowałem się świadkami przelotu tego samolotu, a było ich mnóstwo. Prawdę jest, że zapisy kamer zostały zarekwirowane przez FBI co jest zresztą standartową procedurą (tak samo było z taśmą Abrahama Zaprutera w przypadku zabójstwa JFK), ale nikt nie zabronił mówić świadkom. A było ich około tysiąca! Są to ludzie, którzy przejeżdżali w samochodach albo przechodzili w pobliżu lotu tego samolotu. Wszyscy oni opisywali widok, który paraliżował, który hipnotyzował i obezwładniał... Widok, którego się nie zapomni do końca życia.

 Jaki widok?

 Widok olbrzymiego samolotu, który rycząc pełną mocą silników poruszał się z prędkością ponad 800 kilometrów na godzinę tak nisko nad ziemią, że uszkadzał latarnię i prawie ocierał się o stojące samochody! To musiało być coś naprawdę niepojętego, skoro większość tych ludzi zapamiętała ten widok i opisywała go bardzo podobnie. Co mówią świadkowie? Wszystko rozgrywało się w tysięcznych ułamkach sekundy, ale opisują oni, że samolot jeszcze przed uderzeniem w gmach Pentagonu o coś potrącił, co sprawiło, że skrzydła zapadły się do wewnątrz i w sam gmach uderzyła ją tylko kula ognia. Naprawdę trzeba wykazać się wyjątkowo złą wolą, aby udawać, że nie istnieją bardzo precyzyjne relacje świadków tego wydarzenia. Oczywiście te głąby od „11 września niewygodnych faktów” pokazują na rysunkach, jak powinien wyglądać „ślad po samolocie”, gdyby wcześniej uderzył w ziemię... Jakoś nikt z nich nawet nie pomyśli, że mówimy o sytuacji szczególnej, kiedy kilkaset ton metalu porusza się z użyciem pełnego ciągu silników i przy tej prędkości nawet zderzenie z ptakiem musi uwolnić energię małej bomby! Nikt nigdy nie robił tego typu eksperymentów, tego typu doświadczeń i nikt nie może stwierdzić, jak co powinno wyglądać! Myślę, że na końcu tego wywiadu trzeba umieścić fragmenty filmów z mojego archiwum, w tym także ten, w którym mówią świadkowie przelotu nad ziemią Boeinga lotu nr 77.

Baza FM, 2009



zwiń tekst

Dlaczego jedni pamiętają przeżycia ze śmierci klinicznej, a inni nie pamiętają nic?
Wt, 4 wrz 2018 09:34 komentarze: 13 czytany: 1621x

Dzień dobry Nautilusie :) Na wstępie dziękuję że jesteście i za pracę jaką wkładacie w prowadzenie tak dużej machiny.  Mam pytanie. Rozmawiałem na temat religii czy wiary z mojej mamy mężem, jest on bardzo zatwardziały w swoich poglądach. Rozmowa dotyczyła życia jego zdaniem jak najbardziej trzeba wykorzystać życie pod względem materialnym czyli kasa rozrywka itp itd. Ja podchodzę dzięki wam .......

czytaj dalej

Dzień dobry Nautilusie :) Na wstępie dziękuję że jesteście i za pracę jaką wkładacie w prowadzenie tak dużej machiny.  Mam pytanie. Rozmawiałem na temat religii czy wiary z mojej mamy mężem, jest on bardzo zatwardziały w swoich poglądach. Rozmowa dotyczyła życia jego zdaniem jak najbardziej trzeba wykorzystać życie pod względem materialnym czyli kasa rozrywka itp itd. Ja podchodzę dzięki wam inaczej dla mnie religia nie istnieje a jest WIEDZA.

Do sedna sprawy.

Mówił mi że kiedyś był renomowany i tam nic nie ma tylko ciemność żadnych świateł i tuneli podobna relację czytałem dziś człowieka który się zatrzymał i mówił tam nic nie ma.

Dlaczego inni mają pustkę po śmierci klinicznej?

Pozdrawiam

Wojtek Irlandia

 

Dziękujemy za wiadomość. To bardzo ciekawe pytanie, a odpowiedź na nie jest bardzo prosta: każda osoba przeżywając śmierć kliniczną (np. ustanie pracy serca) i opuszczenie ciała duchowego przeżywa wszystko to, co znamy ze śmierci klinicznej, a więc tunel, światło na końcu itp. Skąd to wiemy? Nawet te osoby, które nie pamiętają niczego po zatrzymaniu pracy serca lub ciężkiej operacji czy wypadku i które mówią „niczego nie pamiętam” pod wpływem hipnozy są w stanie „odblokować sobie wspomnienia” i dokładnie opisać to, co przeżyły przebywając poza ciałem. W naszym archiwum mamy takie historie, więc to jest regułą. Pytanie jest proste: dlaczego jedni pamiętają, a inni nie? To jest związane z tym, czy taka „pamięć” jest korzystna z punktu widzenia karmy (przeznaczenia) takiej osoby. Jeśli powinna pamiętać takie przeżycie, to będzie pamiętać. Kto o tym decyduje? Wyższe istoty duchowe, które w Azji nazywane są „władcami karmy”.

Na koniec dwie piękne historie związane ze śmiercią kliniczną z naszego Archiwum Wideo FN.




zwiń tekst

Co radzicie w sprawie sprzętu do obserwacji UFO?
Pt, 31 sie 2018 10:48 komentarze: 1 czytany: 858x

[…] Witam,Zanoszę się z zamiarem stworzenia kanału z obserwacjami UFO, oraz odwiedzinami potencjalnych miejsc lądowania. Zbieram właśnie sprzęt i chciałem zapytać, czy Fundacja udzieliłaby mi jakiś rad jeśli chodzi obserwację (używany sprzęt itp.) jako, że mają Państwo w tym spore doświadczenie.Z góry dziękuję za jakąkolwiek pomoc.Pozdrawiam.[dane do wiad. FN]Dziękujemy za pytanie i bardzo nam miło.......

czytaj dalej

[…] Witam,

Zanoszę się z zamiarem stworzenia kanału z obserwacjami UFO, oraz odwiedzinami potencjalnych miejsc lądowania. Zbieram właśnie sprzęt i chciałem zapytać, czy Fundacja udzieliłaby mi jakiś rad jeśli chodzi obserwację (używany sprzęt itp.) jako, że mają Państwo w tym spore doświadczenie.

Z góry dziękuję za jakąkolwiek pomoc.

Pozdrawiam.
[dane do wiad. FN]



Dziękujemy za pytanie i bardzo nam miło, że interesuje się Pan UFO, a także myśli o stworzeniu kanału w sieci o tej tematyce. Zacznijmy od tego, że faktycznie sprzęt był kompletowany latami, ale kolejne „rewolucje technologiczne” sprawiały, że dawne „świetne kamery” są dziś zabytkami. Podliczyliśmy się ostatnio, że w Bazie FN jest ok. 50 kamer. Ale powiedzmy, że rzeczywiście można wyróżnić kilka elementów „sprzętu do obserwacji UFO”.

Nie ma czegoś takiego jak „kamera do obserwacji UFO”. Najbardziej znane UFO (pomińmy obiekty duchowe typu np. „orbs”) to oczywiście pojazdy latające. Otoczone są one polem maskującym, które uniemożliwia oglądanie ich gołym okiem. Jeśli „ich” widać wyraźnie, to znaczy, że „oni” tego chcieli. Bez dwóch zdań.

Matryca aparatu cyfrowego lub kamery łapie trochę szersze pasmo niż ludzkie oko i dzięki temu można ich pojazdy zarejestrować, choć – powiedzmy to wprost – trzeba mieć gigantyczne szczęście, gdyż jednorazowo w obszarze Ziemi jest najwyżej kilka pojazdów obcych cywilizacji (tak się szacuje w świecie ufologicznym), a Ziemia – jak wiemy – jest dosyć sporą planetą.

Poszliśmy w trzech kierunkach. Pierwszy to układy do monitoringu. Koniecznie z własnym zasilaniem, mobilne i gotowe do działania po przewiezieniu nawet w odległe miejsce, z możliwością podłączenia co najmniej kamer z podczerwienią. Mamy kilka takich układów, ale najnowszym jest ten, który widać na zdjęciu poniżej.







Do zarejestrowania UFO nadaje się praktycznie każda kamera (nawet te w telefonach komórkowych), ale najlepszym sprzętem jest lornetka z możliwością zapisu w wysokiej rozdzielczości w systemie trójwymiarowym (3D). Taki sprzęt pozwala przybliżyć dowolny, nawet najmniejszy punkt na niebie i oczywiście zarejestrować go na dwóch ścieżkach dających efekt stereoskopii.




Na koniec polecamy stosowanie zdjęć w podczerwieni, czyli używanie kamer czy aparatów fotograficznych z użyciem filtra podczerwieni. Jaki daje efekt nałożenie na obiektyw takiego filtra? Przykład poniżej.

/zdjęcie zwykłe/

/zdjęcie poniżej z filtrem 720/




Próbowaliśmy z różnymi filtrami, ale najbardziej polecamy klasyczny, czyli 720.
FILTR PODCZERWIENI INFRARED IR 720 55mm



Na koniec polecamy zwykłe „antyradary samochodowe”, które reagują na zmienne pole magnetyczne. Jako „czujniki pojawienia się w pobliżu obiektu UFO” są bezkonkurencyjne. Przekonali się o tym zarówno nasi ludzie z projektu „Otwarte Niebo”, jak i koledzy z amerykańskiego MUFON.




Nawet najlepszy sprzęt nie zastąpi jednak czynnika ludzkiego. W obserwacjach UFO nie liczy się bowiem nawet najbardziej zaawansowane technologicznie urządzenia do rejestracji obrazu i dźwięku, ale ludzki umysł. Medium mające dar postrzegania pozazmysłowego jest w stanie tak podwyższyć swoje wibracje, że nagle widzi te pojazdy za pomocą własnych oczu bez używania „filtrów i kamer”. Ale do tego trzeba być prawdziwym medium.
 



zwiń tekst

Czy FN interesują 'potwory' lub 'duchy-potwory'?
Czw, 30 sie 2018 09:38 komentarze: 1 czytany: 867x

Dzień dobry, Piszę ponieważ od dwóch lat mam hm...taki problem lub w sumie temat którego raczej chyba nikt nie poruszał na państwa forum ani w Polsce a problem najwyraźniej jest. Borykam się z czymś dziwnym co za mną najwyraźniej "chodzi". Psychicznie i fizycznie.     Nie jest to zjawiskiem UFO więc piszę wstępnie by zapytać czy państwa interesują "potwory" lub "duchy-potwory" nie wiem.......

czytaj dalej

Dzień dobry, Piszę ponieważ od dwóch lat mam hm...taki problem lub w sumie temat którego raczej chyba nikt nie poruszał na państwa forum ani w Polsce a problem najwyraźniej jest. Borykam się z czymś dziwnym co za mną najwyraźniej "chodzi". Psychicznie i fizycznie.
    Nie jest to zjawiskiem UFO więc piszę wstępnie by zapytać czy państwa interesują "potwory" lub "duchy-potwory" nie wiem jak go/to nazwać? :-)

To co ja spotkałam to bym określiła jako strzygę albo osobę fizyczną wyglądającą jak "potwór" ale na pewno nie ufo chociaż kto wie bo ta "osoba" różni się od ludzi. Człowiekiem chyba nie jest ale oczywiście bez obrazy - nikogo nie chcę deprecjonować.

     Musiałabym wysłać długi list z opisem do państwa od oceny bo to trwało długo i sporo rzeczy się wydarzyło z udziałem tego czegoś więc piszę wstępnie z pytaniem czy przysłać pełen opis, zdjęcia ubrań (moich podartych w niewyjaśnionych okolicznościach) i linki do materiałów z internetu o podobnych przypadkach bo oczywiście zaczęłam szukać czy kogoś spotkało coś podobnego?

 Okazuje się, że spotkało i spotyka innych i jest sporo materiałów na ten temat. Wydaje mi się, że to coś z wyglądu podobny jest do istoty znanej pod nazwą "rake" za granicą ale w Polsce nikt tego nie poruszał. Uzbierałam wszelkie możliwe filmy i opisy z tym związane z internetu. Może państwa to zainteresuje?

Rzecz miała miejsce w Warszawie na Młocinach ja jestem z Warszawy ogólnie.

Do dzisiaj nie jestem w stanie określić do końca czy to jest fizyczne czy to duch ponieważ atakowało mnie to w środku samochodu gdy spałam na parkingu nie tylko w nocy ale i o 6 lub 9 rano w dzień. To miała być zabawa jak pobyt pod namiotem i nie oczekiwałam, że coś takiego może łazić w Warszawie. Uznałam, że to bezpieczne spać w ruchliwym miejscu w Warszawie i nie oczekiwałam, że coś się takiego może zdarzyć chociaż wcześniej pod namiotem na wakacjach zdarzyło się raz że coś mnie drapało ale wydaje mi się że może to nie być to samo. Rzecz miała miejsce na przestrzeni roku ponieważ samochód nie był na chodzie i stał na tym parkingu bez możliwości przedstawienia go. (nie był ubezpieczony i nie można było nim jeździć ale go kupiłam z sentymentu i na wypadek gdybym nie miała gdzie spać). Potem gdy już nie spałam w samochodzie to coś mi przychodziło do pokoju w domu w którym wynajmuję pokój. Także kotka właścicieli kiedyś uciekła w momencie gdy to przyszło do mojego pokoju co mnie utwierdziło w przekonaniu, że nie tylko ja to widzę.
     Oczywiście jest to kłopot bo mnie to drapie i szeleszczą mi rzeczy w pokoju więc śpię z zapalonym światłem i nie wysypiam się no i wypalam więcej prądu.
     
To nie był nikt fizyczny ten lub to coś co mnie atakowało w samochodzie bo fizyczny ktoś nie wszedł by przez ścianę ale spotkałam potem osobę w leżącym 50 m. dalej lasku, która poruszała się bardzo dziwnie oraz na ulicy jakby bezdomną która miała twarz podobną do tego czegoś co mnie nawiedzało.Wydaje mi się, że nawiązałam z tym czymś już jakąś relację. Czasem mi tego czegoś szkoda.  Do dzisiaj nie wiem czy to fizyczna istota czy bezdomny nawiedzony przez jakąś istotę np. Ale twarz i ruchy ciała tego kogoś były nieludzkie.

Natomiast ta osoba była bardzo chuda i ruch jakby mięśni tej osoby był absolutnie nieludzki. Musiałabym opisać krok po kroku co się działo i co widziałam by to mogli państwo sami ocenić. Niepokoi mnie to, że to sobie jest w lesie w Warszawie i co z tym zrobić?

     To coś najwyraźniej porwało mi ubrania bo są uszkodzone w sposób w jaki nie dałoby się zrobić nożyczkami czy nożem a nawet skalpelem. Zachowałam oczywiście te ubrania na wypadek gdybym kiedyś miała je komuś pokazać. Myślałam nawet by dać je jasnowidzowi by sprawdził co zrobiło te rozdarcia.

     Zaczęłam przeszukiwać materiały w internecie na ten temat - chyba wszyscy tak robią po tym jak coś zobaczą - czy ktoś widział coś podobnego i z tego co udało mi się znaleźć, to jest sporo informacji w tym nagrań na temat w 90% podobnych stworzeń które poruszają się, piszczą i zachowują w podobny sposób. Tylko, że to są nagrania w znacznej mierze stworzeń bez ubrań natomiast ten ktoś był ubrany w jakby stary garnitur lub marynarkę.  

     Przeraża mnie fakt, że znalazłam w sieci rok temu przypadkiem film dokumentalny z serii o mordercach. Morderca z tego filmu dokumentalnego jest z wyglądu bardzo podobny do tej osoby i tego stworzenia które wydedukowałam z materiałów z internetu. Ten morderca atakował na terenie Rosji i zabił kilkadziesiąt osób i dzieci.

Musieliby by państwo sami to ocenić na podstawie opisu krok po kroku (a który chciałabym przysłać). Z tego filmu wynika, że ta osoba (fizyczna) mordowała w specyficzny sposób, podobny do tego w jaki sposób ja byłam drapana i nagabywana. Morderca atakował dokładnie te miejsca w których ja czułam albo drapanie albo mam rozwalone ciuchy.

Poza tym ten morderca wabił ofiary do lasu w inteligentny sposób a ja odnoszę wrażenie że to coś także mną manipuluje bym o tym myślała, bym weszła do tego lasku w którym ten ktoś się znajduje. Wydaje się sprawiać bardzo przyjemne wrażenie.  Ogólnie rok temu udało mi się to przegonić, ale za to od tamtego momentu nie mogę przestać o tym myśleć.

Dlatego pomyślałam, że nie powinnam bagatelizować sprawy skoro był już morderca podobny do tego czegoś co mnie atakuje.




     Ja śpiąc w samochodzie zostałam poinformowana przed Straż Miejską, że "tu chodzą tacy różni" (wiedzieli że śpię w samochodzie jeśli boją się państwo że wkręcam to może uda mi się od nich uzyskać potwierdzenie że spałam tam jakiś czas) i bym uważała więc podejrzewam, że problem stamtąd jest znany i mieszkańcom i straży miejskiej.  

Długo nie pisałam bo było mi tej istoty lub człowieka w gruncie rzeczy żal no bo to żywe stworzenie.  Nie wiem co państwo mieliby zrobić. Przecież nikt nie pójdzie tam z siatką go szukać lub zaczepiać bezdomnych. Może tylko jasnowidz mógłby coś stwierdzić po ubraniach które są podarte. Ale to niemożliwe bym sobie sama wymyśliła takie piski, krzyki i ataki które potem podobne znajduję w internecie. Jeżeli istnieją strzygi to coś może być tą właśnie strzygą.

Napisałam też, ponieważ niepokoi mnie fakt, że w sieci znajduję filmiki gdzie 10 letnie dzieciaki chodzą po ruinach i lasach i najwyraźniej interesują się takimi miejscami coś je najwyraźniej tam ciągnie. Ja już raczej nie wejdę w żaden pustostan po tym co mnie spotkało. Materiały które znajduję w internecie na ten temat to zwykle materiały z tzw. Urban Exploringu lub Urbexu który jest modny ostatnio.
    
   Nie chcę robić żadnemu stworzeniu ani żadnym osobom krzywdy ale coraz częściej nachodzi mnie myśl czy nie jest moim obowiązkiem tego gdzieś zgłosić. Oczywiście nie wyślę tego sama na policję ale może państwo znają kogoś kto takie materiały zbiera. Na dodatek mam wrażenie że mam z tym kimś kontakt myślowy i wzbudza we mnie litość ogólnie co mnie męczy bo w sumie to coś jest jakoś ze mną ciągle więc nie wiem czy to nie wpływa jakoś negatywnie na moje życie prywatne i otoczenie.
 
Przyznaję się bez bicia, że dużo szukałam informacji na ten temat w internecie z nudów i czaję się z napisaniem tutaj od dłuższego czasu ale w sumie co mam niby zrobić.

Przedwczoraj znalazłam kolejny nowy film z udziałem podobnego gościa który czai się podobnymi ruchami na podwórku jakiejś kobiety i ją podgląda. Porusza się w specyficzny sposób który ja kojarzę z gościem z lasku. Więc w sumie mam dość i napisałam. Ogólnie i moja historia nie jest mniej przerażająca ale myślę że i tak wszystkiego słowami się nie da opisać.

Co państwo o tym myślą? Czy wysłać pełen opis tego i na jaki adres?

Przeczesałam państwa forum ale chyba nie ma opisu czegoś podobnego. Natomiast mam wątpliwości z podpisywaniem się pod tą historią imieniem i nazwiskiem bo nie chcę by mnie to prześladowało bardziej. Obawiam się, że mówienie o tym publicznie spowoduje, że przetrwam jako ta "dręczona przez jakąś istotę". Siła mediów tkwi w tym, że się wszystko zachowuje na amen i zamiast mieć kłopot z głowy to jeszcze to się zachowa. :-) Prawdopodobnie to głównie mnie powstrzymało przed pisaniem. Oczywiście pieniędzy nie chcę z tego natomiast zastanawiam się, czy nie należy gdzieś tego wysłać.

Tak czy inaczej będę się cieszyć jeśli państwo odpiszą i się jakoś ustosunkują może gdzieś indziej jeszcze to wysłać? Może za jakiś czas ktoś poruszy podobny temat?

Pozdrawiam
[dane do wiad. FN]

Ten opis już raz trafił do naszego działu XXI PIĘTRO, ale na prośbę jednego z naszych kolegów z projektu "Otwarte Niebo" pojawia się także w PYTANIACH DO FN. Oczywiście interesujemy się takimi opisami i mamy bardzo dużo relacji o pojawieniu się istot, które mają charakter demoniczny. Takie sytuacje są nawet częstsze niż powszechnie się uważa - wiele osób naprawdę "igra z ogniem", kiedy próbują w ramach żartu przywołać niewidzialny byt używając np. tablicy  Ouija. Potem może być naprawdę groźnie.

Kiedy wiemy, że w danym przypadku możemy mieć do czynienia z silnym demonem opętującym ludzi zachowujemy najwyższe kryteria bezpieczeństwa, o których pisać nie będziemy. Warto jednak pokazać historię związaną z tego typu istotą, której pozbycie się z życia człowieka przez nią prześladowanego jest naprawdę ekstremalnie trudne. Oto materiał z naszego archiwum wideo o demonie o imieniu ZOZO.



zwiń tekst

Witajcie! Jakie jest stanowisko Fundacji wobec teorii ewolucji?
Śr, 29 sie 2018 08:28 komentarze: 2 czytany: 773x

Zacznijmy od tego, że teoria ewolucji jest „świętym bożkiem” tak zwanego racjonalnego spojrzenia na świat. Ktoś, kto kwestionuje teorię ewolucji dostaje łatkę „nieuka i ignoranta”, gdyż przecież akurat ta teoria „została dawno udowodniona”. Ale to nieprawda.Słynny wywód Darwina o dziobach zięb jest na tyle mętny i z upływem lat coraz mniej przekonujący, że nie sposób go uznać za dowód. Ewolucja jako.......

czytaj dalej

Zacznijmy od tego, że teoria ewolucji jest „świętym bożkiem” tak zwanego racjonalnego spojrzenia na świat. Ktoś, kto kwestionuje teorię ewolucji dostaje łatkę „nieuka i ignoranta”, gdyż przecież akurat ta teoria „została dawno udowodniona”. Ale to nieprawda.


Słynny wywód Darwina o dziobach zięb jest na tyle mętny i z upływem lat coraz mniej przekonujący, że nie sposób go uznać za dowód. Ewolucja jako przystosowanie się gatunku do sytuacji (na przykład ogromna miłość małych szczeniąt psów do ludzi wiedzących od pokoleń, że sympatia tych dwunożnych istot w ich życiu będzie miała ogromne znaczenie) z pewnością została „nabyta” wraz z kolejnymi pokoleniami tych cudownych istot. W tym sensie ewolucja jest faktem, ale absolutnie nie wierzymy w to, że „życie samoistnie przekształciło się z mieszanki różnych substancji organicznych”. Siłą, która tchnęła życie w materie zawsze jest coś, co na pokładzie Nautilusa nazywamy Kreacją.

To Kreacja sprawia, że materia „żyje”, gdyż napełnia ją boskim światłem będącym w stanie poruszać materią i sprawiać, że ulegamy złudzeniu, że atomy węgla, wodoru i tlenu nagle „mówią lub płaczą”.

W sprawie ewolucji jest jeszcze jeden element – stałe pojawianie się obcych cywilizacji na Ziemi od tysięcy lat. Można praktycznie w ciemno założyć, że przy ich możliwościach technologii genetycznej na pewno „zaingerowali” w nasz kod genetyczny. Daniken ma rację – bez dwóch zdań.


Bardzo dobrą ocenę absurdów teorii ewolucji zawiera ten film z naszego archiwum.

 

 

Na koniec jeszcze jedno pytanie, które dostaliśmy na naszą pocztę.

[...] Dzień dobry.Miałbym do państwa zapytanie odnośnie sprawy tzw.Trójkąta Bermudzkiego? Czy macie państwo jakąś swoją teorię na temat zjawisk tam zachodzących? Serdecznie pozdrawiam całą załogę.

W sprawie Trójkąta Bermudzkiego w zasadzie można powiedzieć, że podobne dziwne zjawiska dzieją się w innych rejonach świata, choć nie mają takiej legendy jak słynny obszar na Morzu Karaibskim.


Czy niektóre zaginięcia w rejonie Trójkąta Bermudzkiego mogły mieć związek ze zjawiskiem UFO? Bez dwóch zdań. Dla naszych kolegów z projektu „Otwarte Niebo” zleciliśmy napisanie na ten temat tekstu do publikacji w serwisie.




zwiń tekst

Czy jest możliwość ponownego przeżycia… własnego życia?
Nie, 26 sie 2018 07:20 komentarze: brak czytany: 1440x

[…] Witam Fundację. Jeśli chodzi o reinkarnację to czy mógł bym po śmierci zreinkarnować się w przeszłość znów do swojego ciała i jeszcze raz przeżyć swoje życie? Nie słyszeliśmy o tym, aby ktoś mógł „spróbować jeszcze raz” i ponownie przeżyć to samo życie, ale proszę pamiętać, że zasadą FN w ustalaniu prawdy o świecie jest analiza zebranego przez nas materiału i na jego podstawie wyciąganie .......

czytaj dalej

[…] Witam Fundację. Jeśli chodzi o reinkarnację to czy mógł bym po śmierci zreinkarnować się w przeszłość znów do swojego ciała i jeszcze raz przeżyć swoje życie?

 

Nie słyszeliśmy o tym, aby ktoś mógł „spróbować jeszcze raz” i ponownie przeżyć to samo życie, ale proszę pamiętać, że zasadą FN w ustalaniu prawdy o świecie jest analiza zebranego przez nas materiału i na jego podstawie wyciąganie wniosków. Wiemy jednak, że czas nie istnieje, więc dusza bez problemu może wcielić się w czymś, co my nazywamy przeszłością. Obce cywilizacje cały czas powtarzają, że wiele naszych niszczycielskich działań wpływa nie tylko na naszą przyszłość, ale także na naszą teraźniejszość i… przeszłość. To oznacza, że teoretycznie ponowne narodzenie w „tej samej roli, miejscu i ciele fizycznym” nie byłoby problemem dla potęg duchowych, które na wschodzie są nazywane „władcami karmy”. My jednak nigdy nie spotkaliśmy się z takim przypadkiem.

 Materiał zebrany przez ponad 20 lat pracy FN pokazuje wyraźnie, że przeróżne sytuacja i układy ludzi wracają, ale w nowych „układach życiowych”. A więc mąż staje się na przykład synem matki w następnym życiu, aby „czegoś się nauczyć”, gdyż lekcja w poprzednim życiu nie została obroniona.

 



zwiń tekst

Czy spotkania z UFO są przypadkowe?
Śr, 22 sie 2018 11:33 komentarze: brak czytany: 1272x

Czy do tych spotkań (z UFO – przyp. FN) dochodzi przypadkowo? Czy raczej są te spotkania przez obce istoty jakoś z góry (z wybranymi przez siebie osobami) zaplanowane?  Jeśli tak, to czym mogą się one ewentualnie kierować?Wy macie Państwo z takimi przypadkami pewnie na co dzień do czynienia i poprzez analizy różnych takich doniesień, możecie na pewno jakieś wnioski na ten temat wyciągnąć. Będę.......

czytaj dalej

Czy do tych spotkań (z UFO – przyp. FN) dochodzi przypadkowo? Czy raczej są te spotkania przez obce istoty jakoś z góry (z wybranymi przez siebie osobami) zaplanowane?  Jeśli tak, to czym mogą się one ewentualnie kierować?

Wy macie Państwo z takimi przypadkami pewnie na co dzień do czynienia i poprzez analizy różnych takich doniesień, możecie na pewno jakieś wnioski na ten temat wyciągnąć. Będę bardzo wdzięczna za odpowiedz i z góry bardzo dziękuje. [...]

 

Zjawisko UFO ma wymiar znacznie głębszy niż można by przypuszczać na podstawie czytania relacji o „obserwacjach obiektów UFO”, a nawet o Bliskich Spotkaniach Trzeciego Stopnia z UFO. Zaawansowana technologia pojazdów UFO i ich możliwości są oczywiście ciekawe, ale o wiele ciekawszy jest wymiar duchowy tych spotkań. Mówiąc w największym skrócie – istoty przybywające na Ziemię w pojazdach UFO są o wiele dalej w rozwoju duchowym niż ludzie. To z kolei oznacza, że mają możliwości wpływania na coś, co my nazywamy „zdarzeniowością”.

I tu dochodzimy do istoty rzeczy. Z zebranego przez nas materiału wynika, że tzw. spektakularne obserwacje UFO nie są przypadkowe. Jeśli ktoś z bliskiej odległości widzi obiekt UFO to znaczy, że inteligencja stojąca za tym obiektem chciała, żeby świadek lub świadkowie go zobaczyli. Dlaczego? Powody są zawsze ukryte przed ludźmi, ale mamy przypadki w naszym archiwum, kiedy konkretny człowiek jest obserwowany przez obcych od dnia narodzin. Dlaczego akurat ten człowiek a nie inny? Naszym zdaniem może to mieć związek ze zjawiskiem reinkarnacji. Oni (obcy) po prostu mają wiedzę, że w danym miejscu o określonym czasie ponownie inkarnuje się ktoś, kogo oni obserwują od wielu wcieleń. To tajemnicza i zagadkowa sprawa – poruszamy się tylko w sferze hipotez i domniemań.

 W każdym razie wiele wskazuje na to, że słowo „przypadek” w badaniu zjawiska UFO raczej nie jest właściwym słowem, choć oczywiście zdarza się, że ktoś „zobaczy UFO”, bo akurat szczęśliwie był we właściwym czasie i miejscu. Ale poważniejsze Bliskie Spotkania Trzeciego Stopnia lub nawet Drugiego Stopnia z UFO – tutaj raczej o przypadkowości nie ma sensu mówić.




zwiń tekst

Czy pochówek osób zmarłych ma znaczenie?
Czw, 16 sie 2018 21:09 komentarze: 2 czytany: 2144x

Czy pochówek ma znaczenie. W wielu religiach jest ta bardzo ważny obrzęd. Ale czy według Fundacji ma on znaczenie dla zmarłego czy jest tylko oddaniem szacunku dla ciała i jest ważny tylko dla bliskich? Odpowiadając na to pytanie warto na samym początku powiedzieć, że oczywiście ciała osób „które przeszły do świata światła” (zwanych popularnie, choć niesłusznie „zmarłymi”) powinny być traktowane.......

czytaj dalej

Czy pochówek ma znaczenie. W wielu religiach jest ta bardzo ważny obrzęd. Ale czy według Fundacji ma on znaczenie dla zmarłego czy jest tylko oddaniem szacunku dla ciała i jest ważny tylko dla bliskich?

 

Odpowiadając na to pytanie warto na samym początku powiedzieć, że oczywiście ciała osób „które przeszły do świata światła” (zwanych popularnie, choć niesłusznie „zmarłymi”) powinny być traktowane z godnością przysługującej każdej istocie ludzkiej.

Pogrzeb jednak nie powinien zamieniać się w coś, co bardzo często przypomina przeprowadzenie się takiej osoby „do nowego miejsca”. Bardzo znamienne są reakcje dzieci i ich wypowiedzi. Mówią one na przykład tak: moja babcia mieszka teraz na cmentarzu! Słuchając rodziców, którzy co prawda są „wierzący i praktykujący”, ale za grosz nie wierzą w życie po śmierci i się tym przeważnie nie interesują, takie dziecko nabiera przekonania, że babcia „jest teraz w grobie” i tyle w sprawie babci. Tymczasem oczywiście cmentarze są tylko miejscem pochowania „ciała materialnego”, które taka dusza wykorzystywała i po jego zużyciu porzuciła go udając się w dalszą podróż. Ale takich rzeczy się oczywiście dzieciom nie mówi.

W naszym świecie panuje zbyt duże przywiązanie do ciała materialnego po śmierci fizycznej. Dotyczy to także duchów, które (mamy sporo takich relacji) z lubością obserwują własne pogrzeby, a potem odwiedzają miejsce pochówku „swojego dawnego ciała”. Zdarza się to na szczęście rzadko, ale dlatego radzimy nie przebywać samotnie i nocą na cmentarzach, gdyż jest duża szansa spotkania tam jakiegoś ducha. I niekoniecznie musi mieć on dobre zamiary, co także zostało opisane w przesłanej do nas niedawno historii.

Wracając do odpowiedzi na pytanie – jesteśmy zdecydowanie za paleniem ciała po śmierci z wielu powodów, o których może innym razem. I zawsze pamiętajmy: nasi bliscy nie są „na cmentarzach” – nasi bliscy są w innym świecie i przeżywają kolejny etap podróży, która nas także czeka.

Najlepiej niezwykłość i pewną nawet przewrotność takiego miejsca jak cmentarz pokazuje scena poniżej z naszego archiwum:

sześcioletni Brennan potrafił w szczegółach przypomnieć sobie tragiczny upadek, który zakończył jego życie i bezbłędnie odnalazł grób „swojego ciała z dawnego życia”. I na tej fotografii stoi przed „własnym grobem”.


Jesteśmy pewni, że wiele osób nieświadomych reinkarnacji i swoich poprzednich „żyć” bardzo często mija na cmentarzach groby, w których są „ich dawne ciała”. I to niech będzie puenta tekstu o tym, jak powinniśmy traktować cmentarze i dlaczego ich prawdziwe znaczenie jest błędnie oceniane przez większość ludzi nieświadomych istnienia reinkarnacji.






zwiń tekst

Czy macie jakikolwiek dowód, że tak zwane przeżycia ‘śmierci klinicznej’ są prawdziwe?
Wt, 14 sie 2018 11:21 komentarze: 8 czytany: 1432x

[…] Szanowna FN! Bardzo lubię wasz serwis i jestem tutaj codziennie. […] mam pytanie dotyczące śmierci klinicznej, bo ta sprawa mnie bardzo interesuje. Zastanawiam się, czy tego typu relacje można uznać za dowód tego, że nie są to jakieś majaki mózgu? A może rzeczywiście powinniśmy potraktować tego typu opisy jako dowody na to, że my po śmierci istniejemy dalej? Będę wdzięczny za odpowiedź.Pozdrawiam.......

czytaj dalej

[…] Szanowna FN! Bardzo lubię wasz serwis i jestem tutaj codziennie. […] mam pytanie dotyczące śmierci klinicznej, bo ta sprawa mnie bardzo interesuje. Zastanawiam się, czy tego typu relacje można uznać za dowód tego, że nie są to jakieś majaki mózgu? A może rzeczywiście powinniśmy potraktować tego typu opisy jako dowody na to, że my po śmierci istniejemy dalej? Będę wdzięczny za odpowiedź.

Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]


Dziękujemy za pytanie, a odpowiedź może być tylko jedna – relacje o „życiu po śmierci” należy traktować jako jeden z wielu dowodów życia po śmierci. Dlaczego? W naszym archiwum mamy przypadki opisane przez osoby po przeżyciu śmierci klinicznej, kiedy to w czasie przebywania poza ciałem miały okazję odwiedzić miejsce i być świadkiem np. rozmowy lub innego wydarzenia. Potem po powrocie do ciała dokładnie relacjonowały to wydarzenie i okazywało się, że ich opis w stu procentach odpowiada prawdzie. Tu już nie ma sensu mówić o jakiś „majakach mózgu”, gdyż w grę wchodzi jedynie realne przebywanie w danym miejscu w jakieś postaci.

Kilka takich sytuacji jest przedstawionych w filmie „Życie po Życiu”, który jest w naszym archiwum i który prezentujemy poniżej.

Na koniec jeszcze miły e-mail, który dostaliśmy od naszego czytelnika. Pojawia się tam także wątek „śmierci klinicznej”.

[...] Droga Fundacjo Nautilius

Pisze do Was od czasu do czasu aby podzielic sie z Wami swoimi doswiadczeniami i bardzo Wam dziekuje za publikacje listow. Napisalem tez do fundacji w Stanach Zjednoczonych na temat mojej smierci klinicznej. Jest to fundacja w ktorej sa lekarze i badaja oni zjawisko smierci klinicznej. Po krotkim czasie ukazal sie artykul o mnie w brytyjskiej gazecie. Naklad dzienny 300 tysiecy egzemplarzy. Ten artykul jest caly czas na internecie. Nie pisze po to aby sie chwalic ale po to aby ludzie spojrzeli na zycie z wlasnego punktu widzenia i znalezli w nim esencje szczescia i milosci.

https://www.express.co.uk/news/weird/960481/life-after-death-proof-of-god-heaven-afterlife-near-death-experience

http://www.nderf.org/Experiences/1richard_g_nde_8562.html

Pisze rowniez po to aby Wam podziekowac ze pomimo tak wielkiej krytyki nikt nie jest w stanie Was zalamac.

Z powodu tego ze dziele sie swoimi doswiadczeniami otwarcie zostala za mnie odprawiona msza na Alasce i w Polsce.

Kosciol zadecydowal ze jestem opetany przez szatana i bezzwlocznie musze sie skontaktowac z egzorcysta. Szczerze mowiac dziwi mnie taka reakcja instytucji ktora zawodowo bada te sprawy . Szkoda mi tylko moich rodzicow bo oni naprawde w to uwierzyli. Czasami udaje mi sie pomoc ludziom powaznie chorym na dystans. Pomagam zagubionym duszom przejsc w strone Swiatla. Przekazuje wiadomosci od tych ktorzy odeszli dla najblizszych. Zmieniam ludzi na lepszych a w nagrode od Kosciola ktory glosi ze Pan Bog jest miloscia bez granic otrzymalem prestroge i mam sie modlic abym wiecej nie mial tych darow.

Pozdrawiam Was serdecznie i trzymam kciuki za Was ze dajecie ludziom szanse poznania prawdziwej rzeczywistosci i myslenia bez granic.

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst

STRONA
1 2 3 4 17
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 17

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Po raz pierwszy w historii udało się wylądować na asteroidzie, oddalonej od Ziemi o 160 milionów kilometrów. Dwa japońskie łaziki od piątku znajdują się na asteroidzie Ryugu. Przemieszczają się, skacząc.

UFO24

więcej na: emilcin.com

Dziś, 06:59 | Witam, dziś (24.09.2018r.) ok godz. 20:00 na północy Poznania na prawie czystym niebie widziałem szybko poruszający się słabo świecący obiekt który nagle zmienił kierunek, w pewnym momencie nawet się zatrzymał, później przeleciał kawałek i znów zmienił kierunek. Nie była to na pewno gwiazda. Obiekt nie 'pulsował',myślałem że był to samolot, ale one tak nie zmieniają kierunku, a tym bardziej nie zatrzymują się. Pomyślałem że może satelita lub ISS (obiekt wyglądał jakby leciał bardzo wysoko) ale...

Dziennik Pokładowy

Niedziela, 23 września 2018 | Ta historia czasami jest przeze mnie opowiadana podczas spotkań z czytelnikami w różnych miejscach Polski. Ludzie mówią mi wtedy, że słuchając jej czują ciarki na plecach. I mają rację, choć nigdy słowa nie opiszą tego, jak ja się czułem, kiedy usłyszałem ją od jej uczestników.

czytaj dalej

FILM FN

UFO 11 września 2018

archiwum filmów

Informacje z Hydepark "N"



25 sierpnia :: Dowód na to, że żyjemy w hologramie? Nauka dochodzi do coraz bardziej zaskakujących wniosków na temat natury naszej rzeczywistości. Czy jest możliwe, że świat to hologram?: viewtopic.php?f=33&t=5532
25 sierpnia :: Paradoks bilardowy - podróże w czasie Dyskusja na temat hipotez dotyczących podróży w czasie od trochę innej strony. Możliwe, czy nie? Oto jest pytanie: viewtopic.php?f=53&t=5626
2 listopada :: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - do czego zaprowadzi nas przyszłość? Dyskusja o kierunku rozwoju świata i możliwych scenariuszach. Sztuczna inteligencja, technologie i wynalazki, które zaważą na naszym gatunku: viewtopic.php?f=28&t=4291

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.