Dziś jest:
Poniedziałek, 25 czerwca 2018

Wielkim celem życia jest doznanie - aby czuć, że się istnieje, choćby nawet cierpiąc. To jest ta nienasycona próżnia wciągająca nas w grę, walkę, wędrówkę...
/George Byron/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - schowaj formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Dziwny 'dzień awarii'
Wczoraj, 06:32 komentarze: brak czytany: 982x

[...] Dzień dobry. Chciałabym opisać ciekawostkę która wydarzyła się dzisiaj. Na pewno nie jest to top zjawisk niewyjaśnionych Ale sprawa jest dla mnie dziwna. Otóż cały dzień spędziłam w domu. Ok godz 15 zaczęłam przygotowywać obiad. Włączyłam parę urządzeń w kuchni.W pewnym momencie wyskoczyły korki. pomyślałam że to normalne przeładowanie i tyle. Włączyłam ten wywalony korek Ale piekarnik już nie.......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry. Chciałabym opisać ciekawostkę która wydarzyła się dzisiaj. Na pewno nie jest to top zjawisk niewyjaśnionych Ale sprawa jest dla mnie dziwna. Otóż cały dzień spędziłam w domu. Ok godz 15 zaczęłam przygotowywać obiad. Włączyłam parę urządzeń w kuchni.

W pewnym momencie wyskoczyły korki. pomyślałam że to normalne przeładowanie i tyle. Włączyłam ten wywalony korek Ale piekarnik już nie chciał działać. zadzwoniłam do męża z prośbą o pomoc. Jak opisałam mu zdarzenie stwierdził zaskoczony że mamy jakiś dziwny dzień awarii. Co się okazało? Rano do niego dzwoniła moja mama żeby do niej podjechał bo zepsuł jej się samochód. Razem z serwisem stwierdzili zepsuty akumulator.

Oczywiście do wymiany. Nic ciekawego bo był już Stary. Co dziwne mój brat później w tym samym dniu odkrył że w jego samochodzie rozładował się akumulator. Moja mama poradziła żeby sobie podładował w jej garażu. okazało się że w garażu nie ma prądu. korek wyskoczył. do wymiany. Nie miałam dzisiaj z rodziną żadnego kontaktu. o wszystkim powiedział mi mąż. W naszym życiu nic ciekawego się nie dzieje. Data nie ma dla nas żadnego znaczenia. Jeśli to zbieg okoliczności to nawet lepiej. Pozdrawiam.

[dane do wiad. FN]

/opis dotarł na pokład okrętu Nautilus 23 czerwca 2018/



Przy okazji tego wpisu do XXI PIĘTRA warto przypomnieć zagadkową historię związaną z pożarami w sycylijskiej wiosce Canneto di Caronia. 

Od stycznia do kwietnia 2004 r. w sycylijskim Canneto di Caronia do spontanicznych pożarów doszło w aż 20 domach. W płomieniach stawały lodówki, kuchenki, telewizory, pralki a nawet telefony komórkowe. Część sprzętu ulegała zapłonowi nawet po odłączeniu od zasilania. Mimo śledztwa przeprowadzonego przez władze, które sugerowały, że pożary wynikały z naturalnych zaburzeń elektromagnetycznych, sprawa wciąż uznawana jest za nie do końca wyjaśnioną. Brukowa prasa cytowała nawet słowa szefa watykańskich egzorcystów, o. Gabriela Amortha, który twierdził, że w wiosce zalągł się „demon”.

Poniżej materiał z naszego ARCHIWUM WIDEO FN.



zwiń tekst



Kolejna obserwacja pioruna kulistego
Pt, 22 cze 2018 07:23 komentarze: brak czytany: 750x

[...] Nawiązując do artykułu o piorunach kulistych, przypomniała mi się pewna sytuacja podejrzewam z 2013 roku. Bardzo lubię wychodzić na zewnątrz podczas burzy i patrzeć w niebo a nawet nagrywać przebieg całej burzy. Któregoś popołudnia przechodziła dosyć spora komórka burzowa nad Tomaszowem Mazowieckim, oczywiście wyszedłem jak zwykle na zewnątrz jednak tym razem bez aparatu i dostrzegłem białą .......

czytaj dalej

[...] Nawiązując do artykułu o piorunach kulistych, przypomniała mi się pewna sytuacja podejrzewam z 2013 roku. Bardzo lubię wychodzić na zewnątrz podczas burzy i patrzeć w niebo a nawet nagrywać przebieg całej burzy. Któregoś popołudnia przechodziła dosyć spora komórka burzowa nad Tomaszowem Mazowieckim, oczywiście wyszedłem jak zwykle na zewnątrz jednak tym razem bez aparatu i dostrzegłem białą kule, promieniującą dosyć mocnym blaskiem.

Jej pojawienie się było  poprzedzone  błyskiem jednak bez grzmotu. Na moje oko kula ta miała jakieś 20 - 30 cm i  oddalona była od 1 km do  1,5 km od miejsca obserwacji. Nie wiem ile przeleciała lotem poziomym, ale widoczna była przez jakieś 40 sekund.

 Pozdrawiam.

[...]

//email dotarł na pocztę FN 21 czerwca 2018

 

I przesyłam Państwu link do filmu nagranego podczas burzy jako ciekawostkę. Przepraszam za słownictwo.

uderzenie w transformator.

 



zwiń tekst



Pojawienie się czarnego psa zapowiedziało tragiczną śmierć
Śr, 20 cze 2018 07:37 komentarze: 4 czytany: 1340x

Chcialabym sie podzielic pewnym swiezym wydarzeniem.Jakies 3 tygodnie temu moja mama nocowala ze swoim partnerem w hotelu, pieski zostawili w samochodzie. W nocy obudzilo ja znajome szczekniecie jakby jednego z naszych pieskow. Otworzyla oczy i zobaczyla zarys psa z czerwonymi oczami ktory zaraz zniknal.Jakos dwa tygodnie pozniej tez mialy miejsce dziwne wydarzenia. Sprzatala wieczorem w kuchni wszystkie.......

czytaj dalej

Chcialabym sie podzielic pewnym swiezym wydarzeniem.Jakies 3 tygodnie temu moja mama nocowala ze swoim partnerem w hotelu, pieski zostawili w samochodzie. W nocy obudzilo ja znajome szczekniecie jakby jednego z naszych pieskow. Otworzyla oczy i zobaczyla zarys psa z czerwonymi oczami ktory zaraz zniknal.

Jakos dwa tygodnie pozniej tez mialy miejsce dziwne wydarzenia. Sprzatala wieczorem w kuchni wszystkie okna byly pozamykane a drzwi w przedpokoju same sie odchylily i same zamknely. Potem mama czytala ksiazke i kartki zaczely same dziwnie falowac. Pare dni pozniej partner mojej mamy mial smiertelny wypadek. Zginal jadac samochodem. Na moja uwage szczegolnie zwrocil ten pies juz czytalam podobne historie i pies byl powiazany ze smiercia jakiejs osoby. Dziekuje,
 
Pozdrawiam,
[dane do wiad. FN]



I jeszcze jedna historia z tych "nadesłanych do FN".


[...] Mieliśmy w domu 3 psy-mieszańce wilka. Kiedy chciały to były w domu, kiedy chciały to biegały po działce. W 1995 r. zachorował  2,5 letni Beri. Lecznie go przez 2 m-ce nic nie dało bo była to nosówka skórna, ciało gniło i odpadało kawałami. Wreszcie gdy nie pił, nie jadł i oślepł trzeba go było uspić.

Rozpacz w rodzinie trwała kilka tygodni. Płakali wszyscy. Drugiego dnia po śmierci Beruśki, 2 psy spały na posłaniu. Mama zmywała w kuchni i w pewnym momencie usłyszała jak ktoś/coś uderza w klamkę od drzwi zewnętrznych zupełnie tak, jak to robił któryś pies, gdy chciał by go wpuścić do domu.

W tej samej sekundzie 2 psy zerwały się z posłania podbiegły razem do drzwi i zaczęły chrobotać/uderzać w klamkę tak, jak to robiły, gdy chciały by je wypuścić na dwór.Mama podbiegła do drzwi, otworzyła z klucza i wypuściła psy na podest-schody. Psy wybiegły i zaczęły się nerwowo rozglądać i widać było po nich, że są zdziwione, że nie ma Beruśki.

Następnego dnia, moja mama poszła do piwnicy w której był węgiel i koks. Wcześniej, lubił z nią tam chodzić Beri, i tylko on. Mama nie lubiła tego, bo brudził łapy wchodząc na opał i zawsze starała się go odpędzić od drzwi ale on był sprytniejszy od niej i zawsze upilnował ją jak wchodziła do piwnicy i wcisął się. Tego dnia mama weszła do piwnicy i zanim zaświeciła światło zauważyła 4 płomyki (wielkości palących się zapałek) jak wbiegały na węgiel, podbiegły do okna i zgasły. Te płomyki biegły tak, jak biegłyby 4 łapy.
[dane do wiadomości FN]

 



zwiń tekst



Dzieci w płacz, że w ich pokoju stał 'jakiś pan z siwymi włosami'
Wt, 19 cze 2018 10:53 komentarze: 1 czytany: 1228x

[...] Mój dziadek zmarł w 2012 roku, przed śmiercią chorował na alzhaimera, ja będąc wtedy w szkole średniej miałem sporo wolnego czasu wiec opiekowałem się dziadkiem. Życie babci nie należało do do łatwych w tym okresie czasu, dziadek dokuczał babci nie poznawał, wyzywał oraz często dzwonił na policje i zgłaszał włamanie a babcie traktował jak złodzieja. Koło 12-13 lat wcześniej dziadek z babcia .......

czytaj dalej

[...] Mój dziadek zmarł w 2012 roku, przed śmiercią chorował na alzhaimera, ja będąc wtedy w szkole średniej miałem sporo wolnego czasu wiec opiekowałem się dziadkiem. Życie babci nie należało do do łatwych w tym okresie czasu, dziadek dokuczał babci nie poznawał, wyzywał oraz często dzwonił na policje i zgłaszał włamanie a babcie traktował jak złodzieja. Koło 12-13 lat wcześniej dziadek z babcia przeprowadzili się do bloku obok na 1 piętro, wcześniej mieszkali na 4 co powodowało spore problemy z racji ich wieku, podczas choroby dziadka jednym z typowych objawów była dobra pamięć 20 lat wstecz a przy tym nie pamiętał ze jestem jego wnukiem a babcia jego żona, ale zmierzając do sedna sprawy.

Dziadek ZAWSZE uciekając mi na spacerze lub gubiąc się gdzieś przychodził pod drzwi mieszkania w którym
Mieszkal w przeszłości czyli do mieszkania na 4 pietrze. Nadszedł dzień śmierci dziadka, zatrzymanie akcji serca, próba resustytacji krążeniowo oddechowej lecz niestety nadszedł jego czas. Po 3 dniach pogrzeb i tu się cała akcja zaczyna, jako że mieszkam w małym miasteczku to dzień po pogrzebie zaczepiła moją babcie pani która kupiła od nich mieszkanie, mówiąc ze słyszała o śmierci męża i składa kondolencje, ale tez chciałaby się podzielić tym co przeżyły jej dzieci, opisała, ze w nocy po pogrzebie dziadka, jej dzieci które maja pokój zaraz po lewej stronie przy wejściu do mieszkania obudziły się w nocy z płaczem, że jakiś „dziadek” stoi w drzwiach i nie na nie patrzy, opisały ze był to starszy pan z siwymi włosami.

(Dalej mocno przeżywam tą opowieść) jak nie trudno zgadnąć dzieci nie miały pojęcia o śmierci i pogrzebie dziadka ani o tym, że pokój w którym mieszkają był od zawsze pokojem dziadka. Od tamtej pory wierze w duchy zmarłych osób oraz w to, ze wszystko ma drugie dno. Pozdrawiam [...]




zwiń tekst



UFO i dziwny rozbłysk światła
Pon, 18 cze 2018 08:00 komentarze: brak czytany: 1135x

W ramach naszego cyklu XXI PIĘTRO - Twoja Historia prezentujemy ciekawy opis wydarzenia z UFO sprzed 10 lat. Nasz czytelnik opisał nam całe wydarzenie i przesłał poprzez facebook. Jego opis z mapką prezentujemy poniżej....i jeszcze mapa, gdzie doszło do tego wydarzenia.....

czytaj dalej

W ramach naszego cyklu XXI PIĘTRO - Twoja Historia prezentujemy ciekawy opis wydarzenia z UFO sprzed 10 lat. Nasz czytelnik opisał nam całe wydarzenie i przesłał poprzez facebook. Jego opis z mapką prezentujemy poniżej.


...i jeszcze mapa, gdzie doszło do tego wydarzenia.




zwiń tekst



To był duch mojego dziadka - potem znikł!
Nie, 17 cze 2018 08:23 komentarze: brak czytany: 1357x

[...] Moze Panstwa zainteresuje moje doswiadczenie. To bylo ok. 20 lat temu, gdy bylem jeszcze uczniem szkoly podstawowej.Zdarzenie mialo miejsce 1-3 miesiecy po smierci mojego dziadka. Wdrodze do szkoly, zobaczylem mezczyzne idacego tym samym chodnikiem, w moim kierunku, ale nie na wprost. Gdy byl juz bardzo blisko, rozpoznalem w nim mojego dziadka! Byl ubrany w charakterystyczny dla niego ciemno.......

czytaj dalej

[...] Moze Panstwa zainteresuje moje doswiadczenie. To bylo ok. 20 lat temu, gdy bylem jeszcze uczniem szkoly podstawowej.

Zdarzenie mialo miejsce 1-3 miesiecy po smierci mojego dziadka. Wdrodze do szkoly, zobaczylem mezczyzne idacego tym samym chodnikiem, w moim kierunku, ale nie na wprost. Gdy byl juz bardzo blisko, rozpoznalem w nim mojego dziadka! Byl ubrany w charakterystyczny dla niego ciemno-zielony garnitur, na glowie mial kapelusz. Glowe mial skierowana wprost, ale oczy mial zwrocone na mnie. Bylem sparalizowany, pewnie strachem i zdziwieniem, wiec nie reagowalem zupelnie, kontynuowalem swoj krok. Jeszcze przez chwile po tym gdy sie minelismy nie mialem odwagi obejrzec sie do tylu, ale w koncu to zrobilem - nie bylo tam nikogo... Z tego co pamietam dookola nie bylo inni przechodni.

Dziadek ogromnie mnie kochal. Nota bene, zreszta mial bardzo bogaty zyciorys. Podobno uciekl z Katynia, zostal zeslany na Syberie, 3 razy udalo mu sie uniknac wyroku smierci. Do Polski wrocil w polowie lat 50tych. Byl bardzo dobrym czlowiekiem - gdy uwieziony w celi przymieral glodem, dzielil sie swoimi sladowymi porcjami chleba ze szczurami, ktore go odwiedzaly w celi. Chroniac rodzine nie chcial z nikim dzielic sie swoimi doswiadczeniami.

Mam w zanadrzu jeszcze jedna, potencjalna historie, dotyczaca kolezanki mojej zony. Miyako, ktora jest Japonka, opowiadala mojej zonie, ze kiedys poddala sie regresji hipnotycznej. Wierze w reinkarnacje, ale zwatpilem w prawdziwosc jej historii gdy uslyszalem ze byla kiedys ksiezniczka lub wysoko postawiona osoba na jakims dworze. To co mnie zastanowilo to fakt, ze w bodajze ostatnim wcieleniu byla Japonskim lekarzem przeprowadzajacym eksperymenty medyczne na chinskich wiezniach w trakcie drugiej wojny swiatowej.

Ciekawe, ze akurat 2-3 tygodnie wczeniej czytalem artykul o zamiarze przebadania masowego grobu w poblizu slynnego Tokijskiego szpitala, w ktorym pospiesznie pochowano ofary nieludzkich eksperymentow gdy losy Japonczykow byly juz przesadzone. Miyako uczeszcza na kurs uzdrawiania (w pewnej miedzynarodowej szkole zalozonej przez byla pracowniczke NASA - nie pamietam w tej chwili nazwiska) a to, ze sie temu oddala, rowniez to, ze pracuje jako pielegniarka, zinterpretowala jako nieswiadome "zadoscuczynienie" tego czym zajmowala sie w poprzednim wcieleniu.

Pdalszych sukcesow w badaniu zjawisk niezwyklych!

Pozdrawiam,
[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Pies zawsze o 14.00 zaczynał się... 'potwornie bać'!
Sob, 16 cze 2018 05:44 komentarze: 1 czytany: 1697x

[...] Witam serdecznie. Od wielu lat czytam strony Fundacji. Interesuję się tą tematyką mając cichą nadzieję zobaczyć, być świadkiem czy, przeżyć jakieś doświadczenie które pozwoli mi w stu procentach uwierzyć. Na dzień dzisiejszy w pamięci mam tylko jedną historię, kiedy będąc dzieckiem w połowie lat 80-tych obserwowałem dziwne zachowanie mojego psa. Otóż był taki tydzień, ( może dwa, nie pamiętam.......

czytaj dalej

[...] Witam serdecznie. Od wielu lat czytam strony Fundacji. Interesuję się tą tematyką mając cichą nadzieję zobaczyć, być świadkiem czy, przeżyć jakieś doświadczenie które pozwoli mi w stu procentach uwierzyć.
Na dzień dzisiejszy w pamięci mam tylko jedną historię, kiedy będąc dzieckiem w połowie lat 80-tych obserwowałem dziwne zachowanie mojego psa.

Otóż był taki tydzień, ( może dwa, nie pamiętam już ) gdy mój pies dokładnie o godzinie 14:00 budził się, albo przestawał się bawić i z podkulonym ogonem niemal czołgał się do drzwi wyjściowych z mieszkania, a tam przez pięć minut trząsł się ze strachu jak osika. Nie pomagało żadne głaskanie, kiełbaska, czy próba zabawy. Równiutko o 14-tej pies zmieniał się w jednej chwili. Ja w domu niczego nie zauważyłem, ale pamiętam, jak koledzy na podwórku mówili, że psy wyczuwają duchy i pewno u mnie straszy.

Nie bałem się jednak, nic się nie działo, pies nie patrzył w jakąś konkretną stronę, po prostu natychmiast pełzł pod drzwi. Nie było żadnych dźwięków, huku, czy burzy. Po dokładnie pięciu minutach pies wracał do pokoju, kładł się na swoje miejsce i zasypiał jak gdyby nigdy nic. Jednego dnia zabrałem go na spacer w tym czasie. Gdy tylko wyszedł z bloku ogon do góry i nie było śladu po strachu.

Po kilku, czy kilkunastu dniach psi strach zniknął i już nigdy się nie powtórzył. Pamiętam to dobrze. Dotykałem, go czy nic go nie boli, albo czy nie jest chory. Ale nie.
Po kilkunastu latach, gdy pies już dawno nie żył miałem o nim sen. Sen z gatunku tak realistycznych, jakich doświadcza się tylko raz w życiu. We śnie pies ginie spadając z dachu wieżowca, a ja nie mogę go złapać.
Pozdrawiam
Maciej.




zwiń tekst



Historia z traktorem i pytanie: czy mój syn jest wcieleniem dziadka?
Pt, 15 cze 2018 07:10 komentarze: 1 czytany: 1981x

Droga Fundacjo,  Od dawna czytam wasze wszystkie newsy na stronie i zawsze z zaciekawieniem zagłębiam się w lekturę o naszym zapisanym losie i sile wyższej, która pcha nas w ręce właśnie tegoż przeznaczenia. Zacząłem wierzyć w siłę reinkarnacji, ale o tym za chwilę. Mam kilka przeżyć, którymi chciałbym się podzielić. Być może ktoś czytając zwróci uwagę na właśnie takie drobne rzeczy w swoim życiu.......

czytaj dalej

Droga Fundacjo,  Od dawna czytam wasze wszystkie newsy na stronie i zawsze z zaciekawieniem zagłębiam się w lekturę o naszym zapisanym losie i sile wyższej, która pcha nas w ręce właśnie tegoż przeznaczenia. Zacząłem wierzyć w siłę reinkarnacji, ale o tym za chwilę. Mam kilka przeżyć, którymi chciałbym się podzielić. Być może ktoś czytając zwróci uwagę na właśnie takie drobne rzeczy w swoim życiu, które pozwolą mu zmienić bieg historii lub chociaż troszkę zboczyć z kursu gdzieś zapisanego (Chociaż gdybając, to każdą naszą decyzję i jej zmianę możemy podpiąć pod nasz zaplanowany z góry już los).

 Otóż, wracając do lat mojej młodości kiedy to często odwiedzał nas przyjaciel rodziny, wydarzyło się coś bardzo ciekawego. Pan Kazik (bo tak się nazywał) miał ciągnik, którym właśnie to zajeżdżał pod nasz dom. W zwyczaju już miałem, wsiadać na niego i udawać, że nim kieruję, trąbiąc gdy tylko ktoś przechodził obok. No ale cóż to za frajda dla

12 letniego chłopaka, który może na niego tylko wsiąść a nie pokierować nim. Dlatego też często ustępowałem swojemu 4 letniemu bratu. Pamiętam jak dziś, gdy pewnego razu posadziłem go na fotel kierowcy on ni z gruchy ni z Pietruchy powiedział „Pamiętam jak byłem duży to jeździłem tym ciągnikiem”. Niby nic, ot to dziecięca fantazja.

Kilka miesięcy później, gdy mój starszy z braci kończył 20 lat dostał od dziadka motor, którym kiedyś jeszcze gdy nie był formalnie jego przewoził mnie. Tym razem przyszła kolej na młodszego, żeby wsiadł i przejechał się motorem jako pasażer. Chłopak był zawsze żywiołowy, chętny do wszelakiej rozrywki nagle pobladł i powiedział, że on nie wsiądzie na motor bo kiedyś jechał (co oczywiście nie było prawdą) i teraz nie chce wsiadać na niego bo się boi. Oczywiście nikt nie wziął tego na serio, ot to dziecięca paplanina jak w wypadku jeżdżenia na traktorze. Suma summarum siłą posadziliśmy go na siedzeniu i brat zrobił z nim rundkę.


Kilka lat później już w wieku gimnazjalnym z ciekawości zacząłem wypytywać o dziadków od strony mamy, ponieważ nigdy ich nie widziałem – oboje umarli przed moimi narodzinami. Z opowieści dowiedziałem się, że dziadek zginął w wypadku. Jadąc motorem razem z moją mamą wpadli pod ciągnik jadący bodajże z bronami. Mój dziadek zginął na miejscu a mama była w śpiączce przez 2 miesiące. Z moich dalszych drążeń dowiedziałem się, że pan Kazik został przyszyty na wujka w momencie kiedy zaczął pomagać naszej rodzinie w uprawie.

Kierował ciągnikiem, którym kiedyś jeździł mój dziadek, by po kilkunastu latach go odkupić. Tym właśnie ciągnikiem przyjeżdżał potem żeby nas odwiedzać. Mam ogromne podejrzenia, że mój młodszy brat to w rzeczywistości kolejne wcielenie mojego dziadka.

 Czy mój brat może być wcieleniem mojego dziadka? Czy macie więcej wiadomości na temat inkarnacji w tej samej rodzinie? Oczywiście poza tymi opublikowanymi 14.06.2018? Uwielbiam tą tematykę, o wiele bardziej niż o NOL i liczę na jeszcze więcej publikacji!

[dane do wiad. FN]

Dziękujemy pięknie za przesłanie nam tej historii, która wzbogaci nasze archiwum. Czy brat jest wcieleniem dziadka? Praktycznie oceniamy prawdopodobieństwo takiej sytuacji na prawie 100 procent. To dokładnie tak się dzieje, że dusze np. dziadków pojawiają się w bardzo bliskim otoczeniu rodziny, często jako prawnuki lub wnuki. Rodzina często żartuje "z dziadka zdarta skóra... tak podobny!", a to jest dokładnie on. Takie sytuacje zdarzają się często!

Bardzo interesujący jest wątek związany z owym lękiem odczuwanym na widok traktora. To praktycznie przesądza, że to jest to wcielenie. Proszę zobaczyć materiał z naszego Archiwum FN o ponownym zejściu na ziemię scenarzysty "Przeminęło z Wiatrem" i okoliczności jego śmierci w poprzednim życiu, które miały bardzo ciekawy efekt w obecnym zachowaniu chłopca.

 



zwiń tekst



Przeżyłem tzw. opuszczenie ciała przez duszę, czyli miałem OOBE!
Czw, 14 cze 2018 08:29 komentarze: 2 czytany: 2049x

Witam. Mam na imię [...]. Mam 27 lat i mieszkam w Warszawie. Do napisania do Was skłonił mnie artykuł o wyjściu z ciała.Będąc dzieckiem przeżyłem coś podobnego - pamiętam to jakby było wczoraj  - co zdarzyło się Adamowi Hanuszkiewiczowi. U mnie było podobnie. Siedziałem sam w pokoju i nagle zaczęło sie to dziać. Moje ciało poczuło odrętwienie, zawirowało wszystko,  nie  dochodziły do.......

czytaj dalej

Witam. Mam na imię [...]. Mam 27 lat i mieszkam w Warszawie. Do napisania do Was skłonił mnie artykuł o wyjściu z ciała.

Będąc dzieckiem przeżyłem coś podobnego - pamiętam to jakby było wczoraj  - co zdarzyło się Adamowi Hanuszkiewiczowi. U mnie było podobnie. Siedziałem sam w pokoju i nagle zaczęło sie to dziać. Moje ciało poczuło
odrętwienie, zawirowało wszystko,  nie  dochodziły do mnie żadne myśli a po chwili widziałem siebie z góry z wysokości sufitu. Byłem  wolny, szczęśliwy, mogłem się unosić.

Po chwili pojawiła się myśl że się boję że nie wrócę do swojego ciała i wtedy wróciłem. Powtarzało się to kilkakrotnie i po pierwszym takim doświadczeniu zawsze wiedziałem że to się stanie zaraz i pragnąłem tego. Moment wyjścia i lewitacji był fascynujący. Przestało to się dziać gdy miałem 7-8 lat. Ponowne wyjście zdarzyło mi się w wieku ok 15 lat i scenariusz był ten sam -  po wyjściu pojawia się ten sam strach, że nie wrócę i zostanę poza ciałem.

W wieku 27 lat to uczucie wychodzenia pojawiło się znów tylko tym razem nie wyszedłem z ciała tak jakby moje ludzkie "ja" nie pozwoliło na to doświadczenie - ograniczyło moje możliwości. Do 27 roku życia, w ogóle nie interesowałem się tematem OBE, czy zjawisk paranormalnych, a to co przeżyłem chowałem w sobie bojąc się niezrozumienia - zwalając na chorobę jaką przeżyłem mając rok ( zapalenie opon-rdzeniowo mózgowych ).

Po ostatniej nieudanej próbie przeżycia tego postanowiłem porozmawiać o tym ze swoją mamą. Jakie było moje zdziwienie, gdy mama spojrzała się na mnie wzrokiem, którego nie potrafię do dziś określić i powiedziała "teraz wiesz, że jest coś po drugiej stronie" i na tym skończyła się rozmowa - zachowała się tak jakby i ona to przeżywała kiedyś, ale nie
chciała o tym rozmawiać. Byłem tym zakłopotany i postanowiłem opowiedzieć o tym swojemu bliskiemu koledze - niestety jego reakcją było wyśmianie mnie z pytaniem co dziś paliłem albo piłem. Wobec takiej reakcji postanowiłem zaprząc do pracy internet i znalazłem coś o zjawisku nazywanym OBE.

Poczytałem nieco co nieco i zastanawia mnie jeden fakt. Wszyscy Ci, którzy piszą o OBE opisują podróże, różne wymiary i mówią, że nie można nie wrócić do ciała - zatem skąd u mnie podświadomy lęk, o to że moje ciało umrze, ze nie będę mógł wrócić do niego? Dlaczego ja poruszałem się tylko po miejscu gdzie się znajdowało moje ciało?

Zaznaczam od razu że nie wiem skąd to się bierze, ale nigdy nie bałem sie śmierci traktując ją w kategoriach że jest naturalnym końcem życia. Poza tym nurtuje mnie jeszcze jedno - do 7-8 roku życia czyli do tego samego momentu gdy miewałem wyjścia z ciała, pojawiał się cyklicznie sen - jedyny jaki pamiętam ze swojego 27 letniego życia - ucieczka, czy też
bieg przez las i spadanie w przepaść, otchłań. Towarzyszyło temu dokładnie takie samo uczucie spadania, jakie poznałem w dużo starszym wieku skacząc do wody z wieży 10 m na nogi, czy tez spadanie w dół na specjalnej konstrukcji na wesołym miasteczku. Sen kończył się uderzeniem o podłoże a ja zawsze budziłem sie w tym samym momencie, a moje ciało
podskakiwało i prężyło się  w momencie uderzenia. Mając ten sen zawsze wiedziałem ze to się skończy w ten sam sposób.

Pozdrawiam
[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Dziwny, powtarzający się sen o 'ucieczce z dżungli'
Śr, 13 cze 2018 12:29 komentarze: brak czytany: 1814x

[...] Czytając dzisiejszy artykuł z XXI PIĘTRA o reinkarnacji (przypadek chłopca) przypomniała mi się moja historiaz dzieciństwa, która może mieć z tym związek, a przynajmniej jest trochę podobna do tej opisywanej, i mogłabyświadczyć o pamięci, któregoś poprzedniego mojego wcielenia, ale wcale się nie upieram, że na pewno o tymMUSI świadczyć- pomimo, że akurat dla mnie fakt reinkarnacji czy transmigracji.......

czytaj dalej

[...] Czytając dzisiejszy artykuł z XXI PIĘTRA o reinkarnacji (przypadek chłopca) przypomniała mi się moja historia
z dzieciństwa, która może mieć z tym związek, a przynajmniej jest trochę podobna do tej opisywanej, i mogłaby
świadczyć o pamięci, któregoś poprzedniego mojego wcielenia, ale wcale się nie upieram, że na pewno o tym
MUSI świadczyć- pomimo, że akurat dla mnie fakt reinkarnacji czy transmigracji jest niezaprzeczalny i podobnie
jak Wy, nikogo nie mam zamiaru do tego przekonywać :)

No, ale do rzeczy, a właściwie do owej sytuacji przynajmniej nieco podobnej do opisywanej przez Was:
Było to jak miałem koło 5-6 lat (chyba wtedy jeszcze nie chodziłem do 1-szej klasy) i wtedy z jakąś regularnością- szacuje, że mogło to być koło 10-ciu max. kilkanaście razy, w jakichś odstępach czasu (na pewno nie codziennie) śnił mi się, można by rzec powtarzający się koszmar:

cała akcja z moim udziałem rozgrywa się w jakiejś chyba dżungli/sawannie (może to Afryka?), jestem razem z niedużą grupką innych ludzi, jesteśmy uzbrojeni w jakieś dzidy/włócznie (czarni ludzie też są wśród nas) i w wielkiej panice uciekamy.
Na początku nie kojarzę przed czym "zwiewamy", ale za chwilę trafiamy do jakiejś groty/jaskini, która teoretycznie powinna być wybawieniem z opresji, ale... grota okazuje się ślepym zaułkiem, nie można jej zamknąć niczym, a to przed czym wszyscy uciekają to stado lwów, które za nami trafia do tej groty, no i... można się domyśleć jak to się dla nas wszystkich kończy- w pewnym momencie jeden lew zbliża się do mnie opartego o krańcową ścianę groty/jaskini i... czarno przed oczami- koniec filmu/snu.

Nie potrafię określić czy w tym śnie jestem dorosłym czy dzieckiem, ani nawet swojego koloru skóry- patrzę po prostu swoimi oczami na to co się dzieje, a nie na siebie i biorę w tym wszystkim czynny udział.
Ciekawe jest to, że pomimo, że jestem już teraz  "DUUUŻY" to b.dobrze ten sen pamiętam- zawsze miał tę samą treść w szczegółach i zawsze tak samo się "źle" kończył dla mnie (i tamtych ludzi też) i zawsze tak samo byłem przestraszony zaraz po obudzeniu się po nim, pomimo, że:
teoretycznie po pierwsze- już od drugiego razu znałem treść snu łącznie z niefortunnym zakończeniem, więc niby żadna niespodzianka, a po drugie- skoro się powtarzał regularnie, to już nawet za drugim razem "powinienem" wiedzieć, że to tylko sen i nie ma się czego bać.
A tu figa- paniczny strach za każdym razem ten sam.
Po jakimś czasie ten sen przestał mi się śnić i tyle...
Dodam tylko, że sypiam/sypiałem zawsze dobrze, śnią mi się rzeczy b. różne i b. często- praktycznie codziennie, ale nigdy żaden sen się nie powtarza, za wyjątkiem tego i jeszcze jednego, którego tu na razie nie opisywałem.
Podsumowując elementy podobne do opisywanej przez Was sytuacji to- wiek 5-6 lat, no i powtarzalność snu z tymi samymi szczegółami, ten sam strach za każdym razem i samoistne zaprzestanie śnienia tego snu w późniejszym wieku.
Niech każdy sobie sam oceni, czy to może też coś potwierdzać, czy to tylko przypadek ;)
Ja się w każdym razie nie upieram, ale co ciekawe, pomimo, że było to już tak dawno temu, to do dziś opisywaną
sytuację dobrze pamiętam łącznie z towarzyszącymi jej emocjami.
 
Pozdrawiam kapitana okrętu Nautilus, wszystkich oficerów i załogantów
życząc Wszystkiego Najlepszego :))
Wasz wierny czytelnik,

(nazwisko i email do wiadomości redakcji)




zwiń tekst



Mamo, ja kiedyś byłam chłopcem!
Wt, 12 cze 2018 10:08 komentarze: 2 czytany: 2557x

[...] Witam. Przyciagnela mnie do Was strona na ktorej sa historie dzieci ktore pamietaja swoje poprzednie wcielenie nie ktorzy ludzie sie z tego smieja .Obecnie mam 4letnia corke ktoregos razu  bardzo mnie zaskoczyla wstala rano i odparla:- Mamo kiedys jak bylam mala nikt sie nie chcial ze mna bawic ,bylam kiedys malym chlopcem i nikt sie nie chcial ze mna bawic!Corka nie raz mi mowila takie.......

czytaj dalej

[...] Witam. Przyciagnela mnie do Was strona na ktorej sa historie dzieci ktore pamietaja swoje poprzednie wcielenie nie ktorzy ludzie sie z tego smieja .Obecnie mam 4letnia corke ktoregos razu  bardzo mnie zaskoczyla wstala rano i odparla:

- Mamo kiedys jak bylam mala nikt sie nie chcial ze mna bawic ,bylam kiedys malym chlopcem i nikt sie nie chcial ze mna bawic!

Corka nie raz mi mowila takie rzeczy jednak nie zwrocilam az tak na to uwagi jednak pozniej opowiedziala mi ze pamieta jak ja bylam mala i mnie karmila opiekowala sie mną odparlam jej wiec ze to ja sie Nia opiekowalam gdy byla mala w tedy z pewnoscia siebie mi odpowiedziala ze nie ze to ona opiekowala sie mna i opowiedziala jak mnie przewijala jak mnie karmila ak sie ze mna bawila na poczadku myslalam ze poprostu pamieta to jak ja sie corka opiekowalam jednak po chwili zrozumialam ze corka mowi o tym bardzo powaznie w tedy zapytalam jej czy pamieta jak ja bylam mala odparla z pewnoscia siebie ze tak

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Dach nad lasem
Pon, 11 cze 2018 07:15 komentarze: 10 czytany: 2611x

[...] Witam wszystkich.Jestem tu nowa. Chciałabym opowiedzieć historie, ktora nie daje mi spokoju i czesto mysle o tym co widzialam. Zdaje sobie sprawe, ze zabrzmi to nieprawdopodobnie, dlatego nikomu o tym nie mowilam i nie powiem. Jako dziecko spedzalam czas nad jeziorem, bylam pod opieka duzo starszej siostry. Bylo piekne lato. Mieszkalysmy w domkach letniskowych chyba jakiegos zakladu pracy.Byli.......

czytaj dalej

[...] Witam wszystkich.
Jestem tu nowa. Chciałabym opowiedzieć historie, ktora nie daje mi spokoju i czesto mysle o tym co widzialam. Zdaje sobie sprawe, ze zabrzmi to nieprawdopodobnie, dlatego nikomu o tym nie mowilam i nie powiem. Jako dziecko spedzalam czas nad jeziorem, bylam pod opieka duzo starszej siostry. Bylo piekne lato. Mieszkalysmy w domkach letniskowych chyba jakiegos zakladu pracy.

Byli tam rodzice kolezanki mojej siosty. Ktoregos wieczoru/mialam jakies 12 lat/ poprosilam siostre, zeby poszla ze mna do lazienki. To byl duzy wspolny obiekt, polozony na uboczu tego Osrodka. Siostra nie chciala, bo bylo jakies ognisko a ja sie uparlam, ze wlasnie teraz chce umyc wlosy .Poszlam sama. Pamietam, ze wieczor byl b. cieply. Bylo juz ciemno, szlam sciezka/Osrodek byl w lesie nad jeziorem/.

W pewnym momencie podnioslam glowe i pamietam co wtedy pomyslala. Bylam bardzo zdziwiona,ze nad lasem jest dach. To nie byl dach, tylko olbrzymi plaski obiekt, ktory wisial nad samymi drzewami. Byl prawie czarny. Nie byl gladki tylko jakby porowaty. Byly w nim okienka. Wszystkie byly oswietlone. Nie pamietam zadnych swiatelek i dzwiekow. W jednym z tych okienek staly jakies postacie. Patrzyly na mnie. Byly bardzo szczupłe. Widzialam je od pasa w gore. Nie widzialam twarzy dokladnie.

Pamietam tylko, ze nie czulam strachu a te postacie sie usmiechaly? chociaz nie potrafie ich opisac, poza tym, ze mialy cos na glowach. Wygladalo to jak czepki plywackie. Od tego momentu nie pamietam nic. Nie pamietam nawet reszty pobytu w tym Osrodku.

Przypomnialam sobie o tym wydarzeniu w szczegolach jakies 5 lat temu. Wczesniej mialam tylko jakies przeblyski. Potem,po kilku latach, zaczely sie moje problemy i zastanawiam sie, czy moge to jakos laczyc. Zaczely sie moje problemy z telekineza. Robilam wszystko, zeby nad tym zapanowac, ale to nie latwe - tym bardziej, ze w ogole sie tym nie interesowalam. Po prostu wydawalo mi sie oczywiste,ze tak mam. Pozniej moja rodzina przyjela ten fakt za naturalny. Moj tata byl wyksztalconym czlowiekiem, ale byl bardzo zajety, wiec niewiele mu o tym mowilam. Mama prosila,zebym o tym nie myslala. Co wlasciwie zrobilam, bo zylam normalnie i bylam bardzo szczesliwa ;)

W wieku ok.22 lat to sie bardzo nasililo i czasami nie moglam nad tym zapanowac. Pamietam dzien,w ktorym ucieklam z domu do ogrodu z malutkim synkiem na reku.W kazdym pokoju doslownie z hukiem pekalu zarowki. W kuchni popekaly talerze itd. Nie bede o tym teraz pisac, ale zrobilam wszystko, zeby to opanowac. Wiele tych"umiejetnosci"zostalo, ale nigdy ich nie wykorzystywalam. Moze raz czy dwa, ale tylko w dobrym celu. No i teraz opisze cos, co sie wydarzylo w lutym tego roku i wlasciwie dlatego do Was pisze. Rzecz byla tak przerazajaca, ze pomimo uplywu kilku miesiecy nie moge przestac o tym myslec.

Od wielu lat mieszkam za granica.W Londynie. Od dwoch lat w domu, otoczonym duzym parkiem. Wokol parku jest duzy, ceglany mur. Za murem jest bardzo ruchliwa ulica, gdzie cala dobe jezdza samochody. Latem, gdy drzewa sa zielone, prawie nie widac ulicy. Ale zima widac dokladnie druga strone ulicy, szczegolnie, ze sa tam latarnie. Z mojej sypialni jest wyjscie na balkon. Mniej wiecej na wys.2 pietra. Na tym chodniku po drugiej stronie ulicy w dzien ludzie chodza sporadycznie. W nocy w ogole. Nie ma tam przystanku autobusowego wiec nikt nie chodzi przy ruchliwej ulicy bez celu. Domy sa jakies 300m dalej.

Wiem,ze mozecie uznac mnie za osobe nienormalna ,ale ja naprawde to widzialam!! No wiec byla bardzo zimna, lutowa noc, tego roku. Nie bylo sniegu, ale wial bardzo silny wiatr i doslownie bylo oberwanie chmury tak mocno padalo. Obudzilam sie w nocy i nie moglam zasnac. Wzielam papierosa i wyszlam na balkon zapalic. Na tym chodniku po drugiej stronie ulicy zobaczylam czlowieka. Stal bokiem do mnie. Byl bardzo wysoki. Mogl miec jakies 2 metry wzrostu. Zaskoczylo mnie skad tam sie wzial o tej porze, bo bylo ok.3, Potem zobaczylam, ze nie mial zadnej kurtki, czapki tylko biale spodnie i biala koszule .Wlosy poldlugie zaczesane do gory i jakby przyklejone do glowy, bo mimo takiej ulewy w ogole sie nie poruszaly.Te wlosy tez byly biale. I wtedy on zaczal pomalu isc. Pomyslalam sobie, chociaz bylam juz lekko przestraszona, ze pewnie zaraz zatrzyma jakis samochod bo kto bedzie szedl zima tak ubrany w taka pogode? Jak zrobil kilka krokow to ogarnal mnie taki strach ,ze nie moglam sie ruszyc. On nie szedl jak czlowiek ,tylko jak robot. Byl wyprostowany ,patrzyl przed siebie i wykonywal takie posuwiste ruchy a ZADEN samochod nie jechal.To na tej ulicy sie nie zdarza!

Ten jego ruch byl tak straszny, ze rzucilam papierosa i ucieklam do domu. Zgasilam swiatla i doslownie trzeslam sie ze strachu. Polozylam sie i balam sie poruszyc. I tak zasnelam. Na tym balkonie, latem zawsze palilismy swiece i lampiony, zeby jakos oswietlic ten park. Teraz, jak wychodze wieczorem, nie zapalam nic bo nie chce oswietlac domu i przyciagac niczyjej uwagi. Moze slyszeliscie o kims kto widzial taka osobe? Mam nadzieje, ze nigdy wiecej nic takiego nie zobacze, bo widok byl naprawde przerazajacy. Kto mi uwierzy? Pewnie nikt, bo ja pewnie tez bym nie uwierzyla. Pozdrawiam serdecznie:)

[dane do wiadd. FN]




zwiń tekst



Niezwykłe zachowanie dzikiej kotki
Czw, 7 cze 2018 04:02 komentarze: 15 czytany: 3272x

[...] Kiedyś dzieciaki z podwórka przyniosły mi kociątko mieszczące się w dłoni, mogło mieć co najwyżej parę godzin. Nie miałem pojęcia co zrobić, więc poszedłem na miejsce gdzie zostało znalezione (i zapewne przyszło na świat) w celu zrozumienia co się stało. Na miejscu znalazłem łożysko, jeszcze dwa maluszki i rozszarpane szczątki kolejnego, bardzo przykry widok. W pobliżu kręcił się jakiś kot/kocica.......

czytaj dalej

[...] Kiedyś dzieciaki z podwórka przyniosły mi kociątko mieszczące się w dłoni, mogło mieć co najwyżej parę godzin. Nie miałem pojęcia co zrobić, więc poszedłem na miejsce gdzie zostało znalezione (i zapewne przyszło na świat) w celu zrozumienia co się stało. Na miejscu znalazłem łożysko, jeszcze dwa maluszki i rozszarpane szczątki kolejnego, bardzo przykry widok. W pobliżu kręcił się jakiś kot/kocica ale do kociąt podszedł(a) tylko je obwąchać.

Tak więc w domu miałem trójcę kocich noworodków, głowiłem się strasznie co mam teraz począć. W końcu coś mnie tknęło. Przecież w starej pralni pod mieszkaniem jakiś czas temu swoje młode odchowała dzika kotka, problem był taki że jak młode trochę podrosły to przeprowadziła się z całą gromadką na inne podwórko i ostatnio widziałem ją kilka tygodni wcześniej. Mając ją na myśli i nie zastanawiając sie długo, poszedłem z jednym kotkiem na poszukiwania.

Chciałem dojść na podwórko koło rzeczonej pralni, a żeby tam dojść trzeba przejść przez jedną z 5 piwnic, bądź obejść cały blok (mieszkałem na jego środku). Nasza piwnica była zamknięta więc skorzystałem z klatki obok, po wyjściu z piwnicy opadła mi kopara i dostałem waty w kolanach - dokładnie naprzeciw wyjścia spokojnie czekała owa kotka!

Zbliżyłem się lekko do niej i nie zdążyłem wyciągnąć zza pazuchy oseska kiedy do mnie podeszła (zaznaczam że była "dzika" jak to się mówi) i delikatnie go odebrała. (Mi odebrało mowę i myśl, wewnętrzny sceptyk tego nie udźwignął, przeżyłem istne Katharsis). W kolejnej turze przyniosłem dwa kolejne młodziaki, znów na mnie czekała. Wzięła jednego i -tym razem to ja na nią czekałem - po kilku minutach przyszła jeszcze raz. Ledwo wróciłem do domu a tu niespodzianka - jeszcze jeden noworodek znaleziony w piwnicznym okienku i po raz kolejny spotkaliśmy się w "umówionym" miejscu. [...]

/tekst jako komentarz załoganta o loginie Vrill został "wychwycony" przez nasz monitoring w komentarzach i trafił do Archiwum FN/




zwiń tekst



Wiedziałam po zachowaniu suczki, że Rysiek zmarł! - znaki świadczące o śmierci bliskich
Śr, 6 cze 2018 05:24 komentarze: 1 czytany: 2270x

[...] Bracia mojej mamy zostali powołani do Wermachtu na front wschodni.  Nie było wyjścia – odmowa groziła ulokowania całej rodziny w Oświęcimiu. Taki był niestety los mieszkańców Górnego Śląska (Dlatego mówiąc bardzo łagodnie i delikatnie- mam żal do Kurskiego za „Dziadka z Wermachtu”). Gdy pierwszy zginął – nastąpiło coś co już kilka osób opisało – Zatrzymał się zegar z kukułką. Informacja.......

czytaj dalej

[...] Bracia mojej mamy zostali powołani do Wermachtu na front wschodni.  Nie było wyjścia – odmowa groziła ulokowania całej rodziny w Oświęcimiu. Taki był niestety los mieszkańców Górnego Śląska (Dlatego mówiąc bardzo łagodnie i delikatnie- mam żal do Kurskiego za „Dziadka z Wermachtu”). Gdy pierwszy zginął – nastąpiło coś co już kilka osób opisało – Zatrzymał się zegar z kukułką. Informacja o śmierci przyszła oczywiście później. Niemcy zawsze byli skrupulatni, podali dokładny dzień i godzinę śmierci wujka. Oczywiście była to ta sama godzina, na której zatrzymał się zegar w tym samym dniu. Skąd była wiadoma godzina śmierci? Proste. Pociąg z eszelonem został zbombardowany, przez wojaka sowieckie – wielu wtedy zginęło na miejscu.

Nie muszę dodawać, że zegara nie można już było naprawić. Był u kilku zegarmistrzów (wtedy naprawdę byli fachowcy). Niestety nie można go było uruchomić. Nie wiem tylko, czy to jest moja wyobraźnia, czy też fakt autentyczny  – to muszę z mamą ustalić –  ale było chyba coś takiego- zegar po naprawie chodził, ale tylko do tej godziny, na której się zatrzymał. Gdy drugi zginął wszyscy słyszeli dźwięki przypominające toczenie się jakiś przedmiotów po firance i uderzenia o podłogę podobne do rozbijających się surowych jajek. Tak to przynajmniej mama mi opisała.

Zostałem wyśmiany, gdy jeszcze w czasach szkoły podstawowej opowiadałem o tym kolegom. Od tego czasu oczywiście zamilkłem.

Następną informację o śmierci otrzymałem osobiście. Był rok 1985 byłem w wojsku. W nocy przyśniła mi się babcia (mama mojego ojca) w trumnie – uśmiechała się do mnie. Następnego dnia zatelefonowałem po linii wojskowej do sąsiadów od moich rodziców. Dowiedziałem się, że  przed chwilą otrzymali telegram o śmierci babci.

Zmory nocne dotyczą mnie osobiście. Doświadczyłem tego z 7 – 8 razy. Pierwszy raz ok. 18 lat temu. Fakt jest faktem, byłem w tamtym czasie w lekkim dołku życiowym – sprawy sercowe – trochę alkoholu itd. Ale gdy to się działo alkoholu nie było. Byłem sam w mieszkaniu. Miałem problemy z zaśnięciem. Oglądanie TV, książka, radio, nic nie pomagało. W pewnym momencie leżąc w ciemności na brzuchu usłyszałem jakby lekki szum czegoś nadlatującego z tyłu. I w tym momencie nie mogłem się ruszyć ani oddychać, ani wydać z siebie głosu nawet szeptu. . Próbowałem ruszyć kończyną. Nie było szans. Nie wiem jak długo to trwało. Wydawało mi się, ze całą wieczność. W rzeczywistości jednak 1-2 minuty. Gdy ustąpiło, zaświeciłem światło. Byłem przestraszony . Co jest grane. Zacząłem się zastanawiać  czy coś dzieje z moją psychiką. W ciągu trzech miesięcy miałem jeszcze 2-3 „powtórki”  Sytuacja analogiczna. Zauważyłem jednak, że gdy zacząłem się modlić trwało to krócej. Nie muszę mówić, że zasypiałem w tamtym czasie przy zapalonym lampce przy łóżku. Zacząłem uporządkowywać swoje życie. Przez długi czas nic się nie pojawiało. Po kilku latach incydenty  się powtarzały– jednak w długich odstępach czasu. Ostatni raz jakieś 4-5 lat temu. I co ciekawe. Działo się to w nocy, gdy obok mnie spala żona. 

Nie wiem, czy to wszystko wiązało się z jakąś próbą ostrzeżenia mnie. Żebym skorygował swoje życie  tutaj i w tym wymiarze? Nie wiem. Te pierwsze zmory na to wskazują. Te drugie –  nie jestem do końca tego pewien.

[...]




[...] W styczniu 1993 roku mój ojciec był już ciężko chory. Lekarze w szpitalach nie stwierdzili raka, ale wszystkie objawy na to wskazywały. Ponieważ od wielu miesięcy nie wychodził z domu, nie widywał się ze znajomymi-oni przyszli do nas do domu do ojca spytać go o przyczynę nagłego długotrwałego zamilknięcia. Pan Gieniek podszedł do łóżka ojca, spojrzał na niego i zwrócił się do mnie: "z niego to już nic nie będzie, jakby się coś stało to niech pani da znać" .Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, gdy mój ojciec odpowiedział:"jak coś się stanie to ja sam dam znać".

04.02.1993 roku w południe,ojciec zmarł w szpitalu. 05.02.1993 roku, ok. godz. 6.30 ktoś zadzwonił do furtki. Gdy wyszłam, zobaczyłam pania Halinę-towarzyszkę życia pana Gienka, która spytała mnie:"jak czuje się ojciec?". Opowiedziałam, że zmarł wczoraj, że nie wiem kiedy pogrzeb bo będzie sekcja zwłok, że miałam powiadomić gdy będzie już coś wiadomo.

A pani Halina na to:"wiedziałam, że nie żyje bo dziś, kilka godzin temu, leżałam jeszcze w łóżku ale już nie spałam, czuwałam by nie zaspać do pracy, suczka  spała w nogach, gdy nagle zaczęła warczeć, coraz głośniej i głośniej, wreszcie podnisła się na łóżku, zajeżyła i dalej warczała. W tym momencie poczułam uścisk nosa tak, jak Rysiek miał zwyczaj dwoma palcami ściskać komuś nos.

To były jego palce. Po chwili puścił mnie, suka coraz ciszej warczała, wreszcie położyła się, ja zadzwoniłam do pracy i powiadomiłam, że dziś spóźnię się, i przyszłam do was".Pani Halina do dziś przynosi kwiaty na grób mojego ojca .Jola

[...] Witam.

Przeczytałem przed chwilą wasz nowy wpis o apelu pewnego naukowca który prosi o modlitwę.
Zaciekawiło mnie kilka rzeczy w tym tekście. A chodzi o oddziaływanie człowieka na wodę.
Zastanawiam się czy ta zależność nie może być odwrotna. Jeśli myśli człowieka potrafią oddziaływać na wodę to czemu nie może być tak, że dotyczy też i drugiego człowieka.  Zresztą. Opisze dokładniej o co mi chodzi.
Od 3 miesięcy rozmawiam z pewną dziewczyną. Nie ukrywam, że ją kocham.
Ale jest pewna rzecz która dzieje się od niedawna. Otóż 3 czy 4 tygodnie temu zauważyłem, że "czuje" kiedy dziewczyna (o której teraz jest mowa) pisze do mnie na telefon. I niedawno zrobiłem test.
Wyłączyłem głos i wibracje w telefonie i położyłem go na biurku, zamknąłem oczy a kiedy poczułem jej obecność, podniosłem telefon i w ciągu dosłownie sekund otrzymałem smsa. Powtórzyłem ten "test"
kilkanaście razy i za każdym razem podnosiłem telefon na sekundy przed lub po tym jak otrzymałem smsa.
Po opowiedzeniu tego przeżycia, zapytałem się jej czy tak samo czuje kiedy myślę o niej. Powiedziała wtedy, że robi jej się ciepło i czerwienią się jej policzki.
Do dzisiaj kiedy pisze z tą dziewczyną wyłączam głos i "bawię się w zgadywanie".

Miłość buduje nienawiść rujnuje. Tymi słowami zakończę tą wiadomość.

Pozdrawiam.


Dziękujemy za wszystkie historie, które przysyłacie Państwo do XXI PIĘTRA. Ze względu na ogromną ilość tego typu relacji od czasu do czasu będziemy zamieszczać po kilka różnych, aby zmniejszyć trochę liczbę oczekujących na publikację.



zwiń tekst



Sen z pieskiem
Wt, 5 cze 2018 00:11 komentarze: brak czytany: 2321x

[...] Wysłałam do Was swoją historię związaną ze śmiercią babci. W tym wszystkim wyleciało mi z głowy jedno wydarzenie, które miało miejsce jeszcze za jej życia. Gdy moja babcia leżała w szpitalu i była już w bardzo złym stanie to działo się mnóstwo dziwnych rzeczy.Ale zapomniałam napisać o jednej, a teraz wydaje mi się dość ważnej rzeczy. Otóż - okropnie rozpaczałam przez cały czas jej choroby przed.......

czytaj dalej

[...] Wysłałam do Was swoją historię związaną ze śmiercią babci. W tym wszystkim wyleciało mi z głowy jedno wydarzenie, które miało miejsce jeszcze za jej życia. Gdy moja babcia leżała w szpitalu i była już w bardzo złym stanie to działo się mnóstwo dziwnych rzeczy.

Ale zapomniałam napisać o jednej, a teraz wydaje mi się dość ważnej rzeczy. Otóż - okropnie rozpaczałam przez cały czas jej choroby przed śmiercią. Płacząc któryś dzień z rzędu przyśnił mi się mój nieżyjący piesek - Reksio, który umarł dwa lata wcześniej, a pochował go mój brat.

Ten piesek, to był po prostu zwykły kundelek, który kolorami i czarnymi oczami przypominał Reksia z bajki - dlatego też dostał tak na imię. Mój piesek w tym śnie przytulał się do mnie, przytulałam się do jego pyska i całowałam go po mordce. Przy tym wszystkim widziałam, że jest w pasie owinięty jakąś dziwną, szeroką niebieską opaską, czy szmatą, ciężko powiedzieć, widziałam tylko, że był nią owinięty w pasie.

Gdy opowiadałam o tym mojej mamie powiedziała mi, że gdy Reksio wyzionął ducha to puściły mu wszystkie zwieracze i mój brat, żeby wziąć go na ręce i zanieść do ogródka owinął go w pasie w stary, niebieski ręcznik. Ja nie miałam o tym zielonego pojęcia, a mina mojej mamy była lekko wystraszona, gdy jej o tym opowiadałam.

W każdym razie we śnie, przy cały czas towarzyszącej mi rozpaczy poczułam przez chwilę krótką radość, gdy go zobaczyłam. Mojemu snowi towarzyszyło również dziwne uczucie, że coś, lub ktoś wszedł do pokoju i miałam wrażenie, że uchylił drzwi. Później się okazało, że to był mój piesek. Dla mnie oznacza to tyle, że po tamtej stronie jest miejsce zarówno dla ludzkich jak i dla zwierzęcych dusz. Wszyscy kiedyś się tam spotkamy, na 10000000 %.

[dane do wiad. FN]

Dokładnie tak jest! Nasi "młodsi bracia" mają dusze takie same jak my i jak najbardziej są w stanie odwiedzać nas po śmierci, a nawet witać po drugiej stronie swoich "dwunożnych przyjaciół". Mamy wzruszające historie w Archiwum FN o tym, jak dusze naszych małych cudownych istot po odejściu w stronę światła przychodziły się pożegnać przed udaniem się w dalszą podróż, a nawet - dokładnie tak! - wracały już w postaci dzieci, gdyż ich następną inkarnacją była ta w świecie ludzkim.

Wobec tego wszystkiego co wiemy masowe mordowanie zwierząt ukryte pod zwodniczą nazwą "przemysłu mięsnego" wygląda zupełnie inaczej. I jest czymś, z czego konsekwencjami przyjdzie nam się wkrótce zmierzyć.




zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 47
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 47

szukaj:  

Najbliższy czat z FN

Ostatnie miesiące przyniosły falę fantastycznie ciekawych informacji związanych ze zjawiskiem UFO z terenu Polski. Kilka z nich zaprezentujemy w LIVE-STREAM z pokładu okrętu Nautilus. Rejs rozpocznie się już 2 lipca o godzinie 20.00 Zapraszamy!

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Z POCZTY DO FN ... [...] Jestem chlopakiem w wieku 15 lat mam pewna zagwozdke. Czasem podczas zwyklych przypadkowych czynnosci mam takie odczucie, że cały świat spowalnia moje ruchy są wyjątkowo szybkie, ale jednoczesnie moje mięśnie sa spięte a moje ruchy bardzo precyzyjne i opanowane. To trwa kilka sekund ale ja odczuwam jakby to byla minuta. Z czym to sie może wiazac? Czy moge to samowolnie wyzwalać? [...]

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wt, 19 cze 2018 08:02 | Na razie zgłosił się do nas jeden świadek tego zdarzenia - mieszkanka miejscowości Świecie. Był 16 czerwca 2018 roku, godzina-  jak ocenia świadek - 23.15, kiedy nagle na niebie zauważyła grupę dziwnych dziesięciu obiektów o złotej barwie, która tworzyła na niebie formację w kształcie łuku. Czekamy na kolejnych świadków! Więcej na temat obserwacji w dziale RELACJE w serwisie ufologicznym FN, czyli www.emilcin.com  .... .... .... .... ...

Dziennik Pokładowy

Niedziela, 3 czerwca 2018 | Ostatnio mój znajomy zapytał mnie, jakie mam hobby. Po chwili namysłu odpowiedziałem, że pasjonuje mnie znajdowanie odpowiedzi na najważniejsze pytania, jakie może sobie postawić kiedykolwiek człowiek. Kolega pokręcił tylko głową z niedowierzaniem i był bardzo zdziwiony, jak można tak „tracić czas na bzdury”…

czytaj dalej

FILM FN

OBSERWACJA UFO NAD MIEJSCOWOŚCIĄ ŚWIECIE - 16 czerwca 2018, godzina 23:15

archiwum filmów

Informacje z Hydepark "N"



25 sierpnia :: Dowód na to, że żyjemy w hologramie? Nauka dochodzi do coraz bardziej zaskakujących wniosków na temat natury naszej rzeczywistości. Czy jest możliwe, że świat to hologram?: viewtopic.php?f=33&t=5532
25 sierpnia :: Paradoks bilardowy - podróże w czasie Dyskusja na temat hipotez dotyczących podróży w czasie od trochę innej strony. Możliwe, czy nie? Oto jest pytanie: viewtopic.php?f=53&t=5626
2 listopada :: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - do czego zaprowadzi nas przyszłość? Dyskusja o kierunku rozwoju świata i możliwych scenariuszach. Sztuczna inteligencja, technologie i wynalazki, które zaważą na naszym gatunku: viewtopic.php?f=28&t=4291

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.