ZOBACZYŁA WŁASNĄ OPERACJĘ Z GÓRY. DO DZIŚ PAMIĘTA KAŻDE SŁOWO LEKARZY
Z poczty FN:
Witam, Panie Robercie!
Chciałabym zapytać Pana o jedną sytuację z mojego życia, ponieważ nie wiem, jak to zinterpretować.
22 lata temu przyszła na świat moja córka Ola. Sprawa dotyczy samego porodu.
Kiedy byłam w ciąży i już zbliżał się termin porodu, lekarze zrobili mi KTG. Jest to badanie płodu, które sprawdza, czy dziecko ma odpowiednie bicie serca. Na tym badaniu lekarze dopytywali się, czy nie zemdlałam i jak się czuję. Ogólnie czułam się dobrze, natomiast diagnoza była taka, że mam zatrucie ciążowe, ale o tym dowiedziałam się dopiero z wypisu ze szpitala. Był to rok 2001.
Kiedy zostałam przyjęta na oddział, podano mi oksytocynę, aby wywołać poród. Po podaniu tego leku poczułam coś, czego nie można opisać słowami. Był to spokój, opanowanie, totalna błogość. Pamiętam, jak wszyscy zaczęli panikować, biegać wokół mnie i krzyczeli, że zaraz umrę, a ja czułam błogość i to było dla mnie najważniejsze.
Podobno akcja serca zaczęła zanikać. Pamiętam tę sytuację, jakby była wczoraj, natomiast uczucie, jakie mnie otoczyło, było silniejsze od wszystkiego. Czułam nieograniczoną miłość, spokój i szczęście. Tego szczęścia nie da się opisać słowami. Jest to taka błogość, stan nie do opisania. Pamiętam, jak wszyscy wpadli w panikę, założyli mi cewnik, wbijali w kręgosłup znieczulenie, które i tak nic nie dawało (finalnie nieźle mnie zmasakrowali, bo miałam problemy z kręgosłupem), a na sam koniec i tak uśpili mnie narkozą.
I tutaj wydarzyło się coś, czego tak naprawdę nie umiem zrozumieć.
Z góry, nie widząc swojej twarzy, widziałam salę operacyjną i lekarzy przy cesarskim cięciu. Byli bardzo niemili, ponieważ bardzo źle komentowali moją ciążę (mówili, że jestem wyschnięta jak pietruszka itp.). Okazało się, kiedy już byłam w domu, że ciąża była zagrożona i nie miałam wód płodowych, więc to jakby wyjaśnia, dlaczego tak mówili.
Widziałam swoją córkę, jak podczas operacji ją wyciągali, jak płakała, jak mówili, że jest mała itp. Dużo komentarzy. Wszystko jakby było widziane z perspektywy znad sufitu, ale bardziej skupione na lekarzach i tym, co się działo. Pamiętam, że było mi bardzo wstyd, kiedy mówili o mnie, jak mogłam się doprowadzić do takiego stanu. Nie widziałam do końca siebie (jakby moja głowa była nad tymi lekarzami, od góry, ale siebie widziałam tylko od połowy w dół, nie widziałam siebie do końca).
Po przebudzeniu widziałam tylko na klatce piersiowej dziwne zaczerwienienia, ale tak jak wspomniałam, ciąża wiązała się z ratowaniem życia, o czym dowiedziałam się już po fakcie, bo nikt mnie o tym nie poinformował.
Chciałam zapytać Pana, czy to jest jakaś moja wyobraźnia, efekt uboczny operacji, a może całkiem coś innego. Jeśli mógłby Pan to ocenić, byłoby mi może łatwiej to zrozumieć. Bardzo dziękuję za odpowiedź. Za wszelkie błędy przepraszam, ale mam słaby kontakt z językiem polskim od 16 lat, więc proszę mi wybaczyć. Człowiek jakoś, jak nie obcuje z językiem, to się cofa...
Bardzo mocno pozdrawiam i trzymam kciuki za Pana kanał. Jestem Pana fanką. Dużo zdrowia i sukcesów życzę!
Komentarz FN:
Dziękujemy za wiadomość. Z tego, co Pani opisuje, doświadczyła Pani intensywnego przeżycia poza ciałem, wywołanego trudnymi okolicznościami. Cieszymy się, że wszystko zakończyło się szczęśliwie zarówno dla Pani, jak i dla dziecka. Nie sądzimy, aby historia ta była jedynie wytworem Pani wyobraźni. Nie wydaje nam się również, żeby całe doświadczenie można było przypisać działaniu leków czy samej operacji. Uważamy, że rzeczywiście była Pani poza ciałem i obserwowała lekarzy oraz przebieg operacji z innej perspektywy. Pozdrawiamy serdecznie