Dziś jest:
Poniedziałek, 16 marca 2026
„Czy to możliwe, że Bóg był istotą pozaziemską? Czy wszystkie te powtarzające się motywy w dawnych kulturach można po prostu uznać za przypadek?”
Erich von Däniken
Wyślij do nas wiadomość - kliknij, aby rozwinąć formularz
Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie.
Adres email do wysyłania newsa do działu "FN 24": nautilus@nautilus.org.pl
czytaj dalej 
O tym, że na Antarktydzie jest obiekt podobny do egipskich piramid pisaliśmy wielokrotnie na łamach serwisu FN. Poprzez portal społecznościowy skontaktował się jeden z naszych czytelników zwracając uwagę na pewne podobieństwo „najbardziej znanych piramid świata” z tym obiektem. Oczywiście tzw. piramida na Antarktydzie jest przez świat nauki wyjaśniana jako „przypadkowe ukształtowanie terenu”, ale… oto treść tej wiadomości:
[...] Witam, zainteresowałem się ostatnio roztopami na Antarktydzie i na Google Earth znalazłem takie coś. Nie mam pojęcia co to jest ale znajduje się to na Antarktydzie.



[...] Lub to - padający cień jest identyczny jak piramid w Egipcie.

czytaj dalej 
Oglądałam ostatnio dokument o Panu Augustynie Kowalczyku,który był aktorem,reżyserem,dyrektorem teatru w Częstochowie,a także Teatru Polskiego w Warszawie. Urodził się w 1921 roku,w czasie okupacji był żołnierzem AK,04.12.1940 został osadzony w Auschwitz-Birkenau,gdzie w czerwcu 1942 podjął próbę ucieczki,która zakończyła się sukcesem.Film dokumentalny,o którym wspomniałam został nakręcony w 2012 roku nosi tytuł "Augustyn Kowalczyk-numer obozowy 6084",opowiada w nim Pan Augustyn o życiu w obozie,oprowadzając po miejscach często niedostępnych dla odwiedzających obóz.
Warto wspomnieć,że po przejściu na emeryturę na początku lat osiemdziesiątych, Pan Kowalczyk rozpoczął spotkania z młodzieżą na terenie całego kraju opowiadając o gehennie życia obozowego. Spotkania odbywały się przez 30 lat-łacznie odbyło się ich 6084,tyle ile wynosił numer obozowy Pana Augustyna Kowalczyka,a ostatnie spotkanie 6084,które symbolicznie zrównało się z Jego numerem obozowym odbyło się 10.06.2012 roku w 70 rocznicę ucieczki z obozu- na terenie Auschwitz-Birkenau.
Pan Augustyn Kowalczyk zmarł krótko po tym,29.07.2012 w hospicjum w Oświęcimiu,które to hospicjum powstało dzięki staraniom Pana Augustyna Kowalczyka,jako podziękowanie od więżniów za pomoc mieszkańcom,którzy nieśli pomoc.Zostało ono otwarte w czerwcu 2012 roku,nosi nazwę Pomnik-Hospicjum Miastu Oświęcim.
Przepraszam za ten długi wstęp,ale chciałam nakreślić sylwetkę Pana Augustyna Kowalczyka,co ciekawe w kilku filmach bardzo sugestywnie zagrał rolę hitlerowców. Wracając do filmu dokumentalnego,to pod koniec filmu Pan Augustyn opisuje sytuację która wywarła na nim duże wrażenie,a wydarzyła się na terenie obozu Auschwitz-Birkenau już po wojnie.
Pewnego razu,kiedy był On jeszcze czynny zawodowo przyjechał do obozu z dwoma obcokrajowcami,których oprowadzał po obozie,zrobiło się już póżno,byli w komorze gazowej,mężczyżni szli z przodu, Pan Augustyn za nimi i nagle jak opisuje pojawiło się światło w kolorze żółci,podobne do światła jakie czasami pojawia się na niebie przed burzą,to światło było wokół niego i usłyszał głos"Augustyn i tak przynależysz do tego miejsca".
To trwało chwilę po czym znikło. Mężczyżni,których oprowadzał niczego nie widzieli i słyszeli,a Pan Kowalczyk powiedział,że wcześniej,ani póżniej już to się nie zdarzyło,ale było to dla niego silne przeżycie. Pomyślałam sobie,że napisze t tym,bo może przyda się ta historia do działu znani o nieznanym.
Przy okazji,chciałam wspomnieć jeszcze o histori dotyczącej Pana Andrzeja Kondratiuka,który zmarł w czerwcu 2016 roku. Wśród wielu filmów które nakręcił,są trzy filmu układające się w tryptyk.-Cztery pory roku z 1984r,Wrzeciono czasu z 1995,oraz kończący tryptyk Słoneczny zegar z 1997r. Wszystkie opowiadają o życiu Pana Andrzeja Kondratiuka,jego najbliższych,przemijaniu-akcja toczy się w ukochanym Gzowie. Właśnie w tym ostatnim filmie Słoneczny zegar z 1997 roku,końcowa scena przedstawia Pana Kondratiuka i Jego żonę ucharakteryzowanych na staruszków-mówią do kamery,że jest 20.07.2016 roku(dzień urodzin Pana Andrzeja),pojawia się słońce i następuje pożegnanie z życiem. Pan Andrzej Kondratiuk w jednym z wywiadów powiedział,że to taka Jego wizja,że tak sobie przewidział swoje odejście w 2016.
Przypomnę że film nagrywał 20 lat wcześniej,a odszedł 22.06.2016,tak jak przewidział.
Jeszcze jedna historia mi się nasunęła w związku z Henrykiem Schonkerem, o którym pisaliście w Nautilusie opisując spotkanie z człowiekiem-Aniołem.
Nie wiem,czy o tym wspominaliście,ale w filmie Dotyk anioła, Pan Henryk wspomina swoje spotkanie z kolegą Alexem-Bocianem,który był upośledzony,a który to jeszcze przed powstaniem obozu Auschwitz-Birkeanu, powiedział nagle wskazując na miejsce powstania obozu,że tam niemcy wybudują kominy i spalą wszystkie dzieci Abrahama,ale Tobie nic się nie stanie.Na pytanie Pana Henryka skąd to wie odpowiedział,że ptaki mu powiedziały.
Może Wam się te historie przydadzą do działu Znani o Nieznanym,albo do archiwum.
Pozdrawiam Was serdecznie,Beata [nazwisko do wiad. FN].
Pięknie dziękujemy Pani Beacie za przysłaną wiadomość o tym fantastycznie ciekawym momencie w życiu Augustyna Kowalczyka. Zbieramy takie historie i są one dla nas dosłownie "na wagę złota".
Film "Dotyk Anioła" i historia o chłopcu rozmawiającym z ptakami to nasz "medalista z pierwszej trójki na podium'. Tutaj zresztą mamy takie podejrzenia, że ten chłopiec... był bezpośrednią inkarnacją duszy ptaka. I piszemy to z pełną powagą - mamy podobne zdarzenia ze świata, których opisy trafiły do naszego archiwum. Tacy ludzie uważani są często za upośledzonych umysłowo i godzinami wpatrują się w latające ptaki, a także rozumieją bez problemu ich język...
czytaj dalej 
Nasz monitoring mediów wykazał pojawienie się nowego tekstu o zjawisku UFO. Ukazał się w serwisie dziennika 'POLSKA THE TIMES' i jest dość obszernym podsumowaniem tego, co m.in. ukazało się w aktach CIA ujawnionych w ostatnich tygodniach. Tekst jest dość obiektywny i co prawda pokazuje UFO jako "niegroźną, ale pewnie nieprawdziwą ciekawostkę", ale jest jak najbardziej do polecenia naszym czytelnikom.
http://www.polskatimes.pl/magazyny/magazyn-the-times/a/ufo-wciaz-zyje-wielu-straszy-i-fascynuje,11781338/
UFO wciąż żyje, wielu straszy i fascynuje
Gdyby UFO nie było, archiwa wielu państw powinny świecić dziś pustkami. A przecież wiele historii związanych z istotami pozaziemskimi wciąż osłania mgła tajemnicy, co rodzi pytania. Mężczyzna za wszelką cenę chciał dociec prawdy. - Proponuję zdecydowaną odpowiedź. Nic nie wiemy o niejawnych aktach na ten temat z lat II wojny światowej. Radzimy odesłać pytającego do archiwów narodowych i urzędu premiera - pisał. Jak argumentował, nikt nie powinien lekceważyć jego wysiłków na rzecz wyjaśnienia tej kwestii. Miał pretensje do ministerstwa wojny, że próbują przedstawić go jako zwykłego szaleńca.
W końcu władze resortu przystały na jego prośbę. Dotarły jednak jedynie do dokumentów, które wskazywały na ogólne zainteresowanie Churchilla problemem UFO. W 1952 roku polityk zlecił swojej kancelarii przeprowadzenie dochodzenia w sprawie doniesień o pojawieniu się kosmitów na ziemi. - O co chodzi w całej tej sprawie? Co ona oznacza? Jaka jest prawda? - pytał Churchill w notatce służbowej do swojego sztabu. To jednak nie jedyny taki przypadek. O wyjaśnienie podobnych opisów zwracano się do brytyjskich władz w latach 1995- 2003 ponad 3,5 tys. razy. Jednak żadnego z nich nie uznano za zagrożenie dla brytyjskiej przestrzeni powietrznej. Dział zajmujący się w resorcie kwestiami związanymi z UFO już nie istnieje. Dlaczego? Zbyt wiele było próśb o wyjaśnienia niekonwencjonalnych zjawisk.
Na pytania resort powoływał się na rejestry lotów treningowych samolotów RAF czy zaobserwowane deszcze meteorytów. Zazwyczaj jednak ograniczało się do wysłania listu, gdzie przytaczało przykłady zjawisk powszechnie mylonych z latającymi talerzami. Nocne oświetlenie samolotów, albo balonów meteorologicznych, itp. Doniesienia o zauważeniu UFO brytyjskie władze brały bardzo poważnie podczas zimnej wojny. Te pojawiały się przynajmniej raz na tydzień. Część obiektów udało się zidentyfikować, innych przypadków nie wyjaśniono do dziś. - Otrzymywaliśmy doniesienia o niezwykłym zachowaniu się pulsujących punktów na ekranach radarów.
Chodziło o trajektorię, częstotliwość pojawiania się, szybkość i wysokość. W chwili obecnej trwa wyjaśnianie przyczyn. Sprawdza się czy nie chodziło o lecący obok samolot czy błędne echo jakiego nieznanego pochodzenia. Być może w grę wchodził też o błąd operatora radaru - pisał wicemarszałek sił powietrznych William MacDonald w 1959 roku. Zainteresowanie tematem zmniejszyło się wraz z końcem zimnej wojny. Do upadku ZSRR w 1991 obserwowano 200 startów alarmowych samolotów wyniku reakcji na dziwne odczyty radaru.
Z reguły chodziło o radziecką maszynę. Po rozpadzie imperium, starty alarmowe należały do rzadkości. Tak wynika z raportu sporządzonego w 1996 przez RAF. Tego samego zdania jest David Clarke, wykładowca z Sheffield Hallam University, który specjalizuje się w analizie raportów na temat UFO. Jak przekonuje mężczyzna brytyjskie ministerstwo obrony traciło zainteresowanie tematem, ponieważ doniesień o latających spodkach nie potwierdzały już radary.
- Skutek? Rozwiązano cały dział zajmujący się tym zagadnieniem. Mimo tysięcy doniesień o zauważeniu UFO w żadnym z nich ministerstwo nie dostrzegło zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego Wielkiej Brytanii. Zawsze po wyborze nowego premiera natychmiast wysyłano do niego mnóstwo listów z zapytaniem czy ona lub on wreszcie odtajni całą wiedzę o UFO - podkreśla Clarke.
Ministerstwo zdawało sobie sprawę, że opinia publiczna podejrzewa je o ukrywanie prawdy. We wrześniu 1995 jeden z urzędników napisał do Urzędu Lotnictwa Cywilnego, aby nie przekazywało już do ministerstwa żadnych nadsyłanych zapytań w kwestii UFO, o ile nie dotyczą samego resortu: - Spora część ‘UFO-lobby’ jest zdania - i nieustannie szuka w tym względzie dowodów - że utajniamy informacje związane z ewentualnym pobytem istot pozaziemskich. Resort nie może zajmować stanowiska „wielkiego brata” w sprawach nie będących w kompetencjach naszej jednostki administracyjnej. A tak jesteśmy odbierani domagając się przesyłania do nas tego typu listów od obywateli. Do działu zajmującego się UFO wciąż napływały wiadomości różnej maści. W 1999 jeden z mieszkańców Ledds napisał do rządu list z prośbą o pomoc w udowodnieniu, iż istoty pozaziemskie faktycznie wylądowały na naszej planecie. Mężczyzna przyznał, że zawarł zakład w firmie bukmacherskiej w stosunku 100:1. Jego zdaniem kosmici wylądują na Ziemi przed 31 grudnia 1999. Argumenty świadczące o tym, że się nie myli? Ogromny wybór książek i opracowań na temat słynnego rzekomego lądowania istot pozaziemskich w 1947 w Roswell w amerykańskim Nowym Meksyku.
- Ministerstwo nic nie wie o żadnym dowodzie świadczącym o istnieniu obcych form życia. Dlatego popiera stanowisko, że Pana poglądu nie sposób utrzymać - odpisał jeden z urzędników. Nie wiadomo, czy mężczyzna wziął sobie te uwagę do serca, czy wciąż obstawał przy swoim.
O tych tajemnicach miał wspominać jednostronicowy raport FBI. Była w nim mowa o trzech latających spodkach na obszarze stanu Nowy Meksyk. W każdym z obiektów miały przebywać istoty o humanoidalnym kształcie, mierzące 90 cm. Notka, którą 22 marca 1950 sporządził Guy Hottel, nieżyjący już były szef oddziału Federalnego Biura Śledczego w Waszyngtonie, została wysłana bezpośrednio do J. Edgara Hoovera, długoletniego dyrektora FBI.
W późniejszym czasie trafiła ona do archiwum Biura. Zabrakło jednak komentarza, czy informacje są prawdziwe. Wiele miesięcy później FBI zdecydowało się uruchomić specjalny serwis internetowy, gdzie opublikowano część dokumentów przechowywanych w cyfrowym archiwum Biura. Wśród odtajnionych źródeł znalazło się chociażby jednostronicowe memorandum Hottela. To do dnia dzisiejszego najczęściej czytany dokument w całym serwisie. Od czasu jego opublikowania w FBI Vault pobrało ją blisko milionów osób.
-Pojazdy opisano jako okrągłe, z wybrzuszeniami w części środkowej, o średnicy około 15 metrów.W każdym z nich przebywały po trzy istoty o kształcie ciała podobnym do ludzkiego i wzroście zaledwie około 90 cm, odziane w metaliczną tkaninę o delikatnej teksturze. Odzież, przylegająca szczelnie do ciał istot, przypominała skafandry, jakich używają piloci testujący odrzutowce - możemy przeczytać w notce Hottela.
O lądowaniu kosmitów miał poinformować agenta FBI jego informator. Twierdził on, że śledczy pracujący dla Sił Powietrznych USA wspominali o odkryciu wraków trzech latających spodków w Nowym Meksyku. Informator Hottela utrzymywał, że wojsko założyło, że do ich katastrofy przyczynił się potężny radar rządowy, który zakłócił systemy sterujące spodków”. Na końcu raportu czytamy, że Biuro nie podjęło dalszych czynności w celu zweryfikowania tych informacji. Internauci chętnie łączą opisane w notatce agenta Hottela wydarzenia ze słynnym incydentem w Roswell w Nowym Meksyku. Dnia 2 lipca 1947 roku miał rozbić się tam latający talerz z kosmitami na pokładzie. Amerykańskie Siły Powietrzne zapewniają, że był to zwyczajny dysk przyczepiony do balona meteorologicznego, ale nie wszyscy w to wierzą.
Pasjonaci UFO i obcych cywilizacji oskarżali amerykańską armię o porwanie” kosmitów i przetrzymywanie ich w laboratoriach, gdzie prowadzono na nich testy. Na stronie internetowej FBI czytamy:
-Memorandum Hottela nie potwierdza istnienia niezidentyfikowanych obiektów latających. To tylko raport o doniesieniach z drugiej, a nawet trzeciej ręki, których nigdy nie zweryfikowaliśmy. (...) Przykro nam, ale to żaden dowód na istnienie UFO. Tajemnica pozostaje niewyjaśniona...”. FBI dodaje, że agenci okazjonalnie angażowali się w sprawdzanie wiarygodności raportów na temat pojawienia się UFO i kosmitów. Pojawiają się także zapewnienia, że nie było powodów, by wierzyć, że incydent w Roswell miał jakiś związek z wydarzeniem opisanym w notce Hottela
- Na żądanie Sił Powietrznych, z polecenia dyrektora Hoovera, agenci FBI przez kilka lat po incydencie w Roswell dokładnie badali wszelkie doniesienia o domniemanym pojawieniu się UFO. Z badań zrezygnowano w lipcu 1950 roku, cztery miesiące po powstaniu notki Hottela, sugerującej, że nasz lokalny oddział w Waszyngtonie nie zainteresował się historią o latających spodkach na tyle, by sprawdzić jej prawdziwość - informuje FBI.
O pojawieniu się UFO miał już podczas II wojny światowej przekonywać również brytyjski premier Winston Churchill. Dochodzenie prowadziło brytyjskie ministerstwo obrony. Dowiadujemy się o tym z tajnych akt przechowywanych w Archiwum Narodowym Zjednoczonego Królestwa. Wiele wskazywało na to, że przywódca Wielkiej Brytanii wiedział o tajemniczym statku kosmicznym, jaki zauważyła jedna załóg RAF. O całej sprawie informował mężczyzna, którego dziadek był jednym z ochroniarzy Churchilla. W 1999 roku napisał on do ministerstwa prosząc o wyjaśnienia zdarzenia, do jakiego doszło u wybrzeży Wielkiej Brytanii w latach 40. ubiegłego wieku. Wówczas to załoga samolotu miała ujrzeć lecący nieopodal ich maszyny metalowy obiekt.
- Mój dziadek był świadkiem dyskusji na ten temat między Winstonem Churchillem, a prezydentem Dwightem Eisenhowerem. Miała ona miejsce w USA. Rzecz wywołała duże zainteresowanie w obu krajach. Podczas rozmowy z Churchillem jeden z doradców odrzucił możliwość, że obiekt to zwykły pocisk rakietowy. Pocisk bowiem nie może zrównać swojej szybkości z wolno lecącym samolotem a następnie gwałtownie przyśpieszyć. Inna obecna na spotkaniu osoba wskazała, że mogło chodzić o UFO. W tym momencie Churchill oświadczył, iż zdarzenie winno się utajnić na co najmniej pół wieku. Jego status winien ponownie ocenić przyszły premier - pisał mężczyzna, którego nawet nazwisko utajniono w raporcie.
Obcy się pojawili na Ziemi w czasach pierwszych wybuchów bomb Atomowych i Wodorowych ,a szczególnie w okresie Zimnej Wojny. To w tedy właśnie zauważyli 1-sze wybuchy i promieniowanie Gamma z błękitnej Planety ,a nie z Gwiazdy jak dotychczas. Założyli BAZĘ na niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca ,bo są Obcy bardzo uczuleni na Promieniowanie Gamma które ich zabija , a tam ich nie dosięga. Statkami UFO zaczęli inwigilować Ziemię dlaczego te promieniowanie sztuczne ujawnia się z Planety ,a nie naturalnie z Gwiazdy ,a że wybuchy Ludzkości w tych czasach były Tajne i sporadyczne to parę razy się Pojazdy UFO napromieniowały i spadły nadpalone z Obcymi w środku. To są te przypadki znalezienia UFO i Obcych.
Ostatnio UFO pojawiło się we Francji jak parkowało nad Elektrowniami Atomowymi ,a to właśnie Indukcyjnie pobierały energię do swoich pojazdów. Kilka razy nawet widziano jak 1-tracił wysokość z braku energii ,a 2-gi podlatywał do niego i przez chwilę przekazywał mu indukcyjnie energię i potem obaj z ogromną szybkością znikali na niebie. Prawdopodobnie wytwarzają w sobie energię ogromną elektromagnetyczną i wykorzystując Pole Magnetyczne Ziemi i jej bieguny N-S poruszają się błyskawicznie pomiędzy nimi ,a że tzw. Bąbel magnetyczny Ziemi przez parę dni w miesiącu obejmuje także Księżyc ,to swobodnie sobie błyskawicznie latają do swoich BAZ na nim, a Ziemią.
Mężczyzna za wszelką cenę chciał dociec prawdy.
- Proponuję zdecydowaną odpowiedź. Nic nie wiemy o niejawnych aktach na ten temat z lat II wojny światowej. Radzimy odesłać pytającego do archiwów narodowych i urzędu premiera - pisał. Jak argumentował, nikt nie powinien lekceważyć jego wysiłków na rzecz wyjaśnienia tej kwestii. Miał pretensje do ministerstwa wojny, że próbują przedstawić go jako zwykłego szaleńca. W końcu władze resortu przystały na jego prośbę. Dotarły jednak jedynie do dokumentów, które wskazywały na ogólne zainteresowanie Churchilla problemem UFO. W 1952 roku polityk zlecił swojej kancelarii przeprowadzenie dochodzenia w sprawie doniesień o pojawieniu się kosmitów na ziemi.
- O co chodzi w całej tej sprawie? Co ona oznacza? Jaka jest prawda? - pytał Churchill w notatce służbowej do swojego sztabu. To jednak nie jedyny taki przypadek. O wyjaśnienie podobnych opisów zwracano się do brytyjskich władz w latach 1995- 2003 ponad 3,5 tys. razy. Jednak żadnego z nich nie uznano za zagrożenie dla brytyjskiej przestrzeni powietrznej. Dział zajmujący się w resorcie kwestiami związanymi z UFO już nie istnieje. Dlaczego? Zbyt wiele było próśb o wyjaśnienia niekonwencjonalnych zjawisk. Na pytania resort powoływał się na rejestry lotów treningowych samolotów RAF czy zaobserwowane deszcze meteorytów. Zazwyczaj jednak ograniczało się do wysłania listu, gdzie przytaczało przykłady zjawisk powszechnie mylonych z latającymi talerzami. Nocne oświetlenie samolotów, albo balonów meteorologicznych, itp. Doniesienia o zauważeniu UFO brytyjskie władze brały bardzo poważnie podczas zimnej wojny. Te pojawiały się przynajmniej raz na tydzień. Część obiektów udało się zidentyfikować, innych przypadków nie wyjaśniono do dziś.
- Otrzymywaliśmy doniesienia o niezwykłym zachowaniu się pulsujących punktów na ekranach radarów. Chodziło o trajektorię, częstotliwość pojawiania się, szybkość i wysokość. W chwili obecnej trwa wyjaśnianie przyczyn. Sprawdza się czy nie chodziło o lecący obok samolot czy błędne echo jakiego nieznanego pochodzenia. Być może w grę wchodził też o błąd operatora radaru - pisał wicemarszałek sił powietrznych William MacDonald w 1959 roku.
Zainteresowanie tematem zmniejszyło się wraz z końcem zimnej wojny. Do upadku ZSRR w 1991 obserwowano 200 startów alarmowych samolotów wyniku reakcji na dziwne odczyty radaru. Z reguły chodziło o radziecką maszynę. Po rozpadzie imperium, starty alarmowe należały do rzadkości. Tak wynika z raportu sporządzonego w 1996 przez RAF. Tego samego zdania jest David Clarke, wykładowca z Sheffield Hallam University, który specjalizuje się w analizie raportów na temat UFO. Jak przekonuje mężczyzna brytyjskie ministerstwo obrony traciło zainteresowanie tematem, ponieważ doniesień o latających spodkach nie potwierdzały już radary.
- Skutek? Rozwiązano cały dział zajmujący się tym zagadnieniem. Mimo tysięcy doniesień o zauważeniu UFO w żadnym z nich ministerstwo nie dostrzegło zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego Wielkiej Brytanii. Zawsze po wyborze nowego premiera natychmiast wysyłano do niego mnóstwo listów z zapytaniem czy ona lub on wreszcie odtajni całą wiedzę o UFO - podkreśla Clarke. Ministerstwo zdawało sobie sprawę, że opinia publiczna podejrzewa je o ukrywanie prawdy. We wrześniu 1995 jeden z urzędników napisał do Urzędu Lotnictwa Cywilnego, aby nie przekazywało już do ministerstwa żadnych nadsyłanych zapytań w kwestii UFO, o ile nie dotyczą samego resortu:
- Spora część ‘UFO-lobby’ jest zdania - i nieustannie szuka w tym względzie dowodów - że utajniamy informacje związane z ewentualnym pobytem istot pozaziemskich. Resort nie może zajmować stanowiska „wielkiego brata” w sprawach nie będących w kompetencjach naszej jednostki administracyjnej. A tak jesteśmy odbierani domagając się przesyłania do nas tego typu listów od obywateli. Do działu zajmującego się UFO wciąż napływały wiadomości różnej maści. W 1999 jeden z mieszkańców Ledds napisał do rządu list z prośbą o pomoc w udowodnieniu, iż istoty pozaziemskie faktycznie wylądowały na naszej planecie. Mężczyzna przyznał, że zawarł zakład w firmie bukmacherskiej w stosunku 100:1. Jego zdaniem kosmici wylądują na Ziemi przed 31 grudnia 1999. Argumenty świadczące o tym, że się nie myli? Ogromny wybór książek i opracowań na temat słynnego rzekomego lądowania istot pozaziemskich w 1947 w Roswell w amerykańskim Nowym Meksyku.
- Ministerstwo nic nie wie o żadnym dowodzie świadczącym o istnieniu obcych form życia. Dlatego popiera stanowisko, że Pana poglądu nie sposób utrzymać - odpisał jeden z urzędników. Nie wiadomo, czy mężczyzna wziął sobie te uwagę do serca, czy wciąż obstawał przy swoim.

W temacie "prawda o UFO" polecamy przeczytanie odpowiedzi FN na pytanie dotyczące "dowodu na UFO" zadane przez jednego z czytelników serwisu.
czytaj dalej 
Kiedy tylko kolejne sondy przesyłają na Ziemię zdjęcia Czerwonej Planety praktycznie natychmiast pojawiają się internauci, którzy dostrzegają w przeróżnych kamieniach czy głazach "coś więcej". Prezentujemy film zamieszczony na youtube, który także spotkał się z podobną reakcją. Zawiadomił pokład Nautilusa o jego istnieniu czytelnik serwisu.
[KONTAKT] Witam. Przeglądałem właśnie zdjęcia z Marsa w formie panoramy na youtube i w 9m35s znajduje się dysk,na którym w powiększeniu widać linie stworzone jakby przez pismo symboliczne .link do filmu https://www.youtube.com/watch?v=trYX5d_w6Ec .link do foto https://www.facebook.com/photo.php?fbid=355075734891349&set=p.355075734891349&type=3&theater pozdrawiam i życzę przyjemnego oglądania. Zdjęcia są chyba ze stycznia.
Zdjęcie przysłane przez czytelnika.

Film poniżej.
I jeszcze jedna sprawa "z tej samej półki".
From: Daniel [dane do wiad. FN]
Sent: Wednesday, February 8, 2017 7:45 PM
To: nautilus <nautilus@nautilus.org.pl>
Subject: GANYMEDES
Witam, z tej strony Daniel z Giżycka tym razem przesyłam screeny z filmu o Ganimedesie jednego z księżyców Jowisza widać tam fantastyczne okrągłe twory i pytanie, czy to miasta pozaziemskiej cywilizacji, czy wszystko to naturalne twory ??? Warto obejrzeć cały filmik, z którego zarzuty ekranu pochodzą.



Poniżej film z youtube.
czytaj dalej 
Archeolodzy odkopią podziemny korytarz, który łączył pasłęcki zamek z pobliskim kościołem św. Bartłomieja. Prace przy warowni mogą ruszyć już latem. Istnienie tunelu potwierdziły przeprowadzone w ubiegłym roku badania geofizyczne gruntu. Rozwiązana zostanie być może historyczna zagadka. Poszukiwacze skarbów od lat uważają, że pasłęcki zamek jest jednym z potencjalnych miejsc ukrycia Bursztynowej Komnaty.
Latem rozpoczną się prace wykopaliskowe przy zamku krzyżackim w Pasłęku. Jesienią ubiegłego roku archeolodzy podczas badań odkryli pod ziemią zagruzowany tunel. Co kryje hitlerowski bunkier? "Mamy zgodę, możemy wiercić" Będą badania w... czytaj dalej » - Cztery metry pod poziomem gruntu, a więc jeszcze pod poziomem piwnic znaleźliśmy pomieszczenie. Tunel, który może łączyć zamek z kościołem – mówił wówczas dr Jacek Wysocki z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, który kierował pracami archeologicznymi.

Mogą być atrakcją turystyczną Badania przeprowadzono na zlecenie władz miejskich. Wszystko dlatego, że według miejskich legend pod zamkiem mogą być nieznane podziemia czy korytarze. Samorząd liczy, że takie odkrycie przyciągnęłoby do miasta turystów. Był złoty pociąg, będą szukać Bursztynowej Komnaty.
- Jeśli okaże się, że te lochy rzeczywiście istnieją i do tego są w na tyle dobrym stanie, że można je pokazać zwiedzającym, to będą stanowić kolejną atrakcją turystyczną naszego miasta - ocenił burmistrza Pasłęka Wiesław Śniecikowski. Teraz władze chcą, by do prac przystąpili archeolodzy i odkryli podziemne pomieszczenia. Miasto zabezpieczyło już środki na ten cel.
- Chcemy żeby prace były kontynuowane przez tę samą ekipę, ale czeka nas jeszcze opracowanie planu i porozumienia żeby przystąpić do działania - powiedział Henryk Żukowski, asystent burmistrza Pasłęka.
Badali podziemia georadarem Badania struktury gruntów w pobliżu zamku zbudowanego w XIV w. przez Krzyżaków w Pasłęku przeprowadzono na początku września ubiegłego roku w oparciu o trzy metody badawcze: georadarową, magnetyczneją oraz geoelektryczną (tomografii elektrooporowej). Na miejscu wykonano też wiercenia geologiczne. W ten sposób naukowcy trafili na anomalie pod warstwami gruntu. Po analizie badań udało się uzyskać możliwie dokładny obraz tego, co znajduje się pod ziemią. Wszystko wskazuje na to, że jest to podziemny korytarz, który w średniowieczu łączył zamkowe podziemia z gotyckim kościołem św. Bartłomieja.
- Podczas wierceń na głębokości ponad czterech metrów ukazała się resztka stropu tej konstrukcji – mówił dr Jacek Wysocki.
Dodał, że informacje o istnieniu takiego tunelu pojawiały się w wielu opracowaniach historycznych, ale dotychczas nie było jednoznacznych dowodów, że rzeczywiście istniał. Według miejskich legend inny, znacznie dłuższy tunel miał prowadzić z zamku w kierunku rzeki Wąskiej i wsi Robity. Jednak obecne badania geofizyczne tego nie potwierdziły. Nieznane pomieszczenie ukryte w niemieckim bunkrze.
Mogli tam ukryć Bursztynową Komnatę Pasłęcki zamek został spalony przez Armię Czerwoną w 1945 r., więc po II wojnie światowej dostęp do większości dawnych podziemi nie był już możliwy. Został co prawda odbudowany w latach 50. i 60. ub. wieku, ale tylko w niewielkim stopniu przypomina pierwotną warownię. Jego bogata historia może kryć jednak wiele innych tajemnic. Poszukiwacze skarbów od lat uważają, że jest to jedno z potencjalnych miejsc ukrycia Bursztynowej Komnaty. Pod koniec II wojny światowej - z powodu sytuacji na froncie wschodnim i zagrożenia alianckimi nalotami - Niemcy ewakuowali z Królewca wiele cennych kolekcji muzealnych i dokumentów. Część zabytków zdeponowano lub ukryto we wschodniopruskich majątkach, również w okolicach Pasłęka. Większość poniemieckich zbiorów zostało wywiezionych lub zniszczonych przez Armię Czerwoną. Tworzącej się zaraz po wojnie polskiej administracji udało się m.in. uratować blisko 20 tys. rękopisów i starodruków z Królewca, które odnaleziono w podpasłęckich Karwinach i Słobitach. Szczególnie cenną część tego księgozbioru stanowiła tzw. Srebrna Biblioteka księcia Albrechta Pruskiego z XVI w., uważana - za unikatowy w skali światowej - zabytek renesansowego złotnictwa.
- Jeszcze kilkadziesiąt lat temu kiedy prowadzono tam prace wykopaliskowe wyciągano przedmioty, ceramikę z sygnaturami z muzeum z Królewca. Niewykluczone, że pod ziemią możemy natknąć się na coś nowego – powiedział dr Wysocki.
źródło: http://www.tvn24.pl/odkopia-tunel-na-zamku-w-pasleku-moze-prowadzic-do-bursztynowej-komnaty,712388,s.html

czytaj dalej 
Wszechświat wraz z nami to rodzaj hologramu - taką tezę od dawna stawia nasz pokładowy jasnowidz, czyli Krzysztof Jackowski. Coraz częściej docierają do nas sygnały ze świata nauki, że może mieć rację.
Specjaliści z uniwersytetu w Southampton, współpracujący z kolegami z Kanady i Włoch, twierdzą, że istnieje konkretny dowód na to, wszechświat może być swego rodzaju iluzją. Są nim pewne nieregularności kosmicznego mikrofalowego promieniowania tła, znanego też jako promieniowanie reliktowe lub CMB (ang. cosmic microwave background).
Teoria Holograficznego Wszechświata zakłada, że wszystko jest w istocie dwuwymiarowe, a trójwymiarowe jest tylko odczucie przestrzeni. Wszystko, od atomów z których się składamy po planety i gwiazdy, jest w istocie hologramem generowanym z płaskiej przestrzeni 2D dzięki drganiu strun. Przestrzeń 3D, czas i przede wszystkim grawitacja są iluzją, będącą konsekwencją tego procesu.
Można to porównać do oglądania filmów 3D. Dopóki nie użyje się specjalnych okularów, obraz na ekranie jest płaski, ale wystarczy je założyć, aby zobaczyć głębię i odczuwać przestrzeń. Widzom wydaje się wtedy, że oglądane przez nich rzeczy i ludzie mają wymiary i głębokość podczas gdy jest to jedynie projekcja 2D.
Zespół fizyków teoretycznych z Southampton w poszukiwaniu potwierdzenia teorii holograficznej natury wszechświata przeanalizował ogromne ilości danych, usiłując znaleźć nieregularności promieniowania reliktowego. Osiągane rezultaty skłaniają ich do twierdzenia, że można w ten sposób wykazać powiązania między teorią grawitacji Einsteina i fizyką kwantową.
Innymi słowy sugerują, że to, co odkryli potwierdza, że żyjemy w hologramie i uznanie tego faktu spowodowałoby unifikację fizyki w swoistą teorię wszystkiego. Gdyby uznano ten model fizyczny, byłby to koniec teorii Wielkiego Wybuchu czy pojęć takich, jak inflacja wszechświata. Z drugiej strony byłoby to również wytłumaczenie na przykład dla paradoksu obserwatora w fizyce kwantowej, gdy sam fakt obserwacji zjawiska wpływa na wynik obserwacji. Jeśli wszystko jest hologramem, to tak właśnie być powinno.
Eksperci sugerują, że to dopiero początek tych badań i w ciągu następnych 5 lat powinno się udać zweryfikować założenia teorii holograficznego wszechświata poprzez inne prace badawcze. Fizycy nie są jeszcze zdolni do konsensusu, ale niewątpliwie holograficza teoria jest jednym z kierunków, w którym może podążać nowoczesna fizyka.
źródło: interia.pl
czytaj dalej 
1 lutego dostaliśmy na naszą skrzynkę e-mail bardzo ciekawego e-maila ze zdjęciem, a także dołączonym do niego rysunkiem. Zajmujący się badaniem zjawiska UFO Gary Parker zauważył ciekawą rzecz na zdjęciu NASA z 2012 roku, które pokazywało kompleks piramid w Gizie. Jego zdaniem widać tam zarys sylwetki obcej istoty tak dobrze znanej osobom zajmującym się UFO z opisów uczestników CEIII, czyli tzw. Szaraków. Oto treść jego e-maila:
From: Gary Parker [dane do wiad. FN]
Sent: Wednesday, February 1, 2017 7:13 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: 2012 NASA photo / ALIEN / DRAWING (see photo below)
Ladies and Gentlemen,
I made it very simple for you to see the gigantic ALIEN in the 2012 NASA photo. He's located just above and to the left of the 3rd PYRAMID. I CIRCLED him in BLACK and drew his picture. (see below).
Please download the photo onto a LAPTOP COMPUTER. Make the room as DARK as possible. Open the Computer Screen as far as it will go. ZOOM-IN on the BLACK CIRCLE. Now TILT the Screen by slightly lifting the Keypad. The ALIEN should be very easy to see now.
If you see the ALIEN and would like to know more about how I contacted them, e-mail me back. Thank you.
best,
Gary Parker
Twierdzi on, że wystarczy zrobić dostatecznie ciemno w pokoju, odejść na małą odległość od komputera i spojrzeć na ekran, aby bez trudu dostrzec sylwetkę obcej istoty widoczną obok wejścia do tzw. trzeciej piramidy. Zdjęcie przysłane przez autora e-maila poniżej.


czytaj dalej 
Grupa amerykańskich, katolickich tradycjonalistów skierowała list do Donalda Trumpa, z prośbą o zbadanie czy Departament Stanu i amerykańskie tajne służby brały udział w zmuszeniu Benedykta XVI do abdykacji – podaje „Rzeczpospolita”.
Podpisali się pod nim między innymi m.in. tradycjonalistyczny publicysta Chriss Ferrara, redaktor naczelny magazynu „The Remnant „ Michael J. Matt i ppłk armii USA David L. Sonnier. Autorzy powołują się w nim na maile wykradzione w 2012 roku z serwera Johna Podesty, szefa kampanii wyborczej Hillary Clinton, które opublikował WikiLeaks. Clinton była wtedy sekretarzem stanu. Podesta i inni jej współpracownicy dyskutowali na temat sprowokowania „katolickiej wiosny”. Chodziło o przeprowadzenie w kościele radykalnych zmian, które sprawiłyby że kościół w sprawach społecznych przyjmie narracje lewicowo-liberalną.
Rok później niespodziewanie ustąpił konserwatywny Benedykt XVI, a jego miejsce zajął liberalny Franciszek. Ustępujący papież miał zrezygnować z powodów zdrowotnych. Tymczasem minęły prawie cztery lata, a o kłopotach zdrowotnych będącego w podeszłym wieku Josephie Ratzingera nic nie słychać. Co ciekawe Edward Snowden, były agent NSA (amerykańskiej agencji wywiadu elektronicznego) ujawnił, że komórka ta inwigilowała Watykan w latach 2012-2013.
Autorzy listu otwartego pytają, czy służby miały związki z tzw. mafią kardynała Danneelsa, byłego prymasa Belgii. Duchowny dał się poznać jako liberał, który w bardzo tolerancyjny sposób odnosił się do księży homoseksualistów i pedofilów. Co ciekawe, jak podaje autor artykułu, „jego ulubionym projektem było Centrum Dojrzałych Powołań Kapłańskich w Antwerpii, które z czasem zamieniło się w dosyć otwarcie działający klub gejowski.” A siedem lat temu policja znalazła u Dannelssa akta sprawy przeciwko pedofilowi i mordercy Marcowi Dutroux’owi, który bronił się, że tylko dostarczał dzieci na „imprezy” belgijskich i europejskich elit. Autor wskazuje, że „konspirolodzy” mieli znaleźć w meilach Podesty frazy pedofilskiego przekazu kodowego, które miały wskazywać, że uczęszczał na podobne spotkania.
Danneels miał przyznać, że będąc w opozycji Benedykta XVI stworzył strukturę podobną do tych jakie funkcjonują w mafii. Po jego stronie miał działać obecny papież Franciszek – Jorge Mario Bergoglio.
Służby specjalne mogły wymusić na Benedykcie XVI abdykację za sprawą Banku Watykańskiego. Na kilka dni przed jego rezygnacją, operacje finansowe zostały zablokowane pod zarzutem prania brudnych pieniędzy. Po opuszczeniu przez Ratzingera Stolicy Apostolskiej, zniesiono szlaban. Jak pisze „Rzeczpospolita, włoski dziennikarz Maurizio Blondet zakłada, że miało to być narzędzie szantażu, po którym ówczesny papież został zmuszony do odrzucenia pełnienia funkcji.
Źródło: rp.pl
czytaj dalej 
25 stycznia 2017 w telewizji CNN została przedstawiona niezwykła historia związana z miejscem, w które uderzyło niszczycielskie tornado. Potężna trąba powietrzna o sile EF-3 przeszła przez tereny północnego Missisippi (USA) i zniszczyła m.in. budynki należące do lokalnego uniwersytetu (William Carey University) w miejscowości Hattiesburg.
Kiedy ekipy ratunkowe dotarły na miejsce działania żywiołu przed ich oczami był niezwykły widok. W miejscowej kaplicy było praktycznie wszystko zniszczone, ale na półce stała (!) nienaruszona książka, która okazała się... otwartą Biblią.


Uczestnicy ekip ratunkowych natychmiast zrobili zdjęcia tego miejsca. Potem sprawa okazała się jeszcze ciekawsza, gdyż Biblia była otwarta na szczególnej stronie. Był to psalm 46.


Poniżej jego treść:
Bóg naszą mocą
1 Kierownikowi chóru. Synów Koracha. Na melodię: "Alamot...". Pieśń.
2 Bóg jest dla nas ucieczką i mocą:
łatwo znaleźć u Niego pomoc w trudnościach.
3 Przeto się nie boimy, choćby waliła się ziemia
i góry zapadały w otchłań morza.
4 Niech wody jego burzą się i kipią,
niech góry się chwieją pod jego naporem:
<Pan Zastępów jest z nami,
Bóg Jakuba jest dla nas obroną>.
5 Odnogi rzeki rozweselają miasto Boże -
uświęcony przybytek Najwyższego.
6 Bóg jest w jego wnętrzu, więc się nie zachwieje;
Bóg mu pomoże o brzasku poranka.
7 Zaszemrały narody, wzburzyły się królestwa.
Głos Jego zagrzmiał - rozpłynęła się ziemia:
8 Pan Zastępów jest z nami,
Bóg Jakuba jest dla nas obroną.
9 Przyjdźcie, zobaczcie dzieła Pana,
dzieła zdumiewające, których dokonuje na ziemi.
10 On uśmierza wojny aż po krańce ziemi,
On kruszy łuki, łamie włócznie,
tarcze pali w ogniu.
11 "Zatrzymajcie się, i we Mnie uznajcie Boga
wzniosłego wśród narodów, wzniosłego na ziemi!"
12 Pan Zastępów jest z nami,
Bóg Jakuba jest dla nas obroną.
czytaj dalej 
O sprawie poinformowała nas czytelniczka serwisu FN, która mieszka w pobliżu miejscowości, w której doszło do tego niezwykłego, choć w sumie przerażającego incydentu. Jakieś zwierzę odgryzło głowy stadu gęsi - czytając to zdanie każdy pokiwa ze zrozumieniem głową i powie: i cóż w tym dziwnego? W zimie leśne zwierzęta jak lisy czy wilki są głodne i atakują gospodarstwa dokonując rzezi wśród np. domowego ptactwa. I jest to prawda, ale jest małą wątpliwość związany z tym, czy aby na pewno dzikie zwierzęta po takiej krwawej jatce nie zostawiają śladów walki i czy na pewno układają martwe gęsi w równym rzędzie? Poniżej wiadomość, którą otrzymaliśmy 28 stycznia 2017.

WIADOMOŚĆ DO OKRĘTU WWW.NAUTILUS.ORG.PL:
Od: [dane do wiadomości FN]
Witam serdecznie .
Dziś w nocy [28 stycznia 2017 przyp. red.] lub nad ranem na posesji mojej siostry zostały zamordowane gęsi, co jest ciekawe została z nich wyssana tylko krew i ułożone w szeregu. Wezwała na miejsce leśniczego a leśniczy policję , zainstalowano kamery i stwierdzili że mogło to zrobić tylko duże zwierzę . Wykluczyła lisa,kune itp. Leśniczy był w szoku powiedział tylko że to mogła być kuna lub czupakabra.
Dodam że to nie pierwszy raz jak ginęlo jej kilka zwierząt na raz i nie było po nich śladu, żadnych piór itp. Jest przerażona . Czy mogę prosić o waszą opinię w tej sprawie ? Czy jest możliwe by to była czupakabra? Mieszka w małej wsi wokół lasów woj.podkarpackie. miejscowości [nazwa do wiad. FN]
Poprosiliśmy w e-mailu o więcej danych, w tym przede wszystkim zdjęcia. W odpowiedzi otrzymaliśmy następującą wiadomość.
4 gęsi mają odgryzione Łeby i leżały ułożone w szeregu w dołku, dziś jak tam zaszlam są już tylko dwie więc jakieś inne zwierzęta musialay je zabrać . Zrobiłam zdjęcia, najdziwniejsze jest to że nie są pogryzione, nie ma nigdzie śladu krwi oprócz jednego miejsca obok drzwi stajni ani kropli na drodze przebytej od stajni do tego dołu . Obok są dwa duże psy które nie szczekały , gęsi były spokojne ,zawsze się dra gdy ktoś obok nich chodzi.. siostra ma na posesji dużo różnych zwierząt od lamy i kuca po pawie sarne itp. Jest bardzo zmartwiona sytuacja ponieważ zawsze gina zwierzęta stadami .
Myśliwi cały czas jeżdżą obok domu widać że są zaniepokojeni ale nic nikt nie mówi . Policja która sama bez wezwania siostry przyjechała powiedziała że to musi być duże zwierzę które je przeniosło w te miejsce bez śladu walki itp Proszę o jakas podpowiedz w tej sprawie
Poniżej zdjęcia, która były w załączniku do wiadomości.




Od incydentu w Sochaczewie w 2009 roku absolutnie wierzymy w to, że w Polsce pojawia się dziwna istota wysysająca krew kóz, czyli chupacabra. Tak dokładnie stało się w małej miejscowości Kornelin k. Sochaczewa - stado kóz zostało pozbawione nie tylko życia, ale także krwi, którą jakieś zwierzę wysączyło przez dwa małe otwory położone symetrycznie po obu stronach ciał każdego ze zwierząt. To był wręcz modelowy przykład ataku chupacabry - zero śladów walki, nawet zero wyciekłej krwi.


Jedna z kóz - to trzeba przyznać - miała odgryzioną głowę.


Nie wydaje nam się jednak, aby w tym wypadku była to chupacabra. Wszystkie jej ataki dzieją się zawsze (tak przynajmniej wynika z zebranego przez nas materiału na całym świecie) wtedy, kiedy są tzw. bardzo ciepłe miesiące i trudno sobie wyobrazić tę tajemniczą istotę biegającą po śniegu... Jednocześnie jednak są znaki zapytania. Czy to możliwe, że cztery gęsi zostały ułożone w jednym rzędzie? Nie było śladów walki? Nie było słychać ich krzyku, który być może zaalarmowałby gospodarzy? Będziemy bacznie przyglądać się tej sprawie.
czytaj dalej 
Metaliczna forma wodoru została stworzona przez dwóch naukowców z Uniwersytetu Harvarda - profesora Thomasa D. Cabota z Instytutu Nauk Przyrodniczych im. Isaaca Silvera oraz doktora habilitowanego Ranga Diasa.
Badania naukowców polegały na ściśnięciu pod ciśnieniem 495 GPa - większym niż panujące w środku Ziemi - małej próbki wodoru. W wyniku wysokociśnieniowego eksperymentu otrzymano stały, cząsteczkowy wodór.
Jak mówi Silvera to ogromny przełom dla fizyki oraz samego XXI wieku. Pozwoli to zrozumieć ogólne właściwości wodoru oraz pomoże przy odkryciu nowoczesnych i zaawansowanych technologicznie materiałów.

Silvera dodał, że otrzymana forma jest metastabilna, to oznacza, że gdy usuniemy wysokie ciśnienie, wodór, mimo to pozostanie metaliczny.
Ponadto profesor wyjaśnił, że metaliczny odmiana, może nieść niesamowite możliwości technologiczne. Jak chociażby te z zakresu energii. Zdaniem wykładowcy przy uzyskaniu metalicznej formy potrzeba jest ogromnej ilości energii, więc gdy przeprowadzimy proces odwrotny tj. konwersji w stan cząsteczkowy, całej reakcji będzie towarzyszyło uwolnienie dużej ilości energii. To może się przyczynić do stworzenia silników rakietowych o bardzo dużej mocy.
Przypomnijmy, że niespełna 14 lat temu słynny rosyjski fizyk Witalij Ginzburg w takcie noblowskiego wykładu w grudniu 2003 roku określił metaliczny wodór jak największe wyzwanie i marzenie współczesnej fizyki.
żródło: gazeta.pl
Wodór metaliczny – stan wodoru pod skrajnie wysokim ciśnieniem, w którym pierwiastek ten wykazuje dobre przewodnictwo elektryczne i inne właściwości metaliczne. Według niektórych obliczeń mógłby być nadprzewodnikiem wysokotemperaturowym.
Przyjmuje się, że metaliczny wodór występuje we wnętrzu planet Jowisza i Saturna.
Wodór jako jedyny pierwiastek z pierwszej grupy układu okresowego nie jest metalem w stanie ciekłym i stałym. W 1935 roku Eugene Wigner i Hillard Bell Huntington jako pierwsi zaproponowali warunki, w których wodór mógłby przejść w stan metaliczny. W 1973 roku naukowcy radzieccy donieśli, że zdołali uzyskać metaliczny stały wodór przy ciśnieniu 2,8 Mbar, eksperymentu nie udało się jednak potwierdzić. Natomiast w 1996 roku amerykańscy fizycy William Nellis, Arthur Mitchell i Samuel Weir z Lawrence Livermore National Laboratory poinformowali o uzyskaniu wodoru w stanie metalicznym za pomocą działa gazowego.
czytaj dalej 
Ta historia jest znakomicie znana wszystkim miłośnikom UFO w Polsce. 21 stycznia 1959 roku do basenu portowego numer pięć w Gdyni. Na Bałtyku był sztorm, a siła. wiatru dochodziła do 8 stopni w skali Beauforta. W porcie na nocnej zmianie pracowało kilkadziesiąt osób. Zbliżała się godzina 5:00, kiedy nagle na niebie pojawiła się jaskrawe światło, które na niskiej wysokości przeleciało nad stojącymi w porcie statkami. Spory, różowy lub czerwony przedmiot w kształcie beczki z rozgałęzioną, ognistą smugą wpadł do wody. Rozległ się świst, a na wodzie jeszcze długo unosiła się para.
Sprawa owego przedmiotu miała swój ciąg dalszy. Pojawili się świadkowie twierdzący, że z dna wydobyto dziwny, pomarańczowy przedmiot o wymiarach małej butelki, ale o niespotykanym ciężarze. Podobno kilka osób musiało ten mały przedmiot przenieść na samochód.
W 2008 roku możemy kontynuować kiedyś zaczęte śledztwo w tej sprawie. Wielu świadków już nie żyje, ale udało nam się namówić na wypowiedź specjalnie dla czytelników stron FN jednego z najważniejszych świadków. Stanisław Kołodziejski był dźwigowym i widział lecący przedmiot. Jego zdaniem nie było to nic, co znała współczesna nauka. Przedmiot miał kształt beczki, która jarzyła się jasnym światłem.

Foto: Stanisław Kołodziejski, Archiwum FN
Ciekawy wątek do tej historii dołożył główny inżynier portu, Alojzy Data. Powiedział on bowiem, że w kilka dni po katastrofie UFO nas portem był widziany... stojący nieruchomo na wysokości kilku tysięcy metrów latający spodek!
Poniżej fragment archiwum FN (wycinki prasowe z tamtych lat) na temat tego incydentu.

W styczniu 2017 okazało się, że ta sprawa była monitorowana przez agentów CIA działających w komunistycznej Polsce. Raport został opublikowany wraz z milionami tajnych dokumentów, które CIA umieściło w połowie stycznia w swoim internetowym archiwum. Wśród nich są dziesiątki tysięcy doniesień na temat Polski. Ich liczba oraz zawarte w nich detale wskazują, że po PRL podróżowało wielu szpiegów lub informatorów USA.
Oto najbardziej ciekawy fragment tego, co trafiło do sieci w związku z ujawnieniem akt przez CIA.
- Początkowo rakieta wznosiła się dość powoli po trajektorii parabolicznej. Potem zaczęła jednak lecieć pionowo do góry i jej ryk przeszedł w gwizd, a ogon zrobił się fioletowy. Zaczęła przyśpieszać i po 2-3 minutach zniknęła z pola widzenia.
Źródło: http://www.tvn24.pl/odtajnione-archiwa-cia-raport-z-helu,709372,s.html
Na zakończenie ciekawy dokument. Zeznania byłego agenta służb specjalnych o UFO na kilka tygodni przez śmiercią.
czytaj dalej 
Czytelnik serwisu zauważył bardzo osobliwą rzecz na śniegu w swojej posiadłości. Są to ślady z pewnością zostawione przez zwierzę, ale wygląd tych śladów budzi co najmniej zdumienie. Nawet tłumacząc sobie to tym, że być może jest to ranne zwierzątko utykające na jedną nogę, to i tak... nawet ta hipoteza jest trudna do obrony.
Oto wiadomość, którą dostaliśmy na pokład okrętu Nautilus.
[...] Witam. Posiadam kilka zdjęć niezidentyfikowanych śladów jakiegoś zwierzęcia. Duzo szukałem w Internecie śladów na śniegu zwierząt ale nigdzie nie znalazłem nawet czegoś odrobinę podobnego. Wygląda na ślady zwierzęcia chodzącego na dwóch nogach w pozycji pionowej, teren byl ogrodzony siatka ponieważ jest to działka na której buduje dom jednorodzinny na odludziu w lesie. [...] Teren działki na której buduje dom jest ogrodzony wysokim ogrodzeniem, wiec wiele zwierząt na pewno można wyeliminować, jestem bardzo ciekawy co mogło zostawić takie ślady wiec proszę o odpowiedz. Pozdrawiam
Mamy podaną dokładną lokalizację miejsca, ale zachowujemy ją dla siebie. Nasz czytelnik obiecał także informować pokład Nautilusa o wszelkich nowych śladach.
Poniżej zdjęcia, które do nas przysłał.




czytaj dalej 
Nacz czytelnik funpage`u FN na facebook`u wysłał nam ciekawą wiadomość, którą postanowiliśmy umieścić w naszym dziale FN24. Dotyczy ona tematu, który bardzo zainteresował czytelników serwisu Fundacji Nautilus, czyli tzw. Efektu Mandeli. Poniżej zamieszczamy post umieszczony w wiadomości wysłanej do FN.
Witam. Postanowiłem napisać do Państwa, jako że spotkałem się ze zjawiskiem, które ciężko mi wyjaśnić w sposób racjonalny. Można powiedzieć, że dotyczy ono efektu Mandeli, choć można zinterpretować je także inaczej. Byłbym wdzięczny, gdybyście Państwo zechcieli podzielić się nim na łamach swojej strony. Poniżej wysyłam cały swój post na ten temat, który umieściłem na facebookowej grupie "Życie po Życiu":
Witam. Może mój post będzie trochę nie na miejscu, ale jest on związany z potencjalnym zjawiskiem paranormalnym, więc postanowiłem go tu umieścić. Interesuję się tzw. Efektem Mandeli, który jest w Polsce dość mało popularny. Postaram się opisać go w najkrótszy możliwy sposób. Mianowicie, zakłada on, że niektóre rzeczy w naszej rzeczywistości wyglądają inaczej, niż kiedyś, choć w historii nie ma żadnych wzmianek o tym, że dana rzecz czy zjawisko wyglądały kiedykolwiek tak, jak sporo ludzi to zapamiętało.
Przykładem może być wizerunek wąsatego mężczyzny z popularnej gry planszowej Monopoly - tak naprawdę nigdy nie miał on monoklu (okularu), nawet na żadnej ze starych wersji gier, mimo że większość ludzi zapamiętała go właśnie w ten sposób.
Zainteresowanych odsyłam do poniższego artykułu, a także do anglojęzycznych źródeł, których jest na ten temat bardzo dużo. Teorii na temat tego, co jest przyczyną Efektu Mandeli jest bardzo dużo - jedną z nich jest istnienie alternatywnych rzeczywistości, ingerencja podróżników w czasie czy działania CERN. Gwoli ścisłości, nikt nie twierdzi, że coś w jakiś magiczny sposób naprawdę się zmieniło - możliwe, że są to po prostu zbiorowe fałszywe wspomnienia, choć osobiście nie wierzę w taką interpretację zjawiska. W momencie kiedy bliżej zapoznamy się ze zjawiskiem, trudno jest już uznać, by wynikało ono jedynie z ignorancji i braku umiejętności przyznania się do błędu.
Teraz przejdę do sedna. Efekt Mandeli odnosi się także do potencjalnych geograficznych zmian (przykładowo, wiele osób zapamiętało, że Australia leżała znacznie niżej niż w rzeczywistości). Mnie również dotyczy Efekt Mandeli, związany z geografią. Zawsze pamiętałem, iż Australia leżała daleko na południu, oddalona o tysiące kilometrów od najbliższych wysp na północy. Dlatego teraz uważnie przyglądam się mapom na różnym filmom. Zobaczyłem dzisiaj urywek z filmu, na którym mapa wydała mi się dość dziwna. Porównałem to z tym samym urywkiem tego filmu, tyle że z innego źródła. Zauważyłem coś, co z mojej perspektywy wygląda dosyć dziwnie.
Na pierwszym zdjęciu wyraźnie widać brak wyraźnych konturów Mongolii, a na drugim Mongolię widać wyraźnie. Jest to to samo ujęcie tego samego filmu, tyle że z innych źródeł. Zamieszczam tutaj linki oraz zdjęcia.
https://www.youtube.com/watch?v=s1OujLTI5gQ- 2:27.
https://www.youtube.com/watch?v=DGNobEDq5JU&t=55s - 0:55
Można ustawić jakość filmu z pierwszego linku na 480p, a jakość drugiego na 144p. Mimo tego, na pierwszym nie będzie wyraźnie widać Mongolii, a na drugim tak. Nie wiem zatem, jak wyjaśnić to z graficznego punktu widzenia (nie bardzo wiem, po co ktoś miałby tak majstrować przy tym fragmencie filmu). W podmianę mapy podczas ujęcia także jest mi ciężko uwierzyć. Mandela Effect mógłby to w jakiś sposób wyjaśnić, gdyż są ludzie, mający wspomnienia o tym, iż Mongolia nie była niepodległym państwem i należała do Chin (tak, wiem, że brzmi to absurdalnie i w rzeczywistości przez większość poprzedniego stulecia nie należała do ZSRR, ale była tzw. państwem satelickim) - https://www.reddit.com/r/MandelaEf…/…/4ymlcx/china_mongolia/ .
Jakkolwiek irracjonalnie to nie brzmi, oznaczałoby to, że w tym filmie zostało zanotowane zlewanie się ze sobą dwóch równoległych rzeczywistości. Ciekawi mnie wasze zdanie na ten temat - w jaki sposób wyjaśnić to racjonalnie? - Tutaj kończy się post. Jeśli byłoby to możliwe, prosiłbym o bliższe zbadanie tego zjawiska i dwóch 'różnych map' na tym samym ujęciu filmu - ewentualnie wytknięcie mi błędu, jeśli można to w banalny sposób wyjaśnić racjonalnie. Jeśli jednak uznacie Państwo, że to ciekawa sprawa, byłoby mi bardzo miło, gdybyście umieścili artykuł na ten temat na swojej stronie. Serdecznie pozdrawiam całą Ekipę Nautilusa!
Mateusz
Wysyłam także zdjęcia do zrobionych przeze mnie screenów, które umieszczone były w tym poście.



Dziękujemy za ciekawy opis, który stanowi uzupełnienie do naszego wcześniejszego tekstu. Autor wiadomości Mateusz prosi o sprawdzenie sprawy... mamy na pokładzie Nautilusa tak dużo pracy w ostatnich dniach, że musimy poprosić o pomoc naszych czytelników. Jeśli ktoś chce ocenić teorię związaną z mapami - prosimy o zamieszczenie swojej opinii w komentarzach pod tekstem.
czytaj dalej 
Na równinnych polach w Namibii w Afryce Południowej wśród trawy, drzew i krzewów znajdują się dziwne puste okręgi. Nic na nich nie rośnie. Znajdziemy na nich jedynie piasek. Zadziwiają wszystkich, bo wyglądają jak precyzyjnie skoszone okręgi. Jednak do ich powstania nie przyczynił się człowiek. Puste koła mają od kilku centymetrów do nawet 25 metrów średnicy.
Na ten temat powstało wiele teorii głoszonych przez naukowców, choć na żadną z nich nie ma jednoznacznego potwierdzenia.
Jedna z hipotez zakłada, że pozbawione roślinności dziury są wynikiem działalności termitów. Miejsca dziur wskazują obszary gniazd termitów, które żywią się trawą, znajdującą się powyżej. Jednak kiedy podobne okręgi znaleziono również w Australii i nie znaleziono dowodów na to, że mieszkają tam termity, hipoteza ta została zepchnięta na drugi plan.
Naukowcy z Uniwersytetu w Princeton w New Jersey yłumaczą z kolei, że krawędzie między gołymi kołami a trawą to granica występowania dwóch różnych gatunków. Wewnątrz okręgu znajdują się termity (w przypadku Pustyni Namib), które żywią się korzeniami, przez co żadna roślina nie jest w stanie urosnąć.
- Termity dużo wędrują. Kiedy trafią na słabszych przeciwników, zabijają ich i rozwijają swoją własną kolonię, czyli oddzielny krąg - powiedziała Corina Tarnita, współautorka badań.
- Krawędzie między kołami a trawą to obszary gdzie termity prowadzą wojnę z przeciwnikami nie słabszymi ani nie mocniejszymi - dodała.
x
Wejście na pokład
Wiadomość z okrętu Nautilus
UFO24
więcej na: emilcin.com
Dziennik Pokładowy
FILM FN
Prawdziwe nagranie czy AI? UFO 2026 |
Archiwalne audycje FN
Poleć znajomemu
Najnowsze w serwisie