Dziś jest:
Wtorek, 8 września 2026

Bóg dokonuje się w nas kwantowo
Włodzimierz Sedlak – polski duchowny katolicki, twórca polskiej szkoły bioelektroniki

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz

Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie.
Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie



MORZE MNIE PORWAŁO. NIE PAMIĘTAM, JAK WRÓCIŁAM
Dziś, 08:26 komentarze: brak czytany: 97x

Dawno temu, kiedy miałam około 17-18 lat, czyli ponad 30 lat temu, byłam w Ustce. Mieszkałam w okolicy i w tamtym czasie w każde wakacje dorabiałam w ośrodkach wczasowych.Pamiętam, że pewnego dnia poszłam nad wodę. Kusiło mnie, żeby wejść do morza, mimo że nie umiałam pływać. Trochę się bałam, ale i tak szłam powoli coraz dalej. W pewnym momencie straciłam grunt pod nogami. Przyszła też fala, która.......

czytaj dalej

Dawno temu, kiedy miałam około 17-18 lat, czyli ponad 30 lat temu, byłam w Ustce. Mieszkałam w okolicy i w tamtym czasie w każde wakacje dorabiałam w ośrodkach wczasowych.

Pamiętam, że pewnego dnia poszłam nad wodę. Kusiło mnie, żeby wejść do morza, mimo że nie umiałam pływać. Trochę się bałam, ale i tak szłam powoli coraz dalej. W pewnym momencie straciłam grunt pod nogami. Przyszła też fala, która wciągnęła mnie jeszcze dalej w głąb wody i wtedy zaczęłam się topić. Straciłam orientację i nagle znalazłam się daleko od brzegu. Pamiętam tylko ten moment - wodę przed oczami, znikające niebo, jakbym traciła wszystko z pola widzenia, strach ,panika i myśl to koniec.

Potem mam urwany film i nie pamiętam, co się stało dalej.

Nagle znalazłam się z powrotem przy brzegu, stojąc bezpiecznie w wodzie do kolan, gdzie już nic mi się nie mogło stać. Miałam wrażenie, jakbym była prawie sucha i stała pewnie na nogach, jakby nic się nie wydarzyło, mimo że wcześniej byłam w sytuacji zagrożenia życia. To było dla mnie zupełnie nielogiczne, bo jeśli fala wyrzuciłaby mnie na brzeg, to nie w taki sposób - nie stojąc spokojnie i stabilnie.

Ludzie zachowywali się tak, jakby nic się nie stało, jakbym po prostu stała sobie w wodzie i nic mi nie groziło.

Do dziś mam w pamięci ten obraz - znikające niebo, wodę przed oczami i ten „urwany film”, którego nie potrafię wytłumaczyć.

Nie wiedziałam wtedy, że to jest początek różnych zdarzeń, które będą mi towarzyszyć przez całe moje życie. Mam tyle rzeczy do opowiedzenia, ale zawsze boję się, że nikt mi nie uwierzy albo że ktoś mnie wyśmieje. Mam też wrażenie, że istnieje jedna siła, która chce mnie zniszczyć, i druga siła, która mnie chroni - doszłam do takiego wniosku po wielu sytuacjach, które mi się przydarzyły. Pozdrawiam



zwiń tekst



INTUICJA, SEN, CZY COŚ WIĘCEJ?
Nie, 6 wrz 2026 15:08 komentarze: brak czytany: 298x

Z poczty FN:Witam serdecznie.Spotkała mnie taka historia. Opowiem konkretnie.Mój syn, 2-latek, był jakiś czas temu chory i miał kilka dni gorączkę, więc co kilka godzin podawałam mu leki, żeby tę gorączkę zbić. W ostatni dzień tego przeziębienia dałam synowi o 21:00 na noc leki przeciwgorączkowe i sama poszłam też spać.Nagle, jakoś około 1:00 w nocy, COŚ lub KTOŚ z całej siły krzyknął mi do ucha: „.......

czytaj dalej

Z poczty FN:

Witam serdecznie.

Spotkała mnie taka historia. Opowiem konkretnie.

Mój syn, 2-latek, był jakiś czas temu chory i miał kilka dni gorączkę, więc co kilka godzin podawałam mu leki, żeby tę gorączkę zbić. W ostatni dzień tego przeziębienia dałam synowi o 21:00 na noc leki przeciwgorączkowe i sama poszłam też spać.

Nagle, jakoś około 1:00 w nocy, COŚ lub KTOŚ z całej siły krzyknął mi do ucha: „WSTAWAJ!”. Oczywiście zerwałam się z łóżka jak szalona i przerażona, i od razu zobaczyłam, co z synem… a on 40 stopni gorączki. Nie wiem, co to było. Mieszkam sama, ale ten głos, byt, co mi wykrzyczał „WSTAWAJ” do ucha, to nie był sen, bo nic mi się nawet nie śniło.

Można opublikować mój mail.



Komentarz FN:  

Dziękujemy za podzielenie się tą historią. Tego typu doświadczenia trudno jednoznacznie wyjaśnić. Z jednej strony można przypuszczać, że zadziałała bardzo silna intuicja matki - nawet podczas snu nasza podświadomość potrafi wychwycić sygnały, których na co dzień nie rejestrujemy w pełni świadomie. Z drugiej strony można też spojrzeć na to jako na formę ostrzeżenia lub duchowego impulsu, który pojawił się dokładnie wtedy, gdy był potrzebny.
To z pewnością jedno z tych doświadczeń, które trudno uznać za zwykły przypadek.

 



zwiń tekst



TO NIE BYŁ PRZYPADEK. DO DZIŚ JESTEM WDZIĘCZNY
Pt, 4 wrz 2026 12:40 komentarze: brak czytany: 367x

Witam, Ostatnio spotkała mnie historia może dla Pana mało spektakularna, ale chciałem się nią podzielić. Dodam jeszcze, że o Sai Babie dowiedziałem się właśnie od Pana. Pewnego dnia wybrałem się do ubezpieczyciela, aby wykupić ubezpieczenie na walkę, ale to akurat mniej ważne. Na ścianie u tego pana zauważyłem obraz przedstawiający Sai Babę. Bardzo mocno przykuło to moją uwagę i miałem ogromną.......

czytaj dalej

Witam,
 
Ostatnio spotkała mnie historia może dla Pana mało spektakularna, ale chciałem się nią podzielić. Dodam jeszcze, że o Sai Babie dowiedziałem się właśnie od Pana. Pewnego dnia wybrałem się do ubezpieczyciela, aby wykupić ubezpieczenie na walkę, ale to akurat mniej ważne. Na ścianie u tego pana zauważyłem obraz przedstawiający Sai Babę. Bardzo mocno przykuło to moją uwagę i miałem ogromną chęć zapytać z ciekawości, dlaczego akurat ma na ścianie Sai Babę. Niestety nie miałem na tyle odwagi i po prostu wyszedłem.

Tego samego dnia, jadąc samochodem z dzieckiem, coś mnie tknęło, żeby włączyć sobie i posłuchać czegoś o Sai Babie. Minęła może minuta lub dwie. Jechałem za autem, które poruszało się bardzo wolno. Miałem już ochotę je wyprzedzić, ale ostatecznie zostałem za nim. Nagle, kiedy mijałem się z ciężarówką, pomiędzy nami z ogromną prędkością przejechał motocykl - dosłownie między ciężarówką a moim autem, które też nie jest małe.

Uznałem, że to nie był przypadek i że właśnie to uchroniło mnie, moje dziecko i motocyklistę od katastrofy. Nie jestem teraz żadnym wyznawcą Sai Baby, ale na znak wdzięczności ustawiłem sobie jego zdjęcie na tapecie telefonu, żeby chociaż takim małym gestem podziękować.
 
 
 


zwiń tekst



POŻEGNANIE, KTÓREGO NIKT SIĘ NIE SPODZIEWAŁ
Śr, 2 wrz 2026 16:46 komentarze: brak czytany: 443x

Z poczty FN: Szanowny Panie Robercie,Od dłuższego czasu zastanawiam się, czy opisać Panu pewną historię. Nie potrafię jej racjonalnie wyjaśnić, choć równie dobrze może być jedynie niezwykłym zbiegiem okoliczności. Chciałabym jednak poznać Pana opinię. W styczniu 2024 roku zmarła moja koleżanka Asia. Miała zaledwie 41 lat i przegrała walkę z rakiem. Znałyśmy się od ponad 10 lat dzięki koniom. .......

czytaj dalej

Z poczty FN: 

Szanowny Panie Robercie,

Od dłuższego czasu zastanawiam się, czy opisać Panu pewną historię. Nie potrafię jej racjonalnie wyjaśnić, choć równie dobrze może być jedynie niezwykłym zbiegiem okoliczności. Chciałabym jednak poznać Pana opinię. W styczniu 2024 roku zmarła moja koleżanka Asia. Miała zaledwie 41 lat i przegrała walkę z rakiem. Znałyśmy się od ponad 10 lat dzięki koniom. Z czasem nasze drogi się rozeszły, jak to często bywa w dorosłym życiu, i kontakt był już sporadyczny. Mimo to wiadomość o jej śmierci bardzo mną wstrząsnęła. Asia była osobą bardzo charakterystyczną. Uparta, ambitna, zawsze stawiała na swoim i konsekwentnie dążyła do celu. Kompromisy właściwie nie istniały w jej słowniku. Początkowo nie planowałam jechać na pogrzeb. Byłam wtedy sama z małym dzieckiem, a cmentarz znajdował się około 30 kilometrów od mojego domu. Uznałam, że odwiedzę jej grób w innym terminie. W dniu pogrzebu rano zadzwoniła do mnie nasza wspólna koleżanka. Powiedziała, że dzwoniła do niej siostra Asi z pytaniem, czy wybieram się na pogrzeb.

Okazało się, że ostatnią wolą Asi było, aby podczas pogrzebu towarzyszył jej czarny koń i szukają kogoś kto jest na miejscu i spełni jej ostatnią wolę, a że posiadam prawo jazdy BE to postanowiła mnie o to zapytać. Zadecydowały o tym ostatecznie dopiero tego dnia i na szybko szukały konia i kogoś kto go zawiezie. Koleżanka zaproponowała mi swoją przyczepę i powiedziała, że mogę zabrać dowolnego czarnego konia z ich stajni (sami wtedy byli gdzieś w trasie). Mieli wtedy cztery konie tej maści, a ich stajnia leżała idealnie po drodze. Od ponad 20 lat zajmuję się końmi, więc logistycznie nie stanowiło to dla mnie żadnego problemu. Mimo wszystko z niewyjaśnionego powodu poczułam, że nie chcę brać żadnego z tych koni. Pojechałam jedynie po przyczepę, a później postanowiłam pojechać w zupełnie innym kierunku po konia należącego do innej koleżanki. Był to koń rasy fryzyjskiej. Do dziś nie potrafię powiedzieć, dlaczego akurat jego wybrałam. W mojej okolicy konie fryzyjskie należą do rzadkości. Tak naprawdę znam tylko tego jednego. Pamiętam też, że jadąc po niego, pomyślałam sobie pół żartem, pół serio: „Będziesz mnie straszyć po nocach, jak ci nie przywiozę tego konia.” Znałyśmy się na tyle dobrze, że wiem, iż Asia śmiałaby się z takiego tekstu.

Na miejsce dotarłam dosłownie pięć minut przed rozpoczęciem mszy. Po wyjściu urny z kościoła szłam za nią z koniem, a za nami cały kondukt pogrzebowy. Kiedy wchodziliśmy na wzniesienie prowadzące na cmentarz, koń zaczął bardzo głośno rżeć. W kompletnej ciszy zrobiło to ogromne wrażenie na wszystkich obecnych. Widziałam ludzi ocierających łzy. Dla mnie samo rżenie nie było niczym niezwykłym. Konie są zwierzętami stadnymi i często nawołują inne osobniki, gdy zostają same. Nie doszukiwałam się w tym niczego nadprzyrodzonego. Po zakończeniu uroczystości odwiozłam konia, oddałam przyczepę i wróciłam do domu, spiesząc się jeszcze odebrać dziecko z przedszkola. Wieczorem zadzwoniła do mnie siostra Asi.

Powiedziała tylko: „Nie wiem, jak ty to zrobiłaś, ale bardzo ci dziękuję. Ostatnią wolą Asi było, żeby na jej pogrzebie był koń fryzyjski.” Dosłownie zamarłam. Nie miałam o tym pojęcia. Nikt mi wcześniej tego nie powiedział. Mogłam przecież bez problemu zabrać jednego z czterech czarnych koni stojących po drodze. Tymczasem z niewiadomego powodu pojechałam po jedynego fryza, którego znam. Powiedziałam jej na to: „widzisz.. Asia zawsze dostawała to czego chciała.” Od tamtej chwili wielokrotnie zastanawiałam się, czy był to tylko niezwykły zbieg okoliczności, czy też coś, czego nie potrafimy jeszcze zrozumieć. Nie próbuję nikogo do niczego przekonywać. Sama nie wiem, jak to interpretować. Po prostu uznałam, że jest to historia, która może Pana zainteresować.

 


Komentarz FN: 

Dziękujemy za podzielenie się tą historią. To naprawdę zaskakujące, zwłaszcza że nie wiedziała Pani, iż ostatnim życzeniem koleżanki był właśnie koń fryzyjski. Jedna z możliwych interpretacji jest taka, że w tamtym momencie mogła zadziałać silna intuicja albo pewnego rodzaju duchowe połączenie z koleżanką. W wielu relacjach po śmierci bliskiej osoby pojawia się motyw nagłego impulsu, myśli czy decyzji, której człowiek nie potrafi logicznie wyjaśnić, a dopiero później okazuje się ona mieć znaczenie. Można więc zastanawiać się, czy wybór tego konkretnego konia był całkowicie przypadkowy, czy może w jakiś sposób „odebrała” Pani to, czego chciała Pani koleżanka. Nie możemy tego z całą pewnością udowodnić, ale właśnie takie historie są dla nas szczególnie interesujące. Pokazują, że więź między ludźmi nie kończy się wraz ze śmiercią. Pozdrawiamy serdecznie.



zwiń tekst



DOŚWIADCZYŁEM WYJŚCIA Z CIAŁA. WIDZIAŁEM WSZYSTKO Z GÓRY
Pon, 31 sie 2026 12:06 komentarze: brak czytany: 496x

Szanowny Panie Robercie, ​Piszę do Pana, ponieważ od lat śledzę działania Fundacji Nautilus i chciałbym przekazać do Państwa archiwum swoją relację z dzieciństwa, która z perspektywy czasu wydaje mi się niezwykle silnym dowodem na realność zjawiska OOBE. ​Zdarzenie miało miejsce w Szpitalu Wojewódzkim w Białej Podlaskiej w 2014 lub 2015 roku. Miałem wtedy 8 lub 9 lat i przechodziłem zabieg wycięcia.......

czytaj dalej

Szanowny Panie Robercie, ​

Piszę do Pana, ponieważ od lat śledzę działania Fundacji Nautilus i chciałbym przekazać do Państwa archiwum swoją relację z dzieciństwa, która z perspektywy czasu wydaje mi się niezwykle silnym dowodem na realność zjawiska OOBE. ​Zdarzenie miało miejsce w Szpitalu Wojewódzkim w Białej Podlaskiej w 2014 lub 2015 roku. Miałem wtedy 8 lub 9 lat i przechodziłem zabieg wycięcia migdałków. To, czego doświadczyłem po operacji na sali wybudzeń, określam dziś jako „tryb widza”. Znalazłem się pod samym sufitem sali i obserwowałem całą scenę z góry. ​


Kluczowe szczegóły mojej relacji Perspektywa z góry i pozycja ciała: Zapamiętałem rzut pionowy sali. Widziałem siebie leżącego na łóżku w pozycji półsiedzącej. Dziś wiem, że jest to tzw. pozycja Fowlera, standardowo stosowana po operacji migdałków, aby zapobiec zachłyśnięciu. Jako 8-latek nie miałem o tym pojęcia i nie wiedziałem, że powinienem leżeć w taki sposób, a mimo to dokładnie taką pozycję zapamiętałem z perspektywy „widza”.

Moment wybudzenia: Co niezwykle istotne, fizyczną przytomność odzyskałem dopiero znacznie później, będąc już na zwykłej sali szpitalnej. Obraz spod sufitu na sali wybudzeń był więc całkowicie niezależny od momentu mojego rzeczywistego powrotu do ciała i zmysłów. Detale wyposażenia: Z dużej wysokości widziałem ciągi błękitno-białych blatów medycznych.

Zapamiętałem konkretny szczegół: zlew wpuszczony w blat oraz przedmioty leżące na jego górnej powierzchni. Z poziomu łóżka, przy wysokich szpitalnych sufitach, zobaczenie wnętrza zlewu i góry blatów było fizycznie niemożliwe. Personel: Widziałem trzy pielęgniarki pracujące w strefie między moim łóżkiem a szafkami. Najważniejszym dowodem jest dla mnie fakt, że gdybym po prostu na chwilę otworzył oczy podczas wybudzania, widziałbym tylko to, co bezpośrednio przede mną (nogi, pościel).

Moja świadomość zarejestrowała jednak pełny układ architektoniczny sali z punktu pod sufitem. Uważam, że moja świadomość działała wtedy jak niezależna kamera. Jeśli uznają Państwo tę relację za interesującą, wyrażam zgodę na jej anonimowe wykorzystanie.

 

 



zwiń tekst



JEDNA DECYZJA, KTÓRA URATOWAŁA MI ŻYCIE
Sob, 29 sie 2026 19:03 komentarze: brak czytany: 487x

Z poczty FN:Dzień dobry, panie Robercie właśnie przed chwilą podczas słuchania podcastu z Panem usłyszałem jak mówi Pan o tym "potknięciu się o kamyczek i zmianie tj. dalszego naszego życia" i przypomniałem sobie sytuacje z mojego życia sprzed ok 20 lat a mianowicie bo to wtedy okres w którym regularnie grałem w piłkę, chodziłem na treningi i ogólnie reprezentowałem klub w mojej miejscowości i pewnego.......

czytaj dalej

Z poczty FN:

Dzień dobry, panie Robercie właśnie przed chwilą podczas słuchania podcastu z Panem usłyszałem jak mówi Pan o tym "potknięciu się o kamyczek i zmianie tj. dalszego naszego życia" i przypomniałem sobie sytuacje z mojego życia sprzed ok 20 lat a mianowicie bo to wtedy okres w którym regularnie grałem w piłkę, chodziłem na treningi i ogólnie reprezentowałem klub w mojej miejscowości i pewnego dnia nie miałem strasznej ochoty iść na trening i mój tata (wtedy akurat jednocześnie nasz trener) powiedział, że skoro nie idę na trening to mógłbym skosić trawę przed domem. Ja po chwili zastanowienia się poczułem nagle, że nie jednak nie chce mi się kosić i wolę iść pobiegać za piłką. Wtedy wydawało mi się, że to przez moje lenistwo, ale teraz zaczynam się zastanawiać czy to przypadkiem nie "mój anioł stróż" wziął mnie za ramiona i zaprowadził na ten trening, bo ok godzinę od wyjścia z domu pijany strażak wracając z festynu wozem strażackim staranował ogrodzenie mojego domu zabijając przy tym kobietę która szła chodnikiem. Ten samochód przejechał dokładnie w tym miejscu gdzie ja bym kosił trawę dosłownie o ok metr mijając dom i nie uszkodził nic poza słupem wysokiego napięcia który był przy ulicy. I teraz chyba naprawdę uważam że nie ma przypadków tylko zawsze coś dzieje się z jakiejś przyczyny.


Komentarz FN:

Historia ta pokazuje, że czasem jedna drobna decyzja może zmienić bardzo wiele.
Buddyści mówią, że nawet potknięcie się o mały kamień może całkowicie odmienić dalszy bieg wydarzeń. Być może właśnie w takich chwilach ujawnia się pewien głębszy porządek. Czasami człowiek podejmuje decyzję bez wyraźnego powodu, a dopiero po czasie dostrzega, jak wielkie miała ona znaczenie. Bez wątpienia są takie wydarzenia, które pozostają dla nas nieodkrytą tajemnicą. Prawdopodobnie ma to związek z karmą i z tym, że każdy z nas podąża własną ścieżką, na której pewne zdarzenia mają szczególne znaczenie. Z naszej ludzkiej perspektywy widzimy jedynie niewielki fragment większej układanki, dlatego nie potrafimy do końca powiedzieć, dlaczego jedna osoba unika tragedii, a inna nie.



zwiń tekst



COŚ DZIWNEGO UNOSIŁO SIĘ PRZY ŁÓŻKU
Pon, 24 sie 2026 13:18 komentarze: brak czytany: 820x

Z poczty FN: Dzień Dobry, witam serdecznie Pana Roberta i całą ekipę zespołu Nautilus.To zaszczyt móc do Państwa napisać, nie spodziewałam się, że taka okazja mi się przytrafi aż do nocy 16 lipca.Otóż kilka rzeczy zanim zacznę: mieszkam w obecnym miejscu około 4 miesięcy, nic dziwnego, nadzwyczajnego się tutaj nie działo, aura mieszkania jest bardzo pozytywna. W sypialni mam małe okno z zasłonami.......

czytaj dalej

Z poczty FN: 

Dzień Dobry, witam serdecznie Pana Roberta i całą ekipę zespołu Nautilus.

To zaszczyt móc do Państwa napisać, nie spodziewałam się, że taka okazja mi się przytrafi aż do nocy 16 lipca.

Otóż kilka rzeczy zanim zacznę: mieszkam w obecnym miejscu około 4 miesięcy, nic dziwnego, nadzwyczajnego się tutaj nie działo, aura mieszkania jest bardzo pozytywna. W sypialni mam małe okno z zasłonami, w nocy zawsze zamykam wszystkie okna (ze względu na hałas) oraz zawsze są całkowicie zasłonięte, więc w nocy żadne światło zewnętrze nie dostaje się do środka. Z nocy 16 na 17 lipca pamiętam, że miałam problemy aby zasnąć. Ostatni raz sprawdzałam godzinę na telefonie - 1 w nocy, mogę obstawiać, że około 2 udało mi się w końcu zasnąć. No i przechodzimy do meritum ;) Obudziłam się nagle (jak się okazało, zaraz po całym doświadczeniu sprawdziłam godzinę -3.32) w moim pokoju panowała istna ciemność, było wręcz czarno, a przy moim łóżku (załączam zdjęcie podglądowe dla lepszej wizualizacji) poruszały się w powietrzu białe kule. Na pewno nie byłam we śnie, pamiętam bardzo dobrze, że przestraszyłam się, odsunęłam się do tyłu łóżka ze strachu, dodatkowo rozglądałam się po pokoju, więc nie ma żadnej możliwości, że był to paraliż senny. Kule były różnej wielkości nie tworzyły "zarysu sylwetki", w pierwszym momencie pomyślałam, że to może duch. Kule tworzyły jedność, ale nie miały danego zarysu, były różnej wielkości, ale nie były to małe kuleczki, bardziej jak wielkość piłki tenisowej. Ich kolor był powalający, naprawdę. Dalej jestem po wrażeniem tego doświadczenia, więc przepraszam z góry za rozgardiasz w zdaniach. Te kule były białe, ale nie był to taki "transparenty biały" kolor, ale taki biały gęsty, solidny? Cała sytuacja trwała, jak myślę około 5-6 sekund. Zaraz po wybudzeniu pamiętam, że wymamrotałam coś ze strachu pod nosem, następnie rozglądałam się po pokoju, widziałam zarysy szaf, cały czas próbując jakoś wyjaśnić to zjawisko, że to światło jest odbiciem czegoś. Nie ma takiej opcji, totalna ciemność i tylko latające kule między moim łóżkiem a ścianą. Powiem szczerze, boję się dosyć rzeczy niewyjaśnionych, więc od razu pomyślałam o tym, że muszę złapać telefon (jest na szafce obok łóżka) i zapalić szybko latarkę z niego. Ale jakaś cząstka mnie pomyślała, dosłownie cytat : "To jest jedyna taka okazja, kiedy przeżywasz coś takiego, widzisz własnymi oczami rzeczy, których nie powinno być, jak czegoś nie zrobisz będziesz żałować". No i byłam pewna, że w momencie zapalenia światła z telefonu te obiekty znikną i jedyne co mi przyszło do głowy, może trochę głupie haha to była myśl, aby jednocześnie prawą ręką chwycić po telefon a lewą rękę wsadzić w środek zbiorowiska tych obiektów. Tak też zrobiłam, adrenalina mi wybiła poza skalę haha Teraz trochę żałuję, że mogłam na spokojnie próbować zbliżać tą rękę do obiektów i obserwować reakcje, ale wtedy za bardzo się bałam, szybko machnęłam ręką w te obiekty i w tym samym momencie zapaliłam światło z latarki w telefonie. Nie poczułam nic dziwnego, tak naprawdę to nie poczułam zupełnie nic, ani zimna, ani ciepła, wydaję mi się, że szok i adrenalina zrobiły swoje. Z tego co mogę dodać, pamiętam, że będąc dzieckiem - byliśmy na wyjeździe z rodziną nad morze, pewnej nocy widziałam sylwetki duchów w pokoju. Więc, tej opisywanej nocy pomyślałam, że może widzę coś podobnego, jednak jest duża różnica między jednym a drugim zjawiskiem. Aby to jakoś zwizualizować przygotowałam zdjęcia, jak mniej więcej to wyglądało. Co jeszcze przychodzi mi do głowy, to mniej więcej ilość tych kul, wydaję mi się, że było ich razem około 12-13. Były one jednością, ale nie tworzyły zamkniętego obiektu. Niestety wszystko działo się tak szybko i nagle, że ciężko jest przypomnieć sobie więcej szczegółów.

Wizualizację przygotowałam z pomocą narzędzi AI, aby chociaż minimalnie pokazać jak te obiekty wyglądały.

Pamiętam, że ich wygląd skojarzył mi się trochę z takim gęstym dymem, bardzo mocno gęstym dymem.

Dziękuje za poświęcenie czasu.

 

 



zwiń tekst



MOC NASZYCH MYŚLI W CODZIENNYCH SPRAWACH
Pt, 21 sie 2026 12:43 komentarze: brak czytany: 572x

Z poczty FN: Dzień dobry,Panie Robercie, czytam Pana książkę. Dziś byłem na „Kule Orb i Przywołane w medytacji szczęście”. Pracuję na czterobrygadówce i szczerze nie cierpię rannych zmian. Dziś schodząc z porannej zmiany o godzinie 14 czytałem fragment o tym, jak medytował Pan o szczęściu i chwilę później dostał SMS-a, że wygrał Pan samochód. Postanowiłem więc przez dłuższą chwilę bardzo mocno.......

czytaj dalej

Z poczty FN: 

Dzień dobry,

Panie Robercie, czytam Pana książkę. Dziś byłem na „Kule Orb i Przywołane w medytacji szczęście”. Pracuję na czterobrygadówce i szczerze nie cierpię rannych zmian. Dziś schodząc z porannej zmiany o godzinie 14 czytałem fragment o tym, jak medytował Pan o szczęściu i chwilę później dostał SMS-a, że wygrał Pan samochód. Postanowiłem więc przez dłuższą chwilę bardzo mocno skupić myśli na tym, żeby „przywołać” kierownika następnej zmiany, który zaproponuje mi, żebym jutro przyszedł nie na 6 rano, tylko na 14. Co ciekawe - takie sytuacje u nas zdarzają się naprawdę rzadko, może 1 raz na 10 przypadków, dlatego nawet nie brałem tego na serio.

Po około godzinie dzwoni do mnie kolega i mówi, że mistrz zmiany szuka kogoś na jutro na 14. Oddzwoniłem więc do mistrza, a on mówi do mnie: „Właśnie miałem do ciebie dzwonić z pytaniem, czy chcesz jutro przyjść na 14”. Przyznam szczerze, że aż mnie zmroziło, bo dokładnie tego potrzebowałem i dokładnie o tym intensywnie myślałem chwilę wcześniej. W przeszłości takie sytuacje się zdarzały ale nie łączyłem ich w pary, myślałem, że to po prostu szczęście. Dziś to się sprawdziło, moc medytacji a raczej wzywania potrzeby jest realna. Dziękuję za tę lekcję i mam nadzieję, że dałem świadectwo temu, że jest moc i światło mimo, że to taka błaha sprawa związana ze mną.


Komentarz FN: 

Bardzo dziękujemy za podzielenie się tą historią. To niesamowite świadectwo tego, jak potężna jest siła naszej intencji i jak mocno jesteśmy połączeni z otaczającym nas światem. Takie sytuacje to nie przypadek. Są momenty, w których rzeczywistość odpowiada na nasze potrzeby. Życzymy wielu kolejnych, pozytywnych synchronizacji na Pana drodze.



zwiń tekst



SMUTEK, KTÓREGO NIE ZNAŁAM
Czw, 20 sie 2026 09:32 komentarze: brak czytany: 511x

Z poczty FN: Witam,chciałam opowiedzieć o swoim przypadku reinkarnacji. Mój przypadek jest zaledwie wspomnieniem, odczuciem po mojej poprzedniczce. Niestety nie pamiętam nic co do rzeczy, imion i miejsca. Ale wyczułam, że była dobrą kobietą, już starszą, mądrą, jednak bardzo smutną.Muszę nadmienić w pierwszej kolejności, że jestem wychowana w wierze katolickiej, która wyraźnie uznaje, że reinkarnacja.......

czytaj dalej

Z poczty FN: 

Witam,

chciałam opowiedzieć o swoim przypadku reinkarnacji. Mój przypadek jest zaledwie wspomnieniem, odczuciem po mojej poprzedniczce. Niestety nie pamiętam nic co do rzeczy, imion i miejsca. Ale wyczułam, że była dobrą kobietą, już starszą, mądrą, jednak bardzo smutną.

Muszę nadmienić w pierwszej kolejności, że jestem wychowana w wierze katolickiej, która wyraźnie uznaje, że reinkarnacja nie istnieje. Wiara katolicka takiego przypadku nie umie wytłumaczyć, jest to uznawane z góry za coś niewytłumaczalnego. Przyjęte jest, że każdy człowiek rodzi się ze swoją duszą, także nie ma miejsca nawet na możliwość spokojnej rozmowy na ten temat, gdyż sprzeczne jest to z wiarą i uznane byłoby za przejaw obecności obcego bytu. Dlatego nigdy nie chciałam z nikim o tym rozmawiać z racji obawy, żebym została uznana za grzeszną, problematyczną, potrzebującą pomocy. Na szczęście urodziłam się w domu, gdzie moja rodzina jest dość wyrozumiała co do rozmów o możliwościach nadprzyrodzonych. W mojej rodzinie bywały przypadki przodków umiejących wyczuwać energię ludzi. Na przestrzeni lat, po przypadkowych artykułach i materiałach w internecie, w końcu natrafiłam na Pana kanał, gdzie rozmowy na ten temat są normą, nie jest to temat tabu, wręcz przeciwnie – można na ten temat rozmawiać.

Po swoim przypadku mam podobne wnioski jak Pan i inni słuchacze, ale mam kilka dodatkowych.

W pierwszej kolejności może zacznę od opisania sytuacji, kiedy i jak pojawiło się to u mnie.

Byłam małą dziewczynką, radosną, nie chodziłam jeszcze do zerówki, jednak umiałam już bawić się beztrosko z innymi dziećmi, sama, bez kontroli (mieszkałam na wsi), więc obstawiam, że miałam około 4–5 lat. Tego dnia byłam akurat z koleżanką w swoim ogrodzie. Pamiętam, że był piękny, słoneczny dzień. W pewnym momencie, gdy biegłam w euforii, to się stało. Do mojego małego ciała weszło wspomnienie dojrzałej, starszej kobiety, która ubolewała, szlochała nad swoim losem, a może nie tak swoim, ale nad losem innych, swoich bliskich. Odczułam jej ból, jej smutek, jej żal… jej długą rozpacz, w jakiej tkwiła. Była to żałoba, a jednocześnie bezradność i bezsilność. Czułam, że nie była zła – była dobrą kobietą, uczciwą. Nie czułam od niej nic podłego. To weszło do mojej jaźni tak mocno, do mojego małego ciałka, że stało się to wręcz jednością. Nie umiem tego opisać wyraźniej. Ona była w moim ciele i umyśle przez tę chwilę. Trwało to może około 5 minut. Niedługo… Ja wróciłam do siebie kilka metrów dalej. Koleżanka i mama odnalazły mnie po chwili, znalazły mnie po moim histerycznym płaczu. Nie umiałam tego nikomu wytłumaczyć, byłam w wielkim szoku. Płakałam niesamowicie. Mama uznała, że chyba czymś się wystraszyłam, skoro nie umiałam racjonalnie tego wytłumaczyć. Pożegnała moją koleżankę, a ja poszłam się wyciszyć do domu. To uczucie-wspomnienie nie było mi w tym wieku znane. Małemu dziecku – skąd miałam wiedzieć, czym jest tak silny ból, żałoba i żal w wieku około 5 lat? To był wstrząs, na który zareagowałam silnym płaczem. Z czasem, gdy rosłam i dojrzewałam, to uczucie umiałam już nazwać i określić. Teraz wiem, co to było i co ta kobieta odczuwała. To odbiło się na moim charakterze. Zawsze lubiłam osoby starsze. Jako dziecko lubiłam z nimi spędzać czas, doceniałam ich mądrość życiową i czułam się dobrze oraz bezpiecznie wśród nich (nie tylko wśród moich dziadków, ale też sąsiadów). Po tym doświadczeniu jeszcze bardziej się to pogłębiło. Zdarzało mi się coś powiedzieć bliskim, co zwracało ich uwagę, na przykład będąc malutką mówiłam: „Chwile są ulotne, doceniajmy każdą minutę, ona się już nie powtórzy”. W mojej rodzinie, tak jak mówiłam, już bywały osoby nadwrażliwe na energię i emocje innych ludzi, więc uznano, że też odziedziczyłam to po nich.

Cieszę się też, że to była dobra osoba, bo ciężko byłoby mi radzić sobie z jej negatywnym uosobieniem w moim życiu. Uważam, że to jest ważne.


Podsumowując moje doświadczenie, chciałam tylko powiedzieć, że reinkarnacja zdarza się często. Jestem jednak pewna, że doświadczenie reinkarnacji zależne jest od kresu życia. Najczęściej osoby kończące tu życie muszą chcieć na swój sposób tu zostać. Są osoby, które umierają nagle i które chciały jeszcze żyć, albo osoby, które - jak u mnie - nie pogodziły się ze swoim losem i dlatego ponownie się odradzają. Osoby pogodzone odchodzą gdzieś jeszcze wyżej.




zwiń tekst



KOLORY, KTÓRYCH NIE MA W NASZYM ŚWIECIE
Wt, 18 sie 2026 18:11 komentarze: brak czytany: 579x

Z poczty FN: Podzielę się swoją historią, której do tej pory nie rozumiem. W 2008 roku jak miałam 23 lata pracowałam w Niemczech przy pracach sezonowych. Mieszkałyśmy w tzw. Laubach. W czasie przerwy zostałam w Laubie i szykowałam sobie obiad. Rozdzielałam nożem zamrożone kotlety. Robiłam to bezmyślnie, chyba z przemęczenia w taki sposób że nóż wbił mi się w kciuk. Wyciągnęłam nóż i poczułam .......

czytaj dalej

Z poczty FN: 

Podzielę się swoją historią, której do tej pory nie rozumiem. W 2008 roku jak miałam 23 lata pracowałam w Niemczech przy pracach sezonowych. Mieszkałyśmy w tzw. Laubach. W czasie przerwy zostałam w Laubie i szykowałam sobie obiad. Rozdzielałam nożem zamrożone kotlety. Robiłam to bezmyślnie, chyba z przemęczenia w taki sposób że nóż wbił mi się w kciuk. Wyciągnęłam nóż i poczułam się słabo. Uklęknęłam, a następnie położyłam się na podłodze czując, że odpływam. I tu zaczyna się najlepsze, słyszałam melodię, widziałam zarysy kolorowych postaci, świeciły, otoczenie było pełne kolorów z dominacją różowego. Te postacie podchodziły do mnie i czułam, że są zdziwione, że mnie widzą. Nagle coś mnie wyrwało z tego "świata", ale ja nie chciałam wracać. Czułam, że tam jest moje miejsce. Poczułam przeszywający ból w klatce piersiowej. Otworzyłam oczy i zobaczyłam szare smutne otoczenie. A na podłodze kałużę krwi. Co mi się przytrafiło? Czy to było spowodowane utrata krwi? Czy byłam po drugiej stronie?


Komentarz FN: 

Dziękujemy za tę historię. To, co Pani przeżyła, wygląda na klasyczne doświadczenie z pogranicza śmierci. Utrata krwi i silny wstrząs sprawiły, że na chwilę wyszła Pani poza ciało. Wiele osób w takich momentach widzi i czuje dokładnie to samo: piękne kolory, światło, postacie i głębokie poczucie, że trafiło się do swojego prawdziwego domu. Pani doświadczenie było realne. Z przesłanego opisu wnioskujemy, że nie było to zwykłe omdlenie. Na chwilę znalazła się Pani po drugiej stronie i wróciła. Takie rzeczy się zdarzają i nie są rzadkością. Pozdrawiamy.




zwiń tekst



DWIE HISTORIE W JEDNEJ KAMIENICY
Nie, 16 sie 2026 14:15 komentarze: brak czytany: 563x

Dzień dobryOpiszę państwu swoją historię, dokładniej 2 przeżycia, a miałem ich kilka na przestrzeni 30 lat. Moi bliscy o nich słyszeli jakoś nigdy nie miałem problemu z opowiadaniem swoich przeżyć. Było to w 2017 roku, Chodziłem do Brata korzystać z komputera i internetu po tym jak się wyprowadził od rodziców i poszedł na swoje. Pewnego razu oglądając u niego filmy, a byłem sam w mieszkaniu. Poczułem.......

czytaj dalej

Dzień dobry

Opiszę państwu swoją historię, dokładniej 2 przeżycia, a miałem ich kilka na przestrzeni 30 lat. Moi bliscy o nich słyszeli jakoś nigdy nie miałem problemu z opowiadaniem swoich przeżyć. Było to w 2017 roku, Chodziłem do Brata korzystać z komputera i internetu po tym jak się wyprowadził od rodziców i poszedł na swoje. Pewnego razu oglądając u niego filmy, a byłem sam w mieszkaniu. Poczułem uczucie nie niepokój ani strach ale impuls. Odwróciłem się i jak by ktoś rzucił czarnym materiałem, po łuku od sufitu do podłogi. Było to przed 16, bo ani brata i jego ówczesnej narzeczonej a teraz żony nie było. Po zobaczeniu tego poczułem prawdziwy strach, dreszcz po karku. Wstałem od komputera i po minucie mnie już w tej kamienicy nie było. 2 lata później przez 2 miesiące mieszkałem w tym mieszkaniu i miałem nieraz jakieś odczucia ale w myślach weź się uspokój i było wszystko ok. W 2016-17 roku śpię u siebie w mieszkaniu po czym budzi mnie ucisk i paraliż na całą lewą stronę ciała jak by ktoś za mną mnie wgniótł w łóżko. Stereotypowa zmora senna. Dopiero krzyk zwanie i ,że ma odejść przyniosło skutek. Po czym usnąłem od razu bez nerwów. Piszę o tym ponieważ Pan Robert wspominał w niejednym wywiadzie o podobnym przeżyciu. I teraz smaczek moje mieszkanie przylegało do kuchni mieszkania w którym mieszkał mój brat do 2012 roku. Ta sama kamienica, te same piętra, inne klatki schodowe. Od tamtej pory nic. Lecz oglądanie się przez ramie pozostało.

 



zwiń tekst



KIEDY CISZĘ NOCY PRZERWAŁ ŚPIEW PTAKÓW
Sob, 15 sie 2026 12:04 komentarze: brak czytany: 529x

Dzień dobryWłaśnie jestem świeżo po przeczytaniu książki "Jestem z gwiazd", którą przeczytałam jednym tchem. Dziękuję, że Pan porusza i rozpowszechnia tematy UFO, reinkarnacji itp. Chciałam podzielić się swoim "małym" doświadczeniem po śmierci Mamy.Mama zmarła w kwietniu 2020 roku.Dwa dni przed śmiercią leżała już nieprzytomna w szpitalu. W tamtym czasie mieszkałam w bloku na 1 pietrze na dużym "betonowym.......

czytaj dalej


Dzień dobry

Właśnie jestem świeżo po przeczytaniu książki "Jestem z gwiazd", którą przeczytałam jednym tchem. Dziękuję, że Pan porusza i rozpowszechnia tematy UFO, reinkarnacji itp. Chciałam podzielić się swoim "małym" doświadczeniem po śmierci Mamy.
Mama zmarła w kwietniu 2020 roku.

Dwa dni przed śmiercią leżała już nieprzytomna w szpitalu. W tamtym czasie mieszkałam w bloku na 1 pietrze na dużym "betonowym" osiedlu. Była godzina ok 1-2 w nocy, siedziałam i rozmawiałam z 17 letnia córką w dużym pokoju. W którymś momencie 1 z nas mówi czy druga słyszy ptaki. Otóż obie z nas słyszałyśmy świergot stada jakiś małych ptaszków, który trwał dość długo około godziny . Nie wiem czemu ale bałam się wyjrzeć za okno. Dodam że za oknem był balkon i plac zabaw.

Dźwięk był bardzo wyraźny. Po jakimś czasie poszłam spać do innego pokoju , gdzie okno było na inną stronę i znów to ćwierkanie .Rano ok 7 odebrałam telefon ze szpitala że Mama o 1:17 zmarła....Mieszkałam na tym Osiedlu 20 lat i nigdy o 1-2 w nocy nie słyszałam ptaków a stado w ogóle mi się wydaje nie realne. W dzieciństwie mieszkałam przy lesie więc budziły mnie ptaszki ale najwcześniej 4-5. zatem w moim odczuciu to Dusza mojej Mamy przyszła się pożegnać, co wbrew pozorom dało mi spokój i pogodzenie się z Jej śmiercią tu na Ziemi.
Dodam, że nie jestem osobą, która lubi wymyślać jakieś historie, a kłamstwo mam wrażenie że zaraz po mnie widać.

Komentarz FN:

Dziękujemy za podzielenie się tym doświadczeniem. W naszych zbiorach relacji nie brakuje podobnych doniesień - wiele osób opisuje, że w chwili odejścia bliskiej osoby pojawiają się ptaki, słychać ich śpiew lub stukanie, nawet w miejscach i porach, w których normalnie ich nie ma. Takie sygnały często niosą bliskim poczucie spokoju i pożegnania. Jeszcze raz dziękujemy za zaufanie i przekazanie tej historii.

 



zwiń tekst



OD LAT ŚNIĘ O ISTOTACH Z INNEGO ŚWIATA
Pt, 14 sie 2026 10:37 komentarze: brak czytany: 523x

Witam serdecznie, Panie RobercieChciałabym opisać Panu jeden z moich snów o ludziach nie z tej planety, gdyż miewam takie sny od 1996 roku, a ten miałam około 6 lat temu.Jestem na statku pozaziemskim i widzę kilka kobiet w wieku około 40 lat i jednego młodego mężczyznę w wieku około 25 lat ubranych w białe połyskujące kombinezony z granatowymi pasami po bokach. Kobiety stoją i są czymś zajęte, a ten.......

czytaj dalej


Witam serdecznie, Panie Robercie

Chciałabym opisać Panu jeden z moich snów o ludziach nie z tej planety, gdyż miewam takie sny od 1996 roku, a ten miałam około 6 lat temu.

Jestem na statku pozaziemskim i widzę kilka kobiet w wieku około 40 lat i jednego młodego mężczyznę w wieku około 25 lat ubranych w białe połyskujące kombinezony z granatowymi pasami po bokach. Kobiety stoją i są czymś zajęte, a ten mężczyzna siedzi przy jakimś urządzeniu. Mężczyzna obrócił się w moim kierunku i spojrzał na mnie. Ja stałam tam i rozglądałam się dookoła, a kiedy mężczyzna spojrzał na mnie ja tym zachęcona zwróciłam się do niego i zapytałam: kiedy nam się w końcu pokażecie? Mężczyzna szybko odpalił: dopiero po 3 wojnie światowej. Ja zdębiałam i przestraszona zapytałam: To będzie 3 wojna światowa? Kobiety natychmiast obróciły się w kierunku tego mężczyzny i przeszyły go wzrokiem, a on zaniemówił i było widać, że pożałował tego co powiedział. Nastąpiła konsternacja i natychmiast się obudziłam.

 


To jest jeden ze snów, którego nie da się zapomnieć i nie opowiadałam go nikomu, ponieważ nie chciałam nikogo straszyć 3 wojną światową. Po wybuchu wojny między Rosją a Ukrainą ten sen zaczął nabierać dla mnie sensu, choć miałam nadzieję, że ta wojna szybko się skończy. Teraz zdaję sobie sprawę, że 3 wojna światowa tak naprawdę już trwa, a polem bitwy jest Ukraina. Pół roku przed wybuchem tej wojny, a dokładnie w nocy 8 sierpnia 2021 roku zobaczyłam we śnie potężną demoniczną istotę o niebotycznych rozmiarach, która przechodząc niszczyła wszystko dookoła, był to bardzo przerażający byt. Widziałam ludzi uciekających do nas, domy były przepełnione, ale my (Polska) byliśmy bezpieczni, w jakiś sposób byliśmy zabezpieczeni.

Dodam jeszcze jeden sen jaki miałam odnośnie przyszłego kontaktu. Ten sen miałam 19-06-2022 roku. Z pojazdu kosmicznego wyleciała platforma, na której znajdowali się ludzie i wylądowała z nimi na Ziemi. Z tej platformy wysiedli ludzie wyglądający dokładnie tak jak my. Rozmawiali z nami i dowiedziałam się że pochodzą z prawie identycznej planety i borykają się podobnymi problemami, jedynie co ich wyróżniało to to, że są trochę bardziej zaawansowani technologicznie od nas. To był nasz pierwszy kontakt z obcą cywilizacją.

Pozdrawiam serdecznie Pana i cały zespół Nautilus i dziękuję za audycje, które ogromnie mnie cieszą.

 



zwiń tekst



KTO WYSŁAŁ TĘ WIADOMOŚĆ?
Śr, 12 sie 2026 21:25 komentarze: brak czytany: 524x

Dzisiaj, oglądając jeden z wywiadów pana Bernatowicza na YouTube, przypomniała mi się historia, która wydarzyła się kilka lat temu. Rozmowa dotyczyła osób zmarłych, dusz oraz różnych niewyjaśnionych doświadczeń zgłaszanych przez ludzi. W pewnym momencie pomyślałem o zdarzeniu, którego sam byłem świadkiem i które do dziś pozostaje dla mnie zagadką. Nie kontaktuję się z Państwem po to, aby kogokolwiek.......

czytaj dalej

Dzisiaj, oglądając jeden z wywiadów pana Bernatowicza na YouTube, przypomniała mi się historia, która wydarzyła się kilka lat temu. Rozmowa dotyczyła osób zmarłych, dusz oraz różnych niewyjaśnionych doświadczeń zgłaszanych przez ludzi. W pewnym momencie pomyślałem o zdarzeniu, którego sam byłem świadkiem i które do dziś pozostaje dla mnie zagadką. Nie kontaktuję się z Państwem po to, aby kogokolwiek przekonywać do konkretnej interpretacji tej historii.

Chciałbym po prostu podzielić się wydarzeniem, które rzeczywiście miało miejsce. Całkowicie zaręczam, że opisuję fakty tak, jak je zapamiętałem. Nie jest to wymyślona opowieść ani próba stworzenia sensacyjnej historii. Być może znajdą Państwo w niej coś interesującego lub wartościowego z punktu widzenia swoich badań. Historia dotyczy mojej partnerki, która przeżywała wówczas bardzo trudny okres. Rok przed śmiercią swojego taty straciła ukochanego psa, z którym była związana przez wiele lat. Był on dla niej kimś znacznie więcej niż zwierzęciem. Jego odejście było ogromnym ciosem. Niedługo później ciężko zachorował jej tata. Przez około rok trwała walka o jego życie, która niestety zakończyła się jego śmiercią. Był to dla niej niezwykle bolesny czas. Po odejściu taty bardzo cierpiała i, jak wiele osób po stracie najbliższych, pragnęła choćby najmniejszego znaku, że po drugiej stronie wszystko jest w porządku.

Kilka tygodni po jego śmierci wydarzyło się coś, czego do dziś nie potrafię racjonalnie wyjaśnić. Otrzymałem SMS z numeru telefonu mojej partnerki. Treść wiadomości była bardzo nietypowa. Składała się z kilku zdań, które sugerowały, że jej pies jest szczęśliwy, biega po łące, a wraz z jej tatą chodzą na spacery i wszystko jest dobrze. Pamiętam, że wiadomość wywołała u mnie ogromne zdziwienie. Napisałem do partnerki z pytaniem, dlaczego wysłała mi takiego SMS-a. Odpowiedziała, że niczego nie wysyłała. Sprawdziła telefon i rzeczywiście nie było śladu takiej wiadomości w historii wysłanych SMS-ów.

Najbardziej zastanawiające odkryliśmy jednak później. Analizując treść wiadomości, zauważyliśmy, że poszczególne zdania rzeczywiście pochodziły z dawnych SMS-ów, które moja partnerka wysyłała mi na przestrzeni miesięcy czy nawet lat. Były to fragmenty różnych rozmów, dotyczących zupełnie innych sytuacji. Jedno zdanie odnosiło się do spaceru z psem, inne do jego zachowania, jeszcze inne do codziennych spraw.

Wyglądało to tak, jakby ktoś zebrał pojedyncze fragmenty z wielu różnych wiadomości i połączył je w jeden spójny komunikat. Co niezwykłe, całość tworzyła bardzo konkretny przekaz. Przekaz, którego sens można było odczytać jako informację, że jej tata i ukochany pies są razem, są szczęśliwi i że wszystko jest w porządku.

Do dziś nie wiem, w jaki sposób taka wiadomość mogła zostać wygenerowana i wysłana. Nie znam żadnego technicznego wyjaśnienia tego zdarzenia. Być może takie istnieje. Jednocześnie trudno było nie zwrócić uwagi na symbolikę całej sytuacji oraz na moment, w którym się wydarzyła. Niezależnie od tego, jak interpretować ten przypadek, pamiętam, że dla mojej partnerki miał on ogromne znaczenie. Wiadomość przyniosła jej spokój, którego bardzo wtedy potrzebowała. Miała poczucie, że otrzymała odpowiedź na pytanie, które od tygodni nosiła w sobie.

Po latach nadal wracam myślami do tej historii i nadal nie potrafię jej wyjaśnić. Być może jest to jedynie niezwykły zbieg okoliczności. Być może kryje się za tym coś więcej.

Pozostawiam to ocenie Państwa i czytelników Fundacji Nautilus.




zwiń tekst



SZCZERA PROŚBA PŁYNĄCA Z SERCA
Śr, 12 sie 2026 07:27 komentarze: brak czytany: 1432x

Szanowny Panie Robercie,od pewnego czasu z dużym zainteresowaniem oglądam Pana podcasty oraz przeczytałem Pana książkę. Szczególnie poruszyły mnie opowieści dotyczące Sai Baby i relacje ludzi, którzy opisywali niezwykłe zbiegi okoliczności po szczerej modlitwie lub prośbie skierowanej do Niego. Szczególnie zapadła mi w pamięć historia opowiedziana przez Pana w Radiu Z i pocztówce. Przyznam, że podchodziłem.......

czytaj dalej

Szanowny Panie Robercie,

od pewnego czasu z dużym zainteresowaniem oglądam Pana podcasty oraz przeczytałem Pana książkę. Szczególnie poruszyły mnie opowieści dotyczące Sai Baby i relacje ludzi, którzy opisywali niezwykłe zbiegi okoliczności po szczerej modlitwie lub prośbie skierowanej do Niego. Szczególnie zapadła mi w pamięć historia opowiedziana przez Pana w Radiu Z i pocztówce. Przyznam, że podchodziłem do takich historii z dużym dystansem. Nie uważałem się za osobę wierzącą w tego typu zjawiska, ale postanowiłem zrobić pewien eksperyment.

Od kilku miesięcy próbowałem sprzedać swoje mieszkanie. Mimo wielu wyświetleń ogłoszenia i kilku zapytań nie było osoby, która naprawdę chciałaby je kupić. Zaczynałem już tracić nadzieję, że uda się je sprzedać w rozsądnej cenie i w rozsądnym czasie.

Którejś nocy zwróciłem się do Sai Baby z prostą, szczerą prośbą płynącą z serca. Poprosiłem jedynie o pomoc w sprzedaży mieszkania, jeśli rzeczywiście może mi pomóc.

Następnego ranka wydarzyło się coś, co bardzo mnie zaskoczyło. Otrzymałem wiadomość SMS od kobiety zainteresowanej kupnem mojego mieszkania. Umówiliśmy się na spotkanie i od pierwszych minut bardzo dobrze nam się rozmawiało. Okazało się, że mieszkamy w tym samym bloku, mamy podobne pasje związane ze sportem i aktywnym stylem życia, a rozmowa przebiegała tak, jakbyśmy znali się od dawna.

Jeszcze bardziej zdziwiło mnie to, co powiedziała podczas spotkania. Przyznała, że od dłuższego czasu szukała mieszkania właśnie w naszym bloku. Regularnie przeglądała ogłoszenia, ale nic odpowiedniego się nie pojawiało. W końcu pogodziła się z myślą, że chyba nie uda jej się tutaj nic kupić i praktycznie zrezygnowała z dalszych poszukiwań. Kilka dni przed naszym kontaktem kolega powiedział jej, żeby jeszcze raz zajrzała do ogłoszeń, bo może pojawiło się coś nowego. Wtedy trafiła na moje mieszkanie i napisała do mnie wiadomość. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ktoś może powiedzieć, iż był to zwykły zbieg okoliczności. Być może właśnie tak było. Jednak zbieżność czasu, okoliczności i całej tej historii zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nie potrafię tego jednoznacznie wyjaśnić, ale sprawiło to, że zacząłem patrzeć na podobne relacje z dużo większą otwartością.

Nie piszę tego, aby kogokolwiek przekonywać. Chciałem jedynie podzielić się swoim doświadczeniem, ponieważ to właśnie Pana audycje i opowieści skłoniły mnie do wykonania tego prostego gestu - szczerej prośby płynącej z serca. Dziękuję za Pana pracę i za wszystkie historie, które skłaniają do refleksji. Niezależnie od tego, jak każdy z nas interpretuje takie wydarzenia, moje doświadczenie pozostanie czymś, czego długo nie zapomnę.


Komentarz FN:

Dziękujemy za podzielenie się tą niezwykłą historią. W Fundacji Nautilus od lat obserwujemy, jak pozornie przypadkowe zdarzenia potrafią układać się w zaskakująco precyzyjną całość. Trudno uwierzyć, że wszystko jest wyłącznie dziełem przypadku. Historia Sai Baby wielokrotnie pokazuje, że jego moc potrafi nas zaskoczyć właśnie wtedy, gdy najmniej się tego spodziewamy. Być może również w tym przypadku otrzymana odpowiedź przyszła dokładnie w momencie, w którym miała nadejść.



zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 50 89
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 89

//

Wejście na pokład

//

Wiadomość z okrętu Nautilus

[KONTAKT] Słucham programów o tematyce, którą Pan jest pochłonięty. Podobnie jak Pan zadaję sobie pytania. Wybaczy Pan, że będę może chaotyczny w wypowiedzi, ale postaram się powiedzieć co mnie „dręczy'. Otóż mam wrażenie, że moje doznania życiowe nie są przypadkowe i patrząc na otoczenie mam wrażenie, że dzieje się coś wyjątkowego...

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wczoraj, 08:19 | Pewnego wieczora wychodząc na łąkę zauważyłem na niebie 'obiekt'. Składał się on z rzędu kilku świateł (5-6), wisiał w powietrzu bez ruchu i bezgłośnie  lekko pod skosem. Po chwili światła w nieregularnej kolejności zgasły lecz po chwili pojawiły się nagle kawałek dalej i znowu wisiały z bezruchu. Po czym odlatywały z linii w losowych kierunkach i gasły, by po chwili pojawić się w innym miejscu znowu w jednej linii. Po kilku minutach pojawił się drugi taki obiekt...

Dziennik Pokładowy

Wtorek, 28 lipca 2026 | Wracam do publikacji w Dzienniku Pokładowym mocnym akcentem. A zresztą... przeczytajcie sami!

czytaj dalej

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.