Dziś jest:
Sobota, 21 września 2019

Duchy istnieją i staram się trzymać od nich z daleka.  Konfucjusz, najsłynniejszy chiński filozof

FN 24
WIADOMOŚCI OD NASZYCH CZYTELNIKÓW
Wyślij do nas wiadomość - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania newsa do działu "FN 24": nautilus@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




CZERWONE NIEBO - fantastyczny efekt po burzy nad Warszawą 19 września 2019
Wczoraj, 11:07 | komentarze: brak czytany: 391x

Niezwykle ciekawe niebo było widoczne nad Warszawą 19 września 2019. Pomarańczowo-różowe chmury i widowiskowa, podwójna tęcza - taki widok ukazał się w czwartkowy wieczór wielu mieszkańcom Warszawy. Wszystko dzięki promieniom zachodzącego słońca, które przebijało się przez burzowe chmury.My także dostaliśmy sygnały od naszych czytelników o tym przepięknym zjawisku.[...] Godzinę temu była burza z gradem.......

czytaj dalej

Niezwykle ciekawe niebo było widoczne nad Warszawą 19 września 2019. Pomarańczowo-różowe chmury i widowiskowa, podwójna tęcza - taki widok ukazał się w czwartkowy wieczór wielu mieszkańcom Warszawy. Wszystko dzięki promieniom zachodzącego słońca, które przebijało się przez burzowe chmury.

My także dostaliśmy sygnały od naszych czytelników o tym przepięknym zjawisku.

[...] Godzinę temu była burza z gradem nad Warszawą, mieszkam na Bródnie, X piętro, kiedy spojrzałam na niebo to było przerażające, czarno szare, ciężkie chmury, pomyślałam, że będzie niezła burza ale następna myśl była taka: burza to pozory, tak naprawdę to walka. Nie wiem skąd mi się to wzięło, w każdym razie był duży deszcz, zrobiło się biało, padał grad - więc zasłoniłam zasłony bo czułam jakiś niepokój i nie chciałam tego oglądać. Po kilkunastu minutach burza ucichła, spojrzałam przez okno i pobiegłam po komórkę bo widok był niezwykły. Zachodzące słońce odbijało się w oknach bloków naprzeciwko a w górę prostopadle do nieba widać było przepiękną tęczę a nad nią wiszącą oświetlaną słońcem chmurę. Nie byłoby to szczególnie dziwne ale kiedy już na spokojnie te zdjęcia oglądałam, kiedy "rozciągnęłam" obraz tej chmury nad tęczą to po jej lewej stronie są wyraźnie widoczne trzy obiekty. Nie jest to chyba przypadek. Chciałam wysłać do FN te moje zdjęcia z komórki, obiekty są chyba tylko na tym ostatnim, ale na podany numer telefonu niestety nie mogę tego zrobić. [...]


Poniżej zdjęcie.


Po godzinie 15 nad Warszawą przeszła gwałtowna burza - w niektórych dzielnicach spadł nawet grad. Gdy przestał padać deszcz, zachodzące słońce oświetliło niebo w wyjątkowo widowiskowy sposób. W mediach społecznościowych aż roi się od zdjęć.

"Takie bezeceństwa o zachodzie słońca na Bródnie!" - napisał na Facebooku bloger Michał Goo Górecki, któremu udało się sfotografować podwójną tęczę.

 


I jeszcze kilka zdjęć z portali społecznościowych.




 

Zdjęcia trafiły do naszego projektu ATLAS CHMUR FN.






zwiń tekst

Piorun dwukrotnie uderzył w samochód
Śr, 18 wrz 2019 06:32 | komentarze: brak czytany: 852x

Samochód przejeżdżający przez autostradę w Rosji został dwukrotnie uderzony przez piorun – to niesamowite zdarzenie zostało zarejestrowane przez kamerę samochodową z pobliskiego pojazdu. Piorun był tak potężny, że chwilowo oślepił innego kierowcę.Galina Ershova jechała autostradą Berdskoje w Nowosybirsku na Syberii, kiedy jej kamera samochodowa zarejestrowała nieoczekiwane zdarzenie – podwójne uderzenie.......

czytaj dalej

Samochód przejeżdżający przez autostradę w Rosji został dwukrotnie uderzony przez piorun – to niesamowite zdarzenie zostało zarejestrowane przez kamerę samochodową z pobliskiego pojazdu. Piorun był tak potężny, że chwilowo oślepił innego kierowcę.

Galina Ershova jechała autostradą Berdskoje w Nowosybirsku na Syberii, kiedy jej kamera samochodowa zarejestrowała nieoczekiwane zdarzenie – podwójne uderzenie pioruna zaledwie kilka metrów od jej samochodu.

„Zostałam oślepiona na ułamek sekundy” – powiedziała Ershova – „stało się to tak szybko” – dodała.

Samochód terenowy, w który uderzył piorun, popsuł się i został pozostawiony na poboczu drogi z rozładowanym akumulatorem, ale na szczęście wszyscy pasażerowie wyszli z tego zdarzenia wyszli bez szwanku.

Chociaż kierowca, Anna Nakaznykh, była wdzięczna, że nikomu nic się nie stało, nie ukrywała swojego rozczarowania faktem, że nikt nie przyszedł jej z pomocą po tym dziwnym zdarzeniu. „Było wielu naocznych świadków … Ale nikt się nie zatrzymał” – powiedziała rozżalona kobieta. „Wszyscy po prostu kontynuowali swoją jazdę” – dodała.

Zdecydowana większość współczesnych pojazdów silnikowych ma wbudowany piorunochron, by mógł bezpiecznie sprowadzić ładunek na ziemię, więc ryzyko dla kierowcy i pasażerów jest minimalne, nawet przy bezpośrednim uderzeniu przez piorun.

Źródło: rt.com




zwiń tekst

Kometa przeleci blisko Ziemi
Wt, 17 wrz 2019 06:15 | komentarze: brak czytany: 621x

Do Ziemi zbliża się para komet. Obie będzie można obserwować na nocnym niebie.  Jedną z nich będziemy mogli oglądać lada moment.Prawie równo dwa lata temu nasz Układ Słoneczny odwiedziło małe ciało niebieskie Oumuamua. Zdaniem naukowców już wkrótce przez nasz układ przeleci następny obiekt pozasłoneczny. Dobra wiadomość jest taka, że w przeciwieństwie do Oumamamua, C/2019 Q4 (Borisov) - bo tak.......

czytaj dalej

Do Ziemi zbliża się para komet. Obie będzie można obserwować na nocnym niebie.  Jedną z nich będziemy mogli oglądać lada moment.

Prawie równo dwa lata temu nasz Układ Słoneczny odwiedziło małe ciało niebieskie Oumuamua. Zdaniem naukowców już wkrótce przez nasz układ przeleci następny obiekt pozasłoneczny. Dobra wiadomość jest taka, że w przeciwieństwie do Oumamamua, C/2019 Q4 (Borisov) - bo tak został ostatecznie nazwany obiekt - będzie można dużo lepiej zbadać.

Początkowo obiekt został nazwany gb00234. Odkrył go astronom amator z Półwyspu Krymskiego - Giennadij Borysow. Początkujący astronom 30 sierpnia 2019 roku obserwował niebo i w pewnym momencie zobaczył na niebie dziwny obiekt, który poruszał się w nietypowym kierunku.

Przeprowadzone później obserwacje i analizy potwierdziły niezwykłość obiektu. Okazało się, że jest to obiekt międzygwiezdny, który w naszym Układzie Słonecznym jest całkowicie obcym gościem. Informacja została potwierdzona przez Minor Planet Center, czyli organizację zajmującą się zbieraniem danych dotyczących małych ciał Układu Słonecznego działającej przy Harvardzko-Smithsońskim Centrum Astrofizyki.

Według naukowców obiekt zbliży się do naszej planety, a następnie odleci, tworząc hiperbolę, czyli kształt łuku.

- Mieliśmy pewne wątpliwości, czy obiekt zatoczy hiperbolę, czy nie - powiedział Matthew Payne z MPC. Dodał jednak, że w ciągu ostatnich kilku dni uzyskano pewność na temat trajektorii lotu obiektu i jest ona w kształcie hiperboli.




Zdjęcie komety C/2019 Q4 zrobione 10 września (Canada-France-Hawaii Telescope)


Uznaje się, że zarówno C/2019 Q4 (Borisov), jak i Oumuamua wykryta 2 października 2017 roku podróżowały z innych systemów planetarnych. Obiekty różnią się jednak paroma szczegółami. Najnowszy pozasłoneczny "turysta" bardziej przypomina kometę ze względu na swój widoczny ogon. Oumuamua nie przypominała komety, tylko asteroidę.

Według programisty sprzętu astronomicznego Billa Greya, obiekt zostanie z nami przez najbliższe pół roku, co da naukowcom dużo czasu na przeprowadzenie badań.

- Nie wiemy jak bardzo jasny będzie. Z kometami zawsze jest problem. Z jednej strony mamy więc typową dla komet nieprzewidywalność połączoną z faktem, że jest to obiekt międzygwiezdny, a to jest pierwsza taka kometa, jaką widzimy - powiedział Grey

Przewiduje się, że najbliżej naszej planety kometa znajdzie się 10 grudnia. Będzie to prawie dwukrotność odległości pomiędzy słońcem a Ziemią.

źródło: tvn24.pl



zwiń tekst

11 WRZEŚNIA i 9 WRZEŚNIA - obserwacje UFO nad Mazowszem
Pt, 13 wrz 2019 07:01 | komentarze: 2 czytany: 903x

[...]Witam wspaniałą Załogę, Mieszkam na spokojnej mazurskiej wsi, jestem Waszą czytelniczką już od lat, strona Nautilusa jest w moim codziennym harmonogramie odwiedzanych stron.  Chcę się z Wami podzielić tym co ostatnio mnie spotkało. 9 września, czyli kilka dni temu wracałam z wizyty rodzinnej. Odwoził mnie mój brat. Do domu miałam zaledwie 2 km. W połowie drogi nagle mój brat zaczął krzyczeć.......

czytaj dalej

[...]Witam wspaniałą Załogę, Mieszkam na spokojnej mazurskiej wsi, jestem Waszą czytelniczką już od lat, strona Nautilusa jest w moim codziennym harmonogramie odwiedzanych stron.  Chcę się z Wami podzielić tym co ostatnio mnie spotkało. 9 września, czyli kilka dni temu wracałam z wizyty rodzinnej. Odwoził mnie mój brat. Do domu miałam zaledwie 2 km. W połowie drogi nagle mój brat zaczął krzyczeć: patrz, widzisz to!
Początkowo nie wiedziałam o co mu chodzi, po chwili zobaczyłam na niebie pędzącą intensywnie seledynową, świetlistą kulę. Działo się to po godz 20 więc kula była bardzo widoczna na ciemniejącym już niebie. Wielkością przypominała księżyc, który był widoczny w porze późniejszej. Kula rozwijała bardzo dużą prędkość. Na niebie była jakby cieniutka mgława zasłona więc krawędzie kuli były lekko rozmyte. Może pomyślałabym, że to jakiś spadający z nieba "okruch kosmiczny" ale kula pędziła poziomo, cały czas na tej samej wysokości. Po jakiś kilkunastu sekundach nagle zniknęła.
Nigdy nie widziałam czegoś takiego i pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy że to nic innego tylko UFO.
Jak myślicie, co to mogło być?
Pozdrawiam ciepło
[...]

 

Dziękujemy za relację. Ze swej strony możemy dodać, że nasza załoga widziała przelot czerwonej kuli nad Warszawą ok. 21.30 - było to 11 września 2019. Obiekt poruszał się zygzakami, nie byliśmy w stanie sięgnąć po kamerę czy telefon komórkowy, bo to wszystko było tak nagle... Zjawisko było poruszające i wykluczamy drony czy np. spadające gwiazdy.


 

Poniżej jeszcze jeden opis obserwacji, który dostaliśmy na pokład okrętu Nautilus.

 

From: [...]
Sent: Tuesday, September 10, 2019 10:16 AM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Spotkanie z 2009 r - kontynuacja

Nawiązując do wcześniejszej wiadomości,chcę uściślić pewne fakty. Obiekt wlatujący w atmosferę na godz.11:00 na początku miał jaskrawo czerwony kolor i stopniowo jak wyhamowywał zmieniał barwy na opalizujący pomarańcz aż osiągnął kształt kulisty i barwę jasnożółtą. W takim kształcie (żółta kula światła) leciał wzdłuż drogi (po lewej jej stronie) do momentu kiedy podjęłam decyzję o zatrzymaniu samochodu i ewentualnym wycofaniu.
Wszystko działo się w ciszy, ponieważ obok mnie na przednim siedzeniu spał bardzo zmęczony mój mąż. Panika zaczęła się dopiero w momencie reakcji obiektu na moje wycofanie.
W jednym momencie zbliżył się tak,że  widziałam dwa niezależnie od siebie obracające się pierścienie (każdy w inną stronę) i prawdopodobnie znaki (jeden zapamiętałam-taka kanciata omega).Wszystko działo się tak szybko i oczywiście z wołaniem do Boga o pomoc!
Mój mąż przebudzony gwałtownie również krzyczał że to widzi.Ten obraz po zbliżeniu obiektu
był już po prawej mojej stronie.W momencie kiedy zobaczyłam w lusterku światła drugiego samochodu obiekt natychmiast zniknął (wessało go w chmury). Mimo że bardzo bałam się
po tym spotkaniu wychodzić wieczorem na dwór. Mój dzień był przepełniony atmosferą tajemniczości,dużo mówiłam o Bogu a szczególnie do męża i naszych znajomych, miałam poczucie błogości w moim sercu,komórka reagowała na każdą taką wypowiedź jakby chciał się
ktoś połączyć (są świadkowie).Ogarniał mnie wtedy pokój serca i przeświadczenie o ogromie Absolutu i małości , kruchości w nim ,człowieka. Komórkę wymieniłam; wisiorek z kamieniami
odłożyłam do nienoszenia (po historii z tym wisiorkiem,której nie chcę tutaj opisywać) jeszcze szybciutko pojechaliśmy z mężem zobaczyć miejsce spotkania w dzień. Cóż więcej trzeba!
Ogromne pola zbożowe a nad nimi duże linie przesyłające prąd elektryczny. Potem śniło
mi się parę razy jak chowam się przed obiektem, który skanuje mnie z góry. Napisałam wtedy do Nautiliusa, żeby wytłumaczył mi co widziałam (widzieliśmy).Odpisali mi ,że było to spotkanie
któregoś stopnia.Ale czy to nasza nieznana technologia czy to wręcz obca.W głowie to się nie mieści!Opowiadałam to dużej ilości ludzi i spotykałam się z różnymi reakcjami i na początku robiłam to bardzo spontanicznie (bo to przeżyłam),ale później już coraz ostrożniej.
Ale nadal chcę dzielić się tymi przeżyciami i poznać całą prawdę!
Czy będzie mi to dane?
Następnym razem opiszę co widziałam parę lat wcześniej kiedy moje dzieci były jeszcze małe i wracaliśmy samochodem z wakacji nad morzem.
Do zobaczenia!
[dane do wiad. FN]



zwiń tekst

Amerykańska armia milczy na temat UFO
Pon, 9 wrz 2019 09:37 | komentarze: 1 czytany: 897x

Marynarka wojenna Stanów Zjednoczonych odmawia dostarczania prawodawcom szczegółowych informacji na temat kontaktów z niezidentyfikowanymi obiektami latającymi.Taką tezę  powołując się na członka Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego Izby Reprezentantów Kongresu USA Marka Walkera przedstawiła gazeta „Politico”.Walker powiedział dziennikarzom, że w lipcu ubiegłego roku wysłał list do sekretarza marynarki.......

czytaj dalej

Marynarka wojenna Stanów Zjednoczonych odmawia dostarczania prawodawcom szczegółowych informacji na temat kontaktów z niezidentyfikowanymi obiektami latającymi.

Taką tezę  powołując się na członka Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego Izby Reprezentantów Kongresu USA Marka Walkera przedstawiła gazeta „Politico”.




Walker powiedział dziennikarzom, że w lipcu ubiegłego roku wysłał list do sekretarza marynarki wojennej Richarda Spencera z prośbą o informacje na temat dochodzenia w sprawie kontaktów z UFO i fizycznych dowodów tych kontaktów. W odpowiedzi stwierdzono, że departament wojskowy „bardzo poważnie podchodzi do takich raportów, nadal rejestruje takie przypadki i dokładnie je analizuje”.

Polityk powiedział jednak, że zasmuciła go niechęć marynarki wojennej do dzielenia się z komitetem większą ilością informacji o UFO.

„Brak odpowiedzi na konkretne pytania dotyczące zagrożenia stwarzanego przez technologicznie lepszy obiekt w amerykańskiej przestrzeni powietrznej jest rozczarowujący”, cytuje gazeta słowa polityka.

W kwietniu tego roku okazało się, że dowództwo Marynarki Wojennej USA postanowiło opracować formularz zgłoszeniowy dla pilotów, którzy zauważyli UFO. Pozwoli to usystematyzować proces gromadzenia i analizy niewytłumaczalnych obserwacji.




zwiń tekst

Olbrzym z Cerne Abbas - za chwilę będzie poddany rennowacji przez specjalistów
Pon, 9 wrz 2019 09:24 | komentarze: brak czytany: 624x

Na stromym zboczu wzgórza nad wioską Cerne Abbas w hrabstwie Dorset widnieje ogromny geoglif przedstawiający nagiego mężczyznę. Naukowców drażni, bo nie wiedzą o nim dosłownie nic - kto go zrobił, kiedy, po co?W uniesionej prawej ręce olbrzym trzyma 37-metrową maczugę. Lewą rękę ma pustą, ale podobno kiedyś z ramienia zwieszała mu się jakaś zwierzęca skóra.Rysunek ma 55 m wysokości i 51 m szerokości.......

czytaj dalej


Na stromym zboczu wzgórza nad wioską Cerne Abbas w hrabstwie Dorset widnieje ogromny geoglif przedstawiający nagiego mężczyznę. Naukowców drażni, bo nie wiedzą o nim dosłownie nic - kto go zrobił, kiedy, po co?




W uniesionej prawej ręce olbrzym trzyma 37-metrową maczugę. Lewą rękę ma pustą, ale podobno kiedyś z ramienia zwieszała mu się jakaś zwierzęca skóra.

Rysunek ma 55 m wysokości i 51 m szerokości. Jest nieporadny i bardzo schematyczny. Jego autor (lub autorzy) włożył jednak w jego wykonanie masę wysiłku i pracy.



Naukowcy od lat szukają odpowiedzi na te same podstawowe pytania. Kiedy się narodził, jak się nazywa, kto go stworzył i po co.

- Tak naprawdę nikt nie wie, kto to jest – powiedział w rozmowie z "The Guardian" archeolog Martin Papworth. Jako pracownik National Trust for Places of Historic Interest or Natural Beauty, organizacji zajmującej się ochroną zabytków i przyrody, czuwa nad właściwą konserwacją geoglifu.




Pogłębiają i oczyszczają nimi z trawy oraz brudnej starej kredy około 30-centymetrowej głębokości i podobnej szerokości rowki, w które na koniec wlewają świeżą białą kredę i ręcznie ją ubijają. Dzięki temu rysunek jest widoczny z odległości wielu kilometrów.

Poprzednia taka akcja odbyła się w 2008 r. 60 osób pracowało wówczas przez całe dziewięć dni. Do wypełnienia rowków zużyło 20 ton kredy. Tak jak teraz prace prowadzane były pod okiem archeologów i z udziałem mieszkańców wioski.




Na co dzień na zboczu wypasane są owce. Wygryzając trawę, „dbają”, by była ona odpowiedniej wysokości, tak by rysunek był wyraźny.

Mieszkańcy wioski wspominają, że tylko raz w historii musieli dopilnować, by ich gigant został zasłonięty. Było to w czasie II wojny światowej. Niemieccy piloci mogliby wykorzystywać go jako punkt orientacyjny. Natomiast wcześniej, w czasach wiktoriańskich, zniknął jego fallus uznany za symbol moralnego zepsucia. Gdy powrócił, był jeszcze dorodniejszy. - Pewnie zrobiła to jakaś banda – podejrzewają mieszkańcy Cerne.

Mieszkańcy Cerne Abbas bardzo chwalą sobie sąsiedztwo giganta. Uważają, że gdyby nie on, ich wioska (180 km od Londynu, 13 km od Dorchester) byłaby zapomniana jak wiele innych w Anglii.



zwiń tekst

CHIŃSKI ŁAZIK KSIĘŻYCOWY NATRAFIŁ NA DZIWNY ŚLAD PO CIEMNEJ STRONIE KSIĘŻYCA
Śr, 4 wrz 2019 07:04 | komentarze: 8 czytany: 1980x

Na niespodziewane znalezisko natrafił na Księżycu chiński łazik Yutu-2, który od 18 tygodni wysyła zdjęcia ze srebrnego globu. Pojazd odnalazł żelopodobną substancję, nad pochodzeniem której dywagują obecnie naukowcy. Chińscy naukowcy przyjrzeli się zdjęciom wysłanym na Ziemię przez łazik. Jak doniósł serwis Space.com, na niektórych z nich zauważyli ślady substancji podobnej do żelu, której kolor .......

czytaj dalej

Na niespodziewane znalezisko natrafił na Księżycu chiński łazik Yutu-2, który od 18 tygodni wysyła zdjęcia ze srebrnego globu. Pojazd odnalazł żelopodobną substancję, nad pochodzeniem której dywagują obecnie naukowcy.




Chińscy naukowcy przyjrzeli się zdjęciom wysłanym na Ziemię przez łazik. Jak doniósł serwis Space.com, na niektórych z nich zauważyli ślady substancji podobnej do żelu, której kolor znacznie różnił się od gleby księżycowej w tamtym miejscu. Bliższe przyjrzenie się znalezionej substancji było możliwe nie tylko dzięki specjalistycznym kamerom zamontowanym w łaziku, ale również przez użycie spektrometru.



Urządzenie to służy do zdalnej analizy poprzez badanie widma, które dla każdego rodzaju promieniowania ma określoną charakterystykę. To dzięki użyciu spektrometru naukowcy mogli określić substancję jako barwną i podobną do żelu.

Jak sugerują naukowcy, znalezisko może być tzw. impaktytem czyli substancją, która powstała na skutek uderzenia w powierzchnię Księżyca np. przez meteoryt. Póki co, nie mamy innych informacji na temat pochodzenia substancji, a ustalenia ekspertów w tej sprawie trwają.
Chińczycy eksplorują Księżyc

Yutu-2, zwany też Jadeitowym Królikiem, jest pierwszym robotem, który zajmuje się eksploracją ciemnej strony Księżyca. Wylądował na jego powierzchni w styczniu w ramach chińskiej ekspedycji kosmicznej lądownika Chang'e-4. Ze względu na warunki panujące na Księżycu Yutu-2 jest okresowo wyłączany lub przechodzi w stan uśpienia.

Bawełna na Księżycu

W połowie stycznia Chińczycy ogłosili, że jako pierwsi z powodzeniem wyhodowali ziemską roślinę na Księżycu. Lądownik zabrał ze sobą nasiona bawełny, rzepaku, ziemniaka i rzodkiewnika. Bawełnie udało się wykiełkować, co przeszło do historii eksploracji Księżyca jako pierwszy eksperyment biologiczny na powierzchni srebrnego globu. Bawełna nie miała jednak szans w starciu z księżycową nocą i szybko zamarzła.




zwiń tekst

75 PROC. LASÓW W POLSCE JEST ZAGROŻONYCH
Śr, 4 wrz 2019 06:59 | komentarze: brak czytany: 485x

Naukowcy z PAN ostrzegają: z polskich lasów może zniknąć 75 proc. drzew Współcześni 30-40-latkowie mogą dożyć czasów, gdy z polskich lasów zniknie 75 proc. drzew, a wraz z nimi setki gatunków innych roślin, a także grzybów i zwierząt - prognozują naukowcy z PAN, w udostępnionym Polskiej Agencji Prasowej opracowaniu.  Czy w przyszłości zniknie 75 proc. lasów w Polsce?    Badacze.......

czytaj dalej

Naukowcy z PAN ostrzegają: z polskich lasów może zniknąć 75 proc. drzew

Współcześni 30-40-latkowie mogą dożyć czasów, gdy z polskich lasów zniknie 75 proc. drzew, a wraz z nimi setki gatunków innych roślin, a także grzybów i zwierząt - prognozują naukowcy z PAN, w udostępnionym Polskiej Agencji Prasowej opracowaniu.




 Czy w przyszłości zniknie 75 proc. lasów w Polsce?


    Badacze wyliczają, że są gatunki drzew, które przeżyją: jodła pospolita, buk zwyczajny, jesion wyniosły, dąb szypułkowy i dąb bezszypułkowy
    Jednocześnie są gatunki, które na obszarze Polski będą występować zdecydowanie rzadziej: sosna zwyczajna, świerk pospolity, modrzew europejski oraz brzoza brodawkowata
    "To szokujące dane, gdy weźmie się pod uwagę to, że sosna stanowi 58,5 proc., brzoza 7,5 proc., a świerk 6,4 proc. powierzchni lasów w Polsce" - alarmują naukowcy

Jednym z zagadnień badanych współcześnie przez naukowców jest globalny kryzys klimatyczny. Jego konsekwencjami są m.in. coraz częściej obserwowane ekstremalne zjawiska pogodowe, nienotowane w historii wysokie lokalne temperatury, długie okresy suszy, pustynnienie oraz zmniejszenie liczby gatunków.

Wśród naukowców panuje konsensus, że najważniejszą przyczyną obecnego kryzysu klimatycznego jest działalność człowieka. Tymczasem stężenie CO2 w atmosferze systematycznie rośnie. Grupa naukowców z Polskiej Akademii Nauk zastanawia się, w jaki sposób można byłoby załagodzić efekty kryzysu klimatycznego na terenie Polski i uchronić rodzime zasoby naturalne przed zniszczeniem.
"Jest naszym obowiązkiem mówić o tym głośno"

- Wskazujemy groźne konsekwencje, które już zaczynają dotykać otaczającą nas przyrodę. Jest naszym obowiązkiem mówić o tym głośno - powiedział prezes PAN prof. Jerzy Duszyński. Jest on współautorem komunikatu napisanego wspólnie z innymi naukowcami akademii: prof. Andrzejem Grzywaczem, dyrektorem Instytutu Dendrologii PAN - Andrzejem M. Jagodzińskim, dyrektorem Ogrodu Botanicznego PAN - dr. Pawłem Kojsem, wicedyrektorem Instytutu Środowiska Rolniczego i Leśnego PAN - prof. Krzysztofem Kujawą i wiceprezesem PAN - prof. Romualdem Zabielskim.

Dokument powstał na podstawie wniosków, które naukowcy wyciągnęli na podstawie analiz, które opublikowali w ostatnim czasie na łamach periodyków naukowych, m.in. w "Global Change Biology".

Naukowcy w komunikacie przesłanym PAP zauważają, że najefektywniejszym rozwiązaniem byłoby ograniczenie emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Pomocne mogą być też lasy. Naukowcy zwracają uwagę, że potencjał drzew i lasów w wychwytywaniu dwutlenku węgla z atmosfery jest bowiem duży.

Przypominają, że lesistość Polski wzrasta od zakończenia II wojny światowej - obecnie to prawie 30 proc. powierzchni naszego kraju. Podkreślają jednak, że nie każde odnowienie lasu przyniesie spodziewane rezultaty, bo zmiany klimatu postępujące według wielce prawdopodobnego, ale umiarkowanego scenariusza, bardzo zmienią szatę roślinną w Polsce.

całość tekstu: https://wiadomosci.onet.pl/kraj/zmiany-klimatu-czy-w-przyszlosci-z-polskich-lasow-zniknie-75-proc-drzew/50wtlf6




zwiń tekst

Znaleziono ciała 227 dzieci. Zostały złożone w ofierze rytualnej 800 lat temu?
Wt, 3 wrz 2019 03:34 | komentarze: brak czytany: 916x

Na przybrzeżnej pustyni na północ od Limy, stolicy Peru, archeolodzy okryli szkielety 227 dzieci. Wszystko wskazuje na to, że zostały one zabite i pochowane setki lat temu, stając się ofiarą rytualną w celu złagodzenia zjawiska El Nino. Jest to największe pojedyncze miejsce pochówku dzieci na całym świecie.Według naukowców, 227 ciał nie jest liczbą ostateczną. Jak podał główny archeolog Faren Castillo.......

czytaj dalej

Na przybrzeżnej pustyni na północ od Limy, stolicy Peru, archeolodzy okryli szkielety 227 dzieci. Wszystko wskazuje na to, że zostały one zabite i pochowane setki lat temu, stając się ofiarą rytualną w celu złagodzenia zjawiska El Nino. Jest to największe pojedyncze miejsce pochówku dzieci na całym świecie.

Według naukowców, 227 ciał nie jest liczbą ostateczną. Jak podał główny archeolog Faren Castillo, „gdzie kopiemy, tam znajdujemy kolejne”. Ciała dzieci zostały prawdopodobnie pochowane od 600 do 800 lat temu. Znaleziono je w mieście Huanchaco w Peru, które niegdyś było portem uwielbianym przez przedkolumbijską kulturę Chimu – społeczność/państwo podbite przez Inków w 1475 roku, której lata świetności przypadają na okres między 1200 a 1400 rokiem.


Według Castillo dzieci maszerowały prawdopodobnie jeden obok drugiego i każe z nich zostało dźgnięte w klatkę piersiową ostrym narzędziem. Dzieci miały od 4 do 14 lat, a niektóre ciała wciąż miały ślady skóry i włosów.

Biorąc pod uwagę lokalizację, w której zostały pochowane dzieci i to, że zostały one zabite podczas deszczowej pogody, Castillo twierdzi, że jest prawdopodobne, że zostały one poświęcone w ofierze dla bogów, które według ich wierzeń kontrolowali zjawisko El Nino. Polega ono na utrzymywaniu się ponadprzeciętnie wysokiej temperatury i następuje zahamowanie tzw. upwellingu (zjawisko podnoszenia się oceanicznych wód głębinowych). El Niño ma prawdopodobnie wpływ na całą Ziemię. Na suchych wybrzeżach Ameryki Południowej występują ulewne deszcze. Z kolei w zwykle wilgotnych rejonach Azji południowo-wschodniej i Australii północnej występują susze.

Podobna motywacja stać mogła za masowym zabójstwem 140 dzieci, których szczątki znaleziono w Chimú w Huanchaquito, gdzie w 2018 roku odkryto szczątki 140 dzieci. Miały one od 5 do 14 lat w czasie śmierci. Ich ciała były rozcięte w miejscu, gdzie znajduje się serce, a niektóre z nich były jego pozbawione.



zwiń tekst

Ona będzie żyć - Tekst ukazał się w specjalnym wydaniu 'Gościa Niedzielnego' na pielgrzymkę kobiet do Piekar Śląskich 2019.
Sob, 31 sie 2019 04:39 | komentarze: 2 czytany: 1644x

Łucja, matka pięciorga małych dzieci, umierała. Ordynator szpitala powiedział, że kobieta jest w stanie przedagonalnym. Jej pociechy i mąż, który w trzy dni osiwiał, ruszyli po pomoc do pewnej śląskiej zakonnicy, zmarłej... dwadzieścia lat wcześniej.Tą niezwykłą zakonnicą jest siostra Dulcissima, Ślązaczka w drodze na ołtarze. Urodziła się w Zgodzie, dziś dzielnicy Świętochłowic, jako Helena Hoffmann.......

czytaj dalej

Łucja, matka pięciorga małych dzieci, umierała. Ordynator szpitala powiedział, że kobieta jest w stanie przedagonalnym. Jej pociechy i mąż, który w trzy dni osiwiał, ruszyli po pomoc do pewnej śląskiej zakonnicy, zmarłej... dwadzieścia lat wcześniej.


Tą niezwykłą zakonnicą jest siostra Dulcissima, Ślązaczka w drodze na ołtarze. Urodziła się w Zgodzie, dziś dzielnicy Świętochłowic, jako Helena Hoffmann. Kiedy w 1936 r. umierała w Brzeziu nad Odrą, teraz dzielnicy Raciborza, miała zaledwie 26 lat. Już za ziemskiego życia wymadlała u Boga uzdrowienia, których po ludzku nie dało się wytłumaczyć. Kiedy zmarła, takie zdarzenia przybrały skalę wręcz masową. Setki osób na Śląsku i w innych częściach Polski, w Niemczech, a nawet w dalekiej Afryce twierdzą, że ta śląska dziewczyna w habicie wyprasza im nadzwyczajne łaski. Dzieci Łucji Stawinogi z Raciborza-Brzezia też mają na ten temat coś do powiedzenia...





CZY JUŻ BIJE KONAJĄCY?

Choroba, która spadła na Łucję Stawinogę, była trudna do zdiagnozowania. – Pacjentka ciężko chorowała, ale nie można było wykryć, o co chodzi – wspomina Helena Burek, lekarz. Łucja znajdowała się pod jej opieką w ośrodku zdrowia. Kobieta przez pół roku leżała w szpitalu w Raciborzu. – Przeprowadzano różne badania, przenoszono ją z oddziału zakaźnego na wewnętrzny, z wewnętrznego na chirurgię i tak dalej. A ona, mimo różnych kroplówek i przetoczeń krwi, traciła zdrowie coraz bardziej – opowiada doktor Burek. Łucja, wcześniej uważana za urodziwą, wyglądała bardzo źle. Jej skóra pożółkła, gdyż jedną z dolegliwości była żółtaczka. – Ordynator powiedział mi o Łucji: „Nie widzę już sensu, żeby ją tu trzymać, bo jest w stanie przedagonalnym. Zwolnimy ją do domu, niech zostanie u siebie, w gronie rodziny” – wspomina doktor Burek. Łucja wróciła więc do Brzezia. – Za każdym razem, kiedy przyszłam z pracy, słuchałam, czy już bije dzwon „konający”. Mąż mówił: „Co z ciebie za lekarz, że czekasz, kiedy pacjent umrze, zamiast czekać, kiedy będzie zdrowy”. Ja na to: „Wiesz, to jest niemożliwe, żeby ta kobieta przeżyła” – wspomina Helena Burek. Nieraz gdy pani doktor wstępowała po pracy do kościoła widziała powtarzającą się, przejmującą scenę. Przed ołtarzem klęczeli rzędem ksiądz proboszcz dr Rudolf Adamczyk oraz mąż i małe dzieci Łucji Stawinogi. – Myślałam: „To dobrze, że się modlą”, ale trwałam przy zdaniu, że nie sposób, by ona z tego wyszła – mówi. W rozmowie z księdzem proboszczem Adamczykiem użyła nawet sformułowania, że „można się tylko modlić”, ale zgon tej parafianki jest nieunikniony. – On na to: „Nieprawda, ona będzie zdrowa”. A ja znowu: „Bardzo bym chciała, żeby była zdrowa, ale nie ma takiej opcji” – wspomina.

TATA SIWIEJE

Jednym z dzieci Łucji Stawinogi jest Regina Kampka. Miała 8 lat, kiedy w 1956 r. jej mama zachorowała. Zapamiętała szczegóły tamtej choroby. – Mama była cała żółta i miała wysoką temperaturę. Lekarze zrobili jej operację i stwierdzili, że woreczek jest rozlany i że nie ma ratunku. Otrzymała 15 l krwi, ale wszystko bez skutku – mówi. Dzieci z tatą Konradem, z zawodu górnikiem, a także proboszcz, gorąco prosili siostrę Dulcissimę o wymodlenie u Boga zdrowia Łucji. – Było nas wtedy pięcioro dzieci, najmłodsza siostra miała roczek. Ojciec osiwiał w trzy dni. Siedział w ostatniej ławce kościoła w Brzeziu kompletnie załamany. Podszedł do niego ks. Rudolf Adamczyk i powiedział: „Panie Stawinoga, pana żona będzie żyć! Te modlitwy nie idą na marne!” – wspomina z widocznym wzruszeniem córka Konrada i Łucji. Łucja opowiadała później o dziwnym zdarzeniu, którego doświadczyła pod koniec pobytu w szpitalu. – Kiedy już była w agonii, nagle coś ją złapało, szarpnęło i odsunęło od okna, pod którym leżała. Mama opowiadała później, że poczuła dotyk. To był punkt przełomowy w jej chorobie – opowiada Regina. – Głęboko wierzę, że dotknęła ją Dulcissima, ponieważ my z tatą, ksiądz Adamczyk, nasza niewidoma ciocia i siostry zakonne w klasztorze modliliśmy się za wstawiennictwem zakonnicy. Pamiętam, że ksiądz proboszcz, który pocieszał tatę, miał ogromną wiarę w siłę tej modlitwy – dodaje.

PRZEGAPIŁAM POGRZEB?

Po powrocie Łucji ze szpitala doktor Burek dziwiła się, że dzwon „konający” wciąż milczy. „Przegapiłam pogrzeb?” – zastanawiała się. Z czasem myślała jednak o tym coraz rzadziej. Dzwon było słychać od czasu do czasu, bo umierali inni parafianie. Regina Kampka zapamiętała, że mieszkańcy Brzezia w pierwszej chwili komentowali: „Łucja Stawinoga umrzyła”. Którejś niedzieli doktor Helena Burek wybrała się z mężem na spacer. Szli w stronę pięknego lasu i restauracji Widok na skraju Brzezia. – W pewnym momencie zapytałam: „Co to za ładna młoda kobieta tam siedzi?”.

MEDALION NA POLU

Doktor Helena Burek jest jednym z ostatnich żyjących mieszkańców Brzezia, którzy osobiście znali siostrę Dulcissimę. Dobrze pamięta jej pogrzeb. – Ksiądz proboszcz powiedział, żeby nikt się nie odważył ubrać na czarno. Byłam więc na tym pogrzebie ubrana na biało – wspomina. Zapamiętała też, że Dulcissima była chora i wspierała się na kuli. Ta młoda dziewczyna ze Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej, czyli marianek, ofiarowywała swoje zdrowie Panu Bogu w różnych intencjach. Gdy jeden z chłopców w Brzeziu oślepł i ogłuchł wskutek powikłań po szkarlatynie, powiedziała jego matce, że chciałaby mu oddać własne oczy albo chociaż jedno oko. Sama słabo już widziała. Wkrótce po tej deklaracji zupełnie oślepła, a chłopak niespodziewanie odzyskał wzrok w jednym oku i słuch w jednym uchu. Lekarz twierdził, że to cud. Chłopiec ten – Jan Darowski – został wybitnym tłumaczem. Przekładał na język angielski m.in. wiersze Herberta, Miłosza i Szymborskiej. Dulcissima była prostą Ślązaczką, wesołą i pełną temperamentu. W dzieciństwie na polu między Zgodą a Nowym Bytomiem znalazła... medalion z siostrą Teresą od Dzieciątka Jezus, wtedy jeszcze niekanonizowaną. Zdziwiła się, ponieważ znała już św. Teresę ze swoich snów. Zaczęła z nią w snach rozmawiać i stała się jej duchową uczennicą. Czasem śnili się jej też Jezus i Maryja. Nie chwaliła się tym, ale inne siostry słyszały, jak mówiła przez sen. Fragmenty tych rozmów robiły na świadkach ogromne wrażenie. Siostra Dulcissima wzywała do żarliwej modlitwy – na pierwszym miejscu za księży. To była jej misja. Nie była przy tym naiwna – już wtedy, przed II wojną światową, gorąco prosiła Boga, żeby ochronił oblubienicę, czyli Kościół, przed publicznym zgorszeniem ze strony niektórych duchownych. Nie wahała się prosić o ich ukaranie. „Daj nam kapłanów, o Jezu, którzy rozumieją Boga i swoje obowiązki wobec Niego” – pisała. „Wszystkim kapłanom, którzy jeszcze żyją według świętej Twojej woli, daj bogaty połów aż do końca! Nie odrzucaj również kapłanów, którzy przyjęli ducha światowego, ponieważ mogą być jeszcze uratowani” – modliła się. Wzywała też do modlitwy za grzeszników i za dusze w czyśćcu cierpiące.

***

Tekst ukazał się w specjalnym wydaniu "Gościa Niedzielnego" na pielgrzymkę kobiet do Piekar Śląskich 2019.




zwiń tekst

Czy Leh w Tybecie mógł być starożytną Słowiańską Fortpocztą?
Wt, 27 sie 2019 09:40 | komentarze: 4 czytany: 1866x

Największą bolączką współczesnej nauki o czym pisałem już w moich publikacjach jest to, że wszystkie prawie dziedziny poszczególnych dyscyplin naukowych posiadają ramy stworzone wiele lat temu i przekroczenie tych ram dla młodych zdolnych naukowców czasem wiąże się z końcem ich kariery. Głównymi ograniczeniami są nazwiska twórców ram, ich pochodzenie czy też polityczne podejście do nowych teorii. .......

czytaj dalej

Największą bolączką współczesnej nauki o czym pisałem już w moich publikacjach jest to, że wszystkie prawie dziedziny poszczególnych dyscyplin naukowych posiadają ramy stworzone wiele lat temu i przekroczenie tych ram dla młodych zdolnych naukowców czasem wiąże się z końcem ich kariery. Głównymi ograniczeniami są nazwiska twórców ram, ich pochodzenie czy też polityczne podejście do nowych teorii. Nadto panuje nad tym wszystkim niepodzielnie teza –Jeżeli dowody nie pasują do teorii to tym gorzej dla dowodów.

Tak właśnie jest odkrywana m.in. na nowo powoli historia Słowian, a nadal w Polsce mamy nazwy ulic imieniem zagorzałych niszczycieli naszej kultury i historii jak np. ulice Lelewela i wielu innych. Tak też jest przemilczane to, że mieliśmy dwa chrzty Polski (w obrządku słowiańskim 874 roku i oczywiście rzymskim w 966 roku), nadto przemilczana jest historia Państwa Lechickiego, państwa opartego na demokratycznych wyborach władców. Pomimo niszczenia przez Kościół dokumentów i dowodów w początkowej fazie chrystianizacji.

Dokumenty starożytne zachowały się nie tylko w innych krajach jak np. w Starożytnej Persji jak również kronik rosyjskich, niemieckich , francuskich, hiszpańskich ale i w naszych kronikach, jak kronika arcybiskupa Prokosza z X wieku, czy też Cholewy, Kadłubka a także Bogufała jak również zachowanych starożytnych map. Przemilczane są badania genetyczne. Odkrycie przez genetyków polskiej haplogrupy R1a1a7 męskiego chromosomu Y- DNA, potwierdziło, że żyjemy nieprzerwanie na naszych rdzennych terenach od przeszło 10 700 lat. Mało tego ta właśnie haplogrupa jest obecna do tej pory w 51% populacji w Polsce. Dzięki badaniom genetycznym prześledzono wędrówki Prasłowian na przestrzeni kilku tysięcy lat od Europy do Indii i powrotem.

Badania wykazały, że tę haplogrupę posiada ogromny odsetek ludzi w północnych Indiach, W szczególności posiada go wyższa kasta w tym wielu Braminów. Genotyp oparty o  wspólną haplogrupę R1a, czy później R1a1 dotyczy Ariów, którzy są bezpośrednimi przodkami Słowian, Irańczyków i  Indów. Ale w sumie nie o tym chciałbym pisać, te informacje są ogólnodostępne w Internecie. Jest jednak faktem, że w trakcie wędrówki Ariowie podzielili się na dwie grupy: irańską, która przybyła do dzisiejszego Iranu i indyjską, która powędrowała do Indii. W okresie od XIX do XIV wieku p.n.e. rozprzestrzenili się na terenie doliny Indusu, wypierając z niej inne ludy – prawdopodobnie Drawidów. W późniejszym okresie zasiedlili cały Półwysep Indyjski, dziś są uważani za przodków większości Hindusów.


Indusi przechowali najwierniej starożytną lechicką Wiedzę – czyli Wedy, są więc potomkami wyjątkowymi.
Zresztą jest niezwykłe podobieństwo pomiędzy wieloma słowami starosłowiańskimi a sanskrytem. Możemy więc uważać hinduskie Wedy za wspólne dziedzictwo !  Obszary  gdzie Wedy powstały są również bardzo wypełnione haplogrupą R1a. Dowodzi to wspólnoty genetyki od Łaby po Ganges. 


Przełom wrzesnia i listopada 2017 i 2018 spędzałem w Indiach a w zasadzie w najdalszej północnej części tego subkontynentu  - w Śrinagarze i Leh - Ladakh tj Prowincji Jammu i Kaszmir. Tak jak Śrinagar przyciąga z uwagi na Jezusa czyli Grób Issy tak po przejechaniu górzystą drogą przez Kargill znajdujemy się w Tybecie w Ladakh w pięknie położonym na wysokości ponad 3500 m.n.p.m mieście Leh, gdzie przysłowiowo dech zapiera z powodu nie tylko rozrzedzonego powietrza, ale w szczególności z powodu piękna i surowości tych terenów.


Niegdyś Leh był ważnym miejscem, gdzie krzyżowały się drogi kupców z Kaszmiru, Tybetu, Indii a także Chin.
Początkowo Leh nazywał się Sle albo Gle, ale po przyjeździe morawskich misjonarzy, (którzy jak wytłumaczono woleli niemiecką ortografię?), nazwa została zmieniona na Leh. Ale czy tak było naprawdę, czy przypadkiem misjonarze nie natrafili na jakieś wskazówki. Warto w tym miejscu opisać kim byli morawscy misjonarze. Otóż Geneza Kościoła Braci Morawskich sięga XVII wieku, gdy w Czechach husyci, ewangelicy i anabaptyści będąc prześladowanymi zaczęli emigrować do krajów protestanckich. Potomkowie owych wygnańców osiedlili się na Łużycach Górnych, gdzie założyli w latach 1722-1727 osadę Straż Pańska (Herrnhut). Dała ona początek wspólnocie religijnej utrzymującej doktrynalną więź z polską prowincją Jednoty Braci Czeskich. Opiekę nad nimi sprawował saksoński arystokrata Nikolaus von Zinzendorf, który dał im siedzibę w swoim majątku k. Budziszyna na Łużycach za zgodą biskupa Daniela Ernesta Jabłońskiego, ostatniego biskupa Jednoty Braci Czeskich. Później dołączył do niego Dawid Nitschann, który został w 1735 roku ordynowany na biskupa przez Jabłońskiego.W 1749 roku nowo powstały Kościół przyjął konfesję ewangelicko-augsburską Po powstaniu wspólnoty w Herrnhut, w niedługim czasie bracia morawscy rozpoczęli na szeroką skalę akcję misyjną w: Azji, Afryce i Ameryce Północnej. Obecnie członkowie tej wspólnoty działają głównie w Niemczech, USA, Australii, Holandii, Szwajcarii, Słowacji i Czechach (łącznie ponad 500 tys. osób). Bracia morawscy jako pierwsi z protestantów podjęli w XVIII w. działalność misyjną.


Miasto Leh było kiedyś, moim zdaniem, przedpolem ogromnego terenu zamieszkałego przez wędrujące ludy Lechitów od Europy po Indie. Było strażnicą graniczną z Tybetem i Himalajami. Niedaleko, ale warto o tym wspomnieć, już na terenach obecnego Pakistanu żyje lud Hunzów.  Hunzowie nie tylko z wyglądu przypominają i wyglądają jak Słowianie, ale mają taką sama haplogrupę krwi tj R1A1  jak Polacy. Na pewno Bracia morawscy mieli z nimi kontakt.
Zresztą jest niezwykłe podobieństwo pomiędzy wieloma słowami starosłowiańskimi a sanskrytem. Możemy więc uważać hinduskie Wedy za wspólne dziedzictwo !  Obszary  gdzie Wedy powstały są również bardzo wypełnione haplogrupą R1a. Dowodzi to wspólnoty genetyki od Łaby po Ganges. 


Pytanie brzmi – Dlaczego Bracia morawscy zmienili nazwę tej miejscowości w Tybecie na Leh i czy przypadkiem nie przywrócili najstarszą nazwę tego miejsca ? Moim zdaniem tak. Wiadomo, że byli ludźmi światłymi i wykształconymi. Zresztą jak można przeczytać w wielu materiałach źródłowych - obszarem pracy Morawian było szeroko rozumiane szerzenie oświaty. Tego rodzaju działalność była najsilniej zakorzeniona w tradycji Kościoła Morawskiego. W całej swej historii, na każdym z miejsc osiedleń, Morawianie zajmowali się kształceniem. Od początku swej działalności misyjnej na pograniczu indyjsko-tybetańskim Bracia wprowadzili zwyczaj, że praca oświatowa nie musi być łączona z szerzeniem chrześcijaństwa – czy na przykład : dyskusje Braci z buddyjskimi mnichami,wielokrotnie kończyły się jednakową konkluzją tych ostatnich:"wasza nauka jest dobra, macie swoich wielkich świętych, ale dróg do Prawdy jest wiele.

Dlaczego mamy uznać, że tylko wasza jest słuszna? .Bracia opisywali także przypadki, w których mnisi buddyjscy po poważnych, wieloletnich studiach nad Nowym Testamentem stwierdzali, że Jezus jest wielkim świętym i inkarnacją Padmasambhawy. Tak więc obecna na obszarze misyjnym tradycja wielokulturowości może być postrzegana jako kontekst niesprzyjający ewangelizacyjne pracy Morawian. (za Rafał Beszterda, Lud,t.85,2001). Na pewno jednak Bracia, moim zdaniem, dotarli do jakichś starych podań i dokumentów, chociaż teren ten był zdewastowany przez wojska kaszmirskie a Pałac Potala w tym czasie zniszczony.  Pałac był siedzibą rodziny królewskiej do 1834 roku. Wtedy to został zniszczony w czasie najazdu ludu Dogra, a rodzina królewska przeniosła się do miejscowości Stok, zresztą zamieszkuje tam do tej pory. Morawianie poruszali się po wszystkich okolicznych miejscowościach bez przeszkód, zresztą pierwsze wiele lat poświęcili na naukę języka tybetańskiego, kontakty z miejscową wpływową wyższą kastą i ludem oraz tłumaczenie na miejscowy język Pisma Świętego aby w ten sposób przekonać do nowej wiary. Chcieli się dostać do Lhasy w Tybecie, lecz niestety nie uzyskali zgody władz Tybetu. Przetłumaczyli jednak Biblię na język tybetański w roku 1881 dzięki uzdolnieniom lingwistycznym brata Heinricha Augusta Jäschke.


Nazwa Leh kojarzy nam się z Lechitami czyli z  naszymi przodkami. Wydaje mi się, że wśród Braci misjonarzy musieli być też Polacy, skoro wspólnota ta była związana z polską prowincją Jednoty Braci Czeskich. Bracia przebywali na tych terenach w Tybecie, kiedy nie istniała w Europie państwowość polska, ale historia potęgi polskiej była znana, nauczana i przekazywana z ojca na syna. Musieli przekonać do zmiany nazwy miasta króla mieszkającego w Stok, jego rodzinę, dostojników, tutejszą elitę, mnichów buddyjskich jak również maharadżę Kaszmiru gdyż rejon ten w  roku 1842 przyłączono do dogryjskiego stanu Jammu i Kaszmir, natomiast Bracia morawscy pojawili się tam znacznie później. To nie była prosta sprawa, dlatego moim zdaniem wszystko przemawia za tym że nazwa miasta została przywrócona. Niestety w tutejszym  Muzeum nie natrafiłem na żadne dokumenty z tego okresu, może tak jak dokumenty na temat Issy będące w pobliskim klasztorze w Himis ( o czym pisałem w NŚ nr 5/2018 – Roza Bal : śladami Issy – Jezusa-  w Kaszmirze i Himalajach)  są obecnie skrywane przed poszukiwaczami prawdy w innych bibliotekach klasztorów buddyjskich?


Jeszcze jedna ważna sprawa od pewnego czasu próbuje poruszyć pewien temat, a mianowicie sprawę narodów słowiańskich przed tzw chrystianizacją i dokumentów na ten temat w archiwach watykańskich.
Wiem ze takie dokumenty istnieją, ale jest problem z uzyskaniem zgody na dostęp do nich i ich zbadanie.
Historia Polski od wielu wieków była zakłamywana i zamazywana m.in. przez Kościół, jak i naszych władców posłusznych tak Watykanowi, jak i obcym, a także przez okupantów w dobie rozbiorów.
Dlatego tez, należałoby zacząć działać i nagłaśniać te sprawę, w szczególności w dobie nowych badan genetycznych, historycznych i archeologicznych, poprzez wywarcie nacisku aby zostały udostępnione wszelkie dokumenty i zabytki dotyczące przedchrześcijańskiej Polski czyli Lechii i innych ziem słowiańskich a mieszczące się w archiwach watykańskich. Moim zdaniem prawdopodobnie są zachowane w archiwach watykańskich księgi słowiańskie  (m.in. księgi wed słowiańskich), których wiele zostało zniszczonych i spalonych w okresie od 992 do 1025 roku o czym wspominał Długosz. Powinniśmy upominać się o swoje dziedzictwo dopóki jeszcze stanowimy Naród Polski - Naród Słowiański. 

Autor: Andrzej Kotowiecki

Wadowice, 2019-08-11

/poniżej zdjęcia przysłane przez autora/











[...]

Witam serdecznie, po przeczytaniu artykułu "Czy Leh w Tybecie mógł być starożytną Słowiańską Fortpocztą?" przypomniałem sobie legendę o Lechu, Czechu i Rusie. Zastanawiam się, czy przypadkiem nie były to postacie historyczne wysłane z misją cywilizacji terenów środkowej Europy? Może pochodzili z Indii? Jednego jestem pewien, że przed chrześcijaństwem na tych ziemiach była kultura być może ma wyższym poziomie niż rzymska, czy grecka. Już kiedyś zastanawiałem się dlaczego Imperium Rzymskie nie podbiło naszych ziem. Wystarczy spojrzeć na mapę imperium. Podbijali dookoła, ale nasze ziemie nie. Za to były organizowane wyprawy po bursztyn. Bardzo cenna sprawa w tamtych czasach,więc powód do podbicia by się znalazł. Dlaczego niewiele zostało z tamtych czasów? Dlatego, że dowody na to przez lata usuwano. Swoją drogą budowle drewniane nie są tak trwałe jak kamienne.

Co myślicie o tej teorii? Teorii Lecha, Czecha i Rusa?

Serdecznie pozdrawiam załogę :)

[dane do wiad. FN]



zwiń tekst

Tragedia w Tatrach i dziwny znak śmierci na niebie
Sob, 24 sie 2019 04:02 | komentarze: 1 czytany: 2134x

[...] Witam załogę. Temat dotyczy dzisiejszej tragedii w Tarach (22.08.2019) Zapewne wszyscy słyszeliśmy o ofiarach śmiertelnych i kilkudziesięciu rannych. Bilans nie jest ostateczny jeszcze. Piszę trochę w innym aspekcie tego nieszczęśliwego wydarzenia. Otóż mój kolega jest założycielem stowarzyszenia i strony na Facebooku o nazwie Dolnośląska Pogoda Ostrzeżenia Meteorologiczne (ponad 30 tys.......

czytaj dalej

[...] Witam załogę. Temat dotyczy dzisiejszej tragedii w Tarach (22.08.2019) Zapewne wszyscy słyszeliśmy o ofiarach śmiertelnych i kilkudziesięciu rannych. Bilans nie jest ostateczny jeszcze. Piszę trochę w innym aspekcie tego nieszczęśliwego wydarzenia. 

Otóż mój kolega jest założycielem stowarzyszenia i strony na Facebooku o nazwie Dolnośląska Pogoda Ostrzeżenia Meteorologiczne (ponad 30 tys obserwujących).  Dziś jak zwykle po pracy prowadził transmisję live w innym dla siebie stylu. Chodziło przecież o ofiary śmiertelne spowodowane zjawiskami pogodowymi  :(

Podczas tej transmisji opowiadał o oficjalnych, na tą chwilę informacjach porażenia kilkudziesięciu osób porażonych piorunem i kilku ofiarach śmiertelnych. 

Teraz DO RZECZY. Wklejam link do transmisji live. Wiele osób oglądających zauważyło coś dziwnego na niebie. 

Wstęga żałobna w chmurach... Może to tylko wyobraźnia, ale chciałem się z Wami podzielić tym niezwykłym momentem. 

Link do tansmisji live : https://www.facebook.com/lowcyDS/videos/486602235508976/

Chmura widoczna od ok 2:43

/screen poniżej/


To tylko ciekawostka na którą wiele osób zwróciło uwagę, bo profil obserwuje ponad 30 tys osób, a transmisje live są praktycznie codziennie. 

Pozdrawiam Krystian

[...]




zwiń tekst

Elon Musk chce zrzucić na Marsa bombę jądrową
Pon, 19 sie 2019 08:34 | komentarze: 4 czytany: 1407x

Założyciel Space X, na swoim koncie na Twitterze nawołuje do zbombardowania Marsa bronią jądrową. Zdaniem przedsiębiorcy i wizjonera, miałoby to pomóc w terraformowaniu Czerwonej Planety.Na swoim koncie na Twitterze Elon Musk umieścił krótki, ale wiele znaczący wpis, który można przetłumaczyć jako: „Zbombardować Marsa!”. Oczywiście, jak w innych tego typu sytuacjach, przedsiębiorca nie wyjaśnił dokładnie.......

czytaj dalej

Założyciel Space X, na swoim koncie na Twitterze nawołuje do zbombardowania Marsa bronią jądrową. Zdaniem przedsiębiorcy i wizjonera, miałoby to pomóc w terraformowaniu Czerwonej Planety.




Na swoim koncie na Twitterze Elon Musk umieścił krótki, ale wiele znaczący wpis, który można przetłumaczyć jako: „Zbombardować Marsa!”. Oczywiście, jak w innych tego typu sytuacjach, przedsiębiorca nie wyjaśnił dokładnie, o co chodzi i czemu należałoby zrzucić bombę jądrową na Czerwoną Planetę. Stąd zdziwienie u osób, które nie śledzą wszystkich wypowiedzi wizjonera. Wcześniej jednak wielokrotnie Musk twierdził, że zbombardowanie powierzchni Marsa bronią jądrową może uwolnić zalegające pod nią gazy cieplarniane takie jak dwutlenek węgla i metan. W ten sposób, zdaniem Muska, można stworzyć warunki do życia dla przyszłych astronautów-kolonistów, którzy wybiorą się w podróż na Czerwoną Planetę.




Naukowcy nie są przekonani do pomysłu Elona Muska

Jednak wielu naukowców sceptycznie podchodzi do tego pomysłu. Opierają się na danych, jakie do tej pory zebrały sondy Mars Reconnaissace Orbiter i Mars Odyssey. Wynika z nich, że na czwartej planecie od Słońca jest zbyt mało dwutlenku węgla. Dlatego też terraformowanie Marsa w ogóle nie jest możliwe. Dwutlenek węgla znajduje się w trudno dostępnych miejscach, w czym teoretycznie mogłoby pomóc zbombardowanie Czerwonej Planety. Jednak nawet jeśli miałoby do tego dojść, w marsjańskiej atmosferze gazu byłoby wciąż zbyt mało, żeby wywołać efekt cieplarniany. Tymczasem SpaceX już zaczęło… sprzedawać koszulki z nadrukiem „Zbombardować Marsa” w cenie 25 dolarów za sztukę.


źródło: https://www.chip.pl/2019/08/elon-musk-chce-zrzucic-na-marsa-bombe-jadrowa/



zwiń tekst

Historia sprzed 4,5 miliarda lat: Jowisz prawdopodobnie zderzył się z planetą 10 razy większą od Ziemi.
Nie, 18 sie 2019 07:56 | komentarze: brak czytany: 884x

Naukowcy dzięki danym zebranym przez sondę Juno odkryli jeden z najciekawszych faktów na temat Jowisza. Badając jądro tej planety doszli do wniosku, że zderzyła się w przeszłości z innym obiektem 10-krotnie bardziej masywnym od Ziemi - taka teza pojawia się w najnowszym "Nature".Wystrzelona w sierpniu 2011 roku sonda Juno od kilku lat jest naszym "okiem" na Jowisza. Ten bezzałogowy statek kosmiczny.......

czytaj dalej

Naukowcy dzięki danym zebranym przez sondę Juno odkryli jeden z najciekawszych faktów na temat Jowisza. Badając jądro tej planety doszli do wniosku, że zderzyła się w przeszłości z innym obiektem 10-krotnie bardziej masywnym od Ziemi - taka teza pojawia się w najnowszym "Nature".

Wystrzelona w sierpniu 2011 roku sonda Juno od kilku lat jest naszym "okiem" na Jowisza. Ten bezzałogowy statek kosmiczny w połowie 2016 roku wszedł na niską orbitę największej planety Układu Słonecznego i dostarcza nam najbardziej szczegółowych zdjęć oraz wielu cennych danych na temat tego obiektu.
REKLAMA

Naukowcy z uniwersytetów w Chinach, USA, Japonii i Szwajcarii przeanalizowali teraz dane, które zostały niedawno zebrane przez Juno. Z ich badań opublikowanych w czasopiśmie naukowym "Nature" wynika, że jądro Jowisza nie jest tak gęste, jak sugerowałaby jego masa.

Badania pola grawitacyjnego piątej planety od Słońca wykazały, że jego jądro prawdopodobnie nie jest gęstą, skalistą "kulą". Z analiz wynika, że jest znacznie bardziej rozproszone niż przypuszczano i zbudowane zarówno z ciężkich pierwiastków (np. żelaza), z których zazwyczaj składa się jądro i lekkich (np. helu) występujących w gazowej otoczce planety. Z tego powodu granica między gęstym jądrem, a chmurą gazów budujących Jowisza jest znacznie słabiej widoczna, niż w przypadku innych gazowych olbrzymów.

Naukowcy twierdzą, że taka budowa jowiszowego jądra mogła zostać spowodowana przez duży obiekt z zewnątrz. Przypuszczają, że 4,5 mld lat temu, podczas formowania się planet układu Słonecznego miała miejsce olbrzymia kolizja.

Jowisz miał zderzyć się z inną planetą o masie 10-krotnie większej od Ziemi. Jowisz już wtedy mógł pochwalić się ogromną masą, dlatego obiekt został prawdopodobnie w całości przez niego wchłonięty. Nieistniejąca już dziś planeta była jednak na tyle masywna, że spowodowała znaczne zmiany w jądrze formującego się dopiero młodego Jowisza.

    (...) Gigantyczne kosmiczne zderzenie czołowe między dużym zarodkiem planetarnym, a proto-Jowiszem było wystarczające energiczne, aby zniszczyć jego pierwotny zwarty rdzeń i zmieszać ciężkie pierwiastki z wewnętrzną otoczką
- czytamy na łamach "Nature".




zwiń tekst

UFO W KSZTAŁCIE CYGARA CZY MOŻE... SAMOLOT?
Pt, 16 sie 2019 06:57 | komentarze: 1 czytany: 619x

Z POCZTY DO FN [...] Witam w czerwcu nagrałem popularne ostatnio cygaro nieopodal Warszawy. Nie twierdzę że to obca cywilizacja ale wiem że to nie był samolot jaki mógłbym kiedykolwiek zobaczyć. Czy macie może jakieś dobre programy do obróbki wideo żeby to wyostrzyc. Przesyłam link do filmiku który obrabial ufolog amator oryginał posiadam na telefonie.[...]Tak wygląda ten obiekt:Poniżej film przesłany.......

czytaj dalej

Z POCZTY DO FN [...] Witam w czerwcu nagrałem popularne ostatnio cygaro nieopodal Warszawy. Nie twierdzę że to obca cywilizacja ale wiem że to nie był samolot jaki mógłbym kiedykolwiek zobaczyć. Czy macie może jakieś dobre programy do obróbki wideo żeby to wyostrzyc. Przesyłam link do filmiku który obrabial ufolog amator oryginał posiadam na telefonie.

[...]

Tak wygląda ten obiekt:


Poniżej film przesłany przez czytelnika serwisu (nie posiadamy oryginalnego pliku, aby móc sprawdzić go na naszych programach, film umieścił w sieci autor filmu)



zwiń tekst

STRONA
1 2 3 4 32
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 32

szukaj:  

Najbliższy czat z FN

Tym razem nie będzie jednego 'tematu wiodącego', a kilka. Przedstawimy najnowsze informacje w sprawie kilku wybranych naszych projektów, a także postaramy się odpowiedzieć na wybrane pytania naszych sympatyków. Do usłyszenia 22 września o godz. 21.00!

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych przyznała, że trzy zarejestrowanie na materiałach filmowych spotkania amerykańskich pilotów z zagadkowymi obiektami są autentyczne i pochodzą z należących do armii myśliwców m.in. F/A-18E. Pentagon zobowiązał się, że teraz każdy tego typu incydent będzie indywidualnie analizowany przez specjalny wydział. Eksperci mają prowadzić szczegółowe śledztwa. Jeśli zdarzenia te nie będą związane z bezpieczeństwem narodowym, zostaną podane do wiadomości publicznej...

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wt, 17 wrz 2019 09:18 | Witam, Dnia 13.09 o godz 18:40 wyszedłem na balkon (3 -pietro) obejrzeć na chwile zachód słonca, w pewnej chwili od strony południowej wysoko na niebie zauważyłem bardzo jasną, jak wczesniej myślałem gwiazdę która po chwili przygasła o połowę i zmieniła kolor na czerwony i szybkim ruchem ruszyła w kierunku północnym.Chciałbym dodać że tego wieczoru chmury były bardzo rozrzedzone lecąca kula mocna przeswitywała przez nie. cała obserwacja trwała około 10 sek. Co ciekawe żona dzień wczesniej też...

Dziennik Pokładowy

Środa, 4 września 2019 | Kluczem do uratowania świata jest życie zgodnie z zasadami Kreacji! – niezwykłe przesłanie od obcych cywilizacji do mieszkańców Ziemi.

czytaj dalej

FILM FN

US NAVY OFICJALNIE POTWIERDZA PRAWDZIWOŚĆ TRZECH FILMÓW Z UFO

archiwum filmów

Informacje z Hydepark "N"



25 sierpnia :: Dowód na to, że żyjemy w hologramie? Nauka dochodzi do coraz bardziej zaskakujących wniosków na temat natury naszej rzeczywistości. Czy jest możliwe, że świat to hologram?: viewtopic.php?f=33&t=5532
25 sierpnia :: Paradoks bilardowy - podróże w czasie Dyskusja na temat hipotez dotyczących podróży w czasie od trochę innej strony. Możliwe, czy nie? Oto jest pytanie: viewtopic.php?f=53&t=5626
2 listopada :: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - do czego zaprowadzi nas przyszłość? Dyskusja o kierunku rozwoju świata i możliwych scenariuszach. Sztuczna inteligencja, technologie i wynalazki, które zaważą na naszym gatunku: viewtopic.php?f=28&t=4291

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.