Z poczty FN:
Witam,
chciałam opowiedzieć o swoim przypadku reinkarnacji. Mój przypadek jest zaledwie wspomnieniem, odczuciem po mojej poprzedniczce. Niestety nie pamiętam nic co do rzeczy, imion i miejsca. Ale wyczułam, że była dobrą kobietą, już starszą, mądrą, jednak bardzo smutną.
Muszę nadmienić w pierwszej kolejności, że jestem wychowana w wierze katolickiej, która wyraźnie uznaje, że reinkarnacja nie istnieje. Wiara katolicka takiego przypadku nie umie wytłumaczyć, jest to uznawane z góry za coś niewytłumaczalnego. Przyjęte jest, że każdy człowiek rodzi się ze swoją duszą, także nie ma miejsca nawet na możliwość spokojnej rozmowy na ten temat, gdyż sprzeczne jest to z wiarą i uznane byłoby za przejaw obecności obcego bytu. Dlatego nigdy nie chciałam z nikim o tym rozmawiać z racji obawy, żebym została uznana za grzeszną, problematyczną, potrzebującą pomocy. Na szczęście urodziłam się w domu, gdzie moja rodzina jest dość wyrozumiała co do rozmów o możliwościach nadprzyrodzonych. W mojej rodzinie bywały przypadki przodków umiejących wyczuwać energię ludzi. Na przestrzeni lat, po przypadkowych artykułach i materiałach w internecie, w końcu natrafiłam na Pana kanał, gdzie rozmowy na ten temat są normą, nie jest to temat tabu, wręcz przeciwnie – można na ten temat rozmawiać.
Po swoim przypadku mam podobne wnioski jak Pan i inni słuchacze, ale mam kilka dodatkowych.
W pierwszej kolejności może zacznę od opisania sytuacji, kiedy i jak pojawiło się to u mnie.
Byłam małą dziewczynką, radosną, nie chodziłam jeszcze do zerówki, jednak umiałam już bawić się beztrosko z innymi dziećmi, sama, bez kontroli (mieszkałam na wsi), więc obstawiam, że miałam około 4–5 lat. Tego dnia byłam akurat z koleżanką w swoim ogrodzie. Pamiętam, że był piękny, słoneczny dzień. W pewnym momencie, gdy biegłam w euforii, to się stało. Do mojego małego ciała weszło wspomnienie dojrzałej, starszej kobiety, która ubolewała, szlochała nad swoim losem, a może nie tak swoim, ale nad losem innych, swoich bliskich. Odczułam jej ból, jej smutek, jej żal… jej długą rozpacz, w jakiej tkwiła. Była to żałoba, a jednocześnie bezradność i bezsilność. Czułam, że nie była zła – była dobrą kobietą, uczciwą. Nie czułam od niej nic podłego. To weszło do mojej jaźni tak mocno, do mojego małego ciałka, że stało się to wręcz jednością. Nie umiem tego opisać wyraźniej. Ona była w moim ciele i umyśle przez tę chwilę. Trwało to może około 5 minut. Niedługo… Ja wróciłam do siebie kilka metrów dalej. Koleżanka i mama odnalazły mnie po chwili, znalazły mnie po moim histerycznym płaczu. Nie umiałam tego nikomu wytłumaczyć, byłam w wielkim szoku. Płakałam niesamowicie. Mama uznała, że chyba czymś się wystraszyłam, skoro nie umiałam racjonalnie tego wytłumaczyć. Pożegnała moją koleżankę, a ja poszłam się wyciszyć do domu. To uczucie-wspomnienie nie było mi w tym wieku znane. Małemu dziecku – skąd miałam wiedzieć, czym jest tak silny ból, żałoba i żal w wieku około 5 lat? To był wstrząs, na który zareagowałam silnym płaczem. Z czasem, gdy rosłam i dojrzewałam, to uczucie umiałam już nazwać i określić. Teraz wiem, co to było i co ta kobieta odczuwała. To odbiło się na moim charakterze. Zawsze lubiłam osoby starsze. Jako dziecko lubiłam z nimi spędzać czas, doceniałam ich mądrość życiową i czułam się dobrze oraz bezpiecznie wśród nich (nie tylko wśród moich dziadków, ale też sąsiadów). Po tym doświadczeniu jeszcze bardziej się to pogłębiło. Zdarzało mi się coś powiedzieć bliskim, co zwracało ich uwagę, na przykład będąc malutką mówiłam: „Chwile są ulotne, doceniajmy każdą minutę, ona się już nie powtórzy”. W mojej rodzinie, tak jak mówiłam, już bywały osoby nadwrażliwe na energię i emocje innych ludzi, więc uznano, że też odziedziczyłam to po nich.
Cieszę się też, że to była dobra osoba, bo ciężko byłoby mi radzić sobie z jej negatywnym uosobieniem w moim życiu. Uważam, że to jest ważne.

Podsumowując moje doświadczenie, chciałam tylko powiedzieć, że reinkarnacja zdarza się często. Jestem jednak pewna, że doświadczenie reinkarnacji zależne jest od kresu życia. Najczęściej osoby kończące tu życie muszą chcieć na swój sposób tu zostać. Są osoby, które umierają nagle i które chciały jeszcze żyć, albo osoby, które - jak u mnie - nie pogodziły się ze swoim losem i dlatego ponownie się odradzają. Osoby pogodzone odchodzą gdzieś jeszcze wyżej.