Dziś jest:
Czwartek, 6 października 2022

Umarłem jako minerał i stałem się rośliną. Umarłem jako roślina i stałem się zwierzęciem. Umarłem jako zwierzę i byłem człowiekiem. Czegóż mam się obawiać? Cóż straciłem umierając?
/Dżelal-uddin Rumi/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Historia o zaginionej kotce i niezwykłym śnie
Czw, 24 maj 2018 08:32 komentarze: 1 czytany: 6177x

[...] Zgadzam się w 100%, że ze zwierzęciem, z którym jesteśmy emocjonalnie mocno związani można nawiązać kontakt, mało tego, to zwierzę bardzo często samo nawiązuje ten kontakt. Aby nie być gołosłowną przytoczę zdarzenie, które sama przeżyłam tydzień temu. Posiadam w domu 3 koty, dwa syberyjskie to jeszcze młodzież, żyją w swoim świecie łobuzowania i zabaw i kotkę, czarnego dachowca, mającą 19 lat.......

czytaj dalej

[...] Zgadzam się w 100%, że ze zwierzęciem, z którym jesteśmy emocjonalnie mocno związani można nawiązać kontakt, mało tego, to zwierzę bardzo często samo nawiązuje ten kontakt. Aby nie być gołosłowną przytoczę zdarzenie, które sama przeżyłam tydzień temu. Posiadam w domu 3 koty, dwa syberyjskie to jeszcze młodzież, żyją w swoim świecie łobuzowania i zabaw i kotkę, czarnego dachowca, mającą 19 lat zwaną przez domowników babcią Kundzią.

Wszyscy zgodnie twierdzą, że Kundzia jest moim osobistym kotem, znalazłam ją jako umierające kocię pod śmietnikiem i udało się uratować, jest bardzo nieufna na wszystkich fuka i nie daje się dotknąć ale do mnie jest prawie przylepiona i często musi mi położyć łapy i głowę na kolanach i tak sobie siedzimy, śpi mi pod pachą w łóżku, woła mnie do sypialni jak za długo siedzę wieczorem w salonie i zawsze się pojawia nie wiadomo skąd jak wracam z pracy.

Latem nie lubi mieszkać w domu, sypia na tarasie i przebywa w okolicy domu w ogrodzie, ponieważ jest już stara i trochę schorowana nie oddala się. Tydzień temu nie przyszła się przywitać jak wróciłam z pracy, nie było jej półtorej doby. W nocy miałam straszny sen, śniło mi się, że obok mnie w łóżku są takie jakieś robale i muchy w kształcie czarnego kota, wyglądało to tak jakby rozkładało się jakieś zwierzę, i ja wołam mojego męża: chodź szybko, my szukamy wszędzie babci Kundzi, a ona tu leży nieżywa i zaczęłam płakać w tym śnie, mąż podchodzi, żeby spróbować to sprzątnąć, a to coś nagle zaczyna strasznie głośno miauczeć i wzywać pomocy no i się obudziłam.

Opowiadam mój sen i mówię, coś się jej stało i trzeba jej szukać ona mnie woła, tak to czułam. Obszukaliśmy cały ogród w każdym zakamarku i nic, w ogrodzie mamy jeszcze taki domek na narzędzia, myślę sobie, że jeszcze tam zajrzę, otwieram , a tam siedzi kupka nieszczęścia i i cicho miauczy bo nie miała już siły. Teraz jest już wszystko dobrze i moja ponad 100 letnia babcia( według ludzkiej miary) znowu mnie wita codziennie po pracy.

[dane do wiad. FN]

/poniżej grafika z Archiwum FN/






zwiń tekst



Cudowne obiekty na niebie
Śr, 23 maj 2018 07:38 komentarze: brak czytany: 6286x

Dzisiaj w naszym cyklu XXI PIĘTRO - TWOJA HISTORIA prezentujemy opis klasycznej obserwacji UFO z 2007 roku. Jest on jednak o tyle nietypowy, że przyszedł do nas jako list.Przy okazji przypominamy nasz adres:FUNDACJA NAUTILUSskr. 221, 00-950 Warszawa 1Poniżej obserwacja.Na koniec jeszcze krótka informacja z naszego facebooka.....

czytaj dalej

Dzisiaj w naszym cyklu XXI PIĘTRO - TWOJA HISTORIA prezentujemy opis klasycznej obserwacji UFO z 2007 roku. Jest on jednak o tyle nietypowy, że przyszedł do nas jako list.

Przy okazji przypominamy nasz adres:

FUNDACJA NAUTILUS

skr. 221, 00-950 Warszawa 1

Poniżej obserwacja.




Na koniec jeszcze krótka informacja z naszego facebooka.




zwiń tekst



Niezwykłe 'małe znaki' o tym, że jego dusza odeszła do światła
Wt, 22 maj 2018 09:08 komentarze: 2 czytany: 10624x

[...] Witam Fundacje Nautilus ! Chciałbym opisać pewne zdarzenie a dokładnie ciąg małych „znaków”, które bardzo mnie poruszyły.Na początku chciałbym wspomnieć o Jodze Powa zapewne jest Państwu doskonale znana. W skrócie można powiedzieć że polega na wysłaniu dzięki intencji mistrza duszy zmarłego do Czystej Krainy Buddhy Amitabhy.Na ulicy na której mieszkam żył pewien mężczyzna, samotnik. Jeśli dobrze.......

czytaj dalej

[...] Witam Fundacje Nautilus ! Chciałbym opisać pewne zdarzenie a dokładnie ciąg małych „znaków”, które bardzo mnie poruszyły.

Na początku chciałbym wspomnieć o Jodze Powa zapewne jest Państwu doskonale znana. W skrócie można powiedzieć że polega na wysłaniu dzięki intencji mistrza duszy zmarłego do Czystej Krainy Buddhy Amitabhy.


Na ulicy na której mieszkam żył pewien mężczyzna, samotnik. Jeśli dobrze pamiętam w kwietniu bieżącego roku jego sąsiadka wezwała straż, ponieważ martwiła się jego brakiem aktywności. Służby przyjechały do jego domu ( a dokładniej ruiny z zarośniętym ogrodem) i okazało się że wszystko jest w porządku.

Po około tyg. po tym wydarzeniu mężczyzna zmarł. Od razu przyszło mi do głowy „przeczucie śmierci” ze strony jego sąsiadki. W tym czasie dowiedziałem się o serwisie poła prowadzonego przez Yutanga Lina ucznia Yogiego Chena.


Wysłałem mail z danymi sąsiada. W ciągu 2 tyg miałem przynajmniej dwa dziwne odczucia przechodząc obok domu zmarłego sąsiada. Za pierwszym razem idąc ulica pomyślałem o Jodze Powa i Amitabhie. Nagle spojrzałem się w bok i ujrzałem jego dom. Drugi raz był silnym przeżyciem , które mocno mną wstrząsnęło. Znów zacząłem myśleć o Powa itd. Mój wzrok przyciągnęły kwiaty (początek maja) i drabina oparta o drzewo pomyślałem „drabina do nieba” cały ogród wydawał mi się piękniejszy od innych mimo że cały był w fatalnym stanie podobnie jak dom. Poczułem również olbrzymie współczucie i miłość połączenie żalu, miłości ,radości, współczucia z spokojem. Uczucie ciężkie do opisania. Wiedziałem, że jest „po drugiej stronie”.

Już pisałem mail w tej sprawie może nie dotarł do państwa? Starałem się odtworzyć powyżej swoje wspomnienia i uczucia, które mi towarzyszyły. Przepraszam za pewne niejasności błędy ale ciężko jest opisać tak ‘dziwne” uczucie, przekonanie. Nadal towarzysza mi lekkie emocje mimo upływu czasu. Mam nadzieje że moja relacja jest jak najdokładniejsza z rzeczywistością.

Yutang Lin odwiedzi niebawem Polskę http://mahajana.net/aktualnosci/yutang-lin-w-warszawie

 Z wyrazami szacunku

Waldemar

/poniżej mistrz Yogi Chen/




zwiń tekst



Czy to była tylko intuicja? Niezwykłe wydarzenie z dzieciństwa
Pon, 21 maj 2018 11:48 komentarze: brak czytany: 7311x

Witam FN. Chciałbym się podzielić z wami pewnym zdarzeniem które miałem w dzieciństwie. Chodzi dokładnie o przewidywanie zdarzeń które za chwile się wydarzą. Miałem wtedy około 8-12 lat. Rozbieżność w latach dość spora ale ciężko mi określić w jakim wieku wtedy byłem. Kojarzę, że było to w mniej więcej takim wieku. Sytuacja wyglądała tak, że mieszkaliśmy wtedy w bloku na osiedlu. Mieszkaliśmy na 3.......

czytaj dalej

Witam FN. Chciałbym się podzielić z wami pewnym zdarzeniem które miałem w dzieciństwie. Chodzi dokładnie o przewidywanie zdarzeń które za chwile się wydarzą.

Miałem wtedy około 8-12 lat. Rozbieżność w latach dość spora ale ciężko mi określić w jakim wieku wtedy byłem. Kojarzę, że było to w mniej więcej takim wieku. Sytuacja wyglądała tak, że mieszkaliśmy wtedy w bloku na osiedlu. Mieszkaliśmy na 3 piętrze. Ja na podwórku przy takich płytkach brukowych które były pozostawione przy bloku na przeciwko schowałem sobie zabawki.

Byłem w pokoju przez który miałem bardzo dobry widok na całe osiedle ( mój podwórek ). W pewnym momencie do pokoju weszła moja starsza o 5 lat starsza. Zawołałem ją, i powiedziałem, że wiem co się zaraz stanie. Ona na to, że na pewno nie, no i stanęliśmy przy oknie i powiedziałem że jej pokaże. No i najpierw powiedziałem, że zaraz zza rogu bloku z naprzeciwka wyjdzie mój kolega Łukasz i przechodząc obok mojej skrytki o której nie miał prawa wiedzieć zacznie tam węszyć i zabierze moją zabawkę.

Oczywiście nie minęło 5-7 sekund i tak dokładnie się stało. Ale Siostra powiedziała, że pewnie podejrzał kiedyś, że ją tam schowałem tą zabawkę i dlatego tak zrobił. Ja oczywiście zaprzeczyłem i postanowiłem jej nadal udowodnić, że potrafię powiedzieć co będzie dalej. Wskazałem, że on najpierw pójdzie i siądzie sobie na ławkę posiedzi sobie tam przez jakąś chwile i pójdzie do sklepu po loda a następnie wróci i pójdzie do piaskownicy. Ku zdziwieniu mojej siostry stało się dokładnie tak jak Ja to powiedziałem. Ja nie czułem wtedy zdziwienia a wiem, że miałem ogromne przekonanie , ze właśnie tak się to stanie. Pisząc teraz do was przypominam sobie, że to była jakaś taka achwila kiedy Ja poprostu czułem ogromną pewnośc tego co zaraz ma nastąpić.

Musze w tym momencie zaznaczyć ze teraz nie mam żadnych zdolności przewidywania i super intuicji.

Wracając do tych przeczuć przyszłych wydarzeń to w późniejszym czacie także bardzo często zdarzało mi się mieć coś na styl przewidywania ale to raczej nazwał bym to superintuicją. w szkole podstawowej i późniejszej licealnej byłem najlepszym piłkarzem. Zawsze dawałem z siebie 120% i wiem że to był mój sposób na sukces ale też wiem, czego inni nie wiedzą ze bardzo często kiwając się przeciwnikiem czy tez idąc sam na sam na obrońców miałem ogromne przeczucie co zrobią, w jaki sposób zaatakują czy też w którą strone pójdą. Ciążko mi nazwać czy too takrze było przewidywanie przyszłości chodz ja sam bardziej bym to nazwał superintuicją która w grze w piłkę sprawdzała się w 100% i dzięki niej miałem ogromną przewagę nad kolegami.

Pozdrawiam całą załogę FN
3-Mjcie się

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Intrygujące wydarzenie obok słynnej Muchołapki w Górach Sowich
Czw, 17 maj 2018 09:26 komentarze: 2 czytany: 7537x

[...] piszę bo przydarzyło mi się wczoraj (16 maja 2018 - przyp. FN) coś niezwykłego . Przy okazji będąc w Górach Sowich, postanowiłem zajechać do Jugowic , gdzie znajduje się "muchołapka" czyli budowla , na której niemcy testowali pojazdy antygrawitacyjne, wg. Witkowskiego i wycieczka jak wycieczka , podjechałem pod bramę kompleksu "Riese" zrobiłem zdjęcieprzejechałem bramę i podjechałem pod sam .......

czytaj dalej

[...] piszę bo przydarzyło mi się wczoraj (16 maja 2018 - przyp. FN) coś niezwykłego . Przy okazji będąc w Górach Sowich, postanowiłem zajechać do Jugowic , gdzie znajduje się "muchołapka" czyli budowla , na której niemcy testowali pojazdy antygrawitacyjne, wg. Witkowskiego i wycieczka jak wycieczka , podjechałem pod bramę kompleksu "Riese" zrobiłem zdjęcie

przejechałem bramę i podjechałem pod sam obiekt i wtedy nagle momentalnie temperatura w układzie chłodzenia auta drastycznie się podniosła ,na granicy uszkodzenia uszczelki pod głowica , musiałem wyłączyć silnik. Cały czas siedziałem w samochodzie , nagle zaczęła mnie boleć głowa i dziwnie zacząłem się czuć, wtedy do mojego samochodu zaczeło zbliżac się jakieś zwierzę , to był kot, który wszedł pod auto , i wyszedł , zaczął się dziwnie na mnie patrzeć .

Poczułem się tak nieswojo w tamtym miejscu,że musiałem szybko uciekać mimo zagotowanej wody , po opuszczeniu terenu "Riese" licznik temperatury się nagle unormował a ja pojechałem dalej do pokoju na terenie Ludwikowic Kłodzkich, gdzie wynajmowałem jako turysta i to o czym chciałem napisac zdarzyło się koło godz 23:30 , poszedłem zrobić herbatę i w głowie usłyszałem głos - ziemianinie...ziemianinie ...nic więcej tylko to , poczułem również obecność kogoś kto był choć nikogo nie widziałem , oprócz czasami dziwnych błysków w kuchni ...obecność była na tyle wyczuwalna ,że musiałem w nocy uciekać z tamtego miejsca , gdyż zacząłem się bać [...]

[dane do wiad. FN]

 

/poniżej zdjęcia z Archiwum FN/





zwiń tekst



Kilka słów o tzw. 'nocnych światłach', ale także o... ncnej zmorze
Śr, 16 maj 2018 11:59 komentarze: brak czytany: 7371x

[KONTAKT] Piszę już trzeci raz o NL tj nocnych światłach. Przeczytałam w Nautilusie o próbach kontaktu z NL, o ile dobrze zrozumiałam. Ktoś zastosował sygnalizację świetlną. Pomyślałam że opiszę swoje doświadczenia. Najpierw jedno niezwiązane z tematem listu, ale dające do myślenia.Jestem stałą czytelniczką Nautilusa i często czytałam o zmorach nocnych. Myślałam że to zjawisko nie istnieje i jest .......

czytaj dalej

[KONTAKT] Piszę już trzeci raz o NL tj nocnych światłach. Przeczytałam w Nautilusie o próbach kontaktu z NL, o ile dobrze zrozumiałam. Ktoś zastosował sygnalizację świetlną. Pomyślałam że opiszę swoje doświadczenia. Najpierw jedno niezwiązane z tematem listu, ale dające do myślenia.

Jestem stałą czytelniczką Nautilusa i często czytałam o zmorach nocnych. Myślałam że to zjawisko nie istnieje i jest tylko tworem wyobraźni ludowej. Zapragnęłam doświadczyć i miewałam ataki zmory wielokrotnie.Za każdym razem odpędzałam ją imieniem Jezus. Raz słyszałam nawet jej głos. Czasem nawet bałam się położyć spać, kiedy obejrzałałam film "Egzorcyzmy Annelise Michel" uświadomiłam sobie że przecież mogłam zostać opętana.

Teraz nie miewam już ataków .Codzienny różaniec, należę do grupy modlitewnego wsparcia i koniec zmory. I tu przejdę do tematu.NL nie reagują na światła reflektora lecz na światło duszy. Rozmawiam z nimi o tym że chciałabym by ludzie poznali prawdę o sobie,,,ze jedynym sposobem na zakończenie dewastacji Ziemi jest brak mięsa w diecie.

Wczoraj mówiłam im o Jezusie. O Jego życiu i czego nas nauczył. Poświęcił życie byśmy mogli mieć nadzieję na lepszą przyszość i przekazał nam wielką mądrość. Nie mam wielu tematów którymi mogę zainteresować ale gdy opieram się na Jezusie zawsze mnie słuchają z powagą. Objawia się to m ich wzmożoną aktywnośćią na niebie. Czasem jednak mam wrażenie że to co tam jest jest ze strony ciemnośći. Podobno jest taka możliwość.

Myślę że jest to bardzo duchowe zjawisko i trzeba raczej zaświecić sercem by dostrzec jego głębię a nie tylko światełka pomykające po niebie. Jego duchowość nie polega na religii lecz na tzw. wibracji i tp. Nie znam się na tym, ale przypuszczam, że po prostu trzeba starać się mieć lepsze życie. Zjawisko opętania i kontaktu ma jedną cechę wspólną ,oddziaływanie na mózg i jego pracę. Przyczepia się do czakramów ta zmora i się wydaje że jej nie ma a ona jest. Tak i w przypadku tych NL tworzą się nici astralne które nas łączą ze sobą tak żę są obecni mimo że niby ich nie ma.Nie posiadam odpowiedniej wiedzy i czasu by lepiej i jaśniej opisać to zjawisko. Zależy mi na tym by obaczyć trzy obiekty lecące jednocześnie. To jest eksperymentu ciąg dalszy.

[dane do wiad. FN]


 



zwiń tekst



Niepokojąca wizja - czy Gdańsk wkrótce zaleje... wielka fala?
Pon, 14 maj 2018 08:56 komentarze: 1 czytany: 9272x

[...] 10 maja 2018 r miałem spontaniczną wizję. Przed oczami pojawił mi się  posąg Neptuna z gdańskiej fontanny, o którego postument , do wysokości stóp Neptuna rozbija się woda.  Sama postać Neptuna była tylko smagana nieregularnie stróżkami wody. Po chwili pojawia się drugi obraz -  płaskorzeźba z 2 starodawnymi , skrzyżowanymi pistoletami. Nigdy w życiu nie byłem w tamtym miejscu.......

czytaj dalej

[...] 10 maja 2018 r miałem spontaniczną wizję. Przed oczami pojawił mi się  posąg Neptuna z gdańskiej fontanny, o którego postument , do wysokości stóp Neptuna rozbija się woda.  Sama postać Neptuna była tylko smagana nieregularnie stróżkami wody. Po chwili pojawia się drugi obraz -  płaskorzeźba z 2 starodawnymi , skrzyżowanymi pistoletami.

Nigdy w życiu nie byłem w tamtym miejscu ani nie oglądałem go w internecie czy w książkach. Zadzwoniłem do Znajomego z Gdańska i zapytam o powyższą płaskorzeźbę w jego mieście- czy coś takiego gdzieś tam w ogóle jest… Przez telefon nie kojarzył ale po kilkunastu minutach przysłał mi zdjęcia wejścia do starej zabytkowej zbrojowni, która okazała się znajdować na tej samej ulicy gdzie stoi fontanna z Neptunem.

Płaskorzeźba jest w górnej części drzwi i wg mojego Znajomego jest to wysokość ok 4 m nad ziemią. Wnioskuję, że na tej  wysokości ustabilizuje się woda po przejściu fali.. Zdjęcia w załączeniu.
--








zwiń tekst



Sen o wielkiej fali tsunami i... artykuł w serwisie FN.
Nie, 13 maj 2018 05:54 komentarze: brak czytany: 8877x

Szanowna Redakcjo FN, Niezmiernie się cieszę, że jesteście i robicie to, co robicie. Dzięki Wam mogę poczytać o różnych tematach, które mnie nie tylko interesują, ale również czasami dotyczą. Od kiedy śledzę Waszą pracę zastanawiałam się, czy podzielić się z Wami kilkoma „wydarzeniami” z mojego życia. Nigdy o nich nie rozmawiałam publicznie, a jedynie z kilkoma osobami w rodzinie lub w gronie najbliższych.......

czytaj dalej

Szanowna Redakcjo FN,

Niezmiernie się cieszę, że jesteście i robicie to, co robicie. Dzięki Wam mogę poczytać o różnych tematach, które mnie nie tylko interesują, ale również czasami dotyczą.

Od kiedy śledzę Waszą pracę zastanawiałam się, czy podzielić się z Wami kilkoma „wydarzeniami” z mojego życia. Nigdy o nich nie rozmawiałam publicznie, a jedynie z kilkoma osobami w rodzinie lub w gronie najbliższych przyjaciół. Wiadomo, że pewne „przypadki” nie są wytłumaczalne w racjonalny sposób i lepiej zachować milczenie niż skazać się na niezrozumienie bądź śmieszność.

Do tej pory opisałam Wam przypadek UFO nad moim miastem, ale on dotyczył bezpośrednio mojego męża nie mnie. Tym razem jednak chcę z siebie coś wydusić. Nie wiem czy to kiedykolwiek wykorzystacie, czy w ogóle Was to zainteresuje, ale chcę wreszcie komuś postronnemu opisać co mnie spotkało. A Wy wydajecie się Jedynymi, którzy mogą podejść do tego ze zrozumieniem.

Na początek – co mnie skłoniło nagle do napisania? Otóż sen i artykuł w FN.

Są sny i … sny. Zdecydowana ich większość przychodzi i odchodzi. Zapominamy o nich. Nie są jakieś szczególne, zbyt wyraźne.
Ale raz na jakiś czas trafia się ten szczególny, inny, niezwykle wyraźny i taki dotykający wręcz ciała lub duszy. Wówczas wiem, że jestem, że czuję, nie śnię i wiem, że nie potrwa zbyt długo dlatego rozglądam się, by jak najwięcej zobaczyć. Jedne są miłe, inne niespokojne.

Ten był przerażający. Z 6 na 7 maja tego roku (2018 - przyp. FN) znalazłam się w drewnianym domu nad morzem. Wiedziałam, że jestem na Florydzie. W pewnej chwili dotarło do mnie, że zbliża się potężne tsunami i jedyna ucieczka to dojechanie do bardzo odległego cmentarza na jakieś wyżynie. Nigdy na Florydzie nie byłam wiem tylko o niej to, że jest tam ciepło i zdarzają się huragany ( no i chyba jest dość płaska).

Mąż powiedział, że zabieramy najważniejsze rzeczy oraz naszą kotkę i uciekamy. Właśnie kończyłam w pośpiechu pakowanie (wszystko widziałam dokładnie, nawet napis na czarnym laptopie, którego chwyciłam – zastanawiałam się po co to robię, ale pomyślałam że może gdzieś będzie zasięg i będzie możliwość jego użycia). Gdy skończyłam pakowanie zgasło światło. Pomyślałam, że jest już blisko. Wówczas mąż powiedział: Już jest za późno, nie mamy szans na ucieczkę. To co zrobimy? Zapytałam. Musimy to przyjąć, może jakimś cudem to przeżyjemy powiedział głosem mocno zrezygnowanym. Wzięłam na ręce ukochaną kotkę - bo jeśli mamy zginąć to razem. Czy chcę zobaczyć tę falę? Pomyślałam. Tak. Wyszłam przed dom i się odwróciłam w kierunku morza.


I tego momentu snu nigdy nie zapomnę. Nawet teraz czuję duży niepokój. Zobaczyłam potężną ciemną falę, której wysokość była tak ogromna, że nie jestem w stanie jej określić, ale z pewnością powyżej 60 m. Zbliżała się z niezwykłą prędkością. Wielka ściana masy wody. Krzyknęłam: Jezu! I zdążyłam jeszcze poprosić Boga o lekką śmierć dla mnie, męża i kotki bo wiedziałam, że to koniec. I sen się urwał.

Przez cały następny dzień byłam poruszona ponieważ strach ze snu pozostał. Serce mi szybciej biło i byłam niespokojna. Poszukałam nawet w internecie, czy gdzieś kiedyś coś takiego się już stało ale były jedynie jakieś wzmianki sprzed 10 tyś lat. Dwa dni później czyli 8 maja jeszcze o tym myślałam, ale już mniej. Miałam wolną chwilę i włączyłam stronę FN. A tam na pierwszej stronie zobaczyłam obraz fali ze snu z informacją o nowej rosyjskiej broni która może spowodować tsunami sięgającego nawet 100 m. Szybko artykuł otworzyłam i z bijącym sercem przeczytałam. Ostatnie słowo artykułu mnie zmroziło. Może ono dosięgnąć Florydę!

Nie wiem kiedy ten artykuł został publikowany, bo wcześniej był długi weekend i nie wchodziłam na stronę FN od 27 kwietnia do 7 maja. Wcześniej nic o tym nie czytałam i nie widziałam tego artykułu. Większość osób pewnie powie, że się czymś zasugerowałam bądź widziałam ten artykuł. Ja wiem że nie. Ale wszystkie niewytłumaczalne przeżycia są subiektywne i mocno osobiste. Mam tylko nadzieję, iż nigdy nie nadejdzie chwila, gdy ludzkość będzie musiała się zmierzyć z takim żywiołem. Ten strach i bezradność czuję do dziś i myślę, że już nigdy go nie zapomnę.

[...]
Gorąco pozdrawiam Redakcję FN oraz wszystkich załogantów Nautilusa

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Kolumna dziwnych mnichów w kapturach
Pt, 11 maj 2018 06:55 komentarze: 1 czytany: 12905x

[...] Dzień dobry. Chciałbym przytoczyć kilka opowieści mojego znajomego. Nie podam jego personaliów, ani moich, ponieważ pochodzimy z małego miasta, gdzie wszyscy się znają. Przedstawię go jako Jan, aby łatwiej mi było opisywać. Miejscowość to Miechów, województwo małopolskie. Jan posiada zdolności medium, co zapewne sprawia, że widzi więcej niż inni.Pierwsza historia miała miejsce kilkadziesiąt .......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry. Chciałbym przytoczyć kilka opowieści mojego znajomego. Nie podam jego personaliów, ani moich, ponieważ pochodzimy z małego miasta, gdzie wszyscy się znają. Przedstawię go jako Jan, aby łatwiej mi było opisywać. Miejscowość to Miechów, województwo małopolskie.
Jan posiada zdolności medium, co zapewne sprawia, że widzi więcej niż inni.

Pierwsza historia miała miejsce kilkadziesiąt lat temu, gdy Jan był jeszcze młodym chłopakiem. W ciepły wieczór stał przed domem wraz z kilkoma innymi osobami. Wtedy jeden dorosły facet zapytał - "czy ktoś widzi to co ja?". Tylko Jan również to widział. W odległości kilkudziesięciu metrów przechodziła kolumna zakapturzonych mnichów, którzy śpiewali jakąś starą pieśń i żadnemu z nich nie było widać twarzy, tylko jakaś ciemna plama zamiast twarzy. Nikt chyba nie miał odwagi podejść do tej pielgrzymki. Dodam tylko, że Miechowie funkcjonował kiedyś zakon Bożogrobców. Kilka lat temu byłem gdzieś w pobliżu miejsca tego wydarzenia. Wsiadałem do samochodu. Godzina była późna, coś koło północy. Zapinam pasy i kilka metrów przed sobą zobaczyłem ogniki, które zapalały się i gasły, latały jak zwariowane. Trwało to kilkadziesiąt sekund. Jestem człowiekiem wyjątkowo strachliwym. Dlatego dostałem strasznej gęsiej skórki i dosłownie zamarłem w bezruchu. Przypomniałem sobie od razu opowieść znajomego. Jednak nic innego nie widziałem.

Druga historia wydaje mi się nieprawdopodobna. Jan jako dwudziestoparolatek wybrał się z kolegami na szukanie w Noc Świętojańską złotego kwiatu paproci. Jan z jednym kolegą został w samochodzie a dwóch pozostałych poszło do lasu. Wrócili a w zasadzie przybiegli po kilkudziesięciu minutach bladzi i roztrzęsieni. Podobno udało im się znaleźć złotą paproć. Jeden z nich ją zerwał i nagle zaczęła ich gonić kilkumetrowa fala wody. Wyrzucili znalezisko i przybiegli do auta. Podobno trudno było im nie uwierzyć, w takim byli stanie.

Następna opowieść to też młodzieńcze lata. Jan z kolegami umówili się na ognisko w lesie z jakimiś dziewuszkami. Ognisko również miało być w lesie. Gdy szli z oddali widzieli już palące się ognisko, słychać było głośne śmiechy. Jednak po przybyciu na miejsce spotkania śmiechy ucichły i żadne ognisko się nie paliło, nie było nawet żaru. Jedynie do okoła paleniska poukładane były gruszki. Jak się później okazało, dziewczyny w ogóle nie przyszły.

Dodam też, że Jan będąc w wojsku urządzał seanse spirytystyczne, będąc przy tym dobrym medium. Kiedyś w mieszkaniu kolegi wywołał ducha Hitlera, który bardzo przeklinał, a gdy matka kolegi weszła do mieszkania w trakcie owego seansu duch tak się wkurzył, że rozwalił telewizor.

Być może na te zjawiska miało wpływ właśnie wywoływanie duchów, aczkolwiek pierwsza historia miała miejsce jeszcze przed tym jak Jan zaczął się tym interesować. Jan twierdzi też, że widział ufo kilka razy w życiu, ale nie znam szczegółów.
Ja osobiście znalazłem kiedyś ufo na zdjęciu, zresztą wysłałem je do Państwa fundacji. To było w Krościenko nad Dunajcem. Proszę o ukrycie mojego maila.

Pozdrawiam,

Marek





zwiń tekst



Ogniste, czerwone kule!
Wt, 8 maj 2018 09:30 komentarze: brak czytany: 6389x

„Ogniste, czerwone kule” – tak zwykł określać je mój dziadek. W okresie przed II wojną światową, przez jakiś czas mieszkał on ze swoją ciotką (siostrą ojca) i jej mężem. Byli życzliwymi ludźmi i mogąc zaoferować mu dogodniejsze warunki życia i kontynuowania edukacji, przygarnęli go do siebie. Wujek był Żydem, a za to, że związał się z ciotką, został wykluczony ze swojej społeczności, wydziedziczony.......

czytaj dalej

„Ogniste, czerwone kule” – tak zwykł określać je mój dziadek. W okresie przed II wojną światową, przez jakiś czas mieszkał on ze swoją ciotką (siostrą ojca) i jej mężem. Byli życzliwymi ludźmi i mogąc zaoferować mu dogodniejsze warunki życia i kontynuowania edukacji, przygarnęli go do siebie. Wujek był Żydem, a za to, że związał się z ciotką, został wykluczony ze swojej społeczności, wydziedziczony i bezwarunkowo odrzucony przez swoją rodzinę. Przeszedł na katolicyzm, zmienił nazwisko, ożenił się z ciotką i został całkowicie zaakceptowany przez jej bliskich. Dziadek zawsze wypowiadał się o nim bardzo ciepło i z dużym szacunkiem. Co gorsze, jego własna rodzina przypomniała sobie o nim później, w trakcie aresztowania przez Niemców, przed wywózką do obozu, podpowiadając, że mają syna, który mógłby się zabrać tam z nimi.
Na szczęście wówczas udało się go skutecznie ukryć. Zginął jednak później, tuż przed końcem wojny, na progu swego własnego domu – zabity wcale nie przez Niemców, ani nie przez Rosjan...

To co opiszę zdarzyło się na krótko zanim miały miejsce wszystkie te tragiczne wydarzenia. Któregoś letniego wieczoru, kiedy w domu robiło się już ciemno i wszyscy szykowali się do snu, po pokoju zaczęły energicznie przemieszczać się w różnych kierunkach „ogniste, czerwone kule”. Dziadek opowiadał, że ten widok go tak zaszokował, że automatycznie wycofał się w najdalszy kąt i ze strachu nie mógł wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Potem zamarł w bezruchu i tylko przyglądał się niespotykanemu zjawisku. Ciotka zareagowała zgoła odmiennie.

Dziadek zawsze powtarzał, że była niezwykle odważną kobietą. Żałuję, że nie miałam okazji jej nigdy poznać, bo umarła przed moim urodzeniem. Być może hart ducha odziedziczyła po swojej matce, która pół życia spędziła „składając” ludzi z bliższej i dalszej okolicy, którzy ze złamaniami, ranami czy kontuzjami ściągali do niej. Dziadek opowiadał, że jego babka zawsze miała ręce pełne roboty, bo oprócz normalnych obowiązków, dochodziły jeszcze te – pomagała ludziom bezinteresownie.
Ciotka, jak relacjonowała mu później, postanowiła, że nie będzie się bać we własnym domu i że musi sprawdzić co to jest. Zdecydowała więc, że to „złapie” a przynajmniej dotknie. I udało jej się to...

Według dziadka całe zjawisko, przeciągało się. Być może przez szok jakiego doznał – wydawało mu się, że czas się na chwilę zatrzymał. Jednak kule w końcu zniknęły, a ciotce po wszystkim zostały tylko poważnie poparzone dłonie. Na szczęście jej matka, babka dziadka, jakoś sobie z tymi ranami poradziła swoimi sposobami. Myśląc czasami nad zjawiskiem, które akurat wtedy miało tam miejsce, najbardziej przychylam się do tego, że był to piorun kulisty. Ale pewności nie mam.

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



OOBE i... dziwna postać, która przeszła przez ścianę
Nie, 6 maj 2018 03:56 komentarze: brak czytany: 6673x

Dobry wieczór NautilusieNa wstępie chciałbym pozdrowić całą załogę oraz kapitana okrętu. Dziękuję jeszcze raz że jesteście i za to że zmieniliscie moje życie na lepsze.Mija właśnie rok od kiedy nie piję alkoholu również dzięki Wam;) Pisze do Was w sprawie mojego kolegi który jest człowiekiem normalnym nie fantazjującym. Dziś opowiedział mi coś na wspólnym małym grillu coś o sobie a mianowicie.......

czytaj dalej

Dobry wieczór Nautilusie

Na wstępie chciałbym pozdrowić całą załogę oraz kapitana okrętu. Dziękuję jeszcze raz że jesteście i za to że zmieniliscie moje życie na lepsze.Mija właśnie rok od kiedy nie piję alkoholu również dzięki Wam;)

 Pisze do Was w sprawie mojego kolegi który jest człowiekiem normalnym nie fantazjującym. Dziś opowiedział mi coś na wspólnym małym grillu coś o sobie a mianowicie o wychodzeniu ze swojego ciała w momencie zasypiania,które towarzyszy mu od 15roku życia a ma już lat ponad 40.


Opowiada,  jakie to "uczucie" kiedy się wychodzi z ciała opisał to tak ze samo wyjście z ciała zaczyna się szumem usznym które się nasila I czuję jak spada tętno w tym samym momencie a właściwie zatrzymuje się serce... W jeden chwili znajduje się ponad sufitem jednocześnie  widzi siebie z góry i z dołu nie potrafi tego opisać słowami tego widzenia ponad przestrzennego,kiedy kończy mówi że samo wejście jest dość ciasne w swoje ciało.

Jak już widział że nie uważam jego za wariata i się nie śmieje z tego opowiedział ze widzi duszę zmarłych ludzi ze wierzy w reinkarnacje ja mu powiedziałem że to nie wiara a wiedza zresztą po chwili się zgodził ze mną ,zresztą sama Fundacja tak uważa z której wziąłem przykład na temat wiedzy a nie wiary w reinkarnacje.

Opowiedział historię kiedy to siedział z kolegą w salonie i grali na gitarach i śpiewali, nagle w jednym momencie około kominka wyszła postać Tak jakby ze ściany się pojawiła widzieli to we dwójkę więc szansa że to się wydaje to mała, postać szła przez salon spoglądając rozmazana twarzą w ich stronę następnie usiadła na fotelu przyglądając się co robią... Powiedzieli tylko do siebie czy ty widzisz to samo co ja.. odpowiedź padła - tak. Nie wiedza kiedy a duszek rozszedl się w powietrzu.

Dobrej nocy i ciepłej majówki.

[dane do wiad. FN]






zwiń tekst



Topiłam się, umierałam i żegnałam z życiem, a wtedy usłyszałam głos 'to jeszcze nie jest twój czas'
Nie, 6 maj 2018 03:48 komentarze: 2 czytany: 5347x

Miałam wtedy około dziesięciu lat tak samo jak p.Piotr. Z przyjaciółmi wybraliśmy się nad rzekę, ja byłam pod opieka mojego starszego brata, pływaliśmy i bawiliśmy się świetnie ja ze chciałam trochę od nich odpocząć odpłynęłam dalej i w tedy to się stało - zaczęłam się topić. Byłam w takim miejscu ze nikt mnie nie widział, próbowałam się wynurzyć ale nie udało się. Pamiętam mułowate dno i zdałam .......

czytaj dalej

Miałam wtedy około dziesięciu lat tak samo jak p.Piotr. Z przyjaciółmi wybraliśmy się nad rzekę, ja byłam pod opieka mojego starszego brata, pływaliśmy i bawiliśmy się świetnie ja ze chciałam trochę od nich odpocząć odpłynęłam dalej i w tedy to się  stało - zaczęłam się topić. 

Byłam w takim miejscu ze nikt mnie nie widział, próbowałam się wynurzyć ale nie udało się. Pamiętam mułowate dno i zdałam sobie sprawę ze to juz dla mnie koniec i umrę, nawet zaczęłam się modlić. Nie wiem ile to wszystko mogło trwać w każdym bądź razie nagle znalazłam się w dużej szarej jaskini(przynajmniej tak to pamiętam) unosiłam się i czułam się bardzo szczęśliwa, tego uczucia nie da się opisać byłam lekka i taka wolna przestałam się bać.

A teraz najciekawsze - zobaczyłam tak jakby film z mojego życia dobre i złe rzeczy które zrobiłam(może miał to być rachunek sumienia?). Pamiętam dokładnie ostatnia z tych złych rzeczy - teraz to mnie bardzo śmieszy a mianowicie był to spalony przeze mnie garnek mojej mamy,który zakopałam w ogródku żeby się o tym nie dowiedziała.

Po tym wszystkim zobaczyłam światło i przemieszczałam się w jego kierunku-niestety do światła nie mogłam się dalej dostać, pisze niestety bo czułam się niesamowicie dobrze. Jakiś głos kobiety powtarzał "Jeszcze nie twój czas" i zaczęło mnie ściągać w dól.

Ocknęłam się w wodzie złapałam jakiś korzeni i wyszłam, możecie sobie wyobrazić w jakim byłam szoku wszystko dokładnie pamiętałam co widziałam i co czułam. Schowałam się żeby nikt mnie nie widział, trzęsłam się bardzo i musiałam jakoś dojść do siebie, żeby móc pokazać się bratu.

Oczywiście nikomu o tym nie powiedziałam, bałam się ze mnie wyśmieją i bałam się tez konsekwencji ze pływałam sama. Dopiero po jakiś trzech latach przeczytałam o podobnych historiach wtedy kamień spadł mi z serca - były jeszcze osoby które przeżyły to co ja. Po tym wydarzeniu byłam (przez jakiś czas :-)wzorowym dzieckiem. Zdawałam sobie sprawę, ze od tego jaka jestem na ziemi zależy gdzie trafie po śmierci i oczywiście przyznałam się mamie co stało się z garnkiem.
Ten głos kobiety był niesamowity nawet po 18 latach pamiętam go bardzo dokładnie a chciałam jeszcze powiedzieć ze po paru miesiącach słyszałam go jeszcze raz. Wracałam ze szkoły przechodziłam przez ulice na poboczu zaparkowany był autobus tuż za zakrętem, wiec drogi nie było widać dobrze. Gdy byłam już na jezdni ktoś zawołał mnie po imieniu, odwróciłam się i nikogo nie było, w tym momencie metr ode mnie przejechała bardzo szybko ciężarówka. Jestem przekonana ze to był ten sam głos kobiety, dzięki niej zatrzymałam się i uniknęłam ponownie śmierci. Pozdrawiam Was bardzo gorąco i dziękuję ze prowadzicie Nautilusa. Ola




zwiń tekst



Gęsta, przerażająca mgła...
Czw, 3 maj 2018 23:00 komentarze: 1 czytany: 5176x

Droga fundacjo..Jestem waszym stałym bywalcem, strony fundacji są jedną z pierwszych stron, które otwieram po włączeniu komputera...Postanowiłem więc do was napisać i podzielić się najdziwniejszą historią jaka mnie spotkała..Pisaliście kiedyś o mgłach, które wychodzą jedyne na zdjęciach, a w rzeczywistości ich nie widać, mi się zdarzyło coś podobnego, ale jednak były pewne różnice, ale o tym opowiem.......

czytaj dalej

Droga fundacjo..

Jestem waszym stałym bywalcem, strony fundacji są jedną z pierwszych stron, które otwieram po włączeniu komputera...
Postanowiłem więc do was napisać i podzielić się najdziwniejszą historią jaka mnie spotkała..

Pisaliście kiedyś o mgłach, które wychodzą jedyne na zdjęciach, a w rzeczywistości ich nie widać, mi się zdarzyło coś podobnego, ale jednak były pewne różnice, ale o tym opowiem z trakcie..




Historia ta zdarzyła się 17 grudnia 2006 roku...

Pojechaliśmy z grupą znajomych na wycieczkę do Wiednia gdzie zabrała nas nauczycielka od niemieckiego z naszej szkoły... Miała tam sporo znajomych i powiedziała, żebyśmy się zebrali i jak chcemy to ona nas zabierze, więc pojechaliśmy w sumie było nas kilkanaście osób.
Wyjazd był cudowny, ale do rzeczy... dojechaliśmy na miejsce dzień wcześniej niż wszystko się wydarzyło... Przy kolacji właściciele Hotelu, w którym się zatrzymaliśmy (mieliśmy okna z widokiem na cały Wiedeń, bo mieszkaliśmy na górce, zresztą już w Alpach) opowiedzieli nam historię lasów, w okolicy których mieszkaliśmy... Była to typowa historia biwakowa o nawiedzonym lesie opowiedziana tylko po to, żeby stworzyć klimat.. XD

Nawet już dokładnie nie pamiętam o czym była.. no w każdym razie chodziło o to, że te lasy są nawiedzone i że zdarzają się tam różne dziwne rzeczy... Oczywiście jak to zwykle bywa po takich opowieściach, poszliśmy w kilka osób do tego lasu... Był wieczór (a właściwie już noc, bo przypominam, był koniec grudnia) a my w cudownych humorach poszliśmy na podbój nawiedzonego lasu...

Była to naprawdę piękna noc.. gwiazdki świeciły, było ciepło, jednym słowem pogoda była wspaniała... Weszliśmy do lasu (oczywiście miałem ze sobą aparat) i zaczęliśmy sobie żartować, śmiać się, strzelać głupie fotki.. humory nas nie opuszczały (co zresztą nie jest dziwne, gdy jest się w gronie przyjaciół)... I wszystko było pięknie aż do pewnego momentu... Trafiliśmy w lesie na starą, malutką chatkę... właściwie to przypominała schowek na narzędzia. Przed chatką było wypalone okrągłe miejsce (wyglądało jakby ktoś palił tam ognisko).

W cały czas tak samo doskonałych nastrojach stwierdziliśmy, że na pewno to jest chatka pustelnika i w tym wypalonym miejscu spalał on ciała zamordowanych (Blair Witch Project? ;)) i Agata (jedna z moich koleżanek, która była tam z nami), postanowiła, że ona będzie przeskakiwała nad tym miejscem a jej zrobię jej w tym czasie zdjęcie... No i na zdjęciu oprócz Agaty wyszło jeszcze coś... Dziwny biały obłok dokładnie nad wypalonym miejscem... Przestraszyliśmy się trochę, ale w sumie jeszcze nie aż tak bardzo... w końcu to tylko obłoczek.. No niestety potem nie było już tak różowo...

Przeszliśmy kilka kroków i pstryknąłem zdjęcie w las... To co na nim wyszło przeraziło nas.. od tego momentu nie było już nam do śmiechu.. Wcześniej, dziwne białe kształty pokazywały się tylko na fotkach, jednak po niezbyt długim czasie zaczęła nas otaczać dziwna mgła.. (nie muszę chyba mówić, że się zgubiliśmy, na szczęście las nie był aż tak duży i trafiliśmy potem do hotelu) Mgła ta na początku przypominała najzwyklejszą mgłę... trochę tylko dziwnie układała się w takie jakby obłoczki... Jednak dziwne w niej było to, że podpływała do nas ze wszystkich stron.. nie z jednej jak to zwykle bywa, tylko dookoła zaczynało się robić biało... mgła podeszła do nas na odległość około 3 metrów i bardziej się już nie zbliżała, za to robiła się coraz gęstsza...

Uczucie było niesamowite.. i nie był to tylko strach, ale także pewna fascynacja tym, co się wokół nas dzieje... wyglądało to tak, jakbyśmy byli w jakiejś szklanej kopule, a wokół niej mgła.. była ona gęsta jak mleko i można było w nią włożyć rękę i dotknąć (nikt się jednak nie odważył, czego trochę teraz żałuje). Staliśmy tak przez kilka minut totalnie sparaliżowani, ale w końcu zaczęliśmy iść.. najpierw powolutku, potem coraz szybciej, mgła ruszyła z nami, ale po chwili się zaczęła rozmywać i gdy wybiegaliśmy z lasu w stronę hotelu już jej nie było... Przerażeni weszliśmy do hotelu i niemalże wpadliśmy na gospodarzy... widząc nasze miny powiedzieli tylko: Byliście w lesie..?

Pozdrawiam serdecznie,
[dane do wiad. FN]



I jeszcze jedna wiadomość "z ostatnich godzin"

[...] Witam.
Przed chwilą spotkało mnie coś dziwnego przez co nie mogę zasnąć. Nie mam pojęcia czy dane zjawisko ma coś wspólnego z państwa badaniami ale nie zaszkodzi zapytać. Otóż o 23.35 obudził mnie hałas przypominający iskrzenie (Jak w piecykach bądź zimne ognie trudno powiedzieć do czego podobny) mojego 15sto miesiecznego syna również to rozbudzilo. Usiadłam na łóżku w celu zlokalizowania źródła dźwięku i zobaczyłam na ścianie na przeciw okna migajace biało- niebiesko- czerwone światełka ukladajce się w kręgach toczace koła.

Chwilę po tym jak je zlokalizowalam i źródło dźwięku i światła zniknęło. Najdziwniejsze dla mnie był o to że dźwięk nie pochodził zza okna tylko jakby z tego światła. Czy słyszeli Państwo kiedyś o czymś podobnym? Co to mogło być?



zwiń tekst



Dzieci widzą aurę
Pon, 30 kwi 2018 08:43 komentarze: brak czytany: 7735x

‘Mamo ten pan jest czarny! Bardzo sie go boję!’ krzyknął mój trzyletni wtedy synek. ‘Kochanie ten pan jest biały‘, odpowiedziałam. ‘On jest czarny tak dookoła‘, usłyszałam.  Wtedy zrozumiałam, że moje dziecko zobaczyło czarną aurę tego człowieka. A czarna aura zazwyczaj oznacza złą osobę.Jest pewne, że już kilkumiesięczne dzieci widzą aurę. Wyraźnie reagują na obcych ludzi; pozytywnie lub negatywnie.......

czytaj dalej

Mamo ten pan jest czarny! Bardzo sie go boję!’ krzyknął mój trzyletni wtedy synek. ‘Kochanie ten pan jest biały‘, odpowiedziałam. ‘On jest czarny tak dookoła‘, usłyszałam.  Wtedy zrozumiałam, że moje dziecko zobaczyło czarną aurę tego człowieka. A czarna aura zazwyczaj oznacza złą osobę.


Jest pewne, że już kilkumiesięczne dzieci widzą aurę. Wyraźnie reagują na obcych ludzi; pozytywnie lub negatywnie. Czasami przyglądają się z uśmiechem, czasem z przerażeniem. Moi synowie nazywali mijane osoby kolorami ‘zielona pani’, ‘pan jasno czerwony’, osoby były też kolorowe, szare albo czarne. Teraz, jako nastolatkowie, niestety nie posiadają już tej zdolności.

I tak sobie pomyślałam ostatnio, że widzenie aury przez wszystkich dorosłych już ludzi byłoby bardzo pożyteczne. Moglibyśmy wtedy nasze osądy oprzeć na faktach; czy ta osoba jest dobra, czy zła. A nie na tym, czy to jest Ukrainiec, Arab, Żyd, Warszawiak albo Ślązak, czy Czarny, Żólty, Skośnooki.... Lista jest nieograniczona. Dzielimy ludzi ze wzgledu na ich kolor skory, wyznanie, miejsce zamieszkania, majątek albo jego brak. Ziejemy przy tym nienawiścią jak smok wawelski.

 ''Ludzi należy dzielić na dobrych i złych. Rasa, pochodzenie, religia, wykształcenie, majątek – nie mają żadnego znaczenia. Tylko to, jakim kto jest człowiekiem'' - powiedziala Irena Sendlerowa, polska Sprawiedliwa wśród Narodów Świata, która w czasie okupacji uratowała od zagłady ok. 2,5 tys. żydowskich dzieci....

Może skoro nie widzimy aury, warto sobie po prostu zadać pytanie, czy ten czlowiek jest dobry, czy zły. Jeśli nie wiemy, dajmy sobie czas na poznanie danej osoby. I wyraźmy opinię po jakimś czasie. Bo osądzając kogoś według jego pochodzenia, po prostu go krzywdzi i rani.

Mieszkając za granicą, też przyklejane mi są różne etykietki i proszę mi wierzyć, nie są one miłe. To boli. Warto więc traktować innych w taki sam sposób, w jaki chcielibyśmy, żeby i nas traktowano.

[dane do wiad. FN]


 



zwiń tekst



Czy to był powrót ducha ukochanego psa?
Sob, 28 kwi 2018 03:46 komentarze: 1 czytany: 4918x

[...] Szanowna Redakcjo,Powody napisania mojego  listu do Państwa  są dwa, po pierwsze BARDZO WAM DZIĘKUJĘ że JESTEŚCIE, bo dzięki waszej pracy ludzie tacy jak ja , chcący spoglądać troszkę szerzej  na świat  i nasze istnienie nie czują się wyobcowani  czy wręcz zdziwaczali. Po drugie chciałabym podzielić się zrobionymi  prze zemnie zdjęciami. Pierwsze zdjęcie dotyczy.......

czytaj dalej

[...] Szanowna Redakcjo,
Powody napisania mojego  listu do Państwa  są dwa, po pierwsze BARDZO WAM DZIĘKUJĘ że JESTEŚCIE, bo dzięki waszej pracy ludzie tacy jak ja , chcący spoglądać troszkę szerzej  na świat  i nasze istnienie nie czują się wyobcowani  czy wręcz zdziwaczali. Po drugie chciałabym podzielić się zrobionymi  prze zemnie zdjęciami. Pierwsze zdjęcie dotyczy ujęcia  w lesie (nr 9) , na którym coś widzę ale nie jestem pewna co …czy tylko sobie dorabiam?

Pozostałe zdjęcia są związane z odejściem mojego ukochanego owczarka ,taka terapia zaaplikowana przez siostrę , która  poradziła mi robić zdjęcia: „a jak będą orbs, to znaczy że on wciąż jest z tobą”. I były, prawie zawsze uchwycone w okolicy mojego drugiego psa, tak jakby nadal  się z nim bawił…(zdjęcie nr 6 i 7).Ale oprócz wielu orbs, szczególnie kiedy było mi wyjątkowo smutno i  mówiłam do mojego utraconego przyjaciela o swojej  tęsknocie , na zdjęciach pojawiły się „dymki, chmurki….” Np. zdjęcie 1, 2, 3 zrobione w tej samej minucie, muszę jeszcze dodać, że jak  „klikałam” zdjęcie nr 1 to miałam fizyczne uczucie jakby w tej sekundzie zmieniła się gęstość powietrza , taki swoisty ucisk. Pozostałe zdjęcia podobna geneza i choć może tak wyglądać to podczas robienia zdjęcia nr 8 śnieg prószył bardzo delikatni i nie było wiatru.,

Serdecznie pozdrawiam

[dane do wiad. FN]


/zdjęcie przysłane przez naszą czytelniczkę poniżej/










Pięknie dziękujemy za opis i przysłane zdjęcia. Absolutnie wiemy o tym, że duchy naszych "mniejszych braci" powracają do nas po swojej fizycznej śmierci - przygotowujemy o tym oddzielny tekst. Zdjęcia tzw. tajemniczej mgły są o tyle ciekawe, że z naszego doświadczenia wynika, że to zagadkowe i wykazujące inteligencję zjawisko potrafi na przykład formować ludzkie lub inne twarze. Fragment jednego ze zdjęć wskazuje, że tak mogło być także w tym przypadku (poniżej).





zwiń tekst



STRONA
1 42 43 44 45 46 47 48 50 90
Strona 45 / 90

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Dziś Swiatowy Dzień Zwierząt – święto obchodzone corocznie 4 października w dzień wspominania w Kościele powszechnym św. Franciszka z Asyżu, patrona zwierząt, ekologów i ekologii. Św. Franciszek w stosunku do człowieka i przyrody wyrzekł się chęci dominacji oraz wyznawał ideę braterstwa wszystkich stworzeń.

UFO24

więcej na: emilcin.com

Pt, 16 wrz 2022 19:45 | 20.07.2022 w środę około godz. 22.00 wyszedłem na ogród przez domem i zauważyłem świetlny punkt jasny obiekt przypominający samolot lecący w nocy.Obiekt przelatywał bezpośrednio nad moim domemw zupełnej ciszy nie wydając żadnych dźwięków.Zacząłem ten obiekt obserwować i wydawało mi się że zauważył mnie że jego obserwuję . Obiekt świetlny próbował zawrócić w przeciwległym kierunkujak znajdował się bezpośrednio nad moim domem.Na pewno nie był to samolot ponieważ...

Dziennik Pokładowy

Niedziela, 18 września 2022 | Mamy najciekawszy moment w historii ludzkości– powiedzmy – ostatniego tysiąca lat. Czeka nas całkowita zmiana naszego sposobu życia. I przyszedł czas płacenia rachunku życia ponad stan. Łatwiej to wszystko znieść, kiedy spojrzy się na rzeczywistość wokół jak na przepiękną mandalę z piasku tworzoną przez tybetańskich mnichów. Jest piękna także dlatego, że na końcu znika...

czytaj dalej

FILM FN

KONGRES USA O MATERIAŁACH ZWIĄZANYCH Z UFO

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.