Dziś jest:
Środa, 3 czerwca 2020

"Potrzebujemy nowego sposobu widzenia świata, opartego na myśleniu relacyjnym, które podkreśla wzajemne związki, współzależność człowieka, przyrody, bytów i istot ludzkich i nie -ludzkich. Musimy przestać postrzegać siebie jako coś oddzielonego od całej reszty świata żywego. Chcąc nie chcąc jesteśmy powiązani ze sobą, oraz ze wszystkimi roślinami, zwierzętami, mikroorganizmami na całym świecie. Naszą szansą jest jeżeli nauczymy się z nimi współdziałać".
prof. Piotr Skubała

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Do pokoju, w którym spała zakonnica, wchodził... czarny kot, który znikał!
Wt, 9 maj 2017 11:30 komentarze: 1 czytany: 1873x

Otóż, mojego dziadka ciotka została zakonnicą i została przydzielona do klasztoru i tam w tym klasztorze znajdował się pokój w którym nikt nie chciał spać bowiem tam straszyło.. i ciotka dziadka jako nowa zakonnica została tam zakwaterowana, początkowo wątpiła w tą historię jednak już pierwszej nocy punktualnie o godzinie 0:00 drzwi same się otwierały a do pokoju wchodził czarny kot.. po czym kot .......

czytaj dalej

Otóż, mojego dziadka ciotka została zakonnicą i została przydzielona do klasztoru i tam w tym klasztorze znajdował się pokój w którym nikt nie chciał spać bowiem tam straszyło.. i ciotka dziadka jako nowa zakonnica została tam zakwaterowana, początkowo wątpiła w tą historię jednak już pierwszej nocy punktualnie o godzinie 0:00 drzwi same się otwierały a do pokoju wchodził czarny kot.. po czym kot znikał, pojawiał się silny podmuch wiatru a do pokoju wchodziła dusza, biała postać w habicie, która pragnęła modlitwy za siebie gdyż pokutuje za grzechy i pragnie dostać się do królestwa niebieskiego.

Po tym wydarzeniu, zakonnica opowiedziała wszystko przełożonej, i odprawiona została msza w najbliższej kaplicy za duszę tej osoby. Po kilku dniach ta postać przyszła podziękować za wstawiennictwo. A potem zniknęła na zawsze.



zwiń tekst



Niezwykłe zdarzenie na sali opatrunkowej
Pon, 8 maj 2017 12:27 komentarze: 3 czytany: 2668x

Zdecydowałem się napisać do Państwa nie z chęci przygody, ale raczej konieczności, z której co raz bardziej zaczynam zdawać sobie sprawę. Lubię opowieści o duchach, ufo, itp. choć raczej nie żyję nimi. Nie wykluczam i nie neguję niczego, czego nie mogę sprawdzić, ale jestem raczej pragmatykiem. Mam 32 l. wykształcenie administracyjne a zawodowo od kilku lat zajmuję się pozyskiwaniem środków z.......

czytaj dalej

Zdecydowałem się napisać do Państwa nie z chęci przygody, ale raczej konieczności, z której co raz bardziej zaczynam zdawać sobie sprawę. Lubię opowieści o duchach, ufo, itp. choć raczej nie żyję nimi. Nie wykluczam i nie neguję niczego, czego nie mogę sprawdzić, ale jestem raczej pragmatykiem. Mam 32 l. wykształcenie administracyjne a zawodowo od kilku lat zajmuję się pozyskiwaniem środków z funduszy UE i innych, a ostatnio ochroną (rozbieżne dziedziny ale takie życie) dużych obiektów handlowych. Moje życie więc fantazją nie jest.

 Ale do rzeczy. Jakiś miesiąc temu miałem nocny dyżur w mojej nowej pracy w ochronie. Moja żona też miała nockę w szpitalu na ortopedii. Spotkaliśmy się rano. Zanim dojechałem do domu ona zdążyła się położyć i zasnąć. Nie miałem klucza, więc obudziłem ją stukaniem do drzwi. Była zmęczona (wręcz "padnięta") i dziwnie roztrzęsiona. Spytałem: co sie stało? Odpowiedziała mi cyt.: - "Ja coś widziałam". – Co?-- spytałem, spodziewałem się, że znowu ktoś zmarł na jej oddziale - jest sanitariuszką więc dla niej to norma, a ostatnio szpital wyrabia kontrakt na siłę operując dziadków po 90 lat, którzy ledwie dyszą...

-"Nie wiem, co to było!" Odpowiedziała po dłuższej chwili. Była wyraźnie przerażona. Zaczęła w końcu opowiadać. Postaram się w miarę wyraźnie wszystko przytoczyć.

 ..."Ok. 1 w nocy wszyscy już spali, więc ja też poszłam się położyć na salkę opatrunkową. To mała salka ok 3,5 na 2,2 m. z dwiema leżankami przedzielona na pół przepierzeniem z zasłonką na stelażu metalowym. Prześcieradło, które leżało na leżance zdjęłam i położyłam własne, a tamto złożone w cztery byle jak, położyłam na drugą leżankę pod oknem za przepierzeniem. Na parapecie włączyłam małą lampkę nocną. Nie przeszkadzała mi bo była za przepierzeniem. Drzwi zostawiłam uchylone na 10-15 cm, aby słyszeć dzwonki pacjentów. Było jaśniej niż półmrok. Chwilę leżałam, gdy zaczynałam zasypiać, coś stuknęło, jak czasem kaloryfer, gdy się rozgrzewa. Otworzyłam oczy i podniosłam się na łokciach. Nagle coś zaczęło telepać, szamotać rozsuniętym na pół przepierzeniem. Jakby człowiek, ale nie było nikogo.

Poderwałam się i usiadłam. Myślałam, że śpię i nie wierzyłam własnym oczom i uszom, ale tuż przy moich nogach to się działo. Szybko wstałam i zajrzałam za przepierzenie, tam gdzie stała druga leżanka, ale nikogo nie było. To szamotanie zasłonką trwało dłuższą chwilę. Gdy ucichło prześcieradło, które przełożyłam na drugą leżankę złożone zaczęło się podnosić na jakieś 20 - 30 cm, jakby ktoś włożył pod nie rękę. Odruchowo "przyklapnęłam je ręką z góry z powrotem". Włosy stanęły mi na głowie i poczułam własne tętno w całym ciele. Po chwili usłyszałam głośno i wyraźnie jakby agonalne sapanie z pojękiwaniem. Tuż obok mnie. 

Dziwnie widziałam a właściwie czułam, jakby innym zmysłem niż oczy, obecność starego mężczyzny, niskiego (po dłuższym przypominaniu uznała że miał siwe włosy i szare ubranie). Wrzasnęłam wtedy głośno "Spie...laj ode mnie!" To był odruch, ale już nie zniosłabym więcej, bo czułam jak mi serce wali (pół roku wczesniej miała jakieś dziwne napady - tachykardie) wybiegłam do dyżurki, gdzie spały inne osoby. Opowiedziałam im o wszystkim.

Wróciłam tam na opatrunkową gdy się trochę uspokoiłam, bo wiedziałam, że muszę aby lęk nie pozostał, ale nic już się nie działo" ...Koniec cyt.

 Nie uwierzyłbym innej osobie, ale moją żonę znam i wiem, że nie zmyśla. Nie ma tego w zwyczaju. Nigdy nie miała skłonności do konfabulacji. Inne osoby też opowiadały, że na tej salce i jeszcze dwóch innych - obecnie połączonych w jedną dużą salę straszy. Nawet ksiądz kiedyś święcił, bo pacjenci nie mogli spać tak dawało. Na tej salce opatrunkowej zmarło wielu ludzi, gdyż wywożono tam pacjentów terminalnych, aby inni nie patrzyli na ich umieranie. I jest coś jeszcze. Przed tym dyżurem, moja żona była 3 dni na zwolnieniu lekarskim (grypa).  W tym czasie na oddziale zmarł starszy człowiek, który był połamany i podupadł trochę psychicznie. Ona jako jedna z nielicznych pocieszała go i starała się rozweselić (nawet z nią żartował). Ale wg niej nie wyglądał on tak, jak osoba, której obecność czuła. Są też wątpliwości; Ona nosi soczewki, które zdjęła przed drzemką a wadę wzroku ma znaczną, była też zmęczona... Ale słuch ma za to jak radar!

Trochę to wydarzenie nam utrudniło życie. Często jest tak, że gdy ja mam noc, ona jest w domu sama i boi się. Nie może zasnąć, śpi przy włączonym telewizorze. Zasypia o 1-2 w nocy nawet jak ma na 7 do pracy. To raczej nie mija - przeciwnie - narasta. Boję się, że wpadnie w nerwicę, albo jakąś psychozę. Stała się też bardziej nerwowa, choć to nie tak wyraźne.

Jeżeli Chcecie Państwo list możecie dowolnie wykorzystać, ale dane personalne i wiadomość proszę zachować tylko do Wiadomości FN

Piotr [dane do wiad. FN]

Pozdrawiam



zwiń tekst



Uważaj... auto!
Nie, 7 maj 2017 09:13 komentarze: brak czytany: 2185x

Droga FN. Czytając artykuł na waszej stronie przypomniała mi się pewna historia...to znaczy nie przypomniała ponieważ cały czas siedzi w mojej głowie. Ale mniejsza o to. Gdy byłem jeszcze mały, miałem wtedy może 7-8 lat, jeździłem sobie koło mojego domu na rowerze. Blisko mnie była górka a za nią ostry zakręt. wyjechałem na szczyt tej górki i zacząłem zjeżdżać jak najszybciej potrafiłem. Nagle usłyszałem.......

czytaj dalej

Droga FN. Czytając artykuł na waszej stronie przypomniała mi się pewna historia...to znaczy nie przypomniała ponieważ cały czas siedzi w mojej głowie. Ale mniejsza o to. Gdy byłem jeszcze mały, miałem wtedy może 7-8 lat, jeździłem sobie koło mojego domu na rowerze. Blisko mnie była górka a za nią ostry zakręt. wyjechałem na szczyt tej górki i zacząłem zjeżdżać jak najszybciej potrafiłem. Nagle usłyszałem głos kobiety ,,uważaj, auto".

Głos był spokojny, a zarazem głośny. Szybko zjechałem na bok a zaraz potem czarny opel sąsiada wyjechał zza tego zakrętu. Zdziwiłem się i zacząłem się rozglądać kto mnie ostrzegł ale nikogo nie dostrzegłem.  Wtedy nie zdawałem sobie sprawy z tego że to być może Anioł Stróż do mnie przemówił lecz z upływem czasu zrozumiałem to musiała być wyższa siła. teraz gdy minęło gdy tyle lat od zdarzenia dalej mam w głowie ten głos

Pozdrawiam
Robert J. [dane do wiad. FN]



zwiń tekst



Duchy tylko w starych domach, zamkach czy ruinach? Także w nowoczesnych, współczesnych mieszkaniach.
Pt, 5 maj 2017 09:34 komentarze: 2 czytany: 2065x

Utarło się błędne przekonanie, że zjawy czy duchy pojawiają się tylko w starych domach, najczęściej stojących samotnie gdzieś pod lasem. Jest to całkowicie błędne założenie, gdyż znamy przypadki bardzo nowoczesnych mieszkań, w których domownicy opowiadają o nocnych stukach, krokach po podłodze, przesuwających się przedmiotach itp. Oto historia z naszej poczty dosłownie z ostatnich godzin, która dokładnie.......

czytaj dalej

Utarło się błędne przekonanie, że zjawy czy duchy pojawiają się tylko w starych domach, najczęściej stojących samotnie gdzieś pod lasem. Jest to całkowicie błędne założenie, gdyż znamy przypadki bardzo nowoczesnych mieszkań, w których domownicy opowiadają o nocnych stukach, krokach po podłodze, przesuwających się przedmiotach itp. Oto historia z naszej poczty dosłownie z ostatnich godzin, która dokładnie pokazuje taką sytuację.

[...] od momentu, kiedy pierwszy raz byłem u niej w mieszkaniu dało się wyczuć coś dziwnego. Często opowiadała mi o kanałach w telewizji które same się zmieniają, o butelkach- które spadają ze stołu, poprzestawianych krzesłach etc. Jednak najczęściej słyszałem o tym, że ma wrażenie, jakby ktoś był w tym mieszkaniu. Zwłaszcza w nocy. Czasami jakby ktoś spał za nią, stał w kącie pokoju lub najzwyczajniej BYŁ.

Nie było to często, sporadycznie, jednak kiedy zostawałem na noc- nigdy nic się nie wydarzyło. Fakt, miałem wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, ale nie zastanawiałem się jakoś mocno nad tym. Do dzisiaj...

Dwa miesiące temu wynajęliśmy mieszkanie. Nowe osiedle, wszystko wychuchane, no mieszkanie bajka. Każdy, kto przychodził do nas, mówił, że czuć tu "dobrą aurę". Jadnak nie tak dawno, sam przekonałem się, że nie jesteśmy tu sami. Będąc w łazience, przez uchylone drzwi przemknął mi cień ( ok 180 cm, szczupły). W mieszkaniu byłem tylko ja, szykujący się do pracy. W związku z tym, że służba trwa 24h, moja dziewczyna często zostaje sama w mieszkaniu. I coraz częściej słyszę, że coś tu jest nie tak. Mamy kotkę, i choć wiem, że zwierzęta wyczuwają "byty", tym bardziej zastanawiam się czemu coraz częściej przesiaduje pod drzwiami sypialni, wpatrując się w nie bezustannie.

W nocy, sam słyszałem jakby ktoś chodził po salonie - i chociaż za każdym razem wychodzę z sypialni by to sprawdzić to nic nie ma. Ale dzisiaj... w sumie dlatego piszę. Skończyłem służbę o 7 rano. Wszedłem do mieszkania. Po chwili usłyszałem słowa mojej dziewczyny: "coś Ci powiem... obudziłam się w nocy bo słyszałam, że ktoś za mną oddycha, rozumiesz?! oddycha! Przecież byłam sama, Ty byłeś w pracy..."
Jej głos i wzrok mówiły mi wszystko. [...]





zwiń tekst



Podciął sobie żyły, a potem… usłyszał głos, że ma dwie możliwości!
Śr, 3 maj 2017 12:40 komentarze: 12 czytany: 3618x

Na początku tego maila pozdrawiam cala redakcje i dziekuje ze jestescie. Ja do panstwa napisalem pare mailow o niezwyklych przezyciach w swoim zyciu. W tamtym roku znowu sie zalamalem i postanowilem sie zabic :( . Planowalem jak to zrobic a jednocześnie przepraszalem i modlilem sie do Boga bo tak naprawde nie chcialem tego zrobic. Ale niestety strach byl tak silny ze podcialem sobie zyly. Nie wiem.......

czytaj dalej

Na początku tego maila pozdrawiam cala redakcje i dziekuje ze jestescie. Ja do panstwa napisalem pare mailow o niezwyklych przezyciach w swoim zyciu. W tamtym roku znowu sie zalamalem i postanowilem sie zabic :( . Planowalem jak to zrobic a jednocześnie przepraszalem i modlilem sie do Boga bo tak naprawde nie chcialem tego zrobic. Ale niestety strach byl tak silny ze podcialem sobie zyly. Nie wiem ile czasu minelo jak tracilem krew ale zrobilem sie bardzo senny i bylo mi strasznie zimno. Wtedy uslyszalem glos istoty (nie wiem kim byla-podejrzewam ze byl to moj aniol stroz). Istota ta porozumiewala sie ze mna telepatycznie, jednak nie oceniala ani nie krytykowala mnie za to co zrobilem tylko powiedziala do mnie tak:

-masz dwa wyjscia:

-czekasz jeszcze jakis czas wykrwawisz sie a po śmierci staniesz sie bardzo zly poniewasz staniesz sie demonem, bedziesz sie mscil na ludziach, a przede wszystkim na kobietach i wielu ludzi bedzie przez ciebie cierpialo -zadzwonisz na karetke i uratuja cie to dozyjesz sedziwego wieku, a po smierci staniesz sie aniolem :)

Czytalem jeden artykul na panstwa stronie ze jeden bardzo zly człowiek stal sie po śmierci demonem. Ale czy maja panstwo w swoim archiwum jakas historie o ludziach ktorzy po smierci stali sie aniolami?

Bylbym wdzieczny za odpowiedz. Pozdrawiam Paweł P PS. Po tym przezyciu nawet przez mysl mi nie przejdzie nawet myslec o samobójstwie.

 

Panie Pawle, drodzy czytelnicy serwisu FN!

Jeśli można mówić o misji Fundacji Nautilus, to... niewątpliwie naszym celem jest przekazanie ludziom informacji, że nie wolno pod żadnym pozorem odbierać życia żadnym żywym istotom, w tym samemu sobie. Dlaczego? Nie tylko dlatego, że jest to sprzeczne z Prawami Kreacji (Boga – jeśli kto woli), ale także dlatego, że konsekwencje takiego czynu są dramatyczne dla osoby, która zdobędzie się na taki ruch. I niestety dla jego bliskich. W życiu doczesnym i po śmierci.

I potwierdzamy – demony to nic innego jak duchy złych ludzi, które nauczyły się zbierać energię i stały się jeszcze bardziej złe niż były za życia. Czy można sobie z nimi radzić? Można. Czy jest to niebezpieczne? Bardzo.

Zawsze możecie liczyć na okręt Nautilus, ale jeśli już chcecie coś od nas wziąć jako „dobrą radę”, to trzymajcie się od tych spraw z daleka. I nigdy nie odbierajcie życia żywym istotom (także naszym „mniejszym braciom”, czyli zwierzętom!)

O walce z demonem naszej ekipy pisaliśmy w 2003 roku w serwisie FN, ale być może przypomnimy ten tekst, bo w końcu minęło od tego czasu 13 lat.

 

 

 



zwiń tekst



Autostopowicz i 'potęga', która obserwowała całą scenę
Sob, 29 kwi 2017 22:08 komentarze: 15 czytany: 3385x

Historia która mi się przydarzyła miała miejsce na początku sierpnia 2005. Prowadzę mały zakład krawiecki pod Częstochową i często jeżdżą do Andrychowa po tkaniny trasą A1.Będąc nieco wcześniej w magazynie (ok. miesiąca ) okazało się że jest przeceniona tkanina z 10 zł z mb na 6 zł. Zdeklarowałem się że kupię cała partię ok.1000 mb ,ale nieco później z powodu braku wolnych środków na ten cel. Można.......

czytaj dalej


Historia która mi się przydarzyła miała miejsce na początku sierpnia 2005. Prowadzę mały zakład krawiecki pod Częstochową i często jeżdżą do Andrychowa po tkaniny trasą A1.Będąc nieco wcześniej w magazynie (ok. miesiąca ) okazało się że jest przeceniona tkanina z 10 zł z mb na 6 zł. Zdeklarowałem się że kupię cała partię ok.1000 mb ,ale nieco później z powodu braku wolnych środków na ten cel. Można by było powiedzieć że jest sprzedana .Piszę o tym ponieważ ma to według mnie związek z tym co mnie spotkało na początku sierpnia.


Wracałem wtedy również z Andrychowa ale z innymi tkaninami.Mam w zwyczaju zabierać po drodze osoby które chcą jechać w tym samym kierunku .Na wysokości Dąbrowy Górniczej w kierunku Częstochowy zatrzymuje mnie mężczyzna bardzo w moim odczuciu zaniedbany (brudy,spodnie w strasznym stanie, koszula flanelowa poobtargiwana itp.)

Zatrzymałem się ponieważ jego twarz robiła wrażenie uczciwego i ciepłego człowieka. On wsiadł i bez słowa zamknąl drzwi samochodu a ja ruszyłem. Po dłuższej chwili zapytałem dokąd chce jechać ale on nie odpowiadał. Troche się wystraszyłem , ale po moim stanowczym pytaniu gdzie jedzie odpowiedział łamaną polszczyzną że na Litwę lub Łotwę , tego już dokładnie nie pamiętam. Wyciagnąl z torby paszport i mi go pokazał. Myślałem że zepsuł mu się samochód ale on mi opowiedział że wraca autostopem z Pragi w Czechach gdzie pracował ok.dwóch miesięcy za 500 koron(tak ok.60 zł) ale gdy skończył ,Czech go wyrzucił nie płacąc nawet tych marnych pieniędzy.

Zrobiło mi się bardzo żal tego człowieka .W torbie miał tylko 10 butelek po piwie i tłumaczył mi że za nie kupi sobie wodę do picia.Chciałem pomóc jakoś temu człowiekowi ale nic mądrzejszego nie przyszło mi do głowy. Przed Częstochową wytłumaczyłem mu że muszę skręć z trasy i że musi juz wysiadać. Przed wyjściem dałem mu 40 zł bo tyle akurat miałem żeby kupił sobie coś jedzenia. Był bardzo zadowolony wręcz szczęśliwy. Gdy wysiadł odruchowo spojrzałem w prawe lusterko jak zostawał na drodze a on zrobił jak gdyby gest błogosławieństwa w moim kierunku.

Od momentu kiedy wsiadł do samochodu  w środku był niewyobrażalny po prostu smród i w czasie kiedy z nim rozmawiałem zastanawiałem się czy uda mi się później doprać tapicerkę aby dało się tym samochodem dalej jeździć. Gdy wysiadł ujechałem może 500 m i w samochodzie zapanował przemiły zapach tak intensywny że gdybym nosił perfumy to byłbym pewny że się rozlały .Był zapach albo jaśminu albo delikatnego różu .Nie potrafię tego opisać. Zapach był bardzo miły i trwało to nie dłużej niz minuta. Po tamtym smrodzie nie było ani śladu.

Wróciłem do domu o to opowiedziałem w rodzinie ale najciekawsze stało się nastepnego dnia rano. Z zakładu w Andrychowie zadzwoniła pani żeby przyjechać po tą zamówiona tkaninę ponieważ została jeszcze raz przeceniona na 3 zł za mb. Tak za dane 40 zł wróciło do mnie 3000 zł . Prosze o komentarz do tej sprawy bo różne rzeczy chodzą mi po głowie.
Pozdrawiam
P.S. Jestem Stałym czytelnikiem Nautiliusa


Poruszający, niezwykły i piękny zapach jest znakiem, że pojawiła się "wysoka duchowość". Pana czyn został pozytywnie przyjęty przez jakąś z "potęg", które dyskretnie obserwowały całą scenę w samochodzie. To także ta "potęga" sprawiła, że pieniądze wróciły. Czym była ta potęga? Miała wpływ na tzw. zdarzeniowość (tak to nazywamy), a to znak, że to była absolutna pierwsza liga. "Boska półka" proszę pana... dobrze ją znamy. Trudno o tym nawet pisać, bo czasami nam się wydaje, że ludzie nie są gotowi na takie informacje. Przy nich wszelkie "ufo czy duchy" to naprawdę nieistotne drobiazgi...




zwiń tekst



Dziwna wizja
Śr, 26 kwi 2017 10:45 komentarze: 1 czytany: 3607x

Będąc dzieckiem (dziś mam już lat 43), często nachodziły mnie dziwne wizje, tzw. przerywniki o dużym nasyceniu emocjonalnym. Zaczynało się chaosem, było to bardzo głośne wrażenie. Jakby setki krzyczących mężczyzn rozdzierających swe gardła w obłędnym krzyku. Nie wiązał się z tym żaden obraz a jedynie wrażenie nieogarniętego chaosu połączonego z wrażeniem akustycznym. Chwilę później następował gwałtowny.......

czytaj dalej

Będąc dzieckiem (dziś mam już lat 43), często nachodziły mnie dziwne wizje, tzw. przerywniki o dużym nasyceniu emocjonalnym. Zaczynało się chaosem, było to bardzo głośne wrażenie. Jakby setki krzyczących mężczyzn rozdzierających swe gardła w obłędnym krzyku. Nie wiązał się z tym żaden obraz a jedynie wrażenie nieogarniętego chaosu połączonego z wrażeniem akustycznym. Chwilę później następował gwałtowny pisk o bardzo wysokiej tonacji i całość ulegała niesamowitej przemianie w absolutny niezmącony niczym spokój i ciszę. Uczucie wspaniałe, któremu towarzyszył obraz gładkiej, doskonałej zieleni. Niczym perfekcyjnie położone sukno na stole bilardowym czy też idealnie przystrzyżony trawnik. Dominowało uczucie absolutnego spokoju.

Z wiekiem te przerywniki ustały i nigdy bym do nich wspomnieniem nie powrócił, gdyby nie wydarzenia w moim życiu, które skłoniły mnie poddaniu się regresingowi. Podczas jednej z sesji (uczestniczyłem w kilku) to zjawisko wraz z całym zestawem emocji powróciło. Niosło jednak z sobą wyraźne obrazy. Chaos i krzyk wydobywający się z tysięcy męskich gardeł miał miejsce w okopach, z których rozpoczął się szturm. Ja, jak i moi współtowarzysze mieliśmy na sobie mundury Brytyjskiej Armii z okresu I W.Ś. gdzie wśród kanonady, eksplozji oraz całego zgiełku szturmujących rozpoczynaliśmy bieg z umocnień.

Przebiegłem zaledwie kilka kroków gdy usłyszałem wysoki ton, jakby piszczenie w uszach i znalazłem się sam na bezgranicznej, zielonej polanie w miejscu gdzie odczuwałem absolutny spokój. Chwilę później dołączyła do mnie jaśniejąca postać z długimi białymi włosami odziana w  świetliste szaty. Otrzymałem od niej zgodę bym mógł się pożegnać z pozostawioną miłością. Znalazłem się za jej plecami w chwili gdy czytała list powiadamiający ją o mojej śmierci na placu boju. Siedziała na ławce w ogrodzie pełnym kwitnących magnolii. Wyraziłem jedynie mój żal i tęsknotę za nią lecz nie dane mi jej było nawet spojrzeć w oczy. Wiedziałem tylko że są pełne łez. Nie pozwolono mi smutku zabrać z sobą. Otrzymałem również obietnicę że ponownie będzie kiedyś nam dane się spotkać. Tak się stało. Osoba zupełnie inna, obca ale jakże mi bliska pojawiła się na chwilę w mym życiu. Po czasie zrozumiałem kim była.

Przy okazji jeszcze napiszę o dwóch wydarzeniach związanych z moimi dziećmi. Starszy syn w wieku ok. 3 lat wszedł wieczorem do pokoju w którym leżałem na łóżku razem z żoną i powiedział "dzień dobry". Na nasze pytanie do kogo to było skoro widzi nas cały dzień i przed chwilą z nami rozmawiał, odpowiedział że do tej Pani... nasza chwilowa konsternacja, po czym kolejne pytanie, którego żałowaliśmy - "jakiej Pani?". Tej nad Waszym łóżkiem usłyszeliśmy. Mnie włosy stanęły dęba na rękach a żona schowała się pod kołdrą.

Drugie wydarzenie jest związane z młodszym synem. Gdy miał 8 miesięcy zabraliśmy go na basen. Nie chodził jeszcze za dobrze, głównie na czterech ale mając podporę robił po kilka kroczków. Żona zdejmowała mu mokre pielucho-kąpielówki i pozostawiła go na podłodze na kafelkach, gdzie on wypatrzył spinkę wsuwkę na podłodze. Wziął ją do ręki, po czym wstał i kilkoma kroczkami podszedł do szafki i zaczął wsuwką gmerać w zamku.
Nasze podwójne zdziwienie bo przeszedł te kilka kroczków "bez trzymanki" i co robi...? Skąd ten pomysł? Kilka lat później zauważyliśmy że każdorazowo na słowo więzienie reaguje przerażeniem i płaczem. Dało nam to do myślenia.

Było więcej podobnych zdarzeń ale wymagało by to znacznie więcej opisów.

Pozdrawiam [dane do wiad. FN]



zwiń tekst



Sen o komecie
Wt, 25 kwi 2017 07:24 komentarze: 1 czytany: 2548x

Witam załogę, ja w sprawie wizji o komecie. Z 10 lat temu miałem sen, wiedziałem że jest proroczy i że od razu się nie spełni. Była wiosna, ktoś z rodziny kopał dziurę w stodole, szukał zabytków archeologicznych.Idąc do domu na niebie pojawiła się czarna dziura przez którą było widać gwiazdy (północny-zachód). Pobiegłem do brata na dach, oglądał ją przez lornetkę, wtedy w dziurze pojawił się ogień.......

czytaj dalej

Witam załogę, ja w sprawie wizji o komecie. Z 10 lat temu miałem sen, wiedziałem że jest proroczy i że od razu się nie spełni. Była wiosna, ktoś z rodziny kopał dziurę w stodole, szukał zabytków archeologicznych.

Idąc do domu na niebie pojawiła się czarna dziura przez którą było widać gwiazdy (północny-zachód). Pobiegłem do brata na dach, oglądał ją przez lornetkę, wtedy w dziurze pojawił się ogień. Schowałem się w piwnicy, na dworze przez moment był huraganowy wiatr, ale nic się nie stało. Poczułem wtedy wyraźnie że to taki przedskoczek, że to co przyjdzie później będzie dużo potężniejsze. Na dworze nic się nie stało, żadnych zniszczeń. Ale ja i całą moja rodzina na szybko zaczęliśmy się pakować, mieliśmy mało czasu i musieliśmy zabrać tylko najważniejsze rzeczy.

Myśl że ta kometa to zapowiedź czegoś większego silnie we mnie utkwiła. Gdy upadła kometa Czelabińska, nie czułem aby ten sen w końcu się spełnił. Z drugiej od kilku lat czuję jakby potencjał tego snu do spełnienie się zniknął.
Pozdrawiam załogę, (proszę nie podawać moich danych).




zwiń tekst



Stary dom
Wt, 25 kwi 2017 04:25 komentarze: 1 czytany: 2116x

W listopadzie zmarła moja babcia, mieszkała w starym domu z roku 1928, który przepisała na mnie. Ja mieszkam jeden dom obok. Od czasu jej śmierci zaczynają się dziać coraz dziwniejsze rzeczy w tym domu. Z relacji mojej babci wynika, że w tym domu mieszkało bardzo dużo osób i dużo tam zmarło. Sama babcia także urodziła martwą córkę, którą dziadek sam pochował na cmentarzu. Niedaleko tego domu, kilkaset.......

czytaj dalej

W listopadzie zmarła moja babcia, mieszkała w starym domu z roku 1928, który przepisała na mnie. Ja mieszkam jeden dom obok. Od czasu jej śmierci zaczynają się dziać coraz dziwniejsze rzeczy w tym domu. Z relacji mojej babci wynika, że w tym domu mieszkało bardzo dużo osób i dużo tam zmarło. Sama babcia także urodziła martwą córkę, którą dziadek sam pochował na cmentarzu. Niedaleko tego domu, kilkaset metrów dalej były schrony wojsk hitlerowskich w czasie II wojny światowej (dziś już zasypane).

Otóż wydarzyło się tam tyle dziwnych rzeczy, że nie jestem tutaj w stanie opisać nawet połowy. Zacznijmy od tego, że moja babcia zajmowała się trochę dziwnymi rytuałami - w czasie burzy robiła ołtarze i zapalała gromniczkę, była przeciwniczką księży a ostatnimi laty przed śmiercią ksiądz w ogóle nie chciał po kolędzie wchodzić do tego domu i kazał go omijać. Pamiętam, jak byłem małym dzieckiem, w domu była figurka Maryi autorstwa S. Kubickiego wysokości ok 70 cm - ponoć była tam od początku powstania tego domu i miała ochraniać ten dom. Gdy byłem małym chłopcem, doświadczyłem czegoś dziwnego z tą figurką: wyszedłem na dwór u babci i w oknie pomieszczenia na strychu, gdzie była ona postawiona, zobaczyłem rzeczywistą postać jakby tej figurki ale w postaci człowieka (kobieta w niebieskiej narzucie) - wmawiam sobie, że było to jakieś złudzenie lub moja wyobraźnia.

Doświadczałem parę razy w dzieciństwie halucynacji w tym domu, np. zobaczyłem dziadka, który schodził po schodach na parter ze strychu i miałem wrażenie, że dymi się z niego i widzę jakąś dziwną postać - ponoć wtedy zemdlałem - od tego czasu nie zdarzały mi się podobne halucynacje. Moja babcia z dziadkiem mieli małego czarnego psa: przez tydzień po jego śmierci ukazywał się babci na podwórku w nocy, gdy zobaczyła, kto to szczeka - nikt z nas jej nie uwierzył. Mój ojciec (syn babci) około roku 2000 doświadczył dziwnego zjawiska: gdy był w piwnicy, usłyszał głos jakby swojej babci (mojej prababci) która zawołała go po imieniu i zgasiło się światło z wielkim hukiem - jak się okazało, cały kontakt został wykrzywiony i przepalony, jakby ktoś uderzył w niego pięścią.

Mój ojciec zmarł w roku 2006, kilka tygodni po nim zmarł mój dziadek, dokładnie za 10 lat zmarła moja babcia - wszystko tu jest dziwne, nawet data urodzin i śmierci ojca oraz dziadka tworzy podwojoną liczbę szatana 666. Mój ojciec urodził się 1 stycznia a mój dziadek 2 stycznia. Od kilku miesięcy przed śmiercią babci, zaczęły ją nawiedzać dziwne zjawiska (nie cierpiała na Alzheimera czy Demencję) - mieszkała w tym domu sama i tam tez się urodziła. W nocy budziła się bo ktoś chodził po jej pokoju, drzwi słyszała jak się otwierają, jak ktoś dzwoni na dzwonek, ale nikogo nie było, jak ktoś świecił jej w nocy światłem po oczach - też uznawaliśmy to za jej sen lub wyobraźnię, do czasu jej śmierci. Życzeniem mojej babci było, aby na jej grobie nie było pomnika ani nawet skrzynki oraz krzyża (krzyżami w chwilach złości była w stanie rzucić w dziadka, a on to potem sklejał) - uszanowaliśmy to. Życzeniem jej było także, aby tego starego domu nigdy nikomu nie sprzedawać, jednak z powodu dużego zadłużenia na gospodarstwie, musieliśmy go wystawić na sprzedać - wystawiliśmy go miesiąc temu i od tego głównie momentu zaczęły mnie oraz moją matkę i narzeczoną nawiedzać straszne koszmary, a w domu zaczęły się dziać bardzo dziwne rzeczy, które widziało parę osób także dzieci.

Nie chcę sprawy rozgłaśniać, bo nie znaleźlibyśmy kupca, dlatego piszę tylko do Nautilus. W domu tym otworzyliśmy po jej śmierci okna w celu wywietrzenia pomieszczenia - chcąc iść wieczorem je zamknąć, z daleka widzieliśmy, że okna na noc zamykały się (przymykały - okna drewniane) same - być może to jakiś dziwny wpływ wiatru, ale rankiem one znowu aż do wieczora były tak pootwierane całkowicie, żeby wieczorem znowu się przymknąć. W końcu wkurzyłem się i zamknąłem szczelnie okna, gdy po dwóch dniach dwa okna były na całego otwarte, a kluc zmamy tylko my, włamania tez żadnego nie było - teraz je zamknąłem i już się nie otwarły. Klucz do domu posiadam tylko ja.

Od paru tygodni, dużo osób zauważa, że wieczorem w pokoju gdzie przebywała moja babcia na 5 minut włacza się światło, potem gaśnie -ja niestety tego nie widziałem, natomiast doświadczyłem innych dziwnych rzeczy. Ostatnio wczoraj moja kuzynka była u mnie i wyszła z psem na dwór (50 m od domu babci) - spojrzała w okno, oświeciło się światło, gdy wchodziła do naszego domu, wtedy zgasło - od razu poleciałem tam z psem, czy ktoś się nie włamał - nie, wszystko szczelnie pozamykane, włamania też nie było. Dziwną sprawą było, że idąc z psem na posesję mojej babci, zatrzymał się on przed wejściem do domu (chociaż jest to owczarek husky i mamy go też w domu) i nie chciał się dalej ruszyć - nie szczekał, ale po prostu jakby blokował go jakiś mur. Nie wchodziłem więc dalej z tym psem lecz musiałem go odprowadzić na moją posesję. W domu tym dwa razy była pani z biura nieruchomości - w czasie jej przebywania na 1 piętrze aby wystawić dom na sprzedać, nagle spadł ciężki garnek z półki, co ona sama zignorowała, ale ja wiedziałem już o co chodzi.

Dzisiaj byłem w tym domu, aby jeszcze posprzątać - okna były pozamykane, ale poczułem nagle przypływ potężnego wiatru, jakby był tam przeciąg - było to nawet przyjemne uczucie, wiatr był ciepły chociaż na zewnątrz jest zimno - trwało to kilka sekund. Jak się tam przebywa (są tam stare rzeczy, właśnie wyprzedajemy antyki) ja osobiście od razu chcę wyjść - męczy mnie chwilowa depresja, niepokój, obawa że dom się zawali - nie wiem.

Sprzedaliśmy starą lalkę przed tygodniem mojej babci, która kupiła jedna pani z Koszalina. Lalka dotarła do Koszalina, ale stwierdzono tam na poczcie, że paczkę z błahego powodu przekroczenia 2 cm wymiaru paczki należy odesłać do nadawcy - odebrałem więc paczkę i wysłałem drugi raz pocztą tradycyjną - znowu nie dotarła do pani z powodu problemów jakichś na poczcie - lalka pochodzi z lat 40. XX wieku. Zadzwoniłem więc do pani odbiorcy, osobiście pojechała na pocztę do koszalina i odebrała lalkę - jakby coś nie chciało, aby lalka opuszczała ten dom.

Niedawno miałem sen, w którym babcia zmarła oprowadziła mnie po swoim domu. Ostrzegła, że ktokolwiek zakupi go, zwali się na niego sufit i dom się zawali. Babcia zilustrowała to w śnie tym, że było przyjęcie nowego lokatora w pokoju gdzie mieszkała na ok. 6 osób. Babcia miała łóżko na strychu i zaczęła tąpać piętą w podłogę - na gości spadł sufit, były wszędzie trupy - to była kuliminacja.

Najpierw w tym śnie zaczęły się otwierać i zamykać okna, zapalać światło, poruszać przedmioty - dokładnie tak zaczęło się to dziać w chwili obecnej po wystawieniu domu na sprzedaż. W tym śnie obok babci na łóżku leżała też moja ciocia ze strony matki - strasznie cierpiała na łóżku bóle brzucha i miała umrzeć - zadzwoniłem więc do rodziny cioci, aby powiadomić o moim śnie - na drugi dzień ciocia, od lat zdrowa nagle dostała ataku wymiocin i bólów brzucha i przyjechało pogotowie -może to też potwierdzić jej rodzina, że dzwoniłem. Szukam pomocy w fundacji Nautilus, bo nie znam nikogo, kto może być medium, lub ma kontakt z duchami czy zjawiskami dziwnymi - byłem ateistą, ale teraz już nie wiem co o tym myśleć i jestem w stanie szukać pomocy u kogoś, kto się interesuje takimi sprawami - jestem ze Śląska okolice Rybnika. [...]



zwiń tekst



Wspomnienie z dzieciństwa
Nie, 23 kwi 2017 13:10 komentarze: 10 czytany: 2955x

Szanowny Nautilusie, długo zastanawiałem się czy jest sens zwracać się do Państwa w takiej sprawie, ale zastanawia mnie to od pewnego czasu i postanowiłem napisać. O co chodzi, już śpieszę z odpowiedzią... Otóż jakiś czas temu jadąc samochodem włączyłem przez youtube Państwa audycje związaną z kontaktem z opcymi cywilizacjami. Wypowiadał się w niej pan Krzysztof Jackowski i powiedział coś, co zmroziło.......

czytaj dalej

Szanowny Nautilusie, długo zastanawiałem się czy jest sens zwracać się do Państwa w takiej sprawie, ale zastanawia mnie to od pewnego czasu i postanowiłem napisać. O co chodzi, już śpieszę z odpowiedzią... Otóż jakiś czas temu jadąc samochodem włączyłem przez youtube Państwa audycje związaną z kontaktem z opcymi cywilizacjami. Wypowiadał się w niej pan Krzysztof Jackowski i powiedział coś, co zmroziło mnie na chwilę i spowodowało w jednym momencie flashback z dzieciństwa. W jednym momencie przypomniałem sobie całą sytuacje bardzo dokładnie i choć nigdy o niej nie zapomniałem, to jego słowa odświeżyły pamięć tego wydarzenia.
 
Cała sytuacja tyczy się pobytu u dziadków na wsi pewnego lata. W związku z tym, że do 10 roku życia wychowywałem się na wsi i zarówno ja, jak i rodzice byli przywiązani do urokliwej miejscowości w woj. lubelskim, co za tym idzie jeździliśmy na wieś bardzo często, natomiast podczas wakacji spędzałem tam praktycznie co roku min. miesiąc.
 
Mając około 12-13 lat pewnej ciepłej nocy podczas wakacji nie mogłem zasnąć, pamiętam, że było już bardzo późno. Zajmowaliśmy wtedy z rodzicami jeden duży pokój, tej nocy rodzice już dawno spali. Noc była piękna, księżyc świecił mocno, mimo to gwiazdy były dobrze widoczne, wstałem ze swojego łóżka, które stało przy oknie i zacząłem patrzeć w niebo przez otwarte okno, zauważyłem 'spadające gwiazdy', często widzi się takie zjawisko w letnie noce, jednak zauważyłem, że tych gwiazd w jednym momencie 'spada' bardzo dużo, przez wypowiedź pana Jackowskiego przypomniało mi się to wyjątkowe uczucie towarzyszące mi w tamtej chwili, pomyślałem, że to takie piękne, że udaje mi się zobaczyć coś wyjątkowego po czym... zarówno na tamten moment, jak i dzisiaj nie potrafię sobie tego wytłumaczyć - zaczęły mi lecieć łzy, zrobiło mi się strasznie smutno, zacząłem tęsknić, choć nie wiem czy tęsknota to odpowiednie słowo, w każdym bądź razie było mi strasznie źle, że muszę być tam gdzie byłem, a powinienem być... no właśnie, widząc gwiazdy myślałem, że powinienem być 'tam'. Zdaję sobie sprawę, że brzmi to dość osobliwie, dlatego wahałem się, czy w ogóle napisać do Państwa...


W dniu dzisiejszym myślę, że mogłem obejrzeć po prostu deszcz meteorytów, ale to uczucie tęsknoty, płacz i okropny, dziwny smutek, uczucie opuszczenia, do teraz nie mogę pojąć dlaczego widząc taki piękny teatr nieba zacząłem płakać. Nie wiem ile mogło to trwać, pamiętam, że to jakby przedstawienie się skończyło i poszedłem spać zasypiając bez trudu z uczuciem swego rodzaju zrozumienia. Trudno opisać mi emocje towarzyszące tamtej nocy, ale doskonale je pamiętam. Nie pamiętam natomiast czy wcześniej jako dziecko miewałem takie uczucia, ale po tym wydarzeniu albo bardziej zacząłem się nad tym skupiać, albo po prostu pamięć jest bardziej klarowna i patrząc w niebo towarzyszyło, do dziś chyba towarzyszy specyficzne uczucie jakiejś więzi, pokrzepienia, poczucia, że szkoda, że nie mogę (już?) zobaczyć czegoś co przecież tam jest, ale mam pewność, że jest, bo myśląc 'świat' nie powinniśmy myśleć tylko o Ziemi. Ziemia to tylko planeta jedna z wielu, świat to jakby skupisko wielu rzeczywistości.
 
Nadmienię tylko, że nie mam żadnych zdolności parapsychicznych, nie doświadczyłem w zasadzie nigdy paranormalnych rzeczy i nigdy później nic podobnego mnie nie spotkało. Moja mama od kiedy pamiętam ma sny z którymi zawsze się liczę, bo często coś co się jej przyśni po prostu się sprawdza.
 
Zastanawiają mnie dwie rzeczy, pierwsza, że z relacji moich rodziców wiem, że od kiedy nauczyłem się czytać, to prosiłem ich o książki związane z kosmosem, nikt nie wie skąd przyszło to zainteresowanie, bo nikt w mojej rodzinie nie zajmuje się astronomią, nawet hobbystycznie.
Czy to dziecięce zainteresowanie mogło być związane z opisanym wydarzeniem ?
 
Druga rzecz z jakiej zdałem sobie sprawę to to, że nigdy o tym zdarzeniu nikomu nie powiedziałem. Zapamiętałem to i przeszedłem do porządku dziennego. Słysząc słowa Pana Jackowskiego o tęsknocie do gwiazd przypomniałem sobie wszystko dokładnie i opowiedziałem od razu swojej dziewczynie i zapytałem czy ona też kiedyś odczuwała coś w rodzaju tęsknoty patrząc w niebo. Odpowiedziała, że gwiazdy są piękne, ale nigdy nie towarzyszyło jej podobne uczucie.
Moją historię też wytłumaczyła raczej dziecięcą fantazją, ale ja jestem absolutnie przekonany o prawdziwości tego zdarzenia.
 
Czy w archiwum Nautilusa znajdują się historie podobne do mojej ? Z jednej strony wydaje mi się, że to nic niezwykłego, a z drugiej jednak... kiedy przypomniało mi się to jakże dziwne do zrozumienia zdarzenie i towarzyszące temu uczucie sprzed lat to... to coś wyjątkowego, dziwnego.
 
Pozdrawiam całą załogę,
 
Załogant


OD FN

Tęsknota za "gwiazdami" i czymś, co jest w nich daleko jest dość powszechna. Nie można wykluczyć, że część osób posiadająca tego typu wspomnienia i uczucia może mieć jakieś wspomnienia z obcymi lub posiadać własne doświadczenia z poprzednich wcieleń... są rzeczy na niebie i Ziemi, które nie śniły się filozofom. Czy mamy podobne relacje w Archiwum FN? Mamy.



zwiń tekst



O proroczych snach
Nie, 23 kwi 2017 12:36 komentarze: 1 czytany: 2015x

Witam serdecznie,  słucham  w tej chwili audycję dot.snów, są to stare nagranie, aczkolwiek  wciąż aktualne i chciałam się podzielić swoimi doświadczeniami związanymi ze snami....odkąd sięgam pamięcią zawsze śniłam...jako dziecko sądziłam , że wszyscy śnią, wszyscy tak mają, jednak po latach okazało się, że nie....nie wszyscy, stąd sceptycy w audycji...ktoś mówi, że są to nasze przeżycia.......

czytaj dalej

Witam serdecznie,  słucham  w tej chwili audycję dot.snów, są to stare nagranie, aczkolwiek  wciąż aktualne i chciałam się podzielić swoimi doświadczeniami związanymi ze snami....odkąd sięgam pamięcią zawsze śniłam...jako dziecko sądziłam , że wszyscy śnią, wszyscy tak mają, jednak po latach okazało się, że nie....nie wszyscy, stąd sceptycy w audycji...ktoś mówi, że są to nasze przeżycia, stan umysłu, ktoś inny, że to są nasze marzenia...nic podobnego..

...sny to przekazy, każdy z nas ma właściwe dla niego podpowiedzi, ostrzeżenia, czasem odpowiedzi,na zadawane przez nas pytania, sny to coś pięknego, to dar pochodzący od naszych przewodników duchowych...problem w tym, że nie zawsze rozumiemy przekaz, najczęściej występuje on, jako symbol, człowiek jest za głupi, żeby wszystko zrozumieć, a kierowanie się sennikiem, to nieporozumienie....każdy z nas ma swoją symbolikę

....kiedy nie rozumiem snu, podpieram się swoimi przeczuciami, intuicją i jest dobrze......mam 53 lata i proszę mi wierzyć, że mogłabym tomy wydać na temat swoich snów, bo było tego tak dużo przez te lata, nawet zasypiając popołudniu na 1 godzinę śnię.....one są częścią mnie...Czy prorocze sny miałam?...tak....miałam....mało tych, które dotyczyły obcych mi  ludzi, czy jakiś sytuacji w kraju, znaczna część dot. mnie i moich bliskich mi osób, czasami znajomych..

Przytoczę najpiękniejsze sny, których nigdy nie zapomnę...to sny związane z moimi dziećmi....miałam podaną zawsze około  połowy ciąży płeć dziecka i datę urodzin....w szkole kiedy miało nie być lekcji z przedmiotu  we śnie miałam podany jaki, to przedmiot....egzaminy w szkole, wyniki...jak i u mnie, tak i u moich dzieci....czy sytuacje, jakieś przykre, które miały się zdarzyć....są sny, które mogą coś wskazać na długi czas przed ich wydarzeniem...jeden sen pamiętam, zrealizował się po około 10. latach....dotyczył on mojej mamy...miałam 9 lat, kiedy moja mama zachorowała, wcześnie renta, częste leczenie szpitalne...bałam się o Nią....modliłam się, żeby mama zawsze wróciła ze szpitala do domu....pojawił się sen, w którym zobaczyłam mamę, a raczej biały obłok w kształcie człowieka, unoszący się ku górze nad kamienicami.

...wiedziałam, że to moja mama, błagałam, żeby nie odchodziła...to był przerażający sen...ale wiedziałam też, ze pokazano mi miejsce, w którym moja mama odejdzie....i tak było....ten sen miałam w szkole podstawowej....może 6 - 7 klasa....i przez wiele lat, kiedy odwiedziłam mamę w szpitalu znanym mi, nie bałam się, bo to nie ten budynek, ale po latach, mając już 24 lata...kiedy pojechałam do mamy do Poznania i stanęłam przed kamienicą na Starówce, bo tam jest szpital i tam mama miała kolejną operację....nogi moje się ugięły....operacja się udała, wszystko było w porządku, cieszyłam się...do pewnego momentu....aż otrzymałam telefon, że mama miała wylew...i odeszła....oczywiście, w noc poprzedzającą wylew mamy miałam sygnał, był to przerażający sen, w którym ktoś strzelił do mojego męża, rozerwał mu klatkę piersiową, krew buchała i spływała po białej koszuli, wiedziałam, że coś bardzo złego się wydarzy...

za moment miałam telefon, zły telefon... to był jedyny sen związany ze śmiercią tak przerażający, inne byłe łagodne...np. moja zmarła ciocia podpływała do mostku i zabierała kogoś, któregoś razu chciałam popłynąć z ciocią, ale Ona powiedziała mi, że to nie mój czas....czasami ubierałam czarne rzeczy....czasami pojawiało się światło....które zabierało daną osobę....a kiedy mój tato miał umrzeć, pojawiła się w śnie starej daty, za to lśniąca lokomotywa, a ja idąc do niej, szłam po usypanych z ziemi nagrobkach....lokomotywa odjechała....wiedziałam co to oznacza....czułam.....raz miałam spotkanie z Jezusem....nie wyglądał, jak na obrazkach....był niewysoki, bardzo ciemne włosy, oczy, jak węgielki, lekki zarost....bardziej okrągłą twarz, ubrany był w biało niebieskie szaty, z Papieżem Janem II pożegnałam się, był u mnie we śnie....powiedział mi, że musi to zrobić dla świata......rano włączyłam radio i dowiedziałam, że On jest w szpitalu w ciężkim stanie....nie na wszystkie pytania dostajemy odpowiedzi, raczej przypłyną informacje, które możemy poznać...bywa, że na zadane pytanie, oglądam odpowiedź w ekranie....to jest na prawdę piękne.....dość często spotykam się z tymi, którzy odeszli, czasami jestem w takich miejscach, ze żałuję, że się obudziłam....niesamowite uczucie lekkości i spokoju.....coś niesamowitego...

..nie do opisania....pamiętam, kiedy po śmierci mojego taty, przyszła we śnie moja babcia, mama mojego taty i powiedziała mi, że mam się nie martwić...wszystko jest w porządku, że nikt tego nie mógł zmienić i tak miało być, pocałowała mnie i obudziłam się w środku nocy, podziękowałam za informację i od tej pory było mi znacznie lżej żyć....Słuchałam również audycji na temat reinkarnacji....oczywiście wierzę, że ona istnieje, nie musiałam poddawać się regresji.....miałam dwa przekazy dot. moich poprzednich wcieleń  i proszę mi wierzyć, że więcej wiedzieć nie chce....z ciekawości zapytałam kim byłam, co robiłam.....ale już nie pytam, byłam bardzo zniesmaczona, kiedy dowiedziałam, że odebrałam dziecko biednej dziewczynie ze slamsów.....odebrałam jej synka, a ta dziewczyna, to obecna moja córcia......a ten chłopczyk malutki, to mój obecny syn...a kolejny sen pokazał karmę..

...w innym życiu odebrano mi córeczkę, a raczej uprowadzono....rozpacz niesamowita.....pisze o tym w skrócie, ale chciałam tylko dodać, że wierzę w sny, wierzę w reinkarnację, ale nie jestem zwolenniczką zaglądania do przyszłości, do jej poznawania....to droga na skróty.....każdy z nas ma wytypowaną drogę, każdy z nas ma wystarczająco dużo sił i ją dostaje nieustannie, aby pokonać wszystkie przeszkody na swojej drodze, wróżenie to nic innego, jak ingerencje w przestrzeń energetyczną pomiędzy nami a Bogiem.....zgodziliśmy się na taką drogę, więc bądźmy jej wierni i zaufajmy mądrzejszym od nas.....to jak próba przechytrzenia boskich ustaleń.....każdy z nas jest ciekawy, każdy z nas chciałby wiedzieć wszystko i znać odpowiedzi na pytanie i co dalej??? jeśli znamy dokładnie swoją przyszłość, to jaki to ma wtedy sens????  Życzę Wszystkiego dobrego  !!!!!

Serdecznie pozdrawiam

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Trzy postacie... za oknem!
Sob, 22 kwi 2017 08:54 komentarze: 1 czytany: 2611x

Witam! Pragnę opowiedzieć pewne historię, która miała miejsce w Krakowie na jednym z typowych blokowisk (Kozłówek). Sam oczywiście nie byłem świadkiem tego zdarzenia ale o całym zajściu powiedział mi po wielu latach mój brat, który tam właśnie mieszkał ze swoją dziewczyną. Było to bodajże siódme piętro około godziny 20. Dziewczyna była w tym czasie jeszcze w pracy, a brat oglądał coś w telewizji. .......

czytaj dalej

Witam! Pragnę opowiedzieć pewne historię, która miała miejsce w Krakowie na jednym z typowych blokowisk (Kozłówek). Sam oczywiście nie byłem świadkiem tego zdarzenia ale o całym zajściu powiedział mi po wielu latach mój brat, który tam właśnie mieszkał ze swoją dziewczyną. Było to bodajże siódme piętro około godziny 20. Dziewczyna była w tym czasie jeszcze w pracy, a brat oglądał coś w telewizji.

Siedząc tak na dywanie, niespodziewanie, zaniepokojony, ujrzał ukradkiem coś w oknie. Przesunął głowę w kierunku tegoż okna i spostrzegł tam głowy trzech postaci, które gdy na nie skierował wzrok, bardzo powolnie żeby nie powiedzieć dostojnie obsunęły się w dół. Dosłownie przez moment widział ich dobrotliwe uśmiechnięte twarze.

Z jego relacji wynika że były to postacie jakby eteryczne, mgiełkowate, bez jakiegokolwiek owłosienia jak np. włosy na głowie.  Z tego co wiem, siedział w takiej pozycji jeszcze długo. Gdy jednak przemógł strach, powodowany jak to powiedział ciekawością podszedł do okna i otworzył je, nic jednak nie zobaczył. Po prostu niczego tam nie było! Można by uznać tą historię za zwykłą bujdę, ale należy wziąć pod uwagę następujące fakty.

Po pierwsze, gdy tylko zaczął rozpowiadać o tym znajomym, wszyscy zaczęli z niego kpić i mięli z tego prawdziwy ubaw, przestał więc zawracać sobie tym głowę, także prawie zapomniał o fakcie. Po drugie można przypuszczać, że ktoś z sąsiadów zrobił mu niezły kawał, ale należy wziąć pod uwagę że nad nim i pod nim mieszkali sami emeryci nieskorzy chyba do wygłupów typu kukiełki spuszczane na lince. Po trzecie na pewno nie był pod wpływem żadnej używki ani alkoholu gdyż godzinę po tym wydarzeniu miał iść na nocną zmianę do pracy (pracował wtedy w pogotowiu ratunkowym).

Z początku nie był skory do rozmowy, gdy zacząłem go wypytywać dosłownie o wszystkie szczegóły. Sam zresztą nie mogłem uwierzyć wtedy w te jak to mówiłem: "bzdury" i uważałem to za całkiem niepoważny wytwór wyobraźni.  Jednak po latach przemogłem się żeby o tym napisać i absolutnie nie staram się oceniać tej sytuacji, ponieważ nie wiem co o tym myśleć. Nawet teraz gdy go pytam, on z całą pewnością i powagą w głosie, dobitnie powtarza: To zdarzyło się naprawdę... Pozdrawiam całą Fundację NAUTILUS i życzę samych sukcesów w rozsupływaniu zagadek i tajemnic ludzkości. Wojciech P.




zwiń tekst



Pojawienie się ptaków jako 'znak'
Czw, 20 kwi 2017 11:55 komentarze: 1 czytany: 2228x

[...] chciałabym Wam przedstawić zdarzenie,które mnie spotkało kilka lat temu,w trakcie rutynowych badan ,ujawniono u mnie raka,dla potwierdzenia diagnozy skierowano mnie na dodatkowe badania,te również potwierdziły pierwsze ustalenia. Nie wiem jak jest przyjęte , ale mnie skierowano na tak zwana kwalifikacje do operacji (chyba? trochę czasu już minęło,w każdym razie Ordynator miał mnie jeszcze raz.......

czytaj dalej

[...] chciałabym Wam przedstawić zdarzenie,które mnie spotkało kilka lat temu,w trakcie rutynowych badan ,ujawniono u mnie raka,dla potwierdzenia diagnozy skierowano mnie na dodatkowe badania,te również potwierdziły pierwsze ustalenia. Nie wiem jak jest przyjęte , ale mnie skierowano na tak zwana kwalifikacje do operacji (chyba? trochę czasu już minęło,w każdym razie Ordynator miał mnie jeszcze raz przebadać i ustalić co i jak).

No i teraz zaczyna się najlepsze pielęgniarka zaprosiła mnie do gabinetu,gdzie był już Ordynator i chyba jeszcze jedna pielęgniarka albo lekarka. Jest kwiecień, na dworze wiosna piękna pogoda szpital znajduje się na peryferiach miasta przy lesie,gabinet chyba na 1 albo drugim pietrze ,okno otwarte w oknie siatka. Przygotowuje się do badania ,leże już na fotelu, dzwoni telefon albo ktoś wywołuje ordynatora z sali nie pamiętam w każdym razie wychodzi w pilnej sprawie, w tym czasie robi się szum przy otartym oknie kilka małych ptaków siada na tej siatce,świergocą,

Pielęgniarka jest w szoku mówi ze takie coś jeszcze się nie zdarzyło, Ja tylko się uśmiecham ,chociaż do śmiechu to mi daleko,wiem ze to mój zmarły rok wcześniej Ojciec przyszedł podtrzymać mnie na duchu,krotko po jego śmierci do mojego mieszkania przyleciała sikorka,co jakiś czas nawet wczoraj małe ptaszki zwracają moja uwagę a to dosłownie machając liściem a to pchając mi się przed oczy.

W tym dniu dziwnych zdarzeń to nie był koniec. Po potwierdzeniu operacji i jej zakresu, miałam pójść do innej poradami i ustalić jej termin. Pamietam ze w tamtym czasie byłam nie wiem jak to nazwać tak skupiona i uważna wewnętrznie,ze w jakiś szczególny sposób rożne znaki przemawiały do mnie teraz nie mam już tego daru albo mam i nie widzę nie wiem. Tak więc wyszalam ze szpitala ,bo poradnia była w innej części budynku na parterze .Tam oczywiście była kolejka a ja zamiast czekać w środku wyszłam na zewnątrz, Pamiętam stoję oparta o barierkę, nagle mój wzrok kieruje się na niebo, a tam dwa duże ptaki nie wiem jakie duże tańczą do okola siebie ,oglądałam to przez kilka minut,w tym czasie pojawiło się wewnętrzne przekonanie ze wszytko będzie dobrze ze wyjdę z tego.

Minelo 7 lat operacja przeszła dobrze chociaż później się okazało ze lekarze wycieli mi trochę za dużo i trochę na zapas,ale puki co mam spokój , w międzyczasie zmieniłam nie tylko lekarzy ale i kraj w którym mieszkam,i Ci tutaj potwierdzili pełen profesjonalizm i poziom roboty naszych polskich lekarzy,ale tego stanu już nie miałam chociaż od tego czasu operowano mnie jeszcze 4 razy.


W temacie "zwierzęta mogą być znakami dla ludzi od..." szykujemy ciekawy tekst. Będzie opublikowany na dniach. Polecamy śledzić pokład okrętu Nautilus.



zwiń tekst



Japonia: wracają duchy ofiar niszczycielskiego tsunami z 2011
Pon, 17 kwi 2017 19:21 komentarze: 1 czytany: 3175x

11 marca 2011 r. Japonia doświadczyła największej katastrofy naturalnej od 140 lat. Był piątek, godzina 14.46 czasu miejscowego, kiedy Japonią targa wstrząs o sile 9 stopni w skali Richtera, a po nim następuje ponad 20 niemniej silnych. Wielka fala tsunami wdziera się na 10 kilometrów w ląd, niszcząc wszystko na swojej drodze i zabijając tysiące osób.Kilka lat po tym kataklizmie w Japonii mamy nowe.......

czytaj dalej

11 marca 2011 r. Japonia doświadczyła największej katastrofy naturalnej od 140 lat. Był piątek, godzina 14.46 czasu miejscowego, kiedy Japonią targa wstrząs o sile 9 stopni w skali Richtera, a po nim następuje ponad 20 niemniej silnych. Wielka fala tsunami wdziera się na 10 kilometrów w ląd, niszcząc wszystko na swojej drodze i zabijając tysiące osób.

Kilka lat po tym kataklizmie w Japonii mamy nowe zjawisko - taksówkarze twierdzą, że zdarzają im się kursy z... duchami ofiar tsunami. Japońskie gazety co kilka tygodni publikują nowe relacje kierowców, którzy mieli okazję doświadczyć tego fenomenu.


Oto wiadomość, którą dostaliśmy na pokład okrętu Nautilus.

From: Kamil [dane do wiad. FN]
Sent: Friday, March 17, 2017 9:31 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Fragment - Ganbare! Warsztaty umierania

Drogi Nautilusie!
Tym razem czytam reportaż Katarzyny Boni - Ganbare! Warsztaty umierania. Jest to opowieść o Japonii.

Ganbare! to opowieść o kraju, gdzie zagrożenie katastrofą stało się normą, a normalne życie jest podszyte widmem śmierci. I o ludziach, którzy pięć lat po trzęsieniu ziemi, tsunami i wybuchu w elektrowni jądrowej próbują poradzić sobie w nowej rzeczywistości. Niektórzy z nich nauczyli się nurkować i wciąż szukają szczątków bliskich na dnie morza. Inni, ignorując zagrożenie, usiłują żyć w napromieniowanym świecie, jakby nic się nie stało. Jeszcze inni rozmawiają z duchami. Albo zapisują się na warsztaty umierania.

Jest to wspaniały reportaż o skutkach katastrof. Spojrzenie mikro i makro na życie i problemy Japończyków po hekatombach: trzęsieniach ziemi, tsunami. Oprócz historii i liczb przede wszystkim jednostka i jej perspektywa, i nasze spojrzenie na odmienność kulturową przeżywania śmierci.

Przesyłam Wam skany fragmenty książki o;
- pojawiających się duchach, autostopowiczach widmo (zaczęło się 5 miesięcy po tsunami),  (wiem, już kiedyś o tym wspominaliście)
- itako - szamanki, rozmawiające z duchami - Pani Matsuda jedna z ostatnich itako
- historia mnicha Kanety i dziewczyny Yuko która zaczęła widzieć duchy po tsunami a nawet - weszły w jej ciało nie raz, mało tego duch psa także wszedł w jej ciało.

Relację są bardzo ciekawe i nie sądzę by był powód uznać je za żart.

Wydaje mi się że warto byłoby zaprezentować Czytelnikom serwisu ten fragment;

Ci, których ciał nie znaleziono – wracają.
Ci, których nie zidentyfikowano, a ich prochy złożono we wspólnym grobie –
wracają.
Ci, którzy nie załatwili ważnych spraw – wracają.
Ci, którzy są wściekli – wracają.
Ci, którzy kochają – wracają.
Ci, którzy nie zdają sobie sprawy z własnej śmierci – wracają.
Ci, których rodziny nie chcą puścić – nie mogą odejść.

Pozdrawiam Was!
Kamil






 








 







zwiń tekst



Nieśmiertelni są wśród nas?
Nie, 16 kwi 2017 08:20 komentarze: brak czytany: 3459x

To marzenie bliskie ludziom od tysięcy lat – zatrzymać proces starzenia i być wiecznie młodą, nieśmiertelną istotą ludzką. Czy możliwe, że wśród nas są nieśmiertelni?Nasza współczesna kultura opiera się na ciągłym poszukiwaniu piękna, dążeniu do piękna. Młodość, młody wygląd, sprawność fizyczna, aktywny tryb życia jest nierozerwalnie połączony z młodością, która jest najbardziej pożądaną cechą. Starość.......

czytaj dalej

To marzenie bliskie ludziom od tysięcy lat – zatrzymać proces starzenia i być wiecznie młodą, nieśmiertelną istotą ludzką. Czy możliwe, że wśród nas są nieśmiertelni?

Nasza współczesna kultura opiera się na ciągłym poszukiwaniu piękna, dążeniu do piękna. Młodość, młody wygląd, sprawność fizyczna, aktywny tryb życia jest nierozerwalnie połączony z młodością, która jest najbardziej pożądaną cechą. Starość jest wstydliwie skrywana, a jeśli nawet pojawia się w reklamach, to jest to „młodzieńcza starość”. Ludzie w zaawansowanym wieku wydają się być spragnieni młodości, co ukrywa tak naprawdę owo pragnienie uczynienia się nieśmiertelnym. Ludzie z zainteresowaniem słuchają opowieści Fundacji o tym, że człowiek posiada nieśmiertelną duszę, ale taka nieśmiertelność wydaje się ich mało interesować. Świat tak mocno osadzony w materii pragnie właśnie nieśmiertelności materialnej, cielesnej. Warto odnotować, że pierwszym skojarzeniem po usłyszeniu hasła „nieśmiertelność” dla wielu osób jest właśnie nieśmiertelność ciała. Warto sobie zadać pytanie: czy jest możliwe bycie nieśmiertelnym? Czy to możliwe, że na Ziemi żyją ludzie, którzy mają kilkaset, a może kilka tysięcy lat? Te pytania tylko pozornie wydają się absurdalne.

 Wybitny historyk Arnold Toynbee zauważył, że „przyznanie bogom nieśmiertelności przez ludzi jest jednym z wyrazów odczucia, iż śmierć jest niewłaściwym i niegodnym przeznaczeniem człowieka”. Przez stulecia liczni mędrcy i szarlatani obiecywali cielesne życie wieczne.

Dla chrześcijan i mahometan świat jest bytem realnym, do którego jesteśmy cieleśnie przywiązani. Religie monoteistyczne przewidują wprawdzie następny żywot w nagrodę za godziwe życie ziemskie, ale ma on być jednak życiem duchowym.

 Jednak kojarzenie życia wiecznego z cielesnością występowało od zarania cywilizacji: w kulturze egipskiej z ciał preparowano mumie, by ich dusze żyły tak długo, jak długo będą trwać mumie. Według hebrajskiej Biblii niezwykle długie życie mieli potomkowie Adama, a rekord długowieczności pobił Matuzalem (969 lat), syn Henocha, który żył „w przyjaźni z Bogiem, a następnie znikł, bo zabrał go Bóg”. W tych tajemniczych słowach Księgi Rodzaju badacze upatrują, że Bóg niektórych ludzi wyłącza spod ogólnego prawa śmierci.

 Jezus obwieścił, że przezwyciężył śmierć i zmartwychwstał cieleśnie. Nie był zatem tylko eterycznym duchem, o czym przekonał się niewierny Tomasz dotykając śladów po cielesnych ranach Zbawiciela. „Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia”, podaje w Ewangelii św. Jan. Jednakże chrześcijaństwo od czasów św. Augustyna skupiało się na nieśmiertelności duszy, a nie mdłego, nieważnego ciała. Memento mori przenikało epoki historyczne aż do baroku.

 W początkach XVII w. objawiło się dziwne bractwo różokrzyża – wykwit chrześcijaństwa ezoterycznego, czyli dostępnego tylko dla wtajemniczonych. Głosiło ono, że istnieje od początków ludzkości i ma związek z prawiedzą tajemną m.in. starożytnego Egiptu. W 1614w niemieckim Kassel ukazała się książka zawierająca m.in. tajemnicze dziełko: „Fama Fraternitatis” (Głos Bractwa) i następne, będące manifestami wiary różokrzyżowców. Z tekstów wynikało, że założyciel bractwa Christian Rosenkreutz (Chrześcijanin Róży Krzyża) podczas pielgrzymki do Ziemi Świętej w XIV w., studiując w Damaszku, Egipcie i Fezie tajne księgi, zrozumiał istotę świata. Był to rodzaj objawienia i zrozumienia doskonałej formy makro- i mikrokosmosu, w tym transfiguracji osobowości do nieśmiertelności.

 Po powrocie do Niemiec Christian utworzył stowarzyszenie trzech braci, którym w domu Ducha Świętego przekazał swą wiedzę, język magiczny, sztukę uzdrawiania ludzi. Po pewnym czasie Rosenkreutz wysłał ich w świat z tajną misją. Sześć reguł nakazywało wysłannikom m.in. dostosować się do kraju, w którym działali, używać pieczęci R.C., bezpłatnie uzdrawiać chorych, raz w roku wracać do siedziby Ducha Świętego, na 100 lat zachować w tajemnicy istnienie bractwa oraz wyznaczyć następców.

 Sam Rosenkreutz zdawał się być poza czasem, pomimo pozornej śmierci. Zgodnie z napisem nad kaplicą różokrzyżowego domu Ducha Świętego, dokładnie po 120 latach (od chwili jego śmierci), podczas przebudowy otwarto jego grobowiec. Wedle tekstu „Famy” przy kolistym ołtarzu znaleziono nietknięte zwłoki założyciela bractwa różokrzyża z pergaminową księgą w dłoni. Wokół narysowane były symbole i tajemnicze figury.

 Wedle tejże księgi Rosenkreutz, zwany przez różokrzyżowców Ojcem, miał poznać sekrety Nieba, Ziemi, Ludzkości, stając się strażnikiem królewskiego skarbu Arabii i Afryki, budowniczym miniaturowego modelu kosmosu oraz profetykiem (wieszczem i jasnowidzem), który zapisał wszelkie wydarzenia, w tym przyszłe. Księga w końcowym zdaniu przyrównywała zasługi Ojca Rosenkreutza do ziarna zasianego w sercu Jezusa.

Dowiedziawszy się tych prawd, bracia zamknęli grobowiec i znów rozproszyli się po świecie.  Dość skomplikowana doktryna różanego krzyża zakładała i zakłada przemianę ludzi do nieśmiertelności. Wpływ różokrzyża na ludzi był ogromny, choć pozornie niewidoczny.

Wiele osobistości – jak kardynał de Richelieu, Johann Wolfgang Goethe niepogodzony ze starzeniem się i śmiercią, szukający w „Fauście” i życiu nieśmiertelności, czy założyciele Stanów Zjednoczonych Franklin i Jefferson – związanych było z bractwem różokrzyża. Wcieleniem Rosenkreutza, noszącym tytuł imperatora, miał być sir Francis Bacon (1561–1626), angielski lord kanclerz, mąż stanu, twórca „Kolegium niewidzialnego” i dzieła o Nowej Atlantydzie. 

Z biegiem lat różokrzyżowcy na ziemi podzielili się całkiem ziemsko, ale ich wiara w przemianę do nieśmiertelności jest wspólna. Jan van Rijckenborgh, założyciel Lectorium Rosicrucianum, współczesnej kontynuacji ruchu różokrzyżowców, pisze, że szkoła duchowa różokrzyża zdąża do przekształcenia osobowości na „człowieka niebiańskiego”, a ukoronowaniem tej drogi jest osiągnięcie nieśmiertelności.

 Po tajemniczych słowach i księgach przyszedł czas na postaci – i to w epoce Rozumu i Światła. Marzenia o nieśmiertelności uosabiają najwyraźniej postacie XVIII-wiecznych hrabiów: Alessandro Cagliostra (Józef Balsamo) i Saint Germaina. Hrabia Cagliostro podawał się za urodzonego w dwa wieki po potopie i zapewniał, że wie, jak dożyć 5557 lat. Recepta przetrwała, kuracja ma trwać tylko 40 dni. Nie bierzemy odpowiedzialności za skutek, skoro sam Józef Balsamo zmarł w więzieniu jako szarlatan w 1795 r.

 Natomiast Saint Germain na dworze Ludwika XV w przytomności pani Pompadour, księżnych, markiz, kawalerów i uczonych twierdził, że rozmawiał z Mojżeszem. Że w Niniwie przebywał na dworze króla asyryjskiego Sardanapala w IX w. p.n.e. i że cudem wydostał się z oblężonej Niniwy, podczas gdy Sardanapal wraz z pałacem spalił się. Saint Germain opowiadał o tych zdarzeniach tak sugestywnie i pewnie, jakby był ich uczestnikiem; a mówił na przykład o osobistościach sprzed 2000 i więcej lat! Ale także o bliższych czasach: o królowej Marii Stuart, o Małgorzacie de Valois, o nocy św. Bartłomieja w 1573 r. Współcześni twierdzili, że nie złapano go nigdy na kłamstwie – a były to czasy sceptycznego Rozumu!

 Szkopuł w tym, że nie wiemy, kiedy i gdzie ów tajemniczy hrabia się urodził, w jaki sposób znalazł się w Londynie, a potem w Wiedniu na dworze cesarza i w Paryżu na dworze Ludwika XV. Ponoć przewidział rewolucję 1789 r., ścięcie Marii Antoniny i epokę napoleońską, po czym znikł. Madame d’Adhemar zobaczyła nieoczekiwanie hrabiego 16 października 1793 r., gdy ścięta głowa królowej toczyła się do kosza; nie postarzał się zupełnie.

Wierzyć relacji madame czy nie? Czy nieśmiertelny hrabia zrodził się w nudzących się  główkach dworskich niewiast? Postać cudownego człowieka przewija się także w innych przekazach: w listach Fryderyka II Pruskiego, Woltera, ministra brytyjskiego Horacego Walpole’a, w pamiętnikach Casanovy. Hrabia Saint Germain podobno brał udział w powstaniu Stanów Zjednoczonych; hrabiego uważano za różokrzyżowca i masona, co zapewne nie mijało się z prawdą. Dokonywał ponoć rzeczy niezwykłych: tajemniczą herbatką miał uleczyć rodzinę carską, a potem całą armię rosyjską i ludność Hesji. Eliksir wręczony madame de Geoffrin miał sprawić, że potem przez 25 lat sprawiała wrażenie osoby 25-letniej. Sądzono, że znalazł receptę na długowieczność, a nawet nieśmiertelność. Bez wątpienia był znakomitym alchemikiem, któremu Ludwik XV udostępnił w Chambord laboratorium. Chwalił się, że zna wschodnie techniki przedłużania życia. W aktach kościoła parafialnego w Eckenforde zapisano jednak, że zmarł na zamku Hessen-Kassel 27 lutego 1784 r.

 Nie znikł jednak zupełnie, a przynajmniej pozostał w świadomości, pozostawiając po sobie przypisywaną mu „Złotą Księgę”. Niedawno wydano ją w Polsce. Jej konstatacje nie różnią się od sposobów stosowanych w psychoanalizie! Obecnie wieczny hrabia ma żyć pod postacią Marka L. Propheta w Stanach Zjednoczonych, tworząc bractwo strażników płomienia, „by kontynuować publikowanie Nauk Wniebowstąpionych Mistrzów”. Mistrz Prophet (po polsku Prorok) twierdzi, że nieśmiertelny hrabia kontaktując się z duszami światłości na całym świecie usiłuje zapobiec III wojnie światowej, złowieszczym przepowiedniom Nostradama, objawieniom fatimskim i Apokalipsie.

 Najbardziej jednak zadziwiające w tej historii było spotkanie Saint Germaina w 1779 r. z doktorem Franzem Mesmerem. Podobno w Berlinie na dworze księżniczki Amalii Pruskiej hrabia przekazał doktorowi tajemnice dotyczące naszej podświadomości. Otworzyło to drogę nie tylko mesmerowskiej hipnozie, ale naukowej psychologii i freudyzmowi. Oszalały od cierpień psychicznych świat od końca XIX w. mógł się wreszcie leczyć z nerwic, blednic, migren, depresji, kompulsji, uzależnień, psychoz i innych dolegliwości – przez słowa oddziałujące na podświadomość.

 

 

Temat nieśmiertelności jest ciągle aktualny. W Stanach Zjednoczonych Leonard Orr dowodził, że „śmierć jest bezużytecznym przyzwyczajeniem, złym nawykiem”. Podróżnik i badacz, odmładzający się bezustannie od 1961 r., podczas wędrówek po Indiach odnalazł ponoć joginów żyjących co najmniej 300 lat; niektórzy przyznawali się nawet do wieku 2 tys. lat.

 

Jednakże długowieczność, a może i nieśmiertelność wymagają wielu poświęceń: jogini izolują się od wibracji śmierci wydzielanych ponoć przez ludzkie ciała, żyją naodludziu, w jaskiniach. Leonard Orr zalecał więc tzw. rebirthing, tworząc w 1974 r.

Ruch Świadomego, Energetyzującego Oddychania i uwolnienie się od wszelkich urazów, jakich nie szczędzi nam dzieciństwo i życie. Receptą jest duchowe oczyszczenie się w prawdzie, miłości i prostocie oraz nietłumienie emocji i uczuć. Orr domagał się też legalizacji transfiguracji: dematerializacji i ponownej materializacji ciała fizycznego.

 Jego przekonania pokrywają się ze słowami tajemniczych osobników Charlesa P. Browna, Bernadeane Sittser i Jamesa R. Strole’a, którzy zapewniają na mityngach i w książce wydanej w 1990 r., że „Każdy może żyć wiecznie”. Sami mają być tego dowodem. Kluczem do nieśmiertelności wedle CBJ, czyli nowych nieśmiertelnych, ma być uznanie boskości za własną, gdyż Bóg dał nam cielesną nieśmiertelność. „W rzeczywistości nie ma żadnego życia poza ciałem” – sądzi nieśmiertelna Bernadeane. „Inne wymiary, zaświaty, tak naprawdę w ogóle nie istnieją. Są jedynie tworem myślącego ciała... Kiedy człowiek zbudzi się ku fizycznej nieśmiertelności, nie chce już żadnego innego życia”. Aby jednak podtrzymać wymianę międzykomórkową, gwarantującą nieśmiertelność, potrzebna jest organizacja wieczystych i taką CBJ stworzyli: Eternal Flame Foundation, Fundacja Wiecznego Płomienia w Scottsdale w Arizonie. Wysokości składek nie znamy.

Kwestię nieśmiertelności rozważa się jednak nie tylko w księgach paranauki i mistyki. Niemiecki publicysta naukowy Ernst Meckelburg na podstawie własnych przemyśleń i dowodów, a głównie analizy amerykańskiego programu Death and Dying (Śmierć i umieranie) z 1992 r. zapewnia nas także, że „jesteśmy nieśmiertelni” jako „zaprogramowany na wieczność biokomputer”, a „świadomość jest katapultą do hiperświata”. Przytacza na to wiele dowodów. Andrzej Szyszko Bohusz, w 1996 r. profesor AWF w Krakowie, przekonany jest (nieco intuicyjnie – jak napisał we wstępie) do „substancji świadomości nie podlegającej zmianom” i „nieśmiertelności genetycznej” osobników o wspólnej genezie.

 Teza ta pasowałaby do przekonań Carla Gustava Junga, który odkrył istnienie archetypu nieświadomości zbiorowej. W podświadomości mamy zachowane wspólne przeżycia, traumy, zachowania z przeszłości. Czy to też jest element naszej nieśmiertelności?

 Ludziom trudno pogodzić się nie tylko z własną śmiercią, ale i wielkich tego świata. Elvisa Presleya, pomimo aktu zgonu, pogrzebu i wystawienia grobowca, jego fani widzieli nieraz: twierdzą, że żyje, ukrywa się. Niczym przed pół tysiącem lat: w 1444 r. wielu Europejczyków nie wierzyło, że Władysław, król niemal połowy ówczesnego świata chrześcijan, zginął pod Warną. Natomiast wierzono powszechnie, że ukrywał się ze wstydu za złamanie traktatu z Turkami i za poniesioną klęskę. Całkiem niedawno Zbigniew Święch podał, że król Polski i Węgier żyje jako ciało astralne, gdyż jego wawelski sarkofag „oddycha”.

 Nieśmiertelność dusz albo istnienie transcendentalnych bytów pojawia się w przytłaczającej większości religii świata i w wielu systemach filozoficznych. Nawet w neokonfucjanizmie jest to przeistaczanie się niepewnego umysłu, wahającego się między dobrem a złem, w doskonały Umysł Niebiański. Warunkiem tego są małe kroki w medytacji albo objawienie. W taoizmie kontemplacja ma służyć przekroczeniu granic egzystencji:

„wykradzenia tajemnic Niebios i Ziemi”, by wyczytać z niej sekret życia i osiągnąć nieśmiertelność. Obietnicę raju zna każdy chrześcijanin.  Wszystkie dążenia do nieśmiertelności wymagają, jak się okazuje, ogromnej pracy nad sobą bądź  przestrzegania 10 przykazań, modlitwy, wyrzeczeń – jak w judeochrześcijaństwie, bądź głębokiej medytacji – jak w religiach Wschodu. A tego leniwym ludziom na ogół się nie chce.




zwiń tekst



STRONA
1 38 39 40 41 42 43 44 50 72
Strona 41 / 72

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Pojawił się nowy wpis w dziale Szalupa Ratunkowa o potędze myśli... polecamy lekturę! [...]

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wczoraj, 05:42 | [...] obiekt był pomiędzy drzewami, pierwszymi z prawej, oczywiście w dalszej odległości). Był widoczny nad polami w okolicy drogi nr 7. Czas trwania ok. 15 min. była niska podstawa chmur, gwaizdy widoczne słabo, ale na swoim miejscu ( obiekt był znacznie niżej) wykluczam samolot, śmigłowiec, drona. [...]

Dziennik Pokładowy

Niedziela, 3 maja 2020 | Miałem zabawne spotkanie z moim wiernym słuchaczem sprzed lat. Wtedy młodym chłopakiem, a dziś poważnym panem z rodziną, dziećmi i siwiejącymi skroniami. Dopiero patrząc na niego zobaczyłem dyskretny urok upływu czasu, który dotyczy przecież każdego z nas. Zadał mi ciekawe pytanie... Panie Robercie, jak można utrzymać pasję przez tyle lat? Przecież reszta pasjonatów panu podobnych dawno odpadła od...

czytaj dalej

FILM FN

NASA Live: Official Stream of NASA TV

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.