Dziś jest:
Wtorek, 1 grudnia 2020

Będę dostatecznie bogaty,jeśli zachowam dobre imię.
/Plaut (Titus Maccius Plautus/

FN 24
WIADOMOŚCI OD NASZYCH CZYTELNIKÓW
Wyślij do nas wiadomość - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania newsa do działu "FN 24": nautilus@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




USA: pandemia koronawirusa wpędza ludzi w depresję. Z powodu rozpaczy może umrzeć nawet 75 tysięcy Amerykanów.
Sob, 9 maj 2020 01:48 | komentarze: 3 czytany: 1708x

Bezrobocie w USA wystrzeliło w kwietniu do 14,7 proc. Tak źle nie było od lat 30-tych. Koronawirus: 75 tys. Amerykanów "umrze z rozpaczy". Przedawkują albo popełnią samobójstwo - ostrzegają eksperci.Dziesiątki tysięcy Amerykanów mogą umrzeć w wyniku samobójstw, przedawkowania narkotyków albo zatrucia alkoholem. Wszystko z powodu pandemii - ostrzegają lekarze zajmujący się psychiatrią.Ostrzeżenie, .......

czytaj dalej

Bezrobocie w USA wystrzeliło w kwietniu do 14,7 proc. Tak źle nie było od lat 30-tych. Koronawirus: 75 tys. Amerykanów "umrze z rozpaczy". Przedawkują albo popełnią samobójstwo - ostrzegają eksperci.



Dziesiątki tysięcy Amerykanów mogą umrzeć w wyniku samobójstw, przedawkowania narkotyków albo zatrucia alkoholem. Wszystko z powodu pandemii - ostrzegają lekarze zajmujący się psychiatrią.

Ostrzeżenie, cytowane przez CNN, wystosowała amerykańska organizacja zdrowia publicznego Well Being Trust (WBT). Jej eksperci policzyli, że - z powodu problemów psychicznych wywołanych pandemią koronawirusa – umrzeć może 75 tys. Amerykanów. Najczęstszą przyczyną zgonów mają być samobójstwa, a także nadużywanie alkoholu i narkotyków.

Organizacja alarmuje, że do tak dużej liczby zgonów wywołanych problemami psychicznymi przyczyni się spowodowany pandemią wzrost bezrobocia, kryzys gospodarczy i stres wynikający z izolacji i niewiedzy, kiedy będzie możliwy powrót do normalnego życia. Eksperci z WBT alarmują, że – jeśli władze wszystkich szczebli nie podejmą stosownych działań, by pomóc zdesperowanym Amerykanom – dojdzie do ogromnego wzrostu tzw. zgonów wynikających z rozpaczy.

Organizacja stworzyła swój model, opierając się na danych z poprzednich lat dotyczących wpływu na liczbę zgonów takich czynników, jak bezrobocie, izolacja i niepewność jutra.




Konieczne wsparcie na wszystkich poziomach

- Konieczne jest uruchomienie środków państwowych, federalnych i lokalnych, które pozwolą poprawić dostęp do wysokiej jakości leczenia problemów zdrowia psychicznego – przekonuje cytowany w CNN dr Benjamin F. Miller, który w WBT odpowiada za strategię.

Niezbędne jest też wsparcie udzielane na poziomie lokalnych społeczności. Jeśli nie zadziałamy sprawnie, boję się, że nastąpi dramatyczne pogorszenie sytuacji, jeśli chodzi o samobójstwa, a także nadużywanie alkoholu i narkotyków – ostrzega.

Podkreśla jednocześnie, że przedstawione przez jego organizację dane to jedynie prognozy, których spełnieniu można jeszcze zapobiec.

Możemy zmienić te liczby, ale musimy zacząć działać natychmiast – przypomina dr Miller.

Analitycy z WBT podkreślają, że jednym z czynników najmocniej wpływających na liczbę zgonów jest gwałtowny wzrost bezrobocia, dlatego władze powinny zadbać, by osoby, które w czasie pandemii z dnia na dzień tracą pracę, nie zostały bez pomocy. „W czasie wielkiej recesji właśnie bezrobocie wiązano ze wzrostem liczby samobójstw i śmierci z przedawkowania” – przekonują, przypominając wydarzenia z lat 2007-09, kiedy Amerykę dotknęła najdłuższa recesja od Wielkiego Kryzysu z lat 30.




Nie pozwólmy ludziom umierać z rozpaczy

Także dzisiaj amerykańscy eksperci nie mają złudzeń – z powodu pandemii bez pracy zostaną miliony Amerykanów. Już w marcu stopa bezrobocia w USA wyniosła 4,4 proc., rosnąc o 0,9 pkt proc. od lutego, co było największym miesięcznym skokiem od prawie pół wieku. W kwietniu bezrobocie wzrosło do 14,7 proc., czyli wyniosło najwięcej od zakończenia II wojny światowej – poprzedni rekord zanotowano w listopadzie 1982 r., kiedy wyniosło ono niecałe 11 proc.

Miller podkreśla, że pandemia pokazała istniejące już wcześniej problemy – głównie poważne braki w opiece nad osobami z problemami psychicznymi.

To szansa na sprawdzanie, co nie działa, i stworzenie nowej strategii – tłumaczy. Namawia do wprowadzenia na stałe, a nie tylko w czasie pandemii, możliwości świadczenia pomocy psychologicznej za pośrednictwem technologii. – Nigdy nie będziemy mieli wystarczającej liczby specjalistów od zdrowia psychicznego, dlatego musimy być kreatywni – tłumaczy.

Eksperci z WBT przypominają, że tworzą swoje modele, analizując dane z przeszłości. „Kiedy nasze społeczności mierzyły się z rosnącym bezrobociem, izolacją i jednostkową niepewnością, ludzie cierpieli, a to prowadziło do większej liczby zgonów – napisali w swoim raporcie. – Tym razem możemy sprawić, że będzie inaczej. Właściwie oceniając rozmiary obecnego kryzysu, przewidując, ile potencjalnie ludzi może umrzeć, i kreatywnie proponując odpowiednie rozwiązania, możemy tym zgonom zapobiec. Nie powinniśmy siedzieć bezczynnie, czekając, aż 75 tys. ludzi umrze z rozpaczy”.


Policja prowadzi dochodzenie w sprawie samobójstwa jednego z pracownków Biuro Pogotowia Ratunkowego w Nowym Jorku, który prawdopodobnie nie wytrzymał obciążenia pracą i przytłoczenia pandemią koronawirusa. Nowy Jork, 24 kwietnia 2020 r. (Fot. Shutterstock)



zwiń tekst

'El Pais': Analiza ścieków pozwala przewidzieć rozwój epidemii. Pokazano to na przykładzie Walencji
Czw, 7 maj 2020 18:45 | komentarze: 1 czytany: 1423x

Analiza wody ze ścieków pozwala przewidzieć kilka tygodni wcześniej nasilenie się epidemii koronawirusa - wynika z ustaleń hiszpańskich biologów i epidemiologów, które w czwartek publikuje dziennik "El Pais".Z badania wielodyscyplinarnego zespołu ekspertów z Murcji, uniwersytetu Walencji oraz madryckiej Wyższej Rady Badań Naukowych (CSIC) wynika, że nasilenia przypadków zakażenia koronawirusem można.......

czytaj dalej

Analiza wody ze ścieków pozwala przewidzieć kilka tygodni wcześniej nasilenie się epidemii koronawirusa - wynika z ustaleń hiszpańskich biologów i epidemiologów, które w czwartek publikuje dziennik "El Pais".

Z badania wielodyscyplinarnego zespołu ekspertów z Murcji, uniwersytetu Walencji oraz madryckiej Wyższej Rady Badań Naukowych (CSIC) wynika, że nasilenia przypadków zakażenia koronawirusem można było się spodziewać w Murcji już 12 marca. Wówczas w stolicy tego południowo-wschodniego regionu Hiszpanii notowanych było zaledwie kilka przypadków zachorowania na COVID-19.

Ekipa naukowców współpracujących z miejskimi zakładami uzdatniania wody w Murcji ustaliła, że badanie ścieków pozwoliło z ponad tygodniowym wyprzedzeniem przewidzieć nasilenie liczby infekcji w mieście. Podobne wnioski przyniosły rozpoczęte w marcu badania obecności koronawirusa w wodach ściekowych trzech miast regionu Murcji: Lorca, Cieza i Totana. Obecność kwasów rybonukleinowych (RNA) koronawirusa w ściekach stwierdzono tam już na 16 dni przed pierwszym potwierdzonym przypadkiem zachorowania.




Biorąca udział w badaniu Gloria Sanchez z CSIC potwierdziła, że również w Walencji próbki ze ścieków pobranych z kanałów miejskich 24 lutego wskazywały na zbliżającą się eksplozję epidemii. Nastąpiła ona dwa tygodnie później.

Hiszpańscy eksperci twierdzą, że analiza wody ściekowej jest skutecznym sposobem określania w danym regionie stopnia rozwoju epidemii. Potwierdzają jednocześnie skuteczność procesu uzdatniania wody zawierającej koronawirusa.

Z przeprowadzonych badań wody ściekowej oczyszczonej w miejskich zakładach uzdatniania wody w Murcji wynika, że po tym procesie nie zawiera ona już kwasów rybonukleinowych wirusa, które mogłyby prowadzić do kolejnych zakażeń.

Poza ludzkim organizmem wirus szybko przestaje być niebezpieczny, choć wciąż pozostają fragmenty jego RNA, umożliwiające jego identyfikację. Wzrost stężenia wirusa w ściekach poprzedza wystąpienie objawów klinicznych, dając opiece medycznej nieco czasu na przygotowania. Podobnie jest w przypadku innych chorób – prowadzone w Izraelu badania ścieków wykryły epidemię polio z lat 2013-14, zanim pojawił się uchwytny klinicznie wzrost zachorowań.

źródło: PAP




zwiń tekst

Naukowcy z Los Alamos National Laboratory - nowy szczep koronawirusa jest groźniejszy i bardziej zaraźliwy niż ten z początku epidemii.
Wt, 5 maj 2020 19:48 | komentarze: 1 czytany: 1955x

Rozprzestrzeniający się obecnie w większości świata szczep koronawirusa jest groźniejszy i bardziej zaraźliwy, niż ten, który został wykryty na początku epidemii - wynika z badań amerykańskiego Los Alamos National Laboratory. Może więc okazać się, że szczepionki i leki nie będą skuteczne wobec nowego szczepu.Jak podaje "Los Angeles Times", według badań amerykańskiego Los Alamos National Laboratory.......

czytaj dalej

Rozprzestrzeniający się obecnie w większości świata szczep koronawirusa jest groźniejszy i bardziej zaraźliwy, niż ten, który został wykryty na początku epidemii - wynika z badań amerykańskiego Los Alamos National Laboratory. Może więc okazać się, że szczepionki i leki nie będą skuteczne wobec nowego szczepu.

Jak podaje "Los Angeles Times", według badań amerykańskiego Los Alamos National Laboratory rozprzestrzeniający się obecnie w większości świata szczep koronawirusa jest groźniejszy i bardziej zaraźliwy, niż ten wykryty na początku epidemii.

Naukowcy twierdzą, że nowy szczep pojawił się w Europie w lutym, szybko migrował na wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych, a w połowie marca stał się dominującym szczepem na świecie. Oznacza to również, że osoby, które już raz chorowały na COVID-19 mogą być podatni również na zainfekowanie przez nowego koronawirusa.

"Pilna potrzeba wczesnego ostrzeżenia"

Autorzy badań stwierdzili, że odczuli "pilną potrzebę wczesnego ostrzeżenia", aby szczepionki i leki opracowywane na całym świecie były skuteczne przeciwko zmutowanemu szczepowi. Dlatego może się okazać, że nie są one skuteczne wobec tego szczepu, ponieważ były opracowane do genomu wcześniej wykrytego szczepu wirusa.

- To niepokojące, ponieważ bardzo szybko pojawiła się zmutowana postać wirusa, która w marcu stała się dominującą postacią- napisała na Facebooku Bette Korber, biolożka z Los Alamos i dodała, że takie mutacje szybko przedostają się do "lokalnych epidemii" i są bardziej "przenośne".

Zespół Los Alamos, wspierany przez naukowców z Duke University i University of Sheffield w Anglii zidentyfikował 14 mutacji.

Przypomnijmy, że pierwsze wzmianki o koronawirusie pojawiły się na koniec grudnia ubiegłego roku. Od tego czasu na świecie zainfekowanych zostało ponad 3,5 miliona ludzi. Wskutek COVID-19 zmarło ponad 250 tys. osób.




zwiń tekst

Na świecie jest coraz głośniej o nowym zjawisku: "quarandreams" . Ma to być jeden ze skutków ubocznych pandemii: ludzie mają wyraziste, barwne sny.
Wt, 5 maj 2020 04:00 | komentarze: 1 czytany: 1836x

Czy ty także miewasz ostatnio żywe, barwne, czasem straszne sny, które długo potem pamiętasz? Okazuje się, że teraz jest to doświadczenie wielu osób. Zyskało nawet swoją nazwę: "quarandreams" - kwarantannowe sny. Co na ten temat mówi nauka? Trudne czasy zawsze wyzwalały w ludziach nocne lęki. Ale nie zawsze jest to złe - mówią specjaliści.Śledząc wątki na blogach czy w serwisach społecznościowych, .......

czytaj dalej

Czy ty także miewasz ostatnio żywe, barwne, czasem straszne sny, które długo potem pamiętasz? Okazuje się, że teraz jest to doświadczenie wielu osób. Zyskało nawet swoją nazwę: "quarandreams" - kwarantannowe sny. Co na ten temat mówi nauka? Trudne czasy zawsze wyzwalały w ludziach nocne lęki. Ale nie zawsze jest to złe - mówią specjaliści.




Śledząc wątki na blogach czy w serwisach społecznościowych, znajdziemy całkiem sporo wpisów o niepokojących snach, które szczególnie teraz, w czasie pandemii, znacznie się nasiliły. Jeśli wziąć pod uwagę liczbę tych wpisów, to sprawa wydaje się niebagatelna. Wpisy z hashtagiem #coronadreams  pojawiały się tak często na Twitterze, że powstało specjalne konto @Quarandreams do ich udostępniania. Są tam opisy najróżniejszych i najdziwniejszych snów, związanych z koronawirusem, od takich, w których ktoś znajduje lekarstwo na Covid-19, aż po takie, w których śniący zostaje gwiazdą rocka o pseudonimie Kwarantanna.

Aby dobrze funkcjonować, zachować zdrowie i dobre samopoczucie, dorosły człowiek powinien spać od siedmiu do dziewięciu godzin - mówią eksperci. W czasie snu przechodzimy przez różne fazy, nazywane fazami NREM oraz REM. NREM oznacza sen o wolnych ruchach gałek ocznych (non-rapid eye movement). Bywa też określany mianem snu wolnofalowego lub snu głębokiego. Natomiast faza REM oznacza dosłownie sen o szybkich ruchach gałek ocznych (rapid eye movement), który nazywamy również snem paradoksalnym albo snem płytkim. Faza REM dominuje w drugiej połowie nocy.

Śnimy na wszystkich etapach snu, ale to faza REM jest najbogatsza w te najbardziej intensywne, wyraziste marzenia senne. Te sny zresztą częściej zapamiętujemy. W czasie gdy śpimy, przechodzimy przez kilka faz REM, które pełnią ważną funkcję. Uważa się, że jest to czas, gdy nasz umysł porządkuje doświadczenia z poprzedniego dnia, przyswaja i przetwarza zdobyte informacje, co jest nie bez znaczenia dla naszego późniejszego nastroju i zdolności poznawczych.

Jak pandemia "psuje" nasz sen

- Pandemia i związane z nią ograniczenia, mogą mieć wpływ na to, jak i kiedy śpimy. Niesie to pozytywne skutki dla niektórych, ale także negatywne. Obie sytuacje mogą prowadzić do wzmożonego przypominania sobie snów - uważa dr Rosie Gibson z Massey University w Nowej Zelandii.

Czas niepewności i nowe zagrożenia zwykle zakłócają normalny sen. Wiele osób cierpi w tym okresie na zaburzenia snu, bezsenność, zbyt krótki lub przerywany sen. - Wysłuchane wieczorem niepokojące informacje czy przeżycia mogą przyczynić się do tego, że będziemy mieć problem z zaśnięciem i snem, a wtedy wzrośnie "presja" na fazę REM. Przy następnej okazji nastąpi więc tak zwane odbicie w fazie REM - pisze Gibson. W rezultacie marzenia senne okażą się znacznie bardziej barwne i emocjonujące, a ich treści dotyczyć będą najpewniej wydarzeń z poprzednich dni. We śnie przeżywamy więc na nowo nasze "pandemiczne" lęki.

Z drugiej strony, izolacja i praca zawodowa, przeniesiona do domu, powodują, że więcej czasu spędzamy w łóżku - wskazują eksperci. Amerykanie, którzy wykorzystali ostatnie wydarzenia do przeprowadzenia ankiety na temat długości nocnego odpoczynku, zauważyli, że wraz z wprowadzeniem ograniczeń zmieniły się wzorce snu. Okazało się, że w większości przypadków ludzie później kładą się spać, ale za to dłużej śpią i wielu z nich uznaje swój sen za dobry.

Ten trend zauważono także w Europie. Średni czas snu w Mediolanie wydłużył się na początku marca, kiedy północne Włochy zaczęły kwarantannę, w Paryżu czas snu zaczął gwałtownie rosnąć po 15 marca, kiedy ogłoszono zamknięcie szkół i zakazano zgromadzeń publicznych.

- Pracując w domu mniej się ruszamy, bo nie musimy choćby śpieszyć się na tramwaj czy autobus, aby dojechać do pracy na czas. Gdy nie trzeba wstawać wcześnie rano, śpimy dłużej i budzimy się zgodnie z naturalnymi fazami snu, a więc w fazie REM. To sprzyja zapamiętywaniu tego, co się nam śniło. W dodatku wiele osób ma teraz czas, aby relacjonować swoje sny domownikom, co pomaga w ich zapamiętywaniu. Może to także oznaczać, że tym bardziej będziemy pamiętać sny przez kolejne noce - uważa dr Gibson.

Czy sny w czasie pandemii mogą nam pomóc?

- Koszmary nie są takie złe. Tak naprawdę to dobrze, że tak intensywnie teraz śnimy. Sny pomagają nam dostosować się do zmieniającej się sytuacji oraz regulować nasze emocje. Są pomocne, ponieważ pozwalają ludziom poradzić sobie mentalnie z sytuacją na jawie. Odzwierciedlają także realia i nasze największe obawy - pisze dr Gibson.

Marzenia senne pełnią zatem funkcję obronną. Psychika wykorzystuje je - niczym nasz wewnętrzny psychoanalityk - aby przepracować stresy i lęki, których wcześniej doświadczyliśmy.




To normalne, że sny stają się bardziej wyraziste, gdy doświadczamy stresujących sytuacji i żyjemy w natłoku wiadomości. Nasz mózg ma bowiem do przeanalizowania w nocy znacznie więcej danych. Badacze zauważają, że teraz w naszych snach dominuje strach, zakłopotanie, tabu społeczne, stres związany z pracą zawodową, a także uczucie żalu i straty. Śnimy o rodzinie, z którą jesteśmy rozdzieleni, a także o chorobach oraz o skażeniu. Najbardziej dotknięte koszmarami są osoby z zaburzeniami lękowymi oraz uczestnicy, czy bezpośredni świadkowie stresujących wydarzeń, przede wszystkim pracownicy służb medycznych.

Więcej snów wiąże się także ze zmianami w codziennej rutynie. - Gdy zdarza się coś niezwykłego, jak na przykład pandemia, nasze mózgi "przetrawiają" tę niecodzienność właśnie w czasie snu - mówi dla "Los Angeles Times" dr Rubin Naiman z University of Arizona. - Możliwe też, że więcej śnimy o tych aspektach życia, za którymi tęsknimy podczas kwarantanny. Czy możemy się czegoś z tych snów nauczyć? Nawet koszmary mogą być bogatym źródłem informacji o sobie - uważa dr Naiman.

Źródło: ScienceAlert.com, The Conversation,Los Angeles Times



zwiń tekst

Koronawirus. Ekspert WHO ostrzega: Europa musi przygotować się na drugą i trzecią falę epidemii
Nie, 3 maj 2020 06:01 | komentarze: 7 czytany: 2043x

Dr Hans Kluge, dyrektor WHO w Europie, ostrzegł, że w najbliższym czasie "COVID-19 nie zniknie" i kraje powinny przygotować się na kolejne fale epidemii koronawirusa, jeśli szczepionka nie będzie dostępna.Dr Hans Kluge ostrzega przed prawdopodobieństwem kolejnych fali epidemii koronawirusa. Podkreślił, że kraje powinny się na nie przygotować, a zdrowie publiczne będzie musiało "zajmować bardziej znaczące.......

czytaj dalej

Dr Hans Kluge, dyrektor WHO w Europie, ostrzegł, że w najbliższym czasie "COVID-19 nie zniknie" i kraje powinny przygotować się na kolejne fale epidemii koronawirusa, jeśli szczepionka nie będzie dostępna.




Dr Hans Kluge ostrzega przed prawdopodobieństwem kolejnych fali epidemii koronawirusa. Podkreślił, że kraje powinny się na nie przygotować, a zdrowie publiczne będzie musiało "zajmować bardziej znaczące miejsce w społeczeństwie".




Jeśli pierwsza fala się skończy, kluczową kwestią będzie to, że kupiliśmy czas na przygotowanie się na drugą lub trzecią falę, szczególnie jeśli nie ma szczepionki. Ważne jest by być przygotowanym, niezależnie od tego, czy będzie to druga fala, czy kolejna epidemia innego przyszłego czynnika zakaźnego. Będzie to wymagało współpracy i zrozumienia wszystkich, zwłaszcza z nadejściem lata, że każdy musi mieć swój wkład, przechodząc do nowej rzeczywistości, w której zdrowie publiczne musi zajmować bardziej znaczące miejsce w społeczeństwie - powiedział dyrektor WHO w Europie.





Kluge powiedział, że istnieją pozytywne oznaki wskazujące na to, że Europa ma już szczyt zachorowań za sobą, jednak podkreślił, że pandemia pozostała "bardzo silna". Na naszym kontynencie odnotowano prawie połowę (46 proc.) wszystkich przypadków na świecie i prawie dwie trzecie (63 proc.) zgonów.

Obecnie nad opracowaniem szczepionki na koronawirusa pracują dziesiątki zespołów z całego świata. WHO ostrzega, że wynalezienie takiej, która będzie skuteczna, zajmie prawdopodobnie od 12 do 18 miesięcy. Ekspert WHO podkreślił, że nawet jeśli uda się powstrzymać epidemię, to polityka zdrowotna będzie musiała pozostać na pierwszym planie.

    Jedną z rzeczy, które widzieliśmy bardzo wyraźnie w różnych krajach, jest szybkość, z jaką nawet najlepsze systemy opieki zdrowotnej mogą zostać przytłoczone i zdewastowane. Zatem największą lekcją na tym etapie byłoby to, że zdrowie naprawdę zasługuje na to, aby znaleźć się na pierwszym miejscu w programie politycznym. Zdrowie jest siłą napędową gospodarki - teraz widzimy, że bez zdrowia nie ma gospodarki. Bez zdrowia nie ma bezpieczeństwa narodowego. Kiedy wyjdziemy z pandemii, dzięki wspólnym wysiłkom, jest to lekcja, o której nigdy nie można zapomnieć - podkreślił Hans Kluge.

Tak zwana "druga fala" bardzo często jest stałym elementem epidemii. Tak było ze słynną "Hiszpanką" na początku ub. wieku. Druga fala jest zawsze wyższa i zdecydowanie potężniejsza od pierwszej.



O drugiej fali mówią naukowcy z Wielkiej Brytanii.






Podobne modele dotyczące koronawirusa pokazują, że druga fala powinna rozpocząć się na jesieni 2020 mniej więcej na początku listopada i potrwać aż do połowy przyszłego roku.


Zapraszamy do udziału w naszej ECHO-SONDZIE.
CZY WIERZYSZ, ŻE CZEKA NAS DRUGA FALA KORONAWIRUSA?

TAK
NIE
NIE MAM ZDANIA NA TEN TEMAT

link do naszej ECHO-SONDY poniżej

https://www.nautilus.org.pl/echosonda,603,czy-wierzysz-ze-czeka-nas-druga-fala-koronawirusa.html





zwiń tekst

ŚMIERĆ KOMETY ATLAS ZAUWAŻYŁ TELESKOP HUBBLE'S
Czw, 30 kwi 2020 12:31 | komentarze: 1 czytany: 1544x

Kosmiczny Teleskop Hubble'a zaobserwował "śmierć" niedawno odkrytej komety ATLAS. NASA pokazuje zdjęcia, na których widać jej poszczególne fragmenty. Kosmiczny Teleskop Hubble'a wykonał dwa zdjęcia pokazujące, jak fragmenty komety C/2019 Y4 ATLAS krążą wokół siebie. Jedno 20 kwietnia, drugie trzy dni później. Na pierwszym uchwycił około 30, a na drugim 25 kawałków ciała niebieskiego.Jak powiedział.......

czytaj dalej

Kosmiczny Teleskop Hubble'a zaobserwował "śmierć" niedawno odkrytej komety ATLAS. NASA pokazuje zdjęcia, na których widać jej poszczególne fragmenty. Kosmiczny Teleskop Hubble'a wykonał dwa zdjęcia pokazujące, jak fragmenty komety C/2019 Y4 ATLAS krążą wokół siebie. Jedno 20 kwietnia, drugie trzy dni później. Na pierwszym uchwycił około 30, a na drugim 25 kawałków ciała niebieskiego.



Jak powiedział astronom David Jewitt z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles i lider jednego z dwóch zespołów, które przyglądały się fragmentom komety, ich wygląd znacznie zmienia się w odstępie dwóch dni. To frapuje badaczy.

- Nie wiem, czy dzieje się tak dlatego, że fragmenty komety raz jaśnieją odbijając światło słoneczne, a raz ciemnieją, migocąc jak lampki choinkowe, czy dlatego, że poszczególne fragmenty pojawiają się w innych dniach - wyjaśnił.



Podczas wykonywania zdjęć kometa znajdowała się około 146 milionów kilometrów od Ziemi. Średnicę komety oszacowano na 200 metrów.

Naukowcy nie wiedzą, dlaczego ciało niebieskie się rozpadło, jednak ich zdaniem jest to dowód na powszechność fragmentacji komet. Wciąż mają niewystarczającą wiedzę, aby odpowiedzieć na pytanie, jak dochodzi do tego zjawiska, ale - jak wyjaśniają - jedna z hipotez zakłada, że jądro komety rozpadło się na kawałki z powodu procesu odgazowywania lodu, z którego kometa między innymi się składa. Ponieważ sublimacja, czyli proces przejścia ze stanu stałego w gazowy nie zachodzi równomiernie w całej komecie, wzrasta prawdopodobieństwo wystąpienia rozpadu.




- Dalsza analiza danych zebranych przez Hubble'a może wykazać, czy ten mechanizm jest za to odpowiedzialny - zaznaczyli badacze.

Kometa została odkryta 28 grudnia 2019 roku. Niektórzy astronomowie spodziewali się, że może być dostrzegalna gołym okiem w maju tego roku. Jednak jeśli którykolwiek z odłamków przetrwa, to może zbliżyć się do Ziemi 23 maja, znajdując się od naszej planety w odległości około 116 milionów kilometrów, a osiem dni później przeleci w pobliżu Słońca.

Źródło: Science Alert, NASA




zwiń tekst

JUŻ TO WIEMY PO ZBADANIU JEGO GENEOMU - KORONOWIRUS NIE JEST BRONIĄ BIOLOGICZNĄ! - rozmowa z wirusologiem prof. Włodzimierzem Gutem
Nie, 26 kwi 2020 17:49 | komentarze: 9 czytany: 2111x

Chociaż wydawało się, że temat pochodzenia koronawirusa SARS-CoV-2 jest już wyjaśniony, w ostatnim czasie znów pojawiły się teorie spiskowe. Co gorsza - wątpliwości, co do tego, czy wirus jest naturalny wygłosili przedstawiciele amerykańskich władz. Czy rzeczywiście są podstawy, aby rozważać, że koronawirus "uciekł" z laboaratorium w Wuhan? Prof. Włodzimierz Gut z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego.......

czytaj dalej

Chociaż wydawało się, że temat pochodzenia koronawirusa SARS-CoV-2 jest już wyjaśniony, w ostatnim czasie znów pojawiły się teorie spiskowe. Co gorsza - wątpliwości, co do tego, czy wirus jest naturalny wygłosili przedstawiciele amerykańskich władz. Czy rzeczywiście są podstawy, aby rozważać, że koronawirus "uciekł" z laboaratorium w Wuhan? Prof. Włodzimierz Gut z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny rozwiewa wątpliwości.

- COVID-19 jest typem koronawirusa odzwierzęcego, podobnie jak SARS i MERS. Nie posiada na sobie żadnych śladów laboratoryjnej obróbki - wyjaśnia profesor




Ekspert obala też krążące informacje o tym, że COVID-19 może być bronią biologiczną: -Jest wirusem o niskim potencjale sił. Populacja szybko zyskuje odporność

Prof. Gut wyjaśnia też, jak to się stało, że wirus rozprzestrzenił się na cały świat w dość szybkim czasie
Martyna Chmielewska, Medexpress: Na całym świecie potwierdzono już prawie 3 mln zakażeń koronawirusem. Odnotowano ponad 200 tys. zgonów, a ponad 800 tys. zakażonych wyzdrowiało. Ostatnio prezydent USA Donald Trump ogłosił, że wstrzymuje finansowanie Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Zarzucił jej błędy w walce z koronawirusem, a także uległość wobec Chin. Co Pan sądzi o tej decyzji?

Prof. Włodzimierz Gut, mikrobiolog i wirusolog: Wiemy, że Donald Trump nie lubi organizacji o charakterze WHO. To jest pierwsza strona medalu. Prezydent USA popełnił błędy w pierwszym wstępnym etapie, ponieważ zablokował Chiny, Iran, Europę z wyjątkiem Anglii i Irlandii. Ale nie zablokował Korei Południowej, skąd były główne dostawy do Stanów Zjednoczonych. Ponadto zanim rozpoczęła się sytuacja z koronawirusem, Trump zdążył przyciąć fundusze czołowemu laboratorium WHO i amerykańskiemu CDC w Atlancie. Następnie wystąpił z pretensją, że te laboratoria nie wykonują wystarczającej liczby badań, których on oczekuje. To są działania typowe dla Donalda Trumpa. On lubi taki styl.

Decyzja Donalda Trumpa może się okazać fatalna w skutkach dla WHO. Wiemy, że Stany Zjednoczone są jej głównym darczyńcą. W ubiegłym roku rząd Trumpa wpłacił 400 mln złotych, co stanowi 15 proc. budżetu organizacji. Jak Pan ocenia działania Światowej Organizacji Zdrowia?

Światowa Organizacja Zdrowia zrobiła tyle, ile mogła w sprawie epidemii koronawirusa. WHO nie ogłosiła wprawdzie pandemii, ale stan zagrożenia międzynarodowego. W pewnym momencie pandemia została ogłoszona. Chiny powołały wówczas komisję, do której zaproszono przedstawicieli krajów, w których wystąpił koronawirus, a także przedstawicieli Genewy, Rosji, USA. Zaproszono praktycznie ekspertów z całego świata od zakażeń oddechowych. W ten sposób Chińczycy zabezpieczyli się przed zarzutem, że coś ukrywają. Wszystkie publikacje z Chin, są podpisywane przez wyżej wymienione komisje.

Jest wiele spekulacji na temat pochodzenia koronawirusa. Amerykański generał Mike Miller podczas konferencji w Pentagonie powiedział, że koronawirus prawdopodobnie powstał z przyczyn naturalnych, ale nie ma co do tego pewności. Obecnie służby wywiadowcze USA prowadzą badania w tej sprawie. Coraz głośniej mówi się o tym, że epidemia koronawirusa powstała w laboratorium w Wuhan, gdzie bada się koronawirusy nietoperzy, a nie, jak twierdzą chińskie władze, na targu z żywnością. Jak Pan sądzi, skąd się wziął koronawirus?

COVID-19 jest typem koronawirusa odzwierzęcego, podobnie jak SARS i MERS. Chciałbym dodać, że SARS i MERS były znacznie groźniejsze pod względem potencjału, który wywodzi się ze środowiska naturalnego. Właściwie wszystkie ssaki posiadają własnego koronawirusa, który dla innych niekoniecznie musi być groźny. Ten wyraźnie przeskoczył, czy z nietoperza za pośrednictwem któregoś ze ssaków, a może bezpośrednio. Wydaje mi się, że stało się to za pośrednictwem, gdyż kontakt z nietoperzem nie jest taki oczywisty. Nietoperze są grupą, wśród której najwięcej stwierdza się koronawirusów.

Koronawirus nie posiada na sobie żadnych śladów laboratoryjnej obróbki. Sekwencje zostały wszędzie przekazane. Są w dziesiątkach publikacji z różnicami wynikającymi z samej zmienności wirusów.

Wuhan ma laboratorium najwyższej, czwartej klasy bezpieczeństwa. Nie zajmuje się ono tak banalnymi wirusami, które zabijają 2 proc. przy zakażeniu 4 proc. populacji. Koronawirusy to znane wirusy, pojawiają się od czasu do czasu.

Przedstawiciel rosyjski, związany z odpowiednikiem Fort Detrick wojskowego laboratorium w USA, powiedział, że koronawirus najprawdopodobniej powstał w Ameryce. Z kolei Amerykanie twierdzą, że wirus powstał w Chinach. Amerykanie na pewno chcieliby się dowiedzieć, nad czym Chińczycy pracują w laboratorium najwyższej czwartej klasy bezpieczeństwa. Z reguły nie podaje się takich informacji, bo byłby to łakomy kąsek nie dla służb wywiadowczych, ale dla terrorystów.

Jak to możliwe, że koronawirus w naturalny sposób rozprzestrzenił się na tak masową skalę?

Wynika to m.in. z błędów popełnionych przez wiele krajów. Wszyscy liczyli na to, że koronawirus, tak jak MERS czy SARS, wygaśnie bez większego problemu. Ten wirus jest łagodniejszy. Szerzył się znacznie łatwiej. Zwracał na siebie mniejszą uwagę.

Oczywiście można było zapobiec pandemii, gdyby wszystkie kraje zastosowały działania, które podejmują obecnie Chiny w stosunku do wszystkich przybyszów. Chiny uporały się na swoim terytorium z epidemią koronawirusa. Aktualnie wszystkie osoby przybywające do Chin z zagranicy są poddawane obowiązkowej 14-dniowej kwarantannie. Oczywiście nie jest to przyjemne dla przyjeżdzających. Te same działania należało zastosować wobec takich miast, jak: Londyn, Paryż, Rzym, które były w centrum epidemii.

Powstało wiele teorii spiskowych, według których koronawirus to broń biologiczna. Co Pan o tym sądzi?

Koronawirus nie nadaje się na żadną broń biologiczną! Ciekawe, kto by wpadł na pomysł, żeby tak genialną broń wyprodukować, która nie ma tu temu kwalifikacji. Jest wirusem o niskim potencjale sił. Populacja szybko zyskuje odporność. Ale odporność stadną uzyska jak będzie 80 proc. zakażeń.




Z koronawirusem można żyć. To, że zabija 2 proc. czy 4 proc. ludności, to dla danego kraju nie jest problem. Dylematem jest to, że został rozpoznany, nagłośniony, zaczął blokować służbę zdrowia.

W poszczególnych województwach występują nierówności, jeśli chodzi o liczbę zgonów z powodu koronawirusa. Przykładowo w lubuskiem nie ma w ogóle zgonów, na północy kraju możemy je policzyć na palcach ręki. Z kolei w centrum oraz na południu Polski są ich dziesiątki. Jak to możliwe?

Większość zakażeń jest w centrum kraju, w okolicach Warszawy, Łodzi. Jest ich dość sporo na Śląsku. Może być to wynikiem wchodzenia populacji w inne obszary, nie tylko efektem kontaktu populacji w domach opieki. Jest to złożony problem. Będzie świetny do analizy po zakończeniu pandemii. Różnice istnieją zresztą wszędzie. Obecność osób z obciążeniami jest też zróżnicowana na poszczególnych terenach.




zwiń tekst

CHILE: WPROWADZIMY SPECJALNE PASZPORTY IMMUNOLOGICZNE DLA TYCH, KTÓRZY MAJĄ COVID-19 ZA SOBĄ
Sob, 25 kwi 2020 16:15 | komentarze: brak czytany: 1586x

Władze Chile chcą, by osoby wyleczone z wirusa SARS-CoV-2 otrzymały "immunologiczne" paszporty. Posiadanie takich dokumentów zwalniałoby ich posiadaczy z kwarantanny i konieczności przestrzegania restrykcji sanitarnych. Światowa Organizacja Zdrowia przypomniała jednak, że jak na razie nie potwierdzono, by wytworzenie przeciwciał dawało stuprocentową odporność na ponowne zakażenie koronawirusem.Rząd.......

czytaj dalej

Władze Chile chcą, by osoby wyleczone z wirusa SARS-CoV-2 otrzymały "immunologiczne" paszporty. Posiadanie takich dokumentów zwalniałoby ich posiadaczy z kwarantanny i konieczności przestrzegania restrykcji sanitarnych. Światowa Organizacja Zdrowia przypomniała jednak, że jak na razie nie potwierdzono, by wytworzenie przeciwciał dawało stuprocentową odporność na ponowne zakażenie koronawirusem.




Rząd Chile chce jako pierwsze państwo na świecie wprowadzić tzw. paszporty immunologiczne. Otrzymałyby je osoby, które zostały wyleczone z COVID-19, a testy nie wykazały już obecności koronawirusa w ich organizmach. Dokument - wydawany w formie papierowej lub elektronicznej - pozwalałby na niestosowanie się do restrykcji sanitarnych. Jego posiadacze mogliby również wrócić do pracy i podróżować. Jak podaje "Washington Post", w Chile z koronawirusa udało się wyleczyć 4,6 tys. osób.

WHO: Nie ma dowodów, że osoby wyleczone z COVID-19 są odporne na ponowne zachorowanie

Pomysł władz został skrytykowany przez chilijskich naukowców, a w piątek komunikat w sprawie paszportów immunologicznych wystosowała Światowa Organizacja Zdrowia. "Jak dotąd nie znaleziono jednoznacznego dowodu na to, że osoby, które wyleczono z COVID-19 i które wytworzyły przeciwciała, były całkowicie odporne na ponowne zachorowanie. Osoby, które są przekonane o tym, że nabyły całkowitą odporność na ponowne zakażenie, mogą ignorować zalecenia służb sanitarnych. Wprowadzenie paszportów immunologicznych może przyczynić się więc do rozprzestrzeniania wirusa" - czytamy w komunikacie WHO.




"Większość badań wykazuje, że w organizmach ozdrowieńców zostały wytworzone przeciwciała. Jednak w niektórych przypadkach ich poziom jest bardzo niski, co może wskazywać, że kluczowa w procesie zdrowienia jest też odporność komórkowa [...]" - twierdzą eksperci Światowej Organizacji Zdrowia.

W Chile od wybuchu pandemii odnotowano ponad 12 tys. zakażeń koronawirusem. Zmarły 174 osoby.

 

Nieoczekiwany skutek pandemii. Biolog nagrał meduzę pływającą w przejrzystych wodach kanałów w Wenecji

Pandemia choroby COVID-19 już nie raz zaskoczyła nieoczekiwanymi efektami. Społeczna izolacja, mniejszy ruch turystyczny i zastopowanie działalności zakładów przemysłowych pozytywnie wpłynęły na środowisko. Jest na to kolejny dowód - włoski naukowiec nagrał w wodach weneckich kanałów meduzę.




Andrea Mangoni jest biologiem, który pracuje w Wenecji. Niedawno internet i media na całym świecie obiegło jego nagranie, na którym widać pływającą w tamtejszych kanałach meduzę. W rozmowie z Reutersem naukowiec przyznał, że niedawny odpływ oraz zmniejszony ruch spowodowany restrykcjami związanymi z koronawirusem sprawił, że znacznie poprawiła się przejrzystość wody. Dzięki temu można obserwować morskie stworzenia bezpośrednio w centrum miasta.

I jeszcze jeden link, który dostaliśmy na naszą pocztę - najsłynniejsze miejsca na świecie zawsze pełne turystów, a tym razem puste i bez ludzi...




zwiń tekst

ZAKŁAMANE PSY NWO, WHO I BANKU ŚWIATOWEGO GŁOSZĄ KŁAMSTWO O UROJONEJ PANDEMII KORONAWIRUSA... powtarzasz klamstwo tych psów opłacanych przez NWO? Idziesz za kraty!
Pt, 24 kwi 2020 21:40 | komentarze: 17 czytany: 2865x

Oficjalnie obiecał narodowi, że nie ulegnie presji "psów NWO i Iluminatów", którzy wymyślili koronawirusa, aby zniewolić wolny Turkmenistan. Ku jego bezgranicznemu zaskoczeniu w turkmeńskich szpitalach pojawili się chorzy na "dziwne zapalnie płuc z 40-stopniową gorączką", ale prezydent szybko zakazał używać słowa "koronawirus", a "symulantów opłacanych za pieniądze NWO" wsadza do więzienia. I szybko.......

czytaj dalej

Oficjalnie obiecał narodowi, że nie ulegnie presji "psów NWO i Iluminatów", którzy wymyślili koronawirusa, aby zniewolić wolny Turkmenistan. Ku jego bezgranicznemu zaskoczeniu w turkmeńskich szpitalach pojawili się chorzy na "dziwne zapalnie płuc z 40-stopniową gorączką", ale prezydent szybko zakazał używać słowa "koronawirus", a "symulantów opłacanych za pieniądze NWO" wsadza do więzienia. I szybko osiągnął efekt - w Turkmenistanie jest zero (!) zarażonych na Covid-19.




Prezydent Turkmenistanu Gurbanguly Berdimuhamedow od samego początku mówił, że tzw. pandemia koronowirusa to wymysł agentów NWO i Iluminatów, czyli głównie żydowskich milionerów trzymających świat w szachu. Podawał nawet nazwiska, bo jak powiedział "oszukańczych bydlaków na pasku NWO trzeba nazywać po imieniu". Wśród wielkich twróców oszustwa o "pandemii koronawirusa" jest też żydowski sługus NWO dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus. Jak barwnie się wyraził największy umysł Turkmenistanu "zakłamana menda, która za pieniądze NWO i Iluiminatów powtarza kłamstwo o pandemii koronawirusa, której nigdy nie było, nie ma i nie będzie".


Jego zdaniem wszyscy chorzy na całym świecie to "symulanci", którzy za dolary z NWO kłamią w żywe oczy. Królem kłamców jest dyrektor generalny WHO, który dodatkowo według najwybitniejszego umysłu Turkemenistanu "za dolary zdradził czarnych walczących z Iluminatami".




W Turkemenistanie z "kłamcami o pandemi koronawirusa" nie patyczkują się. Do więzienia trafiła cała grupa turkmeńskich wirusologów, którzy zajmowali się badaniem "wirusa, ktsórego nie ma". Ale to był tylko wstęp do prawdziwej walki z NWO.

Na rozkaz prezydenta aresztowano ludzi, którzy publicznie użyli słowa „koronawirus”. Jest też kara za noszenie maseczek, co prezydent nazywa "zaprzedanie się NWO i żydowskim bankierom z WHO". Tak z pandemią walczy Turkmenistan i jego prezydent Gurbanguly Berdimuhamedow.




Turkmenistan, drugi najbardziej wyizolowany kraj świata po Korei Północnej, zakazał słowa „koronawirus”. Traktuje to zagrożenie tak, jakby go wcale nie było. Prezydent tłumaczy to w prosty sposób: żydowscy agenci z NWO opłacili symulantów we wszystkich krajach świata, którzy udają, że są "chorzy na koronawirusa".


Ostatnie informacje wskazują na to, że koronawirus nie tylko dostał się do Turkemenistaniu, ale całkowicie sparaliżował tamtejszy system ochrony zdrowia, co wprowadziło "ojca narodu walczącego z NWO" w dużą konsternację . Wiemy to ze strzępków informacji, jakie przedostają się przez granice Turkmenistanu. Podobno szpitale są wypełnione ludźmi z "dziwnym zapaleniem płuc", które jest związane z duszeniem się i wysoką gorączką. Prezydent konsekwentnie nazywa ich "agentami Iluminatów, którzy próbują zdestabilizować wolny od żydostwa Turkmenistan".




Niemal cały świat zmaga się z pandemią koronawirusa, ale Turkmenistan szczyci się tym, że nie ma w nim stwierdzonego ani jednego przypadku zachorowania na COVID-19. To była republika ZSRR uznawana za najbardziej szaloną dyktaturę świata, przy której Korea Północna wydaje się "oazą normalności". Państwo te jako jedne z pierwszych na świecie wznowiło w niedzielę rozgrywki piłkarskie.

- Tak wiele osób zostało narażonych na atak w kraju, w którym nie ma żadnego przepływu informacji, jest to niezwykle niepokojąca wiadomość - mówi Rachel Denber z Human Rights Watch, pozarządowej organizacji zajmującej się ochroną praw człowieka.




Turkmenistan zakazał słowa „koronawirus”

O sprawie pisze portal Reporters Without Borders (Reporterzy Bez Granic), powołując się na zablokowany w Turkmenistanie serwis informacyjny „Turkmenistan Chronicle”. W tym azjatyckim kraju kontrolowane przez władzę media mają zakaz używania słowa „koronawirus”. Zostało ono także usunięte ze wszystkich broszur medycznych, które są rozdawane w szkołach, szpitalach i miejscach pracy. Za chodzenie w maseczce ochronnej lub nawet wypowiedzenie tego słowa na ulicy, Turkmeni mogą być aresztowani przez policję – informuje Radio Azatlyk, będące częścią Radia Wolna Europa.

Chce obronić kraj przed fałszem NWO, Iluminatów i żydowskich agentów Nowego Światowego Porządku z Banku Światowego

Prezydent kraju jest z wykształcenia dentystą. U poprzedniej głowy państwa, Saparmyrata Nyýazowa, pełnił funkcję ministra zdrowia. Berdimuhamedow postanowił przyjąć przydomek „Arkadag”, co można przetłumaczyć jako "Najwyższy Opiekun" i ogłosił okres swojego panowania jako "erę siły i szczęścia". Jest on niezwykle barwną postacią, która posiada nie tylko pełnię władzy, ale również ma obsesję na punkcie zdrowia i często uczestniczy w różnego rodzaju uroczystościach. Ponad dwa tygodnie temu zorganizował masowy rajd rowerowy z okazji Światowego Dnia Zdrowia (7 kwietnia) i sam również skorzystał z tej formy rekreacji.

Berdimuhamedow podczas swojej prezydentury napisał już około 50 książek, które w krótkim czasie trafiły na listę bestsellerów w Turkmenistanie. Ściśle współpracuje z Ministerstwem Zdrowia, które od razu realizuje jego wytyczne. W mediach często jest pokazywany w różnego rodzaju kampaniach mających na celu propagowanie aktywnego stylu życia np. podnoszenie ciężarów na siłowni czy też jazdę na rowerze. Swoim pracownikom państwowym także zaleca wykonywanie codziennych porannych ćwiczeń. 17 kwietnia w turkmeńskiej prasie został opublikowany wiersz przez Gozela Szaguljeva, który jest ulubionym poetą prezydenta. Artysta wychwalał głowę państwa i napisał wymowny komentarz: "Obrońco, czuwasz nad naszym zdrowiem".

Oficjalny zakaz wymawiania słowa "koronawirus" i celowa dezinformacja

Berdimuhamedow postanowił rozwiązać kwestię koronawirusa w sposób, który powinien budzić najwyższy szacunek teorii spiskowych, że "koronawirusa nie ma... po prostu nie ma!". Berdimuhamedow na początku mówił, że koronawirusa nie ma. Kiedy jednak w szpitalach pojawili się chorzy "z dziwnym zapaleniem płuc" zmienił zdanie. Powiedział wtedy, że może i jest "jakaś grypka o prawie zerowej śmiertelnosci", ale on ma na nią sposób,

Jedną ze swoich szalonych opiera na tym, że jego rodaków przed pandemią może ochronić okadzanie się przez nich leczniczym dymem z dzikich ziół (poganek rutowaty), które mogą zabić niewidzialnego wirusa gołym okiem.

- Nasi mądrzy przodkowie trzymali się tradycji: okadzania dymem poganka podczas ważnych wydarzeń np. przeprowadzki do nowego domu, wesela czy też w określonych porach roku, kiedy pojawiały się choroby zakaźne – mówi prezydent Turkmenistanu. 13 marca oficjalnie ogłosił, że każdy ma korzystać z tej formy leczenia.

Berdimuhamedow oficjalnie zakazał wymawiania słowa „koronawirus”, aby powstrzymać rozprzestrzenianie się informacji o pandemii wśród obywateli.



Jeśli ktoś nie respektuje zasad, to czekają go represje.

- Myślę, że tak wiele osób zostało narażonych na atak w kraju, w którym nie ma żadnego przepływu informacji, jest to niezwykle niepokojąca wiadomość. Podczas gdy władze turkmeńskie zachęcają do stosowania środków ochronnych, takich jak mycie rąk, nie wyjaśniają, dlaczego się za tym opowiadają – wskazuje Rachel Denber, zastępca dyrektora oddziału Europy i Azji Środkowej z Human Rights Watch, pozarządowej organizacji zajmującej się ochroną praw człowieka, główny problem Turkmenistanu.

Słaby system opieki zdrowotnej nie podoła pandemii

Koronawirus jest tematem tabu w tym azjatyckim kraju. Wiele obrońców praw człowieka i dziennikarzy podkreśla, że to państwo nie jest w ogóle przygotowane do walki z pandemią.

- Rząd Turkmenistanu znany jest z tego, że nie przekazuje żadnych danych ani nie dostarcza na ich temat kluczowych zagadnień, które są fantasmagoryczne – kontynuuje Rachel Denber.

Diana Serebryannik, która uciekła z Turkmenistanu w 2015 r., obecnie jest liderem organizacji praw człowieka i wolności obywateli Turkmenistanu, uważa, że jej kraj ma wyjątkowo ograniczony dostęp do sprzętu ochronnego. System opieki zdrowotnej Turkmenistanu nie będzie w stanie sprostać wybuchowi pandemii ze względu na brak niezbędnych środków takich jak respiratory. „Jej grupa kontaktuje się z lekarzami w Turkmenistanie, którzy zdradzili, że około czterech tygodni temu zabroniono im używania telefonów komórkowych w szpitalach, co ma na celu uniemożliwienie im robienia zdjęć lub nagrywania filmów” – możemy przeczytać na portalu foreignpolicy.com.

- Będzie to postrzegane jako potwierdzenie tego, że choroba występuje w tym kraju. Wiele osób umrze. Po prostu zostaną zakopane i nikt nie będzie wiedział, czy zginęli z powodu koronawirusa, czy też innej choroby – kontynuuje Serebryannik.

Wiele działań w Turkmenistanie podlega cenzurze i jest przeprowadzanych w ścisłym porozumieniu z głowę państwa, co dobitnie świadczy o tym, że ma on wiele do ukrycia. Rząd naraża swoich obywateli na wielkie niebezpieczeństwo. Jeszcze w lutym można było zobaczyć na ulicach mnóstwo plakatów informujących o koronawirusie. Obecnie media państwowe nie mówią nic o jego skutkach w Turkmenistanie, a słowo to zostało nawet usunięte z broszur informacyjnych na temat zdrowia dystrybuowanych w szkołach, szpitalach i miejscach pracy. Co ciekawe, jedyne ulotki, które są obecnie kolportowane, przedstawiają, w jaki sposób należy chronić się przed różnymi chorobami układu oddechowego. Jednak nie ma w nich ani jednego słowa o koronawirusie.

Ludzie żyją w strachu i walczą o przetrwanie

Działania, które są podejmowane przez turkmeńskich urzędników bez żadnego wyjaśnienia, wzbudziły zaniepokojenie opinii publicznej.
- Ludzie wiedzą o tym wirusie, więc obawiają się izolacji i próbują leczyć się sami, natomiast chorzy boją się wizyt u lekarzy - mówi korespondent Radia Wolna Europa/Radia Wolność (RFE/RL).




To jednak nie wszystko, ponieważ Turkmenistan zamknął większość swoich lądowych przejść granicznych już ponad półtora miesiąca temu. Obecnie wiele z nich zostało już otwartych, oprócz jednego - z Iranem. Ponadto, nakazano ludziom, aby nie wyjeżdżali z kraju. Społeczeństwo żyje w ciągłym strachu. Wiele ludzi codziennie już od samego rana ustawia się w kolejkach, aby móc zrobić zakupy żywności w obliczu niedoborów i rosnących cen. - Najbardziej palącym problemem dla obywateli jest w tej chwili problem z jedzeniem. Wielu nie stać na to, ale nie ma przecież wystarczającej ilości żywności subsydiowanej – wskazuje Farruh Yusupov, szef turkmeńskiego serwisu informacyjnego Radia Wolna Europa/Radia Wolność (RFE/RL).

Turkmeńska służba RFE/RL, znana lokalnie jako "Azatlyk", poinformowała, że policja w Aszchabadzie jest teraz zobowiązana do mierzenia temperatury wszystkim ludziom przy wjazdach do miasta, na dworcach autobusowych, w szkołach i innych obiektach publicznych. Dodatkowo przemieszczanie się między miastami zostało ograniczone, a ci, którzy przyjeżdżają do Aszchabadu, muszą mieć zaświadczenie lekarskie. Co więcej, rząd wcale nie angażuje się w pomoc. Doszło do tego, że policja była zmuszona do zakupu termometrów za własne pieniądze.

Władze postanowiły anulować loty do Chin i innych krajów już na początku lutego. Co więcej, trasy wszystkich połączeń międzynarodowych zostały zmienione i odbywały się nie do stolicy kraju, tylko do Turkmenabatu, położonego w północno-wschodniej części Turkmenistanu. To właśnie w tym mieście utworzono strefę kwarantanny, o czym napisał portal BBC.

Dasz łapówkę, wychodzisz z kwarantanny

Istnieje również wiele innych przesłanek, mówiących o tym, że władze Turkmenistanu zamiatają wszystko pod dywan. Jedną z nich jest fakt, że ludzie przekazują oficerowi policji albo pracownikowi służby zdrowia łapówki w wysokości 100-150 dolarów, dzięki czemu unikają przebywania na dwutygodniowej kwarantannie, o czym donosi Chronicles of Turkmenistan.

Cały proces, jak wygląda kwarantanna i jak można jej uniknąć, jest szczegółowo opisywany przez media. „Pasażerowie przylatujący do Turkmenabatu podlegają kontroli przez 4-6 godzin, podczas której mierzona jest im temperatura. Selektywnie, według uznania, lekarze decydują, kogo przekazać policji. Nie ma dla nich znaczenia, czy jest się zdrowym, czy chorym. Ludzie są wprowadzani do osobnego pokoju, w którym znajduje się policjant, spokojnie spacerujący wśród potencjalnych nosicieli koronawirusa. Przechodząc przez rzędy, odsuwa się na bok i czeka, aż po kolei każdy pasażer podejdzie do niego i zacznie się targować. Jeśli zatrzymana osoba przekaże mu satysfakcjonującą kwotę, to w ciągu 20 minut zostanie wypuszczona i będzie mogła wrócić do domu” – podaje szokujące fakty portal hronikatm.com.

"Nie powinienem mówić o wirusie, w przeciwnym razie mogę wpaść w kłopoty"
Rząd cały czas twierdzi, że nie ma ani jednego przypadku, ale turkmeńskie media dotarły do informacji, że koronawirus jest obecny. „Już 2 marca dwie osoby były objęte kwarantanną” - powiedział w rozmowie z portalem rferl.org, jeden z pracowników szpitala w Choganly. Z kolei inny stwierdził: „kilku pacjentów z koronawirusem jest leczonych w szpitalu”. Źródła wypowiedzi są anonimowe, ponieważ obaj rozmówcy obawiali się reperkusji ze strony urzędników państwowych, jakie mogłyby ich spotkać, gdyby zostały ujawnione ich nazwiska.

Siedem osób z pozytywną testem na obecność COVID-19 przetrzymywanych jest w osobnym pomieszczeniu w strefie kwarantanny w Turkmenabadzie. Komora jest odgrodzona od reszty strefy i ma osobne wejście” - ujawnia jeden z lekarzy.

- Oficjalne statystyki prowadzone przez turkmeńskie Ministerstwo Zdrowia dotyczące zakażeń koronawirusem są niewiarygodne. Przez ostatnią dekadę twierdzili, że nie ma ludzi żyjących z HIV/AIDS, co nie jest nie do pomyślenia. Wiemy również, że w 2000 roku ukryli dowody serii wybuchów epidemii, w tym zarazy – mówi profesor, Martin McKee, z London School of Hygiene and Tropical Medicine, który badał turkmeński system opieki zdrowotnej.

- Mój znajomy, który pracuje w agencji państwowej, ostrzegł mnie, że nie powinienem mówić o wirusie, w przeciwnym razie mogę wpaść w kłopoty - oznajmia mieszkaniec stolicy Aszchabadu, który poprosił o zachowanie anonimowości w rozmowie z portalem BBC.

Rząd naraził swoich obywateli na infekcję, a teraz wszystko zamyka

W przeciwieństwie do reszty świata, codzienne życie w Turkmenistanie jeszcze do niedawna toczyło się bez żadnych obostrzeń i restrykcji. Kawiarnie i restauracje były przez cały czas otwarte. Organizowane były wesela i nikt nie nosił odzieży ochronnej. Obecnie władze państwowe bez podania obywatelom jakiejkolwiek przyczyny nagle postanowiły zamykać wszystkie instytucje, a także odwoływać publiczne imprezy i zgromadzenia.

Prawda jest banalnie prosta - rząd turkmeński próbuje ukryć wybuch epidemii, a swoich obywateli naraża na infekcję.

- Widzieliśmy, jak choroba COVID-19 szybko rozprzestrzeniła się z Chin do wszystkich części świata. Nawet jeśli innym krajom uda się opanować epidemię, istnieje ryzyko dalszego jej rozprzestrzeniania się z państw, które dotychczas temu nie zapobiegły. Wydaje się, że Turkmenistan może być tutaj przykładem - mówi profesor McKee.




zwiń tekst

WHO: Koronawirus będzie z nami przez długi czas. Większość populacji jest wyjątkowo podatna na zakażenie
Czw, 23 kwi 2020 22:14 | komentarze: 4 czytany: 1365x

Światowa Organizacja Zdrowia ostrzegła liderów państw, że koronawirus będzie rozprzestrzeniał się dalej i to przez długi czas. WHO dodaje, że większość światowej populacji jest wyjątkowo podatna na zakażenie patogenem, przez co w przyszłości musimy liczyć się z wybuchami kolejnych epidemii.Jak podaje CNBC, podczas środowej konferencji prasowej przedstawiciele Światowej Organizacji Zdrowia ostrzegli.......

czytaj dalej

Światowa Organizacja Zdrowia ostrzegła liderów państw, że koronawirus będzie rozprzestrzeniał się dalej i to przez długi czas. WHO dodaje, że większość światowej populacji jest wyjątkowo podatna na zakażenie patogenem, przez co w przyszłości musimy liczyć się z wybuchami kolejnych epidemii.




Jak podaje CNBC, podczas środowej konferencji prasowej przedstawiciele Światowej Organizacji Zdrowia ostrzegli, że gdy w jednych krajach epidemia będzie wygasać, tak inne obszary będą przed szczytem zakażeń. To może spowodować, że epidemia będzie powracać do miejsc, które wydawały się być już pod kontrolą.

WHO o długiej drodze do zwalczenia koronawirusa

- Nie popełniajmy błędów, mamy przed sobą długą drogę. Ten wirus będzie z nami przez długi czas - mówił dyrektor generalny WHO dr Tedros Adhanom Ghebreyesus. - Ludzie są sfrustrowani tym, że są zamknięci w swoich domach przez wiele tygodni. To zrozumiałe, że chcą żyć dalej, ale świat nie będzie i nie może wrócić do tego, jak było wcześniej - dodał szef WHO.

- Większość krajów jest na wczesnym etapie epidemii, a te spośród nich, w których zaczęła się ona wcześnie, obserwują ponowny wzrost przypadków - mówił dalej Ghebreyesus, zauważając, że Afryka i Ameryka Południowa są jeszcze przed planowanym w wielu modelach szczytem zakażeń. Szef WHO odniósł się także do zarzutów Stanów Zjednoczonych, które chcą sprawdzić, czy Światowa Organizacja Zdrowia jest właściwie zarządzana.

- Ogłosiliśmy stan międzynarodowego zagrożenia we właściwym momencie i reszta świata miała wystarczająco dużo czasu na reakcję; (w tym czasie) były tylko 82 przypadki (zakażeń) poza Chinami - odpierał zarzuty szef WHO.

Dyrektor WHO ds. sytuacji nadzwyczajnych dr Mike Ryan dodał, że duża część populacji jest wyjątkowo podatna na zakażenie, co może oznaczać, że bardzo trudno będzie zredukować liczbę nowych zakażeń do zera. Doktor Mike Ryan zaapelował też o to, by państwa nie decydowały się na przedwczesne znoszenie ograniczeń dotyczących podróży, ponieważ może to spowodować dalszy rozwój epidemii.




zwiń tekst

Nowe objawy koronawirusa pojawiły się u dzieci i młodych osób. To zmiany na stopach.
Czw, 23 kwi 2020 21:20 | komentarze: brak czytany: 1205x

Koronawirus nie oszczędza dzieci i młodych osób. Oni również mają objawy COVID-19. To u dzieci i nastolatków lekarze z Hiszpanii dostrzegli nowe, nietypowe symptomy, które mogą wskazywać na zakażenie koronawirusem. Chodzi o zmiany skórne.Lekarze z hiszpańskiej izby podologów, w rozmowie z madryckim dziennikiem "El Pais" i radio Cope, powiedzieli, że pacjentom z COVID-19 często towarzyszą zmiany na.......

czytaj dalej

Koronawirus nie oszczędza dzieci i młodych osób. Oni również mają objawy COVID-19. To u dzieci i nastolatków lekarze z Hiszpanii dostrzegli nowe, nietypowe symptomy, które mogą wskazywać na zakażenie koronawirusem. Chodzi o zmiany skórne.

Lekarze z hiszpańskiej izby podologów, w rozmowie z madryckim dziennikiem "El Pais" i radio Cope, powiedzieli, że pacjentom z COVID-19 często towarzyszą zmiany na skórze stóp.

Problemy dermatologiczne u zakażonych koronawirusem dotyczą przede wszystkim młodych osób - przyznali.




Koronawirus u dzieci i młodych osób. Zmiany dermatologiczne na stopach

Specjaliści z Hiszpanii wskazali na liczne przypadki zachorowań z objawami skórnymi. W opublikowanym na stronie hiszpańskiej izby podologów (CGCOP) oświadczeniu napisano, że zmiany dermatologiczne na stopach są bardzo powszechne u dzieci oraz nastolatków zainfekowanych koronawirusem. Mają one kolor purpurowy.

W większości przypadków purpurowe zmiany na skórze nie są groźne. (…) Ich pojawienie się oraz zaobserwowanie podwyższenia temperatury ciała oraz kaszlu może świadczyć o zakażeniu - ostrzegła izba. Występowanie zmian dermatologicznych na stopach u młodych osób, określąjąc je jako "małe, swędzące plamy", potwierdziła przewodnicząca hiszpańskiego Stowarzyszenia Pielęgniarstwa Pediatrycznego (AEP) Isabel Morales.

Są to zazwyczaj niewielkie rany, a ich występowanie stwierdziliśmy już u wielu dzieci chorych na COVID-19”- powiedziała Morales. Dodała, że często pojawieniu się zmian dermatologicznych towarzyszy biegunka. Dr Esther Freeman, dermatolog ze Szpitala Ogólnego stanu Massachusetts, powiedział programowi NBC Today, że podejrzewa się, że koronawirus może powodować stany zapalne skóry.

Koronawirus u dzieci i młodych osób może mieć nietypowy przebieg

Chociaż na początku pandemii eksperci twierdzili, że dzieci są bezpieczne w obliczu koronawirusa, to kolejne przypadki zachorowań na COVID-19 udowodniły, że nawet u najmłodszych przebieg choroby może być ciężki. Mogą pojawić się u nich także nietypowe objawy, jak wyżej opisane zmiany na skórze stóp, biegunka czy zaburzenia smaku.


CNN opisuje historię Philipa Kahna, 100-letniego weterana II wojny światowej z harbstwa Nassau w stanie Nowy Jork. Bohater wojenny zmarł na COVID-19, teraz jego wnuk Warren Zysman powiedział CNN, że 100 lat wcześniej z powodu grypy hiszpanki zmarł jego brat bliźniak. Philip i Samuel urodzili się 5 grudnia 1919 r., jednak przez epidemię Samuel zdołał przeżyć zaledwie kilka tygodni.




zwiń tekst

Naukowcy na całym świecie przedstawiają wyniki badań i zapewniają: koronawirus nie powstał w laboratorium.
Wt, 21 kwi 2020 20:49 | komentarze: 16 czytany: 1660x

Nowy koronawirus nie wymknął się z laboratorium w Wuhan - powtarzają naukowcy z różnych światowych labolatoriów, którzy analizowali genom wirusa. Człowiek nie byłby w stanie stworzyć tak skutecznego wirusa. Przyroda jest pod tym względem znacznie bardziej innowacyjna - powtarzają najwięsze światowe autorytety w dziedzinie wirusologii.Amerykański wywiad na polecnie Donalda Trumpa nie dowierza naukowcom.......

czytaj dalej

Nowy koronawirus nie wymknął się z laboratorium w Wuhan - powtarzają naukowcy z różnych światowych labolatoriów, którzy analizowali genom wirusa. Człowiek nie byłby w stanie stworzyć tak skutecznego wirusa. Przyroda jest pod tym względem znacznie bardziej innowacyjna - powtarzają najwięsze światowe autorytety w dziedzinie wirusologii.

Amerykański wywiad na polecnie Donalda Trumpa nie dowierza naukowcom i według doniesień CNN, źródeł pandemii szuka w laboratoriach. W reakcji na te działania administracji Trumpa i naukowcy po raz kolejny przytaczają argumenty za naturalnym pochodzeniem wirusa.

O tym, że SARS-CoV-2 nie został poddany manipulacjom genetycznym wiemy już od marca
"Wszystkie dotychczasowe dowody wskazują na to, że wirus SARS-CoV-2 jest pochodzenia naturalnego, nie sztucznego" - pisze prof. Nigel McMillan z Menzies Health Institute Queensland w Australii.



- Gdyby naukowcy chcieli "wyprodukować" coś takiego jak nowy koronawirus, niespecjalnie by im się to udało. Bazując na aktualnej wiedzy i doświadczeniach zupełnie inaczej zabraliby się za tę pracę. Droga, którą poszła natura, jest tak inna od tej, którą mogliby pójść naukowcy, że z pewnością by się na nią nie zdecydowali. To byłoby jak "psucie" wirusa, a nie jego "poprawianie". Ponadto nowy koronawirus jest tak zbudowany, że "w laboratorium nie ma systemu, który mógłby wprowadzić niektóre sekwencje ze znalezionych w nowym koronawirusie" - pisze prof. McMillan.




W marcu na łamach Nature Medicine można się było zapoznać z wynikami badań zespołu naukowców, m.in. Kristiana Andersena ze Scripps Research Institute z San Diego w Kalifornii. Analiza genomu koronawirusa przeprowadzona przez badaczy z Mount Sinai School of Medicine w Nowym Jorku znakomicie tłumaczy, dlaczego rodzaje mutacji znalezionych w wirusie są wyraźnie naturalne i nie są dziełem człowieka.

Chodzi przede wszystkim o tę kluczową dla zjadliwości wirusa część, którą przyczepia się do ludzkich komórek, czyli o białko tzw. kolca oraz o wyraźny szkielet patogenu. Te dwie cechy nowego koronawirusa wykluczają manipulację genetyczną - orzekli naukowcy.

Wirusy z laboratorium w Wuhan z wirusem SARS-CoV-2 dzieli co najmniej 20 lat ewolucji

Wirusolog Edward Holmes z Centrum Charlesa Perkinsa i Uniwersytetu w Sydney oświadcza:"Nie ma dowodów na to, żeby SARS-CoV-2, wirus wywołujący COVID-19 u ludzi, powstał w laboratorium w Wuhan w Chinach".

Koronawirusy są powszechnie spotykane w dzikiej przyrodziei często przenoszą się ze zwierząt na człowieka - tłumaczy prof. Holmes. Z tego, co ustalili genetycy, najbliższym znanym krewnym SARS-CoV-2 jest wirus znaleziony u nietoperzy, który nosi nazwę RaTG13. To prawda, był przechowywany w Wuhan Institute of Virology.

Tyle że - uświadamia wirusolog - wirus RaTG13 został pozyskany z zupełnie innych regionów Chin niż prowincja Wuhan, a w dodatku - co istotniejsze - poziom rozbieżności sekwencji genomu pomiędzy SARS-CoV-2 a RaTG13, jest tak duży, że można powiedzieć, że dzieli je średnio 50 lat (a co najmniej 20 lat) zmian ewolucyjnych. Zatem SARS-CoV-2 nie został uzyskany z RaTG13. W dodatku podobne wirusy znaleziono także u innych zwierząt, w tym u pangolinów.

"Obfitość, różnorodność i ewolucja koronawirusów w dzikiej przyrodzie zdecydowanie sugerują, że SARS-CoV-2 ma naturalne pochodzenie" - podsumowuje wywód prof. Holmes.




SARS-CoV-2 zmutował w wyjątkowy sposób

Naukowcy nadal badają, czy do mutacji, dzięki którym koronawirus tak dobrze "przyczepia się" do człowieka, doszło przed tym, jak dokonał skoku na ludzi, czy też już po "inwazji". Szukają także żywiciela pośredniego chociaż tutaj mają już pewne poszlaki. Niektóre dowody wskazują na to, że ogniwem pośrednim mogły być łuskowce, choć to nie jest jeszcze rozstrzygnięte.

Pandemia nie była dla naukowców zaskoczeniem

Profesor nadzwyczajny Hassan Vally, epidemiolog i wykładowca na Uniwersytecie La Trobe w Melbourne, pisze na stronie serwisu Scrimex.org:

- Od pewnego czasu zdawaliśmy sobie sprawę, że kolejny koronawirus, jak wcześniej SARS i MERS, może wywołać pandemię, a więc na wiele sposobów pojawienie się nowego koronawirusa o potencjale pandemicznym nie jest zaskoczeniem.
W styczniu 2017 roku dr Anthony S. Fauci, dyrektor National Institute of Allergy and Infectious Diseases (NIAID) wskazywał na ryzyko pojawienia się pandemii.

- Jest jedno przesłanie, które chcę dziś wam przekazać w oparciu o moje doświadczenie. Nie ma wątpliwości, że nadchodzące lata będą wyzwaniem dla administracji i to na arenie chorób zakaźnych - powiedział na konferencji w Georgetown University Medical Center. "Groźba pandemii jest bardzo realna" - można przeczytać w jego artykule sprzed dwóch lat.


 

Wczesnym rankiem w niedzielę 19 kwietnia doszło do gwałtownego wzrostu w aktywności wukanu Etna we Włoszech. Według INGV Osservatorio Etneo po tej aktywności z wulkanu zaczęły wylewać się fontanny lawy i doszło tam do silnej emisji popiołu.

Aktywność sejsmiczna, zlokalizowana na obszarze krateru południowo-wschodniego, rozpoczęła się o 05:40 UTC i osiągnęła najwyższy poziom o 07:00 UTC. Erupcja rozpoczęła się 19 kwietnia około 06:30 UTC. Emisje popiołu były dość umiarkowane na wczesnych etapach, po których nastąpił gwałtowny wzrost intensywności od około 08:46 UTC.

Pióropusz wulkaniczny wzniósł się na około 5 km nad poziom morza i zaczął kierować się na wschód. Popioły spadły po wschodniej stronie wulkanu, głównie w Valle del Beauva, ale drobne opady popiołu odnotowano również w mieście Zafferana. Fontanna lawy stopniowo zmniejszała się w swojej intensywności, aż zatrzymała się około 09:55 UTC.


Nasz dział nadzorujący serwis FN przekazał ciekawą informację: w kwietniu lub maju przekroczymy barierę 2,5 mln odsłon miesięcznie.




zwiń tekst

OŚWIADCZENIE SZEFA LABORATORIUM WIRUSOLOGICZNEGO Z CHIŃSKIEGO WUHAN: NIE MAMY NIC WSPÓLNEGO Z KORONAWIRUSEM
Nie, 19 kwi 2020 18:02 | komentarze: 8 czytany: 1683x

Laboratorium w chińskim Wuhan wydaje zaskakujące oświadczenie po serii oskarżeń płynących ze strony prezydenta USA Donalda Trumpa. "Wirus nie pochodzi od nas" - mówi szef laboratorium i ujawnia dane personalne swoje i swoich współpracowników. Jest gotowy udowodnić to przed międzynarodowym sądem i ujawnić wszelkie szczegóły projektów, które prowadził razem ze swoim zespołem.Przedstawiciel laboratorium.......

czytaj dalej

Laboratorium w chińskim Wuhan wydaje zaskakujące oświadczenie po serii oskarżeń płynących ze strony prezydenta USA Donalda Trumpa. "Wirus nie pochodzi od nas" - mówi szef laboratorium i ujawnia dane personalne swoje i swoich współpracowników. Jest gotowy udowodnić to przed międzynarodowym sądem i ujawnić wszelkie szczegóły projektów, które prowadził razem ze swoim zespołem.




Przedstawiciel laboratorium w Wuhan przeciął spekulacje na temat koronawirusa. Zaprzeczył jednoznacznie teoriom, które wskazywały laboratorium jako miejsce jego pochodzenia.

Od wielu tygodni pojawiają się teorie dotyczące pochodzenia koronawirusa. Dochodzenie w tej sprawie wszczęły Stany Zjednoczone. Śledztwo ma ustalić, czy wirus wydostał się z chińskiego laboratorium wirusologicznego w Wuhan. Po zakończeniu dochodzenia ustalenia zostaną przekazane administracji prezydenta Donalda Trumpa.




Mimo to dotychczas wiele instytutów potwierdziło, że wirus powstał w wyniku naturalnych procesów i nic nie wskazuje na to, by był on efektem prac laboratoryjnych.

Jak podaje NBC News, głos w tej sprawie zabrało laboratorium w Wuhan, które dotychczas nie komentowało spekulacji. W rozmowie z chińskim nadawcą CGTN wicedyrektor Instytutu Wirusologii w Wuhan, Yuan Zhiming zaprzeczył, by koronawirus powstał w laboratoryjnej probówce. Według Zhiminga, to "teorie spiskowe", które mają "mącić ludziom w głowach".




- Doskonale panujemy nad tym, jakiego rodzaju badania są przeprowadzane w instytucie i jak instytut zarządza wirusami oraz próbkami. Nie ma możliwości, by wirus pochodził od nas - podkreślił wicedyrektor Instytutu.




Koronawirus na świecie

Dotychczas potwierdzono na świecie ponad 2,3 mln przypadków zakażeń koronawirusem. Zmarło ponad 160 tys. osób, wyzdrowiało ponad 600 tys. chorych.


Dostaliśmy ciekawego e-maila.


Witam,

Czy zastanawialiście się nad tym, że koronawirus instaluje w kodzie genetycznym nosiciela fragment kodu? To oznacza, że może być "piąty element koronawirusa", którego nikt nie bierze pod uwagę. Tymczasem za kilka miesięcy osoby, które przeszły koronawirusa nawet bezobjawowo mogą odczuwać coś, czego jeszcze nie wykryły laboratoria czy lekarze, gdyż efekt może być opóźniony. Takim drobiazgiem może być np. trwała bezpłodność. Czy wiecie, jakie konsekwencje miałaby taka sprawa? Zniknąłby problem przeludnienia w ciągu najbliższych 25-35 lat. Zniknęłoby także wiele innych problemów. O tym piątym elemencie przeczytałem na bardzo poważnym forum angielskojęzycznym, który zajmuje się profesjonalnie analizą kodu, który ma w sobie koronawirus.

Trzymajcie się

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst

NAUKOWCY Z HARVARDU: LUDZKOŚĆ POWINNA BYĆ ŚWIADOMA, ŻE NIE UWOLNI SIĘ OD NOWEJ RODZINY AGRESYWNYCH KORONAWIRUSÓW PRZEZ CO NAJMNIEJ 5 LAT
Nie, 19 kwi 2020 11:40 | komentarze: 3 czytany: 2237x

Czeka nas też rollercoaster zawieszania i odwieszania restrykcji spowodowanych pandemią. I to przez najbliższe dwa lata – wynika z najnowszej analizy naukowców z Harvardu. Opiera się ona na komputerowych symulacjach i pokazuje różne warianty dalszego rozwoju pandemii wirusa SARS-CoV-2.Oczywiście takie modele matematyczne mają swoje istotne ograniczenia, ale publikacja pięciorga amerykańskich badaczy.......

czytaj dalej

Czeka nas też rollercoaster zawieszania i odwieszania restrykcji spowodowanych pandemią. I to przez najbliższe dwa lata – wynika z najnowszej analizy naukowców z Harvardu. Opiera się ona na komputerowych symulacjach i pokazuje różne warianty dalszego rozwoju pandemii wirusa SARS-CoV-2.

Oczywiście takie modele matematyczne mają swoje istotne ograniczenia, ale publikacja pięciorga amerykańskich badaczy z Harvard T.H. Chan School of Public Health, która ukazała się właśnie na łamach tygodnika naukowego „Science”, jest pozytywnie komentowana przez ekspertów. Między innymi doceniają oni próbę rzetelnego naszkicowania scenariuszy na najbliższe pięć lat, gdyż dotychczasowe modelowanie epidemii sięgało maksymalnie do końca tego roku.

Koronawirus i jego kuzyni

Amerykanie musieli wziąć pod uwagę wiele istotnych czynników. Przy niektórych stawiając wielki znak zapytania, ponieważ nasza wiedza pozostaje bardzo ograniczona. Przykładem jest długość utrzymywania się odporności u osób, których organizm zwalczył już wirusa SARS-CoV-2. Skąd zatem zdobyć choćby przybliżone dane? Otóż SARS-CoV-2 należy do grupy (a mówiąc językiem systematyki biologicznej: rodzaju) betakoronawirusów. Znajdują się w niej m.in. niebezpieczne wirusy MERS i SARS-CoV-1, ale również łagodniejsze HCoV-OC43 oraz HCoV-HKU1. Za tymi ostatnimi dwiema skomplikowanymi nazwami kryją się koronawirusy towarzyszące nam od lat i będące drugą najczęstszą przyczyną przeziębień (infekcji dróg oddechowych) w okresie zimowym.

Odporność organizmu na te dwa konkretne patogeny słabnie po upływie roku od zetknięcia z nimi, ale w przypadku wirusa SARS-CoV-1 utrzymuje się sporo dłużej. Ponadto bliskie spotkanie z jednym z trzech powyższych wirusów częściowo uodparnia na pozostałe dwa (tzw. odporność krzyżowa). Jak na tym tle prezentuje się ich bliski kuzyn SARS-CoV-2, obecnie terroryzujący niemal cały świat? Nie wiemy, bo może wykazywać w różnym stopniu odporność krzyżową z innymi koronawirusami. I to należało wziąć pod uwagę w modelu rozwoju pandemii. Dlatego, jak piszą Amerykanie, jeśli nasz układ odpornościowy zapamiętuje spotkania z SARS-CoV-2 na bardzo długo, to jest szansa, że za pięć lat zostanie całkowicie usunięty z ludzkiej populacji. Jeśli jednak na krócej, to po kilku latach spokoju może powrócić nowa fala epidemii.

Nie wiadomo również, i tu też należało rozważyć różne warianty rozwoju sytuacji, czy SARS-CoV-2 zachowuje się jak grypa sezonowa, czyli liczba zakażeń rośnie z reguły dwa razy w roku (przełom jesień/zima oraz zima/wiosna), czy też pozostaje na podobnym poziomie aktywności przez 12 miesięcy.


Testy, testy i jeszcze raz testy

Oczywiście najciekawszą część analizy stanowi próba odpowiedzi na pytanie, które wszyscy zadajemy: do kiedy będziemy się męczyć pozamykani w domach? Odpowiedź, niestety, nie jest zbyt optymistyczna. Amerykanie pokazują, że nawet bardzo restrykcyjne dystansowanie społeczne przez dłuższy czas nie rozwiąże problemu. Wirus pozostanie w populacji i uderzy z podobną siłą, gdyż wiele osób – zamkniętych w domach i niemających z nim kontaktu – nie uodporni się. Ponadto długotrwałe tzw. dystansowanie społeczne niesie za sobą poważne skutki psychologiczno-ekonomiczne.

Jak z tego wybrnąć, skoro – jeśli będziemy się decydować na luzowanie restrykcji – system opieki zdrowotnej, posiadający tylko określoną wydolność, może nie udźwignąć rosnącej liczby pacjentów, zwłaszcza wymagających intensywnej opieki (respiratory)? Dlatego autorzy publikacji w „Science” brali również pod uwagę stan służby zdrowia (choć tylko amerykańskiej, m.in. liczbę łóżek szpitalnych). I choć wyraźnie zastrzegają, że ich celem nie jest doradzanie komukolwiek konkretnych sposobów postępowania, to modele podpowiadają, co zrobić, by system się nie zawalił.

Otóż jeśli nie pojawi się szybko skuteczny lek przeciwwirusowy lub szczepionka, to do 2022 r. najlepiej byłoby na przemian wprowadzać i luzować restrykcje polegające na wymuszaniu dystansowania społecznego. Innymi słowy, obecna sytuacja będzie się co jakiś czas powtarzać. Naukowcy oceniają bowiem jako bardzo mało prawdopodobny scenariusz, w którym obecna fala epidemii okaże się pierwszą i ostatnią, podobnie jak ta z 2003 r. w Azji wywołana przez SARS-CoV-1.

Żeby natomiast wiedzieć, w którą stronę przesunąć w danym momencie wajchę (luzowania czy zaostrzania restrykcji), potrzebne będą testy, testy i jeszcze raz testy. Zarówno molekularne (wykrywające materiał genetyczny wirusa w próbce), jak i serologiczne, czyli pozwalające zbadać, czy mamy we krwi specyficzne przeciwciała, a więc zetknęliśmy się z patogenem. Pozwoli to śledzić zarówno dynamikę wzrostu liczby zakażeń, jak i stopień uodparniania się populacji.

Jak powiedziała w jednym z wywiadów prof. Devi Sridhar, znana ekspertka w dziedzinie zdrowia publicznego z uniwersytetu w Edynburgu: „Każdy chciałby wiedzieć, kiedy to się skończy. Ale to złe pytanie. Prawidłowe brzmi: jak ciągnąć to dalej?”.





Już wcześniej ta kobieta zasłynęła bardzo trafnym przewidywaniem przyszłych wydarzeń z koronawirusem.






I jeszcze jedna ciekawa informacja o koronawirusie, którą nasi ludzie z projektu "Trzecia o Słońca" wybrali z ostatnich depeszy agencyjnych.


Udają, że nie ma u nich koronawirusa. Prezydent wykorzystał sportowców, by udowodnić racje

- Musimy pracować. Inaczej państwo umrze - mówi prezydent Daniel Ortega i ustala sam ze sobą, że Nikaragua jest wolna od zarazy. Sport wykorzystuje, by udowodnić, że ma rację. Piłka toczy się więc po murawie, krzyżują się rękawice, a biegacze ścigają w maratonach. A kto się sprzeciwi, ten nie dostanie pensji przez rok.




Mecze baseballu i piłki nożnej odbywają się bez zmian. Pierwsze z publicznością, drugie bez. Dwa tygodnie temu planowo zorganizowano galę bokserską. Kibice wiwatowali. Kilka tygodni temu w Managui, stolicy kraju, odbył się maraton. A w zeszłym tygodniu po ważnym meczu baseballu kibice przemaszerowali na główny plac Jinotepe, by uczestniczyć w politycznym wiecu. Sporo ludzi blisko siebie. Właściwie twarz przy twarzy. Bez masek.

Oficjalnie władze najbiedniejszego kraju Ameryki Środkowej mówią o dziewięciu osobach zakażonych koronawirusem i jednym przypadku śmiertelnym. Wszyscy pacjenci mieli wrócić do Nikaragui z zagranicy i "nie przekazać wirusa dalej" - o czym zapewniała wiceprezydent Rosario Murillo. Życie toczy się więc normalnie. Ku zaskoczeniu sąsiadów. Prezydent Salwadoru, w którym jest 140 chorych na COVID-19, kwestionuje prawdziwość danych dostarczanych przez władze Nikaragui. Według WHO jej pozostali sąsiedzi - Kostaryka i Honduras - mają łącznie niemal 1000 zakażonych pacjentów i 30 zgonów. Tylko Nikaraguę wirus szczęśliwie omija. "To dzięki Bogu" - tłumaczy wiceprezydent.

- Jesteśmy bardzo zaniepokojeni sytuacją w Nikaragui: dalszym organizowaniem masowych spotkań, nieodpowiednim zapobieganiu infekcji i brakiem kontroli nad tym, co się dzieje - powiedziała "New York Times" dr Carissa F. Etienne, dyrektorka "American Health Organization".

Władza proponuje: całujcie się na ulicach

Amerykański dziennik wylicza te wszystkie sportowe imprezy i pisze, że świat spogląda teraz na Nikaraguę i uznaje żyjących tam ludzi za naiwnych. A to nie do końca tak. Medycy, przedstawiciele różnych fundacji pozarządowych, politycy opozycji i sami sportowcy apelują o przerwanie rozgrywek. Ich kontynuowanie to decyzja autorytarnych władz. Potrzebna, by stwarzać pozory normalności. - Patrzę na to wszystko z ludzkiej perspektywy i boli mnie, że nie reagujemy na rzeczywistość. To nie do pomyślenia, że wciąż odbywają się mecze - powiedział Dennis Martinez, największa w Nikaragui emerytowana gwiazda baseballu. - Niemal wszędzie wstrzymano rozgrywki sportowe, więc oczy kibiców z całego świata skierowane są na te cztery zakątki, w których dyktatura jest wystarczająco silna, by nadal narażać sportowców - mówi "New York Times" Camilo Velasquez, dziennikarz niezależnego portalu "FutbolNica".

Obaj mogą głośno wyrażać swój sprzeciw. Aktywni sportowcy, których opłaca przede wszystkim państwo, lepiej, żeby tego nie robili. Mogą bowiem skończyć jak baseballista Robin Zeledon, który po tym jak odmówił występu w meczu, bo bał się, że złapie koronawirusa i zarazi rodzinę, został zawieszony na rok i przez ten czas nie będzie mógł pobierać pensji. Komisarz ligi zakwestionował te doniesienia, tłumacząc, że 20-latek opuścił drużynę po tym, jak pokłócił się z trenerem, ale inni sportowcy i tak woleli nie ryzykować. Protestowali przeciwko dalej grze w bardziej wysublimowany sposób. Tak doszło do zrobienia jednego z najdziwniejszych przedmeczowych zdjęć w historii. Otóż jedenastu piłkarzy Diriangen, najstarszego klubu w Nikaragui i jedynego, który nie utrzymuje się z państwowej kasy, zapozowało w maseczkach na twarzy, rękawiczkach i stojąc w bezpiecznej odległości od siebie. Początkowo chcieli w ogóle nie wychodzić na ten mecz, ale gdy usłyszeli o karach, jakie mogą spotkać klub, musieli zagrać.

Za wszystkim stoi prezydent Daniel Ortega. W skrócie: to do niego prowadzą niemal wszystkie drogi w Nikaragui. Rządził w latach 1979-1990 i ponownie od 2007 roku. "Piłka nożna jest dla niego narzędziem do zachowania stabilności wewnątrz kraju" - twierdzi brytyjski "Guardian". Ortega twardo dyktuje swoje warunki: nakazał m.in. przeszukanie w redakcjach opozycyjnych gazet i siedzibach organizacji broniących praw człowieka, wygonił z kraju członków misji Międzyamerykańskiej Komisji ds. Praw Człowieka. "Pobyt w Nikaragui nie jest zalecany ze względu na niebezpieczeństwo i niestabilność polityczną" - czytamy na stronie polskiego MSZ. Kraj ten ma jeden z najwyższych na świecie wskaźników przestępczości i tzw. przypadkowych morderstw. Wciąż dochodzi tam do antyrządowych demonstracji, choć już nie na taką skalę, jak w kwietniu 2018 roku.

Wtedy reżim Ortegi poważnie się zachwiał. Ostatecznie prezydent stłamsił zamieszki i wielotysięczne protesty, ale od tamtej pory ma chorobliwą potrzebę kontrolowania wszystkiego, co dzieje się w kraju. Odwołanie zawodów sportowych sprawiłoby wrażenie, że tę kontrolę traci. Tu dochodzimy do sedna sprawy: władze prawdopodobnie zatajają informacje o zachorowaniach i zgonach spowodowanych koronawirusem, by liga mogła grać dalej. Zachęcają swoich zwolenników, by pokazywali na ulicach, że nie boją się koronawirusa. W dobrym guście jest teraz ostentacyjne całowanie się czy praca w grupach. Pani wiceprezydent Rosario Murillo, żona Ortegi, wzywała do organizowania marszów pod hasłem "Miłość w czasach COVID-19".

- Dalsze rozgrywanie meczów jest wynikiem silnej potrzeby udowodnienia normalności. Ortega od 2018 roku desperacko stara się pokazać, że wszystko wróciło do normy. W tym celu nie odpuszcza również sportu - mówi "Guardianowi" wspomniany dziennikarz Camilo Velasquez. Gdyby nagle zawiesić rozgrywki, ludzie uznaliby to za komunikat: nie jest normalnie. I mogliby wykorzystać sytuację do rozpoczęcia strajków i zamieszek podobnych jak półtora roku temu.

Sytuacja jest w ostatnich dniach napięta, więc po raz pierwszy od ponad miesiąca Ortega pokazał się publicznie. Rozwiał tym samym plotki, że nie żyje. Zresztą, za każdym razem, gdy znika na dłużej, mówi się, że może już nie żyć. Ma 74 lata i jest po dwóch zawałach. Teraz dodatkowo doszły przypuszczenia, że sam mógł mieć koronawirusa. Podczas orędzia tłumaczył, że nie podjął decyzji o wprowadzaniu ograniczeń, bo to doprowadziłoby gospodarkę do ruiny.

- Musimy pracować. Inaczej państwo umrze. A jak umiera państwo, to umierają też ludzie. Dlatego jesteśmy krajem pracującym. Krajem ludzi, którzy nie umrą z głodu - mówił. Dodał też, że pandemia koronawirusa to nic innego, jak znak od Boga, że na świecie źle się dzieje.


From: [...]
Sent: Thursday, April 16, 2020 10:46 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Fwd: Skan ksiazki "The eyes of Darkness".

Taka tam ciekawostka. Widząc to przestaję się dziwić, że rząd USA zatrudnia pisarzy sensacji oraz SF jako konsultantów...

[...]




 

Koronawirus: Afryka będzie kolejnym epicentrum pandemii COVID-19




Dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia zabrał głos na temat Afryki. Wyraził obawę, że kontynent stanie się kolejnym centrum pandemii koronawirusa. Jak argumentował, liczba tamtejszych przypadków wzrosła o ponad połowę, a w rzeczywistości może być jeszcze wyższa.




Doktor Tedros Adhanom Ghebreyesus wydał oświadczenie w piątek 17 kwietnia. Jak poinformował, w ciągu ubiegłego tygodnia liczba zgłoszonych w Afryce przypadków koronawirusa wzrosła o 50 proc., a zgonów w wyniku powikłań po COVID-19 – aż o 60 proc.




Koronawirus: dlaczego epicentrum pandemii COVID-19 przeniesie się do Chin?

Dyrektor generalny WHO obawia się, że to dopiero początek pandemii w Afryce. Jak podaje "Euro News" jego zdaniem statystyki nie odzwierciedlają powagi sytuacji, a rzeczywista liczba zachorowań na COVID-19 będzie nadal rosnąć,

Dr Tedros Adhanom Ghebreyesus odniósł się także do otwarcia "mokrych targów". Na Światową Organizację Zdrowia spadła fala krytyki po tym, jak wyraziła poparcie dla decyzji Chin, mimo że właśnie na rynku z owocami morza w Wuhan miało dojść do pierwszego przypadku zarażenia koronawirusem. Dyrektor generalny WHO poddał jednak w wątpliwość przypuszczenia naukowców.

Doktor Ghebreyesus argumentował, że "mokre targi" stanowią źródło żywności dla milionów Chińczyków. Zastrzegł jednak, że powinny zostać otwarte tylko pod warunkiem spełnienia rygorystycznych norm w kwestii higieny i bezpieczeństwa.

 Pandemia koronawirusa. Ekspert WHO: Druga fala epidemii na jesieni jest pewna

Druga fala epidemii koronawirusa na jesieni "to więcej niż hipoteza, to pewność" - uważa przedstawiciel Włoch w Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) i doradca ministerstwa zdrowia w Rzymie Walter Ricciardi. Zaapelował, by nie spieszyć się z otwieraniem kraju.



- "Tak długo, jak nie będziemy mieć szczepionki, będą nowe fale epidemii albo, miejmy nadzieję, małe ogniska, które trzeba ograniczać. Dlatego tak ważne jest to, by nie przyspieszać otwierania kraju; w przeciwnym razie ryzykujemy tym, że druga fala zamiast nadejść później, uderzy przed latem" - ostrzegł Ricciardi, cytowany przez agencję Ansa.

Jako "nierozsądne" ekspert określił plany zniesienia restrykcji i ograniczeń w działalności produkcyjnej w Lombardii. Opowiadają się za tym władze tego regionu.

"Panują tam szczególnie ciężkie warunki epidemiologiczne; oczywiście jest poprawa, ale sytuacja jest szczególnie ciężka. Jest to region w krajach europejskich, który w chwili obecnej ma największe problemy. Nie Włochy, ale Lombardia" - stwierdził profesor medycyny prewencyjnej.

Jak podkreślił, póki nie dojdzie do zjawiska "odporności stada", długo będzie trwała faza "życia z wirusem". "Oby były to miesiące, a nie lata" - dodał.

Z kolei w wywiadzie dla sobotniego wydania dziennika "La Repubblica" Ricciardi podkreślił, że w różnych częściach Włoch wirus nadal szerzy się za bardzo, by myśleć o otwieraniu kolejnych form aktywności. Poza tym w jego ocenie także w najbliższej przyszłości, już po złagodzeniu przepisów, trzeba będzie ograniczyć przemieszczanie się między włoskimi regionami.

Epidemia koronawirusa. Kraje stopniowo łagodzą obostrzenia

Obostrzenia luzowane są nie tylko we Włoszech. Od pewnego czasu zaczęły je ogłaszać również inne kraje, których dotknęła pandemia. Łagodzenie zakazów zapowiedziano również w Polsce. Od poniedziałku można będzie m.in. wchodzić do lasów. Planowane są też kolejne kroki, w tym m.in.


Zakażonych koronawirusem może być 50 razy więcej, niż myślimy. Udowodnili to naukowcy z Kalifornii

Badania z wykorzystaniem testów na obecność przeciwciał, które zostały przeprowadzone w Kalifornii w USA, wykazały, że infekcję wywołaną koronawirusem ma (albo już przeszło) kilkadziesiąt razy więcej osób, niż wskazywały na to oficjalne dane.

Badacze z renomowanego Uniwersytetu Stanforda przebadali na obecność przeciwciał 3,3 tys. ochotników z kalifornijskiego hrabstwa Santa Clara. Uzyskane wyniki wskazują, że infekcję koronawirusową przeszło tam już od 2,5 do 4,1 proc. mieszkańców.

To od pięćdziesięciu do osiemdziesięciu pięciu razy więcej niż liczba oficjalnie zarejestrowanych przypadków choroby Covid-19.

Koronawirus. Liczba przypadków wyższa od oficjalnych danych?

Badania pokazują, że do 1 kwietnia tego roku infekcję przeszło już od 48 do 81 tys. mieszkańców – ogłosili w piątek 17 kwietnia autorzy testu. Do tego momentu zgłoszonych zachorowań było zaledwie 956.

Obecność we krwi przeciwciał świadczy o tym, że system immunologiczny danej osoby walczył już z konkretnym patogenem, nawet jeśli pacjent nie miał żadnych symptomów. W wielu regionach USA, a także w innych krajach świata, prowadzone są obecnie testy, które mają wykazać, jaka jest faktyczna skala zachorowań i ile osób jeszcze może się zakazić.



zwiń tekst

ZBLIŻAMY SIĘ DO PUNKTU KRYTYCZNEGO NA GRENLANDII
Pt, 17 kwi 2020 22:16 | komentarze: 1 czytany: 1303x

W 2019 roku lodowce Grenlandii skurczyły się bardziej niż kiedykolwiek w historii pomiarów - potwierdzają naukowcy. To efekt bardzo wysokiej temperatury, ale też mniejszych opadów śniegu i słonecznego lata. Dwa letnie miesiące wystarczyły, żeby stopniało 600 miliardów ton wody - dość, by podnieść poziom morza o około dwa mm.Psi zaprzęg sunący po powierzchni morza. W rzeczywistości poruszał się on .......

czytaj dalej

W 2019 roku lodowce Grenlandii skurczyły się bardziej niż kiedykolwiek w historii pomiarów - potwierdzają naukowcy. To efekt bardzo wysokiej temperatury, ale też mniejszych opadów śniegu i słonecznego lata. Dwa letnie miesiące wystarczyły, żeby stopniało 600 miliardów ton wody - dość, by podnieść poziom morza o około dwa mm.

Psi zaprzęg sunący po powierzchni morza. W rzeczywistości poruszał się on po świeżo roztopionym lodzie. Błękitne niebo i ostre słońce. To zdjęcie obiegło cały świat i pokazuje skalę topnienia lodu na Grenlandii.



Już wtedy było jasne, że to bezprecedensowe zdarzenie. Teraz potwierdzają to wyniki badań i analiz - wynika z nowej publikacji naukowej w serwisie The Cryosphere. Autorzy badania piszą, że "niespotykane warunki atmosferyczne występujące latem 2019 r. nad Grenlandią" wpłynęły na rekordowe lub zbliżone do rekordowych topnienie. Spływ wody z topniejącego lodu był drugi największy w historii (po tym w roku 2012), zaś rekordowa była strata w tzw. bilansie masy (to współczynnik mierzący bilans między utratą lodu a przybywaniem nowego dzięki opadom).

Do wyjątkowych warunków należały zmiany w cyrkulacji mas powietrza, niskie opady śniegu w lecie (co dodatkowo sprawiło, że mniejsza była jasna powierzchnia odbijająca promieniowanie słoneczne) i większa liczba słonecznych dni. Rekordy topnienia lodu w Grenlandii pokazują, jak poważne jest ryzyko szybszego wzrostu poziomu morza z powodu zmian klimatu.




- W dekady niszczymy to, co powstawało tysiąclecia - skomentował wyniki raportu jeden z jego autorów, prof. Marco Tedesco z Columbia University. W rozmowie z Agencją Reutera powiedział, że to, to dzieje się w Grenlandii, niesie skutki dla całego świata.

W ubiegłym roku pokrywa lodowa Grenlandii straciła 600 miliardów ton wody. Ten jeden rok - a właściwie sezon, bo lodowce tracą masę w letnich miesiącach - topnienia może oznaczać wzrost poziomu morza o 1,5-2,2 mm (wg różnych badań). Ta pozornie niewielka liczba oznacza bezprecedensowy wzrost w krótkim czasie. Stopnienie całej pokrywy lodowej Grenlandii oznaczałoby wzrost poziomu morza o siedem metrów (zajmie to jednak tysiące lat). W Polsce pod wodą znalazłyby się Żuławy Wiślane, duża część wybrzeża i nadmorskich miast.

Woda z topniejącego lodu Grenlandii przyczyniła się 20-25 proc. dotychczasowego wzrostu poziomu morza. Jeśli emisje gazów cieplarnianych dalej będą rosły, to ten udział również będzie rosnąć, choć eksperci nie są pewni, jak może przebiegać topnienie największego lądolodu - w Antarktydzie. Jeżeli drastycznie nie ograniczymy emisji gazów cieplarnianych, to do końca stulecia poziom morza podniesie się o około jeden metr, wpływając na życie stek milionów ludzi, zwiększając zagrożenie związane z huraganami i powodziami.  

Dramat na Grenlandii

Nowe badanie pokazuje, że do rekordowego topnienia na Grenlandii przyczyniła się nie tylko temperatura, ale też inne czynniki, jak poziom nasłonecznienia i zmiany cyrkulacji powietrza. Reuters zwraca uwagę, że większość modeli, przy pomocy których naukowcy prognozują utratę lodu w Grenlandii, nie uwzględnia efektu zmian zmian w cyrkulacji atmosferycznej.

Tymczasem w 2019 nie tylko sama temperatura, ale właśnie inne warunki związane z cyrkulacją w atmosferze - więcej bezchmurnych dni, mniejsze opady śniegu - przyczyniły się do rekordowego topnienia lodu Grenlandii. To oznacza, że modele mogą poważnie zaniżać poziom topnienia lodu w przyszłości - uważają autorzy badania. - To niemal jakby pominąć połowę topnienia - ocenił prof. Tedesco.

Punkt krytyczny już w 2030

Topnienie lodu Grenlandii jest jednym z tzw. punktów krytycznych kryzysu klimatycznego. Oznacza to próg, po którego przekroczeniu dochodzi do poważnej zmiany całego systemu i dalszego napędzania ocieplenia. Ponadto jeden punkt krytyczny może wpłynąć na przekroczenie kolejnego i doprowadzić do "kaskady".

W Grenlandii może to oznaczać punkt, w którym utrata lodu jest tak duża, że sama wpływa na wzorce pogodowe. Np. odsłonięta przez topnienie ziemia pochłania większość energii ze słońca, podczas gdy jasny lód ją odbija. To przyczynia się do jeszcze większego ocieplenia. Inny mechanizm jest bardziej złożony, ale nie mniej groźny. Topnienie lodu w Arktyce i Grenlandii wprowadza dużo słodkiej wody do oceanu; to przyczynia się do spowolnienia cyrkulacji wody, która jest kluczowa w globalnym "transporcie" ciepła; to z kolei destabilizuje porę deszczową w Zachodniej Afryce i wywołuje susze w regionie Sahelu oraz Amazonii; wreszcie zakłóca to porę deszczową we wschodniej Azji, co z kolei wywołuje ocieplenie na Oceanie Południowym i przyspieszacza topnienie lodu Antarktyki.




Punktem krytycznym dla lądolodu Grenlandii jest ocieplenie o około 1,5°C - zatem może on zostać przekroczony już około 2030 roku.

źródło: Reuters, gazeta.pl



zwiń tekst

STRONA
1 4 5 6 7 8 9 10 50 53
Strona 7 / 53

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

JASNOWIDZ K. JACKOWSKI O PRZYSZŁOŚCI: ... 'Mamy drugą połowę listopada i uważam, że mamy czas bardzo nabrzmiały, który to czas może niebawem być jeszcze bardziej nabrzmiały i niebezpieczny. Święta Bożego Narodzenia mogą być nie do końca dla nas miłe. Wchodzimy w drugą fazę tego, co zapowiadałem od kilku lat. Wchodzimy w fazę próby poważnego konfliktu na świecie (...) Jak mi się kojarzy Polska w tej sytuacji? Pewna grupa kilka państw jest zainteresowana wywołaniem konfliktu. Niestety Polska jest...

UFO24

więcej na: emilcin.com

Czw, 26 lis 2020 03:00 | Witam, 23.11.2020 nad Białołęką na wysokości osiedla Regaty był widoczny bardzo duży obiekt tuż nad chmurami. Obiekt widziała moja partnerka oraz jeszcze jeden sąsiad podczas spaceru z psami.Jak na razie odnalazłem jeszcze jedną osobę która widziała ten obiekt 15 min później już szybko lecący. Wstępnie oceniamy że obiekt mógł mieć kilkaset metrów długości. Był bardzo dużyProszę popytajcie czy ktoś na Białołęce 23.11.2020 koło godziny 23.15 czegoś nie widział.

Dziennik Pokładowy

Czwartek, 15 października 2020 | Koronawirus kryje w sobie wiele tajemnic i ukrytych przed nawet najlepszymi laboratoriami na świecie niespodzianek, które właśnie wywracają znany nam świat do góry nogami. Proces wielkiej przemiany zaczął się śmiesznie, wręcz zabawnie – ot, jakiś śmieszny wirus z Chin, co to zabija tylko starców, a resztę traktuje „bezobjawowo”. Ale to nie jest takie proste.

czytaj dalej

FILM FN

KORONAWIRUS - bestialskie polowania i zjadanie dzikich zwierząt kluczem do zrozumienia tajemnicy pandemii koronawirusa

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.