Dziś jest:
Poniedziałek, 16 grudnia 2019

"Kto raz znalazł sam siebie, nie może stracić nic na tym świecie. A kto raz zrozumiał człowieka w sobie, zrozumie wszystkich ludzi" S. Zweig

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




KILKA PYTAŃ DO FN – i odpowiedzi z pokładu okrętu Nautilus!
Śr, 20 sty 2016 09:35 komentarze: brak czytany: 1209x

Nasi czytelnicy piszą bardzo dużo listów do nas, zadają pytania. Nie mamy czasu zbyt obszernie odpowiadać na każde z nich, ale… w miarę możliwości oczywiście odpowiadamy. Oto kolejna porcja takich właśnie pytań i odpowiedzi.-----Original Message-----From: [dane do wiad. FN]Sent: Monday, January 18, 2016 8:33 PMTo: FNSubject: Reinkarnacja karma eusWitam,Czy możliwe jest, że ci gwałciciele.......

czytaj dalej

Nasi czytelnicy piszą bardzo dużo listów do nas, zadają pytania. Nie mamy czasu zbyt obszernie odpowiadać na każde z nich, ale… w miarę możliwości oczywiście odpowiadamy. Oto kolejna porcja takich właśnie pytań i odpowiedzi.

-----Original Message-----
From: [dane do wiad. FN]
Sent: Monday, January 18, 2016 8:33 PM
To: FN
Subject: Reinkarnacja karma eus

Witam,

Czy możliwe jest, że ci gwałciciele z czasów wojen światowych teraz
są gwałceni przez imigrantów, czy to jest następna pętla dla tych co
się nie opamiętali?

ODPOWIADAMY DLA UŁATWIENIA WIELKIMI LITERAMI. ABSOLUTNIE TO JEST MOŻLIWE W TYM SENSIE, ŻE OSOBA ROBIĄCA KRZYWDĘ DRUGIEMU CZŁOWIEKOWI MA OGROMNĄ SZANSĘ, ŻE ABY ZROZUMIAŁA SWÓJ BŁĄD, W NASTĘPNYM WCIELENIU TAKŻE MUSI DOŚWIADCZYĆ TEGO SAMEGO. NIE ODBYWA SIĘ TO JEDNAK TAK PROSTO, ŻE „GWAŁCISZ, A POTEM JESTEŚ GWAŁCONY”… Z NASZEJ WIEDZY WYNIKA, ŻE NA PRZYKŁAD MĘŻCZYZNA, KTÓRY CAŁE ŻYCIE PASTWIŁ SIĘ I ZNĘCAŁ NAD WŁASNĄ ŻONĄ W KOLEJNYM WCIELENIU RODZI SIĘ JAKO SYN TEJ WŁAŚNIE KOBIETY. MA BARDZO NIEPRZYJEMNE UPOŚLEDZENIE FIZYCZNE I UMYSŁOWE I MUSI ZABIEGAĆ O JEJ MIŁOŚĆ… PORUSZAJĄCE HISTORIE TEGO TYPU MAMY Z POLSKI. ISTNIEJE NIEOGARNIĘTA LUDZKIM UMYSŁEM SPRAWIEDLIWOŚĆ ZWIĄZANA Z KARMĄ, CZYLI LUDZKIM LOSEM KIEROWANYM PRZEZ COŚ, CZEGO ROZUM NIE POJMIE. MOŻNA TO NAZWAĆ BOGIEM – JAK NAJBARDZIEJ.

Czy jest możliwa taka wojna jak ponowny potop szwedzki z frontem z zachodu i południa i my przeciwko nim ramię w ramię z ukraińcami i rosjanami?
TAK, TO JEST MOŻLIWE. NIEDŁUGO OPUBLIKUJEMY PRZEPOWIEDNIE MÓWIĄCE O TYM, ŻE W PEWNYM MOMENCIE ZACHÓD BĘDZIE STAŁ NICZYM JEDNOŚĆ: ROSJANIE, UKRAIŃCY, POLACY, NIEMCY, AMERYKANIE – TO BĘDZIE JEDNA STRONA FRONTU. DRUGĄ BĘDZIE ISLAM PRÓBUJĄCY PODPIĆ ŚWIAT.


Czy napływ imigrantów mógł zapobiec 3 wojnie światowej i dzięki temu Rosjanie i Chiny zaniechali tego co mieli zrobić?
NAPŁYWU IMIGRANTÓW NIE POWSTRZYMA NIC. ŻADEN MUR, ŻADEN ‘PREZYDENT WĘGIER I JEGO DRUTY KOLCZASTE’. FINAŁ TEGO BĘDZIE TRAGICZNY DLA EUROPY, ALE NIC NIE POWSTRZYMA TEGO PROCESU.


Jeśli imigranci zaadaptują się tak w innych krajach, że będą
próbować rozrabiać w Polsce, a nasza mentalność na to nie pozwoli co
doprowadzić może do wojny?

CHYBA NIE DO KOŃCA ROZUMIEMY TO PYTANIE, WIĘC... POMIŃMY JE.

Na Ziemi jest już ponad 7 mld ludzi. Czy reinkarnacja może przebiegać na innych planetach?
TAK, DOKŁADNIE TAK JEST.

Czy możliwe jest, że reinkarnujemy się ponownie od nowa w równoległym świecie i tworzymy kolejną alternatywę siebie?
NIE MAMY POTWIERDZENIA TEGO W NASZEJ WIEDZY, CHOĆ… NICZEGO WYKLUCZYĆ NIE MOŻNA.

Czy ktoś kto się zabija otrzymuje karę wielokrotnie większą niż morderca?
SAMOBÓJSTWO JEST TRAKTOWANE BARDZO ŹLE I KONSEKWENCJE TAKIEGO KROKU SĄ TRAGICZNE DLA KARMY. CZY GORZEJ, NIŻ MORDERCA? NASZYM ZDANIEM JEDNAK JEST TO O „OCZKO NIŻEJ”. ALE MIMO WSZYSTKO JEST TO DRAMAT, PRZED KTÓRYM TRZEBA UPRZEDZAĆ LUDZI, ALARMOWAĆ, ŻE NIE JEST TO WYJŚCIE Z SYTUACJI, A JEDYNIE ODWLECZENIE LEKCJI. ROBIMY TO CAŁY CZAS!

Czy możliwe jest, że wszechświat jednak jest miliony razy mniejszy niż nam się wydaje?
SŁOWO ‘MILIONY’ JEST NIEWŁAŚCIWE… JEST ON WIĘKSZY NIŻ WSZYSTKO, CO NAM SIĘ WYDAJE. WSZYSTKO WSKAZUJE NA TO, ŻE W NASZYCH ATOMACH MOGĄ BYĆ UKRYTE NIESKOŃCZONE ILOŚCI INNYCH WSZECHŚWIATÓW. CO TO OZNACZA? OTÓŻ W JEDNYM ATOMIE SIERŚCI NASZEGO KOTA, KTÓREGO WŁAŚNIE GŁASZCZEMY, MOŻE BYĆ WSZECHŚWIAT, W KTÓRYM NA JEDNEJ Z PLANET KTOŚ ODPOWIADA NA BARDZO PODOBNEGO E-MAILA… ILOŚĆ ŻYWYCH ISTOT I WSZECHŚWIATÓW PRZYPOMINA ILOŚĆ ZIARENEK PIASKU NA WSZYSTKICH PLAŻACH NASZEJ ZIEMI POMNOŻONA PRZEZ SIEBIE SAMĄ DO POTĘGI RÓWNIE WIELKIEJ, JAK TA LICZBA… MIĘDZY WSZYSTKIMI WSZECHŚWIATAMI ISTNIEJE WĘDRÓWKA DUSZ OWYCH ISTOT ŚWIATŁA, KTÓRYMI MI TAKŻE JESTEŚMY.

Pozdrawiam

E. [DANE DO WIADOMOŚCI FN] z podkarpacia



zwiń tekst



ZBÓJ I NOWOJORSKI TAKSÓWKARZ
Wt, 19 sty 2016 10:18 komentarze: brak czytany: 1223x

Kolejna historia 'o spotkaniu z Nieznanym' przysłana przez naszego czytelnika z Nowego Jorku, który na codzień jeździe tzw. "Yellow Cub", czyli słynną żółtą taksówką. Tekst jest bez polskich znaków, ale... mimo to jest czytelny. Kochany Nautiliusie,Dziekuje za  mile slowa i zyczenia. Zanim opowiem nastepna historie, mala dygresja. Te wszystkie historie towarzysza .......

czytaj dalej

Kolejna historia 'o spotkaniu z Nieznanym' przysłana przez naszego czytelnika z Nowego Jorku, który na codzień jeździe tzw. "Yellow Cub", czyli słynną żółtą taksówką. Tekst jest bez polskich znaków, ale... mimo to jest czytelny.

Kochany Nautiliusie,
Dziekuje za  mile slowa i zyczenia. Zanim opowiem nastepna historie, mala dygresja. Te wszystkie historie towarzysza mi od zawsze. Sa integralna czescia mojego zycia. Wiem, ze pochodza z dwoch niezaleznych zrodel. Te, nazwijmy je drobniejsze, ktore towarzysza mi doslownie kazdego dnia sa generowane przez moja rozbudowana intuicje  i byc moze niewielkich lecz jednak zdolnosci prekognicji. Drugie te, ktore ratuja mnie z opresji, podpowiadaja co zrobic. Czasami wrecz zmuszaja do podjecia okreslonych decyzji, zdecydowanie pochodza z zewnatrz. Mam nawet pewne podejrzenia o ich pochodzeniu. Dowodow niestety juz nie. Dzis bedzie historia, w ktorej glowna role odgrywa jak sadze intuicja.

"Zboj"
 
Zboj wsiadl do mojej taksowki okolo 4:00 nad ranem. Zdecydowanie nalezal do tej trzeciej grupy , ktorej nie wolno pod zadnym pozorem wpuszczac, ale i oni maja swoje triki. Wsiadl, gdy stalem na czerwonych swiatlach, a ze bylem zmeczony calonocna praca, po prostu zapomnialem zablokowac drzwi. Jak juz wsiadl, to trzeba bylo z nim  jechac. I tak jezdzilismy. Od jednego adresu pod drugi, ze niby czegos szukal.

Tylko tyle, ze kazdy nastepny adres byl w coraz ciemniejszym i bardziej odludnym miejscu. Wydarzylo sie to ponad 20 lat temu. To miasto wygladalo zupelnie inaczej. Niby caly czas bylismy na Manhattanie, ale w tym czasie pelno tam bylo ciemnych zaulkow. W pewnym momencie zorientowalem sie, ze moj zboj szuka dogodnego miejsca aby mnie obrabowac no i zrobilo sie niewesolo. Wtedy w mojej glowie powstala mysl, " rozmawiaj z nim".

Tym razem ta mysl nie przyszla z zewnatrz. Powstala w mojej glowie. Mimo panujacego w niej metliku, bo na pewno nie moglem sie skupic aby przemyslec sytuacje.  Rozmawialem z nim pewnie o pogodzie lub innych podobnych glupotach starajac sie patrzec mu w oczy. Mysle, ze mitem jest to, ze wszelkiej masci przestepcy potrafia zachowac zimna krew. Oni takze maja swoje emocje, ktorych nie zawsze potrafia ukryc. Glosem, wyrazem twarzy  gdy podawal kolejne adresy zdradzil swoje zamiary. Caly czas jadac zaczalem z nim spokojnie rozmawiac.

Po pewnym czasie  zauwazylem na jego twarzy pewnen proces myslowy. Tak jakby cos przemysliwal. Jednoczesnie dostrzeglem w nim wyraz jakby zniechecenia lub zaniechania. Skonczylo sie to tak, ze poprosil mnie abym sie zatrzymal poniewaz chcial wysiasc notabene w kolejnym bezsensownym miejscu. Po czym pieknie podziekowal , a nawet zaplacil.

Praktycznie to pewnie wygladalo tak, ze moj zboj znal swoj zbojecki fach i ryzyko z tym zwiazane widzac moja postawe i nagly przyplyw odwagi. Pomyslal sobie "no dobrze, ja mam pistolet, ale i on moze "cos miec", co ponad 20 lat temy w Nowym Jorku bylo wiecej niz prawdopodobne. Przemyslal sprawe i zrezygnowal ze swojego bezwstydnego zmiaru obrabowania mnie. Tym sposobem moje dobre samopoczucie zostalo uratowane.Takie to byly czasy i takie miasto.. lata lata temu...



zwiń tekst



NA TROPIE WSZECHŚWIADOMOŚCI
Wt, 19 sty 2016 10:08 komentarze: brak czytany: 1028x

Nasz czytelnik postanowił zmierzyć się z wielkim wyzwaniem i spróbował zrozumieć istotę "centrum zbierającego informację o wszechrzeczy". Tak jawi się nam istota Boga i jego obserwacje uznaliśmy na tyle ciekawe, że umieszczamy je na XXI PIĘTRZE.   Witam, Pozwólcie że zacznę od spraw powszechnie wiadomychJak powszechnie wiadomo foton dociera do Ziemi od Słońca w ciągu 8 minut,.......

czytaj dalej

Nasz czytelnik postanowił zmierzyć się z wielkim wyzwaniem i spróbował zrozumieć istotę "centrum zbierającego informację o wszechrzeczy". Tak jawi się nam istota Boga i jego obserwacje uznaliśmy na tyle ciekawe, że umieszczamy je na XXI PIĘTRZE.

 

Witam,

Pozwólcie że zacznę od spraw powszechnie wiadomych
Jak powszechnie wiadomo foton dociera do Ziemi od Słońca w ciągu 8 minut,nieco mniej powszechnie wiadomo że proces ten zaczyna się 10 000 do 170 tys lat wcześniej. W 8 minut dociera do nas światło z fotosfery, czyli miejsca w którym fotony przybierają fale długości widzialnej np dla ludzkiego oka. Dużo, dużo dziwniej sprawa wygląda z perspektywy samego fotonu, otóż nie dość że czas nie ma dla niego znaczenia (teoria względności), to jeszcze istnieje on istnieje w wielu miejscach naraz (teoria nieoznaczoności Heisenberga a także teoria wieloświatów).

Co to oznacza w praktyce?

 Przypuśćmy że jest godzina 12 w południe dnia 21.VI.2016r. Wypoczywasz sobie na plaży w Gdańsku. Za chwilę dotrze do Ciebie kolejny foton* zrodzony kilkadziesiąt tysięcy lat temu> Dla Ciebie koniec przygody z tym promykim śWiatła nastąpi szybciej niż mrugnięcie oka. Dla fotonu zaś moment jego narodzin i spotkanie z Tobą (oraz wszystko potem) to jedna i ta sama "chwila", która trwała, trwa i będzie trwać w bezskończoność. Co więcej ten sam kwant światła w tym samym "czasie" wyhaczy Cię nie tylko przy Bałtyku ale także, na przykład, na Mazurach, w Atenach, Tunisie, Cannes, czy też na orbicie ziemskiej i w nieskończenie wielu innych, mniej lub bardziej prawdopodobnych, miejscach. Dla fotonu wszystkie te możliwości są jednakowo prawdziwe, jednak to co będzie prawdą dla Ciebie zależy już od tego który wariant obierzesz oraz jakie decyzje podejmiesz Ty oraz istoty które współtworzą naszą "strzałkę czasu".

Wygląda na to że to co nazywamy JA (świadomy obserwator/samoświadomość/ego/podświadomość (czy też nieświadomość)/???) jest tylko komórką w organizmie Wszechświadomości.

Wszechświadomość.

Organizmie na który składają się jednostki** oraz różne zbiory świadomości z różnymi poziomami połączeń, wpływów i przepływu informacji*** tj: poprzednie wcielenia****, rodzina, przyjaciele*****, współwyznawcy******, etc, a także świadomość choćby materii (od świadomości kwantów, planet, układów planetarych aż po galaktyki tworzące kolejne zbiory świadomości/organizmy) oraz  ciemnej materiii i innych bytów niefizycznych (choć możliwe że takie istoty, tworzą własną rzeczywistość, która tylko miejscami się przecina z naszą).

Organizm ten to Wszechświadomość tworząca strzałkę czasu (wpływającą na fale prawdopodobieństwa*******)

 I to właśnie ta połączona sieć różnych świadomości sprawia że coś się staje realne dla bytów które zawiera - to tak jkiedy podejmujesz decyzję by sięgnąć po kubek - wysyłasz informację którą odbiera masa komórek (z ich perspektywy może to glądać jak przeznaczenie lub inna siła którą mogą pojmować na swój sposób ;)

*(kolejny z niezliczonej ilości, jakie Cię spotykają każdego dnia)
**i tu pojawia się problem z nazewnictwem, bowiem wszystko jest nieskończenie podzielne, a więc z tej perspektywy nie ma jednostek, choć zarazem wszystko jest jednością
***przepływ informacji między takimi jednostkami w grupie, już od ery jednokomórkowców, pozwala na ewolucję.
****być może kolejnymi także
*****dwunożni, czworonożni, skrzydlaci z płetwami lub mackami, wszystko jedno :)
******z reguły "pojedyńcza"(patrz "*") samoświadomość ma mniejszy wpływ na fale prawdopodobieństwa, niż cała grupa.Choć zapewne Zdarzają się wyjątki o wierze silniejszej niż całe narody.
*******oczywiście aby to funkcjonowało, musi trzymać się twardych zasad logiki, tak jak pociąg trzymający się torów, inaczej wszystko byłoby wykolejone ;)

Do czego zmierzam?

Każdy przejaw życia to nauka wszechświata o samym sobie. Dzięki temu może tworzyć coraz bardziej zdumiewające dzieła. Dlatego też nie złośćcie się na wszelakiej masy sceptyków i niedowiarków - oni spełniają swój wariant/wariacje wszechświata (teoria wielowszechświadomości) ;D
Przepraszam za chaotyczny styl< mam nadzieję że nie nagmatwałem za bardzo (mam problem z przekuwaniem myśli w słowa, to co uda mi się przekuć często wygląda jak w krzywym zwierciadle i choć się staram to nie oddam w pełni tego co chcę)

PS Przez wiele lat Dzięki Wam nie czułem się osamotniony ze swoimi poglądami (szczególnie w kwestiach braci "mniejszych" , wędrówki dusz, Wielkich Nauczycieli< Życia i wszechświata)

Ekipo tworząca Nautilusa
Dziękuję że jesteście,



zwiń tekst



1 LUTEGO W SYRII ODBĘDZIE SIĘ WIELKA MEDYTACJA NA RZECZ POKOJU
Śr, 20 sty 2016 07:22 komentarze: brak czytany: 885x

O tym wydarzeniu zawiadomiła pokład okrętu Nautilus nasza czytelniczka. Droga Redakcjo Nautilusa!Piszę tutaj, bo nie bardzo wiem, gdzie indziej podrzucić pomysł na artykuł. Wczoraj dowiedziałam się o niezwykłej inicjatywie artysty amerykańskiego, Jamesa Twymana, który 1 lutego zagra koncert na rzecz pokoju w kontrolowanej przez Państwo Islamskie Syrii. Poprowadzi on tam również medytację.......

czytaj dalej

O tym wydarzeniu zawiadomiła pokład okrętu Nautilus nasza czytelniczka.

Droga Redakcjo Nautilusa!

Piszę tutaj, bo nie bardzo wiem, gdzie indziej podrzucić pomysł na artykuł. Wczoraj dowiedziałam się o niezwykłej inicjatywie artysty amerykańskiego, Jamesa Twymana, który 1 lutego zagra koncert na rzecz pokoju w kontrolowanej przez Państwo Islamskie Syrii. Poprowadzi on tam również medytację i muzułmańską modlitwę o pokój. Czas i miejsce do ostatniej chwili jest trzymane w tajemnicy, ze względów bezpieczeństwa.

Piękna idea i wszyscy, którzy pragną dołączyć się do niej i zaświadczyć, że tylko poprzez przemianę i wysłanie "wrogom", "terrorystom", "siłom zła" miłości, można dokonać jakiejś zmiany, są zaproszeni do przyłączenia. Może zechcielibyście umieścić u siebie informację o takiej pozytywnej i podnoszącej na duchu akcji?

Tutaj link do strony Jamesa Twymana:
http://jamestwyman.com/peace_concert_syria.html


Profil Jamesa na fb:
https://www.facebook.com/jimmyjames.twyman




Oto link do Wydarzenia na facebooku (po polsku):

https://www.facebook.com/events/178232049200450/

Zaproszenie do Wydarzenia na youtube:
https://www.youtube.com/watch?v=K9wtVLM5rTc

Tak bardzo w tych czasach potrzeba nam wiary w coś więcej niż zło, zemsta i atak...


Pozdrawiam całą Redakcję!
[dane do wiad. FN]

 

Oto kilka informacji o tym wydarzeniu:


•    z historii samego Jamesa - oto moje tłumaczenie fragmentu strony internetowej Jamesa http://jamestwyman.com/ :

"1 lutego 2016 roku duża grupa żydowskich, muzułmańskich i chrześcijańskich przywódców religijnych dołączy do muzyka - Jamesa Twymana, podczas najważniejszej Medytacji w Intencji Pokoju w historii.

Czy wierzysz, że możliwe jest, by wysłać wystarczająco silną energię w intencji pokoju, by zapobiec przemocy Państwa Islamskiego (ISIS), która prześladuje rejony Syrii i Iraku? Miliony ludzi na całym świecie przyłączy się do Jamesa i przywódców religijnych podczas największego w dziejach czuwania w modlitwie na granicy syryjskiej. Naukowe badania dowiodły, że wielka grupa ludzi, skupiająca energię swej miłości na konkretnym globalnym kryzysie, jest w stanie wpłynąć na pozytywną zmianę wydarzeń. Przywódcy trzech religii abrahamowych występują naprzód, by udowodnić, że jest to prawdą. PROSIMY, PRZYŁĄCZ SIĘ DO NICH!

W ciągu ostatnich dwudziestu lat James Twyman, znany również jako Trubadur Pokoju, był zapraszany do zagrania swojego koncertu na rzecz pokoju w wielu dotkniętych wojną krajach. Zaczęło się od Bośni i Chorwacji w 1995 roku, następnie w 1998 roku Saddam Hussajn zaprosił go do występu w narodowym teatrze w Bagdadzie. To tylko dwie z wielu misji na rzecz pokoju, które na przestrzeni lat podjął James.

"Poprowadzenie modlitw na rzecz pokoju w będącej obecnie pod rządami Państwa Islamskiego (ISIS) Syrii będzie najważniejszą i najniebezpieczniejszą misją pokojową całego mojego życia" - wyjaśnia James.

Przyłącz się do Jamesa w Wielkim Ogólnoświatowym Czuwaniu w Modlitwie w styczniu. Pomóż przynieść pokój ISIS.

"Każda z misji pokojowych, które podejmowałem, była niebezpieczna, ale ta podróż jest bez wątpienia najbardziej ryzykowna, ale i - moim zdaniem - najważniejsza. Ludzie na całym świecie są zaniepokojeni eskalacją przemocy na Bliskim Wschodzie, szczególnie w związku z powstaniem Państwa Islamskiego, ale nie czują się oni w mocy, by przyjąć, że sami są częścią rozwiązania. I właśnie to chcemy zmienić."

CUD MODLITWY AFIRAMCYJNEJ - NAJPOTĘŻNIEJSZA SIŁA NA ZIEMI

Miliony ludzi brało udział w ogólnoświatowych modlitewnych czuwaniach, prowadzonych m.in. przez Jamesa. Ich skutkiem często były prawdziwe cuda. Na przykład w 1999 roku Twyman wraz z Gregiem Bradenem i Doreen Virtue zorganizowali czuwanie, które zbiegło się w czasie z eskalacją przemocy w Iraku. Szacuje się, że co najmniej 2 miliony ludzi przyłączyło się do Jamesa, Doreen i Grega, skupiając się na modlitwie w tej samej chwili, gdy wydano rozkaz, by rozpocząć naloty powietrzne. Cudem, w obliczu tak obezwładniającej energii duchowej, naloty odwołano. To tylko jeden z wielu przykładów, które demonstrują potęgę milionów ludzi, łączących się we wspólnej modlitwie i skupiających się na konkretnym wydarzeniu na świecie. Dlatego też wielu ludzi jest przekonanych, że tego rodzaju pozytywna modlitwa jest najpotężniejszą siłą na ziemi!

MOŻESZ NAM POMÓC NA DWA SPOSOBY...

* Przyłącz się do nas w modlitewnym czuwaniu, by zapobiec przemocy Państwa Islamskiego (ISIS). W dniu przybycia Jamesa do Syrii wyślemy Ci więcej informacji, jak zastosować Modlitwę Afirmacyjną (w połowie stycznia James będzie już w drodze, także gdy tylko dostaniemy informację o dokładnym dniu i czasie Koncertu Pokoju, damy Ci o tym znać drogą mailową). Z powodów bezpieczeństwa dokładny czas i miejsce czuwania zostaną ogłoszone dzień przed samym wydarzeniem. Zarejestruj się na poniższej stronie, a prześlemy Ci szczegóły:
…………………………………………………………………………
poniżej tłumaczenie powyższego linka na język polski:

Partnerzy Modlitwy Pokoju ~ Koncert w Syrii

Dziękujemy za dołączenie do milionów ludzi z całego świata jako Partner Modlitwy Pokoju. W styczniu James Twyman udaje się do Syrii, a my będziemy wysyłać Ci zawiadomienia, byś mógł połączyć się z nim energetycznie w chwili przygotowań do najważniejszego koncertu w jego życiu. Również mailowo damy Ci znać o dokładnym dniu i godzinie naszych afirmacyjnych modlitw w intencji Państwa Islamskiego (ISIS). Prosimy o udostępnianie tej wiadomości wszem i wobec.

Imię *
Nazwisko *
Adres Email *
…………………………………………………………………………

* Pomóż nam UDOSTĘPNIĆ INFORMACJĘ O TYM WYDARZENIU.

Ta fala modlitwy wywoła zamierzony skutek tylko, jeśli weźmie w niej udział ogromna liczba ludzi. Proszę, prześlij tę wiadomość swoim znajomym. Im więcej osób udostępni tę informację, tym szybciej dotrzemy do wystarczającej liczby ludzi.

Naukowe badania stale potwierdzają, że duża grupa oddanych ludzi, skupiająca się na konkretnej sytuacji, bądź wydarzeniu, może bezpośrednio wpływać na tę sytuację lub wydarzenie.

STAŃ SIĘ CZĘŚCIĄ TEGO HISTORYCZNEGO WYDARZENIA

James zaryzykuje swym życiem, by zaświadczyć o rzeczywistości pokoju. Czy zadeklarujesz połączenie się z nim i innymi ludźmi z całego świata na 15 minut w czasie jego pobytu w Syrii? JESTEŚ NAM BARDZO POTRZEBNY!

Dziękujemy Ci za udostępnianie tej informacji!"
•    muzułmańska modlitwa o pokój w wykonaniu Jamesa plus info o wydarzeniu: https://www.youtube.com/watch?v=K9wtVLM5rTc
•    oto link do wydarzenia, które utworzyłam na facebooku, gdzie umieszczane są po polsku informacje i „updaty” na temat tej akcji: https://www.facebook.com/events/178232049200450/
•    o tej idei mówią kwantowi naukowcy oczywiście i większość duchowych nurtów, m.in. Greg Braden (z którym James wspólpracował), Joe Dispenza, Wayne Dyer
•    HeartMath  Institute bada zależność serce-umysł, intencja, koherenencja fal serce-umysł, itp: https://www.heartmath.org i http://www.heartmath.com.pl

„Globalna Koherencja
Odkrycie sugerujące, iż możemy uzyskać koherencję na znacznie większą skale, pokazuje, że serce posiada potężne pole elektromagnetyczne i swój własny złożony system nerwowy oraz obwody elektryczne generujące amplitudę elektryczną o około 60 razy większą niż mózg…


Naukowcy faktycznie zmierzyli elektromagnetyczny sygnał produkowany przez rytm serca w falach mózgowych i teraz wielu z nich twierdzi, iż serce posiada własną zorganizowaną inteligentną sieć. Naukowcy twierdzą, iż ta sieć jest w stanie funkcjonować samodzielnie, uczyć się, zapamiętywać oraz wytwarzać emocje, czyli wszystko to, co tradycyjnie potrafi rzekomo tylko mózg.


Instytut HeartMath oraz światowej sławy astrofizyk jądrowy Elizabeth Rauscher utworzyli partnerstwo w czerwcu 2007 roku, aby wybudować Globalny System Monitorowania Koherencji, światową sieć stacji czujnikowych, które będą mierzyć oraz badać fluktuacje w polu magnetycznym generowanym przez ziemię i jonosferę."


Mam nadzieję, że choć troszkę pomogłam w przybliżeniu tej historii. Jeśli mogę pomóc w czymś jeszcze, dajcie znać. Jeśli chcecie użyć mojego tłumaczenia, proszę bardzo, nie podawajcie tylko mego nazwiska publicznie, tylko imię (Marysia). Jeśli według Was jest to właściwe miejsce na to, to moglibyście podać gdzieś link do wydarzenia na facebooku, chciałabym, by jak najwięcej ludzi dowiedziało się o tej akcji, tam również umieszczam wszystkie informacje po polsku, w razie zmian (np. była już jedna zmiana co do dnia koncertu).

Tak bardzo w tym czasie nienawiści, ataku i odwetu, widzenia wszędzie wrogów i zagrożeń, oskarżeń i winy potrzebujemy takich niezwykłych Inicjatyw jak ta. Trzeba zacząć od konfrontacji ze swoją „ciemną stroną” i bycia żywą demonstracją miłości, pokoju, dobrych intencji i przebaczenia… Jedyna nadzieja to zacząć od siebie, własnego podwórka, trzeba dokonać przeskoku z myślenia umysłem, rozumowo, koncepcjami - do myślenia i działania z serca, miłości, współczucia.

Dzięki i pozdrawiam serdecznie!

[dane do wiad. FN]



zwiń tekst



DRAMAT Z WYWOŁYWANIEM DUCHÓW - oto prawdziwa historia!
Nie, 17 sty 2016 22:54 komentarze: brak czytany: 1241x

Czy ta historia jest wyjątkowa? Oczywiście nie. Mamy takich bardzo dużo. Jej opis trafił do nas po publikacji ostrzegającej przed zabawą w "wywoływanie duchów". Trafia do naszego archiwum, ale także publikujemy ją w naszym XXI PIĘTRZE.   From: [dane do wiad. FN]Sent: Sunday, January 17, 2016 10:32 PMTo: FNSubject: Wywolywanie duchowWitam... po przeczytaniu Waszego artykulu o zabawie.......

czytaj dalej

Czy ta historia jest wyjątkowa? Oczywiście nie. Mamy takich bardzo dużo. Jej opis trafił do nas po publikacji ostrzegającej przed zabawą w "wywoływanie duchów". Trafia do naszego archiwum, ale także publikujemy ją w naszym XXI PIĘTRZE.

 

From: [dane do wiad. FN]
Sent: Sunday, January 17, 2016 10:32 PM
To: FN
Subject: Wywolywanie duchow


Witam...

po przeczytaniu Waszego artykulu o zabawie w wywolywanie duchow,chcialbym Wam opisac swoja historie a wlasciwie grupy moich przyjaciol.Cala sytuacja wydarzyla sie 20 lat temu.Ale moze od poczatku.

Nie wiem dlaczego ale zawsze od dziecka postrzegalem jakos wszystko inaczej i interesowalem sie tym czym dzieciak raczej nie powinien,mialem swoje zdanie  i juz podczas pierwszych zajec religii byly problemy.Pamietam kiedys jako 20 latek kolega mi opowiadal o wywolywaniu duchow,ze byl na seansie w miejsowosci nadmorskiej a przebywal tam brat znanego polskiego aktora,ktory sie tym zajmowal,opowiedzial jak to wygladalo a takze mowil o pewnych zasadach,ktore zapamietalem mianowicie,ze jesli nie wierzysz najlepiej nie bierz udzialu-usiadz z boku,z miejsca w ktorym sie to odbywa nic nie zabieraj,nigdy nie wiesz jaka energia przychodzi z drugiej strony.

Po pewnym czasie dostalem w nocy telefon od kolezanki aby szybko do niej przyjsc bo cos sie wydarzylo,ja siedzialem wtedy u kolegi wiec noe myslac dlugo pobieglismy do Niej(bylo to pare blokow dalej),kiedy weszlismy w pokoju byl polmrok,byla tam jej siostra i kolezanka,wiec pomyslalem ze to jakis kawal.Na stole stal krzyz i ksiazeczka do nabozenstwa a one byly przestraszone i wyjasnily ze wywolywaly duchy i cos dziwnego sie dzieje w domu,oczywiscie nie uwierzylem zostalismy na noc i nic sie nie dzialo.Nastepnego dnia wrocilismy tam po poludniu i Katarzyna ,ktora byla inicjatorka wywolywania duchow zaproponowala zeby to zrobic,nie mialem nic na przeciwko bo w to nie wierzylem ale powiedzialem ze nie biore w tym udzialu tylko bede obserwowal wraz z kolega i kolezanka a przy stole usiadly Katarzyna i Agata,byl alfabet,liczby,tak,nie oraz talerzyk z narysowana strzalka.Katarzyna przywolala ducha,talerzyk sie poruszal po stole,jako sceptyk obserwowalem ruchy ich dloni oraz przedramion probujac zauwazyc czy same tego nie robia,lecz kiedy go puscily poruszal sie sam po stole...wtedy uwierzylem,zadawaly pytania a on odpowiadal.

Mowil ze jest chlopakiem ,ktory sie powiesil,podawal informacje na moj temat o ktorych nikt nie wiedzial a takze o innych a pozniej zaprosil mnie ze ja moge brac w tym udzial,zapytalem dlaczego odpowiedzial ze mam duza wiare w Boga na co ja zaprzeczylem i nie chcialem brac w tym udzialu...seans zakonczyl sie tak ze zdjely talerzyk ze stolu....nie odwolaly go.

Ja z kolega udalem sie do domu,w nocy znowu telefon ze cos dzieje sie z Agata...wiec znowu tam poszlismy,powiedzialy ze wywolywaly znowu,wiec zapytalem gdzie jest Agata,siedziala sama w drugim pokoju byla wystraszona bo duch powiedzial ze bez niej nie odejdzie-wszedlem tam siedziala po ciemku zapalilem swiatlo,nie odzywala sie miala rece pociete nozem byla w rozsypce...zabralem ja do drugiego pokoju,opatrzylem rany nie byly powazne zapytalem gdzie talerzyk powiedzialy ze w szafce,poszedlem sprawdzic ale zniknal.

Poradzilem aby poszly poszukac pomocy u ksiedza,jak sie pozniej dowiedzialem ksiadz kiedy sie dowiedzial co robily przegonil je ale pomogl im inny.Po jakims czasie wyprowadzily sie Agata skonczyla studia a Jej siostra Anna jak przepowiedzial duch zostala prostytutka.Pozniej nasz kontakt urwal sie a na klatce w ktorej to sie odbywalo powiesil sie mlody chlopak.Mam nadzieje ze ta historia bedzie dowodem dla niedowiarkow a takze przestroga,bo to nie zabawa i nigdy nie wiemy kto przychodzi z drugiej strony.Pozdrawiam Serdecznie 

[dane do wiad. FN]



zwiń tekst



KARMA I POMAGANIE POTRZEBUJĄCYM – odpowiedź na pytanie czytelnika FN
Nie, 17 sty 2016 12:09 komentarze: brak czytany: 872x

W naszej codziennej poczcie znajdujemy ciekawe pytania. Czasami dotyczą one spraw podstawowych, związanych z tzw. karmą, czyli prawem „przyczyny i skutku”, które buduje nasze życie składające się z całego ciągu wydarzeń.Oto ten e-mail:-----Original Message-----From: [dane do wiadomości FN]Sent: Saturday, January 16, 2016 12:24 PMTo: FNSubject: Karma a osoby potrzebująceDroga Redakcjo.......

czytaj dalej

W naszej codziennej poczcie znajdujemy ciekawe pytania. Czasami dotyczą one spraw podstawowych, związanych z tzw. karmą, czyli prawem „przyczyny i skutku”, które buduje nasze życie składające się z całego ciągu wydarzeń.

Oto ten e-mail:

-----Original Message-----
From: [dane do wiadomości FN]
Sent: Saturday, January 16, 2016 12:24 PM
To: FN
Subject: Karma a osoby potrzebujące

Droga Redakcjo!

Jestem Waszym czytelnikiem od przeszło 5 lat, jednak dopiero dzisiejsza sytuacja wywołała we mnie nieodpartą chęć skontaktowania się z Nautilusem. Stan faktyczny był następujący: pod drzwi mojego mieszkania przyszedł nieznajomy. Na dźwięk dzwonka do drzwi automatycznie poszedłem otworzyć i sprawdzić kto przyszedł. Powiedział, że jest bezdomnym i prosi o pieniądze. Jego wygląd był naprawdę odstręczający, ubranie było zniszczone, a mężczyzna ten był ewidentnie zaniedbany. Gdy usłyszałem w jakim celu przyszedł, odruchowo zamknąłem drzwi mówiąc "Nie mam nic. Do widzenia". Kilka minut po tym jak odszedł, naszła mnie wątpliwość, którą mam nadzieję wspólnie z Państwa pomocą uda się choć po części rozwiać.
Zastanawia mnie mianowicie, czy zgodnie z prawem karmy powinniśmy bezrefleksyjnie pomagać wszelkim osobom w potrzebie? Mam tu na myśli osoby bezdomne, żebrzące na ulicach, cygańskie rodziny (głównie dzieci), czy osoby przedstawiane w telewizji jako podopieczni wszelakich fundacji. Czy odmawiając takiej osobie pomocy "tracę punkty" i oddalam się od doskonałości duchowej oraz narażam się na podobną sytuację w przyszłym wcieleniu (z odwróconymi rolami)? Z mojej perspektywy jest to problem, ponieważ dając te pieniądze robiłbym to nieszczerze, mając z tyłu głowy, że nie zostaną one wykorzystane na potrzeby podstawowe, lecz na alkohol i inne używki. Ostatnie moje pytanie, co w takiej sytuacji jest ważniejsze z punktu widzenia "awansu" duchowego - intencja osoby przekazującej datek (bez braku świadomości na co zostaną spożytkowane środki), czy satysfakcja z otrzymanego zastrzyku gotówki przez osobę potrzebującą, którą widzimy bezpośrednio po udzieleniu pomocy?

Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]

Udzielać pomocy trzeba! Trzeba to robić bezinteresownie, osobom naprawdę potrzebującym. Jak ich rozpoznać? Trzeba się kierować intuicją, wewnętrznym głosem, który powinien dać nam odpowiedż. Tu jednak ważne zastrzeżenie.

Świat jest pełen oszustwa i przekazywanie pieniędzy przeróżnej maści cwaniakom, które z naciągania zrobili sobie sposób na życie… to oczywiście żart i nie ma sensu w ten sposób „budować sobie dobrej karmy”. Ale oczywiście warto nauczyć się robić rzeczy bezinteresownie, jedynie z chęci pomagania innym, którzy mają gorzej niż my. Zamiast rozdawać pieniądze na lewo i prawo warto pomóc jednej osobie, co do której jesteśmy pewni, że rzeczywiście jej sytuacja na to zasługuje. Nasze ego mówi „szkoda, nie rób tego!”, ale trzeba je poskromić niczym dzikie zwierzę. My także robimy to każdego dnia! :)

 Na koniec jeszcze jedna wskazówka.

Człowiek powinien być jak surfer, czyli osoba ślizgająca się po falach – radzą wschodni mistrzowie. Ktoś, kto nie rozumie zasad przemian Jing-Jangu nigdy nie będzie szczęśliwy.

Filozofia wschodu związana z zasadą przemian Jing-Jangu mówi o tym, że nic nie trwa wiecznie, a wszystko wokół nas się zmienia. Tych zmian nie dostrzegamy, ale one następują każdego dnia. Wiele osób ma lęk przed tym, że coś, co w ich mniemaniu jest "szczęśliwym stanem" przeminie i dlatego próbują utrzymać ten stan "rękami i nogami" za wszelką cenę przy użyciu często nikczemnych metod, czym ściągają na siebie prawdziwe nieszczęście.
Jeśli zbytnio zachwycamy się nową sytuacją (nową pracą, miłością itp.), to tworzymy balon jednostronnych wibracji, który kiedyś zostanie napełniony do granic możliwości pęknie, a pękając zniszczy coś, co posiadamy - albo pozycję, albo miłość, albo... nasze zdrowie, albo wszystko naraz.

Musimy więc nauczyć się cieszyć tym, co posiadamy i co uznajemy za dobre, jako tym, co się nam należy, trudności przyjmować jako naukę pobieraną z rąk Mistrza i nie chwytać się kurczowo brzegów fal wiecznej odmiany Jin-Jangu. Musimy więc być otwarci na to, aby przyjmować dobro i zło (w naszym rozumieniu) jako dwie strony tej samej energii, żyć w harmonii z delikatną, ale Wielką Prawdą Cyklicznych Przemian Natury. Jeśli nam się to uda, będziemy niczym surfer na falach oceanu ślizgać się po grzbietach fal Jing-Jangu, łagodnie wznosić się i ponownie opadać z uśmiechem na twarzy, bez ciągłego lęku przed tym, że właśnie na tej fali "spadamy". Jak wytłumaczyć prawo "Cyklicznych Przemian"?
Najlepiej posłużmy się przepiękną, chińską przypowieścią, którą znalazł w Chinach filozof Alan Watts.

"Pewien wieśniak miał tylko jednego konia. Pewnego dnia ten koń mu uciekł. Tego dnia sąsiedzi zebrali się, żeby mu współczuć i pocieszyć go w tym nieszczęściu. Kiedy padły słowa - "jakie to nieszczęście spadło na niego", on tylko stwierdził "być może, że to jest nieszczęście, a być może, że nie". Następnego dnia koń powrócił z sześcioma dzikimi końmi i wszyscy przyszli cieszyć się i gratulować mu szczęścia, a on znowu odpowiadał, że "być może jest to szczęście, a być może, że nie".
Za parę dni syn jego chciał się przejechać na jednym z tych dzikich koni. Koń jednak wierzgnął, a syn jego spadł tak nieszczęśliwie, że złamał nogę. Kiedy przyszli sąsiedzi z wyrazami współczucia - powtórzył tylko "być może, że jest to nieszczęście, a być może, że nie". Następnego dnia przyjechali wysłannicy króla, aby pobrać nowych mężczyzn do wojska, ale syna nie wzięli, bo miał złamaną nogę. Kiedy przyszli sąsiedzi z gratulacjami - powtórzył tylko "być może, że to szczęście, a być może, że nie". Komentarz Alana Wattsa do tego opowiadania był krótki - "cykliczność Jing-Jangu jest delikatna i mądra, trzeba nie być ślepym, aby to zobaczyć
".



zwiń tekst



'WUJEK ZYGMUNT' - niezwykła historia, którą opowiedział nam kierowca taksówki z Nowego Jorku
Czw, 14 sty 2016 09:58 komentarze: brak czytany: 927x

Nasz czytelnik p. Krzysztof jest taksówkarzem w Nowym Jorku. Okazuje się, że jego praca także daje mozliwości spotkania z czymś "nieznanym". W jego kolejnej korespondencji na pokład okrętu Nautilus opisał niezwykłe wydarzenie, które nazwał tytułem "Wujek Zygmunt". Proponujemy spokojnie przeczytać to, co przydarzyło sie p. Krzysztofowi. Zachowaliśmy oryginalną pisownię, w tym brak "polskich.......

czytaj dalej

Nasz czytelnik p. Krzysztof jest taksówkarzem w Nowym Jorku. Okazuje się, że jego praca także daje mozliwości spotkania z czymś "nieznanym". W jego kolejnej korespondencji na pokład okrętu Nautilus opisał niezwykłe wydarzenie, które nazwał tytułem "Wujek Zygmunt". Proponujemy spokojnie przeczytać to, co przydarzyło sie p. Krzysztofowi. Zachowaliśmy oryginalną pisownię, w tym brak "polskich znaków", ale mamy nadzieję, że... zostanie to nam wybaczone.

 

 

..."Wujek Zygmunt"

Kochany Nautilusie przesylam nastepna historie ktora przydarzyla mi sie gdy pracowalem jako taksowkarz w Nowym Jorku. Aby lepiej zrozumiec ta historie kilka zdan o pracy taksowkarza. Specyfika tej pracy polega na tym ze najwazniejsza sprawa jest nauczyc sie jednej rzeczy; kogo mozna wpuscic do taksowki a kogo nie. Pasazerow mozna podzelic na trzy kategorie.Pierwsza to Ci ktorych mozna bez obawy wpuscic do taksowki, drudzi to Ci ktorych trzeba najpierw zlustrowac, a trzecia to Ci ktorych pod zadnym pozorem nie mozna wpuscic.

Jest jeszcze cala masa roznych cudakow i dziwakow, ktorzy tworza koloryt tego miasta, ale taksowkami to nie jezdza. Nie bede wnikal w szczegoly dlaczego tak jest, ale tak jest i nigdy inaczej juz nie bedzie. Historia ktora mi sie przydarzyla miala miejsce gdy wykonywalem ta prace juz trzeci rok i ciagle cieszylem sie dobrym zdrowiem i samopoczuciem, znaczy sie znalem swoj fach.

Mialem go jak to sie mowi w jednym "oku". A bylo to tak:

Zdarzylo sie to w bodajze pierwsza letnie sobotnie popoludnie gdy mnostwo ludzi korzystajac z pieknej pogody sobie spacerowalo, a nikt nie bral taksowki. W zwiazku z tym ja jezdzilem pusty i nie zarabialem. Z kazda przemijajaca chwila moja frustracja byla coraz wieksza. Bylem wtedy na Upper West side gdzie mieszkaja naprawde bogaci, dobrze wygladajacy ludzie. I tak posrod tych spacerujacych dostrzeglem stojacego mezczyzne, ktory zadnym sposobem nie pasowal ani do tego miejsca ani do tego miasta. Stal posrod tlumu, samotnie, jakby wyobcowany. Nawet wokol niego byla pustka jakby ludzie go omijali. Na pewno nie dlatego ze ich dziwil bo oni widzieli juz nie takich cudakow i pewnie jeszcze wiecej przezyli. Ubrany byl jakby w ubranie robocze.

Stal nieruchomo, jego twarz byla jakby ogorzala od wiatru czy slonca choc rownie dobrze mogl miec ciemniejszy kolor skory. Skojarzyl mi sie z polskim rolnikiem, a wiem o czym pisze bo dziecinstwo spedzilem na wsi. Lecz to nie jego ubior decydowal, a jego postawa i wyraz twarzy ktory sprawial wrazenie wyobcowania. Gdy podjechalem podniosl reke by zatrzymac taksowke tak jak sie to robi chyba na calym swiecie, lecz ruch ten byl jakby mechaniczny. Beznamietnym glosem, choc poprawna angielszczyzna podal adres na ktory chcial jechac. Bylo to skrzyzowanie dwoch ulic, co jest typowe. Nawet gdy podawal adres jego twarz pozostala nieruchoma, zamyslona, jakby nieobecna. Wszytsko co robil, robil jakby mechanicznie. ja zatrzymalem sie tylko dlatego, ze bylem bardzo sfrustrowany jezdzac dluzszy czas pusta taksowka. Zdalem sobie sprawe ze lamie wszystkie reguly doswiadczonego taksowkarza. Kurs nie byl dlugi, moze 10 minut.

Jadac w pewniej chwili spojrzalem w wsteczne lusterko aby sie przyjrzec mojemu pasazerowi. W lusterku zobaczylem jego twarz. Teraz byla usmiechnieta."Nieobecne" przed chwila oczy byly zywe, zyczliwie patrzyly na mnie.Pewnie widzial ze go obserwuje. Nie wiem czy z wyrazu jego oczu czy jakos telepatycznie odczytalem jakby pytanie skierowane do mnie "ciekawe czy on wie kogo wiezie". Jakby w odpowiedzi na to jego pytanie pomyslalem: "przeciez to jest wujek Zygmunt",ktory nie zyl juz od wielu lat. Na ktorego gospodarstwie jako dziecko spedzalem wakacje i bylem z nim wtedy bardzo zzyty. Nie byl moze bardzo podobny do niego ale to byl na pewno ten sam typ czlowieka.

Ten jego zyczliwy lekko ironiczny lekko zadziorny usmiech. Zyczliwa dla ludzi twarz i ten ubior mogl mi sie skojarzyc tylko z moim wujkiem Zygmuntem. Nie wiem co on widzial w mojej twarzy. Bez slowa patrzylismy tak chwile na siebie.Mialem wrazenie, ze sie rozumiemy. Kurs byl krotki wiec szybko bylismy na miejscu. Wysiadajac zrobil to znowu jakby mechanicznie. Twarz byla beznamietna nieobecna. Bez slowa podal mi pieniadze. Odjezdzajac jak dlugo bylo to mozliwe obserwowalem go w lusterku. Stal w miejscu w ktorym wysiadl, znowu nieruchomo, nigdzie nie odszedl. Nie wiem kim byl ten dziwny czlowiek. Dla mnie bedzie zawsze wujkiem Zygmuntem . Gdy tylko wysiadl od razu wiedzialem, ze wsiadl do mojej taksowki tylko po to aby mi przekazac pieniadze.Tak to jest chyba najlepsze okreslenie. Suma ktora "zaplacil" za ten krotki kurs wielokrotnie przekraczala sume nalezna za kurs i doskonale zrekompensowala moje straty gdy jezdzilem pusty.

Podobna historie opowiedzial mi kiedys kolega. Jezdzil w nocy. Trafila mu sie taka noc, ze byl pewny ze tym razem dolozy do tego interesu i wtedy nad ranem wsiadla do jego taksowki pewna Pani, ktora za krotki kurs wreczyla mu plik banknotow. Gdy je przeliczyl to wyszla mi "calkiem zgrabna" noc i mogl spokojnie wracac do domu. Moj kolega byl madrym czlowiekiem. Wiele sie od niego nauczylem i to nie w sensie zawodowym, niezle tez malowal. Z tym ze byl strasznym sceptykiem. W zwiazku z ta jego przypadloscia ta Pani funkcjonowala w jego opowiadaniu jako wariatka. Ale ja wiem czy to tylko wariatka byla...?  

Z pozdrowieniami
Krzysztof [dane do wiadomości red. FN]



zwiń tekst



ATAK NOCNEJ ZMORY - kolejne świadectwo
Czw, 14 sty 2016 09:38 komentarze: brak czytany: 876x

Historie o tzw"nocnych zmorach", czyli demonicznych istotach próbujących doprowadzić do śmierci osób w trakcie snu pisaliśmy wiele razy.W ostatniej poczcie znaleźliśmy kolejną relację o takim właśnie "ataku nocnego demona". [...] Przeczytałam listy nadesłane do Państwa w temacie "zmory" . Postanowiłam napisać ponieważ chyba przytrafiła mi się podobna sytuacja i to dwa razy. Z pewnością.......

czytaj dalej

Historie o tzw"nocnych zmorach", czyli demonicznych istotach próbujących doprowadzić do śmierci osób w trakcie snu pisaliśmy wiele razy.W ostatniej poczcie znaleźliśmy kolejną relację o takim właśnie "ataku nocnego demona".

[...] Przeczytałam listy nadesłane do Państwa w temacie "zmory" . Postanowiłam napisać ponieważ chyba przytrafiła mi się podobna sytuacja i to dwa razy. Z pewnością moje opisy  będą chaotyczne ale sama nie wiem jak mogę je opisać. Pierwszy raz doświadczyłam odczucia zmory sennej kilka lat temu chyba był to rok 2005. Śniłam że śpię u mojej cioci (zmarła w 1994 roku) razem z nią w łóżku. Następuje ranek, ciocia gotuje mi lane kluski na mleku, po czym do pokoju(pokój jest zarazem i kuchnią) wchodzi jej synowa (stosunki cioci i synowej były bardzo chłodne żeby nie powiedzieć złe). Synowa stanęła i nic nie mówiąc rozglądała się i patrząc na mnie podchodziła do łóżka, zmieniając pozycję ciała w "nastroszonego kota" z zapadniętymi policzkami, bez oczu tylko oczodoły i zaczęła mnie dusić. Nie wiem jak udało mi się wybudzić z tego snu ale byłam nim zmęczona.

Drugi raz miał miejsce we wtorek. Przysypiając oglądałam telewizję i trafiłam na film pt. "Przepowiednia" oglądałam go z przerwami na drzemkę. Budziłam się oglądałam i znów zasypiałam. Obejrzałam samą końcówkę filmu i wyłączyłam telewizor. Zasnęłam i we śnie próbowałam wyłączyć telewizor bezskutecznie, próbowałam zawołać syna z sąsiedniego pokoju ale bałam się głośniej krzyknąć i miałam wrażenie że mnie nie słyszy. Znów próbowałam wyłączyć telewizor wydawało mi się że leżę na boku i na wprost mnie przy łóżku siedzi kobieta ma czarne włosy, zapadnięte policzki, ubrana na biało. Wyciągnęła do mnie wychudzoną rękę a jej dłoń była zakończona długimi pazurami i w tym momencie udało mi się obudzić naprawdę. Uwierzyłam że się obudziłam w momencie kiedy zawołałam mojego syna usłyszałam swój i jego głos w odpowiedzi na moje wołanie.
Nie wiem co mam o tym myśleć ale pocieszam się że nie spotkało to tylko mnie.
Pozdrawiam serdecznie.
A. [dane do wiadomości FN



zwiń tekst



O ZDANACH I NIE TYLKO - GAZETA WYBORCZA O FUNDACJI NAUTILUS
Nie, 10 sty 2016 13:55 komentarze: brak czytany: 1001x

Porządkujemy nasze katalogi przeróżnych tekstów. Wiele miesięcy temu ukazał się tekst w Gazecie Wyborczej o FN. Być może ktoś z naszych czytelników zechce go przeczytać, więc... umieszczamy go w naszym dziale XXI PIĘTRO. Polacy udowodnili, że UFO istnieje. Rzucając miskamiautor: Marta Górna, Gazeta WyborczaMężczyzna w skórzanej kamizelce opowiada, jak to było, kiedy.......

czytaj dalej

Porządkujemy nasze katalogi przeróżnych tekstów. Wiele miesięcy temu ukazał się tekst w Gazecie Wyborczej o FN. Być może ktoś z naszych czytelników zechce go przeczytać, więc... umieszczamy go w naszym dziale XXI PIĘTRO.

Polacy udowodnili, że UFO istnieje. Rzucając miskami
autor: Marta Górna, Gazeta Wyborcza

Mężczyzna w skórzanej kamizelce opowiada, jak to było, kiedy zobaczył UFO. Obrusza się, gdy ktoś sugeruje, że to on sam rzucał modelem: - Ja rzucałem? Ja tak wysoko nawet nie jestem w stanie dorzucić, bo mnie ręka boli, bark mam naderwany - mówi.

Miskami rzucali do utraty tchu. Małe, duże, lśniące i matowe, wirowały nad polem niedaleko Warszawy. Kiedy spadały na ziemię, członkowie fundacji Nautilus podnosili je, polerowali i znów rzucali w powietrze. Tak udowodnili, że UFO istnieje.

Kosmiczne miednice

Robert, poważny czterdziestolatek o jasnym spojrzeniu, kołysze się na krześle. Sięga do kartonu stojącego na półce. Kiedy nim porusza, słyszę brzęk misek. Kilka z nich stoi już na jednej z półek, inne błyszczą w kącie pokoju. - Mam ich tyle, że mógłbym prowadzić sprzedaż hurtową - żartuje. Oprócz miednic małych i większych na stole stoją dwa zabawkowe samochody. Jeden to granatowy polonez, drugi - szare auto osobowe, które na potrzeby eksperymentu udaje busa.

- To co, UFO istnieje czy nie? - zagajam rozmowę.

- Oczywiście, że tak. Udowodnienie tego zajęło nam dziesięć lat. Ale w końcu się udało, było warto - dodaje.

Niemal dziesięć lat temu, dokładnie 8 stycznia 2006 roku ok. godz. 12.30, dwóch byłych policjantów bawi się na weselu w Siedlcach. Dochodzą do wniosku, że mogliby się bawić jeszcze lepiej. Jeden z nich prosi drugiego, żeby zawiózł go "na panienki". Jadą drogą biegnącą z Siedlec do Terespola, z prędkością 100 km na godzinę. Niedaleko miejscowości Zdany, w szczerym polu, samochód nagle staje. Myślą, że się popsuł. Za nimi jedzie bus na białoruskich blachach wypełniony robotnikami. On też się zatrzymuje. Z poloneza widać, że kierowca busa kręci kluczykiem w stacyjce. - Nie wiedzieliśmy, co się dzieje, drętwiały nam nogi. Nad maską coś przeleciało i zawisło nad polem. Było wielkości fiata 126p - opowiadał potem jeden z pechowych weselników, którego zdjęcie pokazuje mi Robert. Widzę na nim mężczyznę koło pięćdziesiątki, we wciśniętej na głowę czapce z daszkiem, na burym swetrze skórzana kamizelka. Palec wyciągnięty w dal, pokazuje, skąd nadleciało UFO.

Wraz z kolegą wyskoczyli z poloneza. Aparatem, którym wcześniej robili zdjęcia na weselu, zrobili kilkanaście ujęć przybyszy z kosmosu. Robert pokazuje mi te fotografie: UFO znika za konarami drzew, UFO sunie pod liniami energetycznymi, UFO zawisa w powietrzu.

Nie mają powodu, by kłamać

- Wygląda jak dwie sklejone ze sobą metalowe miski - mówię.

- No właśnie - kiwa głową Robert.

- Ci świadkowie są wiarygodni?

- Moim zdaniem tak. Poznałem ich. Nie mają powodu, by kłamać. Ryzykują jedynie ośmieszenie i wytykanie palcami. Myślę, że są godni zaufania. Przeciętni, nie żadni kombinatorzy. Poza tym niech pani nie zapomina, dokąd jechali. Nie chcieli z nami rozmawiać, żeby się nie wydało - obaj przecież mają rodziny. Mój kolega z fundacji tak długo jeździł i nagabywał jednego z nich, że po latach czuł się u niego jak w domu.

Robert przesyła mi film, na którym mężczyzna w skórzanej kamizelce opowiada o tym, co widział: - Ja rzucałem? - oburza się na pytanie, czy rzucał modelem UFO. - Ja tak nawet nie dorzucę wysoko, bo mnie ręka boli, bark mam naderwany - pokazuje na swoje ramię.

O wizycie latającego spodka w Zdanach Robert dowiedział się z "Faktu". Zadzwonił, sprawdził. Odszukał bohaterów historii i spotkał się z nimi. Do robotników z busa nie udało mu się dotrzeć. Ale i tak nie ma wątpliwości. UFO istnieje. Chciał niezbite dowody pokazać Polskiej Akademii Nauk, ale domyśla się, że nie potraktują go poważnie: - Nie uwierzą nam, jesteśmy z tym sami. A inni się tarzają ze śmiechu.

Robert przesyła mi jeszcze pakiet zdjęć UFO, symulację graficzną i filmową. Na tej ostatniej grafik z detalami odtworzył lot obiektu i odbijające się w nim otoczenie.

Jesteśmy zamożnymi zapaleńcami

Robert jest szefem fundacji Nautilus od 2001 roku. Nie chce mówić o sobie, nie chce się afiszować, mieć w pracy problemów. Ale chętnie i dużo mówi o zjawiskach paranormalnych. - Nasza fundacja jako jedyna w Polsce ma w statucie zapisane, że musimy zajmować się szukaniem sensu życia - podkreśla.

Siedziba fundacji znajduje się kilkanaście kilometrów od centrum Warszawy. W Miedzeszynie, przy jednej z krótkich uliczek ze szpalerami domków jednorodzinnych z obu stron. W jednym z nich znajduje się baza Nautilusa. Z ulicy jej nie widać, jest sprytnie ukryta przed okiem postronnego obserwatora. Pod murem, osłonięty drzewem, stoi spory kamper. Na jego ścianie - logo fundacji. Robert przystawia taboret, żebym mogła wejść do środka. - Jest ślisko, niech pani uważa - instruuje.

Sufit jest nisko, uderzam się w głowę. W małym pomieszczeniu w centralnym miejscu stoi stół. Siadam za nim. Gdybym była wysokim mężczyzną, kolana miałabym pod brodą. Po lewej stronie mała kuchenka, po prawej reprodukcje rycin statków. Nie kosmicznych, zwykłych okrętów morskich. - Pokażę pani nasz sprzęt - zapowiada Robert. - Teraz jest zimno, więc nie trzymamy tu wszystkiego, bo to drogi interes.


Podaje mi lornetki, które nagrywają wszystko w trójwymiarze, potem noktowizor. - Nakupowaliśmy sprzętu za 100 tys. złotych - mówi. - Mamy jeszcze detektory ruchu, kamery pracujące w podczerwieni. A nikt nas nie finansuje. Jesteśmy po prostu zapaleńcami. Zamożnymi zapaleńcami. Nasza działalność jest usługowa. Słuchamy tego, co mówią ludzie, a potem sprawdzamy, tropimy zjawiska nadprzyrodzone. Mamy 40 zgłoszeń miesięcznie. Że ktoś widział UFO, że miał spotkanie I, II albo III stopnia. Ale jakieś 2 proc. z tego okazuje się prawdziwe.

- O co chodzi z tymi stopniami?

- I stopień jest, jak pani zobaczy UFO, II jak wpłynie na pani samopoczucie, a III to już jak znajdzie się pani na statku - tłumaczy Robert.

Niezbite dowody

Byli policjanci ze Zdanów mieli zatem spotkanie II stopnia. Problem w tym, że bardzo długo nie chcieli o nim rozmawiać. Robertowi i jego znajomym dziesięć lat zajęło przekonywanie ich, że jednak warto. Dzięki ich opowieści Robert zaraz udowodni mi, że szare istoty, za którymi ganiał Fox Moulder, bohater "Z Archiwum X" faktycznie istnieją. Patrzę na powiększone zdjęcia, które Robert poukładał na stole. Latający spodek nadal wygląda jak dwie sklejone ze sobą lśniące miednice, a nie jak coś, co stworzyła pozaziemska technologia. Robert tłumaczy:

1. Niemożliwe, żeby to były miski, bo są zbyt wypolerowane. Członkowie Nautilusa miotali miskami nad polem, ale żadna z nich nie była aż tak lśniąca, bez skazy. Pomiędzy kolejnymi zdjęciami ze Zdanów jest jedynie kilka sekund różnicy - niemożliwe więc, żeby ktoś rzucał miską, podnosił, kiedy upadnie, polerował i rzucał raz jeszcze tylko po to, aby kogoś okpić.

2. Obiekt jest zbyt oddalony od fotografa. A na horyzoncie nie ma żywej duszy. Kto więc mógłby rzucić miskami (które nie są miskami)?

3. Zdjęcia poddano analizie graficznej i w obiekcie odbija się dokładnie to, co powinno, czyli linie energetyczne, niebo i śnieg.

4. Według świadków UFO miało kilka metrów średnicy - kiedy na jednym ze zdjęć wisi pod liniami energetycznymi, jest proporcjonalnej wielkości.

Wie, bo on i inni zapaleńcy z fundacji robili modele z misek, mierzyli czas, odległość, badali i wątpili.

Po co przylatuje do nas UFO?

- Panowie, którzy zrobili zdjęcia, mówią, że w polonezie wysiadła im elektryka. Nie powinna też wysiąść w aparacie? - pytam.

- To jest bardzo dobre pytanie - mówi Robert. - Często zadawane przez tych, którzy chcą podważyć nasze dowody. Według nas nad samochodami zawisł wtedy jakiś niewidzialny obiekt, powiązany z tym małym UFO. Kiedy świadkowie wybiegli z auta, znaleźli się poza jego zasięgiem. I dlatego aparat działał - wyjaśnia.

- A po co UFO miałoby nas odwiedzać?

- Jesteśmy dla nich interesujący, prowadzą badania nad tym, jak niszczymy siebie samych i naszą planetę - Robert ma gotową odpowiedź. - Nie wtrącają się, nie wolno im. Ale nie są dla nas zagrożeniem, to już bardziej my zagrażamy im - wyjaśnia.

- Ale jak?

- Bawimy się bronią atomową. Ich świat odczuwa tego skutki.

- A jak wyglądają?

- Tak jak my, nie różnią się od nas prawie wcale.

Wiem, co widziałam

Małgorzata, niska kobieta po pięćdziesiątce o inteligentnym spojrzeniu, wie doskonale, jak w locie zachowuje się miska o średnicy 14 cm, a jak poleci taka większa - o średnicy 20 cm. Była wśród tych, którzy przeprowadzali eksperyment, sprawdzali, ciskali miskami w niebo. Na jednym ze zdjęć przesłanych przez Roberta widać modele UFO: sklejone taśmą klejącą dwie małe miednice, na innym roześmianych członków fundacji, na kolejnym w ciasnym kamperze długowłosy chłopak smaruje kromkę chleba masłem.

Małgorzata już wcześniej widziała UFO, choć "jej" niezidentyfikowany obiekt latający wyglądał raczej jak wielka kula.

Miała 14 lat, kiedy ją zobaczyła. W 1978 roku mieszkała z rodzicami i bratem w Warszawie, na Bródnie. - Weszłam do dużego pokoju. Pod ścianą stał kredens, na środku duży stół. Patrzę przez okno, a tam UFO. Wielka, czerwona kula. Chciałam pobiec po aparat fotograficzny, zrobić zdjęcie. Ale zamarłam ze strachu. Zawołałam mamę i brata, byli w kuchni, jedli obiad. Oni też widzieli to co ja - opowiada. I zaznacza, że nie wie, czy kula przyleciała na Bródno z innej galaktyki. - Wiem tylko, co widziałam. A co to było? Do dziś się zastanawiam.

Po tym jak zobaczyła UFO po raz pierwszy, nie chciała o tym z nikim rozmawiać. Nie wspominała w ogóle o dziwnym wydarzeniu. - Nie miałam czasu, trzeba się było uczyć, skończyć studia, do pracy iść - macha ręką.

Ma dwa fakultety: z ekonomii i archeologii, którą - jak mówi - zrobiła dla siebie. Dodaje, że mocno stąpa po ziemi. - W mojej rodzinie nie było tematów tabu. Wszyscy mieliśmy otwarte umysły - tłumaczy i odgarnia prostą grzywkę z czoła.

W fundacji zajmuje się m.in. odbieraniem zgłoszeń od tych, którym wydaje się, że widzieli UFO, zadaje pytania, weryfikuje. - Sporo mówi mi już sam głos rozmówcy - opowiada. - Mogę wyczuć, czy ktoś jest zrównoważony, czy nie.

- Pytacie, czy są trzeźwi?

- Nie, nie pytamy. Ale boję się tych, którzy mają problemy psychiczne. Wydzwaniają, słychać, że przechodzą jakieś załamanie. Po kilku takich telefonach zrywamy kontakt.

Kosmita zainteresuje się twoimi butami

Robert dodaje, że wystarczy zwrócić uwagę na kilka szczegółów w samej opowieści. - Na przykład, jeśli ktoś mówi, że na przybyszach z innej planety zrobił wrażenie jego telefon, to wiadomo już, że kłamie. Dla nich jesteśmy technologicznymi barbarzyńcami. Ale jak ktoś opowiada, że kosmici interesowali się jego butami, to jest to już całkiem prawdopodobne.

Jeśli jednak zgłoszenie brzmi wiarygodnie, Robert wsiada za kółko i jedzie porozmawiać, potwierdzić. Czasami członkowie fundacji wyjeżdżają całą grupą, zwłaszcza latem. Wtedy w kamperze cudem mieszczą się wszyscy. Byli już w Roswell, gdzie w latach 40. XX wieku podobno rozbiło się UFO, byli niedaleko słynnej Strefy 51 na pustyni w Nevadzie. W zeszłym roku fundacja Nautilus prezentowała na konferencji w Hongkongu polskie przypadki UFO. Dla 3 tys. osób. W całej Polsce z organizacją współpracuje niemal 25 tys. osób, czyli tyle, ile mieszka np. w powiecie szamotulskim w Wielkopolsce.

"Jezus ofiarą spisku"

Ze strony fundacji Nautilus można ściągnąć formularz zgłoszeniowy, opisać swoje bliskie spotkanie. Kiedyś takie zgłoszenia pisane były ręcznie. W siedzibie fundacji półki uginają się pod segregatorami i teczkami. Archiwum składa się z kilkuset zgłoszeń, relacji, udokumentowanych spotkań I, II i III stopnia. Dodatkowo, na nośnikach cyfrowych jej członkowie zgromadzili niemal 50 tys. zdjęć UFO z różnych stron świata. Na regałach stosy książek o UFO i innych zjawiskach nadprzyrodzonych. Czytam tytuły na grzbietach tomów: "Czas UFO", "Jezus ofiarą spisku", "Człowiek i tamci z kosmosu". Na jednej ze ścian plakat z Yodą, mędrcem i mistrzem Jedi z kultowych "Gwiezdnych wojen". Pod ścianą stoi duży teleskop, koło telewizora leży pudełko z filmem s.f. "Coś".

Nautilus oprócz tropienia UFO bada też inne zjawiska nadprzyrodzone. Kilkunastu członków fundacji zajmuje się również zagadnieniami reinkarnacji, kolejnych wcieleń, istnieniem duchów, przepowiedniami.

Świat nie wierzy w najważniejsze

Na stronie internetowej regularnie publikują wpisy, opisują historie ze świata i te, w których uczestniczyli i które sami badali. - Cóż może być ważniejszego na świecie? - pyta Robert. - Wszystko blednie w obliczu poszukiwania sensu życia, odpowiedzi na najważniejsze pytania. Na przykład: Czy jest życie po śmierci? Czy Bóg istnieje? To chcemy udowodnić. UFO traci przy tym na znaczeniu - dodaje. I podkreśla, że nigdy się nie podda. A przynajmniej dopóki nie udowodni, że się dowie.

- Dlaczego?

- Bo świat nie wierzy w rzeczy najważniejsze. Ludzie wierzą w to, co mogą zobaczyć, dotknąć. Nikt nie chce po prostu wierzyć.

- A wierzy pan w Boga?

- Tak.

- Można wierzyć w UFO i Boga jednocześnie?

- Można - mówi Robert. - To zupełnie nie przeszkadza.


Tekst: GW, 2015



zwiń tekst



ZDANY - PIERWSZY HISTORYCZNY WYWIAD ZE ŚWIADKIEM
Pt, 8 sty 2016 10:55 komentarze: brak czytany: 1587x

8 stycznia 2006 roku ok. 12.30 został zatrzymany samochód, w którym podróżowali dwaj policjanci. Jednym z nich był Maciej Talacha, emerytowany pracownik dawnej SB, który wtedy był mechanikiem samochodowym. Był on jednocześnie pierwszym świadkiem obserwacji UFO, które o tej właśnie godzinie zatrzymało ich samochód. Rozmawialiśmy z nim przez ostatnie lat dziesiątki.......

czytaj dalej

8 stycznia 2006 roku ok. 12.30 został zatrzymany samochód, w którym podróżowali dwaj policjanci. Jednym z nich był Maciej Talacha, emerytowany pracownik dawnej SB, który wtedy był mechanikiem samochodowym. Był on jednocześnie pierwszym świadkiem obserwacji UFO, które o tej właśnie godzinie zatrzymało ich samochód. Rozmawialiśmy z nim przez ostatnie lat dziesiątki razy, ale poniżej jest pierwsza rozmowa ze świadkiem, którą przeprowadziła Małgorzata Żółtowska z FN.

 

Zapis rozmowy przeprowadzonej w dniu 19 lutego 2006 r. z panem Maciejem Talachą w obecności pana Andrzeja Woźniaka, dziennikarza z Siedlec.




- (MT) ja dalej nie ide, bo ja chory jestem…
- (AW)ja wyciągnąłem z łóżka praktycznie…
- (LB)to może lepiej wsiąść do samochodu
- (MZ)zapraszam Pana tutaj do środka,
-  (MT)… ja leżę jeszcze…



- (MZ) bardzo serdecznie dziękuję, ze Pan się tak dla nas poświęcił. Również Panu, panie Andrzeju..

- (MZ) Pierwsze pytanie – kiedy to było?
- (MT) Nie wiem, daty to ja nie pamiętam.
- a tak wlasnymi słowami, jak to wyglądało?
- w niedzielę. Wiozłem znajomego do domu. I diabli wiedzą. Cóś przeleciało nade mną. Myślałem, że jakieś gówniarze nad samochodem cóś  rzucili. Tak? Zgasł samochód, za mną jakiś ruski jechał – też stał tym busem. Nie mam pojęcia. Wylazłem i nic nie ma! Patrzę na drugie strone – coś było takiego. Nie wiem, akurat patrzyłem samolot leciał… a co to było takiego, nie powiem. Ja tam mechanikiem jestem, patrzę w tym samochodzie, to wszystko w porządku jest. Diabli wiedzą, nic nie świeci, nie ten… On tam jakiś aparat miał, ja to się nie znam na tym.  I mówi – daj to ci zdjęcia zrobię.  A rób tam! Ja tam z tym śrubokrętem latałem wkoło tego samochodu. No i zrobił mi te zdjęcia.  A później za jakiś czas przyjechał tutaj, bo on z Międzyrzecza jest,  do Siedlec i mówi „chcesz te płyty ze zdjęciem?” Ja się nie znam na tym. Nie mam zielonego pojęcia. Ale znam tutaj pana Andrzeja bo chodzi i zdjęcia robi… i mówie – chcesz zobaczyć coś ciekawego? …A jeszcze się przestraszyłem, bo tam ten czarny punkt jest, co tych ludzi naginęło kupę.
- No dokładnie, myśmy tam byli,,
- Co za cholera jest? No i tak dałem panu te fotografie i on mówi -  obiekt to jest niezidentyfikowany. Diabli wiedzą, co to było! Ja wiem co? Nie mam pojęcia…. Grunt, że samochód mi zgasł i ruskiemu za mną bus też stał. Wyleciał Wania z tego samochodu i wkoło latał.
- I też mu zgasł?
- no zgasł. Staliśmy obaj. I tak z pół godziny chodziliśmy. Pozaglądałem do silnika. Tego prądu wcale nie było. Przecież mechanikiem jestem, to się znam, czy może zgasnąć raptem, czy nie.. Jakieś pół godziny, nie wiem, może pół godziny nie minęło, wziąłem kluczykiem i samochód odpalił. Ciarki mnie przeszły, mówię – stąd zjeżdżam no bo tam tych krzyży nastawiane, lampek, nie wiem, co się tam dzieje. Tam ludzie tak poprzestraszani jeżdżą. Nie mam pojęcia, to tyle…No i dałem te dyskietki (red.Woźniakowi) i jeszcze o, wywiad chciał, a tamten mówi, że nie zgadza się absolutnie na żadne te.. A ja mowię, no ja to ci mogę powiedzieć to co było, co widziałem, ale przecież ja się nie znam na tym..
- Jasne, wie pan gdyby można było jednak do tego pana, który zrobił te zdjęcia jakoś dotrzeć…
- A gdzie tam! W żadnym wypadku!
- Ja próbowałem (AW)
- My jesteśmy tak sympatyczni, że jak by nam te pięć minut poświęcił…
- Ja rozumiem, ale on nie chce, no nie chce. Ja to tam .. mnie to tam nie zależy.. Ja jechałem to wiem, widziałem. Co tam było to nie mam zielonego pojęcia.
- A jak pan na to patrzył, co pan sobie pomyślał o tym?
- Jak patrzyłem na to, to pomyślałem, że gówniarze jakieś miednicą z rowu rzucili nade mną, nad samochodem, to tak przed samochodem przeleciało.. Mówię, cholera nie mają co robić tylko … wyskoczyłem i mówie – zaraz tutaj kopów nakładę, ale nie ma nikogo…. No i Ruski zaraz za mną stał. … Inne samochody się nie zatrzymywały. Tak patrzę co się z tym samochodem stało, ale nic nie było. No i samochód sam zapalił. Nie mam pojęcia co tam było.
- a ten obiekt widział pan tylko raz jak przelatywał, czy on tam się „kręcił”?
- raz. Raz tylko widziałem w górze i to pod słońce było , a ja i tak tam nie bardzo widzę pod słońce bo od spawania mam oczy zepsute. Jakby pani powiedzieć, jakby blacha niklowana była, pogięta.
- a mowi pan, ze panu ciarki jakieś przeszły. Czy to było zwykle takie zdenerwowanie?
- przestraszyłem się, bo tam co pięć metrów to krzyż i lampki się świecą. Cholera wie, mowię, tu ludzie giną , to trzeba tego złoma zrobić i zjechać stąd. Przestraszony byłem.
- wie pan, my żeśmy się tez zdziwili, bo trafiliśmy w to miejsce „po zdjęciach” i rzeczywiście, czarny punkt. Tego się nikt nie spodziewał.
- tam co 15 metrow , po jednej i po drugiej stronie…
- takie mroczne miejsce.
- a jak to zobaczyłem, to mowie, czy we mnie czymś rzucili, czy co. Czy tam naprawde ktoś przeszkadza kierowcom jeździć. Się zagapi i walnie jeden w drugiego.. ale nikogo nie było. Żywej duszy.  Wiatrzysko takie wiało tylko. Nie było go z początku. Przynajmniej w samochodzie jego nie czułem. Wylazłem z tego samochodu. A tamtej jeszcze podcięty z tego wesela to się śmieje ze mnie .
- to ilu was jechało samochodem?
- dwóch
- ten kolega to nawet jakieś zdjęcia robil, z tego co pan, panie Maćku mowil…(AM)
- na weselu robił. Miał tam z jakimś ekranem aparat. Ja się nie znam na tym. Nie wiem. I on później w tym aparacie mi pokazywał. Ja nawet nie pamiętam dokładnie jakie te zdjęcia były.
- proszę przekazać znajomemu, ze ma najlepsze zdjęcia UFO na świecie.
- eeee, on się nadaje do UFO…..
- my się zajmujemy tym naprawdę parę lat i proszę mi wierzyć, ze coś takiego lata.
- Pani, gdybym mu nie pokazał, ze to leci, to on by z pięciu metrów stodoły nie widział. … tylko ten aparat miał dobry, no to .. taki ekran miał na górze, to pokazywał mi te zdjęcia. I zaczął się ze mnie śmiać, mówi – ty baranie.
- mam serdeczną prośbę – niech on nie niszczy tego co jest na matrycy, a raczej na karcie..
- bo on mi dal.
- to pan ma tę kartę?
- ja mam tę dyskietke (AW)
- dyskietke, czy kartę, bo …
- na dyskietce mam sczytane (AW)
- to niedobrze, bo szczerze mówiąc, my chcielibyśmy się dostac albo do aparatu, do pamięci wewnętrznej, albo do karty. No nie wiem na jakiej karcie się w Olimpusie nagrywa.
- Olimpusy mają z reguły albo 12 albo 24 mega, …(AW)
- ale pewnie na karcie nagrywał, nie w pamięci. Nie wiem, na SD czy na Compact Flasha
- No, na pewno.. (AW)
- gdyby to można było od niego, no nie wiem, na przykład zamienić te karty, dać mu nową kartę. To byśmy coś takiego do pana przesłali tutaj..bo  bardzo nam należy na oryginale tego.
- Będziemy w kontakcie, mam do pani nr telefonu, to nie ma sprawy (AW)
- Jasne, wymienimy się wszystkimi telefonami.  Bo to co pan opowiada, to ja mówię….
- Ja to widziałem pierwszy raz takie coś. Mowię, ja się sam wystraszyłem bo tam ten czarny punkt jest…cholera mowie, co tu się dzieje? Co kawałek krzyż, lampki się palą , tu mi nie chce ten rzęch iść. Co się zrobiło??? Ruski lata wkoło samochodu i pod samochodem. Pytam co się stało? „niczewo” – nie wiem, mówi. To i ja nie wiem…
- a ruski widział to na niebie?
- a ja nie wiem czy widział, bo ja później podszedłem do niego. To rzucał czapką, wkoło samochodu latal…. No i ja tak samo. Skąd ja moglem wiedzieć co się zrobiło. Ten się wydziera na mnie, ze mu zimno, chce do domu jechać, ale ja mówię no zobacz, co jest? I samolot akurat leciał, ta smuga była. Słonecznie było. No i taki wiatr się wzruszył. Jak jechałem samochodem to nie bujalo. A kierowca jestem tyle lat…to bym czuł jak wiatr jest. Gole pole… Ja się tak przestraszyłem, tu tyle ludzi naginęło. Diabli wiedzą…różne głupoty opowiadają, że tam nie wiadomo co się dzieje w tym miejscu.
- może ja uzupełnię (AW) – tam ściągali jakichś różdżkarzy, cieków wodnych się doszukiwali…
- tak, tak,
- tam różne historie ludzie opowiadają (AW)
- No właśnie, może coś słyszeliście o tamtym miejscu, coś bardziej konkretnie…
W ogóle przecież w Zdanach było, opisywane w Fakcie, nie wiem czy to było na podstawie tego co pan widział czy też były tutaj jakieś inne historie z prądem. Czy faktycznie były jakieś inne obserwacje..?
- jak z prądem było, to na pewno, bo w tym samochodzie nic się nie świeciło, a za 20 minut czy też pół godziny niepodobna żeby akumulator się naładował.  30 lat jestem mechanikiem to się na tym znam.
- dla mnie to też nieprawdopodobne
- chodziłem wkolo, szukalem wszedzie,
- Tam trzeba gruntownie zbadać to miejce, to jest chyba miejsce, no  ja nie słyszałem żeby w Polsce tyle ludzi zginęło. Ja sam fotografowałem to miejsce. Nawet mam zdjęcia. Mogę pani przynieść zdjęcia wypadków gdzie tam wynoszą ofiary, ja robiłem trupy, gołe trupy robilem…. (AW)
- a z butami czy bez ? Przepraszam za takie okrutne pytanie.
- Rozumiem o co chodzi, ze jeżeli jest człowiek i zostaje uderzony czy też człowiek uczestniczy w wypadku i spadają buty. Nawet jeżeli przejdzie na bosaka, to i tak od razu jest trup. Przewraca się i wiadomo…
- spotkał się pan z tym?
- Tak,
- czyli się potwierdza?
- to się sprawdza. Jeśli człowiek nawet żyje a nie ma butów, to na 99% można stwierdzić, zauważyć, ze człowiek umiera.
- Tu są nagminne te wypadki, jak nie z jednej to z drugiej strony. (MT)
- No a zobaczcie panowie, droga szeroka przecież, bardzo dobra widoczność,
- No szeroka, wszystko widać
- i jezdnia nie jest taka zła (AW)
- a proszę pani, słyszałem jeszcze taki przypadek, nie wiem kto mi o tym mówił, że kobieta wyjeżdżała nie tak dawno temu, bodajże wiosną ubiegłego roku i wyjeżdżała z posesji właśnie w tamtym miejscu. I w pewnym momencie straciła pole widzenia. Znaki jej się rozmazały. I nie widziała. Znalazła się na jezdni, tej głównej i mówi, że miała wycięte z życiorysu kilka minut. Miała szczęście tylko, że nic nie jechało.
- Ona gdzieś tam mieszka w pobliżu?
- gdzieś tam mieszka…. Tylko ja nie pamiętam kto mi o tym mowil. Na którymś z wypadków właśnie słyszałem.
- Mówi się, że ludzie tracą przytomność w tym miejscu. Znaczy nie wszyscy, tylko niektórym się to zdarza. (MT)
- Ludzie przejeżdżają i przez moment, kilka minut , kilkanaście sekund  (popr. AW) mają wycięte z życiorysu. (AW)
- Ale nie wszyscy, niektórym się to zdarza. (MT)
- no wiadomo, ze nie wszyscy…są takie przypadki. (AW) Widzi pani, jaka to siła, nie wiem (AW)
- Panie Andrzeju, warto by było pójść też do osoby, która jest właścicielem tego pola.  Tam są jakieś budynki obok. Może …
- tam do budynków to jeszcze kawałek jest.. (MT)
- tam są jakieś zabudowania, tuż za polem, po lewej stronie jak żeśmy teraz jechali.
- najbardziej to tutaj ludzie po prawej stronie…(AW) Tutaj jak się kończy ten znak. Po lewej, zaraz – po prawej stronie. Tam się zaczyna znak. Jest tablica „czarny punkt”. Po lewej jest tablica jak się jedzie do Międzyrzeca na stronę wschodnią to tam po prawej są te budynki. I tam mi właśnie ktoś mówił o takim wypadku. Pamiętam, to był koniec lipca. Giną trzy osoby. – małżeństwo z Warszawy i obywatel Białorusi. Na prostym odcinku drogi, w biały dzień, południe. Rozbijają się. Trzy trupy na miejscu. Ja tam jadę na wypadek. Mam te zdjęcia nawet. Mam u siebie w archiwum. I właśnie w tym dniu, podczas tego wypadku jak robiłem zdjęcia,  facet, nie wiem czy to nie właśnie z tej posesji po prawej stronie gdzie ten znak ostatni stoi jadąc w stronę wschodnią,  nie wiem, czy ten facet mi nie mówił przypadkiem, właśnie o tym, że ludzie tracą chwilowo świadomość. (AW)
- coś tam jest bo niepodobna, żeby tyle osób w jednym miejscu ginęło.  Droga prosta, no na zakręcie to jeszcze bym się nie dziwił, ale prosta droga jak strzelił, dobra droga i…(MT)
- polskie drogi sa co prawda wszystkie uslane krzyżami, ale  nie w takiej ilości...
- nie, ale nie tak.. (MT)
- muszę pani powiedzieć jeszcze jedną rzecz – tam „tubylcy” to mówią, że tam to przynajmniej dwa lub trzy razy więcej ludzi zginęło.  Ze te znaki nie są nowelizowane. ..(AW)
- to nieaktualne są w ogóle. (MH)
- tak rzeczywiście, słyszałam. Stawiają czarny punkt, a później przez długi czas to nie jest aktualizowane.
- Tak! Nie naniesione są. Ostatnio tam dwie dziewczynki, tych trzech facetow. Tam trzeba jeszcze do tego dopisać około trzynastu osób. Tak przynajmniej ja pamiętam. Teraz ostatnio, z ostatniego półtora roku to jeszcze ze 13 osób. (AW)
- a przecież ten punkt był ustawiany 2-3 lata temu albo wcześniej,   ..
- To jest piekielne miejsce w Polsce. (AW) Naprawdę.
….
- A jak się zatrzymałem, jak zobaczyłem te krzyże, to dopiero sobie przypomniałem gdzie ja jestem. To się przestraszyłem sam…(MT)
- (AW) Inny przypadek na którym byłem – jedzie sobie matka z dwiema dziewczynkami. Prosty odcinek drogi. Matka jedzie. To było…sierpień.  Dwie dziewczynki, sześć i cztery latka. Traci panowanie nad kierownicą,  jadą sobie toyotą, jedzie około 80 km/h. Nie jest to zawrotna prędkość przecież. Zjeżdza na lewą stronę, wali w drzewo. Sześcioletnia dziewczynka ginie, czteroletnia walczy przez miesiąc w śpiączce w szpitalu, potem umiera. ..


- tak to pierwszy raz w życiu to widziałem,  ten głupek jeszcze się ze mnie śmiał, bo to wypite było, mowię no to rób to  zdjęcie! . – stój, ja ci będę robił – No to rób ! Ale widzisz to? No widzę! Tam pod słońce…
- Pan na gorąco to tak fajnie to opowiadał.. (AM). Czas już minął. Trzeźwy był.  Samochodem jechał..
- Mówię pani, ja do tego specjalnie wagi nie przywiązywałem. Dopiero jak zobaczyłem te krzyże, przypomniałem sobie, że w tym miejscu jestem.
- a mam takie pytanie: jak sprawdzałam właściwości tych zdjęć, to zdjęcia nie były robione w ciągu np. minuty, tylko był przedział taki – co parę minut. Czyli to musiało tam latać dłużej.
- zanim on nastawił, tam byłem przy samochodzie grzebałem, to mnie tam robił … i toto jak latało…. on to widział później , bo ja mówię.- pies je drapał. Zrobię ten samochód. Wyjechać stad jak najprędzej, żeby mnie nikt nie przywalił. A on tam po polu latał jeszcze i toto fotografował. Se myślę, głupek nie ma co robić tylko po polu lata…
- ale bardzo dobrze zrobił. Proszę mu pogratulować. Podziękować za to co zrobił.


- ja tam nie chciałem panu Andrzejowi pokazywać, ale się uparł.
- Mam taką prośbę, czy może pan się przedstawić do naszego archiwum?
- Maciej Talacha.
- Bardzo serdecznie dziękuje.

 Rozmawiała: Małgorzata Żółtowska, Fundacja Nautilus



zwiń tekst



JAK GENERAŁ JACK PERSHING PORADZIŁ SOBIE Z TERRORYSTAMI
Śr, 6 sty 2016 10:52 komentarze: brak czytany: 1004x

Tuż przed I Wojną Światową, siły amerykańskie na Filipinach padały ofiarą ataków ze strony muzułmańskich ekstremistów. Generał Jack „Black Jack” Pershing wpadł na iście szatański pomysł zwalczania terroryzmu. Na jego rozkaz 50 złapanych terrorystów przyprowadzono na plac celem rozstrzelania. Jednak cóż znaczy śmierć dla mudżahedina? Jako święty męczennik .......

czytaj dalej

Tuż przed I Wojną Światową, siły amerykańskie na Filipinach padały ofiarą ataków ze strony muzułmańskich ekstremistów. Generał Jack „Black Jack” Pershing wpadł na iście szatański pomysł zwalczania terroryzmu.

Na jego rozkaz 50 złapanych terrorystów przyprowadzono na plac celem rozstrzelania. Jednak cóż znaczy śmierć dla mudżahedina? Jako święty męczennik trafi do raju, a tam wiadomo - balangi i dziewice. Należało więc ukarać przeciwnika czymś gorszym niż śmierć... Na oczach skazańców zarżnięto dwie świnie (według muzułmanów zwierzęta te są nieczyste i należy unikać jakiegokolwiek kontaktu z nimi, gdyż grozi to wiecznym potępieniem), a następnie w ich krwi umoczono naboje, które potem trafiły do karabinów. Ciała 49 rozstrzelanych w ten sposób terrorystów wrzucono do dołów i przykryto świńskimi bebechami. Na wszelki wypadek wszystko obficie polano świńską krwią. 50. skazańca puszczono wolno, by opowiedział kumplom, co widział. Przez następne 42 lata na świecie nie zanotowano żadnego przypadku aktu terrorystycznego.



zwiń tekst



NIEZWYKŁA HISTORIA Z PSEM - czy to na pewno... był pies?
Śr, 6 sty 2016 07:10 komentarze: brak czytany: 966x

Pies, który telepatycznie odebrał prośbę naszej czytelniczki? A może... to nie był zwykły pies? Historia jak najbardziej nadaje się natychmiast do naszego XXI PIĘTRA i trafia do Archiwum FN!From: [dane do wiad. FN]Sent: Tuesday, January 5, 2016 11:40 PMTo: FNSubject: Dziwna historia z psem. Zachęcona ciekawymi historiami na XXI piętrze, dodaję moją ciekawą historię.Jakiś czas temu mieszkałam.......

czytaj dalej

Pies, który telepatycznie odebrał prośbę naszej czytelniczki? A może... to nie był zwykły pies? Historia jak najbardziej nadaje się natychmiast do naszego XXI PIĘTRA i trafia do Archiwum FN!

From: [dane do wiad. FN]
Sent: Tuesday, January 5, 2016 11:40 PM
To: FN
Subject: Dziwna historia z psem.


 

Zachęcona ciekawymi historiami na XXI piętrze, dodaję moją ciekawą historię.

Jakiś czas temu mieszkałam w dosyć dużym mieście. Pracowałam na zmiany, więc kiedy kończyłam pracę o 22:00 to około23:00 byłam w domu. Zakład pracy był na jednym krańcu miasta a dom na drugim krańcu. Jakieś ostatnie 150m  nie było już latarni ani chodnika. Zawsze bardzo bałam się iść tym odcinkiem. Pewnego razu wracając po 22:00 z pracy, mając przed sobą około 1/2 km, jeszcze w świetle, z przeciwnego kierunku mijało mnie kilka osób idąc obok siebie. Rozmawiali ze sobą. Między nimi, przy ich nogach szedł pies - buldog. Ponieważ bardzo lubię psy patrząc na niego z przyjemnością - pomyślałam. Piesku jak fajnie byłoby, gdybyś mnie odprowadził, nie bałabym się.

Minęłam ich i poszłam dalej. Uszłam może kilkanaście kroków i zauważyłam, że ów buldog idzie obok mnie. Zaczęłam z nim rozmawiać. Idziesz ze mną? Fajnie, nie będę się bała. Całą drogę do domu szedł przy mojej nodze, a ja szczęśliwa opowiadałam mu jak się cieszę.

Przed furtką musiałam go zostawić, bo na podwórku był inny pies. Powiedziałam do niego: poczekaj i pobiegłam po jakiś kąsek. Szybciutko wróciłam, lecz psa już nie było. Zniknął. Wołałam, czekałam, łudziłam się, że wróci, ale nie pokazał się.

Pomyślałam: gdyby to był normalny pies - tych ludzi, którzy z nim szli, na pewno  by go wołali. P
rzecież to był rasowy pies. Ale tak się nie stało. Zatem czy był to dobry duch? Nie wiem. Jest to nadal dla mnie zagadką.

Pozdrawiam Nautilusa Weronika.



zwiń tekst



WIZYTY W RÓWNOLEGŁEJ RZECZYWISTOŚCI – DWIE HISTORIE
Wt, 5 sty 2016 05:38 komentarze: brak czytany: 951x

Na początek pytanie: czy to możliwe, że czasami udaje się nam zobaczyć inną, równoległą do naszej rzeczywistość? Mamy sporo relacji od ludzi, którzy widzieli coś, czego potem nijak znaleźć nie byli w stanie. Roztargnienie i chwilowa dekoncentracja? Ich zdaniem to zupełnie co innego i nie ma nic wspólnego ze zwykłym chwilowym zagubieniem. Poniżej prezentujemy dwie różne .......

czytaj dalej

Na początek pytanie: czy to możliwe, że czasami udaje się nam zobaczyć inną, równoległą do naszej rzeczywistość? Mamy sporo relacji od ludzi, którzy widzieli coś, czego potem nijak znaleźć nie byli w stanie. Roztargnienie i chwilowa dekoncentracja? Ich zdaniem to zupełnie co innego i nie ma nic wspólnego ze zwykłym chwilowym zagubieniem. Poniżej prezentujemy dwie różne historie z naszego Archiwum FN.

OPOWIEŚĆ nr 1


Serdecznie witam :)
Chciałam się z Wami podzielić swoją historią, która chociaż ma już 10 lat nadal wzbudza we mnie naprawdę spore emocje. Po prostu, tak zwyczajnie przeniosło mnie w czasie i przestrzeni. A było to tak:
Mieszkam w Zabrzu, w tym czasie sporo jeździłam na rowerze. Pewnego letniego dnia pojechałam na wycieczkę do lasu przy Kąpielisku Leśnym (dzielnica Maciejów). Dodam, że nie był to pierwszy raz gdy tam pojechałam. Jechałam jak zwykle w stronę Żernik (taka wioska przed Gliwicami) gdy po jakimś czasie zauważyłam, że po mojej prawej stronie znajduje się kolejne kąpielisko. Byłam mocno zdziwiona faktem, że do tej pory go nie zauważyłam. Nie tylko to mnie zdziwiło - kąpielisko wyglądało jak z lat 60, 70. Byli tam ludzie, gwar, woda ale całość sprawiała wrażenie jakby zatrzymał się tam czas. Patrzyłam na to wszystko i wtedy myślałam, że to po prostu stary basen, który jakimś cudem tak długo ukrywał się przed moim wzrokiem. Chwilę tam postałam patrząc przez siatkę na ludzi leżących na ręcznikach, na takich rzadko już spotykanych ośmiokątnych płytkach chodnikowych. Oprócz zdziwienia nie czułam nic więcej a ponieważ całość sprawiała takie a nie inne wrażenie, to po prostu wsiadłam na rower i pojechałam dalej obiecując sobie, że jeszcze się temu przyjrzę w drodze powrotnej. Niestety, wracając po ok. godzinie dokładnie tą samą drogą w miejscu mojego kąpieliska był...las. Wtedy się naprawdę mocno zdziwiłam. Jeździłam tam jeszcze wielokrotnie ale historia już nigdy się nie powtórzyła. Śladów tego basenu szukałam też na mapach ale wygląda na to, że tam zawsze były tereny zielone typu pola, łąki, lasy. Gdzie więc byłam? Może przeczyta to ktoś kto ma jakieś wiadomości w tym temacie? Chciałabym dowiedzieć się gdzie mnie wtedy przeniosło.
Taka historia...
Pozdrawiam!
[dane do wiad. FN]



OPOWIEŚĆ nr 2

Sent: Tuesday, September 30, 2014 6:18 PM
To: FN
Subject: rzeczywistosc równoległa-jak sie w niej znalazłam


Witam.

Zanim jeszcze miałam jakąkolwiek wiedzę na temat istneinia rzeczywistości równoległych, uczestniczyłam w przeniesieniu się do takowej, raz sama, drugi raz z moją mamą.
Otóż na początku mojej pracy zawodowej, 15lat temu, idąc szkolnym korytarzem, w trakcie lekcji, zobaczyłam chlopaka bez rąk(odcięte nieco powyżej łokci). Doskonale pamiętam jego twarz, fryzurę, kolor koszulki, posturę. Próbował otworzyć drzwi do pracowni polonistycznej, więc podeszłam, zeby pomóc. Wyciągnęłam rękę i uslyszałam, ze nie trzeba, ze sam sobie poradzi. Wrociłam do klasy, a na przerwie zapytałam jedną z kolezanek o chłopaka. Byłam nowa w pracy i nei znalam jeszcze wszystkich uczniów. Kolezanka objasnila ze szczegołami, ze chłopak jest w ósmej klasie, jest bardzo zdolny,w szystko zapamiętuje z lekcji, więc nie ma problemu, ze nei moze pisac, do tego jest bardzo aktywnym działaczem Samorządu Uczniowskiego. pamiętam, jak opowiadałam mamie po pracy, ze szkoda, bo taki atrakcyjny chlopak, ale ze taki przyjemny, sympatyczny mimo wszystko...W pracy do tematu nei wracałam. zapomnialam o nim az do kolejnego spotkania, kilka tygodni później, kiedy chłopaka razem z matką spotkałam będąc z moją mamą na zakupach w rynku. obie wzróciłyśmy uwagę na kobietę, bo byla bardzo zadbana, elegancko ubrana...syn szedł obok. Oboje byli kilka metrów przed nami.
Poniewaz nie miałam pojęcia, ze jest to dziwne, zapomniałam o temacie i wróciłam do niego dopiero po kilkunastu miesiącach, juz w kolejnym roku szkolnym. Zapytałam kolezanki, z którą wówczas rozmawialam, czy pamięta tego chłopaka. Jakiez bylo moje zdziwienie, kiedy powiedziała, ze nigdy kogos takiego nei bylo w szkole!!! Nie dowierzając, popytalam jeszcze kilka osób, łącznie z dyrekcją. Kazdy zaprzeczył. Pamiętam sytuację bardzo dokładnie. Nie było zadnych zalamań powietrza, zadnych fal, żadnej mgły-zwyczajny dzien, chlopak bez rąk na korytarzu, potem z matką na mieście...Kto się przeniósł? Chyba ja, potem my(razem z mamą), skoro w mojej rzeczywistosci nikt go nei znał...Zadziwiające...
Oceńcie sami, bo dla mnie sprawa jest juz jasna:) Pozdrawiam!
Monika [dane do wiad. FN]



zwiń tekst



PROROCZY SEN O WYBUCHU GAZU W KAMIENICY W KATOWICACH
Wt, 5 sty 2016 05:25 komentarze: brak czytany: 906x

W 2014 roku doszło do strasznej tragedii w Katowicach - w kamienicy doszło do eksplozji gazu grzebiąc w gruzach młodzie małżeństwo z dzieckiem. Potem okazało się, że to dziiennikarze telewizyjni - bardzo głośna sprawa. Okazało się, że jeden z czytelników serwisu miał jasnowidczy sen.   ...Witam Nautilusie,Piszę do Państwa w nawiązaniu do wybuchu gazu w jednej z kamienic w Katowicach, .......

czytaj dalej

W 2014 roku doszło do strasznej tragedii w Katowicach - w kamienicy doszło do eksplozji gazu grzebiąc w gruzach młodzie małżeństwo z dzieckiem. Potem okazało się, że to dziiennikarze telewizyjni - bardzo głośna sprawa. Okazało się, że jeden z czytelników serwisu miał jasnowidczy sen.

 

...Witam Nautilusie,

Piszę do Państwa w nawiązaniu do wybuchu gazu w jednej z kamienic w Katowicach, co miało miejsce w czwartek nad ranem. Kilka godzin po tym, jak dowiedziałem się o katastrofie przypomniałem sobie treść snu, jaki miałem kilka dni przed tym wydarzeniem. Śniło mi się, że z okna pokoju zaobserwowałem wybuch w jakimś budynku nieco oddalonym ode mnie, widziałem ścianę ognia, słyszałem huk, szum i panikę, krzyki ludzi. Pamiętam też, że w moim śnie zwaliły się wyższe piętra budynku a te na dole jakby ocalały, mniej więcej tak jak stało się to w katowickiej kamienicy. Różnica polega na tym, że widziany przeze mnie budynek bardziej przypominał wieżowiec niż kamienicę.

Sam mieszkam w Katowicach, prawie w centrum, i huk wybuchu gazu w Katowicach na ul. Chopina słyszałem dość wyraźnie, szyby w oknach mojego mieszkania zadrżały. W moim śnie odległość budynku, w którym doszło do wybuchu też była bliska.

Ze snu niestety nie zapamiętałem więcej, zaraz obudziłem się.

Pozdrawiam,
stały czytelnik



zwiń tekst



E-MAIL W SYLWESTRA OD SMUTNEGO CZYTELNIKA SERWISU - I NASZA BŁYSKAWICZNA ODPOWIEDŹ!
Pt, 1 sty 2016 14:56 komentarze: brak czytany: 915x

Nie wszyscy są szczęśliwi, nie wszyscy potrafią dostrzec, że tak naprawdę wokół są tylko pewne dekoracje na scenie, na której przyszło nam odgrywać sztukę z samym sobą w roli głównej... Takim ludzom zawsze poświęcamy szczególną uwagę. Oto wiadomość, która została do nas wysłana w Noc Sylwestrową. Witam. Czy moglibyście napisać jakiś artykuł dla ludzi takich jak.......

czytaj dalej

Nie wszyscy są szczęśliwi, nie wszyscy potrafią dostrzec, że tak naprawdę wokół są tylko pewne dekoracje na scenie, na której przyszło nam odgrywać sztukę z samym sobą w roli głównej... Takim ludzom zawsze poświęcamy szczególną uwagę. Oto wiadomość, która została do nas wysłana w Noc Sylwestrową.

Witam.

Czy moglibyście napisać jakiś artykuł dla ludzi takich jak ja dla których życie często bardzo przypomina zapach i smak popiołu i dymu pozdrawiam w łzach i w oczach w nowy rok pozdrawiam. Pamiętajcie,że dla ludzi takich jak ja też piszecie te strony, samotnych po przejściach ze łzami w oczach gdzieś próbujących zabić samotność alkoholem choć nigdy się to nie udaje. Ze łzami w oczach Paweł pozdrawiam.
Bardzo często tacy ,ludzie jak ja oczekują ,od Was czegoś specjalnego co pozwoli podróżować dalej, nie zapominajcie o ludziach takich jak ja w wielkim smutku:(


ODPOWIEDŹ OD FN:
Witamy Pana,
Dziękujemy za e-mail, ale skąd tyle smutku w Pana wiadomości dla nas? Nigdy o takich ludziach nie zapominamy. Wiemy, że alkohol łagodzi wiele rzeczy, ale to zwodnicza bestia, która rujnuje w ukryciu, i sprawia wrażenie, które jest oszustwem. Niszczy życie wielu ludzi, wiemy o tym! I jeszcze jedno. Ludzie wiedzący o tym, że jesteśmy istotami nieśmiertelnymi, którzy w naszych ciałach jesteśmy jedynie „pasażerami” przeżywającymi jedynie kolejne „przygody jako Pan lub Pani” nie powinni odczuwać smutku, a jedynie lekkie rozbawienie połączone z chwilową zadumą mad tym, jak niezwykłe jest to życie… Prosimy pamiętać o tym!
I nie traktować życia aż tak serio, a raczej jak pewien spektakl teatralny, w którym przyszło odgrywać Panu akurat taką rolę.
Pozdrawiamy i także życzymy Szczęśliwego Nowego Roku!
FN



zwiń tekst



STRONA
1 50 51 52 53 54 55 56 67
Strona 53 / 67

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Ekipa FN ponownie na pokładzie okrętu Nautilus!

UFO24

więcej na: emilcin.com

Sob, 14 gru 2019 23:04 | Dnia 12.12.2019 (dzisiaj) W Starachowicach został zauważony obiekt przypominający swoim kształtem ufo .Obiekt poruszał się wolno w  dół. Na początku była widoczna tylko biała kula po czym zauważalne było na jej szczycie coś czarnego  . Wykonane zostały tylko 3 zdjęcia bo obiekt nagle zniknął za chmurami . Zdjęcie zostało wykonane w zbliżeniu X8 (telefonem xiaomi redmi note 7 potem jeszcze raz zbliżone )  Co ciekawe dnia 18.08.2019 W Starachowicach kilometr od lotniska został...

Dziennik Pokładowy

Środa, 2 października 2019 |  Jeden z moich znajomych powiedział, że czytając serwis Fundacji Nautilus wiele lat temu doznał czegoś, co nazwał ‘przebudzeniem’. To był jeden tekst, który zmienił całe jego życie, gdyż przed tym tekstem nie brał pod uwagę, że istnieje reinkarnacja, a po jego lekturze już był pewien, że wędrówka dusz jest prawdą.  Podobnie było z naszą drogą do filozofii Zen.

czytaj dalej

FILM FN

Symulacja zderzenia Ziemi z asteroidą

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.