Dzień dobry Panie Robercie, jak i całej ekipie Nautilus.
Sytuacja ta miała miejsce w 2017 roku. Pamiętam ją w szczegółach do teraz. Nadmienię, że od wczesnych lat, około 12. roku życia, zawsze zastanawiał mnie sens życia. Nie pasowało mi piekło i niebo i tak jakby podświadomie wiedziałam, że jest inaczej - że żyjemy wiele razy. Od zawsze też czułam, że muszą istnieć też inne cywilizacje oprócz nas. Interesował mnie ten temat, który dokładniej zgłębiłam z Waszej strony wiele lat temu. Zawsze chciałam żyć szczęśliwiej, lepiej pod względem rozwoju swojego światła, duszy czy jak kto woli. I tak też się staje od wielu lat poprzez pracę nad sobą :) Co więcej, zmieniając siebie, zauważyłam, że mąż i dzieci też się zmieniają. Ale do rzeczy, chciałam opisać pewną sytuację, która dotyczy mojego synka.
Tak jak pisałam, było to w roku 2017. Tak obliczyłam. Synek miał wtedy koło 4 latek. Był to grudzień, piątek. Przyjechałam z zakupów i weszłam do sypialni, żeby się przebrać. Mamy tam dużą szafę z lustrem. Na komodzie leżała taka biała opaska na włosy dla dziewczynek z aureolką z białego puchu z piór. Starsza córka miała mieć jasełka i była dla niej.
Synek wziął tę aureolę (opaskę), założył ją sobie na głowę i, przeglądając się w lustrze, powiedział do mnie: „Patrz mamo - wyglądam jak dusza”. Zdziwiłam się, że użył tego słowa, ale uśmiechnęłam się i odpowiedziałam mu: „Chyba jak aniołek”. Wtedy on do mnie: „Nie jak dusza, bo ty nie wiesz, że kiedyś byłem tam wysoko w niebie i ja tam sobie ciebie wybrałem, żebyś była moją mamą. A jak nie wiesz do końca, jaką mamę masz wybrać, to są tam takie świecące, złote postacie, które ci w tym pomagają”. Wtedy przeszła mnie gęsia skórka, że mój mały synek mówi mi takie rzeczy, o których nie mógł mieć pojęcia ani nawet nie mógł słyszeć. Pamiętam, że zadzwoniłam wtedy do mojej mamy, siostry i chyba trzech koleżanek. Ale wszyscy to zbagatelizowali albo wytłumaczyli po swojemu.
Potem, gdy czasem próbowałam go o coś spytać, to nigdy nie chciał nic mówić, a ja nie naciskałam.
Następna sytuacja miała miejsce już chyba na wiosnę bądź lato w następnym roku, chyba 2018. Jechałam z synkiem na rowerze, on siedział z tyłu w foteliku. I sam od siebie mówi do mnie. Cytuję: „Teraz Ci mogę coś powiedzieć, bo nie ma ludzi koło nas. Mamo, wiesz - bo ludzie tak długo muszą się rodzić i znowu rodzić, dużo razy, i stają się coraz lepsi, aż przejdą dziewięć kręgów światłości (nie pamiętam, czy synek powiedział kręgów, czy poziomów). I jak są najlepsi, to już nie muszą się więcej razy rodzić”. Byłam tak tym onieśmielona, że on taki mały mówi takie niesamowite rzeczy. Potem jechaliśmy dalej i gadaliśmy już sobie o byle czym.
Ostatnia sytuacja już nie była taka zaskakująca, ale też ciekawa. Jechałam pewnego dnia z synkiem na zakupy. Czarek siedział koło mnie na miejscu pasażera i mówi do mnie: „Mamo, a ty lubisz być sama w domu i mieć spokój?”. Ja mówię, że tak, lubię, jak jest tak cicho. A on do mnie: „Wiesz, bo jak byłem kiedyś samotnym mężczyzną, bardzo lubiłem być sobie sam w domu”.
I to była ostatnia sprawa dotycząca mojego synka. Te trzy razy zawsze zaczynał po prostu sam od siebie coś mówić - tak naturalnie. Teraz ma dziesięć lat i już nic nie pamięta. Zapomniał, jak zaczął chodzić do przedszkola. Tylko ja mu to czasem przypominam, a on jest zdziwiony i słucha tego z ciekawością.
