Dziś jest:
Sobota, 25 września 2021

Ludzkość z ogromną prędkością wykorzystuje to, co powstawało na Ziemi przez miliony lat. Przede wszystkim zasoby ropy naftowej i gazu. To zakończy się zagładą planety.
William Ryerson, The Population Institute

FN 24
WIADOMOŚCI OD NASZYCH CZYTELNIKÓW
Wyślij do nas wiadomość - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania newsa do działu "FN 24": nautilus@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




TAJEMNICA INDYJSKIEGO WARIANTU KORONAWIRUSA - ŚWIAT BOI SIĘ DELTY CORAZ BARDZIEJ
Nie, 11 lip 2021 10:09 | komentarze: brak czytany: 1123x

Wariant Delta zagraża Europie. Naukowcy: To najbardziej niebezpieczny wariant koronawirusa.Badania sugerują, że odkryty w Indiach w grudniu 2020 roku wariant Delta (B.1.617.2), może być od 40 do 60 proc. bardziej zaraźliwy, niż wariant Alfa (brytyjski), będący o połowę bardziej zaraźliwy od pierwotnej odmiany koronawirusa, który pojawił się w Chinach pod koniec 2019 roku.Wariant Delta koronawirusa.......

czytaj dalej

Wariant Delta zagraża Europie. Naukowcy: To najbardziej niebezpieczny wariant koronawirusa.



Badania sugerują, że odkryty w Indiach w grudniu 2020 roku wariant Delta (B.1.617.2), może być od 40 do 60 proc. bardziej zaraźliwy, niż wariant Alfa (brytyjski), będący o połowę bardziej zaraźliwy od pierwotnej odmiany koronawirusa, który pojawił się w Chinach pod koniec 2019 roku.

Wariant Delta koronawirusa odpowiada za 90 proc. nowych zakażeń w Izraelu

Według gromadzącej globalne dane o genomie koronawirusa bazy GISAID, wariant Delta obecny jest w 91 krajach świata, natomiast zdaniem Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), rozprzestrzenił się już w ponad 100 państwach. Wariant ten przyczynił się do ogromnej fali zachorowań w ostatnich miesiącach w Indiach. Ponadto składa się na niemal wszystkie nowe przypadki w Wielkiej Brytanii, 90 proc. w Izraelu i ponad połowę nowych infekcji w USA.

Chociaż stanowi na razie mniejszą liczbę nowych przypadków wykrytych na kontynencie europejskim, ilość infekcji wywołanych przez wariant Delta rośnie znacząco w co najmniej kilku krajach. We Francji odpowiada za co najmniej 40 proc. nowych przypadków, we Włoszech za ponad 20 proc. Według danych portugalskiego ministerstwa zdrowia w Lizbonie 70 proc. sekwencjonowanych przypadków przypada na Deltę. W Moskwie to 90 proc., a w całej Rosji 66 proc.

Wariant Delta "jest szybszy, sprawniejszy i skuteczniej dotyka osoby szczególnie narażone, niż poprzednie warianty" - ostrzegał 21 czerwca dr Mike Ryan z WHO. Prawdopodobne jest, że Delta łatwiej niż inne warianty zaraża osoby częściowo zaszczepione, a także może wiązać się z wyższym ryzykiem hospitalizacji.

Liczni eksperci oraz WHO ostrzegają, że Delta wkrótce stanie się dominującą odmianą na świecie i wywoła wybuchy epidemii wśród osób nieszczepionych, obciążając systemy ochrony zdrowia i przyczyniając się do zwiększenia liczby ofiar śmiertelnych.

Wariant Delta to większe ryzyko hospitalizacji

Istnieją ograniczone badania dotyczące tego, czy wariant ten powoduje cięższy przebieg choroby niż inne odmiany. Według brytyjskiej agencji rządowej Public Health England, wczesne dane sugerują, że Delta częściej prowadzi do hospitalizacji niż Alfa, ale może to wynikać z wyższej zaraźliwości, a nie z większej patogenności.

Na podstawie niemal 39 tys. zarejestrowanych przypadków w Anglii wykazano, że ??wariant Delta wiązał się z 2,61 razy wyższym ryzykiem hospitalizacji w ciągu 14 dni od daty pobrania próbki niż wariant Alfa - pisał w czerwcu "Guardian". W ciągu 14 dni ryzyko niezbędnej wizyty na pogotowiu było 1,67 razy wyższe.

Badania przeprowadzone przez rząd Wielkiej Brytanii wykazały, że pełne szczepienie jest skuteczne przeciwko szczepowi Delta, ale może być nieco mniej skuteczne niż przeciwko innym odmianom, szczególnie po jednej dawce.

Jedno z badań wykazało, że dwie dawki szczepionki przeciwko COVID-19 zapewniały 81-proc. ochronę przed wariantem Delta w porównaniu z 87-proc. ochroną przed wariantem Alfa. Z kolei jedna dawka zapewniła 33 proc. ochrony przed objawowym przebiegiem infekcji, wywołanej przez wariant Delta, w porównaniu z 51-proc. ochroną w przypadku infekcji wywołanej przez Alfę. Oznacza to, twierdzi "Financial Times", że pojedyncza dawka jest o 35 proc. mniej skuteczna przeciwko Delcie.

Jak w przypadku każdej znanej odmiany, pełne szczepienie działa przeciwko wariantowi Delta, co najmniej zapobiegając poważnemu przebiegowi choroby. Public Health England podał, że szczepionka Pfizer-BioNTech przeciwko COVID-19 była w 96 proc. skuteczna, a szczepionka AstraZeneca w 92 proc., w zapobieganiu hospitalizacji z powodu wariantu Delta.

Do podobnych wniosków doszedł izraelski resort zdrowia w przypadku preparatu Pfizer-BioNTech, informując o 93-proc. skuteczności zapobiegania hospitalizacji. Jeśli jednak chodzi o zapobieganie łagodniejszemu objawowemu przebiegowi, skuteczność szczepienia w przypadku Delty wynosiło już tylko 64 proc.

Przeciwciała ozdrowieńców nie radzą sobie z wariantem Delta tak dobrze, jak przeciwciała osób zaszczepionych nawet jedną dawką

W badaniu opublikowanym w "Nature" 8 lipca, francuscy naukowcy sprawdzili na niezaszczepionych ozdrowieńcach, jak dobrze przeciwciała wytwarzane przez infekcję działają na Deltę, w porównaniu z tymi powstałymi po zaszczepieniu. Okazuje się, że przeciwciała osób, które przeszły zakażenie koronawirusem, nie radziły sobie z Deltą tak dobrze, jak pojedyncza dawka preparatu Pfizer-BioNTech lub AstraZeneca.



Naukowcy twierdzą, że to, czy skupiska infekcji wariantu Delta, które zalewają Unię Europejską, zamienią się w większe wybuchy epidemii, będzie zależeć od tego, ile osób zostało w pełni zaszczepionych, a także od zachowania ludzi po tym, gdy wiele obostrzeń przeciwepidemicznych zostało zniesionych.

Jedynym sposobem, by zapobiec krążeniu wirusa, jest uodpornienie wystarczającej części populacji, jednak im bardziej zaraźliwy jest wirus, tym większą część populacji trzeba zaszczepić, by go powstrzymać. W przypadku pierwotnej postaci koronawirusa, próg odporności zbiorowej szacowano na 60-70 proc. populacji, ale dla wariantu Delta może on wynosić ok. 90 proc.

Żaden kraj zachodni nie zbliżył się jeszcze do tego progu. W Izraelu zaledwie 61 proc. ludności zaszczepiono dwiema dawkami szczepionki, w Wielkiej Brytanii - 51 proc., w USA - 48 proc., w Polsce - 47,5 proc., we Francji - 44 proc., a w Niemczech - 43 proc.

Tymczasem kiedy w Ameryce Północnej podano 76 dawek szczepionki w przeliczeniu na 100 mieszkańców, a w Europie 74, ten sam wskaźnik wynosi 48 dla Ameryki Południowej, 46 dla Azji i 4 dla Afryki.

Obecnie WHO uznaje za tzw. warianty alarmowe (Variants of Concern, VOC):

wariant brytyjski Alfa (B.1.1.7 z odmianami),
wariant południowoafrykański Beta (B.1.351 z odmianami),
wariant brazylijski Gamma (P1 z odmianami),
wariant indyjski Delta (B.1.617.2 z odmianami).

Kolejne cztery warianty, Eta, Jota, Kappa i Lambda sklasyfikowane są jako tzw. warianty zainteresowania (VOI, Variants of Interest).

(PAP)



zwiń tekst

MOUNT EVEREST: KORONAWIRUS NA DACHU ŚWIATA
Śr, 7 lip 2021 05:55 | komentarze: 3 czytany: 1387x

Alarm na Mount Evereście - himalaiści byli zmuszani do ukrywania zakażenia koronawirusem. 'Jeśli w Nepalu dojdzie do fali mutacją Delta - będzie tragedia' - ostrzegają eksperci.Mount Everest najwyższy szczyt Ziemi (8848 m n.p.m.) ośmiotysięcznik położony w Himalajach Wysokich (Centralnych), na granicy Nepalu i Chińskiej Republiki Ludowej (Tybetu). Przez miejscową ludność był uważany za siedzibę bogów.......

czytaj dalej

Alarm na Mount Evereście - himalaiści byli zmuszani do ukrywania zakażenia koronawirusem. 'Jeśli w Nepalu dojdzie do fali mutacją Delta - będzie tragedia' - ostrzegają eksperci.

Mount Everest najwyższy szczyt Ziemi (8848 m n.p.m.) ośmiotysięcznik położony w Himalajach Wysokich (Centralnych), na granicy Nepalu i Chińskiej Republiki Ludowej (Tybetu). Przez miejscową ludność był uważany za siedzibę bogów. Po raz pierwszy zmierzony przez geodetów brytyjskich w połowie XIX wieku, po raz pierwszy zdobyty 29 maja 1953 roku. Od kilkunastu lat jest niszczony i zaśmiecany przez tzw. komercyjne wyprawy.



Z relacji wspinaczy wynika, że co najmniej pięć osób z koronawirusem stanęło na Mount Evereście, a łącznie zakażonych w bazie pod szczytem było przynajmniej 59 osób. Wspinacze publikują relacje o zakażeniach, ale urzędnicy w Nepalu traktują to jako plotki.

- Byłem na Mount Evereście w 2014 roku podczas lawiny, która pochłonęła 16 istnień. Byłem tam rok później podczas trzęsienia ziemi w Nepalu, kiedy także mieliśmy wiele ofiar w naszym obozie. Miałem tam trudne, naprawdę trudne lata, ale ten rok pod względem fizycznym był zdecydowanie najtrudniejszy - mówi Scott Simper, amerykański wspinacz i operator filmowy, który na co dzień mieszka w Nowej Zelandii.



Kiedy Simper w tym roku po raz kolejny wspiął się na najwyższy szczyt świata, nie wiedział o tym, że ma koronawirusa. Dowiedział się dopiero po pozytywnym wyniku testu w Katmandu, gdzie jego firma ekspedycyjna poddała go kwarantannie.

- Na 12 dni trafiłem do małego, brudnego i zimnego pokoju w hotelu. Przez większość czasu leżałem. Miałem internet, ale nie miałem w ogóle siły, by z niego korzystać. Wstawałem w zasadzie tylko po to, by iść pod prysznic, gdzie oblewałem się wodą, by załagodzić ciężkie bóle całego ciała - opowiada.

Pierwszy przypadek koronawirusa na Mount Evereście

Zanim jednak Simper wrócił do Katmandu, dwa dni przeleżał w swoim namiocie w bazie pod Mount Everestem. Jej położenie (ok. 5300 m n.p.m.) jest szczególnie niepokojące, że wirus może być tam mylony z chorobą wysokogórską, której objawami także są kaszel, utrata apetytu czy duszności. - Te objawy, a szczególnie kaszel, to w wysokich górach coś powszechnego. Ale w tym roku zauważyłem, że kaszle więcej osób niż zwykle - zauważa Simper i dodaje, że też nie był też świadomy choroby, bo zawierzył władzom Nepalu, które długo nie testowały nikogo w bazie, przekonując, że tam koronawirus na pewno nie dotarł.

Niestety dotarł. Pod koniec kwietnia pisał o tym serwis outsideonline.com. Co prawda od razu nie podał nazwiska chorego, ale wiadomo było, że to himalaista, który przygotowywał grupę wspinaczy do ataku szczytowego. Początkowo sądzono, że cierpi na obrzęk płuc, który dość często występuje na dużych wysokościach, ale po przewiezieniu helikopterem do szpitala w Katmandu, okazało się, że jego test na Covid-19 dał pozytywny wynik. I że tym himalaistą jest Jangbu Sherpa, który pod koniec kwietnia - kiedy jeszcze jego ciało walczyło z wirusem - wprowadził na szczyt Mount Everestu m.in. księcia Bahrajnu Mohameda Hamada Mohameda al-Khalifa.

"Jeśli tutaj wybuchnie epidemia, będzie to sytuacja podobna do trzęsienia ziemi"

- Martwimy się, bo jeśli tutaj wybuchnie epidemia, będzie to sytuacja podobna do trzęsienia ziemi - mówiła wówczas dr Sangeeta Poudel, wolontariuszka z Himalayan Rescue Association, organizacji non-profit, która działa na rzecz zmniejszenia liczby zgonów z powodu ostrej choroby wysokogórskiej. A o tym, że wybuch epidemii pod Mount Everestem, może mieć katastrofalne skutki, apelowali także inni wspinacze, m.in. Alan Arnette.

- Siedząc w bazie, twój układ odpornościowy i tak jest osłabiony z powodu wysokości i rozrzedzonego powietrza, gdzie nawet małe skaleczenie na palcu nie zagoi się, dopóki nie wrócisz do środowiska bogatego w tlen - tłumaczył Arnette.

"New York Times" pisze, że Jangbu Sherpa był prawdopodobnie pierwszą osobą z Covid-19, która stanęła na szczycie Mount Everestu. Prawdopodobnie, bo władze Nepalu zakłamują statystyki. Z relacji wspinaczy i firm ekspedycyjnych wynika, że tej wiosny co najmniej pięć osób z koronawirusem stanęło na dachu świata, a łącznie zakażonych w bazie było przynajmniej 59 osób.

- Czy Szerpowie i wspinacze są supermenami? No nie, nie są. Ale ten problem zasługuje na dogłębne badania - mówi Ang Tshering Sherpa, były prezes Nepalskiego Stowarzyszenia Alpinizmu, którego cytuje "New York Times", a także nepalskie gazety, gdzie cały czas utrzymywana jest rządowa narracja. Nepalski departament turystyki, który nadzoruje wyprawy na Mount Everest, odrzuca przekazy wspinaczy i twierdzi, że na szczycie najwyżej góry świata nigdy nie było koronawirusa.

Nepalski rząd bagatelizował sytuację z koronawirusem

- Zdecydowanie nie zgadzam się z tym, jak nepalski rząd bagatelizował sytuację z Covid-19, ale z drugiej strony też go rozumiem, dlaczego otworzył w tym roku góry dla wspinaczy - mówi Simper i tłumaczy, że tamtejsi urzędnicy mieli motywację, by lekceważyć koronawirusa, bo chodziło oczywiście o pieniądze. Nepal żyje głównie z turystyki wysokogórskiej i dlatego po słabym 2020 roku i bardzo dobrym 2019, kiedy trekking i wspinaczka przyniosły mu ponad dwa miliardy dolarów, w obecnym sezonie wydał rekordową liczbę 408 zezwoleń na wyprawę na szczyt Mount Everestu, wymagając na początku od wspinaczy jedynie negatywnego testu na koronawirusa przed wjazdem do Nepalu.




Teraz już sezon został zamknięty. Bo Nepal, czyli jeden z najbiedniejszych krajów świata, cały czas zmaga się z epidemią koronawirusa w silnym wariancie indyjskim i brakiem szczepionek. Niewielu Szerpów czy innych Nepalczyków miało do nich dostęp w trakcie sezonu wspinaczkowego. I nawet teraz, gdy rząd apeluje do bogatych narodów o dawki szczepionki, mniej niż trzy procent populacji zostało w pełni zaszczepionych.

Rząd Nepalu jeszcze w trakcie sezonu czynił pewne starania, by uniknąć na górze infekcji - wprowadził nakaz noszenia maseczek, dystans społeczny, zaczął też na górze robić testy - ale to się na pewno nie udało. Wiele agencji ekspedycyjnych przyznaje, że koronawirus w bazie pod Mount Everestem szerzył się w najlepsze. Że prawdziwa liczba przypadków może być znacznie wyższa niż 59, ponieważ organizatorzy wypraw, lekarze i sami wspinacze byli zmuszani do ukrywania infekcji. Że w rzeczywistości zakażonych mogło być nawet czterokrotnie więcej.

źródło: https://www.sport.pl/inne/7,64998,27290990,wspinacze-z-koronawirusem-na-szczycie-mount-everest-alarm.html#s=BoxOpImg3



zwiń tekst

NIEMIECCY NAUKOWCY: COVID-19 TRWALE ZMIENIA KOMÓRKI KRWI
Nie, 4 lip 2021 03:01 | komentarze: 5 czytany: 1955x

Zakażenie wirusem SARS-CoV-2 zmienia biomechaniczne właściwości czerwonych i białych krwinek, w niektórych przypadkach nawet na kilka miesięcy, co może tłumaczyć tzw. długi ogon COVID-19 - dowiedli naukowcy z Max-Planck-Zentrum für Physik und Medizin w Erlangen (Niemcy).Korzystając z cytometrii odkształcalności w czasie rzeczywistym po raz pierwszy naukowcy wykazali, że COVID-19 znacząco zmienia rozmiar.......

czytaj dalej

Zakażenie wirusem SARS-CoV-2 zmienia biomechaniczne właściwości czerwonych i białych krwinek, w niektórych przypadkach nawet na kilka miesięcy, co może tłumaczyć tzw. długi ogon COVID-19 - dowiedli naukowcy z Max-Planck-Zentrum für Physik und Medizin w Erlangen (Niemcy).

Korzystając z cytometrii odkształcalności w czasie rzeczywistym po raz pierwszy naukowcy wykazali, że COVID-19 znacząco zmienia rozmiar i sztywność czerwonych i białych krwinek, a efekt ten utrzymuje się nawet do kilku miesięcy po zakażeniu. Może to tłumaczyć, dlaczego niektóre osoby dotknięte chorobą skarżą się na jej objawy jeszcze długo po przebyciu infekcji.

Naukowcy o wpływie COVID-19 na komórki krwi: Jest długotrwały

Duszność, zmęczenie i bóle głowy - to najczęstsze z długotrwałych skutków COVID-19. Niektórzy pacjenci cierpią na nie jeszcze po sześciu miesiącach, a nawet dłużej. Jednak co leży u podstaw zjawiska zwanego "długim ogonem COVID-19" - nadal nie wiadomo.

Ponieważ w przebiegu choroby często dochodzi do upośledzenia krążenia krwi, występują niebezpieczne niedrożności naczyń i ograniczony transport tlenu, uważa się, że to te zjawiska mogą odpowiadać za uciążliwe dolegliwości u covidowych ozdrowieńców. A kluczową rolę odgrywają tu najprawdopodobniej komórki krwi i ich właściwości fizyczne.

Aby zbadać ten aspekt, zespół naukowców kierowany przez profesorów Markétę Kubánkovą, Jochena Gucka i Martina Krätera mierzył parametry czerwonych i białych krwinek. - Wykryliśmy wyraźne i długotrwałe zmiany w tych komórkach: zarówno podczas ostrej infekcji, jak i po jej zakończeniu – informuje prof. Guck.




Do analizy komórek krwi naukowcy użyli opracowanej przez siebie metody zwanej cytometrią odkształcalności w czasie rzeczywistym (RT-DC), która została niedawno nagrodzona prestiżową nagrodą Medical Valley Award. W metodzie tej z dużą prędkością przesyła się komórki krwi przez wąski kanał, w skutek czego dochodzi do rozciągania leukocytów i erytrocytów. Specjalna kamera z mikroskopem rejestruje każdą komórkę, a unikalne oprogramowanie określa, jakie typy komórek są obecne w próbce oraz jak są one duże i zdeformowane. W ciągu jednej sekundy metoda pozwala na analizę 1000 komórek krwi. Zdaniem twórców, może być też przydatna jako system wczesnego ostrzegania w wykrywaniu przyszłych pandemii przez nieznane wirusy

Teraz biofizycy z Erlangen zbadali przy jej użyciu ponad cztery miliony komórek krwi pobrane od 17 pacjentów ciężko chorych na Covid-19 oraz od 14 ozdrowieńców i 24 zdrowych osób, które nigdy nie przeszły infekcji SARS-CoV-2.

Odkryli, że wielkość i odkształcalność czerwonych krwinek u osób chorych znacznie odbiegały od tożsamych parametrów u osób zdrowych. Wskazuje to, zdaniem badaczy, że SARS-CoV-2 uszkodził te komórki i może wyjaśniać zwiększone ryzyko niedrożności naczyń oraz powstawania zatorów w płucach. Także zaopatrzenie w tlen, które jest jednym z głównych zadań erytrocytów, może być upośledzone u osób zakażonych.

Eksperyment wykazał również, że limfocyty u pacjentów z Covid-19 były bardziej miękkie, co zazwyczaj wskazuje na silną reakcję immunologiczną. Podobne zjawisko zaobserwowano dla neutrofili - kolejnej grupy białych krwinek zaangażowanych we wrodzoną odpowiedź immunologiczną. Komórki te pozostały drastycznie zmienione nawet siedem miesięcy po przebyciu infekcji.

- Podejrzewamy, że zakażenie zmienia cytoszkielet komórek odpornościowych, który w dużej mierze odpowiada za ich funkcje - wyjaśnia prof. Kubánková. Jej zdaniem cytometria odkształcalności w czasie rzeczywistym może być rutynowo stosowana w diagnostyce COVID-19, a nawet służyć jako system wczesnego ostrzegania przed przyszłymi pandemiami powodowanymi przez nieznane dotąd wirusy.

Źródło: „Biophysical Journal", PAP


ZAPRASZAMY DO UDZIAŁU W NASZEJ NAJNOWSZEJ ECHO-SONDZIE:

CZY W PRZYSZŁOŚCI KORONAWIRUS ZMUTUJE DO WERSJI O TAK WYSOKIEJ ŚMIERTELNOŚCI, ŻE WPŁYNIE TO ZNACZĄCO NA ZMNIEJSZENIE LICZBY LUDZI NA ZIEMI?

https://www.nautilus.org.pl/echosonda,682,czy-w-przyszlosci-koronawirus-zmutuje-do-wersji-o-tak-wysokiej.html



zwiń tekst

SETI O RAPORCIE PENTAGONU - PRACUJEMY NAD TYM OD DAWNA
Wt, 29 cze 2021 08:19 | komentarze: 2 czytany: 1285x

Raport o UFO przygotowany przez amerykański wywiad odbił się w mediach sporym echem. Do dokumentu opisującego 144 zjawiska odnieśli się także naukowcy z projektu SETI, który od lat zajmuje się poszukiwaniami inteligentnego życia poza naszymi planetami.UFO (ang. unidentified flying object), czyli niezidentyfikowane obiekty latające rozpalają wyobraźnie nie tylko naukowców, ale także nasze. Niewyjaśnione.......

czytaj dalej

Raport o UFO przygotowany przez amerykański wywiad odbił się w mediach sporym echem. Do dokumentu opisującego 144 zjawiska odnieśli się także naukowcy z projektu SETI, który od lat zajmuje się poszukiwaniami inteligentnego życia poza naszymi planetami.




UFO (ang. unidentified flying object), czyli niezidentyfikowane obiekty latające rozpalają wyobraźnie nie tylko naukowców, ale także nasze. Niewyjaśnione zjawiska opisujące obiekty poruszające się w powietrzu w niespotykane sposób pojawiają się w mediach z dużą częstotliwością, jednak większa część z nich to zwykłe oszustwa. Niedawno amerykański wywiad opublikował raport dotyczący UFO, z którego wynika, że w ciągu ostatnich 17 lat takich obserwacji zanotowano 144, z czego tylko jedno związane było z naturalnymi zjawiskami.

- Pytanie o to czy jesteśmy sami we wszechświecie, zadajemy sobie od dawna. Prowadzimy także wiele badań, które pomogłyby na nie odpowiedzieć. Jednym z takich projektów jest SETI, czyli Search for Extraterrestrial Intelligence, który zajmuje się poszukiwaniem w kosmosie sygnałów radiowych i świetlnych mogących pochodzić od inteligentnych cywilizacji zamieszkujących inne planety.

Pracujący dla projektu naukowcy odnieśli się do raportu wywiadu USA w oficjalnym komunikacie.

Ponieważ analiza UAP i badania SETI pokrywają się, społeczeństwo i media często mylą się co do stopnia, w jakim są podobne. Mamy nadzieję złagodzić ten brak zrozumienia, wskazując różnice w założeniach, danych i metodologiach weryfikacji zarówno dla UAP, jak i SETI - SETI

Możemy przeczytać w nim, że poszukiwanie pozaziemskiego życia w ramach SETI oraz raport dotyczący UAP (niezidentyfikowanych zjawisk powietrznych) wzajemnie się pokrywają, choć do samego zagadnienia podchodzą w różny sposób. Naukowcy podkreślają także, że dla nie ma znaczenia czy odpowiedź na pytanie dotyczące obcych nam cywilizacji znajdziemy w przestrzeni kosmicznej, czy też w naszej atmosferze.

źródło: https://www.komputerswiat.pl/aktualnosci/nauka-i-technika/naukowcy-z-seti-komentuja-raport-o-ufo-amerykanskiego-rzadu/j50q59r


Amerykanie mają pozaziemskie technologie? Tak uważa były senator

Harry Reid, były senator ze stanu Nevada, uważa, że amerykańska armia jest w posiadaniu pozaziemskich technologii. Jego zdaniem Pentagon próbuje wykorzystać te rozwiązania przy budowie nowoczesnych statków powietrznych.

W połowie kwietnia Pentagon potwierdził autentyczność nagrania, na którym widać niezidentyfikowane obiekty latające. Rzeczniczka Departamentu Obrony Sue Gough przekazała wówczas, że materiały zostały wykonane przez personel marynarki wojennej. Sprawa wzbudziła zainteresowanie opinii publicznej.

25 czerwca w Kongresie przedłożono raport dotyczący niewyjaśnionych zjawisk powietrznych (Unidentified Aerial Phenomenon, w skrócie UAP). W dokumencie przygotowanym przez podlegającą Pentagonowi Grupę Zadaniową ds. Niezidentyfikowanych Zjawisk Powietrznych stwierdzono, że w latach 2004-2021 odnotowano 144 przypadki obserwacji tajemniczych zjawisk, z czego 143 pozostają bez jednoznacznego wyjaśnienia.

Były senator: Pentagon ma pozaziemskie technologie

Zgodnie z przewidywaniami, raport nie potwierdził, że niezidentyfikowane obiekty pochodziły spoza naszej planety. Niektórzy nie mają jednak wątpliwości, że Pentagon od dawna wie o istnieniu pozaziemskich cywilizacji, a nawet dysponuje ich technologią. Tak uważa między innymi Harry Reid, były senator z Partii Demokratycznej, znany ze swojej fascynacji UFO. Jego zdaniem amerykańska armia próbuje wykorzystać te technologie przy budowie swoich maszyn.

Reid niejednokrotnie wygłaszał podobne opinie. "Wielu pilotów bało się dyskutować na temat UFO, które widzieli z obawy, że będą stygmatyzowani. Zawsze jednak uważałem, że ta zmowa milczenia szkodzi bezpieczeństwu narodowemu i hamuje możliwości rozwoju technicznego" – pisał na początku czerwca w felietonie, który ukazał się na łamach The New York Times.

Zdaniem byłego senatora zerwanie z tabu dotyczącym UFO można porównać do przełomu, jaki dokonał się wraz z powstaniem pierwszych samolotów. "To tak, jakbyśmy dziś znów uruchamiali samoloty. Maszyny te nie zostały z początku zrozumiane. Jest tyle do nauczenia się. Technologicznie wszystko dzieje się dziś tak szybko" – twierdzi Reid.




zwiń tekst

Mutacja indyjska. Kolejna fala zakażeń zacznie się w wakacje. W Polsce już pod koniec lipca. Mutacja DELTA pokazuje swoją moc!
Pon, 28 cze 2021 21:40 | komentarze: 10 czytany: 1310x

Czy to oznacza, że jasnowidz Krzysztof Jackowski po raz kolejny miał rację?  Mutacja indyjska jest jak walec rozjeżdżający kolejne kraje. Lekarze: fala zakażeń zacznie się w wakacje. W Polsce już pod koniec lipca. Mutacja DELTA pokazuje swoją moc!Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) alarmuje, że dominacja wariantu indyjskiego w całej Europie jest już nie do uniknięcia.......

czytaj dalej

Czy to oznacza, że jasnowidz Krzysztof Jackowski po raz kolejny miał rację?  Mutacja indyjska jest jak walec rozjeżdżający kolejne kraje. Lekarze: fala zakażeń zacznie się w wakacje. W Polsce już pod koniec lipca. Mutacja DELTA pokazuje swoją moc!


Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) alarmuje, że dominacja wariantu indyjskiego w całej Europie jest już nie do uniknięcia.

- W Polsce kolejna fala zakażeń zacznie się już na przełomie lipca i sierpnia - mówi dr Tomasz Ozorowski, konsultant wojewódzki w dziedzinie mikrobiologii lekarskiej w Wielkopolsce.

Sylwia Sałwacka: Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC), które zajmuje się bezpieczeństwem zdrowotnym w Europie, opublikowało kilka dni temu prognozę dotyczącą zakażeń. Co z niej wynika?

Dr Tomasz Ozorowski, konsultant wojewódzki w dziedzinie mikrobiologii lekarskiej w Wielkopolsce:

- ECDC przewiduje, że rozwój epidemii zacznie się na nowo w okresie wakacyjnym. Przygotowując prognozę, ośrodek wziął pod uwagę trzy czynniki: średnie tempo szczepień w Europie, wysoką zakaźność wariantu indyjskiego delta i poluzowanie obostrzeń.

Dominacja wariantu indyjskiego w całej Europie jest już nie do uniknięcia. Tempo szczepień spowalnia ze względu na coraz mniejszą liczbę chętnych. Ponieważ Polska poluzowała obostrzenia wcześniej, bo na początku czerwca, silny wzrost zakażeń może wystąpić u nas już pod koniec lipca. Ostatnie wakacje były bardzo spokojne, mieliśmy mało zakażeń. To lato - jestem o tym przekonany - będzie zupełnie inne.

Czeka nas znów paraliż systemu ochrony zdrowia, kolejny lockdown?

- Trudno ocenić. Na pewno zmienia się rys pacjenta. Chorować będą ci, którzy są niezaszczepieni lub zaszczepili się jedną dawką. Jedna dawka w wariancie szczepionki dwudawkowej nie zabezpiecza przed deltą. W Wielkiej Brytanii indyjska mutacja odpowiada już za ponad 90 proc. nowych zakażeń. Z czego zdecydowana większość przypadków dotyczy Brytyjczyków poniżej czterdziestki, którzy nie przeszli szczepień.

 Delta odpowiada dziś za 98 proc. wszystkich nowych zakażeń w Wielkiej Brytanii, 96 proc. w Portugalii, ponad 26 proc. nowych przypadków we Włoszech i po kilkanaście proc. w Belgii i Niemczech. Szczepienia przed wakacjami są tak ważne. Przekaz jest prosty: jeśli teraz nie zaszczepimy dzieci, istnieje ryzyko, że szkoły we wrześniu zaczną znów pracować hybrydowo. Niezaszczepione dzieci staną się wkrótce jednym z głównych transmiterów wirusa.  


A co z zaszczepionymi? Czy te wakacje będą dla nas bezpieczne?

- Zdecydowanie bardziej niż dla niezaszczepionych. Ryzyko zakażenia przy pełnym zaszczepieniu jest niewielkie, a nawet jeśli się zakazimy, prawdopodobieństwo, że ciężko przejdziemy covid, jest bliskie zera.

Zaszczepieni chronią niezaszczepionych: stają się bezpieczni dla innych, ograniczają transmisję wirusa. Problem polega na tym, że jest nas wciąż za mało.

Osoby, które celowo się nie szczepią, wpływają na wydłużenie czasu trwania pandemii, stwarzają ryzyko pojawienia się nowych mutacji i tym samym osłabienia działania dostępnych szczepionek. A to oznacza powrót do początków pandemii.
Na niskiej wyszczepialności wszyscy tracą, także zaszczepieni.

Brakuje nam solidaryzmu społecznego, co jest zaskakujące po tak traumatycznych doświadczeniach.
- Jesteśmy potwornie zmęczeni pandemią. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy nie mogli odpocząć w te wakacje. Nie wyobrażam sobie, żeby w to lato moje dzieci nie wyjechały na obóz. Myślę, że większość ludzi podchodzi do tego podobnie.  

Ale to nie zwalnia nas z obowiązku szczepień, a w przypadku wystąpienia objawów zakażenia - badań i izolacji. Tylko takie postępowanie może opóźnić wystąpienie kolejnej fali zakażeń i zmniejszyć jej intensywność. Przecież nie mamy wciąż leku na covid.

źródło: gazeta.pl


Mutacja Delta. Jakie są objawy indyjskiego wariantu COVID-19?

Wariant Delta dominuje w Wielkiej Brytanii, odpowiadając za wzrost liczby zakażeń i trzecią falę epidemii. W Izraelu także rośnie liczba zakażonych tą mutacją, a władze zdecydowały się na powrót do obowiązku noszenia maseczek. Wariant Delta jest o 60 proc. bardziej zakaźny, a lekarze zwracają, że objawy choroby są inne niż we wcześniejszych wersjach wirusa. Jakie?


    Według szacunków, wariant Delta odpowiada za ponad 96 proc, zakażeń w Wielkiej Brytanii. Dwie trzecie zakażonych mutacją to osoby niezaszczepione
    Wariant Delta spowodował też powrót do obostrzeń w Izraelu. Ok. 30 proc. nowych zakażeń to osoby, które nie przyjęły szczepionki
    Oficjalna liczba przypadków zakażenia wariantem Delta w Polsce wynosi ok. 100
    Nowy wariant koronawirusa daje nieco inne objawy niż koronawirus z Wuhan. Lekarze zwracają uwagę, że łatwo pomylić je z przeziębieniem i początkowo zbagatelizować objawy

Podstawowe objawy indyjskiego wariantu nie różnią się od tych, które dotyczą także pozostałych mutacji. To przede wszystkim:

    wysoka gorączka
    uporczywy kaszel
    utrata lub zmiana węchu i smaku

Wariant z Indii wywoływać może także nieco inne symptomy COVID-19, na co zwraca uwagę epidemiolog prof. Tim Spector z Wielkiej Brytanii. Jego zdaniem najczęściej obserwowane są ból głowy, ból gardła i kaszel. Zakażenie wariantem indyjskim przypomina bardziej przeziębienie niż COVID-19. Zdaniem epidemiologa wirus zmienia się, a kaszel czy utrata węchu lub smaku obserwowane są znacznie rzadziej.

Typowe objawy wariantu indyjskiego (mutacji Delta) to:

    ból gardła
    ból głowy
    katar
    wysypka
    rozstrój żołądka
    suchość w ustach
    mdłości
    biegunka
    wymioty
    zaczerwienione oczy

Te mniej oczywiste objawy mogą pojawić się na wczesnym etapie infekcji i utrzymywać się nawet przez dwa tygodnie. Z kolei gorączka, charakterystyczna dla innych wariantów COVID-19, w przypadku mutacji indyjskiej może nie wystąpić wcale lub pojawić się dopiero kilka dni po wystąpieniu takich objawów, jak ból gardła czy dolegliwości żołądkowe. W związku z tym zakażeni często nie zdają sobie sprawy, że są nosicielami wirusa i zarażają kolejne osoby.

Według doniesień naukowców, wariant Delta jest o 60 proc. bardziej zakażny niż wariant Alfa. Może powodować cięższy przebieg choroby, a skuteczność szczepionek wobec tej mutacji jest nieco niższa.




zwiń tekst

Naukowcy wyznaczyli 29 możliwych do zamieszkania planet, z których widoczna jest Ziemia
Sob, 26 cze 2021 08:32 | komentarze: 1 czytany: 1126x

Badacze kosmosu nie ustają w poszukiwaniach i stawianiu hipotez dotyczących możliwości istnienia cywilizacji pozaziemskiej. Ostatnio jednak odwrócili pytanie: a co jeśli one istnieją i – podobnie jak my – mogą tylko odbierać sygnały z dalekiej Ziemi? Tak powstała lista 29 planet, które mogłyby mieć mieszkańców świadomych naszego istnienia w kosmosie.Ziemianie dysponują katalogiem 1715 systemów gwiazd.......

czytaj dalej

Badacze kosmosu nie ustają w poszukiwaniach i stawianiu hipotez dotyczących możliwości istnienia cywilizacji pozaziemskiej. Ostatnio jednak odwrócili pytanie: a co jeśli one istnieją i – podobnie jak my – mogą tylko odbierać sygnały z dalekiej Ziemi? Tak powstała lista 29 planet, które mogłyby mieć mieszkańców świadomych naszego istnienia w kosmosie.

Ziemianie dysponują katalogiem 1715 systemów gwiazd w naszym otoczeniu, skąd ewentualna cywilizacja pozaziemska mogłaby zaobserwować istnienie naszej planety w ciągu ostatnich pięciu tysięcy lat. Obserwacja taka jest możliwa – przynajmniej według ziemskich naukowców – wtedy, kiedy planeta pojawia się na tle tarczy gwiazdy.

46 planet do zamieszkania

Z tej listy 46 systemów gwiezdnych jest dostatecznie blisko, by ich planety mogły przechwycić czytelny znak, że nasza Ziemia jest zamieszkała. Mogą to być sygnały radiowe albo telewizyjne, wysłane w ciągu ostatnich stu lat.

Badaczki szacują, że 29 planet w tych 46 układach jest potencjalnie zamieszkałych, co oznacza, że ich budowa i klimat nie wykluczają istnienia na nich życia. Jeżeli któraś z tych planet jest zamieszkała przez inteligentną cywilizację, jej mieszkańcy mogliby przechwycić jakieś sygnały płynące z Ziemi i być może nawet wywnioskować, że na naszej planecie istnieją inteligentne formy życia.

Zostały one "wyłowione" z prowadzonego przez Europejską Agencję Kosmiczną katalogu Gaia, który śledzi pozycję i ruch gwiazd. Znalazły się tam 2034 gwiazdy w zasięgu 100 parseków, czyli 326 lat świetlnych, które mogłyby dostrzec Ziemię w czasie między 5 tys. lat a 5 tys. lat od teraz.





UFO odbierają sygnały z Ziemi?

Jest wśród nich np. Ross 128, czerwony karzeł w konstelacji Panny, odległy o 11 lat świetlnych, który jest dwa razy większy od Ziemi. Nasza planeta była stamtąd widoczna przez 2 tys. lat, ale ten kontakt urwał się 900 lat temu. Za to ewentualni mieszkańcy jednej z dwóch planet orbitujących wokół Gwiazdy Teegardena 12,5 roku świetlnego od Ziemi, będą mogli przechwycić sygnał naszych telewizji za 29 lat.
 
"Pytanie, czy przekazy z Ziemi zachęciłyby zaawansowaną cywilizację, by nawiązać z nami kontakt, pozostaje nierozstrzygnięte" – zauważa "The Guardian". Jednak nasze planety mogłyby wymieniać się informacjami tylko w krótkich "okienkach".

Autorkami nowych badań, które zostały właśnie opublikowane w "Nature", są Lista Kaltenegger, dyrektorka Instytutu Carla Sagana na Uniwersytecie Cornell w Nowym Jorku oraz astrofizyczka z Amerykańskiego Muzeum Historii Naturalnej Jackie Faherty.

Naukowcy podkreślają, że metoda tranzytowa to tylko jedna z metod wykrywania nowych planet. W tym roku ma zostać uruchomiony choćby kosmiczny teleskop Jamesa Webba, który będzie wyszukiwał życia na planetach pozasłonecznych analizując skład ich atmosfery.




zwiń tekst

JAPONIA: W FUKUSHIMIE POWSTAJE OŚRODEK MONITOROWANIA UFO
Śr, 23 cze 2021 11:55 | komentarze: brak czytany: 933x

W mieście Iino w prefekturze Fukushima, które znane jest powszechnie jako japońskie miasto regularnie odwiedzane przez UFO, zostanie otwarty nowy ośrodek badawczy – podaje dziennik „The Japan Times”.Ośrodek będzie znajdował się w już istniejącym w tym mieście od 1992 roku centrum poświęconym niezidentyfikowanym obiektom latającym. Jego zadaniem będzie zbieranie dowodów i analiza danych z Japonii i.......

czytaj dalej

W mieście Iino w prefekturze Fukushima, które znane jest powszechnie jako japońskie miasto regularnie odwiedzane przez UFO, zostanie otwarty nowy ośrodek badawczy – podaje dziennik „The Japan Times”.



Ośrodek będzie znajdował się w już istniejącym w tym mieście od 1992 roku centrum poświęconym niezidentyfikowanym obiektom latającym. Jego zadaniem będzie zbieranie dowodów i analiza danych z Japonii i ze świata.

Dyrektorem ośrodka ma zostać Takeharu Mikami, redaktor naczelny miesięcznika Mu zajmującego się trudnymi do wyjaśniania zjawiskami.

Miasteczko, w którym otwarty zostanie ośrodek powszechnie znane jest jako japońskie miasto UFO, gdzie rzekomo rejestrowano tajemnicze zjawiska już od lat siedemdziesiątych XX wieku.

Miasteczko wierzy, że ośrodek stanie się nowa popularną atrakcją turystyczną. Projekt finansowany jest z budżetu prefektury Fukushima.

Źródło: PAP

/poniżej zdjęcie UFO wykonane w pobliżu elektrowni Fukushima w Japonii/



zwiń tekst

DWAJ NAUKOWCY Z USA: PRZYTŁACZAJĄCE DOWODY, ŻE KORONAWIRUS WYCIEKŁ Z CHIŃSKIEGO LABOLATORIUM
Sob, 19 cze 2021 05:18 | komentarze: brak czytany: 1760x

Dwaj amerykańscy naukowcy twierdzą, że szansa na to, że koronawirus pojawił się naturalnie u zwierząt na tzw. mokrym targu w chińskim mieście Wuhan, jest "jedna na milion". Istnieją "przytłaczające dowody" na to, że patogen został stworzony w laboratorium w Wuhanie - twierdzą eksperci.Dwaj amerykańscy naukowcy twierdzą, że szansa na to, że koronawirus pojawił się naturalnie u zwierząt na tzw. mokrym.......

czytaj dalej

Dwaj amerykańscy naukowcy twierdzą, że szansa na to, że koronawirus pojawił się naturalnie u zwierząt na tzw. mokrym targu w chińskim mieście Wuhan, jest "jedna na milion". Istnieją "przytłaczające dowody" na to, że patogen został stworzony w laboratorium w Wuhanie - twierdzą eksperci.




Dwaj amerykańscy naukowcy twierdzą, że szansa na to, że koronawirus pojawił się naturalnie u zwierząt na tzw. mokrym targu w chińskim mieście Wuhan, jest "jedna na milion". Istnieją "przytłaczające dowody" na to, że patogen został stworzony w laboratorium w Wuhanie - twierdzą eksperci.





Steven Quay i Richard Muller, którzy w czerwcu na łamach dziennika "The Wall Street Journal" przedstawili naukowe uzasadnienie teorii wycieku koronawirusa z laboratorium, powiedzieli na wideokonferencji, że światu grozi biologiczna wojna światowa, jeśli tzw. badania GoF [badania medyczne, które zmieniają organizm lub chorobę w sposób, który zwiększa patogenezę, przenośność lub zasięg, czyli w tym przypadku zakaźność i zjadliwość wirusa - PAP] nie zostaną natychmiast wstrzymane - podaje australijski portal News.com.

Dwaj amerykańscy naukowcy twierdzą, że szansa na to, że koronawirus pojawił się naturalnie u zwierząt na tzw. mokrym targu w chińskim mieście Wuhan, jest "jedna na milion". Istnieją "przytłaczające dowody" na to, że patogen został stworzony w laboratorium w Wuhanie - twierdzą eksperci.

Steven Quay i Richard Muller, którzy w czerwcu na łamach dziennika "The Wall Street Journal" przedstawili naukowe uzasadnienie teorii wycieku koronawirusa z laboratorium, powiedzieli na wideokonferencji, że światu grozi biologiczna wojna światowa, jeśli tzw. badania GoF [badania medyczne, które zmieniają organizm lub chorobę w sposób, który zwiększa patogenezę, przenośność lub zasięg, czyli w tym przypadku zakaźność i zjadliwość wirusa - PAP] nie zostaną natychmiast wstrzymane - podaje australijski portal News.com.

Dr Quay, dyrektor naczelny firmy farmaceutycznej Atossa Therapeutics z siedzibą w Seattle, powiedział waszyngtońskiemu Instytutowi Hudsona, że postępy w badaniach nad wirusami i szczepionkami stworzyły sytuację, że "można mieć broń biologiczną rano i szczepionkę po południu".

W swojej prezentacji Quay powiedział, że kluczowym dowodem wskazującym na "wyciek z laboratorium" jest fakt, że kiedy wirus pojawił się po raz pierwszy, był już niezwykle zakaźny, w przeciwieństwie do innych wirusów, które - jak można zaobserwować - ewoluują w miarę rozprzestrzeniania się w populacji, aż do momentu, gdy dominuje najbardziej zakaźna forma. "Covid-19 nie tlił się w społeczności przed rozpoczęciem pandemii, jak to obserwowano w przypadku poprzednich epidemii koronawirusów" - zaznaczył naukowiec.

Na podstawie porównania z epidemiami SARS-CoV-1 i MERS Quay powiedział, że "prawdopodobieństwo, iż nabyta przez społeczność choroba odzwierzęca" przyniosłaby takie rezultaty, jakie zaobserwowano na wczesnym etapie rozprzestrzeniania się SARS-CoV-2, było jak jeden do miliona".

Profesor Muller, astrofizyk z Uniwersytetu Kalifornijskiego, powiedział, że istniały obawy, iż naukowcy znajdą się "na czarnej liście i będą określani jako wrogowie Chin", jeśli będą podtrzymywali teorię o "wycieku z laboratorium". "To oznaczało, że Chiny sprawowały kontrolę nad wolnością słowa w USA. Amerykańscy naukowcy nie chcieli nawet dyskutować na ten temat z obawy przed tym, co zrobią Chiny" - powiedział.

PAP





zwiń tekst

25 CZERWCA 2021 OBOK ZIEMI PRZELECI ASTEROIDA
Pt, 18 cze 2021 15:53 | komentarze: brak czytany: 1099x

25 czerwca potencjalnie niebezpieczna asteroida zbliży się do Ziemi. 2010 NY65 ma 187 m długości i przemierza Układ Słoneczny z prędkością ponad 48 000 km/h. Eksperci oceniają, czy istnieje ryzyko zderzenia obiektu z Ziemią.Asteroida 2010 NY65 nie należy do największych, ale mimo to określana jest mianem "potencjalnie niebezpiecznej". W najbliższych tygodniach zbliży się do Ziemi, jednak możemy spać.......

czytaj dalej

25 czerwca potencjalnie niebezpieczna asteroida zbliży się do Ziemi. 2010 NY65 ma 187 m długości i przemierza Układ Słoneczny z prędkością ponad 48 000 km/h. Eksperci oceniają, czy istnieje ryzyko zderzenia obiektu z Ziemią.




Asteroida 2010 NY65 nie należy do największych, ale mimo to określana jest mianem "potencjalnie niebezpiecznej". W najbliższych tygodniach zbliży się do Ziemi, jednak możemy spać spokojnie. Obiekt przeleci w odległości ponad 15 razy większej niż tak, która dzieli Księżyc od Ziemi.

NASA podkreśla, że z wszystkich analiz wynika, że asteroida nie stanowi realnego zagrożenia. Mimo to wszystkie obiekty z grupy NEO (bliskich Ziemi) należy uważać za potencjalnie niebezpieczne. Tego typu obiekty są katalogowane przez NASA oraz inne agencje kosmiczne. Asteroidy mające ponad 1 km średnicy są również na bieżąco monitorowane.

Obiekty potencjalnie niebezpieczne mogą w przyszłości uderzyć w Ziemię. Wpływ na zmianę trajektorii lotu asteroidy może mieć grawitacja dużych ciał niebieskich, zagęszczenie pyłu międzyplanetarnego czy efekty niegrawitacyjne, jak choćby efekt Jarkowskiego.

Tak czy inaczej, 25 czerwca, gdy 2010 NY65 zbliży się do Ziemi, nic nam nie zagraża.  

źródło: https://www.o2.pl/technologia/asteroida-zbliza-sie-do-ziemi-eksperci-oceniaja-zagrozenie-6651197365799840a




zwiń tekst

AUSTRALIA: PO POWODZIACH PRAWDZIWA INWAZJA PAJĄKÓW
Czw, 17 cze 2021 05:02 | komentarze: brak czytany: 1403x

Region Gippsland w australijskim stanie Wiktoria pokryły gęste, pajęcze sieci. Na opublikowanych przez mieszkańców nagraniach wygląda to tak, jakby łąki były otulone białym tiulem. Wszystko przez powodzie, które w zeszłym tygodniu nawiedziły Wiktorię.Ulewne deszcze, a w konsekwencji powodzie zmusiły w zeszłym tygodniu tysiące Australijczyków do ewakuacji. Wiele osób wciąż pozostaje bez prądu, a władze.......

czytaj dalej

Region Gippsland w australijskim stanie Wiktoria pokryły gęste, pajęcze sieci. Na opublikowanych przez mieszkańców nagraniach wygląda to tak, jakby łąki były otulone białym tiulem. Wszystko przez powodzie, które w zeszłym tygodniu nawiedziły Wiktorię.





Ulewne deszcze, a w konsekwencji powodzie zmusiły w zeszłym tygodniu tysiące Australijczyków do ewakuacji. Wiele osób wciąż pozostaje bez prądu, a władze pracują nad naprawą transformatorów i oczyszczaniem dróg. Z podmokłych terenów ewakuują się również pająki.

Z powodu ulewnych deszczy i podmokłego gruntu pająki musiały przenieść się nieco wyżej, aby uchronić się przed wodą. Działa to tak, jak nasze babie lato - pająki utkały nici, na których niesione przez wiatr dotarły na bezpieczne, wyżej położone tereny. Stąd pajęczyny, które pokryły trawy, łąki i pobocza. To powszechne zjawisko występujące po powodziach.

- Kiedy mamy tego typu ulewne deszcze i powodzie, zwierzęta, które spędzają życie na ziemi, nie mogą już tam mieszkać i robią dokładnie to, co my staramy się robić - przenoszą się wyżej - tłumaczył CNN profesor Dieter Hochuli, ekolog z Uniwersytetu w Sydney.

Podobne zjawisko zaobserwowano już w Gippsland w 2013 roku. Po ulewnych deszczach region podobnie jak teraz pokryła gęsta pajęczyna.

Portal independent.co.uk przypomina, że migracje pająków można było zobaczyć również w australijskim stanie Nowa Południowa Walia w marcu tego roku. Mieszkańcy udostępniali zdjęcia i filmy przedstawiające skupiska pająków próbujących uciekać przed powodzią. Szukały schronienia między innymi w domach po tym, jak Nowa Południowa Walia została dotknięta najgorszą powodzią od 50 lat.


- Kiedy mamy tego typu ulewne deszcze i powodzie, zwierzęta, które spędzają życie na ziemi, nie mogą już tam mieszkać i robią dokładnie to, co my staramy się robić - przenoszą się wyżej - tłumaczył CNN profesor Dieter Hochuli, ekolog z Uniwersytetu w Sydney.

Podobne zjawisko zaobserwowano już w Gippsland w 2013 roku. Po ulewnych deszczach region podobnie jak teraz pokryła gęsta pajęczyna.

Portal independent.co.uk przypomina, że migracje pająków można było zobaczyć również w australijskim stanie Nowa Południowa Walia w marcu tego roku. Mieszkańcy udostępniali zdjęcia i filmy przedstawiające skupiska pająków próbujących uciekać przed powodzią. Szukały schronienia między innymi w domach po tym, jak Nowa Południowa Walia została dotknięta najgorszą powodzią od 50 lat.



źródło: independent.co.uk, gazeta.pl



zwiń tekst

ZDJĘCIE Z 'SEKCJI ZWŁOK OBCEGO' NA AUKCJI INTERNETOWEJ W USA
Wt, 15 cze 2021 07:00 | komentarze: 2 czytany: 1660x

Sekcja zwłok "Obcego" z 1947 roku. Zdjęcie jest warte fortunęPojedyncza klatka 16-milimetrowego filmu pokazującego rzekomą sekcję zwłok obcej istoty trafiła na aukcję internetową w USA. To jeden kadr z nagrania, które miało by być wykonane w 1947 roku w Roswell po katastrofie latającego spodka.Pojedyncza klatka z tego nagrania została właśnie wystawiona na aukcji NFT, a osoba, która zaoferuje najwyższą.......

czytaj dalej

Sekcja zwłok "Obcego" z 1947 roku. Zdjęcie jest warte fortunę

Pojedyncza klatka 16-milimetrowego filmu pokazującego rzekomą sekcję zwłok obcej istoty trafiła na aukcję internetową w USA. To jeden kadr z nagrania, które miało by być wykonane w 1947 roku w Roswell po katastrofie latającego spodka.





Pojedyncza klatka z tego nagrania została właśnie wystawiona na aukcji NFT, a osoba, która zaoferuje najwyższą cenę, otrzyma unikalny kod potwierdzający autentyczność zdjęcia. Zgodnie z opisem aukcji, jej zwycięzca otrzyma również fizyczny film.

Na nagraniu, które trafiło na aukcję, można zobaczyć martwego humanoida leżącego na stole. Ma zaokrąglony tułów i brzuch, bulwiaste, ciemne oczy i bezwłosą głowę, która jest znacznie większa niż przeciętna ludzka czaszka. Postacie w białych kombinezonach przeprowadzają "sekcję zwłok".

Skąd się wzięło to nagranie? Pogłoski o UFO w Roswell zaczęły krążyć w 1947 roku, po tym, jak w mediach publicznych pojawiły się doniesienia o "niezidentyfikowanym obiekcie latającym". Nagranie z "autopsji kosmity" zostało po raz pierwszy wyemitowane w 1995 roku przez telewizję Fox, która starała się obalić mity i ujawnić fakty dotyczące tego zdarzenia.

Właścicielem nagrania był Brytyjczyk Ray Santilli, który twierdził, że kupił je w 1992 roku od emerytowanego amerykańskiego kamerzysty wojskowego. Chociaż Santilli twierdził, że film jest prawdziwy, sceptycy nie zgodzili się z tym.

W 2006 roku ekspert od efektów specjalnych John Humphreys twierdził, że to on stworzył "kosmitę" na potrzeby nagrania. W kolejnych latach więcej osób przyznawało się do udziału w mistyfikacji, chociaż ich udział nie został nigdy oficjalnie potwierdzony.

źródło: https://www.o2.pl/technologia/zdjecie-z-autopsji-kosmity-trafilo-na-akcje-cena-moze-szokowac-6650499570969472a



I jeszcze jedna ciekawostka z naszej "poczty do FN". Materiał przedstawiliśmy w naszej KAJUCIE ZAŁOGI, ale warto go także zaprezentować w okienku FN24. Informacja przyszła na pokład okrętu Nautilus 15 czerwca 2021.


Na pastwisku nagle padły dorosłe konie. Policja przeprowadzi śledztwo w sprawie zagadkowego zgonu zwierząt

W środę, 9 czerwca 2021 w miejscowości Tury (woj. Wielkopolskie), w trakcie pobytu na pastwisku, z nieznanej przyczyny padło stado dorosłych koni. Powód nagłej śmierci zwierząt wyjaśni śledztwo policji. W badania włączą się również naukowcy z Wydziału Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu Przyrodniczego z Wrocławia.


Zagadkowa śmierć koni w Wielkopolsce

Zagadkową śmiercią 15 koni w Wielkopolsce zajmą się policja i naukowcy z Wydziału Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu Przyrodniczego z Wrocławia.

Zagadkowa śmierć koni w Wielkopolsce. 15 zwierząt padło z niewiadomej przyczyny

Konie, które przebywały na pastwisku, padły w nieznanych okolicznościach. Stado miało dostęp do wody i jak twierdzi Radosław Namyślak, powiatowy inspektor weterynarii, to właśnie woda mogła być przyczyną śmierci zwierząt - podaje "Głos Wielkopolski".

"Po dojeździe zabezpieczono miejsce zdarzenia i przeprowadzono rozpoznanie, w wyniku którego ustalono, że na pastwisku leży 15 sztuk dorosłych koni, większa część z nich była martwa a pozostała część była w stanie agonalnym. Na miejscu, jeszcze przed przybyciem straży, swoje działania prowadziła już służba weterynarii. Działania straży polegały na pomocy lekarzowi oraz przetransportowywaniu koni w miejsca zacienione" - pisze na Facebooku OSP w Trzęśniewie.

https://www.facebook.com/OSPTrzesniew/posts/3805006522961969



- Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, większość zwierząt była już martwa, a pozostała część znajdowała się w stanie agonii. Widok był straszny, nie umieliśmy już tym zwierzętom pomóc - opowiadali strażacy cytowani przez "Gazetę Wyborczą".

Zagadkową śmiercią 15 koni w Wielkopolsce zajmą się policja i naukowcy z Wydziału Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu Przyrodniczego z Wrocławia.

Konie, które przebywały na pastwisku, padły w nieznanych okolicznościach. Stado miało dostęp do wody i jak twierdzi Radosław Namyślak, powiatowy inspektor weterynarii, to właśnie woda mogła być przyczyną śmierci zwierząt - podaje "Głos Wielkopolski".

"Po dojeździe zabezpieczono miejsce zdarzenia i przeprowadzono rozpoznanie, w wyniku którego ustalono, że na pastwisku leży 15 sztuk dorosłych koni, większa część z nich była martwa a pozostała część była w stanie agonalnym. Na miejscu, jeszcze przed przybyciem straży, swoje działania prowadziła już służba weterynarii. Działania straży polegały na pomocy lekarzowi oraz przetransportowywaniu koni w miejsca zacienione" - pisze na Facebooku OSP w Trzęśniewie.

- Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, większość zwierząt była już martwa, a pozostała część znajdowała się w stanie agonii. Widok był straszny, nie umieliśmy już tym zwierzętom pomóc - opowiadali strażacy cytowani przez "Gazetę Wyborczą".

Z całego stada udało się uratować życie tylko jednemu koniowi. Obecnie zwierzę jest w trakcie leczenia. Bezpieczne są też klacz i źrebak, które były w odgrodzonej części pastwiska - podaje Onet.pl.

Zdaniem Radosława Namyślaka, zwierzęta nie mogły zostać porażone prądem z elektrycznego pastucha. Najprawdopodobniej przyczyną tylu zgonów jest zatruta woda. Przez pastwisko przebiega rów melioracyjny. Być może stojąca w nim woda była skażona - mówi portalowi Radosław Namyślak.

Sprawę będą badać śledczy z Komendy Powiatowej Policji w Kole. Wyniki ich badań wykażą, czy to wskutek zatrutej wody padło tyle koni.

W działaniach w Turach brały udział: policja, GBA JRG Koło, GBA OSP Trzęśniew KSRG, Służba weterynarii VET - Lecznica Brudzew, Przedstawiciele Gminy Kościelec.

ŹRÓDŁO: https://tiny.pl/r3vcp



zwiń tekst

NAUKOWCY: TEN WIRUS NIE TYLKO ZOSTANIE Z NAMI NA ZAWSZE, ALE DOPIERO SUPER-MUTACJE WSTRZĄSNĄ ZIEMIĄ
Czw, 10 cze 2021 18:25 | komentarze: 8 czytany: 2631x

Koronawirus potrafi mutować w stopniu zupełnie nieznanym nauce – kolejne wersje są groźniejsze od poprzednich, bardziej zaraźliwe i zabójcze. „Wkrótce nowe odmiany koronawirusa mogą sprawić, że powrócimy do punktu wyjścia z 2019 roku, kiedy wirus pojawił się w Wuhan” – ostrzegają naukowcy. /Reuters, Indie: bliscy zmarłego na Covid-19 podczas palenia zwłok/Tekst naukowców opublikowany w periodyku.......

czytaj dalej

Koronawirus potrafi mutować w stopniu zupełnie nieznanym nauce – kolejne wersje są groźniejsze od poprzednich, bardziej zaraźliwe i zabójcze. „Wkrótce nowe odmiany koronawirusa mogą sprawić, że powrócimy do punktu wyjścia z 2019 roku, kiedy wirus pojawił się w Wuhan” – ostrzegają naukowcy.

 

/Reuters, Indie: bliscy zmarłego na Covid-19 podczas palenia zwłok/

Tekst naukowców opublikowany w periodyku „Foreign Affairs” jest właśnie tłumaczony i publikowany na całym świecie. Artykuł został napisany przez epidemiologa Larry'ego Brillianta, eksperta ds. chorób zakaźnych Lisę Danzig, doradcę zdrowotnego Karen Oppenheimer, profesora Waltera Iana Lipkina, a także dr Agastyę Mondal i badacza szczepionek Rick`a Bright`a.

Zawiera on ostrzeżenie, że ludzkość nie docenia niezwykłej cechy koronawirusa, który cały czas błyskawicznie mutuje. Jedna z kolejnych mutacji może – to prawie pewne – znaleźć obejście do człowieka, które obecnie blokują szczepionki.

Wystarczy popatrzeć na najnowsze mutacje koronawirusa, który wydaje się mieć mechanizm przypominający sztuczną inteligencję, która wydaje się uczyć, jak najskuteczniej dotrzeć do organizmu człowieka.


 

Sześciu naukowców, lekarzy i ekspertów przedstawiło niepokojący scenariusz dla świata w publikacji „Foreign Affairs” pod tytułem „The Forever Virus”, ostrzegając, że Covid-19 „nie zniknie”, a odporność stadna jest „nieosiągalna”.

Powodów tego jest wiele. Przeważająca liczba krajów nie ma wystarczającej ilości szczepionek, a w pozostałych jest zbyt dużo ludzi,  którzy się nigdy nie zaszczepią.  To wystarczy, aby koronawirus mógł dalej mutować i osiągać coraz większą doskonałość w swojej drapieżniczości. Pojawienie się super-mutacji jest tylko kwestią tygodni, a nie miesięcy.



zwiń tekst

WALL STREET JOURNAL: TROP W SPRAWIE POCZĄTKÓW KORONAWIRUSA PROWADZI DO CHIŃSKIEJ KOPALNI
Śr, 9 cze 2021 06:16 | komentarze: brak czytany: 1369x

Chiny. Nieznana choroba płuc zabiła 9 lat temu robotników w kopalni. Wysłano tam naukowców z Wuhan. Wall Street Journal uważa, że to jest miejsce, skąd mógł zacząć się problem z koronawirusem.Podczas gdy naukowcy na świecie rozważają kolejne kroki, by ustalić źródła pandemii SARS-CoV-2, prasa w USA pisze o opuszczonej kopalni miedzi w chińskiej prowincji Yunnan, gdzie w 2012 roku sześciu robotników.......

czytaj dalej

Chiny. Nieznana choroba płuc zabiła 9 lat temu robotników w kopalni. Wysłano tam naukowców z Wuhan. Wall Street Journal uważa, że to jest miejsce, skąd mógł zacząć się problem z koronawirusem.




Podczas gdy naukowcy na świecie rozważają kolejne kroki, by ustalić źródła pandemii SARS-CoV-2, prasa w USA pisze o opuszczonej kopalni miedzi w chińskiej prowincji Yunnan, gdzie w 2012 roku sześciu robotników zapadło na nieznaną chorobę płuc, a trzech z nich zmarło. Sprawę mieli wówczas wyjaśnić naukowcy z Wuhan.

Do kopalni wysłano wtedy naukowców z Wuhańskiego Instytutu Wirusologii (WIV), którzy zidentyfikowali nowe rodzaje koronawirusów atakujących nietoperze. Jeden z nich jest najbardziej podobny genetycznie do koronawirusa wywołującego COVID-19 spośród znanych obecnie patogenów - podał dziennik "Wall Street Journal".

Skąd pochodzi SARS-CoV-2? Trop prowadzi do kopalni w Tongguan

Sprawa kopalni w mieście Tongguan w powiecie Mojiang stała się punktem zaczepienia dla coraz częstszych apeli o przeprowadzenie skrupulatnego dochodzenia, by ustalić, czy koronawirus SARS-CoV-2 mógł wydostać się z laboratorium w Wuhanie w wyniku wypadku albo celowego działania - ocenił "WSJ".

Władze w Pekinie stanowczo zaprzeczają spekulacjom o możliwym wycieku z laboratorium. Twierdzą również, że koronawirus niekoniecznie pochodzi z Chin, lecz mógł przybyć do Wuhanu na sprowadzanych z zagranicy produktach spożywczych. Chińskie media nagłaśniają natomiast wszelkie badania sugerujące, że wirus był wcześniej obecny w innych miejscach świata.

Krytycy podają jednak w wątpliwość, czy chińskie władze dały naukowcom odwiedzającym Wuhan wystarczającą swobodę działania i dostęp do kluczowych danych. Spekulacje dotyczące kopalni w Tongguanie podsyca natomiast fakt, że - jak wynika z doniesień zachodniej prasy - lokalne władze zabraniają dostępu do tego miejsca.




W październiku 2020 roku, gdy kopalnię próbowała odwiedzić ekipa BBC, drogę w kilku miejscach zablokowano, między innymi zepsutą rzekomo ciężarówką. Reporterów śledzili policjanci w cywilu i inni urzędnicy. Amerykańska agencja AP pisała dwa miesiące później, że również naukowcy interesują się kopalnią, ponieważ „mogą tam być wskazówki na temat źródeł pandemii koronawirusa", ale "stała się ona czarną dziurą bez informacji z powodu politycznej wrażliwości i sekretności".

"WSJ" twierdzi, że jednemu z jego dziennikarzy udało się dotrzeć do zamkniętej kopalni na rowerze górskim, ale później został zatrzymany przez policję, która przesłuchiwała go przez pięć godzin i wykasowała zdjęcie wejścia do kopalni z jego telefonu. Okoliczni mieszkańcy powiedzieli, że urzędnicy zakazali im rozmawiania na temat kopalni z ludźmi z zewnątrz.

SARS-CoV-2 może pochodzić od nietoperzy z chińskiej kopalni? "Wall Street Journal" sprawdza każdy trop
Według danych z chińskich prac naukowych, które przytacza "WSJ", w kwietniu 2012 roku sześciu robotników oczyszczających szyb kopalni z odchodów nietoperzy zachorowało na nieznaną chorobę przypominającą zapalenie płuc. Mieli gorączkę i trudności z oddychaniem. Do połowy sierpnia tamtego roku trzech z nich zmarło, a badacze podejrzewali, że chorobę mogły wywołać koronawirusy.

W ciągu kolejnego roku naukowcy z wuhańskiego instytutu pobrali próbki od 276 nietoperzy i zidentyfikowali szereg nowych koronawirusów, w tym jeden, który nazwali RaBtCoV/4991. W lutym 2020 roku, po wybuchu pandemii koronawirusa, zespół pod kierunkiem dr Shi Zhengli WIV opisał w czasopiśmie "Nature" wirusa RaTG13 w 96,2 proc. podobnego genetycznie do SARS-CoV-2.

W kolejnych tygodniach dr Shi i jej zespół wyjaśnili, że chodzi o tego samego wirusa, a nazwę zmieniono, by oddać w niej gatunek nietoperza i miejsce pobrania próbki. Później zaktualizowano również artykuł w czasopiśmie "Nature", dodając do niego informacje o chorych robotnikach. Pobrane od nich próbki przebadano ponownie i ustalono, że nie byli zakażeni koronawirusem wywołującym COVID-19 - zaznaczono.




W maju zespół Shi opublikował w internecie niepoddany jeszcze weryfikacji naukowej artykuł, w którym napisano, że koronawirusy znalezione w kopalni były tylko w 77,6 proc. podobne do SARS-CoV-2, a tylko jeden odcinek sekwencji genetycznej był podobny w 97,2 proc. "Choć pojawiają się spekulacje, że SARS-CoV-2 mógł powstać w wyniku wycieku RaTG13 z laboratorium, doświadczenia naukowe tego nie potwierdzają" - napisano.

Członkowie misji pod egidą WHO, którzy odwiedzili na początku 2021 roku laboratorium WIV, również ocenili, że nie jest to możliwe. Ich zdaniem RaTG13 jest genetycznie zbyt odległy od SARS-CoV-2, a ponadto nigdy nie został wyhodowany w chińskim laboratorium. "Oczywiście, że o tym rozmawialiśmy […] Z tego, co wiemy, istnieje tylko sekwencja, a nie wirus" - powiedział członek zespołu Peter Ben Embarek.

Część naukowców wnioskuje o przeprowadzenie niezależnego śledztwa w sprawie pochodzenia koronawirusa
Część naukowców wciąż wzywa jednak do zbadania zarówno hipotezy o przejściu koronawirusa na człowieka ze zwierząt w sposób naturalny, jak i tej o wycieku z laboratorium. Grupa uczonych z USA, Kanady, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii wystąpiła niedawno na łamach prestiżowego periodyku "Science" z apelem o przeprowadzenie przejrzystego i poddanego niezależnemu nadzorowi śledztwa w sprawie obu tych możliwości.

Szef WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus ocenił po publikacji raportu z pierwszej misji w Wuhanie, że wszystkie hipotezy będą dalej rozważane i konieczne są dalsze badania również nad możliwością, że koronawirus uciekł z laboratorium. Decyzja w sprawie ewentualnej kolejnej misji badawczej w Chinach lub innym kraju nie została jak dotąd ogłoszona.

źródło: WSJ, gazeta.pl




zwiń tekst

PIŁKARZ AS ROMA CHRIS SMILLING: RAZEM Z ŻONĄ WIDZIELIŚMY UFO
Wt, 8 cze 2021 06:35 | komentarze: brak czytany: 1050x

Odważne wyznanie piłkarza AS Roma o tym, że był świadkiem manifestacji UFO. Chris Smalling i jego żona Sam podzielili się w mediach społecznościowych szokującym wyznaniem. Oboje twierdzą, że ostatniej nocy byli świadkami lotu UFO.Swoim wyznaniem Chris Smalling i jego żona Sam podzielili się w mediach społecznościowych. Partnerka piłkarza AS Roma opisała ze szczegółami, jak wyglądał tajemniczy obiekt.......

czytaj dalej

Odważne wyznanie piłkarza AS Roma o tym, że był świadkiem manifestacji UFO. Chris Smalling i jego żona Sam podzielili się w mediach społecznościowych szokującym wyznaniem. Oboje twierdzą, że ostatniej nocy byli świadkami lotu UFO.




Swoim wyznaniem Chris Smalling i jego żona Sam podzielili się w mediach społecznościowych. Partnerka piłkarza AS Roma opisała ze szczegółami, jak wyglądał tajemniczy obiekt, który według nich był UFO.

"Był za mały, by był widoczny na filmie, gdy stał na niebie. Chris widział, jak obraca się z migającymi wokół światłami. Ja w tym momencie widziałam tylko zewnętrzne świata, ponieważ mój wzrok nie jest tak dobry" - relacjonowała Sam Smalling.

"To był masywny obiekt. Wyglądał jak dwa oddzielne prostokąty 3D obracające się wokół siebie ze słabymi światłami poruszającymi się wokół krawędzi" - zauważyła przez kilka sekund obserwacji partnerka piłkarza rzymskiego klubu.

Dodatkowo wyjaśniła fanom, że nie byli pod wpływem alkoholu czy innych środków. "Obiecuję, że nie byliśmy po grzybkach halucynogennych ani innych takich rzeczach. Widzieliśmy to" - zapewniła żona piłkarza.




Smalling w październiku ubiegłego roku przeniósł się z Manchesteru United do AS Roma. Włoski klub zapłacił za niego 15 milionów euro. Piłkarz dla rzymskiego klubu rozegrał 21 meczów, w których zaliczył jedną asystę.



zwiń tekst

KANADA: CHORZY ZACZYNAJĄ MIEĆ APOKALIPTYCZNE WIZJE
Nie, 6 cze 2021 11:53 | komentarze: 2 czytany: 2285x

Nieznana choroba atakująca mózg rozprzestrzenia się Kanadzie. Lekarze odnotowali już 48 przypadków schorzenia, a władze zapowiedziały dochodzenie w tej sprawie. Niektórzy pacjenci mają doświadczać apokaliptycznych wizji, w których widzą i słyszą zmarłych.Doniesienia o niespotykanym patogenie szerzącym się w kanadyjskiej prowincji Nowy Brunszwik obiegły media na początku roku. Choroba była początkowo.......

czytaj dalej

Nieznana choroba atakująca mózg rozprzestrzenia się Kanadzie. Lekarze odnotowali już 48 przypadków schorzenia, a władze zapowiedziały dochodzenie w tej sprawie. Niektórzy pacjenci mają doświadczać apokaliptycznych wizji, w których widzą i słyszą zmarłych.




Doniesienia o niespotykanym patogenie szerzącym się w kanadyjskiej prowincji Nowy Brunszwik obiegły media na początku roku. Choroba była początkowo utrzymywana w tajemnicy. W marcu dziennikarze "Guardiana" dotarli do notatki jednej z lokalnych agencji zdrowia, mówiącej o nietypowych objawach schorzenia, takich jak utrata pamięci czy atrofia mięśni.

Niezidentyfikowana choroba o podłożu neurologicznym powoduje także zaburzenia poznawcze. "New York Times" donosi, że u niektórych pacjentów zaobserwowano halucynacje. Osoby dotknięte schorzeniem miały doświadczać koszmarnych wizji w których widziały i słyszały zmarłych.

Nieznana choroba szerzy się w Kanadzie. Atakuje mózg i prowadzi do halucynacji

W tym tygodniu władze prowincji Nowy Brunszwik zintensyfikowały wysiłki, aby poznać nową chorobę. Wcześniej głównym celem placówek medycznych w kraju była walka z pandemią koronawirusa. Teraz powołano składającą się z ekspertów komisję, która ma odpowiedzieć na pytanie, co może być przyczyną niepokojącego schorzenia.

 Odkrycie potencjalnie nowej i nieznanej choroby jest przerażające. Mieszkańcy są zdezorientowani i zaniepokojeni – oceniła w czwartek konferencji prasowej minister zdrowia Nowego Brunszwiku Dorothy Shephard.

Przypadki nowego schorzenia potwierdzono jak dotąd tylko w Kanadzie. Choroba występuje wyłącznie w liczącej 770 tys. mieszkańców malowniczej prowincji Nowy Brunszwik. Najwięcej przypadków odnotowano na słabo zaludnionym obszarze na półwyspie Acadian.

   W tej chwili nie wiemy nic na temat tej choroby. Wszystkie możliwości są na stole. Przyjrzymy się każdej z nich. Mamy nadzieję, że nasze badania przyniosą efekt – powiedział przewodniczący nowo powołanej komisji dr Edouard Hendriks.

Lekarze przyznają, że nie potrafią wskazać, co może być przyczyną schorzenia. Nie wiedzą, jakich zaleceń powinni udzielić mieszkańcom, aby uchronić ich od infekcji. Badane są wszystkie możliwości, w tym zanieczyszczenie wody i pokarmu przez bakterie, wirusy czy priony.

Te ostatnie wywołują m.in. chorobę Creutzfeldta-Jakoba (CJD). Lekarze zauważyli, że objawy nowej infekcji mogą przypominać te występujące w przypadku CJD. Zlecone badania przesiewowe nie wykazały jednak związku między schorzeniami.

W celu rozwikłania zagadki urzędnicy przygotowali dla pacjentów oraz ich rodzin obszerny kwestionariusz. Jego wypełnienie może potrwać nawet 4 godziny. Otwarto również specjalną klinikę przeznaczoną do diagnozowania i leczenia podejrzanych przypadków.

 - Wciąż jestem w szoku. Nie otrzymałem żadnych informacji, jak radzić sobie z chorobą – twierdzi w rozmowie z telewizją CTV News Luc Leblanc, który zapadł na tajemnicze schorzenie.

41-letni mężczyzna cierpi na problemy z koncentracją i demencję. Swój stan określa jako "tykającą bombę". – Nie wiem, ile mam czasu – dodaje.

Tajemnicze neurologiczne dolegliwości dotknęły także 20-letnią studentkę Gabrielle Cormier. Uprawiająca łyżwiarstwo figurowe kobieta zmuszona była rzucić naukę. Ma problemy ze wzrokiem i poruszaniem się.

Nie mogę nawet czytać, a wielka szkoda, bo to uwielbiam. Nie mogę się ruszyć. Wcześniej byłam bardzo aktywna – podkreśla Cormier.

Mieszkańcy Nowego Brunszwiku są mocno sfrustrowani. Pojawiły się skargi na brak komunikacji i przejrzystości ze strony służby zdrowia. Miejscowi domagają się publicznych konferencji prasowych, na których raportowane będą postępy badań.

Lokalny neurolog dr Alier Marrero – który w 2015 roku jako pierwszy opisał chorobę – twierdzi, że może mieć ona podłoże depresyjne. Według lekarza pierwsze objawy schorzenia pojawiają się po około 18 czy nawet 36 miesiącach od infekcji. Marrero uważa, że ma do czynienia z całkowicie nowym patogenem.

    Od 2018 liczba zachorowań rośnie. Nie wiemy dlaczego i nie wiemy co to powoduje. Wiemy, że choroba się rozprzestrzenia – podkreśla.

Pierwszy przypadek tajemniczej choroby odnotowano w 2015 roku. Cztery lata później było ich już 11. W ubiegłym roku wykryto 24 zachorowania. Do tej pory w Kanadzie odnotowano łącznie 48 przypadków dziwnego schorzenia. Potwierdzono także sześć zgonów mających związek z chorobą.

źródło: https://www.o2.pl/informacje/pacjenci-slysza-i-widza-zmarlych-tajemnicza-choroba-atakuje-mozg-lekarze-bezradni-6647459222612544a



zwiń tekst

STRONA
1 2 3 4 5 6 50 61
Strona 3 / 61

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

26 września: [...]  Wieczorem łączymy się z naszymi kolegami z Las Vegas - temat to scenariusze przyszłości ludzkiej cywilizacji przedstawiane przez obce istoty podczas Bliskich Spotkań Trzeciego Stopnia .[...]

UFO24

więcej na: emilcin.com

Nie, 19 wrz 2021 08:33 | Dzień dobry, W dniu 10.09.2021 około godziny 22 nad miejscowością Klecin nagrałem dziwna kule która poruszała się bardzo nienaturalnie Od strony południowej Klecin 7

Dziennik Pokładowy

Wtorek, 10 sierpnia 2021 | Historia występu tzw. „badaczy UFO” w nieistniejącym od wielu lat programie „Rozmowy w Toku” pokazuje wiele aspektów czegoś, z czym spotykam się od wielu lat, co mnie zaskoczyło i wprawiło w bezgraniczne zdumienie. Z upływem lat przekonuję się, że jest to niestety typowo rodzima przypadłość oparta na wszystkich ciemnych demonach polskiej duszy: zawiści, zazdrości, kompleksach...

czytaj dalej

FILM FN

EMILCIN, POMNIK UFO I... AGENT 'OBCYCH'! ;-)

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.