Dziś jest:
Poniedziałek, 13 lipca 2020

Ten obiekt podleciał do mojego samolotu, obserwował mnie... Czy wierzę, że był pod inteligentną kontrolą? Absolutnie tak.
/fragment relacji pilota z archiwum płk Ryszarda Grundamana/

FN 24
WIADOMOŚCI OD NASZYCH CZYTELNIKÓW
Wyślij do nas wiadomość - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania newsa do działu "FN 24": nautilus@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Czym jest materia? Być może odpowiedź na to pytanie poznał irański inżynier nuklearny Mehran Tavakoli Keshe
Nie, 7 maj 2017 10:19 | komentarze: 2 czytany: 2506x

Dzień dobry,Właśnie przeczytałem bardzo interesujący wywiad z Giennadijem Szypowem na Państwa stronie. https://www.nautilus.org.pl/artykuly,2133.htmlZdałem sobie sprawę, że dokładnie tą samą wiedzę  przekazuje irański inżynier nuklearny Mehran Tavakoli Keshe. Niedawno została zorganizowana konferencja Fundacji Keshe dotycząca technologii plazmatycznej umożliwiającej także podróż międzyplanetarną.......

czytaj dalej

Dzień dobry,

Właśnie przeczytałem bardzo interesujący wywiad z Giennadijem Szypowem na Państwa stronie.

https://www.nautilus.org.pl/artykuly,2133.html

Zdałem sobie sprawę, że dokładnie tą samą wiedzę  przekazuje irański inżynier nuklearny Mehran Tavakoli Keshe. Niedawno została zorganizowana konferencja Fundacji Keshe dotycząca technologii plazmatycznej umożliwiającej także podróż międzyplanetarną. Fundacja Nautilus interesowała się wcześniej działalnością Pana Mehrana Tavakoli Keshe?

http://kfssi.edu.pl/index.php/wydarzenia/136-konferecji-technologii-keshe-2017-material-video-cz-1

 Pozdrawiam,

 Tomasz [dane do wiad. FN]




zwiń tekst

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean Claude-Juncker i jego zagadkowe słowa o obcych cywilizacjach!
Śr, 3 maj 2017 11:03 | komentarze: 9 czytany: 4019x

Jean Claude-Juncker, przewodniczący Komisji Europejskiej, na forum Parlamentu Europejskiego 28 czerwca 2016 roku wypowiedział zagadkowe słowa, które - o dziwo! - przeszły bez echa. Przeciwnicy Unii Europejskiej natychmiast zaczęli sugerować, że ma kłopoty z psychiką, ale nie było żadnego dementi ze strony przewodniczącego Europarlamentu.Poniżej tłumaczenie jego wystąpienia:"Przed nami otwierają się.......

czytaj dalej

Jean Claude-Juncker, przewodniczący Komisji Europejskiej, na forum Parlamentu Europejskiego 28 czerwca 2016 roku wypowiedział zagadkowe słowa, które - o dziwo! - przeszły bez echa. Przeciwnicy Unii Europejskiej natychmiast zaczęli sugerować, że ma kłopoty z psychiką, ale nie było żadnego dementi ze strony przewodniczącego Europarlamentu.


Poniżej tłumaczenie jego wystąpienia:

"Przed nami otwierają się nowe horyzonty, dotyczące nie tylko Europy, ale również całej planety. Nie możemy jednak nie zdawać sobie sprawy z tego, że ci, którzy obserwują nas z daleka, mają powody do zmartwień. Spotkałem się z przywódcami innych planet, słuchałem, co mają do powiedzenia i musicie wiedzieć, że oni wszyscy są bardzo zatroskani kierunkiem, w jakim zmierza Unia Europejska. Musimy więc zrobić wszystko, by uspokoić zarówno Europę, jak i tych, którzy patrzą na nas z kosmosu”.

Jean-Claude Juncker's speech to the European Parliament, June 28, 2016





żródło: http://www.express.co.uk/news/weird/687350/Did-EU-chief-confirm-aliens-EXIST-Juncker-speaks-of-BREXIT-to-leaders-of-other-planets



zwiń tekst

JASNOWIDZ KRZYSZTOF JACKOWSKI O OSTATNIM ZNALEZIENU ZWŁOK! - to bezprecedensowe wydarzenie... ma rację.
Śr, 3 maj 2017 10:41 | komentarze: 2 czytany: 2043x

Krzysztof Jackowski odnalazł ciało Stanisława Skrzeszewskiego. Mężczyzna zaginął w listopadzie 2016 roku. Okoliczności całej historii są jednak wyjątkowe!Bliscy zaginionego dowiedzieli się o działalności Jackowskiego w sobotę (29 kwietnia), a już następnego dnia przekazali jego żonie zdjęcie i rzeczy osobiste poszukiwanej osoby. W poniedziałek (1 maja) odnaleziono ciało Stanisława Skrzeszewskiego. .......

czytaj dalej

Krzysztof Jackowski odnalazł ciało Stanisława Skrzeszewskiego. Mężczyzna zaginął w listopadzie 2016 roku. Okoliczności całej historii są jednak wyjątkowe!

Bliscy zaginionego dowiedzieli się o działalności Jackowskiego w sobotę (29 kwietnia), a już następnego dnia przekazali jego żonie zdjęcie i rzeczy osobiste poszukiwanej osoby. W poniedziałek (1 maja) odnaleziono ciało Stanisława Skrzeszewskiego. Leżało 100 metrów od miejsca narysowanego na mapce przez jasnowidza z Człuchowa (woj. pomorskie). Krzysztof Jackowski podzielił się swoimi odczuciami w związku ze sprawą na Facebooku.


 



62-latek był mieszkańcem Orzeszówki w gminie Miedzna (powiat węgrowski na Mazowszu). Ostatni raz widziano go 21 listopada, a po dwóch dniach zgłoszono zaginięcie. Akcja poszukiwawcza długo nie przynosiła efektu. Ciało znaleziono po kontakcie z jasnowidzem na podstawie sporządzonej przez niego mapki. Zwłoki leżały w stawie oddalonym o nieco ponad dwa kilometry od domu poszukiwanego mężczyzny.



zwiń tekst

Mars na celowniku poszukiwaczy śladów po obcych cywilizacjach!
Śr, 3 maj 2017 08:02 | komentarze: 3 czytany: 1512x

Podchodzimy do tego sceptycznie, choć regularnie takie zdjęcia pojawiają się w serwisie FN. Chodzi oczywiście o dziwne zdjęcia wykonane przez łaziki poruszające się na Marsie lub sondy okrążające Czerwoną Planetę. Na świecie jest potężna grupa obserwatorów wychwytujących każdy "kamień" wyglądający podejrzanie. Dostaliśmy właśnie potężną porcję takich zdjęć, z których kilka wybranych prezentujemy poniżej.......

czytaj dalej

Podchodzimy do tego sceptycznie, choć regularnie takie zdjęcia pojawiają się w serwisie FN. Chodzi oczywiście o dziwne zdjęcia wykonane przez łaziki poruszające się na Marsie lub sondy okrążające Czerwoną Planetę. Na świecie jest potężna grupa obserwatorów wychwytujących każdy "kamień" wyglądający podejrzanie. Dostaliśmy właśnie potężną porcję takich zdjęć, z których kilka wybranych prezentujemy poniżej.












zwiń tekst

KOLEJNE ZWŁOKI ODNALEZIONE! - trafna wizja Krzysztofa Jackowskiego pomogła policji i rodzinie
Pon, 1 maj 2017 19:30 | komentarze: 1 czytany: 4198x

Krzysztof Jackowski pomógł w odnalezieniu ciała Stanisława Skrzeszewskiego, który zaginął w listopadzie ubiegłego roku - taką informację podał właśnie Dziennik Bałtycki. Chodzi o człowieka poszukiwanego przez rodzinę i policję od listopada ub. roku.Żródło: http://www.dziennikbaltycki.pl/wiadomosci/czluchow/a/jasnowidz-z-czluchowa-krzysztof-jackowski-odnalazl-kolejne-cialo,12037728/Bliscy mężczyzny.......

czytaj dalej

Krzysztof Jackowski pomógł w odnalezieniu ciała Stanisława Skrzeszewskiego, który zaginął w listopadzie ubiegłego roku - taką informację podał właśnie Dziennik Bałtycki. Chodzi o człowieka poszukiwanego przez rodzinę i policję od listopada ub. roku.

Żródło: http://www.dziennikbaltycki.pl/wiadomosci/czluchow/a/jasnowidz-z-czluchowa-krzysztof-jackowski-odnalazl-kolejne-cialo,12037728/




Bliscy mężczyzny o Krzysztofie Jackowskim dowiedzieli się w sobotę, 29 kwietnia. Dzień później żonie jasnowidza przekazali zdjęcie i rzeczy osobiste zaginionego. 1 maja przed południem ciało Stanisława Skrzeszewskiego udało się odnaleźć. Leżało około 100 metrów od miejsca, które na mapce narysował jasnowidz.

Zaginiony to 62-letni mieszkaniec Orzeszówki, niewielkiej miejscowości w gminie Miedzna w powiecie węgrowskim (mazowieckie). Po raz ostatni widziany był 21 listopada. Dwa dni później jego bliscy zgłosili zaginięcie. Akcja poszukiwawcza z udziałem policjantów, strażaków i mieszkańców wsi była prowadzona w obrębie kilku miejscowości. Niestety bez efektu. - W sobotę przeczytaliśmy, że pan Jackowski odnalazł jakąś kobietę, która była poszukiwana w naszym regionie – opowiada Joanna Skrzeszewska, synowa zaginionego.

- Tego samego dnia zadzwoniliśmy pod numer telefonu jasnowidza. Poproszono nas, abyśmy w niedzielę przyjechali do Warszawy. Mieliśmy wziąć jakieś zdjęcie i ubrania teścia. Wzięła to od nas jakaś kobieta, która kazała przyjść po 40 minutach. Gdy wróciliśmy dostaliśmy mapkę na której było zaznaczone miejsce, gdzie powinniśmy szukać ciała. Na podstawie tej mapki dzisiaj rano w stawie oddalonym o 2,5 kilometra od domu zaginionego mężczyzny, udało się odnaleźć jego ciało.



zwiń tekst

1 maja 1994 - dzień, w którym zginął Ayrton Senna.
Pon, 1 maj 2017 04:37 | komentarze: 1 czytany: 2023x

Monitorujemy polskie media i wychwytujemy wszelkie informacje o wątkach dotyczących zjawisk niewyjaśnionych, które znajdują się w kręgu zainteresowań FN. W ostatnim czasie pojawiła się bardzo ciekawa publikacja dotycząca przeczucia zbliżającej się śmierci, które miał genialny brazylijski kierowca Ayrton Senna. Sprawa została opisana w książce Richarda Williamsa "Wieczny Ayrton Senna" (tłumaczenie: .......

czytaj dalej

Monitorujemy polskie media i wychwytujemy wszelkie informacje o wątkach dotyczących zjawisk niewyjaśnionych, które znajdują się w kręgu zainteresowań FN. W ostatnim czasie pojawiła się bardzo ciekawa publikacja dotycząca przeczucia zbliżającej się śmierci, które miał genialny brazylijski kierowca Ayrton Senna. Sprawa została opisana w książce Richarda Williamsa "Wieczny Ayrton Senna" (tłumaczenie: Bartosz Sałbut)




Wiemy, że wiele osób mówi bardzo dziwne rzeczy w dniu swojej śmierci lub w okresie kilku dni bespośrednio ją poprzedzających. Takie osoby często wiedzą, że zbliża się koniec ich życia. Tak było z Ayrtonem Senną.

Śmiertelny wypadek trzykrotnego mistrza Formuły 1 Ayrtona Senny miał miejsce podczas wyścigu Grand Prix San Marino w 1994 roku na torze Imola.  1 maja 1994 roku Senna wziął udział w trzecim wyścigu w barwach zespołu Williams na torze Imola. Znów wywalczył pierwszą pozycję startową. Tego wyścigu też miał nie ukończyć.




 Na 7. okrążeniu kamera znajdująca się na bolidzie jadącego za Senną Michaela Schumachera zarejestrowała nagłą zmianę kierunku jazdy bolidu Senny i uderzenie w betonową barierę, znajdującą się na zewnętrznej stronie zakrętu Tamburello. Z zapisów telemetrycznych Williamsa Senny wynikało, że opuścił on tor z prędkością 310 km/h, a w chwili uderzenia w barierę, niespełna dwie sekundy później, prędkość wynosiła 218 km/h.
Profesor Sidney Watkins, znany na całym świecie neurochirurg, główny lekarz i delegat medyczny Formuły 1, szef zespołu medycznego na torze, który przeprowadzał tracheotomię na miejscu wypadku, relacjonował:

    Wyglądał pogodnie. Podniosłem jego powieki, spojrzałem na jego źrenice i stało się jasne, że doznał silnego urazu mózgu. Wydostaliśmy go z kokpitu i położyliśmy na ziemi. Wtedy on westchnął i – chociaż jestem niewierzący – poczułem, że to była chwila, w której jego dusza odeszła.

A teraz przeczucie kierowcy o śmierci - oto fragment, który znalazł się w książce.

Tego wieczora, ze swego pokoju w  hotelu Castel San Pietro, oddalonego o dziesięć kilometrów od toru Imola, Senna dwukrotnie dzwonił do Adriane [Adriane Galisteu, dziewczyna Senny], przed kolacją i po niej. Dzień wcześniej przyleciała z Brazylii do ich domu w Algarve. Podczas pierwszej rozmowy powiedział jej, że nie chce się nazajutrz ścigać. Nigdy wcześniej niczego takiego jej nie powiedział. Płakał.




zwiń tekst

Tajemnicze obiekty podczas transmisji w czasie wiadomości pogodowych
Sob, 29 kwi 2017 16:18 | komentarze: brak czytany: 2101x

Do ciekawego wydarzenia doszło 25 kwietnia b.r. w stanie Oklahoma (USA). Około 20.00 w lokalnej stacji telewizyjnej trwało właśnie połączenie na żywo z osobą, która relacjonowała coraz potężniejszą burzę, która pojawiła się w pobliżu jednej z dróg stanowych.Dziennikarz Darren Stephens rozmawiał z Travisem Meyerem, który był w pobliżu miejscowości Stillwater (Ohio).W pewnym momencie na ekranie telewizora.......

czytaj dalej

Do ciekawego wydarzenia doszło 25 kwietnia b.r. w stanie Oklahoma (USA). Około 20.00 w lokalnej stacji telewizyjnej trwało właśnie połączenie na żywo z osobą, która relacjonowała coraz potężniejszą burzę, która pojawiła się w pobliżu jednej z dróg stanowych.

Dziennikarz Darren Stephens rozmawiał z Travisem Meyerem, który był w pobliżu miejscowości Stillwater (Ohio).


W pewnym momencie na ekranie telewizora można było dostrzec dwa ciemne obiekty, które poruszały się w bardzo wyjątkowy sposób. Jeden przez kilka sekund pozostawał zupełnie nieruchomy.


W sieci pojawiło się nagranie, które prezentujemy poniżej.



zwiń tekst

CO PORUSZA SIĘ PO POWIERZCHNI MARSA?
Śr, 26 kwi 2017 10:04 | komentarze: 4 czytany: 2869x

Praktycznie co tydzień na pokład okrętu Nautilus czytelnicy przysyłają linki do materiałów wideo na youtube lub publikacji w zagranicznych serwisach o tym, co jest odkrywane na powierzchni Czerwonej Planety. Wygląda to tak, że wnikliwi obserwatorzy uważnie oglądają materiały publikowane przez NASA i dostrzegają tam coś, co wzbudza ich zainteresowanie. Przeważnie są to rzeczy niewarte uwagi, ale... .......

czytaj dalej

Praktycznie co tydzień na pokład okrętu Nautilus czytelnicy przysyłają linki do materiałów wideo na youtube lub publikacji w zagranicznych serwisach o tym, co jest odkrywane na powierzchni Czerwonej Planety. Wygląda to tak, że wnikliwi obserwatorzy uważnie oglądają materiały publikowane przez NASA i dostrzegają tam coś, co wzbudza ich zainteresowanie. Przeważnie są to rzeczy niewarte uwagi, ale... pokażmy dzisiaj w dziale FN24 dwa materiały z tego niekończącego się cyklu.

Pierwszy materiał został zaprezentowany w bardzo popularnej witrynie na youtube Secureteam10. Dotyczy czegoś, co rzekomo miało samo się poruszać po powierzchni.


Poniżej materiał wideo.


I jeszcze jedna ciekawostka z serii "czego ci ludzie nie wymyślą i czego się nie dopatrzą w kształcie kamieni...", która dotyczy także kamieni na Marsie. Oto link, który przysłał nam czytelnik serwisu:

http://www.express.co.uk/news/weird/778118/squirrel-on-mars-conspiracy-theory-curiosity-rover

Okazało się, że ktoś w kamieniu dopatrzył się kształtu identycznego jak dobrze nam znana wiewiórka. Chodzi o zdjęcie wykonane przez łazik Curiosity Rover w 2012 roku.









zwiń tekst

MISTYK HORRACIO VILLEGAS ZAPOWIADA WYBUCH TRZECIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ - konflikt ma się zacząć w połowie maja 2017
Nie, 23 kwi 2017 08:23 | komentarze: 27 czytany: 8301x

Horacio Villegas nazywa się sam "posłańcem Boga" i kilka jego wcześniejszych przepowiedni już się sprawdziło. Przykładem może być wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA. Dokładnie przewidział także atak Trumpa na Syrię wskazując precyzyjnie datę uderzenia na bazę prezydenta Baszszara Hafiz al-Asad`a. Teraz twierdzi, że wie, kiedy dokładnie wybuchnie trzecia wojna światowa, która przyniesie ogromne.......

czytaj dalej

Horacio Villegas nazywa się sam "posłańcem Boga" i kilka jego wcześniejszych przepowiedni już się sprawdziło. Przykładem może być wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA. Dokładnie przewidział także atak Trumpa na Syrię wskazując precyzyjnie datę uderzenia na bazę prezydenta Baszszara Hafiz al-Asad`a.


Teraz twierdzi, że wie, kiedy dokładnie wybuchnie trzecia wojna światowa, która przyniesie ogromne zniszczenia i śmierć wielu ludzi. Jego zdaniem rozpocznie się ona w setną rocznicę objawień fatimskich, 13 maja 2017 roku. Tym razem będzie użyta broń atomowa.




W globalnym konflikcie walczyć będą ze sobą Rosja, Korea Północna, Stany Zjednoczone i Chiny. Według mistyka ludzie będą biegali, każdy będzie chciał się ukryć przed atomowym zniszczeniem. Nuklearne pociski spadną na miasta na całym świecie.

Ładunki jądrowe ma użyć reżim w Korei Północnej.




Wojna ma potrwać do 13 października 2017 roku (to rocznica ostatniego objawienia Matki Bożej w Fatimie). „Wojna się skończy, a żołnierze wrócą do swoich domów" – zapowiedział Horacio Villegas.

Horacio Villegas twierdzi, że główne przesłanie jego przepowiedni powinno skłonić wszystkich do przygotowania się na możliwość wojny, trwającej od 13 maja do 13 października. Konflikt ten zakończyć się ma wielkim zniszczeniem, wstrząsami i śmiercią na wielką skalę. "Cały świat zostanie oszukany przez "fałszywą flagę"" - mówi "prorok". Kiedy usłyszał, że Korea Północna ostrzega, że jest gotowa na wojnę z USA, postanowił ostrzec o zbliżającym się zagrożeniu. Zdaniem Villegasa, zapowiedzią konfliktu były niedawne ataki chemiczne w Syrii.



zwiń tekst

Tragiczny finał poszukiwań 31-letniej kobiety - miejsce położenia zwłok bezbłędnie wskazał Krzysztof Jackowski.
Śr, 26 kwi 2017 10:20 | komentarze: 3 czytany: 3088x

W czwartek 20 kwietnia 2017 w Starym Kraszewie pod Wołominem służby wyciągnęły z rzeki samochód w którym były zwłoki kobiety. Wszystko wskazuje na to, że to poszukiwana od piątku, 31-letnia Katarzyna B. Jak poinformował dziennik Fakt - już w środę miejsce, w którym znaleziono samochód wytypował znany jasnowidz Krzysztof Jackowski. 31-letnia Katarzyna B. zaginęła 14 kwietnia. Ostatni raz widziano ją.......

czytaj dalej

W czwartek 20 kwietnia 2017 w Starym Kraszewie pod Wołominem służby wyciągnęły z rzeki samochód w którym były zwłoki kobiety. Wszystko wskazuje na to, że to poszukiwana od piątku, 31-letnia Katarzyna B. Jak poinformował dziennik Fakt - już w środę miejsce, w którym znaleziono samochód wytypował znany jasnowidz Krzysztof Jackowski.

31-letnia Katarzyna B. zaginęła 14 kwietnia. Ostatni raz widziano ją około godziny 22 w pobliżu Galerii Wołomin. Kobieta wyszła z pracy, wsiadła do samochodu, ale do domu już nie dotarła. Zaniepokojona jej zniknięciem rodzina zawiadomiła o sprawie policję.



Gdy mijały kolejne dni bez żadnych wiadomości dotyczących zaginionej 31-latki, rodzina postanowiła w środę 19 kwietnia poprosić o pomoc Krzysztofa Jackowskiego. Początkowo jasnowidz nie chciał się zgodzić, bo myślał, że Katarzyna mogła po prostu gdzieś wyjechać. Tego samego dnia Jackowski nagle doznał wizji w której zobaczył jak jadącej nissanem kobiecie, przed maskę wyskoczyło jakieś zwierze. Ta chcąc uniknąć zderzenia odbiła mocno kierownicą, co spowodowało, że auto wpadło do rzeki. Krzysztof Jackowski wskazał na mapie miejsce, w którym miało dojść do wypadku i od razu poinformował o tym rodzinę 31-latki.




Dzień później okazało się, że jego wizja potwierdziła się w rzeczywistości. W czwartek około godziny 10 policjanci otrzymali zgłoszenie. Wynikało z niego, że w rzece Rządza w Starym Kraszewie znajduje się zatopiony samochód. Spod tafli wody widać było jedynie relingi. Mundurowi postanowili to sprawdzić. Sprowadzono nurka, który dokonał makabrycznego odkrycia. W nissanie odnaleziono zwłoki kobiety. Na miejsce przyjechała też rodzina Katarzyny B., która ją rozpoznała.

O tym fakcie poinformowali jasnowidza. – Dziękujemy bardzo za wskazanie miejsca. Pańska wizja się sprawdziła. Niestety Kasia została dziś wyłowiona razem z samochodem z rzeki, w miejscu w którym Pan wskazał. Dziękujemy, rodzina nie musi żyć dalej w niepewności – napisali w mailu, który odczytał nam Krzysztof Jackowski.

źródło: www.fakt.pl

Poniżej rzecz mapa z zaznaczonym miejscem przez jasnowidza położenia samochodu ze zwłokami kobiety.






zwiń tekst

Włochy: w mieście Lukka przez 20 dni szukali ducha Napoleona
Sob, 22 kwi 2017 06:59 | komentarze: brak czytany: 1689x

Grupa typu 'ghost hunters' (poszukiwacze duchów) przez 20 dni szukała w mieście Lukka na północy Włoch ducha Napoleona Bonaparte. Tropiciele przybyli do miasta w Toskanii, skąd otrzymali sygnały o tym, że duch cesarza pojawia się na jednym z placów i koło Pałacu Książęcego.Agencja Ansa poinformowała, że na poszukiwania przyjechała delegacja liczącej ponad 100 członków znanej włoskiej grupy National.......

czytaj dalej

Grupa typu 'ghost hunters' (poszukiwacze duchów) przez 20 dni szukała w mieście Lukka na północy Włoch ducha Napoleona Bonaparte. Tropiciele przybyli do miasta w Toskanii, skąd otrzymali sygnały o tym, że duch cesarza pojawia się na jednym z placów i koło Pałacu Książęcego.





Agencja Ansa poinformowała, że na poszukiwania przyjechała delegacja liczącej ponad 100 członków znanej włoskiej grupy National Ghost Uncover, która zajmuje się tropieniem duchów i niewytłumaczalnych zjawisk. Organizacja ma swą siedzibę w Forli w Emilii-Romanii.

Jej szef Massimo Merendi poinformował, że napłynęło pięć sygnałów o tym, że postać przypominająca Napoleona krąży po Piazza Grande oraz w pobliżu Palazzo Ducale. Pałac ten znajduje się przy placu Napoleona. Według jednej z relacji rzekomy duch rozmawiał z grupą osób.

Jedynym pewnikiem, podkreśla miejscowa prasa, jest to, że historia Lukki jest związana z osobą Napoleona i jego rodziną. W mieście, właśnie w Pałacu Książęcym rządziła jego siostra Eliza.

Mieszkańcy Lukki i liczni turyści zwiedzający tę perłę architektury byli w ostatnim czasie świadkami osobliwych pomiarów i badań prowadzonych w historycznym centrum przy pomocy różnych urządzeń. Jak zauważa włoska agencja, choć niektórzy brali tam tropicieli duchów za żartownisiów, ci bardzo serio podchodzą zawsze do swej pracy. Polega ona, jak wyjaśniono, głównie na wykluczaniu obecności dających się zmierzyć zjawisk zewnętrznych, które mogłyby wywołać wrażenie pojawienia się ducha.

Rezultatów poszukiwań w toskańskim mieście nie przedstawiono. Media zauważają, że tropiciele duchów stanowili tam dodatkową, nieoczekiwaną atrakcję turystyczną.



zwiń tekst

Wracają z krainy światła, nie boją się śmierci! - ludzie, którzy przeżyli śmierć kliniczną.
Czw, 20 kwi 2017 11:32 | komentarze: 6 czytany: 5765x

Na początku? Są zdziwieni, że widzą własne ciało. 'Wydawałem się sobie znacznie przystojniejszy!' - szczerze opowiada jeden z tych, którzy przeżyli śmierć kliniczną. Po tym, jak przekonali się o "życiu po śmierci" zmienia się ich nastawienie do świata. Nie tylko przestają bać się śmierci, ale także wręcz okazują jej lekceważenie. Zaczynają dbać o to, aby cieszyć się każdą minutą życia, nie krzywdzić.......

czytaj dalej

Na początku? Są zdziwieni, że widzą własne ciało. 'Wydawałem się sobie znacznie przystojniejszy!' - szczerze opowiada jeden z tych, którzy przeżyli śmierć kliniczną. Po tym, jak przekonali się o "życiu po śmierci" zmienia się ich nastawienie do świata. Nie tylko przestają bać się śmierci, ale także wręcz okazują jej lekceważenie. Zaczynają dbać o to, aby cieszyć się każdą minutą życia, nie krzywdzić innych, czasami oddają zgromadzony majątek.

Ich relacje często pojawiają się w serwisie FN - warto tu przypomnieć film "Życie po Życiu".

W "Dużym Formacie" Gazety Wyborczej ukazał się tekst Wojciecha Staszewskiego "Zmartwychwstańcy. Ludzie, którzy przeżyli śmierć kliniczną, boją się mniej". Prezentujemy ten tekst dziale FN24, bo jest bardzo ciekawy.


Nagle pojawiła się moja babcia i mówi: "Wróć, to nie jest twój czas". Obudziłam się na stole operacyjnym ku wielkiemu zdumieniu lekarzy.

Beata umarła w 1988 roku

Miałam 17 lat i powiedziałam rano do mamy, że coś mnie rozbiera, a mama, żebym lepiej została w domu, bo znów będzie antybiotyk. A to się chyba odzywał krwiak w mózgu po wypadku, który miałam trzy lata wcześniej na ulicy.
Mama wyszła do pracy, a jak wróciła, to w domu było pobojowisko. Z szafek powyciągane, porozrzucane, a ja nieprzytomna na środku pokoju. Czegoś w tych szafkach widać szukałam.
Mama wezwała pogotowie, trafiłam od razu na neurologię. W drodze na salę operacyjną jeden lekarz powiedział: „Z niej już nic nie będzie”. A ja to słyszałam. I widziałam swoje ciało leżące na stole operacyjnym.

Potem byłam w tunelu, z którego powolutku wyszła jasna istota. Ale ja spojrzałam w bok i zobaczyłam tam inny świat. Był zbudowany według całkiem innej architektury, same łagodne kopuły, żadnych ostrych krawędzi. Jasne kolory, piękny park, a w nim dużo roślin, nieznane kwiaty.
Nagle pojawiła się moja babcia i mówi: „Wróć, to nie jest twój czas”. I zaraz obudziłam się obolała na stole operacyjnym ku wielkiemu zdumieniu lekarzy.

W szpitalu rozmawiałam z panią psycholog, która interesuje się też parapsychologią. Radziła nie mówić nic lekarzom, bo „powiedzą tylko, że to niedotlenienie mózgu”. Ale jak na obchód przyszedł ten lekarz, który postawił na mnie krzyżyk podczas operacji, to nie wytrzymałam: „Powiedział pan doktor, że ze mnie już nic nie będzie”. Podczas kolejnych obchodów nie wchodził do mojej sali.

29 lat później ludzie, którzy przeżyli śmierć kliniczną, piszą do Biura Duchów. – Opowiedzieli o tym księdzu, a ksiądz spytał: „Czy widziałaś tam Jezusa? Jeśli nie, to były to diabelskie halucynacje”. Więc są przerażeni. Do tego lekarze mówią im, że to majaczenia niedotlenionego mózgu – mówi Beata Kampa, która umarła w 1988 roku. Biuro Duchów prowadzi w bloku w Zabrzu.
Do Biura Duchów zgłosili się między innymi:
Ola Herman, wówczas polska piosenkarka, dziś podolog w Szwecji;
Andrzej Marczewski, reżyser teatralny;
Kris Rudolf, wtedy producent telewizyjny, dziś artysta.

Autostrady światełek.

Ola umarła w 1973 roku. Mój mąż Janusz zginął w 1974 roku w wypadku samochodowym. Jechał do Zakopanego, z Doliny Kościeliskiej wyjechał mu samochód, był bez szans. Ale ja się tym wcale nie zmartwiłam. Byłam spokojna, bo wiedziałam, gdzie on jest. Ja mu zazdrościłam! Nie potrafiłam płakać. Dlaczego my w ogóle płaczemy na pogrzebach? Cieszmy się! Powinniśmy płakać, kiedy rodzi się dziecko i przychodzi na ten okropny świat. Bo to tamten świat jest wspaniały. Byłam tam.

Rok wcześniej przeżyłam śmierć kliniczną. Podczas remontu naszego warszawskiego mieszkania zatrułam się gazem z uszkodzonej rury. Mąż znalazł mnie w domu nieprzytomną, wezwał karetkę i w tej karetce moje serce przestało bić. Ekipa z karetki już się poddała, wtedy mąż, lekarz, skoczył na nosze i sam zaczął mnie reanimować.

A ja w tym czasie rozmawiałam ze świetlistą postacią promieniującą miłością. Zobaczyłam całe swoje życiem nie tyle jak na filmie, ile w postaci trójwymiarowego hologramu. Poprosiłam też świetlistą postać, żebym mogła zobaczyć kulę ziemską z góry, bo miałam takie marzenie od czasu lotu Jurija Gagarina w kosmos. I natychmiast ją zobaczyłam. Tyle że z ziemi szły do góry autostrady światełek. Ta postać wyjaśniła mi, że to dusze, które opuszczają ziemię, i te, które na nią wracają. Ja nie chciałam wracać, więc postać pokazała mi dom w Zakopanem, w którym mieszkałam z mężem. A ja nic. Wtedy pokazała, jak mama kręci się u siebie po kuchni. „O Boże, przecież ona o niczym nie wie. Ona tego nie przeżyje” – pomyślałam. I ogromna siła wtłoczyła mnie z powrotem w ciało. Wszystko mnie bolało, najbardziej żebra połamane podczas reanimacji.

Andrzej umarł w 1996 roku

Wystawiałem w Białymstoku „Fausta” Goethego, skończyłem próbę o 22 i wracałem do domu samochodem. Na wyjeździe z Zambrowa wyjechał z lasu tir bez świateł, rozbiłem się na nim. Potem miałem część klasycznych doświadczeń opisywanych w literaturze, a część zupełnie innych.
Widziałem to, co się działo, z góry. Miałem poczucie, że w czymś jestem i że to jest dobre. Czułem spokój, żadnego strachu. Uruchomiły mi się inne receptory, inne niż obraz, dotyk, słuch, węch, smak. Nie potrafię powiedzieć jakie. Przełączyły mi się kolory, były czerwień i coś złotego. Chociaż ja wtedy jeszcze nie widziałem aury. Tego nauczyłem się dopiero dziś, kiedy jestem na wyższym poziomie duchowym.

Sąd w szarej komnacie

Kris umarł w 1989 roku. Żyłem intensywnie: dużo używek, co chwila panienki. I któregoś dnia organizm, a raczej moja istota duchowa, kazał mi się zatrzymać. W biały dzień na ulicy Brackiej zatrzymało mi się serce. Poczułem olbrzymią falę ciśnienia, napęczniały mi gałki oczne, padłem na chodnik, zacząłem się dusić. I nagle jakby mnie przepchnęło na drugą stronę, cierpienie przeszło, a ja pomyślałem: „O, kurwa, jakie to łatwe”.


Byłem w górze, widziałem klientów chodzących po pierwszym, po drugim piętrze domu towarowego Smyk, który miał takie duże szyby. Chciałem polecieć do kumpli, pochwalić im się, że latam. Ale patrzę na dół – tłum ludzi i leży jakaś kukła. Rozpoznałem w tej kukle siebie i zrozumiałem, że jestem w dziwnej sytuacji: tu i tu.

Potem znalazłem się w nieprzyjemnej ciemności, było wilgotno, a ja się dokądś przesuwałem. Okazało się, że to tunel, atmosfera zaczęła się rozświetlać i pojawiła się osobowa chmura złotego światła. Powiedziała: „Znowu jesteś”, a ja się w nią wtuliłem.


Spotkałem się z moimi przodkami. Pomyślałem o matce i zaraz znalazłem się u niej w domu. O koledze – i już go widziałem. W tamtym stanie widzi się wszystko dookoła. Potem było coś na kształt sądu w komnacie z szarego kamienia. Na tronie siedziała szara istota i czepiała się mnie o różne głupstwa, tak pomyślałem. Nie chciałem wracać, ale pokazano mi, jak zza kurtyny teatralnej, kilka wydarzeń, o których marzyłem. I po chwili zanurkowałem znów w swoje ciało, które było ciasne, brudne, oślizłe i niewygodne.

Śmierć, tunel, światło.

O przeżycia towarzyszące śmierci klinicznej zapytałem specjalistów: Jerzego z fundacji Nautilus badającej zjawiska paranormalne.
księdza dr. hab. Jacka Tomczyka z UKSW, który specjalizuje się w archeologii;
dr. Mateusza Zatorskiego, psychotransplantologa z Uniwersytetu SWPS w Poznaniu.
Jerzy o boskich cechach:

Boję się jeździć samochodem z ludźmi, którzy przeżyli śmierć kliniczną. Oni jeżdżą jak wariaci. Nie obawiają się śmierci, wręcz za nią tęsknią. Najbardziej pod wpływem tego przeżycia zmieniają się ateiści. Zaczynają wierzyć w duszę. Dużo mówią o Bogu, mają świadomość istnienia wyższego bytu. Ale niekoniecznie stają się religijni, do kościoła raczej nie chodzą, a jeśli już, to niezbyt regularnie. Wszyscy zmieniają swoje życie. Wiedzą, że najważniejsze jest nie to, co mamy, tylko to, co dajemy innym. Że tylko to zabierzemy na tamtą stronę. Stają się też tolerancyjni. Łatwiej wybaczają. A umiejętność wybaczania to jedyna boska cecha, jaką mamy. Osobiście znam takich ludzi około 30. Relacji mam zebranych około 300.


Ksiądz dr hab. Jacek Tomczyk o fizyczności i duchowości:

Wierzę w życie po śmierci, ale nie wierzę, że te osoby uchwyciły niebo. To raczej fizjologiczny stan przechodzenia, ale bardzo szybko odwrócony. Bo skoro ten tunel jest namacalny, fizyczny, to czy to może być coś duchowego, jeśli jest też fizyczne? Niebo to coś niematerialnego.

Dr Mateusz Zatorski o śmierci:

Odchodzenie z tego świata to proces. Jedne struktury mózgu przestają pracować, ale inne mogą się aktywizować na krótki czas. To zwyczajna reakcja mózgu na niezwyczajną sytuację. Podobnie jak w udarach mogą występować zaburzenia widzenia, a napady padaczki poprzedzone mogą być dziwnymi doznaniami zapachowymi. Osoby przeżywające ciężką traumę mogą również doświadczać stanów opisywanych jako „opuszczanie swojego ciała”. To proces związany z dysocjacją, mechanizmem obronnym, którego mózg używa przy traumatycznym przeżyciu: to „ktoś” jest krzywdzony, nie „ja”, bo ja to obserwuję z daleka.

Dr Mateusz Zatorski o życiu po śmierci: – Warto się zastanowić, jaką funkcję spełniają takie doświadczenia i jakie pozytywne efekty mogą przynieść. Może są częścią tzw. wzrostu potraumatycznego? Następuje wtedy rozwój duchowy, intensywniejsze poszukiwanie odpowiedzi na pytania o sens życia. Jako psycholog patrzyłbym, czy i jak ci ludzie radzą sobie z traumą, którą przeżyli. Głośno o śmierci klinicznej mówią raczej ci, którzy wzrastają po jej przeżyciu. Ale tych nieradzących sobie jest w mojej ocenie znacznie więcej.

Beata przyjmuje dwie dusze

Po śmierci klinicznej w liceum Beata idzie na rachunkowość, zostaje księgową. Stoi twardo na nogach, żyje w świecie liczb. Ale zaczynają jej się śnić zmarli. Nieżyjąca babcia mówi o dzieciństwie matki Beaty. Kiedy Beata to rano opowiada, matka nie może się nadziwić, skąd córka zna takie szczegóły.
Beata nawiązuje głęboką relację z nieżyjącym ojcem. Nigdy go nie poznała, rodzice rozstali się jeszcze przed urodzeniem Beaty, ojciec jej nigdy nie zobaczył, bo umarł kilka lat później na zawał. W snach dowiaduje się od ojca, że to matka nie chciała go dopuścić do dziecka. I nawet się w tych snach z ojcem zaprzyjaźniają.

Beata opowiada, że ojciec prosi ją, by przyjęła do siebie dwie dusze, z którymi jest tam blisko zaprzyjaźniony. Beata się godzi, a potem rodzi dwie córeczki.
Dziś Beata wierzy w reinkarnację: – Po śmierci klinicznej przestałam chodzić do kościoła. Zobaczyłam, że tamten świat ma niewiele wspólnego z tym, co się dostaje w Kościele. Ja mam osobisty rachunek z Bogiem, cały czas otwarty. Jesteśmy cały czas połączeni, bo nasza dusza jest cząstką boską. Nie muszę się z niczego spowiadać, kiedyś i tak się z Bogiem rozliczę. Bo jestem sumą swoich uczynków.

Kiedy kończy 40 lat, zapisuje się na psychotronikę w Instytucie Psychologii Stosowanej. Zakłada blog i stronę na Facebooku pod nazwą Biuro Duchów, pisze na nim o życiu pozagrobowym i zbiera relacje osób po śmierci klinicznej.
– We mnie ta zmiana musiała dojrzeć. Ziarenko rozrosło się do bloga i odwagi mówienia o tym wszystkim – podsumowuje Beata. I cieszy się z tego, co przeżyła: – To prawdziwe opamiętanie. Dar i łaska. Reset w matriksie.

Ola wybiera stopy

Ola po wyjściu ze szpitala jest coraz bardziej rozczarowana mężem: – Gdy się poznaliśmy, pomagał ludziom. Pracował w szpitalu w Zakopanem, jak babcie przychodziły, to grosza nie wziął, nawet jak mu wciskały. A potem wsiąkł w miejscową elitę. Zaczęło się lepsze leczenie za łapówki. Puste rozmowy na przyjęciach u nas w domu, nieustanna licytacja, kto bogatszy, kto lepszy.
Długo tego nie widziała, ale teraz zaczyna się buntować: „Janusz! Tyś się sprzedał!”.
Mąż próbuje ją ugłaskać prezentami. – Odmawiałam złota, futer. Mówiłam mu: „To są brudne pieniądze”. I próbowałam żyć za swoje – opowiada Aleksandra.
Zastanawia się, co robić. Codziennie rozmawia z Bogiem. Nie w kościele, religijna nie była nigdy, tylko w głowie. Przez kilka miesięcy po swojej śmierci ma wrażenie bezpośredniego połączenia z zaświatami. Słyszy też w głowie myśli ludzi w autobusie. Składa papiery rozwodowe w sądzie w Nowym Targu. Kiedy mąż ginie w wypadku, Ola jest przekonana, że to nie przypadek. Uważa, że Bóg go zabrał do siebie.

Po śmierci męża Ola Herman zmienia swoje życie. Wcześniej była gwiazdą estrady, śpiewała w zespole Quorum, w 1970 roku podbili Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu piosenką „Ach, co to był za ślub”. A Ola została wybrana przez fotoreporterów na „najpiękniejszą pannę młodą”. Jeździli z Quorum po Polsce, a nawet do Czechosłowacji, występowali w telewizji. – Ale ja się źle czułam w tym środowisku. Mnie blichtr i glamour nigdy nie interesowały – wyjaśnia. Odchodzi z zespołu, trafia do warszawskiego Teatru Muzycznego na Targówku. W 1980 roku, za „Solidarności”, tworzy tam teatrzyk dla dzieci.
Czy nie odczuwałam porażki? Wręcz przeciwnie, wreszcie czułam sens życia – mówi.

W stanie wojennym dostaje od dyrekcji teatru propozycję nie do odrzucenia. Zostanie w pracy, jeśli zapisze się do PZPR. Odmawia. Idzie do kasy po pieniądze za ostatnie występy, wsiada do autobusu i myśli, z czego teraz utrzyma siebie i córkę. I nagle widzi na jakimś budynku ogłoszenie: „Kurs manicure/pedicure. Ostatnie miejsca”. Biegnie do kierowcy: „Proszę pana, proszę pana, ja jestem ze wsi, przejechałam swój przystanek, wypuści mnie pan?”.
Zostaje specjalistką od pedikiuru lekarskiego. Trafia do salonu Polleny, wszystkie warszawianki chcą się do niej zapisywać, zwłaszcza te, które wciąż nucą czasem „Ach, co to był za ślub”.

Ola jest szczęśliwa. Tym bardziej że udaje jej się załatwić lokal na teatrzyk dziecięcy na warszawskim Ursynowie. Gra Królową Śniegu, występuje w przedstawieniach mikołajkowych. Razem z koleżanką psycholożką zakładają klubik dla dzieci. – Żeby pomóc matkom, które godzinami stały w kolejkach za jedzeniem – wyjaśnia. Tworzą psychologiczną grupę wsparcia. – Bo w stanie wojennym ojcowie strasznie pili, dzieci uciekały z bloków – tłumaczy. – Pomyślałam, że to jest moje powołanie.
Zatrzymują ją na solidarnościowej demonstracji, dociskają na przesłuchaniu, żeby wydała znajomych z podziemia. Ola postanawia wyjechać, sąsiad, który wcześniej wyemigrował do Szwecji, namawia, żeby podążyła za nim. W ośrodku dla uchodźców kierują ją na kurs podologii – zostaje lekarzem stóp. Idzie do pracy w domu seniora. Tym zajmuje się przez ostatnie 30 lat.

Jestem dumna, że mogę nieść ulgę potrzebującym. I mamy tu w domu seniora teatr. Uczę moich staruszków polskich piosenek, oni mnie uczą szwedzkich – wyjaśnia Aleksandra. – Gdyby nie śmierć kliniczna, pewnie poszłabym tą samą drogą. Ale zyskałam radość dawania. Cieszę się, że jak tam wrócę, nie będę się musiała wstydzić.
Andrzej czyta o fizyce kwantowej
Wcześniej patrzyłem na świat materialnie, a duchowość była zamknięta w Kościele, w Dekalogu – mówi Andrzej Marczewski.

Teraz inaczej rozumiem świat. Wiem, że duchowość jest energetyką, jestem po lekturach książek o fizyce kwantowej. I wyczuwam np. energię człowieka, z którym rozmawiam. Pana energia? Pyta pan, czy jest pan człowiekiem złym, czy dobrym, tak? Pan szuka swojej drogi, nie jest pan na szczęście sformatowany.
Jego dzieło życia to wystawiany od 36 lat w różnych teatrach „Mistrz i Małgorzata” Bułhakowa: – Miałem osiem czy dziewięć realizacji w różnych teatrach. Pierwszy mój Jezus był postacią całkowicie kanoniczną. Po moim przeżyciu stał się kimś metafizycznym, wyrazem energii.

Kris wierzy w sens życia

Po śmierci Kris zaczyna porządkować swoje życie. Rzuca palenie. Przestaje pić. Nie całkiem, ostatnio na sylwestra wypił dwie szklaneczki whisky. – Ale przestałem widzieć sens w zamulaniu się – deklaruje.
Opowiada, jak kiedyś dzień w dzień pili piwo z kolegami w knajpie. Aż pewnego dnia Kris przestał się tam pojawiać. Gdy wpadł po dwóch tygodniach, zamówił sobie colę. I niby wszystko było jak dawniej, ale Kris poczuł dystans. A po kolejnych dwóch tygodniach wytrzymał przy stoliku 10 minut i stwierdził: „Ożeż, o czym oni bredzą?”.
Żeni się. A potem rozwodzi. Mówi, że błędy to coś, czego musimy doświadczać. I że jeśli ktoś jest odpowiednio rozwinięty duchowo, nikogo nie skrzywdzi.

Przestają go interesować filmy, muzyka. Nawet piłka nożna jest mu obojętna, chociaż kiedyś trenował ten sport. Nie je mięsa, nawet jajek. Więc coraz rzadziej bywa u znajomych, bo nie mieliby go czym poczęstować. – Ale nie czuję się samotny, dobrze się czuję sam ze sobą – mówi. Na spotkanie przyjeżdża olbrzymim samochodem, na szyi ma wisiorek tao, na rękach korale.
Nie wierzy w naukę Kościoła, do którego pędziła go co tydzień mama: – Ci, co wierzą w Jezusa, po śmierci zobaczą Jezusa. Ci, co boją się diabła, po śmierci zobaczą swoje demony.
On wierzy w fizykę kwantową: – Pokazano mi świat z tamtej strony. Wyglądał jak scena teatralna, na której stoją zastawki podpierające dekorację. Jesteśmy hologramami, wszystko jest iluzją, i tu, i tam. Stół tylko udaje stół, to jest ta sama energia, z której i my jesteśmy zbudowani.
I jeszcze w sens życia:

Sensem życia jest życie. W życiu o nic nie chodzi poza samym życiem, radością, miłością, szczęściem.





zwiń tekst

CZEMU JEST TYLE NIESZCZĘŚĆ? GDZIE JEST CHRYSTUS?! - zaskakujące słowa papieża Franciszka podczas nieplanowanej homilii
Nie, 16 kwi 2017 15:11 | komentarze: 5 czytany: 4249x

Papież Franciszek w wielkanocnym orędziu 16 kwietnia 2017 zaapelował o pokój w Syrii i niesienie pomocy jej ludności, o położenie kresu konfliktom w Iraku, na całym Bliskim Wschodzie, na Ukrainie i w Afryce. Mówił o ludziach zmuszanych do ucieczki z powodu wojen i terroryzmu. Wcześniej papież wygłosił nieplanowaną homilię i w niej znalazły się słowa, które z uwagą wysłuchaliśmy na pokładzie okrętu.......

czytaj dalej

Papież Franciszek w wielkanocnym orędziu 16 kwietnia 2017 zaapelował o pokój w Syrii i niesienie pomocy jej ludności, o położenie kresu konfliktom w Iraku, na całym Bliskim Wschodzie, na Ukrainie i w Afryce. Mówił o ludziach zmuszanych do ucieczki z powodu wojen i terroryzmu. Wcześniej papież wygłosił nieplanowaną homilię i w niej znalazły się słowa, które z uwagą wysłuchaliśmy na pokładzie okrętu Nautilus. Oznaczają one bowiem jedno: papież Franciszek często zadaje sobie pytania, które pojawiają się także w naszych serwisach (udzielając odpowiedzi zawsze poruszamy wątki związane z reinkarnacją i karmą czyli siłą przeznaczenia wiążącą się z poprzednimi żywotami, gdyż inaczej w żaden sposób nie można na te pytania rozsądnie odpowiedzieć posługując się np. teologią katolicką)

Wcześniej wbrew tradycji papież wygłosił improwizowaną, nieplanową homilię. Tradycja mszy w tę świąteczną niedzielę
nie przewiduje homilii ze względu na wielkanocne orędzie. jednak tym razem Franciszek ją wygłosił. Zadał pytanie:


- A on mi odpowiedział: 'Tak, ale on zapytał syna, który się zgodził. A mnie nie zapytano, czy tego chcę. I to nas wzrusza - dodał Franciszek.

- Nikt z nas nie został zapytany: jesteś zadowolony z tego, co dzieje się na świecie? Jesteś gotów nieść ten krzyż? - mówił papież. Wskazał, że Kościół wciąż mówi:

- Zatrzymaj się, Jezus zmartwychwstał. Franciszek zauważył też, że ma to szczególne znaczenie w świecie, gdzie panuje mentalność odrzucania tych, którzy nie są przydatni.

- Także my, kamyki na drodze, na tej ziemi bólu, tragedii, z wiarą w zmartwychwstałego Chrystusa mamy znak pośród tylu katastrof. Sens, by sięgać dalej wzrokiem, by mówić, aby nie patrzeć w mur, bo za nim jest horyzont - powiedział papież. Zachęcił wiernych do refleksji nad codziennymi problemami, chorobami, wojnami i ludzkimi tragediami oraz do tego, by w ich obliczu powtarzać: "nie wiem, jak to się wszystko dzieje, ale jestem pewien, że Chrystus zmartwychwstał". Po wielkanocnym orędziu papież złożył wiernym świąteczne życzenia. Na zakończenie Franciszek udzielił błogosławieństwa Urbi et Orbi, czyli miastu i światu.

Źródło: PAP (http://www.tvn24.pl)

 



zwiń tekst

NAWIEDZONY DOM W CHILE WYSTRASZYŁ POLICJANTÓW - mieszkańcy zostali ewakuowani
Nie, 16 kwi 2017 05:34 | komentarze: brak czytany: 1831x

Posiadłość w Chile stała się popularna dzięki filmowi, który nakręcono w jednym z pomieszczeń. Do mieszkania został zaproszony mężczyzna, w celu odpędzenia złych duchów. Podczas procedury "oczyszczania" domu, zaczęły dziać się dziwne rzeczy.W trakcie rytuału, lampa zaczęła się huśtać, tworząc dziwne cienie na ścianach. Na nagraniu widać też przemieszczające się garnki i sztućce oraz otwierające się.......

czytaj dalej

Posiadłość w Chile stała się popularna dzięki filmowi, który nakręcono w jednym z pomieszczeń. Do mieszkania został zaproszony mężczyzna, w celu odpędzenia złych duchów. Podczas procedury "oczyszczania" domu, zaczęły dziać się dziwne rzeczy.

W trakcie rytuału, lampa zaczęła się huśtać, tworząc dziwne cienie na ścianach. Na nagraniu widać też przemieszczające się garnki i sztućce oraz otwierające się szafki. W pewnym momencie, do autora filmu przysunęło się czerwone wiaderko. W kuchni znajdował się wyłącznie mężczyzna nagrywający wideo.

Wyczuwam tutaj obecność dziecka, próbuje przed czymś uciec – powiedział mężczyzna odprawiający rytuał.

Na miejsce przybyli policjanci, którzy zostali wezwani przez sąsiadów. Okoliczni mieszkańcy słyszeli krzyki i wrzaski, jakie dobiegały z mieszkania, dlatego zdecydowali zadzwonić po pomoc.

    W niewyjaśniony sposób spadły narzędzia kuchenne, szklanki zaczęły pękać, materace wibrowały. Wezwaliśmy diabła do opuszczenia tego miejsca i skierowaliśmy się do drzwi. Chwilę później poczułem, jakby ktoś uderzył mnie nożem w plecy, co jest niemożliwe, ponieważ miałem kamizelkę kuloodporną – powiedział Corporal Olavarria z miejscowej policji.

Jak pisze DailyStar.co.uk - policjanci byli przerażeni. Pod budynkiem zebrali się inni mieszkańcy, którzy zaczęli modlić się o ratunek dla opętanej duszy. Mundurowi uznali, że miejsce jest niebezpieczne i postanowili ewakuować wszystkie osoby z okolicznych mieszkań. Zarząd miasta zaoferował tymczasowe miejsca pobytu dla poszkodowanych.



zwiń tekst

PROCES O JEDEN Z NAJSŁYNNIEJSZYCH PRZYPADKÓW NAWIEDZONYCH DOMÓW
Nie, 16 kwi 2017 05:12 | komentarze: brak czytany: 1469x

Czy historia z horroru była oparta na faktach? Proces o 900 mln dolarów ma to udowodnić.  Wytwórnia filmowa Warner Brothers uwikłała się w jeden z najdziwniejszych procesów w historii. Musi udowodnić, że fabuła horroru „Obecność” opiera się na prawdziwych wydarzeniach.Reklamowana hasłem „Prawdziwa historia Warrenów” seria horrorów „Obecność” to kasowy hit ostatnich lat. Do tej pory .......

czytaj dalej

Czy historia z horroru była oparta na faktach? Proces o 900 mln dolarów ma to udowodnić.  Wytwórnia filmowa Warner Brothers uwikłała się w jeden z najdziwniejszych procesów w historii. Musi udowodnić, że fabuła horroru „Obecność” opiera się na prawdziwych wydarzeniach.

Reklamowana hasłem „Prawdziwa historia Warrenów” seria horrorów „Obecność” to kasowy hit ostatnich lat. Do tej pory studio Warner Bros. zarobiło na tej opowieści grozy ponad miliard dolarów. Filmy opowiadają o małżeństwie, które poświęciło życie dla badań nad zjawiskami niewytłumaczalnymi, paranormalnymi. Sęk w tym, że Ed i Lorraine Warrenowie prawa do swoich historii sprzedali w 1978 roku pisarzowi Geraldowi Brittle'owi. To właśnie on domaga się teraz odszkodowania od giganta z Hollywood.

Autor ksiażki „Demonolodzy. Ed i Lorraine Warren” twierdzi, że firma Warner Bros. nie miała prawa do podpisania w 1997 roku drugiej umowy z małżeństwem Warrenów, na podstawie której tworzone są dziś horrory z serii „Obecność”. W 2015 roku Brittle wystosował oficjalne pismo do wytwórni, w którym domagał się wstrzymania prac nad kolejnymi częściami. W odpowiedzi usłyszał, że historie przedstawione na ekranie opierają się na „historycznych faktach” i nie można mówić w tym wypadku o złamaniu praw autorskich.

Skonfrontowany z takim argumentem pisarz wyczuł swoją ogromną szansę na zdobycie majątku i wystosował pozew sądowy o gigantyczną kwotę 900 milionów dolarów zadośćuczynienia, jeżeli Warner Bros. nie udowodni, że filmy powstały w oparciu o faktyczne zdarzenia.

– Jeżeli filmy pozwanych nie powstały na podstawie faktów, nie mogą oni twierdzić, że są chronieni i zwolnieni z przestrzegania prawa autorskiego – podkreślał wynajęty przez Brittle'a prawnik. Sam pisarz na potrzeby procesu całkowicie zmienił zdanie na temat opowieści małżeństwa Warrenów i ogłosił, że są one od początku do końca zmyślone.


Z naszego doświadczenia wynika, że każde dowody na istnienie zjawisk niewyjaśnionych przy odpowiedniej dawce złej woli mogą być storpedowane i zniszczone. Szanse pazernego do nieprzytomności autora zapomnianej książki są więc bardzo duże...



zwiń tekst

STRONA
1 40 41 42 43 44 45 46 49
Strona 43 / 49

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Z POCZTY DO FN: [...] Kapitanie, Droga FN, Może pytanie mało ważne ale jestem ciekaw Waszej odpowiedzi. Jakie jest Wasze zdanie na temat wyborów? (nie mam tu na myśli tych konkretnych wyborów prezydenckich ale ogólnie takiego rozwiązania systemowego - globalnie) Kandydaci (nie ważne jacy Polska/ za granicą ) są wskazywani przez rządy/partie i 'pchani' na konkretne stanowiska tak aby dla danych ugrupowań było jak najlepiej (pieniądz rządzi). Czy warto wspierać ten system, w którym kandydat...

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wt, 30 cze 2020 07:04 | Witam, Czy zgłosił się może do Was ktoś kto dokonał 'jakiejś' obserwacji z powiatu cieszyńskiego w nocy 27 na 28 czerwca (noc z soboty na niedziele)?Np. z gminy Brenna, bądź dalej Ustroń, Skoczów albo sam Cieszyn etc.? Albo i Bielsko-Biała? Jeśli można oczywiście prosić. Niekoniecznie spodziewam się twierdzącej odpowiedzi, ale... nie zaszkodzi zapytać, prawda? Takiej obserwacji mógł ktoś dokonać gdzieś w godzinach pomiędzy 22:50 a 00:20Nie miałem przy sobie zegarka, więc nie potrafię ...

Dziennik Pokładowy

Niedziela, 3 maja 2020 | Miałem zabawne spotkanie z moim wiernym słuchaczem sprzed lat. Wtedy młodym chłopakiem, a dziś poważnym panem z rodziną, dziećmi i siwiejącymi skroniami. Dopiero patrząc na niego zobaczyłem dyskretny urok upływu czasu, który dotyczy przecież każdego z nas. Zadał mi ciekawe pytanie... Panie Robercie, jak można utrzymać pasję przez tyle lat? Przecież reszta pasjonatów panu podobnych dawno odpadła od...

czytaj dalej

FILM FN

FORMACJA UFO NAD MORZEM - 2019

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.