Dzisiaj, oglądając jeden z wywiadów pana Bernatowicza na YouTube, przypomniała mi się historia, która wydarzyła się kilka lat temu. Rozmowa dotyczyła osób zmarłych, dusz oraz różnych niewyjaśnionych doświadczeń zgłaszanych przez ludzi. W pewnym momencie pomyślałem o zdarzeniu, którego sam byłem świadkiem i które do dziś pozostaje dla mnie zagadką. Nie kontaktuję się z Państwem po to, aby kogokolwiek przekonywać do konkretnej interpretacji tej historii.
Chciałbym po prostu podzielić się wydarzeniem, które rzeczywiście miało miejsce. Całkowicie zaręczam, że opisuję fakty tak, jak je zapamiętałem. Nie jest to wymyślona opowieść ani próba stworzenia sensacyjnej historii. Być może znajdą Państwo w niej coś interesującego lub wartościowego z punktu widzenia swoich badań. Historia dotyczy mojej partnerki, która przeżywała wówczas bardzo trudny okres. Rok przed śmiercią swojego taty straciła ukochanego psa, z którym była związana przez wiele lat. Był on dla niej kimś znacznie więcej niż zwierzęciem. Jego odejście było ogromnym ciosem. Niedługo później ciężko zachorował jej tata. Przez około rok trwała walka o jego życie, która niestety zakończyła się jego śmiercią. Był to dla niej niezwykle bolesny czas. Po odejściu taty bardzo cierpiała i, jak wiele osób po stracie najbliższych, pragnęła choćby najmniejszego znaku, że po drugiej stronie wszystko jest w porządku.
Kilka tygodni po jego śmierci wydarzyło się coś, czego do dziś nie potrafię racjonalnie wyjaśnić. Otrzymałem SMS z numeru telefonu mojej partnerki. Treść wiadomości była bardzo nietypowa. Składała się z kilku zdań, które sugerowały, że jej pies jest szczęśliwy, biega po łące, a wraz z jej tatą chodzą na spacery i wszystko jest dobrze. Pamiętam, że wiadomość wywołała u mnie ogromne zdziwienie. Napisałem do partnerki z pytaniem, dlaczego wysłała mi takiego SMS-a. Odpowiedziała, że niczego nie wysyłała. Sprawdziła telefon i rzeczywiście nie było śladu takiej wiadomości w historii wysłanych SMS-ów.
Najbardziej zastanawiające odkryliśmy jednak później. Analizując treść wiadomości, zauważyliśmy, że poszczególne zdania rzeczywiście pochodziły z dawnych SMS-ów, które moja partnerka wysyłała mi na przestrzeni miesięcy czy nawet lat. Były to fragmenty różnych rozmów, dotyczących zupełnie innych sytuacji. Jedno zdanie odnosiło się do spaceru z psem, inne do jego zachowania, jeszcze inne do codziennych spraw.
Wyglądało to tak, jakby ktoś zebrał pojedyncze fragmenty z wielu różnych wiadomości i połączył je w jeden spójny komunikat. Co niezwykłe, całość tworzyła bardzo konkretny przekaz. Przekaz, którego sens można było odczytać jako informację, że jej tata i ukochany pies są razem, są szczęśliwi i że wszystko jest w porządku.
Do dziś nie wiem, w jaki sposób taka wiadomość mogła zostać wygenerowana i wysłana. Nie znam żadnego technicznego wyjaśnienia tego zdarzenia. Być może takie istnieje. Jednocześnie trudno było nie zwrócić uwagi na symbolikę całej sytuacji oraz na moment, w którym się wydarzyła. Niezależnie od tego, jak interpretować ten przypadek, pamiętam, że dla mojej partnerki miał on ogromne znaczenie. Wiadomość przyniosła jej spokój, którego bardzo wtedy potrzebowała. Miała poczucie, że otrzymała odpowiedź na pytanie, które od tygodni nosiła w sobie.
Po latach nadal wracam myślami do tej historii i nadal nie potrafię jej wyjaśnić. Być może jest to jedynie niezwykły zbieg okoliczności. Być może kryje się za tym coś więcej.
Pozostawiam to ocenie Państwa i czytelników Fundacji Nautilus.
