POCZUŁ SZCZĘŚCIE NIE Z TEGO ŚWIATA. WSZYSTKO WYDARZYŁO SIĘ NA GÓRSKIM SZLAKU
Dzień dobry,
Postanowiłem podzielić się swoim doświadczeniem. Mam dość sceptyczny stosunek do tego, co mnie się przydarzyło, ale biorąc pod uwagę, że zajmują się Państwo zbieraniem takich historii, postanowiłem napisać. A do napisania przekonał mnie wywiad z p. Anną, a szczególnie jej opis tego stanu po spotkaniu z obcymi istotami, a konkretnie tej euforii/nirwany, czy jakkolwiek to nazwiemy.
Opis ten przypomniał mi dokładnie te same odczucia, które ja poczułem. A było to chyba w 2006 roku w Tatrach Zachodnich w Polsce. Szedłem wówczas na Słowację, gdzie miał odbyć się obóz szkoleniowy w ramach kursu przewodnickiego. Gdzieś na grani, w pewnym momencie, poczułem - ciężko to opisać - nagłe uderzenie jakiegoś euforycznego stanu. Nie wiem, jak długo to trwało, ale poczułem - nazwałem to potem, że dotknął mnie palec Boży – przypływ tak wielkiej, pozytywnej energii, że cała otaczająca mnie rzeczywistość materialna przestała mieć jakiekolwiek znaczenie.
Bardzo ciężko ten stan opisać, ale gdy usłyszałem właśnie opis p. Anny, to wspomnienia wróciły. To właśnie poczułem, o czym mówiła p. Anna. I jeszcze ta tęsknota za tym stanem, żeby to znowu poczuć… Podróżowałem później w różne zakątki świata, chodziłem regularnie po Tatrach, żeby znowu natknąć się na ten stan. Nigdy więcej mi się to nie przytrafiło.
Natomiast w roku 2013 (chyba) miałem kolejne dziwne zdarzenie w swoim życiu, chociaż do dzisiaj kompletnie nie łączyłem jednego z drugim i również zawsze starałem się racjonalizować to, co się wydarzyło.
Z jednej z podróży po Afryce przywiozłem ze sobą drewnianą maskę afrykańską. Słyszałem różne historie, że takie maski mogą mieć w sobie złe moce, co oczywiście traktowałem z przymrużeniem oka. Maskę powiesiłem na ścianie w mieszkaniu.
W nocy - spałem na materacu na ziemi - w pewnym momencie się przebudziłem (pamiętam to, jakby to było dzisiaj, ale to przebudzenie było jakby na pograniczu jawy i snu – dziwne uczucie) i zobaczyłem nad sobą wielką postać, całą czarną, z rogami. Pomyślałem, że to diabeł. Nie widziałem żadnych detali tej postaci, tylko czarny, wielki kontur stojący nade mną. Próbowałem się dokładnie przyjrzeć - czasami w nocy różne cienie sprawiają wrażenie, jakby ktoś stał, ale ta postać cały czas tam była i w pewnym momencie wskoczyła do mnie (do środka ciała), i zasnąłem z powrotem.
Na drugi dzień zapakowałem maskę i zaniosłem ją do muzeum etnograficznego w Krakowie.
O ile o tej postaci opowiadałem kilku osobom jako ciekawą historyjkę, tak o tej energii nigdy nikomu nie opowiadałem, gdyż ciężko ubrać to w słowa. Każda próba opisu tej energii bardzo spłyca to przeżycie, a to było największe przeżycie duchowe w moim życiu.