Dziś jest:
Czwartek, 1 października 2020

Musisz powiedzieć światu, że nie chcemy was skrzywdzić. Wasz świat potrzebuje pomocy. Pomożemy wam w przyszłości, zanim będzie za późno. Jeszcze nie jesteście gotowi, aby to zrozumieć. Wkrótce znowu wrócimy.
/fragment przesłania obcych istot z incydentu z UFO nad rzeką Pascagoula, 1 października 1973 r./

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Ten żołnierz co teraz idzie będzie twoim bratem w kolejnym wcieleniu!
Czw, 6 kwi 2017 09:10 komentarze: 2 czytany: 2963x

Chciałbym opisać swoją niezwykłą historię, która zaczęła się prawie ćwierć wieku temu i nie daje mi spokoju do dziś.... Wszelkie opisy przykładów synchroniczności bledną w obliczu tej historii. Otóż gdzieś w roku 1992 miałem dziwny i bardzo realistyczny sen. Znajdowałem się na brukowanej ulicy w jakimś mieście, był zachód słońca. Rozglądałem się wokół, patrzyłem na kamienice po lewej stronie ulicy.......

czytaj dalej

Chciałbym opisać swoją niezwykłą historię, która zaczęła się prawie ćwierć wieku temu i nie daje mi spokoju do dziś.... Wszelkie opisy przykładów synchroniczności bledną w obliczu tej historii. Otóż gdzieś w roku 1992 miałem dziwny i bardzo realistyczny sen. Znajdowałem się na brukowanej ulicy w jakimś mieście, był zachód słońca. Rozglądałem się wokół, patrzyłem na kamienice po lewej stronie ulicy, na drzewa w jakimś parku po prawej, na wprost było widać jakiś kościół... To nie były dzisiejsze czasy z pewnością..I nagle dał się słyszeć dziwny rytmiczny dzwięk. Spojrzałem na wprost i zobaczyłem oddziały żołnierzy w dziwnych uniformach.

Stałem jak wryty a żołnierze szybko zbliżali się do mnie i przechodzili przeze mnie jak by mnie nie było..I nagle usłyszałem w swojej głowie głos: "Ten żołnierz co teraz idzie będzie twoim bratem w następnym wcieleniu" Spojrzałem wnikliwie na wprost i zobaczyłem wysokiego czarnowłosego żołnierza, który rozglądał się na boki, widziałem szczegóły jego munduru, guziki, epolety. Nie spojrzał na mnie lecz tak jak inni przeszedł przeze mnie...a potem się obudziłem, ale nie mogłem tego snu zapomnieć.

Za jakieś dwa lata byłem w Kielcach na badaniach okulistycznych bo zaczynała mi się zaćma. Po badaniach wstąpiłem do małej pobliskiej księgarni i zobaczyłem na ścianie małą reprodukcję. Coś mi ten obraz przypominał, więc go kupiłem, przywiozłem do domu i położyłem bo jak na razie to z bliska niewiele widziałem. Za rok miałem pierwsza operację zaćmy a znów za rok drugą.. Jak już przejrzałem na oczy to przypomniałem sobie o tej reprodukcji i ją obejrzałem dokładnie z bliska. Jakie było moje zdumienie, gdy stwierdziłem, że jest to sceneria z mojego snu.

Gdy dokładnie sie przyjrzałem szczegółom, to zobaczyłem nawet szeregi żołnierzy maszerujących na końcu ulicy. Byłem pewien, że to miasto i sytuacja z mojego snu. Ponieważ znów gdzieś za rok wróciłem do pracy zeskanowałem sobie ten obraz i ustawiłem jako tło pulpitu. A któregoś dnia odwiedził mnie w pracy brat, siadł koło mnie a potem spojrzał na ekran komputera, po czym dosłownie zerwał się z niego i zapytał mnie głośno: "skąd masz ten obraz, ta sceneria śni mi się prawie co noc, jestem w tym śnie żołnierze, tam dalej jest garnizon a tym kościele codziennie się modlę". To co mnie najbardziej zaskoczyło, to modlitwy mojego brata, bo w obecnym życiu raczej rzadko chodził do kościoła nie mówiąc o modlitwie. Gdy mu opowiedziałem historię tego obrazu był bardzo roztrzęsiony.

Wyrażam zgodę na publikację tej historii, tylko nie bardzo wiem jak wkleić ten obrazek bo chyba jest za mało miejsca. Według informacji na odwrocie reprodukcji to namalował go Wilhelm Brucke malarz niemiecki (1820 - 1870) Berlin - widok na garnizon i ogród. A nawiasem mówiąc, brat dobrze znał niemiecki i nie wiedział dlaczego. Teraz niestety brat nie żyje, został w ubiegłym roku zamordowany dla zabawy i do tej pory toczą się postępowania karne.

OD FN

Poprosiliśmy autora historii o zrobienie zdjęcia tego obrazu i przysłanie go naszej redakcji. Oto skany tego obrazu.






zwiń tekst



UFO nad Morskim Okiem w 1994 roku - relacja świadka
Śr, 5 kwi 2017 06:15 komentarze: brak czytany: 2012x

Było to w drugiej dekadzie października 1994 roku. Około czwartej rano byłem już dość wysoko, powyżej Czarnego Stawu nad Morskim Okiem, nieco poniżej Kazalnicy, gdzieś na wysokości 1900–2000 m n.p.m. Powietrze było nieruchome, noc gwiaździsta, bezksiężycowa. Było bezchmurnie, a dużo poniżej w dolinach ścieliły się mgły. Raptem pomyślałem: „ktoś wystrzelił rakietę”, a zaraz potem pomyślałem: „rakieta.......

czytaj dalej

Było to w drugiej dekadzie października 1994 roku. Około czwartej rano byłem już dość wysoko, powyżej Czarnego Stawu nad Morskim Okiem, nieco poniżej Kazalnicy, gdzieś na wysokości 1900–2000 m n.p.m. Powietrze było nieruchome, noc gwiaździsta, bezksiężycowa. Było bezchmurnie, a dużo poniżej w dolinach ścieliły się mgły. Raptem pomyślałem: „ktoś wystrzelił rakietę”, a zaraz potem pomyślałem: „rakieta nie schodziłaby w dół”. A od północnej strony na niebie zapaliło się jasne światło.

Zapaliło się znienacka, w idealnej ciszy. Zdjąłem plecak z myślą o wyjęciu aparatu, ale pomyślałem, że nie zdążę go wyjąć i sfotografować, więc odłożyłem plecak na ziemię. A wokół skały zrobiły się niemal białe od światła jasności płonącej magnezji. Miałem wrażenie, że krąg rozjaśnionych skał rozciągał się w promieniu kilkunastu metrów ode mnie. Po chwili pociemniało, spojrzałem w górę i na tle ciemnego nieba ujrzałem schodzącą skośnie w dół, od lewej do prawej, około 20 stopni odchylenia od pionu, szarą smugę. Wciąż była idealna cisza. Nie pamiętam już, po jakim czasie wziąłem plecak i ruszyłem w dalszą drogę. Pamięć rejestruje, że idę w górę z plecakiem na grzbiecie.

Dziwne, że nie pamiętam, jak długo po tym zdarzeniu stałem w miejscu, a pamiętam myśli, jakie mi przychodziły i odłożenie plecaka w czasie, gdy to trwało. Zupełnie, jakby się zmieniły proporcje czasu, Przecież meteor nie może spadać tak długo, żeby można pomyśleć tak wiele – nawet jeśli myśli znacznie przyspieszyły. A w międzyczasie odłożyłem na ziemię plecak, co też wymagało pewnej chwili. I gdy otoczenie wokół zalewało białe światło, w pamięci pozostały tylko rozjaśnione skały, jakbym wtedy nie patrzył w górę. Do dziś mam wrażenie, jakbym potem ruszył w dalszą drogę niejako automatycznie, choć wciąż miałem w pamięci to wszystko. I nie mógł to być sen, bo byłem wcześniej w ruchu, całkowicie przytomny, świadomy, wypoczęty i rozgrzany podchodzeniem. I wcale nie jestem pewien, co to było… Przeczytałem, że w hipnozie zmienia się upływ wewnętrznego czasu. Czy mogło zdarzyć się coś takiego, że znalazłem się w podobnym stanie?

[dane do wiad. FN]


 

Nasz czytelnik oczywiście ma rację - być może tego dnia przeżył coś więcej niż tylko obserwację UFO, co wykazać by mogła tylko hipnoza. Opisał jednak jeszcze więcej historii ze swojego życia, z których zainteresowała nas jeszcze jedna - z motylem.
 

[...] Kilka lat temu pojechałem do Warszawy występować jako świadek w sprawie, w której kobieta i dziecko zostali skrzywdzeni przez złych ludzi. Po sprawie wracałem w smutku i przekonaniu, że prawo nie ujmie się za pokrzywdzonymi, że zwycięży brutalność, chamstwo i cwaniactwo. Odczuwałem też nienawiść. Szedłem ulicą Jana Pawła II. Przystanąłem przed przejściem, czekając na zielone światło. Nagle na koszulkę tuż nad sercem spłynął motyl. Nie wiem, skąd przyleciał, po prostu go ujrzałem. Duży, w kolorach brązu i czerwieni. Zapaliło się zielone światło. Przeszedłem na drugą stronę wraz z motylem. Kilka metrów za przejściem przystanąłem, powiedziałem cicho:
Przyleciałeś mnie pocieszyć?
Wtedy motyl oderwał się od koszulki. Ale nie odleciał, tylko usiadł pośrodku czoła, dwa lub trzy centymetry nad poziomem oczu. Widziałem go i czułem jego dotyk, bardzo delikatny. Siedział parę sekund, potem wzleciał i przez kolejne dwie lub trzy sekundy trzepotał w powietrzu przed oczami, zatoczył okrąg. Dopiero potem odleciał, nie wiem gdzie, po prostu znikł. A ja poczułem ogromną ulgę, jakby mi ktoś zdjął z pleców wielki ciężar. I dziwnie jeszcze pomyślałem, że ten motyl coś mi powiedział, nie wiem tylko co to mogło być.
 



zwiń tekst



Sprzedawał samochód nieżyjącego ojca i wtedy pojawił się... gołąb
Wt, 4 kwi 2017 09:20 komentarze: 1 czytany: 3037x

O przypadku nie może być mowy - w naszym archiwum mamy dziesiątki relacji o tym, że w czasie śmierci bliskiej osoby na parapecie w domu jego rodziny pojawiał się ptak, który albo bardzo głośno się zachowywał, albo wprost stukał dziobem w okno. Zdarzały się nawet przypadki, że ptaki (normalnie unikające kontaktu z ludźmi) wlatywały do mieszkania i siadały tuż przed przerażonymi domownikami. W tym samym.......

czytaj dalej

O przypadku nie może być mowy - w naszym archiwum mamy dziesiątki relacji o tym, że w czasie śmierci bliskiej osoby na parapecie w domu jego rodziny pojawiał się ptak, który albo bardzo głośno się zachowywał, albo wprost stukał dziobem w okno. Zdarzały się nawet przypadki, że ptaki (normalnie unikające kontaktu z ludźmi) wlatywały do mieszkania i siadały tuż przed przerażonymi domownikami. W tym samym czasie w szpitalu umarł bliski członek ich rodziny - nie ma wątpliwości, że oba wydarzenia miały ze sobą coś wspólnego.

Czasami do dziwnego pojawienia się ptaka (kruka, gołębia, gawrona itp.) dochodzi po śmierci osoby, w której mieszkaniu znajdują się świadkowie takiego wydarzenia. Przykładem może być sytuacja opisana przez naszego czytelnika, której opis właśnie dostaliśmy. Sytuacja bardzo często spotykana - po śmierci rodziców dzieci na potęgę wyprzedają wszystkie rzeczy, które dla ich zmarłego ojca czy matki były "wielkimi skarbami". I nagle pojawia się gołąb.

[...] ] Witam. Na początku proszę o anonimowość. Chciałbym podzielić się z Redakcją i Czytelnikami pewnym wydarzeniem, którego byłem świadkiem wraz z żoną. Sąsiad z naszego bloku zmarł a jego syn postanowił sprzedać mieszkanie i samochód należący do jego ojca. Postanowiliśmy kupić samochód i umówiliśmy się na spotkanie w mieszkaniu należącym do zmarłej osoby. Syn zmarłego sąsiada już na nas czekał z gotową umowa. W pewnej chwili na parapet okna które było bez firanki przyleciał gołąb, który bardzo chciał dostać się do środka. Chodził po całej długości parapet stukając dziobem w szybę. Przeszły mi ciarki po plecach. Żona jak wspomniałem też to widziała. Jedynie syn zmarłego zdawał się nie zwracać uwagi na całą sytuacje. Wnioski proszę wyciągnąć samemu. Pozdrawiam. [...]     2017-04-02 

Czy jest to znak od zmarłej osoby? Czy może jeszcze od czegoś innego, co jest tylko pośrednikiem w kontakcie? Te pytania muszą pozostać bez odpowiedzi.




zwiń tekst



Atak nocnej zmory - świadek zapewnia, że przeżył to naprawdę!
Nie, 2 kwi 2017 10:01 komentarze: 1 czytany: 2793x

Tego typu opowieści są bagatelizowane, wręcz ośmieszane. Tłumaczone są tzw. paraliżem sennym, ale sprawa wygląda zupełnie inaczej dla tych, którzy to coś przeżyli. Wkrótce zamieścimy relację o ataku tzw. nocnej zmory na pracownika amerykańskiej platformy wiertniczej, który nagrał ten moment na kamerę (podczas snu). Okazało się, że można to "coś" bez problemu zobaczyć na monitoringu.Zanim to zrobimy.......

czytaj dalej

Tego typu opowieści są bagatelizowane, wręcz ośmieszane. Tłumaczone są tzw. paraliżem sennym, ale sprawa wygląda zupełnie inaczej dla tych, którzy to coś przeżyli. Wkrótce zamieścimy relację o ataku tzw. nocnej zmory na pracownika amerykańskiej platformy wiertniczej, który nagrał ten moment na kamerę (podczas snu). Okazało się, że można to "coś" bez problemu zobaczyć na monitoringu.

Zanim to zrobimy (wymaga to trochę pracy na montażu) warto zapoznać się z relacją, która dotarła na pokład okrętu Nautilus 31 marca 2017.

From: [dane do wiad. FN]
Sent: Friday, March 31, 2017 8:02 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: w sprawie związanej z zmorą

Witam

Jestem trochę przerażony tym co ostatnio przeżyłem dlatego przeszukiwałem dzisiaj interent aby czegoś się dowiedzieć . Natrafiłem na stronę internetową dlatego postanowiłem napisać.  Przepraszam za chaotyczny opis tego ale nie mam tak dużo czasu aby ładnie to opisać. Pierwszy swego rodzaju bezwład poczułem 15 lat temu śpiąc w nocy na tylnym siedzeniu w samochodzie , słyszałem rozmowę moich kolegów tzn prowadzącego i kolegę siedzącego na przednim siedzeniu.  Byłem obudzony całkowicie świadomy i nie mogłem się podnieść.

Przed rokiem leżałem na łóżku i czułem jak coś po mnie chodzi od ramion do stóp tam i  z powrotem po chwili przebudziłem się  i nie byłem pewny bo trwało to około minuty a ja w tym czasie nie mogłem się poruszyć żeby zobaczyć co się dzieje. Zapomniałem o tym gdyż nie byłem pewny czy mi się to śniło czy nie. Powiem tylko że było to bardzo niesamowite. Mieszkam w domu i zdarzyło dwukrotnie że myszy dostały się kilka lat temu do środka. To była właśnie takie uczucie jak gdyby myszy lub szczur po mnie biegał, ja natomiast nic nie mogłem zrobić. Rok temu umarła moja babcia , możliwe że był to właśnie ten czas.  Nie dam sobie ręku uciąć czy to była przed śmiercią babci czy  po ale na pewno w tym czasie. I teraz to co zdarzyło się 29 marca tego roku tj.2017.

Od 18 sierpnia moja mama leży w szpitalu. Najpierw wylew do mózgu a następnie powikłania niepracujące nerki, dializy, trzy intensywne terapie i w końcu trwale uszkodzony mózg.  Aktualnie leży w domu długotrwałej opieki  otwierając jedynie oczy i poruszając wargami .
Prawie codziennie jeździłem do mamy i robiłem jej godziny masaż chociaż wiem że to w niczym jej nie pomoże. 20 marca wyjechałem do Niemiec i wróciłem 27 i w tym samym dniu odwiedziłem mamę w ośrodku.  28 pracowałem na podwórku i nadzorowałem budowę ogrodzenia przez firmę, którą wynająłem. Praca przy budowie ogrodzenia się przedłużyła i zadzwoniłem do siostry że nie mogę pojechać do mamy w tym dniu. Szybko zasnąłem bo byłem bardzo zmęczony. No i teraz najlepsze:
Nad ranem przyśniło mi się że jestem u siostry tam gdzie mieszkała moja mama . Stałem na podwórku a ona na schodach . Powiedziała do mnie „Dlaczego mnie nie odwiedzisz”  , przebudziłem się leżąc na boku. W tej samej chwili poczułem dokładnie to samo jakby coś po mnie chodziło, tak jak poprzednio. Najpierw dokładnie tak jak wcześniej opisałem ale gdy chciałem się poruszyć  poczułem to mocniej tam i z powrotem . To już nie było chodzenie ale (i tu trudno mi to opisać) jakby prąd przechodził po mnie tak i z powrotem , od ramion do stup i coraz szybciej i mocniej , nie mogłem się ruszyć i byłem przerażony(trwało to około minuty).W pewnej chwili czułem jak coś miażdży mi klatkę piersiową (powiedziałem głośnio  o k…..wa), nie mogłem nabrać powietrza , dusiłem się(trwało to około minuty). Puściło i złapałem za telefon, który leżał na stoliku, była dokładnie godzina 5.00. Od razu zadzwoniłem do siostry i opowiedziałem co się stało.

Przez pół godziny nie spałem , nawet nie miałem zamiaru wychodzić z łóżka bo nie czułem się bezpiecznie. Zasnąłem po tym czasie i miałem kolejny sen. Było to jakieś pomieszczenie lub , w którym byli ludzie i w rogu umierał starszy facet około 60tki. Chciałem zadzwonić po pomoc i wybierałem bezskutecznie numer telefonu. Za każdym razem jak wybrałem numer okazywał się nie właściwy. Prosta czynność była dla mnie nie do wykonania. W końcowym etapie tego snu widziałem twarz tego zmarłego faceta.

Zawsze kpiłem z wiary , z życia po śmierci , zawsze miałem jakieś wytłumaczenie i nie dawałem się do niczego przekonać.
Tego jednak co się stało nie potrafię wytłumaczyć w żaden sposób i chciałbym o tym zapomnieć.  Wtedy jak zadzwoniłem do siostry , to siostra powiedziała mi że to może być zmora i że mam się pomodlić. Jak ktoś czy coś chce mnie udusić to niech to zrobi szybko i da mi święty spokój . Jeśli to się kiedyś powtórzy to nie wiem co będę robić aż strach pomyśleć.
Już kończę i przepraszam za jakieś błędy jeśli się pojawiły bo nie mam czasu tak tego opisywać .  Jak coś to proszę pisać z pytaniami na maila i chętnie odpowiem . Dobrze jak ktoś napiszę jak się tego pozbyć ale  od razu zaznaczam , że nienawidzę naciągaczy i traktuje ich bardzo niemiło
Pozdrawiam




zwiń tekst



Duch Tomasza - historia z liceum (list do FN z 2008 roku)
Pt, 31 mar 2017 10:08 komentarze: 3 czytany: 2934x

[...] Piszę ten list w imieniu swoim i swojego przyjaciela. Chodzimy razem do jednej klasy w liceum, gdzie od półtorej roku mają miejsce dziwne i raczej niewytłumaczalne przy naszym poziomie wiedzy zjawiska.Już we wrześniu roku 2007, kiedy to rozpoczęliśmy naukę w I LO im. [dane do wiad. FN] w naszej ówczesnej sali lekcyjnej działy się rzeczy, o których próbowaliśmy albo nie mówić, albo traktować .......

czytaj dalej

[...] Piszę ten list w imieniu swoim i swojego przyjaciela. Chodzimy razem do jednej klasy w liceum, gdzie od półtorej roku mają miejsce dziwne i raczej niewytłumaczalne przy naszym poziomie wiedzy zjawiska.

Już we wrześniu roku 2007, kiedy to rozpoczęliśmy naukę w I LO im. [dane do wiad. FN] w naszej ówczesnej sali lekcyjnej działy się rzeczy, o których próbowaliśmy albo nie mówić, albo traktować pobłażliwie. Do czego zmierzam? Średnio kilka razy w tygodniu dochodziło do poruszeń przedmiotów (i nie chodzi tu o spadającą gąbkę czy uczniowskie wygłupy) w obrębie ławek bez udziału człowieka. Były to drobne przemieszczenia, rzadko dotyczące np. zeszytów na brzegach stolika. Mało tego, większość z nas zgodnie twierdziła, że niejednokrotnie wyczuwała czyjąś niewyjaśnioną obeność. Dodam jedynie, że sam odczuwałem coś podobnego i wcale nie było to przyjemne. Nie raz czułem się po tym źle, byłem osłabiony i wymiotowałem.

Było to dla nas dosyć szokujące i zarazem niewytłumaczalne, jednak na próżno próbowaliśmy uchwycić podobną sytuację na filmie - zdarzały się one sporadycznie i nieregularnie. Doszliśmy wspólnie do wniosku, że musi to być jakiś rodzaj bytu, świadomości - a zatem "pozostałości" (lub przynajmniej części) innego człowieka.

Gdy sytuacja nieco się uspokoiła (staraliśmy się, by to zjawisko nie wychodziło poza środowisko klasowe), nasza przyjaciółka - Agata nazwała ów byt... Tomek. Tak po prostu. Nabraliśmy do tego dystansu, stąd też odrobina luźnego podejścia do sprawy. Niestety, to było nierozsądne wobec tego, co miało okazać się później.

Ponad tydzień później poruszenia przedmiotów zaczęły się powtarzać, podobnie jak trudna do opisania obecność "kogoś", drętwa i zimna, niematerialna i niechciana. Wspomniana wyżej Agata kilkukrotnie zachorowała (miała problemy z sercem, wydawało się to dość poważne - dziś bierze leki) a podczas wycieczki trzydniowej miała dość groźny wypadek (silne uderzenie w potylicę, szczęśliwie skończyło się pobytem w szpitalu i serią badań), którego świadkowie nie potrafią wyjaśnić. Z
pewnością nie chodziło o poślizgnięcie się lub podobny aspekt. Czyżby "zemsta" bytu za wyśmianie całej sprawy?

Gdyby tego było mało, dziadek (lub pradziadek, w chwili obecnej nie pamiętam) naszej przyjaciółki był dyrektorem w [...]  liceum. Idąc tym tropem postanowiliśmy zebrać informacje dotyczące jakichś wypadków na terenie szkoły. Jak się okazało, w roku 1974 zmarł jeden z uczniów szkoły, kilka dni po kontakcie z którąś z substancji użytej poza wiedzą
nauczyciela. Co nas zszokowało, nazywał się Tomasz F********* (nazwiska niestety nie możemy ujawnić ze względu na aspekty dotyczące zgody, względnej tajności dokumentów itp.).

Minął pierwszy miesiąc drugiego roku nauki w naszym liceum - kilkukrotnie parę osób ponownie odczuło obecność "czegoś", co w tej chwili aż strach nazywać Tomaszem. Jesteśmy pewni, że jest to rodzaj bytu, świadomości, w dodatku nie mającej dobrych zamiarów. A może na swój sposób niespokojnej?

Pozdrawiamy
[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Sen, który nie był zwykłym snem
Czw, 30 mar 2017 11:36 komentarze: 1 czytany: 2582x

[...] Chciałam opisać historię, która ze względu na zaistniały zbieg okoliczności – nieco mnie zdumiewa. Pewnej nocy miałam sen. Akcja rozgrywała się na zewnątrz, panowała ciemność. Było pusto, tylko kilka słabo zarysowanych rekwizytów jakby z ubiegłej epoki – ale nie to było ważne. Dominujące były emocje. Poczucie jakiejś trwogi. Usłyszałam krzyk, wołanie o pomoc. Ktoś miał wypadek. Pobiegłam przez.......

czytaj dalej

[...] Chciałam opisać historię, która ze względu na zaistniały zbieg okoliczności – nieco mnie zdumiewa. Pewnej nocy miałam sen. Akcja rozgrywała się na zewnątrz, panowała ciemność. Było pusto, tylko kilka słabo zarysowanych rekwizytów jakby z ubiegłej epoki – ale nie to było ważne. Dominujące były emocje. Poczucie jakiejś trwogi. Usłyszałam krzyk, wołanie o pomoc. Ktoś miał wypadek. Pobiegłam przez mrok i dostrzegłam że na wozie leży człowiek. Żył. Był ranny, ale przytomny. Bał się. Uklękłam przy nim, położyłam jego głowę sobie na kolanach , chwyciłam go za ręce i nieustannie powtarzałam mu że nie umrze, że wyjdzie z tego, że przeżyje....

Obudziłam się. Rzadko miewam sny i raczej niewiele z nich pamiętam. Tego poranka byłam fizycznie wyczerpana ale też miałam dość absurdalne poczucie spełnionego zadania. Napięcie z tej nocy opuszczało mnie bardzo powoli. Z całą pewnością nie pamiętałabym o tym gdyby nie zdarzenie które miało miejsce kilka dni później.

Do mojego gabinetu przyszedł starszy pacjent. Pan po bardzo poważnych przejściach zdrowotnych. W ostatnim czasie jego życie balansowało na krawędzi i w każdej chwili mogło przechylić się na którąś ze stron. Wizyta przebiegała standardowo. W momencie w którym mieliśmy się żegnać, zawahał się i trochę jakby zakłopotany zaczął mi opowiadać o swoim ostatnim zaostrzeniu. Obudził się w nocy, miał bardzo wysokie ciśnienie, duszność, ból w klatce piersiowej, nie mógł oddychać- czuł że umiera. Siedział na łóżku i bardzo się bał. I wtedy na jawie zobaczył postać. Twierdził że tą postacią byłam ja i że podtrzymywałam go na duchu. Ten człowiek mówiąc to był bardzo wzruszony i strasznie wdzięczny. Wierzy w to co zobaczył i darzy mnie ogromną sympatią i zaufaniem.

Pozdrawiam




zwiń tekst



Śmierć bliskiej osoby i telefon
Nie, 26 mar 2017 20:06 komentarze: 2 czytany: 3057x

Rok 2003, mój Dziadek ciężko zachorował, rak. Każdy był z nim bardzo zżyty, przede wszystkim Babcia. Diagnoza to 6-9 miesięcy życia. Po około 2 miesiącach choroby (które Dziadziuś przeżył niebywale lekko jak na rak płuc) zmarł niespodziewanie we śnie. Godzina  5 rano, u nas w domu (wtedy mieszkaliśmy naprzeciwko) zadzwonił telefon domowy. Nie muszę chyba dodawać, że nic wczesniej sie takiego .......

czytaj dalej

Rok 2003, mój Dziadek ciężko zachorował, rak. Każdy był z nim bardzo zżyty, przede wszystkim Babcia. Diagnoza to 6-9 miesięcy życia. Po około 2 miesiącach choroby (które Dziadziuś przeżył niebywale lekko jak na rak płuc) zmarł niespodziewanie we śnie. Godzina  5 rano, u nas w domu (wtedy mieszkaliśmy naprzeciwko) zadzwonił telefon domowy. Nie muszę chyba dodawać, że nic wczesniej sie takiego nie zdarzało. Mama wstała, odebrała - w słuchawce cisza. Okazało się, że mniej więcej o tj godzinie Dziadek zmarł. Najwyraźniej chciał się z nami pożegnać.

Babcia bardzo to przeżywała, wpadła przez to w depresję. Po około 2 latach rozpaczania przyśnił Jej się sen. Jesień, siedzi na ławce przed grobem męża, cały jest zasypany liśćmi. Wstaje, ręką zrzuca te liście z nagrobka a na nim na samym środku pisze: "Bóg tak chciał". Na szczęście był to dla Babci zbawienny sen, który pozwolił Jej to zrozumieć i całkiem wyleczyć z depresji.
W 2005 roku przeprowadziliśmy się do innego domu, ta sama wieś ale kilkaset metrów dalej. Naszą sąsiadką była 80-cio kilkuletnia Pani. Bardzo pobożna, chodziła o dwóch laskach do kościoła. Moja mama pracuje jako farmaceutka więc owa Pani często prosiła moją mamę o jakieś leki gdyż droga kilka kilometrów do apteki była dla Niej wręcz niewykonalna.

Często ja Jej te leki zanosiłem do domu, zawsze była bardzo wdzięczna i nieraz dostałem czekoladę bądź  10zl na cukierki. Pewnego dnia rodzice wstawali do pracy, Mama szykuje śniadania i mówi do Taty: Zobacz 7 godzina , takie zimno a Pani X o dwóch laskach idzie do kościoła. Po powrocie z pracy okazało się, że Pani X zmarła w nocy i moja Mama logicznie nie miała prawa Jej widzieć.

Moja Prababcia była dużo młodsza od swojego rodzeństwa, Jej mama zmarła gdy miała 2 lata. Kiedyś szła do sióstr w pole, na granicy spotkała pewną piękną Panią, która tylko się z nią mijała ale serdecznie uśmiechała. Dokładnie zapamiętała jak wyglądała,  Jej wygląd był bardzo "nietypowy" jak choćby na osobę, która idzie przez pole. Opowiedziała to swoim siostrom. Z opowieści i szczegółów ubioru wynikało, że to była Jej mama.

Na studiach mieszkałem ze znajomym z okolic Tarnowa. Opowiadał mi kiedyś o imprezie/ognisku w którym brał udział. Po jakimś czasie, 6 młodych osób wsiadło w samochód, gdzieś pojechało (niestety pijani). Okazało się, że wpadli tym samochodem do stawu. Wszyscy zginęli. Mój znajomy wraz z kolegami siedzieli razem dnia następnego, wszyscy smutni i zdruzgotani tym co się stało. W pewnym momencie do jednej z osób zadzwonił telefon, dzwonił numer  111111. Oczywiście po odebraniu cisza w słuchawce, po oddzwonieniu "nie ma takiego numeru".
poniżej link świadczący o tym zdarzeniu

http://www.intarnet.pl/www1.atlas.okay.pl/index_full.html?action=full&id=8119

Mam jeszcze kilka historii ale te pozostawię na inną okazję.
Serdecznie dziękuję i pozdrawiam

[dane do wiad. FN]
Kraków




zwiń tekst



Kilka historii z UFO, w tym jedna typowa dla CEIII
Sob, 18 mar 2017 12:45 komentarze: 9 czytany: 3270x

Witam całą Załogę Nautilusa, na wstępnie pragnę dodać, że jestem z Wami chyba od początku, mam obecnie 29 lat czyli byłam gówniarą, jak zainteresowaliście mnie 'tymi' sprawami.. Wracając do tematu, chciałabym Państwu opisać pewną dziwną historię, która miała miejsce, chyba w roku 1998 lub 1999. Mój tata miał znajomego (on już nie żyje), który czasami do nas przychodził, był to facet, który zawsze .......

czytaj dalej

Witam całą Załogę Nautilusa, na wstępnie pragnę dodać, że jestem z Wami chyba od początku, mam obecnie 29 lat czyli byłam gówniarą, jak zainteresowaliście mnie 'tymi' sprawami.. Wracając do tematu, chciałabym Państwu opisać pewną dziwną historię, która miała miejsce, chyba w roku 1998 lub 1999. Mój tata miał znajomego (on już nie żyje), który czasami do nas przychodził, był to facet, który zawsze lubił pić alkohol i tutaj pewnie ta historia może nie być do końca wiarygodna przez to..

Pewnego dnia tata powiedział nam, śmiejąc się przy tym, że Kazik (ten kolega) widział UFO. Gdy to usłyszałam, myślałam, że świat mi się zawali, poczułam coś w rodzaju ogromnego strachu, niepewności i braku bezpieczeństwa. Ja jako wtedy niespełna 12 letnia osoba, bardzo to przeżyłam i dręczy mnie ta historia do dziś, nie wiem dlaczego. Może po prostu stwierdziłam, że jednak kosmici istnieją i skoro przylecieli do takiej wiochy to jak tutaj mam się czuć bezpiecznie (mieszkam w małej wsi w małopolsce, okolice Olkusza, jest to Jura Kr.-Częst.).

Kazik opowiadał tacie cały roztrzęsiony i wystraszony, że wypił sobie tego wieczoru. Wracał do domu w nocy (nie wiem która mogła być godzina, bo chyba nie mówił), ale jak ona miał wtedy w zwyczaju, lubił sobie uciąć drzemkę na łonie natury i tak też wtedy zrobił. Mówił, że obudziło go jasne światło. Tak jakby się obudził ze snu, jakby nad ranem, jak każdy gdy jest jasno. Otworzył oczy i zdziwił się, że już jest tak jasno, a przecież dopiero się położył.. Ale zobaczył, że to ani słońce go oślepia ani lampa, tylko, że nad nim wisi jasne UFO (od razu to tak nazwał, nie pisał nic w stylu kula czy coś).

Jak mówił, było słuchać lekkie jakby brzęczenie, czy bzyczenie, jak rój pszczół. Szybko wstał, był tym zjawiskiem wystraszony i ruszył przed siebie do domu, prawie biegnąć. UFO jak mówił w tym czasie lekko się przesunęło na wschód. Wstając zobaczył, że druga stroną drogi idzie jakaś czarna istota, albo dwie już nie pamiętam, bo czas niestety zrobił swoje. Zaczął na to coś brzydko mówić, żeby spierd***** i takie inne rzeczy. Mówił potem w opowieści, że chcięli go porwać.

Nie wiem, ale chyba po tej opowieści zaczęłam się interesować UFO. Żałuję, że nigdy nie zapytałam się go o to a miałam wiele okazji.. Pisząc do Was, przypomina mi się wiele innych rzeczy. Nie wiem skąd on wtedy wiedział i umiał nazwać to coś, że to UFO i że go porwą.. Nie było wtedy w roku 1999 ani nic o tym w tv ani nie było internetu, on był biedy jak mysza kościelna. Kazik też mówił mojemu tacie, że Matka Boska albo Jezus mu sie ukazali, że jak leżał (pewnie pijany) to z sufitu się to co coś wyłoniło. Teraz jak to analizuję to wydaje mi się, że tym Jezusem czy Maryją mogli być kosmici, tylko, że przeobrażeni.. Przepraszam za chaotyczność, ale nie chce nic pominąć. Było to okres letni na pewno, skoro spał gdzieś w rowie i nie jechało żadne auto, jak to na wsi w nocy. Na drugi dzień okazało się, że tej samej nocy inny facet widział UFO nad latem, gdy poszedł wypuścić psa, niestety nikt im nie uwierzył a o sprawie zapomniano.

Jeżeli chodzi o mojego tatę, to pamiętam, że kiedyś opowiadał, że szedł na spacer, przechodzą obok małego stawu, zauważył, że coś z niego wylatuje i szybuje w niebo.. Widziałam, że był poruszony i lekko wystrachany, on jest sceptykiem, więc tym dziwniejsza jego reakcja. Nie umiał tego nazwać, mówił, że jakaś kulka czy coś. Może to było USO.. Ja miałam kiedyś dziwny incydent. Obudził mnie coś, co jakby mi się śniło i mówiło do mnie 'nie bój się', obudziłam się i od razu spojrzałam w róg pokoju, jakby to coś z tamtą do mnie przemawiało, dodam, że głos był bezpłciowy czyli nie wiem czy kobieta czy facet to mówili. Nie było to coś strasznego, raczej to był łagodny głos. Nie raz na ciele mama dziwne ślady, kiedyś na stopie od zewnątrz miałam okrągły placek poprzecinany jakby kreskami, skóra w tym miejscy była bardzo sucha i swędząca. Wiele czasu upłynęło, zanim się tego pozbyłam na zawsze. Jakieś zadrapania, chyba, że się drapię nerwicowo w nocy, albo ala malinki na szyji..

Co do bardziej paranormalnego przypadku to pamiętam bardzo dokładnie, że było ciepło, bo były otwarte drzwi w domu na dwór i było słonecznie. Byłam mała, miałam chyba z kilka lat i na pewno mówiłam już. Wyszłam na dwór i gdy już chciałam zakręcić i zejść po schodach, wmurowało mnie. Na wysokości około 2-2,5 m nad chodnikiem, czyli w połowie domu, coś wisiało. Było to coś wielkości metra na metr, jakby nieduży basenik dla dziecka. Było chyba okrągłe, zielone. Ja długo o tym nie pamiętałam, przypomniało mi się to kilka lat temu i do dziś mi się to przypomina. Próbuje sobie to przypomnieć, jak dokładnie wyglądało, cały zarys itp. na próżno. Uciekłam cała spanikowana, jakby to coś miało mi zrobić krzywdę.

Długo sobie to tłumaczyłam, że to był tylko sen i jak to dziecko miałam wybujałą fantazje, albo coś w tv obejrzałam i potem mi się to śniło. Pamiętam, że jak uciekłam to poleciałam do pokoju z balkonem i przez deski w w balkonie wyglądałam czy to coś tam jest jeszcze. Niestety nie wiem czy coś widziałam, nie pamiętam jak się to skończyło. Po jakimś czasie była rozmowa w domu o jakiś samolotach czy coś i ja jakby nigdy nic powiedziałam do mamy coś na temat tego czegoś do widziałam na dworze (chyba to wzięłam za samolot, które znałam i często widziałam, że latają bo spuszczają skoczki na Pustynię) a mama na to, że ona nie wei o czym mówię i żadnego samolotu nie widziała.

Wtedy poczułam się tak, jakbym dostała w twarz. Momentalnie zesztywniałam, poczułam się dziwnie i zamilkłam. Nie wiem dlaczego tak się zachowałam, tak jakby coś mi zakazało o tym mówić. Dodam na koniec, że robię wiele zdjęć, przyrody itp. Czasami robię krajobrazu. Nie raz na moich fotkach widać, kule, czy płaskie dyski. Przy robieniu nic nie ma na niebie, dopiero na laptopie widać, że coś sobie wisi. Kiedyś miałam na zdjęcie 3 jasne kule, tak jakby od metalu odbijało się słońce, dodam, że zdjęcie robiłam kilka naraz, czyli klatka po klatce, tylko na 1 były te kule, wykasowałam te fotki, bo czułam się nieswojo. Pozdrawiam serdecznie, Ania.



zwiń tekst



Duch dziadka i pozytywka, a także historia o obserwacji UFO
Pt, 17 mar 2017 10:27 komentarze: 3 czytany: 2471x

[... ] Witam Serdecznie Jestem Waszym stałym czytelnikiem od pewnego czasu. Moim zdaniem w życiu każdego z nas dochodzi czasem do zjawisk, które nie da się racjonalnie opisać. Niestety mało kto się dzieli tymi informacjami z innymi osobami. W mojej rodzinie zdarzyło się kilka dziwnych sytuacji , a to nie które z nich.Pierwsza historia może jest mało atrakcyjna, ale zasługuje na uwagę. Trzy lata.......

czytaj dalej

[... ] Witam Serdecznie

 Jestem Waszym stałym czytelnikiem od pewnego czasu. Moim zdaniem w życiu każdego z nas dochodzi czasem do zjawisk, które nie da się racjonalnie opisać. Niestety mało kto się dzieli tymi informacjami z innymi osobami. W mojej rodzinie zdarzyło się kilka dziwnych sytuacji , a to nie które z nich.

Pierwsza historia może jest mało atrakcyjna, ale zasługuje na uwagę. Trzy lata temu po śmierci mojego dziadka, moja mama wraz ze swoją siostrą pojechały do mieszkania w którym mieszkał dziadek. Pojechały tam , ponieważ musiały znaleźć garnitur dla zmarłego do pochówku. Ponoć strasznie lamentowały i opłakiwały swojego tatę. W pewnym momencie usłyszały melodyjkę dochodzącą z drugiego pokoju. Ku ich zdziwieniu zobaczyły, że na żyrandolu czy na szafie( nie pamiętam dokładnie) leżała pozytywka , która z niewyjaśnionych przyczyn po prostu się włączyła!!. Jak mi mama opowiedziała tą historię to, aż przeszły mnie ciarki. Najważniejsze w tej całej sprawie jest to, że ta melodia nie przestraszyła mojej mamy i jej siostry tylko dała im wiarę i pewność, że coś tam jest po drugiej stronie.




Inna historia związana jest również ze śmiercią. Mianowicie 16 lat temu jak zmarła moja babcia to stanął nam zegarek w kuchni dokładnie o tej samej godzinie co czas zgonu. Moi rodzice opisują to zdarzenie tylko jako zbieg okoliczności. Czytałem Wasz artykuł na temat tego typu zdarzeń i jestem teraz pewien,że nie był to przypadek.

Ostatnia historia dotyczy zjawiska UFO. Mianowicie kilkanaście lat temu mój tata opowiedział mi historię o swoim koledze z pracy, który widział ponoć z bliska bardzo duży obiekt latający. Nie znam dokładnie całej tej historii tylko pojedyńcze fakty:
- obiekt był widziany również przez tego pana małżonkę
- widziany był z dosyć bliska
- widziany był w tym rejonie kilkakrotnie!!
- spodek był widziany w lesie a następnie uniósł się w górę i odleciał
- historia ta miała miejsce kilkanaście lat temu

Co najważniejsze mój tata jest człowiekiem sceptycznym, ale gdy pytałem się go dzisiaj o szczegóły tej historii to powiedział mi, że jego kolega z pracy był bardzo poważny gdy to mówił i powiedział po prostu do nich "nie śmiejcie się ze mnie ja wiem co widziałem i na pewno nie zwariowałem". Najdziwniejsze ,że mój tata wielki sceptyk opowiadając  tą historię nie próbował swojego kolegi w żaden sposób "wyśmiać" tylko opowiedział mi to tak jakby sam w to uwierzył.

Zdaję sobie sprawę, że tej historii nie usłyszałem z pierwszej ręki tylko od mojego taty i niektóre fakty mogą być lekko zniekształcone. Jedyne informacje jakie posiadam o tej osobie co widziała UFO to imię i nazwisko, w jakim rejonie Szczecina mieszka i gdzie pracował zanim przeszedł na emeryturę. Ewentualnie mógłbym się mojego taty wypytać o więcej szczegółów gdyby była taka potrzeba.

Z poważaniem
Paweł [dane do wiad. FN]



zwiń tekst



Małe dzieci widzą duchy - kolejne relacje od czytelników serwisów FN
Czw, 16 mar 2017 10:50 komentarze: 2 czytany: 3674x

[...] Kilka lat temu, moja córka mająca wówczas ok. 2 lat widziała w mieszkaniu "pana". Słowo "Pan" było wśród pierwszych jakie wypowadała i jak się okazało kilka razy użyła go, pokazując przy tym palcem pustą przestrzeń mieszkania. Było to w mieszkaniu moich rodziców (innym niż to z poprzedniej historii). Córka spała w moim dawnym pokoju i zerwała żonę swoim nagłym płaczem. Moja żona pobiegła natychmiast.......

czytaj dalej

[...] Kilka lat temu, moja córka mająca wówczas ok. 2 lat widziała w mieszkaniu "pana". Słowo "Pan" było wśród pierwszych jakie wypowadała i jak się okazało kilka razy użyła go, pokazując przy tym palcem pustą przestrzeń mieszkania. Było to w mieszkaniu moich rodziców (innym niż to z poprzedniej historii). Córka spała w moim dawnym pokoju i zerwała żonę swoim nagłym płaczem. Moja żona pobiegła natychmiast do pokoju (mnie wówczas nie było na miejscu), wzięła córkę, a ta bardzo mocno wtuliła się w nią. Żona zaczęła pytać co się stało, a po chwili córka nie odwracając głowy wskazała palcem na łóżeczko i powiedziała "pan". Żona zaczęła zadawać pytania, utwierdzając się w tym co usłyszała, ale za każdym razem usłyszała potwierdzenie o "panu". Podobna sytuacja nastąpiła jeszcze raz w tym samym miejscu, a niedługi czas po tym zdarzeniu, w tym samym mieszkaniu, siedziałem z moim tatą w salonie, a córka była przed nami na dywanie. Nagle odwróciła się w naszą stronę i wskazując palcem w przestrzeń pomiędzy nami powiedziała "pan". Odwróciłem się - za nami był stół i dalej ściana, ale bez żadnych obrazów czy figurek. Zapytałem się jeszcze dla pewności czy tu jest pan, a córka jeszcze raz pokzała palcem w to miejsce i powtórzyła to słowo. Później jeszcze raz zdarzyło się nam taka sytuacja u nas w domu. Od tamtej pory już nie

Pozdrawiam Załogę
Marcin


[...] Witam trafiłam na te strone przez przypadek ale to dobrze moze pomożecie wyjasnic mi pewne wydarzenie sprzed kilku lat chodzi o mojego syna miał wtedy ok 4 lat . Mieszkalismy  w małym mieszkaniu pokuj z kuchnia byl moj maż tesciowa ja i syn rozmawialismy o roznych żeczach nagle moj syn zaczoł byc nie grzeczny wiec kazałam za kare wyjsc do kuchni dopuki sie nie uspokoi wyprowadziłam go zaswiecilam światło bo miałam slepa kuchnie i zamknełam drzwi po kilku minutach rozległ sie straszny krzyk syna i wpadł do pokoju strasznie krzyczac i płacząc tego nie da sie opisac słowami kiedy sie uspokoił zaczełysmy z teściowa dopytywac sie co sie stało okazało sie ze do kuchni wszedł byk z rogami na dwóch nogach nie zapomne tego byłam przerazona nigdy tego nie zapomne wierze mu ze cos widział dodam ze nigdy nie był niczym straszony i myśle ze był zamały zeby cos takiego wymyślec pozatym jego krzyk to było cos okropnego od tej chwili nigdy nie był zamkniety w osobnym pomieszczeniu



[...] Witam serdecznie.

Jestem Państwa czytelczniką od dawna, kilka razy nawet do Was pisałam.
Były to jednak sprawy, które nie dotyczyły bezpośrednio mnie.
2 miesiące temu zostałam mamą. Syn urodził się zdrowy i o czasie. Nie o
tym jednak chciałam napisać. Dzisiaj zauważyłam, że synek wodzi za czymś
wzrokiem (czego ja nie widzę), uśmiecha się do "tego" i "guga" do tego.
Przeraziłam się strasznie. Nie mam nikogo, kto by niedawno zmarł i
chciał go zobaczyć. Dziecko dwukrotnie dzisiaj śmiało się w przestrzeń i
"gugało" do powietrza. Fakt, dzieci interesują się np. cieniami i
kontrastami, jednak w miejscach w które patrzył syn nie było takich
przedmiotów.

Czy to możliwe, że dziecko widzi coś, czego ja nie widzę? Czy, skoro
Mały śmieje się do tego "bytu" oznacza, że "byt" zjawił się w dobrych
zamiarach? Panicznie boję się, że ten ktoś lub to "coś" przyszło zabrać
mi dziecko...

Macie Państwo duże doświadczenie z takimi zjawiskami. Czy, według Was,
to po prostu zbieżność sytuacji (tj. dziecko śmiało się np. do mnie,
patrząc gdzie indziej), czy też może jest z nami ktoś z tamtego świata?

pozdrawiam
Małgosia.





zwiń tekst



CZY ZWIERZĘTA MOGĄ Z ROZPACZY POPEŁNIĆ SAMOBÓJSTWO?
Śr, 15 mar 2017 11:10 komentarze: 4 czytany: 4157x

Wiemy, że potrafią płakać. Wiemy, że potrafią rozpaczać po stracie bliskiej istoty. Czas zadać pytanie: czy zwierzęta są w stanie popełnić samobójstwo? Dostaliśmy poruszający opis historii dotyczący kotka. Nie spotkaliśmy się do tej pory z niczym podobnym z terenu Polski (na świecie są znane samobójstwa wielorybów).Oto ten poruszający e-mail.From: Jerzy [dane do wiad. FN]Sent: Tuesday, March 14, 2017.......

czytaj dalej

Wiemy, że potrafią płakać. Wiemy, że potrafią rozpaczać po stracie bliskiej istoty. Czas zadać pytanie: czy zwierzęta są w stanie popełnić samobójstwo? Dostaliśmy poruszający opis historii dotyczący kotka. Nie spotkaliśmy się do tej pory z niczym podobnym z terenu Polski (na świecie są znane samobójstwa wielorybów).

Oto ten poruszający e-mail.


From: Jerzy [dane do wiad. FN]
Sent: Tuesday, March 14, 2017 6:11 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Kot

Dzień dobry. Mam na imię Jerzy i chciałem podzielić się historią jaka mi się przydarzyła około roku temu , a historia dotyczy kota. Z racji tego, że pracuje w nocy jako kierowca do domu wracam około 8-9 rano przejeżdżając przez niewielkie miasteczko z jedną główną ulicą gdzie po prawej jest trawnik . Ograniczenie prędkości jest standardowe 50km/h ,tak więc przejeżdża się dosyć wolno i można powiedzieć że jest trochę czasu na rozglądnięcie się.

Tego ranka przejeżdżając zauważyłem właśnie kotka jak siedział na trawniku nad zwłokami swojego przyjaciela, towarzysza prawdopodobnie który został przejechany i przeniesiony na trawnik. To się często tu zdarza tzn potrącenie jakiegoś zwierzątka  bo często przebiegają przez jezdnie. Oczywiście tego ranka nie przywiązywałem do tego uwagi. Swoją pracę zaczynam koło 1 w nocy gdzie jadę przez te same miasteczko przed drugą w nocy.

Następnego dnia jadąc przez nie wyskoczył mi kot pod koła ale zrobił to tak, że nie było możliwości odbić na żadną ze stron bo były to tylnie koła. Wyszedłem z samochodu i jakież było moje zdziwienie iż był to ten sam kot który dzień wcześniej siedział koło swojego martwego przyjaciela. Dodam również że było to te same miejsce w którym dzień wcześniej ktoś potrącił owego kota. I moje pytanie do Fundacji jest takie czy jest możliwe ,że z powodu straty bliskiego   mogą chcieć popełnić samobójstwo? Czy słyszeliście o takich przypadkach?
Pozdrawiam
Jerzy, Norwegia






zwiń tekst



Po śmierci on dawał mi znaki - umówiliśmy się, że kto pierwszy umrze - ma to robić!
Śr, 15 mar 2017 07:18 komentarze: 13 czytany: 3065x

[...] Przyszedl czas zebym i ja opisala jakis fragment bardzo burzliwego zycia :-)  Wieeele lat temu po rozwodzie... spotkalam kogos kto byl ogromna moja miloscia. Byl starszy ode mnie i sam siebie zartobliwie nazywal Aniolem . Duzo zajmowal sie rzeczami paranormalnymi i od razu wiedzial, ze ja widze i czuje wiele rzeczy (to w innej opowiesci)Czesto mowil, ze mam stara dusze i duzo rozmawialismy.......

czytaj dalej

[...] Przyszedl czas zebym i ja opisala jakis fragment bardzo burzliwego zycia :-)  Wieeele lat temu po rozwodzie... spotkalam kogos kto byl ogromna moja miloscia. Byl starszy ode mnie i sam siebie zartobliwie nazywal Aniolem . Duzo zajmowal sie rzeczami paranormalnymi i od razu wiedzial, ze ja widze i czuje wiele rzeczy (to w innej opowiesci)
Czesto mowil, ze mam stara dusze i duzo rozmawialismy o tych rzeczach, pomogl mi radzic sobie z pewnymi strachami ...
To byla ogromna milosc, nie wyobrazalam sobie zycia bez niego! Czesto tez zartobliwie mowilismy , ze ten ktory pierwszy odejdzie -podpowie drugiemu jak tam jest :-) Mielismy sie pobrac, planowalismy dziecko , zycie...

Od dziecka tocze walke przed strachem przed duchami ktore nawiedzaja mnie we snie, historii jest masa i przez lata juz wiem, ze to nie sa zwykle sny bo przychodza ludzie i prosza o cos a ja nawet nie wiedzialam ,ze nie zyja (to inne opowiesci)
Raz mialam straszny sen, to byl jakis nalot krzyk masy duchow, ktore cos chcialy mi wykrzyczec, obudzilam sie sama z krzykiem, ale On juz nie spal a tylko mnie tulil i uspokajal. Powiedzial wtedy , ze widzial moj sen, widzial co sie wokol mnie dzieje i trzeba to sprawdzic. Jednak uparcie odwlekal rozmowe o tym...
Nagle (kilka dni pozniej)kiedys rankiem telefon "zginal w wypadku"

Nie ma slow na opisanie tego co sie dzialo po tym telefonie ze mna i w moim domu...
Bylam w ogromnym szoku, kroplowki , lekarze, przyjaciele obok...silne srodki uspakajace...Przyjaciele mieli dyzury przy mnie...Pomagali wszyscy, moj byly maz bardzo tez pomagal (tez juz mial swoja rodzine i nadal jestesmy w przyjazni)
Nie jadlam nie pilam, kroplowki, placz...

Ale obok mnie w mojej glowie wszystko bylo zburzone. Bylam jakby w innym swiecie. On nie chcial odejsc, byl obok, spal obok, spadaly rzeczy, walil w drzwi...Ludzi , ktorzy byli w moim domu slyszeli to i czuli... I oczywiscie raz usilowal mi przekazac cos. We snie stal przy scianie i gestami pokazywal mi zebym zapamietala to co pokazuje a mianowicie: wyjmowal ze sciany okulary, jedne za drugimi ,pokazywal ze wyjmuje ze sciany okulary...Tak jakby nie mogl nic wiecej, tak jakby jakas sila pilnowala tej tajemnicy, wiec tylko symbolicznie cos mi pokazywal...
Ciagle mysle o tym snie i mysle ze to byl symbol innych swiatow bo okulary symbolizuja cos czego nie widac...
Oczywiscie czas zrobi swoje i wyszlam z tego smutku...jednak wiem , ze on jest obok, a konkretnie byl do pewnego momentu ...
pozdrawiam




zwiń tekst



Mamo, bo ja... zginąłem w płonącym helikopterze!
Pon, 13 mar 2017 11:45 komentarze: 12 czytany: 3070x

[...] Wysłuchałam z ponad miesięcznym opóźnieniem Państwa audycji dotyczącej reinkarnacji i świadectw dzieci- jako jednych z najbardziej wiarygodnych. Oczywiście zgadzam się z tym i nie mam najmniejszych wątpliwości, co do istnienia zjawiska inkarnowania oraz istnienia "praw boskich"; m.in. prawa przyczyny i skutku.Żeby zbyt wiele nie pisać, bo macie Państwo miliony maili do przeczytania, chciałam.......

czytaj dalej

[...] Wysłuchałam z ponad miesięcznym opóźnieniem Państwa audycji dotyczącej reinkarnacji i świadectw dzieci- jako jednych z najbardziej wiarygodnych. Oczywiście zgadzam się z tym i nie mam najmniejszych wątpliwości, co do istnienia zjawiska inkarnowania oraz istnienia "praw boskich"; m.in. prawa przyczyny i skutku.
Żeby zbyt wiele nie pisać, bo macie Państwo miliony maili do przeczytania, chciałam napisać krótko o swoim synu.
Franek jest teraz chłopcem niespełna 5-letnim i pamięć zdarzeń wcześniejszych coraz bardziej się u niego zaciera, ale było kilka momentów, które wprowadziły nas rodziców w ogromne zdumienie.
Jak wszyscy rodzice na świecie, kochający swoje dzieci czekaliśmy na pierwsze słowo- oczywiście niepisany konkurs- mama, czy tata?


I jakież było nasze osłupienie, kiedy pierwszym słowem wypowiedzianym przez naszego syna był: HELITOPTET (helikopter). W tym czasie interesowały go zabawki tylko i wyłącznie naśladujące, bądź imitujące kręcące się śmigła helikoptera (tak jest zresztą do tej pory). 

Ze wszystkiego był w stanie zrobić helikopter- nawet z kredki i gumki, ale to nie wszystko.  Każda zabawa helikopterem kończyła się tak, że helikopter w rezultacie płonął. Próbowaliśmy różnych zabaw/gier, ale wszystkie sprowadzały się do latania. Nawet podczas rysowania schemat był ten sam- kazał sobie rysować np. drzewo, domek, słoneczko, potem na obrazku obowiązkowo musiał pojawić się helikopter, a następnie natychmiast zamazywał cały obrazek czerwoną, bądź pomarańczową kredką i mówił, że helikopter i pilot spłonęli.

Pytaliśmy go o to wiele razy i za każdym razem odpowiadał, że spłonął w helikopterze. Nie pamiętał więcej szczegółów, albo nie umiał tego opowiedzieć. Moim zdaniem pozostałością po wcześniejszym życiu były tak silne emocje towarzyszące umieraniu, że tylko i wyłącznie pamięć o tym zdarzeniu przyszła w nowym wcieleniu. Nagła śmierć wywołała tak silny wstrząs, że dusza w kolejnym wcieleniu odpamiętniła sobie ten obraz. Zadawaliśmy mu pytania, czy chciałby zostać mechanikiem, strażakiem a może dla "zmyłki"; pilotem samolotu; z całą stanowczością odpowiadał, że tylko i wyłącznie pilotem helikoptera. W wieku 2,5 roku znał różne typy helikopterów, czym zdumiał Pana na lotnisku, kiedy wymieniał stojące w hangarach helikoptery Helikoptery, to nie jedyna rzecz. Było jeszcze kilka innych zdarzeń i pytań.

Kiedyś podczas jazdy autem rozpłakał się z takim żalem i tak głośno, że myśleliśmy, że coś się stało na tylnym siedzeniu. Okazało się, że przypomniał sobie, że miał syna i woził go do przedszkola i za wszelką cenę natychmiast chciał mieć znowu dziecko. Nie rozumiał, że w tym momencie jest to niemożliwe... (jak to? przecież miałem syna) Innym razem w momencie usypiania zaczął coś mówić- dość bełkotliwym głosem, nie usłyszałam, co mówi, coś o dziecku, więc pytam:
-kto synku będzie miał dziecko?
A on na pół-przytomny w stanie tuż przed zaśnięciem: moja mama, ale nie Ty, ta druga ja na to: to będziesz starszym braciszkiem;-tak będę -a masz drugą mamę?
-tak, taką co mnie bije
pytam: dlaczego tamta mama Cię bije?
-muszę się bronić, bo ona mnie mocno bije; Dla mnie, w tamtym momencie, jak i po wielu przemyśleniach był to ewidentny wgląd w tzw. życie równoległe. (Jesteśmy istotami wielowymiarowymi i nasza dusza istnieje w wielu aspektach równocześnie) Inna sytuacja, kiedy syn mówi, żeby przestać dawać mu jedzenie. Pytamy dlaczego? A on na to: bo ja nie chcę już tutaj, NA TYM ŚWIECIE żyć;.
Wielokrotnie zadawał pytania: ile jeszcze będzie dzieckiem? kiedy będzie ZNOWU dorosły Po takich zdarzeniach, czy rozmowach pytaliśmy, dlaczego nas wybrał? dlaczego akurat do nas przyszedł, jeżeli miał tyle możliwości, a on nam odpowiedział- po te, żeby nauczyć Was "niekochania";
Teraz, im jest starszy, im szybciej wychodzi z dziecięcego stanu alfa coraz bardziej "zasłania"; mu się pamięć przeszłości. Coraz rzadziej mówi takie rzeczy, chociaż czasami wtrąci jakieś zdanie, po którym kolana się uginają.

Opisałam to w bardzo telegraficznym skrócie, po to, żeby tylko zasygnalizować i potwierdzić, że takie rzeczy istnieją i zdarzają się częściej wokół nas, niż nam się wydaje.
Nadmienię tylko, ponieważ ktoś mógłby nam zarzucić, że są to rzeczy narzucone z zewnątrz (np. z filmów, bajek, czy opowieści), że  nie oglądamy TV i kontakt z innymi ludźmi mamy dość sporadyczny.

Bardzo serdecznie pozdrawiam
[dane do wiad. FN]





zwiń tekst



Dwa sny z naszej 'poczty do FN'
Pon, 13 mar 2017 10:21 komentarze: 2 czytany: 2221x

O snach piszemy rzadko, gdyż ich interpretacja... przekracza nasze możliwości, a właśnie tego przeważnie domagają się czytelnicy. Na naszą pocztę trafia wiele opisów snów, które potem są kierowane do Archiwum FN, a które warto także zasygnalizować w dziale XXI PIĘTRO. Dwa przykłady "z ostatnich godzin".SEN O ZAMACHACH WE FRANCJIWitam Załogę Miałem dziś interesujący sen, co ciekawe podczas jego trwania.......

czytaj dalej

O snach piszemy rzadko, gdyż ich interpretacja... przekracza nasze możliwości, a właśnie tego przeważnie domagają się czytelnicy. Na naszą pocztę trafia wiele opisów snów, które potem są kierowane do Archiwum FN, a które warto także zasygnalizować w dziale XXI PIĘTRO. Dwa przykłady "z ostatnich godzin".

SEN O ZAMACHACH WE FRANCJI

Witam Załogę

Miałem dziś interesujący sen, co ciekawe podczas jego trwania powiedziałem sam do siebie, że to wizja przyszłości, więc wysyłam wam go. Jechałem jakimś prototypowym pojazdem po ulicach jakiegoś miasta we Francji. Nie wiem jakie miast, ale na 100% wiedziałem że we Francji. Usłyszałem syreny policyjne, podjechałem do jakichś ludzi i spytałem się ich co się dzieje. Powiedzieli tylko, że to z polskiej dzielnicy, dzielnicy imigrantów (mój rozmówca skupił się głównie na polakach, ale chodziło o dzielnicę typowo imigrancką). Powiedział żebym poszedł do polskiego policjanta on mi powie więcej. Tak też zrobiłem, policjant miał całą osmoloną twarz, jakby w sadzy i nie był w stanie nic powiedzieć, był otumaniony.
Zobaczyłem, że jedną z ulic (byłem na skrzyżowaniu), zasłania barierka migająca jak koguty policyjne, poszedłem tam. Za barierką droga cała szerokość drogi między budynkami wyglądała jak zryta przez koparkę lub coś cięższego. Droga nie była asfaltowa, a zrobiona z wielkich  kamiennych płyt.

Budynki po bokach były nie ruszone. Stanąłem w dziurze, wyglądała jak wykopana koparką, ale niejednoczenie przyszła mi do głowy myśl, że to mogło być auto pułapka. Na tym sen się skończył.
Jednak przebudzeniu najbardziej zdziwiły mnie dwie rzeczy, jedna to taka że w jakimś momencie snu powiedziałem sam do siebie, że to wizja przyszłości. Druga to taka, że mój rozmówca, czułem że to rodzimy francuz mówił, że to co się stało pochodziło z dzielnicy imigrantów, utożsamiał on tą dzielnicę typowo z polakami, choć był świadomy, że w dzielnicy tego typu mieszkają imigranci z różnych krajów. Tak jakby nie ważne kto to naprawdę zrobił, dla niego byli był to imigrant, to jedynie mógł to być imigrant z polski.

Nie podoba mi się ten sen, a że mam często tak że jak dziele się z kimś moimi snami proroczymi to się nie spełniają, dlatego mam nadzieję, że będzie tak i tym razem.

Pozdrawiam załogę, Paweł

 

SEN O WYPADAJĄCYCH... ZĘBACH

Nawiązując do proroczych snów z xxi pietra. Od może czterech max pięciu lat śniły mi się sny o gnijących, wypadających zębach. Powtarzały się co jakiś czas.. Zgodnie z sennikiem oznacza to jakaś chorobę... Oczywiście znalem to znaczenie bo te sny były tak realne, ze ja po przebudzeniu czasami miałem wrażenie, ze naprawdę wypadły mi zęby, wiec sila rzeczy sprawdziłem co to znaczy.

Znaczenie tego to m.in. choroba. Nie będę wchodził w szczegóły ale faktycznie, lekarze cos wykryli u mnie. Od czasu gdy się o tym dowiedziałem i zdecydowałem się na leczenie te sny przestały mnie nekac. A naprawdę były to dość przerażające sny, budziłem się po nich jakby zlękniony, z dziwnym uczuciem strachu i leku.  To wszystko minęło, odpukać. Myślę ze może to nasza podświadomość daje znać ze cos jest nie tak z nami. A może to jakieś znaki od kogoś więcej? Nie wiem.
W każdym bądź razie tak było. I dziękuje Bogu ze trafiłem na świetnych lekarzy. Nie za łapówki, nie z prywatnych wizyt ale normalnie z NFZtu.
Myślę ze wszystko jest po cos w życiu. Każde zdarzenie czegoś uczy i nas zmienia.
Wierze w Boga to bardzo dużo daje. Ale nie jestem jakoś za żadna religia. To tyle. Pozdrawiam.



zwiń tekst



Niezwykłe losy Wandy Dynowskiej i Michała Tokarzewskiego-Karaszkiewicza
Sob, 11 mar 2017 10:02 komentarze: 9 czytany: 4547x

Od autorki tekstu:[...] przesyłam tekst o Wandzie Dynowskiej i Michale Tokarzewskim-Karaszewiczu.Zdaję sobie sprawę,że jest on dość długi,ale starałam się i tak jak najkrócej opisać życie tych dwojga ludzi o bardzo bogatych życiorysach. [...] były to osoby, które cały czas pracowały nad rozwojem duchowym, głównie pracując dla innych i to przez całe swoje życie,narażając się na wiele przykrości,a ponadto.......

czytaj dalej

Od autorki tekstu:

[...] przesyłam tekst o Wandzie Dynowskiej i Michale Tokarzewskim-Karaszewiczu.Zdaję sobie sprawę,że jest on dość długi,ale starałam się i tak jak najkrócej opisać życie tych dwojga ludzi o bardzo bogatych życiorysach. [...] były to osoby, które cały czas pracowały nad rozwojem duchowym, głównie pracując dla innych i to przez całe swoje życie,narażając się na wiele przykrości,a ponadto otwarcie mówili o reinkarnacji,karmie,co przecież i w naszych czasach nie jest rzeczą oczywistą. Myślę,że może to być interesujące dla wielu czytelników Nautilusa.Załączam cztery zdjęcia do tekstu Pozdrawiam serdecznie, Beata [dane do wiad. FN]

Wielu z Was mieszkańców Warszawy oraz turystów było na ulicy Generała Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza, ale gdyby zapytać, gdzie owa ulica jest położona, niewielu znałoby prawidłową odpowiedź. Wielu było również na grobie generała, niektórzy bywają tam regularnie przynajmniej raz w roku, ale również niewielu wie, że odwiedza między innymi ten właśnie grób, ponieważ niewielu ludziom to nazwisko cokolwiek mówi.

 Również Wanda Dynowska jest nazwiskiem, które wzbudziło zaskoczenie, gdy goszcząc w Gdańsku w 2008 roku Dalaj Lama nagle powiedział: „Mało kto wie, ale gdy w latach pięćdziesiątych znalazłem się na uchodźstwie poznałem dwoje wspaniałych Polaków. Byli dużo starsi ode mnie.Ta kobieta Polka była wtedy dla mnie jak przybrana matka. To dzięki Niej zostałem wegetarianinem. Tą Polką była Wanda Dynowska.”

 Chciałabym przedstawić sylwetki dwojga ludzi, którzy mając odwagę podążać ścieżkami rozwoju duchowego, które krzyżowały się ze sobą nieraz przez całe ich życie, jednocześnie ciężko pracowali dla dobra innych ludzi, Polski i Indii.  Wanda Dynowska to osoba, którą los postawił na drodze życia takich liderów politycznych i duchowych dwudziestego wieku, jak Piłsudzki, Ghandi, Dalaj Lama, Wojtyła, dla których była inspiracją. Była szpiegowana przez wywiad brytyjski za działalność na rzecz wolnych Indii, natomiast w Polsce perelowska SB uważała ją za obcą agentkę.

 

Generał Michał Tokarzewski-Karaszewicz to legendarny obrońca Lwowa z 1918 roku, najmłodszy generał w wojsku Polskim awansowany na to stanowisko w 1924 roku przez Prezydenta RP Wojciechowskiego. Nominacja była dowodem dużego zaufania, jakim Marszałek Józef Piłsudzki darzył Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza. Stworzył on od podstaw Służbę Zwycięstwu Polski, przemianowaną na Związek Walki Zbrojnej, a następnie na Armię Krajową. Był zastępcą Generała Andersa w Armii Polskiej, a po wojnie pozostając w Wielkiej Brytanii, gdzie pracował jako robotnik, był jednocześnie od 1954 roku Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych i Ministrem Obrony Narodowej w Rządzie Rzeczpospolitej Polskiej na uchodźstwie.

 

Jednocześnie zarówno On jak i Wanda Dynowska byli jednymi z najwyżej postawionych polskich teozofów przed drugą wojnąświatową – gdzie jedną z podstawowych zasad zawartych w ideach teozoficznych jest teoria reinkarnacji, wyjaśniająca takie zgadki życia jak: nierówności umysłowe, moralne i społeczne itp. Oboje byli wolnomularzami, gen. Michał Tokarzewski-Karaszewicz uzyskał w 1937 najwyższy 33 stopień wtajemniczenia, a jednocześnie od 1926 był duchownym Liberalnego Kościoła Katolickiego. Wanda Dynowska miała ponadto zdolności przewidywania przyszłości, a generał umiał przekazywać myśli na odległość, leczył dotykiem, znany był z proroczych wizji i snów.

 Wanda Dynowska przyszła na świat w 1888 roku, w majątku ziemskim Istalsno w domu znanym w okolicy z patriotycznych tradycji. Matka Wandy Helena Dynowska miała zdolności jasnowidzące z których słynęła. Wanda już jako dorastająca dziewczyna uznała, że jedynym logicznym wyjaśnieniem zagadek życia jest reinkarnacja. Studiowała romanistykę na Uniwersytecie Jagielońskim, oraz przyrodoznastwo na Uniwersytecie w szwajcarskiej Lozannie i na paryskiej Sorbonie. Władała kilkoma językami.

 Michał Tokarzewski-Karaszewicz urodził się we Lwowie w 1892 roku, w 1913 rozpoczął studia na Wydziale Prawa i Umiejętności Politycznych we Lwowie, które następnie kontynuował na Wydziale Medycznym Uniwersytetu Jagielońskiego w Krakowie. Oboje działali w organizacjach niepodległościowych Józefa Piłsudskiego. Michał TK szybko piął się po szczeblach kariery wojskowej wstępując do Legionów Polskich. W 1915 Józef Piłsudski awansował go do stopnia majora,

w czasie kryzysu był internowany, później działał w strukturach Polskiej Organizacji Wojskowej. Od 1918 roku ponownie objął dowodzenie 5 Pułkiem Piechoty Legionów, zorganizował odsiecz dla walczącego Lwowa, która zaważyła na utrzymaniu miasta, dla którego pozostanie już na zawsze jego legendarnym obrońcą. W 1919 awansował do stopnia pułkownika, a w 1924, tak jak już pisałam, został najmłodszym generałem brygady w Wojsku Polskim.

 Zarówno Wanda Dynowska jak i Michał TK równolegle z działaniami niepodległościowymi podążali swoimi indywidualnymi ścieżkami rozwoju duchowego, które spotkały się w ruchu o nazwie Teozofia. Jest to światopogląd religijno-filozoficzny będący syntezą zachodnich tradycji ezoterycznych i wschodnich teorii dotyczących duchowości. Członkowie tego Towarzystwa poszukiwali wewnętrznej prawdy zawartej we wszystkich religiach. Podstawowym celem było uczenie się i pomaganie innym.

Za fakt oczywisty członkowie tego ruchu uważali reinkarnację i karmę – prawo przyczyny i skutku, gdzie człowiek realizuje w życiu zadania nałożone na niego jeszcze w poprzednich wcieleniach, a ludzkie czyny są przynajmiej po części zdeterminowane wolą kosmicznego prawa i po śmierci indywiduum przechodzi w celu ich kontynuowania do dalszych inkarnacji. Jedno z podstawowych przesłań brzmiało: „Nie ma religii wyższej niż prawda.” Uważano, że zdolności parapsychiczne człowieka można wyjaśnić naukowo i opanować dzięki systematycznym praktykom. Pracowano nad braterstwem ludzkości bez różnic religinych i narodowościowych oraz nad Dialogiem międzykulturowym, gdzie zagłębianie się w filozofię i religię Wschodu nie oznaczało rezygnacji z własnych przekonań, ani utraty własnych tożsamości. Wręcz przeciwnie uważano, że odmienność poglądów i wyznania są wartością, a nie powodem do wykluczenia.

 W 1923 Wanda Dynowska została sekretarzem generalnym Towarzystwa, a Michał TK był jednym z najwyżej postawionych Teozofów, który miał prawo do noszenia srebrnej swastyki. Takie prawo uzyskały tylko trzy osoby. W 1924 roku powzięli zamiar utworzenia w kraju wolnomularstwa mieszanego, który skupiał na świecie czołowe osobistości ze środowisk teozoficznych.

Dynowska uważała Józefa Piłsudskiego za wcielenie Ducha Polskiego Narodu, miała stały dostęp do Marszałka zarówno w Belwederze jak i w Sulejówku,gdzie informowała Go o wszystkich poczynaniach ruchu, czym Marszałek się żywo interesował-nazywana była teozofką Piłsudskiego. O życiu duchowym Marszałka mówiła:

Mam wrażenie, że ze swoją istotną, a głęboką, ale nie ordotoksyjną wiarą skrywał się”.

Do spotkań Józefa Piłsudskiego z Wandą Dynowską, oraz Michałem Tokarzewskim- Karaszewiczem dochodziło bardzo często - odbywali spotkania w zamkniętym gronie, a sam Marszałek nalegal na stworzenie samodzielnej polskiej organzacji teozoficznej. Po uzyskaniu zgody Komendanta, utworzono również wolnomularstwo mieszane Le Droit Human, które w wielkim skrócie tym różniło się od zwykłego, że mogły do niego należeć kobiety i wpisywało się w ówczesnym czasie w walkę o równouprawnienie płci. Józef Piłsudski o rozwoju prac był informowany na bieżąco. Sam nigdy do masonerii nie należał (w przeciwieństwie do swojego brata mecenasa Jana Piłsudskiego, który działał w Loży Wileńskiej wraz z Michałem Tokarzewskim-Karaszewiczem, który ponadto był również członkiem takich lóż jak „Świety Graal”,czy też „Święty Michał Archanioł), ale uważał, że przynależność Polski do światowej masonerii może dać poparcie w rokowaniach pokojowych. Polecił, aby do lóż wstępowali wojskowi mówiąc: „Będę rad, jeśli moralny i idealistyczny wpływ dosięgnie oficerów, których poziom nie zawsze odpowiada moim życzeniom”. Do lóż wstępowało wielu cywilnych i wojskowych piłsudczyków, niektórzy z najwyższych szczebli elit. W 1926 Piłsudski jednakże nakazał „uśpić” loże.

 

Spotykało się to oczywiście z wieloma atakami ze strony zarówno Kościoła jak i endecji, ale dla obrony przytoczę tutaj słowa prof. Stanisława Swaniewicza (jednego z ocalałych z Katynia), który napisał w paryskiej Kulturze: „...stanowisko naszych przyjaciół, o których wiedzieliśmy, że należeli do masonerii, było o wiele bardziej zgodne z zasadami etyki chrześcijańskiej, niż stanowisko większości przedstawicieli kleru zarówno polskiego jaki i litewskiego...”

 Środowisko Dynowskiej i Tokarzewskiego-Karaszewicza caly czas pracowało nad samodoskonaleniem duchowym, oraz działało na rzecz społeczeństwa.


Lato spędzali na łonie natury nad Bugiem w Mężeninie. Pieniądze na ten ośrodek przekazano Towarzystwu z inspiracji samego Marszałka. Duszą wszelkich poczynań byli zawsze Dynowska i Tokarzewski-Karaszewicz. Odbywały się tam dyskusje na tematy rozwoju duchowego, reinkarnacji, ale także na tematy społeczno-polityczne. Przez kilka lat przewinęło się przez ośrodek kilkaset osób. Stałym gościem był między innymi dr Janusz Korczak, który podzielał pogląd,że nasze istnienie wpisane jest w uniwersalny plan Wszechświata, a my przechodzimy z jednego bytu w drugi w celu osiągnięcia oświecenia. Kodeks etyczny reprezentowany zarówno przez teozofów jak i masonów był mu bliski, dlatego wstąpił do jednej z lóż w 1926 roku. Skupienie pod jednym sztandarem ludzi wszystkich ras, religii i narodowości, którzy podejmują wysiłek wewnętrznego duchowego rozwoju, aby działać dla dobra innych, było zrodzone jakby z jego marzeń, a które sam realizował do samego końca swoich dni. Jeszcze dwa dni przed wyjazdem do Treblinki wraz ze swoimi dziećmi w 1942 roku w „Pamiętniku” zanotował: Nikomu nie życzę źle. Nie umiem. Nie wiem, jak to się robi.”

Wracając do Mężenina, to wraz z Tokarzewskim prowadził tam długie dysputy, wspólnie medytowali.Odbywały się tam także letnie kolonie dla jego podopiecznych - dzieci żydowskich z najuboższych rodzin.Wszyscy pracowali nad samodoskonaleniem się, rozwojem duchowym - byli między innymi wegetarianami. Zalecano także wstrzemięźliwość od używek, alkoholu i stosunków pozamałżeńskich (tutaj trzeba uczciwie napisać, że z ostatnią wymienioną kwestią Michał TK miał problem ze względu na swój niebywały urok osobisty, urodę i charyzmę, które przysparzały mu niezwykłego wręcz powodzenia u płci przeciwnej, a z którego nierzadko korzystał.)

 Jednocześnie tak jak wspomniałam na początku, od 1926 Michał Tokarzewski-Karaszewicz był duchownym Kościoła Liberalnego-Katolickiego (co nie kolidowało z posiadaniem żony i rodziny, bo takową generał posiadał). Czasami odprawial msze w siedzibie teozofów na Mokotowskiej 12 przy placu Zbawiciela.

 W 1935 r. po śmierci Józefa Piłsudskiego Wanda Dynowska pojechała odwiedzić Indie, gdzie zajęła się religią i kulturą tego kraju. Maharishi największy ówczesny mistrz religijny został Jej osobistym nauczycielem duchowym. Przetłumaczyła „Bhagawadgitę”, którą Michał Tokarzewski-Karaszewicz nauczył się prawie całą na pamięć, oraz poznała Mahatmę Gandhiego - lidera walki Hindusów o wyrwanie spod brytyjskiego panowania. Stało się to początkiem Jej współpracy z Ghandim według idei walki bez przemocy w praktyce. Pomagała organizować kolejne zjazdy Indyjskiego Kongresu Narodowego, narażając się tym samym na inwigilowanie przez brytyjski wywiad. Gandhi tytułował Ją w listach słowem „Śri”, które oznacza świętą lub szczególnie szanowaną osobę. Cały czas jednak towarzyszyło Jej silne przeczucie troski o Polskę, dlatego gdy wybuchła wojna w 1939 próbowała wrócić do kraju. Tak wypowiedział się na ten temat Gandhi:

Wierzy ona głęboko w Ahimsę (nieużywanie przemocy) i właśnie to przyczyniło się do jej postanowienia i do jej czynu. Cała jej dusza powstała w najgłębszym proteście i bólu przeciwko zbrodni i krzywdzie jej kraju. Pojechała więc do Polski, która według jej gorącego odczuwania walczy i walczyć będzie do upadłego nie tylko o zachowanie swojej wolności alei za wszystkie pozbawione jej narody”. Nie udało się Jej się do kraju przedostać, zatem wróciła do Indii i tam działając na rzecz polskiej sprawy rozpoczęła pracę w konsulacie w dziale propagandy.

 Gen.Michał Tokarzewski-Karaszewicz tak jak wspomniałam wcześniej mając wszelkie uprawnienia rozpoczął prace nad stworzeniem Polskiego Państwa Podziemnego powołując do życia Służbę Zwycięstwu Polski stając się pierwszym dowódcą polskiej konspiracji antyhitlerowskiej-został Dowódcą Głównym o pseudonimach „Doktor” i „Torwid”. Jego zastępcą został Stefan Rowecki „Grot” póżniejszy komendant główny AK. Pisząc w wielkim skrócie Służba Zwycięstwu Polski została przemianowana na Związek Walki Zbrojnej, a następnie na Armię Krajową. W szeregach SZP działało wielu teozofów.

Z rozkazu gen. Sikorskiego został przeniesiony do Lwowa i wkrótce aresztowany. Miał fałszywe personalia, więc nie został od razu rozpoznany. Jako Tadeusz Mirowy trafił do więzienia w Dniepropietrowsku, gdzie pracował zgodnie ze swoim wykształceniem jako lekarz - cieszył się tam szacunkiem współwięźniów i kadry obozowej. Przypadkowo rozpoznany w obozie został natychmiast przewieziony do Moskwy i osadzony na Łubiance. NKWD próbowało nakłonić Go do współpracy - zdecydowanie odmówił.W trakcie pobytu w więzienu często medytował i nawiązywał kontakt telepatyczny z wtajemniczonymi teozofami. W sierpniu 1941 został zwolniony i zaangażował się w tworzenie Polskich Sił Zbrojnych na uchodźstwie, został zastępcą Gen.Władysława Andersa który tak o nim powiedział: „...Nie będę wyszczególniał zasług ani uwypuklał kim był gen. dyw. Tokarzewski-Karaszewicz dla 6 dywizji. Znają go tam wszyscy żołnierze, od pułkownika po szeregowca, nie tylko jako swego Dowódcę, którym się dotąd szczycili, lecz również jako najlepszego opiekuna i przyjaciela zawsze czułego na ich dolę i niedolę, zawsze śpieszącego im z pomocą i radą...”

 

Los ponownie zetknął Wandę Dynowską i Gen.Michała Tokarzewskigo-Karaszewicza w Indiach, gdzie zarówno Wanda jak i Michał zajmowali się „andersowcami”. Powstały tam obozy i miejsca zakwaterowania dla tysięcy Polaków w tym dzieci - w opiekę nad którymi oboje szczególnie się zaangażowali, poświęcając temu zadaniu kilka lat. Dynowska chcąc połączyć oba nasze narody organizowała odczyty, powstał też zespół pieśni i tańca. Została opublikowana monografia Marszałka Piłsudskiego. Jednakże najważniejszym Jej dziełem było utworzenie w 1944 roku Biblioteki Polsko-Indyjskiej, gdzie wydano około 100 tłumaczeń. Odwiedziła Polskę dwukrotnie w 1960 i 1969 roku. Podczas tych wizyt spotykała się z Karolem Wojtyłą (biskupem, póżniej Kardynałem), któremu przepowiedziała, że zostanie Papieżem - mówiąc w listopadzie 1969 roku: „Kardynał Wojtyła będzie pierwszym słowiańskim papieżem”. Ksiądz Adam Boniecki przeprowadził obszerny z Nią wywiad. Opisał Ją takimi slowami: „była osobą niezwykłą, głęboką i międzykulturową. Urocza, ciepła, kontaktowa, mądra, poważna-wszystko, tylko nie nawiedzona, czy afektowana”. Miała tutaj wiele odczytów, spotkań, na które przychodziły tłumy ludzi. Była pod czujnym okiem tajnych służb PRL - rozpracowywał Ją drugi Departament MSW.

W ramach zaślubin wlała do Morskiego Oka wodę z Gangesu, a także przekonała świętych mędrców indyjskich do rozpoznania słynnego czakramu na Wawelu, gdzie odbyła medytację. Będąc przy tym temacie na moment cofnę się do roku 1925, kiedy to na otwarcie w Polsce pierwszego koła obrządku mieszanego przyjechał wraz z żoną wybitny działacz teozoficzny dr George Sydney Arundale, który był bojownikiem o wolność Indii i z tego powodu spędził klika lat w brytyjskim więzieniu. Najpierw odbył spotkanie z Józefem Piłsudskim, a następnie pod opieką Wandy Dynowskiej i Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza udali się do Krakowa. Po drodze zatrzymali się w Częstochowie, gdzie dr Arundale był pod wrażeniem obrazu Madonny.W Krakowie, kiedy jeszcze gród krakowski nie istniał ustanowione zostało duchowe Centrum Mocy - silnie namagnetyzowany Ośrodek jest znakiem błogosławieństwa nie tylko dla Polski, ale dla całej Europy środkowej i wschodniej. Dr Arundale odczuł bardzo silne oddziaływanie tej mocy, energii (które jak wiadomo znajduje się w kaplicy św. Gereona, pomiędzy Katedrą a Zamkiem). Z Krakowa Aruandale'owie wraz z Dynowską i Tokarzewskim udali się w Tatry, gdzie spędzili kilka godzin nad Morskim Okiem. Dr Arundale poczuł, iż jeden ze szczególnie pięknych i majestatycznych szczytów jest w specjalny sposób związany z Polską i jest istotą niebiańską przebywającą w jednej z trzech sfer ponad sferą fizyczną.

 Wracając do lat sześćdziesiątych - w Indiach Wanda równolegle zaangażowała się w pomoc Tybetańczykom. Wpłynęła na decyzję premiera Nehru, swojego starego znajomego z czasów walk o niepodległość Indii - o przyjęciu tybetańskich uchodźców. Udała się do położonej w północnych Indiach Dharmasali, gdzie znajdowała się tymczasowa stolica Tybetańczyków z siedzibą emigracyjnego rządu Dalajlamy. Pomagała tam organizować szkoły i wioski dziecięce. Tam właśnie miała bliski kontakt z Dalajlamą, który nazywał Ją przybraną matką. Cały czas pracowała nad samorozwojem duchowym, pozostawała w dobrych kontaktach z teozofami, choć nie uczestniczyla już aktywnie w ich pracach pochłonięta cały czas licznymi, nowymi wyzwaniami, przeszła natomiast na buddyzm lamaistyczny.

 Należy tutaj wspomnieć o osobie Juddu Krishnamurtim znanego filozofa, również wywodzącego się z ruchu teozoficznego, który zrezygnował z roli guru i mistrza, a który do końca życia w 1986 roku głosił potrzebę samodzielnego rozwoju duchowego - znał on dobrze zarówno Wandę jak i Michała, którzy byli pod ogromnym wrażeniem Jego osoby - były pomiędzy nimi głębokie związki duchowe trwające od 1920 roku kiedy się poznali.Wanda Dynowska przetłumaczyła wiele jego prac.

 Tokarzewski-Karaszewicz pozostał natomiast po wojnie na emigacji w Wielkiej Brytanii, gdzie jak wspomniałam na samym początku pracował jako robotnik, a od 1954 był Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych i ministrem Obrony Narodowej w rządzie Rzeczpospolitej na uchodźstwie. Również i On cały czas pracował nad rozwojem duchowym. Już pod koniec lat dwudziestych został wprowadzony w tajniki starożytnych misteriów egipskich, oraz przyjęto go do ekskluzywnego i otoczonego nawet wśród teozofów aurą sekretności bractwa The Egyptian Rite of the Ancient Mysteries i to właśnie w Londynie w latach 50 powołano go do jego ścisłego 9 osobowego ciała kierowniczego. Najogólniej mówiąc celem zakonu było sprowadzanie boskiej energii mającej zapewnić szczęście światu. Przekonany był o istnieniu kosmicznych fluidów, leczył dotykiem, tworzył kręgi ochronne nad osobami, umiał przekazywać myśli na odległość, a także miał prorocze sny i wizje. Opisał te przypadki w swoich pamiętnikach Gen. Leon Berbecki: „Sława jego proroczych wizji i snów doszła aż do Indii, skąd zaczęli napływać współwyznawcy z wyrazami czci i hołdu dla wielkiego - jak go nazywali-Brata...

Pod wpływem jednej z jego wizji wybitny rzeżbiarz i malarz Zbigniew Pronaszka stworzył jak oceniają znawcy, swoją najznakomitszą rzeżbę - makietę wileńskiego monumentu Adama Mickiewicza odsłoniętej w 1924 roku. Pisał również rozprawy na tematy mistyczne.

Do końca życia Michał Tokarzewski- Karaszewicz pozostawał w kontakcie listownym z Wandą Dynowską. Zmarł nagle w Casablance 22 maja 1964. Jego wolą testamentową było spalenie zwłok, przesłanie ich do Polski, a następnie wsypanie części do Bugu nad Mężeninem, a część prochów gdy ukochany Lwów będzie wolny zakopanie na cmentarzu Obronców Lwowa. Tak się jednak nie stało i obecnie jego szczątki od 1992 roku spoczywają na cmentarzu Powązkowskim (Powązki Wojskowe) w Warszawie w grobie czterech twórców Państwa Podziemnego, obok pomnika Gloria Victis. Ulica zaś, o której wspomniałam nosząca imię Gen.Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza znajduje się w samym sercu stolicy - odchodzi od Krakowskiego Przedmieścia w kierunku Placu Józefa Piłsudskiego - zwieńczona jest jego pomnikiem. Jako pierwszy z pięciu dowódców Armi Krajowej uhonorowany został pośmiertnie Orderem Orła Białego.

 W 1970 roku stan zdrowia Wandy Dynowskiej pogorszył się i zaczęła stopniowo żegnać się ze wszystkimi. Odwiedzali ją zarówno tybetańscy Lamowie, mnisi, ale również księża i zakonnice. Pogrążyła się w medytacji - swoje cierpienie wewnętrzne połączyła z tragedią Tybetu. Zmarła 20 marca 1971 po mszy, medytując w klasycznej pozycji jogi. Zgodnie z jej ostatnią wolą Tybetańczycy zabrali jej ciało i skremowali, oraz zbudowali ku jej pamięci stupę.Jej życie i praca były pięknym mostem między Zachodem i Wschodem, mostem, po którym nie szły czołgi, ale zwyczajna ludzka miłość i dobroć”- tak jej życie podsumował ks.Batogowski.

Od autorki: Opisałam w wielkim skrócie życie dwojga wspaniałych ludzi, którzy cały czas ciężko pracowali zarówno nad własnym rozwojem duchowym jak i - a może przede wszystkim dla dobra innych wcielając w życie idee, którymi się kierowali, mając świadomość, że śmierć jest tylko etapem w podróży, gdzie nieustannie wcielamy się w celu uczenia się i pomagania innym.



zwiń tekst



STRONA
1 42 43 44 45 46 47 48 50 75
Strona 45 / 75

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

12 kroków - nowy, ważny wpis w naszej SZALUPIE RATUNKOWEJ... polecamy! [...] /ikonka naszego działu SZALUPA RATYNKOWA na dole strony głównej serwisu FN po lewej  / .... ....

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wt, 29 wrz 2020 04:10 | Obserwacja miała miejsce w Będzinie (woj. śląskie) a zjawisko zaczęło się w poniedziałek 21.09. ok. 21:00 i trwało przynajmniej ok. godziny. Wg znajomej zauważyła 'gwiazdę' większą i świecącą wyraznie mocniej od innych. Na powiększeniu zauważyła, że zmieniała ona kształt. Przesyłam filmiki i zdjęcia.

Dziennik Pokładowy

Sobota, 26 września 2020 | Moje przypadkowe spotkanie przed wieżowcem firmy (w której pracuję) z Krzysztofem Jackowskim było tak zdumiewające, że można je śmiało uznać za potwierdzenie tezy, którą od kilku lat jasnowidz głosi publicznie. Zgodnie z nią świat jest rodzajem gry komputerowej, którą ktoś stworzył i czasami delikatnie potrafi przestawiać figury na szachownicy tworząc coś, co ludzie uznają za nieprawdopodobny zbieg...

czytaj dalej

FILM FN

UFO JAKO 'KSIĘŻYC ZE ZNAKIEM PLUS'?- niezwykła manifestacja na nocnym niebie w 1951 roku

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.