Dziś jest:
Środa, 3 czerwca 2020

"Potrzebujemy nowego sposobu widzenia świata, opartego na myśleniu relacyjnym, które podkreśla wzajemne związki, współzależność człowieka, przyrody, bytów i istot ludzkich i nie -ludzkich. Musimy przestać postrzegać siebie jako coś oddzielonego od całej reszty świata żywego. Chcąc nie chcąc jesteśmy powiązani ze sobą, oraz ze wszystkimi roślinami, zwierzętami, mikroorganizmami na całym świecie. Naszą szansą jest jeżeli nauczymy się z nimi współdziałać".
prof. Piotr Skubała

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Przedmioty po zmarłych - ostrzeżenie!
Pon, 4 cze 2018 07:08 komentarze: 4 czytany: 6344x

[...] Bardzo serdecznie witam Załogę Nautilus, Kilka miesięcy temu pojawił się artykuł na głównej stronie o tym jak ktoś w prezencie przyniósł komuś kwiaty z cmentarza i w domu zaczęły się dziwne rzeczy, coś żądało odniesienia kwiatów na cmentarz. W mojej rodzinie zdarzyły się bardzo podobne historie, które chciałabym tu opisać, jak i wśród znajomych. Pod koniec lat 70tych mój wujek powiesił .......

czytaj dalej

[...] Bardzo serdecznie witam Załogę Nautilus, Kilka miesięcy temu pojawił się artykuł na głównej stronie o tym jak ktoś w prezencie przyniósł komuś kwiaty z cmentarza i w domu zaczęły się dziwne rzeczy, coś żądało odniesienia kwiatów na cmentarz.

 W mojej rodzinie zdarzyły się bardzo podobne historie, które chciałabym tu opisać, jak i wśród znajomych. Pod koniec lat 70tych mój wujek powiesił się. On był człowiekiem bardzo apodyktycznym, zawsze musiał mieć racje nawet jak tej racji nie miał, ciągle z kimś skłócony, wszystkich uważał za durni, w domu dochodziło do awantur.

 Na jego pogrzebie nikt nie płakał, wielu odetchnęło z ulga, ze skończyła się gehenna z nim. Kilka lat później moja siostra cioteczna (a wiec jego córka), poznała kogoś, wyszła za mąż, jej mąż się wprowadził do jej domu i kiedyś znalazł gdzieś zapomniane męskie buty. Nic nie komu nie mówiąc przehandlował je na coś deficytowego ze swoim kuzynem. Wczesne lata 80te to wiadomo poważne braki towarów za komuny, ten jego kuzyn miał jakieś szersze stopy i nie mógł znaleźć butów dla siebie.

 Te znalezione idealnie na niego pasowały. Kilka dni później w jego mieszkaniu zaczęło dziać się coś dziwnego, zaczęły same spadać przedmioty z półek i stołów, jakieś kroki, i coś zaczęło rzucać tymi butami. On się tak tego wystraszył, ze odniósł te buty to domu mojej kuzynki i wtedy okazało się że te właśnie buty miał na sobie wujek w momencie jak się powiesił a pochowano go w innych. Jak odniósł te buty to te dziwne zjawiska ustąpiły. Buty przeleżały jeszcze sobie parę lat i się rozsypały, ciocia je wyrzuciła.

 Inna ciocia, a siostra wujka, z która się nie lubił, kiedyś pod koniec listopada poszła do niego na grób, posprzątać wypalone znicze, i wzięła ze sobą do domu parę pustych doniczek po chryzantemach z jego grobu i sąsiedniego bo były w dobrym stanie a ciocia miała dużo roślin doniczkowych w domu i chciała mieć doniczki do przesadzania. Bardzo szybko coś w jej domu zaczęło się dziać, zaczęły spadać same przedmioty, sztućce ze stołu same spadły, szuflada sama się otworzyła, coś tez przewracało te doniczki. Ciocia bardzo wystraszona odniosła doniczki cmentarz i to się uspokoiło.

 Rozmawiałam kiedyś o tym w pracy i to okazało się ze znajomi mieli podobne historie poza jednym.

Koleżanka mówiła, ze w latach 80tych jej ciotka była bardzo zazdrosna o wujka i ciągle podejrzewała go o zdrady. Miała chyba jakieś urojenia na ten temat. Kiedyś na jesieni założyła drogie futro jakie miała, poszła nad wodę i nie wiadomo czy był to wypadek czy samobójstwo ale wpadła do wody. Uznali za wypadek, bo samobójcy wtedy ksiądz nie chciał pochować. Jacyś wędkarze tam byli i wyciągnęli ją a było ciężko bo futro nasiąkło wodą jednak nie udało się jej uratować. Futro stanowiło wtedy dużą wartość, jakoś je wysuszyli bez szkody i dostała je jakaś kobieta z rodziny ale potem oddala je innej a ta kolejnej i tak krążyło.

 Podobno każda z nich miała koszmary, w domu coś się dziwnego działo, jakieś uderzania w szafę, z polek obok szafy gdzie wisiało te futro spadały książki. Futro ostatecznie wróciło do jej męża, ten powiesił w szafie i tak wisiało niezadbane ileś lat, mole zjadły i trzeba było je wyrzucić.

Dziwna sprawa, nieprawdaż?

 Inny kolega jak to słyszał, mówił, ze w jego rodzinie dziadek po śmierci babci przejął się tym ze sam ma raka, cierpiał w chorobie i w końcu się powiesił. Przedtem napisał testament i zapisał dzieciom co ile któremu a ze był człowiekiem majętnym to majątek był nie tylko dom, ale rożne wartościowe rzeczy, w tym były i buty, garnitury, palta, futra które w latach 80-tych stanowiły wartość. Rodzina potem tego używała i „nic nie straszyło” nic się nie działo.

 W późniejszych latach poznałam znajomego, który pochodził ze wsi, a w jego rodzinie był taki strach wręcz zabobonny przez zmarłymi. Palono ich rzeczy po śmierci. Wtedy umarł na wsi jakiś dziadek tego znajomego, pogrzeb był w domu i zasłoniono lustra, a po pogrzebie spalono pościel w której umarł jak i jego ubrania. Znajomy wzbraniał mi się powiedzieć czemu tak jest ale kiedyś opowiedział historie w która nie wiem czy wierzyć, bo trochę jak z horroru. Otóż, w jego rodzinie, zanim on się jeszcze urodził, gdzieś w latach 50tych doszło do tragedii. Jakiś jego młody kuzyn założył się z kolegami, ze jest taki odważny, ze w nocy pójdzie na cmentarz. Wygrana miało być pól litra wódki. Jego koledzy zostali pod brama a on miał dojść do środka cmentarza, do jakichś tam grobów.

 Gdy tam doszedł zobaczył czapkę czy też kapelusz leżący na grobie więc to wziął i przyniósł kolegom. Zakład wygrał i tu nie wiadomo co się stało z tą czapką ale kilka dni później zaczął słyszeć jakiś głos za nim „oddaj czapkę, oddaj czapkę”. Ten głos słyszał nie tylko on, ale i inni domownicy, wszyscy bardzo się wystraszyli, w ich domu zaczęły same spadać przedmioty, i doszło do tragedii bo sprawca nie wytrzymał i się powiesił. Glosy i te dziwne zjawiska ustąpiły. Od tej pory w rodzinie tego znajomego nie przynoszą nic z cmentarza i palą rzeczy swoich zmarłych. Ciężko w to uwierzyć, ale tak mi powiedział.

 Nie wiem dlaczego zmarli tylko w jakichś szczególnych wypadkach upominają się o rzeczy po sobie, tyle się słyszy o kradzieżach z cmentarzy, zniszczonych nagrobkach i sprawców nic się nie dzieje

 Pozdrawiam Zaloge FN, i jeśli chcecie możecie wstawić ten mój list w jakiś artykuł, proszę tylko o niepodawanie moich danych

 pozdrawiam

 [dane do wiad. FN]

 


Pięknie dziękujemy za opis tej historii. Od zawsze przestrzegamy przed noszeniem rzeczy po zmarłych "złych ludziach", gdyż naprawdę zdarzają się dramatyczne sytuacje, kiedy duchy przyciągnięte energią "swoich przedmiotów" zaczynają wpływać na życie ludzi, którzy nieopatrznie zaczęli nosić coś, co według ducha należało do niego.

Bardzo polecamy zapoznanie się z materiałem wideo z naszego archiwum, który bardzo dobrze pokazuje wpływ złej energii przedmiotu, która "przelepiła się" do zegarka i wyraźnie przyciągała jakiś mroczny byt, który opętywał żywych ludzi, którzy nieświadomie nosili ten zegarek.

 

 



zwiń tekst



Diabelski mnich
Pon, 4 cze 2018 03:42 komentarze: 2 czytany: 4594x

[...] Odnośnie owej czarnej postaci o ktorej ostatnio na nautilusie glosno. Co prawda nie mialem zadnej podobnej przygody ale pamietam jak moja babia opowiadala historie o owej zakapturzonej postaci. Babcia mieszkajac na na wsi w latach przedwojennych miala stycznosc z dziwna tradycja. Mianowicie na bramach przed kazda posesja kazdego gospodarza wieszano cos w rodzaju talizmanu chroniacego przed Kapturnikem.......

czytaj dalej

[...] Odnośnie owej czarnej postaci o ktorej ostatnio na nautilusie glosno. Co prawda nie mialem zadnej podobnej przygody ale pamietam jak moja babia opowiadala historie o owej zakapturzonej postaci. Babcia mieszkajac na na wsi w latach przedwojennych miala stycznosc z dziwna tradycja. Mianowicie na bramach przed kazda posesja kazdego gospodarza wieszano cos w rodzaju talizmanu chroniacego przed Kapturnikem ( jak go zwali ) lub Diableskim mnichem.

Co prawda babcia nie powiedzial jasno co znajduje sei w owym talizmanie ale twierdzila ze byly tam kosci malych zwierzat i kamienie czy tez zasuszone kwiaty i zioła wszystko zapakowane w lniana szmatke. Niektorzy ludzie nawet wmurowywali takie cos w sciany domow lub zakopywali przed brama. Jesli chcecie wiedziec skad je brali to odpowiadam od Cyganow i to jak sama babcia silnie akcentowala od starszyzny cyganskiej ktora znala sie na ziolach i magii lepiej niz ktokolwiek inny. Z opowiadan babci wynikalo ze podobne pratkyki stosowali praktycznie wszyscy mieszkancy wioski od katolikow ( podobno sam proboszcz posiadal taki ) przez mala dispore zydowska po prawoslawncy konczac ( dla wyjasnienia podam ze babcia mieszkala na kresach nieopodal Lwowa  wiec nie trudno zrozumiec taka roznorodnosc etniczna ).

Talizman mial jak juz wspomnialem moc ochronna przed duchem, bytem, demonem,  czy jak ja nazwac zwana Kapturnikiem najczeciej. Wg miejscowej legendy byl to  mnich zyjacy na przelomie XVII/XVIII ktory zaprzedal dusze diablu za wiedza tajemna ( jakkolwiek to dziwacznie brzmi ). Mnich za to mial po dzien sadu ostatecznego krazyc po ziemii bedac na uslugach diabla.

Babcia opowiadala rowniez ze czasem w nocy bylo slychac pojekiwania mnicha ktory lamentowal nad soba. Gdy zjawial sie glownie noca a jakis gospodarz nie posiadal owego talizmanu to kury swinie czy nawet konie mu chorowaly lub wrecz zdychaly. Babcia byla sosba bardzo rozsadna i sama do konca nie dowierzala owym historyjkom ale sama potwierdzala ze czasem slyszala owe jeki biegnace z drogi ktora przecinala cala wies. Dla mnie to raczej typowe historyji wiejskie kazda wioska miala wlasna wersje ale moze komus przypomna sie podobne opowiadane historyjki.

Prosilbym rowniez o nie zamieszczanie moich danych
Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]


I jeszcze dwie nadesłane do nas historie, które trafiają do XXI PIĘTRA.

Witam Serdzecznie.Sorry,ze zajelo mi tyle czasu na odpowiedz,poprostu tzw napisze jutro,az wrescie dzisiaj pisze do was.A wiec Pan Andrzej Kaczorowski przyjechal na pokazy do Kanady,ja uslyszalem reklame w radio,ze pierw bedzie pokaz w jedneym z Poloninych klubow nocnych a potem bedzie mozna zamawiac tzw prywatna wizyte.

Kiedy o tym powiedzialem zonie ,to zona zaczela sie wzbraniac,ze juz raz bylismy tu w Kanadzie na hipnozie u naszego rodaka i ten nam nic nie pomogl,tylko,ze ja jak rozmowialem z tym Panem od hipnozy ,to mi mowil,ze zony podswiadomosc ,bardzo sie przedczyms wzbrania i potrzeba wiecej wizyt a zona z kolej wziela to za tzw oszustwo,ale jak przyjechal Kaczorowski to przekonalem zone i poszla pierw na tzw wystep grupowy,jak przyjechalem z trasy bo jestem kierowca Tira ,to zona zaczela mi opowiadac a wiesz on jak chodzil miedzy ludzmi ,to tak dziwnie mnie dotkna i mi sie to nie spodobalo,pytam sie jak cie dotkna a tak za ramie jak chodzil miedzy krzeslami jak ludzie siedzieli,ja juz w tedy wyczulem,ze znow ta sama stulacja, co bylo u poszdniego hipnoterapelty,czyli podswiadomosc znow dala sie we znaki, zeby czasami moja zona nie poszla na ta prywatna wizyte.

Zadzwonilem i sie umuwilem na prywatna wizyte z Panem Kaczorowskim,Jak przyslismy to osobiscie przywital nas pan Anrzdej Kaczorowski i w prowadzil nas do takiego pokoju ,w sumie bardzo przytulny mi sie wydal ten pokuj,wygodne kanapy,przyciemnione swiatlo,Pan Anrzej przeszedl do konkretow i spytal nas ,co nas tu sprowadza,ja ,ze ogladalem jego sesje na YOUTUBE, i ,ze bardzo mi sie jego programy podobaja itd itd i to,ze mamy broblem z paleniem papierosow, a moja zona wogole niema bladego pojecja jak zucic ten nalog,Pan Anrzej poprosil mnie a zebym poczekal w poczekalni bo on chce zadac pare pytan z dziececych lat mojej zony,bo przyczyna jak to okreslil tkwi w podswiadomym umysle, a zona moze nie bedzie sie czula kofrontowo przy mnie opowiadac o dzieciecych latac zycia, ja oczywiscie powiedzialem nie ma sprawy i wyszedlem.Siedzialem tam w poczekalni moze 10 minut, jak przyszedl Kaczorwski i mi mowi,ze sprawa jest konkretna i on dokonuje EGZORCYZMU na mojej zonie, bo przy mojej zonie jest dusza zmarlego w tragiczynych okolicznoscich jej ojca.PROSZE PANSTWA SZCZENKA MI SPADLA NA PODLOGE PROSZE MI WIERZYC NA SLOWO,

Ja mowie do Pana Kaczorowskiego Panie Andrzeju mysmy tu zona przysli po to zeby ,wrescie sie pozbedziemy palenia fajek a nie jakies kur..a,az przeklnolem pamietam, wypedzanie duchow wsumie to bylem podeksytowany, zdenerwowany i tysiace mysli mi przechodzilo przez glowe,ale nic wszedlem tam do pokoju ,moja zona lezala na fotelu w glebokiej hipnozie, przynajmniej takie mialem odczucie,  lezala cala zaplakana a Kaczorowski odrazu przeszedl do pytan,i zaczol sie pytac jej ojca poprzez moja zone,pada pytanie Czeslaw (imie ojca mojej zony) co sie dzieje teraz,pada odpowiedz jestem bity ,bardzo mnie bija jestem pijany,kopja mnie po glowie,kuzwa jak ja to uslyszalem to gesia sukure mialem na calym ciele,chwycilem za telefon komurkowy zeby nagrywac ,ale mialem problem wlonczyc telefon ,bo doslownie mialem ten telefon drugi dzien, byl dla mnie calkiem nowy telefon i jeszcze sie znim  nie zapoznalem,ale po moze dwuch minutach,udalo mi sie wlaczyc i nagrywac,ale jak wlaczylem to tez swiatlo sie  wlaczylo w telefonie i Pan Kaczorowski pokazal mi reka zebym wylaczyl bo przeszkadza,wylaczylem,jak przyslismy do domu to wycagnelem i powiedzialem zonie ,ze chyba cos nagralem ,wlaczylem i padlo pytanie Kaczorowski pytal sie ojca mojej zony ile ma lat ,ale na telefonie zarejstrowal sie glos mojej zony ojca, to bylo tak,Pan Kaczorowski sie zapytal - Czeslaw ile masz lat, pada odpowiedz odpowiada moja zona   56 , na telefonie komurkowym slychac wyrazny glos meski ,zona jak to uslyszala zaczela plakac i mowic mi ,ze to glos jej ojca,ja mowie do zony ,tam  w pokoju byl Kaczorowski, byla tez asystentka Kaczorowskiego, bylem Ja i bylas Ty, Pan Kaczorowski pytal sie twojego oja za posrednictwem twoim ,nikogo wiecej tam nie bylo.

Prosze Panstwa w skrucie napisze,ze ojciec zony byl klawiszem i prawdopodobnie zostal zamordowany przez bylych wiezniow z wiezenia w Strzelcach Opolskich tam byl klawiszem i tam tez traktowal bardzo zle wiezniow,a  moja zona mi opowiadala ,ze bardzo zle traktowal jej mateke  oraz  moja zone kiedy jeszcze mieszkali jako rodzina w Kamienej Gorze,moja zona mowila ,ze ostatni raz widziala go jak miala 18 lat i ,ze ojciec sie bardzo tlumaczyl i wsumie bylo mu przykro za tamte lata,z koleji Kaczorowskie pytal sie jej ojca dlaczego jest przy mojej zonie to on powiedzial,ze byl zly dla swojej corki i musi ja chronic.Droga redakcjo Nautilus ,nie byde wszystkiego opisywal co tam zaszlo,bo mozna ksiazke napisac,moja zona na koniec tej sesji widziala swoia matke ktora tez nie zyje, swojego zmarlego dziadka ktory tez nie zyje i swoijego ojca jak wszyscy razem odchodza do swiatla,swiatla ktore bylo bardzo jasne ,ale tez przyjemne, pamietam jeszcze,ze po tym caly zajsciu ,to moja zona opowiadala,ze czuje sie bardzo letko na ciele ,ze to takie dziwne uczucie.Tyle kochani,bylem slyszalem, wiem co  widzialem i co sie nagralo  i nik mi tego nie powie ,ze tzw  tamata strona po smierci nie istnieje,ze to tzw halucynacje,

HALUCYNACJE TO MAJA ,ALE PSELDO NAUKOWCY.Poz serdecznie, bedzie mi milo jak ktos z waszej stony napisze co o tym sadzi.Pozdrawiam serdecznie was wszystkich jak kiedys bede w Polsce to jak pozwolicie to was odwiedze i odegram te 5 sekunud zarejstrowane na telefonie 5 sekund, ktore zmienily moja wiare we wiedze ,teraz wiem ,ze tamta strona jest  kiedys wierzylem ,ze zycie tu na ziemi, to tylko jakies nasze duchowe doswiadczenie teraz to wiem,chyba,ze ktos udowodni,ze sie myle,ale to malo prawdopodobne ,hejka Zbigniew z Kanady.PS sory za blendy i brak znakow interpunkcyjnych,ale mieszkam od dziecka w Kanadzie a bedzie to juz ponad 30 lat,jeszcze raz serdecznie pozdrawiam moj mail macie tel to [dane do wiad. FN] nie wiem jaki jest kierunkowy na Kanade z Polski ,gdyby ktos od was chcial zadzwonic to nie ma sprawy bardzo prosze ,dzwonic do mnie jest najlepiej poznym wieczorem albo w sobote lub w niedziele,jest  6 godzin roznicy miedzy Kanada tu gdzie mieszkam a Polska, jak umne jest teraz 19sta to uwas jest 1wsza rano.Czesc. [...]


[...] Jestem zalogantem Nautilusa i chcialam opowiedziec Państwu co w ostatnich pieciu miesiacach mi sie przydarzylo. Byc moze uznacie mnie  za wariatke, bo ja osobiscie, gdyby ktos opowiedzial mi cos takiego tak wlasnie zareagowalabym, prosze jednak przeczytac i znajdzie Pan byc moze w tym jakas logike.
Otoz jakies cztery miesiace temu po smierci mojego brata(zmarl 10.01.2018 roku) Byl to ostatni czlonek mojej rodziny. Stracilam rodzicow i dwoch braci. Jak kazdy czlowiek pograzony w zalobie tesknilam za nimi. Ogladalam na You Tub TCI(transkomunikacje) w jezyku francuskim. Widzialam w nich wysylane przez bliskich przekazy, wiec ktoregos pieknego dnia postanowilam zrobic to samo. Zakupilam program Wave Pade i poinformowalam sie co i jak robic, zeby je zrobic ( biale swiece, rozaniec, modlitwy tzw. zabezpieczenie i jako podklad nie radio a deszcz). Wywoluje sie tzw guide de lumiére , albo, etre de lumiére albo aniola stroza, ja wybralam nazwe guide de lumiére., nastepnie prosi sie go o rozmowe z bliskimi, trzeba prosic , dziekowac i zachowac wszelkie formy grzecznosciowe. Jakiez bylo moje zdziwienie, gdy odsluchalam pierwsza TCI(30 min.)

Dostalam przekazy od kolezanki z pracy, od rodzicow , braci, tesciow, mojego zmarlego w 1995 roku pierwszego meza, dziadkow mojego drugiego meza. wszyscy mowili to samo: jestesmy w niebie, niebo jest piekne, jest mi dobrze, kocham cie, jestem z ciebie dumna(y), to co wszyscy TCI-sci dostaja, tylko ze ja slyszalamw dodatku przepuszczane przez "gidow" "dusze", jakies klapniecia jakby przechodzili jakis etap drogii cala reszte "efektow." rozczytalam te TCI (5-6) co do joty od A do Z bez zreszta wysilku.Pozniej dalam sobie spokoj z tym zadowolona tym co uslyszalam.Po okolo miesiacu nagla pojawily mi sie w glowie glosy. Nie wiedzialam co mi jest. Budzono mnie nagle ze snu, w dzien tez do mnie mowiono, nie dawano mi spac. Mowiono ze mna o moim prywatnym zyciu i to od niemowlaka, o religii no doslownie o wszystkim, widziano mnie wszedzie nawet w lazience gdzie czulam sie bardzo skrepowana.

Po jakism czasie powiedziano mi, ze jestem medium, odpowiedzialam ze ja nigdy nie bylam medium. Ciagle mnie o tym przekonywano . Wreszcie poproszono mnie o bycie ich medium, Poiedzieli mi,ze nigdy nie mieli tak zdolnego TCI-sty, ktory by tak rozczytywal. Byly to dwa glosy damskie i dwa glosy meskie. Bylam tym wszystkim zdziwiona obecnie mam 62 lata i nigdy nic nie slyszalam. Pomyslalam, ze trace zdrowy rozsadek ale mi wciaz glosy mowily, ze jestem bardzo dobrym medium. Moim nieszczesciem bylo to, ze za duzo uslyszalam i rozczytalam. Ktoregos pieknego dnia uslyszalam glos mojego zmarllego pierwszego meza. Niezaprzeczalnie byl to moj pierwszy maz, ktory chcial mnie ratowac z pazurow tych czterech osob , tak dobrze pan czyta osob. Maz mi odradzal bycie medium dla nich. No i okazalo sie , ze moge mentalnie porozumiewac sie z moim zmarlym mezem. I tu sie zaczyna saens fiction Od meza dowiedzialam sie , ze jest w innym wymiarze, ktory pokrywa sie z naszym ziemskim wymiarem. I tu bomba rzecz ciekawa i nie do uwierzenia po tamtej stronie sa ludzie z krwi i kosci dokladnie tacy jak my. Po trzech czterech dniach dusza (bo ja mamy) zmartwychwstaje. prosze mnie nie pytac jak to sie staje maz mi jeszcze nie wytlumaczyl. Niech Państwo sobie wyobrażą bylo to dla mnie ogromnym szokiem nie dowierzalam. Maz mi wyjasnil, ze jest w tej samej co ta czworka tylko on jest tuz obok mnie , natomiast oni o wiele wyzej. Sa skomputeryzowani i dokladnie o nas wszysko wiedza.

Czesc ludzi siedzi za komputerami, a reszta sobie normalnie zyje. To zycie jest dokladnie takie jak nasze , tylko, ze nie pracuja - "wieczny odpoczynek". Maz rowniez powiedzial mi, ze tych wymiarow jest 5. I tak to sie okazalo, ze TCI-stow a rowniez i mnie nabijano w butelke - JEDNO WIELKIE OSZUSTWO.Natomiast medium czy jak Pan woli jasnowidzon, ktorzy widza fantomy czy duchy wysylaja hologramy i tez sa nabijani w butelke. Nie ma zadnego piekla, czysczca czy nieba, tego rownie dowiedzialam sie od meza. " NIEBO" jest obok nas w innym wymiarze.
Jestesmy od zawsze oszukiwani. Doskonale sobie zdaje sprawe ,ze brzmi to jak fantastyka ,ale jest to prawda. Poniewaz nie chce zgodzic sie na bycie medium tej czworki groza mi smiercia, chorobami, i jeszcze innymi rzeczami, jednak maz mi powiedzial, ze niczego mi zrobic nie moga.
Wiem, ze istnieja blokady , jednak nie wiem na czym to polega i do kogo sie zwrocic.
Zadawalam kiedys Wam pytanie czy istnieja swiaty rownolegle
inigdy nie dostalam odpowiedzi. Teraz wiem, ze tak.
I jeszcze jedno ta czworka z gory przejmuje wszystkie rozmowy mentalne z moim mezem.

[dane do wiad. FN]



zwiń tekst



I nagle pojawił się głos 'w głowie' i powiedział moje imię
Sob, 2 cze 2018 05:51 komentarze: 1 czytany: 4033x

[...] Chciałam się podzielić pewna sytuacją, która się zdarzyła gdy miałam około 12 lat - teraz mam 28 ale pamiętam ją bardzo dokładnie. Musiał być to jakiś letni poranek, około godziny 5:30 leżałam na łóżku w półśnie i w pewnej chwili usłyszałam, że ktoś mnie zawołał, wymówił moje imię ale ten głos pojawił się w mojej głowie, był głośny i wyraźny przeszywający nie przypominał mi głosu osoby którą.......

czytaj dalej

[...] Chciałam się podzielić pewna sytuacją, która się zdarzyła gdy miałam około 12 lat - teraz mam 28 ale pamiętam ją bardzo dokładnie. Musiał być to jakiś letni poranek, około godziny 5:30 leżałam na łóżku w półśnie i w pewnej chwili usłyszałam, że ktoś mnie zawołał, wymówił moje imię ale ten głos pojawił się w mojej głowie, był głośny i wyraźny przeszywający nie przypominał mi głosu osoby którą znałam.

Moje imię zostało wypowiedziane dwukrotnie, a ja się bardzo wystraszyłam. Schowałam głowę pod kołdrę, byłam sparaliżowane ze strachu i bałam się nawet oddychać. Dosłownie 10 sekund później weszła do pokoju moja mama i w tym momencie cały strach ze mnie zszedł. Jak mnie zobaczyła powiedziała że idzie do pracy i coś sobie tutaj zostawiła, mimo że zazwyczaj nie wchodziła do mojego pokoju przed pracą.

Próbowałam sobie interpretować tą sytuację, uważam że coś próbowało nawiązać ze mną kontakt telepatyczny jednak nie był on możliwy ze względu na moją reakcję, dlatego w jakiś sposób została przywołana moja mama. Być może mój zmarły dziadek chciał się pożegnać nie wiem.

Parę lat później gdy przebudziłam się w środku nocy zauważyłam świetlistą pionową smugę na środku pokoju, która się rozpłynęła. Moja mama śpiąc w tym samym pokoju również doświadczała dziwnych zjawisk. Ostatnio z 2 miesiące tamu śpiąc w mieszkaniu, w którym mieszkam od 7 lat zasypiając usłyszałam szept przy uchu. Od razu się zerwałam ożywiłam i gdy zaczęłam sobie tłumaczyć całe wydarzenie zatkanymi zatokami, usłyszałam to po raz drugi głośniej i wyraźniej jednak słowa były dla mnie nie zrozumiałe. Dodam jeszcze, że przed zgaszeniem światła mój kot zamiast spać rozglądał się po całym pokoju. Wszystkie te sytuacje nie działają zbyt dobrze na moją psychikę, często przed spaniem odczuwam lęk przed zobaczeniem czegoś i nie potrafiłam usnąć gdybym musiała zostać sama w mieszkaniu.

Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Moje 'spotkania z nieznanym' - kilka historii
Śr, 30 maj 2018 07:04 komentarze: 1 czytany: 5160x

[...] Witam!  Na początku chciałbym podziękować załodze za to co robicie i jakie rzeczy opisujecie. Dzięki Wam nabrałem odwagi, żeby podzielić się moimi przeżyciami i spostrzeżeniami. Zarówno w temacie UFO, poprzez wędrówkę dusz a na jasnowidzeniu kończąc. Wiem że to zabrzmi trochę dziwnie. Jeden człowiek może mieć tyle do powiedzenia? A jednak.Być może część z rzeczy, które opiszę mogą być jedynie.......

czytaj dalej

[...] Witam!  Na początku chciałbym podziękować załodze za to co robicie i jakie rzeczy opisujecie. Dzięki Wam nabrałem odwagi, żeby podzielić się moimi przeżyciami i spostrzeżeniami. Zarówno w temacie UFO, poprzez wędrówkę dusz a na jasnowidzeniu kończąc. Wiem że to zabrzmi trochę dziwnie. Jeden człowiek może mieć tyle do powiedzenia? A jednak.

Być może część z rzeczy, które opiszę mogą być jedynie dziecięcą wyobraźnią, przewidzeniem albo psikusem mojego mózgu. Ale ja wierzę że to wszystko w jakiś sposób łączy się ze sobą. No ale od początku. Kiedy miałem jakieś 5-7 lat (1995-1997) bawiłem się niedaleko stodoły moich pradziadków. Było lato, wakacje. Wiem bo mogłem się bawić do zapadnięcia zmroku. I wtedy, kiedy była już niezła szarówka zauważyłem trójkąt.

Ogromny, czarny trójkąt z czterema jakby płytkimi kopułkami (silniki, okna, element podwozia?). Trzy większe były przy wierzchołkach trójkąta i jedna, nieco mniejsza na środku. Pojazd ten poruszał się bezszelestnie, był ogromny, na pewno powierzchnie miał większą niż stodoła. Pojawił się dosłownie z nikąd i tak samo szybko zniknął. Z tamtego okresu pamiętam bardzo niewiele, jednak to wydarzenie zapadło mi głęboko w pamięci. Ojciec się trochę ze mnie śmiał, ale mama zawsze mówiła że nasza rodzina (od strony matki) nie jest do końca zwyczajna, albo raczej jest dosyć wyjątkowa. Mówiła też, żebym lepiej nie opowiadał dookoła o tym co widzę czy czuję bo ludzie tego nie zaakceptują, ale zawszę mogę przyjść z tym do niej. 

Moje kolejne doświadczenia związane są z widzeniem tego co ma nadejść i zaczęły się kiedy kończyłem gimnazjum. Nie były to jakieś ważne momenty. A to jakiś konkretny samochód przy konkretnym otoczeniu czy grupa znajomych rozmawiających na konkretny temat. Tak jak bym sobie przypominał nagle fragment jakiegoś filmu, wiedziałem że owe zdarzenie śniło mi się kiedyś i to nawet kilka lat wcześniej. I to nie było tak że "może mi się śniło" tylko "napewno mi się śniło". Nie wiem dlaczego ale po prostu to wiedziałem.

 Następne wydarzenia zaczęły się kiedy poznałem moją obecną partnerkę, czyli 2 lata temu. Pierwszy dzień w nowej pracy, kierownik oprowadza mnie po hali produkcyjnej i nagle zza rogu wyłania się Ona :) Ogarnął mnie wtedy bardzo dziwny stan. Zakochanie? Może, ale czułem się tak jak bym jej nie znał, ale znał. Tak jak bym nie wiedząc o niej nic jednocześnie wiedział o niej wszystko. Później się okazało że z drugiej strony wyglądało to bardzo podobnie. Najciekawsze jednak zaczęło się zimą tego roku. Wychodziliśmy z domu na spacer i zaraz po przekroczeniu progu powiedziała że jest strasznie zimno. Myślałem że słabo usłyszałem i poprosiłem żeby powtórzyła to co przed chwilą mówiła bo nie jestem pewien czy dobrze zrozumiałem. Okazało się że nic nie mówiła i zapytała co usłyszałem. Ja na to, że jest strasznie zimno, a ona w śmiech :) , że jesteśmy już na takim etapie że zaczynam czytać jej w myślach.

Identyczną sytuację mieliśmy kilka dni temu. Wszedłem do jej domu, przywitałem się z ojcem i zacząłem wodzić wzrokiem po salonie żeby przywitać się z matką. Wtedy moja luba powiedziała (a raczej pomyślała) że mama jest pewnie w ogródku. Odparłem, że się domyśliłem a ona pyta czego się domyśliłem. Odparłem że tego, że mama jest pewnie w ogródku. I tu znowu śmiech bo okazało się że moja dziewczyna nie odezwała się nawet słowem tylko pomyślała słowo w słowo to co usłyszałem. Rożnica między tymi dwoma zdarzeniami jest taka, że w zimę informacja była czytelna ale niewyraźna, taki trochę bełkot, ale zrozumiały. A ostatnio informacja była przejrzysta i bardzo wyraźna. Nawet jej głos się zgadzał. Dlatego bez większego zastanowienia powiedziałem że się domyślam bo byłem święcie przekonany że mówiła to na głos.

Mieliśmy też jedną nieprzyjemną sytuację. W marcu tego roku pojechaliśmy na weekend do Gdańska. Tak poprostu, żeby trochę pozwiedzać. Kiedy poszliśmy już spać, w pewnym momencie poczułem się bardzo nieswojo. Tak jakbym wyczuł czyjąś obecność. Obecność kogoś kto raczej jest niechcianym gościem. I w tej właśnie chwili, nad głową mojej śpiącej ukochanej zobaczyłem bardzo dziwną postać. Jednakże nie widziałem tego zmysłem wzroku. Miałem zamknięte oczy ale już nie spałem. Mimo wszystko widziałem to i wiedziałem w którym dokładnie miejscu to coś się znajduje. Coś podobnego jak tytułowy bohater w filmie "Daredevil" , z tą jednak różnicą że on widział w odcieniach niebieskiego a ja widziałem "kolorowo" . Postać wyglądała jak sama głowa z rękami i nogami, ale bez korpusu i z dziwnym grymasem na twarzy. Zdążyłem tylko krzyknąć "kotek nad głową!" i zamachnąłem się ręką na to coś, ale było szybsze od mojej ręki i zniknęło. Wszystko trwało ułamki sekund. Do tej pory jak o tym myślę dostaję gęsiej skórki...

 Na koniec sytuacja z ostatniej nocy tj z 28 na 29 maja. Około godziny 2. Jestem nocnym markiem i często siedzę przy komputerze do późna. Poszedłem do kuchni po coś do picia i na papieroska. Przypalając fajkę zacząłem słyszeć dziwne buczenie. Ni to owad ni samochód. Odrazu skojarzyło mi się to z historią p. Jana Wolskiego! (jestem stałym czytelnikiem FN). Owe buczenie było tak jakby pulsacyjne tj podgłaszało się i przyciszało, płynnie, ze stałą częstotliwością. Nagle zobaczyłem rozbłysk bardzo jasnego, białego światła na wysokości latarni która stoi zaraz przy wejściu na posesję. Niestety stoi tam też drzewo i bardzo dużo zasłania, więc nic więcej nie udało się zaobserwować. Tylko buczenie i ten błysk jak przy spawaniu, bardzo mocny, oślepiający. Mógłbym porównać to do spawarki czy migomatu, tylko trochę większe, bardziej rozległe. Po błysku buczenie ustało.

 To chyba wszystko co chciałem opowiedzieć. Czuję się trochę jak by mi spadł kamień z serca, ulżyło mi. Długo biłem się z myślami czy do was napisać czy nie. Wczorajsze nocne buczenie znacznie mnie popchnęło w tą stronę. Fajnie że jesteście. Dzięki Wam nie czuję się jak wariat. Gdyby załoga miała jakieś pytania to postaram się odpowiedzieć na wszystkie najdokładniej jak tylko potrafię. Przepraszam też za nieciekawą składnię tej wiadomości, ale piszę to trochę pod wpływem impulsu, takie "teraz albo nigdy". 

 Pozdrawiam bardzo serdecznie.

 [dane do wiadomości FN]




zwiń tekst



Zamrożony czas - ciekawy efekt, który potrafią wywoływać obiekty UFO
Pon, 28 maj 2018 09:51 komentarze: 1 czytany: 5008x

Aktualnie mam 29 lat, a zdarzenie mialo miejsce okolo 15 lat temu jak mialam 9, moze 10 lat. Postanowilam napisac do Panstwa, poniewaz przeszlosc powraca do mnie. Od razu napisze, ze nie bardzo interesuje sie tematyka ufo, mimo to czuje w sobie takie dziwne, nie do konca dla mnie zrozumiale polaczenie z wyzszym, a na pewno innym wymiarem, bardziej inteligentnym niz obecny na ziemi. Rozumiem, ze organizacja.......

czytaj dalej

Aktualnie mam 29 lat, a zdarzenie mialo miejsce okolo 15 lat temu jak mialam 9, moze 10 lat. Postanowilam napisac do Panstwa, poniewaz przeszlosc powraca do mnie. Od razu napisze, ze nie bardzo interesuje sie tematyka ufo, mimo to czuje w sobie takie dziwne, nie do konca dla mnie zrozumiale polaczenie z wyzszym, a na pewno innym wymiarem, bardziej inteligentnym niz obecny na ziemi. Rozumiem, ze organizacja nie ma na rzeczy pomagac ludziom dotknietym kontaktem z obcymi, mimo to postanowilam napisac, zeby rozwiac watpliwosci, z ktorymi borykam sie od wielu lat.

Oczywiscie nie wyglada to w ten sposob, ze codziennie o tym rozmyslam i ze ma to wplyw na moje obecne zycie na tyle, ze sobie z tym nie radze, ale ma wplyw na tyle, ze postanowilam poruszyc w koncu ten temat i byc moze odpowiedziec sobie w koncu na ciagle nurtujace mnie pytanie "dlaczego..". Tak jak wspomnialam wczesniej zdarzenie mialo miejsce ok 15 lat temu. Byla szarowka, wakacje, przed godzina 22.00. Wyrzucalam wowczas  do smietnika szklana butelke po czerwonej oranzadzie. Zastanawia mnie caly czas fakt czemu ja wyrzucalam a nie oddalam do pobliskuego baru za kaucja, po wczesniejszym zakupie, ale wyrzucalam ja do smietnika, tak pamietam.

Wowczas na swoim podworku, boisku (obecnie parkingu samochodowym), tam gdzie codziennie przebywalam ze swoimi rowiesnikami spedzajac aktywnie popoludnia, pewnego wieczoru wyrzucajac wlasnie te butelke na bloku w ktorym do dzis mieszkam, na zewnetrznej scianie budynku pojawily sie nagle 3 lasery. 3 male zolte koleczka przemieszczajace sie w danym miejscu na scianie budynku. Pomyslalam wiwczas ze za brama, za plotem (na terenie pobliskiego pubu ktos swieci laserami). Nikt wowczas nie swiecil i lasery byly jak by z gory, z nieba, ale tam tez nic nie bylo widac. Zaraz po tym nastapila cisza. Przestaly jezdzic samochody, halas z pubu zanikl, gwar z pobliskiego pubu rozmawiajacych ze soba smiejacych sie ludzi zamilkl. Nastala cisza, taka glucha cisza. I w tym samym momencie na calym duzym boisku i z calej lewej i prawej jego strony, zaczynajac od plotu pod moimi nogami, przez caly plac az przez mury budynku do samej gory pojawlo sie wszedzie takie jasno zolte swiatło, bialo zolte.

Pomyslalam wtedy ze to jakas mega mocna nadzwyczajna petarda, ktorej nigdy wczesniej nie widzialam i zastanawialam sie czemu nie wybuchła tak mega glosno, czemu w ogole nie wybuchla. Pozniej mialam wyjeta godzine, moze dwie z zyciorysu. Weszlam do domu, mama spala i byla jak by odcieta, chociaz zawsze przed 22 wolala mnie z okna do domu. Tym razem jak nigdy polozyla sie spac i spala, probowalam ja obudzic jak weszlam do domu, bezskutecznie. Brat o 5 lat starszy tez spal, chociaz zawsze o tej godzinie albo nie bylo go wdomu bo byl z kolegami, albo ogladal tv, tym razem spal o tak wczesnej dla niego porze. Dobudzilam go po jakims czasie i powiedzialam ze wydarzylo sie cos niesamowitego i nie umualam wytlumaczyc co, podszedl do okna i powiedzial ze nic nie widzi i zebym polozyla sie spac i go nie budzila bo jest spiacy bardzo. Domyslam sie ze napisalam to troche zbyt chaotycznie, ale dodam ze pisalam drugi raz, bo wczesniejsza wiadomosc ktora pisalam mi sie skasowala przy samym koncu i na szybko napisalam raz jeszcze. Nie pamietam nic w miedzy czasie. Jestem pewna ze tak bylo jak napisalam.

W miedzy czasie (oprocz tego ze np w wieku 10 lat zapomnialam plecaka do szkoly, wiedzac po drodze ze czegos nie mam i orientujac sie na pierwszej lekcji, ze chodzi o plecak, ogolnie mialam i mam do dzisiaj problemy z pamiecia) kilka lat temu mialam straszny bol glowy z lewej strony przy skroni, bol nie do opisania psychiczno fuzyczny przewyzszajacy wszelka skale dotychczasowego bolu, stracilam swiadomosc, tozsamosc, mowe, rownowage, zadne tabletki nie pomagaly. Puscilo po ok 4-5 godzinach. W miedzy czasie na rezinansie magnetycznym wyszlo ki ze mam jakies ogniska zapalne w lewej polkuli mozgu i musze zrobic rezonans magnetyczny z kontrastem. Chodzi mi o to zdarzenie jak wyrzucalam butelke, o ta "niezwykla petarde" ktora nie wybuchla, o to biali zolte bardziej biale niz zolte, jaskrawe swiatlo na calej powierzchni, o te cisze, o nienaturalna reakcje mojej mamy i mojego brata.. Czy to moglo byc zwiazane z ufo? Prosze o szczera odpowiedz. I o podejscie do speawy powaznie. Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]


Dziękujemy za opis. Czy to wydarzenie mogło mieć związek z UFO? Jak najbardziej tak. Obcy z tych pojazdów są w stanie robić coś, co na świecie nazywane jest "zamrożenie czasu". On po prostu jakby stanął w miejscu, jest cisza, nie ma ruchu czegokolwiek itp.
Także potrafią punktowo oddziaływać na ludzi. To może wyjaśnić dziwne - jak wynika z opisu - zachowanie mamy czy brata. Jeśli jednak zjawisko się nie powtórzyło, to trudno jest napisać o nim coś więcej. Było to wiele lat temu, pamięć dziecka potrafi wiele rzeczy przeinaczyć, wyolbrzymić itp. W każdym razie pięknie dziękujemy za ten opis, który trafia do naszego Archiwum FN.

Przy okazji polecamy poniższy wykład Marca Davenporta - jest tam mowa o umiejętnościach obcych "zamrażania czasu".




zwiń tekst



Dziwne sny związane ze śmiercią babci
Sob, 26 maj 2018 05:12 komentarze: brak czytany: 4246x

[...] Droga Redakcjo, Jak zwykle, na początku mojej wiadomości chcę zaznaczyć, że bardzo doceniam Wasz portal. Wysłałam już do Was kilka historii i jeszcze ich trochę zostało do opisania. Trzy miesiące temu pisałam o śmierci mojej kochanej babci. Dalej ciężko mi się z tym faktem pogodzić. Dzień jej pogrzebu był najgorszym dniem w moim życiu, mój dziadziuś nie potrafił się uspokoić nad jej trumną. .......

czytaj dalej

[...] Droga Redakcjo, Jak zwykle, na początku mojej wiadomości chcę zaznaczyć, że bardzo doceniam Wasz portal. Wysłałam już do Was kilka historii i jeszcze ich trochę zostało do opisania. Trzy miesiące temu pisałam o śmierci mojej kochanej babci. Dalej ciężko mi się z tym faktem pogodzić. Dzień jej pogrzebu był najgorszym dniem w moim życiu, mój dziadziuś nie potrafił się uspokoić nad jej trumną.

W tych wszystkich strasznych tygodniach, gdy moja babcia umierała wydarzyło się wiele dziwnych rzeczy. Wizje i wydarzenia jedne po drugich były wręcz przerażające, ja jednak nie opisałam wszystkiego. Już po śmierci mojej babci i po pogrzebie babcia jeszcze kilka raz mi się śniła. Przeważnie bardzo smutno. Był sen, w których spotkałam sanitariuszkę, która uświadamiała mi że powinnam wezwać karetkę, bo moja babcia się dusi. Drugi sen był już w pewnym odstępie czasu - babcia śniła mi się jako niewidzialny byt w swoim starym mieszkaniu. Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale płakała i próbowała mnie przytulać w tym śnie, przez co się zwyczajnie również rozpłakałam.

Dwa miesiące po śmierci mojej babci było bierzmowanie mojej córeczki, na którym mój dziadek (a jej pradziadek) był świadkiem w dniu swoich 85 urodzin. I w ten dzień mojego dziadka obudził głos babci głośnym zawołaniem "Wstawaj!" i punkt siódma dziadek zerwał się z łóżka (opowiadał to później wszystkim). W trakcie popołudniowej mszy, po uroczystości bierzmowania kapłan wspominał o modlitwie za dusze zmarłych, a ja w tym momencie pomyślałam o mojej babci. Na drugi dzień rano, po przebudzeniu, zanim wstałam z łóżka miałam wizję.

Chcę zaznaczyć, że to nie były żadne majaki, tylko wyraźny obraz. Widziałam dosłownie, przez parę sekund moją babcię - piękną, młodą w eleganckim płaszczu i berecie, na dłoniach miała skórzane rękawiczki. Stała w kościele, obok ambony, zdjęła rękawiczki i odłożyła je na ambonę. Wtedy popatrzyła na mnie pięknymi, niebieskimi oczami i wszystko znikło. Od tego czasu babcia osobiście już mi się nie przyśniła. Śniła się natomiast mojej córeczce i pytała, jak poszło jej na testach gimnazjalnych. Pozdrawiam wszystkich czytających. Moje dane proszę zostawić do wiadomości redakcji. [...]

czw. 24.05.2018 16:28




zwiń tekst



Historia o zaginionej kotce i niezwykłym śnie
Czw, 24 maj 2018 08:32 komentarze: 1 czytany: 4575x

[...] Zgadzam się w 100%, że ze zwierzęciem, z którym jesteśmy emocjonalnie mocno związani można nawiązać kontakt, mało tego, to zwierzę bardzo często samo nawiązuje ten kontakt. Aby nie być gołosłowną przytoczę zdarzenie, które sama przeżyłam tydzień temu. Posiadam w domu 3 koty, dwa syberyjskie to jeszcze młodzież, żyją w swoim świecie łobuzowania i zabaw i kotkę, czarnego dachowca, mającą 19 lat.......

czytaj dalej

[...] Zgadzam się w 100%, że ze zwierzęciem, z którym jesteśmy emocjonalnie mocno związani można nawiązać kontakt, mało tego, to zwierzę bardzo często samo nawiązuje ten kontakt. Aby nie być gołosłowną przytoczę zdarzenie, które sama przeżyłam tydzień temu. Posiadam w domu 3 koty, dwa syberyjskie to jeszcze młodzież, żyją w swoim świecie łobuzowania i zabaw i kotkę, czarnego dachowca, mającą 19 lat zwaną przez domowników babcią Kundzią.

Wszyscy zgodnie twierdzą, że Kundzia jest moim osobistym kotem, znalazłam ją jako umierające kocię pod śmietnikiem i udało się uratować, jest bardzo nieufna na wszystkich fuka i nie daje się dotknąć ale do mnie jest prawie przylepiona i często musi mi położyć łapy i głowę na kolanach i tak sobie siedzimy, śpi mi pod pachą w łóżku, woła mnie do sypialni jak za długo siedzę wieczorem w salonie i zawsze się pojawia nie wiadomo skąd jak wracam z pracy.

Latem nie lubi mieszkać w domu, sypia na tarasie i przebywa w okolicy domu w ogrodzie, ponieważ jest już stara i trochę schorowana nie oddala się. Tydzień temu nie przyszła się przywitać jak wróciłam z pracy, nie było jej półtorej doby. W nocy miałam straszny sen, śniło mi się, że obok mnie w łóżku są takie jakieś robale i muchy w kształcie czarnego kota, wyglądało to tak jakby rozkładało się jakieś zwierzę, i ja wołam mojego męża: chodź szybko, my szukamy wszędzie babci Kundzi, a ona tu leży nieżywa i zaczęłam płakać w tym śnie, mąż podchodzi, żeby spróbować to sprzątnąć, a to coś nagle zaczyna strasznie głośno miauczeć i wzywać pomocy no i się obudziłam.

Opowiadam mój sen i mówię, coś się jej stało i trzeba jej szukać ona mnie woła, tak to czułam. Obszukaliśmy cały ogród w każdym zakamarku i nic, w ogrodzie mamy jeszcze taki domek na narzędzia, myślę sobie, że jeszcze tam zajrzę, otwieram , a tam siedzi kupka nieszczęścia i i cicho miauczy bo nie miała już siły. Teraz jest już wszystko dobrze i moja ponad 100 letnia babcia( według ludzkiej miary) znowu mnie wita codziennie po pracy.

[dane do wiad. FN]

/poniżej grafika z Archiwum FN/






zwiń tekst



Cudowne obiekty na niebie
Śr, 23 maj 2018 07:38 komentarze: brak czytany: 4608x

Dzisiaj w naszym cyklu XXI PIĘTRO - TWOJA HISTORIA prezentujemy opis klasycznej obserwacji UFO z 2007 roku. Jest on jednak o tyle nietypowy, że przyszedł do nas jako list.Przy okazji przypominamy nasz adres:FUNDACJA NAUTILUSskr. 221, 00-950 Warszawa 1Poniżej obserwacja.Na koniec jeszcze krótka informacja z naszego facebooka.....

czytaj dalej

Dzisiaj w naszym cyklu XXI PIĘTRO - TWOJA HISTORIA prezentujemy opis klasycznej obserwacji UFO z 2007 roku. Jest on jednak o tyle nietypowy, że przyszedł do nas jako list.

Przy okazji przypominamy nasz adres:

FUNDACJA NAUTILUS

skr. 221, 00-950 Warszawa 1

Poniżej obserwacja.




Na koniec jeszcze krótka informacja z naszego facebooka.




zwiń tekst



Niezwykłe 'małe znaki' o tym, że jego dusza odeszła do światła
Wt, 22 maj 2018 09:08 komentarze: 2 czytany: 8604x

[...] Witam Fundacje Nautilus ! Chciałbym opisać pewne zdarzenie a dokładnie ciąg małych „znaków”, które bardzo mnie poruszyły.Na początku chciałbym wspomnieć o Jodze Powa zapewne jest Państwu doskonale znana. W skrócie można powiedzieć że polega na wysłaniu dzięki intencji mistrza duszy zmarłego do Czystej Krainy Buddhy Amitabhy.Na ulicy na której mieszkam żył pewien mężczyzna, samotnik. Jeśli dobrze.......

czytaj dalej

[...] Witam Fundacje Nautilus ! Chciałbym opisać pewne zdarzenie a dokładnie ciąg małych „znaków”, które bardzo mnie poruszyły.

Na początku chciałbym wspomnieć o Jodze Powa zapewne jest Państwu doskonale znana. W skrócie można powiedzieć że polega na wysłaniu dzięki intencji mistrza duszy zmarłego do Czystej Krainy Buddhy Amitabhy.


Na ulicy na której mieszkam żył pewien mężczyzna, samotnik. Jeśli dobrze pamiętam w kwietniu bieżącego roku jego sąsiadka wezwała straż, ponieważ martwiła się jego brakiem aktywności. Służby przyjechały do jego domu ( a dokładniej ruiny z zarośniętym ogrodem) i okazało się że wszystko jest w porządku.

Po około tyg. po tym wydarzeniu mężczyzna zmarł. Od razu przyszło mi do głowy „przeczucie śmierci” ze strony jego sąsiadki. W tym czasie dowiedziałem się o serwisie poła prowadzonego przez Yutanga Lina ucznia Yogiego Chena.


Wysłałem mail z danymi sąsiada. W ciągu 2 tyg miałem przynajmniej dwa dziwne odczucia przechodząc obok domu zmarłego sąsiada. Za pierwszym razem idąc ulica pomyślałem o Jodze Powa i Amitabhie. Nagle spojrzałem się w bok i ujrzałem jego dom. Drugi raz był silnym przeżyciem , które mocno mną wstrząsnęło. Znów zacząłem myśleć o Powa itd. Mój wzrok przyciągnęły kwiaty (początek maja) i drabina oparta o drzewo pomyślałem „drabina do nieba” cały ogród wydawał mi się piękniejszy od innych mimo że cały był w fatalnym stanie podobnie jak dom. Poczułem również olbrzymie współczucie i miłość połączenie żalu, miłości ,radości, współczucia z spokojem. Uczucie ciężkie do opisania. Wiedziałem, że jest „po drugiej stronie”.

Już pisałem mail w tej sprawie może nie dotarł do państwa? Starałem się odtworzyć powyżej swoje wspomnienia i uczucia, które mi towarzyszyły. Przepraszam za pewne niejasności błędy ale ciężko jest opisać tak ‘dziwne” uczucie, przekonanie. Nadal towarzysza mi lekkie emocje mimo upływu czasu. Mam nadzieje że moja relacja jest jak najdokładniejsza z rzeczywistością.

Yutang Lin odwiedzi niebawem Polskę http://mahajana.net/aktualnosci/yutang-lin-w-warszawie

 Z wyrazami szacunku

Waldemar

/poniżej mistrz Yogi Chen/




zwiń tekst



Czy to była tylko intuicja? Niezwykłe wydarzenie z dzieciństwa
Pon, 21 maj 2018 11:48 komentarze: brak czytany: 5554x

Witam FN. Chciałbym się podzielić z wami pewnym zdarzeniem które miałem w dzieciństwie. Chodzi dokładnie o przewidywanie zdarzeń które za chwile się wydarzą. Miałem wtedy około 8-12 lat. Rozbieżność w latach dość spora ale ciężko mi określić w jakim wieku wtedy byłem. Kojarzę, że było to w mniej więcej takim wieku. Sytuacja wyglądała tak, że mieszkaliśmy wtedy w bloku na osiedlu. Mieszkaliśmy na 3.......

czytaj dalej

Witam FN. Chciałbym się podzielić z wami pewnym zdarzeniem które miałem w dzieciństwie. Chodzi dokładnie o przewidywanie zdarzeń które za chwile się wydarzą.

Miałem wtedy około 8-12 lat. Rozbieżność w latach dość spora ale ciężko mi określić w jakim wieku wtedy byłem. Kojarzę, że było to w mniej więcej takim wieku. Sytuacja wyglądała tak, że mieszkaliśmy wtedy w bloku na osiedlu. Mieszkaliśmy na 3 piętrze. Ja na podwórku przy takich płytkach brukowych które były pozostawione przy bloku na przeciwko schowałem sobie zabawki.

Byłem w pokoju przez który miałem bardzo dobry widok na całe osiedle ( mój podwórek ). W pewnym momencie do pokoju weszła moja starsza o 5 lat starsza. Zawołałem ją, i powiedziałem, że wiem co się zaraz stanie. Ona na to, że na pewno nie, no i stanęliśmy przy oknie i powiedziałem że jej pokaże. No i najpierw powiedziałem, że zaraz zza rogu bloku z naprzeciwka wyjdzie mój kolega Łukasz i przechodząc obok mojej skrytki o której nie miał prawa wiedzieć zacznie tam węszyć i zabierze moją zabawkę.

Oczywiście nie minęło 5-7 sekund i tak dokładnie się stało. Ale Siostra powiedziała, że pewnie podejrzał kiedyś, że ją tam schowałem tą zabawkę i dlatego tak zrobił. Ja oczywiście zaprzeczyłem i postanowiłem jej nadal udowodnić, że potrafię powiedzieć co będzie dalej. Wskazałem, że on najpierw pójdzie i siądzie sobie na ławkę posiedzi sobie tam przez jakąś chwile i pójdzie do sklepu po loda a następnie wróci i pójdzie do piaskownicy. Ku zdziwieniu mojej siostry stało się dokładnie tak jak Ja to powiedziałem. Ja nie czułem wtedy zdziwienia a wiem, że miałem ogromne przekonanie , ze właśnie tak się to stanie. Pisząc teraz do was przypominam sobie, że to była jakaś taka achwila kiedy Ja poprostu czułem ogromną pewnośc tego co zaraz ma nastąpić.

Musze w tym momencie zaznaczyć ze teraz nie mam żadnych zdolności przewidywania i super intuicji.

Wracając do tych przeczuć przyszłych wydarzeń to w późniejszym czacie także bardzo często zdarzało mi się mieć coś na styl przewidywania ale to raczej nazwał bym to superintuicją. w szkole podstawowej i późniejszej licealnej byłem najlepszym piłkarzem. Zawsze dawałem z siebie 120% i wiem że to był mój sposób na sukces ale też wiem, czego inni nie wiedzą ze bardzo często kiwając się przeciwnikiem czy tez idąc sam na sam na obrońców miałem ogromne przeczucie co zrobią, w jaki sposób zaatakują czy też w którą strone pójdą. Ciążko mi nazwać czy too takrze było przewidywanie przyszłości chodz ja sam bardziej bym to nazwał superintuicją która w grze w piłkę sprawdzała się w 100% i dzięki niej miałem ogromną przewagę nad kolegami.

Pozdrawiam całą załogę FN
3-Mjcie się

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Intrygujące wydarzenie obok słynnej Muchołapki w Górach Sowich
Czw, 17 maj 2018 09:26 komentarze: 2 czytany: 5631x

[...] piszę bo przydarzyło mi się wczoraj (16 maja 2018 - przyp. FN) coś niezwykłego . Przy okazji będąc w Górach Sowich, postanowiłem zajechać do Jugowic , gdzie znajduje się "muchołapka" czyli budowla , na której niemcy testowali pojazdy antygrawitacyjne, wg. Witkowskiego i wycieczka jak wycieczka , podjechałem pod bramę kompleksu "Riese" zrobiłem zdjęcieprzejechałem bramę i podjechałem pod sam .......

czytaj dalej

[...] piszę bo przydarzyło mi się wczoraj (16 maja 2018 - przyp. FN) coś niezwykłego . Przy okazji będąc w Górach Sowich, postanowiłem zajechać do Jugowic , gdzie znajduje się "muchołapka" czyli budowla , na której niemcy testowali pojazdy antygrawitacyjne, wg. Witkowskiego i wycieczka jak wycieczka , podjechałem pod bramę kompleksu "Riese" zrobiłem zdjęcie

przejechałem bramę i podjechałem pod sam obiekt i wtedy nagle momentalnie temperatura w układzie chłodzenia auta drastycznie się podniosła ,na granicy uszkodzenia uszczelki pod głowica , musiałem wyłączyć silnik. Cały czas siedziałem w samochodzie , nagle zaczęła mnie boleć głowa i dziwnie zacząłem się czuć, wtedy do mojego samochodu zaczeło zbliżac się jakieś zwierzę , to był kot, który wszedł pod auto , i wyszedł , zaczął się dziwnie na mnie patrzeć .

Poczułem się tak nieswojo w tamtym miejscu,że musiałem szybko uciekać mimo zagotowanej wody , po opuszczeniu terenu "Riese" licznik temperatury się nagle unormował a ja pojechałem dalej do pokoju na terenie Ludwikowic Kłodzkich, gdzie wynajmowałem jako turysta i to o czym chciałem napisac zdarzyło się koło godz 23:30 , poszedłem zrobić herbatę i w głowie usłyszałem głos - ziemianinie...ziemianinie ...nic więcej tylko to , poczułem również obecność kogoś kto był choć nikogo nie widziałem , oprócz czasami dziwnych błysków w kuchni ...obecność była na tyle wyczuwalna ,że musiałem w nocy uciekać z tamtego miejsca , gdyż zacząłem się bać [...]

[dane do wiad. FN]

 

/poniżej zdjęcia z Archiwum FN/





zwiń tekst



Kilka słów o tzw. 'nocnych światłach', ale także o... ncnej zmorze
Śr, 16 maj 2018 11:59 komentarze: brak czytany: 5595x

[KONTAKT] Piszę już trzeci raz o NL tj nocnych światłach. Przeczytałam w Nautilusie o próbach kontaktu z NL, o ile dobrze zrozumiałam. Ktoś zastosował sygnalizację świetlną. Pomyślałam że opiszę swoje doświadczenia. Najpierw jedno niezwiązane z tematem listu, ale dające do myślenia.Jestem stałą czytelniczką Nautilusa i często czytałam o zmorach nocnych. Myślałam że to zjawisko nie istnieje i jest .......

czytaj dalej

[KONTAKT] Piszę już trzeci raz o NL tj nocnych światłach. Przeczytałam w Nautilusie o próbach kontaktu z NL, o ile dobrze zrozumiałam. Ktoś zastosował sygnalizację świetlną. Pomyślałam że opiszę swoje doświadczenia. Najpierw jedno niezwiązane z tematem listu, ale dające do myślenia.

Jestem stałą czytelniczką Nautilusa i często czytałam o zmorach nocnych. Myślałam że to zjawisko nie istnieje i jest tylko tworem wyobraźni ludowej. Zapragnęłam doświadczyć i miewałam ataki zmory wielokrotnie.Za każdym razem odpędzałam ją imieniem Jezus. Raz słyszałam nawet jej głos. Czasem nawet bałam się położyć spać, kiedy obejrzałałam film "Egzorcyzmy Annelise Michel" uświadomiłam sobie że przecież mogłam zostać opętana.

Teraz nie miewam już ataków .Codzienny różaniec, należę do grupy modlitewnego wsparcia i koniec zmory. I tu przejdę do tematu.NL nie reagują na światła reflektora lecz na światło duszy. Rozmawiam z nimi o tym że chciałabym by ludzie poznali prawdę o sobie,,,ze jedynym sposobem na zakończenie dewastacji Ziemi jest brak mięsa w diecie.

Wczoraj mówiłam im o Jezusie. O Jego życiu i czego nas nauczył. Poświęcił życie byśmy mogli mieć nadzieję na lepszą przyszość i przekazał nam wielką mądrość. Nie mam wielu tematów którymi mogę zainteresować ale gdy opieram się na Jezusie zawsze mnie słuchają z powagą. Objawia się to m ich wzmożoną aktywnośćią na niebie. Czasem jednak mam wrażenie że to co tam jest jest ze strony ciemnośći. Podobno jest taka możliwość.

Myślę że jest to bardzo duchowe zjawisko i trzeba raczej zaświecić sercem by dostrzec jego głębię a nie tylko światełka pomykające po niebie. Jego duchowość nie polega na religii lecz na tzw. wibracji i tp. Nie znam się na tym, ale przypuszczam, że po prostu trzeba starać się mieć lepsze życie. Zjawisko opętania i kontaktu ma jedną cechę wspólną ,oddziaływanie na mózg i jego pracę. Przyczepia się do czakramów ta zmora i się wydaje że jej nie ma a ona jest. Tak i w przypadku tych NL tworzą się nici astralne które nas łączą ze sobą tak żę są obecni mimo że niby ich nie ma.Nie posiadam odpowiedniej wiedzy i czasu by lepiej i jaśniej opisać to zjawisko. Zależy mi na tym by obaczyć trzy obiekty lecące jednocześnie. To jest eksperymentu ciąg dalszy.

[dane do wiad. FN]


 



zwiń tekst



Niepokojąca wizja - czy Gdańsk wkrótce zaleje... wielka fala?
Pon, 14 maj 2018 08:56 komentarze: 1 czytany: 7181x

[...] 10 maja 2018 r miałem spontaniczną wizję. Przed oczami pojawił mi się  posąg Neptuna z gdańskiej fontanny, o którego postument , do wysokości stóp Neptuna rozbija się woda.  Sama postać Neptuna była tylko smagana nieregularnie stróżkami wody. Po chwili pojawia się drugi obraz -  płaskorzeźba z 2 starodawnymi , skrzyżowanymi pistoletami. Nigdy w życiu nie byłem w tamtym miejscu.......

czytaj dalej

[...] 10 maja 2018 r miałem spontaniczną wizję. Przed oczami pojawił mi się  posąg Neptuna z gdańskiej fontanny, o którego postument , do wysokości stóp Neptuna rozbija się woda.  Sama postać Neptuna była tylko smagana nieregularnie stróżkami wody. Po chwili pojawia się drugi obraz -  płaskorzeźba z 2 starodawnymi , skrzyżowanymi pistoletami.

Nigdy w życiu nie byłem w tamtym miejscu ani nie oglądałem go w internecie czy w książkach. Zadzwoniłem do Znajomego z Gdańska i zapytam o powyższą płaskorzeźbę w jego mieście- czy coś takiego gdzieś tam w ogóle jest… Przez telefon nie kojarzył ale po kilkunastu minutach przysłał mi zdjęcia wejścia do starej zabytkowej zbrojowni, która okazała się znajdować na tej samej ulicy gdzie stoi fontanna z Neptunem.

Płaskorzeźba jest w górnej części drzwi i wg mojego Znajomego jest to wysokość ok 4 m nad ziemią. Wnioskuję, że na tej  wysokości ustabilizuje się woda po przejściu fali.. Zdjęcia w załączeniu.
--








zwiń tekst



Sen o wielkiej fali tsunami i... artykuł w serwisie FN.
Nie, 13 maj 2018 05:54 komentarze: brak czytany: 6939x

Szanowna Redakcjo FN, Niezmiernie się cieszę, że jesteście i robicie to, co robicie. Dzięki Wam mogę poczytać o różnych tematach, które mnie nie tylko interesują, ale również czasami dotyczą. Od kiedy śledzę Waszą pracę zastanawiałam się, czy podzielić się z Wami kilkoma „wydarzeniami” z mojego życia. Nigdy o nich nie rozmawiałam publicznie, a jedynie z kilkoma osobami w rodzinie lub w gronie najbliższych.......

czytaj dalej

Szanowna Redakcjo FN,

Niezmiernie się cieszę, że jesteście i robicie to, co robicie. Dzięki Wam mogę poczytać o różnych tematach, które mnie nie tylko interesują, ale również czasami dotyczą.

Od kiedy śledzę Waszą pracę zastanawiałam się, czy podzielić się z Wami kilkoma „wydarzeniami” z mojego życia. Nigdy o nich nie rozmawiałam publicznie, a jedynie z kilkoma osobami w rodzinie lub w gronie najbliższych przyjaciół. Wiadomo, że pewne „przypadki” nie są wytłumaczalne w racjonalny sposób i lepiej zachować milczenie niż skazać się na niezrozumienie bądź śmieszność.

Do tej pory opisałam Wam przypadek UFO nad moim miastem, ale on dotyczył bezpośrednio mojego męża nie mnie. Tym razem jednak chcę z siebie coś wydusić. Nie wiem czy to kiedykolwiek wykorzystacie, czy w ogóle Was to zainteresuje, ale chcę wreszcie komuś postronnemu opisać co mnie spotkało. A Wy wydajecie się Jedynymi, którzy mogą podejść do tego ze zrozumieniem.

Na początek – co mnie skłoniło nagle do napisania? Otóż sen i artykuł w FN.

Są sny i … sny. Zdecydowana ich większość przychodzi i odchodzi. Zapominamy o nich. Nie są jakieś szczególne, zbyt wyraźne.
Ale raz na jakiś czas trafia się ten szczególny, inny, niezwykle wyraźny i taki dotykający wręcz ciała lub duszy. Wówczas wiem, że jestem, że czuję, nie śnię i wiem, że nie potrwa zbyt długo dlatego rozglądam się, by jak najwięcej zobaczyć. Jedne są miłe, inne niespokojne.

Ten był przerażający. Z 6 na 7 maja tego roku (2018 - przyp. FN) znalazłam się w drewnianym domu nad morzem. Wiedziałam, że jestem na Florydzie. W pewnej chwili dotarło do mnie, że zbliża się potężne tsunami i jedyna ucieczka to dojechanie do bardzo odległego cmentarza na jakieś wyżynie. Nigdy na Florydzie nie byłam wiem tylko o niej to, że jest tam ciepło i zdarzają się huragany ( no i chyba jest dość płaska).

Mąż powiedział, że zabieramy najważniejsze rzeczy oraz naszą kotkę i uciekamy. Właśnie kończyłam w pośpiechu pakowanie (wszystko widziałam dokładnie, nawet napis na czarnym laptopie, którego chwyciłam – zastanawiałam się po co to robię, ale pomyślałam że może gdzieś będzie zasięg i będzie możliwość jego użycia). Gdy skończyłam pakowanie zgasło światło. Pomyślałam, że jest już blisko. Wówczas mąż powiedział: Już jest za późno, nie mamy szans na ucieczkę. To co zrobimy? Zapytałam. Musimy to przyjąć, może jakimś cudem to przeżyjemy powiedział głosem mocno zrezygnowanym. Wzięłam na ręce ukochaną kotkę - bo jeśli mamy zginąć to razem. Czy chcę zobaczyć tę falę? Pomyślałam. Tak. Wyszłam przed dom i się odwróciłam w kierunku morza.


I tego momentu snu nigdy nie zapomnę. Nawet teraz czuję duży niepokój. Zobaczyłam potężną ciemną falę, której wysokość była tak ogromna, że nie jestem w stanie jej określić, ale z pewnością powyżej 60 m. Zbliżała się z niezwykłą prędkością. Wielka ściana masy wody. Krzyknęłam: Jezu! I zdążyłam jeszcze poprosić Boga o lekką śmierć dla mnie, męża i kotki bo wiedziałam, że to koniec. I sen się urwał.

Przez cały następny dzień byłam poruszona ponieważ strach ze snu pozostał. Serce mi szybciej biło i byłam niespokojna. Poszukałam nawet w internecie, czy gdzieś kiedyś coś takiego się już stało ale były jedynie jakieś wzmianki sprzed 10 tyś lat. Dwa dni później czyli 8 maja jeszcze o tym myślałam, ale już mniej. Miałam wolną chwilę i włączyłam stronę FN. A tam na pierwszej stronie zobaczyłam obraz fali ze snu z informacją o nowej rosyjskiej broni która może spowodować tsunami sięgającego nawet 100 m. Szybko artykuł otworzyłam i z bijącym sercem przeczytałam. Ostatnie słowo artykułu mnie zmroziło. Może ono dosięgnąć Florydę!

Nie wiem kiedy ten artykuł został publikowany, bo wcześniej był długi weekend i nie wchodziłam na stronę FN od 27 kwietnia do 7 maja. Wcześniej nic o tym nie czytałam i nie widziałam tego artykułu. Większość osób pewnie powie, że się czymś zasugerowałam bądź widziałam ten artykuł. Ja wiem że nie. Ale wszystkie niewytłumaczalne przeżycia są subiektywne i mocno osobiste. Mam tylko nadzieję, iż nigdy nie nadejdzie chwila, gdy ludzkość będzie musiała się zmierzyć z takim żywiołem. Ten strach i bezradność czuję do dziś i myślę, że już nigdy go nie zapomnę.

[...]
Gorąco pozdrawiam Redakcję FN oraz wszystkich załogantów Nautilusa

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Kolumna dziwnych mnichów w kapturach
Pt, 11 maj 2018 06:55 komentarze: 2 czytany: 10876x

[...] Dzień dobry. Chciałbym przytoczyć kilka opowieści mojego znajomego. Nie podam jego personaliów, ani moich, ponieważ pochodzimy z małego miasta, gdzie wszyscy się znają. Przedstawię go jako Jan, aby łatwiej mi było opisywać. Miejscowość to Miechów, województwo małopolskie. Jan posiada zdolności medium, co zapewne sprawia, że widzi więcej niż inni.Pierwsza historia miała miejsce kilkadziesiąt .......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry. Chciałbym przytoczyć kilka opowieści mojego znajomego. Nie podam jego personaliów, ani moich, ponieważ pochodzimy z małego miasta, gdzie wszyscy się znają. Przedstawię go jako Jan, aby łatwiej mi było opisywać. Miejscowość to Miechów, województwo małopolskie.
Jan posiada zdolności medium, co zapewne sprawia, że widzi więcej niż inni.

Pierwsza historia miała miejsce kilkadziesiąt lat temu, gdy Jan był jeszcze młodym chłopakiem. W ciepły wieczór stał przed domem wraz z kilkoma innymi osobami. Wtedy jeden dorosły facet zapytał - "czy ktoś widzi to co ja?". Tylko Jan również to widział. W odległości kilkudziesięciu metrów przechodziła kolumna zakapturzonych mnichów, którzy śpiewali jakąś starą pieśń i żadnemu z nich nie było widać twarzy, tylko jakaś ciemna plama zamiast twarzy. Nikt chyba nie miał odwagi podejść do tej pielgrzymki. Dodam tylko, że Miechowie funkcjonował kiedyś zakon Bożogrobców. Kilka lat temu byłem gdzieś w pobliżu miejsca tego wydarzenia. Wsiadałem do samochodu. Godzina była późna, coś koło północy. Zapinam pasy i kilka metrów przed sobą zobaczyłem ogniki, które zapalały się i gasły, latały jak zwariowane. Trwało to kilkadziesiąt sekund. Jestem człowiekiem wyjątkowo strachliwym. Dlatego dostałem strasznej gęsiej skórki i dosłownie zamarłem w bezruchu. Przypomniałem sobie od razu opowieść znajomego. Jednak nic innego nie widziałem.

Druga historia wydaje mi się nieprawdopodobna. Jan jako dwudziestoparolatek wybrał się z kolegami na szukanie w Noc Świętojańską złotego kwiatu paproci. Jan z jednym kolegą został w samochodzie a dwóch pozostałych poszło do lasu. Wrócili a w zasadzie przybiegli po kilkudziesięciu minutach bladzi i roztrzęsieni. Podobno udało im się znaleźć złotą paproć. Jeden z nich ją zerwał i nagle zaczęła ich gonić kilkumetrowa fala wody. Wyrzucili znalezisko i przybiegli do auta. Podobno trudno było im nie uwierzyć, w takim byli stanie.

Następna opowieść to też młodzieńcze lata. Jan z kolegami umówili się na ognisko w lesie z jakimiś dziewuszkami. Ognisko również miało być w lesie. Gdy szli z oddali widzieli już palące się ognisko, słychać było głośne śmiechy. Jednak po przybyciu na miejsce spotkania śmiechy ucichły i żadne ognisko się nie paliło, nie było nawet żaru. Jedynie do okoła paleniska poukładane były gruszki. Jak się później okazało, dziewczyny w ogóle nie przyszły.

Dodam też, że Jan będąc w wojsku urządzał seanse spirytystyczne, będąc przy tym dobrym medium. Kiedyś w mieszkaniu kolegi wywołał ducha Hitlera, który bardzo przeklinał, a gdy matka kolegi weszła do mieszkania w trakcie owego seansu duch tak się wkurzył, że rozwalił telewizor.

Być może na te zjawiska miało wpływ właśnie wywoływanie duchów, aczkolwiek pierwsza historia miała miejsce jeszcze przed tym jak Jan zaczął się tym interesować. Jan twierdzi też, że widział ufo kilka razy w życiu, ale nie znam szczegółów.
Ja osobiście znalazłem kiedyś ufo na zdjęciu, zresztą wysłałem je do Państwa fundacji. To było w Krościenko nad Dunajcem. Proszę o ukrycie mojego maila.

Pozdrawiam,

Marek





zwiń tekst



STRONA
1 24 25 26 27 28 29 30 50 72
Strona 27 / 72

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Pojawił się nowy wpis w dziale Szalupa Ratunkowa o potędze myśli... polecamy lekturę! [...]

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wczoraj, 05:42 | [...] obiekt był pomiędzy drzewami, pierwszymi z prawej, oczywiście w dalszej odległości). Był widoczny nad polami w okolicy drogi nr 7. Czas trwania ok. 15 min. była niska podstawa chmur, gwaizdy widoczne słabo, ale na swoim miejscu ( obiekt był znacznie niżej) wykluczam samolot, śmigłowiec, drona. [...]

Dziennik Pokładowy

Niedziela, 3 maja 2020 | Miałem zabawne spotkanie z moim wiernym słuchaczem sprzed lat. Wtedy młodym chłopakiem, a dziś poważnym panem z rodziną, dziećmi i siwiejącymi skroniami. Dopiero patrząc na niego zobaczyłem dyskretny urok upływu czasu, który dotyczy przecież każdego z nas. Zadał mi ciekawe pytanie... Panie Robercie, jak można utrzymać pasję przez tyle lat? Przecież reszta pasjonatów panu podobnych dawno odpadła od...

czytaj dalej

FILM FN

NASA Live: Official Stream of NASA TV

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.