Dziś jest:
Piątek, 10 lipca 2020

Nie starając się być Buddą, jesteś Buddą. Oto jak osiągamy oświecenie.
Shunryu Suzuki, 'Umysł zen, umysł początkującego'

FN 24
WIADOMOŚCI OD NASZYCH CZYTELNIKÓW
Wyślij do nas wiadomość - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania newsa do działu "FN 24": nautilus@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Nowe objawy koronawirusa pojawiły się u dzieci i młodych osób. To zmiany na stopach.
Czw, 23 kwi 2020 21:20 | komentarze: brak czytany: 808x

Koronawirus nie oszczędza dzieci i młodych osób. Oni również mają objawy COVID-19. To u dzieci i nastolatków lekarze z Hiszpanii dostrzegli nowe, nietypowe symptomy, które mogą wskazywać na zakażenie koronawirusem. Chodzi o zmiany skórne.Lekarze z hiszpańskiej izby podologów, w rozmowie z madryckim dziennikiem "El Pais" i radio Cope, powiedzieli, że pacjentom z COVID-19 często towarzyszą zmiany na.......

czytaj dalej

Koronawirus nie oszczędza dzieci i młodych osób. Oni również mają objawy COVID-19. To u dzieci i nastolatków lekarze z Hiszpanii dostrzegli nowe, nietypowe symptomy, które mogą wskazywać na zakażenie koronawirusem. Chodzi o zmiany skórne.

Lekarze z hiszpańskiej izby podologów, w rozmowie z madryckim dziennikiem "El Pais" i radio Cope, powiedzieli, że pacjentom z COVID-19 często towarzyszą zmiany na skórze stóp.

Problemy dermatologiczne u zakażonych koronawirusem dotyczą przede wszystkim młodych osób - przyznali.




Koronawirus u dzieci i młodych osób. Zmiany dermatologiczne na stopach

Specjaliści z Hiszpanii wskazali na liczne przypadki zachorowań z objawami skórnymi. W opublikowanym na stronie hiszpańskiej izby podologów (CGCOP) oświadczeniu napisano, że zmiany dermatologiczne na stopach są bardzo powszechne u dzieci oraz nastolatków zainfekowanych koronawirusem. Mają one kolor purpurowy.

W większości przypadków purpurowe zmiany na skórze nie są groźne. (…) Ich pojawienie się oraz zaobserwowanie podwyższenia temperatury ciała oraz kaszlu może świadczyć o zakażeniu - ostrzegła izba. Występowanie zmian dermatologicznych na stopach u młodych osób, określąjąc je jako "małe, swędzące plamy", potwierdziła przewodnicząca hiszpańskiego Stowarzyszenia Pielęgniarstwa Pediatrycznego (AEP) Isabel Morales.

Są to zazwyczaj niewielkie rany, a ich występowanie stwierdziliśmy już u wielu dzieci chorych na COVID-19”- powiedziała Morales. Dodała, że często pojawieniu się zmian dermatologicznych towarzyszy biegunka. Dr Esther Freeman, dermatolog ze Szpitala Ogólnego stanu Massachusetts, powiedział programowi NBC Today, że podejrzewa się, że koronawirus może powodować stany zapalne skóry.

Koronawirus u dzieci i młodych osób może mieć nietypowy przebieg

Chociaż na początku pandemii eksperci twierdzili, że dzieci są bezpieczne w obliczu koronawirusa, to kolejne przypadki zachorowań na COVID-19 udowodniły, że nawet u najmłodszych przebieg choroby może być ciężki. Mogą pojawić się u nich także nietypowe objawy, jak wyżej opisane zmiany na skórze stóp, biegunka czy zaburzenia smaku.


CNN opisuje historię Philipa Kahna, 100-letniego weterana II wojny światowej z harbstwa Nassau w stanie Nowy Jork. Bohater wojenny zmarł na COVID-19, teraz jego wnuk Warren Zysman powiedział CNN, że 100 lat wcześniej z powodu grypy hiszpanki zmarł jego brat bliźniak. Philip i Samuel urodzili się 5 grudnia 1919 r., jednak przez epidemię Samuel zdołał przeżyć zaledwie kilka tygodni.




zwiń tekst

Naukowcy na całym świecie przedstawiają wyniki badań i zapewniają: koronawirus nie powstał w laboratorium.
Wt, 21 kwi 2020 20:49 | komentarze: 16 czytany: 1253x

Nowy koronawirus nie wymknął się z laboratorium w Wuhan - powtarzają naukowcy z różnych światowych labolatoriów, którzy analizowali genom wirusa. Człowiek nie byłby w stanie stworzyć tak skutecznego wirusa. Przyroda jest pod tym względem znacznie bardziej innowacyjna - powtarzają najwięsze światowe autorytety w dziedzinie wirusologii.Amerykański wywiad na polecnie Donalda Trumpa nie dowierza naukowcom.......

czytaj dalej

Nowy koronawirus nie wymknął się z laboratorium w Wuhan - powtarzają naukowcy z różnych światowych labolatoriów, którzy analizowali genom wirusa. Człowiek nie byłby w stanie stworzyć tak skutecznego wirusa. Przyroda jest pod tym względem znacznie bardziej innowacyjna - powtarzają najwięsze światowe autorytety w dziedzinie wirusologii.

Amerykański wywiad na polecnie Donalda Trumpa nie dowierza naukowcom i według doniesień CNN, źródeł pandemii szuka w laboratoriach. W reakcji na te działania administracji Trumpa i naukowcy po raz kolejny przytaczają argumenty za naturalnym pochodzeniem wirusa.

O tym, że SARS-CoV-2 nie został poddany manipulacjom genetycznym wiemy już od marca
"Wszystkie dotychczasowe dowody wskazują na to, że wirus SARS-CoV-2 jest pochodzenia naturalnego, nie sztucznego" - pisze prof. Nigel McMillan z Menzies Health Institute Queensland w Australii.



- Gdyby naukowcy chcieli "wyprodukować" coś takiego jak nowy koronawirus, niespecjalnie by im się to udało. Bazując na aktualnej wiedzy i doświadczeniach zupełnie inaczej zabraliby się za tę pracę. Droga, którą poszła natura, jest tak inna od tej, którą mogliby pójść naukowcy, że z pewnością by się na nią nie zdecydowali. To byłoby jak "psucie" wirusa, a nie jego "poprawianie". Ponadto nowy koronawirus jest tak zbudowany, że "w laboratorium nie ma systemu, który mógłby wprowadzić niektóre sekwencje ze znalezionych w nowym koronawirusie" - pisze prof. McMillan.




W marcu na łamach Nature Medicine można się było zapoznać z wynikami badań zespołu naukowców, m.in. Kristiana Andersena ze Scripps Research Institute z San Diego w Kalifornii. Analiza genomu koronawirusa przeprowadzona przez badaczy z Mount Sinai School of Medicine w Nowym Jorku znakomicie tłumaczy, dlaczego rodzaje mutacji znalezionych w wirusie są wyraźnie naturalne i nie są dziełem człowieka.

Chodzi przede wszystkim o tę kluczową dla zjadliwości wirusa część, którą przyczepia się do ludzkich komórek, czyli o białko tzw. kolca oraz o wyraźny szkielet patogenu. Te dwie cechy nowego koronawirusa wykluczają manipulację genetyczną - orzekli naukowcy.

Wirusy z laboratorium w Wuhan z wirusem SARS-CoV-2 dzieli co najmniej 20 lat ewolucji

Wirusolog Edward Holmes z Centrum Charlesa Perkinsa i Uniwersytetu w Sydney oświadcza:"Nie ma dowodów na to, żeby SARS-CoV-2, wirus wywołujący COVID-19 u ludzi, powstał w laboratorium w Wuhan w Chinach".

Koronawirusy są powszechnie spotykane w dzikiej przyrodziei często przenoszą się ze zwierząt na człowieka - tłumaczy prof. Holmes. Z tego, co ustalili genetycy, najbliższym znanym krewnym SARS-CoV-2 jest wirus znaleziony u nietoperzy, który nosi nazwę RaTG13. To prawda, był przechowywany w Wuhan Institute of Virology.

Tyle że - uświadamia wirusolog - wirus RaTG13 został pozyskany z zupełnie innych regionów Chin niż prowincja Wuhan, a w dodatku - co istotniejsze - poziom rozbieżności sekwencji genomu pomiędzy SARS-CoV-2 a RaTG13, jest tak duży, że można powiedzieć, że dzieli je średnio 50 lat (a co najmniej 20 lat) zmian ewolucyjnych. Zatem SARS-CoV-2 nie został uzyskany z RaTG13. W dodatku podobne wirusy znaleziono także u innych zwierząt, w tym u pangolinów.

"Obfitość, różnorodność i ewolucja koronawirusów w dzikiej przyrodzie zdecydowanie sugerują, że SARS-CoV-2 ma naturalne pochodzenie" - podsumowuje wywód prof. Holmes.




SARS-CoV-2 zmutował w wyjątkowy sposób

Naukowcy nadal badają, czy do mutacji, dzięki którym koronawirus tak dobrze "przyczepia się" do człowieka, doszło przed tym, jak dokonał skoku na ludzi, czy też już po "inwazji". Szukają także żywiciela pośredniego chociaż tutaj mają już pewne poszlaki. Niektóre dowody wskazują na to, że ogniwem pośrednim mogły być łuskowce, choć to nie jest jeszcze rozstrzygnięte.

Pandemia nie była dla naukowców zaskoczeniem

Profesor nadzwyczajny Hassan Vally, epidemiolog i wykładowca na Uniwersytecie La Trobe w Melbourne, pisze na stronie serwisu Scrimex.org:

- Od pewnego czasu zdawaliśmy sobie sprawę, że kolejny koronawirus, jak wcześniej SARS i MERS, może wywołać pandemię, a więc na wiele sposobów pojawienie się nowego koronawirusa o potencjale pandemicznym nie jest zaskoczeniem.
W styczniu 2017 roku dr Anthony S. Fauci, dyrektor National Institute of Allergy and Infectious Diseases (NIAID) wskazywał na ryzyko pojawienia się pandemii.

- Jest jedno przesłanie, które chcę dziś wam przekazać w oparciu o moje doświadczenie. Nie ma wątpliwości, że nadchodzące lata będą wyzwaniem dla administracji i to na arenie chorób zakaźnych - powiedział na konferencji w Georgetown University Medical Center. "Groźba pandemii jest bardzo realna" - można przeczytać w jego artykule sprzed dwóch lat.


 

Wczesnym rankiem w niedzielę 19 kwietnia doszło do gwałtownego wzrostu w aktywności wukanu Etna we Włoszech. Według INGV Osservatorio Etneo po tej aktywności z wulkanu zaczęły wylewać się fontanny lawy i doszło tam do silnej emisji popiołu.

Aktywność sejsmiczna, zlokalizowana na obszarze krateru południowo-wschodniego, rozpoczęła się o 05:40 UTC i osiągnęła najwyższy poziom o 07:00 UTC. Erupcja rozpoczęła się 19 kwietnia około 06:30 UTC. Emisje popiołu były dość umiarkowane na wczesnych etapach, po których nastąpił gwałtowny wzrost intensywności od około 08:46 UTC.

Pióropusz wulkaniczny wzniósł się na około 5 km nad poziom morza i zaczął kierować się na wschód. Popioły spadły po wschodniej stronie wulkanu, głównie w Valle del Beauva, ale drobne opady popiołu odnotowano również w mieście Zafferana. Fontanna lawy stopniowo zmniejszała się w swojej intensywności, aż zatrzymała się około 09:55 UTC.


Nasz dział nadzorujący serwis FN przekazał ciekawą informację: w kwietniu lub maju przekroczymy barierę 2,5 mln odsłon miesięcznie.




zwiń tekst

OŚWIADCZENIE SZEFA LABORATORIUM WIRUSOLOGICZNEGO Z CHIŃSKIEGO WUHAN: NIE MAMY NIC WSPÓLNEGO Z KORONAWIRUSEM
Nie, 19 kwi 2020 18:02 | komentarze: 8 czytany: 1313x

Laboratorium w chińskim Wuhan wydaje zaskakujące oświadczenie po serii oskarżeń płynących ze strony prezydenta USA Donalda Trumpa. "Wirus nie pochodzi od nas" - mówi szef laboratorium i ujawnia dane personalne swoje i swoich współpracowników. Jest gotowy udowodnić to przed międzynarodowym sądem i ujawnić wszelkie szczegóły projektów, które prowadził razem ze swoim zespołem.Przedstawiciel laboratorium.......

czytaj dalej

Laboratorium w chińskim Wuhan wydaje zaskakujące oświadczenie po serii oskarżeń płynących ze strony prezydenta USA Donalda Trumpa. "Wirus nie pochodzi od nas" - mówi szef laboratorium i ujawnia dane personalne swoje i swoich współpracowników. Jest gotowy udowodnić to przed międzynarodowym sądem i ujawnić wszelkie szczegóły projektów, które prowadził razem ze swoim zespołem.




Przedstawiciel laboratorium w Wuhan przeciął spekulacje na temat koronawirusa. Zaprzeczył jednoznacznie teoriom, które wskazywały laboratorium jako miejsce jego pochodzenia.

Od wielu tygodni pojawiają się teorie dotyczące pochodzenia koronawirusa. Dochodzenie w tej sprawie wszczęły Stany Zjednoczone. Śledztwo ma ustalić, czy wirus wydostał się z chińskiego laboratorium wirusologicznego w Wuhan. Po zakończeniu dochodzenia ustalenia zostaną przekazane administracji prezydenta Donalda Trumpa.




Mimo to dotychczas wiele instytutów potwierdziło, że wirus powstał w wyniku naturalnych procesów i nic nie wskazuje na to, by był on efektem prac laboratoryjnych.

Jak podaje NBC News, głos w tej sprawie zabrało laboratorium w Wuhan, które dotychczas nie komentowało spekulacji. W rozmowie z chińskim nadawcą CGTN wicedyrektor Instytutu Wirusologii w Wuhan, Yuan Zhiming zaprzeczył, by koronawirus powstał w laboratoryjnej probówce. Według Zhiminga, to "teorie spiskowe", które mają "mącić ludziom w głowach".




- Doskonale panujemy nad tym, jakiego rodzaju badania są przeprowadzane w instytucie i jak instytut zarządza wirusami oraz próbkami. Nie ma możliwości, by wirus pochodził od nas - podkreślił wicedyrektor Instytutu.




Koronawirus na świecie

Dotychczas potwierdzono na świecie ponad 2,3 mln przypadków zakażeń koronawirusem. Zmarło ponad 160 tys. osób, wyzdrowiało ponad 600 tys. chorych.


Dostaliśmy ciekawego e-maila.


Witam,

Czy zastanawialiście się nad tym, że koronawirus instaluje w kodzie genetycznym nosiciela fragment kodu? To oznacza, że może być "piąty element koronawirusa", którego nikt nie bierze pod uwagę. Tymczasem za kilka miesięcy osoby, które przeszły koronawirusa nawet bezobjawowo mogą odczuwać coś, czego jeszcze nie wykryły laboratoria czy lekarze, gdyż efekt może być opóźniony. Takim drobiazgiem może być np. trwała bezpłodność. Czy wiecie, jakie konsekwencje miałaby taka sprawa? Zniknąłby problem przeludnienia w ciągu najbliższych 25-35 lat. Zniknęłoby także wiele innych problemów. O tym piątym elemencie przeczytałem na bardzo poważnym forum angielskojęzycznym, który zajmuje się profesjonalnie analizą kodu, który ma w sobie koronawirus.

Trzymajcie się

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst

NAUKOWCY Z HARVARDU: LUDZKOŚĆ POWINNA BYĆ ŚWIADOMA, ŻE NIE UWOLNI SIĘ OD NOWEJ RODZINY AGRESYWNYCH KORONAWIRUSÓW PRZEZ CO NAJMNIEJ 5 LAT
Nie, 19 kwi 2020 11:40 | komentarze: 3 czytany: 1761x

Czeka nas też rollercoaster zawieszania i odwieszania restrykcji spowodowanych pandemią. I to przez najbliższe dwa lata – wynika z najnowszej analizy naukowców z Harvardu. Opiera się ona na komputerowych symulacjach i pokazuje różne warianty dalszego rozwoju pandemii wirusa SARS-CoV-2.Oczywiście takie modele matematyczne mają swoje istotne ograniczenia, ale publikacja pięciorga amerykańskich badaczy.......

czytaj dalej

Czeka nas też rollercoaster zawieszania i odwieszania restrykcji spowodowanych pandemią. I to przez najbliższe dwa lata – wynika z najnowszej analizy naukowców z Harvardu. Opiera się ona na komputerowych symulacjach i pokazuje różne warianty dalszego rozwoju pandemii wirusa SARS-CoV-2.

Oczywiście takie modele matematyczne mają swoje istotne ograniczenia, ale publikacja pięciorga amerykańskich badaczy z Harvard T.H. Chan School of Public Health, która ukazała się właśnie na łamach tygodnika naukowego „Science”, jest pozytywnie komentowana przez ekspertów. Między innymi doceniają oni próbę rzetelnego naszkicowania scenariuszy na najbliższe pięć lat, gdyż dotychczasowe modelowanie epidemii sięgało maksymalnie do końca tego roku.

Koronawirus i jego kuzyni

Amerykanie musieli wziąć pod uwagę wiele istotnych czynników. Przy niektórych stawiając wielki znak zapytania, ponieważ nasza wiedza pozostaje bardzo ograniczona. Przykładem jest długość utrzymywania się odporności u osób, których organizm zwalczył już wirusa SARS-CoV-2. Skąd zatem zdobyć choćby przybliżone dane? Otóż SARS-CoV-2 należy do grupy (a mówiąc językiem systematyki biologicznej: rodzaju) betakoronawirusów. Znajdują się w niej m.in. niebezpieczne wirusy MERS i SARS-CoV-1, ale również łagodniejsze HCoV-OC43 oraz HCoV-HKU1. Za tymi ostatnimi dwiema skomplikowanymi nazwami kryją się koronawirusy towarzyszące nam od lat i będące drugą najczęstszą przyczyną przeziębień (infekcji dróg oddechowych) w okresie zimowym.

Odporność organizmu na te dwa konkretne patogeny słabnie po upływie roku od zetknięcia z nimi, ale w przypadku wirusa SARS-CoV-1 utrzymuje się sporo dłużej. Ponadto bliskie spotkanie z jednym z trzech powyższych wirusów częściowo uodparnia na pozostałe dwa (tzw. odporność krzyżowa). Jak na tym tle prezentuje się ich bliski kuzyn SARS-CoV-2, obecnie terroryzujący niemal cały świat? Nie wiemy, bo może wykazywać w różnym stopniu odporność krzyżową z innymi koronawirusami. I to należało wziąć pod uwagę w modelu rozwoju pandemii. Dlatego, jak piszą Amerykanie, jeśli nasz układ odpornościowy zapamiętuje spotkania z SARS-CoV-2 na bardzo długo, to jest szansa, że za pięć lat zostanie całkowicie usunięty z ludzkiej populacji. Jeśli jednak na krócej, to po kilku latach spokoju może powrócić nowa fala epidemii.

Nie wiadomo również, i tu też należało rozważyć różne warianty rozwoju sytuacji, czy SARS-CoV-2 zachowuje się jak grypa sezonowa, czyli liczba zakażeń rośnie z reguły dwa razy w roku (przełom jesień/zima oraz zima/wiosna), czy też pozostaje na podobnym poziomie aktywności przez 12 miesięcy.


Testy, testy i jeszcze raz testy

Oczywiście najciekawszą część analizy stanowi próba odpowiedzi na pytanie, które wszyscy zadajemy: do kiedy będziemy się męczyć pozamykani w domach? Odpowiedź, niestety, nie jest zbyt optymistyczna. Amerykanie pokazują, że nawet bardzo restrykcyjne dystansowanie społeczne przez dłuższy czas nie rozwiąże problemu. Wirus pozostanie w populacji i uderzy z podobną siłą, gdyż wiele osób – zamkniętych w domach i niemających z nim kontaktu – nie uodporni się. Ponadto długotrwałe tzw. dystansowanie społeczne niesie za sobą poważne skutki psychologiczno-ekonomiczne.

Jak z tego wybrnąć, skoro – jeśli będziemy się decydować na luzowanie restrykcji – system opieki zdrowotnej, posiadający tylko określoną wydolność, może nie udźwignąć rosnącej liczby pacjentów, zwłaszcza wymagających intensywnej opieki (respiratory)? Dlatego autorzy publikacji w „Science” brali również pod uwagę stan służby zdrowia (choć tylko amerykańskiej, m.in. liczbę łóżek szpitalnych). I choć wyraźnie zastrzegają, że ich celem nie jest doradzanie komukolwiek konkretnych sposobów postępowania, to modele podpowiadają, co zrobić, by system się nie zawalił.

Otóż jeśli nie pojawi się szybko skuteczny lek przeciwwirusowy lub szczepionka, to do 2022 r. najlepiej byłoby na przemian wprowadzać i luzować restrykcje polegające na wymuszaniu dystansowania społecznego. Innymi słowy, obecna sytuacja będzie się co jakiś czas powtarzać. Naukowcy oceniają bowiem jako bardzo mało prawdopodobny scenariusz, w którym obecna fala epidemii okaże się pierwszą i ostatnią, podobnie jak ta z 2003 r. w Azji wywołana przez SARS-CoV-1.

Żeby natomiast wiedzieć, w którą stronę przesunąć w danym momencie wajchę (luzowania czy zaostrzania restrykcji), potrzebne będą testy, testy i jeszcze raz testy. Zarówno molekularne (wykrywające materiał genetyczny wirusa w próbce), jak i serologiczne, czyli pozwalające zbadać, czy mamy we krwi specyficzne przeciwciała, a więc zetknęliśmy się z patogenem. Pozwoli to śledzić zarówno dynamikę wzrostu liczby zakażeń, jak i stopień uodparniania się populacji.

Jak powiedziała w jednym z wywiadów prof. Devi Sridhar, znana ekspertka w dziedzinie zdrowia publicznego z uniwersytetu w Edynburgu: „Każdy chciałby wiedzieć, kiedy to się skończy. Ale to złe pytanie. Prawidłowe brzmi: jak ciągnąć to dalej?”.





Już wcześniej ta kobieta zasłynęła bardzo trafnym przewidywaniem przyszłych wydarzeń z koronawirusem.






I jeszcze jedna ciekawa informacja o koronawirusie, którą nasi ludzie z projektu "Trzecia o Słońca" wybrali z ostatnich depeszy agencyjnych.


Udają, że nie ma u nich koronawirusa. Prezydent wykorzystał sportowców, by udowodnić racje

- Musimy pracować. Inaczej państwo umrze - mówi prezydent Daniel Ortega i ustala sam ze sobą, że Nikaragua jest wolna od zarazy. Sport wykorzystuje, by udowodnić, że ma rację. Piłka toczy się więc po murawie, krzyżują się rękawice, a biegacze ścigają w maratonach. A kto się sprzeciwi, ten nie dostanie pensji przez rok.




Mecze baseballu i piłki nożnej odbywają się bez zmian. Pierwsze z publicznością, drugie bez. Dwa tygodnie temu planowo zorganizowano galę bokserską. Kibice wiwatowali. Kilka tygodni temu w Managui, stolicy kraju, odbył się maraton. A w zeszłym tygodniu po ważnym meczu baseballu kibice przemaszerowali na główny plac Jinotepe, by uczestniczyć w politycznym wiecu. Sporo ludzi blisko siebie. Właściwie twarz przy twarzy. Bez masek.

Oficjalnie władze najbiedniejszego kraju Ameryki Środkowej mówią o dziewięciu osobach zakażonych koronawirusem i jednym przypadku śmiertelnym. Wszyscy pacjenci mieli wrócić do Nikaragui z zagranicy i "nie przekazać wirusa dalej" - o czym zapewniała wiceprezydent Rosario Murillo. Życie toczy się więc normalnie. Ku zaskoczeniu sąsiadów. Prezydent Salwadoru, w którym jest 140 chorych na COVID-19, kwestionuje prawdziwość danych dostarczanych przez władze Nikaragui. Według WHO jej pozostali sąsiedzi - Kostaryka i Honduras - mają łącznie niemal 1000 zakażonych pacjentów i 30 zgonów. Tylko Nikaraguę wirus szczęśliwie omija. "To dzięki Bogu" - tłumaczy wiceprezydent.

- Jesteśmy bardzo zaniepokojeni sytuacją w Nikaragui: dalszym organizowaniem masowych spotkań, nieodpowiednim zapobieganiu infekcji i brakiem kontroli nad tym, co się dzieje - powiedziała "New York Times" dr Carissa F. Etienne, dyrektorka "American Health Organization".

Władza proponuje: całujcie się na ulicach

Amerykański dziennik wylicza te wszystkie sportowe imprezy i pisze, że świat spogląda teraz na Nikaraguę i uznaje żyjących tam ludzi za naiwnych. A to nie do końca tak. Medycy, przedstawiciele różnych fundacji pozarządowych, politycy opozycji i sami sportowcy apelują o przerwanie rozgrywek. Ich kontynuowanie to decyzja autorytarnych władz. Potrzebna, by stwarzać pozory normalności. - Patrzę na to wszystko z ludzkiej perspektywy i boli mnie, że nie reagujemy na rzeczywistość. To nie do pomyślenia, że wciąż odbywają się mecze - powiedział Dennis Martinez, największa w Nikaragui emerytowana gwiazda baseballu. - Niemal wszędzie wstrzymano rozgrywki sportowe, więc oczy kibiców z całego świata skierowane są na te cztery zakątki, w których dyktatura jest wystarczająco silna, by nadal narażać sportowców - mówi "New York Times" Camilo Velasquez, dziennikarz niezależnego portalu "FutbolNica".

Obaj mogą głośno wyrażać swój sprzeciw. Aktywni sportowcy, których opłaca przede wszystkim państwo, lepiej, żeby tego nie robili. Mogą bowiem skończyć jak baseballista Robin Zeledon, który po tym jak odmówił występu w meczu, bo bał się, że złapie koronawirusa i zarazi rodzinę, został zawieszony na rok i przez ten czas nie będzie mógł pobierać pensji. Komisarz ligi zakwestionował te doniesienia, tłumacząc, że 20-latek opuścił drużynę po tym, jak pokłócił się z trenerem, ale inni sportowcy i tak woleli nie ryzykować. Protestowali przeciwko dalej grze w bardziej wysublimowany sposób. Tak doszło do zrobienia jednego z najdziwniejszych przedmeczowych zdjęć w historii. Otóż jedenastu piłkarzy Diriangen, najstarszego klubu w Nikaragui i jedynego, który nie utrzymuje się z państwowej kasy, zapozowało w maseczkach na twarzy, rękawiczkach i stojąc w bezpiecznej odległości od siebie. Początkowo chcieli w ogóle nie wychodzić na ten mecz, ale gdy usłyszeli o karach, jakie mogą spotkać klub, musieli zagrać.

Za wszystkim stoi prezydent Daniel Ortega. W skrócie: to do niego prowadzą niemal wszystkie drogi w Nikaragui. Rządził w latach 1979-1990 i ponownie od 2007 roku. "Piłka nożna jest dla niego narzędziem do zachowania stabilności wewnątrz kraju" - twierdzi brytyjski "Guardian". Ortega twardo dyktuje swoje warunki: nakazał m.in. przeszukanie w redakcjach opozycyjnych gazet i siedzibach organizacji broniących praw człowieka, wygonił z kraju członków misji Międzyamerykańskiej Komisji ds. Praw Człowieka. "Pobyt w Nikaragui nie jest zalecany ze względu na niebezpieczeństwo i niestabilność polityczną" - czytamy na stronie polskiego MSZ. Kraj ten ma jeden z najwyższych na świecie wskaźników przestępczości i tzw. przypadkowych morderstw. Wciąż dochodzi tam do antyrządowych demonstracji, choć już nie na taką skalę, jak w kwietniu 2018 roku.

Wtedy reżim Ortegi poważnie się zachwiał. Ostatecznie prezydent stłamsił zamieszki i wielotysięczne protesty, ale od tamtej pory ma chorobliwą potrzebę kontrolowania wszystkiego, co dzieje się w kraju. Odwołanie zawodów sportowych sprawiłoby wrażenie, że tę kontrolę traci. Tu dochodzimy do sedna sprawy: władze prawdopodobnie zatajają informacje o zachorowaniach i zgonach spowodowanych koronawirusem, by liga mogła grać dalej. Zachęcają swoich zwolenników, by pokazywali na ulicach, że nie boją się koronawirusa. W dobrym guście jest teraz ostentacyjne całowanie się czy praca w grupach. Pani wiceprezydent Rosario Murillo, żona Ortegi, wzywała do organizowania marszów pod hasłem "Miłość w czasach COVID-19".

- Dalsze rozgrywanie meczów jest wynikiem silnej potrzeby udowodnienia normalności. Ortega od 2018 roku desperacko stara się pokazać, że wszystko wróciło do normy. W tym celu nie odpuszcza również sportu - mówi "Guardianowi" wspomniany dziennikarz Camilo Velasquez. Gdyby nagle zawiesić rozgrywki, ludzie uznaliby to za komunikat: nie jest normalnie. I mogliby wykorzystać sytuację do rozpoczęcia strajków i zamieszek podobnych jak półtora roku temu.

Sytuacja jest w ostatnich dniach napięta, więc po raz pierwszy od ponad miesiąca Ortega pokazał się publicznie. Rozwiał tym samym plotki, że nie żyje. Zresztą, za każdym razem, gdy znika na dłużej, mówi się, że może już nie żyć. Ma 74 lata i jest po dwóch zawałach. Teraz dodatkowo doszły przypuszczenia, że sam mógł mieć koronawirusa. Podczas orędzia tłumaczył, że nie podjął decyzji o wprowadzaniu ograniczeń, bo to doprowadziłoby gospodarkę do ruiny.

- Musimy pracować. Inaczej państwo umrze. A jak umiera państwo, to umierają też ludzie. Dlatego jesteśmy krajem pracującym. Krajem ludzi, którzy nie umrą z głodu - mówił. Dodał też, że pandemia koronawirusa to nic innego, jak znak od Boga, że na świecie źle się dzieje.


From: [...]
Sent: Thursday, April 16, 2020 10:46 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Fwd: Skan ksiazki "The eyes of Darkness".

Taka tam ciekawostka. Widząc to przestaję się dziwić, że rząd USA zatrudnia pisarzy sensacji oraz SF jako konsultantów...

[...]




 

Koronawirus: Afryka będzie kolejnym epicentrum pandemii COVID-19




Dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia zabrał głos na temat Afryki. Wyraził obawę, że kontynent stanie się kolejnym centrum pandemii koronawirusa. Jak argumentował, liczba tamtejszych przypadków wzrosła o ponad połowę, a w rzeczywistości może być jeszcze wyższa.




Doktor Tedros Adhanom Ghebreyesus wydał oświadczenie w piątek 17 kwietnia. Jak poinformował, w ciągu ubiegłego tygodnia liczba zgłoszonych w Afryce przypadków koronawirusa wzrosła o 50 proc., a zgonów w wyniku powikłań po COVID-19 – aż o 60 proc.




Koronawirus: dlaczego epicentrum pandemii COVID-19 przeniesie się do Chin?

Dyrektor generalny WHO obawia się, że to dopiero początek pandemii w Afryce. Jak podaje "Euro News" jego zdaniem statystyki nie odzwierciedlają powagi sytuacji, a rzeczywista liczba zachorowań na COVID-19 będzie nadal rosnąć,

Dr Tedros Adhanom Ghebreyesus odniósł się także do otwarcia "mokrych targów". Na Światową Organizację Zdrowia spadła fala krytyki po tym, jak wyraziła poparcie dla decyzji Chin, mimo że właśnie na rynku z owocami morza w Wuhan miało dojść do pierwszego przypadku zarażenia koronawirusem. Dyrektor generalny WHO poddał jednak w wątpliwość przypuszczenia naukowców.

Doktor Ghebreyesus argumentował, że "mokre targi" stanowią źródło żywności dla milionów Chińczyków. Zastrzegł jednak, że powinny zostać otwarte tylko pod warunkiem spełnienia rygorystycznych norm w kwestii higieny i bezpieczeństwa.

 Pandemia koronawirusa. Ekspert WHO: Druga fala epidemii na jesieni jest pewna

Druga fala epidemii koronawirusa na jesieni "to więcej niż hipoteza, to pewność" - uważa przedstawiciel Włoch w Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) i doradca ministerstwa zdrowia w Rzymie Walter Ricciardi. Zaapelował, by nie spieszyć się z otwieraniem kraju.



- "Tak długo, jak nie będziemy mieć szczepionki, będą nowe fale epidemii albo, miejmy nadzieję, małe ogniska, które trzeba ograniczać. Dlatego tak ważne jest to, by nie przyspieszać otwierania kraju; w przeciwnym razie ryzykujemy tym, że druga fala zamiast nadejść później, uderzy przed latem" - ostrzegł Ricciardi, cytowany przez agencję Ansa.

Jako "nierozsądne" ekspert określił plany zniesienia restrykcji i ograniczeń w działalności produkcyjnej w Lombardii. Opowiadają się za tym władze tego regionu.

"Panują tam szczególnie ciężkie warunki epidemiologiczne; oczywiście jest poprawa, ale sytuacja jest szczególnie ciężka. Jest to region w krajach europejskich, który w chwili obecnej ma największe problemy. Nie Włochy, ale Lombardia" - stwierdził profesor medycyny prewencyjnej.

Jak podkreślił, póki nie dojdzie do zjawiska "odporności stada", długo będzie trwała faza "życia z wirusem". "Oby były to miesiące, a nie lata" - dodał.

Z kolei w wywiadzie dla sobotniego wydania dziennika "La Repubblica" Ricciardi podkreślił, że w różnych częściach Włoch wirus nadal szerzy się za bardzo, by myśleć o otwieraniu kolejnych form aktywności. Poza tym w jego ocenie także w najbliższej przyszłości, już po złagodzeniu przepisów, trzeba będzie ograniczyć przemieszczanie się między włoskimi regionami.

Epidemia koronawirusa. Kraje stopniowo łagodzą obostrzenia

Obostrzenia luzowane są nie tylko we Włoszech. Od pewnego czasu zaczęły je ogłaszać również inne kraje, których dotknęła pandemia. Łagodzenie zakazów zapowiedziano również w Polsce. Od poniedziałku można będzie m.in. wchodzić do lasów. Planowane są też kolejne kroki, w tym m.in.


Zakażonych koronawirusem może być 50 razy więcej, niż myślimy. Udowodnili to naukowcy z Kalifornii

Badania z wykorzystaniem testów na obecność przeciwciał, które zostały przeprowadzone w Kalifornii w USA, wykazały, że infekcję wywołaną koronawirusem ma (albo już przeszło) kilkadziesiąt razy więcej osób, niż wskazywały na to oficjalne dane.

Badacze z renomowanego Uniwersytetu Stanforda przebadali na obecność przeciwciał 3,3 tys. ochotników z kalifornijskiego hrabstwa Santa Clara. Uzyskane wyniki wskazują, że infekcję koronawirusową przeszło tam już od 2,5 do 4,1 proc. mieszkańców.

To od pięćdziesięciu do osiemdziesięciu pięciu razy więcej niż liczba oficjalnie zarejestrowanych przypadków choroby Covid-19.

Koronawirus. Liczba przypadków wyższa od oficjalnych danych?

Badania pokazują, że do 1 kwietnia tego roku infekcję przeszło już od 48 do 81 tys. mieszkańców – ogłosili w piątek 17 kwietnia autorzy testu. Do tego momentu zgłoszonych zachorowań było zaledwie 956.

Obecność we krwi przeciwciał świadczy o tym, że system immunologiczny danej osoby walczył już z konkretnym patogenem, nawet jeśli pacjent nie miał żadnych symptomów. W wielu regionach USA, a także w innych krajach świata, prowadzone są obecnie testy, które mają wykazać, jaka jest faktyczna skala zachorowań i ile osób jeszcze może się zakazić.



zwiń tekst

ZBLIŻAMY SIĘ DO PUNKTU KRYTYCZNEGO NA GRENLANDII
Pt, 17 kwi 2020 22:16 | komentarze: 1 czytany: 927x

W 2019 roku lodowce Grenlandii skurczyły się bardziej niż kiedykolwiek w historii pomiarów - potwierdzają naukowcy. To efekt bardzo wysokiej temperatury, ale też mniejszych opadów śniegu i słonecznego lata. Dwa letnie miesiące wystarczyły, żeby stopniało 600 miliardów ton wody - dość, by podnieść poziom morza o około dwa mm.Psi zaprzęg sunący po powierzchni morza. W rzeczywistości poruszał się on .......

czytaj dalej

W 2019 roku lodowce Grenlandii skurczyły się bardziej niż kiedykolwiek w historii pomiarów - potwierdzają naukowcy. To efekt bardzo wysokiej temperatury, ale też mniejszych opadów śniegu i słonecznego lata. Dwa letnie miesiące wystarczyły, żeby stopniało 600 miliardów ton wody - dość, by podnieść poziom morza o około dwa mm.

Psi zaprzęg sunący po powierzchni morza. W rzeczywistości poruszał się on po świeżo roztopionym lodzie. Błękitne niebo i ostre słońce. To zdjęcie obiegło cały świat i pokazuje skalę topnienia lodu na Grenlandii.



Już wtedy było jasne, że to bezprecedensowe zdarzenie. Teraz potwierdzają to wyniki badań i analiz - wynika z nowej publikacji naukowej w serwisie The Cryosphere. Autorzy badania piszą, że "niespotykane warunki atmosferyczne występujące latem 2019 r. nad Grenlandią" wpłynęły na rekordowe lub zbliżone do rekordowych topnienie. Spływ wody z topniejącego lodu był drugi największy w historii (po tym w roku 2012), zaś rekordowa była strata w tzw. bilansie masy (to współczynnik mierzący bilans między utratą lodu a przybywaniem nowego dzięki opadom).

Do wyjątkowych warunków należały zmiany w cyrkulacji mas powietrza, niskie opady śniegu w lecie (co dodatkowo sprawiło, że mniejsza była jasna powierzchnia odbijająca promieniowanie słoneczne) i większa liczba słonecznych dni. Rekordy topnienia lodu w Grenlandii pokazują, jak poważne jest ryzyko szybszego wzrostu poziomu morza z powodu zmian klimatu.




- W dekady niszczymy to, co powstawało tysiąclecia - skomentował wyniki raportu jeden z jego autorów, prof. Marco Tedesco z Columbia University. W rozmowie z Agencją Reutera powiedział, że to, to dzieje się w Grenlandii, niesie skutki dla całego świata.

W ubiegłym roku pokrywa lodowa Grenlandii straciła 600 miliardów ton wody. Ten jeden rok - a właściwie sezon, bo lodowce tracą masę w letnich miesiącach - topnienia może oznaczać wzrost poziomu morza o 1,5-2,2 mm (wg różnych badań). Ta pozornie niewielka liczba oznacza bezprecedensowy wzrost w krótkim czasie. Stopnienie całej pokrywy lodowej Grenlandii oznaczałoby wzrost poziomu morza o siedem metrów (zajmie to jednak tysiące lat). W Polsce pod wodą znalazłyby się Żuławy Wiślane, duża część wybrzeża i nadmorskich miast.

Woda z topniejącego lodu Grenlandii przyczyniła się 20-25 proc. dotychczasowego wzrostu poziomu morza. Jeśli emisje gazów cieplarnianych dalej będą rosły, to ten udział również będzie rosnąć, choć eksperci nie są pewni, jak może przebiegać topnienie największego lądolodu - w Antarktydzie. Jeżeli drastycznie nie ograniczymy emisji gazów cieplarnianych, to do końca stulecia poziom morza podniesie się o około jeden metr, wpływając na życie stek milionów ludzi, zwiększając zagrożenie związane z huraganami i powodziami.  

Dramat na Grenlandii

Nowe badanie pokazuje, że do rekordowego topnienia na Grenlandii przyczyniła się nie tylko temperatura, ale też inne czynniki, jak poziom nasłonecznienia i zmiany cyrkulacji powietrza. Reuters zwraca uwagę, że większość modeli, przy pomocy których naukowcy prognozują utratę lodu w Grenlandii, nie uwzględnia efektu zmian zmian w cyrkulacji atmosferycznej.

Tymczasem w 2019 nie tylko sama temperatura, ale właśnie inne warunki związane z cyrkulacją w atmosferze - więcej bezchmurnych dni, mniejsze opady śniegu - przyczyniły się do rekordowego topnienia lodu Grenlandii. To oznacza, że modele mogą poważnie zaniżać poziom topnienia lodu w przyszłości - uważają autorzy badania. - To niemal jakby pominąć połowę topnienia - ocenił prof. Tedesco.

Punkt krytyczny już w 2030

Topnienie lodu Grenlandii jest jednym z tzw. punktów krytycznych kryzysu klimatycznego. Oznacza to próg, po którego przekroczeniu dochodzi do poważnej zmiany całego systemu i dalszego napędzania ocieplenia. Ponadto jeden punkt krytyczny może wpłynąć na przekroczenie kolejnego i doprowadzić do "kaskady".

W Grenlandii może to oznaczać punkt, w którym utrata lodu jest tak duża, że sama wpływa na wzorce pogodowe. Np. odsłonięta przez topnienie ziemia pochłania większość energii ze słońca, podczas gdy jasny lód ją odbija. To przyczynia się do jeszcze większego ocieplenia. Inny mechanizm jest bardziej złożony, ale nie mniej groźny. Topnienie lodu w Arktyce i Grenlandii wprowadza dużo słodkiej wody do oceanu; to przyczynia się do spowolnienia cyrkulacji wody, która jest kluczowa w globalnym "transporcie" ciepła; to z kolei destabilizuje porę deszczową w Zachodniej Afryce i wywołuje susze w regionie Sahelu oraz Amazonii; wreszcie zakłóca to porę deszczową we wschodniej Azji, co z kolei wywołuje ocieplenie na Oceanie Południowym i przyspieszacza topnienie lodu Antarktyki.




Punktem krytycznym dla lądolodu Grenlandii jest ocieplenie o około 1,5°C - zatem może on zostać przekroczony już około 2030 roku.

źródło: Reuters, gazeta.pl



zwiń tekst

BURZA PYŁOWA NA LUBELSZCZYŹNIE - Polskę czeka ogromna burza
Pt, 17 kwi 2020 06:47 | komentarze: 4 czytany: 1332x

"To, co ujrzeliśmy, przypominało typową burzę piaskową z amerykańskich filmów" - opisują osoby, które spotkały zamieć pyłową na Lubelszczyźnie. Silny wiatr i panująca susza sprawiły, że powstały zjawiska kojarzone raczej z obszarami pustynnymi.Wiele doniesień wskazuje, że w tym roku czeka nas susza. Pierwsze skutki braku wody to nie tylko coraz liczniejsze pożary (więcej na ten temat: W Polsce płoną.......

czytaj dalej

"To, co ujrzeliśmy, przypominało typową burzę piaskową z amerykańskich filmów" - opisują osoby, które spotkały zamieć pyłową na Lubelszczyźnie. Silny wiatr i panująca susza sprawiły, że powstały zjawiska kojarzone raczej z obszarami pustynnymi.

Wiele doniesień wskazuje, że w tym roku czeka nas susza. Pierwsze skutki braku wody to nie tylko coraz liczniejsze pożary (więcej na ten temat: W Polsce płoną lasy. Od początku roku ponad 200 pożarów. "Sytuacja jest niebezpieczna). Niedobory wody zauważalne są już m.in. na Lubelszczyźnie.


Zgodnie z zapowiedziami Instytututu Meteorologii i Gospodarki Wodnej na wschodniej ścianie kraju należało się spodziewać silnego wiatru. Ten w połączeniu z przesuszoną glebą formował zamiecie pyłowe na nieobsianych polach.

Taką zamieć odnotowano w powiecie bialskim we wsi Kijowiec - donosi "Kurier Lubelski". Paweł Reducha, autor nagrania z tego zjawiska, opisywał, że coraz częściej obserwuje takie zamiecie, a widzialność "była ograniczona do zera".



"Burza piaskowa z amerykańskich filmów"
Podobne relacje zamieszczono na portalu meteolu.pl, którego autorzy wybrali się na poszukiwanie takiej zamieci:

To, co ujrzeliśmy, przypominało typową burzę piaskową z amerykańskich filmów. Widoczność była zerowa... Samochód cały brudny, wnętrze samochodu w piachu, ale dla poczucia tego zjawiska na własnej skórze warto było. Według prognoz w woj. lubelskim deszcz spadnie dopiero w niedzielę 19 kwietnia i ewentualnie w kolejnych dniach.




zwiń tekst

WHO: nie wszyscy wyleczeni z koronawirusa mają przeciwciała i są odporni na nową infekcję
Wt, 14 kwi 2020 15:37 | komentarze: 1 czytany: 1121x

- Osoby, które mają wykrywalny poziom przeciwciał, powinni być chronieni, ale nie wiadomo, przez jaki czas - informują eksperci Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). - Jeśli chodzi o wyleczenie, a następnie ponowne zakażenie, uważam, że nie mamy tu odpowiedzi. Nie wszyscy wyleczeni mają przeciwciała i są odporni - dodaje ekspert ds. sytuacji nadzwyczajnych WHO, dr Mike Ryan.- Wstępne badanie pacjentów.......

czytaj dalej

- Osoby, które mają wykrywalny poziom przeciwciał, powinni być chronieni, ale nie wiadomo, przez jaki czas - informują eksperci Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). - Jeśli chodzi o wyleczenie, a następnie ponowne zakażenie, uważam, że nie mamy tu odpowiedzi. Nie wszyscy wyleczeni mają przeciwciała i są odporni - dodaje ekspert ds. sytuacji nadzwyczajnych WHO, dr Mike Ryan.

- Wstępne badanie pacjentów w Szanghaju wykazało, że niektórzy nie mieli "wykrywalnych przeciwciał", podczas gdy inni mieli ich bardzo wysoki poziom - podkreśliła epidemiolog WHO, dr Maria Van Kerkhove. Dodała, że to, czy pacjenci z wysokim poziomem przeciwciał są odporni na drugą infekcję, stanowi "osobne zagadnienie".

Ponad 300 tys. osób z 1,87 mln potwierdzonych zakażonych na całym świecie wyzdrowiało - zauważyli przedstawiciele WHO, dodając, że potrzebują więcej danych, by zrozumieć odpowiedź immunologiczną wyleczonych i to, czy daje ona odporność i na jak długo.

WHO przestrzega przed znoszeniem ograniczeń i otwieraniem firm.

Dyrektor generalny WHO, Tedros Adhanom Ghebreyesus, przestrzegł również w poniedziałek przed zniesieniem ograniczeń w przemieszczaniu się ludności i ponownym otwarciem firm, pomimo że prezydent USA Donald Trump czy gubernator Nowego Jorku Andrew Cuomo wyrazili nadzieję na ponowne otwarcie firm, gdy tylko będzie to możliwe.

- Chociaż COVID-19 przyspiesza bardzo szybko, to spowalnia znacznie wolniej - podkreślił Tedros. - Oznacza to, że środki kontrolne należy znosić powoli i pod nadzorem - dodał. Tedros zaapelował również o to, by decyzje dotyczące znoszenia ograniczeń były oparte przede wszystkim na trosce o ochronę życia ludzkiego.


Badania pokazują, które choroby towarzyszące są najgroźniejsze

Jednak CarePort (amerykańska firma zbierająca dane dotyczące koronawirusa w USA) zauważa, że po skorygowaniu szacowanej śmiertelności i uwzględnieniu wieku pacjentów, okazuje się, że przewlekła choroba nerek powoduje 2,5-krotnie większe ryzyko śmierci wśród pacjentów.

Według CarePort, dla 85-latka, który nie ma chorób przewlekłych i jest hospitalizowany, ryzyko śmiertelności wynosi między 22 a 27 proc. Ale jeśli dana osoba ma np. ostre uszkodzenie nerek, ryzyko śmiertelności wzrasta do 39, a nawet 49 proc. - Choroba nerek wydaje się być największym zagrożeniem - przyznaje reprezentująca firmę Lissa Hu.

Do powszechnych chorób, z którymi wiąże się wyższy poziomem umieralności przy zakażeniu koronawirusem należą: cukrzyca, choroby płuc i choroby serca.




zwiń tekst

KORONAWIRUS DAJE OGROMNĄ SZANSĘ NA ZATRZYMANIE ŚWIATOWEJ RZEZI DZIKICH ZWIERZĄT
Śr, 8 kwi 2020 09:51 | komentarze: 3 czytany: 1560x

W Azji przestraszono się pandemii. Mieszkańcy kilku krajów chcą zakazu handlu dzikimi zwierzętami. Z najnowszych badań WWF wynika, że coraz większa liczba mieszkańców Azji Południowo-Wschodniej popiera zakaz handlu dzikimi zwierzętami. Wpływ na to może mieć wysokie zaniepokojenie pandemią koronawirusa, która zasięgiem objęła już cały świat./targ mięsem dzikich zwierząt w Wuhan, Chiny)Jak czytamy na.......

czytaj dalej

W Azji przestraszono się pandemii. Mieszkańcy kilku krajów chcą zakazu handlu dzikimi zwierzętami. Z najnowszych badań WWF wynika, że coraz większa liczba mieszkańców Azji Południowo-Wschodniej popiera zakaz handlu dzikimi zwierzętami. Wpływ na to może mieć wysokie zaniepokojenie pandemią koronawirusa, która zasięgiem objęła już cały świat.


/targ mięsem dzikich zwierząt w Wuhan, Chiny)

Jak czytamy na stronie WWF, 93 procent mieszkańców Azji Południowo-Wschodniej i Hongkongu popiera pomysł zamknięcia nielegalnych i nieuregulowanych rynków, na których prowadzony jest handel dzikimi zwierzętami. Ankieta została przeprowadzona w marcu wśród 5000 respondentów z Hongkongu, Japonii, Mjanmy, Tajlandii i Wietnamu.

WHO potwierdziła, że pandemia SARS-CoV-2, podobnie jak epidemie SARS, MERS i Ebola ma pochodzenie odzwierzęce. W związku z tym WWF postanowiła sprawdzić, czy koronawirus zmienił stosunek mieszkańców Azji do handlu dzikimi zwierzętami. Pandemią koronawirusa poważnie lub bardzo poważnie zaniepokojonych jest aż 82 procent badanych. 9 proc. ankietowanych przyznało, że znają kogoś lub sami kupili mięso dzikich zwierząt na takich targach w ciągu ostatni 12 miesięcy. Aż 84 proc. przyznaje jednak, że jest mało prawdopodobne, by po ostatniej pandemii w przyszłości sięgnęli jeszcze po takie produkty.




Chiny już 24 lutego wprowadziły całkowity zakaz polowania, handlu, transportu i jedzenia dzikich zwierząt, który obowiązuje na terenie kraju. Nad podobną dyrektywą pracuje też rząd Wietnamu. - Inne rządy azjatyckie muszą także podążać tą drogą, zamykając swoje rynki handlu dziką przyrodą o wysokim ryzyku i kończąc ten handel raz na zawsze, aby uratować życie i pomóc zapobiec powtórzeniu się zakłóceń społecznych i gospodarczych, których doświadczamy dzisiaj na całym świecie - powiedział dyrektor regionalny programu Azji i Pacyfiku WWF Christy Williams. Ankieta WWF jest pierwszym badaniem publicznym na temat związku między pandemią COVID-19, a handlem dziką przyrodą, która została przeprowadzona w Azji.

- Ludzie są głęboko zaniepokojeni i wyrażają chęć wsparcia swoich rządów w podejmowaniu działań zapobiegających potencjalnym przyszłym globalnym kryzysom zdrowotnym pochodzącym z rynków handlu dziką fauną i florą. Czas połączyć kropki między handlem dziką przyrodą, degradacją środowiska i zagrożeniem dla zdrowia ludzi. Podjęcie działań zarówno w stosunku do ludzi, jak i wielu gatunków dzikich zwierząt zagrożonych konsumpcją i handlem, ma zasadnicze znaczenie dla naszego przetrwania - dodaje z kolei dyrektor generalny WWF International Marco Lambertini.

Tego typu informacje pokazują, że pandemia koronawirusa ma charakter karmiczny. To oznacza, że to wydarzenie ma szansę doprowadzić do przebudzenia ludzkości.

Koronawirus w Stanach Zjednoczonych. Naczelny lekarz USA pokazuje jak w 40 sekund zrobić maseczkę z koszulki

Naczelny lekarz Stanów Zjednoczonych dr Jerome Adams zademonstrował, jak w zaledwie 40 sekund zrobić maskę na twarz, która może chronić przed zakażeniem koronawirusem. Lekarz zaleca noszenie ich w miejscach publicznych, gdzie nie zawsze da się utrzymać bezpieczny dystans dwóch metrów od kolejnej osoby.

Jak podaje ABC News 4 maseczka na twarz zaprezentowana przez Jerome Adamsa może być wykonana z materiałów, które można znaleźć w naszym domu. Może to być szalik, chusta, ręcznik lub koszulka. Naczelny lekarz Stanów Zjednoczonych na nagraniu zamieszczonym na serwisie YouTube pokazał, jak wykonać maseczkę.

Naczelny lekarz USA pokazuje, jak w 40 sekund zrobić maseczkę - wystarczy koszulka i dwie gumki

Najpierw musimy wyciąć większy prostokąt materiału, który składamy do połowy od jego dolnej części oraz do połowy z jego górnej części. Następnie po raz kolejny zaginamy dolny i górny brzeg koszulki do środka. Później należy wziąć dwie gumki recepturki i umieścić je przy końcach złożonej tkaniny. Wystające końcówki ponownie składamy do środka, a następnie przykładamy maskę do twarzy.

Wcześniej dr Jerome Adams apelował do mieszkańców Stanów Zjednoczonych, by przestali kupować i nosić maseczki. Anestezjolog na początku marca mówił, że nie chronią one przed zakażeniem koronawirusem, a nawet mogą zwiększyć ryzyko infekcji.

- Z ostatnich badań wiemy, że znaczna część osób zakażonych koronawirusem jest bezobjawowa, a część osób może zakażać wirusem jeszcze zanim rozwiną się u nich objawy infekcji - dodaje amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji Chorób wyjaśniając powód zmiany zaleceń.

CDC kontynuuje badania dotyczące rozprzestrzeniania się koronawirusa w społeczeństwie. W świetle dotychczasowych ustaleń amerykańska jednostka badawcza zaleca zakrywanie twarzy maseczkami w miejscach publicznych oraz w miejscach, gdzie trudno utrzymać zalecany dystans np. w sklepach czy aptekach.

"Bardzo ważne jest podkreślenie, że utrzymywanie dwumetrowego dystansu społecznego jest istotnym krokiem w spowolnieniu rozprzestrzeniania się wirusa. CDC dodatkowo zaleca stosowanie prostych, materiałowych maseczek na twarz. Dzięki temu osoby, które jeszcze nie mają objawów zakażenia, nie będą rozprzestrzeniały koronawirusa na inne osoby. Zalecane jest tworzenie własnych materiałowych maseczek na twarz, ponieważ maski chirurgiczne czy z filtrami N-95 są na wyczerpaniu, a muszą być dostarczone przede wszystkim pracownikom służby zdrowia" - napisano w komunikacie na stronie CDC.


źródło: gazeta.pl



zwiń tekst

KORONAWIRUS 2.0 - MAMY JUŻ DO CZYNIENIA Z BARDZIEJ AGRESYWNĄ ODMIANĄ WIRUSA NIŻ TEN Z WUHAN
Wt, 7 kwi 2020 06:05 | komentarze: 6 czytany: 2871x

Nowy koronawirus ma w sobie wpisany mechanizm samodoskonalenia i wyraźnie zmutował, stąd jest o wiele bardziej skuteczny w atakowania człowieka niż ta wersja, którą poznaliśmy w Wuhan w grudniu 2019. Udoskonalił metody przyłączania się do komórek i "usypiania" czujności układu immunologicznego. Mimo wielu podobieństw do znanych nam wcześniej koronawirusów, wydaje się być ich doskonalszą wersją.Na .......

czytaj dalej

Nowy koronawirus ma w sobie wpisany mechanizm samodoskonalenia i wyraźnie zmutował, stąd jest o wiele bardziej skuteczny w atakowania człowieka niż ta wersja, którą poznaliśmy w Wuhan w grudniu 2019. Udoskonalił metody przyłączania się do komórek i "usypiania" czujności układu immunologicznego. Mimo wielu podobieństw do znanych nam wcześniej koronawirusów, wydaje się być ich doskonalszą wersją.

Na łamach "The Conversation" amerykański biolog Benjamin Neuman podsumowuje dotychczasową wiedzę na temat tego, w jaki sposób nowy koronawirus tak skutecznie atakuje ludzkie ciało.




Nowy koronawirus, nazwany SARS-CoV-2, jest w zasadzie pod względem genetycznym bardzo podobny do innych znanych nam już groźnych wirusów z tej rodziny, takich jak SARS-CoV lub MERS-CoV (CoV to skrót od słowa coronavirus). Dlaczego jednak tak łatwo i ciężko zakaża ludzi, zataczając znacznie szersze kręgi niż tamte patogeny? Po dwóch latach ataków SARS w końcu zaniknął wśród ludzi. MERS co prawda nadal stanowi problem, ale nie przenosi się tak łatwo i szybko jak nowy koronawirus. Jego zasięg ogranicza się w zasadzie do Bliskiego Wschodu i kilku niewielkich rejonów w Azji.




Uważne obserwacje genetyków pokazują, że nowy koronawirus jest niemal doskonałe przystosowany do atakowania ludzkich komórek. W wyniku wielu mutacji udało mu się dokonać tego, czego nie osiągnęły tamte koronawirusy. Zyskał bowiem inny zestaw genów, zwanych akcesoriami, które stanowią o jego przewadze w strategicznych miejscach.

W jaki sposób nowy koronawirus zakaża komórkę?

Najpierw cząsteczka, zawierająca materiał genetyczny w postaci RNA, szuka odpowiedniego miejsca, gdzie mogłaby się zadokować. Koronawirus upodobał sobie receptory ludzkie określane nazwą ACE2. Ten receptor zbudowany jest z białka, zaangażowanego w procesy regulacji ciśnienia krwi.




Koronawirus, wyglądający jak mała niemal idealna kuleczka z wystającymi kolcami, zbliża się zatem do receptorowego białka i kieruje w jego stronę koniec tego kolca, uzbrojony w białko S. To białko występuje  w dwóch tzw. podjednostkach, określanych jako S1 i S2, które wyróżnione zostały ze względu na pełnione funkcje.

Infekcja rozpoczyna się w momencie, gdy białko S zaczepi się o białko receptora ACE2. W tym momencie na koniuszku kolca następują pewne zmiany. Kolec rozkłada się, a potem ponownie składa, w czym pomaga mu specyficzna budowa białka S, przypominająca sprężynę. Dzięki tym przekształceniom kolec może się uczepić receptora, a następnie utworzyć kanał, łączący wirusa i komórkę. Przez ten kanał do wnętrza komórki przedostaje się materiał genetyczny koronawirusa. Gdy to już się stanie, zaczyna się proces namnażania wirusa, czyli reprodukcji materiału genetycznego.

Jak rozwija się choroba COVID-19?

Nowy koronawirus osiedla się w komórkach płucnych typu II. To te komórki, który wydzielają specjalny śluz, ułatwiający wślizgnięcie się powietrza do płuc. Szkody, jakie COVID-19 wyrządza w organizmie, tak naprawdę spowodowane są przez układ odpornościowy, który prowadzi "politykę spalonej ziemi", aby powstrzymać rozprzestrzenianie się koronawirusa - pisze Benjamin Neuman.

Tak wyglądają płuca osoby, którą zainfekował koronawirus.




Wygląda to tak, że miliony komórek układu odpornościowego atakują zainfekowaną tkankę płucną i powodują ogromne zniszczenia podczas procesu oczyszczania z wirusa. Ta walka, manifestująca się wzmożonym procesem zapalnym, powoduje zmiany w płucach różnej wielkości, od niewielkich (wielkości winogrona) do dużych (wielkości grapefruita). I to jest wyzwanie dla lekarzy, którzy muszą utrzymać odpowiedni poziom dotlenienia krwi, podczas gdy uszkodzone płuca naprawiają szkody. W takiej sytuacji podłącza się pacjentów do urządzeń wspomagających oddychanie, czyli do respiratora lub - w skrajnym przypadku - do tzw. płucoserca.

Wydaje się, że to dlatego COVID-19 w tak różnym stopniu dotyka chorych, że młode organizmy - po prostu - lepiej sobie radzą z usuwaniem wirusa. Ponadto, jeżeli po infekcji większość białka ACE2 jest nieczynna, wzrastają problemy u osób z wysokim ciśnieniem krwi -  pisze autor artykułu.

Przebieg COVID-19 dlatego też jest cięższy niż np. sezonowa grypa, ponieważ nowy koronawirus potrafi na wiele sposobów powstrzymać układ odpornościowy od interwencji zaraz na początku infekcji, w momencie gdy dopiero zaczyna atakować komórkę. Gdy organizm próbuje zaalarmować układ odpornościowy za pomocą białka o nazwie interferon, koronawirus blokuje ten alarm, odcinając substancje białkowe, niosące ostrzeżenie, a ostatecznie niszcząc wszelkie instrukcje antywirusowe. W rezultacie koronawirus może się zagnieździć w organizmie nawet na miesiąc, podczas gdy zwykła grypa mija po tygodniu. Dlatego szybkość transmisji koronawirusa jest nieco wyższa niż wirusa grypy H1N1 w 2009 roku, a przy tym SARS-CoV-2 jest 10 razy bardziej zabójczy - podsumowuje autor.

Czego nadal nie wiemy o SARS-CoV-2

Nie potrafimy jeszcze w szczegółach powiedzieć, w jaki sposób dochodzi do rozwoju choroby, nie wiadomo też, jakie interakcje zachodzą pomiędzy białkami wewnątrz komórki, jaka jest struktura białek wytwarzanych przez zreplikowane wirusy i jak pracuje "maszyna" do kopiowania wirusów.

Ponadto nadal nie wiemy, jak koronawirus zareaguje na zmiany pór roku. Jak wiadomo, grypa woli raczej zimną porę roku, niektóre ludzkie wirusy są aktywne przez cały rok. Ale nikt tak naprawdę nie wie, dlaczego.

Autorem artykułu, opublikowanego na łamach The Conversation, jest Benjamin Neuman, profesor biologii w Texas A&M University-Texarkana.

Źródła: ScienceAlert.com, The Conversation  ViralZone, The Lancet, gazeta.pl



Brytyjski premier Boris Johnson został przeniesiony na szpitalny oddział intensywnej terapii po tym, jak z powodu zakażenia koronawirusem w poniedziałek wieczorem raptownie pogorszył się stan jego zdrowia. Na prośbę Johnsona obowiązki szefa rządu przejął tymczasowo minister spraw zagranicznych Dominic Raab. Brytyjskie media spekulują, że być może przeniesienie premiera na OIOM oznacza to, że jego oddychanie wspomaga respirator.


Brytyjski premier na początku wybuchu pandemii zasłynął tym, że wyśmiewał zagrożenie koronawirusem uznając koronawirus za "zwykłą grypę, której nie powinno się poświęcać zbyt wiele czasu". W jednej z cytowanych przez tabloidy wypowiedzi zasugerował, że cyt. "lepiej ze śmiechem pójść do pubu i nie przejmować się bzdurami i medialnymi bajdurzeniami fantastów, którzy tylko chcą szerzyć niepotrzebną panikę, która dumnym Brytyjczykom naprawdę nie jest potrzebna".

Informację o przeniesieniu 55-letniego Borisa Johnsona na oddział intensywnej terapii przekazało w poniedziałek wieczorem biuro brytyjskiego premiera na Downing Street. Dodano, że Johnson poprosił ministra spraw zagranicznych Dominica Raaba o tymczasowe przejęcie jego obowiązków.



zwiń tekst

Koronawirus wpłynął na wibracje Ziemi! CNN: Ograniczenia sprawiają, że Ziemia mniej wibruje
Pt, 3 kwi 2020 22:08 | komentarze: 6 czytany: 2364x

O tym zdumiewającym zjawisku poinformowała telewizja CNN - sejsmolodzy obserwują znacznie mniej hałasu sejsmicznego, czyli wibracji wytwarzanych przez samochody, pociągi, autobusy i ludzi poruszających się na co dzień. Ma to wynikać z ograniczenia mobilności wywołanego przez pandemię koronawirusa.Według CNN, jako pierwszy na zjawisko to uwagę zwrócił w Brukseli Thomas Lecocq, geolog i sejsmolog z .......

czytaj dalej

O tym zdumiewającym zjawisku poinformowała telewizja CNN - sejsmolodzy obserwują znacznie mniej hałasu sejsmicznego, czyli wibracji wytwarzanych przez samochody, pociągi, autobusy i ludzi poruszających się na co dzień. Ma to wynikać z ograniczenia mobilności wywołanego przez pandemię koronawirusa.

Według CNN, jako pierwszy na zjawisko to uwagę zwrócił w Brukseli Thomas Lecocq, geolog i sejsmolog z Królewskiego Obserwatorium w Belgii.





Według Lecocqa od połowy marca w Brukseli obserwuje się nawet 50-procentową redukcję hałasu sejsmicznego. Ma to miejsce od momentu, kiedy kraj ten podjął decyzję o zamknięciu szkół i przedsiębiorstw oraz wprowadził inne środki, których celem jest ograniczenie kontaktu między ludźmi. Spadek hałasu sejsmicznego jest podobny do tego, co zaobserwować można co roku przy okazji Świąt Bożego Narodzenia.

Sejsmolodzy w innych miastach widzą podobne efekty w swoich regionach. Paula Koelemeijer zamieściła na Twitterze wykres pokazujący poziom hałasu w zachodnim Londynie. Do znaczącej redukcji doszło w okresie po zamknięciu szkół i wprowadzeniu szeregu ograniczeń w Wielkiej Brytanii.



W rozmowie z CNN Lecocq stwierdził, że wykresy przedstawiające redukcję hałasu sejsmicznego są dowodem na to, że ludzie przestrzegają wprowadzonych przez rządy ograniczeń. - Z sejsmologicznego punktu widzenia możemy powiedzieć: jeśli jesteście samotni siedząc w domach, może pocieszy was to, że nie jesteście sami, wszyscy przestrzegają zasad - powiedział belgijski naukowiec.




zwiń tekst

ZADZIWIAJĄCE EFEKTY ŚWIATOWEJ PANDEMII KORONAWIRUSA - w Chinach pierwsze miasto zakazało jedzenia mięsa psów i kotów
Pt, 3 kwi 2020 04:43 | komentarze: 4 czytany: 1689x

Zwolennicy teorii (w tym my) o tym, że koronawirus to koło ratunkowe rzucone przez Ziemię (Gaję) dla maltretowanych zwierząt zyskali mocne potwierdzenie jej prawdziwości. Shenzhen jest pierwszym chińskim miastem, w którym wprowadzony został zakaz sprzedaży i spożywania mięsa psów oraz kotów. Nowe prawo wejdzie w życie od 1 maja.Jak podaje BBC nowe rozporządzenie pojawiło się w wyniku epidemii koronawirusa.......

czytaj dalej

Zwolennicy teorii (w tym my) o tym, że koronawirus to koło ratunkowe rzucone przez Ziemię (Gaję) dla maltretowanych zwierząt zyskali mocne potwierdzenie jej prawdziwości. Shenzhen jest pierwszym chińskim miastem, w którym wprowadzony został zakaz sprzedaży i spożywania mięsa psów oraz kotów. Nowe prawo wejdzie w życie od 1 maja.

Jak podaje BBC nowe rozporządzenie pojawiło się w wyniku epidemii koronawirusa. Ogniskiem zakażeń miał być targ w Wuhan, w którym sprzedawano mięso dzikich zwierząt np. węży czy nietoperzy. W lutym "South China Morning Post" poinformował o wprowadzeniu przez chińskie władze nowego prawa, na podstawie którego zakazano jedzenia dzikich zwierząt i handlu nimi. Ustawa weszła w życie w trybie natychmiastowym, jednak po protestach została zmieniona. Z listy wykreślone zostały żółwie i żaby, które mogą nadal mogą być spożywane w Chinach.  




W Shenzhen zakazano jedzenia psów i kotów. W Chinach rocznie zabijanych jest 14 mln tych zwierząt
Władze miasta Shenzhen postanowiły pójść o krok dalej i rozszerzyć zakaz także o mięso psów i kotów. Nowe przepisy wejdą w życie 1 maja. - Psy i koty jako zwierzęta domowe nawiązały znacznie bliższe relacje z ludźmi, niż jakiekolwiek inne zwierzęta. Zakaz konsumpcji psów i kotów oraz innych zwierząt domowych jest powszechną praktyką w krajach rozwiniętych, ale też w bliskim nam kulturowo Hongkongu i na Tajwanie - powiedziały władze miasta Shenzhen argumentując wprowadzenie zakazu. Obostrzenia mają także "odpowiadać na potrzeby i ducha cywilizacji człowieka".

Decyzję chińskiego miasta pochwaliła organizacja Humane Society International, która zajmuje się ochroną życia i praw zwierząt na całym świecie. - To naprawdę może być przełomowy moment dążący do zniesienia brutalnego handlu zwierzętami. W Chinach z tego powodu rocznie zabijanych jest około 10 milionów psów i 4 miliony kotów - powiedział dr Peter Li, specjalista ds. kontaktów HSI z Chinami. Doktor Li powiedział, że większość Chińczyków deklaruje, że nigdy nie jadła mięsa psów lub kotów i nigdy nie chce tego spróbować.

Jak zauważa BBC decyzja o zakazie jedzenia psów i kotów w Shenzhen zbiegła się w czasie z decyzją władz Chin, gdzie do leczenia koronawirusa zatwierdzono stosowanie kwasu żółciowego niedźwiedzi. Płyny trawienne tych zwierząt od lat stosowane są w tradycyjnej chińskiej medycynie. Pobierana jest z żywych niedźwiedzi, które przebywają w niewoli. Oczywiście żadne badania nie potwierdziły, by kwasy żółciowe miały wpływ na leczenie jakiejkolwiek choroby, w tym koronawirusa. - W ogóle nie powinniśmy wprowadzać terapii produktami odzwierzęcymi, takimi jak kwas żółciowy niedźwiedzia, a zwłaszcza w leczeniu koronawirusa, który prawdopodobnie wziął się z dzikiej przyrody - powiedział rzecznik fundacji Animals Asia Brian Daly.


Z poczty do FN ...

[...] W tych dość posępnych dniach mroku moze by Tak dla odmiany coś emanującego pozytywną energią. Zdecydowanie zalecam:

youtu.be/pLxd3UshLDo

Podrawiam i życzę wszystkim zdrowych, radosnych, pełnych empatii, przyjaznych, bezkrwawych* Światów!!! (bo każdy ma poniekąd swój)



zwiń tekst

Tajemnica włoskiego miasteczka Ferrera Erbognone. Nikt nie jest zarażony koronawirusem, choć wokół miasteczka jest czerwona strefa.
Czw, 2 kwi 2020 03:11 | komentarze: brak czytany: 2266x

Dotychczas we Włoszech zdiagnozowano ponad 101 tys. przypadków zakażenia koronawirusem. Jednym z najbardziej dotkniętych przez pandemię regionów jest Lombardia. Na jej terenie znajduje się jednak miasteczko, w którym dotychczas żaden z mieszkańców nie został zarażony. Naukowcy rozpoczęli badania nad tym fenomenem.Włoskie władze publikują najnowsze dane dotyczące rozprzestrzeniania się pandemii koronawirusa.......

czytaj dalej

Dotychczas we Włoszech zdiagnozowano ponad 101 tys. przypadków zakażenia koronawirusem. Jednym z najbardziej dotkniętych przez pandemię regionów jest Lombardia. Na jej terenie znajduje się jednak miasteczko, w którym dotychczas żaden z mieszkańców nie został zarażony. Naukowcy rozpoczęli badania nad tym fenomenem.




Włoskie władze publikują najnowsze dane dotyczące rozprzestrzeniania się pandemii koronawirusa codziennie około godziny 18.00. Z ostatniego komunikatu wynika, że łącznie od początku trwania epidemii we Włoszech zdiagnozowano 101 739 przypadków zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2, z czego w ciągu doby – 4050. Liczba ofiar śmiertelnych wzrosła od wczoraj o 812, całkowity bilans to 11591 osób. Najwięcej przypadków COVID-19 wykryto w Lombardii, gdzie zakażonych zostało aż 42161 osób, z czego 6818 zmarło. Od wczoraj w tym regionie zdiagnozowano 1154 nowych pacjentów, a 458 kolejnych osób zmarło.

Zagadkowa miejscowości

Lombardia jest jednym z najbardziej dotkniętych regionów przez koronawirusa. Co ciekawe w miejscowości Ferrera Erbognone, położonej we wspomnianym regionie, nie potwierdzono dotychczas ani jednego przypadku COVID-19. Ten fakt do tego stopnia zaciekawił naukowców, że postanowili rozpocząć prace badawcze na ten temat. Chętni mieszkańcy mają wykonać badania krwi, a testy rzecz jasna będą dobrowolne. Naukowcy zakładają dwa scenariusze – twierdzą, że brak potwierdzonych przypadków na terenie Ferrera Erbognone może być całkowicie przypadkowy, ale z drugiej strony liczą się z tym, że może występować ewentualne podłoże na tle genetycznym, które np. pozwala mieszkańcom tej miejscowości przechodzić infekcję bezobjawowo.




I jeszcze jedna ciekawa informacja w sprawie koronawirusa.


George Gao, szef chińskiego Centrum Kontroli i Prewencji Chorób, jest głównym mózgiem walki z epidemią w Chinach. Wywiad z nim na temat pandemii COVID-19 udało się przeprowadzić tygodnikowi "Science" (dziennikarze starali się o to przez dwa miesiące).

Zalecenia Gao są m.in. następujące:

Wszyscy, którzy wychodzą z domów, muszą nosić maseczki.
Zakażonych koronawirusem, nawet jeśli nie mają objawów, należy izolować
Maseczki nie mają służyć ochronie tych, którzy w miejscach publicznych je noszą. Mają chronić innych przed potencjalnymi zakażonymi koronawirusem SARS-CoV-2.

- To, że ludzie [przebywający w strefie publicznej] nie noszą maseczek, to największy błąd, jaki popełniają USA i Europa - uważa Gao.

- Wirus przenosi się drogą kropelkową i podczas bliskiego kontaktu. Nawet kiedy mówimy, kropelki [śliny] wypryskają nam z ust. A przecież wiele osób, które nie mają żadnych objawów choroby [COVID-19] albo mają je bardzo ograniczone, jest zakażonych! W maseczkach nie zakażałyby innych ludzi - mówi Gao.

Pytany o to, czego inne kraje mogą się nauczyć od Chin i ich walki z koronawirusem oraz pandemią choroby COVID-19, Gao nie ma wątpliwości:

- Podstawą trzymania w ryzach każdej choroby zakaźnej, szczególnie tych przenoszonych drogą kropelkową i atakujących układ oddechowy, jest zachowanie bezpiecznej odległości pomiędzy ludźmi.

Stąd społeczne czy raczej fizyczne odosobnienie (bo przecież możemy ciągle pielęgnować nasze kontakty społeczne - przez internet czy telefon) jest pierwszą niefarmaceutyczną odpowiedzią na wybuch epidemii. Dopóki nie ma leków i szczepionki, to jedyny sposób na powstrzymanie rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych.

- Po drugie - tłumaczy dalej Gao - trzeba bezwzględnie odizolować wszystkich zakażonych.
Po trzecie, poddać kwarantannie wszystkich tych, którzy mieli kontakt z zakażonymi. Po czwarte, zawiesić wszelkie spotkania w strefie publicznej. Po piąte, ograniczyć przemieszczanie się ludzi [żeby nie roznosili choroby].

Przy czym Chiny wprowadziły te zasady o wiele bardziej restrykcyjnie niż państwa zachodnie. Nawet osoby z łagodnymi objawami choroby są izolowane - w tymczasowych szpitalach, które wybudowano specjalnie w tym celu. Rodziny zakażonych nie mają tam dostępu.

W Polsce i innych krajach cywilizacji zachodniej tacy pacjenci mają przechorować COVID-19 w domach.

- Zakażeni muszą zostać odizolowani [żeby nie zakażali innych, m.in. swoich bliskich] - podkreśla Gao. - Jedynym sposobem zachowania kontroli nad COVID-19 jest usunięcie źródła infekcji. Dlatego pobudowaliśmy modułowe [kontenerowe] szpitale i zamieniliśmy stadiony w szpitale.

Jak jednak wykryć zakażonych, jeśli mają tylko łagodne objawy choroby albo wręcz żadnych? Tak zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2 przechodzi 80 proc. zainfekowanych.

Chiny wprowadziły masowe pomiary temperatury. Bez jej pomiaru nie można wejść nawet do sklepu czy do transportu zbiorowego. Innym środkiem wprowadzonym na Tajwanie, w Korei Południowej czy w Niemczech oraz krajach skandynawskich są masowe testy wykrywające obecność koronawirusa w organizmach ludzi. Dzięki temu można odizolować więcej osób zakażonych, a te zdrowe mogą normalnie pracować.

Pytany o to, czy mieszkańcy Chin, w których epidemia pojawiła się pierwsza, nabyli już zbiorową odporność na koronawirusa SARS-CoV-2, Gao nie ma wątpliwości, że jeszcze na to za wcześnie (szacuje się, że aby osiągnąć zbiorową odporność, zakażeniu lub zaszczepieniu - a szczepionki długo nie będzie - musi ulec co najmniej 70 proc. populacji).

Uczeni z Chin - oraz naukowcy z innych krajów - pracują obecnie zarówno nad znalezieniem leku na COVID-19, jak i szczepionki na SARS-CoV-2. W kwietniu, obiecuje Gao, Chińczycy mają opublikować wyniki swoich badań klinicznych nad zastosowaniem remdesiviru. To lek stosowany dotąd w leczeniu zakażeń wirusami Ebola i Marburg.

W swoich badaniach nad nowymi lekami Chińczycy (jak i inni badacze) wykorzystują również tzw. modele zwierzęce - małpy oraz transgeniczne myszy, które mają w komórkach układu oddechowego receptory ACE2, do których przyczepia się koronawirus SARS-CoV-2.
"Science" pytało szefa chińskiego Centrum Kontroli i Prewencji Chorób także o to, czy Chiny zrobiły wszystko, co należało, żeby odpowiednio wcześnie ostrzec świat przed nową epidemią. Jak można się spodziewać, George Gao uważa, że tak.

Pytany o to, czy źródłem SARS-CoV-2 był niesławny mokry targ w Wuhanie (na którym zabija się i sprzedaje m.in. dzikie zwierzęta), Gao odpowiada, że to możliwe. Ale targ mógł być też nie tyle pierwotnym źródłem koronawirusa, ile miejscem, w którym uległ on namnożeniu.

Cały wywiad można przeczytać na stronach "Science.






Ostatnie dni na świecie przynoszą kolejne fotografie, które przechodzą do historii świata. Oto kolejna z nich - odkażanie słynnej "Ściany Płaczu" w Jerozolimie. Zdjęcie trafia do Archiwum Foto FN.




zwiń tekst

Johnson & Johnson ma potencjalną szczepionkę na koronawirusa i umowę z rządem USA na mld dolarów
Wt, 31 mar 2020 08:45 | komentarze: 5 czytany: 1555x

Koncern Johnson & Johnson poinformował, że pracuje nad szczepionką na koronawirusa, a testy kliniczne z udziałem ludzi rozpoczną się we wrześniu. Pierwsze dawki miałyby być gotowe na początku przyszłego roku.Johnson & Johnson podał, że prace nad szczepionką na nowego koronawirusa rozpoczął w styczniu tego roku wraz z jednym z wydziałów departamentu zdrowia USA.Johnson & Johnson ma potencjalną.......

czytaj dalej

Koncern Johnson & Johnson poinformował, że pracuje nad szczepionką na koronawirusa, a testy kliniczne z udziałem ludzi rozpoczną się we wrześniu. Pierwsze dawki miałyby być gotowe na początku przyszłego roku.

Johnson & Johnson podał, że prace nad szczepionką na nowego koronawirusa rozpoczął w styczniu tego roku wraz z jednym z wydziałów departamentu zdrowia USA.
Johnson & Johnson ma potencjalną szczepionkę na koronawirusa

Koncern ogłosił, że na podstawie prowadzonych analiz, udało mu się wyodrębnić wiodący typ szczepionki, który zostanie następnie poddany testom. Po opublikowaniu tej informacji akcje spółki na giełdzie w Nowym Jorku wzrosły o 8 proc.

Badania kliniczne nad szczepionką na koronawirusa z udziałem ludzi mają ruszyć do września, a na początku przyszłego roku J&J prognozuje wypuszczenie pierwszych partii do wykorzystania w sytuacjach awaryjnych. Ten plan przedstawia proces znacznie szybszy, niż zwykle ma to miejsce przy opracowywaniu nowych szczepionek, co jak podaje Johnson & Johnson trwa od pięciu do siedmiu lat.
Miliard dolarów na badania i testy.



W ramach współpracy ze wspomnianą agencją rządową - BARDA [Biomedical Advanced Research and Development Authority, czyli agencją zaawansowanych biomedycznych badań i rozwoju - przyp. red.] - obie strony przeznaczą na prace nad szczepionką łącznie miliard dolarów (Reuters podaje, że ze strony BARDA będzie to około 420 mln dolarów). Johnson & Johnson zamierza m.in. zwiększyć swoje globalne możliwości produkcyjne tak, by mógł dostarczyć na rynek miliard dawek.

"Firma planuje natychmiastowe rozpoczęcie produkcji i zobowiązuje się do dostarczenia społeczeństwu niedrogiej szczepionki na zasadach non-profit, do awaryjnego wykorzystania w czasie pandemii" - pisze J&J w komunikacie. W rozmowie z CNBC prezes J&J, Alex Gorsky, powiedział, że jak na razie wstępne testy i modele wskazują na to, że szczepionka będzie nie tylko bezpieczna, ale i skuteczna. Koncern ma też w zapasie dwie inne potencjalne szczepionki.

Johnson&Johnson niejedyna firma, która pracuje nad szczepionką na nowego koronawirusa. Na świecie jest ich przynajmniej kilkanaście, a Stanach Zjednoczonych robi to m.in. biotechnologiczna Moderna, która także współpracuje z rządową agencją w tej sprawie. Moderna zaczęła już bardzo wstępne testy. Amerykański rząd chce w ten sposób wspierać jeszcze innych kandydatów, którzy pracują nad eksperymentalnymi szczepionkami, by zwiększyć szanse na wyprodukowanie takiej, która będzie skuteczna.

źródło: CNN, BBC




zwiń tekst

USA: TAK WYGLĄDAJĄ PŁUCA OSOBY ZAATAKOWANEJ PRZEZ KORONAWIRUSA
Sob, 28 mar 2020 03:36 | komentarze: 1 czytany: 2922x

We wcześniejszych publikacjach w dziale FN24 sygnalizowaliśmy, że koronawirus nie jest "zwykłą grypą", bo ma bardzo ciekawy pakiet dodatkowy. W odróżnieniu od grypy jest nie tylko kilkaset razy bardziej agresywny w atakowaniu nowych ofiar i przenoszeniu się na kolejne osoby, ale także nawet w stanie najbardziej łagodnej zaczyna zwłókniać płuca.Szpital w Waszyngtonie opublikował nagranie pokazujące.......

czytaj dalej

We wcześniejszych publikacjach w dziale FN24 sygnalizowaliśmy, że koronawirus nie jest "zwykłą grypą", bo ma bardzo ciekawy pakiet dodatkowy. W odróżnieniu od grypy jest nie tylko kilkaset razy bardziej agresywny w atakowaniu nowych ofiar i przenoszeniu się na kolejne osoby, ale także nawet w stanie najbardziej łagodnej zaczyna zwłókniać płuca.

Szpital w Waszyngtonie opublikował nagranie pokazujące w technologii 3D, jak wyglądają płuca pacjenta zakażonego koronawirusem. Widać na nim, że u mężczyzny, który wcześniej był leczony na nadciśnienie, wystąpiły duże uszkodzenia.
Skany płuc pacjenta zakażonego koronawirusem. Żółty kolor pokazuje obszar płuc zajęty infekcją.



fot. youtube.com/George Washington University Hospital.


Ordynator chirurgii w szpitalu uniwersyteckim George'a Washingtona w Stanach Zjednoczonych dr Keith Mortman w rozmowie z CNN powiedział, że kilka dni wcześniej 59-letni pacjent nie miał żadnych objawów choroby. Teraz jego wyniki potwierdziły zakażenie koronawirusem. Przebieg infekcji jest tak szybki, że płuca pacjenta przestały prawidłowo funkcjonować. Wcześniej mężczyzna leczony był tylko na nadciśnienie. Obecnie jego stan jest krytyczny, musiał też zostać podłączony do respiratora.

- To nie jest 70-letni czy 80-letni pacjent z cukrzycą, czy chorobą autoimmunologiczną, gdzie można byłoby się spodziewać takich wyników. Poza wysokim ciśnieniem krwi pacjent nie miał żadnych istotnych problemów medycznych. Za tydzień te wyniki mogą być jeszcze gorsze, a proces zapalny może postępować dalej - powiedział doktor Mortman. Ordynator wyjaśnił też, co widać na nagraniu udostępnionym przez szpital.

Koronawirus. "Chcemy, żeby ludzie zobaczyli i zrozumieli, z czym mają do czynienia"

Obszary w płucach zaznaczone na żółto to zainfekowane regiony, które dotknięte są także stanem zapalnym. Ze skanów wynika, że obszar zaatakowany przez wirusa, a więc regiony, w których pojawiły się uszkodzenia, są zlokalizowane w dużych obszarach płuc. To pokazuje, że infekcja szybko i agresywnie atakuje organizm nawet zdrowych pacjentów. - U pacjentów zaczyna dochodzić do postępującej niewydolności oddechowej. Jak pokazujemy na nagraniu, uszkodzenie płuc jest szybkie i dotyka ogromnego obszaru. Niestety po zainfekowaniu takiego obszaru płuc pacjentowi zajmuje bardzo dużo czasu, by całkowicie wyzdrowieć. U około 2-4 proc. pacjentów zakażonych COVID-19 uszkodzenia będą nieodwracalne - mówi dalej lekarz.

- Wirus dostaje się do błon śluzowych organizmu, a następnie trafia do płuc. Organizm próbuje się bronić przed zakażeniem, co objawia się stanem zapalnym. Żółty obszar na nagraniu oznacza zarówno obszary zainfekowane koronawirusem, jak i objęte stanem zapalnym. To z kolei objawia się dusznościami i niedotlenieniem krwi. Pacjenci często opisują to jako problem ze złapaniem oddechu lub poczuciem, że nie oddychają pełną piersią - wyjaśnia dalej dr Mortman.

- Chcemy, żeby ludzie zobaczyli i zrozumieli, z czym mają do czynienia. Ludzie muszą brać tę sytuację na poważnie - mówi dalej lekarz, apelując, by stosować się do zaleceń dotyczących izolacji i zachowania dystansu społecznego. Nagranie powstało dzięki technice obrazowania CT (z wykorzystaniem tomografii komputerowej). Powstały w ten sposób modele 3D wykorzystywane są przez lekarzy do planowania operacji czy też w diagnostyce chorób nowotworowych. Wcześniej skany płuc młodych ludzi zakażonych koronawirusem opublikował szpital w Belgii.

Film poniżej.

 

 

Od wielu tygodni powtarzamy, że koronawirus to nie jest żadna "zwykła grypa". O tym, aby się o tym przekonać, należy odwiedzić jeden ze szpitali, gdzie przebywają osoby zakażone. Ta choroba naprawdę uszkadza płuca, także młodych osób. Ważne są przykłady pojedyńczych osób - właśnie ukazały się informacje o tym, że w ciężkim stanie jej córka znanej piosenkarki, która uczy się w Wielkiej Brytanii.


Córka Kasi Kowalskiej przez koronawirusa trafiła do szpitala w Anglii. Jej stan jest poważny. Niezbędna jest intubacja. Jej stan jest związany z pandemią koronawirusa.

Kasia Kowalska o dramatycznej historii opowiedziała w specjalnym nagraniu na Facebooku.

    Witam serdecznie, dzisiaj dostałam telefon z Anglii, z jednego ze szpitali, w którym leży moja córka. Spytali się mnie, czy zgadzam się na jej intubację. Chciałabym tym filmikiem sprowokować was do myślenia, czy rzeczywiście musicie wychodzić z domu i czy naprawdę jest to konieczne.

Do nagłośnienia tej smutnej historii poprosił piosenkarkę znajomy lekarz.

    Zainspirował mnie do nagrania tego filmiku jeden z lekarzy, z którym rozmawiałam. Powiedział, niech pani przemówi do rozumu młodym ludziom, bo oni nie zdają sobie sprawy z tego, co się dzieje, więc.... Nie potrafię płakać, a dzisiaj wiele godzin  wypłakałam, Kochani, jeśli nie musicie wychodzić, zostańcie w domu - mówiła zapłakana wokalistka. 



zwiń tekst

ZASKAKUJĄCE ODKRYCIE NAUKOWCÓW W SPRAWIE KORONAWIRUSA - to prawdopodobnie 'chimera' dwóch różnych wirusów
Śr, 25 mar 2020 01:35 | komentarze: 8 czytany: 2936x

Nowy koronawirus to być może chimera powstała z dwóch różnych wirusów pochodzących od nietoperzy i łuskowców - zastanawiają się naukowcy. To całkiem nowy wirus, który zdobył zdolność wnikania do komórek człowieka. Odpowiada za to mechanizm rekombinacji genetycznej, czyli wymiany materiału genetycznego.Nowy koronawirus nadal kryje w sobie wiele tajemnic, mimo ogromnego wysiłku naukowców z całego świata.......

czytaj dalej

Nowy koronawirus to być może chimera powstała z dwóch różnych wirusów pochodzących od nietoperzy i łuskowców - zastanawiają się naukowcy. To całkiem nowy wirus, który zdobył zdolność wnikania do komórek człowieka. Odpowiada za to mechanizm rekombinacji genetycznej, czyli wymiany materiału genetycznego.




Nowy koronawirus nadal kryje w sobie wiele tajemnic, mimo ogromnego wysiłku naukowców z całego świata, aby możliwie szybko rozpoznać, z jakim wrogiem mamy do czynienia. Na łamach The Conversation francuski biolog Alexandre Hassanin, wykładowca na Sorbonie, dzieli się jedną z hipotez na temat pochodzenia wirusa SARS-CoV-2.

Wiemy, że pierwsi chorzy na COVID-19 pojawili się w grudniu w chińskim mieście Wuhan i byli w większości sprzedawcami lub klientami na lokalnym targu żywności, który wydawał się źródłem koronawirusa. Jednak nie wszyscy zakażeni mieli kontakt z tym miejscem. U co trzeciego hospitalizowanego pacjenta nie znaleziono powiązań z targiem. W dodatku naukowcy po zsekwencjonowaniu genomu koronawirusa i jego analizie doszli do wniosku, że SARS-CoV-2 najprawdopodobniej zaatakował człowieka już w listopadzie 2019 roku.

Co odkryli genetycy, badając genom nowego koronawirusa?

Genom SARS-CoV-2 jest cząsteczką RNA (RNA to kwas rybonukleinowy, materiał genetyczny wirusa) i składa się z 30 000 zasad i 15 genów. Kluczowy dla nas gen S koduje białko S (białko szczytowe, od ang. spike), znajdujące się na powierzchni koronawirusa. Białko S bierze udział w procesie łączenia się wirusa z receptorami w komórkach gospodarza.

Nowy koronawirus należy do grupy betakoronawirusów, podobnie jak atakujący ludzi kilkanaście lat temu SARS. Epidemia objęła wówczas 29 krajów, gdzie zachorowało w sumie 8 098 osób. Choroba zabiła wówczas 774 osoby. Rezerwuarem tamtego wirusa SARS były nietoperze z rodzaju Rhinolophus, a pośrednim gospodarzem paguma chińska (łaskun chiński, łac. Paguma larvata) - gatunek drapieżnego ssaka z podrodziny łaskunów, popularnie zwany cywetą.

Badania genetyczne wskazują na to, że nietoperze, zwłaszcza z rodzaju Rhinolophus, stanowią rezerwuar wirusów SARS-CoV oraz SARS-CoV-2 - pisze Alexandre Hassanin. U nietoperzy wyizolowano wirusa, nazwanego RaTG13, którego genom jest w 96 procentach zgodny z genomem nowego koronawirusa.




Kolejne badania nieco zmieniły obraz. Okazało się, że istnieje zwierzę, u którego znaleziono wirusa jeszcze bardziej zbliżonego genetycznie do SARS-CoV-2. Wirus odkryty u łuskowca okazał się w 99 procentach zgodny z genomem nowego koronawirusa - jak donieśli naukowcy 7 lutego na łamach Nature. To odkrycie sugerowało, że łuskowiec jest jeszcze bardziej prawdopodobnym rezerwuarem koronawirusa niż nietoperze - czytamy w artykule.

Wkrótce jednak kolejne badanie genomu koronawirusa, wyizolowanego z malezyjskich łuskowców (pangolin jawajski, łac. Manis javanica) pokazało jedynie 90 procent zgodności. "Aktualnie atakujący nas wirus nie pochodzi jednak od łuskowców?" - zadaje pytanie Alexandre Hassanin. "Gdzie jest rezerwuar nowego koronawirusa?".

"Koronawirus znaleziony u łuskowców ma jednak pewien fragment niemal identyczny z nowym koronawirusem" - zauważa autor. Zgodność, wynosząca aż 99 procent, dotyczy kluczowego miejsca, a mianowicie białka S. To dzięki niemu koronawirus potrafi wiązać się z receptorem ACE2 w komórkach człowieka i wnikać wewnątrz. Natomiast wirus RaTG13 ma już tylko 77 procent podobieństw w tym kluczowym miejscu.

- Oznacza to, że koronawirus izolowany z łuskowców jest zdolny do wchodzenia do komórek ludzkich, podczas gdy koronawirus izolowany z nietoperzy nie jest - uważa naukowiec.

Porównania genomów sugerują, że wirus SARS-Cov-2 jest wynikiem rekombinacji dwóch różnych wirusów, jednego zbliżonego do RaTG13, a drugiego bliższego wirusowi izolowanemu z łuskowca. Innymi słowy, to chimera, czyli organizm zbudowany z komórek różniących się od siebie genetycznie.
Zdaniem badaczy, aby doszło do takiej rekombinacji, dwa różne wirusy musiały zakazić ten sam organizm jednocześnie. Tak powstał nowy rodzaj wirusa, mający zdolność do zakażania zupełnie innych gatunków.

Alexandre Hassanin na koniec stawia pytania, na które nauka nie zna jeszcze odpowiedzi. A mianowicie, gdzie doszło do rekombinacji genów, w czyim organizmie, czy u nietoperzy, czy też u łuskowców, a może jeszcze zupełnie gdzieś indziej? Oraz w jakich warunkach doszło to aktywacji mechanizmu rekombinacji genów i co temu sprzyjało?

Źródło: ScienceAlert.com, The Conversation, gazeta.pl




Jedno z najbardziej wstrząsających zdjęć pokazujących świat w czasach "apokalipsy z koronawirusem" , które stało się także symbolem włoskiej tragedii - w Bergamo ze względu na ogrom zgonów, 70 wojskowych ciężarówek wywoziło trumny do innych regionów na kremacje. Już 19 marca zgonów z powodów koronawirusa we Włoszech było więcej niż w całych Chinach. Trwa poszukiwanie powodu, dla którego tyle osób umiera w najbardziej obciążonym regionie Lombardii.„Corriere della Sera” przedstawia dwie hipotezy: „albo faktyczna liczba zakażonych koronawirusem jest drastycznie, być może dziesięciokrotnie, wyższa od tej potwierdzonej badaniami, albo koronawirus zmutował. Na koncentrację zakażeń w okolicach Bergamo wpłynął mecz Atalanta–Valencia rozegrany 19 lutego na San Siro, to była bomba biologiczna”. Nikt nie wie, kiedy tendencja wzrostowa zachorowań zostanie zatrzymana. Epidemiolog Pierluigi Lopalco w wywiadzie dla dziennika„Repubblica”powiedział tylko, że „prognozy dotyczące pandemii są jak prognozy pogody – wiary- godne jedynie na trzy dni do przodu”.



zwiń tekst

STRONA
1 2 3 4 5 6 7 49
Strona 4 / 49

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Średnia temperatura na świecie w ciągu najbliższych pięciu lat nadal będzie rosnąć, czasowo może wzrosnąć do ponad 1,5 stopnia Celsjusza powyżej średniej sprzed epoki przemysłowej - poinformowała w czwartek Światowa Organizacja Meteorologiczna (WMO). To oznacza, że konsekwencje będą odczuwalne niemal w każdym miejscu na Ziemi.

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wt, 30 cze 2020 07:04 | Witam, Czy zgłosił się może do Was ktoś kto dokonał 'jakiejś' obserwacji z powiatu cieszyńskiego w nocy 27 na 28 czerwca (noc z soboty na niedziele)?Np. z gminy Brenna, bądź dalej Ustroń, Skoczów albo sam Cieszyn etc.? Albo i Bielsko-Biała? Jeśli można oczywiście prosić. Niekoniecznie spodziewam się twierdzącej odpowiedzi, ale... nie zaszkodzi zapytać, prawda? Takiej obserwacji mógł ktoś dokonać gdzieś w godzinach pomiędzy 22:50 a 00:20Nie miałem przy sobie zegarka, więc nie potrafię ...

Dziennik Pokładowy

Niedziela, 3 maja 2020 | Miałem zabawne spotkanie z moim wiernym słuchaczem sprzed lat. Wtedy młodym chłopakiem, a dziś poważnym panem z rodziną, dziećmi i siwiejącymi skroniami. Dopiero patrząc na niego zobaczyłem dyskretny urok upływu czasu, który dotyczy przecież każdego z nas. Zadał mi ciekawe pytanie... Panie Robercie, jak można utrzymać pasję przez tyle lat? Przecież reszta pasjonatów panu podobnych dawno odpadła od...

czytaj dalej

FILM FN

UFO - ten fenomen z roku na rok staje się coraz bardziej rzeczywisty

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.