Z poczty FN:
Szanowny Panie Robercie,
Od dłuższego czasu zastanawiam się, czy opisać Panu pewną historię. Nie potrafię jej racjonalnie wyjaśnić, choć równie dobrze może być jedynie niezwykłym zbiegiem okoliczności. Chciałabym jednak poznać Pana opinię. W styczniu 2024 roku zmarła moja koleżanka Asia. Miała zaledwie 41 lat i przegrała walkę z rakiem. Znałyśmy się od ponad 10 lat dzięki koniom. Z czasem nasze drogi się rozeszły, jak to często bywa w dorosłym życiu, i kontakt był już sporadyczny. Mimo to wiadomość o jej śmierci bardzo mną wstrząsnęła. Asia była osobą bardzo charakterystyczną. Uparta, ambitna, zawsze stawiała na swoim i konsekwentnie dążyła do celu. Kompromisy właściwie nie istniały w jej słowniku. Początkowo nie planowałam jechać na pogrzeb. Byłam wtedy sama z małym dzieckiem, a cmentarz znajdował się około 30 kilometrów od mojego domu. Uznałam, że odwiedzę jej grób w innym terminie. W dniu pogrzebu rano zadzwoniła do mnie nasza wspólna koleżanka. Powiedziała, że dzwoniła do niej siostra Asi z pytaniem, czy wybieram się na pogrzeb.
Okazało się, że ostatnią wolą Asi było, aby podczas pogrzebu towarzyszył jej czarny koń i szukają kogoś kto jest na miejscu i spełni jej ostatnią wolę, a że posiadam prawo jazdy BE to postanowiła mnie o to zapytać. Zadecydowały o tym ostatecznie dopiero tego dnia i na szybko szukały konia i kogoś kto go zawiezie. Koleżanka zaproponowała mi swoją przyczepę i powiedziała, że mogę zabrać dowolnego czarnego konia z ich stajni (sami wtedy byli gdzieś w trasie). Mieli wtedy cztery konie tej maści, a ich stajnia leżała idealnie po drodze. Od ponad 20 lat zajmuję się końmi, więc logistycznie nie stanowiło to dla mnie żadnego problemu. Mimo wszystko z niewyjaśnionego powodu poczułam, że nie chcę brać żadnego z tych koni. Pojechałam jedynie po przyczepę, a później postanowiłam pojechać w zupełnie innym kierunku po konia należącego do innej koleżanki. Był to koń rasy fryzyjskiej. Do dziś nie potrafię powiedzieć, dlaczego akurat jego wybrałam. W mojej okolicy konie fryzyjskie należą do rzadkości. Tak naprawdę znam tylko tego jednego. Pamiętam też, że jadąc po niego, pomyślałam sobie pół żartem, pół serio: „Będziesz mnie straszyć po nocach, jak ci nie przywiozę tego konia.” Znałyśmy się na tyle dobrze, że wiem, iż Asia śmiałaby się z takiego tekstu.
Na miejsce dotarłam dosłownie pięć minut przed rozpoczęciem mszy. Po wyjściu urny z kościoła szłam za nią z koniem, a za nami cały kondukt pogrzebowy. Kiedy wchodziliśmy na wzniesienie prowadzące na cmentarz, koń zaczął bardzo głośno rżeć. W kompletnej ciszy zrobiło to ogromne wrażenie na wszystkich obecnych. Widziałam ludzi ocierających łzy. Dla mnie samo rżenie nie było niczym niezwykłym. Konie są zwierzętami stadnymi i często nawołują inne osobniki, gdy zostają same. Nie doszukiwałam się w tym niczego nadprzyrodzonego. Po zakończeniu uroczystości odwiozłam konia, oddałam przyczepę i wróciłam do domu, spiesząc się jeszcze odebrać dziecko z przedszkola. Wieczorem zadzwoniła do mnie siostra Asi.
Powiedziała tylko: „Nie wiem, jak ty to zrobiłaś, ale bardzo ci dziękuję. Ostatnią wolą Asi było, żeby na jej pogrzebie był koń fryzyjski.” Dosłownie zamarłam. Nie miałam o tym pojęcia. Nikt mi wcześniej tego nie powiedział. Mogłam przecież bez problemu zabrać jednego z czterech czarnych koni stojących po drodze. Tymczasem z niewiadomego powodu pojechałam po jedynego fryza, którego znam. Powiedziałam jej na to: „widzisz.. Asia zawsze dostawała to czego chciała.” Od tamtej chwili wielokrotnie zastanawiałam się, czy był to tylko niezwykły zbieg okoliczności, czy też coś, czego nie potrafimy jeszcze zrozumieć. Nie próbuję nikogo do niczego przekonywać. Sama nie wiem, jak to interpretować. Po prostu uznałam, że jest to historia, która może Pana zainteresować.

Komentarz FN:
Dziękujemy za podzielenie się tą historią. To naprawdę zaskakujące, zwłaszcza że nie wiedziała Pani, iż ostatnim życzeniem koleżanki był właśnie koń fryzyjski. Jedna z możliwych interpretacji jest taka, że w tamtym momencie mogła zadziałać silna intuicja albo pewnego rodzaju duchowe połączenie z koleżanką. W wielu relacjach po śmierci bliskiej osoby pojawia się motyw nagłego impulsu, myśli czy decyzji, której człowiek nie potrafi logicznie wyjaśnić, a dopiero później okazuje się ona mieć znaczenie. Można więc zastanawiać się, czy wybór tego konkretnego konia był całkowicie przypadkowy, czy może w jakiś sposób „odebrała” Pani to, czego chciała Pani koleżanka. Nie możemy tego z całą pewnością udowodnić, ale właśnie takie historie są dla nas szczególnie interesujące. Pokazują, że więź między ludźmi nie kończy się wraz ze śmiercią. Pozdrawiamy serdecznie.