„ZA WCZEŚNIE, NIE TERAZ”. USŁYSZAŁA GŁOS Z NIEWIDZIALNEGO ŚWIATA?
Miałam skończone 10 lat i byłam na letniej kolonii w niewielkiej miejscowości. Piękne zielonogórskie jezioro, pomost, z którego starsi chłopcy spychali się do wody. Piękny, słoneczny dzień, siedzę na pomoście, nie umiem jeszcze pływać.
Nagle czuję, że ktoś mnie popycha do wody, a następnie jakiś ciężar wpycha mi głowę pod wodę i lecę w dół. Jakiś chłopak skoczył mi na głowę i wepchnął mnie pod wodę.
Teraz wiem, że to były dosłownie ułamki sekund, ale pod wodą czas płynął inaczej. W ogóle się nie dławiłam ani nie topiłam, tylko spadałam powoli na dno jeziora. Miałam otwarte oczy i widziałam słońce prześwitujące przez wodę w głąb jeziora. Widziałam różowe pięty dzieci pływających nade mną i chciało mi się śmiać z tego.
Uczucie niesamowite i cudowna akcja opadania w zwolnionym tempie, poczucie cudownej błogości i istnienia obok rzeczywistości.
I nagle srogi, karcący głos, teraz mogę to nazwać głosem zabieganego anioła: „Za wcześnie, nie teraz, dużo za wcześnie!”
Ten głos był skierowany do kogoś obok mnie. I wiem, że nie powinnam tego słyszeć.
I nagle jakaś siła ciągnie mnie w górę, wystrzelam głową ponad wodę i dopiero teraz zaczynam się krztusić i dusić. Szybka pomoc i po sprawie.
Miałam wrażenie, że nie powinnam nikomu o tym opowiadać.
